Skocz do zawartości

Cmb

Forumowicze
  • Zawartość

    303
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Cmb


  1. W gwoli wyjaśnienia - nie zarzucam że nie grałeś w Morrowinda bez dodatków, tylko że bractwo atakuje właśnie w nich (a jak wspomniałem dodatki są dziadowskie).

    System tworzenia czarów był gadżetem rzadko używanym, ale jak ktoś chciał się pobawić to zawsze mógł do niego sięgnąć (nawet, jeśli musiał używać kodów do rzucania niektórych czarów). W Daggerfalla nie grałem więc nie mam porównania, pewnie masz rację.

    I atletyka - faktycznie - była głupią umiejętnością, jak i akrobatyka. Ale czym to się różni od kowalstwa, którym teraz ludzie wbijają szybko levele w skyrimie? Albo skillowania umiejętności w szybkim tempie na różnorakie sposoby. Nie mówiąc nawet o fatalnym póki co balansie umiejętności.

    I znowu o level scallingu - czemu ja, grając bardzo długo w Morrowinda, nigdy nie zauważyłem jego wady? Musiał być naprawdę dobrze zakamuflowany, bo racja, na początku były słabe potwory - przecież gra nie rzuci Cię od razu do daedrycznych ruin - a nawet tam różnice były marginalne (chyba na wyższych levelach zamieniały się w złote święte jakieś dremory, już nie pamiętam). Ale zawsze na 1 lvlu znając grę mogłeś z buta znaleźć daedryczne/szklane/ebonowe przedmioty - nawet u kupców! Tutaj kupcy nie mają totalnie nic, sam żelazny chłam (w porywach do orkowego, ale to pewnie też zależy od levela) i człowiek czuje się, jakby był w tym świecie sam. Bo nikt wcześniej nie znalazł jakiejś daedrycznej rzeczy? To ja chyba jestem bogiem, bo co chwila sprzedaję 10 mieczy właścicielom losowych lombardów...


  2. Poza tym między level scalingiem w Morrowind a Oblivion jest cały kosmos różnic i zauważyłem to nawet ja, choć fanem serii nie jestem i grałem w te gry stosunkowo krótko.

    Powiem krótko. Potrenowałem w Morrowindzie sprzedając nabite kamienie duszy z gildii magów do 15 lvlu. Nie ruszyłem żadnego questa poza dwoma. W nocy napadł mnie przedstawiciel Mrocznego Bractwa, dzierżący daedryczną katanę.

    // jeszcze krócej: zaczynasz grę, masz w łapach ledwo sztylet i koszulę, idziesz spać i jesteś napadany przez przedstawieciela MB który ma na sobie bardzo dobry (jeden z najlepszych) lekki pancerz, którym dysponujesz w ten sposób od początku gry.

    I nie skomentuję postawy coniektórych osób (hi, mandarynek) - 'w sumie to grałem bardzo krótko ale mam koszmarnie dużo do powiedzenia na temat całej serii, w sumie więcej niż ludzie którzy spędzili nad nią -naście/-dziesiąt razy czasu więcej niż ja'.

    A gadanie, że Skyrim nie wynagradza eksploracji jest po prostu paskudnym, bezczelnym kłamstwem. Najlepsze zaklęcia i artefakty są do znalezienia tylko na dnie specjalnych, ciekawie zaprojektowanych lokacji.

    Ponieważ kolejne Wasze argumenty są odbijane jak krople wody od hydrofobowej powierzchni (level scaling, brak eksploracji, krótka gra, zła optymalizacja trolololo) musicie się zniżać do kłamstwa (ewentualnie czepiania się Skyrima o wady, które Morrowind posiadał sugerując jednocześnie, że to czyni Morrowind lepszą grą), co nie jest fajne.

    Pokolei.

    1. Nie grałeś w Morrowinda tylko Tribunala/Bloodmoona to i Cię jakieś bractwo zaatakowało, a nawet jeśli to ja nigdy tego nie doświadczyłem. Dlatego wolę suchego Morrowinda (bez dodatków, bo imo są one fatalne).

    2. Skyrim nie nagradza eksploracji - te Twoje najlepsze zaklęcia czy przedmioty są w lokacjach powiązanych z questami (wątek główny bądź któryś z pobocznych) i ma się nijak do balansu. Ja jako łotr przez cały czas gry i lokacjach, które zwiedziłem, nie znalazłem nic lepszego od rzeczy z questów. Poczynając od sztyletu, przez zbroję, aż do biżuterii (no, może tutaj naszyjnik się może zaliczać, ale na jedną z jego części też potrzeba

    zadania z gildii magów

    więc nie za bardzo się liczy - w większości znajduje się losowe śmieci.

    3. Odbijane jak woda? Nie rozumiem, przecież te wady istnieją i są chyba niepodważalne, nie obaliliście żadnej. Level scalling jest, brak sensu eksploracji jest (w sumie co to za eksploracja jak tu jest jaskinia na jaskini i wystarczy przejść się z jednego miasta do drugiego żeby znaleźć z 20), gra jest krótka i niewymagająca (to nie Ty wklejałeś screeny z tym super daedrycznym setem w którym pewnie nawet prastary smok Cię zapewne łaskocze?). A wady Morrowinda? Fakt, system walki polegający na zaklikaniu wroga na śmierć. Jednak zapominasz o wspaniałym systemie czarów, który pozwalał stworzyć własne zaklęcia i była szansa na rzucenie go ograniczająca siłę. Tutaj mamy tylko kilka narzuconych czarów. A sama walka bronią białą też aż taka zła nie była, bo przynajmniej na 1 poziomie nie poszło się walczyć z daedrami (tutaj zresztą też się nie pójdzie bo ta da da da level scalling, no chyba że daedryczna kaplica). A błyskawiczne wbijanie poziomów/statów/whatever... spróbujcie się domyślić tego jak gracie pierwszy raz to będziecie mistrzami, bo większość pewnie te wasze "wady" Morrowinda odkryło po miesiącu gry.

    @a co do tych superunikatowych przedmiotów w skyrimie to są to głównie jakieś śmieci typu

    ciężkie maski z regeneracją many i premiami magicznymi potrzebnymi wojownikowi do podcierania tyłka

    , ja osobiście nie znalazłem nic lepszego od questowych dziadostewek, mam dopiero 36 lvl teraz, a jak przechodziłem większość wątków miałem ok. 25, więc zapewne większość Twoich "unikatów" to po prostu dzieło scallingu. I o dziwo na 25 poziomie poziom mistrz nie znalazłem nic, co by stanowiło jakiekolwiek wyzwanie, czy to

    Alduin czy może 50 falmerów ustawionych po drodze padających na kosę w plecy

    .


  3. Bo Gothic to mimo swojego rodzaju swobody na początku gry jednak jest grą liniową (tylko zachowuje pozory swobody) i nastawioną na historię w niej opowiedzianą, więc normalnie się kończy. Gry z serii TES są natomiast bardziej nastawione na eksplorację (albo były przed level scallingiem), natomiast widocznie nawet wątek główny jest tu sprawą drugorzędną, potraktowany troszkę po macoszemu.

    @Rip

    17 godzin to dosyć mało, jak już wspominałem pograsz te 40 to pierwsze objawy nudy powinny nastąpić, jak np. czyszczenie pokolei jaskiń (chociaż sama eksploracja dosyć przyjemna, tylko zawód jak się nie znajdzie w niej nic cennego), które są specjalnie tak robione żeby krótsza droga była zawalona i biec naokoło przez 20 przeciwników (dobrze że nie jestem wojownikiem bo bym chyba tyle mikstur leczenia nie znalazł).

    A teleportowanie było by zrozumiałe między miastami, ale możliwość teleportacji w każde odwiedzone miejsce mimo, iż wygodna, skraca czas gry (który i tak jest wydłużany przez 3 poziomowe jaskinie, których na jednej ścieżce znajduje się 10 a nic w nich ciekawego nie ma). Ale powiem inaczej - co innego możliwość teleportacji do miejsca, w którym się było, a co innego głupie zaznaczanie tych miejsc na mapie zanim się tam było - bo o to mi głównie chodzi. Nic nie musimy odkrywać sami, gra prowadzi nas za rączkę, i na późniejszym etapie gry kiedy mamy odkryte 100 znaczników, gra polega na wzięciu questa > j > wybraniu questa > m > teleportacja do najbliższego znacznika > wyczyszczenie ruin > powrót po nagrodę. Czy taki schemat nie ma prawa się znudzić? Tyle zarzucacie ostatnio Morrowindowi, a mimo wszystko misje zmuszały troszkę do myślenia, a przede wszystkim do nauczenia się korzystania z kompasu i mapy, ta gra jest stworzona pod pokolenie analfabetów którzy albo nie mogą nic znaleźć sami albo im się nie chce (to niech sobie pograją w jakiegoś FPS gdzie nie ma mapy w ogóle tylko biegnie się do przodu, taki sam efekt).


  4. Są ludzie, którym robienie randomowych misji typu przynieś, podaj, pozamiataj się podoba to i gra jest długa. Mi chodzi o to, że wątki są bardzo krótkie (jakieś 4h spokojnie starcza na każdą gildię i wątek główny), żywotność podtrzymują jeszcze zadania dla daedr i ciekawe misje poboczne, ale w końcu dociera się do etapu, że wszystko się znudzi (mi zajęło tydzień i już nie mam po co włączać gry, te same nudne questy poboczne albo jakieś jaskinie w których nic lepszego nie znajdę).

    Fakt, nie można porównać długości do FPSów czy większości gier (tydzień grania to całkiem sporo), ale i tak wątki zawiodły moje oczekiwania, już wolę szukać miejsca gdzie mam quest bo imo na tym polega gra tego typu, a nie na klikaniu na mapie i teleportowaniu się... Wielu ludziom się to podoba bo to wygodne, ale zabija trochę klimat (w Morrowindzie szukałem kobieciny od guarów przez 3 dni i co prawda po 2 dniach było to irytujące, ale co zwiedziłem po drodze to moje :D).

    Nie wiem, co Wy (grający od premiery) dalej robicie w tej grze, oświećcie mnie może :P.


  5. Po rozmowie z mrocznym elfem na temat Morrowind dowiedziałem się, że po wybuchu nie ma już do czego wracać, więc podejrzewam że teraz są tam same zgliszcza i co najwyżej jakieś grupki próbujące się w jakiś sposób zorganizować (może jakiś Fallout :P).

    Sądząc, iż niebawem większość graczy wyczerpie Skyrima, DLC powinno pojawić się za jakiś miesiąc albo dwa, jakby dodali obszar podobny do tego i podobną ilość questów, to wtedy byłby raj.


  6. Ostatnio właśnie odwiedziła nas na wykładzie pani od szpiku, sam myślałem, czy się nie zaoferować, hehe. Tylko to jest w trochę niezbyt fajny sposób realizowane, bo możesz np. wyjechać gdzieś i być niedostępny przez ten czas, kiedy szpik jest potrzebny itp. A krew oddajesz i wychodzisz.


  7. Oj nie zgodzę się, że dzienni są lepiej traktowani od zaocznych. Właśnie zaoczni z racji, że płacą, są traktowani lepiej, jako, że płacą, są też lepiej zmotywowani do nauki (jeśli oczywiście tatuś albo mamusia im nie sypią jak z rękawa, tylko muszą sami płacić). Mój kolega z 4 roku prawa mi to powiedział dość dosadnie. On sam usłyszał to od wielu egzaminatorów, którzy nawet żartowali "chcesz się poopieprzać - idź na dzienne". Ze swojego doświadczenia myślę, że więcej taki się nauczy przez te 3 dni ciągłej pracy niż ja przez tydzień, ale 2 zajęcia dziennie/często dni wolne, przez co wiele zajęć przepada, studenci dzienni zazwyczaj mieszkają w środowisku uniwersyteckim więc częściej imprezują (zaoczni dojeżdżają) przez co wyniki w nauce cierpią. Sam to niestety przeżywam :).


  8. Ja nie oddawałem krwi bo przy dwóch okazjach jakich miałem któryś z kumpli zasłabł i potrzebowali eskorty. Poza tym oni naprawdę strasznie marudzą, czepiają się o wszystko, to trochę demotywuje do działania.

    Nie rozumiem, jak można nie lubić herbaty (tym bardziej z cytryną). Myślałem, że to kawa ma nieznośny smak dla większości społeczeństwa :D (tzn. dla mnie też).

    A o opalaniu to nawet nie wspomnę - słońce mnie nie bierze, jestem może nie super blady na twarzy, ale wyraźnie bardziej od większości. Jeszcze trochę i mógłbym grać wampira (ale nie w "Zmierzchu").

    ________

    A na temat fejsbuka to mogę napisać powieść, jak jest on wnerwiający i jak zmienia postrzeganie ludzi dookoła. Mam tam konto bo wiadomo, wymóg XXI wieku... Ale jestem z tych cichych ludzi, którzy rzadko odzywają się tam publicznie. To pogadam z ludźmi, którzy nie mają gg (co jest dziwne), mam tam też grupę roku studenckiego, więc wszelkie informacje są potrzebne. Jednak jak czasami wchodzę to zbiera mnie na wymioty - to jakaś inteligencja odpowiada na 200 ankiet (z czego większość "syrop czy cukier"), kolejna spamuje o swoim nieszczęśliwym życiu (oczywiście 20 przyjaciółek "lajkuje" i wymienia poglądy), jeszcze jedna wrzuca jakieś kwejki czy co tam teraz w modzie... Naprawdę, do niektórych ludzi podchodzę teraz z taką niechęcią, że niedawno nawet bym o tym nie pomyślał. No, jedno w tym dobre - że można się dowiedzieć czegoś prawdziwego na temat drugiej osoby.


  9. Jak tak czytam wypowiedzi poniektórych osób, to nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Najpierw narzekają na level scalling w obku i bandytów w szklanych pancerzach, a w skyrimie narzekają, że przed 30 nic ciekawego nie znajdują.

    No właśnie, i to jest level scalling, nie rozumiem oburzenia :D.

    @top

    Nie zrozumcie mnie źle, Skyrim to bardzo dobra gra - grałem tydzień praktycznie olewając inne komputerowe działania jak fejsbuki, fora, filmy, inne gry itp. Po prostu zawiodło mnie po tym tygodniu - taka gra z otwartym światem powinna imo wciągać na dłużej, tutaj mamy za krótkie wątki (wszystkie bez wyjątku, jedynie

    gildia złodziei zmusza nas do wykonywania 500 razy tej samej misji w celu "awansu"

    ) gdzie porównując z Morrowindem nie ma w ogóle o czym mówić, nie rozumiem dlaczego zrezygnowano z pomysłu gildii w każdym mieście - w końcu więcej korzyści niż działanie w jednym mieście... Powtarzalne lochy, pamiętam, że narzekaliście na puste, losowo generowane korytarze z Obliviona, przecież tu jest to samo. Tyle, że może nie losowo. Najlepiej rozwinąć postać do 30 poziomu już na początku (a możliwości sporo bo exploitów na umiejętności multum) i dopiero zacząć łazić, żeby nie znajdować ton chłamu. Czyli Oblivion v2 (który swoją drogą także mnie na początku wciągnął, ale zapomniałem o nim szybko).

    Btw. jest jakiś scalling w Morrowindzie? Grałem sporo razy i zawsze, czy to używałem bugów żeby się szybko dorobić na początku i wbijałem nn lvl, czy grałem w stylu rpg, spotykałem takich samych przeciwników i ekwipunek. Nienawidzę losowości w takich grach. Może przedłuża jakoś długowieczność tytułu, ale zamiast znaleźć jeden naprawdę potężny przedmiot, to znajduje się takich tysiące i sprzedaje właścicielom lombardów przy jakiejś żebraczej dzielnicy.


  10. ale z braku laku, człowiek na to nie zwracał uwagi.

    Tu masz rację - i zarazem tutaj jest klucz. Wtedy gra była unikatowa, teraz już nie.

    A mechanizm walki był co prawda chaotyczny i nieprzemyślany, jednak można było to przegryźć bo grywalność powalała. Może i szło się 20 minut w jedno miejsce, ale trzeba było samemu odkryć, gdzie iść, pobłądzić, po drodze można było zawsze coś znaleźć... Tutaj jest jaskinia za jaskinią i w drodze z 1 miasta do drugiego jest 5 ruin, w których nic nie ma - czym to się różni od 20 minut szukania? Tym, że po drodze ciachasz przeciwników (co w moim przypadku jest interesujące bo padają na strzała). Skrzekacze, irytujące ale łatwo umierające, zastąpiono tutaj smokami - irytującymi, na nic nie potrzebnymi po głównym wątku (bo smoczych dusz zdążymy nazbierać aż nadto), latającymi głupio 5 minut, jedynie krzyk na lądowanie jakoś pomaga.

    Naprawdę myślicie, że system walki jest tutaj dużo lepszy? Bo o ile w Morrowindzie (mówię o pierwszym kontakcie z grą) na początku nie zabijecie prawie nic oprócz szczura i każda wyprawa za miasto jest wyzwaniem, to tutaj już na początku świat stoi otworem dla skazańca z mieczykiem. A po wyuczeniu kilku umiejętności to już zero wyzwania.

    Nie wiem, czy Wy udajecie, że tych błędów nie ma, bo za wszelką cenę bronicie tej gry, czy naprawdę ja jestem jakiś inny (grałem trochę dłużej, w sumie będzie już z 8 dni, może po 3-4 godzinki dziennie i już nie mam co robić).


  11. Bullshit, bullshit, ja bym narzekał, chociażby. Moim zdaniem (niepopularnym na tym forum), Morrowind<Oblivion<=Skyrim. Zwyczajnie lepsze mechanizmy walki, dialogi (Skyrim a poprzednie cześci - olbrzymia przepaść na plus dla S.), mniejsze rozdrobnienie skilli, żyjący świat dodany w obku...

    Poza tym - uważasz, że Bethesda nie wie, co będzie pasowało większej liczbie osób, ergo, co im się bardziej opłaca? To oczywiste, że gdyby po Obku było więcej narzekań niż pochwał, "cofnęliby się "do Morrowinda, zamiast isć w tym kierunku dalej. Więc...?

    Z tym, że w Oblivionie mieli 70% gry gotowe i wystarczyło trochę pokombinować, żeby zrobić Skyrima, a wracając do Morrowinda to więcej męczarni. Poza tym napisałem, że trzeba by co nieco poprawić. No dobra - powiedzmy że przenieść do Skyrima ekwipunek, system czarów, system zaklinanych przedmiotów (ładunki odradzają się same po jakimś czasie), 0 scallingu, system transportu, a przede wszystkim klimat, to tak, wtedy mamy grę idealną. A Skyrim sklasyfikować można jako bomba na początku, dobra gra w środku i na końcu nuda. Zauważ też, że Morrowind to gra z 2002 roku - więc teraz wyglądałoby to troszkę inaczej.

    serio?nie domyśliłbyś się, widząc niemal identycznie wyglądającą walkę wręcz, czy czary? (teraz mamy możliwość czarowania oburęcznie, ale ogólny feel jest podobny). Identyczne spojrzenie na świat, ten sam sposób eksploracji pomieszczeń z masą śmiecia możliwą do wrzucenia do kieszeni, levelowanie na podstawie awansowania w umiejętnościach... naprawdę przyspieszenie tempa rozgrywki (teraz wreszcie widzę, że rozgrywka nie toczy się przy zmniejszonej grawitacji...), usunięcie jak dla mnie durnowatych statystyk i dodanie perków to coś tak strasznego?

    Ja się ogromnie cieszę z każdej zmiany. Kiedyś mogłem grać w Morrka - dziś zwariowałbym włócząc się w żółwim tempie po świecie, szukając lokacji, którą znajduję w zupełnie innym miejscu, niż bym się jej spodziewał itd... Dla mnie Skyrim to cudo w zakresie TESowej mechaniki i po raz pierwszy gra mi się w jakiegoś TESa bardzo dobrze, a nie tylko średnio.

    Nie, nie domyśliłbym się. To tak troszkę jak Two Worlds i Gothic - też sporo podobieństw, ale jednak dwie inne gry. Wiele osób mówi, że to "Fallout 3 za czasów średniowiecza", więc raczej Morrowinda to to nie przypomina.

    Co do dalszej wypowiedzi to też było fajnie na początku, tylko że przejście każdej z frakcji to średnio 4 godzinki, czasem krócej, i co robić później? Debilny level scalling wyklucza praktycznie znalezienie jakichkolwiek skarbów przed 30 poziomem, to co w skrzynkach jest także jakkolwiek losowe, więc zwiedzanie ciągle nowych ruin żeby po raz N znaleźć jakiś zwykły szklany miecz to żenada. Jedyne stałe itemki są związane z fabułą, i niewiele tego... W Morrowindzie eksploracja świata była już prawdziwą przyjemnością - wchodząc pierwszy raz do jakichś ruin, ba nawet na farmę (

    np. plantacja Dren - kto tam był ten wie, co tam się znajduje

    ) wiedziało się, że tutaj można coś znaleźć, jakąś unikalną broń (bo np. Daedrycznych rzeczy było kilka w grze). Skyrim to powielony błąd z Obliviona, a nawet na szerszą skalę - ja jako 25 łotr już nie miałem problemu z żadnym wrogiem nawet w skromnym ekwipunku, wystarczy się podkraść i wszystko leży na 1 cios. Czyli po co mam szukać lepszego ekwipunku? Nie ma tutaj nawet bossa z prawdziwego zdarzenia (zaraz ktoś wyskoczy z poziomem trudności, który nic nie daje).

    Wiem, wygląda trochę, jakbym za dużo narzekał, i może tak jest. Ale gra w moim mniemaniu zasługuje co najwyżej na 8/10 w skali CDA. Ale patrząc na Was wiem, skąd to 10/10 - początkowe zaślepienie, bo na początku gra jest rzeczywiście świetna. Szkoda, że ma niewiele do zaoferowania poza questami.


  12. Przecież Morrowind i Skyrim to dwie totalnie inne gry. Gdyby ktoś mi dał Morrowinda i Skyrima do zagrania jako produkcje niezależne i niepowiązane to tylko po lore i nazwach itemków mógłbym się domyślić, że mają ze sobą cokolwiek wspólnego. Skyrim jest dostosowany do naszych czasów, zbytnie uproszczenia i takie tam, Morrowind jest grą niemalże idealną (gdyby Skyrim był zrobiony tak jak Morrowind, tylko z żyjącym światem i innymi ulepszeniami, to jestem w 100% pewien że mniej osób by narzekało).

    Ale ciężko ostatnio wyłowić coś grywalnego w tym oceanie chłamu i beznadziei...


  13. a Lordzie? Masz już ten 51 lvl i wciąż nabija Ci perki? :)

    A tak swoją drogą, to czy komuś w ogóle pojawił się losowy smok przed tym pierwszym z głównej linii fabularnej? A jeśli nie i te smoki uzależnione są właśnie od tego questa, to czy analogicznie skończenie wątku głównego również powoduje zanik tych gadów nad skyrimowym niebiem?

    po wątku głównym lata nawet więcej niż ich było, dodatkowo z jakimiś losowymi imionami typu Viiahsdakfj itp. Raz w czasie jednej ścieżki spotkałem 4 smoki.


  14. Co do konia:

    Cienisty jako nagroda z mrocznego bractwa jest nieśmiertelny (chyba, że spadnie z góry, wtedy zdechnie) i bardzo przydaje się w walce, jest lepszy niż pomocnik, którego nie używam z racji że oni nie potrafią się skradać, a koń za mną do lochu nie wejdzie.

    Ale zbroje dla konia to fajny pomysł i tak, choćby dla wyglądu.

    Do wspinania po górach oczywiście lepiej samemu, bo koń bardzo szybko pada, a na wyższym poziomie ja mam już tyle kondycji że mogę biec przez minutę nie zatrzymując się, gdy koń po max 10 sekundach zwalnia.


  15. Właśnie zrobiłem zadanie

    przekuć 3 części amuletu braci i póki co jest to najlepszy jaki znalazłem, 30 do hp, mp i kondychy.

    Co do udźwigu to nie wiem, czym jest on generowany, ja jako łotr mam nic nie ważącą zbroję to radzę sobie bez cheatów (po prostu unikam zbierania ciężkich rzeczy). Kasa mi średnio już potrzebna, tylko sobie zwiedzam bo zrobiłem już jakieś 70% gry (legion, złodzieje, MB, wątek główny, troszkę gildii magów i zwiedziłem sporo ruin). Po wbiciu 30 poziomu zaczęły mi masowo lecieć ebonowe przedmioty, więc level scalling rzuca się w oczy. Fakt, przeciwnicy ciągle chodzą w skórach, ale co chwila trafia się na potężniejszych z większą ilością życia i potrafiących zbić 50% hp na hita (mi oczywiście, mam tylko 150 KP).


  16. a ja mam zapewne dość głupie pytanie odnośnie właśnie efektów zaklętych w przedmiotach. Czy one się kumulują? domyślam się, że akurat w przypadku odporności nie bardzo, bo wtedy 2 takie przedmioty i bylibyśmy niewrażliwi na np. ogień, ale czy np. mając 2 przedmioty dając po 60% do regeneracji many, razem mamy 120%, czy tylko 60?

    Raczej się sumują, sam znalazłem pancerz 125% regeneracji many więc może być więcej niż 100, pewnie nie ma problemu.


  17. Pozyskiwanie kasy z Bractwa i Złodziei nawet na poziomie mistrza niestety opiera się tylko na robieniu questów. Nie dostajemy nic za darmo jak w Oblivionie. Musimy dalej zabijać albo robić włamy/kraść/podmieniać cyferki etc. i nie sądzę żeby był to dobry sposób zarobku.

    Kurcze misje dla daedr porobione (większości, i tak chłamy), wątek główny, gildia złodziei, bractwo, większość pobocznych porobiona... Co jeszcze można z Skyrima wycisnąć? Chyba miałem za dużo wolnego i za długo grałem :(.


  18. @Cmb

    poważnie mówisz o tym sztylecie Dagona? Ja testowałem ten sztylet na 2 dremorach któe się pojawiły i na obu z nich przy którymś uderzeniu zadziałało 'instant kill'.

    Mi działa raz na 50 wrogów, ale i tak nie walczę zbyt często w sposób uczciwy - jako łotr i tak mam wszystko na hita w plecy. Swoją drogą łotr jest super silny jeśli coś nie zeskakuje mu na łeb :).

    Przeszedłem wątek główny, zajął mi jakieś 4 godzinki... I oczywiście czuję niedosyt. Fakt, dostałem dość mocne krzyki, ale żadnego itemka. Krzyków i tak nie używam, bo nie muszę, a nie mogę znaleźć żadnego lepszego itemku pozaquestowego. Tylko secik słowików/kaptur bractwa, sztylecik Dagona i sztylecik byłej przywódczyni bractwa (zapomniałem już imienia a przechodziłem wczoraj... :D). A sam smoczek był cieniutki jak nie wiem co.

    No i po przekroczeniu 31 poziomu zaczęły się sypać szklane rzeczy w skrzynkach. Level scalling full opcja.


  19. @edwin ja powiem tylko tyle, że od Gothica 3 zdecydowanie lepsza (gildie w G3? o0)

    @Topic

    Potwierdzone że do 50 poziomu perki? Kurcze, ja mam już 27 poziom, co znaczy że jeszcze tylko jakieś 2x tyle umiejek, a planowałem wydawać więcej :/.

    Ćwiczę teraz kowalstwo, mam nadzieję, że wyjdzie mi to na dobre (chociaż itemy mi i tak niepotrzebne, może tylko jakiś super łuk i sztylety do zaklinania, mimo wszystko sztylet Mehrunesa jest baaardzo słaby, jego umiejętność zabijania wroga na hita ma tak małą szansę, że nigdy mi się jeszcze nie udało a noszę w głównej ręce :)).


  20. Jestem ciekaw, czy ktoś próbował iść do więzienia i nauczyć się "spadniętych" skilli od nowa, czy poziom się też cofa czy daje to możliwość nieskończonego levelowania :).

    No to gildia złodziei za mną, bractwo też... W sumie mógłbym już przejść główny wątek, ale jest on banalnie krótki, boję się że jak go ukończę to zabraknie mi chęci na dalszą eksplorację.

×
×
  • Utwórz nowe...