Skocz do zawartości

Luke13

Forumowicze
  • Zawartość

    926
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    1

Luke13 wygrał w ostatnim dniu 26 Lipiec

Luke13 ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

3 Neutralna

O Luke13

  • Ranga
    Elf
  • Urodziny 06.02.1995

Sposób kontaktu

  • AIM
    10346087
  • Strona WWW
    http://www.takdlakadry.pl
  • Skype
    Lukoppl

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Radom
  • Zainteresowania
    Piłka nożna, gry, filmy, komiksy Marvela.

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    KotOR Neverwinter Nights (cała seria) Puzzle Quest King's Bounty Tajne Akta Tunguska Team Fortress 2 Mass Effect - trylogia Football Manager - seria Wiedźmin - seria DragonAge: Początek
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Konfiguracja komputera
    Brak

Ostatnio na profilu byli

6787 wyświetleń profilu
  1. Słowami-kluczami często używanymi przez twórców z Tripwire w kontekście Killing Floor są sick oraz fun, a co może być bardziej sick i fun niż fontanny krwi towarzyszące wyrzynaniu kolejnych fal mutantów? Historia marki Killing Floor sięga roku 2005, kiedy to ukazało się jej pierwsze wcielenie - mod do UT 2004. Cztery lata później wydano osobny tytuł, a wkrótce otrzymamy produkt oferujący - zgodnie z podstawową zasadą sequeli - więcej tego samego. Tym razem studio stojące za grą dysponuje środkami, o jakich mogło tylko pomarzyć wypuszczając jedynkę. PRZEDE WSZYSTKIM? REALIZM Tak, twórcy shootera, podrzucającego graczowi do eksterminacji hordy maszkar stawiają na realizm. Nie chodzi oczywiście o odwzorowanie potworów na modłę tych, które napotkamy wychodząc na spacer po naszej post apokaliptycznej dzielnicy. Jednakże całość poza tłem fabularnym i wymyślnymi stworami ma być jak najbardziej autentyczna. Spore nakłady finansowe przeznaczono na mocap. Łącznie przygotowano 3000 nagrań ruchów adwersarzy, oręża i walki wręcz. Zachowanie pukawek podczas strzałów, przeładowań oraz obrażenia jakie zadadzą, wszystko ma działać na zasadach znanych ze świata rzeczywistego. Chodzi o podbicie ilości klatek tak, by w trybie ZED (slow motion znane z poprzedniej odsłony, uruchamiające się po zrobieniu przez graczy czegoś widowiskowego) widać było najmniejsze szczegóły w zachowaniu dzierżonej broni. Sama wymiana magazynków dostała cztery animacje, zależne od ilości pocisków i posiadanych perków (dostępne będą elitarne, szybsze przeładowania). Postacie gracza awansują na maks. 25-y poziom, co piąty otrzymując dwie umiejętności, z których będzie trzeba zdecydować się na jedną. Podziwiać warto nie tylko giwery, ale też bałagan, jaki uczynią. Zanim ostatecznie odeślemy potwory tam, gdzie ich miejsce, będziemy mogli sadystycznie zmniejszać powierzchnię ich ciał. System rozczłonkowywania, nazwany po prostu MEAT (Massive Evisceration and Trauma) pozwoli na stopniowe odejmowanie rzeczonego mięska, by oczom ukazały się kości czy mózg stającego się ofiarą drapieżnika. Mniej subtelni rzucą granat, rozdrabniający cel na posiadające różną wagę kawałki. Do wyboru będą cztery poziomy trudności, wyższe dadzą monstrom nowe zdolności i zwiększą ich agresję. CHODŹ, POMALUJ MOJĄ MAPĘ Co ciekawe w Killing Floor 2 krew pozostaje na mapie aż do końca meczu. Można więc w ciemno zakładać, że niezależnie od pierwotnej kolorystyki plansz, pod koniec ostatniej rundy będziemy hasać po niemal w pełni czerwonych. Wątpię, by u schyłku meczu ktoś przystawał widząc znajomą plamę i z rozrzewnieniem wspomniał: tu ubiłem pierwszego skurczybyka, acz jest to fajny dodatek. W ten sposób malować będziemy areny umieszczone między innymi w Berlinie i Paryżu, podczas gdy produkcja z 2009r. oferowała jedynie Londyn i okolice. TROSKLIWI AUTORZY Mimo upływu znacznej ilości czasu od premiery pierwszej części, nadal można bez trudu znaleźć kompanów do rozgrywki. Duża w tym zasługa deweloperów, którzy po premierze organizowali eventy, implementowali nowe bronie, postacie, achievementy i mapy, a zdecydowana większość z nich pojawiła się jako darmowe patche. Sequel także ma być pielęgnowany. Wraz z KF2 zostaną udostępnione narzędzia moderskie, bo twórcy wierzą w kreatywność graczy. W końcu sami tak zaczynali. Data premiery zostanie ujawniona, gdy Tripwire będzie pewne dotrzymania terminu. Tekst był pisany z myślą o CD-Action, ale został odrzucony, więc publikuję tutaj, coby moja praca nad nim nie poszła całkowicie na marne.
  2. Moja dziecięca dusza zaczyna robić się wybredna. Ostatnio coraz słabiej działa na mnie efekt "BOOM-RATATATA-ALETOFAJNE". Na filmach oferujących niewiele/nic ponad efekty specjalne potrafiłem bawić się wyśmienicie, ale wraz z upływem czasu odnajduję w tym mniej frajdy. Niestety, ta sama sytuacja ma miejsce w przypadku Transformers 4. Tekst zawiera spoilery dotyczące poprzednich trzech części. Żeby była jasność, nadal rajcuje mnie fakt, że GIGANTYCZNE ROBOTY ZMIENIAJĄ SIĘ W POJAZDY, ale już to, co z owymi transformerami dzieje się podczas 160-minutowego (!) filmu pozostawia niedosyt. Pierwsze stadium najpoważniejszej choroby tej serii można było zdiagnozować bardzo wcześnie, bo już w "Zemście upadłych". Chodzi o brak wizji, szerszej perspektywy na kształt filmowej sagi. Każda produkcja wyglądała jakby robiono ją niezależnie od poszczególnych części. Tak oto powstało wiele nielogiczności. Roboty umierały, zmartwychwstawały. Równie szybko, a zarazem w niewyjaśnionych okolicznościach pojawiały się i znikały. Co więcej, końcówki "jedynki" i "trójki" były zamknięte. To normalne, że kontynuowanie ich musiało być dla scenarzystów problematyczne. Jak dwukrotnie zapełnić lukę po Megatronie? Można oczywiście pójść na łatwiznę i ożywić go jak w "dwójce", ale robić to ponownie? Akurat z tego stosunkowo zręcznie i rozsądnie wybrnięto w najnowszej odsłonie. Kontrowersje może budzić fakt braku Decepticonów jako takich, lecz do gry wchodzi nowa, tajemnicza frakcja, która ma się dopiero ujawnić w następnych aktach tej metalicznej opery. Zdaje się, że wyciągnięto wnioski i "Wiek zagłady" jest jedynie pomostem do czegoś większego. Tu z kolei pojawia się syndrom Pustkowia Smauga. Jeśli decydujesz się na otwarte zakończenie, musisz zrobić je tak, by widz nie miał poczucia niedosytu, obejrzenia wybrakowanego produktu. Moim zdaniem zabrakło swoistego pieprznięcia na koniec. Finałowa batalia mimo zaangażowania dziesiątek maszyn, pozostaje tak jakby kameralna. W ten sposób przeszliśmy do największego zarzutu wobec tego tytułu. Nie jest efektowniejszy od poprzednika! Co to ma być do cholery?! Gdzie podstawowa zasada sequeli "więcej tego samego"? Otóż dostajemy mniej (albo podobną ilość) i to pomimo pojawienia się Dinobotów. Tak, od teraz GIGANTYCZNE ROBOTY ZMIENIAJĄ SIĘ TAKŻE W DINOZAURY I... rozczarowują swoją obecnością. Mam wrażenie, że użyto ich jak Venoma w Spider-Manie 3, a wrzucenie kultowych postaci na "odwal się", to już jest policzek dla fanów danego uniwersum. Nie jest to aż tak naciągane jak Rhino w TASM 2, ale pradawne bestie są na ekranie dość krótko, a ich występ nie dostarcza większych emocji, mimo dobrego pierwszego wrażenia. Pojawiają się nowe Autoboty, które po prostu zjawiły się na Ziemi po najeździe Decepticonów na Chicago w "Dark of the Moon". Nie są należycie przedstawione, co nie jest zaskoczeniem, bo w filmowej serii więcej miejsca poświęca się emocjom ludzi niż tytułowych bohaterów. Relacje robotów są znacznie ciekawsze choćby w animowanym Transformers Prime czy - tym bardziej - w godzinnym filmie kończącym ten serial (Transformers Prime: Beast Hunters - Predacons Rising), w którym ziemianie w ogóle się nie pojawiają, hell yeah! Tak więc w Transformers: Wiek zagłady jest "Optimus i reszta". Oczywiście próbowano sztucznie dodać charakteru poszczególnym Autobotom. Drift wygląda i mówi jak samuraj, Crosshairs niby stawia się Optimusowi i ma władcze zapędy, ale robi to nie przekonywająco, Hound jest typowym weteranem wojennym, a z Bumblebee nagle zrobiono nieokrzesanego nastolatka, który jakimś cudem kierował poczynaniami ekipy podczas chwilowej nieobecności Prime'a. Kto mu na to pozwolił, skoro nie miał wśród swoich żadnego autorytetu? Generalnie każdy z nich ma mało lub bardzo mało do powiedzenia. Tu prym wiedzie Optimus, tworzący zaskakująco udany duet z Wahlbergiem. Ich rozmowy o zaufaniu i wierze stały na wysokim, (jak na Transformers) poziomie intelektualnym, natomiast wymiana zdań o wychowawstwie potrafiła rozśmieszyć. Wspomnieć należy też o powrocie Ratcheta, który występuje w jednej z najlepszych scen filmu i poniekąd czyni Optimusa bardzo, bardzo zdenerwowanym (ale tylko na chwilę). https://www.youtube....ayer_detailpage Gwiazda żeńska niezmiennie ma przede wszystkim wyglądać i nowa aktorka bardzo dobrze się ze swego zadania wywiązuje. [media=]http://www.youtube.com/watch?v=b8ES2R98Whg&feature=player_detailpage W obsadzie są jeszcze: jakaś Azjatka (w pakiecie z finałową walką w Hongkongu) - coby film lepiej się sprzedał na tamtejszym rynku, ten kudłaty gość z Doliny Krzemowej, Titus Welliver, Kelsey Grammer oraz Stanley Tucci (w pseudokomediowej roli). Komu ten film można polecić? Tylko i wyłącznie fanom poprzednich części i ogólnie efektów specjalnych. Nikomu innemu, zdecydowanie. Czytałem sporo recenzji krytyków na branżowych portalach i choć film ma duże grono odbiorców, a w swojej kategorii plasuje się w ścisłej czołówce, to został oczywiście zmieszany z błotem. Te oceny kierowane są do zupełnie innych osób. Tych, które odmiennie pojmują kinową rozrywkę. Jako człowiek znajdujący się pomiędzy obozami zwolenników kina popcornowego i ambitnego nie jestem tak surowy i Transformers: Wiek zagłady otrzymuje ode mnie 7+/10 (dla zobrazowania T1 - 9/10, T2 - 7/10, T3 - 8/10). Grunt to odpowiednie nastawienie do filmu. Bay doskonale zdaje sobie sprawę z tego co tworzy. Co więcej w ramach autoironii w filmie umieścił postać wiekowego zwolennika starszego kina, narzekającego na sequele i rebooty. PS - Wybrałem się na seans 3D. W mojej opinii trójwymiar daje radę. Jeśli ktoś toleruje ten tryb, to powinien być ukontentowany liczbą elementów wystających z ekranu. Na pewno jest lepiej niż w przypadku Man of Steel, Iron Mana 3 czy Thora 2, choć do Avatara daleko jak z Ziemi na Cybertron.
  3. Tekst miał się zmieścić w skromnych trzech tysiącach znaków, więc trzeba było sobie darować ogólne informacje o tej serii gier i napisać o samych nowościach, co powoduje, że tak naprawdę kierowany jest on do ludzi, którzy mieli kontakt z poprzednią odsłoną.
  4. Platforma: Nintendo 3DS Data premiery: 12.10.2013r. Mizia Pikachu: Lukop Odkąd Pikachu w pierwszym trailerze z szybkością pioruna oznajmił całemu światu, że powstają gry Pokémon X/Y minęło ponad pół roku. Przez ten czas poznaliśmy sporo ekscytujących szczegółów na ich temat, z których można wyciągnąć przede wszystkim jedną konkluzję - zapowiada się najlepszy tytuł z serii! Tym razem w pełnym 3D zwiedzimy inspirowany Francją (dla przykładu: symbolem największej metropolii - Lumiose City - jest mieszcząca się w jej centrum wieża) region Kalos. Wraz z nowymi obszarami pojawia się również cała ferajna świeżutkich stworków, na czele ze starterami Chespinem, Fennekinem, Froakiem oraz "tytułowymi" legendami Xerneasem i Yveltalem. X/Y dostarczą również mistycznego pokemona w jakiś sposób połączonego z kultowym Mewtwo. Powrót tamagotchi Przygodę rozpoczniemy w Vaniville Town tuż po przeprowadzce. Chwilę później otrzymamy jednego ze wspomnianych kieszonstworków startowych i rozpocznie się właściwa rozgrywka, wypełniona innowacyjnymi rozwiązaniami. O "awww efekt" u gracza postara się opcja Pokémon-Amie, gdzie będziemy mogli pobawić się ze swoimi pupilami (z wykorzystaniem rysika i kamerki 3DS-a), a także nakarmić ich. Swego przyjaciela uszczęśliwimy między innymi kopiując jego ruchy twarzą czy miziając ekran dotykowy. A nie mówiłem? Rozczulenie gwarantowane! Lepiej traktowane potworki odpłacą się skuteczniejszym unikaniem ataków rywali czy też zadawaniem ciosów krytycznych. Zaniedbane natomiast nie będą kryły swej frustracji. Dzikie hordy Same walki również zyskają na atrakcyjności. Wprowadzone zostały dwie interesujące nowinki. Pierwszą z nich jest możliwość starcia z hordą dzikich poków. Ma to zwiększyć tempo dorastania naszego podopiecznego. Należy jednak pamiętać by nie porywać się z motyką na słońce i przed taką batalią upewnić się, że posiadamy w swoim arsenale ciosy rażące kilku wrogów naraz. Innym poważnym urozmaiceniem bitew są potyczki powietrzne z trenerami znajdującymi się na przykład na klifach. Oczywiście wziąć w nich udział będą mogły wyłącznie pokemony potrafiące latać. Nie określono jakie dokładnie różnice czekają na nas w tym trybie względem lądowych bojów, zapowiedziano tylko, że będzie to twardszy orzech do zgryzienia. Nowości! Nowości wszędzie! Gameplay stanie się też bogatszy za sprawą masy mniejszych lub większych doróbek. Pojawi się nowy typ (fairy) superskuteczny przeciw smokom. Zyskamy możliwość delikatnego wpłynięcia na wygląd bohatera poprzez prosty edytor. W przeciwieństwie do kreskówkowego Asha nasza postać będzie mogła zmieniać ubrania częściej niż raz na sezon. Spotkamy nowych to towarzyszy i wrogów. Obszar przemierzymy nie tylko na własnych nogach, ale też dosiadając Gogoata. Być może będzie więcej istot zdolnych do przewiezienia nas na grzbiecie. Czym będą Pokémony X/Y dla serii? Dużym krokiem naprzód. Ludzi nienawidzących tego uniwersum z pewnością do siebie nie przekonają, reszta powinna dostać produkt będący postępem w stosunku do poprzedników, a nie skokiem na kasę fanów.
  5. Kto ma stać między słupkami polskiej reprezentacji? Polscy fani Szczęsnego i Boruca nie szczędzą sobie uszczypliwości na forach, a przecież wiadomo, że finalnie znajdzie się miejsce tylko dla tego jedynego, by rodzimą obroną rządził, jedynego, by wrogie strzały zatrzymywał. Dwie wieże Jeszcze trzy miesiące temu wydawało się, że niezagrożoną pozycję zdobył Wojciech Szczęsny. Konkurenci wykruszali mu się na różnorakie sposoby - kontuzje, banicje, ława w klubie. Zanim to nastąpiło, także (aktualnie pierwszemu) goalkeeperowi zespołu z The Emirates przytrafił się uraz. To była końcówka sierpnia 2012 roku. W niedalekiej perspektywie arcyważne starcia o udział w MŚ 2014. Wtedy uświadomiliśmy sobie, że po latach bramkarskiego dostatku, do "wszechpozycyjnej" ubogości musimy dodać także tę, która od niepamiętnych czasów była najmocniej obsadzona. Rozwiązaniem tego problemu zdawał się być Przemysław Tytoń, którego sława po obronionym karnym w meczu z Grecją jeszcze nie minęła. Jednakże nieoczekiwanie człowiek, który podmurował ścianę naszych pragnień, przegrał rywalizację w PSV. Tak więc, co by nowy selekcjoner nie miał za łatwo, musiał się zmierzyć z kolejną trudnością. Co prawda ze spotkań eliminacyjnych Tytoń wyszedł obronną rękawicą, ale jasnym było, że na dłuższą metę brak regularnego ogrania meczowego stanie się zbyt dużym kłopotem. Z tym większą ulgą należało przyjmować wykurowanie się Szczęsnego. Niestety, na powitanie zaserwował on kibicom londyńskich "Kanonierów" olbrzymiego, ciężkostrawnego klopsa, na którego widok można było się przydławić. Mimo rozgromienia "Świętych" w stosunku 6:1, niesmak pozostał. Fornalik dostał koleją zagwozdkę - systematycznie, lecz przeciętnie grający Szczęsny czy niegrający na co dzień, ale solidny w kadrze Tytoń? Na szczęście, na znalezienie recepty miał całkiem sporo czasu, bowiem po kilku sparingach nastąpiła dłuższa rozłąka z meczami międzynarodowymi. Złoty środek sam się objawił i to nie w Londynie, nie w Eindhoven. Boruc, czyli tam i z powrotem "Kto nie umie w potrzebie rozstać się ze skarbem, jest jak niewolnik w pętach." Tak pokrótce i z przymrużeniem oka można przytoczyć przyczyny nieobecności Holy Goalie w reprezentacji Polski. Za "recydywę" Boruc zapłacił dość wysoką cenę. Nie, żeby na innych płaszczyznach kariery prowadził bezproblemowe życie? Promyki nadziei na lepsze jutro ukazały się na jesień ubiegłego roku. Po pokaźnym okresie bezrobocia, Artur spełnił swoje marzenie i trafił do Premier League. I to by było na tyle, jeśli chodzi o sukcesy. Chwilę później wybuchła kolejna afera z jego udziałem, przez co musiał się pożegnać z bronieniem na wiele tygodni. Nowe otwarcie przyszło wraz z Nowym Rokiem...* *Tekst przygotowany dla portalu Takdlakadry.pl, jego reszta do przeczytania pod adresem http://takdlakadry.p...ot_Krola_Artura Zapraszam! @Lukkop
  6. Luke13

    League of Legends v.2

    Teraz już obadałem build i mam normalny No i kolejny mecz za mną. Tym razem moja drużyna została zwymyślana od najgorszych za to, że... mieliśmy Sorakę. Poddali się po 26. minutach, a ja skończyłem z 2-1-12. Nie powiem, kapitalnie mi się gra healerem.
  7. Luke13

    League of Legends v.2

    Właśnie stoczyłem bardzo ciekawą walkę. Zagrałem po raz pierwszy od kilku miesięcy Soraką i chyba pobawię się nią dłużej... Jako że nie zobaczyłem przed meczem jaki build jest jej przeznaczony, kupowałem na wyczucie. Początek gry przyniósł zaskoczenie dla mnie i zespołu, dokonałem double killa, chwilę potem byłem unstoppable... Koniec końców wygraliśmy godzinną batalię i mimo, że musiałem się zmagać tak z przeciwnikami, jak i lagami, fajnie było. Jak kto chętny do grania z healerem, to dodajcie do znajomych: Lukop. Tak, graliśmy z dwoma supportami w składzie...
  8. Geralt rzuca Quen, dzięki czemu pierwszy atak Sub spełza na niczym. Chwilę później wiedźmin kontruje Igni. Podczas gdy podpalony Sub w panice szuka zbiornika z wodą, Geralt już przygotowuje Aard. Gdy i ten czar dosięga wroga, Białemu Wilkowi pozostaje jedynie wyciągnąć miecz i dobić wroga. Głos na Geralta.
  9. Luke13

    League of Legends v.2

    E tam, fajne akcje można kręcić. Ostatnio zabiłem gościa, która chciał mnie dobić pod moim turretem (miałem poniżej 100hp, on 500). I wystarczyło zmienić kierunek biegu by klient zgłupiał i spokojnie go wykończyłem. A takich zdarzeń jest dużo więcej.
  10. To ja dobijam Gordona mieczem stalowym. Geralt.
  11. Ej, ja zawsze pisałem "Panie..." ze względu na taaaaaki wielgachny szacunek do... ekhem... pana Marka.
  12. <Bierze kilka wdechów zanim napisze coś w kierunku najlepsiejszego redaktora CDA> Drogi enki, czy Twoim zdaniem opłaca się jeszcze wchodzić do świata Guild Wars? Czy może lepiej darować sobie i rozpocząć przygodę od GW2?
  13. Luke13

    League of Legends

    Szukamy piątego gracza do turnieju, jeśli panowie wyżej nie mają jeszcze teamu albo ktoś nowy chce dołączyć, niech pisze na xfire. Oczywiście im wyższy lvl, tym chętniej przyjmiemy. Pozdrawiam
  14. Luke13

    The Movies - Recenzja

    Z chęcią bym zagrał, ale obecnie trudno ją dostać w przyzwoitej cenie.
×