Skocz do zawartości

EGM

Forumowicze
  • Zawartość

    2367
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez EGM


  1. Hmm, gdy zaczynam pisać kontrę na Twojego posta, do głowy przychodzi mi powiedzonko, które powtarzał mi ojciec, kiedy byłem jeszcze małym berbeciem i chciałem zrobić coś co nie przystawało zbytnio mojemu wiekowi: "Co wolno wojewodzie...." Na ale cóż, może Wojewoda nie skarci zbyt surowo młodziana, który przedstawia swoje racje :)

    Nie rozumiem, dlaczego ktoś kto specjalizuje sie w karykaturze musi umiec rysowac takze rzeczy niekarykaturalne? Zrozumiałbym, gdyby Marek Lenc uważał się za jakiegoś mistrza sztuk wszelakich, ale On sam twierdzi, ze jego rysunki to bazgroły. Uczciwie to przyznaje, a czytelnicy kochają te jego "wypociny"

    Odnieśmy Twój stosunek do rysownictwa na inny grunt - gry. Generale, przyznaliście się, że macie już słaby refleks do gier zręcznościowych. Czy to znaczy, że jesteście nieudolnym graczem? Ja uważam, że nie, ale patrząc na to z Waszej perspektywy....

    Uważam też, że forma przekazu, jaką wybrał nadworny rysownki CDA ma jeden cel - bawić. Po rysunkach Lenca oczekuję jednego - oplutego ze śmiechu monitora. Nie przybliżam kartki, by dokładnie zobaczyć kreskę, nie patrzę w weń 5 minut by dostrzec głebię. To przecież nie Madonna ani rzeźba Michała Anioła. W ten sam sposób można stwierdzić, że najnowszy model ferrari jest do rzyci, bo nie zmieści się do niego czteroosobowa rodzina z bagażami. I jest to oczywiście prawda, tak jak i Twoje słowa, ale czy taka ocena jest sprawiedliwa.

    A gdybyśmy ich nie czytali, bo nie są pisane trzynastozgłoskowcem z rymami męskimi?

    A teraz oczekuje kary, milordzie :)

    Monsignore... Przedstawiłeś mi rzeczowe, inteligentnie dobrane argumenty i uznaję twoją rację. Lenc jest dobry w swoim rodzaju - a że to nie mój rodzaj... ani jego, ani moja wina. Po prostu mi się nie podobają - ale to znów moje dobre prawo.

    Tytuł wątku brzmi: "Co sądzicie o rysunkach w CDA?". Napisałem, co sądzę - być może zbyt kategorycznie...

    Lenc, przepraszam! Podziękuj kafarkowi!


  2. Ale jak to mówią strona graficzna to nie wszystko :) liczy się pomysł,a teksty sa bardzo fajne.

    No... Jak ktoś ma głos podobny do pierdu chorego żółwia, kompletnie brak mu słuchu, poczucia rytmu i chce zrobić karierę piosenkarza, to też powiesz, że głos nieważny, bo liczy się pomysł i teksty?

    Uważam, że ktoś, kto chce się wypowiadać graficznie, musi mieć dobrze opanowany warsztat. Każdy dobry grafik zrobi ci karykaturę... Ale poproś tego, co stworzył Dilberta, żeby zrobił naturalistyczny szkic choćby zająca. Pełno wokół nieudolności. Rozumiem, że zalewa nas kicz udający sztukę, ale nie dajmy się zwariować...


  3. Czytałem oba tłumaczenia, te twoje wpadło mi ostatnio w ręce w bibliotece i postanowiłem, że odświeżę sobie jeszcze raz. Oba czytałem w dość sporym odstępie czasu więc nie zauwazyłem różnic, musiałbym porównać:P

    I pytanie o przygodówki: wolisz te, w których zagadki są najtrudniejszym elementem gry i fabuły czy może jednak te luźniejsze, w stylu serii Monkey Island i Jacka Keana?

    Hm... chyba jednak te luźniejsze. Jack Keane rzucił mnie na łopatki i dość długo trzymał w tej upokarzającej pozycji :lol: :lol: . A Monkey Island to moja ukochana gra. Grałem w nią jeszcze na PC 286 z kart graficzną Herkules, do której trzeba było używać emulatora simCGA. To już prehistoria sprzętu.

    Niekiedy wydaje mi się, że twórcy gier mocno przesadzają z poziomem trudności zagadek. Gra Shizm II: Kameleon, miała przepiękną grafikę - ale zagadki takie, że mózg stawał, a wszystko inne opadało... Największym problemem było domyślanie się, jak działają te wszystkie mechanizmy...


  4. Tu się zdziwiłem, ponieważ "Gwiazdy moim przeznaczeniem" to jedna z moich ulubionych ksiażek, czytałem ją kilka razy... Ale jakoś nie zwróciłem uwagi na tłumacza, dopiero teraz. Co cię skłoniło do tłumaczenia akurat tej ksiażki? Przyznana decyzją odgórną czy twój wybór?

    Gwiazdy moim przeznaczeniem" mają w języku polskim przynajmniej dwa tłumaczenia. Ostatnie zrobiłem dla Wojtka Sedeńki (Wydawnictwo "Solaris"). Zaproponował, to przetłumaczyłem. Tłumaczenia robię na zamówienie, mając w ręku umowę. Jak każdego prawdziwego artystę nie interesuje mnie poklask publiki. Lecę wyłącznie na forsę :D...

    Z drugiej strony, tłumaczenie Bestera jakoś tam człowieka nobilituje choćby we własnych oczach...


  5. PS. Przepraszam, że przerywam zakaz, ale wracając do 300:

    - Na początku bitwy pod Termopilami Grecy dysponowali 10000 żołnierzy.

    - Gdy odkryto, że zdrajca wyjawił Persom drogę na tyły wojsk greckich, większość wojsk greckich się wycofała. Zostało tylko, by bronić odwrotu, 300 Spartan pod wodzą Leonidasa I 700 hoplitów z Thespiai.

    Tak przy okazji, wiecie, jak Persowie "wynagrodzili" zdrajcę Efialtesa? Wlali mu w gardło wiadro roztopionego złota.

    I jeszcze jedno o Spartanach. Król perski wysłał do Sparty poselstwo z żądaniem poddania kraju. Spartiai (nie Spartiaci!) odpowiedzieli mu, że nie zamierzają. Posłowie perscy zagrozili, że jeżeli ich wojska zajmą Spartę, wszystkie kobiety zostaną zgwałcone... i tak dalej, wedle najlepszych wojennych tradycji.

    Odpowiedź Spartan brzmiała:

    "Jeżeli..."


  6. Witam :)

    Czy mógł byś przedstawić tytuły książek, które tłumaczyłeś jako pierwsze oraz te, które całkiem niedawno :)?

    Hmmm... Pierwszą pamiętam, ale nie zdradzę tytułu. Palnąłem tam kilka takich shitów, że zawodowy humorysta nie wymyśliłby czegoś takiego ("...jego ręka była zimna, jak ręka węża..." :lol: ). Wytknął mi je nieżyjący już przyjaciel, Zbyszek Adamski (człowiek, którego erudycja wpędzała mnie w diablo głębokie kompleksy. Jak ktoś nie wierzy, niech zapyta Jurka Poprawę). Ale te, których już nie muszę się wstydzić, to na przykład, trzytomowy cykl Darksword, Margaret Weis i Tracy Hickmanna (pary pisarzy, którzy są klasą sami dla siebie), albo Chocky Wyndhama. A z niedawnych... Na przykład Gwiazdy moim przeznaczeniem Bestera, albo Obcy w obcym kraju, Heinleina.


  7. Ja aktualnie pracuję jako tłumacz techniczny (spora firma tłumaczeniowa), ale planuje z czasem się usamodzielnić i chciałbym kiedyś też sięgnąć po beletrystykę... I ciekaw jestem jak wygląda proces tłumaczenia od strony menedżersko-organizacyjnej. Znaczy się - tłumaczy się coś samemu i proponuje wydawnictwu? Czy może śle się zapytania do wydawnictwa i korzysta z ich propozycji? Czy może po prostu ubija się kurczaka i tłumaczenie samo spada spod sufitu? <_<

    Znajomość terminologii zdecydowanie pomaga ;) Ale przy pracy w firmie tłumaczeniowej najczęściej jest tak, że albo klient przesyła terminologię w specjalnie przygotowanym glosariuszu albo my sami takową przygotowujemy. Nie mówiąc już o tym, że instrukcja obsługi żelazka do żadna filozofia...

    Przy beletrystyce, owszem. Lecz przy tłumaczeniach "masowych" to już konieczność.

    Wiesz, stary... Teraz to ja jestem panisko. Dzwonię do wydawnictwa, przedstawiam się i mówię, że mam wolne moce produkcyjne i mógłbym coś dla nich zrobić. I zwykle coś przysyłają.

    A Tobie radzę pojeździć trochę po konwentach miłośników fantastyki. Bywają na nich wydawcy, albo ludzie mający dojścia do wydawców. Dla początkującego tłumacza nie masz to jak kontakty osobiste...


  8. Czyżby Pan czytał "Winnetou"? Jeśli tak, to jak się Panu podobało? Jest to jedna z moich ulubionych ksiażek i albo czytał ją Pan czytał, albo po prostu tak sobie Pan powiedział, a chciałbym znać opinię :)

    Nigdy nie mówię tak sobie o książkach. Czytałem Winnetou - i to z zapartym tchem. Co prawda schemat każdego tomu jest dość monotonny - Old Shatterhand ściga łajdaka, łapie go, ten mu ucieka, Old znów rusza w pościg i tak dalej. Wedle tego schematu powstał też Old Surehand. Ale w sumie, jako siedemnastolatek czytałem pochłaniając strony jak Obelix dziki. Później mój entuzjazm nieco się zmniejszył, ale nadal uważam, że Winnetou to świetna powieść przygodowa dla młodzieży. Tyle, że mnie młodzieńcem nazwać już nijak się nie da... I dlatego może grymaszę.

    Dzięki za dowcip. pojawiasz się czasem na konwentach fantastycznych? Falkon? Polkon? Bo z chęcią bym z Toba powymieniał się większą ilością dowcipów przy kuflu złocistego płynu (jeśli preferujesz).

    Tylko szkoda, że taka... typowa. Zwłaszcza w DL ;)

    Jako domorosły tłumacz serii animowanych oraz komiksu (w Polsce w ogóle nie osiągalnego - a szkoda) muszę się zgodzić. Praca tłumacza czy filmu czy książek czy komiksu nie polega na dosłownym przekłądnie - potrzeba tego "czegoś", iskry, nutki fantazji aby efekt końcowy oddawał emocje i klimat a nie suche słowa. Suche tłumaczenia są pathetic...

    I aż mi zgrzyta szczęka kiedy siedzę w kinie i oglądam filmy - czasami bardzo zastanawiam sie skąd Ci ludzie biorą tych tłumaczy?

    Jak to napisał Grzędowicz w swojej najnowszej antologii - opowiadanie (Buran wieje z tamtej strony) jest o bardzo rzadki zjawisku - dobrych Rosjanach.

    Swoją drogą czytasz polskich współczesnych fantastów czy raczej omijasz? I co myślisz o ww Grzędowiczu?

    I jeszcze pytanie podobne do Qubusiowych - jak to było - od strony technicznej - z tymi początkami tłumaczeń? Sam tłumaczyłeś i proponowałeś czy raczej ktoś Ci proponował?

    Owszem, pojawiam się na konwentach. Najbliższy, na jaki się wybieram, to Polcon (Zielona Góra). Pisałem jużo tym w innym miejscu tego forum.

    Jarek Grzędowicz zaszczyca mnie swoją przyjaźnią, choć nieraz mocno się spieramy, gdy przychodzi do rozmów o polityce. Bardzo si też cenimy (nie wiem zresztą jak on, ale ja się wysoko cenię :D ). Jego opowiadania i powieści bardzo mi się podobają. Innych fantastów polskich (poza Kossakowską) raczej sobie daruję. A już naprawdę szlag mnie trafia, kiedy czytam zachwyty nad tzw. fantastyką gumofilcową. Ale w końcu de biustibus non dipsputandum est... czy jakoś tak.

    Ostatnie pytanie pominę, bo już na nie odpowiadałem w tym wątku.


  9. Pytanie do znawcy: znasz jakieś dobre przygodówki w klimacie Black Mirror? Ważne, żeby była w 2D^^

    No, na przykład NiBiRu. Podobny klimat i ci sami twórcy.

    Co sadzisz o Lemie i jego tworczosci?

    A co mam sądzić? Mistrz i tyle. Jego "Bajki robotów" są genialne. Co prawda ostatnie powieści są słabsze kompozycyjnie, ale i tak doskonale się je czytało. Wielka szkoda, że Mistrz już nie żyje.


  10. Widzisz...wpadasz w tą samą pułapkę w zasadzie... Nikt nie pytał o to czy wierzysz czy nie tylko czy jesteś katolikiem...

    Po prostu do jakiej wiary przynależysz. A mając chrzest itd. to do chwili śmierci albo aktu apostazji jesteś katolikiem czy Ci się to podoba czy nie.

    Nie do końca, mą szer. O ile dobrze pamiętam, jedno z przykazań kościelnych brzmi: "Przynajmniej raz do roku komunię świętą przyjmować". Chodzi o Wielkanoc. Człowiek, który zaniedbuje obowiązku spowiedzi wielkanocnej, stawia się tym samym automatycznie poza nawiasem Kościoła. Tak mnie przynajmniej uczono.


  11. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia jak powszechnie wiadomo...

    Jak nas rzezają to zbrodnia, jak my rzezamy to walczymy o swoje. Spójrz na to co napisałeś i zastanów się czy dla ludności ukraińskiej UPA było terrorystami ? Z naszego (Twojego właściwie) punktu widzenia wspierali terrorystów ze swojego partyzantów walczących o wyzwolenie...

    Pomyśl co by było gdyby Niemiec napisał, że nie rozumie dlaczego ma przepraszać Polskę... przecież oni tylko w `39 walczyli "o swoje"...

    Mój drogi, długo by się można było spierać, ale Bieszczady to nie jest (i nie był) teren etnicznie czysto ukraiński. A Ukraińcy upierali się przy tym, że i Lubelszczyzna powinna należeć do Ukrainy. Teraz zresztą też budują swoją tożsamość narodową metodami...powiedzmy, siłowymi. Nie wiem, czy masz pojęcie o tym, że na przykład naukowe prace na Ukrainie trzeba teraz przedstawiać w języku ukraińskim. Z tym, że jest maleńki problem - brak odpowiedniej terminologii. Wobec tego stosuje się terminologią rosyjską. Ukraina mogła wejść do Rzeczypospolitej jako trzeci naród. Oni jednak woleli idiotyczne manewry pomiędzy Polską, Rosją i Turcją. W rezultacie wszyscy stracili do nich zaufanie i Rosjanie wzięli ich jak swoich.


  12. 1. Czy blizsza jest ci Mateczka Rosyja czy Uesa?

    2. Fantasy czy sci-fi?

    3. Czy zdajesz sobie sprawie, że w redakcji masz największy szacunek? (I czy perfidnie go wykorzystujesz? :P)

    4. Jakie były twoje początki w CDA - Co musiałeś recenzować i jak wyglądały twoje relacje z resztą ekipy?

    Ad 1. Trudno powiedzieć. Oba kraje mają swoje dobre i złe strony. To trochę tak, jakby mnie zapytać: "Wolisz jabłka, czy chałwę?"

    Ad 2. A jaka jest różnica? Bohater fantasy tnie magicznym mieczem, bohater powieści SF mieczem świetlnym (czy laserowym). Wie ktoś może, jak działa jeden, czy drugi? Książka jest dobra, albo zła i tyle.

    Ad 3. Nie zauważyłem. W naszej redakcji każdy z kolegów stanowi klasę sam dla siebie i jest primus inter pares.

    Ad 4. Veni, vidi - i zostałem :D. A tak naprawdę to do redakcji ściągnął mnie (zupełnie zresztą przypadkowo), Mac Abra, którego znałem jeszcze z czasów klubu miłośników fantastyki przy Indexie. Kto nie wie, czym był Index, niech żałuje.

    1. Jakiego przedmiotu uczyłeś w szkole?

    2. Jakie masz hobby poza przygodówkami i czytaniem książek?

    3. Czy znasz Rona Asmusa? :P

    Ad 1. Podstaw elektroniki i elektrotechniki.

    Ad 2. Zbieram banknoty (Najchętniej aktualnie będące w obiegu banknoty NBP o dużych nominałach). Ale serio - może trudno będzie komuś w to uwierzyć, ale ogromnie lubię robić przekłady książek.

    Ad 3. Pewnie. Już kilka osób mnie o niego pytało - między innymi Osław Korski i Ech Czyński.

    El General Magnifico ! :D

    Masz jakiegoś ulubionego reżysera?

    Ogromnie wysoko cenię sobie Sama Peckinpaha. I kilku Rosjan, między innymi Nikitę Michałkowa i Bondarczuków, ojca i syna (syn reżyserował "9 kompanię").


  13. Zanim zadam swoje pytania, drobna uwaga: przywolany w Panskim poscie angielski wyraz pisze sie 'pathetic' ;)

    No, chyba ze zrobil Pan literowke - w takim razie nie bylo sprawy :)

    A teraz ad rem.

    1) Co sadzi Pan o tworczosci literackiej Charlesa Cobena?

    2) Jak bliska jest Panu postac Hannibala Lectera? ;)

    3) Jaka byla Panska reakcja po pierwszym obejrzeniu tego filmiku?

    4) Woli Pan blondynki, brunetki, czy moze holduje Pan slowom "brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki..." ?

    Ad 1. Nie znam gościa. Może chodziło o Harlana Cobena?

    Ad 2. Nie lubię. Uważam, że Harris jest pisarzem mocno przereklamowanym - ale to tylko moja prywatna opinia.

    Ad 3. Wzruszenie ramion.

    Ad 4. ??? naprawdę Cię to interesuje?


  14. Zaraz Marka w wazelinie utopicie.... nie można tak do artysty bo popadnie w samouwielbienie...

    Lenc jest słaby... kreska koślawa... rysunki mają źle dobraną kolorystykę... Kalra wygląda ja stryjeczna ciotka Lary Croft... i wogóle jakaś taka nuda zione z rysunków... jak na polskich filmach.

    Ooo! Zygmut! - jedyna ciekawa postać posiadająca głąbię, która z siłą wodospadu wlewa się szeroką rzeką w świadomość odbiocy.

    Hm... Może narażę się wszystkim wielbicielom Klary, ale moim zdaniem autorowi tych rysunków udało się zrobić cnotę z nieudolności. Szymon Kobyliński też robił karykatury, ale przede wszystkim był świetnym rysownikiem. Czy Lenc potrafi narysować konia, który wygląda jak koń? Nie wiem, ale podejrzewam, że nie. Satyra satyrą, ale rysować też trzeba umieć... Rysunki Lenca znakomicie się wpisują we współczesne trendy... Pokraczni Simpsonowie, czy Dilbert... nie moja bajka... przede wszystkim widzę nieudolność...


  15. O tak, bliźniacy są świetni, choć o wiele bardziej podpasowywał mi mag, był nieobliczalny i ni w ząb nie mogłeś rozgryźć jego psychiki. Caramon zdawał mi się zwykłym tępym osiłkiem, lecz pod koniec swojego życia zmienił się diametrialnie... Choć to może tylko ja odniosłem takie odczucie i polubiłem go na dobre...

    Może coś ze mną jest nie tak, albo po prostu jestem zbyt łagodny w stosunku do innych, ale nie zauważyłem jakiś rażących błędów, za które należałoby ją powiesić... Być może gdybym teraz to przeczytał, coś bym tam wyhaczył, ale ogólnie odniosłem wrażenie dobrze przetłumaczonego dzieła... Potwierdzisz tą kiepszczyznę jakimś dowodem?

    Przetłumaczona przez Ciebie? Będę musiał gdzieś tego poszukać i zobaczyć, na ile jest to dobra książka...

    A niepoprawny kender? Wspaniała postać, prawda?

    Co do przekładu pani Żywno... nie będę teraz tracił czasu na wyszukiwanie jej wyraźnych potknięć - tych zresztą było chyba niewiele (Patethic = patetyczny :lol:). Chodzi mi o to, że jej przekład był zbyt dosłowny, bardzo wierny i przez to niezdarny niby ciężarna słonica. Ale to moje prywatne zdanie. Przekłady są jak kobiety: albo piękne, albo wierne.

    A "Warana" warto przeczytać. Piękna opowieść o człowieku, który ścigając marzenie niepostrzeżenie dla samego siebie stał się jego częścią. Przeczytaj, to zrozumiesz,. o czym piszę...

    Czyżby Pan czytał "Winnetou"? Jeśli tak, to jak się Panu podobało? Jest to jedna z moich ulubionych ksiażek i albo czytał ją Pan czytał, albo po prostu tak sobie Pan powiedział, a chciałbym znać opinię :)

    No pewnie, że czytałem! Jako siedemnastolatek pochłonąłem przygody Old Sweterhenda jednym tchem. Nadal zresztą uważam, że to całkiem dobra literatura, choć niekoniecznie z najwyższej półki. Ale nie wszyscy mogą pisać arcydzieła. Oczywiście nie cała twórczość Maya jest godna polecenia. "Tajemnicę rodu Rodriganda" np. można sobie śmiało darować. Poza tym May był niemieckim szowinistą - wszyscy jego pozytywni bohaterowie byli Niemcami, nawet poczciwy Sam Hawkins okazał się Niemcem z Saksonii o nazwisku Falke. Ale Winnetou i Old Surehand to całkiem dobre książki.


  16. A jak u ciebie było z nauka języków? Chodzi głownie o angielski, bo rosyjski ci bardziej dorośli mieli w szkole. ;] Pewnie jakies kursy, nie?

    Hm... Angielski miałem w szkole średniej (I LO w Wałbrzychu miało angielski w programie, uczył mnie rodowity Anglik, prof. Heral), rosyjski nieco wcześniej (w średniej zresztą też). Ale tak naprawdę oba języki poznałem czytając książki. Trzydzieści kilka lat temu literatura fantastyczna wydawana po polsku była dość uboga. Ale w księgarniach rosyjskich - a była taka np. we Wrocku - można było kupić bardzo dobre rosyjskie przekłady najlepszych powieści Heinleina, Simaka, Bradbury'ego, Bestera i innych. Nie mówię o znakomitych powieściach Strugackich, Juriewa czy Bułyczowa. I dlatego musiałem się przeprosić z "grażdanką" (bo tak obecnie nazywa się rosyjski alfabet, cyrylicą pisano średniowieczne kroniki :D ). Angielski... to znów był Silverberg (Kroniki Lorda Valentine'a), a potem cykl Dragonlance, pożyczany od Marka Nowowiejskiego (człowieka, którego biblioteka książek angielskich była chyba liczniejsza, niż Biblioteka Kongresu USA). No i tak jakoś poznałem oba języki. A tłumaczenia przyszły potem.


  17. Chwilę mnie na forum nie było i co ja tu widzę? EGM do nas zawitał... Wyłączając się z wazeliniarskiego trendu, pozwolę sobie na "ty" mówić, tak będzie łatwiej.

    W końcu mam okazję popytać trochę o wspomnianych już wyżej Weis i Hickman. Wielu ludzi uważa, że cała seria Kronik Smoczej Lancy jest fantastyką powstałą podczas sesji rpg, przewidywalna, schematyczna a co za tym idzie nudna. Natomiast ja się w niej zakochałem, Smoki jesiennego zmierzchu były chyba pierwszą ksiażką, którą przeczytałem dla siebie, nie dla szkoły. I tak oto zaraziłem się fantastyką i ogólnie czytaniem książek, zaczęłem się pod tym względem rozwijać... I wielkie było moje zdziwienie, kiedy ponad rok temu od Ghosta, czy Smugglera dowiedziałem sie, że to właśnie ty tłumaczysz większość pozycji "Smoków". Co sądzisz o całym cyklu, jak i o poszczegolnych cześciach z osobna? No i czy nadal tłumaczysz ksiązki z logiem Dragonlance, czy po prostu twoja rola zamkneła się na tych dwóch autorach? Często tumaczysz książki fantasy?

    Huh, pamiętam do dziś, że w jednej z kiedyś napisanych recenzji zjechałem Cię za zwrot "rycerka", ktore po dziś dzień nie daje mi spokoju. O poprawność nawet nie pytam, wierzę w twoje doświadczenie i obycie z językiem, jednak w sytuacji, w której owa rycerka wystąpiła, rozbawienie na mojej twarzy pojawiło się niespodziewanie ;]

    No tak... Po kolei, jak powiedziała babcia do Kozaków Budionnego.

    W&H sami twierdzą, że cykl "Dragonlance" powstał z kilku sesji RPG, ale z tych sesji wzięli jedynie pierwotnych bohaterów (wspaniały Raistlin Majere i jego brat Caramon!). Trzytomowy cykl o smokach, a potem Trylogię Bliźniaków tłumaczyła Dorota Żywno (może fani jej to kiedyś wybaczą, bo koncertowo spier... przekład). Zęby mnie rozbolały, jak to czytałem i zaproponowałem Zyskowi, że przetłumaczę kilka innych części cyklu. No i tak poszło. Zrobiłem coś z dziesięć pozycji. Osobliwie podoba mi się cykl o Galenie Łasicy. Przestałem pracować dla Zyska, bo poczuł obrzydzenie do dotrzymywania terminów płatności. Poza tym trochę mnie już znużyło tłumaczenie z angielskiego, więc zająłem się tłumaczeniami pisarzy rosyjskich - a mają kilku na światowym poziomie. Polecam powieść "Waran" Diaczenków.

    Z tą rycerką... Dalipan, nie pamiętam. Niby poprawne - skoro jest żołnierka, czy pisarka, to czemu nie rycerka? Ale mi zgrzyta...

    Na jakie przygodówki najbardziej czekasz?

    Czy grałeś w gry z serii Gothic?

    No, chyba na nowe dzieła Sokala. A czy grałem w Gothic? Pewnie. Robiłem chyba nawet recenzję pierwszej gry z tej serii.

    Jack Keane? Słyszałem, że gra jest nic nie warta i że nijak ma się do przygód Assila z Ankh... Polecasz? Jeżeli tak (a wierzę panu.. ups, koleżko ci na słowo :)) biegnę do sklepu ^^

    Wymień tytuł jednej nieprzygodówki która w twoim prywatnym rankingu jest postawiona wyżej od dowolnej przygodówki (oczywiście w miare dobrej - Lula3D odpada :P)

    Jack Keane w moim tegorocznym prywatnym rankingu jest number łan.

    Drugie pytanie jest trochę osobliwe... Ale gdybym miał wskazać na bardzo dobrą grę inną, niż przygodowa, to wymieniłbym Oblivion i Conana. Grywam nie tylko w przygodówki...


  18. Stanisław Lem w jednym z opowiadań o Ijonie Tichym opisał planetę, której filozofowie zdumiewają się tym, że człowiek nie umie się pogodzić z myślą, iż kiedyś go nie będzie, ale zupełnie mu nie przeszkadza to, że kiedyś go nie było...

    Według mnie wiara jest protezą, której wielu ludzi potrzebuje, żeby jakoś przebrnąć przez życie. Ja się uważam za agnostyka. Bóg może i istnieje, ale niczego Mu nie jestem winien, a Jego guzik obchodzi moje istnienie. Dużych liter używam ze względy na szacunek dla wierzących.


  19. No tak ale w każdym innym gatunku też są gry które sie od siebie różnią. I każda może ofiarować coś innego. Więc tylko dlatego wolisz przygodówki bo są różne (bardzo) pod względem tematycznym? :)

    Saperlajdy kandy! Czy ja się muszę tłumaczyć? Lubię, dziańdzia Twoja glań, i tyle! Spróbuj mi zabronić!


  20. PS co do literówek w postach.. to taka zaszłość ze starego forum. Jak się człowiek nie śpieszył to mogło się okazać że skrypt lub serwer padł w tzw międzyczasie :lol:

    Dobra, mą szer ami! Dajmy spokój literówkom. Dobry Bóg nie wymaga od ludzi, żeby nie grzeszyli, tylko żeby się starali nie grzeszyć :D . Prawdziwa cnota istotnie krytyki się nie boi. A czy prawdziwy krytyk boi się cnoty?


  21. Nie odbieram literówek jako brak szacunku, tylko... mmm... pewne niedbalstwo? niechlujstwo? myślowe. Dysgrafia jest swoistą wrodzoną ułomnością, za którą nikt nie odpowiada, ale można (i trzeba) z nią walczyć. Z drugiej strony wielu piszących wprost okropnie tłumaczy się beztrosko, że "... ja już tak mam i nic na to nie poradzę". Takie tłumaczenie mocno mnie wkurza. Nie należy pisać szybko, tylko poprawnie i z sensem.

    Co się tycze twojego szacunku czy jego braku... Hm... Twój wybór. Snu mi to nie odbierze.


  22. A ja mam w sumie dość dziwne pytanie, ale skoro jesteś tłumaczem więc może zaspokoisz moją ciekawość:) Otóż chodzi mi poprawną pisownię słowa "bawół" w przypadku:P Wiem wiem, pytanie jest co najmniej głupie. Ale ostatnio miałem dyskusję z koleżanką z filologii polskiej i powiedziała mi, że pisze się "tego bawoła" a nie "tego bawołu". Ja zawsze z tego co pamiętam w tym co czytałem i pisałem używałem tej drugiej formy, ale to podobno jakiś wyjątek jest:P Czy jesteś w stanie, dogi Generale rozwiać moje dziwne wątpliwości?:)

    Nie jestem autorytetem "dogi" Felessanie, od tego jest prof Miodek. Ale zawsze odmieniamy: bawołu, tak jak stołu, wołu czy cokołu.

    I nie zadawajcie mi, proszę, takich pytań, od tego są słowniki poprawnej polszczyzny...

×
×
  • Utwórz nowe...