-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez EGM
-
Gwiazdy moim przeznaczeniem" mają w języku polskim przynajmniej dwa tłumaczenia. Ostatnie zrobiłem dla Wojtka Sedeńki (Wydawnictwo "Solaris"). Zaproponował, to przetłumaczyłem. Tłumaczenia robię na zamówienie, mając w ręku umowę. Jak każdego prawdziwego artystę nie interesuje mnie poklask publiki. Lecę wyłącznie na forsę ... Z drugiej strony, tłumaczenie Bestera jakoś tam człowieka nobilituje choćby we własnych oczach...
-
Tak przy okazji, wiecie, jak Persowie "wynagrodzili" zdrajcę Efialtesa? Wlali mu w gardło wiadro roztopionego złota. I jeszcze jedno o Spartanach. Król perski wysłał do Sparty poselstwo z żądaniem poddania kraju. Spartiai (nie Spartiaci!) odpowiedzieli mu, że nie zamierzają. Posłowie perscy zagrozili, że jeżeli ich wojska zajmą Spartę, wszystkie kobiety zostaną zgwałcone... i tak dalej, wedle najlepszych wojennych tradycji. Odpowiedź Spartan brzmiała: "Jeżeli..."
-
Hmmm... Pierwszą pamiętam, ale nie zdradzę tytułu. Palnąłem tam kilka takich shitów, że zawodowy humorysta nie wymyśliłby czegoś takiego ("...jego ręka była zimna, jak ręka węża..." :lol: ). Wytknął mi je nieżyjący już przyjaciel, Zbyszek Adamski (człowiek, którego erudycja wpędzała mnie w diablo głębokie kompleksy. Jak ktoś nie wierzy, niech zapyta Jurka Poprawę). Ale te, których już nie muszę się wstydzić, to na przykład, trzytomowy cykl Darksword, Margaret Weis i Tracy Hickmanna (pary pisarzy, którzy są klasą sami dla siebie), albo Chocky Wyndhama. A z niedawnych... Na przykład Gwiazdy moim przeznaczeniem Bestera, albo Obcy w obcym kraju, Heinleina.
-
Wiesz, stary... Teraz to ja jestem panisko. Dzwonię do wydawnictwa, przedstawiam się i mówię, że mam wolne moce produkcyjne i mógłbym coś dla nich zrobić. I zwykle coś przysyłają. A Tobie radzę pojeździć trochę po konwentach miłośników fantastyki. Bywają na nich wydawcy, albo ludzie mający dojścia do wydawców. Dla początkującego tłumacza nie masz to jak kontakty osobiste...
-
Nigdy nie mówię tak sobie o książkach. Czytałem Winnetou - i to z zapartym tchem. Co prawda schemat każdego tomu jest dość monotonny - Old Shatterhand ściga łajdaka, łapie go, ten mu ucieka, Old znów rusza w pościg i tak dalej. Wedle tego schematu powstał też Old Surehand. Ale w sumie, jako siedemnastolatek czytałem pochłaniając strony jak Obelix dziki. Później mój entuzjazm nieco się zmniejszył, ale nadal uważam, że Winnetou to świetna powieść przygodowa dla młodzieży. Tyle, że mnie młodzieńcem nazwać już nijak się nie da... I dlatego może grymaszę. Owszem, pojawiam się na konwentach. Najbliższy, na jaki się wybieram, to Polcon (Zielona Góra). Pisałem jużo tym w innym miejscu tego forum. Jarek Grzędowicz zaszczyca mnie swoją przyjaźnią, choć nieraz mocno się spieramy, gdy przychodzi do rozmów o polityce. Bardzo si też cenimy (nie wiem zresztą jak on, ale ja się wysoko cenię ). Jego opowiadania i powieści bardzo mi się podobają. Innych fantastów polskich (poza Kossakowską) raczej sobie daruję. A już naprawdę szlag mnie trafia, kiedy czytam zachwyty nad tzw. fantastyką gumofilcową. Ale w końcu de biustibus non dipsputandum est... czy jakoś tak. Ostatnie pytanie pominę, bo już na nie odpowiadałem w tym wątku.
-
No, na przykład NiBiRu. Podobny klimat i ci sami twórcy. A co mam sądzić? Mistrz i tyle. Jego "Bajki robotów" są genialne. Co prawda ostatnie powieści są słabsze kompozycyjnie, ale i tak doskonale się je czytało. Wielka szkoda, że Mistrz już nie żyje.
-
Nie do końca, mą szer. O ile dobrze pamiętam, jedno z przykazań kościelnych brzmi: "Przynajmniej raz do roku komunię świętą przyjmować". Chodzi o Wielkanoc. Człowiek, który zaniedbuje obowiązku spowiedzi wielkanocnej, stawia się tym samym automatycznie poza nawiasem Kościoła. Tak mnie przynajmniej uczono.
-
Mój drogi, długo by się można było spierać, ale Bieszczady to nie jest (i nie był) teren etnicznie czysto ukraiński. A Ukraińcy upierali się przy tym, że i Lubelszczyzna powinna należeć do Ukrainy. Teraz zresztą też budują swoją tożsamość narodową metodami...powiedzmy, siłowymi. Nie wiem, czy masz pojęcie o tym, że na przykład naukowe prace na Ukrainie trzeba teraz przedstawiać w języku ukraińskim. Z tym, że jest maleńki problem - brak odpowiedniej terminologii. Wobec tego stosuje się terminologią rosyjską. Ukraina mogła wejść do Rzeczypospolitej jako trzeci naród. Oni jednak woleli idiotyczne manewry pomiędzy Polską, Rosją i Turcją. W rezultacie wszyscy stracili do nich zaufanie i Rosjanie wzięli ich jak swoich.
-
Ad 1. Trudno powiedzieć. Oba kraje mają swoje dobre i złe strony. To trochę tak, jakby mnie zapytać: "Wolisz jabłka, czy chałwę?" Ad 2. A jaka jest różnica? Bohater fantasy tnie magicznym mieczem, bohater powieści SF mieczem świetlnym (czy laserowym). Wie ktoś może, jak działa jeden, czy drugi? Książka jest dobra, albo zła i tyle. Ad 3. Nie zauważyłem. W naszej redakcji każdy z kolegów stanowi klasę sam dla siebie i jest primus inter pares. Ad 4. Veni, vidi - i zostałem . A tak naprawdę to do redakcji ściągnął mnie (zupełnie zresztą przypadkowo), Mac Abra, którego znałem jeszcze z czasów klubu miłośników fantastyki przy Indexie. Kto nie wie, czym był Index, niech żałuje. Ad 1. Podstaw elektroniki i elektrotechniki. Ad 2. Zbieram banknoty (Najchętniej aktualnie będące w obiegu banknoty NBP o dużych nominałach). Ale serio - może trudno będzie komuś w to uwierzyć, ale ogromnie lubię robić przekłady książek. Ad 3. Pewnie. Już kilka osób mnie o niego pytało - między innymi Osław Korski i Ech Czyński. Ogromnie wysoko cenię sobie Sama Peckinpaha. I kilku Rosjan, między innymi Nikitę Michałkowa i Bondarczuków, ojca i syna (syn reżyserował "9 kompanię").
-
Ad 1. Nie znam gościa. Może chodziło o Harlana Cobena? Ad 2. Nie lubię. Uważam, że Harris jest pisarzem mocno przereklamowanym - ale to tylko moja prywatna opinia. Ad 3. Wzruszenie ramion. Ad 4. ??? naprawdę Cię to interesuje?
-
Zaczynałem tłumaczyć wespół ze Zbyszkiem Królickim (np. "Szlak chwały" Heinleina). Potem zacząłem tłumaczyć na własny rachunek (cykl "Darksword" Margaret Weis i Tracy Hickmana - doskonała rzecz, polecam wszystkim miłośnikom fantastyki). No, a potem był Bester, Clark i paru innych niezłych pisarzy. Właściwie to tłumaczę wyłącznie beletrystykę - żeby tłumaczyć literaturę techniczną trzeba znać terminologię, a ja jestem z wykształcenia elektronikiem zacofanym w stosunku do wiedzy współczesnej o jakieś dwadzieścia lat, wiec nawet elektronicznych bym nie próbował. Nie używam żadnych translatorów, bo wszystkie są do (_!_). A zresztą to nie honor, prawda? Nie jestem pewien, co znaczy "Panż" (autor pytania chyba się zakałapućkał). Lubię muzykę klasyczną (Bach, Beethoven, klasycy wiedeńscy) i muzykę pop z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku - Shadows, Queen, Sinatra (dałbym się pochlastać za jego "My way")... A, i uwielbiam niektórych piosenkarzy country - Johnny Cash, Frankie Laine, Marty Robins. No i oczywiście Wysocki...
-
Nie umiem ci dokładnie odpowiedzieć. Bezładnie zwalone na stos wiadomości nie na wiele Ci się przydadzą. Trzeba jeszcze je jakoś usystematyzować i kolejne strzępki wiedzy dodawać tam, gdzie ich miejsce. Jeżeli czytasz coś o trzech muszkieterach, to powinieneś rzecz kojarzyć z tym, co już o nich wiesz (epoka, miejsce, postaci historyczne z tego okresu...). Wtedy jakoś Ci się to poukłada. A źródłem informacji oczywiście mogą być nie tylko książki, ale i np. filmy.
-
Sporo czytałem i los mnie obdarzył dobrą pamięcią. Być może, jak będziesz miał 60 lat, ktoś TOBIE zada takie samo pytanie? Cieszy mnie, że podobały Ci się moje "wydaliny". Nie bardzo mam teraz czas na pisanie solucji. Najbardziej lubię DOBRE przygodówki, niezależnie od rodzaju - choć horrory może nieco mniej, niż inne.
-
Może tego nikt nie będzie kojarzył z Umą, która ma urodę tyleż niebanalną, co nienachalną
-
Teraz znacznie mniej, niż kiedyś - ale tak ze trzy, cztery (nowe) miesięcznie się zdarza. Nie liczę tych ukochanych, do których często wracam - będzie ich mniej więcej setka i do każdej z nich wracam co rok, albo co dwa lata.
-
Dobra, ale tylko jeden i teraz. Major Smith został komendantem obozu japońskich jeńców w okolicach Singapuru. Pierwszego dnia zebrał wszystkich "podopiecznych " i zapytał ich, co najbardziej daje im się we znaki. - Pasiaste węże! - odpowiedzieli chóralnie więźniowie. - Są podstępne, jadowite i wszędzie ich pełno. - Dobrze! - odpowiedział major Smith. - Zbadam problem, a potem dam odpowiedź, jak sobie z nim radzić. Następnego ranka na apelu major pokazuje wszystkim żółtego pasiastego węża. - Oto, jak sobie radzić! - zagrzmiał. - Tempo raz! Chwytamy węża lewą dłonią za ogon. Tempo dwa! Wzmacniamy chwyt umieszczając prawą dłoń nad lewą tuż za ogonem węża. Tempo trzy! Szybko przesuwamy prawą dłoń w górę ku głowie węża. Tempo cztery! Energicznym ruchem kciuka łamiemy wężowy kark. Więźniowi zareagowali entuzjastycznym: "Banzai!" Na drugi dzień obozowy lekarz wzywa majora Smitha do izby chorych, gdzie leży straszliwie poturbowany i pokryty bandażami Japończyk. - Co wam się stało? - pyta zdumiony Anglik. - Pasiasty wąż, major-sama... - wystękał jeniec. - Ale przecież powiedziałem wam, jak sobie z nimi radzić!!! - O tak, major-sama i ja zrobiłem dokładnie to, co major kazała. Złapałem lewa za ogona, wzmocniłem chwyta prawą rąk, przeniosłem rąka prawa od ogon do głowa wąża i już miałem zrobić tempo cztery - łamanie kark wąż, kiedy zobaczyłem, że moja prawa rąka tkwi po łokieć w [beeep] bengalski tygrysa!
-
Po prostu spodobał mi się awatar. Nie mam pojęcia, do czego nawiązuje, czy od czego odwiązuje. A co do pytania wyżej: zapytajcie Ghosta, bo nie wiem, do czego pije. Ghosta bardzo wysoko cenię, ale niektóre z jego wypowiedzi mocno mnie zaskakują
-
Wasza Zasadniczość tak poważnie? To przepraszam... Poczułem się urażony, bo nie jestem megalomanem. Jestem gigalomanem
-
Była kiedyś taka gra: "Westerner". Pierwsza wersja polonizacji była gorsza od ostatnich popisów polskich piłkarzy. Potem ją poprawiono. Nie mam pojęcia, czy Still Life 2 będzie równe popularne, jak część pierwsza. Still Life było w pewnym sensie kontynuacją post Mortem. Kto dożyje, ten zobaczy. Grami przygodowymi interesuję się od 1992 roku wtedy w moim domu pojawił się pierwszy PC. Jak już pisałem, bywa, że korzystam z gotowych solucji - osobliwie wtedy, kiedy Naczelny daje mi grę i z TYM spojrzeniem mówi, że recka ma być na wczoraj. Nie mam pojęcia, o jakiej grze piszesz.
-
Nie okazałeś się niegodny, po prostu przeoczyłem twoje pytanie. Jestem dość zapracowany - mam na karku piekielne trudne tłumaczenie - i nie wszystkim mogę odpowiedzieć. Na razie nie zamierzam porzucić pokładu CDA - chyba że Czytelnicy będą mnie już mieli dość. Zresztą w redakcji znalazłoby się kilku piszących chyba lepiej ode mnie. Wszyscy mają znakomite pióra, choć nie wszyscy tak lubią przygodówki jak ja. Były chyba ze dwie, czy trzy - ostatnia to Jack Keane.
-
Nie wiem, skąd czerpiesz te wiadomości. Ja rozmawiałem z uchodźcami z Chile - tymi, którzy uciekli do Polski. W ich opowiadaniach wyglądało to trochę inaczej. A nawet, powiedziałbym, zupełnie inaczej. Kiedy zaś mówisz o "pax americana" to zapytaj o jego interpretację więźniów z Guantanamo, opowiedzą ci o torturach, na które zresztą zezwala ustawa Kongresu. I - wywołany do tablicy - powtarzam pytanie: gdyby nawet wszystko to, co piszesz o Allende było prawdą, usprawiedliwiasz zbrodnie popełniane przez popleczników Pinocheta? Wyrzucanie związanych ludzi z helikoptera do morza (kilkaset metrów wysokości) nazywasz walką polityczną?
-
Owszem. Co prawda nie pamiętam już, która to była - mogłoby to świadczyć o tym, że nie powaliła mnie na kolana, ale tak... "mykałem". Możesz się do mnie zwracać nawet "Wasza Kwintesencjo"... A co mi tam!
-
1. Nie lubię, bo nie lubię. Mam już refleks szachisty, a gdybym chciał się popisywać zręcznością, zająłbym się łowieniem pcheł. 2. Nie wiem, czy te zmiany się utrwalą. Jak się utrwalą, to trzeba się będzie z nimi pogodzić. Na razie "Ginger" Gatesa nie spowodował przewrotu w komunikacji, prawda? 3. Nic nie sądzę. Ogólnie nie przepadam i tyle. Jak ktoś lubi nagłe defekacje przy klawiaturze, to przecież jest w aptekach olej rycynowy, prawda?
-
Ależ oczywiście! Tak. 1. Nie. Pani Skibniewska zrobiła to bardzo dobrze. Inne tłumaczenia (poza tym, co wydal ZYSK) tez są niezłe. Po co poprawiać mistrzow? 2. Gdybym nie mial na karku innych prac, to czemu nie? 3. "Elantris" Sandersona bardzo mi się podobało. "Koło czasu" odpuściłem sobie już dość dawno. Jordan to świetny pisarz, ale nie mam już tak wiele czasu, jakbym chciał i wolę czytać krótsze sagi, w których autor ma jakąś tam nakreśloną wizję, a nie pędzi na oślep licząc, że coś z tego wyjdzie. Cykl, w którym na wysokości piętnastego tomu autor wciąż rozwija akcję, nadaje się dla więźniów odsiadujących dożywocie - ja pasuję. Jeśli Sanderson chce skończyć "Koło Czasu", niech kończy - jego sprawa.
-
Pewnie, bywało, że korzystałem. A raz nawet poprosiłem o pomoc - nie potrafiłem samodzielnie przejść po ścianie"pająkiem" w Still Life. Mam zbyt kiepski refleks. W dodatku zdołował mnie Q'nik, który przeszedł ten etap w 20 minut. Tak powiedział. Znajomy z Anglii przysłał mi zapis gry po przejściu tej "laserówki" - i dalej pojechałem już sam. A kto nie lubi? Żeby nie pokochać dominującego archeologa (bat! bat!) trzeba być pękołkiem i blamdzią!

