-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez EGM
-
Sęk ju, przyjacielu. Postaram się przeczytać. Tłumaczył mój przyjaciel, Zbyszek Krolicki, więc chyba mi podrzuci egzemplarz autorski.
-
Przepraszam Szanowne Zbiegowisko, ale odnoszę wrażenie, że uważacie mnie za wyjątkowego CKM-a (CKM - Ciężko Kapująca Mózgownica), który da się przekonać jedynie saperską łopatką. Nie jestem aż tak zamknięty na argumentację, żeby z przekonania mnie czynić jakikolwiek wyczyn...
-
Zabawne, że o tym wspominasz, ale kultura w ogóle zmusiła nas i nauczyła wykonywania wielu rzeczy, do których nie przystosowała nas Matka Przyroda. Nasi przodkowie przez kilkadziesiąt tysięcy lat (niektórzy nawet mówią o kilkuset tysiącach) poświęcali codziennej pracy (polowania, przygotowanie jedzenia, czynności higieniczne) po dwie, trzy godziny dziennie. Resztę czasu spędzali w rozmaity sposób . Nie pracowali po osiem (albo i znacznie więcej) godzin dziennie. Samce zajmowały się prawie wyłącznie polowaniem i wydawaniem wojowniczych wrzasków, gdy zetknęły się ze sob dwie grupy. Kobiety opiekowały się maleńtasami (pojęcie rodziny też powstało stosunkowo niedawno - pierwsze były grupy myśliwsko zbierackie, w których nikt się nie przejmował tym, "czyje" było dziecko - było "nasze" i tyle) i zbieraniem pożywienia. Szukały rozmaitych jadalnych roślin, korzonków, owoców, polowały na drobne gryzonie i tak dalej). To cywilizacja stworzyła modele zachowań "męskich" i "kobiecych", którymi wcześniej nikt nie zawracał sobie głowy - bo nasi przodkowie przyjmowali za naturalne, iż samiec "alfa" może dużo więcej, niż inne samce, a samice nie zajmują się polowaniami, bo są słabsze fizycznie (choć dużo bardziej wytrzymałe na długotrwałe wysiłki... dlatego jeśli już to godzinami brały udział w nagonce, podczas gdy samce czyhały na zwierzynę, by potem mamuta ubić w jednorazowym, krótkotrwałym wysiłku). Co się zaś tycze płci brzydkiej, i piękniejszej... Hm... Antyczni Grecy uważali, że idealnie piękne jest ciało mężczyzny, Holendrzy Rubensa wielbili babencjusze, na widok których pomyślałbyś dziś: "Spadaj, kaszalocie..." . Piękno jest też kanonem kulturowo obyczajowym.
-
Po pierwsze prymo: Nie cztałem HB. Obecnie ukazuje się tyle książek, lepszych i gorszych, że nie kupuję bez czyjejś rekomendacji. W końcu nie mam takiej kasy, jak bym chciał. Polecasz? Po drugie prymo. Owszem, doskonale się bawiłem. Gra prosta jak stylisko topora Gimliego, uderza naiwnością opracowania... ale jak na czasy, w których się ukazała, miała niezłą grafikę (teraz pewnie na jej widok puściłbym pawia jak stąd, do Chicago...). Odsyłam do mojej recenzji w CDA rocznik 2005, nie pamiętam już numeru...
-
Na przykład Fable. Grałem i podobała mi się. Albo Bard's Tale...Z dawniejszych Darkstone, czy Reduard... Przycinałem także w Vice City... Albo Kingpin. He, he, he... No i robiłem recki do CIA Operative, Bad Boys II, czy solucję do Hitmana (pierwszej gry z serii). Z tym że BB II i CIA ogromnie mnie bawiły... Były też np. gry akcji Evolva czy Ekstatica, albo piekielne strategie w rodzaju Dungeon Keeper. No i oczywiście seria Warcraft . Bawiłem się też przednio grając w Lord of the Rings: Fellowship... Trochę tego było. Oczywiście nie wymieniłem wszystkich...
-
Pancermistrzyni urocza... czy Ty się przypadkiem za bardzo tym wszystkim nie przejmujesz? Wyluzuj, markizo...
-
Hm...maharani. Mały chłopczyk idzie do przedszkola, gdzie oczywiście zabiera się do niego pani przedszkolanka. Potem idzie do szkoły, gdzie większość stanowią panie nauczycielki. Jeśli w tejże szkole coś sobie skaleczy, zajmuje się nim pani higienistka (o ile takowe są). Jak zachoruje, leży w szpitalu, gdzie zajmują się nim głownie pielęgniarki, a salowe dbają o to, żeby nie nabrudził. Sprawy urzędowe załatwia głównie z kobietami. Żeni się oczywiście z kobietą, a potem w razie czego rozwodu udziela mu też kobieta sędzia. I Ty mi mówisz o tłamszeniu roli kobiet? <_<
-
A tym kobietom (dyskobolkom, oszczepniczkom czy zapaśniczkom), niczego nie zamierzam zabraniać. Ciekawi mnie tylko, dlaczego to robią? I dlaczego mężczyźni nie realizują się na przykład w tańcu ze wstęgami? Podejrzewam przy tym niecnie, że harmonijnie zbudowany mężczyzna stanowi dla oka bardziej przyjemny widok, niż kobieta o bicepsie jak baobab i budowie Wenus z Dusseldorfu. A może się mylę? PS. Tak było miło... Musiałaś wspomnieć o PiSdzielcach?
-
No... nie ryzykowałbym stwierdzenia, że powiedzenie o tych dwu planetach jest tak do końca pozbawione znaczenia. Osoby o odmiennej niż powszechna orientacji płciowej (nie mówię, że gorszej - wszystko, co daje człowiekowi radochę jest jak najbardziej OK, z jednym tylko zastrzeżeniem - czyń, na co masz ochotę pod warunkiem, że nie krzywdzisz bliźniego swego...) są jednak w mniejszości.
-
Przecież nie twierdzę, że nie jesteś mi równa, o Szeherezado... Ale tym, co przede wszystkim określa naszą różność, jest płeć. Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa... Udawanie, że jest inaczej, to bardzo zabawna cecha naszych czasów. Zresztą i wśród płci jest cała masa odmian charakterologicznych i osobowościowych... A swoją drogą nie raczyłaś mi odpowiedzieć na pytanie (kawał chama ze mnie, prawda?), dlaczego kobiety koniecznie chcą zdobywać laury w dźwiganiu okropnych ciężarów? A, jeszcze jedna uwaga. Tak naprawdę to chrześcijaństwo odesłało kobiety do domów. Zlikwidowało instytucję kapłanek.
-
Bo Dukaj popadł w artystyczny autyzm... Pisze dla Dukaja, tylko dla Dukaja i całego Dukaja...
-
Khm... droga moja, a czy Ty przypadkiem też nie operujesz stereotypami? "Kiedyś wszystko było zarezerwowane dla mężczyzn"... A społeczność matriarchatu? Ciekawe, czemu odeszła w przeszłość, prawda? Ale to oczywiście moje wstrętne seksistowskie, samcze "czepiactwo"... Później zresztą też nie było tak, że kobiety wyłącznie siedziały w domu. W Sparcie miały swoje stadiony i uprawiały sport (tak jest, w tej "samczej" Sparcie!). W Atenach wiele z nich było heterami - przypominam, że słowu "hetera" pejoratywne brzmienie nadał dopiero zakłamany wiek XIX, u Greków oznaczało po prostu "towarzyszkę" i były one tym, czym w Japonii gejsze. Hetera czy gejsza wcale nie musiała ulegać panom - była kobietą, która ozdabiała uczty tocząc na nich niejednokrotnie dyskusje z mężczyznami. Nawet w islamie (który ma bardzo różne oblicza, a my znamy tylko to najbardziej okrutne, bo jest agresywne i zaborcze) rola kobiety nie jest tak mizerna, jak mogłoby się wydawać. Zgodnie z ustanowionym przez Mahometa prawem potrzeba na przykład czterech NAOCZNYCH świadków, żeby móc oskarżyć i skazać kobietę za cudzołóstwo. Jak myślisz, prawo to chroni mężczyzn, czy kobiety? Gdybym chciał zaostrzyć jeszcze ten spór, to mógłbym napisać, że do kuchni i dzieci odesłało kobiety dopiero chrześcijaństwo, z jego nieznośnym dziedzictwem judaizmu...
-
Niechże mi kto odpowie, czemu kobiety z zapałem biorą się do uprawiania sportów zarezerwowanych kiedyś wyłącznie dla samców 3Y (miotanie dyskiem, pchnięcie kulą, rzut oszczepem, a nawet - joj! - podnoszenie ciężarów). Zechciejcie przy tym zauważyć, że niby chcą być traktowane jak wszyscy, ale miotają lżejszym oszczepem, pchają lżejszą kulę i rekordy w "udźwigu" notują oddzielnie. Panowie jakoś nie pchają się do dyscyplin kobiecych (gimnastyka artystyczna, ćwiczenia na równoważni i tak dalej). Co prawda to akurat może już nie być prawdą - ostatnio ktoś mi powiedział, że W Pekinie gimnastyka artystyczna panów ma być dyscypliną olimpijską. Ale bardzo nową! I jeszcze jedno. Czy ktoś z wykształceniem polonistycznym mógłby mi wyjaśnić, czemu w naszym języku trawa, woda, burza, czy sosna są rodzaju żeńskiego, a dąb na przykład, ogień czy piorun to już rodzaj męski? Kto zaglądał ogniowi czy burzy tam, gdzie się zagląda w celu określenia płci, żeby to stwierdzić? ;) ? To tak w sprawach płci...
-
Cormac, a co można sadzić o zespole Downa? W tym wypadku trzeba się tylko "pochylić ze współczuciem", prawda?
-
Dear me! Przez pięć lat byłem dowódcą stacji radiolokacyjnej. Co miesiąc pobierałem 5 litrów czystego, 98% alkoholu etylowego na przeglądy techniczne i konserwację stacji. Teraz co prawda jestem po zawale i bypassach, ale... mógłbyś się zdziwić...
-
Sachemie! Grałem oczywiście w Neverhooda i zarykiwałem się ze śmiechu. Znakomita gra. Ale chyba nie robiłem z niej recenzji. Wybacz, faraonie; z CDA jestem już ponad 10 lat i robiłem przeciętnie jedną reckę na numer... Wychodzi 120 recenzji. Po prostu już nie pamiętam...
-
Chciałbym nieśmiało zauważyć (być może ktoś już to zrobił), że w serii Elder Scrolls była też taka gra jak Redguard. Choć nie była typową grą przygodową, grałem do upadłego
-
Khm... Jakbyście się, milordowie, spotykali w jakimś wrocławskim hotelu, to dajcie mi znać. Mam sporo wolnego czasu (...wesołe jest życie staruszka!) i moglibyśmy wespół obskoczyć kilka... mlecznych barów. Zdrowie nie pozwala mi już na wypicie takiej ilości... mleka... jak dawniej, ale w zacnej, miłej kompanii i sok pomidorowy smakuje jak "Famous Grouse"... He! he! he!...
-
Cóż odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Postaraj się, emirze... Może za kilkanaście lat ktoś CIEBIE zapyta o to samo...
-
A cóż ma wiek do rzeczy, markizie? Inteligentny argument, to inteligentny argument, nawet w ustach dziecka. Nie pozwól nigdy się zwieść "ałtorytetom", paszo, bo to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić. Gdy jesteś pewien swego, broń stanowiska jak niepodległości . Pozdrawiam i ja...
-
Czy to ta gra, której bohater po wypadku "ocyka się" w domu dla psychicznie chorych?. Owszem, grałem z Anakhą. Bardzo ciekawa gra, choć to już kilka lat temu było. Jaką bym jej wystawił ocenę? Doprawdy nie wiem... Wtedy mnie zafascynowała, teraz pewnie zgrzytałaby mi jej grafika. Gra była mroczna, ponura i tak zakręcona, że można by nią korki z butelek wyciągać ...
-
Monsignore... Przedstawiłeś mi rzeczowe, inteligentnie dobrane argumenty i uznaję twoją rację. Lenc jest dobry w swoim rodzaju - a że to nie mój rodzaj... ani jego, ani moja wina. Po prostu mi się nie podobają - ale to znów moje dobre prawo. Tytuł wątku brzmi: "Co sądzicie o rysunkach w CDA?". Napisałem, co sądzę - być może zbyt kategorycznie... Lenc, przepraszam! Podziękuj kafarkowi!
-
Ale nie o to chodzi, jak kto komu wychooooodzi... Każdy z redaktorów CDA (może poza mną... <_<) mistrzowsko używa języka. Czytalibyście nasze teksty, gdybyśmy nie umieli poprawnie wyrazić swoich myśli? Też byście uważali, że liczy się pomysł?
-
No... Jak ktoś ma głos podobny do pierdu chorego żółwia, kompletnie brak mu słuchu, poczucia rytmu i chce zrobić karierę piosenkarza, to też powiesz, że głos nieważny, bo liczy się pomysł i teksty? Uważam, że ktoś, kto chce się wypowiadać graficznie, musi mieć dobrze opanowany warsztat. Każdy dobry grafik zrobi ci karykaturę... Ale poproś tego, co stworzył Dilberta, żeby zrobił naturalistyczny szkic choćby zająca. Pełno wokół nieudolności. Rozumiem, że zalewa nas kicz udający sztukę, ale nie dajmy się zwariować...
-
Hm... chyba jednak te luźniejsze. Jack Keane rzucił mnie na łopatki i dość długo trzymał w tej upokarzającej pozycji :lol: :lol: . A Monkey Island to moja ukochana gra. Grałem w nią jeszcze na PC 286 z kart graficzną Herkules, do której trzeba było używać emulatora simCGA. To już prehistoria sprzętu. Niekiedy wydaje mi się, że twórcy gier mocno przesadzają z poziomem trudności zagadek. Gra Shizm II: Kameleon, miała przepiękną grafikę - ale zagadki takie, że mózg stawał, a wszystko inne opadało... Największym problemem było domyślanie się, jak działają te wszystkie mechanizmy...

