-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez EGM
-
Podobno - sam tego nie widziałem, bylem gdzie indziej, więc nie będę się upierał - w czasie bitwy pod Pavią król Francji Franciszek I dostał się do niewoli (to akurat jest faktem) i niemieccy knechci przez kilka minut rozmaitymi kłujnymi, pchajnymi i siecznymi "narządami" walili leżącego na ziemi władcę nie mogąc mu nic zrobić. Porządna płytowa zbroja to nie byle co, a król z pewnością miał niezłą. Dopiero po kilku minutach bezskutecznych wysiłków na miejscu zjawił się jakiś arystokrata i króla wzięto do niewoli. Jakby mieli w pobliżu mrowisko, to mogliby obsypać Fransuaza mrówkami, he! he! he!...
-
Nieźle chroniła przed cięciem, gorzej było w przypadku strzały z łuku, lub sztychu ześlizgującego się z kółek i godzącego między nie. Lepsze już były kolczugi plecione z drutu, te jednak, choć trudniej się je przecinało czy przebijało, nie chroniły przed złamaniem ramienia, barku lub żebra. Zawodowcy wdziewali niekiedy coś takiego pod pancerz płytowy, ale to już była ekstrema - ciężko człek się ruszał z takim obciążeniem.
-
"Prawda" Pratchetta.
-
Przeczytać znaczy usłuchać, milordzie...
-
Niewielką masz acan wyobraźnię, a i wiary ci nie staje (o inteligencji wyrokował nie będę). Demonstrowano mi to w Kijowie, włącznie z uderzeniem. Oczywiście nikt nie łamał katany, bo to za droga zabawka do takich numerów, ale gotów jestem uwierzyć fachowcom. Ja oczywiście czegoś takiego bym nie dokonał, ale tym Rosjanom wierzę. Nie sądzę, żeby każda klinga się złamała, katany raczej się gięły, ale i to wystarczy - nie słyszałem o żadnej szkole szermierki, gdzie nauczano walki zgiętym mieczem. Co się tycze enuncjacji - wolę szpadę od walenia toporem. Ale jeżeli acan koniecznie zechcesz... Choć może to na privie, dobrze? I nie tykaj mnie acan, bo w tym przypadku nie lubię...
-
Ciekawe, Trymusie, że Wilhelm był bękartem Diabła.
-
Działanie jutte demonstrowali mi rosyjscy pisarze Gromow i Ładyżenski. Obaj czynnie uprawiają różne sztuki walki, należą do charkowskiego bractwa rycerskiego, a Ładyżenski jest międzynarodowym sędzią karate z prawem otwarcia własnej szkoły, więc chyba wiedzą, co mówią. Cięcie nie było chwytane dokładnie pomiędzy wąs i klingę, ale przyjmowano je na klingę pozwalając głowni miecza ześlizgnąć się aż do poziomej części jelca, gdzie je zatrzymywano. Potem do ziemi... i uderzenie stopą we wspartą o glebę klingę kończyło sprawę. Wbrew pozorom nie jest to tak trudne, jak mogłoby się wydawać. I bardzo bym prosił niektórych o odrobinę kultury. Nie lubię, gdy ktoś trzykrotnie ode mnie młodszy protekcjonalnie usiłuje mnie poklepać po ramieniu. Bronią interesuję się dłużej, niż większość uczestników tego Forum chodzi po świecie, po korytarzach Muzeum Wojska Polskiego (w towarzystwie dobrego znajomego i pracownika Muzeum) a także innych zrobiłem ładnych kilkadziesiąt kilometrów. Nie zadzieram nosa, ale dyskutujmy bez inwektyw, dobrze...
-
Sir Brylant, katanie przeciwstawiano też niekiedy łamacze jutte - tępy, graniasty albo okrągły kindżał o gardzie z jednym, wygiętym ku górze wąsem. Wychwytywano ciecie katany na tępą głownię, zamykano klingę pomiędzy głownią i łamano ją energicznym ruchem...
-
Niestety, Jacek powiedział mi na Polconie, że na razie jest diablo zajęty i po prostu nie ma czasu na odwiedzanie naszego Forum. Pisze scenariusz do historycznego filmu z Bogusławem Lindą w roli czarnego charakteru, ma do napisania kolejny tom "Samozwańca", poza tym jest zajęty kupowaniem kawałka ziemi na Roztoczu, gdzie zamierza wybudować klasyczny szlachecki XVII-wieczny dworek (z wygodami XXI-wiecznymi, ofkors). Wabię go czapką i papką, ale na razie bez skutku ...
-
Przebóg, mości Stańczyk! Larum grają, poczucie humoru w Rzeczpospolitej ginie, a Ty się nie zrywasz, błaźnie niezrównany, laską swoją nie potrząsasz, ponurych, sensatów nie rozśmieszasz? O, biada ci, ojczyzno miła, ponure obcym ukazywać będziesz oblicze, kaczki cię zadepczą, gosie zahukają i wiatr jeno po opustoszałych salach kabaretowych hulał będzie! I tak dalej, i tym podobnie, a histo(e)rycznie ...
-
Owszem, wyraziłeś się jasno... Ale zimno się robi człowiekowi od takiej jasności...
-
Trymusie! Jeżeli poczułeś się potraktowany z waszecia, to przepraszam! Ironia... no cóż, sam na siebie patrzą z dystansu, więc być może weszło mi to w nawyk, wybacz więc, będę Twoje posty traktował z czołobitną czcią ... Dobrze? Generał Co kucając się nie zapierał, Bo zaparcie w kucki Ma skutek nieludzki! O!
-
O ze wszech miar szlachetny Trymusie! Egipt + wąż = Apophis, bóg wąż utożsamiany niekiedy z Sethem, którego kapłanem u Prusa był Samentu...
-
Skwituję to tak - nie jesteś dla mnie istotą irytującą, ale bardzo zabawną... A tak przy okazji, szabla husarska to nie była szabla czarna. Czarną szablę (w czarnej pochwie znaczy, wewnątrz mogły być rozmaite klingi) nosili - jak o tym pisze Kitowicz - rozmaici awanturnicy, zabijaki, szulerzy i grasanci. Czarna pochwa szabli oznaczała, że jej właściciel lubi i potrafi nieźle tą szablą obracać - była czymś w rodzaju czarnego stroju, jaki lubili nosić desperados na Dzikim Zachodzie. Owszem, nasz brat szlachcic awanturnik najczęściej imał się szabli husarskiej, ale w mowie potocznej pojęcie "czarna szabla" odnosiło się po prostu do człeka niebezpiecznego, który kolorem pochwy swej broni sygnalizował, że lepiej go nie zaczepiać.
-
Może zechciej, emirze, sprecyzować, jakie zbroje masz na myśli, turniejowe czy bitewne, bo to dość istotna różnica...
-
A biorąc pod uwagę fakt, iż w wiatrakach miele się mąkę, a pierniczki wypiekane są właśnie z niej pewne istotne dla sprawy prawdy nachodzą same Człowieku, masz 18 lat! Nie myśl jeszcze o starczym spierniczeniu! Przed tobą całe życie! Otrząśnij się!
-
Yahol, piernik do wiatraka ma trzy litery - i, r, k. Wstyd nie wiedzieć. Szpadą owszem, zadawało się pchnięcia, co nie znaczy, że jedna klinga nie wchodziła w kontakt z drugą. Mistrzowie z Toledo odziedziczyli wiedzą po Maurach, prawda, ale i u nas robiono niezłe szable, batorówki np. i zygmuntówki. Sęk w tym, że jakość wyrobu zależała od wielu czynników, które nie do końca były przewidywalne. Płatnerze przekazywali wiedzę uczniom wedle sprawdzonych przepisów. "Rozgrzewaj klingę, aż barwą upodobni się do księżyca wschodzącego w jesienną noc nad jeziorem Ping-Pong". I co? Wiele się z tego dowiesz? Być może niektóre pojedyncze egzemplarze wychodziły toledańskim mistrzom lepiej. Ale ogólnie rzecz biorąc przeciętna przedwojenna polska szabla ułańska była znacznie lepsza od głowni, jakie kuli Hiszpanie.
-
Rozumiem, że szpadą nie odbijało się pchnięć przeciwnika, tylko się je brało na klatę, czy nie tak?
-
Znałem kiedyś człowieka, który robił teatralne szpady dla warszawskich teatrów. Powiedział mi coś takiego: - Wiesz, tyle się mówi o znakomitej jakości dawnych kling. A ja zrobiłem szpady do warszawskiego przedstawienia Hamleta w Teatrze Dramatycznym. Od pięciu miesięcy co dwa, trzy dni Hamlet i Laertes rąbią się moimi szpadami, które jakoś wytrzymują. A powiedz mi, ile razy bił się w szpady taki d'Artagnan? Sam zresztą powiedział Mazariniemu, że kilkanaście kling połamał. Kto zrobił lepszą stal? Adam Cebula, człowiek, któremu w kwestiach techniki wierzę baz zastrzeżeń (Baron 13), powiedział mi, że Europejczycy nauczyli się robić dobrą stal dopiero w II połowie XIX wieku w Niemczech. I że dzisiaj potrafimy robić stal znacznie lepszą niż ta, która wychodziła z kuźni dawnych mistrzów - po prostu wiemy dużo więcej o strukturach metalu i wpływach zanieczyszczeń struktury krystalicznej (nie zawsze muszą być szkodliwe!). Legendy o dawnych damasceńskich szablach, którymi można się było opasać to piękne historyjki, ale niekoniecznie muszą być prawdziwe. Wieści raczej tyją w drodze, niż chudną...
-
Za życzenia dziękuje, ale... ekhm... zastanawiam się, co ma znaczyć owa "nowa droga życia". Nie żenię się przecież...
-
Yahol, przeczytaj uważnie swój post napisany wczoraj o 21:L35 i dopiero potem stękaj cytując moją wypowiedź...
-
Masz oczywiście rację, ale jakieś kryteria trzeba przyjąć. Polacy oczywiście nie uznawali Mikołaja II za cara, co nie przeszkadzało licznym dumnym Lechitom służyć Moskwie i dochrapać się całkiem zacnych stanowisk (generał Przewalski, na przykład, który miał być ojcem Stalina - zobacz w jakiejś cykolpedii jego zdięcie - albo generał Krzyżanowski, który sprzedawał Jankesom Alaskę). Gwoli ścisłości dodać należy, że sam Przewalski za Polaka się nie uważał...
-
Ekspert siem znalazł... Naginata to broń drzewcowa i do mieczy nijak nie da siem jej zaliczyć.
-
Koncerz miał gdzieś tak circa ebałt 180 cm. Ciekawostką był sposób trzymania tej broni - klinga wystawała spomiędzy palców środkowego i wskazującego, które wkładano w dwa kółka przed jelcem...
-
No to proszę bardzo - poważny temat do dysputy. Do czego były potrzebne skrzydła husarzom? Dzieli nasi jeźdźcy przypinali je do bitew, czy był to tylko element stroju galowego lub paradnego? Sam mam pewne podejrzenia, ale się z nimi nie zdradzę...

