-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez EGM
-
Do obu przedmówców... Nie dość, że każdy z was walczy na kilku frontach, to jeszcze zaciekle dyskutujecie niemal z każdym zdaniem przedmówcy. Czy nie prościej napisać: "Nie zgadzam się z ani jednym Twoim zdaniem..." Czytanie waszych kilometrowych postów robi się nużące i para idzie wam w gwizdek. Odnoszę przy tym wrażenie, że jednemu i drugiemu nie chodzi o nic innego, tylko o oszołomienie wszystkich swoją elokwencją...
-
Zakaz samobójstw - bo tym w istocie jest zakaz eutanazji - jest zakazem sensu stricte religijnym i wywodzi się z walki Kościoła Rzymskiego ze schizmą tzw. donatystów. Ci ostatni uważali, że ziemski żywot człowieka jest bezwartościowy, należy więc szybko wyspowiadać się z grzechów, uzyskać przebaczenie, a potem - zanim się znów nie nagrzeszy - odebrać sobie życie i pójść prościutko do Raju. Dla Kościoła Rzymskiego rzecz była nie do przyjęcia, bo jak owieczki rzucą się w przepaść, to pasterze będą cienko przędli. Stąd potępienie schizmy donatystów, która np w V w. n. e. była dość popularna, osobliwie w północnej Afryce. I stąd zakaz popełniania samobójstw. Zechciejcie milordowie zwrócić uwagę na fakt, że starożytność (Rzym, Grecja) nie potępiała samobójców i nikt, kto samobójcy pomagał (np. legionista, który przytrzymał miecz Pompejuszowi) nie spotkał się nigdy z potępieniem. Japończycy podnieśli rytuał "seppuku" niemal na wyżyny sztuki. A teraz moja osobista prośba do wszystkich dyskutantów... Zechciejcie wyrażać swoje myśli nieco jaśniej... nie będę wytykał palcem, ale niektórzy mają nielichą sieczkę w głowach...
-
No to ci zazdroszczę wiary... ale może być i tak, że się absolutnie mylisz. Bóg istnieje, ale nasz los jest Mu absolutnie obojętny, bo jesteśmy dla Niego tylko pionkami na szachownicy, na której rozgrywa np. partię z Szatanem o jakieś tam swoje, wyższe racje. Pionki oczywiście wolałyby myśleć, że ta szachownica została stworzona dla nich i że Grający Białymi darzy swoje pionki miłością, ale to tylko ich pobożne życzenia, prawda? A "Ave" to zwyczajne rzymskie pozdrowienie...
-
Osobiście wolę oryginały. Polskie wersje są coraz lepsze, ale mimo to bardziej "mi leżą" angielskie. Oni tam już potrafią grać głosami, podczas gdy polscy lektorzy po prostu czytają teksty. Mogę jeszcze zaaprobować wersje kinowe (angielskie głosy, polskie napisy)... Z drugiej strony zdają sobie sprawę z faktu, że dobra znajomość "lengłydźu" to w Polsce wciąż jeszcze problem. "Pirania to jest taki fisz, że jak wsadzisz hendyntu ze łoter, to zostanie ci only konstrakszyn..."
-
Nie do końca, mą szer ami. Bóg istnieje, albo nie, ale z naszym życiem pozagrobowym może być podobnie (mamy je, albo nie). Przecież pierwsze niekoniecznie wiąże się z drugim. Bóg może istnieje, ale w swoim niekończonym miłosierdziu ma nas po prostu w (_!_). Bóg może np. istnieć, ale skoro nie mam duszy nieśmiertelnej i po śmierci przestanę istnieć, jak płomień zgaszonej świeczki, to o Jego istnieniu niczego się nie dowiem...
-
Nie jestem polonistą, więc nie wiem, jakim wymaganiom musi sprostać prezentacja na maturze, ale nie wierzę, żeby tak interesująca gra, z niezwykle urokliwą grafiką, muzyką i tak pięknym przesłaniem nie mogła się stać tematem prezentacji. Mam przyjaciela polonistę (Jacek Inglot), który mógłby temat rozwinąć i gdyby go poprosić, pewnie by pomógł... Do prezentacji można by zresztą dorzucić inne gry Sokala i zrobić prezentację nieco szerszą, zastanawiając się - na przykład - czy gry komputerowe mają szanse na to, żeby stać się kolejną dziedziną wypowiedzi artystycznych, jak stały się nią np filmy, czy komiksy. Jestem pewien, ze za kilka lat usłyszycie o powstaniu muzeum gier komputerowych, w którym będą prezentowane najciekawsze gry dawne i współczesne, historia gier i tak dalej...
-
Nie do końca, drogi Felessanie, nie do końca. Krucjata przeciwko katarom spustoszyła południe Francji i miała podłoże czysto religijne - Kościół nie mógł ścierpieć tych "czystych". Podstawy ich wierzeń były nie do pogodzenia z nauką Kościoła - i znacznie bardziej logiczne. Oni, wystaw sobie, uważali, że istnieją DWIE rywalizujące ze sobą o władzę nad światem siły, jednakowo potężne i mądre, ale sobie wrogie. I jak to pogodzić z charakterystycznym dla wszelkiego monoteizmu brakiem logiki, który każe miłosiernemu, kochającemu ludzkość i ludzi Bogu godzić się na wszelkiego rodzaju łajdactwa popełniane przez Jego dzieci...
-
Pancermistrzu drogi, nie przeginaj. O ile mi wiadomo, wojny religijne zgarnęły spore żniwo - ludzie zabijali WŁAŚNIE DLATEGO, że byli wierzącymi...
-
A czy to ma jakiekolwiek znaczenie dla tego, co robię? Ale odpowiem. Uważam się za agnostyka. Agnostyk to człowiek, którego nie interesuje kwestia istnienia czy nieistnienia Boga. Bóg nie jest mi nic winien, a ja Jemu też. O ile mi wiadomo, niczego dla mnie nie zrobił... A to, czy ja coś dla Niego zrobię, nie ma dlań najmniejszego znaczenia. Byłbym diablo zarozumiały, gdybym uważał, że Najwyższy czegoś ode mnie oczekuje, albowiem w swoim nieskończonym miłosierdziu On ma mnie po prostu w (_!_)...
-
Ad 1. Na brodę Proroka, effendi! Dobrze byłoby jednak poczytać nieco wcześniejsze posty. Ale odpowiem, mam dziś Dzień Dobroci Dla Leniwców. JOE ALEXA! Ad 2. Akualnie - Jacka Keane. I obowiązkowo obie części Syberii. Wiecie co? Z Syberii mógłby ktoś zrobić prezentację maturalną Allach Akbarrrrrrr! Czy ja muszę coś sądzić o FPS-ach? Nie jestem Alfem i Omegiem, psiakrew! W Crysis nie grałem - jako obywatekl wolnego kraju z 500 kilometrowym dostepem do morza mam chyba prawo, nie?
-
Hm... Odpowiem jak Przełęski w "Przepióreczce" Żeromskiego. Bo takie są moje obyczaje... i basta! Sam sobie odpowiedziałeś... subiektywizm.
-
Dżizus! Holy, czy naprawdę uważasz, że godny miłości jest Bóg, który w jakimś kraju morduje wszystkich pierworodnych, bo chce skłonić do uległości pojedynczego człowieka? Czy ktoś chciałby mieć do czynienia z takim ponurym skurczybykiem? Był przecie wszechmocny, nie mógł wymyślić czegoś mniej ekstremalnego? TO MA BYĆ BOSKI CUD?
-
Czy nie zaskakuje Cię, Holy, że aktualnie te cuda są jakieś takie... ekstremalne. Uleczyć z raka, proszę bardzo... a czy słyszałeś, żeby komuś ostatnio odrosło choćby ucho, lub włosy? Nie mówię już o ręce, czy nodze... Wobec wszechmocy Pana, ożywienie zmarłego jest równie łatwe, jak odtworzenie komuś bujnej czupryny... On chyba nawet nie dostrzegłby różnicy... Dajcie mi zresztą odpowiednią ilość forsy, a zorganizuję kilka takich cudów, że świat wywinie orła ze zdumienia...
-
Wiesz co, mój drogi? Jedyne, co na pewno wiemy o Bogu to to, że na pewno nic o nim nie wiemy. Tłumaczenia zaś, że rozmyślania wielkich teologów są więcej warte, niż moje... Hm... powiedz mi, czy milion w stosunku do nieskończoności, to więcej, niż sto, czy mniej? W obu wypadkach zero, nieprawdaż? A co do tych księży, którzy nie przystają do mojej definicji... Przyznam, że o takich nie słyszałem. To znaczy owszem, słyszałem, ale są jak jednorożce... gdzieś tam, daleko, kuzynka czy wujek opowiadał... Każdy, którego znałem, tak naprawdę dbał jedynie o Złotego Cielca. Wybacz, może miałem pecha, Ale poszukiwania uczciwych księży uważam za coś w rodzaju wędrówek za świętym Graalem.
-
No i widzisz... Gdybyś uważniej czytał Biblię, odesłałbyś księżula do Ewangelii św. Mateusza - przypominam: 5,37... O ile wiem, wszystkie współczesne tłumaczenia Biblii opierają się na tzw. Biblii Króla Jakuba - pierwszym protestanckim przekładzie Biblii na język angielski z 1611 roku. Za kolejne wydania odpowiada (czyt. zgarnia zyski) Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne. Polskie wydania i kolejne przekłady bazują w zasadzie na Nowej Biblii Króla Jakuba, uwspółcześnionej w roku 1976. Ja osobiście w razie potrzeby sięgam po Biblię wydaną w Warszawie w roku 1985.
-
Biblia przede wszystkim jest genialnie napisanym dziełem propagandowym. Weź tzw. Powrót do Ziemi Obiecanej. Czterdziestoletni ciąg napaści, grabieży, podstępów, rzezi, pojedynczych mordów i hurtowych egzekucji. I oni (Żydzi) nazywają to powrotem do ojczyzny! Oczywiście, jeżeli sam Jahwe im to nakazuje... W ten sposób można usprawiedliwić każde łajdactwo. Weź historię Hioba. Dla jaj Jahwe zakłada się z Szatanem i obaj patrzą z rozbawieniem na nieszczęścia, jakie na biedaka spadają. Ktoś, kto zechce mi wmówić, że to wszystko Bóg czyni (albo daje na to przyzwolenie) z miłości do ludzi, doprawdy obraża moją inteligencję. A wiesz, jak definiuję księdza? Jest to osobnik, który pod pozorem troski o Twoje życie pozagrobowe potrafi pozbyć się wszelkich trosk o SWOJE życie doczesne.
-
Cóż, to już kwestia smaku, jak mawiał Herbert. I oczywiście pomysłowości twórców scenariusza. Ogólnie masz rację, liniowość scenariusza też nieraz mnie wkurza, ale niewiele z tym można zrobić. Kobiety i przygodówki kocha się za to, że są jakie są...
-
Jezus w Kazaniu Na Górze dość krytycznie odniósł się do religijnych filozofów rozdzielających włos na czworo. Powiedział wyraźnie: Macie mówić prostym, zrozumiałym językiem. Kiedyś czytałem, że jakiś teolog zrobił doktorat na rozróżnieniu pomiędzy "Jedynym" a "Jednorodzonym" Synem Bożym
-
Mateusz, 5:37 Niech mowa wasza będzie: Tak - tak, Nie - nie. A co więcej, od Złego jest. Sam Jezus to powiedział. Nic dodać, nic ująć...
-
W innym miejscu tego Forum napisałem o "Czarnych okrętach" Joe Alexa, ale dobrego nigdy za wiele. Jest to IMHO najlepsza książka przygodowa, jaką miałem honor przeczytać. Troja, Kreta, Egipt, naddnieprzańskie stepy - wyprawa po Złote Runo! Znakomicie zarysowane postaci bohaterów, intrygi, przygody, niebezpieczeństwa... Książka, do której należy zasiąść mając w perspektywie ze dwa dni wolne - bo nie sposób się od niej oderwać. Druga świetna książka przygodowa to "Spadkobierca z Kalkuty" Roberta Stilmarka. Autor był Rosjaninem, a książka powstała w jednym ze stalinowskich łagrów - Stilmark opowiadał towarzyszom niedoli o przygodach XVIII-wiecznych piratów. Opowieść była tak interesująca, że niewiele brakło, a Stilmark pozostałby w obozie do końca życia - komendant obozu zauroczony historią opowiadaną przez więźnia robił, co mógł, żeby zatrzymać autora za drutami...
-
Rolek, o Sherlocku i Watsonie już pisałem. Zechciej zajrzeć do wcześniejszych postów. Nikt cię za to nie pobije, ani nie wlepi mandatu. "SH versus AL" to dobra gra, ciekawa i interesująca. Warto kupić i zagrać.
-
No, tak do końca to może nie jest. Wcześniaki też się rodzą, a nie każdy mógłby przetrwać bez inkubatora. Ale zasadniczo rzecz biorąc wciskanie ludziom kitu, że kilkunastogodzinny zarodek to już istota ludzka z jej pełnymi prawami to oczywiście demagogia, albo - jak to wdzięcznie ujął jeden z Braci Mniejszych - nadużycie semantyczne. Niechże zresztą którakolwiek z pań spróbuje pójść do pierwszego lepszego księdza, oznajmi mu, że od kilku tygodni jest wstanie błogosławionym i poprosi go o ochrzczenie płodu. I niech nam potem przekaże, co wielebny jej odpowiedział...
-
Ciekawe, droga Yennefer, że nikt nie usiłuje przekonać mnie ani ciebie, że niewielki żołądź wrzucony w ziemię na jesieni jest już dębem
-
Hm... istotnie, staram się (ale tylko się staram i nie zawsze mi to wychodzi) nie korzystać z solucji. Ale cóż mam zrobić, kiedy reckę trzeba oddać za dwa, trzy dni, a ja się zaciąłem jak mały pijany drwal i nie mogę ruszyć z grą do przodu. Naczelny (Oby Żył Wiecznie) potrafi spojrzeć tak, że Niagara by się cofnęła, więc... Ale najczęściej staram się rozgryźć rzecz logicznie. Co prawda logika niektórych gier bywa tak zakręcona, że można by nią korki z butelek wyciągać. Czy domyśliłbyś się, że w Monkey Island II trzeba użyć małpy, żeby uruchomić hydrant? Dla Angola rzecz jest może i jasna ( klucz nastawny to u nich "monkey wrench"). Ale dla Polaka, który nazywa ten klucz szwedzkim kluczem?
-
Dear me! Pozwól, że się wtrącę, bo chyba jesteś trochę niesprawiedliwy. Jeżeli ktoś kocha np. chryzantemy, to dla niego one będą najpiękniejszymi kwiatami. Nie znaczy to wcale, że wielbiciel róż lub tulipanów nie potrafi docenić piękna chryzantemy. Oni po prostu wolą róże albo tulipany i już...

