-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez EGM
-
Biblia, mój drogi, jest bronią obosieczną. Jak się postarasz, znajdziesz cytat niemal na każdą okoliczność, popierający lub potępiający dowolne stanowisko. A tak w ogóle, to warto ją poznać...
-
Generalnie uważam to, co zrobił ów profesor za chamstwo pierwszej wody, podobnie jak np. prześmiewczą wersję hymnu ZSRR, jaką niekiedy popisują się podpici narodowcy. Z powodu Hostii czy Koranu ludzie się zabijali i choćby ze względu na szacunek dla ofiar nie kpiłbym z tych symboli. Podobnie nie zamierzam kpić z czerwonej gwiazdy, czy hymnu ZSRR - wiele osób zginęło broniąc tych symboli, lub walcząc z nimi, więc... cisza nad ich trumnami.
-
Jak ktoś będzie się powoływał na Mazurka, zacytuję G.B. Shawa: "Zamieniłem kilka zdań z pewnym idiotą i czuję, że zgłupiałem..."
-
W porządku, przyjacielu. Niech każdy zostanie przy swoim i - jak powiedział Bułhakow ustami Wolanda - niech każdemu będzie dane to, w co wierzy.
-
No wiesz, mój drogi, jak się zaczniemy powoływać na jegomościa od Świętego Grilla, to istotnie daleko zajść możemy w dyskusji. Józef był zresztą specjalistą od cudów. To przecież on przygotował grób, z którego ciało Jezusa zniknęło w cudowny sposób, prawda? Wolę już uwierzyć Janowi i jego rewelacjom o tej krwi i szarańczy...
-
Czy naprawdę sądzisz, że zwykły rybak znad jeziora Genezaret byłby w stanie snuć jakieś rozważania polityczne? Przecież uczniowie Jezusa (z jednym wyjątkiem), to byli ludzie bardzo dalecy od jakiegokolwiek wykształcenia. Tym wyjątkiem, psiakość, był akurat Judasz...
-
Kilka razy się naprałem jak autobus i też wygadywałem banialuki, ale jakoś nikt nie starał się dopatrywać w nich ukrytej symboliki... Dlaczemu, pytam ja się? Dlaczemu???
-
Owszem, tak mówi św. Jan. Ten sam co prorokował o Gwieździe Piołun. Poza tym miał wyobraźnię nie lada... 13:1 "I widziałem wychodzące z morza zwierzę, które miało dziesięć rogów i siedem łbów, a na rogach jego dziesięć diademów, a na głowach jego bluźniercze imiona. A zwierzę, które widziałem, było podobne do pantery, a nogi jego jak u niedźwiedzia, a paszcza jego, jak paszcza lwa. I przekazał mu smok siłę swoją i tron swój i wielką moc..." Ciekaw jestem, czego się trzeba naćpać, żeby mieć takie wizje... I ludzie pieczołowicie od blisko dwu tysięcy lat przepisują te bzdury... Wiesz co, stary? Nie obrażaj mojej inteligencji każąc mi w to wierzyć.
-
Dostojny panie! Przeczytałem w życiu ładnych parę tysięcy książek. Czytam chyba z pięćdziesiąt lat - licz Wasza Miłość po sto rocznie, to trochę się zbierze. Ale nie umiem powiedzieć, które zaliczyłbym do pierwszej 50-tki, a pan, markizie, chce tylko trzy tytuły. Impossible. W dodatku w różnych okresach życia człowiekowi się podobają rozmaite książki. Mając siedemnaście, osiemnaście lat byłbym się dał posiekać za Tolkiena. Teraz znacznie bardziej od jego książek podobają mi się książki Margaret Weis i Tracy Hickmana (osobliwie trzytomowy cykl "Rose of the Prophet", czy siedem tomów "Deathgate"). Kiedyś ogromnie mi się podobały książki Karola Maya. Teraz już trochę mniej. Wolę. np. "Czarne Okręty" Joe Alexa, czy "Imię róży" Eco. Kiedyś Kubuś Puchatek w ogóle do mnie nie przemawiał. Teraz czytam go dość często i z niemałą uciechą. Ale... Coś by się tam znalazło do pierwszej trzydziestki... lecz nie każ mi, szlachetny daimio, ich wymieniać.
-
keeveek, polecam ci książki Kressa np. "Piekło i szpada". Tam właśnie jest przedstawiony świat, który Bóg porzucił... i został tylko Szatan. A ten znów nie jest taki zły, jak można by sądzić...
-
No, no... keeveek. Chapeaux bas! Zdejmuję kapelusz. Ja bym zagiął parol. Nie każdy z godnością przyjmie taką szpilę, jaką Ci wsadziłem. Ale nie myśl proszę, że dyskusję tę uważam za katorgę... A już na pewno nie tłumaczę niczego "hołocie". To określenie nijak nie przystaje do dyskutantów w tym wątku... A przynajmniej do większości.
-
Nie mógłbyś, drogi keeveek (przepraszam, przedtem something mi pojebałos'), napisać Biblii, bo autorzy Biblii po mistrzowsku władali słowem. "Zagiąć parol" - nie "parola" - na kogoś oznacza obiecać komuś (w duchu!) odwet, zemstę. Miałeś pan pewnie na myśli "zabicie ćwieka". "Zabiłeś mi pan ćwieka..." A swoją drogą forma "zrobiłeś pan (to lub owo)" jest formą nieco lekceważącą. Zaniedbałeś pan nauki, panie keeveek. Weź się pan do podręczników...
-
Oj, Matej141! Zostaw Ty już może walkę o Twoje Ideały tym, co potrafią lepiej od Ciebie argumentować. Twoja wiara może wzbudzać podziw, ale twoja biegłość w dyskusji - już nie.
-
keevek... księga Izajasza, 45. 7 "...Ja tworzę światłość i stwarzam ciemność, Ja przygotowuję zarówno zbawienie jak i nieszczęście, Ja, Pan, czynię to wszystko" W innym tłumaczeniu ten sam fragment: " Jam stworzył światło i jam stworzył mrok. Ja stworzyłem Dobro i stworzyłem Zło. Ja, Pan, uczyniłem to wszystko..."
-
Hipotezą, mój drogi, jest coś, co nie zostało poparte żadnymi dowodami naukowymi. W tym sensie wiara też jest hipotezą. A to, że wiara i rozum się kłócą wcale nie jest dziwne. Widzisz, ja mogłem sobie wyobrazić coś takiego, jak te partie szachów; rozum nie stawia sobie granic. Dla wierzącego moja hipoteza jest czymś nie do przyjęcia - bo podważa podstawy jego wiary. I tyle. I jeszcze jedno - nie próbuj mnie przekonać, że niewłaściwie rozumiem pojęcie nieskończonego miłosierdzia. To co Ty uprawiasz, to już ekwilibrystyka słowna. Przypominam: Mateusz 5: 37 - "Niech mowa wasza będzie prosta, Tak - tak, nie - nie, a co więcej, od Złego jest..." I to ja mam Ci cytować słowa Jezusa? I już na koniec: ... Bóg jest wszechwiedzący i ja temu nie przeczę..." Cóż, drogi t3trisie, trudno o bardziej przekonujący dowód.
-
Miałem się już nie wypowiadać, ale "nie strzymałem". Wiara i rozum są sobie wrogie. I niestety, choćby nie wiem co mówili "Ojcowie Kościoła", tak już pozostanie. Problemy z Bogiem wzięły się stąd, że wyobraziliśmy Go sobie jako zespół wszystkich pozytywnych cech ludzkich, pomnożonych przez nieskończoność i doskonałość. Tymczasem niechże mi kto powie, jak można pogodzić nieskończone miłosierdzie z doskonałą sprawiedliwością. Albo jedno, albo drugie, tertium non datur. I proszę mi nie mówić o "nieskończonej tajemnicy". Napisałem już o tym nieco wyżej - ciekawe, że nikt z silnie wierzących mi nie odpowiedział - iż być może ludzie są pionkami na jednej z szachownic, na których Bóg rozrywa jakieś partie z Szatanem według sobie tylko znanych reguł. Pionki oczywiście wolą sobie myśleć, że Grający Białymi je kocha. Łatwiej znosić wtedy los pionka. I chyba stąd się bierze potrzeba wiary. Ciężko pogodzić się z myślą, że nie mamy zielonego pojęcia o tym, jak jest naprawdę. Nie wiemy i nie dowiemy się, Ignoramus et ignorabimus. A czy życie bez wiary ma sens? Oczywiście, że ma. Jest tylko trochę trudniejsze. Staram się żyć godnie, nie dlatego, że liczę na jakąś Nagrodę po śmierci, czy boję się Kary. Żyję po prostu... Tylko tyle, i aż tyle.
-
a). Moim zdaniem Zajdel to dęta wielkość. Miał jedną bardzo dobrą powieść - Limes inferior - którą odczytano jako bardzo anty... rządową? komunistyczną, totalitarną? Antytotalitarna była na pewno, choć osobiście totalitaryzm z tej powieści bardziej mi przypominał US-raj. Ale każdy odczytuje książki, jak mu odpowiadają. Potem Zajdel już jechał na sławie Tego, Co Się Odważył. Ale jego kolejne książki to już - moim zdaniem - cień pierwszej. B). Ziemkiewicz oczywiście w tamtych czasach był diablo poprawny politycznie. Pamiętam taki artykuł w "Radarze" chyba, w którym szef partyjnej cenzury, niejaki Werblan, bardzo chwalił Ziemkiewicza za jego pryncypialne podejście do publicystyki i fantastyki. Teraz Ziemkiewicz stroi się w szaty bojownika z komuną, co nieco śmieszy pamiętających jego pierwsze kroki. Z drugiej strony Ziemkiewicz jak zechce, to potrafi pisać. Talent - a tego Ziemkiewiczowi nie sposób odmówić - sprzężony z ambicjami politycznymi bywa dość wybuchową mieszanką. Beletrystyka RAZ-a to jednak literatura co się zowie. C). Szostak - nieźle pisze, ma dobre recenzje i dobrą pozycję w światku polskiej fantastyki (ten nazywam światkiem, bo w porównaniu z burzliwym oceanem fantastyki wydawanej w języku rosyjskim nasze środowisko to mizerna kałuża), ale ja jakoś nie mogę zasmakować w jego książkach. Wszystko, co napisałem, to oczywiście moja bardzo prywatna opinia... I to byłoby na tyle...
-
Znaczy tak... Humor bywał w niej niekiedy baaardzo ryzykowny, ale w sumie masz rację. Zabawa ogólnie rzecz biorąc przednia... choć czasami zadnia...
-
To dość stara gra - ale też mnie nielicho rozbawiła. Uśmiałem się jak mrówka w ciąży
-
Wiesz co? Te kilometrowe sagi przestały budzić moje zaufanie. Najlepszy jest Jordan - po XVII tomie "Koła Czasu", w którym akcja wciąż się rozwija, odpuściłem sobie, choć Jordan to świetny pisarz. Żeby było weselej, kopnął w kalendarz, ale podobno jego następcy już pucują klawiatury do pisania kolejnych tomów - diabli wiedzą, ile ich będzie.
-
Kiedy leżałem w szpitalu rozhatarany od krtani do srani po operacji pomostowania tętnic wieńcowych (bypassy), na sali obok leżał miesięczny może maluszek. Matka porzuciła go po urodzeniu, bo urodził się z wadą serca - miał sporą szczelinę w przegrodzie międzykomorowej. Chirurdzy z tego ośrodka operowali go (poważna operacja na otwartym sercu) może dla reklamy, nie wiem. Po operacji leżał ten maleńtas pod kroplówką - igły były niewiele cieńsze od jego paluszków. Po szpitalu codziennie łaził ksiądz - dobrze wypasiony grubasek o paluchach jak parówy. Zapytałem go, jaki cel miał jego Bóg tak okrutnie doświadczając tego chłopczyka i co chce osiągnąć skazując go u zarania życia na takie cierpienia. Klecha odpowiedział, że niezbadane są boskie wyroki. Jak mi ktoś jeszcze powie coś takiego, to nie wytrzymam. Czy Najwyższy, Najmądrzejszy i Kochający Nas Bez Granic nie potrafił lepiej urządzić tego świata? A skoro już o tym mowa, nie potrafił znaleźć lepszego sposobu na zbawienie świata, niż skazanie swego Syna Ukochanego na męczeńską śmierć? Jak długo jeszcze będziemy pozwalali wciskać sobie ten kit? Wynoszę się z tego wątku, bo dyskusja z niektórymi nie ma sensu.
-
Odpowiem tak. Jeden lubi pomarańcze, a drugi ser limburski, więc nie musisz kierować się opinią innych. Mnie się oba tomy podobały, choć gotów jestem się zgodzić z twierdzeniem, że drugi może jest nieco słabszy. Ale Grzędowicz nie schodzi poniżej pewnego poziomu, który i tak jest nieosiągalny dla większości polskich autorów. Jeżeli się wahasz przed kupnem II tomu, to mógłbym polecić "Wypychacza Zwierząt" - zbiór świetnych opowiadań tegoż samego autora.
-
No cóż, w branie interesu w swoje ręce niech się bawią ludzie młodzi, pełni energii i... ee... prężni . Mnie aż tak się nie pali... I nie chcę wyrokować, kogo zaliczyć do zapoznanych geniuszy. Gdy mowa o grach komputerowych, gotów jestem się założyć, że w niedalekiej przyszłości zostaną uznane za taki sam rodzaj wypowiedzi artystycznej, jak filmy. I pewnie zacznie się mówić o klasykach gier - Tych, Co przecierali Szlaki... Ale nie zamierzam wyrokować, którzy się wśród nich znajdą. Perry Rhodana istotnie skończyłem i napisałem reckę - przeczytacie ją pewnie w którymś z najbliższych numerów. A teraz... Cóż, śledzę przygody apetycznej blondynki, na której widok wąż Kaa zesztywniałby tak, iż Mowgli mógłby po nim przejść na drugi brzeg rzeki obok Siedzib Małego Plemienia... Czytajcie Księgę Dżungli. Ja i wy jesteśmy jednej krwi!
-
Mój drogi, myślę, że masz sporo racji, ale zasadnicza przyczyna była chyba inna. Europa to różnorodność. Lasy, góry, rzeki... niesamowicie rozwinięta linia brzegowa (żaden inny kontynent takiej nie ma). Wszystko to sprzyjało koncepcji politeizmu, bo swoje bóstwa musiały mieć lasy, jeziora, góry i rozmaite żywioły. A na pustyni jest tylko bezlitosne słońce (Jahwe nie był skłonny do okazywania litości, to dopiero Jezus wpadł na pomysł, że Bóg wszystkich kocha), piach i bezchmurne niebo. Gdzie tu różnorodność? To i Bóg musi być jeden... Allach, Jahwe.. jak zwał, tak zwał, ale jeden...
-
No, milordzie, powiedziałbym po pierwsze, że istnieją religie politeistyczne - i w dodatku nie umiałbym rzec, które są liczniejsze. Chiny, Indie... Sporo tego. Po drugie, kuleje coś twoja logika. Czy mam uwierzyć w istnienie świętego Mikołaja i krasnoludków tylko dlatego, że ludzie nie zamierzają o nich zapominać? I po trzecie - ale to już uwaga natury ogólniejszej. Ktoś, kto mówi o "chrześcijańskim dziedzictwie Europy" nadużywa semantyki. Rdzennymi religiami Europy były religie politeistyczne. Grecy, Rzymianie, Słowianie czy Skandynawowie i Germanie - wszyscy wierzyli, że bogów jest wielu. Monoteizm (chrześcijaństwo) przybyło do Europy z rzymskimi niewolnikami. Zechciej tez zwrócić uwagę, maharadżo, że religie monoteistyczne (judaizm i zrodzone z niego chrześcijaństwo, oraz islam) powstały na pustyniach. Nawet Ekhnaton, twórca pierwszej religii monoteistycznej w Egipcie (liczne psalmy biblijne żydowskie zostały "podwędzone" z kultu Atona), panował w kraju właściwie pustynnym. Zastanów się, kasztelanie, dlaczego monoteizm rodził się na ziemiach jałowych, a politeizm powstawał na ziemiach żyznych i obfitujących w rozmaite krajobrazy...

