-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez EGM
-
A tu masz rację - diabli wiedzą, jak to się zaczęło. Tak czy inaczej, dobrze będzie, jak to się szybko skończy. Z drugiej strony... Kaukazjaci lali się wzajemnie od tysiąca lat bez mała. Oni to chyba po prostu lubią , tak samo jak Afgańczycy - w każdym razie mężczyźni...
-
Co byście powiedzieli, milordowie, o smarkaczu, który wszczyna bójkę z lokalnym siłaczem licząc na to, że w razie potrzeby zawoła chłopaków z innych podwórek i oni mu pomogą? Czy jednak przed wszczęciem awantury nie powinien zapewnić sobie przychylności tamtych - i to nie szczawików takich jak on sam, tylko znacznie bardziej krzepkich? Liczy oczywiście na niechęć, jaką inni mocniejsi żywią do lokalnego siłacza, ale... W dodatku z pomocą rzucają mu się inne lokalne kurduple i kartofle, którzy tak naprawdę mogą siłaczowi tylko z daleka pogrozić, bo do bójki się z pewnością nie wmieszają, a co najwyżej pomogą małemu opatrzyć zbitą (_!_)?
-
W twoje ręce, Felessanie! Nagrobek z Tombstone: Here lies Lester More, Four slugs from 44. No less, No more...
-
Keeveek, w naszym zwykłym świecie prędkości dodają się według wzoru otrzymanego z tzw. transformacji Lorentza. Tylko że trzeba w nim uwzględnić poprawkę lorentzowską na prędkość światła. Przy "zwykłych" prędkościach jest ona znikomo mała i możesz spokojnie dodawać prędkości niczym się nie przejmując - popełniasz błąd na dwunastym, trzynastym miejscu po przecinku. Ale gdy dodawane prędkości są zbliżone do prędkości światła, poprawki są już znaczne... prędkość otrzymana nie jest sumą prędkości dodawanych - w granicznym przypadku pozostaje prędkością światła...
-
A czytałeś waćpan "Opowieści starego antykwariusza" Montague Rhodesa Jamesa? To były właśnie opowiadania - jak je wtedy nazywano - niesamowite, wydane chyba w serii "Stanisław Lem poleca". Jak sobie niektóre przypomnę, to jeszcze mnie trzęsie... Bardzo przewrotne, napisane z lekkim przymrużeniem oka, ale doprawdy... niesamowite.
-
Raz pewien dżentelmen z Londynu Osuszył baryłkę scotch ginu. Zagryzał rakami, półmiskiem salami, I dalej lał w siebie moc płynu...
-
Wiesz, baronie, co mnie zawsze urzekało w angielskich opowieściach grozy? To, że każdy duch czy upiór znał swoje miejsce. Duch lorda nigdy by się nie zniżył do straszenia służby, a duch służącej nie ośmieliłby się niepokoić księcia pana
-
A może by tak limeryki? Pewien zbrodzień z miasta Kutno Bał się, że mu głowę utną. Choć się szarpał i mocował Na szafocie wylądował. A wam teraz będzie smutno!
-
Kto mi powie, że Anglika Kusi do lubieżnych czynów, Temu wetknę naleśnika W... refektarzu bernardynów
-
Owszem, czepiamy się. Ale to nie była drobna literówka. Klarowność wypowiedzi jest dla mnie miarą szacunku dla interlokutora...
-
Z tym nie będę się spierał - tylko że niestety, jak napisałem nieco wyżej - geografia nas ustawiła tak, a nie inaczej. Nie my decydowaliśmy o tym, czy Polska może skorzystać z planu Marshalla.
-
Toteż nie zgłaszam pretensji do Ciebie. Jestem maniakiem poprawności wypowiedzi - może z racji swojego ostatniego zajęcia. Co prawda z używaniem małych i dużych liter niejeden ma trudności, ale w końcu niewiele jest rzeczy na świecie, których się nie da "wyguglić"...
-
Po pierwsze, nie upieram się, że kraj nie był zacofany w stosunku do osiągnięć technicznych Zachodu - napisałem wyraźnie, że ja tego nie odczuwałem i napisałem, dlaczego tego nie odczuwałem. Co się tycze bezpieczeństwa socjalnego - nie było mitem. skoro ludzie naprawdę czuli się bezpiecznie. Trzeba też określić, co jest celem, a co środkiem dla rozwoju państwa. Jeżeli założymy, że właśnie poczucie bezpieczeństwa socjalnego, to te decyzje, które dziś wydają się idiotyczne, wtedy - podejmowane w innych warunkach i w innych celach - takie głupie nie były. W kwestii zadłużenia PRL-u - kredyty zaciągnięte za Gierka nie były w tak oczywisty sposób nie do spłacenia - PRL załamało się w momencie, kiedy te kredyty powinny były zacząć się zwracać. Zresztą wpływy z prywatyzacji tego, co zbudowano za PRL-u stanowią do dziś solidny zastrzyk do budżetu. Kulczyk i Niemczycki czy Krauze - którzy właśnie na styku własności państwa i prywatnej zbili swoje fortuny, nie płacą podatków, a i tak sporo jeszcze zostaje. I ostatnia kwestia. Polska po II Wojnie nie miała żadnej szansy - ustawiło nas położenie geograficzne. Biadolenie o zdradzie aliantów nie ma sensu - żaden aliancki rząd po wojnie nie wszcząłby wojny z Sowietami, bo zostałby zmieciony przez własne społeczeństwa, które chciały wreszcie zacząć się sycić owocami pokoju. Projekty funkcjonowanie Rzeczypospolitej po wojnie może i były piękne, ale absolutnie nierealne. I być może za kilkadziesiąt lat jakiś historyk już na spokojnie uzna, że Polska zupełnie dobrze wykorzystała po wojnie możliwości, jakie dał jej koniec wojny i tamta sytuacja polityczno ekonomiczna.
-
Brawo! Podziwiam Twoją przenikliwość! Daleko zajdziesz, przyjacielu...
-
Czy autor tej rewelacji mógłby uściślić, co miał na myśli pisząc o naboju ze wzbogaconym, bądź z zubożonym Uranem? I czy bywają naboje ze wzbogaconym Marsem, albo zubożoną Wenus?
-
Dobra, milordzie. Uściślijmy na początek, że "okres mordów" zaczął się w roku 1949 i skończył w 1954 ze śmiercią Stalina. Przed 1949 rokiem komuniści z PPR musieli się jednak liczyć ze znacznymi wpływami ludowców i socjalistów z PPS. Dopiero gdy Cyrankiewicz w imieniu PPS zawarł pakt z PPR, i powstała PZPR (Zjednoczona - zechciej zwrócić uwagę na to Z w akronimie), komuniści mogli zabrać się do roboty na cały gwizdek. A teraz z tym zacofaniem PRL-u. Jakoś go nie odczuwałem. Jadałem może nie tak obficie, jak teraz, nie miałem telefonu komórkowego, a gdy chciałem w latach 70-tych zamówić rozmowę telefoniczną z Warszawą, to zamówienie na poczcie trzeba było składać rano, nie mając wcale pewności, że zostanie zrealizowane wieczorem (najczęściej nie było - połączenie łapało się niekiedy w środku nocy), ale jak się nie wiedziało, że można inaczej, to te niedogodności przyjmowało się naturalnie, jak zjawiska pogodowe. Z drugiej strony miało się poczucie bezpieczeństwa socjalnego - wyrastałem w środowisku, w którym nieznane było pojęcie bezrobocia, każdy miał na żarło i nikt nikogo nie wyrzucał z mieszkania. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak było to ważne. W klasie szpanowali ci, co się dobrze uczyli - a nie ci, co mieli przody, bo ich rodzice byli dobrze nadziani forsą. Zaś co do tego bankructwa... Hm... czy chcesz mi powiedzieć, że kraj, w którym niemal każdy obywatel ma jakiś dług w banku (kredyty) w wysokości nieraz potrójnej pensji, a banki tylko z nazwy są polskie, nie stoi na krawędzi bankructwa? Owszem, jest to zjawisko powszechne na całym świecie, Amerykanie są chyba jeszcze bardziej zadłużeni, ale co będzie, jak to wszystko pieprznie? Zresztą aktualne zadłużenie RP jako kraju wielokrotnie przewyższa zadłużenie PRL-u. Pozdrawiam. Przyjemnie mnie zaskoczyłeś mnie brakiem zacietrzewienia. Liczni krytycy "komuny" nie przyjmują żadnych argumentów - oni po prostu wiedzą i już. Slogan o "occie na półkach" wszedł do obiegowych wyrażeń - a przecież wystarczy pomyśleć, żeby sobie uprzytomnić, że czterdziestomilionowy naród przez czterdzieści kilka lat nie mógł się żywić samym octem...
-
Wiesz co, stary? Nie wiem jak ty, ale ja w PRL-u przeżyłem czterdzieści parę lat i jakoś nie pamiętam tych mordów, czy politycznych prześladowań. Pewnie, ludzie siedzieli po więzieniach, ale może nie aż tak licznie, jak to się teraz mówi. Przed wojną sadzano komunistów, po wojnie oni sadzali... Bereza Kartuska kurortem nie była. A ja nie pamiętam, żeby w dzielnicy mojego dzieciństwa - a był to okres stalinowski co się zowie! - dokonywano aresztowań czy masowych egzekucji, więc nie przesadzaj z tymi prześladowaniami i mordami. Owszem, kilku moich znajomych miało zakazane mordy, ale pewnie oni to samo myśleli o mnie... Kaukaz też chyba za bardzo doświadczył tych mordów i prześladowań. O tym zacofaniu i postępie za wszelką cenę też moglibyśmy podyskutować, ale może gdzie indziej. A czy armia ZSRR pozbawiłaby gardeł tych ludzi, gdyby tradycyjnie wzięli się za łby? Pewnie tak, ale postrasz tą perspektywą siedzące na ruinach swoich domów kobiety w Czeczenii. Czy ty naprawdę uważasz, że chciałyby zamienić pomordowanych synów na iluzoryczną wolność? Owszem, tych synów pomordowali Rosjanie, choć wielu z nich zginęło też w tych, jak to się ładnie mówi, bratobójczych walkach, albo czystkach etnicznych. Ale czy uważasz, że Czeczenia cokolwiek zyskała? Poza międzynarodową specjalizacją w braniu zakładników? Naprawdę uważasz, że ten bandyta, Basajew, zasługiwał na coś więcej, niż kula w łeb? Nie jestem rusofilem, znam dość dobrze ten kraj, znam Rosjan i ich wady, ale na miłość boską, oni przynajmniej nie hołdują archaicznej zasadzie zemsty rodowej!
-
Żeby było zabawniej, kiedy mieli "wspólnego ciemiężcę", czyli Rosję, jakoś potrafili się dogadywać i choć nie rzucali się sobie przy spotkaniach w ramiona, nie strzelali do siebie i nikt nikomu nie podrzynał gardeł. Rosyjska "okupacja Kaukazu" to jeden z nielicznych okresów spokoju w tamtym rejonie. Wszelkiego rodzaju narodowcy i nacjonaliści to - IMVHO - zbrodniarze. Przypomnijmy sobie, że to oni rozdmuchali konflikt na Bałkanach - za rządów Tito mieszkańcy Jugosławii może się i niezbyt kochali, ale też nikt nikogo nie gwałcił, nie mordował i nie przeprowadzał czystek etnicznych. Tego watażkę Kara... jak mu tam... dżicia w końcu dopadli, ale czy to w jakikolwiek sposób pomoże tym kilkudziesięciu tysiącom pomordowanych z jego poręki? Ile razy można skurwiela skazać na śmierć? Dlaczego ludzie wciąż dają się nabierać na te kretyńskie slogany o narodzie, ziemi ojców, grobach przodków, odwiecznych krzywdach, niepomszczonej krwi i tak dalej...
-
Ciekawe, dlaczego wszyscy tak się zachwycają Lovecraftem. Przecież w tych jego książkach klimat grozy jest dęty jak cukrowa wata na patyku. Prawdziwymi mistrzami horroru byli niektórzy pisarze angielscy i amerykańscy (Rhodes, Bierce, Poe, Saki) albo nasi (Grabiański) i to znacznie wcześniej od tego prowincjonalnego psychotyka. Prawdę rzekł Kopernik, kiedy powiedział, że gorsza moneta wypiera z rynku lepszą... Poczytajcie, proszę, oba tomy "Opowieści niesamowitych" wydanych prze Iskry w latach 60-tych ubiegłego wieku. Można to jeszcze znaleźć gdzieniegdzie w bibliotekach....
-
Ja też obejrzałem ten film i odniosłem wrażenie, że jest w nim sporo dłużyzn. Nie chodzi mi o dłużyzny typu: bohater przechadza się brzegiem jeziora i rozmyśla, a reżyser częstuje nas w tym momencie widoczkami śmigających nad wodą mew. Ale te pościgi za Jokerem trwały według mnie "kapkę" za długo. Kolejny rozwalony samochód, kolejny łamiący się słup, kolejna kraksa - o, kolejny pożar! Albo - jak długo można przykładać dzieciakowi do głowy pistolet? Zdecyduj się chłopie i coś z tym zrób! Psiakrew, kiedy im się skończy forsa na efekty specjalne! Niech wreszcie zacznie się dziać coś innego... Ale to tylko moja osobista refleksja...
-
Rzadko kiedy zdarza mi się czytać podobne bzdury. Przyzwyczaiłem się, do myśli, że bywalcy tego Forum to ludzie inteligentni. Po pierwsze - to myśmy zaczęli wojny z Rosją, bo zachciało nam się misji ewangelizacyjnej na Wschodzie (zgadnij, kto nas podpuścił w I połowie XVII wieku...) Przedtem Polska miała z Rosją stosunki zupełnie poprawne. Po drugie, mój panie, czy Ty naprawdę uważasz, że mieszkającym na tarczy żyje się bezpieczniej? Naprawdę chcesz, żeby Polska była - jak to ładnie określa się dziś na Zachodzie Europy - osłem trojańskim Ameryki? I po trzecie - nie pisz o Rosjanach pogardliwie "Kacapy", bo to już jest bardzo obraźliwe. Sam piszę o mieszkańcach USA Jankesi, a o Anglikach Angole - ale to są w końcu określenia przyjęte przez społeczność międzynarodową. Zabawne, ale obrazy w tym wielkiej nie masz. Określenie Kacapy - to już inna kategoria wagowa.. Jak chcesz Rosjan obrażać, to jedź do Moskwy, a jak zamierzasz odbić swoje frustracje na Niemcach, to jedź do Berlina i nazwij jego mieszkańców Szwabami, albo Szkopami. Na tym Forum zachowujemy się poprawnie. Niewielkiej trzeba odwagi, żeby obrażać jakiś naród z takiej odległości, jaka dzieli Warszawę od Moskwy czy Berlina...
-
Powiem tak, Felessanie. Co jakiś czas pojawia się moda na nowego geniusza literackiego, który pisze rzecz tak głębokie, że wprost nie do zgłębienia. No, ale przecież się nie przyznasz, że nie rozumiesz Mistrza, prawda? Jakżeż można. Najlepiej wyrazić zachwyt dodając od siebie jakiś niebanalny sąd własny. Nowy Lem... niezwykła wyobraźnia... Nowe spojrzenie na fantastykę... Był taki okres na początku lat 70-tych, kiedy w Polsce po raz pierwszy wydano "Ulissesa" w tłumaczeniu Słomczyńskiego. Było to ładne wydanie - twarde okładki, gruba książka, niebieska obwoluta. Otóż wszystkie lepszej klasy "panie negocjowalnego afektu" jak je nazywa Pratchett, rezydujące w sali kawiarnianej warszawskiego hotelu "Polonia", czyli "polonistki", w przerwach miedzy "zajęciami" zaciekle studiowały tę niebieską książkę dublińskiego pisarza. Ile razy słyszę o wspaniałościach pisarstwa Dukaja, nie wiedzieć czemu przypominają mi się tamte obrazki. Bowiem z tą myśli żyjąc smugą, Jużem i wzrósł, i podtatusiał: Autor ma męczyć się tak długo, Żeby czytelnik już nie musiał...
-
Wiecie co? Ja się chyba wypiszę z tego Forum. Ile razy można powtarzać to, co się już napisało we wcześniejszych postach? A tak przy okazji... Nadmiernie ambitnym... Obserwuję wysiłki niektórych osób, starających się szybko nabić jak największą ilość postów, żeby podnieść swoją rangę. Zadedykuję im fragment znakomitej książki Roberta L. Taylora Podróż do Metacumbe. Autor pisze o genezie Ku-Klux-Klanu... ... Więc jak się już porządnie rozkręcili, zorganizowali wszystkie stany południowe i nawet południową część Illinois, które należy bardziej do Południa, niż do Północy i założyli tak zwane prowincje; grupy w hrabstwach i miastach otrzymały nazwę jaskiń. A potem zabrali się do wymyślania tytułów, niech ich licho trzaśnie! Demony i Hydry Królestwa, Wielcy Tytani, Czarodzieje, Furie, Wielkie Smoki, Wielcy Mnisi, Wielcy Chorążowie i inne, równie napuszone tytuły. No i naturalnie zatwierdzili swoją organizację urzędowo jako "...ciało zbiorowe znane pod nazwą Upiorów". Było bardzo dużo sarkania. Taki zwykły Upiór dostawał białej gorączki, kiedy się dowiadywał, że jego najbliższy sąsiad jest Wielkim Mogołem, albo Lordem Strażnikiem Grobowca, chociaż wcale się lepiej od niego nie nadaje na to stanowisko, ani nie ma lepszego kostiumu. Wujaszek Jim powiedział mi, że znał osobiście jednego człowieka, który się wściekł i wystąpił z Klanu. Należał do nielicznych wyjątków; nie było to bezpieczne. Powiedział swoim towarzyszom, że od dwóch lat jest zwykłym Upiorem i nie ma ochoty należeć do organizacji, w której są tak małe szanse na awans. Zaproponowali, że nadadzą mu specjalny tytuł Wielkiego Upiora, ale on się nie zgodził i oddał swój kostium. Jakoś mi się to nie wydaje prawdopodobne, ale cóż - mogła to być jeszcze jedna z tych bujd, którymi częstował mnie wujaszek...
-
Widzisz stary, i tu jest dziwna rzecz. Podobno Stalin darzył Polaków dość osobliwą sympatią. Nie zgodził się na przykład na propozycję grupki polskich (polskich, psiakrew!) przedwojennych komunistów, którzy jeszcze w 1945 roku chcieli mu zrobić wiernopoddańczy prezent i włączyć Polskę do bratniej rodziny narodów Związku Radzieckiego. Miał powiedzieć, że rosyjscy carowie przez 138 lat nie mogli założyć Polakom kagańca, wiec on też nie będzie próbował. I jeszcze jedna ciekawostka. Rosyjscy generałowie planowali użycie Dywizji Kościuszkowskiej do zdobywania Smoleńska, czemu sprzeciwiał się Berling, bo wiedział, że jego żołnierze, niemający żadnego doświadczenia w walkach ulicznych, ponieśliby bardzo duże straty. Wkurzony uporem rosyjskich zwierzchników powiedział gniewnie na jakiejś odprawie, że ostatecznie Polacy dwa razy zdobywali już Smoleńsk idąc od zachodu, teraz więc mogą spróbować ataku na miasto od wschodu. Stalin, gdy mu o tym doniesiono, podobno parsknął śmiechem i polecił przedłużyć Polakom okres szkolenia. Inna rzecz, że kościuszkowcy wykrwawili się bardzo w bitwie pod Lenino, ale to już na własne życzenie. Rozmawiałem z uczestnikami tej bitwy, którzy twierdzili, że nasi usiłowali zaimponować Rosjanom - i stąd te straty. A Stalin jeszcze załatwił Polsce Szczecin. Więc... jak mielibyśmy go oceniać?
-
Kilku moich rosyjskich znajomych utrzymuje, że nie jest to plotka. Nie wiem... ale podobieństwo jest diabelne, prawda?

