-
Zawartość
2367 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez EGM
-
-
Ja wrócę jeszcze do zagadki EGMa, z gałkami. Można ją jeszcze rozwiązać w następujący sposób:Jeśli mamy założenie, że każde pudełko jest źle podpisane, to możliwe są jedynie takie dwie kombinacje gałek:
BB CC BC - Pudełka
BC BB CC - 1 kombinacja
CC BC BB - 2 kombinacja
Więcej opcji nie ma, jak sądzę. W takim wypadku wystarczy wyciągnąć jedną gałkę z pudełka BC aby przekonać się co jest w pozostałych. Jeśli wyjmiemy kulę C to mamy pierwszą kombinację, jeśli kulę B drugą. Mam rację, czy coś przekręciłem? I w zasadzie to nie bardzo wiem o co chodzi z tym zamienianiem pokrywek na pudełkach, ale co tam

Oczywiście, że masz rację. A pokrywki zamienił jakiś jajcarz

-
Hm... To w USA głosuje się jawnie? Wiadomo, kto na kogo głosował? Można po wyborach to sprawdzić i "pociągnąć za konsekwencje"?Można. Elektorzy mają obowiązek respektować preferencje wyborców swojego stanu, tzn. jesli Obama wygral np. w Teksasie to elektorzy z Teksasu powinni na niego głosować, nawet jak ktoś by się chciał wyłamać to ludzie powiązani z demokratami/republikanami szybko to wyłapią, a może nawet podejrzą na tym ich głosowaniu. Z tego prosta droga do mediów, afer, oskarżeń o rasizm.
Moja nieznajomość realiów US-raju nie jest aż tak doskonała, jak sądzisz, sachemie. Wiem, jaki jest system głosowania w tym kraju, ale tak czy kwak najpierw głosują zwykli citizensi, prawda? A tych trudno posądzić o koniunkturalizm, przy "urynale" jesteś tylko ty i kartka wyborcza, czy nie tak? No, chyba że jednak czegoś nie wiem...
-
Sporo kapitału ugrał na kolorze skóry, wiem, że sporo osób głosowało na niego bo bało się oskarżeń o rasizm.Hm... To w USA głosuje się jawnie? Wiadomo, kto na kogo głosował? Można po wyborach to sprawdzić i "pociągnąć za konsekwencje"?
-
Dzięki, Pezecie. szkoda, żem się o tym dowiedział dopiero teraz, bo miałbym weselszy dzień
Ale i tak będę rechotał do północy...P. S. - Kiedyś taka komenda dla polewaczki brzmiała: "Woda naprzód!", ale widocznie jakiś kieszonkowy Sokrates w Ministerstwie Pożarów, Powodzi i Innych Imprez Rozrywkowych (MPPiIRR) postanowił dokonać istotnych zmian...
-
Jakby ktoś czytał "Imperium Czerni i Złota"Wystarczy "przeglądał?
... i po tym "przeglądzie", oraz przeczytaniu tych tego co znalazłem na forum nie mam zbyt dobrej opinii o poprawkach Pani Redaktor. Widziała drzewa, a lasu nie zobaczyła.
Jak dla mnie poprawienie autora w tych paru detalach wyszło by tłumaczeniu na dobre. Tak się zastanawiam co by ta Pani zrobiła z "tłumaczeniem" list dialogowych "Shreka"

(genialne, ale trudno w nim odszukać dłuższe fragmenty literalnie zgodne z oryginałem)
Spróbuję rzecz wyjaśnić. Autor, (Adrian Tschaikovsky) wymyślił sobie świat, w którym owady są totemami rozmaitych ras ludzkich, a ludzie z tych ras przejmują pewne umiejętności czy wręcz fizyczne cechy tych owadów. Jest na przykład rasa, która za swoje totemy obrała ważki i należący do Ważek ludzie potrafią latać. Autor nazywa tych ludzi Dragonfly-kinden. W braku lepszych określeń przetłumaczyłem nazwy tych ras jako Mrówców (Ant-kinden), Żukców, Modliszców (Mantis-kinden), Ośców, Pszczelców i tak dalej. Ale nie spodobało się to jakiemuś językoznawcy w wydawnictwie. Po zmianach mamy mrówki (albo mrówkopodobnych
), żuki, modliszki (modliszkopodobnych!!!) , i osy - wszystko z małej litery (zechciej zwrócić uwagę, że w języku polskim Mulatów na przykład, czy Murzynow piszemy z dużej litery, podobnie jak Rosjan, Polaków czy Greków). Jest to niezbyt zręczne, bo zdanie: "...modliszka ciął mieczem" brzmi IMVHO jakoś niezbyt składnie. Żeby było jeszcze śmieszniej, Mrówcy na przykład żyją w symbiozie z wielkimi, na poły rozumnymi owadami mrówkami, które w pewnych przypadkach służą im za wierzchowce. Brzmi to może głupio, ale wyłącznie w moim aktualnym tłumaczeniu, które w tej chwili czytasz - autor napisał bardzo dobrą powieść, którą tłumaczyłem z niemałą satysfakcją. Wyszło idiotycznie - mrówki jeżdżą na mrówkach
!) Ale to ja podpisuję się pod tłumaczeniem i ja wychodzę na durnia... Nazwisko pani, która dokonała tych zmian niezbyt rzuca się w oczy, a zresztą któż podejrzewałby ją o taką ingerencję w tekst.Siedzę, książkę czytam i zębami zgrzytam.
-
Panie Generale, czy zaiste jest pan generałem w "prawdziwym życiu", czy jeno w swej ksywce?Santa Porca!
Wielokrotnie już się tłumaczyłem, że choć byłem oficerem zawodowym, nie zostałem "zgeneralizowany". Ksywkę "Generała" wymyślił Robert Szmidt, autor kilku całkiem niezłych książek i były naczelny miesięcznika SF. Ponieważ potrafił wymyślać znacznie gorsze ksywki (np. jednemu z moich przyjaciół - nie powiem któremu - narzucił ksywkę "Jajcenty", albo "Jajcek"), nie protestowałem - i jakoś tak zostało.
Uprzedzając kolejne nieuchronne pytanie - w przepastnych archiwach MON "jestem notowany" jako kapitan rezerwy, co zawdzięczam skłonności do zadawania przełożonym niewygodnych pytań.
-
Może tak: Paweł urodził się gdzieś tak o godz. 23.45, 28 lutego, A Jarek o godz. 00.05 już 29 lutego (jeśli był to rok przestępny)Rozwiązanie jest tylko częściowe. Nie dopisałem, że Jarek CO ROKU obchodzi imieniny w dwa dni po Pawle

Podpowiem - wbrew pozorom sęk nie w tym, KIEDY się urodzili, ale GDZIE się urodzili.
-
Artyleria w wojsku (książkowym wojsku
), jest raczej określeniem możliwości oręża, tzn. chodzi o atakowanie z bezpiecznej pozycji na dalekie odległości. A trebusze, onagry, balisty właśnie takie są. Artyleria jest też głównie stacjonarna, a jeśli już samobieżna (tzn. 10 koni pociągowych
), to wiąże się z tym masa problemów (w odniesieniu do średniowiecza).Atom, masz rację w tym sensie, że pojęcie "artyleria" - według rozmaitych "cyklopedii" oznaczało w przeszłości machiny miotające. Ale teraz to jakoś kole słuch...
-
W średniowieczu - bywało - że gospodarz jakiejś uczty wieszał pod sklepieniem komnaty biesiadnej różę. Dlaczego?
-
Każdego roku Paweł obchodzi swoje urodziny, a jego brat bliźniak Jarek, który urodził się w dwadzieścia minut po Pawle swoje obchodzi w dwa dni później. Dlaczego?
-
Małym państwem lawirował. Oddał swoje za narodowe ziemie. Uwięził ojca Pobożnego na "malutkim" skrawku ziemi. Kto to jest?ed. dodałem cudzysłów
Konrad Mazowiecki?
-
Atomie, przepraszam, ale zauważyłem twój tekst dopiero teraz. Cztery dni temu skończyłem tłumaczenie książki i robię sobie trochę luzu.
Widzisz, Atomie, zechciej zauważyć, że rasizm jako taki to wynalazek Jankesów. Hiszpanie na przykład w Meksyku czy Peru nie uważali za ujmę małżeństw z Indiankami. Francuzi w Kanadzie znacznie lepiej dogadywali się z Indianami, niż Jankesi (vide Pontiac). Ciekawe, dlaczego tak było? Może to dziedzictwo purytanów?
-
Ale proponuję skończyć temat bo wątpię, by Generał życzył sobie tu niezwiązanej z nim gadki.Nie, aż tak zarozumiały nie jestem. Zawsze miło jest dowiedzieć się o czymś nowym. A, mam pytanie do wszystkich mających ochotę odpowiedzieć. Tłumaczyłem niedawno książkę, w której autor z lubością używał określenia "artyleria" na wszelkiego rodzaju średniowieczne trebusze, onagry, balisty i inne machiny miotające. Unikałem tego w tłumaczeniu, sądzę bowiem, że w języku polskim "artyleria" to raczej działa (broń palna). Pani redagująca tekst przywróciła tę nieszczęsną artylerię. Na domiar wszystkiego autor kazał oddziałom kuszników strzelać na komendę "Fire!", co moim zdaniem jest idiotyzmem i anachronizmem (w innych książkach łucznicy i kusznicy strzelają na komendę "Loose!" - co w końcu ma sens). I oczywiście pani redaktor przywróciła komendę: "Ognia!" tłumacząc się wiernością oryginałowi. Ba, zarzuciła mi nawet brak kompetencji.
Pytanie: kto miał rację, ja, czy pani redaktor? Kwestia raczej retoryczna, bo książka jest już w księgarniach, ale mocno mnie to uwiera.
Jakby ktoś czytał "Imperium Czerni i Złota" niech wie, że cała terminologia (a osobliwie nazwy ras) jest dziełem pani redaktor.
-
Książka opowiada o pewnym rosjaninie pracującym w moskiewskiej placówce dość niezwykłej organizacji porządkowej...To nie jedna książka, tylko cały cykl Łukianienki o Patrolach.
Jak trafiłem - oddaję inicjatywę "pytaniodawczą"

-
Przy okazji: właśnie przyszło mi do głowy pewne zagadnienie - pytanie, na które nie da się udzielić odpowiedzi, to pytanie nieodpowiedzialne, nieodpowiednie czy może nieodpowiadalne? ;]Hm... zawsze przecież można odpowiedzieć wymijająco, np: "A w ryja chcesz?"
... -
Generał szasta nogą dwornie się kłaniając...
Tak toczno, Wasze Wysokobłagarodije!
Zapodawaj.
"Podróż do Metacumbe"...
-
No to mamy trzy zakończenia.-Pomóż mi! Zaraz spadnę!
-Nie mogę Ci pomóc. Jestem koniem.
-Nie obchodzi mnie to! Pomóż mi!
-Wiesz, jak jest mi ciężko? Moja matka jest człekokształtna i jest mężczyzną, a ja jestem koniem.
-Co z tego! Pomóż! AAAAA!!!
Cóż to za zwierz?
Hm... Loki posiadał zdolność zmiany płci. W postaci klaczy uwiódł czarnego ogiera, który pomagał Thursowi w budowie murów Asgardu. Owocem tego związku był ośmionogi Slejpnir...
Ale nie kojarzę poprzednich wskazówek...
-
MarYanOooo - w sedno! Choć nie było duże! Zadawaj!
-
Czy to nie Przygody Huckleberry'ego Finna? Tylko jakoś ci panowie w białych szatach i kapturach mi tu mi pasują...Nie, Sedinusie. Książka w oczywisty sposób nawiązuje do Hucka Finna i jego wędrówki tratwą po Missisipi, ale napisano ją niemal współcześnie. W Polsce wyszły tylko dwie książki tego autora - druga jest o przygodach nastolatka, który w 1849 roku z ojcem wyrusza do Kalifornii... Obie książki zdradzają naprawdę głęboką wiedzę historyczną autora...
-
Tak, Generale, masz rację... Ale następnym razem racz poczekać na potwierdzenie
A Frigg nie uznała jemioły za mało ważną, po prostu o niej zapomniała...
A Loki, skurczysyn jeden, obszedł całą Ziemię wypytując wszystkie istoty, zwierzęta i rośliny, który, która czy które nie złożyło przysięgi Frigg. Natomiast z jemiołą było nieco inaczej. Frigg wezwała do złożenia przysięgi wszystkie istoty, które latają, chodzą po ziemi lub żyją w jej wnętrzu, rosną na niej, żyją w wodzie lub pod nią. Ale jemioła to pasożyt, nie wyrasta z ziemi, tylko żeruje na innych drzewach - i dlatego nie złożyła przysięgi.
Zadaje... orzelek18 chyba.
-
Pewnie to pytanie już kiedyś zadano... Ale przeglądanie ~150 stron nie wygląda zbyt zachęcająco.Wokół jakich wartości oscyluje liczba przeczytanych przez Ciebie książek? Czy jest ich ponad tysiąc, pięć, dziesięć tysięcy?
Nie mam pojęcia. Z grubsza da się obliczyć... Hm... czytam książki od półwiecza. Jako nastolatek nawiedzałem trzy biblioteki po dwa razy w tygodniu i czytałem niemal codziennie jedną książkę (jej Bohu, nie wru, i teraz czytam po dwa, trzy zdania na raz). Teraz czytam, powiedzmy jedna nową książkę na tydzień (do niektórych wracam wielokrotnie, ale to poza konkursem). Załóżmy więc, że średnia wynosi trzy na tydzień. Rok ma 52 tygodnie, sto pięćdziesiąt książek w ciągu roku - masz około siedmiu i pół tysiąca książek. Ale ja mam 62 lata... to się naczytałem... Może mi się zresztą pozajączkowało?
-
masz jakieś źródło o tym Twainie czy nie masz, szanowy Generale?Szukałem we własnym zakresie ale poległem.
Nie mam. Zapewniam Cię, że sam tego nie wymyśliłem, powiedział mi o tym znajomy pracujący we wrocławskiej filii IBM-u, który usłyszał to na odprawie z jankeskimi szefami. Wierzę mu, bo człek ów kilka razy już mi się sprawdził jako źródło ciekawych informacji, a też nie ma powodu, żeby łgać.
A nick nie jest tak do końca "tylko nickiem" mój drogi. Niektórzy używają swoich nicków od wielu lat i te nicki jakby się z nimi zrosły. W środowisku fanów fantastyki na przykład moje imię i nazwisko niewiele ludziom mówi, a - powiedzmy to z właściwym umiarem - ignorancja w kwestii mojego nicka nie jest aż tak powszechna

-
Ło żesz ty w beret... Pokiełbasiło mi się, kto kogo pokiereszował. Wczesna godzina, to jej wina... ups, miało nie być rymów!Okej. Wielki Przedwieczny, jest strażnikiem mostu, nie posiada ojca. Ma wyśmienity wzrok i słuch. W śmiertelnym pojedynku zostaje zabity przez przeciwnika, ale sam też pozbawia go życia. Kto to taki?
Tak z marszu, to bym powiedział, że Heimdall. Nie miał ojca, ale za to na brak matek nie narzekał...

No dobrze, skoro jesteśmy przy Wikingach i ich bogach. Dlaczego jemioła okazała się zabójcza dla Baldera?
-
I to nie tylko w kwestii nazywania Murzynów Murzynami, ale i ich mowy. Pamiętam, że stylizacja była na tyle mocna, że w liceum miałem z nią nie lada kłopoty. Nie wspominam już o tym, że przecież zmiana podejścia Hucka do Murzynów jest jednym z ważniejszych elementów książki.A przeczytaj sobie, Fatalisto, Gone with the Wind. Tam dopiero Murzyni mówią slangiem, który jest nie do przetłumaczenia na język polski. Tłumaczka musiała w ogóle zrezygnować z prób oddania mowy Mamie, bo nijak to do polszczyzny nie pasowało.
Oczywiscie EGM że masz prawo, natomiast ja mam też prawo komentować to, co Cię śmieszy.Zauważ jednak, drogi generale, że tym ich ziomkom, co to ich łapali po chaszczach, zapłacili biali.
A komentuj sobie waszeć na zdrowie, tylko zechciej pisać poprawnie mój nick. Generałów pisanych małą literą jest w Polsce ponad dwie setki. Ja nie piszę "tony_starks", prawda? Spory sporami, komentarze komentarzami, a grzeczność grzecznością...


EGM w sosie własnym
w Tematy archiwalne
Napisano · Edytowano przez EGM · Raportuj odpowiedź
Elektorzy nie kierują się swoimi przekonaniami (nawiasem mówiąc, system elektorski paradoksalnie powstał w wyniku niechęci "Ojców Założycieli" do demokracji - niemiła im była myśl o tym, że "ciemny lud" zadecyduje o wyborze prezydenta i stworzyli bufor w postaci Kolegium Elektorów). Istotna jest zasada, że zwycięzca wyborów w danym stanie bierze wszystkie głosy elektorów z danego stanu (wypadki wyłamania się od tej zasady są bardzo rzadkie i nie zmieniają wyniku wyborów). Tylko dwa stany - Maine i Nebraska - stosują zasadę rozdzielenia głosów. Wynikiem tego był na przykład fakt, że w r. 1984 Ronald Reagan, cieszący się poparciem tylko 59 proc. Amerykanów, zdobył 49 stanów na 50 możliwych i wygrał w Kolegium stosunkiem głosów 525 do 13. Bywa i tak, że wygrywa kandydat, który miał mniejsze poparcie wyborców (Al Gore w 2000 r. zdobył ponad pół miliona głosów więcej niż George W. Bush, ale miał od niego o 5 elektorów mniej).
Reasumując - sęk nie w upodobaniach elektorów, ale w tym, że w myśl zasady "zwycięzca bierze wszystko" elektorzy muszą niekiedy głosować WBREW swoim osobistym przekonaniom. Jest "wprost przeciwpołożnie", niż Ty piszesz".
Istnienie kolegium elektorów zadaje kłam twierdzeniu o amerykańskiej demokracji
.
Dixi.