Jako bohater, nie jakiś plastik
Walczyłem dzielnie, ręce całe w pocie
Akcji co nie miara - złota zdobyte już krocie
Wtem dwie drużyny się w polu walki stykają
Dzielnie na siebie żwawo ruszają
Odwracam się - tam wielki stoi krokodyl
Szeroko się szczerząc prawie me życie zdobył
Uciekam - patrzę, jest mój pomocnik!
Padł on niestety jak kupka kości
Bohater mój dzierżył dzielnie Krwiopijcę
Do walki wracając wyglądał na samobójcę
Lecz atak za atakiem - silniejszym się stawał
I nagle przewaga do nas wracała
Głośne okrzyki wszelkim istotom wieszczą
Iż troje męża padło śmiercią bolesną
Nagle zza krzaka wybiega ich dwójka
Krokodyl, a z nim drepcze mała leśna wróżka
Na pole patrzą ? nie ma drużyny
Więc zabrali stąd swe szanowne czupryny
O nie ? nie tak łatwo wam nie będzie
Po chwili w pościg ruszyliśmy zawzięcie
Teleport, magia ? wróżka leży ogłuszona
Długo jej czapka na głowie nie była założona
Krokodyl ? cwaniak, w pysku tchu braknie
Jednak do wysiłków lanie dostanie adekwatnie
Tu nagle chaos!
Pies pod biurkiem leżący
Zrywa się na dźwięk spod drzwi dochodzący
Patrze - co to się stało!
Gdzie się podział przy myszce kabel kilkudziesięciu calowy
Czy gryzoń mój nowy sam z siebie stał się bezprzewodowy?
Oj biada mi biada ? pies zauważa
Szczeka ? ?niechcący? ? dokładnie tak gada
Na ekran patrzę ? bohater smutno stojący
Krokodyl uciekł zostawiając za sobą zapach duszący
Jak można tak było
Jedno uderzenie by przecież starczyło
Stety niestety ? morał już mamy
Na gryzoniach nigdy nie oszczędzamy
- Czytaj dalej...
- 0 komentarzy
- 130 wyświetleń
