Jump to content

bepik

Forumowicze
  • Content Count

    15
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About bepik

  • Rank
    Hobbit
  • Birthday 04/15/1990

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

1,944 profile views
  1. O tak, klimat obu pierwszych części Gothic po prostu wgniatał w ziemie. Zaliczyłem je za jednym zamachem nie grając w nic innego. Najśmieszniejszy jest fakt, że mechanika gry była strasznie toporna i mało intuicyjna - pomimo tego gra obroniła się właśnie klimatem. Przemykanie między grupami orków, bo każdy z nich mógł mnie zabić jednym machnięciem topora... dreszczyk emocji był niesamowity. Dla odmiany w końcowej części można było tłuc te gady całymi stadami bez większych problemów. Piękny rewanż :]. Wracając do tematu: Najważniejsze jest to, żeby gra stanowiła jedną, spójną całość. Grafika powinna być dostosowana do założeń produkcji. Jeżeli jest to FPS to naturalne, że musi powodować opad szczęki. W przypadku RPG czy turówki już niekoniecznie. Tak samo jest z fabułą, dźwiękiem i wszystkim innym. Jedna rzecz musi wynikać z drugiej, nic nie może być dodane na doczepkę a cała produkcja musi dawać wrażenie przemyślanej.
  2. Generalnie nie bardzo rozumiem, dlaczego KB uzyskało aż tak wysokie oceny zarówno w prasie jak i wśród graczy. Rozgrywka jest tak do bólu schematyczna, ze po kilku godzinach miałem jej serdecznie dosyć. Nie dość, że całe to bieganie w kółko od przeciwnika do punktu werbunkowego doprowadza do szału, to jeszcze walka za każdym razem wygląda identycznie. Samo porównanie do HoMM to lekkie nadużycie. Herosi to połączenie strategii i RPG. W przypadku KB mamy do czynienia z turowym hack'n'slashem bez trybu multiplayer. Nie mówię, że to najgorsza gra w jaką grałem, bo przez jakiś czas było nawet przyjemnie, ale na pewno nie na tyle, żeby ogłaszać ją produkcją roku i pogromcą HoMM.
  3. Wow. To musiały być już nieźle zmęczone. Konsole kupiłem prawie rok temu. Może nie gram dzień w dzień po kilka godzin, ale używam pada dosyć często i nie widzę, żeby były z nim jakieś problemy. Niedawno dokupiłem drugi i praktycznie nie ma między nimi różnicy. Zużycie jest zatem co najmniej w normie. A co do rozmiaru... Cóż, faktycznie zawsze wolałem DUŻE rzeczy, więc mogę być mało obiektywny :].
  4. Biorąc pod uwagę liczbę osób które miały go w swoich brudnych łapach, trudno się dziwić, że się wyślizguje . A tak poważnie to nie zauważyłem, żeby miał do tego jakieś specjalne tendencje. Pad faktycznie jest dość duży ale to raczej zaleta niż wada. Przynajmniej czujesz, że masz coś w rękach. To znacznie ułatwia sterowanie i poprawia wygodę użytkowania. Materiał z którego zrobiono analogi jest bardzo dobry. Nie uciekają spod palców i są miłe w dotyku (jakkolwiek by to nie zabrzmiało ;]). Do tego sprawiają wrażenie bardzo solidnych (tak samo jak cały pad). Nie rozumiem co według ciebie jest z nimi nie tak.
  5. Są ok pod warunkiem, że masz względnie małe dłonie. Pady od MS są lepiej wyprofilowane i nie męczą podczas długiej gry. Poza tym mają genialne analogi. Do ich niestandardowego ułożenia można się bardzo szybko przyzwyczaić. Po chwili okazuję się, że jest ono dużo bardziej intuicyjne niż w standardowych konstrukcjach.
  6. Zdecydowanie polecam pad od Xbox-a. Jest duży, bardzo wygodny, genialnie zaprojektowany i praktycznie niezawodny. Minusem jest w tym wypadku tylko cena. Jeśli chodzi o ChillStreamy to proponuje podchodzić z pewną rezerwą - pracuje w sklepie i klienci dziwnie często przynoszą je do reklamacji. Poza tym narzekają na kłopoty z konfiguracją. Choć może to tylko zbieg okoliczności . Z Rumblepadem nie miałem bezpośrednio do czynienia więc się nie wypowiadam.
  7. Rankiem, po ostro zakrapianej imprezie na której mój komputer robił za szafę grającą, trzeba było cały ten sprzęt zawieźć z powrotem do domu. Za kierowcę robiła moja mama. Wlazłem więc do wysłużonego Fiacika 126p, postawiłem komputer między nogami i przygotowałem się do startu. Pech chciał, że podczas ruszania wpakowaliśmy się w jakąś naprawdę solidną dziurę. Komputer podskoczył (albo ja opadłem - nie pamiętam) i dostałem nim prosto w szczękę. Efekt? Wybite obydwie jedynki i mnóstwo śmiechu towarzyszy podróży. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że byłem kilka dni przed ustną maturą..
  8. Uzależnienie od gier jest tak samo realne i niebezpieczne jak uzależnienie od narkotyków, alkoholu czy fajek. Różnica polega na tym, że nie jest takie łatwe do wykrycia i jakby to ująć.. społecznie akceptowalne. Rodzice w zasadzie mają gdzieś czy ich pociechy siedzą 2, 3 czy 8 godzin przed kompem, bo przynajmniej nie włóczą się z podejrzanymi kolegami i siedzą spokojnie w domu. Mniejsza z tym, że dzieciak zmienia się w warzywo, ma problem ze skleceniem jednego sensownego zdania a jedyny kontakt z otoczeniem jaki wykazuje to szkoła, w której i tak nikt go nie lubi. Sam kiedyś grałem bardzo dużo (dzień w dzień po kilka, kilkanaście godzin), ale jakoś mi przeszło. Raz, że z czasem pojawiają się obowiązki a dwa, że jest wiele innych, ciekawych zajęć.
  9. Pierwsza, którą kojarzę z nazwy to Prince of Persia. Grałem w nią u kolegi i pamiętam że totalnie pozamiatała mnie grafika i system walki tej produkcji. Wcześniej ujeżdzałem jakąś dziwną konsolę, która nawet nie wiem jak się nazywała. Dostałem ją od rodziców i była tam taka fajna zręcznościówka. Dwa, góra trzy kolory, wielki piksel symbolizujący mój samolot + kilka wrogich maszyn i podniebnym bitwom nie było końca. Aż się łezka w oku kręci .
  10. Bez wątpienia Diablo II. Nie ma (i raczej już nie będzie) produkcji, do której wracałbym tak często. Nawet nie chce mi się liczyć ile razy ją skończyłem.. I gdyby nie to, że aktualnie mam mniej czasu i inne tytuły do ogrania, chętnie zrobiłbym to ponownie. Wśród gier konsolowych na pierwszym miejscu stawiam Forze Motorsport 2. Od tej ścigałki po prostu nie sposób się oderwać. Setki pojazdów, fajne tory, genialna fizyka jazdy i wiadra miodu.. Po prostu arcydzieło. A już w październiku część trzecia!
  11. Najpierw Forza Motorsport 2 na poważnie, następnie jakaś bijatyka (stawiam na Soul Calibur) + kilku kumpli + kilka browarów... na koniec GH z Metalliką + następnych kilka piw. Dalej to już się może dziać co chce
  12. Gra bez pada w jakiekolwiek mordobicie pochodzące z konsoli to trochę ryzykowna zagrywka. Niby jest taka opcja, ale o efektywnej wymianie ciosów można na starcie zapomnieć. Poza tym w przypadku Street fighter-a radzę się wcześniej dobrze zapoznać z gameplay-em. Jeśli grałeś w Tekken 3 i ci się podobał, to SF może Cię ostro rozczarować. To stara, dobra naparzanka sprzed lat ubrana w nową grafikę. Nie ma nic wspólnego z Tekkenem, Soul Caliburem itd. Mało ciosów, przestarzałe mechanizmy rozgrywki i dwa wymiary - to ma swój klimat, ale SF IV to na pewno nie gra dla każdego.
  13. Najlepszego życzę!

  14. Zgadza się. Problem w tym, że wyrżnięcie wspomnianych setek tysięcy wrogów nie musi być równoznaczne z totalną nudą i monotonnią. Z tego typu "młuckami" to jest o tyle ciekawa historia, że z założenia rozgrywka nie wymaga specjalnego zaangażowania intelektualnego i sprowadza się głównie do katowania myszy. Stworzenie przeciętniaka jest więc stosunkowo proste. Gorzej, jeśli oczekujemy produkcji z wyższej półki, bo h&s spartaczyć bardzo łatwo. Wiadomo, że powtarzalności w żaden sposób nie unikniemy. Sztuką jest tak pokombinować, żeby gracz jej nie dostrzegał, bo to już grzech śmiertelny. Diablo udało się pod tym względem perfekcynie. W pozostałych przypadkach twórcy niestety polegli w przedbiegach.
  15. Największym rozczarowaniem były dla mnie wszelkie hack&slashe, które pojawiły się po Diablo 2 i z którymi miałem wątpliwą przyjemność się zaznajomić. Trzy najbardziej spektakularne wpadki: - Titan Quest - Bardzo dobre wrażenia z wersji demonstracyjnej, fajne projekty przeciwników, zapierające dech w piersiach lokacje, olśniewająca grafika. Po zakupie smutne zderzenie z rzeczywistością - obrzydliwa wrecz powtarzalność. Do dziś śni mi się to po nocach... kilka kroków, banda stworków - łup łup łup... kolejnych kilka kroków, taka sama banda stworków, łup łup łup - itd.. Ledwo doczłapałem się do końca. Nawet w tego rodzaju produkcjach kopiowanie potyczek ma pewne granice. - Loki - Pomijając wady i wrodzoną problematyczność natury technicznej, Loki powieliło grzechy poprzednika. I pomnożyło razy 4. Dodatkowo dochodzą obrzydliwe lokacje i mało przekonujący bossowie (mięso armatnie jest dużo sympatyczniejsze). - Legend - Hand of God. No tutaj bez złośliwości się nie obędzie. Gierka nie dość, że była uboga, brzydka i cierpiała na przypadłości dwóch poprzednich produkcji to jeszcze została dość pozytywnie oceniona w CDA. Z tego co pamiętam autor rozpływał się nad podobno rewolucyjnym systemem animacji kontekstowych. Coż, fajne to było, ale bez przesady. O ile tą kwestie jestem w stanie zrozumieć (subiektywne podejscie recenzetna i takie tam) to już za nadruki na pudełku należy się konkretne lanie. "Zrealizowany z filmowym rozmachem..." - wrzucenie gadającego kursora z kretyńskimi tekstami (które z założenia pewnie miały być zabawne) to jeszcze nie filmowy rozmach. "...w Diablo dobrym klimacie" - bez komentarza. "... tak samo uzależniające jak Diablo" - kolejna kpina z klasyki. Aha i jeszcze jedno... Ta gierka pożera kompa niemal tak skutecznie Crysis... Chyba odpuszcze sobie próby przejścia na coś innego niż gry z Diablo w tytule... Nie ma to jak pomarudzić sobie troche na początku zabawy z forum .
×
×
  • Create New...