Skocz do zawartości

happymad

Forumowicze
  • Zawartość

    208
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez happymad


  1. Proszę Pana, Beatlesi przyszli do głowy, bo Joy Division to także ważny element muzycznej historii UK, otaczany jest ogromnym kultem, trochę innego rodzaju, ale to zawsze czczenie przez tysiące chmurnogłowych wyspiarzy i nie tylko ;) No i wspomniane domówki z Joy Division w playliście, ach, chyba sam musiałbym takową odprawić, inaczej nie doczekam się, a ziarnko marzenia zasiane zostało :D


  2. Jak ktoś napisał na FA, z Chada się wyrasta.

    *to ja, to jaaaa!* Poza tym, czuję się, jakbym ustanowił to jako prawdę objawioną i jedyną, od tamtego czasu nikt nie podjął się obalenia tegoż twierdzenia, co w sumie bardzo mnie satysfakcjonuje, jednocześnie liczyłem jednak na jakieś złośliwości i obronę :)

    Wracając do kwestii szafogralniczej, odkryłem (dla uczciwości, pośrednio dzięki pewnej niewiaście :) ) imć Andrzeja Smolika i ostatnio nie potrafię odprężać się przy niczym innym jak jego 2. Czysty chillout, balsam na serce 'przepracowanego' maturzysty dodatkowo dręczonego przez Królową Śniegu ;) Od poniedziałku do grajszafy wpadnie pierwszy longplay, na który doczekać się wprost nie mogę, nie ma to jak wysokojakościowe, wzbogacane absolutnym luzem paliwo. Jak to mawiają Pewni Tutejsi, hejaho i do przodu! :wink:


  3. Bibio - Ambivalence Avenue

    Może to jakiś dość osobisty i intymny typ na Płytę 2009, ale niech mnie pokroją, jeżeli nie jest to album brzmiący niesamowicie świeżo (nie licząc uszu fanów Boards of Canada, choć w porównaniu do poprzednich albumów, tegoroczny to ogromy krok w stronę bardziej przystępnych dzwięków, mamy do czynienia z kilkoma piosenkami). Album do słuchania w całości, romantycznym highlightem jest Haikuesque, a najwyraźniejszą kompozycją Fire Ant. Czysta "poranna bryza", jak rzekł jeden z lastfm'owych entuzjastów twórczości pana Wilkinsona ;)

    Chciałbym wspomnieć także o trochę niedocenionym w podsumowaniach rocznych [z wyjątkiem Rolling Stone'a (?)] Primary Colours od The Horrors, od początku do końca oferuje najwyższej jakości mielonkę z My Bloody Valentine i innych brytyjskich rockowych precjoz przełomu lat 80' i 90'. Chłopaki zagrali na nosie antyfanom (yeah, ten imidż, mniam) :)


  4. Jose Gonzales - Heartbeats

    O tak, razem z piłeczkolorową reklamą Sony rozmiękcza człowieka ;) Z Gonzalesowych coverów warto posłuchać także Love Will Tear Us Apart, bardzo udany, bez żenady.

    EDIT:

    , dziś znaleziona wersja pre-alpha z 1979, na żywo w Paryżu, geniusze.

  5. a co do narzekających na narzekających - płacę za film, wymagam by ten film spełnił moje oczekiwania, jak tak dalej będzie z kinem "the-end-of-the-world-show" to ja przechodzę na filmy Kar Wai Wong'a ...

    Ależ ja nie narzekam na narzekających, chciałem zaznaczyć skalę tego zjawiska, trochę mnie ono zaskoczyło :wink: Myślę, że niektórzy mieli zbyt wygórowane, a wręcz naiwne wymagania. Lub też, od początku wiedzieli, że będzie to some kind of crap i tylko czekali na premierę, aby nad filmem twórczo (lub mniej twórczo) się poznęcać :) Co do Kar Wai Wong'a - słyszałem tylko o Jagodowej Miłości i Dniach naszego szaleństwa, Devil Sin - jeżeli już jakoś siedzisz w temacie jego twórczości, to rozporopaguj, na forum brakuje tematów o kinie z niekoniecznie mainstream'owego nurtu ;)

    Wracając do 2012 - wyczytałem dziś we wczorajszej gazecie, że planowana jest produkcja sequel'u oraz serialu o pierwszym roku po 'końcu świata'. Tutaj mamy do czynienia z przegięciem. Serial jak to serial, trzonem musi być dobry scenariusz i apetyczne kreacje postaci - skoro zdaniem większości w produkcji nadrzędnej właśnie to było słabostką, może wyjść potworek w rodzaju "M jak Mamy gdzieś koniec świata, teraz będzie opera mydlana" :P


  6. Ho-ho-ho! Przecież to tylko moja opinia, nie widzę tam żadnych 'argumentów co do zespołów' ;p Swoją przesadzoną i niepochlebną ocenę opieram na doświadczeniu chyba całej dyskografii zespołu (urozmaicaną nagraniami 3DD), którą raczył mnie swojego czasu kumpel. Każden album skonstruowany był na zasadzie: główne danie - dwa zręczne syngle + deser - lekko ciepławy, zapychający, gitarowy budyń ;p Przy czym główne danie to często ten sam kotlet, jakżeby inaczej, odgrzewany. Nie sposób odmówić chłopakom samozaparcia, dążenia do sukcesu, ale to nadal są 'wannabe rockstars', o czym zręsztą napisali utwór :tongue: Nagrywają kolejne zestawy kotlet+budyń chyba tylko dlatego, iż mają to zakontraktowane, a złamanie kontratu z Wielką Wytwórnią zapewne skończyłoby się klątwą na siedem pokoleń. Z Chada i spółki się 'wyrasta'. Fanom w tym celu polecam zasięgnięcia do twórczości chociażby dostojników z Led Zeppelin, to prawdziwy hard rock. Od siebie całym sercem rekomenduję także Dungen - może nie dokładnie te same klimaty, ale szwedzi robią z gitarami rzeczy o wiele bardziej wartościowe niż kanadyjczycy z Pleców Mikołaja :cool: No i poszukiwania na własną rękę, najlepsze i najpiękniejsze, od czego macie ten internet. Houk! :icon_wink:

    EDIT: Zdziwiony?


  7. Łejery, jak tak dalej pójdzie, to narzekanie na 2012 zostanie nową dyscypliną olimpijską. Mnie film się podobał, wybierając się do kina wiedziałem, że mam do czynienia z największym tegorocznym hollywoodzkim blockbusterem (Avatar'a nie liczę). Film stworzony by odprężyć widzów (albo bu-ha! nastraszyć tych mniej rozgarniętych), a później być puszczanym w TV przy dziwnych okazjach. Pierdyliony ton szmalcu spłyną na konta twórców, Emmerich za 5 lat nakręci następny the-end-of-the-world-show i znowu będą się z niego śmiać, że spod płaszczyka oczosmażalniczych efektów specjalnych kłuje patosem, że zalatuje od niego smrodek tanich emocji i banananałów, że scenariusz gorszy od Hanny Montanny. Na filmwebie ktoś bardzo ładnie i z klasą wypunktował absurdy, bzdury i śmieszności, polecam odnaleźć :) Tym, którzy 2012 jeszcze nie widzieli, a mają zamiar, polecam za to wyłączyć pewne obszary mózgu w okolicach sceny, w której limuzyna powinna była zawisnąć na betonowej skarpie na pół sekundy, po czym runąć w otchań, a jednak poleciała nie gorzej niż Travis Pastrana na swoim motorowerze :P


  8. Artykuł wart przeczytania. Poza tym, panowie i panie, Decades, pokażcie mi liryk wiejący większą pustką...

    Tekst Love Will Tear Us Apart, od dawna zdobi ścianę za moim biurkiem, i tak jak wspomniał Jurom, nie jest to typowa piosenka o miłości, a raczej utwór opowiadający o jej destrukcyjnym wpływie. Genialny. Zresztą, kilka miesięcy temu, singiel ten wrócił (po 30 latach!) na Listę Przebojów radiowej Trójki, przez kilka tygodni utrzymywał się w okolicach 2 miejsca, to chyba dość dobitnie pokazuje jego klasę. Koniecznie trzeba wspomnieć o obrazie Antona Corbijna Control, od którego podróż z Oddziałem Rozkoszy (tak, tak) warto zacząć, jeżeli nigdy wcześniej nie miało się z nim styczności.


  9. 14 października nowe konto założone KLIK, w sygnaturce adres do starego ponad 2-letniego, już nieistniejącego. Last to jedno z największych dobrodziejstw internetu, nie wiem gdzie bym dzisiaj był i co robił, bez tych wszystkich odkryć :)


  10. Myslovitz to dla mnie głównie "Miłość w czasach popkultury" - świetny polski tribute dla britpopu :D Resztę albumów znam dość oględnie, nie licząc 'hitów'. Trzeba też docenić, że chłopaki działają już ładnch parę lat, trzymają się ze sobą, na koncertach jest pięknie, a Rojas robi nam Off Festival :)


  11. Chciałbym dowiedzieć się, co forumowicze sądzą o Hatifnats, a zakładanie im osobnego tematu byłoby przesadą :P

    Sam dość mocno kibicuję im od samego zaistnienia w świadomości ogólnopolskiej. Wszystko za sprawą radiowej Trójki oczywiście, która hajpuje uporczywie, i konsekwetnie, i takoż słusznie ;p Wczorajszy koncert na antenie przyniósł ciary, płyta zamówiona, będzie we wtorek. Co wy na Hatifnatów? :]


  12. Utwór z klipu zwie się Nýja lagi?.

    ? propos -

    Nie połapaliby się, nawet gdyby śpiewał po angielsku :wink:

    Poza tym, to teksty tłumaczone na angielski (lub nawet na polski), brzmią nie tyle bajkowo, co naiwnie i chyba dlatego lepiej pozostać w stanie większej lub mniejszej niewiedzy na ich temat. Chociaż... piosenki o kałużach, stogach siana, żeglarzach mają swoją baśniową otoczkę, pasują do muzyki, da się przełknąć :) Moim faworytem jest Vi?rar Vel Til Loftárása (Dobry dzień na naloty powietrzne), który skojarzył mi się z 11 września, ale wydarzenie to miało miejsce na długo po AB... Tak czy inaczej, mój ulubiony sigurowy, perfekcyjnie rozłożone napięcie, moc, absolut. W klipie za to, mamy małych piłkarzy, treść jego całkowicie odbiega od pierwszych skojarzeń ;p

    I na ostatek: Jónsi i DJ Tiesto, ocb?! :huh:


  13. Nickelback to najbardziej daremny zespół świata. Dziwi mnie także, a nie powinno, że słuchacze Nickelback'a zazwyczaj adorują także twórczość 3 Doors Down, która brzmi identycznie. Podwójna dawka totalnej nijakości. Chad to taki ogólnoświatowy Kupicha :P


  14. i tam był utwór Svefn-g-Englar, a nie Njosjavelin :P Tak dla sprostowania :P

    Ręki sobie nie dam uciąć, ale w ostatniej scenie był właśnie Njosjavelin :P

    EDIT: Hmm, rzeczywiście, na oficjalnym soundtracku go nie ma :P W takim razie pierwszy był Hljomalind, wykorzystany w jakiejś reklamie samochodów ;p

    Jeśli chodzi o emo-nastroje, tp na Von jest raczej niewesoła atmosfera, a i Avalon z AB brzmi posępnie. No i ciekawostka dotycząca tego ostatniego (dla tych mniej zaangażowanych w Sigurów, reszta wie): przyśpieszcie jego odtwarzanie czterokorotnie ;)


  15. Sigur Rós, ókreskowane, koniecznie. Nie wiem co właściwie mógłbym napisać, jest to zespół bliski memu sercu jak żaden inny. Pierwszy raz usłyszałem ich w Vanilla Sky (Njosjavelin), niedługo potem uderzył mnie Hljomalind. Następnie przy pomocy pewnej magicznej osoby, zostałem wchłonięty w ich świat. Słuchałem wszystkiego w kolejności chronologicznej, totalna faza na Von, której dostąpiłem, dziś by mnie zaniepokoiła ;D

    PS. O Sigurach ciężko mi pisać, tak więc nie chciałbym wypsztykać się już w pierwszym poście. Dyskusje o muzyce są na FA trudne i rzadkie (z wyjątkiem tych o rapie), mam jednak nadzieję, że będę miał okazję się jeszcze trochę naprodukować :)


  16. I co? Nikt nie psioczy na TVP2 za to, że zrobiła widzów w bambuko w środę?

    A zrobiła? :blink: Czy chodzi o to, że emisja miała zacząć się właśnie w środę, 2 września? Czy może jakieś machlojki przy ramówce?

    Wczorajsze dwa odcinki trochę zbytnio stonowane, acz miały swoje 'momenty', np.:

    -

    gdy uporano się z fałszywą przysadką pacjentki, i ta na pytanie House'a czy dobrze wygląda, odrzekła, że

    smutno. Trwało to mniej niż 3 sekundy, ale mina była Grega bezcenna, Hugh świetnie potrafi 'grać twarzą'.

    -wątek detektywa, świetna postać.

    House: Czy Ty mógłbyś być moim przyjacielem?

    Detektyw: Nie... boję się Ciebie <cisza>

    :wink:

    Plus ciekawostka:

    Na początku odcinka nr 1 House naparzał w Ninja Gaiden, Cuddy spytała go nie oczekując odpowiedzi, czy zabrał konsolę i grę z pediatrii. Nosz, naprawdę, nie ma to jak umilać pobyt w szpitalu małym pacjentom brutalnym i bardzo trudnym slasherem

    :sweat: Minister Edukacji would not approve.

    Ciekawe, czy na sezon VI w TVP 2 będziemy czekać aż do września ad. 2010 :dry:


  17. Jeżeli to do mnie, drogi Mindstormie, to ja tę grę kocham, przeszedłem kilkanaście (więcej) razy. Nie wiem tylko ile dostała od CD-Action, a że w tym numerze w grach wiecznie żywych, chciałbym wiedzieć :)

    @down v: po stokroć dziękuję ;)

×
×
  • Utwórz nowe...