Jump to content

Cherny

Forumowicze
  • Content Count

    81
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

23 Neutralna

About Cherny

  • Rank
    Ork

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  1. @SolonyListek Dzięki wielkie za opinie! Feedback jest dla mnie szalenie ważny, a nie dostaję go zbyt dużo z uwagi na malusieńki zasięg W materiale zawarłem to, co mi utkwiło w pamięci po przejściu Gothica, między innymi właśnie kanciaste otoczenie Zdecydowanie nie oceniam grafiki dzisiejszymi standardami, uwielbiam stare gry i antyczna grafika mi nie straszna, po prostu Goticzek wygląda według mnie jakby miał kilka lat więcej niż ma Co do modyfikacji, chcę opisywać gry w formie najbliższej tej, w jakiej się ukazały, dlatego jedyne mody, z jakich zamierzam korzystać, to te poprawiające kompatybilność z nowym sprzętem i dodające obsługę współczesnych rozdzielczości No i to mówienie wolniej - dykcja to mój arcywróg, przez lata strasznie ją zaniedbałem, co teraz daje takie efekty... Ten materiał złożony jest z półgodzinnego nagrania, na którym próbowałem odczytać napisany wcześniej tekst xD Mam nadzieję, że przy okazji robienia filmików o gierkach uda się z tym jakoś zawalczyć.
  2. Pierwsza część przygód bezimiennego bohatera ma w sobie coś, co mnie do niej przyciąga. Zdaję sobie sprawę, że sporą rolę gra tutaj nostalgia, lecz produkcja ta zdecydowanie ma wiele do zaoferowania każdemu, kto przebije się przez grubą warstwę drewna.
  3. Cherny

    Maraton Gothica

    Gothic to seria, która od lat cieszy się w Polsce gigantyczną wręcz sympatią. Mi jednak nie zawsze było z nią po drodze. Choć przy niektórych częściach spędziłem wiele godzin, nie przeszedłem nigdy żadnej. Uznałem, że pora coś z tym zrobić, dlatego ruszyłem z maratonem Gothica, który będzie dla mnie interesującą formą sprawdzenia się przy produkcji wideo o grach. Zapraszam wszystkich na małe wprowadzenie, a w ciągu najbliższych kilku dni na kanale wyląduje materiał o pierwszej części! PS.: Ksywka inna, bo posługuję się nią stosunkowo krótko, a konto tutaj założyłem lata temu Przybijam pionę wszystkim, którzy pamiętają czasy przecieków pełniaków na forum!
  4. A istnieje jakiś sposób, żeby jednocześnie podłączyć do niego mikrofon i słuchawki?
  5. Hej Przymierzam się właśnie do kupna laptopa, który nie dość, że zastąpi mojego rozpadającego się już peceta, to jeszcze posłuży mi od przyszłego roku na studiach . Jako, że należę do ludzi zwanych w pewnych kręgach "hardkorowymi graczami" chciałbym, by potrafił on uciągnąć jak najwięcej (choć oczywiście w tej cenie nie oczekuję cudów ). Moje pozostałe wymagania to: 15", napęd DVD i system operacyjny na pokładzie (preferowany Windows 7, ale 8.1 od biedy też może być). Poza tym nie chcę wejścia/wyjścia (cholera wie jak to nazywać ) combo jack. Pomożecie?
  6. Multiplayer na Pegasusie zdecydowanie rządził . Kiedyś zdzielenie kogoś padem przez łeb za popsucie czegoś było wręcz wymagane, by uznać rozgrywkę za "pełną" . I co nam teraz zostało z tego? Co najwyżej można kogoś zwyzywać przez mikrofon .
  7. Sam też "oryginalnego" pegasusa nie miałem, ale do dziś w moim sercu pozostała podróba "Terminator". Ach, te niebieskie guziczki <3
  8. Na gog.com za darmo można przypisać do konta wsyzstkie dostępne tam fallouty (1, 2, Tactics). Z góry ostrzegam, że ruch tam jest tak duży, że serwery nie dają rady.
  9. Cofnijmy się kilka(naście) lat wstecz. Dom, w domu salon, a w nim grupka młodych ludzi radośnie rozmawiających i uśmiechających się od ucha do ucha. A to wszystko zasługa podpiętego do telewizora małego pudełka. Pamiętacie? Kto by nie pamiętał. Pegasus wychował całą rzeszę młodych, polskich graczy. Do dziś wspominamy go z łezką w oku. Wielu graczy pytanych o najlepszą konsolę wszechczasów bez wahania podało by właśnie Pegasusa. Czy zastanawialiście się jednak skąd to cudeńko trafiło pod nadwiślańskie strzechy? Do dziś zastanawiam się kto, u licha, zaprojektował kontrolery w takim krztałcie?! Na początku był chaos Zacznijmy od samego początku czyli od roku 1983. Wtedy to firma Nintendo, która dotychczas istniała na rynku jako producent gier, wydała w Japonii swoją pierwszą konsolę do gier, a zwała się ona Famicom (skrót od Family Computer). Osiągnęła ona nieprawdopodobny sukces ? w ciągu roku sprzedano około 2,5 mln egzemplarzy! Firma nie czekała długo, i postanowiła podbić resztę świata. I tak oto w 1985r w Stanach Zjednoczonych pojawił NES (była to ta sama konsola, co Famicom, jednak o nieco innym wyglądzie). Dwa lata później możliwość pogrania na tym ośmiobitowym cudzie dostali również Europejczycy. No i jak tu się nie zakochać? Też bądź bohaterem w swoim kraju Ale co tam świat, przejdźmy do najważniejszej części, części mówiącej o tym jak ten cudowny sprzęt trafił do Polski. Wszystko to miało miejsce po wielkich przemianach w 1989r. Każdy szukał sposobu, aby zarobić jak najwięcej. Wtedy to Marek Jutkiewicz, zajmujący się importem taniej odzieży, na jednej z podróży biznesowych do Tajwanu dostał w swoje ręce egzemplarz jakiejś podróby NES-a, z którą spędził tydzień. Do Polski wrócił ze wspaniałym pomysłem, aby zacząć sprzedawać to w naszym pięknym kraju. Potrzebne były jednak pieniądze. Dużo pieniędzy. W tym miejscu pojawia się drugi główny bohater naszej historii - Dariusz Wojdyga, kolega Marka Jutkiewicza jeszcze z czasów studiów. Razem założyli spółkę o nazwie BobMark International. I tak oto zamówili u Tajwańczyków pierwszą partię konsol o wymyślonej przez pana Wojdygę nazwie Pegasus. I wtedy zaczął się w Polsce szał na te maszyny do grania. Niewątpliwie jednym z najważniejszych powodów tego zjawiska był fakt, że konsolka kosztowała ok. 150zł*, przez co stać na nią było dużą część społeczeństwa. Wszystko szło jak po maśle. Firma odnosiła milionowe zyski, w telewizji leciały reklamy dumnie głoszące hasło: ?Rodzinna gra komputerowa: Pegasus - Family game? (polecam poszukać na jutubie, warto). Można było pomyśleć, że to będzie trwać wiecznie? Gdyby nie panowe z BobMark, to o kontatkach z takimi perełkami moglibyśmy sobie co najwyżej pomarzyć. No to hop Niestety, w pewnym momencie wszystko zaczęło się sypać. Polskie bazary zalała fala azjatyckich podróbek Pegasusa. Mimo iż nasz rodzimy sprzęt był dużo solidniejszy od tego szajsu, ludzie wybierali niższą cenę zamiast wysokiej jakości. W związku z powyższym firma BobMark zajęła się dystrybucją konsoli SEGA MegaDrive, jednak było już na nią trochę za późno. Nasi dzielni bohaterowie walczyli jednak do samego końca. Postanowili sprowadzić do Polski kolejną konsolę SEGI, tym razem Saturna. Saturn niestety sprzedawał się nienajlepiej na całym świecie, a co dopiero w Polsce. Rosły problemy, sprzedaż malała, a hajs się nie zgadzał. Cóż czynić w takiej sytuacji? Odpowiedź jest prosta ? zmienić branżę. Panowie z BobMark-a założyli dobrze wszystkim znaną spółkę Hoop, zajmującą się produkcją napojów. I w ten sposób skończyła się historia tych dwóch dzielnych ludzi nie bojących się spróbować z przedsięwzięciem na taką skalę. Dziękujmy im za to, bo zapisali się w polskiej historii gier złotymi zgłoskami. *W przeliczeniu na nowe złotóweczki. PS.: Tekst napisany na konkurs CD-Action. Oczywiście nie przeszedł, ale uznałem, że szkoda, żeby się zmarnował, więc rzucam go wam na pożarcie .
  10. Carrefour Mińsk Mazowiecki: Medal of Honor: Warchest - 9.99 zł, Super Meat Boy - 25 zł, Still Life - 9.99 zł, Still Life 2 - 2 zł, Capsized - 9.99 zł, Bunch of Heroes - 9.99 zł, Anomaly Warzone Earth - 9.99 zł i do tego kilka gier na PS3 za 70-90 zł (na pewno był któryś Dragon Age).
  11. Miałem ten sam problem, tylko komunikat był inny (connection timeout chyba) i to nie tylko przy pobieraniu, ale też przy instalacji z płyty. Usunięcie pliku localconfig.vdf załatwiło sprawę.
  12. Według Markolfa do eXtra klasyki dołączył zestaw... Legendy RPG!!! Wygląda na to, że w końcu nadrobię najważniejsze z moich growych zaległości.
  13. Dobry pomysł. Odpowiednie zmiany zostały dokonane.
  14. W czasie, gdy większość fanów RPG katowała pierwszego Wieśka, miejsce miała światowa premiera Avencasta (u nas prawie rok później, ale teraz to nieistotne). Gra miała być świetna, genialna itd., lecz problemy ze znalezieniem wydawcy nie wróżyły niczego dobrego. Na szczęście produkcję postanowiło wydać Lighthouse Interactive. No właśnie, czy aby na pewno na szczęście? ,,Nie ma, nie ma wody na pustyni..." - Demonów za to jest tu bez liku! Lodowiec potencjału Avencast ? Rise of The Mage, to debiutancki projekt studia ClockStone. Pomysł był bez skazy. Pozwolić graczom na wcielenie się w młodego maga, który przy użyciu różnorakich zaklęć walczy z demonami. Do tego kilka innowacji i będzie murowany hit. Problem w tym, że największych maszynach nawet te najmniejsze trybiki muszą działać bez zarzutu. A tutaj, niestety, nie zawsze tak jest? -Zanosi się na deszcz... -Skąd wiesz? -Spójż sam. Demony nisko latają... I need a hero? W grze wcielamy się w młodzieńca obdarzonego niezwykłymi umiejętnościami magicznymi, dzięki czemu zostaje on przyjęty do akademii Avencast. Tam po udowodnieniu, że jest nieślubnym dzieckiem Harry?ego Pottera i Eddy?ego Gordo, otrzymuje upragniony tytuł maga. Niestety, nie jest nam pisane długo napawać się szczęściem, gdyż jesteśmy jedyną nadzieją na uratowanie Avencast. (Co, mówicie, że są tam arcymagowie i inni adepci, którzy razem mogliby raz na zawsze wypędzić zło? Bzdura, każdy przecież wie, że jeden heros jest silniejszy niż kilkunastu potężnych i potężnych inaczej nieherosów). Nie da się ukryć, że fabuła nie jest najmocniejszą stroną tej produkcji. Jeśli jednak ktoś nie ma zbyt wysokich wymagań względem jej, może liczyć na całkiem znośną historię. Na jej tle bardzo dobrze wyglądają wszelkie zadania poboczne. Jeśli moja pamięć mnie nie zawodzi, to żadne z nich nie polegało na wybiciu odpowiedniej liczby danego gatunku przeciwnika. Wręcz przeciwnie, niektóre z nich zapadną mi na długo w pamięć (eksperyment Kaliosa) ? głównie ze względu na wszechobecną w nich miodność. Praca tępiciela robali nie należy do najprostszych... Jak nie mychą, to go WSAD-em Austriaccy programiści postanowili swoim pierwszym dziełem wnieść powiew świeżości do gatunku action RPG-ów. Do odpalania umiejętności (tutaj: czarów) nie służą tu skróty klawiszowe (w zasadzie służą, ale nie jest to zbyt wygodne, gdy wokół bitwa), a kombinacje klawiszy odpowiedzialnych za sterowanie postacią, i przycisków na gryzoniu. W teorii brzmi to co najmniej dziwnie, lecz w praktyce okazuje się, że jest to doskonałe rozwiązanie, na którego opanowanie potrzeba zaledwie kilku chwil. Walka w opiera się na magii krwi (kontaktowa), duszy(dystansowa) i przywołań, możemy jednak wybrać jako ?swoją? tylko jedną z dwóch pierwszych. To bzdura, zwazywszy na fakt, że w trakcie rozgrywki dane jest nam przemierzać komnaty magów przywołań. Wracając jednak do walki należy zauważyć, że pokonywanie kolejnych zastępów maszkar nie z tego świata jest przyjemne. To samo można powiedzieć o bossach, mimo iż w moim przypadku (magia krwi) pojedynki z nimi zwykle ograniczały się do trzech czynności: 1)Podskocz, 2)Odpal najlepsze zaklęcie, 3)Odskocz. Dlaczego? Ich sposoby ataku są na tyle zróżnicowane, że walki z większością z nich są niezwykle miłym przeżyciem. Skoro już mowa o obijaniu facjaty przeciwnikom, warto wspomnieć o poziomie trudności, który jest trochę? dziwny. Na samym początku jest łatwo, chwilę później poziom trudności ogromnie wzrasta, potem znowu maleje do wręcz śmiesznego, by potem poprzez normalny ponownie dojść do bardzo wysokiego? Na szczęście tak samo trudne/łatwe są tu zagadki logiczne, które znacząco wpływają na zróżnicowanie rozrywki (która jednak w końcu staje się monotonna). Gra na prawdę daje ognia! Pimp your magician W Rise of the Mage nie powinniśmy próbować doszukać się jakichś wymyślnych sposobów na rozwój bohatera. Za punkty ze wspólnej puli ?kupujemy? statystyki(życie, mana, magia krwi i duszy), bądź nowe czary (tudzież ulepszamy stare). Ekwipunek zaś prezentuje różny poziom. O ile mamy duży wpływ na wygląd naszego podopiecznego (bardzo spodobała mi się możliwość noszenia dwóch różnych naramienników i karwaszy), to jeśli chodzi o ich użyteczność? No cóż, z tym nie jest już tak różowo. Za dowód niech posłużą mój karwasz i naramiennik, zdobyte na początku gry, których nie zdejmowałem aż do jej zakończenia. Nie mniej jednak każdy znajdzie tu ekwipunek odpowiadający jego stylowi gry, więc w sumie ten element wychodzi na plus. KAMEHAMEHA!!! Festiwal pikseli i brzuchomówstwa Zbyt wiele dobrego nie można powiedzieć o oprawie graficznej gry. Jako, że akcji nie obserwujemy z bliska twórcy pozwolili sobie na użycie gorszej jakości tekstur, ale wystarczy, że zrobimy zbliżenie na przykład na laskę, a naszym oczom ukażą się piękne i niemałe piksele (nie mniej jednak na odległość to rozwiązanie daje radę). Natomiast wszelkie obiekty 3D od półek z książkami, przez modele postaci, po monstra, z którymi się mierzymy dają radę. Doczekały się też one bardzo przyzwoitych animacji . Wszystko byłoby w tym aspekcie w porządku, gdyby nie jeden bardzo nieprzyjemny szczegół. Czemu postacie nie poruszają ustami podczas rozmów?! Mi ten brak niezwykle doskwierał. Szkoda również, że lokacje, po których dane mi było się przemieszczać były tak bardzo monotonne, miejscami wręcz brzydkie. Wracając jednak do rzeczy dobrych - ciekawie zrealizowano tu ważniejsze przerywniki filmowe. Są to ręcznie rysowane grafiki, których poszczególne fragmenty wprawione zostały w ruch. Rozwiązanie niespotykane, aczkolwiek niezwykle przyjemne w odbiorze. Wyciąganie słodyczy w obecności innych adeptów nie było najlepszym pomysłem. Być lepszym od FarCry?a Niewątpliwie największym plusem (obok systemu walki) jest tu jakość polskiego dubbingu, który (bez grama przesady) uważam za jeden z najlepszych, jaki dane mi było usłyszeć w grze komputerowej. Każdy głos pasuje do postaci, posługującej się nim. W żadnym stopniu nie przeszkadza fakt, że głosów użyczyło tu tylko kilku aktorów (oczywiście odpowiednio zmieniając zwoje narzędzie pracy). Szkoda, tylko, że poziomu dźwięków nie trzyma tekst pisany, w którym często znajdowały zbyt duże odstępy między wyrazami. Zauważyłem też kilka powtórzeń. Skoro wspomniałem o głosach warto też co nieco napomknąć o muzyce, która jest świetna (zwłaszcza ta, która przygrywa nam w salach wykładowych). Tym bardziej boli fakt, że utworów jest tu tak niewiele. Eeee...witam panów...bo...tego...ja....no...ja zostawiłem to...żelazko na gazie... Miał być hit, a wyszedł? Avencast: Rise of The Mage to udana produkcja. Nie jest to w żadnym wypadku gra AAA, ale czasu z nią spędzonego nie żałuję ani trochę. Za cenę gry dostałem kilka godzin satysfakcjonującej rozrywki, co sprawia, że ta produkcja dostaje ode mnie? 4/6 Plusy: -system walki -zadania poboczne -łamigłówki logiczne -polski dubbing -ścieżka dźwiękowa (jakość) Minusy: -ścieżka dźwiękowa (ilość) -wkradająca się gdzieniegdzie monotonia -zróżnicowany poziom trudności -?brzuchomówcy? -zwykle szmelcowaty ekwipunek -drobne błędy
  15. Wymagany steam + obowiązkowa przesiadka z XP = to czego w grach nienawidzę. Nie winię jednak CD-A. JC2 jako gra nr 1 sprawdza się idealnie. Jednak nawet gdybym miał siódemkę, pełniakiem numeru byłby dla mnie MDK 2 HD. Wiwat CD-A !
×
×
  • Create New...