Kolo5141

Forumowicze
  • Zawartość

    55
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Kolo5141

  • Tytuł
    Ork
  • Urodziny 18.06.1992

Sposób kontaktu

  • AIM
    12495052
  • Strona WWW
    http://
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Zawek :)
  • Zainteresowania
    Wszystko :)

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    GH3, TLJ, Syberia, AC, Fuel, RE5
  • Ulubiony gatunek gier
    FPS/strzelanki
  • Konfiguracja komputera
    Dual Core E5200
    2GB ram
    Geforce 9500

Ostatnie wizyty

2379 wyświetleń profilu
  1. Szczegóły to on sam musiał sobie wydedukować... w większości. Obydwa przytoczone przez Ciebie terminy go dotyczą. Kiedy rozwiązywał sprawę, znał ogólny zarys sytuacji i musiał wydedukować szczegóły. Jeśli zaś próbował się z kimś droczyć (jak w tych "nowych" odsłonach), to wtedy używał indukcji aby dowiedzieć się ogółu.
  2. Każdy z nas zna tytułowego bohatera powieści Sir Arthura Conan Doylea. Sherlockiem Holmesem fascynuję się od dłuższego czasu i uwielbiam jego sposób myślenia (dedukcja). Chłonę też inne filmy tego pokroju jak np. serial "House". Nawet jego postać była wzorowana na Holmesie (Holmes = House; Watson = Wilson). Kiedy grzebałem gdzieś w odmętach internetu natknąłem się na serial którego pierwszy odcinek powstał w 2010 roku. Jak to, ja go nie znam? Od razu pochłonąłem całą pierwszą serię i stwierdziłem, że (według mnie) scenarzysta jak i reżyser powinni dostać za niego oskara. Jako, że nikt ze znanych mi osób ww. serialu nie zna, postanowiłem się nim "podzielić" na blogu dla ludzi inteligentnych (eld jezd gupi). Pod spodem krótkie streszczenie opisu serialu napisane przez jednego z użytkowników "Filmweb". Martin Freeman jako Watson jest świetny; ma swoje problemy i w żadnym wypadku nie jest tylko tłem dla tytułowego bohatera. Benedict Cumberbatch jako Holmes jest wprost rewelacyjny. To jest postać obrosła legendą i przytłoczona milionem mniej lub bardziej sztywnych interpretacji, które on zrzucił jednym wzruszeniem ramion i stworzył swoją własną, unikalną i w każdym calu doskonałą kreację. Sherlock to uwspółcześniona wersja przygód jednego z najsłynniejszych detektywów, połączenie tradycji z nowoczesnością: mimo że Watson nie pisze opowiadań, tylko bloga, a Sherlock nie rozstaje się ze swoim smartphoneem, to dedukcja, a nie technika, dalej gra pierwsze skrzypce. Widać to także w formie: serial sprawia wrażenie multimedialnego, bo gdy akcja toczy się w najlepsze, na ekranie pojawiają się podpowiedzi, dzięki którym widz może na bieżąco śledzić tok rozumowania Sherlocka. Nic w tej serii nie razi jako sztuczne: metody rodem z CSI, bardzo Houseowata postawa Sherlocka (i tu dopiero dobrze widać, jak wiele House ma z Holmesa - a nie vece versa!) - to nie jest próba skopiowania czegoś, co już było, ale niezwykle umiejętne wykorzystanie dostępnych środków i możliwości współczesnego kina oraz dialog i świadome mruganie okiem do widza.
  3. Nie był zamierzony, zupełny przypadek
  4. Każdy z nas chciałby mieć taką pokrewną duszę z którą mógłby porozmawiać na tematy które w jego środowisku ogólnym, jak miasto czy dzielnica, nie są czymś powszechnie znanym i lubianym. Kiedy poszedłem do pierwszej klasy technikum poznałem świetnego człowieka który miał te same zainteresowania. Rozmów nie było końca, także na lekcjach. Jednak teraz jestem w innej szkole (nie studia) i z nim już prawie kontaktów nie mam ale... Czemu by nie mieć kogoś takiego ale jeszcze ponad przyjaźń, a mianowicie dziewczynę, tak dziewczynę, dobrze słyszycie. Jest ode mnie 2 lata młodsza, ma te same zainteresowania, czasem kupuje mi CDA w ramach niespodzianki, a ja udaje niezmiernie zaskoczonego i z pokorą oddaje się pismu Ona mi kupiła pada, ona mi kupiła słuchawki do kompa, ona mi kupiła gitarę do gh (nie chodzi mi o tamtą wspomnianą wcześniej, ta jest druga ) i co najważniejsze, kupiła mi książkę Krzysztofa Gonciarza pt: "Wybuchające Beczki". Książkę raczej każdy zna bo na stronie CDA była reklamowana jak też CTSG miał ją jako jedną z nagród. To miała być niespodziana, w sumie to wytrzymała aż trzy dni co w jej "milczeniu" jest naprawdę niemałym wyczynem Tak więc kiedy już przyszła owa książka, przez pierwsze kilkanaście minut musiałem poznać ją wizualnie, przeczytać to po czym potencjalny kupiec decyduje się na zakup. W wyglądzie oprawy postawiono na minimalizm, logo beczek, tytuł, autor, jakiś mały druczek na samym dole i cała reszta to białe tło. Z tyłu trzy opisy książki napisane prze różne "sławy" z dziedziny gier wideo które oczywiście książkę wychwalały i niżej jakieś tam loga patronatów. Mnie się ta nowoczesność w wyglądzie bardzo podoba. Przyciąga wzrok i nie pozwala go od siebie oderwać. Czas na zawartość. Autor w każdym rozdziale opisuje pewną część składową gry jak np. grafikę czy gameplay. Każdy z tych elementów rozkłada na cząsteczki pierwsze i stara się przekazać czytelnikowi jak ważną one odgrywają rolę w postrzeganiu gry jako całości. Podaje dużo przykładów w odniesieniach do gier na konsole jak i na PC, więc każdy zrozumie o co chodzi autorowi bo jeśli już czyta książkę to jest na tyle w świecie gier aby grać lub chociaż znać dane gry. Czytało się ją bardzo płynnie i w drugim dniu już ją skończyłem. Głównym założeniem Krzysztofa Gonciarza przy pisaniu "Wybuchających Beczek" było uświadomienie graczowi czego jeszcze w grach nie dostrzegł, a warto było by się zatrzymać na chwilę i zacząć podziwiać grę jako sztukę a nie tylko kod zero-jedynkowy. W moim przypadku udało mu się. Teraz przejcie gry zajmuję mi dwa razy dłużej Muszę przystanąć, pooglądać, posłuchać co ma mi do zaoferowania gra. Książkę oceniam bardzo wysoko. Mnie się bardzo spodobała jak i mojej dziewczynie. Dziękuję, do widzenia.
  5. Kiedy widzę ślimaka przechodzącego przez ulicę to przenoszę go na drugą stronę, kiedy widzę żabę która biega po boisku i wszyscy chcą ją zabić to wstawiam się za nią i wynoszę ją poza boisko, kiedy widzę jakieś większe zwierze ranne to staram się mu pomóc, a Ty Imachuemanch mówisz, że się mnie brzydzisz bo zabijam podświadomie dla mnie straszny obiekt przez moja arachnofobię. Wybacz ale takie odgórne zakładanie tak wręcz obraźliwej decyzji jest trochę nie stosowne, zważywszy na to, iż ja do pająka nie podszedłbym na 2 metry a żaden z moich domowników nie był by na tyle skory aby wziąć go na dwór.
  6. Ja kiedyś miałem ul na placu to z jednym kumplem łapaliśmy po jednej i plask butem. Miał użądlenia nawet w dziąśle Też mieliśmy po jakieś 9 lat
  7. Od rana siedziałem przy kompie więc postanowiłem sobie trochę pokopać piłkę z kumplami. Trwało to jakąś godzinę. Po powrocie siadłem do kompa znowu ale coś mi nie pasowało... no dobra, już pójdę się wykąpać. Wchodząc pod prysznic spostrzegłem wieeeelkiego owłosionego pająka w brodziku. O mało nie krzyknąłem. Zszedłem do pokoju rodziców i mówię jaka sytuacja, wysłali mojego 9 letniego brata aby załatwił sprawę kapciem. Młody wskoczył tam jak prawdziwy facet i... pająk nie miał szans. Oczywiście musiały się pojawić teksty w stylu: Taki chłop a pająka się boi, bla, bla, bla. Nie można oceniać męskości faceta po jego podświadomym strachu. Osobą która to powiedziała był mój tata, wiadomo, musi być kozakiem. Po chwili jednak przypomniałem sobie, że sam ma lęk wysokości. Taki duży a wysokości się boi. Nigdy nie ukrywałem, że boję się pająków, małych, dużych, owłosionych czy łysych, wszystkie są złe i koniec. Nie powinno się oceniacz człowieka tylko dlatego, że on czegoś się boi a ja nie.
  8. Rozdział 1: Lustro - Mamo, mamo! - Tak? - Na strychu ktoś zostawił lustro. - Jakie lustro? - Takie wielkie i kwadratowe, według mnie bardzo brzydkie. - Tak się czasami zdarza przy przeprowadzkach, ludzie nie wynoszą wszystkiego kiedy opuszczają dom. - Jestem tu pierwszy dzień a już mi sie nie podoba, chociaż mój kot ratuje sytuację, będzie mnie wspierał duchowo, a właśnie, gdzie on jest? - Jeszcze przed chwilą widziałam go w kuchni. Tak zaczął się mój pierwszy dzień w nowym domu. Posiedziałem jeszcze z mamą i kotem i postanowiłem zapytać. - Który pokój będzie mój? - Chodź pokażę ci. Mama prowadziła mnie przez korytarz, po schodach i w lewo od ogromnego starego zegara z wahadłem który z resztą już nie działał. - Oto i twój apartament - mama nie mogła powstrzymać dumy kiedy to mówiła. Przed oczami ukazał mi się wielki, błękitny pokój z ogromnym oknem przez który widać było ocean i przepięknym szklanym żyrandolem zwisającym z sufitu. - Idealny! Jednak uroki mieszkania na odludziu nie są czasem takie straszne, jak na przykład mój pokój. Jest genialny. Szkoda, że wcześniej nie pomyślałem o tym kolorze w starym domu. Myślę, że zdołam się do niego przyzwyczaić tylko muszę poznać jakiś ludzi, rówieśników. Do szkoły zapiszą mnie dopiero kiedy tata wróci z konferencji za zachodnią granicą. Mam jakieś dwa tygodnie luzu. "Me Gusta". Reszta dnia minęła na ogarnięciu domu z kurzu i innych śmieci łącznie z tym starym lustrem. - Marcin, pójdziesz po to lustro na strychu co tak Ci przeszkadza? - Nie to, że przeszkadza, po prostu jest brzydkie, a i daj mi jakąś latarkę bo na dworze już ciemno, a chyba nie chcesz żebym sobie coś złamał? - Jasne, że nie, trzymaj - wziąłem do ręki wielką campingową "latarę". Strasznie tu ciemno, gdzie są te drzwi. Zawsze na strych trzeba przejść przez pełno ciemnych korytarzy i znaleźć te nieszczęsne drzwi. Z zewnątrz ten dom nie wygląda na tak duży. Oto i są nasze drzwi, wielkie,drewniane i z pewnością bardzo stare. Za nimi kryło się poddasze z dwoma małymi okienkami i pełno miejsca, tylko to lustro oparte o ścianę. Jest, co najmniej dziwnych rozmiarów. Ma mniej więcej metr na metr. Myślę, że dam radę go przenieść. Jego rama jest zrobiona z jakiegoś czarnego materiału. Nie mam pojęcia co to ale jest naprawdę twarde i nie chciał bym dostać nim w głowę. Dobrze, czas do roboty. Co?. W lustrze coś zabłyszczało, byłem pewien, że to odbicie więc rozejrzałem się dokładnie po strychu ale nie było nic co mogło dawać jakikolwiek promień światła, a okna są tak zakurzone, że prawie jak by ich nie było. Zbliżyłem twarz do lustra. Rzeczywiście, coś się w nim błyszczy, tak jakby wewnątrz. Głęboko w środku. Nagle poczułem, że tracę równowagę i przewracam się na lustro. Przez myśl mi przeszło, że nieźle się pokaleczę i zacisnąłem oczy z całej siły. Oczekiwałem uderzenia. Nic takiego się nie wydarzyło, wręcz przeciwnie. Leżałem na czymś miękkim, otworzyłem oczy i było jasno. Co? Co jest nie tak? Co się dzieje? Podniosłem się z piasku. Kiedy próbowałem się otrzepać z niego zauważyłem, że nie jestem taki sam. Jestem taki jakby: kwadratowy! Podniosłem głowę aby zobaczyć gdzie jestem i spostrzegłem przed sobą średniej wielkości górę która jest jakby cało po schodach. Gdzie ja jestem? Nie zdążyłem sobie odpowiedzieć w głowie, chociaż i tak pewnie nic by z tego nie było, kiedy usłyszałem cichy ton z za pleców. - Witaj. - Kkkim jesteśśś? - spytałem z ogromnym strachem w głośnie bo człowiek, jak można go tak nazwać, miał całe białe oczy. - Jestem przyjacielem - odpowiedział. - Jeśli będziesz chciał wrócić do domy to musisz odbudować portal którym tu przybyłeś. - Jaki port... - Odwróciwszy głowę spostrzegłem kamienny portal z jednym nadłamanym fragmentem. - Jest on zbudowany z czystego kamienia i uruchomisz go za pomocą wody. - Ale kim jesteś? Gdzie ja jestem? Dlaczego się tu znalazłem? - Już ci powiedziałem, jestem przyjacielem a resztę dowiesz się w swoim czasie, a teraz chodź do mojego domu, tam mam piec będziesz musiał przetopić sobie nierówny kamień na czysty i mam tez trochę żelaza na wiaderko. - Dobbbrze. Ten portal to moja jedyna droga do domu. Musze zrobić wszystko aby go odbudować. Za tym niskim wzniesieniem stał domek nieznajomego. W środku znalazłem nierówny kamień i przetopiłem go w piecu, a z trzech przetopionych sztabek żelaza zrobiłem wiaderko. Czas na naprawę. Portal jest metr nad ziemią więc tak poprostu nie dostanę do nadłamanej części. Potrzebuję trochę ziemi. Na szczęście pełno jej w okół. Zrobiłem sobie podest z kilku bloków. teraz trzeba włożyć czysty kamień na miejsce. Idealnie, jeszcze tylko zejdę po wodę do wiaderka. Jest, wszystko gotowe. Jak go włączyć tą wodą? Mam jej pod dostatkiem więc mogę próbować. Udało się za pierwszym razem. rozlałem ją na blok znajdujący się na dole portalu i od razu woda zaczęła się unosić ku górze i tworzyć mgiełkę. Gęstą niebieską mgiełkę. Odwróciłem jeszcze wzrok i przed górką stał nieznajomy. - Dziękuję za uratowanie i pomoc w odbudowie! - Nieznajomy pomachał ręką na pożegnanie. - Jescze za to zapłacisz, duszą - wyszeptał do siebie pod nosem. Nie da się opisać uczucia kiedy przechodzi się przez portal. W sumie to praktycznie nic się nie czuje tylko lekki smak wody w ustach. Wyszedłem z portalu i od razu pobiegłem do mamy. - Mamo przepraszam, że tak długo mnie nie było ale... - Byłeś jakieś 3 minuty. - Co? Czyli realny czas nie płynie kiedy jestem w portalu.
  9. Rzuciłem się na biurko, szybko otworzyłem drzwiczki i od razu spostrzegłem, że są obdrapane od środka, jak i szkatułka w której trzymam naszyjnik. Otworzyłem ją, a wisiorek leżał sobie jak gdyby nigdy nic, troszeczkę się tylko porysował łańcuszek do którego był przymocowany. Oglądałem go pod światłem chyba z pół godziny po czym stwierdziłem, że nie różni się niczym od tych sprzedawanych na bazarach. Internet! Czemu wcześniej nie pomyślałem, ale jestem głupi. Wpisałem w wyszukiwarce ''naszyjnik z literą T''. Pokazały się jakieś korale, węże i, o, jest. Strona ładowała się przez chwilę. Nie, to nie ten, mój wygląda jakby był zrobiony ze wskazówek zegara, tylko bardzo dobrze wyważony i ze spojony. Taki minimalistyczny a jednak elegancki. Przeszukałem jeszcze kilka stron jednak bez skutku. Próbowałem też wpisać inne zapytania jak: ''Magiczny naszyjnik'', ''Senny naszyjnik'', ale wszystko bez skutku. Będę musiał sam odkryć co jest w nim takiego szczególnego, że trafił akurat do mnie. Jako, że jest już druga w nocy, trzeba się położyć spać. Tylko co zrobić z naszyjnikiem? Może... nieee, a może jednak... no dobra, zrobię to, założę go do snu. Tylko jeszcze włączę kamerę i gotowe. Jestem w parku. To sen? Szczypanie nie boli, więc to sen, a skoro wiem, że to sen to znaczy, że jest on świadomy. Co dzisiaj zrobię? Może jakieś sportowe auto? Tylko trzeba się skupić. Nie wyszło, jeszcze raz. Znowu, co jest? Coś mniejszego, rower. Skup się! Skup się! Nie działa. Co się ze mną dzieje? Muszę iść do domu, chyba to jednak nie jest sen. Odwróciłem się i... nie ma mojego bloku! To chyba jednak jest sen. Kurcze, już nie rozumiem. W miejscu bloku jest tylko zielona trawa. Druga strona, muszę biec. Wiem! Jest zimno, wskoczę do rzeki. Nie, to głupi pomysł. A może jednak, bo człowiek kiedy ginie we śnie albo też odczuwa mocny ból to wtedy się budzi. Wskoczę do niej i na pewno pojawię się w moim cieplutki pokoik... Bum! Gałąź buku. Od razu otworzyłem oczy, naszyjnik leżał wygodnie na mojej klatce piersiowej. Spojrzałem w okno, jest już dzień. Nic mi nie dało to, że założyłem ten głupi wisiorek. Tylko pogorszył sprawę, nie mogłem nic zrobić. Wrzuciłem go do kosza na papiery w moim pokoju. Serce dalej mi bije jak młot, muszę obmyć twarz w umywalce. Przyjemna letnia woda. Spojrzenie w lusterko. Co to jest? Na moim czole znajduje się wielki siny guz. Moje myśli od razu wróciły do ostatniej chwili snu czyli uderzenia w gałąź. Jak to się stało, że rana ze snu przeniosła się do życia realnego? Pewnie przez ten naszyjnik. W pierwszej chwili pomyślałem jak mnie zaczęło czoło boleć, a w drugiej zrozumiałem jaki dar właśnie wpadł mi w ręce. Ciekawe co jeszcze można z nim robić albo raczej co ''on'' może jeszcze robić. Jakie ma właściwości. Zaraz się przekonam. Muszę wyciągnąć go z kosza. Na wierzchu go nie ma, może jest pod papierami. Wysypałem wszystko na podłogę po czym zacząłem grzebać w moich śmieciach. Okazało się, że nie ma tam tylko samych papierów, są tam też skórki po bananach opakowania po jogurtach i stara skarpeta, przemilczę to. Ani śladu naszyjnika. Przeszukam je jeszcze raz. Nadal go nie znalazłem. Musi być gdzieś indziej. Pod łóżkiem go nie ma, za biurkiem też, pies spokojnie śpi w pokoju rodziców. Przeszukałem wręcz cały dom, a jego nie ma. Co mogło się stać? Może miał być u mnie tylko tyle. Skoro pojawił się z nikąd to też pewnie tam wrócił. Trochę szkoda, zabawa była by przednia gdybym nadal go miał. No dobra, było minęło. Trzeba wyprowadzić psa na spacer, przy okazji trochę się przewietrzę. Wyjątkowo zimno dzisiaj, a ja jak zwykle nie wziąłem czapki. Na dworze jest tak jakoś dziwnie, mało ludzi, tylko w pobliskim sklepie widziałem kasjerkę przez szybę. Moje życie znowu wróciło do normalności, a szkoda bo trochę polubiłem te dziwactwa które miały miejsce ostatnio. Chociaż jeszcze coś zostało. Bartek musi coś wiedzieć o tym, ale pójdę do nie dopiero we wtorek, bo właśnie wtedy wypadają mi korepetycję z nim. O, ciemni się już na dworze, widocznie późno wstałem, a i tak tutaj przemyślenia zabrały mi trochę czasu. W domu przejrzałem nagranie ale nic dziwnego się nie działo, szkoda. Pogram w jakąś luźną grę na konsoli, to na pewno mnie odpręży. Leżę na łóżku, rozległo się mocne, nieustające pukanie do drzwi. - Już idę! - odpowiedziałem znudzonym głosem, po czym wstałem z łóżka i poszedłem otworzyć drzwi - Tak? - Jaki masz numer drzwi? - Dwanaście - odpowiedziałem ze zdziwieniem - O Pan Bartosz! Dzień dobry! - To jest sen! - Co? Znowu leżę na łóżku, to był sen. Spojrzałem na okno, już prawie dzień, musiałem usnąć przy grze, w ubraniu. Muszę wstać. Zakładałem spodnie kiedy rozległo się mocne, nieustające pukanie do drzwi.
  10. Dzień zacząłem jak zawsze. Mycie rąk, twarzy, uczesanie. Dzisiaj trzeba się ogolić. Potem wyjście z psem. W parku jak zawsze było tylko kilkoro ludzi przechadzających się tu i ówdzie. Jakaś matka z dzieckiem na malutkim placu zabaw, gdzie indziej para trzymająca się za ręce. Dzisiaj już nie gonił mnie czas, mogłem spokojnie przemyśleć dzisiejsze zdarzenie. Wisiorek oczywiście miałem na szyji, ale jak się znalazł w mojej kieszeni? Co to była za kobieta? Przed czym uciekała? Miałem wiele pytań które mogłem skierować jedynie do siebie bo nikt inny by na nie nie odpowiedział, pewnie nawet nie uwierzyli by i uznali za jakiegoś dziwaka który wszystko sobie wymyślił i stara się zyskać podziw dający mu tylko i wyłącznie satysfakcję. Muszę sam uporać się z tym problemem. Do wieczora wyszedłem z domu tylko raz, do sklepu. Nawet taki człowiek jak ja musi jeść. Noc spędziłem tradycyjnie, przy Internecie. Wisiorek włożyłem do małej, zatrzaskiwanej szkatułki w szafce biurka. Nie wiem jak się w nocy zachowuje, gdybym miał go na szyi to mogłoby się z nim coś stać. Nie ustawiam budzika, chcę się wyspać. Obudziłem się. Nie otwieram oczu, próbuję sobie przypomnieć sny, ale w żaden sposób nie mogę tego zrobić. Tak jak bym w ogóle ich nie miał. Otworzyłem oczy, spojrzałem w prawo, w tej części pokoju stoi moja szafa, obok szafka z telewizorem, a pod nią zegarek. Jest godzina dziesiąta, wyspałem się jak nigdy. Wyciągałem się jak kot gdy uderzyłem łokciem w coś twardego po mojej lewej. To biurko, stało bezpośrednio przy łóżku. Przecież jak kładłem się spać to stało metr dalej, przy ścianie. Jak to możliwe? Czy to jakieś nadprzyrodzone moce? A może to ja lunatykowałem i go przesunąłem. Szybko zerwałem się z łóżka. Obejrzałem dokładnie cały pokój. Wszystko było w porządku, tylko za przestawionym biurkiem były ślady na podłodze. Definitywnie biurko zostało przesunięte. Cały dzisiejszy dzień spędziłem na dumaniu co tak naprawdę mogło się tam stać podczas mojego snu. Postanowiłem na noc zostawić włączoną kamerkę internetową. Ma ona mikrofon dzięki któremu będę mógł wyśledzić jakieś niezidentyfikowane dźwięki. Ustawię je na telewizorze pod takim kątem, żeby było widać mnie jak i biurko na którym stoi komputer. Będzie włączona całą noc aby nic jej nie umknęło, potem tylko przewinę do momentu w którym będzie się coś dziać i trach... dzwonię po księdza. Nadeszła upragniona noc. Nie wiem czy w ogóle będę w stanie usnąć z takiego nadmiaru stresu. Wiem tylko, że jutro muszę wstać przed ósmą, więc nagranie zobaczę dopiero po korepetycjach. Czas spać. Znowu brak jakiegokolwiek snu. Biurko! Z zamkniętymi oczami powoli obracam głowę w jego stronę, bardzo powoli, czuję jak rośnie we mnie napięcie. Otwieram oczy. TAK! Biurko jest przesunięte w to samo miejsce co wczoraj! Wydarzenie z ubiegłej nocy znowu miało miejsce! Już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę nagranie. Pozostaje jedynie tylko je zapisać i można kontynuować dzień. Nie mogłem przestać myśleć co mogło się dziać w nocy. Wiedziałem, że wyjaśnienie mam na komputerze w domu. Nie mogłem się doczekać. Ups... spóźnię się na korki. Tą samą drogą co ostatnio. Tym razem nie brałem karteczki. Adres i nazwisko miałem w głowie. Jestem pod blokiem. Wewnątrz już miałem iść w stronę schodów kiedy ktoś wysiadł z windy. Jeszcze kilka dni temu nie działała. Szkoda, że na mojej dzielnicy nie ma takiego luksusu. Szybko dostałem się na siedemnaste piętro. Korytarzem w lewo i jestem na miejscu. Zauważyłem, że na drzwiach nie brakuje już żadnej litery. To też naprawili. Lekko zapukałem w drzwi, wyszedł mężczyzna. - Dzień dobry panie Bartku. - Słucham? Znamy się? - Tak - odparłem ze spokojem - kilka dni temu byłem u pana na korepetycjach. Nie pamięta pan? - Nie było mnie w mieście od kilku tygodni, wróciłem wczoraj. - Co? Jak to? Przecież byłem u pana we wtorek. Rozmawialiśmy o polityce, o samochodach. Musiał pan być! - Poczekaj - powiedział wchodząc do pokoju. Po chwili wrócił trzymając w ręku bilet autobusowy - to jest bilet na którym przyjechałem z wykładów. Jesteś pewien, że to byłem ja? - Absolutnie! Bartosz Mazur, tak? - Zgadza się, wejdź - Wszedłem do mieszkania. - Czy to mógł być sen? - głośno myślałem - mogła to być wymyślona rzeczywistość? - Sen? Jaki sen? - spytał wystraszonym głosem Bartek. - Ostatnio zagłębiam się w tajniki świadomych snów. Mogł... - Wyjdź stąd! - Słucham? - spytałem przerażonym głosem - Precz z mojego mieszkania! Już! Wynocha! - Dobrze, spokojnie - Wyszedłem a drzwi za mną zatrzasnęły się z hukiem. Co to miało znaczyć? Dlaczego zaczął krzyczeć jak wspomniałem o świadomych snach? Pojawiły się kolejne pytania. Dzisiejszy dzień był fatalny. Myślałem, że już nic go nie naprawi. Zaraz, przecież jeszcze jest nagranie. Popędziłem jak najszybciej do domu. Im byłem bliżej tym większe we mnie było napięcie. Dotarłem kiedy już było ciemno. Szybko włączyłem komputer. Zaczęło się żmudne przeglądanie nagrania. Czas płynął z podwójną szybkością żebym niczego nie przeoczył. Zrobiło się późno, oczy zaczęły mi się same zamykać kiedy nagle na nagraniu zobaczyłem siebie trzęsącego się i wijącego jakby z bólu. Trwało to jakąś minutę kiedy z głośników zaczęło dobiegać jakieś stukanie. Coraz silniejsze. Wiedziałem, że już jestem o krok od odkrycia prawdy. Widziałem jakna filmie drga monitor. Teraz całe biurko sie trzęsie, zaczyna się przesówać ale niczego nie widać. Samo, bez niczyjej pomocy. Zaraz, zaraz, coś widać. Zbliżenie na drzwiczki biurka, tak, teraz widzę, to... naszyjnik.
  11. Wieżowiec, pięćdziesiąt pięter. Stoję na dachu nie mając pojęcia co mnie czeka na dole. Chwila zastanowienia i skok. Nie ma wiatru, w koło mnie świszczą przelatujące z dużą prędkością owady. Oczy mam szeroko otwarte, ręce rozłożone, wyprostowane nogi stykają się. Mijam kolejne piętra. W oknach budynku chyba znajdują się ludzie, jednak trudno ich dostrzec ponieważ światło odbija się od płaskiej połaci szyb. Wyłączyć słońce? Czemu nie? O, już lepiej, teraz widać dokładnie co się dzieje za szybami. Już połowa budynku, jestem w stanie odróżnić od siebie auta na parkingu, jeszcze jedno zerknięcie na okna. Kobieta ubrana w marynarkę rozwiązuje krzyżówkę, przybliżenie: ?Słyszysz to, czujesz to, wiesz skąd pochodzi, ale tego nie widzisz?? - Jakieś głupie myśli zaprzątają mi głowę. Kolejne piętro, ta sama kobieta rozmawia z mężczyzną który też jest ubrany w garnitur. Opuszkami palców muskam szyby. Jest już blisko ziemi, jeszcze tylko kilka pięter. Na ulicy widoczne są śmieci. Skąd w mojej podświadomości papierek po gumie balonowej? Jeszcze kilka metrów i? STOP! Dzwoni budzik. Dzień zaczął się idealnie. Świadomy sen po kilku dniach prób, świetnie! Jak jutrzejszej nocy też się przytrafi to nie będę musiał już prowadzić dziennika snów. Teraz poranne czynności, wyprowadzenie psa i korki z matmy. Codziennie rano muszę umyć ręce mydłem i twarz czystą wodą, nie lubię szczypania w oczy. Uczesałem przed lustrem krótkie, acz niesforne włosy, obadałem dwudniowy zarost. Nie trzeba jeszcze golić, jutro to zrobię. Z psem chodzę do małego parku znajdującego się obok sklepu spożywczego nie daleko mojego domu. Wszystkie czynności które wykonuję codziennie są z góry zaplanowane i nic nie zaburza systematycznego ich powtarzania. Z psem wychodzę dokładnie o dziewiątej. Po lekkim truchcie z Huskim jestem w parku jakieś dziesięć po. Idę spokojnie w stronę rzeki i wracam tą samą drogą. Zawsze pamiętam, żeby uchylić się przed nisko wiszącą gałęzią starego buku ponieważ jestem wysoki, a normalni ludzie przechodzą pod nią nie przejmując się. Raz o niej zapomniałem, ach człowiek uczy się na błędach. Pora na korepetycje z matematyki, pierwsza lekcja. Blok w którym mieszka mój korepetytor znajduje się jakiś kilometr za rzeką więc musiałem iść tą samą drogą. Na miejscu sprawdziłem jeszcze raz adres który miałem na kartce w kieszeni. Tak, siedemnaste piętro, pokój trzynaście. Winda nie działa, typowe. Schodów było chyba z kilka tysięcy albo miałem tylko takie wrażenie, w każdym razie nie było łatwo. Blok jest stary, na drzwiach nie ma już numerów, są za to nazwiska. Znowu karteczka: ?Bartosz Mazur??. Nie... nie... nie... o, jest. Na starych brązowych drzwiach widniało poszukiwane przeze mnie nazwisko, tylko brakowało litery ?o?? w imieniu, zapukałem. Otworzył mężczyzna po trzydziestce z miło wyglądającą twarzą i także dwudniowym zarostem. - Proszę wejdź ? powiedział cichym tonem. ? ty pewnie jesteś Kuba? - Tak ? odparłem. - Jestem Bartosz Mazur, ale mów mi Bartek. - Miło mi ? Podałem mu dłoń. Po dwóch godzinach wyszedłem z uśmiechem na twarzy wiedząc, iż pieniądze włożone w niego nie pójdą na marne. Jest wykładowcą na uczelni a także ciekawym człowiekiem z własnymi poglądami które warto posłuchać przy dłuższej rozmowie. Wracam tutaj w piątek czyli za trzy dni, a mam dwa razy w tygodniu. Czas do domu. Został jeszcze praktycznie cały dzień ale spędzę go znowu przed konsolą, komputerem ewentualnie jakimś czasopismem. Wszyscy moi znajomi wyjechali gdzieś na wakacje. Do babć, wujków, kuzynów. Też miałem taką możliwość lecz jednak przekonałem rodziców, żeby jechali beze mnie. Tak będzie lepiej, nie lubię zmian w moim życiu, nawet najmniejszych, a nawet tych chwilowych. Usnąłem czytając gazetę. Stało się! Znowu mam świadomy sen, mogę robić co chcę! Powiedzmy, że dzisiaj pójdę sobie środkiem autostrady do smoczych gór. Niezły pomysł. Jeszcze tylko zjem tort cytrynowy i w drogę. Po wyjściu z baru w którym podają tylko te torty spostrzegłem przede mną ogromną autostradę, rozciągała się aż po sam horyzont, w przód i na boki. Niebo piękne, błękitne, bez żadnej chmurki, a słońca nie ma, tak będzie lepiej. Auta świszczą w koło, a ja idę sobie środkiem ulicy nie patrząc na niebezpieczeństwo, przecież nic mi się nie stanie. Po krótkim marszu w oddali spostrzegłem tą samą kobietę co w tamtym bloku. Biegnie do mnie i coś krzyczy. To sen może wywołać aż tak losowe zdarzenie? Sprawdzę co jest nie tak, może dowiem się czegoś co jest we mnie ukryte, głęboko w podświadomości. Kobieta podbiegła do mnie ale była tak zdyszana, że nie mogła nic powiedzieć. - Spokojnie, oddychaj - powiedziałem ze zdziwieniem. - Kuba? ? spytała kobieta. - Eee, tak - odpowiedziałem. - Szybko ? wydusiła, wkładając mi coś do kieszeni - Musisz uciekać! - Dlaczeg... Uderzająca we mnie ciężarówka nie pozwoliła dokończyć zdania i nagle otworzyłem oczy w łóżku. Jeszcze wystraszony zacząłem się miotać i spadłem na podłogę. Odzyskałem świadomość gdzie jestem. Leżałem w swoim pokoju. Na zegarku widniała godzina szósta. Spojrzałem w dół próbując się podnieś, a koło mojej kieszeni leżał trójkątny naszyjnik z wygrawerowaną literą ,,T".
  12. A ja mam takie soczewki :)

  13. Dziwna sytuacja która zaszła dzisiaj zmusiła mnie do podzielenia się na blogu przemyśleniami jak też chęcią poznania Waszego zdania. Zacznę od początku. Jakieś 11 (słownie: jedenaście) lat temu został zbudowany mój dom. Tyle z tamtych lat. Dzisiaj jest tylko parter w pełni odremontowany i do użytku zimowego. Z racji tego, że jeszcze zimne dni nie nastały, muszę mieszkać w pokoju z jedną lampką podłączaną do kontaktu, bez równej podłogi, nie domykającym się oknem i cienkimi ścianami. Obok tego pokoju jest drógi, mojego brata. Poza tym, że ma dobre okno to jeszcze ma kaloryfer pod nim. Na zime jest on wyłączany. Brat ostatnio zaczął mieszkać u swojej dziewczyny (fuuuj). Przejdźmy do szczegółów dzisiejszego dnia. Siedzę sobie z dziewczyną jakieś pół godziny temu w tym cieplejszym pokoju, a moja mama wchodzi i mówi mniej więcej tak: ''Jescze raz będziesz takie cyrki odstawiał to się wyprowadzisz!!!'' ocb? Ja tylko spałem. Po chwili wyzywań powiedziała w końcu o co jej chodziło. W nocy (koło pierwszej) poszedłem na dół do suteryny i wyłączyłem światło, potem włączyłem na klatce schodowej i poszedłem do pokoju. Opowiadała dalej, że po chwili z mojego pokoju a dokładniej z podłogi (dodam, że rodziców sypialnia znajduje się pod moim pokojem), czyli na ich suficie zaczął dobiegać głos drapania. Po dziesięciu minutach poszła z zapalniczką ze światełkiem do mojego pokoju. Ja, całkowicie po ciemku, kucałem na podłodze, gdzie położony był prowizoryczny dywan i drapałem jedną ręką dywan. Mówiła, że trwało to jeszcze prawie pół godziny. Wyobraście sobie, że zaglądacie do pokoju a tam ktoś z rodziny drapie w dywan. Świecicie na niego, a on nawet nie drgnie. Horror. Od razu mówie, że przez tydzień tam nie wróce. Mama pyta się czego się boje? Wie, że ja wiem, że duchy nie istnieją. Ja odpowiadam: ''Bardziej od duchów można bać się tylko ludzi''. Kto widział zakończenie kinowe ''Paranormal Activity'' ten wie o co mi chodzi. Do tego wszystkiego dodam, że mam 19 lat Mam nadzieję, że wy też macie jakieś swoje słabości związane z ciemnością albo tym co się w niej znajduje. Zapraszam do komentowania.
  14. Uuuuu Tenacious D. Film oglądałem chyba z milion razy