-
Zawartość
124 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Sabi
-
Nieznani, a szkoda: Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę
wpis blogu skomentował Sabi Qbuś w A idź pan w pyry
Nie powiedziałbym, żeby to była produkcja nieznana, skoro co i rusz podczas czytania czegoś o filmach, ktoś przypomina mi ten tytuł. Niezły, faktycznie. -
Armored Core 4 - i wystarczy. Nawet jeżeli nie umywa się do Last Raven, dalej pozostaje niedościgniona.
-
@killer007 Bo tak jest. Nie oglądałeś do końca?
-
Po co sa wogole "Promowane Blogi"?
wpis blogu skomentował Sabi Chmielok w Śladowe ilości orzechów arachidowych
Generalnie wynika to z faktu, iż CzytelNICK, delikatnie rzecz ujmując, nie lubi, jak ktoś się z nim nie zgadza (vide komentarze do wpisów o Dragon Age czy Star Treck'u). Nie powiem, niekiedy celnie wytyka wady/zalety i stawia sensowne twierdzenia, ale... W każdym razie na ewentualne przeprosiny nie masz co liczyć. A Ty raczej tego również nie zrobisz (i słusznie zresztą), więc mamy tu sytuację patową. Puść w niepamięć, jako gentleman :] @Matrix ale z drugiej strony zauważ, że o ile sam autor może mieć gdzieś opinie czytających, to oni sami mają święte prawo do wyrażenia własnego zdania. Sam już wielokrotnie (poza cda, oczywiście) spotykałem się z opinią "nie podoba się, to wypad" i odpowiedź na to jest prosta i za każdym razem jednakowa - albo człowiek zakłada bloga/stronę na jakimś zapomnianym serwerze i daje namiary garstce osób, co do których będzie mieć pewność, że skomentują, jak trzeba, albo stawia toto na serwerze publicznym (protip: czyli do wglądu dla wszystkich) i liczy się z najróżniejszymi opiniami, tak pochlebnymi, jak i krytykującymi. Po prostu. Inaczej się nie da. -
Jakby tu nie patrzeć, DS posiada w swojej bibliotece gier pozycje także dla bardziej dorosłego odbiorcy, wbrew obiegowej opinii, podtrzymywanej zresztą przez większość czasopism, wymieniających wciąż Zeldy, Laytony i ?Brain Train Games?, a od święta GTA i Advance Wars. Jako kilkuletni posiadacz tej małej konsolki, stanowczo muszę zaprotestować przeciwko traktowaniu mojego maleństwa w taki sposób, chociażby poprzez zaprezentowania swojej listy rekomendowanych gier. Co ciekawe, okazuje się, że gdyby nie bariera językowa, główną siłą NDS?a byłby by jRPGi ? tych jest na tą platformę od groma i trochę. Inna sprawa, że ? występuje jedynie w języku japońskim, a wydawcy nie bardzo sprawę ułatwiają, wypełniając sklepy raczej produkcjami typu ?My Imagine Figure Skater?. Niestety. Ponadto, tego typu zestawienia są chyba drugim najpopularniejszym tematem na blogach (zaraz po narzekaniach), więc grzechem byłoby samemu czegoś takiego nie zamieścić. A jeżeli ktoś dzięki temu znajdzie sobie rozrywkę na następne tygodnie/miesiące ? to bardzo mi miło. Drobna uwaga - gry wymieniane są nie w formie jakiejś Top Listy, a w luźnej kolejności. Większość screenów pochodzić będzie z serwisu gamespot.com , za co zainteresowani zapewne niespecjalnie się obrażą (jeżeli akurat uda im się zauważyć hotlinka czy dwa?). Parę gier ma jedynie linki do obrazków, zamiast nich samych - ograniczenie ich liczby na jeden wpis, niestety. ///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////// 1) The Dark Spire To jak, tęskni ktoś za (do bólu) klasycznym RPGiem? Po nocach marzysz o bieganiu po ciemnych lochach, szlachtowaniu potworów i podbijaniu doświadczenia? Nie lubisz, gdy gra prowadzi Cię za rączkę? To trafiłeś na odpowiednią pozycję. Dark Spire potrafi być naprawdę bezlitosne, oferując w zamian odpowiednio mroczne zakamarki do zwiedzenia i old-shool?owe mechanizmy. Dość powiedzieć, że takie np. tworzenie postaci związane jest z koniecznością? rzucania kośćmi. Ponadto, specjalnie dla wszystkich miłośników gier starej daty, istnieje możliwość przełączenia się na pewien specyficzny styl graficzny, jak żywo przypominający pierwsze wydawane RPGi. A wciąga? Jak cholera! 2) Advance Wars: Days of Ruin Nie, nie jest tak, jak twierdzą niektóre czasopisma ? Dual Strike, w porównaniu do pozostałych gier w serii, jest najwyżej średni. Kolejne ciężkie jednostki, wystawiane raz na ruski rok, kolejni CO, których nawet nie chciało się niektórym sprawdzać, nietrafione mechanizmy (tytułowe ?podwójne uderzenie?), etc. Days of Ruin, to już zupełnie inna sprawa ? prawdopodobnie najlepiej zbalansowana część, na powrót wprowadzająca dynamikę do starć, mocno zmieniony system dowódców (nie dość, że z mocno osłabionymi ?mocami?, to jeszcze oddziałującymi jedynie na określone typy jednostek i to tylko w swoim pobliżu), kompletnie nowy świat z wyśmienitą historią i post-apokaliptyczną otoczką. W to naprawdę chce się grać! Nawet jeżeli jesteś kompletnie zielony/a w serii, istnieje spora szansa, że zakochasz się w Days of Ruin. Poczynione zmiany sprawiają, że cała seria naprawdę zasługuje na tytuł ?szachów nowej generacji?. http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen001.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen007.jpg 3) Etrian Odyssey I/II/III O pierwszej części zdarzyło mi się już pisać, dodam więc jedynie, że mimo lepszego zbalansowania klas i dużej liczby usprawniających grę poprawek, najlepiej jest jednak zacząć od części pierwszej. Raz, że trzeba by się odzwyczajać od pewnych ułatwień, a dwa? cóż, ?jedynka? miała w sobie pewną magię, którą nie do końca udało się przeszczepić na kontynuację. Wciąż jednak wizyta w 4 Sanctrum w II i w 5 lub 3 w I, to przeżycia, których się nie zapomina. Szczególnie, jeśli jest się miłośnikiem tak zwanego ?klimatu? w grach. W tej chwili społeczność fanów z zapartym tchem oczekuje premiery części trzeciej w USA (wrzesień 2010, o Europie na razie ani słowa), a w niej: kilka labiryntów do wyboru, zamiast jednego, eksploracja mórz, całkowicie przebudowany zestaw profesji, sub-klasy i wiele, wiele innych. Zdecydowanie JEST na co czekać. <a href="http://www.intothelabyrinth.net/etrianodyssey3/index.php" rel="nofollow" target="_blank">http://www.intothelabyrinth.net/etrianodyssey3/index.php</a> http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen002.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen004.jpg 4) Knights In the Nightmare Gra studia Sting, a więc tych samych od Yggdra Union I Riviera: The Promised Land ? co zwiastuje raczej nietypowe mechanizmy rozgrywki. I rzeczywiście ? nie na co dzień dowodzi się nie jednostkami, a raczej ich duchami, objawiającymi się w świecie gry za pomocą określonych przedmiotów. Sterując za pomocą rysika duchem głównego bohatera (występującym pod postacią ognika), przekazujesz bronie, wyzwalasz ataki i omijasz różnego rodzaju ?pociski? i inne przeszkody umieszczane przez przeciwników (to się nazywa bodajże ?bulle hell?). Każde zderzenie czy wykonana akcja kosztuje cenny czas ? on oraz energia życiowa utrzymująca duchy w tym świecie są jedynymi zasobami, z jakimi musisz się liczyć. Skomplikowane? Dość powiedzieć, że tutorial trwa ponad godzinę. Brzmi to idiotycznie na papierze, ale w grze sprawdza się to więcej niż dobrze. Gra naprawdę potrafi wciągnąć, nie tylko dzięki absorbującym walkom czy naprawdę świetnej historii (poznawanej głównie poprzez ?flashbacki? poległych), ale przede wszystkim dzięki fenomenalnemu klimatowi. Świat przedstawiony, wiecznie opustoszały, zasnuty we mgle ? lasy, rozpadające się wioski, monumentalne mury zamków ? naprawdę przypomina koszmar. Granie przy wyłączonym lub słabym świetle, jeszcze podczas deszczu, to coś, co po prosu TRZEBA przeżyć. Są tacy, którzy twierdzą, że KitN jest najlepszą grą dostępną na DS?a. I być może mają rację. Funfact: Zbliża się premiera wersji pod PSP ? osobiście nie mam pojęcia, jak można przenieść sterowanie rysikiem i dwa ekrany na tą konsolkę, ale o tym przyjdzie się dopiero przekonać. 5) Disgaea DS Być fanem ?taktycznych? jRPGów i nie znać serii Disgaea ? to po prostu wstyd. Dla tych, którzy nie trzymali jeszcze w rękach żadnej z konsol Sony, a stawiali raczej na Big N, pojawiła się okazja do nadrobienia zaległości. Bo tak właściwie ? który inny jRPG pozwala na wywindowanie postaci nie tyle ponad poziom 100, ale i 1000 (!) aż do 9999 (!!)? Który zapewnia wyzwania na całym przedziale tej długości? Dodatkowe mapy, bossowie, postacie spoza trybu fabularnego czy wreszcie nietypowy sposób podnoszenia statystyk przedmiotów poprzez? wchodzenie do niego i zwiedzanie kolejnych, losowo generowanych pięter Item World?a i oczyszczanie ich z przeciwników? A tak przy okazji ? to także naprawdę dobra historia nie nachalnie pokazująca, że nawet najgorsi mogą dostąpić odkupienia, a nawet ?najświętsi? upaść na dno ? jeżeli tylko chcą. Osobiście przyznam się, że Disgaea przypomniała mi, co znaczy grać tak długo, dopóki ból w palcach nie pozwoli na więcej. Ale to był dobry ból. Wersja pod DS?a jest właściwie lekko wzbogaconym remake?iem z PSP, a więc umożliwiającym dołączenie do drużyny Rozy i Adell?a, zwiedzenie paru nowych map, spróbowanie swych sił w ?Etna mode? (czyli co by było, gdyby Etna jednak nacisnęła za spust w początkowej scenie budzenia Księcia), oraz, specjalnie dla właścicieli DS?a ? wzbogacenie squadu o słodziutką Plenair (tak, tą Plenair) oraz posłuchanie komentarzy Prinny dotyczących aktualnych wydarzeń (dood!). http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen007.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen013.jpg 6) 7th Dragon Na dobrą sprawę, ?duchowy następca? opisywanego Etrian Odyssey, a przy okazji, naprawdę dobry jRPG, nawet, jeżeli początkowo fabuła na to nie wskazuje ? proste zabicie w prologu przez drużynę gracza pewnej bestii na zlecenie lokalnej społeczności rozpętuje katastrofę, spychając gatunek ludzki na krawędź zagłady ? świat przezywa inwazję smoków, rozpylających ze sobą dziwne, przypominające kwiaty rośliny, będące częścią ich naturalnego środowiska, a jednocześnie toksyczne dla ludzi. Jak się potem okazuje, świat przedstawiony nie jest pierwszym, który doświadczył takiej inwazji ? ale może być ostatnim, jeżeli Twoja drużyna podoła zadaniu. Sama gra wyróżnia się nadzwyczaj rozbudowanym rozwojem postaci ? każda posiada własne, bogate drzewko umiejętności pasywnych i aktywnych, rozwijanych za pomocą punktów przyznawanych podczas awansu na wyższy poziom. Ponadto, wiele z nich wymaga do działania współpracy pozostałych członków drużyny, dając pole do popisu wszystkim lubiącym poświęcać godziny na tworzenie ?drużyn/build?u idealnego?, a następnie sprawdzeniu ich w akcji przeciwko różnym gatunkom smoków, podczas walk rozgrywanych w turach. Jakiś minus? Jeden, niestety olbrzymi ? gra jest w całości w języku japońskim. Zainteresowanie graczy jest spore, szły nawet petycje do Segi ? nieskuteczne. Bóg raczy wiedzieć, czemu Sega wolała wydać taki np. Phantasy Star 0 czy crapowatego Sonic?a, zamiast tego małego cudeńka. Zainteresowanym pozostaje jedynie różne Wiki? i częściowo (niewiele, ale zawsze coś) tłumaczący patch z GBAtemp (For pirates, yarrr! Dlaczego ?pół-legal? ma lepiej? Pojęcia nie mam?). http://7thdragon.wikidot.com/ 7) Valkyrie Profile: Covenant of the Plume Ci, którzy mieli już do czynienia czy to z VP na PSX?a, czy remake na PSP, wiedzą, czego mogą się spodziewać ? dynamicznej gry RPG, tym razem w formie nie ?platformówki?, a gry strategicznej, ale wciąż z maksymalnie 4 postaciami w drużynie i ręcznie wprowadzanymi atakami. Historia jest raczej przygnębiająca, a bohater w paru recenzjach przyrównywany był do emo ? z tym, że dzisiejszy emo raczej siedziałby w kacie i cicho popłakiwał, zamiast wyrąbywać sobie mieczem drogę do celu, którym jest znana nam walkiria Lenneth, którą młody Wylfred obwinia za śmierć swojego ojca (myślenie naiwne, ale co tam?). Ważnym elementem gry jest tytułowe Pióro, pozostawione przez Lenneth, a splugawione przez Hel, służące Wylfred?owi za źródło mocy, wymaga jednak nieustannego ?karmienia? okrucieństwem i brakiem litości (głównie poprzez zadawanie obrażeń dużo większych, niż jest to wymagane). Pozwala ono dodatkowo na czas jednej bitwy ?wzmocnić? jednego z podkomendnych, czyniąc z niego/niej niepokonaną maszynę do zabijania, bez problemu roznoszącą w pył każdego na swojej drodze?. za cenę swojego życia. Pod koniec bitwy postać ta umiera permanentnie, a Wyl uzyskuje dodatkowe umiejętności, w zależności od ?użytego? sojusznika. Walki w grze są czasami naprawdę trudne, a towarzysząca bohaterowi wysłannika Hel nieustannie sugeruje jego użycie. Trzeba więc zdecydować, czy starać się przezwyciężyć trudności i dotrzeć do prawdy, czy też zatracić się w zemście, by w końcu stanąć naprzeciw znienawidzonej walkirii, niezwykle potężny? ale i zupełnie sam. Prywatnie uważam Covenant of the Plume za wartościowe uzupełnienie serii i jedną z najlepszych gier na DS?a. I nie jest to wyłącznie moje zdanie. http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen001.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen002.jpg Luminous Arc 2 Część pierwsza była sympatycznym, nie-taktycznym jRPGiem, z ciepłymi postaciami i ?lekko? obrazoburczą fabułą, ale nie oferowała zbyt rozbudowanej rozgrywki. Część druga nie jest z nią powiązana fabularnie, a ponadto samą grę mocno wzbogaca (o lokacje i questy poboczne, ukryty ekwipunek i postacie dodatkowe, wpływ czynników zewnętrznych na atak i obrażenia, etc), na tyle, by naprawdę chciało się grać dalej. Początkowo celem jest po prostu powstrzymanie pewnej zbuntowanej wiedźmy, ale z biegiem czasu wyjdzie na jaw prawdziwe zagrożenie? Ale co to dla naszej drużyny, składającej się głównie z młodziutkich dziewczątek (i okazjonalnie paru przedstawicieli płci brzydkiej)? Gra jednak dalej nie jest dla każdego, ze względu na kosmiczne wręcz ilości fan serwisu. Ot, dla przykładu, wzmacnianie głównego bohatera na czas walki odbywa się poprzez ?łączenie się? z jedną z wiedźm, a nazwane ?engagement? i prezentujące na chwilę ?wybrankę? w ślicznej sukni ślubnej ? (A tak poza tym, to wątku romantycznego jest raczej niewiele). Miłośnicy anime pewnie będą grą zachwyceni, reszta może sobie odpuścić. A i byłbym zapomniał o dużej ilości piersi. Piersi małych, piersi dużych, piersi okrągłych, gruszkowatych, w kształcie cytryny, odkrytych piersi, piersi, piersi, piersi, piersi?. http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen001.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen002.jpg (wspomnianego wyżej elementu nie uwzględniono) 9) Suikoden Tierkreis jRPG raczej klasyczny, za to oferujący ciekawą historię, 108 postaci do dołączenia i naprawdę piękne widoki (dwuwymiarowe, przy trójwymiarowych postaciach). Można zagrać nawet i dla samych lokacji, które są prześliczne i bogate w szczegóły (1 i 2). Odkrywanie świata przedstawionego potrafi być naprawdę wciągające. Fani poprzednich gier z serii (Tierkreis nie jest powiązany fabularnie) mogą narzekać, cała reszta będzie się świetnie bawiła. Z wydaniem angielskojęzycznym związany jest jeden problem ? voice acting. Ten jest po prostu koszmarny - gł. bohater brzmi, jakby cierpiał na ostrą odmianę ADHD. I znowu, ?pół legal? ma łatwiej, bo po prostu wgrywa sobie patcha? A reszta? Ciężkie jest życie człowieka uczciwego. http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen004.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen016.jpg 10) Summon Night: Twin Edge Po pierwsze ? to nie jest to gra ?na poważnie?. Wyobraźcie sobie Hack?n?Slasha, ale bardzo moe ? radosne, ciepłe postacie, duże oczka i przyjemna atmosfera razem z całkiem rozbudowanym drzewkiem umiejętności i dużą ilością przedmiotów do zebrania, oraz przemyślanym, wygodnym sterowaniem. Gra się naprawdę przyjemnie, ale od ilości słodyczy można się nabawić próchnicy? Każdy wielbiciel anime ma w sobie coś z małej dziewczynki, więc dlaczego by nie dać jej trochę poszaleć, by potem z optymizmem spojrzeć na świat? http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen011.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen012.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen009.jpg http://image.gamespotcdn.net/gamespot/imag...90screen010.jpg A w następnym odcinku, między innymi: Rune Factory, Hotel Dusk, Front Mission i Metroid. Stay tuned!
-
No i stało się. Po paru miesiącach ?za i przeciw?, na biurku wylądowała paczuszka zawierająca używane PSP. Moja, nawiasem mówiąc, trzecia przygoda z Allegro i pierwsza, kiedy przesyłka zawierała dokładnie to, co opisał autor (poprzednie dwie zawierały piraty zamiast wersji oryginalnych gier, przy czym poprzedni właściciel jednej nie widział żadnego problemu). Pewnie, mogłem iść za radą /v/ i czekać na 3DS, ale z drugiej strony ? wakacje to trochę za mało biorąc pod uwagę listę gier, które czekają na przejście, a dzięki płatnym praktykom na Politechnice w sierpniu, pieniędzy chwilowo nie powinno zabraknąć. Chwila moment ? ktoś może pamiętać moje ?anty-konsolowe? komentarze pod newsami i zakrzyknąć w tym momencie ?Zaraz, to publicznie na X-klocki i Play ?no geamz? Station 3 sobaczysz , a prywatnie to diabelskie nasienie w domu chowasz?! Czyś bracie nie jesteś hipokrytą?? I tak, i nie ? jakby to nie patrzeć, konsole przenośne to całkiem inna działka niż stacjonarne ? siłą rzeczy produkcji PC nie podbierają. Nagle przecież nie sprawią, że zapomnę o swoim ukochanym PieCyku, którego nie wezmę pod pachę i nie zatargam na wykład, ale też nie zastąpią tych emocjonujących meczy sieciowych, z klawiaturą i dobrą myszką w ręce. Powód podobny, jak w przypadku właścicieli dobrych aparatów fotograficznych, którzy nie pozbędą się ich tylko dlatego, że stali się posiadaczami telefonów z czułą kamerą. Co zaś się tyczy gier pod PSP ? na pierwszy ogień idzie Class of Heroes ? bo w końcu od czego innego może zacząć oddany fan serii Etrian Odyssey na DS?a, jak nie od kolejnego ?dungeon crawlera?? Wspomnienia wracają, co? Crawlera, trzeba dodać raczej trudnego na początek, bo gra jest skąpa w udzielaniu informacji, a w Internecie brakuje poradników na jej temat - gamefaq.com ma jedynie opisy klas i questów, co musi wystarczyć. Dodatkowo odniosłem wrażenie, że sama gra mnie nie lubi ? a to przy tworzeniu postaci losują się same niskie współczynniki, a to któryś już raz w pierwszym, treningowym lochu trafia mi się potwór, który zdecydowanie nie powinien się tam znaleźć, a kładący całą drużynę jednym machnięciem, a to łotrzyk znowu nie poradził sobie z pułapką w skrzyni i w środku lochu cały skład został momentalnie otruty? Z drugiej strony ? może to sprawia, że nie mogę się od niej oderwać? Miła odmiana od tych wszystkich nowych gier, prowadzących za rączkę. Wielka szkoda, że kolejne dwie części prawdopodobnie nigdy nie ukażą się po angielsku. Tak więc, miło mi się pochwalić, iż moje ?wyposażenie przenośne? w osobie Nintendo DS, zostało uzupełnione o PSP Sony. Przynajmniej pozwala mi to na chwilowe oderwanie się od sporu fanów obu urządzeń, skoro teraz mam obie. A biorąc pod uwagę ich biblioteki gier i cenę ? wychodzi to nawet taniej niż jeden X-klocek/PS3, a ile radochy! Bo chyba o to chodzi, prawda?
-
Eh, przypomniałeś mi ten ból, kiedy zlikwidowano mi osiedlową kablówkę, a w zamian dano Aster City... ale w wersji "podstawowej" - Jedynka i słabo odbierana Dwójka (i to w wieku 8/9 lat, eh...). Ale szczęśliwie "Niebezpieczne Dinozaury" (pod taką nazwą to pamiętam), "Superpsa" i "Motomyszy" zdążyłem poznać :] "Kapitana Planetę" dla odmiany serwował w poranki TVN, zanim przerzucił się na puszczanie seriali własnej produkcji (szły też wtedy Marvelowskie produkcje pokroju "Fantastycznej Czwórki" i "Iron Man'a"). Był kiedyś też jeden serial o jakiś małpach w kosmosie, ale nie pamietam tytułu... A co będą oglądać nasze dzieci? Bo jak się teraz patrzy po kanałach z kreskówkami, to płakać się chce. Albo mutacje "Szkolnego Musical'u" (każdy jeden bohater/ka wygląda identycznie...) albo jakieś amerykańskie produkcje bez cienia humoru. A i jeszcze od siebie dodam, że Samurai Pizza Cats generalnie parodiowały poszczególne gatunki anime i wychodziło im to nad wyraz dobrze. Ale do tego trzeba było jednak znać te parę "typowych" produkcji, niestety.
-
Widzisz, jej zachowanie, "przypuszczenia", jak to określiłeś, wynikały zapewne z tego, co wpoiły jej "koleżanki". Z tego, co napisałeś, wynika, iż macie zupełnie odmienne podejście do czegoś takiego, jak związek. Ty dajesz do zrozumienia, że szukasz czegoś głębszego, poważnego - nie wiem, w jakim jesteś wieku, więc ciężko mi dokładniej oceniać. Z nią sprawa jest odrobinę bardziej skomplikowana - na mój gust, raczej "próbuje" sytuację. Może do tej pory spotykała się jedynie z "przedmiotowym" i niedojrzałym traktowaniem i jest zaskoczona, że Ty postępujesz odmiennie. Może nagle otworzyły się przed nią możliwości wykraczające poza to, o czym jej koleżanki czytają w Bravo czy innym śmieciu - i po prostu jest całą sytuacją przerażona. To dobrze, że chcesz z nią porozmawiać osobiście, nie telefonicznie. Rozmowy zawsze mają duże znaczenie w budowaniu relacji. Tak jak mówiłem - ciężko mi oceniać, ale postaraj się być wyrozumiały. Może naprawdę boi się, że to wszystko ją przerasta. Jeżeli tak - bądź dla niej oparciem. O to chyba chodzi w "związku dwojga ludzi", nie?
-
Wybacz, ale każda kolejna "rewelacja" w twoim wykonaniu, wypada coraz gorzej... Może jednak wypadałoby sobie odpuścić i wrócić do normalnych tematów?
-
Każdy jeden, kto zaczyna, nie wie, na co mu to, a potem i tak ciągnie... :]
-
W końcu, już się bałem, że czasopisma komputerowe się nie ostały, a tu taka miła niespodzianka... :] (uprzedzając pytanie - CDA jest konsolowe... i będzie tak długo, jak gry multiplatformowe będą recenzowane wyłącznie na konsolach).
-
Pytanie tylko, czy ten nowy Play to czasopismo o grach komputerowych, czy dla Pc i konsol (czyli tak naprawdę tylko dla konsolowców)? Bo coś ostatnio nigdzie nie widzę już pozycji poświęconych grom komputerowym...
-
Protip: na telewizorze nawet pierwszy Half-Life wygląda lepiej niż Crisis. Sprawdzone. Btw: PS3 HAS NO GAMES
-
Już miałem maila słać do CDA w tej sprawie, ale mnie uprzedziłeś :] Miło, że ktoś jeszcze to zauważył.
-
Od razu pragnąłbym uprzedzić, że to, co tu możecie przeczytać, jest wielce obraźliwe, trącające o wrażliwe tematy i całkowicie niepoprawne politycznie. Może (i musi) wywoływać oburzenie. Jeżeli tego typu wpisy są zabronione ? bardzo prosiłbym moderację o zwrócenie mi uwagi ? usunę. To pewne osobiste przemyślenia, które być może powinienem był zachować dla siebie. Dlatego też, cokolwiek napiszecie w ewentualnych komentarzach ? nie będę z tym się spierał. Dziękuję. Już tak jest ? nasłucha się wypowiedzi o godności i prawach człowieka w kontekście ?newsów?, przeczyta się 100 i jeden opinii na temat tego, czy możliwość wyboru rodzaju śmierci jest cechą każdego nowoczesnego państwa, a ludzkość jest ni więcej, ni mniej, jeno rakiem toczącym tą wspaniałą planetę, dopóki nie pojawił się ON (lub ONA), a tak naprawdę to nawet trochę wcześniej (nie słuchaliście rewelacji Zielonych? Dinozaury padły przez efekt cieplarniany, a, jak głosił mój dawny podręcznik licealny z geografii ?wraz z pojawieniem się człowieka rozpoczął się powolny proces degradacji środowiska naturalnego?). Trwa to dzień czy dwa, pojawiając się raz na określony czas. Naiwnie myślałem, że mam z tym jeszcze z tydzień czy dwa spokoju. Aż tu nagle ta nieszczęsna sroka? Nie wiem, jak to wygląda w innych miastach, ale w Warszawie miałem okazję podziwiać od czasu do czasu pewien plakat, który można obejrzeć, ot choćby tutaj: http://www.jestemnaptak.pl/ Wiecie, to był dla mnie pewien szok. Tyle lat chodziłem do szkoły, a tu nagle taka rewelacja ? sroka należy do rodziny człekokształtnych. Mocno podenerwowany o swoją wiedzę, szybko przeleciałem się po błogosławionej Wikipedii, która na szczęście potwierdziła moją dotychczasową edukację. Świetnie, więc kości pneumatyczne, dziób i parę innych usprawnień to generalnie detale, ale wystarczające, aby nie pomylić pana Zdzisia spod 14tki z gawronem. Skoro najprostsze możliwe rozwiązanie odpadło na starcie (a pamiętajcie, żeby ZAWSZE sprawdzać najpierw rozwiązania najprostsze ? zabójczo skuteczne w przypadku reklam i kampanii społecznych), trzeba się wziąć za te mniej oczywiste. A więc sroka jest także człowiekiem, tyle, że nie fizycznie, co już ustaliliśmy, a jeno duchowo. Świetnie, tyle, że chociaż nie widuję srok zbyt często, to nie przypominam sobie, aby jej oczka nosiły znamiona myśli inteligentnej, ani myśli w ogóle. Ale może jednak zbyt słabo się przyglądam, może pan (lub pani) ornitolog badająca ten gatunek nie raz już widziała sroki udające się na mecze piłki dziobowej (?), pomagające starym wróblom przechodzić na drugą gałąź albo urządzające parady równości dla srok nie wykazujących chęci do zbierania błyskotek (a preferujących obiekty czarne i matowe). Jestem jedynie biednym, średnio rozgarniętym studentem fizyki, więc gdzie mi do tego? A może jednak zabrałem się do tego od złej strony? Czy zadałem sobie pytanie o to, czym w ogóle jest człowiek? Co takiego odróżnia nas od reszty zwierząt (wszak człowiek to też pewne odnóże ewolucyjne naczelnych), jeżeli w ogóle? Na pewno nie są to cechy wymienione wcześniej, skoro mimo niezdolności srok do wykonywania tak skomplikowanych czynności, dalej otrzymały one status człowieka. To może emocje? Czy komuś udało się nagrać kiedyś sroki dyskutujące o polityce? Czy gazety (srocze) cytowały kiedyś ?ten ptak już nikomu piór nie wyrwie?? Jednak nie. Powiedzmy sobie szczerze ? sroka to siłą rzeczy ptak, zwierzę pozbawione uczuć wyższych, znające jedynie podstawowy strach, wykonujące pewne ?wkodowane? czynności zapewniające jej przetrwanie i powołanie do życia kolejnego pokolenia małych sroczątek. Człowiek siłą rzeczy wykonuje niby to samo, z pewną małą różnicą, bo przecież nie sposób znaleźć srok tnących się żyletkami, chodzących na koncerty, czy chociaż bazgrających po piachu pazurem. Tak jakby my dysponujemy chłodnym rozumem, a na dodatek czymś więcej ? duszą. Rozumianą na wiele sposobów, inaczej przez wierzących, inaczej przez negujących aspekty duchowe ? ale wciąż czymś, co pozwala nam tworzyć, radować się, przeżywać coś na głębszy sposób, czy chociaż uśmiechnąć się do partnera (lub partnerki) po akcie zbliżenia. Tu się wkrada pewien zgrzyt, bowiem, chociaż niewątpliwie odczuwamy jej istnienie, to nie jesteśmy w stanie tego udowodnić w sposób naukowy. Dalej nasze narządy wewnętrzne są jedynie zmodyfikowaną wersją tych samych występujących u innych ssaków, nasze serca dalej pompują krew a żołądki trawią. Bez tych rewelacji naprawdę nie sposób odróżnić nas od takiej sarny czy niedźwiedzia. I tu wkraczają różni znawcy, twierdzący, że można dzięki temu bez żadnych przeszkód uśmiercać płody, a starszych i schorowanych namawiać na skrócenie cierpień, choćby przez powolne uduszenie, choć oczywiście za drobną opłatą można po prostu usnąć i więcej się już nie obudzić. Przecież ten mały ?przedczłowiek? to jedynie pasożyt, bez żadnych co bardziej rozwiniętych myśli, galaretowane coś, nie potrafiące żyć poza ciepłym organizmem ?matki?. Przeszkadza ? to ?usunąć?, a z resztek, powiedzmy, przygotować kosmetyki, albo wykorzystać do badań. Gdzieś to już słyszałem, wiecie? Czy aby nie P.K.Dick opisał już czegoś takiego? Oczywiście, reakcje chemiczne zachodzące w głowie takiego malucha są identyczne z tymi u takiego światłego profesora, więc skąd w takim razie awantury o morderców? Przecież to to samo, co ukręcenie łebka psu? albo sroce. Skoro już więc zostaliśmy poinformowani o tym, czym w końcu jest ten człowiek ? pasożytem, kolejnym zwierzakiem, etc ? to dlaczego dalej upieramy się przy ?człowieczeństwie? sroki? A może sroce przysługuje jego ?lepsza? wersja? Sroka też człowiek ? chrońmy sroki przed śmiercią. Człowiek też śmieć ? nie miejmy oporów przez zabijaniem, bo jest to naszym prawem, a prawem ofiar jest śmierć. I gdzie tu sens i logika?
-
Mówisz, że niemiecki na 5 to słabiutko, a z matematyki masz 1? TO jest dopiero "słabiutko"! Przed matematyką (i programowaniem) nie ma ucieczki na wyższych poziomach edukcji :]
-
"Gra jest zła, bo tak". Nie ma to jak porządne uzasadnienie, nie? Holy shat, me has been trolled :[
-
@Qrowsky, widzisz - katolicy nie kursują od domów do domów, nie ględzą o końcu świata, nie wciskają durnowatych ulotek i nie narzucają się jak wariaci. Skąd niby się wzięło "nachodzi jak jehowici"? Ponadto ich "wiara" jest koślawa i nie trzyma się kupy - już nie raz przegoniłem paru po prostu zadając proste pytania o kwestie duszy czy zbawienia (najpierw było o duszy nieśmiertelnej, potem nagle jej nie było, a pod koniec rozmowy wróciła. Kiedy zwróciłem któremuś uwagę na te rozbieżności, nie potrafił dojść do słowa...). A ich herezje oczywiście mogą być głoszone - a my mamy takie samo prawo im się przeciwstawiać. Jeżeli uważasz, że wiara katolicka jest "bardzo podobna" do tej Jehowitów, to znaczy, że sam jesteś pod tym względem słabo wyedukowany. I jeszcze jedna sprawa - czepiasz się, że ktoś "obraził wyznanie", a co i rusz obrażasz i mieszasz z gnojem moje. Cytując: "więc stałeś się dla mnie synonimem przykładnego hipokryty (i idioty), <3.". Happy? ////////////// Jeszcze coś na temat tego, czy są "heretykami" czy "sektą". Ciężko powiedzieć, czy są heretykami, bowiem nie można ich nawet nazwać chrześcijanami - nie wierzą w Bóstwo i Zmartwychwstanie Chrystusa, odrzucają tajemnicę Trójcy Świętej, a Pismo Święte nie jest dla nich Słowem Bożym. Co ciekawe, sami uważają siebie za chrześcijan, niektórzy mogą wam nawet powiedzieć, iż są "kontynuatorami" ruchu protestanckiego. Posługują się własną, dosłownie tłumaczoną wersją Pisma Świętego, dodatkowo poprawianą, aby bardziej pasowała do ich doktryny, np: 1) W Ewangelii wg. Św. Jana (1,1) - zamiast "..i Słowo było Bogiem" mają "I slowo było Boże". 2) Mateusz 25,46: zamiast "..i pójdą ci na wieczną mękę" jest "i pójdą ci na wieczne umniejszenie". 3) Też z Mateusza - zamiast "to jest Ciało moje" mają "to oznacza ciało moje". Teraz muszę kończyć, ale dodam co nieco (edytując), jak wrócę.
-
Jednemu kiedyś, po tym jak kolejny raz (tak trudno zapamietać, żeby nie podchodzić codziennie rano i wieczorem do tego samego gościa?) poprosił o "grosze na coś ciepłego do zjedzenia" to mu postawiłem flaki w barze obok. "-Są flaki? - Są! - No to jeden talerz temu panu!". Czy zjadł to nie wiem (poszedłem dalej), ale się nie pojawił więcej. Ciekawe.
-
1. ?wywołać u siebie stan silnego pobudzenia nerwowego, uczuciowego, radosnego ożywienia?
2. ?wpaść w stan ożywienia?
3. ?zostać pobudzonym zmysłowo, seksualnie?
4. ?podniecić wzajemnie jeden drugiego?
(Przekopiowane ze słownika, wybacz, leń ze mnie.) Jak widać, nie dośc, że wiem, co to znaczy, to jeszcze znam także inne tego słowa znaczenia....
-
Ja tam tej dzisiejszej młodzieży nie do końca rozumiem, ale tyle chociaż wiem, że internet pozwala łatwiej się przełamywać. Są osoby, który tylko w ten sposób potrafią coś przekazać... W każdym razie powinieneś z nią porozmawiać na ten temat. Rozmowy z reguły pozwalają rozwiązać wiele konfliktów - taka czysta, pierwotna potrzeba kontaktu bezpośredniego. Nie zaszkodzi spróbować.
-
Jakby Cię miała gdzieś, to by machnęła ręką i powiedziała sobie "a cholera z nim, niech dalej robi z siebie strzęp człowieka, pies go ganiał". Ale nie, ona mówi Ci to prosto w twarz. W podtekście "Nie chcę, żebyś był pusty, żebyś marnował samego siebie. Zmień to, pracuj, dopóki jeszcze możesz". Uznała Cię za wartego poświęcenia tych paru chwil. A myślisz, że tak łatwo coś takiego powiedzieć? To gest jej dobrej woli, nie chęć "gnojenia". Widzi, że z Tobą jest źle i uznała, że to da się naprawić. Że jest w Tobie coś, co warto jeszcze ratować. Gdy jedziemy autobusem, tramwajem, idziemy ulicą, wokoło nas pełno jest ludzi, którzy na własne życzenie dają się przerabiać na szmaty. Ale do żadnego z nich nie wychodzimy z prośbą o zawrócenie z tej ścieżki, jak idziemy do przyjaciela, członka rodziny, osoby nam znanej. Do kogoś, na kimś nam zależy, kogo życie coś nas jednak obchodzi. Dopomóc, jak sobie radzić z "wygłupami", nie mogę - nie jestem specialistą, te przeczytane kilka kwartalników "Psychologii w szkole" nie wystarczy. Ale zapewne sam masz w szkole psychologa. Jaki by on nie był - zapytać warto. Albo rodziców. Da się zrobić, nie z takimi problemami sobie ludzie radzili.
-
Jak Ci "trochę odbija" to się nie dziw.... Widziałem w akcji wielokrotnie takich, którym "trochę odbijało" - robili z siebie idiotów, bełkotali, śmiali się jak osły, a wszystko to "dla szpanu". Wniosek? Jeżeli ktoś robi z siebie idiotę w towarzystkie, żeby go inni zapamietali, to oznacza to, że tak naprawdę nie ma sobą nic do zaprezentowania. I zdaje sobie z tego sprawę, starając się rozpaczliwie czym tą pustkę zapełnić. Nie jest "sobą", jak większość uważa, tylko prezentuje maskę - naklejone przebranie, puste w środku. Nawet jeżeli w Twoim przypadku tak nie jest (pomijając te narkotyki - najwyższy przejaw odchyłu i głupoty - nie obraź się, ale tak to właśnie wygląda), to zapewne dała Ci w ten sposób do zrozumienia, do czego to prowadzi. Może nie jesteś pusty, ale możesz się nim stać, do tego stopnia, że nie będzie co ratować. To duży dar, czegoś takiego nie przekazuje się pierwszej z brzegu osobie. Zależy wam na sobie, w większym lub mniejszym stopniu. Nie schrzań tego.
-
Pomożemy!!! (A kiedy Gierek zawołał po raz drugi "pomożecie"? Kiedy chciał wyjść z malucha...)
-
Jeżeli już mówimy o Akademii Pana Kleksa, to w dzieciństwie bałem się tego filmu jako całości. Wilki raczej średnio mnie ruszały, ale za to parę scen z taką jedną "żywą lalką" (Alojzy czy jakoś tak..) zapewniły mi traumę do końca życia... A książkę posłałem w kąt przy zakończeniu (koszmary o zamianie ludzi w przedmioty i podobne ciągnęły się przez spory okres czasu... a to rozkręcanie Alojzego na części..). Dziękuję panu Brzechwie za przeoranie mi psyche lepiej niż reklamówka filmu o klaunie-seryjnym mordercy (który wywołał fobię przed uśmiechniętymi, cukierkowatymi postaciami) i okładka jednej książki ze szkolnej biblioteki, a przedstawiająca pluszowego misia podżynającego gardło zabawce-robotowi (z krwią, oczywiście).
