Skocz do zawartości

Shihan_Yosuzu

Forumowicze
  • Zawartość

    124
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wpisy blogu napisane przez Shihan_Yosuzu

  1. Shihan_Yosuzu
    "O nierówności ludzi" - Czesław Miłosz
    To nieprawda, że jesteśmy mięso,
    które przez chwilę gada, tusza się, pożąda.
    Mylne są plaże z mrowiem obnażonych ciał
    I tłumy na ruchomych schodach metra.
    Na szczęście nie wiemy, kim jest ten człowiek obok.
    Może być bohaterem, świętym, geniuszem.
    Ponieważ równość ludzi jest urojeniem
    I kłamią tablice statystyk.
    Na mojej własnej potrzebie uwielbienia
    Opieram przekonanie o co dzień odnawianej hierarchii.
    Stąpam po ziemi chroniącej wybrane popioły,
    Choć nie będą trwać dłużej niż popioły innych.
    Przyznaję się do wdzięczności i podziwu,
    Ponieważ brak powodu, żeby wstydzić się szlachetnych uczuć.
    Obym okazał się godny wysokiej kompaniji,
    I szedł z nimi, niosąc połę królewskiego płaszcza.
    Czy wszyscy ludzie są sobie równi? Czy ta istota, która przechadza się tym samym chodnikiem, co my jest taka sama? Czy ten człowiek, który mówi do nas w telewizji nam podobny? Czy możemy stawać na tym samym piedestale, co inni? Z wiersza ?O nierówności ludzi? Czesława Miłosza wynika, że bynajmniej. W tym szesnasto ? wierszowym, pozbawionym rymów utworze podmiot liryczny, którego nomen omen możemy w tym konkretnym wypadku utożsamiać z autorem jasno daje do zrozumienia, że zjawisko równości między ludźmi jest niczym więcej niźli zwykłą ułudą:
    ?Ponieważ równość ludzi jest urojeniem
    i kłamią tablice statystyk?
    Trudno się z nim nie zgodzić z tymże twierdzeniem, szczególnie, gdy widzimy jak jest urządzony świat. Jak działa i jakie zależności w nim zachodzą. Przecież wciąż istnieje podział na klasy społeczne, choć nie mówi się o tym głośno. Od najwyższej siedzącej przy ?korycie? klasie rządzącej, przez wszelakich inwestorów, magnatów, przez przeciętnego Kowalskiego, aż po zwykłego, leżącego z przepicia żula w rowie. Powiecie, nieprawda. Człowiek jest człowiekiem niezależnie od klasy społecznej czy tego, co robi i jak żyje. Fizjologicznie rzecz biorąc jak najbardziej jest to prawda. Ale to nie fizjologia decyduje o ludzkiej mentalności. O tym, co potrafi, do czego się nadaje, do czego dąży. O tym decyduje sam człowiek i to, w jaki sposób przyjmie otaczający go świat. Może nie dążyć do spełnienia własnej ambicji i zostać oraz egzystować, w małym, własnym świecie, a raczej nie-świecie. Ale może także próbować się wybić. Udowodnić, że nie jest gorszy. Że też potrafi. Że jest czymś więcej niż tylko lalką, słuchająca wszystko, co się jej każe, wykonująca każdy ruch zaplanowany przez kogoś i dającą sobie narzucać ogólnoprzyjęte standardy myślenia, zachowania, samego życia.
    Miłosz ukazuje ciekawą zależność zachodzącą w mentalności ludzkiej.
    Przecież, jakby głębiej się zastanowić ludzie pojedynczo są wspaniali. Człowiek jako jednostka jest zdolny do czynów wielkich, tworzenia sztuki, poświęcenia swojego życia dla kogoś, czy to najbliższych, czy w myśl większej idei. Do bohaterstwa czy świętości. Ale jednak ludzie jako grupa to tak naprawdę po prostu banda idiotów lgnąca za tym, który głośniej krzyczy. Wystarczy spojrzeć na Niemcy tuż przed drugą wojną światową (od początku było wiadomo, że Hitler narozrabia, a tu proszę ? i tak lud go wybrał), czy chociażby to jak rządzą naszym państwem wybrani właśnie przez nas politycy.
    ?Mylne są plaże z mrowiem obnażonych ciał
    I tłumy na ruchomych schodach metra.
    Na szczęście nie wiemy, kim jest ten człowiek obok.
    Może być bohaterem, świętym, geniuszem?
    Kim w takim wypadku jest sam podmiot liryczny? Zwykłym ?plebsem? czy może jednak istotą wyższą, lepszą?
    ?Na mojej własnej potrzebie uwielbienie
    Opieram przekonanie, o co dzień odnawianej hierarchii.
    Stąpam po ziemi chroniącej wybrane popioły,
    Choć nie będę trwać dłużej niż popioły innych.
    Przyznaję się do wdzięczności i podziwu,
    Ponieważ brak powodu, żeby wstydzić się szlachetnych uczuć.
    Obym okazał się godny wysokiej kompaniji,
    I szedł z nimi, niosąc połę królewskiego płaszcza.
    Podmiot liryczny różni się od ?zwykłych zjadaczy chleba. Wie, że jest czymś więcej niźli zwykły człowiek, lecz nie jest pewien czy dorównuje najwyższym w hierarchii. Jest tak jakby pomiędzy nimi. Nieważne, kim jest skończy tak samo jak wszyscy. Jego egzystencja nie będzie trwała wiecznie. Skończy swój żywot tak jak oni. Wyraża pewny strach przed śmiercią. Chce być równy najlepszym. Z nimi wspólnie przeć przed siebie. Udowodnić swą wartość nim będzie za późno. Jednak, nie jest pewny czy to naprawdę ma sens skoro umrze tak jak wszyscy. Tak jak silni, słabi, mądrzy, piękni, bogaci czy głupi, zepsuci, obleśni. Mimo, że jako jednostka we własnym mniemaniu lepsza jest na uprzywilejowanej pozycji, chroniona przez działający ?system? przed końcem nie uchroni go nic. Bo ludzie mimo, że nie są między sobą równi tutaj w świecie doczesnym, w ostatecznym rozrachunku naprawdę okazują się być tacy sami, gdy zaciąży nad nimi widmo końca. Aż pozwolę sobie zacytować na końcu mych, jakże krótkich przemyśleń cytat z ilustrowanej noweli Fuyumi Ono pt ?Shiki?:
    ?Śmierć dla nikogo nie jest okropna. Stary czy młody, dobry czy zły, dla każdego jest taka sama. Śmierć jest bezstronna. Nie ma szczególnie okropnej śmierci. To właśnie, dlatego śmierć jest taka przerażająca. Twoje zwyczaje, twój wiek, twoja osobowość, twój majątek, twój wygląd... W obliczu śmierci, wszystko to nie ma znaczenia. Śmierć jest okropna, ponieważ niszczy to wszystko.?
  2. Shihan_Yosuzu
    Nadczłowiek w pop-kulturze - czyli wpływ "Zbrodni i Kary" na szeroko rozumianą kulturę masową
    ?Ale przecież Tyś zbrodnię popełnił!? - Sonia do Raskolnikowa.
    O ?Zbrodni i Karze? napisano właściwie już wszystko. Dziesiątki streszczeń, analiz, artykułów itp. Dlatego właściwie nie ma żadnego sensu pisania po raz kolejny o tym samym. Jest to temat, który ciężko ?ugryźć z innej strony?, czy odkryć w nim coś nowego. Z tej racji owa praca nie będzie kolejnym rozbijaniem dzieła Dostojewskiego na części pierwsze. Założeniem niniejszego tekstu jest przybliżenie czytelnikowi interesujących tworów kultury popularnej, wykorzystujących motywy pochodzące ze ?Zbrodni i Kary? na różnorakie sposoby, a nie kolejna analiza tego tekstu. Wkład tego dzieła w kulturę był olbrzymi. Wprawdzie sam tytułowy motyw zbrodni i kary wykorzystywany był wielokrotnie jeszcze przed Dostojewskim. Szekspir korzystał z niego w ?Makbecie? i ?Hamlecie?, Słowacki w ?Balladynie?, Mickiewicz w ?Liliach? i ?Panu Tadeuszu? czy Aleksander Puszkin w ?Cyganach?, który to utwór przyczynił się do powstania pomysłu na dzieło Dostojewskiego. Ale dopiero rosyjski pisarz wyniósł ten motyw na wyżyny łącząc go razem ze swoją interpretacją Heglowskiej koncepcji nadczłowieka, do której później często nawiązywano z różnym skutkiem. Dość powiedzieć, że do Dostojewskiego odwoływał się w swojej filozofii Fryderyk Nietzhe, do którego z kolei nawiązywał potem Adolf Hitler ze znanym nam skutkiem. Zaryzykuję twierdzenie, że ?Zbrodnia i Kara? miała wpływ na powstanie ?Tako rzecze Zaratustra? i ?Mein Kampf?, a w ostatecznym rozrachunku nawet na rozpętanie drugiej wojny światowej przez Hitlera. Ale to nie o tym jest ten tekst. Tym przydługim wstępem pragnę pokazać jak wybitne jest to dzieło. Nie jest wiec dziwne, że tak często bazują na nim inni pisarze, twórcy filmowi, muzycy i wielu innych. Materiał wyjściowy jest interpretowany przez twórców różnorako i służy do budowy ich własnych często wręcz ?szalonych?, lecz spójnych i interesujących wizji. Najciekawsze z nich pragnę przedstawić w niniejszym tekście.
    ?Gdy gnijący świat przeminie, każda zbrodnia nie uniknie kary. Tak Pana Życia i Śmierci spełni się wola. W nowym zbudzicie się Świecie. Nowi będą tam władać bogowie?
    Zestawienie zacznę od japońskiego tworu duetu mangaków (twórców mangi, czyli japońskich komiksów) Tsugumi ?by i Takeshiego Obaty, a raczej od jego telewizyjnej adaptacji wyreżyserowanej przez Tetsuro Arakę, czyli serialu animowanego ?Death Note?. Wprawdzie wybór medium, dzięki któremu można poznać przedstawioną fabułę jest w tym wypadku drugorzędny, lecz lepiej jednak zacząć od serialu, który jest ?pełniejszym doznaniem? i lepiej ?gra? na emocjach odbiorcy niż ?papierowa? wersja. A owo ?granie? na emocjach jest tutaj bardzo ważne razem z wszelkimi zwrotami fabularnymi, które wcześniejsza znajomość mangi po prostu psuje. Ale czym właściwie jest ten ?Death Note??
    "Jestem Kirą, a także bogiem nowego świata!"
    Pewnego razu uczeń jednego z japońskich liceów Raito Yagami, zauważa przez okno, że na trawnik koło szkoły upada czarny notatnik. Tak z nikąd; ?z powietrza?. Po skończonych zajęciach podchodzi do niego zaciekawiony. Gdy wyczytuje w nim, że wpisanie do notesu nazwiska jakiejś osoby sprawi, że taki ktoś umrze pogardliwie zostawia zeszyt i odchodzi. Jednak wewnętrzny glos nakazuje mu wrócić i to sprawdzić. W tym celu wpisuje zasłyszane podczas oglądania telewizyjnej relacji akcji policyjnej nazwisko przestępcy. Zgodnie z instrukcją podaną w notatniku ów człowiek ginie po czterdziestu sekundach. Raito nie do końca może w to uwierzyć, lecz gdy u jego boku pojawia się shinigami (Bóg Śmierci ? personifikacja śmierci w kulturze japońskiej) wszelkie wątpliwości zostają rozwiane. Dzięki zdobytej mocy postanawia stworzyć własny porządek świata wyniszczając ludzi w jego mniemaniu ?niegodziwych?; niszcząc wszelkie plugastwo, zło i przestępczość. Policja szybko orientuje się, że coś jest nie porządku. Duża ilość zgonów przestępców w bardzo krótkim czasie jest przecież podejrzana. Do akcji wkracza tajemniczy detektyw kryjący się pod pseudonimem ?L?, którego nikt nigdy nie widział i którego imienia nikt nie zna. Rozpoczyna się rywalizacja między tymi dwoma bohaterami. Ten, który pierwszy pozna nazwisko przeciwnika zwycięży.
    Tak mniej więcej prezentuje się scenariusz tej trzydziesto-siedmio odcinkowej serii. Może jest to śmieszne, że w tym miejscu pisze o serialu animowanym (i nomen omen także komiksie) niźli o tej jak się powszechnie uważa poważniejszej części kultury, jaką jest literatura. Ale nie zapominajmy, że w Japonii manga i anime są traktowane tak jak u nas książki i filmy. Naucza się nawet o nich w tamtejszych szkołach. Jak w każdym medium zdarzają się bezwartościowe twory, ale ?Death Note? z pewnością nie może być do nich zaliczane. Pokuszę się o stwierdzenie, że można z czystym sumieniem nazwać tę produkcję wybitnym dziełem tak jak mówi się na przykład o filmach Bergmana czy książkach Tolkiena.
    W ?Death Note? ?duch? Dostojewskiego jest ciągle obecny. ?Czy w imię dobra i przyszłej sprawiedliwości można dokonywać niezliczonych zbrodni?? Raskolnikow i Raito wpadli w ów dylemat Robespierra. Jednak, ten drugi podobnie jak Adolf Hitler ową ideologię przerodził w swego rodzaju ludobójstwo. Jednakże to nie tylko ideologia jest tym, co łączy oba dzieła. Wzorowanie się na dokonaniach rosyjskiego pisarza widać prawie w każdej części składowej ?Death Note?. Począwszy od kreacji postaci czy sposobu prowadzenia intrygi. Oczywistym jest, że Raito to parafraza Raskolnikowa. Jest to człowiek, który w swych czynach kieruje się dokładnie tymi motywami, co bohater Dostojewskiego. Zacytuję tutaj znanego (w kręgu zainteresowanych pop-kulturą japońską) bloggera zajmującego się tematyką anime Łukasza Czajkę: ?Oboje (Raskolnikow, Raito) unikają refleksji rozumu noetycznego, zdolnego do uchwycenia poza empirycznej istoty danego czynu bądź zachowania.? Obie persony działają w społeczeństwie, myślącym racjonalnie i przedmiotowo. W ?hipokrytycznej? wspólnocie na pierwszy rzut oka czyniącej wszystkich równymi, lecz tak naprawdę szufladkującej ludzi na gorszych i lepszych i tłamszącej prawdziwe jednostki wybitne. Żyją w świecie, który ich zdaniem toczy zgnilizna i dążą do jego zmiany. Jednak Raito znajduje się w gorszym niźli Raskolnikow położeniu. Wynika to z uniwersum, w którym jest osadzony ?Death Note?.
    ?Jeśli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone?
    Powieść Dostojewskiego dzieje się w świecie chrześcijańskim. W świecie, w którym jego dusza poprzez pokutę może zostać odkupiona. Z kolei w świecie serialu jedynymi bogami jakich poznajemy są shinigami, którzy mają zupełnie inne zasady niż Bóg chrześcijański. Raito nie ma szansy na odkupienie, co jest już wiadome po jego pierwszym dialogu z Bogiem Śmierci. ?Pamiętaj, że używając notatnika nie trafisz ani do nieba, ani do piekła?. Nie jest powiedziane, co stanie się z użytkownikiem zeszytu do śmierci. Ten aspekt jest zostawiony do przemyślenia przez widza. Możliwe są dwie interpretacje: ontologiczna i etyczna. Pierwsza stwierdza, że osoba dobywająca notatnika po śmierci znajdzie się w paradoksalnym stanie zawieszenia pomiędzy zbawieniem, a potępieniem. Będzie trwać w wielkiej pustce ?nie-świata? pomiędzy niebem, a piekłem. Druga z kolei twierdzi, że taka osoba naprawdę znajduje się po za etyką. Działa ponad dobrem i złem, więc właściwie może wszystko. W każdym razie od samego początku wiadomo, że jakkolwiek potoczyłaby się historia, nie może mieć ona szczęśliwego zakończenia. Ale nie świadczy to, że jest przewidywalna. Co to, to nie. Zmagania Raito z L jawią się jak opowieść z najlepszych kryminałów. Żelazna logika myślenia obydwu bohaterów, próby dojścia do przeciwnika nie wiedząc o nim właściwie nic sprawiają, że odbiorca chłonie ją do samego końca oczekując, co się dalej wydarzy.
    ?Niezależnie od wszystkiego znajdę Cię i wymierzę sprawiedliwość?
    Drugą kluczową i również w pewnym stopniu zapożyczoną od Dostojewskiego postacią jest wcześniej wspomniany L. Od początku widać, że jest to osoba mająca wiele wspólnego Porfirym Pietrowiczem. Detektyw przez cały czas jest zafascynowany swoim przeciwnikiem. Prócz schwytania Raita, chce osobiście go poznać, dowiedzieć się o nim wszystkiego. Yagami go fascynuje i to nie tylko z powodu dziwnego, nadnaturalnego sposobu zabijania. Pociąga go jako prawdziwe wyzwanie. Mimo, że jest jego rywalem, wrogiem podziwia go i chciałby nawet zostać jego przyjacielem. Wykorzystuje wszelkie okazje by w jakikolwiek sposób porozumieć się z Raitem. Nawet słucha jego sugestii. Podobnie jak Porfiry jest człowiekiem, który, mimo że rozumie postępowanie przestępcy nie odrzuca etyki (choć paradoksalnie czasami ją nagina właśnie dla wyższej idei, czyli złapania masowego mordercy) i nie daje wybić się ze swoich racji. Jego problemem nie jest poznanie, kim jest zabójca, lecz udowodnienie, że to właśnie Raito nim jest. Podobnie jak Pietrowicz po wydedukowaniu personaliów przeciwnika dzięki żelaznej logice małymi krokami dowodził swojej tezy. I to właśnie ten motyw napędza całą linię fabularną ?Death Note?a?. Wszelkie zagrania mylące tropy przeciwnika, planowanie działań z dużym wyprzedzeniem, zbliżanie się oponentów. I przede wszystkim logika ich działań. Wszystko, co robią ma sens, każde ich działanie w tej walce jest przemyślane i nawet najbardziej absurdalne pomysły bohaterów mają rację bytu i pozwalają osiągać im swe cele.
    ?Czy wiesz, że Bogowie śmierci jedzą tylko jabłka??
    Dlaczego cały czas piszę, że ?Death Note? jest dziełem wybitnym? Po przeczytaniu powyższych akapitów, czytelnik może stwierdzić, że jest to po prostu kolejna próba żerowania na cudzym pomyśle. Owszem. Twórcy wykorzystują ?Zbrodnię i karę? i nawet tego nie kryją. Ale robią to w taki sposób, że jednak ich twór ma własny unikatowy charakter. Przez cały czas żonglują konwencją. Z jednej strony mamy cały wymiar ideologiczny produkcji. Z drugiej, podobnie jak u Dostojewskiego mnóstwo nawiązań do biblii, a nawet fragmentów z życia Chrystusa. Szczególnie widać w scenach wieńczących pierwszą serię. Rozmyślanie na dachu w strugach deszczu (niczym modlitwa w ogrójcu), czy obmycie stóp zdrajcy. Motyw zdrady dokonanej przez najbliższą osobę czy wynikającej z tego męczennej śmierci. Czy kluczowy w odbiorze całości ciągle przewijający się motyw jabłka. Owoc, kuszący, ukazujący ludzką słabość. Owoc, przez który straciliśmy prawo do raju. Symbol grzechu pierworodnego, sprzeciwienia się woli Boga, ale jednocześnie władzy i pragnienia życia. Twórcy czerpią z motywów chrześcijańskich, jednak odrzucając samą tej religii i obecność Boga jako Boga. Nie ma tej jednej istoty doskonałej, pana stwórcy. Są za to shnigami. Bóstwa, które nie różnią się tak bardzo od ludzi. Ich świat tak samo jak nasz jest zły i plugawy. Mają moc władania śmiercią, ale robią to tylko by przedłużyć swoją nędzną egzystencję. Sama postać Boga śmierci została wyjęta z japońskich opowieści z okresu Edo, choć oczywiście twórcy przedstawili swoją własną autorską wizję tej postaci.
    ?Death Note? jest w pewien sposób magiczny. Znane literackie motywy w połączeniu z wizją twórców przekładają się na coś, co pomimo obranego przez twórców medium można śmiało nazwać ?sztuką?. Fabuła prowadzona tak jak najlepsze kryminały, stanowiąca dobrą podstawę do kolejnych rozmyślań nad ideą ? Nadczłowieka?, rewelacyjna mroczna atmosfera wraz z genialną muzyką towarzyszącą kolejnym odcinkom od czołówki, aż do napisów końcowych tworzą spójną, niezwykle sugestywne i działające na emocje odbiorcy dzieło. Choć muszę zaznaczyć, że nie warto z kolei sięgać po kinową adaptację, która z definicji niestety musiała być okrojona i jest, co najwyżej zwykłem średnim filmem, który utracił całą głębię oryginału.
    ?Animacja to zaczarowane pióro, którym udaje mi się opisywać moje fantazje? ? Piotr Dumała
    W 2002 roku po trzy i półrocznym procesie produkcji ukazała się krótkometrażowa, animowana ?Zbrodnia i kara? Piotra Dumały. Jest to adaptacja dzieła Dostojewskiego. Mimo to fabuła filmu różni się od oryginału. Punktem wyjścia dalej jest mord Raskolnikowa na lichwiarce i konsekwencje tego czynu. Lecz w przeciwieństwie do książki nie jest łapany, ani nie pokutuje na Syberii. Akcja rozwiązuje się w jego pokoju, gdzie dręczą go halucynacje i wyrzuty sumienia. Dumała nie przedstawia nam kolejnej wizji nadczłowieka. U niego pierwszą rolę gra konsekwencja czynu. Nie kreśli nam za pomocą dialogów skomplikowanej idei człowieka mogącego więcej niż inni. Właściwie nie przedstawia nam żadnej ideologii. W filmie ?pierwsze skrzypce? grają obrazy. Ponure, wręcz ?brudne? barwy filmu odzwierciedlają życie bohaterów. Życie, które nie jest szczęśliwe. Jest złe, smutne. Sam wygląd Petersburga budzi niepokój. Mrok w zestawieniu z przewijającą się momentami czerwienią oddaj charakter zbrodni bohatera. Przypomina o krwawym wydarzeniu w smutnym, statycznym mieście. Winowajca widzi elementy otaczającego go świata właśnie w tych barwach, wręcz podobnie jak Makbet widzący czerwone plamy na swych dłoniach. Raskolnikow zatraca się w swym szaleństwie jednocześnie szukając ukojenia w Soni, która wydaje się być kreacją jego dobrej strony. Gdy ją widzi uśmiecha się, z jego oczu bije ciepło. Własnie oczy są tutaj kluczem do rozszyfrowania stanu bohaterów. Lichwiarka, przedstawiona jako szkaradna, wręcz groteskowa postać, ze zwierzęcym wzrokiem, czy wyżej wspomniana błogość Rodiona widzącego Sonię. W chwilach wyciszenia, spokojne, piękne spojrzenia, zmieniające się po chwili w przeszywający, potworny, wręcz psychopatyczny wzrok. Mordujący Lichwiarkę Raskolnikow wygląda jak dopadający swą ofiarę tygrys. Czy Swidrygajłow wpatrujący się w portret Duni z niewyobrażalnym zachwytem. Jakby była obiektem jego kultu. Patrzy, na nią ze spokojem licząc pozostałe mu sekundy życia, by po wybiciu odpowiedniej godziny szybkim, pewnym, silnym i brutalnym wręcz zwierzęcym ruchem popełnić samobójstwo.
    Dumałie udała się trudna sztuka. W ciągu półgodzinnego filmu potrafi zmusić widza do refleksji nad mroczną stroną ludzkiej natury. Pokazać mu niepokojącą wizję istoty człowieka. Zwrócił uwagę na działanie sumienia, którego nigdy nie uda nam się stłumić. Ono nas zawsze dopadnie i bez względu na wszystko doprowadzi do sprawiedliwości. Dumała udowodnił, że ?metraż? nie ma znaczenia. Że z większej treści można wyłuskać to, co jest w niej najważniejsze i przekazać ją w zupełnie niespodziewanej, ale równie poruszającej formie w ciągu kilkunastu minut.
    ?Od czasów Kaina żadna kara nie poprawiła i nie odstraszyła świata od popełniania przestępstwa?
    Czy egzekucja młodego człowieka skazanego wyrokiem sądu na śmierć nie jest taką samą zbrodnią jak popełnione przez niego morderstwo? Na owo pytanie w 1988 roku próbował odpowiedzieć Krzysztof Kieślowski w swoim ?Krótkim filmie o zabijaniu?. Młody człowiek skazany na karę śmierci za zabójstwo taksówkarza czeka w więzieniu na wykonanie wyroku. Widzi przygotowania do egzekucji, myśli o rodzinie. I to właściwie wszystko. Kieślowski dokonuje swoistej reinterpretacji dzieła Dostojewskiego. Liczą się tylko dwie rzeczy: Zamordowanie taksówkarza i wykonanie wyroku śmierci. Nie ma zagłębiania się w psychikę mordercy. Motyw nie jest istotny. Ważny jest sam, bardzo dosłownie ukazany czyn i jego konsekwencja. Jacek (bo takie imię nosi bohater) mimo, że nie jest tak wyraziście nakreśloną postacią jak Raskolnikow wzbudza w odbiorcy podobne jak on uczucia. Mimo dokonanych zbrodni wzbudza w nas współczucie i sympatię. W końcu podobnie jak on zabił osobę, która jest w społeczeństwie negatywnie odbierana. Ów taksówkarz nie był osobą, z którą ktokolwiek chciałby mieć coś wspólnego. Elementem niszczący dobry obraz społeczeństwa. Kieślowski skupił uwagę na agonii zamordowanego jak i potem mordercy. Prawie siedmiominutowa scena, w której Jacek dusi taksówkarza linką żeglarską, by na końcu go okrutnie zmasakrować. A potem pięciominutowa scena egzekucji przez powieszenie. Oba czyny wykonane nomen omen dla dobra ogółu. W jednej niszczy się niepożądany element, w drugiej każe w taki sam bestialski sposób człowieka, które owego zniszczenia dokonał. Kieślowski w prosty sposób ukazuje problem zbrodni i kary. Czy wykonanie egzekucji nie jest taką samą zbrodnią jak morderstwo? Dlaczego jedni mogą bezkarnie zabijać w imię wyższego dobra, a inni nie?
    ?Krótki film o zabijaniu? nie jest filmem łatwym. Wymaga skupienia, postrzegania sensu w pozornie nic nieznaczących rzeczach. Oglądany dla czystej rozrywki po prostu nudzi. Nie dzieje się w nim praktycznie nic, potem mamy na pierwszy rzut oka niezrozumiałe morderstwo, sprawa w sądzie i wykonanie wyroku kary śmierci. Kieślowski buntuje się przeciw pierwotnej idei kina, która mówi o filmie jako rozrywce. Pokazuje, że już od dawna tak nie jest. Teraz kino jest także medium, dzięki któremu można przekazać rzeczy istotne i zmusić do refleksji nad nimi. Gdy zagłębiamy się w pozornie nudny obraz, przed naszymi oczami staje dzieło kompletne i przemyślane w każdym jego aspekcie. Po premierze filmu na festiwalu w Cannes zaczęto porównywać Kieślowskiego do takich ?gigantów? sztuki Dostojewski, Munch czy Bergman i nie ma w tym krztyny przesady.
    Motywy, zapożyczone ze ?Zbrodni i Kary? pojawiały się w kulturze często i nie sądzę, by twórcy przestali nawiązywać do Dostojewskiego. Niniejszy tekst nie wyczerpuje tego tematu. Opisanie wszystkiego jednej pracy nie jest raczej możliwe. Ale nie to było moim celem. Chciałem pokazać, że w kulturze masowej istnieją dzieła, które z równą sprawnością jak najwyższej klasy literatura zwracają uwagę na problemy natury egzystencjalnej. Wartościowych pozycji sprawnie korzystających dorobku najlepszych pisarzy jest setki. Jest to zjawisko, które jest stanowczo godne uwagi i rozpatrzenia. Udowadnia, że pewne treści nigdy się nie zestarzeją, tak jak przesłanie rosyjskiego pisarza. Dziś tak samo aktualne jak niegdyś. Nawiązywali do niego nawet twórcy komiksów tacy jak Aleks Ross w swym ?Przyjdź królestwo? czy muzycy jak na przykład Nick Cave. Samych filmów w jakikolwiek sposób ocierających się o temat ?Zbrodni i kary? powstało dziesiątki, jeśli nie setki. Pisarze ciągle piszą na ten temat. Poeci układają wiersze. Dopiero teraz z perspektywy czasu widać pewne wizjonerstwo rosyjskiego artysty.
  3. Shihan_Yosuzu
    Kawowy Altruizm.
    Zaparzenie komuś kawy. Ładny gest. Tak po prostu. Bez wyraźnego celu tej czynności. Zwykła altruistyczna pobudka. Mała, lecz niezwykle miła rzecz. Zwykły, popularny, kosztujący ?psi grosz? napój. A jednak takie przyrządzenie owego ?kofeinowego? roztworu potrafi ukazać naturę człowieka. Pokazuje jak owa istota obnosi się do innych sobie podobnych. Jest swoistym wyznacznikiem kultury personalnej. Bo czyż nie jesteśmy zdegustowani, gdy w czasie goszczenia u kogoś w domu nie dostaniemy tego czarnego napoju? Człowiek zaprasza drugiego człeka do siebie. I jak ma nie dać tej osobie kawy? Konwersacja przy pustym stole, ?na sucho? nie jest dobrze odbierana przez rozmówców. W gestii gospodarza jest przecież uraczyć zaproszonych gorącym naparem. Tak nakazuje nam dobre wychowanie. Po prostu. To, że przyrządzimy komuś kawę świadczy o naszym obyciu i szacunku do niego.
    ?Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
    Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
    Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
    I z porcelany saskiej złote filiżanki,
    Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.?
    Kawa zawsze miała duże znaczenie kulturalne. Niegdyś na wystawnych, szlacheckich ucztach, czy dziś przy zwykłej porannej rozmowie w cztery oczy. Towarzyszyła królom, duchownym, szlachcicom, poetom. Napar, którym niegdyś raczyły się klasy wyższe, wręcz ekstrawagancki dzisiaj ogólno-dostępny dla każdego Polaka.
    Ludzie starsi, rozpamiętujący swą młodość popijając ją spoglądając w okno; osoby młode pobudzające się nią w każdy ranek. Kawa towarzyszy każdemu z nas. Warto by tutaj zacytować fragment tekstu z jednej z wokalnych kompozycji Bacha ?Kantaty o kawie?:
    ?die Jungfern bleiben Coffeeschwestern. (?popijac kawę lubią panny
    Die Mutter liebt den Coffeebrauch, nie może bez niej mama żyć
    die Großmama trank solchen auch? i babcia lubiła ją pić?)
    Kawa jest tym, co sprawia przyjemność. Taka mała przyjemność. Swoisty własny raj. Czy jest coś lepszego niż słoneczny poranek, puchata para kapci, świeży kawałek bekonu, ciepła kawka? Czy to nie są właśnie te drobiazgi, które czynią życie pięknym? Kawa pełni funkcję swoistego rytuału celebracji początku dnia. Sam Mickiewicz w ?Panu Tadeuszu? poświęcił porannemu serwowaniu kawy, aż kilkanaście wersów. Prawie tyle co inwokacjii. Nieomalże mistyczny moment zbierający Ciało i ducha w jedno. Rozbudzający zmysły, budzący z letargu; rannego zmieszania. I towarzyszy człowiekowi przez resztę dnia. W ciągu normalnego cyklu godzinnego niedoceniany, lecz nieoceniony towarzysz. Bo kto zaprzątałby sobie głowę czymś tak prozaicznym jak kawa, gdy faszerowani jesteśmy innymi, przecież ważniejszymi rzeczami? Jakaś matka zabija dziecko, twierdząc, że to wypadek. Partie walczą między sobą w wojnie polsko ? polskiej, a znana firma rezygnuje z tworzenia telefonów z wysuwaną klawiaturą zostając przy dotykowych wyświetlaczach. A przecież, w gruncie rzeczy, żadna z tych informacji nie wpływa na nasze życie. Dzieje się przez chwilę, potem zapominamy, nie wracamy do tego. A kawa? Do niej wracamy zawsze. Towarzyszy nam. Ale czy nie towarzyszy także tymże tematom? One są dopełnieniem działania naparu. To o nich rozmawiamy popijając ją w towarzystwie.
    Kawa to znak charakteru. Czy pijemy parzoną, czy rozpuszczalną? Czy dodajemy doń cukier oraz mleko? Czy pijemy ją w biegu czy degustujemy każdy łyk? Rzeczy pozornie nieistotne, jednak dużo mówiące o człowieku, co zostało już dawno zauważone w szeroko rozumianej podkulturze. Czy to w literaturze czy poezji. W dziełach bardziej i mniej wartościowych. Od dzieł Mickiewicza, czy Morsztyna po filmowe komedyjki o znikomej wartości intelektualnej pokroju ?Czasu surferów? Gąsiorowskiego. W tymże ostatnim ?dziele? reżyser doskonale ukazuje zależność między piciem kawy, a charakterem człowieka.
    ?-Opowiedz mi o Jokerze(?)
    -Siedzi w jednej z tych kawiarenek na rynku. Popija (?) poranną kawkę w małej (?) filiżance. Z wystudiowanym uśmiechem dziękuje młodej kelnerce za cukier i śmietankę, która mu się należy. Choć nie używa ani cukru ani (?) śmietanki. Nie po to stworzono kawę gorzką i czarna żeby ja słodzić i zabielać. To jego słowa. Ale niech któraś z kelnerek nie poda mu tych (?) dodatków rozpęta piekło.?
    Zaznaczam, że mowa o postaci granej przez Bogusłwa Lindę, czyli czołowego aktora polskiego kina akcji. To plus zacytowany powyżej dialog daje ogólne pojęcie jaką postacią jest ów ?Joker?. Czy nie podobnie jest z nami? To jak pijemy napar może o nas dużo powiedzieć. To czy trzymamy filiżankę oburącz, czy w jednej; sposób, w jaki siedzimy przy stoliku. Drobiazgi, które powoli odsłaniają nasze prawdzie oblicze. Drobiazgi, które również podświadomie ?wyrabiają nam stosunek do innych. Czy nie jesteśmy oburzeni, gdy nie dostajemy kawy w gości? Dlaczego gdy gościmy u kogoś, podświadomie domagamy się czarnego napoju, irytując się, gdy go nie otrzymujemy, pomimo, że w istocie jednak niedoceniamy tego naparu? Przecież sami możemy sobie prozaicznie zaparzyć w domu.
  4. Shihan_Yosuzu
    ?Kawa?
    Sieradz.
    - Polej - rzekł ?Furcyk? do ?Bery?. Ten, zatem znów sięgnął drżącą ręką po kieliszek i ?połówkę? by wykonać tęże czynność. Bo wiecie, budowlańcy pracujący w delegacji to ludzie, którzy często w wolnej chwili zaglądają do kieliszka. To jest to, co pozwala im się odstresować, odreagować ciężki dzień, odprężyć, po prostu pomaga Im w wypoczynku. Jedyna, taka przyjemność, na którą mogą sobie pozwolić po ?fajrancie?, gdy nie ma siły by gdzieś wyjść, gdy poza ekipą nie zna się nikogo w obcym mieście.
    - Flaszka pękła, koniec ? z niekłamanym żalem powiedział ?Bera?.
    - To, co my będziemy teraz robić? Noc jest jeszcze długa.
    - Idźmy tam do reszty, zagrajmy z nimi ? zaproponował ?Furcyk?. Podnieśli się i ruszyli chwiejnym krokiem do pokoju obok, w którym to reszta ekipy siedząc na krzesłach, przy stoliku, który był w istocie niczym innym jak po prostu paczką styropianu ?dziesiątki?. Taki improwizowany mebel, który jednakowoż spełniał swoją rolę idealnie. Weszli do pokoju.
    ?Bera? zachwiał się, zatoczył i przytrzymał framugi drzwi by nie upaść.
    - Kur**a. Staszek, znów jesteś naje***y ? rzekł nie bez kozery ?Wodzu?. A napomknąć tu muszę, iż ?Wodzu? był brygadzistą, swoistym szefem, liderem grupy. I to takim, który był przeciwnikiem picia alkoholu w tygodniu roboczym, by ekipa była w stanie pracować następnego dnia. W sobotnie wieczory Im pozwalał, jako, że niedziela jest jedynym wolnym dniem, wiec wtedy każdy z robotników (jak sam mówił) może ?zdychać na kacu?.
    - ?Bera?, jak jutro ?ku**a? nie wstaniesz o szóstej do roboty, to wypier***ę cię z roboty. Ty ?Furcyk? też ? krzyknął. Lubił ich, nie chciałby tego zrobić, ale jednak musi ?panować? nad Nimi. Musi być twardy. W weekend może wypić razem ze wszystkimi, ale w tygodniu nie mógł godzić się na takie zachowanie. Za duża odpowiedzialność. A Jemu (jak sam mówił) nie są potrzebni ludzie, ?którzy po rusztowaniu chodzą do tyłu?. On potrzebował fachowców, nie alkoholików. Wolał nie ryzykować, zwłaszcza, po incydencie w Krośniewicach, gdzie jeden z robotników ekipy ?medalikaży? (tak nazwali brygadę z Częstochowej, która wraz z nimi pracowała wówczas na tym samym bloku) spadł z rusztowania (z 4 piętra) i ?zbierali go do wiader? jak to podsumował ?Behapowiec?. Za duża odpowiedzialność.
    Wtorek.
    Godzina 5.50. W mieszkaniu rozległ się dźwięk budzika. Prawie wszyscy jeszcze leżą w łóżkach (prowizorycznych, bo składających się z położonego na styropianach materaców), ponieważ mają 10 minut do rozpoczęcia dnia, ubrania, oporządzenia się. Tylko ?Elvis? wstaje wcześniej, bo dzisiaj wypada jego kolej na parzenie kawy. Kawa przygotowana. Robotnicy wstają, włączają wiadomości, czekają na prognozę pogody. Dziś będzie słonecznie. Kawa wypita.
    - Wychodzimy ? krzyknął ?Wodzu?.
    Godzina 6.40. Stoją pod blokiem i paląc papierosy, patrzą na rozstawione dzień wcześniej rusztowanie. Obstawili ?szczytówkę? i jedną klatkę schodową na ?froncie?. Teraz można się brać już do prawdziwej pracy. ?Furcyk? z ?Elvisem? idą do ?pakamery? po narzędzia. ?Wodzu? wraz z ?Berą? i Marcinem jadą na magazyn po materiały.
    - Dziś zaczynamy ?szczytówkę?. Trza nam grunt, styropian i klej. ? krzyknął brygadzista.
    Na magazynie ładują do samochodu dwa wiaderka gruntu, piętnaście worków ?baumitowskiego? kleju do styropianu i kilkanaście paczek ?dwunastki?. Można zacząć pracę. Do przerwy (czyli do godziny 11.00) zdążą zagruntować obstawioną całość. Podkład jest potrzebny, by klej lepiej wiązał. Marcin miesza i rozcieńcza grunty. ?Bera?, ?Elvis? i ?Furcyk? już czekają na rusztowaniu, aż pomocnik poda im szczotki do gruntowania oraz przygotowany podkład. Trzask rolki wyciągu. To znaczy, że ekwipunek idzie już do góry. Zaczynają. Moczenie szczotki w gruncie i nanoszenie specyfiku na ścianę. Szybko idzie. To robota, którą wykonać potrafi nawet dziecko. Jednak przydałyby się wałki zamiast szczotek. Wałkami taką powierzchnię, można w trzy osoby ukończyć w jakieś pół godziny. Nie chlapią tak jak pędzle, mają większą powierzchnię niż szczotka i z racji umocowania na kiju nie trzeba się z nimi schylać. W tym czasie ?Wodzu? paląc papierosa dogląda całej pracy i rozmawia z Marcinem, jako że pomocnik w tej chwili nie ma nic do roboty. Grunt, który Im dał wystarczy spokojnie na całą powierzchnię, więc na razie może sobie posiedzieć. I należy mu się taka chwila, ponieważ stanowisko pomocnika jest najbardziej męczące. Noszenie klejów (25 kg worek, a przez dzień zużywa się ich multum), noszenie wody, mieszanie klejów, wyciąganie ich rolką na górę, podawanie sprzętu, bieganie do ?pakamery? (blaszanego baraku) w celu doniesienia brakujących narzędzi, parzenie kawy, zanim ekipa zejdzie z rusztowania na przerwę, jazda po brakujące materiały. Tak? Marcin, mówiąc językiem budowlańców ma prawdziwy ?zapie***l?. Robi to, lecz nie lubi tej pracy. Codziennie po pracy siedzi sam i rozmyśla. Dobij go, wycieńcza. Ale musi to robić. Kiedyś był człowiekiem z wielkimi aspiracjami. Pilnie się kształcił, by osiągnąć coś większego. Ale życie zweryfikowało jego plany. Poznał kobietę, z którą jeszcze w czasie studiów spłodził dziecko. Przerwał edukację, by znaleźć dobrze płatną pracę, żeby utrzymać rodzinę. Rozsądnie, lecz, cały czas ma wyrzuty, że zmarnował swoją szansę. Zmarnował i skończył w pracy, która wycieńcza go fizycznie i psychicznie.
    Godzina 7.20. Na miejscu pracy zjawiają się dwie następne ekipy. ?Medalikaże? i ?Kazki? (od imienia ich brygadzisty). Standardowa wymiana paru nieistotnych zdań między ?Wodzem?, Kazimierzem i Krzyśkiem (liderem brygady z Częstochowej) i podziw kolejny podziw z Ich strony, że brygada ?Wodza? tak wczesnym rankiem zaczęła już robotę. Pozostałe ekipy rozpoczynają o godzinie 7,00 (często się spóźniają) i kończą o godzinie 16,00. Ale Oni mają etat i stałe stawki. Im się nie śpieszy. Ekipa ?Wodza? pracuje od 6.40 do 19,00, ale tak trzeba by szybciej wykonać robotę i dostać godziwą zapłatę. Tzw. ?umowa śmieciowa?, czyli praca na zlecenie. Nie liczą się godziny. Stawki są od metra. Za metr elewacji dostają 42 zł. Czyli całkiem dobrze jak na nasze rodzime standardy. Im szybciej zostanie wykonana robota, tym szybciej dostaną pieniądze. Dlatego elewacja musi być skończona jak najszybciej.
    9.00. ?Zagruntowane?. Ściana szczytowa i front do pierwszej klatki schodowej jest już prawie gotowy pod oklejanie styropianem. ?Bera? ściąga biegnącą w dół rynnę, by nie przeszkadzała w pracy, a u samej góry wstawia do kolanka poziomą rurę, by w razie deszczu, woda nie zaciekała po ścianie. Taki prowizoryczny odpływ będzie wisiał, aż do końca pracy. Zostanie ściągnięty dopiero po położeniu i wyschnięciu tynków.
    ?Furcyk? i ?Elvis? zdzierają stare obróbki, oraz parapety w oknach, ponieważ będą one wymieniane na nowe. Uwijają się całkiem szybko. To nie jest trudna praca. Podejść do okna z breszką, podważyć blachę i wyrwać. Czasem jedynie wykręcić kilka śrub, ale to tylko wtedy, gdy parapet jest źle położony. Na szczęście ten, kto je wcześniej montował znał się na swojej robocie, jako, iż większość wyrywa się gładko. Uwijają się w czterdzieści minut. Marcin już zbiera blachę, która ląduje pod rusztowaniem na jedno miejsce, by nie było bałaganu na miejscu pracy.
    Godzina 11.00. Przerwa. Wszyscy schodzą z rusztowania i wspólnie idą do sklepu znajdującego się nieopodal, by zakupić śniadanie. Potem wracają do ?pakamery?, by skonsumować zakupione dobra i wypić czekającą już na nich kawę. Mają godzinę, na odpoczynek. ?Wodzu? planuje cały dzień:
    - Panowie. Ściany są zagruntowane. Możemy już obklejać szczytówkę. W czwartek tynkujemy. Niech każdy weźmie łatę, piłkę do styropianu, kielnię i blichówkę. Marcin zostaje na dole. Będzie mieszał kleje i wyciągał Wam potrzebne rzeczy. Obklejamy od dołu. Pamiętajcie by wypuścić rogi by później łatwiej nawiązać. ? To formalność. Wszyscy wiedzą jak to zrobić. Ale czasem zapominają, więc lepiej przypomnieć. Zapomnieć, ludzka rzecz.
    Śniadanie zjedzone. Wszyscy delektują się papierosem. Do końca przerwy trwają rozmowy. Kawa wypita.
    12.05.
    Poczęli obklejać ścianę. Od dołu, by lepiej wszystko wpasować. By równo przywierało. Ściana czołowa (?szczytówka?) jest prosta do obklejania. Nie ma żadnych okien, więc nie trzeba kombinować by wszystko się zgrało. Najważniejsze to równo przykleić (i podeprzeć do czasu wyschnięcia kleju by nie opadło na dół) najniższy poziom styropianu. To będzie punkt odniesienia do reszty. Marcin miesza klej. Co parę minut otwiera nowy worek, przesypuje jego zawartość do wiadra z wodą i ?bełta? mieszarką. Biega, donosi klej i styropian. Mija kilkanaście minut. Wszyscy są już na pierwszym podeście. Przycinają płyty styropianu, nakładają na nie klej i przyklejają do ściany. Jedna za drugą, tylko od czasu do czasu równając je poprzez docisk łatą. Monotonne zajęcie. Najgorsze jest wpasowanie wszystkiego tak by nic nie wystawało. Wszystko musi stanowić równą płaszczyznę. Żaden problem. Oni znają się na swojej robocie.
    Godzina 16.00. Cała ściana obklejona. To nie była ciężka praca. Szybko poszło. Najbardziej zmęczony jest pomocnik, bo cały czas nosił ciężkie worki, a potem wyciągał jeszcze cięższe wiadra na linie. To naprawdę wykańcza. Ale teraz będzie miał trochę wytchnienia. Gdy po przerwie klej pod styropianem wyschnie, ekipa będzie go równać za pomocą tarek. Nic trudnego, ale to irytująca czynność. Przejechany metalową tarką styropian potwornie się sypie i osiada wszędzie. Na włosach, w ciuchach i pod nimi. Roznosi się przy wietrze. Ale nim to nastąpi czas na przerwę. Czas na obiad. Zamówione z pobliskiego baru ziemniaki z kurczakiem i zrobiona przez pomocnika kawa. Znów godzina w baraku. Rozmowy, dalsze planowanie czynności, papieros. Kawa wypita.
    17.00. Zaczyna się tarcie. ?Furcyk? i ?Bera? trą i równają styropian. Za nimi styropian kołkuje ?Elvis?. Jest głośno. Huk niewielkiego młota udarowego rozchodzi się razem z drobnymi kawałkami styropianu po całym osiedlu.
    -Cholerny wiatr ? mówi z irytacją ?Wodzu?. I nie można mu się dziwić. Nie ma bardziej żmudnej pracy niż sprzątanie trawników z tysięcy kilkumilimetrowych kawałków styropianu.
    Dziura, wsadzenie pustego kołka, osadzenie weń szpilki i wbicie młotkiem. I znowu pół metra dalej to samo. Bo wiedzieć musicie, że kołkowanie to czynność arcyważna, wpływająca na trwałość elewacji. Gdyby w jakiś sposób klej pod styropianem puścił, to wbite w ścianę kołki dalej będą trzymać docieplenie. W każdą płytę muszą być wbite dwa kołki. Trzeba to robić ostrożnie, z wyczuciem. Istnieje możliwość zepsucia sprzętu, gdy wiertło się zaklinuje. Może także odbić w robotnika, gdy trafi na zbrojenie, ale to rzadko się zdarza fachowcom.
    Godzina 19,00. Marcin wysprzątał pod rusztowaniem. ?Furcyk? i ?Bera? mają ?fajrant?, ?Elvis? kończy kołkować ostatni podest. Koniec na dziś. Wracają tryumfalnie na mieszkanie, po drodze robiąc zakupy. Dziś nie było problemów.
    Środa.
    Dzisiaj siatkowanie. Materiały przywiezione, zadania rozłożone pomiędzy poszczególnych członków ekipy. ?Bera? z ?Furcykiem? na pierwszym podeście, ?Wodzu? z ?Elvisem? na drugim. Jeden nakłada klej blichówką, drugi wtapia weń siatkę i zaciera do równa. Pomocnik, pracuje na ?pełnych obrotach?, ponieważ klej szybko się kończy przy tej czynności i na bieżąco musi być podawany, by go nie zabrakło robotnikom. Robota nie może stać. Klej nie może zaschnąć zbyt szybko, bo siatka musi być dobrze wtopiona i zatarta. Jak na razie wszystko jest dobrze. Żadnych utrudnień. Dziś nie ma przerwy o jedenastej. Będzie dopiero, gdy cała ściana będzie zasiatkowana. Więc głodni robotnicy uwijają się jak mogą. Kilka godzin i gotowe. Potem przerwa, posiłek, papieros. Kawa wypita. Następne godziny spędzają na zaciąganiu drugiej warstwy kleju. Wieczór. Ściana gotowa pod tynki. ?Fajrant?.
    Czwartek.
    Kawa wypita. Klej wysechł przez noc. Można kłaść tynk. Po uprzednim rozmieszaniu ?pucu??baranek? by nie był zbyt gęsty i położeniu na każdym poziomie dwóch wiader, cała ekipa zaczyna zacierać nim ścianę. Jeden kolor: żółty. Dalej żadnych problemów. Raptem kilka godzin do końca.
    - Panowie!! Gdzie jest wasz brygadzista? - Rozlega się głos z dołu.
    - Tutaj! ? Odpowiada ?Wodzu? spozierając okiem z wysokości czwartego piętra na chodnik.
    - Pan pozwoli tutaj. Jest pewna zmiana - krzyczy Inspektor. - Nie robicie frontu. Kończycie ?szczyt? i przechodzicie na stronę balkonową. Front bierze Kazek.
    ?Wodzu? nie darzył Kazimierza sympatią. Na poprzednich blokach wcinał się w każdą robotę i cały czas mieszał u szefostwa. Nigdy jeszcze nie było tak by pasowały mu przydzielone części budynku. ?Buc kwadratowy? ? tak o nim myślał. No, ale cóż. Kazek był szwagrem wykonawcy, więc nie ma sensu prowadzić kłótni. ?Można i balkony robić. Pozna się ludzi i w ogóle. Może ktoś flaszkę postawi za coś? Albo chociaż kawę zrobi. Zawsze to miło. Byle tylko ludzie ch**e nie byli.?. Ekipa ?Wodza? jest ?cięta? na ludzi. Przez pracę w Sanoku. Tam każdy lokator miał problem z robotnikami. Nikt nie zaproponował kawy. Nikt nie nawiązał dialogu. Nikomu się nie podobało, że trwają prace, pomimo że to prace były w interesie ludzi. Końcu to Oni tam mieszkali. W Krakowie było zresztą podobnie. ?Krakowiacy, rzeszowiacy to są ch**e nie Polacy? jak to ?Wodzu? zwykł mawiać po różnych perypetiach.
    Szczyt gotowy. Otynkowany. Pora na ścianę balkonową.
    Piątek, sobota, poniedziałek, wtorek. Ściana balkonowa. Praca trwa. Styropian przyklejony, wyrównany, siatka wklejona, tynki położone. Zostaje kosmetyka. Malowanie barierek na balkonach. Żmudne, bo musi być dokładnie, a łatwo pominąć kilka dranek ponieważ jest ich multum. Do tego trzeba wcześniej zdrapać starą farbę i dokładnie usunąć odpryski rdzy. Zadaniem każdego jest obmalować cały jeden pion balkonów. Prace trwają. Spokój, nikt nie wychodzi z mieszkań. Szkoda, bo każdy robotnik chętnie by otworzył usta do kogoś obcego. Chociaż na chwilę. Wypił kawę na balkonie. Pożartował. Ogólnie poznał kogoś nowego. Ale nikt się nie pokazuje. Trudno. Godzina 19. Balkony pomalowane. ?Fajrant?. Jutro można ?zawijać? rusztowanie.
    Środa.
    Ściąganie rusztowania. Najgorsza praca. Męcząca. Niebezpieczna. Ściąganie stężeń, dranek, ramek i blatów. Od czwartego piętra w dół. Kilkanaście ton rusztowania. Nic nie może spaść, ponieważ każdy stalowy element jest ciężki. I trzeba uważać podając w dół, by nie uderzyć w robotnika znajdującego się pod spodem. Kilka godzin morderczej pracy i wszystko gotowe. Rusztowanie jest już przewiezione na magazyn. Koniec. Można odbierać wypłatę. ?Wodzu?, ?Bera?, ?Furcyk?, Marcin i ?Elvis? spoglądają ostatni raz na swoje dzieło. Ściana jest równa. Obróbki pasują. Parapety dobrze wyglądają. Kolor jest ładny.
    - Panowie. Kto jest tutaj szefem? ? za plecami budowlańców rozlega się głos w którym słychać irytację.
    - Ja, w czym problem? ? odpowiada ze zdziwieniem ?Wodzu? odwracając się w stronę człowieka stojącego za nim.
    - Spier***iliście mój balkon. Z obróbki z balkonu powyżej kapie mi woda, nie domalowaliście mi barierek. Na jaki ch*j tam taki spadek?
    - Jak to na jaki? Przecież musi być spadek by woda nie stała na balkonie. Gdzieś musi spływać.
    - Ale spływa na mój balkon. Ku**a. I co z tymi barierkami?
    - A z Pańskiego balkonu spływa niżej. Tak ma być. Damy panu farbę, pomaluje Pan minięte miejsca. To chyba nie problem? ? próbuje uspokoić lokatora.
    - Dzwoń Pan do szefa. Chcę złożyć skargę.
    - Na co?
    - Na Was. Spie***liście robotę. Rozłożycie rusztowanie i naprawicie obróbkę i pomalujecie mi balkon tak jak należy.
    Sytuacja dziwna. Ale i takie się zdarzają. Zawsze na koniec ktoś musi robić głupie problemy i awantury. Polska kochana. Piękna mentalność. O co tym ludziom chodzi?! Nie można zapytać jak wygląda postęp pracy?! Nie można dopilnować sobie podczas trwania robót swojego interesu?! Ludzką rzeczą jest zapomnieć o drobiazgu. Nie można porozmawiać?! Nie można zaproponować kawy?! Czasami można odnieść wrażenie, że dla ludzi to taka rozrywka ? uprzykrzyć drugiemu życie. Cóż? Trzeba być twardym. ?Wodzu? doskonale o tym wie.
    - Ile lat Pan tu mieszka? ? Grzecznie pyta.
    - Trzydzieści.
    - Trzydzieści i się Panu ku**a nie chciało nawet barierki wcześniej pomalować. Trzydzieści lat w syfie ku**a, a teraz się pałaców zachciewa. ? Głos ?Wodza? słychać na całe osiedle.
    - Chciałem grzecznie. Ale Pan mi tu przychodzi i każe rozkładać całe rusztowanie po głupią pierdołę. A nie pomyślałeś imbecylu, że prościej byłoby mi przejść na twój balkon twoim mieszkaniem? Bierz farbę i wyp***dalaj zanim przestanę się z tobą cackać idioto!! ? Głośno, obraźliwie. ?Wodzowi? puściły nerwy. Każdemu by puściły gdzie po kilku dniach ?harówki? ktoś, miast podziękować szuka zwady. Dzisiaj już chyba nie da się wierzyć w ludzi. ?Kolejny rok z matołami się użerać?.
    Ekipa wchodzi powoli do samochodu. Nim ruszają, otwiera się okno na parterze, z którego powoli wyłania się postać starszej kobiety:
    - Może kawy Panowie?
    Kawa wypita.
  5. Shihan_Yosuzu
    Rzeszów:
    ?Jeden dla pokazówy palił szluga na lekcji. Nauczyciele nie widzieli, albo nie chcieli widzieć, bo zaraz mieliby porysowane auta, albo przebite opony, a po co komu taki problem??
    Podkarpacie: Raport CBOS: alkohol pije młodzież, piją też dzieci www.nowiny24.pl
    Przemyśl:
    ?Ponad 100 osób zatrzymano po starciu pseudokibiców przemyskiego klubu MKS Polonia Przemyśl z policją. Rannych zostało pięć osób, w tym dwóch policjantów, strażnik miejski i dwóch kibiców. (?) Jak poinformował oficer prasowy przemyskiej policji Mirosław Dyjak, 35 zatrzymanych to nieletni, których przekazano rodzicom.?
    Przemyśl: ponad 100 pseudokibiców zatrzymanych www.wprost.pl
    Przemyśl:
    ?Od śmierci mojego męża córka robi co chce, nie słucha mnie, nie szanuje. Całymi nocami chodzi gdzieś z podejrzanymi typami, potem zawsze jakiegoś ściąga do domu, siedzą, piją alkohol. Bóg jeden wie co jeszcze robią.?
    Marta, lat 40. Matka. Zamieszkała w Przemyślu
    Rzeszów:
    ?Kilka dni temu do izby wytrzeźwień w Rzeszowie policja przywiozła prosto ze szkoły 14 -latka. Miał 2 promile. Był tak agresywny, że nauczyciele nie dawali sobie z nim rady. Takich pacjentów podkarpackie szpitale i izby wytrzeźwień mają niemal codziennie.?
    Podkarpacie: Raport CBOS: alkohol pije młodzież, piją też dzieci www.nowiny24.pl
    Jaki jest powód rosnącej patologii wśród młodzieży? Coraz więcej młodych zatraca się w używkach. Sięga po alkohol, narkotyki. Coraz częściej dochodzi do utarczek i aktów wandalizmu. Niepokojącym jest, że to zjawisko z roku na rok coraz bardziej się nasila. Z czego rodzi się owa patologia? Bójki kibiców, rabunki, napady, akty dewastacji cudzego mienia, postępująca alkoholizacja coraz młodszych osób. Czy to efekt zaniedbania rodziców, czy też może wpływ rówieśników? Jaki wpływ ma środowisko w którym młodzież dorasta, na ich późniejsze zachowania? Postanowiłem zgłębić i zrozumieć to zjawisko.
    ?Pseudokibice obrzucali funkcjonariuszy m.in. kamieniami i wyrwanymi z bruku kostkami. (?) W efekcie starć rannych zostało dwóch funkcjonariuszy policji, strażnik miejski i dwaj kibice. (?) Zniszczono policyjny radiowóz i kilka ławek na przemyskim rynku.?. Tego typu rozruchy są w Polsce zdarzają się z coraz większa intensywnością. Jaki jest ich powód? Dlaczego tak się dzieje. Robert, 19-letni kibic klubu sportowego Czuwaj Przemyśl mówi:
    ?Przemyśl jest nudnym miastem, a bójki kibiców, ustawki itp. są pewnym urozmaiceniem. (?) Jest ryzyko, że można oberwać, dostać cios kosą, ale wiesz. Tu chodzi o pokazanie swojej wyższości. (?) To jest taka idea, walczyć za coś co się kocha. Poświęcić się dla tego i bronić tej idei. (?) Dla nas to jest braterstwo. Ktoś staje za tobą i walczy ramie w rami za to samo co ty.?
    Na podstawie tej wypowiedzi można śmiało stwierdzić, że niebagatelny wpływ na zachowanie młodzieży ma towarzystwo w jakimś młodzi się obracają i Subkultura, do której przynależą.
    Subkultura młodzieżowa to grupa ludzi realizująca podobne cele, preferujące podobne wartości (odmienne od powszechnie przyjętych w społeczeństwie), charakteryzująca się swoistym postępowaniem i stylem bycia.
    Najbardziej popularne obecnie grupy subkulturowe w Polsce to:
    - anarchiści, którzy wyrażają sprzeciw wobec wszelkiej przemocy tak w stosunku do ludzi jak i do zwierząt. Przemoc upatrują we wszelkich formach władzy i instytucjach strzegących porządku społecznego,
    - punk propagujący kult młodości, muzyki, wartość dnia codziennego, wyrażający sprzeciw wobec zabijania, wobec społeczeństwa konsumpcyjnego, jego wartościom i etyce,
    - rastafarianie ? ruch bardzo podobny do anarchistów; na plan pierwszy wysuwają pacyfizm, cenią życie bez agresji, przemocy i jakichkolwiek konfliktów. Ich cechą charakterystyczną są ubrania w kolorach zielono-żółto-czerwonym ( barwy narodowe Etiopii ) i czasami dredy,
    - skinheads ? grupa propagująca narodowy nacjonalizm, walkę o zachowanie białej rasy i całkowite oddanie dla ojczyzny,
    - sataniści ? czciciele szatana, ciemności i wszelkiego zła ( na Zachodzie ma znamiona sekty, ruchu kulturowego; w Polsce ? cechy subkultury ),
    - szalikowcy ? fanatyczni kibice sportowi, którzy demonstrują swoje sympatie klubowe wspólnie śpiewając, skandując okrzyki i wykonując jednocześnie gesty na meczach.
    W roku szkolnym 1995/96 w kilku lubelskich liceach ogólnokształcących i technikach przeprowadzono badania, którymi objęto 678 uczniów. Celem badań było poznanie opinii młodzieży na temat subkultur. I tak, prawie wszyscy uważają, że przyczyną przystąpienia do grupy subkulturowej są w równym stopniu: jej ideologia i muzyka, potrzeba wyrwania się z dotychczasowego środowiska, chęć zmiany stylu życia, sprzeciw wobec świata dorosłych, szpan itp. W rezultacie przeprowadzonych badań można także stwierdzić, iż:
    - 30% uczniów deklaruje swoją aktywną przynależność do subkultur młodzieżowych,
    - 45,75% badanej młodzieży zna cele, zadania i reguły przynajmniej jednej z grup,
    - 48,3% badanych twierdzi, że zna kolegów ze szkoły ( klasy ) aktywnie działających w subkulturach,
    - większość, bo aż 61,25% rodziców uczniów, należących do subkultur wie o tym i przejawia tolerancyjne ( 38,4% ) bądź obojętne ( 37% ) stanowisko w tej sprawie.
    Z badań także wynika, iż co drugi z badanych uczniów myślał o związaniu się z jakąś grupą subkulturową.
    Można śmiało stwierdzić, że przynależność do którejś z subkultur motywuje pewne działania u młodzieży. Tak pozytywne jak i negatywne. Przykładowo grupa rastafarian. Jest to odłam, który ceni pozytywne wartości: pokój, miłość itd. jednak z drugiej strony jest to grupa, której członkowie często korzystają ze środków odurzających np. marihuany. Nie jest to reguła, lecz jednak wśród młodzieży często dochodzi do takich praktyk co zwykle jest spowodowane błędnym odczytywaniem danej ideologii. Z kolei w grupie tzw. szalikowców motywem przewodnim jest braterstwo i wspólne zainteresowanie sportem. Jednak jak widać na przykładzie Roberta, często owa idea jest źle interpretowana, przez co dochodzi do bójek między kibicami konkretnych drużyn, co prowadzi do ogólnej złej opinii o tej subkulturze. Podobnie jest również z kontrowersyjnym prądem satanizmu. W ogólnym rozumieniu sataninista jest to człowiek, który poddaje się wszelkiej dewiacji. Bluźnierstwa, alkohol, narkotyki, gwałty itp. Opinia ta spowodowana jest właśnie błędną interpretacja założeń subkultury przez znaczną część ich członków. W praktyce satanizm opiera się na wolności jednostki, która jednak nie ma prawa ingerować, bądź zakłócać życia innych ludzi. Satanizm w Polsce kojarzy się jednak z paleniem kościołów, czarnymi mszami podczas których dokonuje się aktów znęcania nad dziećmi czy zwierzętami co jest spowodowane dewiacyjnymi zachowaniami grup które nie rozumieją na czym opiera się ten prąd kulturowy. Sam Anton Szandor LaVey, założyciel kościoła szatana ustalił pewne zasady, które powinny definiować subkulturę satanistów. Z owych zasad dla przykładu wyróżnię kilka dających ogólny pogląd na to jaki w istocie jest to nurt:
    ?Będąc w domu kogoś innego, okaż mu respekt albo w ogóle tam nie idź.?,
    ?Nie krzywdź małych dzieci.?,
    ?Nie zabijaj zwierząt, dopóki nie zostaniesz zaatakowany.?,
    ?Kiedy jesteś na otwartym terytorium, nie przeszkadzaj nikomu.?.
    Można zaryzykować twierdzenie, że to nie subkultury wpływają na zdemoralizowane zachowania młodzieży, lecz bardziej błędna interpretacja idei, które za owymi subkulturami stoją. Ale nie jest to jedyny powód owych wypaczeń.
    Największy wpływ na rozwój dziecka ma rodzina. Zbigniew Tyszka pisze: ?Rodzina ? mała grupa i instytucja społeczna, składająca się z rodziców, ich dzieci i krewnych. Rodziców łączy więź małżeńska, rodziców i dzieci ? więź rodzicielska będąca podstawą wychowania rodzinnego, jak i też więź formalna określająca obowiązki rodziców i dzieci względem siebie, zaś rodzeństwo łączy więź braterska.?. Gdy wszystko współgra ze sobą idealnie, nie powinno być problemów wychowawczych. 46-letni Krzysztof, zamieszkały w Przemyślu ojciec 14 letniego Mirka mówi o swoim synu:
    ?Mirek to dobry chłopak. Nigdy nie sprawiał większych problemów. W szkole radzi sobie dość dobrze. Nie ma większych problemów z nauką. Nauczyciele go chwalą. Owszem, zdarza mu się dostać gorszy stopień jak każdemu, ale zawsze takie oceny poprawiał na bieżąco. (?) Mam do Mirka zaufanie, jeszcze nigdy nie wrócił do domu nietrzeźwy, nigdy nie poczułem od niego alkoholu.(?) Całe życie sprawowałem nad nim jakąś kontrolę. Pozwalałem mu na wiele, ale gdy zrobił coś nie tak musiał liczyć się z konsekwencjami. Stosowałem różne kary. Zakazywałem dostępu do komputera, dawałem szlabany na wyjścia czy telewizję. Interesowałem się tym co robi, czym się interesuje, z kim się zadaje.?.
    Z kolei 40-letnia Marta, zamieszkała w Przemyślu samotna matka 17-letniej Magdy o swojej córce opowiada w taki sposób:
    ?Od śmierci mojego męża córka robi co chce, nie słucha mnie, nie szanuje. Całymi nocami chodzi gdzieś z podejrzanymi typami, potem zawsze jakiegoś ściąga do domu, siedzą, piją alkohol, Bóg jeden wie co jeszcze robią. (?) Ja już jej nie kontroluję. Robi co chce, gdy zwracam uwagę robi straszne awantury, grozi mi, wyzywa. A jak jeszcze jest u niej któryś z tych podejrzanych typów to po prostu się boję zrobić cokolwiek. (?)W chwili obecnej powtarza pierwszą klasę liceum. Często opuszcza zajęcia, nie uczy się, nie odrabia lekcji. (?) To wynik mojego zaniedbania. Kiedy 3 lata temu umarł mój mąż byłam załamana, przez jakiś czas zupełnie przestałam się interesować córką. Ona też bardzo to przeżyła. Była strasznie zżyta ze Staszkiem. Od tamtej pory nasze kontakty coraz bardziej się pogarszały.?
    Jak widać na podstawie powyższych wypowiedzi, duży wpływ na postępowanie młodzieży ma ich rodzina, oraz podejście rodziców do kwestii wychowania. Gdy rodzic przestaje interesować się dzieckiem, zaczyna ono podążać własnymi drogami i zachowywać się jak chce co często prowadzi do patologii. Dodatkowo przy problemach rodzinnych istnieje spore ryzyko, że dziecko zacznie przejawiać patologiczne zachowania. Gdy, ktoś trzyma stałą pieczę nad młodym człowiekiem, w pewien sposób go ogranicza, lecz zachowuje przy tym umiar owo prawdopodobieństwo jest znacznie mniejsze.
    Oczywiście nie można za zachowania młodzieży obarczać tylko rodziców. Często zdarza się, że chcą oni jak najlepiej, starają się dobrze wychować dziecko, lecz jednak pociecha chce się od nich odizolować, zachowuje się na przekór zasadom panującym w domu, niedocenia tego co robią dla niej rodzice. Cytując fragment pracy licencjackiej Jarosława Pilcha z dziedziny edukacji zdrowotnej Pt ?Doświadczenie konfliktu pokoleń przez dorastające dziewczęta? następuje ?tzw. kryzys autorytetu rodziców.? Podczas analizy tego zjawiska przeprowadził on wywiad z Małgorzatą, 18-latką z Przemyśla którego fragment tutaj przytoczę?
    ?- Czy zauważyłaś, ze strony swoich rodziców brak zainteresowania co do twojej osoby?
    -Nigdy. Zawsze interesowali się mną, tylko ja tego nie chciałam dostrzegać.
    - Czy zależało Ci na zdaniu rodziców?
    - Nie.
    - Z którym z rodziców miałaś najgorsze relacje?
    - Z mamą.
    - Co było najczęstszą przyczyną konfliktów?
    - Wagary, nie chodzenie do kościoła, ubiór, mocny makijaż.
    - Czy okłamywałaś rodziców?
    - Tak.
    - Z czym związane były te kłamstwa?
    - Przede wszystkim ze szkołą. Mówiłam im, że idę do szkoły, a tak naprawdę szłam do znajomych.
    (?)
    - Jakie było twoje podejście do świata?
    - Wrogie. Ja jestem najmądrzejsza, tylko ja decyduję o swoim życiu, a innym nic do tego.
    - Czy sięgnęłaś po używki? Jakie?
    - Tak alkohol i marihuanę.?.
    Trudno winić rodziców Małgorzaty za jej zachowanie. Zawsze interesowali się jej osobą, jednak jak widać nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. W czym więc tkwił problem w tym wypadku. Jarosław Pilch pisze o Małgorzacie: ?Aby pokazać innym jak bardzo jest ?luzacka? sięgnęła po używki tj. alkohol i narkotyki.? Więc jak widzimy kolejnymi przyczynami patologicznych zachowań młodzieży jest chęć zaimponowania rówieśnikom. Sporą rolę w wychowaniu dziecka odgrywa grupa rówieśnicza, z którą dziecko utrzymuje kontakt. Wyróżnia się 5 podstawowych typów grup rówieśniczych:
    1. Dziecięce grupy zabawowe.
    W nich zadania rozwojowe wobec jednostki są realizowane podczas zabawy, podział ról i zadań wg zainteresowań dzieci, które naśladują dorosłych i uczą się pełnienia ról społecznych.
    2. Paczki rówieśników. Skupiają dzieci i młodzież na zasadzie kontaktów koleżeńskich i sąsiedzkich, których łączy zbliżony poziom rozwoju umysłowego, podobieństwo postaw i poglądów, wspólne zajęcia, wycieczki, wychodzenie do kawiarni, na dyskotekę, spotkania towarzyskie, krytyka rodziców, i nauczycieli. Dzięki intymności stosunków przyjacielskich paczki cechuje silna więź i wysoki stopień solidarności jej członków. Wpływają na rozwój zainteresowań, talentów, motywują do pracy nad sobą, doskonalenia doświadczeń w relacjach z dorosłymi. Ścisła więź w paczce, dominuje nad lojalnością wobec innej grupy, a nawet rodziny.
    3. Kliki. Posiadają one cele sprzeczne z zasadami i normami współżycia społecznego, chcą dominować w większej grupie lub osiągać możliwie największe korzyści. Ich członkowie często manifestują swoje wpływy. Powstają w obrębie zdezintegrowanych i skłóconych społeczności, zaburzając np. proces uspołecznienia szkoły. Kryterium przynależności jest względnie równa pozycja społeczna, wiek, wykształcenie lub pochodzenie społeczne. Klika ma zwykle swojego nieformalnego wpływowego przywódcę o takich cechach. Łamią zasady praworządności i normy współżycia społecznego.
    4. Bandy, gangi, szajki ? grupy przestępcze działające w różnych środowiskach i stawiające sobie różne cele społeczne. Działają w konspiracji, a głównym kryterium przynależności jest przydatność członka w organizowaniu przestępstwa. Nie są liczne i są raczej stabilne. Powstają do systematycznego zaboru mienia. Ich członkami są ludzie zajmujący różne pozycje. Są dobrze zorganizowane. Ich przywódcy są mózgiem gangu czy szajki. W szkole tworzą je osoby w wieku dojrzewania lub młodzież o charakterze konfliktowym w stosunku do rówieśników (innych band) lub dorosłych. Główne ich cechy: kult zabawy i antyspołecznej agresywności, odwrócenie norm społecznych, różnorodność popełnianych przestępstw, wrogość i obojętność wobec innych grup/
    5. Subkultury opisane powyżej.
    Grupy rówieśnicze mają spory wpływ na zachowanie dojrzewającej młodzieży. Jedne grupy charakteryzują się wspólnymi zabawami, zainteresowaniami; inne z kolei są swoistego rodzaju kultem deprawacji. W pierwszym wypadku grupy mają pozytywny wpływ na rozwój i zachowanie młodzieży, w drugim prowadzą do stopniowego zatracania pozytywnych wartości i demoralizacji młodych ludzi.
    Podsumowując, na rosnącą patologię wśród młodzieży wpływ mają:
    - Grupy młodzieżowe, rówieśnicy z którymi młodzież obcuje;
    - Subkultury do których przynależy i przyswajanie ich ideałów ( w przypadku grup dewiacyjnych), lub błędnej ich interpretacji;
    - Status rodziny, sytuacja w domu, podejście rodziców.
    Niektórzy powiedzą także, że na dewiację wpływa mają media, brutalne filmy, gry itp. Po części jest to prawda, ale w tym przypadku sytuacja nie jest tak klarowna. Takie treści są segregowane wiekowo przez instytucje pokroju Pegi. To czy dziecko ma do nich dostęp zależy tylko i wyłącznie od podejścia rodzica. Od tego, czy pilnuje co ogląda, czy w co gra jego pociecha.
×
×
  • Utwórz nowe...