Jump to content

kacior

Forumowicze
  • Content Count

    35
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

10 Neutralna

About kacior

  • Rank
    Goblin
  • Birthday 01/05/1994

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array
  • ICQ
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Konfiguracja komputera
    Array

Recent Profile Visitors

1,500 profile views
  1. Nintendo Wii - dla jednych innowacyjna konsola, dla innych dziwny, japoński twór. Niestety w okolicach premiery należałem do tych ostatnich... ale zacznijmy od początku. Rok 2006 - premiera nowej konsoli nintendo, która wznieciła gorąca dyskusję na temat przyszłości branży gier. Zapowiadano wielką rewolucję, która odmieni oblicze rozrywki interaktywnej. Dla mnie, wtedy zatwardziałego pecetowca, była to tylko mało znacząca nowinka techniczna. Początek roku 2007 - Na urodziny dostałem rzeczoną konsolę. Przyznam się, nie byłem zbytnio uradowany, uznałem to za zabawkę dla dzieci. Po kilku partyjkach w Wii Sports urządzenie zostało przeze mnie odstawione na bok, od czasu do czasu pożyczając je członkom rodziny, którzy mieli małe dzieci. nie odbiło się to dobrze na stanie sprzętu. Październik 2016 - zapowiedź Nintendo Switch i nowej Zeldy. W mediach zawrzało. Zastanawiając się dlaczego firma ta wzbudza wiele emocji, postanowiłem odkopać swoje wii wśród niezliczonej liczby kartonów na strychu i sprawdzić poprzednie części zeldy, zanim zdecyduję się czy warto nabyć Switcha. Szybkie oględziny sprzętu: brakujący nunchuk, uszkodzona klapka od portów gamecube'a. Przy okazji zamawiania gier (Zelda Twilight Princess i Super Mario Galaxy) postanowiłem też dokupić brakujące części. Szybka naprawa, test sprzętu - wszystko działa czas wziąć się za gry. Na pierwszy ogień poszedł Marian. Jako człowiek, który wcześniej miał kontakt z tą serią tylko za pomocą emulatora nesa, zachwyciłem się tą grą. Pod przykrywką cukierkowej grafiki ukryte zostały satysfakcjonujące mechanizmy rozgrywki i proste, łatwe do ogarnięcia założenia, które z czasem stają się podstawą wymagających poziomów. Zacząłem rozumieć, dlaczego Nintendo jest firmą legendarną. Przy ich grach mogą się bawić zarówno dzieci jak i dorośli. Czas na Zeldę Twilight Princess. Podchodziłem z nastawieniem, że będzie to lekka, baśniowa opowieść. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zostałem uderzony mrocznym, mistycznym klimatem, przypominającym te z gier firmy Team ICO, czasami zabarwionym lekkim żartem. i ponownie - proste sterowanie i łatwe zasady które z czasem składają się w wymagające wyzwania. Wciągnąłem się bez reszty. Mea Culpa... moja ignorancja sprawiła, że ominęły mnie jedne z najciekawszych gier na Wii, a wszystko przez to, że uległem stereotypowi że gry na konsole Nintendo są skierowane głównie dla dzieci. biję się w pierś za to i zaczynam podchodzić do produkcji tej firmy z większym szacunkiem. Postanowiłem sobie nadrobić trochę zaległości gier z rzeczonej konsoli. Już zamówiłem sobie Zeldę Skyward Sword wraz z wymaganym akcesorium, a w kolejce czeka parę innych gier tj. Xenoblade chronicles, druga część Super Mario Galaxy czy Metroid Prime 3.
  2. "symulator excela" - popularne w internecie określenie tej gry nie brzmi zachęcająco. Jednak jest w tej grze coś, co sprawia że po ponad 12 latach serwery nie świecą pustkami. Zachęcony ostatnim przejściem tej gry na model freemium, postanowiłem sprawdzić na czym polega magia tej gry. Zostałem wciągnięty mocą czarnej dziury... Początki są dość skromne. Wybierasz frakcję, kreujesz bohatera i nadajesz mu imię. Następnie lądujesz w małym, słabo wyposażonym statku kosmicznym, a cyfrowy asystent zaczyna tłumaczyć ci podstawy. Po skończeniu tego krótkiego samouczka przychodzi czas na bardziej zaawansowane tutoriale, podzielone na poszczególne gałęzie rozgrywki(górnictwo, walka, produkcja, eksploracja). Po ich skończeniu zaczyna się prawdziwa przygoda. Wyposażony w parę podstawowych statków, pozwalających sensownie zarabiać ISK - walutę uniwersum EVE. Można się poczuć zagubionym w gąszczu możliwości, z których wiele nie zostało nawet opisanych w samouczkach. Najbezpieczniej jest zacząć od kopania. pozwala zarobić ono dosyć sensowne pieniądze, ale bądźmy szczerzy - mało kto ma na tyle cierpliwości, aby siedzieć przez piętnaście minut aby wypełnić zbiornik na rudę. Dla mnie jest to sposób aby coś zaroić w czasie gdy muszę zajmować się czymś innym. Produkcja - zebraną rudę można przetworzyć na minerały, z których z kolei można (z pomocą odpowiedniego schematu) wyprodukować moduły, amunicję, statki czy nawet stacje kosmiczne. Tutaj leżą wielkie pieniądze. Potrafiąc obserwować zapotrzebowanie na rynku i odpowiednio reagować z profilem produkcji można szybko dorobić się niemałej fortuny. Walka - tu już jest ciekawiej, chociaż początkowo dostępne misje są słabym źródłem funduszy. Zaczynasz misję, lecisz do punktu docelowego, rozwalasz paru piratów i wracasz po nagrodę. dodatkowym zarobkiem może być sprzedaż przedmiotów zebranych z wraków oraz złomu który można z nich zebrać za pomocą odpowiedniego modułu zamontowanego na statku. Eksploracja - według mnie najciekawszy aspekt rozgrywki. Skanuje się systemu w poszukiwaniu odpowiednich miejsc. Zawierają one albo resztki po wielkich bitwach, albo struktury zawierające bezcenne dane. Aby dostać się do skarbów w nich zawartych należy najpierw dany relikt/strukturę "zhakować". odbywa się to przez przyjemną minigierkę, w której należ odnaleźć główny węzeł sieci, omijając firewalle itp. Jak ma się szczęście, to z jednego takiego miejsca można wynieść grube miliony. To są główne profile działalności w EVE. Jednak jest to wierzchołek góry lodowej. Po jakimś czasie zaczyna zauważać się kolejne smaczki, a także wyrabia się pewne strategie, aby zoptymalizować przyrost pieniędzy i zwiększyć szansę na przeżycie w tym niebezpiecznym (wszech)świecie. Śmierć czai się na każdym kroku. Nawet podczas względnie bezpiecznego górnictwa można w krótkim czasie stracić swój dorobek. Prawdziwą siłą tej gry jest jednak jej społeczność. Jest wiele możliwości interakcji z innymi graczami. Od mocno rozbudowanego PvP (w którym nie ma żadnych zasad. Możesz zostać zaatakowanym w każdej chwili), przez rynek zasilany prawie w całości przez graczy, aż po korporacje mogące zrzeszać tysiące członków. Miedzy korporacjami mogą tworzyć się sojusze, oraz dochodzić do starć, w których biorą udział setki statków. Dla przykładu - zniszczenie jednej z najmocniejszych cytadel, które odbyło się początkiem grudnia: Od grudnia EVE Online jest dostępne za darmo, ale takie konto jest w pewien sposób ograniczone. Zablokowana jest możliwość nauki wysokopoziomowych umiejętności, potrzebnych do korzystania z mocniejszych modułów oraz statków większych od krążownika. Według mnie jest to wystarczające, aby cieszyć z gry, a po osiągnięciu limitu można zdecydować się na abonament odblokowujący resztę możliwości. Można go opłacić prawdziwymi pieniędzmi(15$ za miesiąc, taniej wychodzi opłacając konto na dłuższy okres), lub walutą z gry, kupując na rynku PLEX - specjalny przedmiot mogący być wykorzystany do przedłużenia konta premium. Na koniec ostrzeżenie - Ta gra to pożeracz czasu. Spędzam w niej codziennie parę godzin, a kolejka umiejętności do nauki jest ustalona na około 2 tygodnie. Już parę razy zdarzyło mi się zorientować o 4 nad ranem, że pora już skończyć i położyć się spać
  3. niestety większość okładek to skopiowanie materiałów reklamowych. Mało inwencji własnej (jedynie numer urodzinowy wymagał stworzenia czegoś własnego). Zagłosowałem na ME, wygląda najlepiej z nich wszystkich. Jako najgorszą uważam tą z pokemonami, trochę wstyd mi było podchodzić z nią do kasy
  4. Kompozytorzy muzyki do gier robią cholernie dobrą robotę. Nadają rozgrywce głębi, umiejętnie podkreślając to co dzieje się na ekranie. Wiele serii ma swoje unikalne motywy, które ostatnio są nawet rozpoznawane przez ludzi, którzy mają niewiele wspólnego z grami. W spokojne wieczory lubię założyć sobie słuchawki na uszy i delektować się samą muzyką z gier (polecam wykonania Londyńskiej Orkiestry Filharmonicznej). PS: BAFTA Games Awards to dla mnie była wielka szopka, brytyjskie gry były mocno faworyzowane, chociaż co do nagrody dla Ori and the Blind Forest jestem w pełni zgodny.
  5. kacior

    PeCe mastah rejs!

    Według mnie ostatnio wojna platform jest prowadzona bardziej dla jaj, w komentarzach często czuć nutę sarkazmu i żartu. Nawet określenie "PC Master Race" to swoisty pstryczek w nos dla hejtujących konsole, niestety przez wielu omylnie uznawany za pochwałę graczy "biurkowych" (że tak ich określę). Sam jestem graczem bardziej pecetowym, ale nie uważam że zakup konsoli jest dla "biednego, brudnego plebsu". Posiadam też "xkloca" oraz "plejkę" i od czasu do czasu lubię rozsiąść się wygodnie na kanapie, ciesząc się ich exclusive'ami, nawet jeśli brakuje im obsługi 4K i 60 FPS
  6. mocniejszy brat (alcatel idol 4S) ma już zamontowany wyświetlacz QHD, ale koszt tego telefonu wynosi niestety drugie tyle, co za zwykłą czwórkę.
  7. PS4 Pro i Scorpio to konsole dla wymagających. to jest tak jak z PC'tami - Ci co chcą grać we wszystko w 4K i 60 fps ładują w swoje komputery OGROMNĄ kasę. Dla mniej wymagających wystarczy już skrzynka za 2,5 tys zł. Na konsolach będzie podobnie. Ktoś kto chce tylko od czasu do czasu usiąść na kanapie i pocieszyć się grą kupi tańszą wersję podstawową, która i tak uruchomi każdą grę z tej platformy. W 4k i VR(które według mnie jest mocno przereklamowane) będą bawić się tylko zapaleńcy.
  8. Ja bym chętnie zagrał w karciankę na bazie uniwersum Sanctuary. A tak na serio: Jest parę mocno prawdopodobnych możliwości: Nowa gra trzymająca się dotychczasowej konwencji (hack'n'slash z ograniczonym multi), nowy dodatek albo MMO, w końcu przestarzały Wow powoli umiera, a rozwinięty lore Diablo nadaje się na taką masówkę. Jeszcze jakby zachowali dynamikę i system generowania ekwipunku z poprzednich części to sukces murowany.
  9. Nadszedł czas, kiedy stary telefon przestał nadążać za nowinkami, a zużyta bateria ledwo starczała na dzień użytkowania. Postanowiłem więc, przy okazji podpisania nowej umowy z operatorem, na zakup nowego. Spośród wielu telefonów ze średniej półki moją uwagę przykuł Alcatel Idol 4, wyróżniający się dobrymi, jak na swoją cenę, podzespołami oraz dołączonymi do zestawu goglami VR. Po otwarciu pudełka moim oczom ukazała się plastikowa skrzyneczka z wielkim przyciskiem, na którym był znak ostrzegawczy. Wbrew instynktom samozachowawczym(to ma wybuchnąć czy co?) postanowiłem go wcisnąć. Pudełko nie wybuchło, ale otworzyło się, ukazując swoje wnętrze. W dolnej połowie znajdowały się akcesoria, tj. ładowarka, plastikowe etui, folia ochronna na ekran, słuchawki(wysokiej jakości, dokanałowe, marki JBL) oraz pasek do przymocowania gogli na głowie. Górna połowa to same gogle. Ale telefonu dalej nie ma. Producent postanowił schować go pod przednią osłoną gogli, zamontowany w uchwycie na telefon. Samo urządzenie sprawia bardzo dobre wrażenie. Pokryty szkłem z obu stron i otoczony aluminiową ramką, o grubości niewiele większej od wejścia słuchawkowego. Uwagę przykuwa umiejscowienie głośników. Znajdują się one na górnej i dolnej krawędzi ramki, co pozwala na odtwarzanie dźwięku stereo bez konieczności podłączania zewnętrznych urządzeń. Ekran charakteryzuje się wysoką rozdzielczością (1080p), a jasność pozwala na bezproblemowe korzystanie nawet w słoneczny dzień, chociaż według mnie barwy są trochę za chłodne. Nie ocenia się książki po okładce, więc spójrzmy teraz na to co siedzi w środku obudowy. 8-rdzeniowy Snapdragon o taktowaniu 1,5 GHz, wspomagany dodatkowo układem graficznym Adreno 405 i 2 GB pamięci RAM pozwala na dużo. Testowałem na wielu aplikacjach 3D i z każdą poradził sobie bezproblemowo. Jedynym problemem jest znaczne nagrzewanie się telefonu podczas intensywnego korzystania. Tutaj ukazuje się praktyczne zastosowanie ramki z aluminium, ponieważ wytwarzane ciepło znajduje ujście właśnie przez nią, pozwalając na utrzymanie względnie niskiej temperatury ekranu i tylnego panelu. Do tego dochodzi dobrej jakości aparat, oferujący zdjęcia w 8Mpx oraz filmy w fullHD. Interesujący jest tu tryb nagrywania w spowolnieniu, chociaż jakość nagrania spada wtedy drastycznie. Telefon jest wyposażony dodatkowo w: -moduł NFC -dual SIM - niestety druga karta zajmuje miejsce karty microSD, -programowalny przycisk BOOM -technologię Quick Charge -USB OTG Przejdźmy jednak do rzeczy najbardziej interesującej w tym telefonie, czyli zestawu gogli VR. Niestety tutaj się zawiodłem. Wyglądem przypominają rozwiązanie oferowane przez Samsung(Gear VR), chociaż brakuje im wielu funkcji obecnych u konkurencji. Same gogle są dosyć lekkie i nie sprawiają dyskomfortu podczas noszenia, problemem jest za to dosyć mało miejsca na nos, przez co kant obudowy w tym miejscu trochę mnie uwierał. Gumowa osłona dobrze izoluje od światła wewnętrznego, a wyściełanie krawędzi gąbką zapobiega pojawianiu się czerwonych linii na skórze po zdjęciu urządzenia. Optyka należy jednak do sporych minusów. Pole widzenia jest bardzo małe, dlatego ma się wrażenie oglądania świata wirtualnego przez lornetkę. Do tego dochodzi znaczna aberracja chromatyczna* na krawędziach obrazu. W połączeniu z niską (jak na zastosowania VR) rozdzielczością obrazu efekt jest tragiczny. W samych aplikacjach telefon sprawuje się bardzo dobrze. Gogle mają dedykowane przyciski na spodniej stronie obudowy pozwalające sterować oprogramowaniem. Reakcja na ruch jest natychmiastowa, a generowany obraz płynny. Podsumowując: Sam telefon oferuje bardzo dobre osiągi jak na swoją cenę, chociaż to, co miało być jego głównym autem, czyli dołączone gogle, mocno zawodzi. Widać, że jest to nietypowy gratis mający przyciągnąć klienta. Lepszym dodatkiem według mnie są tutaj genialne słuchawki JBL'a. Mimo tego w dość przystępnej cenie dostajemy dobrej jakości telefon, o niemałych możliwościach. *https://pl.wikipedia.org/wiki/Aberracja_chromatyczna PS:Przepraszam za brak zdjęć, nie posiadam dobrego aparatu, a jakość ujęć ze starego telefonu woła o pomstę do nieba.
  10. Prawda, rozgrywka do dynamicznych nie należy, ale dla mnie to nie problem. Lubię ciekawie zbudowane światy i interesującą fabułę. Dlatego np. podobał mi się Final Fantasy XIII, krytykowany za tragiczną walkę, ale z porządną historią. Wkurzałem się na powtarzalne bitwy polegające na gwałceniu jednego przycisku, a mimo to parłem dalej, aby poznać dalszy rozwój wydarzeń. i jestem miłośnikiem poin'n'clicków być może niedługo zrobię recenzję obecnie ogrywanej przeze mnie trylogii Deponia.
  11. dzięki za uwagi, już poprawiam
  12. Postanowiłem oprócz recenzji świeżych gier zrobić serię o grach starszych, które kiedyś sprawiły mi wielką radość podczas rozgrywki. Będę opisywał wrażenia z powrotu, czy gra się godnie zestarzała i czy warto po nie sięgać raz jeszcze( lub po raz pierwszy, jeśli ktoś jeszcze nie grał ) Do rzeczy: na pierwszy ogień idzie Mass Effect, gra stworzona przez mistrzów RPG'ów Bioware i wydana w 2008 roku przez EA. Bardzo ciepło przyjęta przez graczy i krytyków. Graficznie czuć, że ta gra ma już 8 lat na karku, głównie przez rozmyte tekstury i sztywne animacje. Grafikę można poprawić instalując mody zwiększające rozdzielczość tekstur. Znacznie poprawiają one wrażenia z gry. No cóż, taki urok grania w starsze tytuły . Ale nie grafika stanowi siłę tej produkcji, a stworzony prze Bioware wszechświat, pełen różnorodnych ras obcych, zaplątany w politycznych zawiłościach i bardziej "przyziemnych" problemach. Podróżując po różnorodnych planetach czuje się jego ogrom i to, jak tętni on życiem. Historia przedstawia ludzi jako rasę, która dopiero niedawno zaczęła podbój kosmosu i stara się ułożyć swoje miejsce w kosmosie. Założyła pierwsze kolonie i podczas spotkania innych ras doszło do wojny pierwszego kontaktu. Po wojnie ludzie zostali przyjęci do społeczności galaktycznej, ale nie cieszą się zbytnią popularnością wśród rasy turian, z którą prowadzili tę wojnę. W grze sterujemy Shepardem, komandorem służącym ludzkiemu Przymierzu. Poznajemy go podczas zdawałoby się rutynowej misji testującej nowe systemy maskujące SSV Normandii. Po przybyciu okazuje się że cel ich podróży jest znacznie ważniejszy od rutynowego sprawdzenia nowej technologii. Shepard musi wraz z turiańskim widmem* Nihlusem odzyskać starożytny przekaźnik wykopany przez lokalnych kolonistów. Komandor staje także przed możliwością zostania widmem, dlatego przebieg misji ma być oceniany przez turianina. Jest to całkiem dobre zawiązanie historii, w stylu wręcz Hitchcock'a, dlatego o przebiegu tej misji już nie pisnę ani słowa . Fabuła to space opera w epickiej skali, gdzie za zadanie mamy uratowanie galaktyki przed zagładą. Toczymy wielkie bitwy, zawiązujemy sojusze, a jednocześnie rozwijamy personalne relacje z członkami załogi. Dwóch z nich możemy wziąć ze sobą do bitwy. Będą oni nas wspierać swoimi umiejętnościami, udzielać się w dialogach i komentować bierzące wydarzenia. Kompani są różnorodni, należą do wielu ras i mają unikalne charaktery. Jest Kroganin, typowy osiłek i agresywny typ, mamy też intelektualistę salarianina i honorowego turianina. Jedynie charakter przedstawicieli ludzkiej rasy jest mało interesujący, wręcz nijaki. Oprócz głównego wątku przewija się wiele równie ciekawych wątków pobocznych, jak np. konfliktu kroganów z turianami, związanym z użyciem przez tych drugich "genofagium" - wirusa wycelowanego w rasę krogan, powodującego znaczne obniżenie ich zdolności rozrodczej(w drastyczny sposób, wiele ciąż kończyło się poronieniem lub śmiercią zaraz po narodzeniu). Wisienką na torcie jest ścieżka dźwiękowa, pasująca do klimatów sci-fi i podkreślająca patos historii. Zdecydowanie polecam ten tytuł każdemu. Pomimo paru mało słabo przemyślanych mechanik (na szczęście naprawionych w późniejszych częściach) grę warto poznać, głównie dla poczucia epickiego klimatu i poznaniu wszechświata dopracowanego w najdrobniejszym szczególe. Grę można w łatwy i tani sposób zakupić w wersji cyfrowej na platformach Steam i Origin, jednak wersje te nie posiadają spolszczenia. Aby cieszyć się udaną lokalizacją ze znakomitym polskim dubbingiem należy szukać używanych wersji pudełkowych lub skorzystać z nieoficjalnych modów instalujących polski tekst i ścieżkę dialogową. *widmo - specjalna jednostka wywiadowczo-militarna Rady. Potajemnie załatwiają brudną robotę zleconą przez Radę cytadeli. Posiadają pełen immunitet.
  13. Lata w produkcji, obsuwy w premierze i góra hype'u. I w końcu jest, "mesjasz" gier nadszedł w chwale, a tłumy upadły na kolana przed jego potęgą... Czy na pewno? Niestety rzeczywistość okazała się brutalna, a 18 kwintylionów planet okazało się mniej zróżnicowane niż to zapowiadali twórcy. po odwiedzeniu kilkunastu planet już zaczyna się zauważać klocki, z których stworzone są poszczególne światy, a fauna to w większości pokraki, które wyglądają jak żywcem wyciągnięte z rysunków 5 letnich dzieci. Eksploracja, w której tak na prawdę nie ma co odkrywać, a szczątkowa fabuła to tak na prawdę tylko kierunkowskaz dla osób, które boją się podróżować przez kosmos na własną rękę. Największy "atut" gry, czyli proceduralne generowanie w zasadzie wszystkiego (z paroma wyjątkami) mocno kuleje. Co prawda poszczególne światy są mocno zróżnicowane pod względem klimatu, fauny i flory, ale już "miejsca zainteresowania"(że tak przetłumaczę "points of interest") to gotowe elementy, różniące się tylko znajdźkami. Tu spotkamy kosmitę, tam się rozbił statek, zaraz obok są ruiny gdzie się nauczymy paru słów i tak w kółko. Cała rozgrywka polega na wejściu w atmosferę planety, odwiedzeniu paru POI, nazbieraniu surowców i wyruszeniu w poszukiwaniu nowego światu. Co do nauki słów to według mnie najciekawszy element produkcji. Ras obcych jest kilka, a każda posługuję się własnym językiem. Zaczynając grę nie znam żadnego słowa w ichniejszych narzeczach, a rozmowy wyglądają tak, że obok niezrozumiałej dla nas (na razie) kwestii kosmity wyświetlany jest opis zachowań rozmówcy. Musimy wtedy odgadnąć jego intencje z kontekstu. Słów można się nauczyć ze starożytnych totemów, rozsianych po planetach. Po nauce danego słowa podczas rozmowy jest ono podstawiane w odpowiednim miejscu kwestii obcego. Niestety niedomaga tutaj polskie tłumaczenie, które sprawia że przetłumaczony tekst wygląda jakby był przepuszczony przez wczesną wersję google translator. Gra jest niesamowicie ślamazarna, ma się odczucie, jakby postać chodziła tempem spacerowym, a "sprint" nie pomaga zbytnio. Pojemność ekwipunku jest mikroskopijna, a instalacja usprawnień zajmuje sloty współdzielone z przenoszonym towarem. O ile dla kombinezonu można łatwo tą pojemność poszerzyć, to statek wymaga już wymiany na większy model, poprzez kosztowny zakup u podróżnych handlarzy czy naprawę jednego z wraków(chociaż pomimo paru godzin gry nie spotkałem się z wrakiem pojemniejszym od podstawowego statku). Ogólne odczucie mam takie, że nie jest to gra wybitna, ale kompletną porażką też nie jest. Lubie do niej zasiąść po męczącym dniu aby odprężyć się przez godzinkę, nieśpiesznie przeszukując kolejne światy i ucinać sobie krótkie pogawędki z obcymi. *hype train - angielski termin slangowy oznaczający zachwyt dużej grupy ludzi nad nadchodzącym wydarzeniem, produktem, itp. PS: Mój pierwszy wpis i pierwsza recenzja. Byłbym wdzięczny za wszelkie słowa krytyki
  14. Na liście nie widzę interesujących mnie tytułów. Chętnie zagłosowałbym na FFXV(pomimo słabego przyjęcia ostatniego gameplayu w mediach) i nowego south parka. dziwi mnie obecność na liście Gwinta(już czuję na sobie wściekły wzrok fanów wieśka) - karcianka F2P oparta na słabym mechanizmie rozgrywki, ewidentnie nastawiona na trzepanie kasy z boosterów, temat niejednokrotnie przerabiany. Tu nie będzie żadnej rewolucji.
  15. kacior

    Taikodom

    też zacząłem w to grać .na pierwszy rzut oka fajna. wie ktoś dlaczego serwery są dzisiaj wyłączone? nie mogę włączyć gry ani wejść na ich stronę
×
×
  • Create New...