Jump to content

Kathai_Nanjika

Forumowicze
  • Posts

    7,150
  • Joined

  • Days Won

    25

Blog Entries posted by Kathai_Nanjika

  1. Kathai_Nanjika
    [dodatkowe info dla Stefana] Jeżeli jakimś niesamowitym zrządzeniem losu jednak czytasz ten wpis, to możesz już przestać i wrócić do swoich zajęć, bo nie znajdziesz tutaj niczego ciekawego. ^^ Słowem o Tobie nie wspomnę. [/dodatkowe info dla Stefana]
    Od autorki: jest co świętować, więc doszłam do wniosku, że nic się nie stanie, jeśli wrzucę krótki, nieciekawy wpisik i podzielę się z Wami własnymi wspomnieniami i przemyśleniami. Planowałam nieco wcześniej opublikować podobny tekst, bo z okazji nabicia pięciuset godzin, no ale wyszło, jak wyszło. orz
    Wybaczcie taką chaotyczną formę, ale inaczej się nie dało.





    1000 godzin minęłooo, jak jeden dzieeeń...

    Pewnie zapytacie z niedowierzaniem: "1000 godzin!? Kobieto, bój się Bora. Naprawdę zmarnowałaś tyle czasu przy jednej grze?!"
    Haha, no ba! I z pewnością "zmarnuję" znacznie więcej.
    Tytułowa obsesja na punkcie Team Fortress 2 rozpoczęła się latem 2011 roku.
    Nie posiadałam wtedy nawet konta w serwisie Steam, nie byłam zainteresowana ani grą (aczkolwiek odkąd w sklepach pojawił się The Orange Box, przejście obojętnie obok takiego pomarańczowego stoiska było niemożliwe; niestety przez kilka lat dysponowałam bezprzewodowym internetem z miesięcznym transferem i musiałam się ograniczać), ani całą społecznością/fandomem.
    Z czasem, poniekąd mimowolnie, znajdywałam coraz więcej informacji odnośnie rozgrywki w TF2, trafiałam na przeróżne twory fanów z deviantArt, gdzieś tam przemykały zapowiedzi, recenzje, newsy... Innymi słowy, chęć zbadania gry i ciekawość zaczęły zżerać mnie od środka. Chciałam się przekonać na własnej skórze, z czym to się je.
    Nie ma się więc co dziwić, że kiedy w czerwcu została ogłoszona wiadomość o tym, że Team Fortress 2 przeszedł w tryb free-to-play, byłam naprawdę mile zaskoczona.
    Skoro dają, trzeba brać. Transfer miałam wreszcie przyzwoity, bez limitów, co znaczyło mniej więcej tyle, że zdołałam ściągnąć te "parę" giga nakryć głowy danych bez żadnych przeszkód.
    W tym samym czasie na światło dzienne wyszedł nowy, krótki filmik z serii "Meet the..."*. Akurat przyszła kolej na poznanie Medyka i to właśnie dzięki niemu i Uberowej aktualizacji, która wszystkiemu towarzyszyła, moja mania przekształciła się w coś dużo większego i straszniejszego. W ten sposób zostałam wciągnięta w świat najlepszego wojennego symulatora czapek.
    Szybko dotarły do mnie różne dziwne dzieła znanych i nieznanych gmoderów z YouTube i... Tak to się potoczyło. Kilka dni później założyłam profil na Steamie i mogłam rozpocząć zabawę.
    Początkowo wyżywałam się jedynie na niewinnych botach, starając się, chociażby w niewielkim stopniu, opanować każdą z klas, nauczyć się, co i jak działa, którą postacią osiągam najlepsze rezultaty, coby się nie ośmieszyć po wyjściu do ludzi. Nieco później dołączył do mnie mój brat, którego udało mi się namówić do wspólnej gry.
    Po iluś tam godzinach treningów, w końcu zaczęłam grać na publicznych serwerach i ćwiczyć na, mniej lub bardziej zorientowanych, graczach. Kolejnym krokiem było przejście na konto premium (niektóre steamowe opcje są niedostępne dla graczy F2P, co lekko mnie irytowało. Poza tym ekwipunek był ograniczony tylko do pięćdziesięciu miejsc. Gdzie niby miałam trzymać te wszystkie czapki?!).





    Z botami było trudniej...

    Screen z września 2011. Być może to wina tego, że gra stała się darmowa zaledwie kilka miesięcy temu i pojawiło się wielu nowych graczy, ale, nie przesadzajmy, sama doświadczona nie byłam (i zresztą dalej nie jestem, nawet po tylu godzinach na karku).
    7 dominacji w moim wykonaniu, to obecnie rzadki widok, (nie)stety. Choć trafiają się nierzadko na serwerze takie nieporadne duszyczki, na których można sobie troszeczkę podnieść statystyki.
    Swoją przygodę w TF2 rozpoczęłam z Heavim; to dosyć łatwa klasa - idziesz, zmiatasz przeciwników minigunem, ruszasz dalej. Problem jest tylko taki, że Gruby, jak sama nazwa wskazuje, porusza się tak, jakby Stefan bez przerwy siedział mu na plecach ciągnął ze sobą sznur tirów i bardzo łatwo można zarobić kilka rakiet w tyłek lub headshota. Dlatego warto mieć dobrego Medyka pod ręką.
    Aktualnie najczęściej gram Żołnierzem. Mile wspominam jedną rundę, gdzie zdobyłam Soldem 20 killi w około 5-6 minut. Mało? Może i tak. A dlaczego nie więcej? Przyczyną mojej śmierci była eksplozja wózka z ładunkiem wybuchowym, kiedy przejmowaliśmy ostatni punkt na mapie. Dlatego, o. W każdym razie - traktuję to jako swój prywatny, duży sukces.
    Pyro też jest w porządku, podpalanie i siekanie toporkiem czy zrzucanie graczy w przepaść strumieniem powietrza daje niemałą satysfakcję. Staram się nim grać jak najczęściej, a już zwłaszcza ćwiczyć odbijanie rakiet i bomb, bo z tym mam największe problemy. Widok rozczłonkowanego gracza, który zginął od własnej rakiety/bomby jest bezcenny.
    Lubię również poczciwego black Scottish cyclopsa (Demodemodemo), czyli spamowanie granatami i zostawianie ukrytych niespodzianek w postaci bomb samoprzylepnych. Demoknighta przemilczę. Przydałby mi się najpierw porządny trening szarżowania, no i walki wręcz, bo w sytuacji takiej, jak melee fight, zwykle polegam bardziej na szczęściu niż umiejętnościach.
    Medykiem nie pogardzę, bo sporo nim grałam z początku; przykrym i dość powszechnym zjawiskiem jest to, że gracze zwykle nie zwracają na niego uwagi i wolą mieć w drużynie pięciu Snajperów, licząc, że w ten sposób szybciej/łatwiej wygrają. Brak Medyka, choćby i takiego nieporadnego, to według mnie niewybaczalny błąd.
    Totalnie niezgrana i/lub niezbalansowana drużyna, plus fakt, że niewielu graczy przejmowało się losem biednego Meda oraz moje wybitne umiejętności, oznaczały wielokrotne respawny, ale za każdym razem nabierałam większej wprawy, mogłam się czegoś nauczyć, jak na przykład częstszego oglądania się za siebie, unikania pocisków, chowania się za graczami czy innymi przeszkodami itd. Teraz przynajmniej nie ginę co sekundę.
    Skauta lubię tylko na kilku mapkach. Grając nim trzeba mieć dobre oko i mądrze korzystać ze swojej szybkości, skuteczne jest podbieganie znienacka do wroga i wręczanie mu tzw. "meatshotów" z dubeltówki. Oczywiście i tak się do tego nie stosuję, bo na ogół nie mam okazji zbliżyć się na taką odległość do nieprzyjaciela. Choć naturalnie zdarzają się wyjątki.
    Do Inżyniera przekonałam się jedynie poprzez jedną z najbardziej irytujących rzeczy w TF2 - mini działko strażnicze. No i Engie w trybie MvM bywa przeraźliwie skuteczny.
    Granie Snajperem najlepiej wychodzi mi na mapach z trybem medieval, czyli takim, gdzie można używać jedynie broni melee, w przypadku Snajpera to łuk i nóż.
    A na Szpiega się nie nadaję, bo nie. Chyba że mam szczęście i trafię na wyjątkowo nieogarniętych graczy (ostatnią zabawną akcją, jaką pamiętam z grania Szpiegiem, było ściganie się z jednym Skautem wokół wagonika i dwukrotne wbicie mu sopla lodu w plecy).
    Co jakiś czas przyłączał się brat (nie ma nic fajniejszego od grania w duecie Heavy-Medyk, kiedy druga osoba siedzi tuż obok i można się z nią bezproblemowo komunikować i wzajemnie ostrzegać), wtedy nikt nie był w stanie nas powstrzymać.
    W grudniu Mariusz Saint zaprosił mnie do wspólnej gry na serwerze pewnej zakręconej grupy (się zniecierpliwił, bo miałam sama do niego dołączyć, ale prawdopodobnie nigdy bym tego nie zrobiła, wiedząc, że grają tam tacy doświadczeni gracze). Z zaproszenia w końcu skorzystałam, chociaż przyznam szczerze, że początkowo robiłam to niechętnie.
    Start był trudny. Na szczęście nie należę do osób, które szybko się załamują, wyzywają innych od cheaterów (HAAAAX!), robią ragequit, a potem już nigdy nie wracają. W końcu to tylko gra.
    Spodobała mi się tamtejsza swojska atmosfera, ludzie, humor i obecnie rzadko bywam na innych serwerach.
    W międzyczasie wzięłam udział w kilku Highlanderach**. I przyznam, że tego typu urozmaicenia są fantastyczne. Mimo że swojego pierwszego, nieoficjalnego "meczu" nie mogłam zaliczyć do udanych***, to radochę miałam przeogromną i mój zapał do gry nie zmniejszył się nawet odrobinę. Wręcz przeciwnie. Co więcej, miałam sposobność zagrać w kilku oficjalnych pojedynkach (niestety z marnym skutkiem...) i to naturalne, że człowiek po przegranej ma ochotę rzucić wszystko w cholerę, zniechęca się do gry i jest przybity, ale trzeba umieć się z tym pogodzić i przede wszystkim nie brać tego aż tak poważnie.
    Dla tych, którzy nigdy nie grali w TF2 i zastanawiają się nad instalacją lub też grali i znudziła im się zwykła rozgrywka, a o innych "dodatkach" nie wiedzą - oprócz Highlandera można znaleźć między innymi takie tryby/modyfikacje (postaram się, w miarę możliwości, w uproszczony sposób je przedstawić. Nie jestem stałą bywalczynią takich (fun)serwerów, dlatego z góry przepraszam prawdziwych fanów owych trybów, jeśli pojawiły się w opisie jakieś nieścisłości, nie bijcie!):
    pojedynki 6 vs 6 - podobne zasady jak w HL, lecz tutaj mamy drobne zmiany w klasach - 2 Skautów, 2 Żołnierzy, 1 Medyk i 1 Demoman. Naturalnie gracze mają prawo zmienić klasę (ale oczywiście nie mogą się one powtarzać) w dowolnym momencie rozgrywki; zwykle dzieje się to podczas tych cięższych momentów, kiedy potrzebna jest silniejsza obrona, by szybko unieszkodliwić nacierających przeciwników,
    VS Saxton Hale**** - w tym trybie mamy tylko jeden zespół, składający się, powiedzmy, z 20 graczy, walczący z jednym przeciwnikiem - Saxtonem. W Saxtona wciela się losowa osoba i, żeby przeżyć i wygrać, po prostu stara się wybić całą resztę. Żeby nie było jej zbyt trudno, ma kilka tysięcy punktów zdrowia, zabija jednym ciosem, bardzo szybko biega i posiada parę innych ciekawych właściwości. Zadaniem pozostałych jest oczywiście zabicie Hale'a lub, ewentualnie, przejęcie punktu kontrolnego (co tyczy się również osoby grającej Saxtonem),
    Prop Hunt - czyli coś jak zabawa w chowanego. Każdy gracz z drużyny RED zostaje zamieniony w jakiś przedmiot (skrzynkę, stóg siana, beczkę, wiadro, płot, drzwi itp.) i mają kilkanaście sekund na ukrycie się, natomiast grupa BLU musi wszystkich odnaleźć (i zabić). Mają na to przeważnie kilka minut,
    Randomizer - nieważne, jaką klasę i jaki ekwipunek dla niej wybierzemy, bo po dołączeniu do gry, dostajemy losową postać z zupełnie przypadkowym ekwipunkiem. I tak: Medycy pokazują swoje prawdziwe oblicze i niespodziewanie mogą wystrzelić rakietę między oczy, Skauci biegają z minigunami, a Szpiedzy... Powiedzmy z rękawicami bokserskimi i miotaczami ognia,
    Zombie Fortress - l4d się kłania. Grupka "niezainfekowanych" (która, aby wygrać, musi ukończyć jakiś cel, w zależności od trybu, może to być przejęcie punktów kontrolnych, obrona przed atakami, zbieranie walizek i znoszenie ich w jedno miejsce etc.) walczy przeciwko grupie "zombie", która - niestety - może posługiwać się jedynie bronią do walki wręcz. Ale ktokolwiek zginie z ręki zombiaka, zostaje natychmiast przydzielony do drużyny zombie i rusza do walki z ocalałymi,
    Parkour Fortress - chyba tłumaczyć nie trzeba. Bieganie po ścianach, skakanie, wspinanie się, spadanie z dużych wysokości itepe,
    Dodgeball - w grze biorą udział jedynie Pyro. Ogólnie polega to na odbijaniu rakiet za pomocą strumienia sprężonego powietrza w stronę przeciwnej drużyny. Kto nie odbije pocisku na czas - ginie,
    Koszykówka/Basketball - w tej modyfikacji możemy poćwiczyć rakietowe skoki i airshoty. Mapka przypomina boisko do koszykówki, mamy dwa kosze, a rozgrywka toczy się na zasadzie "zdobądź flagę". Tyle tylko, że tutaj mamy jedną, neutralną walizkę, która zastępuje nam piłkę. Do kosza można dostać się rakietowym skokiem. Nie ma ograniczeń, co do wyboru broni, chociaż nie każda jest mile widziana podczas gry.

    Istnieje jeszcze kilka innych modyfikacji (MvM, surfing, MGE, etc.), o których nie chcę się rozpisywać, niech to Wam póki co wystarczy. A ciekawskich odsyłam do TF2 Wiki.
    Myślę, że nadeszła już pora, by zakończyć ten nudny wpis, ale zanim to zrobię, pragnęłabym podziękować paru osobom (buahaha, to nie koniec!), z którymi wiążę mnóstwo pozytywnych wspomnień, i które także nieco zmieniły mój pogląd na TF2. Po pierwsze: MSPaintowi... Za całokształt. Nie doświadczyłabym tego wszystkiego, gdyby nie Ty i Twoje zaproszenia do wspólnej gry. Błąkałabym się gdzieś po serwerach Valve, przeklinała niedoświadczonych graczy, a już na pewno nie czerpałabym takiej radości z grania. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo czasami motywuje mnie chęć zdominowania (śmiejcie się, śmiejcie!) Ciebie i/lub Stalowego, o którym to zaraz coś napiszę.
    Stalowy. Za te Twoje "szkolenia". Za to, że mnie zawsze dominujesz. Za kręcenie się po jednym obszarze na koth_nucleus. I za te Twoje krytyki. Poza tym jesteś świetnym graczem i granie z Tobą w jednym zespole, to czysta przyjemność. Przeciwko Tobie zresztą też, bo to wielgachne wyzwanie.
    m(s) - za Twoją pocieszną niechęć do TFa, której nigdy nie zrozumiem. Im więcej hejtujesz, tym ja chętniej gram. Tak trzymaj. ;] Niezmiernie cieszy mnie fakt, że spróbowałeś MvM, a ostatnio widziałam, że i na normalnych serwerach grywałeś. Poważnie, Stefan? Coś się dzieje, jeszcze nie wiem co, ale na razie to mi się podoba.
    Sed - THE. MOST. ANNOYING. SCOUT. EVER. Nie, ale serio. Grasz z humorem i już w sumie nie nie mam ochoty wyrzucać klawiatury przez okno, kiedy po raz 50 pojawiasz się nie wiadomo skąd i mnie zabijasz.
    ImpulseM - za to, że jesteś tak irytująco (oczywiście tylko wtedy, kiedy gramy w przeciwnych drużynach) dobry jako Żołnierz. I równie dobry jako Pyro. Kolejny powód, by popracować nad sobą. :]
    Nue/jurom - dzięki Tobie mam na koncie swój pierwszy wygrany pojedynek. ;P Nie bałeś się przebywać ze mną sam na sam na serwerze! No i jesteś fantastycznym Engiem. :3
    Mayron - nawiązałeś ze mną kontakt, wróciłeś do TF2 i sporo przez ten czas grałeś. Pomocny Medyk i zbyt narwany Heavy z Ciebie.
    Lewis - dzięki, że mogłam dręczyć Cię patelnią.
    Gerbilos - pierwsze wspólne Highlandery, a ostatnio znowu zacząłeś się więcej pojawiać w grze; jest ok.
    Andromeda & Seeker - mile wspominam nasze wygłupy na serwerach. Warto byłoby to powtórzyć.
    Aiden - no i czego przestałeś grać? Może mi powiesz, że wolisz LoLa? *PAC*
    Brylant - pac me, Doktor!
    org - graj więcej! *PAC*
    Hrabula, nie ukryjesz się. Graj w TF2.
    Dobre, dość mam wymieniania, tak więc ogromne podziękowania dla pozostałych osób, z którymi miałam okazję rozegrać kilka rund w ciągu tego tysiąca godzin. Zakładam, że było zabawnie. ;]
    Aha, w sumie bym zapomniała:
    Kondzio - wiem, gdzie mieszkasz. *łypie*
    No i, Wiechu, miałeś ze mną zagrać! Będę Ci to wypominać do końca życia. ?_?
    A teraz już naprawdę na koniec - olbrzymi *COMBO PAC* dla Was oraz...
    GIVE ME YOUR HATS.
    ------
    * seria ta w zabawny i oryginalny sposób przedstawia i opisuje każdą z 9 klas.
    ** w skrócie: to taki specjalny tryb, z ograniczoną liczbą graczy w obu drużynach do 9 osób, gdzie możliwy jest tylko jeden gracz w danej klasie, inaczej: 9 vs 9. Zasady są takie same, jak na typowych publicznych serwerach - przejmowanie punktów, zdobywanie inteligencji, pchanie/obrona wózka itp. Z tym, że w Highlanderze wymagana jest wyjątkowo dobra współpraca z pozostałymi towarzyszami, no i trzeba być przygotowanym na poważniejszą grę i zaciekłą walkę.
    *** wspomnę tylko, że StalowyMis - którego teraz serdecznie pozdrawiam - Heavy z przeciwnej drużyny, zdominował bodajże 7 moich towarzyszy. Szkoda, że nie mam screena, coby się "pochwalić" taką porażką, bo było na co popatrzeć.
    **** kto nie kojarzy tej postaci, niech zapozna się z historią TF2. Nie chce mi się tłumaczyć.
  2. Kathai_Nanjika
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac* *pac*
    *pac* *pac*

    (możesz poczuć się pacnięty/a)


  3. Kathai_Nanjika
    - Open the door, open the door...! - krzyczały tłumy fanów, oczekujące przed ogromnymi mosiężnymi wrotami, prowadzącymi w zakamarki Siedliszcza Kathai. Nastąpiło ostateczne odliczanie:
    3... 2... 1... Nagle potężne drzwi zaczęły się powoli otwierać, ludzie natychmiast stłoczyli się do wejścia, by jak najszybciej dostać się do środka...

    Blog: The Beginning Do czego to doszło, że i ja postanowiłam założyć własny blog? Nie wiem, ale to nieważne. Od teraz, pewnie na jakiś dłuższy okres czasu, to tutaj wędrować będą wszelakie zapiski, teksty i moje spostrzeżenia. A więc:
    Indżoj und Tervetuloa!
  4. Kathai_Nanjika
    Wiele razy zadawano mi pytania (tak, tak, Nicek. To głównie o Tobie ;P) w stylu: gdzie znalazłaś taki nick/jak się go czyta/dlaczego taki, a nie inny/wiesz, że nikt nie umie go poprawnie zapisać? - słowem ocb?
    Zacznijmy od tego, że nick pochodzi z pierwszej części gry SpellForce, a dokładniej "Kathai-Nanjika" jest nazwą osobliwie wyglądającej ciężkiej broni siecznej (teraz powinniście wykrzyknąć: "Ach! No jasne! Przypominam sobie!"). Nawet jakiś czas temu natknęłam się na bardzo ciekawy komentarz odnośnie wyżej wymienionego żelastwa:

    Ekhm... Może pozostawmy to bez komentarza : )
    Nie jestem w stanie teraz powiedzieć, jak w ogóle ta broń wygląda, zapamiętałam jedynie, że była... dziwna? Zresztą, sama nazwa na to wskazuje. Chyba nadeszła pora, by odpalić SF-a i sprawdzić co i jak.
    So, pytanie odnośnie pochodzenia mamy z głowy.
    Jeżeli chodzi o wymowę ksywki, to tutaj jest drobny problem. W SpellForce nazwy broni nie były odczytywane, więc... Nie ma znaczenia, jak przeczytacie. Sama nie wiem, jak to brzmi poprawnie. Najważniejsze jest jednak, by nie mylić się w pisowni. Na co komu fonetyka?
    Dlaczego taki nick? Nie wiem. Jest ciekawy. I niech to wystarczy.
    A jeżeli ktoś nie potrafi poprawnie zapisać dwóch prostych (one są proste, otwórzcie się na nie!) wyrazów - niech czuje się zamordowany, zapacany, utopiony, powieszony, spalony, żywcem zakopany i gnębiony przez Bora na wieki wieków (to tak ku przestrodze;]). Rzekłam.
×
×
  • Create New...