Skocz do zawartości

Iselor

Forumowicze
  • Zawartość

    1293
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    2

Wszystko napisane przez Iselor

  1. Kupię extra Komputer Świat nr 4/2002 wraz z płytą na której jest pełna wersja programu The Games Factory.
  2. No niestety, po tym co o grze wyczytałem w necie to i tak bym tego nie tknął. Wygląda na to że jednak czwórka jest kwintesencją serii.
  3. Jako że gier steamowych nie uznaję więc Civ V odpada. Za najlepszą część uważam czwóreczkę. Jest ładniejsza od poprzednich, są religie (dla mnie maniaka religioznawstwa - wielki plus!) no i jest świetny mod w którym mogę grać Polską. Ale...ojciec i kuzyn "odbili się" od czwórki i...wrócili do trójki. A jakie jest wasze zdanie? Trójka czy czwórka? Czy na równi?
  4. No patrz no, w latach 90tych jak kupowałem gry (bez różnicy czy były legalne czy legalne inaczej) mało kto marzył o polskiej wersji. Dla twojej informacji czarodzieju: CDA dało w dawnych lepszych czasach pełne wersje Stonekeep, Dark Colony, Prisoner of Ice, Unreal i sporo innych, lepszych tytułów od tego cyrku który teraz zalewa półki sklepowe i witryny z e-dystrybucją. I każda z tych gier była po angielsku. I nikt nie narzekał! Ba! Zazwyczaj pełna wersja była JEDNA (nie dwie, trzy, cztery do czego pewnie jesteś przyzwyczajony) i zajmowała jeden CD. Nie DVD tylko CD. Więc przestań pisać głupoty.
  5. Nieźle, w końcu coś ciekawego. Sęk w tym, że DS 2 posiadam w Czarnej Edycji ślicznie wydane więc nie kupię bo wątpię by drugi pełniak aż tak mnie przyciągnął
  6. Liczę na trylogię Eschalon albo Legend of Grimrock, ew. jakąś przygodówkę bez DRMa czy innego steama. Inaczej nie skorzystam.
  7. No no, na GOLu pewien Pan pokusił się o stwierdzenie że Legend of Grimrock II to prawdopodobnie najlepszy cRPG tego roku. Jestem pod wrażeniem. Jest aż tak dobrze? Jeśli tak, to znaczy, że stare prawdziwe cRPG nie umarło. Ech, nie ukrywam też że chciałbym aby tego typu indyki (Legend of Grimrock, trylogia Eschalon) bez DRMów trafiały na cover CDA:(
  8. Z wiki: Science fantasy ? podgatunek fantastyki, który zawiera elementy zarówno fantastyki naukowej, jak i fantasy, a czasem również horroru. Według The Encyclopedia of Science Fiction definicja tego gatunku nie została nigdy jasno określona, a określenie to najpowszechniej stosowano w latach 1950?1966. Jako przykład science fantasy często wymienia się serię Gwiezdne wojny, a także Transformers czy Dragon Ball Nie ma żadnego techno-fantasy, jest tylko science fantasy.
  9. Kroniki Wojny na Lodoss - bardzo przyjemnie się ogląda, ale dzisiaj bije sztampą po ryju. Mimo to: przyjemnie się ogląda, przynajmniej przez jakiś czas:D Vampire Hunter D - z fantasy wiele nie ma, ale to klasyk. Vision of Escaflowne - fajne, ale też: to bardziej misz masz fantasy i sf niż klasyczne fantasy. Wrzucam do jednego wora "Dragon Ball", "Might and Magic", "Wizardry" i "Amberem" Zelaznego bo to nie jest ani sf ani fantasy. Swoją drogą muszę wrócić do tego anime. Slayers - o, jedno z moich ulubionych anime ever. Reszty nie znam, bo nie jestem fanem anime (traktuję jak każdy inny gatunek filmowy) a oglądałem tylko to co puszczali na RTL 7/TVN 7, na Hyperze i to co wydali w Polsce na DVD.
  10. Dawno już tutaj nie robiłem aktualizacji, a doszło mi sporo ciekawych tytułów. Aktualną kolekcję można zobaczyć tutaj:
  11. Iselor

    Draconian

    Gotycki metal się skończył. Theatre of Tragedy nie istnieje, świetność Tiamat dawno przeminęła, Tristania też podąża jakąś dziwną drogą. Jednak w nurcie gotyku zwanym ?piękna i bestia? od 1995 roku swoich sił próbuje średnio znany (w Polsce w sumie mało znany) Draconian. Podążając śladami Theatre f Tragedy, panowie i pani z Draconiana stworzyli kilka naprawdę fajnych dzieł. W mojej opinii na największą uwagę zasługuje demówka ?Dark Oceans We Cry?. Czemu demówka, nie LP-ka tego nie wiem, bo jakościowo utwory stoją na naprawdę znakomitym poziomie. Surowy, zimny Draconian był wtedy na szczycie swoich możliwości. Growl Johana Ericsona znakomicie współgra z delikatnym głosem Lisy Johansson (niestety, już byłej wokalistki, obecnie zespół szuka nowej) i muzyką, która przywodzi na myśl najlepsze dokonania zespołów doom metalowych, choćby My Dying Bride. W zasadzie Draconian wypada tak pośrodku między My Dying Bride a Theatre of Tragedy jeśli idzie o ciężkość i klimat muzyki. W zasadzie nie ukrywam, że z płyt studyjnych toleruję tylko trzy pierwsze płyty (czyli do The Burning Halo). Dwie ostatnie to jest jakieś miziu miziu udające doom metal. Jeśli mam ochotę na metal słodki odpalam Nightwish, słodki metal z growlingiem, a takie są dwie ostatnie płyty Draconiana, który zgubił klimat, ciężkość, surowość, ten epatujący z głośników chłód, niezbyt mi podchodzi. Na szczęście są demówki i promo, ratują się też trzy pierwsze studyjne. Szkoda, bo obawiam się, że po Theatre of Tragedy, Draconian będzie kolejnym upadłym death/doom/gothic metalowym zespołem, po którym zostaną tylko wspomnienia. Jednak z mistrzowskim "Dark Oceans We Cry" radzę się zapoznać, podobnie jak z wcześniejszymi demówkami, jak się spodoba, spróbować studyjnych (zwłaszcza The Burning Halo).
  12. Na samo rozumienie świata ma wpływ taki sam albo większy niż nauki ścisłe. Natomiast przeciętny Kowalski powinien mieć podstawy z zakresu historii czy filozofii bo na tym polu jest niestety słabo. O tożsamości narodowej, kulturowej łatwiej mówić w przypadku znajomości historii i kultury, nie fizyki i matematyki. A to, że ludzie deklarujący się jako humaniści faktycznie nie mają wiedzy humanistycznej jest tym bardziej zatrważające ale to nie ich wina tylko systemu edukacji.
  13. Jeżeli ktoś chce się bawić w matematykę, fizyke i chemię, jego sprawa, ale ja mówię o ludziach, którzy deklarują się jako humaniści. Oni są podporą polskiej kultury i myśli humanistycznej, ale większość z nich mało co czyta, zaś ich pojęcie o filozofii czy historii jest miałkie. Bez wysokiej kultury, bez myśli filozoficznej naszą kulturę i cywilizację czeka śmierć.
  14. Ostatnio znajomy na pewnym forum narzekał, że obecnie rozmowa z przeciętnym muzułmaninem jest większą ucztą dla intelektu niż rozmowa z przeciętnym europejczykiem (czytaj: Polakiem). Dlaczego? Ponieważ przeciętny muzułmanin ma pojęcie o swojej religii, o filozofii, o historii, czyli ma jakieś pojęcie z zakresu ogólnie pojętej humanistyki, bo tam nawet chłop ze wsi prowadzi dyskusje o Bogu i Koranie. Oczywiście nie każdy, ale jednak pewnie spora ich część w dyskusji zmiażdżyłaby przeciętnego Kowalskiego. Pytanie: czy zaczepiając na ulicy przypadkowo zaczepioną osobę będziesz w stanie prowadzić z nią pasjonujący dyskurs filozoficzny bądź teologiczny lub nt. Historii ? Czy sam podołałbyś gdyby ktoś cię zaczepił i takową dyskusję rozpoczął ? Podejrzewam, że większość odpowiedziałaby: nie. Tak naprawdę dopiero nie tak dawno uświadomiłem sobie dlaczego ludzie, zwłaszcza katolicy, tak bardzo nie lubią Świadków Jehowy. Nie dlatego, że są oni niemili, niesympatyczni i śmierdzą Bo wiemy że tak nie jest. Powód jest inny. Dyskusja Świadka Jehowy z przeciętnym katolikiem kończy się bowiem masakrą tego drugiego, ponieważ wg badań z 2008 r. 25% Polaków czasem czyta Pismo Święte. To jest połowa tych, którzy są zaangażowani w swoje życie religijne, tj. którzy chodzą do kościoła co niedzielę (do kościoła chodzi około 40 ? 50%). Świadek Jehowy jest bowiem perfekcyjnie przygotowany do takiej dysputy, Pismo Święte zna i czyta różnego rodzaju komentarze do niego ? nawet jeśli są to opracowania i komentarze nie do końca zgdone z teologią chrześcijańską, bo tworzone przez najinteligentniejszych i oczytanych Jehowych. Tak więc Polak = katolik nie lubi ŚJ ponieważ myśli sobie: ?Ja nie mam o tym pojęcia, a on mnie zagada i jeszcze udowodni, że moja religia jest fałszywa, po co się wstydzić i denerwować?. I zazwyczaj ŚJ zamykane są drzwi przed nosem a na ulicy ludzie od nich uciekają. Ja zaś mam do nich zupełnie inny stosunek: oto bowiem się okazuje, że są to jedni z nielicznych ludzi, z którymi moge pogadać na interesujące mnie tematy! I dyskusje te są ciekawe, a żeby było moim ?oponentom? trudniej występuje w nich nie jako katolik (monoteizmy są bowiem nudne, nielogiczne i przeczą często same sobie), ale np. jako hellenista, agnostyk albo buddysta. Wiem na tyle dużo o tych systemach, że Jehowi nie za bardzo są w stanie połapać się czy stoi przed nimi faktycznie wyznawca Zeusa (w Polsce około 50 osób, więc szansa na natrafienie ekstremalnie znikoma) czy facet, który robi sobie jaja? Kompletnie inną sprawą jest to, że od kilku lat wiele mądrych głów biadoli nad tym, że polska humanistyka jest w opłakanym stanie. A to, że polska teologia jest przestarzała, że polska kultura wyższa upada i niedługo nie będzie miał ani kto jej tworzyć ani kto z niej korzystać, bo ludzie będą na poziomie kulturowym ?Trudnych spraw? i filmów z Seagalem i prymitywnych komedyjek z Adamczykiem. Znów większość Polaków w ciągu roku nie dotknęła książki, humanistów nikt zatrudniać nie chce, a kierunki i całe wydziały humanistyczne są zamykane (patrz: Uniwersytet Łódzki i likwidacja etnologii i archeologii). Sęk w tym, że aby to zmienić nie wystarczy pobiadolić i kazać młodzieży czytać niezmieniony od lat kanon lektur szkolnych z porywającymi dziełami typu ?Nad Niemnem?. W jaki sposób to zmienić ? Trzeba zacząć od początku, czyli od podstawówki. Już od trzeciej, góra czwartej klasy należy wprowadzić obowiązkowy przedmiot ?etyka z elementami religioznawstwa? prowadzony przez wykształconych etyków, filozofów i religioznawców. Powinien on być kontynuowany w szkołach średnich (w mojej wizji wracamy do ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum/pięcioletniego technikum), zaś dodatkowo w klasach licealnych o profilu humanistycznym należy wprowadzić konserwatorium filozoficzne (filozofowanie oznacza bowiem konieczność prowadzenia dialogu z innymi na dany temat) i kontynuować to w rozszerzonej formule na wszystkich studiach wyższych. Oprócz tego w szkołach średnich w klasach o profilu humanistycznym należy zdecydowanie zwiększyć liczbę godzin z widzy o społeczeństwie i wiedzy o kulturze (kosztem przedmiotów ścisłych ? należy się także zastanowić nad formułą matury i w ogóle nad sensem jej istnienia). Tylko w ten sposób przywrócimy humanistykę do łask, zaś ludzi nauczymy myślenia i dyskutowania.
  15. W przypadku ogólnie pojętej fantastyki zazwyczaj wymienia się dwa nurty: fantasy i science ? fiction. Ok, jest jeszcze horror, ale ten nie zawsze musi zawierać element fantastyczny. Ja co prawda zdecydowanie preferuję fantasy nad science ? fiction (zwłaszcza w przypadku książek) i to fantasy w wydaniu jak najbardziej klasycznym (Le Guin, Tolkien, Vance itd.), ale najbardziej lubię nurt zwany science ? fantasy. Ja wiem. Nie każdy wie, że coś takiego istnieje. W tym rzadkim nurcie fantastyki elementy sf i fantasy są wymieszane. Niekoniecznie po równo. Przykładami takich dzieł są twórczość takich pisarzy jak Gene Wolfe, Roger Zelazny czy Jack Vance, ale też gry cRPG: Albion, a także serie Wizardry i Might and Magic. A filmy ? Cóż, tu raczej słabo. Nie znam takich tytułów z wyjątkiem właśnie Dragon Balla, choć podejrzewam, że nawet najwięksi fanatycy serii nie znają tego terminu i albo przypinają łatkę sf albo fantasy. A dlaczego piszę teraz o DB ? Cóż, od premiery minęło ponad 20 lat, serial od dawna nie gościł w polskiej TV i chyba trochę został przykryty kurzem zapomnienia. Inna sprawa że właśnie przypominam sobie ów serial;) W lutym 1986 r. pojawił się więc pierwszy odcinek anime Dragon Ball (wcześniej była manga). Serial o chłopcu z kosmosu, adoptowanym przez człowieka początkowo miał bardzo komediowy charakter. Perypetie Songa (będę używać polskich tłumaczeń, choć czasem były one debilne) i towarzyszy, którzy poszukują magicznych smoczych kul mających moc przyzywania smoka spełniającego zyczenia, po drodze bijąc się z różnymi oponentami (którzy później czasem stają się sojusznikami) i braniem udziału w turniejach sztuk walki, mogą początkowo wydawać się mangą dla dzieci, ew. komediowym serialem z luzackim klimatem i wartka akcją. Z czasem jednak bohaterowie poważnieją, scen humorystycznych ubywa, zaś przeciwnicy stają się coraz bardziej poważni i coraz mniej sympatyczni. Dragon Ball to pierwsza seria z trzech opowiadających o przygodach Songa i spółki. I w zasadzie do pojawienia się pod koniec złego Piccolo (niecierpię polskiego tłumaczenia Szatan Serduszko) jest tym czym napisałem wyżej: komediowo ? przygodowym anime ze sztukami walki w roli głównej uzupełnionymi elementami fantasy w postaci smoka, magicznych kul i energii ki, dzięki której w zasadzie wszyscy bohaterowie (tak dobrzy jak i źli) używają do tworzenia specjalnych ataków, które dla mnie są w zasadzie takimi odpowiednikami czarów z typowego fantasy. Po zakończeniu pierwszej serii, czyli po prostu Dragon Ball, w 1989 r. pojawia się Dragon Ball Z. Najbardziej kultowa i popularna z serii obejmująca 291 odcinków. Elementów komediowych niewiele, cała historia choć wciąż prosta jak konstrukcja cepa (czytaj: wielki zły chce zawładnąć lub zniszczyć świat lub wszechświat a my musimy mu skopać cztery litery), ale zdecydowanie poważniejsza, miejscami zaskakująca i o wiele bardziej trzymająca w napięciu. Ze względu na długość fani dzielą serię na kilka sag, w zależności od tego z kim akurat Songo i ekipa leja się po mordach. Są też inne zmiany. Poprawia się ?kreska?, ścieżka dźwiękowa staje się wręcz kanoniczna dla fantastyki i zapada w pamięć, pewni istotni bohaterowie dokonują zmian....osobowości, akcja w dużej mierze rozgrywa się też poza Ziemią (tu widać mnóstwo elementów typowych dla sf: podróże międzyplanetarne, kosmici, superzaawansowana broń i urządzenia, itp.) Ogólnie to co trzyma widza przy ekranie to to co powszechnie nazywamy klimatem. Swoje robi też mnogość postaci występujących w serii (liczonych na pewno w ponad setce, nie licząc tła). Obecnie znów jestem w trakcie oglądania ?zetki? i ta mimo wszystko, po tylu latach wciąż się broni (mam zwyczaj oglądania DB Z średnio raz na dwa lata, oczywiście pomijając co nudniejsze fragmenty bo całą sage nagrałem sobie na DVD). Oczywiście po Dragon Ball Z pojawiła się trzecia seria, czyli GT. Nie tworzona jednak przez autora, Akirę Toriyamę, zawiera mnóstwo błędów fabularnych, ?zapomina? o wielu istotnych postaciach z DB Z i po prostu...nuży. Wielu fanów Dragon Balla uiważa GT za nieporozumienie i nie wlicza jej w skład sagi. W 2009, w dwudziestolecie Dragon Ball Z pojawiła się seria Kai, czyli odnowione Z. Ładniejsza kreska, dźwięk i usunięcie ?nudnych? scen. Niestety, jak dla mnie zbyt duże bo z 291 odcinków zostało nieco ponad 100. Ja zostaję więc przy starej wersji, emitowanej na RTL7/TVN 7. To wciąż klasyka gatunku, lubiana także przez ludzi stroniących od mangi i anime.
  16. No, to 3+ dla drugiego Divinity i 10 dla tomb raiderowego Mass Effect 3...Nie, Jak smielu dac oceny inne niz JA bym dal, jak smieli po prostu?! CD-Action jest przedostatnim miejscem które biorę pod uwagę (ostatnim jest GOL). Kiedyś i (czytaj: lata 90te, początek nowego millenium) były profesjonalne, teraz nie. Czytaj: wtedy dawali wiecej ocen, z ktorymi sie zgadzalem. Profesjonalne recenzje pisze już dużo ludzi nie tylko w CDA. No to sa profesjonalne w koncu w CDA, czy nie? Z netem jest o tyle problem, ze czasem ciezko odsiac tych dobrych autorow od zlych. W Necie moze pisac KAZDY i nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie, moze Wojtek lat 12? Oczywiscie, sa i w necie miejsca, gdzie trafiaja ludzie po selekcji itd. itp. Tylko ze ciagle tona w zalewie "jestę recezetę", no a do tego oni tez moga miec inne niz ty zdanie i co wtedy?
  17. Nie wiem ludzie co wy robicie z tymi płytami - ja mam prawie 600 gier na płytach (zero steam), zdecydowana większość stan idealny, ostatnio sprawdzałem wszystkie które mają jakieś rysy - działają (a jak coś nie działało, zanosiłem do punktu regeneracji i znów działają). smerfoziom----> gier wyszło do tej pory kilkanaście tysięcy na wszelkie platformy. Niewiele w tej liczbie wymaga steama czy innej magii. Ja też nie kupuję gier wymagających neta do czegokolwiek co nie znaczy że nie mam w co grać.
  18. Gatunek: cRPG Producent: Larian Studios Dystrybucja w Polsce: Cenega Rok produkcji: 2002 Niektóre tytuły żyją w pamięci graczy do dziś i ludzie wciąż w nie grają. Inne, zapomniane przez czas i ludzi, leżą albo zakurzone na półkach albo ich nie do końca legalne wersje walają się niezauważone w odmętach internetu. Divine Divinity wyszło w czasie, kiedy komputerowe RPG odzyskało siłę i jakość z początku lat 90-tych. To okres, który nazywam drugą złotą erą cRPG. To wtedy pojawiły się m.in. Diablo II, Morrowind, Gothic I i II, Dungeon Siege, Neverwinter Nights, drugi Baldur's Gate czy saga Icewind Dale. Mając taką konkurencję, bez kampanii reklamowej trudno się przebić. Więc DD stało się takim kopciuszkiem cRPG, który łatwo było przeoczyć. Ja wiem, że mamy teraz następców: Original Sin czy niedawny Dragon Knight Saga, ale warto o prekursorze pamiętać. Gra zaczyna się bardzo sztampowo, klasycznie wręcz do bólu. Co prawda nie siedzimy w karczmie, ale za to budzimy się w łóżkuz zanikiem pamięci, u nieznajomego, który znalazł nas nieprzytomnego na drodze. Brzmi znajomo, prawda? Teraz więc naszym zadaniem jest rozwikłanie tajemnicy kim jesteśmy i dlaczego spokojne osady ludzi, elfów i krasnoludów są nękane przez ohydne orki i inne stwory ciemności ? Świat gry, Rivellon, jest czystą klasyką. Podróżujemy po lasach i polanach, odwiedzimy wilgotne i brudne (cholernie klimatyczne) jaskinie, piwnice i katakumby pełne nieumarłych, osady i wioski, pustynie, a także świątynie i warownie ludzi i krasnoludów. Duży, acz nie przesadnie, świat jest zamieszkany przez wszelkiej maści istoty z którymi, jeśli nie będziemy walczyć (a typów wrogów jest kilkadziesiąt), to prawie zawsze da się porozmawiać i pohandlować. Spora część NPCów ma bowiem jakieś przedmioty i jakąś ilość gotówki przy sobie i trzeba ostrożnie handlować i wiedzieć z kim. Nie ma tutaj sytuacji znanej z innych gier cRPG, gdzie kupiec posiada nieskończoną ilość złota i skupuje od nas wszystko jak leci. On też jest ograniczony finansowo. To rzecz, która bardzo mi się podobała w DD, choć troche utrudnia sprawę handlu. A jest czym handlować! Oprócz wszelkiej maści typowej zbrojowni w wersji zwykłej i mniej lub bardziej magicznej (topory, miecze, łuki, zbroje, hełmy, rękawice, pasy, tarcze, etc.) znajdziemy też np. widły i grabie (można użyć jako broń!), trunki, owoce, chleb (regenrują życie lub potrzebną do magii manę), ale też np. książki czy zwoje. W dużym świecie Rivellonu, liczącym ponad setkę NPCów, przyjdzie nam także wykonać dużo zadań pobocznych. Oczyścimy świątynię z duchów, uratujemy dziewczynę przed pragnącym ?ciepła i miłości? zombiakiem, dołączymy do gildii złodzieji czy zapolujemy na krwiopijcę. Zadań jest dużo i tylko od nas zależy kiedy je wykonamy i czy w ogóle. A kim tego dokonamy ? Nasz heros może być dziewoją lub mężem, który na samym początku rozgrywki będzie albo Wojownikiem, albo Magiem albo Złodziejem. I choć początkowe umiejętności są typowe dla klasy jaką zaczęliśmy, później, jeśli się rozmyślimy, można wraz z rozwojem postaci wybierać sobie umiejętności nie tylko z ?drzewka? naszej klasy, ale też dwóch pozostałych. Nie da się zrobić eksperta we wszystkim: albo zrobimy eksperta w jednej klasie albo w miarę zrównoważoną postać w dwóch lub trzech klasach. Możemy bowiem rozwinąć 96 umiejętności podzielonych na dwanaście dyscyplin. Do tego, tak jak w Diablo, przy osiągnięciu nowego poziomu zwiększamy siłę, zręczność, żywotność i inteligencję, które wpływają na nasze możliwości walki, wytrzymałości czy ilości potrzebnej do rzucania czarów many. Divine Divinity jest ukłonem w strone klasyki literatury fantasy i kanonicznego, pierwotnego cRPG z jednej strony ? bardzo klimatyczne lokacje, troszkę kombinowania z przedmiotami czy dźwigniami itp. przy wykonywaniu questów, klasyczni dla fantasy wrogowie i sojusznicy (orki, magowie, wilki, krasnoludy, nieumarli itd.), a z drugiej ukłon w stronę Diablo, które Divine Divinity przypomina ze względu na sposób walki (typowo zręcznościowy, ale tutaj z aktywną pauzą) i szatą graficzną, choć muszę przyznać że DD jest po prostu ładniejsze Na szczęście w Divine Divinity możemy prowadzić dialogi zdecydowanie bardziej zaawansowane niż w Diabełku, a konsekwencje naszych wyborów mogą być różne ? to tak odnośnie inspirowaniem się Diabłem;) Świetna jest także ścieżka dźwiękowa. Bardzo nastrojowa muzyka, dobrze podłożone głosy pod NPCów. A jakieś wady? Trochę bugów, które w dwóch miejscach mogą uniemożliwić zakończenie gry (tu trzeba wiedzieć co robić, żeby owe błędy ominąć, ale na ten temat napisano wszystko w sieci ? także po polsku). Gra nie posiada także trybu multiplayer, ale dla mnie to żadna wada, bo w sieci i tak praktycznie nie gram:) Gra była reklamowana hasłem ?Diablo spotyka Ultimę VII?. Cóż, okazało się że ludzie z umiejętnościami wzięli to co najlepsze z dwóch arcydzieł gatunku i stworzyli tytuł niemal bezbłędny i piekielnie grywalny. Divine Divinity pozostaje u mnie wciąż jednym z najukochańszych komputerowych RPG, do którego na pewno wrócę nieraz. Kto nie grał ? koniecznie niech to nadrobi.
  19. Iselor

    I jeszcze raz o grach

    Dla mnie gra powinna się instalować i działać bez neta - tak jak było kiedyś i tylko takie coś uznaję. Inna sprawa że gry steamowe wypożyczam, nie kupuję. To też mi nie leży. Tak więc teoretycznie jutro mogą zamknąć steama i kij, nic im nie można zrobić. Zdarza się że ojciec na swoim lapku nie ma neta (to samo ma kumpel który też na jednym z kompów jest go pozbawiony). W przypadku gier, które się instalują z płyty a neta wymagają do aktywacji dopiero, mogę to obejść crackami - ja wiem, to tak jakbym wytrychem otwierał własne mieszkanie. W zasadzie jedyną alternatywą jest kupowanie gier wymagających steama w wydaniach konsolowych. Za cyrk zaś uważam to że gry na steama są zabugowane do tego stopnia, że wychodzą patche po 1GB się aktualizują. To jest robienie sobie jej z graczy. Gier wymagających steama nie będę kupować. Po pierwsze nie są de facto moje, po drugie i tak uważam że za 20 lat szybciej odpalę Ultimę Underworld niż dzisiejsze steamowe hity. A już kompletnie czym innym jest to, że na gry mam trochę mniej czasu niż kiedyś - mam problemy z ograniem wszystkich staroci jakich bym chciał, więc co tu dużo mówić o nowościach;) Myślę że moje zamknięcie się w przedziale 1979 - 2010 (z nielicznym wyjątkami) nie jest czymś złym czy dziwnym. Skoro są kolekcjonerzy filmów zamykający się albo w przedziale czasowym albo gatunkowym albo ludzie którzy kochają książki, ale w zasadzie kupują np. tylko kryminały i sensację albo tylko fantastykę...Może też czułbym się z tym dziwnie, z tym olaniem steama, ale wciąż czuję się pełnowartościowym, zaawansowanym, doświadczonym graczem wśród całej, hm, subkultury, a dwóch moich bliskich przyjaciół też steama nie uznaje i dają radę
  20. Iselor

    I jeszcze raz o grach

    Wyczytałeś tylko o steamie? Szkoda, bo pisałem trochę więcej niż o steamie.
  21. To jest absolutnie mistrzowska składanka! Jest jedną z pereł w mojej kolekcji choć wiem że drogie to to nie jest i jakoś rzadkieteż nie. Ale dla fana staroci to jest must have. Swoją drogą miałem ją niedługo opisać, ale widze że znakomicie się uzupełniamy.
  22. Iselor

    I jeszcze raz o grach

    Wczoraj w pracy rozmawiałem ze znajomym o starych grach. Mój rozmówca napomniał coś o Icewind Dale. W tym momencie nowy pracownik, z innej zmiany, którego nie znaliśmy a z którym dane nam było przez godzinę pracować, powiedział do nas: ?Ludzie, rozmawiacie o grach sprzed trzynastu lat! To teraz nie ma nic ciekawego ?? Kumpel odparł że teraz zbyt duży nacisk kładzie się na wodotryski graficzne, zaś ?nowy? odparł że...na steamie jest mnóstwo świetnych produkcji. Krótka dyskusja się zakończyła kiedy odparłem (a raczej warknąłem), że nie uznaję gier ze steama. I zacząłem się później zastnawiać. Czy dobrze robię? Czy mój antysteamowy bunt jest słuszny? Czy zaprzestać grać w zasadzie w nowo wychodzące produkcje? Kocham gry, są moją największą pasją, choć mam 28 lat na karku i niektórzy ludzie pewnie popukali by się w czoło ?taki stary a bawi się w jakieś gry? Stwierdziłem jednak że na czymś muszę się skupić, w czymś wyspecjalizować. Obecnie irytuje mnie nie tylko steam. Steam, który myslałem że może jakoś obejdę np. programem Phoenix. Ot, kupię oryginalną grę, zainstaluję z płyty i ominę steama. Na necie wyczytałem jednak, że nie ze wszystkim działa, sama zaś obsługa też jest...średnio łatwa. Więc sobie darowałem. Zupełnie inną sprawą jest sprzęt. Wasteland 2, z dosyć średniawą grafiką zajmujący 30 GB i wymagający 6 GB ramu ? Na co? Na moim kilkuletnim sprzęcie z 2 GB ramu i zintegrowaną grafą to nie pójdzie. Czeka mnie więc kupno nowego kompa. Sęk w tym, że za kilka lat....Znów będę musiał kupić nowego kompa! Bo gry będą wymagać np. 20 GB RAM i Windowsa 12. Szczerze mówiąc taka wymiana sprzętu co 3 lata niezbyt mnie rajcuje. Podobnie z konsolami. Nowa konsola kosztuje tyle co komp ze średniej półki. Co kilka lat wychodzi nowa generacja. To też będzie szło w nieskończoność, chyba że stworzą jakieś urządzenie uniwersalne ale za szybko to nie nastąpi bo każdy będzie chciał stworzyć ?coś swojego, lepszego?. Uczestniczenie w tym technologicznym wyścigu, w tym nabijaniu kabzy producentom wszelkiej maści sprzętu przestało mnie bawić. MobyGames zaś pokazuje że posiadam (samemu nie chciało mi się liczyć) 593 tytuły. Jest tego więcej o jakieś kilkadziesiąt pozycji, bo kompilacje liczą się jako jedna pozycja. Pytanie: czy w sytuacji, kiedy mój zbiór starych gier nie jest pełny potrzebuję kolejnych, tym razem nowych gier, do szczęścia ? Przepraszam. Ja wysiadam. Zostaję na przystanku ?Lata 1979 ? 2010? (powiedzmy że jeszcze do 2010 roku w miarę dużo gier nie wymagało steama a mój komp je spokojnie udźwignie). Cieszę się że co prawda z tego co na pudełku zauważyłem przygodówka Face Noir niczego internetowego nie wymaga, ale to chlubny wyjątek. Więc jeśli ktoś mnie spyta jaka jest moja pasja odpowiem:? Moją pasją są stare gry video?. Na nich się wychowałem i one sprawiają mi najwięcej frajdy. Nawet jeśli jakiegoś tytułu z lat 90-tych nie znałem i niedawno odpaliłem okazuje się że ma to co nazywa się ?duszą?. Będę dalej propagował granie w gry retro. Jestem graczem PeCetowym i nie ukrywam tego ani się tego nie wstydzę (mam wrażenie, że niektórzy retro ? konsolowcy gardzą PieCowymi grami, nawet tymi starymi ? dla mnie to są głupcy); miałem tylko krótkie życiowe epizody z Pegasusem, PSXem i PS 2 (choć do dziś mam malutki zbiór gier na PSXa i samego PSXa oraz parę gier na PS 2 ? samo PS 2 zostawiłem przy wyprowadzce bratu, którego on jest IMHO właścicielem; ja sobie niedługo swoje kupię). Mam nadzieję, że uda mi się zebrać w Łodzi grupkę fanów starego grania, może utworzy się jakieś koło/klub/stowarzyszenie, etc. Mam nadzieję że już od przyszłego roku rozpocznę jakąś skromną współpracę z organizatorami łódzkiego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier. A rzeczą, która mi się marzy jest to, żeby w Polsce powstał odpowiednik RetroGamera. To tyle. Pozdrawiam wszystkich:)
  23. "Dlaczego dobre powieści fantasy są tak nieliczne ?". Bzdura już w samym tytule. Nie czytałem pełnego wpisu bo z z jakiegoś powodu nie chce się wczytać. Ale kij tam. Już sam tytuł to bełkot. W miejsce "fantasy" mogę wstawić cokolwiek. Niedawno w robocie pewien kuglarz powiedział że fantasy to w większości syf. więc go zgasiłem pytaniem wymieniając po prostu klasyków fantasy. Bo nie jest ich pięciu tylko znacznie więcej - pisarzy, którzy napisali arcydzieła, powieści bardzo dobre i dobre. Nie ma gatunków lepszych i gorszych. Są tylko książki lepsze lub gorsze. Ja osobiście wyżej cenię fantasy, tj. wolę czytać ponieważ żeby napisać dobre fantasy trzeba mieć pojęcie o mitach, kodach kulturowych, fajnie jak o religiach, czasach starożytnych i średniowieczu, o literaturze tamtego okresu bo z wszystkiego ww. fantasy czerpie garściami i musi trzymać się pewnych ram. Sf zaś jest takim "bujaniem w obłokach" o tym co będzie a co jak dotąd niezbyt ma ochotę się sprawdzić. Dobre sf, ambitne sf, musi (zazwyczaj tak jest) ocierać się o problemy filozoficzne i psychologiczne, dylematy moralne itp., inaczej wyjdzie co najwyżej dobre czytadło. Ja nie neguję oczywiście wartości sf, ani tego co jest lepsze sf czy fantasy - wolę czytać fantasy, ale i w sf mam swoje perełki (na pierwszy ogień niech idzie choćby "Kantyczka dla Leibowitza" która jakościowo zjada 95% fantasy). Tak więc samo założenie autora jest błędne. Dobrej fantastyki, tak sf jak i fantasy jest bardzo dużo tylko trzeba wiedzieć kogo i co czytać.
  24. Iselor

    Icewind Dale

    Mój najukochańszy cRPG.
  25. A pamiętacie coś takiego jak Stalowe Nerwy od LK Avalon ?
×
×
  • Utwórz nowe...