-
Zawartość
89 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Tartaglia
-
Tak, proza Dicka ma pewne szczególne cechy, pośród których jest właśnie specyficzna narracja. Najmniej widać to IMHO w genialnym Ubiku, który uważam za najlepszą książkę tego pisarza, najmocniej - w tak zwanej trylogii Valisa, którą otwiera Valis, potem jest Boża inwazja a na końcu Transmigracja Timothy'ego Archera. W wypadku trylogii, a zwłaszcza jej drugiej części, specyficzny sposób opowiadania Dicka wręcz uniemożliwiał mi momentami normalną lekturę. Trzeba przyznać, że Dick nie pisał łatwo i przyjemnie. Według mnie zaczyna gubić się, kiedy jego książka zmienia się w traktat filozoficzno-religijny, Valis cierpi na tym chyba najmocniej, ale rekompensuje świetną kompozycją i stosunkowo (jak na trylogię) płynną narracją. Poglądy Dicka są dość... specyficzne, choć na pewno stanowią ciekawą przygodę intelektualną. Dicka się lubi albo się go nie czyta, ot .
-
Co do tej teorii ... Powiem to tak. Byłby to jeden z najgenialniejszych zabiegów fabularnych, jakie widziałem kiedykolwiek i w jakimkolwiek medium. Naprawdę, geniusz takiego twistu jest porażający, wszystko nabiera wtedy jeszcze dodatkowego mistrzostwa. Dlatego zupełnie nie wierzę w takie rozwiązanie .
-
@Black Raven 100
-
@Demilisz Nie żebym jakoś bardzo tego chciał, ale będę widocznie musiał odegrać rolę advocatus diaboli, bo hejterstwo w kierunku Bio, EA i przekracza powoli poziom rozsądny i przez to sprowadza kwestię do absurdu... Dotarło do Ciebie już, gdzie popełniasz w hejcierstwie błąd? Szerszą wypowiedź spreparuję, jak tak ze trzy razy uczciwie przejdę ostatnią część a emocje opadną.
-
Wrzucam część trzecią opowiadania, ostatnią i dość krótką, mam nadzieję, że ktoś to mimo wszystko przeczytał i pokusi się o ocenę .
-
@MacTavish Dlaczego tak uważasz? Nie sądzisz, że ocenianie Boga, bytu z samej swojej definicji (abstrahując już od konkretnych religii) transcendującego możliwości człowieczego zrozumienia i wszelką logikę (klasyczną czy dewiacyjną), na podstawie ludzkich klasyfikacji czy może nawet na swojej podstawie jest, co najmniej, nierozsądne? Bóg, zgodnie z doktryną chrześcijaństwa czy judaizmu, stworzył świat po to, żeby człowiek mógł uczestniczyć w Jego miłości. By mógł stać się taki jak On, żeby dostąpił maksimum szczęścia. Bóg chce absolutnego dobra dla każdego. Zauważ, posługując się Księgą Rodzaju - to nie Bóg jest antropomorficzny, to człowiek jest teomorficzny, czyli uczyniony na boże podobieństwo. Ale o czym Ty tu rozprawiasz? W którym miejscu Biblia mówi, że świat został stworzony, żeby wypełnić pustkę? Cytat. Ty skończ ze swoim prawdopodobnie i sięgnij do źródła, o którym z takim rozmiłowaniem rozprawiasz. Człowiek ma wolną wolę, bo jest podobny Bogu - może decydować. Poza tym, wola jest najwyższym aktem miłości Boga wobec człowieka. Ludzkość nie staje się zbiorem narzędzi, ale autonomicznych jednostek. Nie ma tu mowy o żadnej pokracznej chaotyczności... Błąd. Źle rozumujesz. Bóg nie uczestniczy w stworzeniu, transcenduje je, jest poza nim. Jest więc poza czasem. Tam, gdzie my widzimy było, jest i będzie, dla Boga jest tylko jest, jest i jest. Tylko czas teraźniejszy. Absolutna wszechwiedza Boga nie wyklucza więc wolnej woli człowieka, to ze sobą w żadnym razie nie koliduje. To, że Ty nie potrafisz zrozumieć pozycji Boga wobec linii czasu, to normalne, ale nie sprowadzaj tak skomplikowanej metafizycznej koncepcji do absurdu. Weź się zastanów nad tym, czy to co Ty piszesz ma krztę sensu. Bóg jako istota doskonała, transcendująca i tworząca wszelką rzeczywistość, omnipotentna i wszechwiedząca, perfekcyjna, zna doskonałe dobro i wie jak ono wygląda. Tu ludzkie filozofowanie nie ma nic do rzeczy. Dla Ciebie dobro i zło mogą być subiektywnymi abstraktami. Ty nie musisz wiedzieć. Bóg wie. Z definicji. Pierdoły . Jak już pisałem, opozycja Boga względem czasu nie wyklucza wolnej woli. Nikt nie jest predestynowany do zbawienia lub męki. Poza tym, pragnę zauważyć, Bóg nikogo nie karze. Człowiek sam siebie karze i skazuje na potępienie. Bóg ustanowił jasne i przejrzyste reguły, człowiek łamiąc je sam wydaje na siebie wyrok. Bóg nie chce niczyjej śmierci wiecznej. To szatan jest oskarżycielem (z hebrajskiego), on chce potępienia i męki po wieki wieków.
-
Czarna Kompania jest zdecydowanie mroczniejszą fantastyką, mniej realistyczną niż Pieśń - z tego względu może się na pierwszy rzut oka wydawać mroczniejsza, ale IMHO książki Cooka są cięższe w odbiorze, dużo cięższe, bardziej brutalne. Nie ma, ale na upartego można w obu doszukać się wyraźnych, wręcz przejaskrawionych przykładów (np. Gregor Clegane w Pieśni czy Dominator w Kompanii). Całe spektrum sfer klimatycznych przedstawionych w sadze. Zależy, co Ci bardziej leży w czytaniu. Kompania to bardzo mocno żołnierska, militarystyczna, męska i szorstka fantastyka, dużo w mniej mroku i mało obiektywnego piękna. Książki Martina są według mnie lżejsze w odbiorze, są też bardziej uniwersalne, jest w nich też więcej tekstu per se, jeśli Ci się to podoba... Mi prywatnie lepiej czytało się sagę Cooka.
-
@ivalor Pierwszą teorią sensu stricto materialistyczną był mechanicystyczny atomizm Demokryta, największą, najświetniejsza i najwspanialsza szkoła filozoficzna okresu przedsokratejskiego, którą przyćmił dopiero Platon i Arystoteles. Monizm naturalistyczny, najczęściej sprowadzający się de facto do materializmu, jest w filozofii europejskiej myślą starszą od tzw. idealizmu czy wszelkich postaci dualizmu. Dlatego nie możesz ot tak sobie lekceważyć materializmu per se - to ignorancja. Moniści (czyli, zbiorczo, filozofowie nie uznający rozróżnienia na różne rodzaje rzeczywistości, uznający tylko jeden, najczęściej materię) najprzeróżniejszego sortu zaprzeczali i temu i temu - jedną z gałęzi szkoły perypatetyckiej, czyli szkoły Arystotelesa, była gałąź założona przez niejakiego Stratona z Lampsaku, który pełnił funkcję rektora Likeionu w latach 287-269 przed Chrystusem. Był to według mnie najwybitniejszy perypatetyk w historii, który korzystając z myśli mistrza i założyciela, czyli Arystotelesa, oraz przemyśleń własnych i innych wybitnych filozofów szkoły (np. Teofrast) stworzył filozofie kompletnie monistyczną, odrzucającą w całości koncepcje duszy, transcendentnego Boga etc. Także odrzucenie koncepcji duszy jest poparte wielowiekowymi argumentami. @...AAA... IMHO bardzo słusznie rozumujesz. Na pewno jest to teoria pod rozwagę, mająca zasadzenie w nauce . @Amdarel Istota doskonała nie może mieć początku ani końca z prostego powodu - jest doskonała. Nie powstała też, gdyż istnieje odwiecznie, poza naszą rzeczywistością pojmowaną jako sfera obiektywnie postrzegalnego istnienia, czyli czasu plus przestrzeni. Istota, która stworzyła rzeczywistość i czas nie podlega jej ograniczeniom, więc transcenduje logikę, co tłumaczy wszechmoc. Arystoteles nazywał istotę doskonałą granicą wszelkiego wnioskowania, do której nie odnoszą się już standardowe zasady logiczne. @Holy.Death Moim zdaniem to jest wina scholastyki. Piszę to zupełnie poważnie .
-
@Knight Martius Dzięki za miłe słowo, skoro czekasz to wrzucam kolejną część opowiadania . Bądź też pewny, że odwiedzę Twojego bloga, gdy znajdę chwilkę na czytanie.
-
@Glovis Obiecałem sobie, że nie będę z Tobą dyskutował, więc zmilczę te pierdoły, jakie powypisywałeś na temat krucjaty albigeńskiej, tego jednak nie przemilczę, bardziej dla innych niż dla Ciebie, Ty i tak masz gdzieś tony rzeczowych argumentów jakimi jesteś zasypywany. Otóż argument o tym, że Biblia była zmieniana przez wieki jest zwyczajnie idiotyczny. Już nawet nie głupi, on jest po prostu ułomny. Wystarczy wysilić mózg na kilkanaście sekund, żeby do tego dojść. Oto reprezentuję fakty, fakty obiektywne. Ostatecznie credo chrześcijańskie wraz z kanonem Nowego i Starego Testamentu zostało ułożone na soborze nicejskim w 325 (modyfikacje związane z potrzebą zwalczenia sekty pneumatomachów wprowadzono na soborze konstantynopolitańskim w 381 roku, a ostatecznie credo przyjęło swój prawowierny kształt w Chalcedonie w roku 451, ale to nie zmienia faktu, że Nicea była kluczowa) roku naszej ery za rządów cesarza Konstantyna. Biskupi zebrali się w mieście bityńskim Nicei żeby obradować przeciw kontrowersji ariańskiej - w ostateczności biskup Ariusz i zwolennicy tego herezjarchy zostali wyłączeni. Ustalono kanon. Uwaga uwaga, ważna informacja - kanon został skompletowany z pism powszechnie używanych w całym chrześcijańskim świecie, o dobrym autorytecie i ważności. Czyli musiały być one znane od dawna. Kolejna kwestia. Marcjonici. Marcjon był prawdopodobnie pierwszym herezjarchą w historii Kościoła - skomponował własne Pismo złożone z Ewangelii i Proroka. To było około 180 roku naszej ery. Skompletował tam listy świętego Pawła (którego uważał za jedynego wiernego Jezusowi apostoła) oraz zmodyfikował Ewangelię świętego Łukasza na swój użytek. Właśnie na potrzeby polemiki z Marcjonem ortodoksyjne chrześcijaństwo musiało skompletować swój kanon. Tak więc widać wyraźnie, że już w II wieku istniał kanon Nowego Testamentu, czyli księgi Biblii. Powiem więcej - najstarsze papirusy z wyjątkami z Pisma, na przykład papirus Rylands, datuje się na... I wiek, lat siedemdziesiąte. Także, wnioski. Kanon Pisma ustalono w 325, ale był de facto w obiegu od czasu herezji Marcjona pod koniec II wieku. Od tamtego czasu mamy zachowane kanony Pisma, teksty w grece i po aramejsku, które można bez problemu dostać w muzeach i bibliotekach. Powiedz mi teraz, proszę. Niby jak śmieszny tekścik o edycji Biblii przez wieki wytrzymuje konfrontację z niezbijalnymi faktami, co? Jak niby Biblia miała być edytowana przez wieki, skoro jej skład i treść była znana już w II wieku, kiedy to chrześcijaństwo nie było wcale dominujące. Przeciwnie. Neron i Marek Aureliusz rzucali chrześcijan lwom na pożarcie, cesarz Decjusz w 250 urządził najbardziej krwawe w historii prześladowania chrześcijan, połączone z niszczeniem Pism i mordowaniem biskupów. O Dioklecjanie nie muszę nawet wspominać chyba. Jeśli więc miały zajść jakieś fałszerstwa, to między 70 a 180 rokiem. Nie żadne "wieki i fałszerstwo tysiącleci", tylko sto lat, kiedy to nie było żadnego powodu, żeby edytować Biblię. Żadnego. Tekst o edytowaniu Pisma na potrzeby Kościoła na przestrzeni wieków jest debilny. Zwyczajnie. Zrobisz mi łaskę i jakoś się do tego odniesiesz, czy nadal będziesz plótł swoje farmazony nie mające nic wspólnego z rzeczywistością?
-
@Holy.Death Tak samo jak jakakolwiek idea, chęć przetrwania, zwyczajne okrucieństwo, psychologia, kwestie społeczne i polityczne... Człowiek nie potrzebuje wiele, żeby dać upust swojej dzikości i żądzy krwi, wskazywanie tutaj religii jako jakiegoś wyróżniającego się na tle innych czynnika jest według mnie nierozsądne. Wiemy, że człowiek różni się od zwierząt i reszty stworzenia na poziomie ontologicznym - ma rozum abstrakcyjny, wyobraźnię, wytworzył kulturę i cywilizację, opanował prymitywizm i swoje popędy. W końcu, jest w stanie odbierać i poruszać się w sferze duchowej, ma jej potrzebę w mniejszym bądź większym stopniu. Zwierzęta jej nie posiadają. Czy jesteś w stanie w ogóle wyobrazić sobie powstanie czegoś z absolutnego braku czegokolwiek? W takim razie musisz zaprowadzić pod tę ścianę większość ludzkości. To, że jesteśmy częścią przyrody nie oznacza, że jesteśmy z nią tożsami. Nie kieruje mną w tej kwestii żaden wstyd, taki jest po prostu mój pogląd na sprawę, oparty na pewnych wnioskach, o których już kilkakrotnie pisałem .
-
IMHO najwięcej ugrasz jak ujmiesz to w ten sposób, że w tej muzyce nic nie ma - ani ona fajnie nie brzmi, ani teksty niczego nie niosą etc. Na zasadzie przeciwwagi możesz wskazać bardzo bogaty w brzmienie rock i okolice, jeśli celujesz w tekst to pewnie jakiś ambitniejszy rap. Jakbyś chciał się powołać na jakiś autorytet to możesz mieć problem, bo raczej się na takie tematy nie wypowiadają .
-
@Shaker Nie zrozum mnie źle, to nie było pytanie agresywne, spytałem ze szczerej ciekawości . Sądzę, że każdy ma naturalnie tego typu dążenia, ale objawiają się one w inny sposób. U jednych w modlitwie, u innych w medytacji, u jeszcze innych - w teatrze. To zaś druga strona medalu, chyba nawet groźniejsza, ale ze względu na stronę, jaką biorę w rozmowie wolałem nie strzelać sobie w stopę i tego nie ruszać .
-
@behemort Wydaje mi się, a jest to podejście czysto subiektywne, którego jednak będę bronił, że czegoś w takim życiu jednak brakuje. Sukces, powodzenie, rozwój i szczęście to nie jest IMHO wszystko, co należy do dobrego życia, ludzkiej egzystencji. Widzę tu coś więcej, jeszcze inną potrzebę. Absolutnie nie sądzę, żeby akurat kult zbiorowy był jedyną formą zaspokajania potrzeb wewnętrznych . Wydaje mi się, ale mogę nie mieć racji, że w tym wypadku dany człowiek po prostu przynależy do tzw. Kościoła mistycznego, czyli niewidzialnego. Wynika to z prostego stwierdzenia, wyrażonego w Biblii, że nikt poza Bogiem nie jest dobry i bez Boga nie można być dobrym. Kwestia otwarta jak to się ma do zatwardziałych ateistów, którzy mimo to prowadzą nienaganne i moralne życie. Też tak uważam, Kościół też tak uważa - ubiera to po prostu w szatę dogmatyki, bo jak miałoby być inaczej? Zauważ, że Kościół nie może mówić inaczej niż w ten sposób, bo inaczej odbierałby sobie status depozytariusza prawdy. A tak być nie może. Zdecydowanie zostałem źle zrozumiany, moja wina . Nie twierdzę, że cywilizacja degeneruje się, bo odrzuciła chrześcijaństwo, rozdzieliła tron od ołtarza etc. Sądzę, że następuje regres, bo w tej cywilizacji nastąpiło duchowe wyjałowienie, zapanował relatywizm. Możesz wierzyć, że żadna religia nie ma monopolu na prawdę, ja wierzę inaczej, i to jest piękne, to oznacza wolność. Ale według mnie społeczeństwo powinno mieć w sobie coś więcej niż tylko zbiór zasad i kodeksów prawnych, jakąś przestrzeń duchową, jakąś ideę. Zbytnie zawierzenie w relatywizm morduje to poczucie. Dla mnie też, byłem w życiu deistą, sprowadzając Boga właściwie tylko do roli przyczyny, podzielałem ten pogląd. Zmieniłem jednak zdanie . Uważam, że wszystkie potrzeby mają źródło zaspokojenia. Odczuwając głód lub pragnienie, wiem instynktownie, że istnieje jedzenie lub picie, które pozwoli mi je zaspokoić. To, że mogę nie mieć do niego dostępu, to już zupełnie inna sprawa. Odczuwając zmęczenie wiem, że muszę odpocząć. Odczuwając, mówiąc brutalnie, popęd, instynktownie wiem, że są przecież sposoby jego zaspokojenia - bądź kontrolowania. Sądzę też, że pewien rodzaj potrzeb można stępić, w tym na przykład potrzeby duchowe. Stawianie człowieka na poziomie zwierzęcia - faktycznie z boku brzmi to pejoratywnie, pisząc to ani przez chwilę nie miałem na myśli tego, że taki ateista nie jest dla mnie lepszy od psa. Według mnie tym, co odróżnia człowieka od zwierząt jest właśnie potrzeba metafizyki, mistyki, czegoś więcej. Inna sprawa, czy jest to efekt uboczny abstrakcyjnego rozumu, ale tutaj nie mamy opcji sprawdzić żadnej teorii, bo innego gatunku rozumnego jeszcze nie spotkaliśmy. Podpisuję się .
-
@RaxusV Faktycznie, człowiek nie jest zwierzęciem. Jednak według mnie nie te dwa czynniki o tym decydują. Rozum jest wynikiem czysto biologicznej ewolucji, nie jestem przeciwnikiem teorii istnienia innego życia rozumnego gdzieś we wszechświecie. Wolna wola jest dość kontrowersyjna zarówno z punktu widzenia filozofii jak i biologii, więc to temat na inną rozmowę. Ateiści sami wybrali? Sami wiedzą? Według mnie spłycasz i idealizujesz ateizm, popadając w szkodliwe uogólnienia. Nie odmawiam Ci słuszności. W kraju tak monoreligijnym jak Polska wiara staje się sprawą społeczną i nawykową, nie duchową. Bardzo wielu ludzi nie rozumie w co tak naprawdę wierzy, często gdy rozmawiam z rówieśnikami dowiaduję się, że są w gruncie rzeczy heretykami, bo ja z wyboru katolikiem nie jestem, a często słyszę, w co niby Kościół rzymski wierzy, co jest nieprawdą. Sam więc widzisz, że nie twierdzę, że nie masz racji - sądzę wręcz odwrotnie. IMHO spłycasz kwestię, poważne problemy sprowadzając do banałów. Dwie sprawy. Po pierwsze, duchowość ludów Dalekiego Wschodu z europejskiego punktu widzenia bardzo ciężko opisać i jakoś nazwać, dlatego często określa się to ateizmem/agnostycyzmem/deizmem, a w przypadku Japonii dochodzi jeszcze kwestia tresury tego narodu przez Amerykanów po drugiej wojnie, przez co to społeczeństwo zatraciło swoje odwieczne tradycje. Druga sprawa, związana z pierwszą - Japonia społeczeństwem zdrowym i moralnym? Mamy inny obraz tego kraju... @...AAA... Raczej masz rację, naukowcem ani fizykiem nie jestem, pewnie jestem tutaj do tyłu . Słyszałem oczywiście o fizyce kwantowej czy teorii strun, ale nie mam tu dużej wiedzy. W takiej rozmowie więc, jak sam widzisz, byłbym raczej słuchaczem - ale nie mam nic przeciwko, zawsze chętnie uczę się czegoś nowego.
-
@michalo21 Spróbuj pogadać o takich tematach z jakimś rówieśnikiem, albo w ogóle z kimkolwiek. Tradycja filozofii i szacunku dla mądrości, związanej z wiedzą i wykształceniem, obumiera w naszej kulturze i to jest straszne.
-
@...AAA... Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, ale mimo wszystko nie uważałbym tego za czynniki decydujące, bo uważam je za tożsame z aktywnością czysto materialnego organu, czyli mózgu. Przyczyny wszechrzeczy nadal nie da się wyjaśnić na sposób świecki i prawdopodobnie nigdy nie uda się tego dokonać. Hawking powiedział kiedyś, że siła grawitacji działająca między dwoma choćby najmniejszymi cząsteczkami mogła być katalizatorem słownie wszystkiego, od Wielkiego Wybuchu począwszy na Justinie Bieberze (jako konsekwencji) skończywszy . Problem powstaje jednak z określeniem pochodzenia tych dwóch pracząsteczek twórczych, bo nic, co objęte ramami rzeczywistości (czas plus przestrzeń) nie jest odwieczne, skąd więc cząsteczki wzięły się ex nihilo? Nic nie może ot tak powstać z nicości, bo ona jest brakiem czegokolwiek. Tutaj wkracza coś, co Arystoteles nazwał Pierwszym Źródłem Ruchu, a na co religie mówią Bóg/bogowie/Praprzyczyna. Ale, odbiegłem od tematu. Według mnie w dążeniu człowieka do metafizyki jest coś więcej niż czysta ciekawość. Potrzeby te można zaspokajać nie tylko w kościele/meczecie/synagodze/świątyni ognia etc. etc. W filmie Habemus Papam papież doświadcza uniesienia nie w bazylice, ale w teatrze.
-
@...AAA... Nie wiara, tylko sfera metafizyczna człowieka. To właśnie odróżnia go od Burka z naprzeciwka - istnienie dążeń ku wyższej rzeczywistości, pojęcie abstrakcji, wiara w moralność, a nie tylko sam instynkt przetrwania. W końcu też, ale niekoniecznie, wiara sensu stricto religijna. Ateizm niejako kasuje tę sferę, odmawia jej realności, sprowadza istotę ludzką do materii, w niej ją sytuuje, de facto z nią go zrównując - a wiemy, że tak nie jest, to dla nas podświadome, instynktowne. Oczywiście, że chore, ale nie o to mi chodziło . Być może użyłem jakiś skrótów myślowych, ale w powyższym i tym poście chyba rozjaśniłem, o co mi dokładnie chodzi.
-
@RaxusV Ateiści według mnie sami dokonują takiego utożsamienia, zakładając nieistnienie czynnika metafizycznego w świecie, czyli duchowego, wszelkie swoje potrzeby sprowadzając do poziomu prostych czynników materialnych, biologicznych i społecznych. Nie, żebym uważał to za złe - w tym wypadku nie jest moja wypowiedź nacechowana pogardą. Jeden z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszy filozof grecki okresu przedsokratejskiego, Demokryt, twórca filozofii atomistycznej, był czystym materialistą, nie wierzył w metafizykę etc. Mimo to jednak cenię go bardzo wysoko, choć odmawiam mu racji. Uważam, że ateiści są hipokrytami. Pies, gdy go nakarmić, gdy mu dać ciepło, pobawić się z nim, jest szczęśliwy. Ma wszystko. Człowiek nie, człowiek potrzebuje czegoś więcej - istnienie potrzeby jest dowodem na istnienie obiektu, który by ją zaspokajał. Ateizm stępia potrzeby duchowe, odbierając człowiekowi sferę różniącą go od zwierząt. Zrównuje go, na poziomie ontologicznym, z małpą. Takie gadki są naprawdę nudne i niczego do rozmowy nie wnoszą... Zużywasz tylko klawiaturę. A Ty za to przypisujesz sobie prawo do obrażania ich, tak? Podwójna moralność? Bóg jest poza ludzkim pojmowaniem. Przypisanie mu cech miłosiernego i sprawiedliwego jest niejako próbą sprowadzenia Go do kategorii ludzkich, na podstawie tego co On sam powiedział w Piśmie. Mimo to zauważ, Jezus mówi wprost - przykazanie miłości jest największe ze wszystkich. Nic tu nie jest pogmatwane, zwyczajnie nie masz wiedzy i nie czytasz Pisma Świętego. Grzech przeciw Duchowi to pogrywanie sobie i kpienie z Boga. "Teraz będę grzeszył ile wlezie, a potem pójdę do spowiedzi, Bóg i tak mi przecież przebaczy więc co tracę?". Jezus mówi, że nie, nie przebaczy, bo kpiny z siebie Bóg nie zniesie. Cywilizacja Zachodu położyła na sobie krechę, gdy zaczęła stawiać na liberalizm, relatywizm i inne bezwartościowe quasiwartości. Gdy Europa stanie się już demograficzną pustynią, nasze miejsce zajmą inne cywilizacje, oparte na solidnych, ideologicznych podstawach, społeczności zdrowe i posiadające w sobie wartości moralne. Choćby muzułmanie.
-
@Glovis Ze względu na to, że w ogóle nie raczyłeś się odnieść do moich postów i nadal reprezentujesz całkowicie bezrefleksyjną postawę nieomylnego geniusza, mimo, że już trzy osoby wciąż wykazują Ci w obszernych w treść postach, że nie masz racji, kończę dyskusję z Tobą. To nie jest dyskusja na tym samym poziomie, a ja nie mam zamiaru się produkować tylko po to, żeby widzieć, że masz to gdzieś. Zresztą, co ja się będę... @Shaker Dlaczego? Według mnie człowiek, który nie zaspokaja swoich najwyższych, najbardziej ludzkich potrzeb, czyli potrzeb duchowych, na własne życzenie przestaje być człowiekiem i staje się zwierzęciem. Ateizm to opium dla mas, które istotę ludzką zmienia w istotę podobną do nieco mądrzejszego zwierzęcia. To znaczy negujesz ten przykład? Bardzo potężny błąd, bo jest to problem wręcz nagminny wśród obecnej młodzieży, postępujący. Wielu młodych chłopaków popełnia nawet z tego powodu samobójstwa. Film Galerianki bardzo dobrze uwypuklił tę kwestię, a to nie jest wcale przerysowany obraz rzeczywistości. Seks wyzwala u kobiet oksytacynę, która jest biologicznym gwarantem dobrego związku - częste współżycie przedmałżeńskie może prowadzić do poważnych problemów w zawieraniu poważnych związków w przyszłości. helmud już o tym pisał, nie będę się więc powtarzał, ale zapytam - kłócisz się z psychiatrią, biologią i psychologią? Na podstawie czego? Chrześcijanin nie ma prawa udawać sprawiedliwszego od Boga. To mowa szatana. Będziecie jak Bóg. Docieramy do bardzo ważnego, filozoficznego zagadnienia - co to oznacza być dobrym? Chrześcijańskie Pismo Święte mówi wprost, że jest tylko jedno imię, pod którym człowiek może się zbawić, jest tylko jedna ścieżka do zbawienia duszy. Innymi słowy - poza Kościołem nie ma zbawienia. Jest tutaj jednak rozgraniczenie, które wprowadza teologia prawosławna i katolicka (niekoniecznie protestancka), na Kościół widzialny i mistyczny. Człowiek pozostający poza granicami Kościoła widzialnego może, na sposób duchowy, przynależeć do Kościoła niewidzialnego. Nie muszę chyba tłumaczyć, że najlepiej by było jednak nie ryzykować? W islamie jest już dużo bardziej restrykcyjnie. Jeśli nie jesteś muzułmaninem albo kimś z ahl al-Kit?b (czyli Ludy Księgi: żydzi, chrześcijanie, względnie zaratusztrianie, ale to kwestia kontrowersyjna), to nie ma żadnej opcji na zbawienie duszy. Zwyczajnie jesteś na wieki potępiony. Przy okazji, nawet jeśli jesteś z Ludów Księgi a masz możliwość poznania nauk Proroka, a odrzucisz je, to nawet dobre życie przed potępieniem Cię nie ratuje. Tego rodzaju liberalizm prowadzi do relatywizmu i sofizmu, który degeneruje cywilizacje i sprowadza na nie śmierć. Gdzie i kto tak powiedział. Znowu znamienne ktoś, gdzieś, coś tam rzekł... Panteizm. Względnie ortodoksyjna koncepcja Bożych energii. Bardzo dobrze . Philip Dick obawiał się, gdy umierał, ze dla Zachodu przyszedł kres filozofowania, a przecież filozofia jest najszlachetniejszą z nauk. To umiłowanie mądrości. To znaczy, innymi słowy, że znasz fakty naukowe, zapoznałeś się z wieloletnim dorobkiem ciężkiej, naukowej pracy wielu psychologów, neurologów i biologów, ale odrzucasz je? W imię czego? Jesteś poważny w ogóle? Ideologia zaciemnia Ci rzeczywistość? Czyli spijajmy sobie z dzióbków i stwórzmy całkowicie bezkonfliktowy krąg wzajemnej adoracji... Nie mam monopolu na prawdę... Prezentujesz destrukcyjny kulturowo relatywizm poznawczy. Prawda obiektywna istnieje, wystarczy sięgnąć do Sokratesa, Platona i Arystotelesa, żeby to wiedzieć. Ktoś więc musi tę prawdę reprezentować i bronić jej w rozmowie. O to chodzi w dyskusji, w retoryce. Żeby przekonać do swojej racji.
-
@michalo21 Po co to napisałeś? Po co się sztucznie asekurujesz? W dyskusji każdy dyskutant jest równy. Twoje tezy są wartościowe bądź nie ze względu na argumenty, nie Twoją osobę . Jedenastu lat? Przesadzasz? Kryzys wiary jest najczęściej kryzysem tożsamości, bo w naszym kręgu cywilizacyjnym te dwie sprawy są blisko związane. Najczęściej tak zwane kryzysy zaczynają się w wieku dojrzewania, kiedy to naturalny dla człowieka jest szczeniacki bunt przeciw wszystkiemu, przekonanie o własnej zarąbistości etc. co jeszcze potęguje nienormalny w nowoczesnej kulturze kult młodości, w którym nie ma żadnej racji. Wkraczasz na bardzo niebezpieczny grunt. Opętania to taki chłopiec do bicia dla fanów Dawkinsa czy śp. Hitchensa, a już poruszanie tematu egzorcyzmów nie jest wg. mnie rozsądne w ogóle. Słabi duchowo ludzie narażają się przez to na rożnego rodzaju... przygody. Czystość przedmałżeńska ma IMHO nieco inny sens niż to, co tu zaserwowałeś, ale przykład też ma pewną wartość. Bardziej psychologiczną, niż religijną, ale nadal . Starożytnych filozofów Grecji, w tym tak słynnych jak Platon i Arystoteles (ale nie tylko - patrz monoteizm Ksenofanesa), tego rodzaju rozważania doprowadziły właśnie do swego rodzaju monoteizmu, czyli wiarę w jedną, odwieczną Przyczynę, czy raczej Praprzyczynę (arystotelesowskie Pierwsze Źródło Ruchu). Faktycznie, Bóg wydaje się być idealnym dopełnieniem teorii stworzenia kosmosu. Bo ja jestem gotów uznać potężną wiedzę Stephena Hawkinga, zdam się na niego, bo to geniusz i przyznam, że grawitacja między dwoma atomami mogła być katalizatorem powstania wszystkiego innego. Skąd jednak wzięły się te cząsteczki kompletnie ex nihilo? @Murezor No właśnie - kital jest wojną obronną z definicji, dżihad zaś, jeśli w ogóle, zbrojną ekspansją islamu, czyli wojną ofensywną. Dlatego w ogóle kital nie brałem w tym co pisałem pod uwagę, jeśli popełniłem w ten sposób błąd, to trudno - już go sprostowałeś za mnie . Sury miecza odnoszą się właśnie do szerzenia islamu mieczem wśród ludów arabskich, czyli do walki przeciw Mekce, która Muhammada wygnała. Hugh Kennedy w swojej świetnej, nowej monografii odnośnie podbojów wczesnego islamu (Wielkie arabskie podboje: Jak ekspansja islamu zmieniła świat) bardzo dobrze tę kwestię opisał. Mimo, że faktycznie fundamenty dla idei dżihadu są właśnie w surach miecza, to sensu stricto dżihad to jeszcze nie jest. Nie zrozum mnie też źle - w żadnym razie nie mam zamiaru bronić islamu w tej kwestii. Sir Runciman bardzo dobrze to streścił - chrześcijaństwo zawsze dążyło do nieosiągalnego pokoju, islam bez skrupułów wystąpił z mieczem. Sądzę, że święta wojna i szerzenie wiary mieczem jest bardzo ważnym składnikiem islamu, którego znaczenie znów wzrasta, ale sądzę, że trzeba oddać prawdzie honor i znaleźć faktyczne źródło idei dżihadu, a nie poprzestawać na stereotypach i powierzchownej wiedzy. Do Glovisa - Ty człowieku chcesz prowadzić normalną rozmowę, czy nie? Czemu ani słowem nie odniosłeś się do obszernych w treść postów helmuda i moich, a do posta behemorta tak pobieżnie?
-
Serio? Ale poważnie? Całkowicie zignorowałeś resztę treści z zacytowanej części postu, między innymi moje wyraźne pytanie w jednej kwestii, żeby pocwaniaczyć na jeden, mało ważny temat, który Ci akurat podpasował i mogłeś rzucić emotą? W którym konkretnie budynku? To znaczy, o którym konkretnym kościele mówisz? Chyba, że chodzi o Kościół... Czyli według Ciebie Bóg miałby interweniować personalnie w momencie, gdy ktoś, kto jest pedofilem (przy okazji negujesz tutaj wolną wolę, dając dowód całkowitego braku zrozumienia idei wszechwiedzy Boga w chrześcijaństwie, jeśli jesteś gotów konfrontować swoje przekonania z faktami chętnie skoryguję Twoją wiedzę) chciałby być księdzem? Najlepiej może tak spektakularnie, w momencie wyświęcenia, sufit się wali a snop światła smaży nieszczęsnego na skwarkę? Jestem przeciwnikiem islamu, ale akurat muszę tutaj oddzać sprawiedliwość faktom - dżihad nie jest żadnym z pięciu filarów, a innych zasad w islamie nie ma. Poza tym, sensu stricto arabski termin dżihad oznacza walkę wewnętrzną, stąd też ci, którzy uprawiają falsafę, czyli muzułmańską filozofię, wyróżniają dżihad większy (wewnętrzny) i mniejszy (zbrojny), z których źródeł tego drugiego upatrują w hadisach, czyli przypowieściach o życiu Proroka Muhammada. Hadisy zaś nie przez wszystkie odłamy islamu są uznawane. Tak przy okazji, wiesz Ty w ogóle o co chodzi w zbrojnym dżihadzie? Zawinił Bielawski, który źle przetłumaczył Koran w tym miejscu. Choć w sumie nie wiem czy dałby radę zrobić to dobrze, ze względu na ubóstwo naszego języka. Otóż arabski oryginał Koranu podaje w tym miejscu termin, który owszem, oznacza podległość, ale w tym sensie, w jakim kobieta funkcjonuje w każdym tradycyjnym modelu rodziny. Czyli raczej zajmuje się wychowaniem, domem etc. To mężczyzna jest od zarabiania pieniędzy, dawania bezpieczeństwa. Koran w tym miejscu zrzuca odpowiedzialność za kobietę na jej męża, nakazując mu jej obronę. Pytałem Cię, czy odróżniasz kulturę od religii. Widzę, że nie. To znaczy jakim świecie? Świecie internetu, mrożonych lodów, drapaczy chmur? Czyli w tej naszej zdychającej cywilizacji, tak? Tej, która ma zamiar się zamordować i robi to względnie skutecznie? Czy to aby nie ta sama cywilizacja, która wymyśliła ubliżające płci pięknej parytety? To jest już bardzo skomplikowana kwestia. Jak bardzo musisz mieć ciasne horyzonty myślowe, żeby tak to spłycać... A ten cytat, razem z kolejnym, to rozumiem miałeś na podorędziu na racjonaliście, co? Dla wiadomości innych śledzących - to jest cytat z początku sury czwartej o nazwie Kobiety, a Ty dokonałeś manipulacji, przez co tracisz dla mnie wartość jako dyskutujący. Dlaczego? Bo od razu i dalej Koran wyjaśnia czemu kobiety są i w jakim sensie poddane - dlatego, że to mężczyzna na nie łoży i swoim pieniądzem gwarantuje im byt. Nie umiesz wyjść w myśleniu poza te wąskie ramy? Znowu sura czwarta, ajat 34. Znowu manipulacja. Nie napisałeś nic o kontekście cytatu, a on jest kluczowy. Tutaj Koran daje mężom prawo do cielesnego egzekwowania wierności w małżeństwo, czyli do karania zdrady. Surowe prawo, ale prawo - to już raczej wynik innej mentalności tamtejszych ludów. Nie jesteś w stanie zrozumieć, nie komentuj. Chyba, że nie cenisz wierności małżeńskiej. Także, ekhm... Zacytuję też dla opozycji hadis z Muhammada o statusie wiarygodnym, czyli ważnym dla sunnizmu: ?Jak może któryś z was bić swoją żonę jak służącego, a następnie współżyć z nią.? - hadis 4908 I jeszcze: ?Przychodziło do Muhammada wiele kobiet żalących się na ich mężów. Tacy nie są najlepsi spośród was.? - hadis 2775 Czarownic najwięcej spalili w renesansie i późnym średniowieczu protestanci w Niemczech i Niderlandach. Dokładnie ci mający łatkę najbardziej "spoko" chrześcijan. Giordano Bruno był niestabilnym psychicznie wariatem, naciągaczem, apokaliptykiem, który w Wenecji naciągał frajerów-arystokratów na kasę i mieszkanie, głosił bliski koniec świata, kradł i malwersował, uważał się za syna Nieba i Ziemi i nowego proroka, był groźnym świrem. Powinien zostać szybciej zlikwidowany, a karę wykonano właśnie za oszustwa finansowe, nie za jego poglądy naukowe. Bruno jest najbardziej w historii przekłamaną postacią, rzecz jasna przez grupę, której zależy, żeby zohydzić Kościół. Zupełnie bezpodstawnie. Areszt domowy. Niemożliwe, nieziemskie tortury. Ja bym tego nie zniósł. Nie - kapituła chciała, żeby przedstawił niezbite dowody na słuszność swoich tez. Nie potrafił tego zrobić. To, co powszechnie oczywiste, w kwestii historii jest zazwyczaj kłamstwem i manipulacją. Gdy ktoś oświadcza, że Kościół jest zły i zrobił na przestrzeni dziejów wiele złego, to wtedy wymagam od niego nie tego co, erm, powszechne i ludowe, tylko wiedzy wysokiej i specjalistycznej. Wiesz dlaczego? Bo taka dziecinada, jaką przeważnie się w tej sprawie odstawia, i co Ty też teraz robisz (uuuu, czarownice, uuuuu, inkwizycja...), zwyczajnie nie wytrzymuje konfrontacji z wiedzą historyczną ludzi, którzy się tym zajmują. Dlatego jeśli masz odwagę pisać to co piszesz to chcę też, żebyś umiał to poprzeć. Czymś lepszym niż... to co piszesz. Bo na razie Twoje tezy jedna po drugiej sypią się jak domek z kart. Ale Ty tego nigdy nie przyznasz. Już to zapowiedziałeś.
-
Pomijając już tak banalne banały jak to, że w wierze właśnie chodzi o to, żeby wierzyć bez posiadanie niezaprzeczalnych dowodów (J 20;29), to spłycasz temat. Zwyczajnie. Pan Dawkins sformułował bardzo ciekawą skalę ateizmu, polecam Ci się z nią zapoznać. Dobrze. Co więc takiego wydarzyło się na świecie za sprawą chrześcijaństwa i islamu, że nakazało Ci to, oświecony, tak brutalnie spłycić temat, zgeneralizować kwestię niezwykle złożoną do jakiś haseł-memów w stylu racjonalisty? Czym tak bardzo Cię ta rzeczywistość oburza i dlaczego winnych znajdujesz właśnie w religiach? Czy w ogóle rozu... Wybacz, wszechwiedzący, inaczej - czy w ogóle masz zamiar zaakceptować wiedzę o różnicy pomiędzy wiarą, religią, cywilizacją, kulturą, tradycją, społeczeństwem? W jakiej kwestii i dlaczego czujesz się mądrzejszy od pokoleń psychologów i socjologów, którzy na ten temat mieli radykalnie odmienne od Ciebie opinie, które przy okazji popierali latami doświadczeń, badań i ciężkiej harówy? Ludzie nie zostają księżmi/cenobitami tylko z powołania. Bardzo wielu wybiera drogę kościelną dla kariery i władzy związanej z pozycją, tak było zwłaszcza w czasach renesansu, w średniowieczu jeszcze nie bardzo i nie w tak rozbuchanej formie. Bardzo często mężczyźni albo kobiety wybierają zakony, bo przeżyli życiową traumę, albo też życie im się nie ułożyło, szukają więc samotności, kontemplacji, czegoś więcej w ramionach Boga, żeby sobie życie zrekompensować bądź nadać mu wartość. W średniowieczu popularna była praktyka ofiarowania trzeciego lub czwartego dziecka do zakonów, w rodzinach arystokratycznych bądź monarszych była to wręcz czasami reguła (patrz: Bizancjum). W końcu, są i tacy, którzy zostają księżmi, żeby ukryć swoje dewiacje. Właśnie w tych ostatnich uderzają infantylne, głupie i szczeniackie ataki z racjonalisty na przykład. Znam młodych ludzi, tak zwanych ateistów (de Sartre by się uśmiał), którzy uważają wręcz, że nie ma pedofilów nigdzie indziej jak tylko w klerze. Katolickim, żeby było zabawniej, bo ci młodzi i wykształceni często mają problem z wymienieniem i scharakteryzowaniem innych chrześcijańskich denominacji, ale po co im to, w Polsce przecież trzeba czarnych zwalczać... Pomijając już badania, które wykazują, że wśród duchownych nie ma większej nadreprezentacji pedofilów niż wśród innych profesji, choć oczywiście jest to oburzające z powodu jej charakteru. To znaczy, że Allah nakazuje ciemiężyć kobiety? Surę z Koranu albo ustęp jakiegoś hadisu poproszę. Co za rewelacje, co za rewelacje... W każdym momencie. Nie mam czasu ani ochoty pisać tutaj elaboratu, rozciągającego się od starożytności aż po czasy nowożytne, ale polecam książki. Dobre, porządne książki historyczne i monografie, nie jakieś 150-stronnicowe broszurki niewiadomego pochodzenia. W kwestii wczesnego chrześcijaństwa odsyłam do Simona i Pelikana, starożytności do najnowszej monografii Adama Ziółkowskiego, a jeśli celujesz w naszą cywilizację Krawczuk pisze dość przystępnie. Potem idź dalej, aż w końcu posiądziesz wiedzę, a nie propagandę. Jeśli będziesz tak miły, oświecony, sporządzisz może listę kwestii, które Cię w historii Kościoła oburzają i tak rażą Twe oczy, wtedy postaram się na szybko spreparować odpowiedzi. Z Twoją wiedzą nie śmiem się równać, ale bardzo się staram. Będę tak pisał żebyś pojął, że Twoje podejście ani nikomu nie imponuje, anie podnosi wartości Twoich tez. Jest zwyczajnie śmieszne. To żaden atak.
-
Każdy z wyznawców powyżej wymienionych religii powiedziałby Ci dokładnie coś innego. Nie poruszając już tego, że w ogóle nie odniosłeś się do mojego zarzutu Twojej omylności. Stwierdziłeś, że religie nie odpowiadają na to pytanie, o sens życia. Wykazałem Ci niezbitymi dowodami, że jest inaczej, a Ty nadal brniesz w szczeniacką pyskówkę w stylu racjonalisty albo młodego-ateisty-z-onetu. Poza tym, pozwolisz, że posłużę się klasyką - jaki masz dowód, że wymienione nie istnieją? Sprytnie to sobie wytłumaczyłeś, faktycznie. Jesteś wręcz szalenie bezrefleksyjny, co w większości przypadków oznacza najgorszy z grzechów - pychę. Wyjaśnię Ci więc, oświecony, co miałem na myśli. Domagając się szacunku dla siebie i swoich poglądów, trzeba okazywać go innym. Zioniesz takim kwasem pogardy dla wiary, że nie dziw się, że inni będą z pogardą traktować Ciebie i Twoje wynurzenia. Chyba, że trafisz na podobnych sobie, oświeconych ludzi. Nie wykonam za Ciebie tej pracy, ale zadam Ci ją - masz zacytować w całości zdanie, z którego wyrwałeś to jedno jedyne, biedne słowo i przemyśleć jeszcze raz co napisałeś. Przy okazji - Twoje posty są tak pełne historycznej nieprawdy, zakłamania, obłudy i zwyczajnej ściemy, że chyba nawet Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego co wypisujesz. Zajmujesz głos w dyskusji, która mnie interesuje, postanowiłem odpowiedzieć na Twoje tezy. Jednak postawa, jaką przybrałeś skutecznie zniechęca do tego mnie i powinna zniechęcać każdego, kto w jakikolwiek sposób wejdzie z Tobą w polemikę. Wszechwiedzące i nieomylne, na dodatek wyzwolone i nieskrępowane istoty takie jak Ty nie znoszą krytyki. I, oczywiście, mają rację. Oczywiście Twój nieskrępowany umysł nie może przyjąć zasad obowiązujących w dyskusji na takie tematy, prawda?
-
@Glovis Na tym zdaniu z Twojego posta kończy się niniejszym Twój skromny wkład do tematu, za co wszyscy jesteśmy wdzięczni, a rozpoczyna się kompletnie jałowy, bezsensowny i szczeniacki wygrzew na religię. Zdziwiony moimi słowami? Wybacz, ale to, że starasz się sobie dorobić (cytując Gombrowicza) gębę oświeconego i nieskrępowanego, ergo idącego do przodu, nie zmienia prostego faktu, o którym pisałem wyżej. Ta wypowiedź wynika ze zwyczajnej niewiedzy, która spowodowana jest ignorancją albo niedouczeniem, albo jest celową manipulacją. Nie podejżewam Cię o to drugie, więc zarzucam Ci brak wiedzy. Czytaj - piszę, że się mylisz. Znakomita większość religii daje odpowiedź na proste pytanie "Jaki jest sens życia?". Chrześcijaństwo czerpie z myśli Jezusa (do którego poziomu nam wszystkim brakuje lat świetlnych) - sensem życia jest służba Bogu tak, jak Jemu się to podoba, więc pomoc i miłość bliźniego, przestrzeganie bożych praw/przykazań, oddanie się Bogu i innym ludziom. Islam stoi na nauczaniu Muhammada - a więc postuluje całkowite poddanie się Allahowi i boskiej woli, negację własnej i całkowite oddanie idei. Buddyzm stara się wskazać sens życia w wyzwoleniu z koła reinkarnacji, jako przykłady podając wielkich oświeconych (czyli buddów), sensem życia jest nirwana, buddyzm oferuje też różne zasady i ścieżki do niej. Judaizm jest w tym sensie podobny do islamu, że też sensu życia upatruje w oddaniu się Bogu, z tym, że trzeba jeszcze wyczekiwać Mesjasza. Gnostycyzm sens życia widzi w wiedzy, która daje zbawienie duszy i możliwość przezwyciężenia pomniejszego Demiurga tego świata i zjednoczenie się duchowo z prawdziwym Bogiem, zoroastryzm wskazuje sens egzystencji w opowiedzeniu się po słusznej stronie w wiecznej walce dwóch przeciwstawnych, równych sobie sił Dobra i Zła, Światła i Ciemności, Prawdy i Kłamstwa, Ormuzda/Ahura Mazdy i Arymana/Angra Mainju. Uważasz, że muszę wymieniać dalej, bawić się w cięcie religii na denominacje, czy już pojąłeś swój błąd? Ta... myśl... jest tak ignorancka i ciemna, że aż nie chce mi się pisać. Inni już dokładnie wyłożyli Ci twój błąd myślowy w tej sprawie. Więc po co się w ogóle odzywasz i zabierasz ludziom czas? "Patrzcie jaki jestem mądry, wyzwolony i oświecony, cokolwiek napiszecie zwisa mi to". Nie będę kontynuował dyskusji z Tobą, póki się nie wypowiesz w tej kwestii.

