Skocz do zawartości

Kwad_rat

Forumowicze
  • Zawartość

    277
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    2

Komentarze blogu napisane przez Kwad_rat


  1. Tej kadencji w sejmie było więcej kobiet (z przymusu) i jak jest wspaniale ;) . Jeśli jest kobieta, która jest dobra w te klocki, to niech faktycznie startuje w wyborach, a nie wpycha się ją tam tylko po to żeby była. Bo w socjalistycznym państwie statystyka musi dobrze wyglądać. Nic na siłę. Czasami mam wrażenie, że feministki nie pozwalają kobietom być kobietą. Rubta co chceta i nie ma co z baby robić faceta.

    • Upvote 1

  2. Byle nie doszło do tego żę będzie tak : "Zapłaccie nam za nastepną część cod/bf/sc/czegokolwiek, a potem jeszcze ją kupcie."

    Kickstarter jest niejako tak skonstruowany, że fundujesz grę składają swego rodzaju zamówienie przedpremierowe. Przynajmniej tak działa większość projektów. Jeśli ktoś zaproponował by podobny model, o którym mówisz, to po prostu nie znalazł by się nikt kto by za to zapłacił.


  3. Akurat wartość Zyngi jest mocno zawyżona, a cały biznes, na którym jest oparta to jeden wielki bombel, który może w każdej chwili pęknąć. W dodatku ceny akcji tej firmy ostatnio poleciały na łeb, na szyję i obecnie jest ona w niezłych tarapatach. Nie pomaga jej fakt, że dodatkowo cały swój model biznesowy opiera o facebooka, a jeśli ten nie będzie dobrze się spisywał, a ostatnio jego akcje także poszły w dół, to będzie ciągnął za sobą Zyngę. Akurat wartość niektórych firm, szczególnie w sektorze "społecznościowym" jest mocno przeszacowana i nie przywiązywał bym zbytnio wagi do niedorzecznych liczb jakie podają niektórzy analitycy. Często są to Ci sami ludzie, którzy chcą aby Nintendo zaczęło wydawać swoje gry na komórki.


  4. W takim razie jeżeli to co piszesz okaże się prawdą, to już zacieram ręce. wink_prosty.gif Serio, akurat jako wielki fan całej sagi "Obcego" takie coś przyjąłbym z wielką chęcią (mam nadzieję jednak na więcej odpowiedzi, bo póki co - praktycznie same pytania). Ale powiedzmy, że rozumiem - nie da się dogodzić każdemu, a oczekiwania były przeogromne.

    W sumie jedynym filemem w tej serii, jaki mi do tej pory naprawdę nie przypadł do gustu, była część trzecia. Czwórka była tak zła, że dało się przy niej dobrze bawić.


  5. @ Kwad_rat - bzdury, niestety, tako rzecz muszę. Nie o ksenomorfach, tylko o powstaniu człowieka. Prequel Obcego był pierwotnym pomysłem. Ostatnio ludzie podpierają się jakimś wywiadem ze Scottem (nie czytałem), ale nie wierzę, by powrócił do pierwotnego pomysłu, bo a) nie wchodzi się dwakroć do tej samej rzeki) b) z filmu w ogóle nie wynika, by traktował głównie o kosmicznych potworach (przynajmniej fabularnie, bo to, że były dziesiątki nawiązań do Obcego, to bardziej smaczki dla fanów i wynik tego samego uniwersum). Wciąż więc muszę się nie zgodzić na stwierdzenie, jakoby był to prequel "Alien".

    PS

    Spoiler

    Mam nadzieję, że dostatecznie jasno wyjaśniłem. wink_prosty.gif

    Rozumiem o co Ci chodzi. Dla mnie w filmie właśnie było za mało o stworzeniu człowieka (ba rozpoczyna się on właściwie sceną, w której życie zostaje zasiane na naszej planecie), a za dużo nawiązań do "Obcych". Film miał naprawdę wielki potencjał, ale moim zdaniem został zmarnowany. Scena, w której jeden z "inżynierów" daje życie jakiemuś Alienopodobnemu stworowi, była z kolei zupełnie nie potrzebna.

    Nie wiem też, czy nasi "stwórcy" w tym filmie rzeczywiście znaleźli jaja, raczej wyglądało na to, że stworzyli broń biologiczną, która miała się nami zająć. Sugeruje to, że pojeminiki, w których znajdowały się zarodniki, wyglądały zdecydowanie na wytwór technologii.

    Ja film odczytałem jako prequel, tym bardziej, że jak czytam teraz wypowiedzi Scotta, to wspomina on o jeszcze 2 filmach, jakie mają się po premierze tego pojawić (jeden będzie podążał, za bohaterką, która przeżyła wydarzenia tego filmu, drugi miałby być bezpośrednim prequelem do "Ósmego pasażera").


  6. Avengers lepsze od Prometeusza i Dark Knighta? Tego jeszcze nie grali... Pod jakim względem był lepszy? Jedyne co ratowało ten film to efekty specjalne i powiązania z komiksem. Owszem można się na nim lepiej bawić niż na wspomnianych tytułach, ale myślę iż więcej w nich głębi i polotu. Szanuję oczywiście własne zdanie i nie potępiam (choć mam chęć wink_prosty.gif)

    Głębia i polot nie są jedynymi wyznacznikami dobrego filmu. To co w Avengers bardzo dobrze rozwiązano, to sposób prowadzane postaci. Każdemu z bohaterów poświęcono odpowiednio dużo czasu, każdy jakoś się rozwinął w trakcie wydarzeń, które miały miejsce w tym filmie. Jako adaptacja komiksu, The Avengers spisało się świetnie.

    Batman z kolei to film, który dekonstruuje swoich bohaterów. Też pokazuje pewną drogę i zmiany jakie zachodzą w postaciach przedstawionych w tym obrazie. Problem polega jednak an tym, że poległ trochę przy swoich nader ambitnych założeniach. Nolan zajął się analizą zbyt wielu postaci na raz i był bardziej skrupulatny w przedstawieniu tego, co np. czyni Batmana, przez co nie czułem, aby wszystkie dostały wystarczająco dużo czasu przed kamerą. I jak już pisałem, nie odpowiada mi Batman i Wayne w wykonaniu Bale'a.

    Wygląda na to, że najzwyczajniej Nolan spadł z bardzo wysokiego konia. Nic sobie przy tym nie połamał, jednak potknięcie pozostaje potknięciem.

    Przy Prometeusz, czuje się z kolei niewykorzystany potencjał. Szkoda, że Ridley Scott nie poszedł za ciosem i nie wyciął zupełnie elementów, które wiązały ten fil z "Obcym". Pomysły, które były całkiem oryginalne, zdecydowanie były ciekawsze. A tak to miałem wrażenie, że reżyser bawi się ze mną tym co wiem o Xenomorphach.

    Po prostu, moim zdaniem The Avengers, jest z tych trzech obrazów filmem najbardziej kompletnym. Ciężko je trochę do siebie porównywać, bo startują w zupełnie innych kategoriach. Gdybym miał jednak wybrać, który z filmów chciałbym jeszcze raz obejrzeć, to postawiłbym na Avengersów.


  7. Ale z tego co widzę Ciebie bardzo trudno zadowolić, skoro nie podoba Ci się ani Prometeusz ani nowy Batman.

    Wcale nie tak trudno. Avengersi mi się podobali, choć nie był to obraz pozbawiony wad. Nieziemsko się jednak przy nim bawiłem.

    Jeśli miałbym wystawiać oceny w skali 1-10, to oceniłbym filmy, które oglądałem tego lata w kinie następująco:

    The Avengers: 9/10

    The Dark Knight Rises 7+/10

    Prometeusz 6+/10

    To jest moje subiektywne odczucie. I nadal uważam, że "Prometeusz" był by lepszy, gdyby okrojono go z elementów, które mają się wiązać z serią "Obcy".


  8. Trudno się z twoją opinią nie zgodzić. Z muzyki w TDKR pamiętam tyle, że podczas seansu czułem dużo basów. Na pewno nie jest to ścieżka dźwiękowa, po której wychodzi się z kina nucąc motyw przewodni filmu (nana nana nana Batman - temat z lat 60 był już bardziej chwytliwy). Jedyne co z dźwięku wyniosłem po filmie, to próba chrypienia jak Batman i przemożna chęć zmierzenia się z Seanem Connerym w pojedynku na szkocki akcent.


  9. Za to masz ode mnie plus (mimo błędu ortograficznego).

    Dzięki za uwagę odnośnie błędu (co to za słowo "napisął"?). Całość napisałem na świeżo, od razu po powrocie z seansu, a że mam spore problemy z ortografią, to zawsze coś przeoczę (np. wcześniej był jeszcze "nuż").

    Co do muzyki, to ja ostatnio mam dość tego jak brzmią nowoczesne filmy, Tylko słychać bas. Brak jest często linii melodycznej, a kompozytorzy stawiają jedynie na ambientowe dźwięki, popadając ze skrajności w skrajność. Przeklęte Transformersy!


  10. EDIT: Widzę, że lekki update grafiki zrobiłeś. Nawet lepiej teraz to wygląda.

    Tak, mam nową wersję. Nie wiem ile mi zajmie składani pisma, tym bardziej, że przez najbliższy tydzień mnie nie będzie. W święta poszukam artykułów i popytam użytkowników, czy są chętni wziąć udział w inicjatywie, czy mają coś przeciw użyciu ich tekstów.


  11. Ilustracje są świetne. Mam tylko jedno pytanie. Skąd wiesz, że mechanika działa sprawnie? Pytam bo zwykle dla karcianek przeprowadza się testy mechaniki na konwentach itd, a to może być trudne do zrobienia bez wsparcia wydawnictwa.

    Mam paru testerów, którzy wyłapują sprawnie wszelkie błędy. Na konwentach też się pojawię, gdy produkt będzie trochę bardziej gotowy.


  12. Ja jestem przywiązany do pudełek i póki co jakoś mi nie przeszkadza ich ilość. Zresztą, nie mnie jednemu. Posiadaniu czegoś w formie namacalnej towarzyszą ciekawsze odczucia niż w cyfrowej, taka prawda.

    Owszem, dawniej były expansion packi, ale zauważ, że zazwyczaj (w zadnym razie nie piszę "zawsze") wnosiły dość dużo zawartości. Natomiast dziś za 60zł masz co? 5 mapek do CoD'a. DLC rodzi patologie właśnie na tym polu, bo za byle pierdołę można żądać niezłych sumek.

    Capcom to już w ogóle ewenement. W zasadzie ich gier nie opłaca się kupować od razu, lepiej poczekać na edycje "Turbo", "Mega" itd. (SF, LP).

    Dzisiaj jest z tym różnie. Czasem pojawiają się dodatki naprawdę warte swojej ceny (Rockstar takie tworzy), czasami wręcz przeciwnie (wspomniany CoD). Mam więc wrażenie, że wszystko zależy akurat od wydawcy. Zwróć uwagę na to, że Homefront, jak i gry Rockstar są wydawane przez THQ. Ich podjeście do DLC jest najwyraźniej inne niż pozostałych wydawców. Bethesda też ostatnio wypuszczz całkiem fajne dodatki, więc nie jest tak źle, jak mówisz. Wszystko zależy od tego na co zwracamy uwagę. Zawsze można podać parę negatywnych, jak i parę pozytywnych przykładów DLC. Co do Capcomu, to zostawiam to już bez komentarza. Wszyscy wiemy jakie zagrywki potrafią oni stosować.

    Moim zdaniem istniej sporo możliwości w przypadku rozwiązań dystrybucji cyfrowej. Można choćby dać graczom możliwość wyboru zawartości, którą chcą kupić. Choćby w grze Crimson Alliance istnieje możliwość wykupienia tylko tej klasy, którą zamierzamy grać. Jest to krok w dobrym kierunku, choć cennik wciąż nie jest dopracowany. Właściwie największym problemem dystrybucji cyfrowej są ceny, często nieadekwatne do zawartości. Choć sam pomysł na to, że możemy wybrać, to co ma się znaleźć w naszej grze nie jest zły. Nie musisz w końcu kupować wszystkich postaci w Mortal Kombat, wystarczy, że będziesz miał te, którymi zamierzasz grać. Nikt też nie zmusza nikogo do kupowania zbroi dla konia. To jest tylko opcja, z której można, ale nie trzeba korzystać.

    Jeśli deweloper rzeczywiście nie zdążył czegoś zmieścić w grze, to w porządku, ale niech przynajmniej zachowa nieco przyzwoitości i nie zostawia na płycie z grą rzekomo nieskończonego dodatku czy też nie trąbi o nim przed premierą, bo to po prostu bezczelne i niesmaczne.

    Akurat często problem nie leży często po stronie developera, a programistów. Usunięcie jakiegoś niegotowego elementu z prawie gotowej produkcji, nie jest łatwe. Zajęło by dużo czasu, który można by przeznaczyć na coś innego. Prościej napisać kod, który zablokuje zawartość, niż usunąć ją całkowicie z gry. Nie dziwi mnie, że wydawcy widzą w tym szanse dodatkowego zarobku. Przez te parę miesięcy twórcy mogą pracować dalej nad rozszerzeniem gry, a wystarczy, później wydać Patch-DLC, który uzupełni braki i mamy całkiem porządny dodatek. Problem widzę jedynie w tym, że często po prostu to co oferują DLC to za mało, w stosunku do tego, co kosztują. Odnoszę jednak wrażenie, że pojawia się co raz więcej wartościowych dodatków, a jedno Activison, czy Capcom, czynią całego pomysłu z DLC złym. Jakoś nie widzę, żeby to różniło się jakoś specjalnie od praktyk stosowanych dotychczas. Gra jest ta sama, tylko zasady trochę inne.


  13. Poprawki poprawkami, ale czy trzeba było od razu przestawiać datę wpisu? :tongue:

    Też się nad tym zastanawiałem, ale uznałem, że zmian i dodatków było na tyle dużo, że mogę to sprzedać jako nową wersję. Powinienem tylko dodać do tytułu Super i Turbo, żeby lepiej się sprzedawało.

    Co do samej jego treści - piszesz o jasnej stronie dystrybucji cyfrowej. Niestety, nie wszystko jest takie cacy i wraz z nią zrodziło się mnóstwo patologii (vide słynna zbroja dla konia, której obrazek sam zamieściłeś). Jako DLC potocznie rozumie się wszelkiego typu dodatki do gier już wydanych rozprowadzane drogą cyfrową, a nie same podstawowe wersje gier (to już jest chyba DD - Digital Dowload - Dystrybucja Cyfrowa).

    Abstrahując od wielu naprawdę ciekawych produkcji, które nie miałyby szans na znalezienie wydawcy pudełkowego (zazwyczaj sami się zgłaszają, jak widzą, że gra sprzedaje się rewelacyjnie, np. Magicka czy seria Grywalność Ponad Wszystko od CDP), cyfrowa dystrybucja to przede wszystkim okazja dla gigantów, by zarabiali jeszcze więcej. Nie kupują pudełek, nie tłoczą nośników, nie drukują instrukcji, a w pewien sposób nawet blokują rynek wtórny - dla nich to same plusy. I jeszcze to pierniczenie "dystrybucja cyfrowa jest tańsza". Tak, jasne, dla nich chyba, bo pomijając ekstra promocje na STEAM, taniej jest ruszyć tyłek do sklepu i mieć coś, co nawet bez włączenia komputera będzie cieszyć oczy.

    Spotkałem się już z różnym sposobem użycia tej nazwy. Także zdarzało się, że określano nią samodzielne produkcje. Zgodzę się jednak, ze jest to dość mylące i może wprowadzać w błąd. Poza tym, nie zawsze musimy pisać o negatywnych skutkach danego zjawiska, tym bardziej, że moim zdaniem więcej jest pozytywów, niżeli negatywów. Co do samych kosztów, to nie bez powodu Steam nie musi się zupełnie obawiać konkurencji. Jest to platforma, która Dystrybucje Cyfrową, zorganizowała naprawdę dobrze i np. taki Orgin jeszcze mu do pięt nie dorasta (jakoś nie widzę wzorowanych na steamowych promocji w wykonaniu EA). Też nie jest to platforma bez wad, bo słyszałem wiele zarzutów na jej temat ze strony producentów, ale wątpię by można było to na dzień dzisiejszy zrobić lepiej. Mam nadzieję, że jeśli się mylę (odnośnie steama), to ktoś zdoła mnie szybko z błędu wyprowadzić, bo wtedy zyskają wszyscy.

    Co do pudełek, to nie jestem do nich tak bardzo przywiązany. głównie dlatego, że w pewnym momencie zaczynają one naprawdę zajmować zbyt wiele miejsca. Gdy ma się więcej niż jedno hobby, to naprawdę sprawia kłopot. Pomieszczenie gier, figurek i książek na dostępnych w pokoju półkach staje się naprawdę wielkim wyzwaniem. Co prawda, istnieje zagrożenie, że Steam wycofa jakiś produkt ze swoich zbiorów, przez ci zostanę pozbawiony do niego dostępu, jednak zawsze w takim wypadku panowie z Valve zachowywali się dość honorowo i oferowali możliwość kupienia innego produktu w tej cenie.

    Idąc dalej tym tropem dochodzimy do "prawdziwych" DLC, czyli dodatków do gier, dodających nowe zbroje, bronie, czasem jakieś mapki czy misje. W jakimś stopniu da się to zaakceptować jakiś czas po premierze (choć i tak trudno, w końcu to cięcie gry), ale nie przed! Weźmy takiego BF3 - gra w sklepach wyląduje za miesiąc czy tam ile, a gdzieś od pół roku wiemy o DLC do niej. Czy to nie chore...? Podczas instalacji Frontlines kilka dni temu nie mogłem się nadziwić, jak szybko zmieniła się branża - w tej wcale nie starej grze (2008r.) kolejne łatki przynosiły nowe mapki, bronie i pojazdy. Cała zawartość wprowadzona w ten sposób wedle dzisiejszej mody rozprowadzana jako DLC zapewne przewyższyłaby cenę podstawki...

    DLC jest po prostu jak demoty, komixxy, czy kwejk - w swej idei fajne, zwłaszcza na początku, a potem przynoszą ze sobą tyle patologii i głupot, że aż tam zaglądać/z nich korzystać...

    Nadal istnieją rzeczy, które są dodawane w patchach. Choć zgodzę się, że jest tego mniej. Poza tym, za "starych dobrych czasów" także istniały swego rodzaju DLC, a nazywały się expansion pack. DLC jest tak naprawdę starsze niż wielu myśli. Chyba zapomnieliście od dodatkach do Quake'a, czy gier RPG, które dodawały parę nowych obszarów, czy nowych klas. To istniało od zawsze, dziś zmieniło tylko formę. To, że pojawiają się dodatki też jest rzeczą naturalną. Twórcy mają terminy, które należy dotrzymać. Często to co nie zmieści się w wersji sklepowej gry, pojawia się w formie dodatku. Zwyczajnie szkoda wyrzucać do kosza coś na czym można jeszcze parę groszy zarobić. Biznes is biznes Winnetou. To wcale nie jest chore, to jest normalne.

    Poza tym istnieją gorsze rzeczy niż DLC, które najczęściej praktykuje Capcom (a stosuje on tą strategię już od lat 90-tych). Wydaje on po jakimś czasie ulepszoną wersję gry i wtedy jesteśmy zmuszeni kupić ten produkt jeszcze raz. I nie możemy wtedy dokupić postaci, czy trybów w DLC.

    Co innego jeśli gra jest zepsuta i sprzedaje się DLC, które ją naprawia. Mało tego Capcom potrafił sprzedawać rzeczy które były już na płycie, w postaci kodu odblokowującego zawartość. Wtedy to jest chore.

    Dalej uważam, że cyfrowa dystrybucja jest szansą dla małych, jakiej wcześniej nie mieli. Dziś już nie trzeba mieć zaplecza dystrybucyjnego żeby rozprowadzać gry, co znacząco ułatwia pracę małym firmom.

    Poza tym nawet mniejsze tytuły wymagają dziś nie małych pieniędzy. Dlatego też małe studia często szukają finansowania większych wydawców, by w ogóle pracować. Wiele gier, tworzonych w ten sposób nie pojawiło się na rynku, właśnie dlatego, że były zbyt ryzykowne i niedopracowane, by wydać je na płycie. Dziś nie stanowi to problemu.

    Myślę, że wciąż jeszcze nie wykorzystano pełni potencjału cyfrowej dystrybucji. Wydawcy ciągle jeszcze eksperymentują z tym formatem i pojawiają się pomysły mniej, lub bardziej trafione. Zobaczymy co przyniesie przyszłość.

×
×
  • Utwórz nowe...