Skocz do zawartości

Kwad_rat

Forumowicze
  • Zawartość

    277
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    2

Wpisy blogu napisane przez Kwad_rat

  1. Kwad_rat
    Koniec ubiegłego wieku. W małej, mrocznej budzie tłoczy się grupka wyrostków. Z wnętrza dobiegają śmiechy, przekleństwa i plątanina syntetycznych dźwięków. Przy wejściu czuwa podejrzany typ. Unosi się nad nim papierosowy dym, który przy pomyślnych przeciągach w krótkim czasie wypełnia nieomal cały Salon Gier. Nieogolone oblicze właściciela tego przybytku przelicza zgromadzone na ladzie pieniądze, gdy podchodzi do niego dzieciak. Ten chwilę kontempluje nad zgromadzoną w niewielkiej dłoni małą fortuną. Oszczędności życia, można by rzec, choć w rzeczywistości są to fundusze zgromadzone w ciągu ostatniego miesiąca, poprzez ograniczanie zapasów lemoniady i gumy do żucia. W tym tygodniu drzwi jego pokoju nie zostały przyozdobione nową naklejką z Turbo. Zamiast tego w dłoni dziecka wylądował żeton. Właściciel Salonu uśmiechnął się tylko ukazując swoje zdekompletowane uzębienie i kiwnął głową, że przekazane mu fundusze się zgadzają. W tym momencie dzieciak pognał do najbliższej wolnej maszyny, by spędzić tam najbliższe parę minut.

    Notka: Jeśli nie chce Ci się czytać, a chcesz pooglądać automaty, przewiń na koniec artykułu.
    Tymczasem w mrocznej kamienicy z początku wieku
    Takie właśnie pamiętam Salony Gier, miejsca na zachodzie zwane po prostu Arcade. Gdy padła żelazna kurtyna, wraz z "Żółwiami Ninja", "Transformersami" i Coca Colą, zalała nas też fala starych, zużytych maszyn Arcade. Można było je bez problemu znaleźć w każdym większym mieście do końca lat 90. Salonów Gier nie wypełniały ustrojstwa typu Jednoręki Bandyta, a automaty z "Virtua Fighterem", "Simpsonami", "Mortal Kombat", "Virtua Copem", czy "Cadillacs and Dinosaurs". Można było też tam znaleźć tak zwane "Filpery", czy jak ktoś woli Pinball. Wiele z nich przywędrowało z Niemiec. Arcad'y zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, jednak wraz z początkiem nowego milenium zaczęły one jednak znikać i dziś ciężko jest je znaleźć.
    Polski portfel
    Należy pamiętać, że okres popularności Salonów Gier przypada na okres, kiedy dla większości społeczeństwa posiadanie 486, czy Pegazusa, było szczytem marzeń. Inne urządzenia pozostawały dla większości zupełnie poza zasięgiem domowych finansów. Cena PlayStatnion była równa niejednej pensji (w roku 1996 przeciętna pensja polaka to ok. 800 zł, gdy cena PSX w tym okresie to jakieś 700 zł), o Nintendo nikt nie słyszał, a Sega chwaliła się w "Kaczorze Donaldzie" swoim Saturnem, który też do tanich nie należał. Kupno komputera było trochę bardziej uzasadnione dla budżetu przeciętnego polaka, ponieważ mógł on służyć nie tylko do gier. Nie zmienia to faktu, że większość PC, w Polsce w latach 90, było używanymi maszynami pamiętającymi jeszcze poprzednią dekadę i jeśli pojawiły się już na nich jakieś produkcje, to nie były one raczej oryginalne, ani też nowe. Sam grania konsolowego posmakowałem za sprawą "Rambo", rosyjskiego klona Atari 2600, które swoją premierę miało w 1977 roku, a dostępne na nie gry nie były za bardzo zajmujące.
    Możliwość pobawienia się grami video były więc mocno ograniczone. Jeśli samemu się nie posiadało się komputera, bądź kolsoli istniały właściwie dwie możliwości. Jedną z nich było udanie się do bogatego kolegi (jeden miał Comodore 64, a drugi z kolei, któregoś z klonów Famicoma), drugą opcją była wyprawa do Salonu Gier.

    Harder, Better, Faster, Stronger
    Popularność tych ostatnich wynikała głównie, z technicznej dominacji automatów nad maszynami użytku domowego. Sprit'y były bardziej kolorowe i posiadały więcej animacji, muzyka zawierała więcej ścieżek (jak już mogłeś ją usłyszeć we wszechobecnym hałasie) i można było też po raz pierwszy zobaczyć 3D! Nic, w co można było grać w domu nie mogło się temu równać.
    W dodatku tylko w Salonie Arcade mogłeś pościgać się na atrapie motoru, czy postrzelać do zombie ze sztucznego pistoletu. Tylko tam mogłeś grać przy pomocy arcade sticka i korzystać z jego wielkich wygodnych przycisków. Kierownice i inne tego typu peryferia, nie dość, że nie były szeroko dostępne, to w dodatku kosztowały krocie. W takim wypadku złotówka za parę minut zabawy wydawała się całkiem dobrym interesem. To właśnie Arcad'y stały się domem dla wszelkiej maści bijatyk. "Soul Edge", "Virtua Fighter", "Teken", były najbardziej obleganymi automatami. Przyciągały rzesze klientów i zachwycały niesamowitą grafiką wektorową. Mało kto mógł wtedy doświadczyć tego w domu, a już na pewno nie korzystając z tak wygodnego sterowania.
    Były też gry, których nie można było doświadczyć nigdzie indziej. Choćby większość automatów opartych na systemie Neo Geo, które nie miały domowych portów (chyba, że ktoś sobie sprawił domową wersję sprzętu SNK). Każdy kto chciał pograć w "Metal Slug", nie miał wyboru. Pozostawało mu ładowanie kolejnych żetonów w serce Automatu.
    Co ciekawe, pojawiły się też salony, w których można było wypożyczyć konsolę na minuty. Płaciło się odpowiednią kwotę przy kasie, wybierało grę, a zabawa trwała do momentu, w którym ktoś z obsługi informował o tym, że czas minął. Na pewno zabawa była w ten sposób mniej frustrująca. Wiele razy zdarzyło mi się zginąć już po paru sekundach od wrzucenia żetonu do maszyny. Czy też zdarzyło się, że automat postanowił skonsumować gotówkę nie umożliwiając gry. Tak mieliśmy zagwarantowaną pewną zabawę przynajmniej przez 10, czy 15 minut.
    Wszystko, co dobre
    Jednak era automatów dobiegła końca. Stało się to na początku nowego stulecia. Wtedy komputery zaczęły upowszechniać się w polskich domach, a i konsole znalazły też drogę do serc wielu zamożniejszych obywateli naszego nieco szaroburego kraju. Po co wybierać się do jakiegoś obskurnego lokalu, skoro można grać siedząc na własnej kanapie, czy też przy biurku. W tym czasie rozwijała się także scena emulacji, udostępniając wiele arcadowych hitów na ekranach komputerów.
    Gwoździem do trumny była też sytuacja w samych Arcad'ach. Wiele z nich nie wymieniało nigdy swoich automatów. Raz zakupione maszyny przez lata nie zmieniały miejsca pobytu i rzadko były też naprawiane. Ekrany szybko się wypalały, przyciski nie były też tak sprawne jak dawniej. Wiele maszyn po prostu psuło się kompletnie, inne zaczynały przypominać potwory frankensteina, poskładane z kawałków, które ledwo do siebie pasowały. Brakowało świerzytch gier, co odstraszało klientów. Szczególnie w czasie, kiedy PCtowe piractwo było jeszcze normą i znudzony gracz mógł zdobyć nową grę łatwo i niewielkim kosztem. Salony Gier skazane były na zagładę.
    Najpierw zniknęły one z mniejszych miast. Wspomniane przeze mnie we wstępie budy były pierwsze do odstrzału. Zresztą w nich maszyny były najbardziej zaniedbane. Później przyszła kolej na większe lokale, często mieszczące się choćby w domach handlowych (Wrocławska Korona, która przetrwała całkiem długo). Ostatnim dużym salonem gier, w jakim się bawiłem, był ten zlokalizowany niegdyś na wrocławskim Dworcu Głównym i było to lata temu. Są jednak miejsca, w których do dziś można znaleźć Salony Gier. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

    Wybrzeże Arcad'ów
    Wystarczy wybrać się na wakacje. Wcale nie tak daleko, bo nad polskie morze. Tam wciąż można spotkać parę działających Salonów Gier, czasem w jednej miejscowości, zaraz obok siebie. Większość wyposażona od lat w te same automaty. Należy pamiętać jednak, że jest to nadal gatunek zagrożony. Nie zdziwcie się, jeśli raz odwiedzone przez was miejsce zniknie. Nawet nad Bałtykiem nie cieszą się one taką popularnością jak dawniej i większość świeci pustkami. Może znajdzie się jeden, czy dwóch znudzonych wczasowiczów, którzy będą chętni pobawić się na jakimś zabytku, z czasów mojej młodości. Arcade zdecydowanie nie stanowi jakiejś popularnej atrakcji turystycznej. Elektroniczna rozrywka z wolna ustępuje bardziej popularnym stołom do Air Hockeya, maszynom do testowania siły, czy innym bardziej fizycznie angażującym urządzeniom.
    Jeśli więc będziecie mieli możliwość, nie wahajcie się wrzucić w Arcad'a złotówkę, bądź dwie. Może to być wasza ostatnia szansa na zasmakowanie smaku mojego dzieciństwa. Na koniec przedstawiam wam jeszcze dwie galerie polskich Salonów Gier z Dźwirzyna i Jarosławca, które odwiedziłem podczas mojej letniej podróży. Miłego oglądania.
    Dźwirzyno:

    Jarosławiec:

    PS. Jeśli ktoś ma ochotę może spróbować ze mną stworzyć mapę Polskich Salonów Arcade. Zacząłem od wypełnienia miejsc, w których byłem i wiem, że jeszcze istnieją:
    https://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF&msa=0&msid=217302348825509023047.0004e41f4691cb87a7f8f
    Jeśli macie jakieś propozycje, to możecie umieszczać własne pozycje na tej mapie.
  2. Kwad_rat
    Miło jest, kiedy ktoś na dość liczącej się zachodniej stronie internetowej poinformuje świat o twojej twórczości. Jak się okazuje, ktoś dostrzegł mojego fanarta sprzed paru lat i postanowił zamieścić go w newsie, linkując jednocześnie do mojego konta deviantart. Jest jednak jedno ale:
    http://www.gameinformer.com/b/news/archive/2013/07/13/noir-assassin-39-s-creed-art.aspx
    Już wiecie jaki jest problem? Dla tych, którzy nie zauważyli, nie nazywam się Simon i nie jestem autorem przytoczonego bloga. Jak widać poziom internetowego "dziennikarstwa" nie jest najwyższy, bo nawet na moim deviancie bez trudu można znaleźć to jak się nazywam. Nikt mnie nie poinformował, że moja praca znajduje się na stronie. Tak, więc jeśli już narzekacie na newsy na głównej CDA, to wiedzcie, że w innych częściach internetu jest nawet z nimi gorzej.
  3. Kwad_rat
    W ten weekend wybieram się do Bytomia, na konwent Balcon. W tym roku poświęcony jest on nie tylko Mandze i Anime, ale także animacji i komiksowi z całego świata. Mam nadzieję, że miło spędzę czas. Impreza rozpoczyna się o godzinie 10 w sobotę i trwa gdzieś do 15 w niedzielę. Do zobaczenia na miejscu (choć mam przeczucie, że nikt z tu zgromadzonych się tam nie wybiera).
  4. Kwad_rat
    Ostatnio ktoś mnie pytał dlaczego zmieniłem mój rozpoznawalny Awatar. Wtedy zacząłem się zastanawiać, o który chodzi. W sieci używałem już wielu i wszystkie wykonałem samodzielnie. Jeśli spotkacie w sieci kogoś, kto się nimi posługuje, to wielce prawdopodobne, że to ja. Oto historia moich awatarów.
    Z tym krasnalem jestem chyba najbardziej kojarzony. Jest to chyba najdłużej używany przeze mnie awatar, który zrobiłem jako ćwiczenie z rysunku w GIMPie:

    To coś nowszego. Portret zrobiony ze szmat, na potrzeby zajęć z projektowania graficznego:

    Tego zacząłem używać całkiem niedawno. Pewnie gdzieś go można jeszcze spotkać. Obrazek powstał, kiedy brałem udział w organizacji jednego z konwentów mangi i anime, który się nie odbył (cholerny MagicOn):

    Awatar, który służył mi na deviancie. Brzydki jak noc, na początku był tylko ikonką folderu z prywatnymi dokumentami na moim dysku:

    Kolejny obrazek stworzony z myślą o galerii na deviantart. Bawiłem się trochę pixelartem i to jest prosta animacja, która z tej próby wynikła. Teraz używam go nawet tutaj:

    Ten krasnal był kiedyś na paru forach. Jest to jeden z pierwszych awatarów jakie zrobiłem. Nie wiem, czy można go znaleźć jeszcze gdzieś w sieci:

    Kiedy grałem dużo w Enemy Territory (dawno temu) posługiwałem się takim oto wizerunkiem:

    Stary obrazek ze strony i forum, które kiedyś prowadziłem. Skarbnica Barda może jeszcze wrócić:

    Animowany Awatar z mojego konta Lastfm. Animacja z plasteliny, okropnie się pracuje w tym materiale.:

    Tego użyłem raz, właśnie tutaj na forum, po pewnym czasie go zmieniłem, ponieważ był to obrazek stworzony dla kumpla i prawdopodobne, że go używa jako swojego awatara:

  5. Kwad_rat
    Swego czasu rysowałem komiks. Były to moje pierwsze próby ze sekwencyjną próbą opowiadania historii. Ostatnio zacząłem się zastawiać nad wskrzeszeniem mojego pierwszego twora, więc postanowiłem na próbę przerysować pierwszą stronę, jaką lata temu stworzyłem. Oto taka próbka, a jednocześnie porównanie z wersją z 2008, czy może z 2007 roku. Jakby się udało, to rysowałbym ciąg dalszy, jednocześnie odświerzając, strona po stronie, starą wersję.
    Miałem częściej robić wpisy, ale odkąd kupiłem Mario Kart 7 na 3DSa, ciężko było mi się od niego uwolnić. Podobnie jak od oglądanie One pieca, którego odcinki nadrabiałem po rocznej przerwie w oglądaniu. Takie proste, a takie dobre.
  6. Kwad_rat
    I się udało. Dotarła do mnie w końcu paczka z UK, w której znajdował się mój 3DS. Już zdążyłem się nim trochę pobawić, założyć ekrany ochronne i poustawiać wszystkie opcje i naprawdę lubię tą maszynkę. Ciężko opisać obcowanie z tym urządzeniem, bo jest to tak naprawdę całe doświadczenie, a nie tylko gry i trójwymiarowy ekran. Nintendo e-shop trochę przydrogawy, ale jakoś sobie z tym radzę i prawdopodobnie zakupię parę gier, jednak w wersji na fizycznym nośniku. Zamierzam go też zarejestrować w Club Nintendo, choć nie jest dostępny w naszym kraju istnieją sposoby na korzystanie z niego. Teraz pytanie do użytkowników 3DSów, czy macie jakieś porady dla początkującego użytkownika tej konsoli.
    A teraz rzecz najważniejsza. Mój friend code:
    0705 - 2919 - 4228
    Na razie to tyle, wracam do zarzynania nowej zabawki.
  7. Kwad_rat
    Następna generacja konsol nadchodzi. Niektórzy mogą powiedzieć, że już się pojawiła, wraz z premierą Wii U, jednak Nintendo jest jak zwykle modnie spóźnione. Ciężko jest zaliczyć tę ostatnią maszynę do następnego pokolenia, kiedy jego specyfikacja bardziej przypomina produkty konkurencji, obecnie znajdujące się na rynku. Na potrzeby tego wpisu, przyjmijmy jednak, że Wii U jest tak zwanym "next genem".
    Do premiery Playstation 4 i Xbox One, pozostało już tyko parę miesięcy. Już niedługo będziemy się mogli cieszyć bardziej wysublimowanym sprzętem, o większej mocy obliczeniowej, lepszej grafice, o bardziej błyszczących obudowach, funkcjach socjalnych i innych bajerach, o których zwykli marzyć prawdziwi gracze. Polscy gracze będą mogli przebierać w opcjach, które najbardziej im pasują, czy to przekazać swoje pieniądze Sony, może wesprzeć Microsoft, a może jednak wspomóc nieco stetryczałego staruszka Nintendo. Nie wspominając o PC, które niejako stanowi trochę inną kategorię wagową. Ale czy aby na pewno mamy wybór?

    Zacznijmy może od usunięcia z pokoju słonie, o którym wspomniałem na samym początku artykułu. Wyeliminujmy jeden z potencjalnych wyborów, który jednak nie jest nam do końca dany. Mówię o Nintendo, które teoretycznie oferuje graczom w Polsce swoje dwa flagowe produkty - Wii U i 3DS. Piszę teoretycznie, ponieważ w praktyce, kiedy piszę te słowa, Nintendo wciąż nie ma w Polsce swojego oficjalnego dystrybutora. W związku z tym, dostępność gier na ich platformy jest praktycznie zerowa, ceny zwariowane, a i zdobycie, którejkolwiek konsoli wielkiego N wymaga karkołomnej gimnastyki, zupełnie nie opłacalnej z punktu widzenia przeciętnego użytkownika. Jeśli oczekujesz, że wstąpisz do pierwszego lepszego sklepu i zakupisz pudełko z logiem Nintendo, to możesz się srodze zawieść. Czyli nasza lista wyboru nowej konsoli, już została uszczuplona do dwóch pozycji.




    Przejdźmy do Microsoftu. Przecież pomimo głupiej nazwy, Xbox One wciąż może powalczyć o konsumenta na polskim rynku. Muszę powiedzieć, że konferencja giganta z Redmond była naprawdę dobra. Znalazł się na niej nawet jeden excluzywny tytuł, który bardzo mi się spodobał, a mowa Sunset Overdrive, którego styl wprost mnie zauroczył. Co prawda, cena troch wysoka i niekoniecznie musi mi się podobać to, że Kinect jest niemal obowiązkowo dołączany do zestawu, jednak myślę, że nowy Xbox ma szansę zdobyć pewną grupę zwolenników w Polsce i sprzedać się całkiem nieźle w dniu premiery. Microsoft nawet zaprezentował listę 21 krajów, w których dostępny będzie Xbox One już w Listopadzie. Spójrzmy: Australia, Austria, Belgia, Brazylia, Kanada, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Irlandia, Włochy, Meksyk, Holandia, Nowa Zelandia, Norwegia, Rosja, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria, Wielka Brytania i oczywiście Stany Zjednoczone... Chwila, na tej liście nie ma śladów Polski. Wygląda więc na to, że oficjalnie na razie konsola nie ma wsparcia w naszym kraju. Na pewno pojawią się egzemplarze, które będą sprowadzane przez przeróżne sklepy internetowe. Może się jednak okazać, że będziemy mieli powtórkę sytuacji z Wii U, kiedy deficyt sprzętu spowodował, że kupno egzemplarza w Polsce graniczyło z cudem i nawet preordery nie były realizowane. W dodatku nie spieszył bym się też z zamawianiem Xbox One w zagranicznych sklepach. Po ostatnich wyczynach Microsoftu, związanych z DRM, obowiązkowym połączeniem do internetu i ogólnym brakiem zaufania do użytkownika, może się okazać, że Polskie IP nie będzie mile widziane w Xbox Live i konsola będzie mogła co najwyżej służyć jako ekstrawagancki przycisk do papieru. Pozostaje też problem dostępności gier w sklepach, choć w dobie cyfrowej dystrybucji nie jest to jakąś wielką uciążliwością. Nie mniej, można powiedzieć, że kolejny z możliwych do wyboru next genów odpada z naszej listy.

    I jak się okazuje, morze możliwości, które było rozmiarów co najwyżej Bałtyku, okazało się zwykłą kałużą, jako że na Polskim rynku, w najbliższym czasie oficjalnie dostępny będzie tylko jeden next gen. Przynajmniej na razie nikt nie ogłaszał, że Polska jest wykluczona z grona krajów, w których ma się już niedługo pojawić Playstation 4. Jeśli ktoś będzie chciał więc kupić nowy sprzęt, pociągnąć Polskę w następną generację, to w zasadzie ma jeden wybór. Można by rzec, że jest to najlepszy wybór, ponieważ Playstation 4 będzie miało cenę o całe 100 ? niższą od Xbox One, chyba najbardziej zróżnicowaną bibliotekę i zapewne najlepsze wsparcie w Polsce, spośród trzech producentów konsol. W dodatku płacą za plusa, co miesiąc będziemy otrzymywać jakieś darmowe gry i w ogóle przyszłość Sony maluje się w różowych barwach, jednak pozostaje pewien niesmak. Z i tak skąpego wyboru, nie zostało praktycznie nic.
    Wybór został nam odebrany. Niby istnieje, jednak pozostałe opcje są na tyle uciążliwe i bolesne, że aż wypada z nich zrezygnować. Miło by było, gdyby jednak Sony nie mogło się czuć w Polsce monopolistą.
  8. Kwad_rat
    Zamówiłem Nintedo 3DS XL i powinienem mieć go w ciągu tygodnia. Wybór padł na tę wersję, głównie ze względu na większy ekran. Jako, że obecnie brak polskiego wsparcia dla Wielkiego N, zamówienie zostało złożone, w brytyjskim Amazonie. Wybrałem taki moment, na złożenie zamówienia, kiedy akurat ceny były najniższe, więc wraz z ładowarką i markowymi foliami ochronnymi całość kosztowała mnie ok 690 zł.
    Przy realizacji zamówienia, napotkałem na parę problemów. Zacznijmy od tego, że przesyłka do Polski powyżej ?25 jest darmowa, co jest miłym zaskoczeniem, zważywszy na to, że niewiele rodzimych sklepów oferuje taką opcję. Jednak nie należy liczyć na szybką realizację zamówienia. Ja swoje złożyłem 12 czerwca i dopiero dzisiaj zostało ono wysłane. Jest to jedna z niedogodności związanych z darmową wysyłką. Nie muszę chyba wspominać, że jeśli chciałbym otrzymać paczkę szybciej, wiązałoby się to z dodatkowymi kosztami.
    Drugi problem jaki pojawił się i był on jak na razie najbardziej dokuczliwy, to niemożność skorzystania, z karty debetowej z PKO BP (przynajmniej z tej z konta dla młodych). Wiąże się to z faktem, że PKO wymaga podania kodu zabezpieczającego CVV, który nie jest używany w przypadku transakcji na Amazonie, byłem więc zmuszony do skorzystania z wirtualnej karty kredytowej, co jest zresztą dużo bezpieczniejszą opcją. Po jej doładowaniu, znajduje się na niej tylko niewielka, niezbędna do transakcji kwota. Należy jedynie pamiętać o prowizjach pobieranych przez banki, jedną z nich jest opłata pobierana za wymianę waluty.
    Na razie borykam się także ze śledzeniem mojej paczki, ponieważ DHL wciąż najwyraźniej nie ma jej swoim systemie, co jak na razie, czyni numer identyfikacyjny paczki dostarczony przez Amazon bezużyteczny. Nie znalazłem też informacji na temat tego, ile trwać będzie podróż mojej paczki. Przez najbliższy tydzień będę nerwowo spoglądał na telefon w obawie, czy kurier nie pojawi się akurat w momencie, kiedy nie ma mnie w domu.
    To moja pierwsza przygoda z zagranicznymi zakupami i mam nadzieję, że nie będę jej żałował. Mam nadzieję, że w następnym wpisie będę się już chwalił nową konsolą.
    PS Udało mi się w końcu odnaleźć moją paczkę, którą ma w swoim władaniu niemiecki DHL. Jak widać Amazon by skrócić jej drogę, posłał towar ze swojego oddziału nad Renem, w takim wypadku powinienem dostać paczkę szybciej niż myślałem.
  9. Kwad_rat
    W tym semestrze animacje wyszły trochę słabiej. Trochę mi sił zabrakło i poczułem, że delikatnie zaczynam się wypalać. Niemniej udało mi się 2 krótkie filmiki zmontować.


  10. Kwad_rat
    Miało być krótko i zwięźle, a wyszło jak zawsze. O sytuacji Nintendo w Polsce inni już sporo napisali i nie chciałem niepotrzebnie strzępić klawiatury (polecam artykuły na Deadly Serious: http://d-serious.pl/?p=19165 i http://d-serious.pl/?p=27395), ale inaczej się nie po prostu nie dało. W skrócie sytuacja wygląda tak, że 28 lutego, wygasła umowa zawarta między Nintendo, a firmą Stadlbauer Marketing & Vertrieb, która zajmowała się dystrybucją produktów japońskiego giganta na terenie Austrii i Polski - właśnie w tej kolejności. Nintendo zdecydowało nie przedłużać kontraktu z Austriakami i dalszą promocją tej marki w kraju Mozarta zajmie się niemieckie ramie Nintendo of Europe. W konsekwencji tego, niejako rykoszetem, nie ma obecnie nikogo kto oficjancie zajmował by się rozprowadzeniem produktów "Wielkiego N" w naszym kraju.
    Zapewne zauważyliście, że z marketów zaczęły znikać pułki z produktami tego producenta. Nie wiązało się to z brakiem zainteresowania produktami Nintendo w Polsce (choć takowego zainteresowania prawie nie było), a właśnie z zawirowaniami wydawniczymi. Obecnie na polskiej stronie Nintendo wciąż widnieje wiadomość, następującej treści (trochę już zredagowana, bo początkowo tekst był niemal wrzucony wprost z translatora):

    Czas nieubłaganie płynie, niedługo miną 3 miesiące, a w kwestii tego, kto zajmie się dystrybucją Nintendo w Polsce nie ma żadnych nowych informacji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak zakończy się historia tej firmy na terenie Rzeczpospolitej. Tym bardziej, że grono fanów marki jest u nas naprawdę znikome, a i tak zwykli się oni zaopatrywać w zagranicznych sklepach, gdzie łatwiej było o niższe ceny. Nie jestem pewien, czy Nintendo było by wstanie obecnie sypnąć groszem, by faktycznie zaistnieć na Polskim rynku. Tym bardziej, że kampania marketingowa tego koncernu opiera się na nostalgii, którą Polak już prędzej poczuje do PlayStation, niżeli do WiiU. Swoją drogą, to ostatnie nie miało u nas zbyt łatwego bytu. Zdobycie egzemplarza w dniu premiery graniczyło z cudem.
    Dawno też nie widziałem żadnego stoiska, które miało by promować produkty Nintendo. Pamiętam, że zapowiadano stacje z wystawionym do testów 3DSem, jednak żadna z tych obietnic się nie zmaterializowała. Właśnie taki mały kiosk, z wystawionym do testów DS Lite, swego czasu zachęcił mnie do kupna właśnie tego modelu.
    Do zobaczenia Nintendo. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy, choć szczerze w to dziś wątpię. Na koniec jeszcze zdjęcia ostatnich półek niedobitków z produktami Niny, jaką udało mi się znaleźć na wrocławskich Bielanach. Żałosny widok... i te ceny!

  11. Kwad_rat
    O

    Tak mogę podsumować konferencję Microsoftu. Nic dodać, nic ująć. Poczułem się, jakby nowa konsola giganta z Redmond była naznaczona tym stygmatem jeszcze przed ukazaniem się jej na rynku. W skrócie, wielka porażka, Sony wygrało w przed biegach, a Microsoft dostał zadyszki w drodze na start. Ale może zacznijmy od początku.
    Zacznijmy od nazwy. XBOX ONE. Naprawdę? Czy to jakiś żart? Bo brzmi to jak jakiś stuletni suchar, jak coś co Sony mogło by wymyślić, żeby nagrywać się z konkurencji. Microsoft sam tworzy sobie marketingowy koszmar. Gdy myślisz o XBOX ONE, to przed oczami staje Ci nie tyle nowa konsola, co pudełko z początku wieku, z którym panowie od Windowsa zaczynali przygodę w świecie konsol. Maszyna z wielkim, podobnym do hamburgera padem, która miała konkurować z PS2 i Gamecubem. Xbox 720, staje się nagle jakby atrakcyjniejszy, choć równie błyskotliwy jak jednokomórkowiec. I pomyśleć, że Xbox 360 zyskał swoją nazwę, dlatego że spece od marketingu obawiali się, że Xbox 2 ma mniejszą cyfrę w logo niż Playstation 3.



    Pomyślmy teraz jak prezentuje się nowa konsola. Nazwa jej w końcu nie czyni, ludzie kupili coś co nazywało się Xbox 360, kupili Wii, ba nawet kupują Wii U, co brzmi jakby francuz odlewał się na trawnik. Spójrzmy jak konsola wygląda, w końcu dziś konsument nabywa wzrokiem. Wystarczy przyjrzeć się rynkowi telefonów i od razu widać, że nie wygrywa najsilniejszy model, a ten który najlepiej się prezentuje.
    Jak więc wygląda Xbox One? Jak magnetowid. Tak po prostu. Jak dekoder cyfrowego Polsatu. Ba designerzy z Microsoftu zdołali jakimś cudem uczynić nowy Kinect jeszcze bardziej złowrogo wyglądającym urządzeniem. Mam wrażenie, że gdy włączę konsolę, każe się ona nazywać Hall.
    Jeśli tak ma wyglądać następna generacja, to może i dobrze, że Sony nie pokazało swojej maszyny, za co Microsoft strasznie krytykował prezentację sprzed paru miesięcy.



    Zastanówmy się też do czego będzie służył nowy Xbox. Do grania powiadacie? A figa, jakie granie. To służy do oglądania telewizji i do korzystania z usług, które w Polsce nie będą dostępne. Xbox One, to sterowany głosem dekoder telewizyjny, nic dziwnego, że takowy przypomina. Odnoszę też wrażenie, że z Kinecta zniknęła druga soczewka, a samo urządzenie zamieniło się w wielką kamerkę internetową, którą trzeba będzie ustawić na telewizorze. Bez niej Xbox ponoć nie działa. Wszechwidzące oko Microsoftu musi mieć na ciebie baczenie. Widać ważniejsze od gier są skype i oglądanie telewizji, bo wygląda na to, że z myślą o tych funkcjach projektowane było to urządzenie. Brakuje w nim tylko lodówki, kuchenki i toalety. Zapowiedziano nawet serial na podstawie Halo, tak ważne są gry dla Microsoftu.

    A było ich jak na lekarstwo. Gry sportowe- nuda; Call of Duty- nuda; Quantum Break... może będzie coś z tego ciekawego, ale kiedy połowa teasera to fragmenty live action, to ciężko wykrzesać z siebie jakiś entuzjazm dla nowej konsoli. Zresztą zaprezentowany materiał, nie prezentował się jakoś wybitnie graficznie. Nie poczułem, jakbym wstępował w nową erę elektronicznej rozrywki, a raczej jakbym utknął w na parę lat w jakimś kącie i ciężko było mi się z niego wydostać. Xbox One? More like Xbox one Game. Tym bardzie, że twórcy indie też nie mają tu czego szukać. Kolejny punkt dla Griffindo... znaczy Sony!
    W dodatku Microsoft zdaje się co raz bardziej zamykać swoją konsolę. Po konferencji można było przeczytać parę artykułów, które dowodziły, że Xbox One będzie wyposażony w system antyużywkowy. Tak, w płyty do Xboxa zatopiony będzie chip, który przypisze do twojej konsoli twoją kopię gry . Koniec z używkami.

    Powiem szczerze, zzuję się jakbym kopał leżącego, bo ciężko jest znaleźć coś pozytywnego w prezentacji Xbox One. Najbardziej pozytywnym elementem był pies w Call of Duty. Microsoft puszył się przed konferencją, nadymał, prężył muskuły. I okazało się, że klata jak u pirata, a w środku wata. Wiele hałasu o nic. Więcej gadania o jakichś społecznościowych pierdołach i oglądania telewizji niż o samej konsoli. Dekoder już mam, drugiego nie potrzebuję.
    Jest jednak jeden plus w całej tej sytuacji. Poczułem się jak prawdziwy "Glorious PC Gaming Master Race" i zrozumiałem, że pieniądze które miałbym przeznaczyć na którąś z nowych konsol, zdecydowanie dołożę do następnego PCta. Szczególnie, że na nim nie będę musiał płacić za konto Gold na Xbox Live.



    Ten gość lepiej to odemnie podsumował:




    I na koniec jeszcze to: http://kotaku.com/xb...lay-o-509164109
  12. Kwad_rat
    W sieci pojawił się pierwszy trailer gry "Shadow Warrior". Remaku klasycznego FPSa z roku 1997 od 3D Realms, twórców "Duke Nukem 3D". Autorami nowej wersji, zapowiedzianej na jesień, są nasi rodacy z Flying Wild Hog. A oto i wspomniany trailer:

    Moje pierwsze pytanie brzmi. WHY SO SERIOUS! Trailer jest zdecydowanie zbyt poważny i zastanawiam się czy Flying Wild Hog zdaje sobie sprawę z tego, jak powinien wyglądać "Shadow Warrior". Nie może to być kolejny, nudny, poważny shooter. Ta gra zdecydowanie potrzebuje całej tej kiczowatej, obraźliwej otoczki oryginału, która wiąże się z postrzeganiem Azjatów przez kulturę masową. Na pewno jest to ubliżające i pojawiła by się masa krzyków, jaka to gra jest rasistowska, ale taki już jest urok Lo Wanga, głównego bohatera oryginału. Jeśli studni nie jest na to przygotowane, to nie powinni nazywać swojej gry "Shadow Warrior", tylko zabrać się za tworzenie oryginalnej marki.
    This game needs some Wang:

    P.S. Mogę chyba jednak spać spokojnie. Na YT pojawiła się następująca wypowiedź wydawcy:
    Może nie będzie tak źle. Choć z drugiej strony wolałby, by osobowość bohatera pokazana była jakoś już w pierwszym trailerze.
    P.P.S. Kolejna informacja od twórców i jednak będzie tak jak się obawiałem. Stchórzą:
  13. Kwad_rat
    Jak się okazuje, wcale nie musiałem daleko szukać zastępstwa dla "All Your History...", bo jeden z fanów programu postanowił pokazać Machinimie, gdzie popełniła błąd i stworzył serię, bliźniaczo podobną do tej niedawno skasowanej. Może poziom techniczny jeszcze nie ten, jednak merytorycznie nie jest źle. Oto pierwszy odcinek "All Your Complaints" poświęcony japońskiemu gigantowi - Square:

  14. Kwad_rat
    Uwielbiam historię. Lubię, oglądać programy poświęcone temu zagadnieniu, lubię czytać artykuły na ten temat, czy słuchać opowieści ludzi, którzy uczestniczyli w jakimś ważnym wydarzeniu historycznym.
    Lubię też gry. Uważam je za świeżą formę sztuki, która rozwija się w szybkim tempie i ma przed sobą świetlaną przyszłość. Mogą być odprężające, przejmujące, przerażające. Mogą być wszystkim tym, czym chcą ich twórcy, od kina akcji po przejmującą alegorię ludzkiego życia.
    Dlatego też, gdy odkryłem "All Your History Are Belong To Us" byłem naprawdę wniebowzięty. Była to seria programów opowiadających o historii gier komputerowych. Można było się było z niej dowiedzieć o różnorakich ciekawostkach związanych z przemysłem gier video. Czasem, były to suche fakty, a innym razem zakulisowe informacje o jakiejś serii, czy twórcy znanego tytułu. Wszystko podane w przystępnej formie, może technicznie nie zawsze wszystko było idealnie, jednak "All Your History Are Belong To Us" przez 4 sezony miało swój niepowtarzalny urok.
    Serię zauważyłem jakieś 2 lata temu i od tego czasu byłem jej wiernym odbiorcą, oczekującym z niecierpliwością na kolejne odcinki. Było by tak do dziś, gdyby nie zmiany w 5 sezonie. Zdaje się, że Machinima zrobiła wszystko by fani znienawidzili ten show. Począwszy od zmiany narratora, po dość znaczące zmiany w formule i oprawie. Co prawda, w ciągu nieomal 4 lat produkcji, "All Your History Are Belong To Us" nie ustrzegło się drobnych poprawek i przeróżnych modyfikacji programu, jednak nie były one nigdy tak gwałtowne.
    Sam porzuciłem tę serię po 3 pierwszych odcinkach 5 sezonu, kiedy zwyczajnie nie mogłem wytrzymać głosu narratora. Bez obrazy, ale miałem wrażenie, że słucham gimnazjalistę grającego w jakiegoś FPSa, co zupełnie psuło całe doświadczenie. W dodatku odnoszę wrażenie, że odcinki były o wiele gorzej napisane i wyreżyserowane. Ale nie jestem pewien, czy po prostu na te odczucia nie wpłynął głos wspomnianego wcześniej narratora. Nad porzuceniem serii, zacząłem się zastanawiać, gdy podczas retrospekcji na temat DMC pojawiła się opinia autorów show na temat nowej serii, która miała premierę dosłownie na dniach przed ukazaniem się nowego odcinka "All Your History Are Belong To Us". Poczułem się, jakby ktoś reklamował mi produkt. Wtedy powiedziałem sam do siebie, że nic takiego nie powinno mieć miejsca w programie historycznym.

    Najwyraźniej nie byłem odosobniony w moich przekonaniach, jako że pod kolejnymi odcinkami zaczęły pojawiać się komentarze wściekłych fanów, domagających się powrotu do starej formuły. Do przywrócenia starej muzyki, starego narratora, wszystkiego co było dobre w poprzedniej wersji programu. Większość komentarzy pod nowymi odcinkami była właśnie o tym. Ja nie miałem zamiaru narzekać i po prostu przestałem oglądać, trochę w nadziei, że przyniesie to lepszy efekt niż kolejny wściekły komentarz. W nadziei, że spadek z wpływów z reklam zmusi ludzi w Machinima, do ruszenia głową. Jak się okazuje zmusiło.
    Jako, że przestałem oglądać "All Your History Are Belong To Us" dopiero dziś dowiedziałem się, że program został skasowany. Spodziewałem się tego, jednak nie tak szybko, myślałem, że usłyszę tę wiadomość pod koniec roku, albo najwcześniej w wakacje. Smutno mi z tego powodu, ponieważ do niedawna "All Your History Are Belong To Us" było moim ulubionym show na YouTubie.
    Polecam obejrzeć pierwsze 4 sezony. O ostatni można spróbować z czystej ciekawości, jeśli ktoś lubi oglądać wypadki. Teraz wybaczcie, ale idę przekopywać internet w poszukiwaniu czegoś podobnego i obawiam się, że ciężko będzie mi coś takiego znaleźć.

  15. Kwad_rat
    A dzisiaj trochę z innej beczki. Zamiast pisać artykuł, chciałem spróbować czegoś innego. Tym razem vlog. W dodatku trochę spóźniony, bo jego stworzenie zajęło mi trochę więcej czasu niż początkowo szacowałem. Pierwsze koty za płoty.




  16. Kwad_rat
    Dawno temu rysowałem komiks. Był to swego rodzaju eksperyment, jedna strona tygodniowo w miarę prosty scenariusz i chęć podszlifowania umiejętności rysunkowych. Urodził się z tego "Łotr", a ostatni raz zasiadałem do jego rysowania gdzieś w roku 2008, albo 2009. Miałem dość długą przerwę i ostatnio zastanawiałem się, czy do niego nie wrócić. Myślałem nawet by od nowa narysować część stron, z tych które zupełnie ze sobą nie współgrają (szczególnie te z pierwszego rozdziału, tworzonego metodą prób i błędów). Przy okazji wygładziłbym trochę dialogi, a może także udostępnił wersję w wersji angielskiej. Ponowny start komiksu miał się odbyć wraz z ponownym otwarciem mojej strony, ale może okazać się, że zaprezentuję coś dużo wcześniej.
    Oto co do tej pory powstało, galeria może być trochę zbugowana, znajomy nie skończył skryptu, który ją obsługiwał:
    http://skarbnicabarda.pl/lotr/1.html - rozdział 1;
    http://skarbnicabarda.pl/lotr/2.html - rozdział 2 (nie ukończony).
  17. Kwad_rat
    Oglądając ostatni film prezentujący to, co ma się pojawić się w niedługim czasie, na Wii U, zapragnąłem kupić najnowszą konsolę Nintendo. Po chwili zacząłem się zastanawiać, właściwie dlaczego? Sam się sobie dziwiłem. Nie ma jeszcze żadnej gry, którą koniecznie chciałbym kupić na tą konsolę, a do najbliższej interesującej mnie premiery pozostały jeszcze miesiące. Konsoli nie sprzedała mi też sama prezentacja. Japończyk, opowiada spokojnie o nadchodzących tytułach, łamaną angielszczyzną. Choć przyznam, że gdzieś tam w głębi mnie mały, biały jak prześcieradło, rasista, z wąsem, nie może się podnieść z podłogi ze śmiechu (i z niecierpliwością czeka na kolejny moment z bananem).

    Gdy logicznie spojrzeć na ostatnie materiały z Nintendo Direct, to nie ma w nich nic co w najbliższym czasie skłoniło by mnie do kupna konsoli. Do nowej Zeldy w sumie jeszcze daleko i w sumie większość ciekawych produkcji trochę się opóźnia, a widać, że Nintendo ma z tym spore kłopoty. Po krótkim namyśle stwierdziłem, że do kupna konsoli namówiło mnie jedno słowo - przepraszam. I nie było to przepraszam z ust szeregowego pracownika firmy, a wymówione przez jej szefa, prezesa generalnego Nintendo. Słowo to nie zostały przesłane do prasy, w jakiejś pokrętnej, aroganckiej notce, z której równie dobrze można by wywnioskować, że to "nie nasza wina". Satoru Iwata przepraszał, nie za to, że jego firma zgubiła dane swoich klientów, nic takiego nie miało miejsca. Przepraszał za to, że nie jego firma nie jest w stanie dostarczyć, w najbliższym czasie, nowych gier, znanych marek Nintendo.

    Niby nic wielkiego, ale jednak daje trochę do myślenia. Szczególnie w przemyśle, w którym większość szefów nie ma nawet pojęcia jakie gry wydaje firma, którą mają zarządzać, a kolejne tytuły zatwierdzają najczęściej spoglądając jedynie na to, czy ma on komponent multiplayer. Jak choćby EA, którego prezes swego czasu chwalił się, że nie zatwierdził żadnej gry, która byłaby tylko single-player Raczę także przypomnieć, o licznych incydentach, w których firmy takie jak Sony, czy Microsoft gubiły dane swoich klientów, albo pozwalały by ich konta zostały przejęte przez osoby trzecie. Gdy przeprosiny już się pojawiły, najczęściej były w formie bardzo spóźnionej notki prasowej. Nikt nie pofatygował się by osobiście przeprosić, przed kamerą, za to co zaszło. Nikt z Sony nie stara się nawet przepraszać konsumentów za to, że gier na Vitę wciąż jest jak na lekarstwo. Gdy podobna sytuacja miała miejsce z Nintendo 3DS, firma ta wprowadziła program, który pozwalał na pobranie paru darmowych produktów z Virtual Console i wtedy podobnie Ivata był tym, który zapowiedział ten fakt i przeprosił, wczesnych nabywców za zaistniałą sytuację.
    Może właśnie dlatego, takie proste słowo jak "przepraszam", spowodowało, że dużo chętniej sięgnę obecnie po produkty Nintendo niżeli Sony, czy Microsoftu. Bo przynajmniej mam wrażenie, że Satoru Iwatacie zależy na klientach jego korporacji. Gdyby zależało mu jeszcze na tak małym rynku jak Polska, to był bym naprawdę szczęśliwy. Nie oszukujmy się, wsparcie w naszym kraju Nintendo ma okropne.
  18. Kwad_rat
    Właśnie pojawił się jeden powód dla którego mógłbym kupić Wii U. Jest nim nic innego jak fakt zapowiedzenia przez Nintendo 2 produkcji z "Legend of Zelda" w tytule. Pierwszą jest remake Wind Wakera - gry, której grafika praktycznie się nie zestarzała mimo iż minęło już 10 lat od premiery tej gry na GameCube. Drugi jest całkiem świeży projekt, o którym niestety na razie prawie nic nie wiemy. Wygląda na to, że Nintendo zaczyna reagować na nienajlepszy start Wii U wyciągając ciężką artylerię.
    http://www.gametrail...ct-announcement
  19. Kwad_rat
    Update 5: Sermaciej ma kolejnych 12.
    Update 4:Rankin posiada kolejne 13, jeśli by ktoś jeszcze potrzebował. Na Steamie: K_Rankin.
    Update 3: Freth pisze, że ma jeszcze 10 kodów, jakby ktoś myślał nad zagraniem w DOTA2. Nick na steamie: Krancu.
    Update 2: Wszystkie klucze rozdane. Życzę dobrej zabawy!
    Update 1: 2 Już wysłałem. Kto pierwszy ten lepszy, proszę o mail na privie. Jak będę miał ich więcej, to znowu dodam tutaj info (ostatnio dostałem 5 kluczy niedługo po tym jak rozdałem poprzednią porcję).
    Mam 3 stean gifty z DOTA 2, z którymi nie mam co zrobić. Jeżeli ktoś jeszcze nie ma do niej dostępu (w co wątpię), a chciałby się zaznajomić z tą grą nie płacąc ani grosza, to proszę się do mnie zgłosić. Te testy są tak zamknięte, że nie mam już komu rozdawać kluczy...
  20. Kwad_rat
    Zastanawiałem się jakim cudem THQ poszło na dno, a takie Atari (obecnie w rękach dawnego Infogrames) wciąż jakimś cudem utrzymuje się na powierzchni. Jak się okazuje ten statek także zaczął już tonąć i Atari złożyło wniosek o upadłość (w USA tak zwany Chapter 11). Oznacza to, że firma zamierza sprzedać logo, a także parę legendarnych marek, które posiada w swoim katalogu. W jego skład wchodzą choćby takie hity jak Asteroids, czy Pong. Działanie to zostało podjęte między innymi by uwolnić się spod zadłużonej francuskiej firmy matki i w razie możliwości ocalić podupadłe przedsiębiorstwo. Jeśli nikt nie zainteresuje się tym znakiem towarowym, może to oznaczać, że gigant, który zaczynał jako pionier rynku video arcade i konsol, po 41 latach kompletnie zniknie z rynku.
    Jeśli ktoś chce więcej poczytać więcej na ten temat odsyłam do strony Los Angeles Times, gdzie można znaleźć więcej szczegółów w języku angielskim.
×
×
  • Utwórz nowe...