Jump to content

PeaceMaker

Forumowicze
  • Posts

    125
  • Joined

  • Last visited

Reputation

6 Neutralna

About PeaceMaker

  • Rank
    Krasnolud
    Krasnolud
  • Birthday 10/04/1990

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Konfiguracja komputera
    Array

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array
  1. 500 godzin w Dark Souls, 150w Dark Souls 2... W końcu czuję się na siłach by móc z czystym sumieniem porównać obie produkcje i powiedzieć wam która moim skromnym zdaniem jest lepsza. Gra kultowa już w momencie wydania. Dla mnie pierwsza gra z serii w którą zagrałem (niestety Demon Souls mnie ominęło bo nie jestem posiadaczem PS3) i jedna z niewielu gier w ogóle którą zacząłem przechodzić od nowa zaraz po jej ukończeniu. Dark Souls wciąga niczym bagno. Jest gameplay dopieszczony na japońską modłę (pomijając ragdoll ) , walka ma swój ciężar i jest wprost idealnym połączeniem strategii i akcji, klimat jest gęsty a fabuła i historia świata przedstawionego są ciekawe i wciągające. I jest też innowacyjny multiplayer oraz legendarny już poziom trudności. Ta gra nauczy cię grać na nowo. Najpierw zrówna z ziemią, zdepta niczym niedopalonego peta i doprowadzi do łez. A potem da w zamian niesamowitą satysfakcję z pokonywania kolejnych trudności jak i przekraczania własnych ograniczeń, głównie nerwowych. I jest tak zaprojektowana że nawet jeśli spędziło się w Lordran setki godzin, gra nadal stanowi (może troszkę mniejsze ale jednak) wyzwanie. I nie ma że jesteś kozak. Jeden zły krok i zostaniesz zmielony niczym pierwszy lepszy noob. I nie ma że boli Najtrafniejszy opis tej gry jaki widziałem. Thx Nadgodziny No i coś co budzi największy podziw: konstrukcja świata. Ci ludzie którzy projektowali mapę krainy Lordran powinni dostać jakąś nagrodę (i pewnie dostali ). Projekty lokacji i ich połączenie w taki sposób w jaki zrobili to Japończycy z FromSoftware ustawiło poprzeczkę na tyle wysoko że nawet oni sami nie dali rady jej przeskoczyć w części drugiej. I te widoki. Ja do dziś pamiętam pierwszy raz gdy para skrzydlatych demonów zaniosła moją postać do Anor Londo i to jak zbierałem moją szczękę z podłogi. I to jak po raz pierwszy trafiłem do Ash Lake i zobaczyłem hydrę majestatycznie szybującą nad plażą (bez podpowiedzi można nawet całkowicie ominąć tą lokację!). Albo jak schodziłem w głębiny Ruin Demonów i kierowałem się do Izalith. Tak samo w Grobowcu Gigantów (stąd widać Ash Lake! I Ruiny Demonów!!!). Mogę tak wymieniać długo a za każdym razem gdy widzę te krainy nie mogę się napatrzeć. Ash Lake, jedna z najładniejszych lokacji w grze. Którą prawdopodobnie dużo z graczy ominęło grając po raz pierwszy. Nie można nie wspomnieć o fabule. Fabule której pozornie nie ma. Ale jest, ukryta i porozrzucana w opisach przedmiotów i szczątkowych dialogach które z początku przypominają bełkot. Jest intrygująca, wielowarstwowa, zawiła i zmusza do myślenia. Ma dużo dziur ale tutaj działa to na plus, ponieważ te dziury zostały zostawione specjalnie by dać ludziom miejsce do własnych interpretacji. Ilu graczy, tyle interpretacji fabuły Dark Souls. A dla leniwych mamy youtuberów takich jak EpicNameBro czy Vaatividya którzy w swoich filmikach wyjaśnią wszystkie meandry histori. Oczywiście nie obyło się bez krytyki. Pomijając tych co narzekali na poziom trudności (TAK, odezwali się tacy którzy nie zrozumieli tego że gra została zaprojektowana z myślą o wysokim poziomie trudności ale większość to chyba zwykłe trolle były), gracze narzekali głównie na ragdoll, multi i epicko sprataczony port gry na PC. Ragdoll psuł immersję tym, że po pokonaniu ciała przeciwników, lubiły się zaplątać między nogami postaci i radośnie sobie pląsać niczym podlotki w ciepłym letnim deszczu Trzeba przyznać że nie pasuje to do ciężkiego klimatu zaszczucia i strachu przed śmiercią który unosił się nad grą. Z multi mimo całej jego rewolucyjności, też było kilka problemów. Prawie niemożliwe było wezwanie ducha znajomego do swojej gry, pojedynki z najeźdzcami często i gęsto przez lagi zamieniały się w walki Nostradamusów. A o porcie na PC napisano już tyle że tylko wymienię najważniejsze bolączki: mało fps'ów, sztucznie podbita rozdzielczość, niska jakość tekstur, słabe sterownie na myszy i klawiaturze (chociaż niektórzy masochiści przechodzili grę w ten sposób) no i Games for Windows Live. Które to w moim przypadku już nie działa i musiałem grę zintegrować ze steamem żeby dało się zagrać... Ale to nie przeszkadzało mi w graniu przez kilkaset godzin w jedną z najlepszych gier poprzedniej generacji A po kilku latach nadeszła pora na... Hype który rozpętał się przed premierą drugiej części Dark Souls bardzo mnie zdziwił. Może dlatego że całą serię Souls uważałem że niszową a może dlatego że ominął mnie hype (o ile jakiś był) przed konsolową premierą DS1, bo przy pecetowej premierze nic dużego się nie działo. Ale podniecenie było duże, oczekiwania też. Więc teraz, sporo czasu po premierze, kiedy już ludzie się uspokoili, można w końcu przyjrzeć się trzeźwym okiem czy oczekiwania zostały spełnione. Gra jak każda cześć druga realizuje odwieczną zasadę sequeli: lepiej, bardziej, mocniej oraz więcej tego samego. No więc mamy więcej bossów, więcej ekwipunku, większy świat, i ogólne ulepszenie formuły pierwszej części. Więc zacznijmy od tego co się Japończykom udało poprawić (niewiele tego było ): w multi nie mamy lagów, ulepszony i lepiej przemyślany system bractw w których m.in. w końcu można toczyć pojedynki 1 vs.1 nie musząc liczyć na cud że kogoś znajdziemy, port PC jest wyraźnie lepszy (ulepszona grafika, więcej efektów, 60fps i inne usprawnienia) od wersji konsolowej, system przyzwań duchów innych graczy też działa lepiej. Do poprawy FromSoftware nie miało dużo, ale zepsuć mogli naprawdę wiele. I niestety nie wszystko się udało, chociaż wątpię czy zdawali sobie sprawę z tego że ulepszając jednak psuli. Więc pora ponarzekać. Konstrukcja świata jest prosta jak budowa cepa, brak genialnych skrótów i widoków zapierających dech w piersiach (może oprócz Dragon Aerie i zamku Drangleic), a miejscówki nie zapadają w pamięć. Jedna z kilku lokacji które najbardziej zapadły mi w pamięć. Jest jeszcze pare ładnych ale daleko im do poziomu oryginalnego Dark Souls. Również ułatwienia związane z zachowaniem człowieczeństwa które pozwalają przejść prawie całą grę w pełniutkiej i różowej wersji do mnie nie przemówiły. Oczywiście jest to krok w stronę dotarcia do szerszej publiki ale sprawia to że do każdego bossa można przyzwać dwóch dodatkowych graczy co jak dla mnie całkowicie eliminuje wyzwania stawiane przez bossów. Można zawsze grać solo ale gra z serii DS2 powinna być trudna z zasady a nie wymuszać utrudnianie sobie życia na siłę. Na szczęście dodano bractwo Company of Champions które pozwala grać z odpowiednim poziomem trudności Wróćmy jeszcze na chwilę do bossów. Tutaj sytuacja wygląda podobnie jak w części pierwszej. Mamy zarówno bossów z którymi walki naprawdę wymagające i są pomysłowo zaprojektowane jak np: walka z Lustrzanym Rycerzem który przyzywa wrogich graczy na pomoc czy walka z Demonem kuźni który podpala każdego kto odważy się do niego podejść. I są też walki zupełnie bezpłciowe przy których ma się wrażenie że zostały wrzucone tylko po to by były np: Mag grasant i Kongregacja czy inny Smoczy Jeździec. Znany z licznych prezentacji przedpremierowych Lustrzany Rycerz daje nam jedną z najlepszych i wymagających walk w grze. Tutaj fabuła też trzyma wysoki poziom części pierwszej. Jest równie zawiła, równie intrygująca i równie głęboko zakopana. Tylko że tu dodatkowo można doszukiwać się smaczków dotyczących powiązań z DS1 I dla leniwych znów z pomocą przychodzą wymienieni wcześniej youtuberzy Gra nadal jest świetna ale jak dla mnie brakło jej tej iskry geniuszu, tego czegoś co przyciągało do części pierwszej tak że nie potrafiło się od niej odejść. Za dużo ułatwień, za dużo chodzenia pod publiczkę po to żeby "się sprzedało". I jak dla mnie główną winę ponosi za to brak głównego projektanta DS1 Hidetaki Miyazakiego który z powodu prac nad Bloodbornem nie miał czasu na prace przy części drugiej. I niestety to widać. Dlatego po dwukrotnym przejściu grę odstawiłem i oczekuję na zbiorcze wydanie DLC The Lost Crowns Trilogy które jak wiem z pierwszych opinii trzyma poziom i w swojej konstrukcji przypomina jedynkę. Podsumowując. Dark Souls jest nadal bezkonkurencyjne. Dark Souls 2 jest super duper i w ogóle ale to już nie ten poziom na który Japończycy weszli robiąc DS. Grze brakło tego palca Bożego który popchnąłby ją szczebelek wyżej aby mogła stanąć obok swojej genialnej starszej siostry. Mimo wszystko polecam obie
  2. Uwaga! Tekst sporządzony na bazie oryginalnej angielskiej wersji językowej gry. Niestety jako stary gracz w WoW'a i miłośnik tzw: backseat gamingu (przynajmniej w HS) preferuję oryginalną wersję językową. Poza tym Deathwing jak Śmiercioskrzydły albo Stormwind nazwane Wichrogrodem powodują u mnie stany przedzawałowe. Chociaż pewnie ludzi którzy nie grali w WoW'a to nie razi Najnowsza przygoda dla pojedynczego gracza w końcu wylądowała! A w niej nowy tryb gry, nowe areny z nową muzyką, nowi bossowie i przede wszystkim nowe karty! Więc skoro już wiem jak się gra w HS (opisane w jednym z moich poprzednich wpisów- polecam!) jak się gra w najnowszy dodatek? Zobaczmy! Początek Naxxramas.To z tamtąd nieumarli rozsiewają plagę na ziemią Northrend. To tam znajduje się główna siedziba ulubionego poddanego Arthasa, Kel'Thuzada. Weterani World of Warcraft pewnie pamiętają ten rajd który w swojej pierwotnej 40- osobowej wersji, jeszcze przed dodatkiem Wrath of the Lich King był uważny za najtrudniejszy rajd epoki przed Burning Crusade. Po premierze WotLK Naxx został przeniesiony z Eastern Plaguelands do Northrend i od tamtej chwili służył jako wprowadzenie do rajdowania dla graczy na 80 levelu. A teraz Naxx ląduje w HS i otwiera swe podwoje dla miłośników bardziej "stoickich" gier. Nowa przygoda (Blizz nie chce nazywać tego dodatku "dodatkiem" bo tą nazwę rezerwują dla innych rozszerzeń. Pewnie chodzi im o nowe rodzaje kart które będą implementowane w takich właśnie "dodatkach" na takiej samej zasadzie jak w komputerowej wersji Magic The Gathering) składa się podobnie jak oryginalny rajd z 5 skrzydeł które będą otwierane w tygodniowych odstępach. W każdym skrzydle mamy do pokonania od 2 do 4 bossów którzy są Hearthstone'owym odpowiednikiem starych znajomych z Naxx. Tak więc w pierwszym skrzydle spotkamy Anub'Rekhana, Faerline i Maexxne a w następnych będą czekać na nas m.in. Stiches, Loatheb, Sapphiron czy sam Kel'Thuzad. Każde z nich ma swoją specjalną umiejętność, karty i taktyki które przeciwstawi naszym deck'om. Bitwy w pierwszym skrzydle rozgrywają się na nowej planszy która prezentuje się naprawdę ładnie i klimatycznie i jest równie interaktywna co poprzednie HS'owe arenki. Należy dodać że w tle przygrywa nowa muzyka skomponowana specjalnie dla dodatku. Nowa arena jest równie atrakcyjna i interaktywna co poprzednie. Można m.in. pomęczyć pająka, trącać kokony, przelać troszkę ohydnej zielonej mazi albo pokręcić zaworem Tryby, trybiki i zgrzytanie Naxx wprowadza również nowe tryby gry. Oprócz trybu normalnego w którym walczymy z kolejnymi bossami w skrzydle, mamy również tryb wyzwań, w którym dostajemy do pokonania określonego bossa za pomocą gotowej talii oraz zapożyczony z WoW'a tryb heroiczny w którym bossowie mają więcej życia (zamiast 30 mają 45 hp) a ich karty oraz skill klasowy są zbuffowane i ewidentnie OP. Potrzeba naprawdę dużo cierpliwości i prób żeby znaleźć odpowiednią taktykę na danego bossa (albo znaleźć gotowca w internecie ). Tutaj właśnie pojawia się zgrzyt: jak się ma dobry deck przejście trybu normalnego, a nawet heroicznego jest proste, czasami wręcz banalne. I mimo mojego szczerego zdziwienia niektórymi zagrywkami AI, które nawiasem mówiąc były bardzo dobre, nadal widać że to jest AI i czasem popełnia naprawdę głupie błędy. Stoi kilka poziomów wyżej niż to co widać w samouczku ale nadal jest to sztuczna inteligencja ze wszystkimi plusami i minusami tego stanu. Druga sprawą, wynikającą bezpośrednio z mojego poprzedniego zarzutu jest to, że da się ukończyć pierwsze skrzydło we wszystkich trybach w mniej niż godzinę! Dobrze że trzeba czekać tylko tydzień na następne... NOWE KARTY! Już kilka tygodni po oficjalnej premierze dało się słyszeć głosy że gra potrzebuje nowych kart. Pro- gamerom, trzeba im to przyznać, dosyć długo udawało się wymyślać nowe dobre talie oparte no co raz to nowych pomysłach ale w pewnym momencie cały meta-game stanął w miejscu. Na szczęście przybycie Naxxramas tchnęło (albo dopiero tchnie, zależy kiedy to czytasz ) nowe życie w grę. Nowe karty, z czego większość oparta na mechanice deathrattle, mogą nieźle namieszać. Już widzę nowe talie oparte na tych kartach które pewnie nieźle namieszają w Hearthstonowej scenie. Nadal tylko brakuje nowej klasy (ja chcę Death Knighta!) albo nowych wersji już istniejących. Nowe portrety są co prawda zapowiedziane ale znając Blizza zbyt szybko się ich nie doczekamy Nowe karty w pełnej okazałości I wszystkie do zdobycia za darmo w trakcie przechodzenia dodatku Shut up and take my money! A teraz najważniejsze. Czy zagranie w dodatek wymaga sięgnięcia po cięźko zarobione/otrzymane od rodziców pieniądze? Na szczęście nie Otóż Blizz udostępnia pierwsze skrzydło za darmo przez cały okres premiery przygody (5 tygodni), czyli do momentu otwarcia ostatniego skrzydła gdzie będzie czekał na nas Kel'Thuzad. Dostęp do następnych skrzydeł będzie kosztował ?5,99 albo 700 golda za jedno skrzydło lub ?21,99 za całość. Więc jeżeli cierpisz na brak euro w portfelu zawsze można zarabiać golda na arenie bądź za pomocą questów i przejść całe Naxx nie wydając ani grosza Troszkę dłużej to zajmie ale taki model płatności jest bardzo sprawiedliwy jak na grę f2p. Podsumowując jest to bardzo solidny dodatek do bardzo dobrej gry. Dorzuca sporo nowości, jest praktycznie bezbłędny, zabawny (teksty Kel'Thuzada przed i po walce potrafią wywołać śmiech) i całkowicie darmowy. Tylko poprawić sztuczną inteligencję, troszkę wydłużyć czas rozgrywki i (nawet bez tych poprawek ) mamy kolejny hit Blizzarda. Nic tylko siadać i grać! Polecam! Plusy: + nowe tryby gry + nowa arena i muzyka + NOWE KARTY! + zrobiony z jajem + uczciwy model f2p Minusy: - czasem niski poziom sztucznej inteligencji - pierwsze skrzydło da się ukończyć w mniej niż godzinę
  3. Oj Bay, Bay, to pojechałeś... Transformers: Wiek Zagłady. Najnowszy odcinek serii filmowych transformersów. Michael Bay po skończeniu części 3 stwierdził że kończy z wielkim robotami. Ale gdy studio Paramount Pictures postanowiło stworzyć reboot filmowej trylogii (kto zabija kurę znoszącą złote jaja?) Bay postanowił wrócić na stanowisko reżysera. Pewnie pomógł mu w tym worek pieniędzy przekazany przez studio na jego skromniejszy projekt pod tytułem "Sztanga i cash" pod warunkiem że wyreżyseruje nowy film z robotami z kosmosu. Ale jak sam stwierdził w jednym z wywiadów, nie chciał żeby jego trylogię popsuła cudza wizja artystyczna. Więc postanowił samemu nakręcić cześć 4 żeby mieć kontrolę na kierunkiem w którym pójdą kolejne filmy. I co z tego wyszło? Najpierw małe przypomnienie. Cześć pierwsza, zdaniem wielu najlepsza broniła się scenami akcji, humorem i efektami mimo kilku wad typowych dla filmów Baya (ubóstwianie "amerykańskich chłopców" aż do porzygu). Cześć druga została dosłownie zmiażdżona zarówno przez krytykę jak i przez fanów którzy między innymi zarzucali jej skrajny rasizm (bliźniacze autoboty Mudflap i Skids), dziury fabularne wielkości Wielkiego Kanionu, ogólne zidiocenie fabuły (Megatron komuś służy?! LOL!). Względny poziom trzymały tylko efekty specjalne jeszcze lepsze niż w części pierwszej. Mi mimo wszystko się podobała. Nie był to najlepszy film jaki kiedykolwiek widziałem ale jako typowy film rozrywkowy dawał radę. Część numer 3 (jak to bywa z częściami numer 3) stanęła rozkrokiem pomiędzy poprzednikami. Skala jeszcze większa niż w "Zemście..." efekty jeszcze bardziej "efektowniejsze" ale fabuła trzymała poziom jedynki i miała podobny klimat. Tylko kończyła się za szybko. Jakby po super szybkim sprincie po prostu padła na twarz. I napisy końcowe. To miało być zakończenie trylogii. Ale nadal była lepsza od "Zemsty Upadłych" i niestety gorsza od jedynki. A teraz nadeszła pora na nowy początek. Nowa fabuła, nowe postacie, nowe zagrożenia. Czy ten film jest dobry? Zależy to od człowieka i jego podejścia do tych filmów. Dla mnie te filmy zawsze były i będą przyjemnym odmóżdżaczem. Filmami które się puszcza, wyłącza mózg i jakikolwiek myślenie i, z otwartymi w błogim zachwycie ustami ogląda orgię wybuchów, strzelanin i rozrywanego metalu. Jak chcę pomyśleć, zreflektować się czy wzruszyć odpalę sobie coś innego. I ludziom takim jak ja nowa część przypadnie go gustu. A przynajmniej powinna... Chyba... Dlaczego? Już mówię. Ten film jest z jednej strony jest przepiękny, zachwycający, zaje&*sty i ogólnie rozwala mózg. Efekty specjalne, animacje (tylko nie podobały mi efekty zmiany formy "nowych i ulepszonych" wersji transformersów "made on earth"), sceny akcji, wybuchy, i przede wszystkim DINOBOTY (których było zdecydowanie za mało). Dla takiego dużego dziecka jak ja, które kocha bezmyślne efekciarstwo, oglądanie tego filmu wywołuje orgazm przez oczy Dlatego twierdzę że tylko i wyłącznie IMAX nadaję się żeby go wyświetlać. Z drugiej strony film leży i kwiczy. Jest straszny, okropny, normalnie dno rowu mariańskiego i jeszcze metr mułu. Nawet gdy wyłączyłem mózg, niedoróbki fabularne i inne głupoty tak biły mnie po oczach że po prostu kilka razy wybuchałem śmiechem: "To wy na serio? LOL!" A to chyba nie było zamiarem twórców. Główna oś fabuły leży i prosi o dobicie. Mamy za dużo wątków które prowadzą donikąd, lub są urywane w połowie. Mnóstwo dziur i nielogiczności. Milion pięćset sto dziewięćset płaskich i słabo zagranych postaci. 3/4 z tych postaci jest zbędnych i są wciśnięte tam chyba tylko po to by ładnie wyglądać i głośno krzyczeć (na przykład słabe role Nicoli Peltz i Jacka Reynora) Chociaż trzeba przyznać że aktorstwo nigdy nie było mocną stroną tej serii. Więc dla niektórych osób film ten będzie najlepszą i najładniejszą częścią serii a dla innych ten film stanie się nową puentą dowcipów o upadku kina i nadejściu ery tworów filmopodobnych. A ten tytuł odbierze "Zemście Upadłych ' Dla mnie z jednej strony Michael zrobił dobrą robotę w czystym Bayowskim stylu, z drugiej odlał się ciepłym strumieniem na wszystkich tych którzy wierzyli że filmowe Transformersy wyjdą poza ramy pięknych ale pustych tworów filmopodobnych. Ja liczyłem tylko na epicką dawkę wybuchów i efektów komputerowych i to dostałem. Więc jestem zawiedziony ale tylko troszeczkę Z tym filmem jest tak jak z tym obrazkiem: efekty są, wybuchy są tylko dziur i chaosu za dużo
  4. W końcu się udało! Dwa lata po premierze trzeciej części Mass Effecta, kupieniu edycji premierowej w dniu wydania i NIE ZAGRANIA w nią do teraz, w końcu skończyłem całą trylogię Ale rozpocznijmy od małego wyjaśnienia: nie przeszedłem ME3 dlatego że, dwa miesiące wsześniej z powodu awarii dysku twardego straciłem wszystkie zapisy gry z moją Panią Komandor Aly Shepard... Ona jako pierwsza, razem ze mną, pokonała Suwerena i zniszczyła bazę Zbieraczy. To ona osiągneła 60/30 lvl w ME1/ME2 i zdobyła wiekszość osiągnięć w obu częściach. Więc utrata zarówno Pani Komandor jak i tych grubo ponad 100 poświęconych grze godzin "delikatnie" wyprowadziła mnie z równowagi. Oczywiście od razu podjąłem próbę rekonstrukcji, żeby zdążyć na premierę trójki. Niestety mimo kilku prób Aly przepadła na zawsze i nie udało mi się jej odtworzyć. Więc zrezygnowałem i odpuściłem myśląc że po premierze ME3 zmobilizuję się i przejdę wszystko na raz. To też nie wyszło. Skończyło się na unikaniu wszelkich spoilerów przez 2 LATA (nie wiem jak mi się to udało ) i zbieraniu chęci na ponowną grę. A po kilkukrotnym skończeniu zarówno ME1 jak i ME2 chęci zbierały się wyjątkowo wolno. Ale w końcu odżałowałem Aly i postanowiłem stworzyć nową Panią Komandor tym razem o imieniu Monika ( :* ) i przejść całą trylogie od nowa. (Już nie tak) Miłe efektu masy początki. Część pierwszą praktycznie przebiegłem. Z jednej strony bardzo mi się śpieszyło do części 3 a z drugiej (ciężko mi to teraz przyznać) jedynka bardzo się zestarzała. Widać że twórcy jeszcze nie mieli całkowitej pewności co chcą zrobić. Stanęli rozkrokiem pomiędzy strzelanką inspirowaną Gearsami i RPG w stylu starego dobrego KOTORa. Mamy więc taktyczną strzelankę TPP z osłonami i dowodzeniem drużyną, w sosie z rozbudowanymi dialogmi, systemem moralności i rozbudowanym rozwojem postaci. Wyszło świetnie ale z perspektywy czasu ( a szczególnie następnych części) Mass Effect i jego technikalia (fabuła się nie starzeje) średnio oparły się próbie czasu. Kulejące przyklejanie się do osłon, nużące fragmenty eksploracji planet w MAKO, te &^*&%&^ windy w Cytadeli, rozmowy (nie dialogi!) w których ma się wrażenie że rozmawiają ze sobą dwa manekiny na stałe przyklejone do podłogi i wiele innych niestety dziś bardziej kłują w oczy niż świeżo po premierze. Na szczęście uniwersum, fabuła, przerywniki filmowe i ogólna epickość która wylewa się z ekranu wciąż potrafią wciągnąć na kilka dobrych godzin wystarczających do ukończenia części pierwszej Umarł Król niech żyje Król! Dwójki już nie sprintowałem Cała galaktyka odkryta na 100%, wszystkie zadania poboczne wykonane, wszyscy członkowie załogi zrekrutowani i lojalni, Normandia ulepszona na 100%. To, oraz fakt że przechodziłem ją po raz 5 czy 6 i nadal mi się chciało, świadczy o sile tej produkcji Tutaj twórcy już się zdecydowali w która stronę chcą się udać. I udali się w stronę gry akcji z elementami RPG. Rozwój postaci został spłycony do głębokości niewielkiej kałuży, wybory moralne i dialogi pozostały w z grubsza nie zmienionej formie. Z drugiej strony znacząco poprawiono mechanikę strzelania i krycia się za osłonami a odpowiednio stosowne moce drużyny tworzyły silne i efektowne kombosy. W strefie fabularnej nadal epicko ale (według mnie przynajmniej) troszkę słabiej niż w pierwszej części. I nie chodzi mi tutaj o to że wielkość załogi i ilość bohaterów pierwszoplanowych wzrosła o jakieś 100%, co wpłyneło na głębię postaci. Chodzi mi bardziej o to że w jedynce wyruszaliśmy w nieznane i nie wiedzieliśmy gdzie, w naszej pogoni za Sarenem, wylądujemy w następnej kolejności. Tutaj od razu mamy wyznaczony cel (ZNISZCZ ZBIERACZY SHEPARD!!!!1) i do niego dążymy co odebrało fabule odrobinę suspensu obecnego w ME1. Co nie zmienia faktu że sama misja samobójcza była naprawdę świetnie zrobiona i nadawała sens rekrutacji tej całej przesympatyczej zbieraniny postaci Mass Effect 3 Do części trzeciej podchodziłem (mimo afer) optymistycznie. Udało mi się uniknąć całego shitstormu odnośnie zakończenia, grę przechodziłem już w wersji extended cut a i żadne spoilery mi gry nie zepsuły. Więc po tym małym wprowadzeniu przejdźmy do najważniejszego tematu: zakończenia. Nie wiem o co chodziło z tymi całymi aferami. Może dlatego że grałem z EC a może dlatego że w przeciwieństwie do Smugglera wyszedłem z założenia że skoro galaktyka się wali to powinienem się postarać i zrobić wszystko co w Shepard mocy by uratować jak najwięcej istnień zarówno mojej załogi jak i innych. Dla mnie zakończenie które zobaczyłem było całkowicie satysfakcjonujące. Monika Shepard altruistka do końca, poświęciła swoje życie by dokonać syntezy organizmów żywych i sztucznych, uratowała galaktykę przed zagładą ze strony Żniwiarzy i sprawiła że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Nawet małe Wreksiątka z zielonymi oczami I naprawdę mało obchodzi mnie gadanie że każda opcja pod koniec była do (_!_), że to się tylko różniło kolorami wybuchów na mapie itp. I tak, motywy Żniwiarzy trzymały się dla mnie kupy i miały sens (mimo odrobinkę zbyt dużych podobieństw do Matrixa) i tak, uroniłem kilka łez pod koniec, i tak, cieszyłem się z tego cukierkowgo "i (prawie) wszyscy żyli długo i szczęśliwie". Wspaniałe zakończenie wspaniałej trylogii. A wracając do samej gry: tutaj mamy już grę akcji po całości. Dodano opcję turlania się między osłonami, każda klasa otrzymała pełen dostęp do wszystkich rodzajów broni, rozwój postaci stanął okrakiem pomiędzy systemami ME1 i ME2 dając większą możliwość manewru a walka sama w sobie nabrała tempa. No i jeszcze pozostaje kwestia dialogów których wszyscy się czepiają. Jak dla mnie zmniejszenie interaktywności dobrze wpłynęło na narrację. W jedynce dialog wyglądał tak: postanie wchodzą na scenę po czym, już na stałe przyspawane do podłogi, wykonując od czasu do czasu jakiś średnio atrakcyjny animowany gest wymieniały się zdaniami. Wyglądało to drętwo a i możliwość wyboru każdego zdania z osobna może pozwalała na lepszą wczówkę w postać i dawała większe poczucie kontroli ale płynność sceny na tym cierpiała bo co jedno, dwa zdania zapadała cisza gdy gracz decydował którą opcję dialogową wybrać (a i tak wpływ na akcję te opcje miały znikomą, oprócz wyborów niebieskich/czerwonych co się po prawej stronie pojawiały). W dwójce było już lepiej bo dodanie mechaniki anioła/dupka w postaci momentów w którym można kliknąć myszką troszkę rozruszały nadal lekko sztywne dialogi. W trójce ograniczenie wpływu gracza na to co Shepard mówi pozwoliło twórcom na prowadzenie dialogów w ruchu np: podczas biegu. Postacie nie są już przyspawane do podłogi, żywo "grają" to co mówią co dodaje płynności narracji a pozwala na lepsze rozwinięcie akcji Niektórym podobała się większa (chociaż wciąż nie mająca wpływu na akcję) kontrola nad każdym wypowiedzianym zdaniem ale jak dla mnie rozwiązanie z części 3 było najlepsze Pod względem fabularnym ME3 również (nawet pomijając kontrowersyjne zakończenie) był dla mnie najlepszy. Ilość zmiennych na które miały wpływ decyzje z poprzednich części (coś koło 1000), możliwość zobaczenia ich konsekwencji jak i ogrom pracy włożony w to by to się wszytko trzymało kupy naprawdę budzi podziw. Tak samo skala wydarzeń. Niby w poprzednich częściach też ważyły się losy galaktyki ale dopiero tutaj czuć ciężar odpowiedzialności jaki spadł na Shepard i gracza. To właśnie ten ciężki klimat beznadziei w obliczu niepokonanego wroga mnie kupił i sprawił że cześć 3 jest w moim rankingu najlepsza w całej trylogii. I co teraz? Podsumowując w kwestii technicznej i samego gameplayu moje wrażenia określam tak: ME3>ME2>ME1 a w kwestii fabularnej: ME3>ME1>ME2 A teraz wracam do przechodzenia od nowa Tylko tym razem Shepardem renegatem
  5. Jesteś pecetowcem? Nie masz konsoli? Czy tak jak ja uwielbiasz dobre "przegięte" japońskie slashery? To niestety masz problem. Nie dość że większość tych gier jest wydawanych na konsole i niewiele trafia na PC, to te które trafiają mają albo skopane porty albo są twórczym remakiem japońskiej marki przez zachodniego developera (DMC...). Na szczęście, na ratunek przybył ZEMSTODWET! Ale od początku MGR przebył długą drogę od swojej zapowiedzi w 2009 roku. Zaczynając jako Metal Gear Solid: Rising miał być interquelem opowiadającym historię Raidena i jego cyborgizacji. Gra miała być spadkobiercą tradycji serii, zachęcać graczy do przechodzenia gry bez zabijania kogokolwiek i dawać sporą swobodę wyboru. Raiden miał korzystać ze swoich akrobatycznych zdolności i miecza by polować na przeciwników będąc niezauważonym. Jednak studio Kojimy nie dawało sobie rady ze stworzeniem dobrej gry, więc projekt po cichu anulowano. Kojima stwierdził że może jakiś japoński deweloper będzie umiał zrobić dobrą grę akcji o cyber- ninja. Więc prace przekazano PlatinumGames, twórcom takich gier jak Bayonetta czy Vanquish. Po kompletnym przebudowaniu mechaniki, wyrzuceniu części elementów skradankowych i przepisaniu skryptu, nowego Metal Geara już z tytułem "Metal Gear Rising: Revengeance" w grywalnej wersji zobaczyliśmy na E3 2012. Potem już poszło z górki i otrzymaliśmy MGR w takiej wersji jaką widzimy dziś. Most dumb awesome game ever??! Gra nadal opowiada historię Raidena, ale już po fabule MGS4. Cyborgizacja poszła naprzód, praktycznie nie ma już "czystych" ludzkich żołnieży, same cyborgi. W obliczu nowego zagrożenia terroryzmem i kolejnej wojny Raiden musi powstać (Risinig) by dokonać zemstodwetu (Revengeance) za porażkę misji za którą stoi organizacja złych cyber- najemników Desperados i jej wielkie roboty (Metal Gear). Co do przebiegu fabuły nie mam zastrzeżeń. Jest całkiem spójna, pojawiają się typowe dla japońszczyzny momenty "over the top" (skakanie po lecących rakietach, suplex gigantycznego Metal Geara w wykonaniu Raidena.), jak i konflikty oraz spory filozoficzne (Blade Wolf rządzi) i znane fanom serii MGS naprawdę DŁUGIE cutscenki. Ale jeżeli nie grałeś w poprzednie części serii i średnio obchodzi Cię fabuła, to pewnie bardziej interesujesz się tym jak można... SIEKAĆ I RĄBAĆ Mechanika walki jest tu typowa dla slasherów z kilkoma wyjątkami. Mamy atak lekki i mocny, blok, skok, unik oraz kombosy wynikające z kombinacji powyższych. Nowości tyczą się blokowania i uników oraz specjalnych trybów. Bowiem unik trzeba sobie wykupić a blokowanie ataków jest głównym sposobem ich unikania (jakkolwiek by to nie zabrzmiało ). Polega to na tym że gdy przeciwnik atakuje, Raiden może go zablokować wyprowadzając lekki cios w kierunku przeciwnym. Oczywiście większość przeciwników ma również cios mocny którego nie da się zablokować i trzeba uciec w bardziej tradycyjnym stylu (dlatego wykupienie uniku jest konieczne jeżeli nie chcemy sobie bezsensownie utrudniać życia...). Proste a ma swoją głębię. Bo gdy uda nam się zablokować w idealnym momencie przechodzimy do kolejnych nowości czyli rzeczy nazwanych kolejno: Blade Mode i Zandatsu. Blade Mode to jeden z głównych "ficzerów" gry, polegający na siekaniu przeciwników w czase rzeczywistym na kawałeczki. W tym trybie czas zwalnia a Raiden może strategicznie pokroić przeciwnika na dosłownie setki (jest licznik!) kawałków! Gdy przeciwnik jest lekko osłabiony można uciąć mu rękę czy nogę a gdy jest bliski śmierci można już przejechać mieczem po całości Swoistym trybem w trybie jest Zandatsu. Gdy Raiden ma naładowane "baterie" (pasek ładujący się gdy atakujemy przeciwników, coś w stylu Devil Triggera z DMC), po wejściu w Blade Mode na przeciwniku pojawia się czerwony kwadrat który po przecięciu mieczem pozwala Raidenowi wyrwać "kręgosłup" (jednostka regenerująca wg gry, ale wygląda jak niebieski kręgosłup) i odnowić siły życiowe i energię. Dwa powyższe tryby można połączyć w efektowne finishery. Uaktywniają się one w momencie gdy uda nam się zablokować cios w idealnym momencie na osłabionym przeciwniku. Wtedy zostaje on ogłuszony a Raiden może wykonać cios kończący zazwyczaj polegający na QTE połączonym z Blade Mode. Może opis zawiły ale w praktyce gra się świetnie! Walki są szybkie i emocjonujące, blokowanie i unikanie ciosów zapewenia dodatkowe skoki adrenaliny a przerabianie przeciwników na mielonkę sprawia ogromną radochę. Całości przygrywa świetnie dopasowana muzyka. Ale o niej za sekundkę przy omawianiu Bossów. Most awesome dumb game ever? Bossów w grze jest całkiem duża ilość a każda walka jest naprawdę epicka. Zaczynając od walki z Metal Gearem w samouczku (suplex!) która w myśl zasady Hitchcocka jest swoistym trzęsieniem ziemi potem robi się już tylko lepiej! Każdy boss jest niezwykły poczynając od projektu postaci (wspomniany Metal Gear, cyber- pies z piłą mechaniczną na plecach, ruda pół- Francuzka z cybernetycznymi ramionami wyrastającymi z szyi i kolo którego ciało składa się jak klocki lego na magnesy), poprzez przebieg walki kończąc na muzyce. Ach muzyka! Gra ma świetny soundtrack a muzyka podczas starć z Bossami skutecznie podkręca i tak już wysoką grywalność. Walki są ultra szybkie, przypominają niekończący się balet ataków, uników i kontr. A szybkość podkręca wspaniale fazowana muzyka w klimatach metalowych. Teraz wyobraźcie sobie taki scenariusz (ten fragment czytać szybko żeby był efekt:)): Wyskakuje boss, przerywnik, zaczyna się walka, w tle gra instrumentalny metal, unik, atak, sprint, atak, kombo, kontra, w tle nadal gra metal, adrenalina buzuje w żyłach, kolejna parada, kontra atak, Boss ma 50% hp, następna faza walki, muzyka się zmienia, przyśpiesza i dorzucają WOKAL!, serce wyskakuje przez okno bo już nie wyrabia, sprint, atak, kombo, blok, kontra, atak, unik, w tle nadal metal, Boss prawie nie żyje, QTE, skaczesz po rakietach, Blade Mode i tniesz przeciwnika na kawałki! KONIEC! [beeep] YEAH! A teraz chwilka przerwy Najlepiej obrazuje to ta walka (Boss z samouczka! ) chociaż później robi się coraz bardziej epicko. Ostatni Boss naprawdę potrafi skopać tyłek... Youtube Video -> Oryginalne wideo Problemy? Są. Nawet całkiem sporo. W wyniku zmiany koncepcji i krótkim czasie prac na grą przez PlatinumGames, zdarzają się elementy nierówne. Gra przypomina korytarz i nie daje żadnej swobody, do tego występuje recykling miejscówek. Elementy skradankowe w ogóle nie pasują, są nudne i w sumie przeszkadzają w czerpaniu satysfakcji z rozgrywki (chociaż pomysł z chowaniem się pod kartonem jest całkiem śmieszny i puszcza oko do starszych fanów marki). Całość da się przejść, za bardzo się nie śpiesząc w 7 godzin (wliczając długie cutscenki), misje VR które mogą przedłużyć zabawę są wredne i denerwujące, na szczęście dwa DLC dostępne w wersji PC przedłużają zabawę gdzieś do około 10 godzin. Mechanika ogłuszenia Raidena jest męcząca i nie zawsze działa jak należy, co wkurza strasznie gdy Boss nas stun- lockuje i nie ma rady żeby z tego wyjść. Ninja Run nie zawsze pośle nas tam gdzie trzeba, a zmiana broni pomocniczej lub innego ekwipunku wymaga spauzowania gry, co nie działa gdy jesteśmy atakowani. Jest dużo QTE ale są to zaj*&%&te QTE które świetnie się ogląda. Muzyka niektórym może się wydawać tania i tandetna ale wspaniale komponuje się z grą. Co do reszty dźwięku... Aktorzy którzy podkładają głosy w angielskiej wersji są tak źli, że aż dobrzy, tak samo jak niektóre kwestie (Gdy zginiesz: Raiden whats wrong? Raiden? RAIDEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEN!!!!! ale to trzeba usłyszeć by docenić). Port PC jest całkiem dobry, ma sporo opcji, przerywniki są w wysokiej rozdzielczości, grafika dobrze wygląda a rozlazłe tekstury nie rzucają się w oczy. Gra na klawiaturze jest możliwa i nawet wygodna, chociaż nadal lepiej grać na padzie. Slashery a sprawa PC Metal Gear Rising: Revengeance daje tyle prymitywnej radości. Hurtowo dostarcza epickie momenty w których patrzysz na monitor, twój wewnętrzny dziewięciolatek piszczy z radości a ty wykrzykujesz "[beeep] YEAH!" (albo chociaż z uśmiechem na twarzy stwierdzasz: "Tak, to było zaj$%^&e".) Jest jednak jeden warunek: trzeba lubić japońszczyznę. W dużych ilościach. Bez tego ani rusz. Więc jak się w to gra? Wspaniale! Walki z Bossami, najjaśniejszy element gry, sprawią że wasz wewnętrzny dziewięciolatek będzie skakał z radości (jeżeli komuś podobał się Pacific Rim wie o czym mówię), W porównaniu do radochy jaką wyciąga się z gry, bugi aż tak nie przeszkadzają. Gra przypomina czasy starych dobrych slasherów, jak Devil May Cry 3 do którego przez nią wróciłem. Jest wymyślanie dziwnych słów w tytule, znośna fabuła, wspaniały system walki, Blade Mode, Zandatsu i rozwalające czaszkę momenty "over the top" w japońskim stylu.I muzyka która wymusza kupno soundtracku!.Poza tym i tak na PC jest zawsze za mało dobrych slasherów więc premiera gry takiego kalibru powinna być zaznaczana na czerwono w kalendarzu. Jak dla mnie ta gra na bank znajdzie się w podsumowaniu najlepszych gier w które grałem w 2014. Dla fanów Japończyków i slasherów, którym nie będą przeszkadzały bugi, gra zasługuje 9/10. Dla ludzi nie trawiących japońszczyzny i bugów oraz fanom zachodnich "siekanych " 7/10.
  6. Jak zawsze pod koniec roku, tak samo w 2013 który zdążyliśmy już pożegnać, w internetach krążą różnego rodzaju podsumowania, rankingi itp. A ponieważ ja zawsze lubiłem chodzić pod prąd moje podsumowanie 2013 publikuję na początku roku 2014 i nie będzie to wyliczanka najlepszych premier w które grałem w 2013 tylko gier które zjadły mi najwięcej czasu niezależnie od daty premiery. Uprzedzam że kolejność jest zupełnie przypadkowa. Więc zaczynamy! 1. League of Legends Tego nie muszę chyba nikomu tłumaczyć.Wciągający gameplay, multum postaci do wyboru, mnóstwo rzeczy do opanowania. Tej grze poświęciłem chyba najwięcej czasu w całym 2013. Chociaż muszę przyznać że mimo tego moja miłość do LoL'a pielęgnowana od prawie 3 lat wypaliła się pod koniec roku... Gra solo już od dawna dawała więcej frustracji niż satysfakcji a później nawet wygrana ze znajomymi w drużynie nie satysfakcjonuje bo zawsze w teamie trafi się troll. I to jest największy problem LoL'a od samego początku jego istnienia. Wałkowana już setki tysięcy razy na rozmaitych forach, redditach i innych internetach toksyczna społeczność graczy. Nie jestem pewien jak to wygląda na innych serwerach ale na EUNE jest to wielki problem który przeszkadza wielu normalnym graczom którzy tak jak ja chcą przy grze się zrelaksować a nie wku&^$ć na innych. Mnie to przerosło więc LoL'a odinstalowałem i na razie robię sobie od niego przerwę. Ale nie wykluczam tego że kiedyś wrócę do tej nadal bardzo dobrej gry. Youtube Video -> Oryginalne wideo 2. Seria Gothic (1 i 2) Na temat tych gier szerzej rozpisałem się w jednym z poprzednich postów, więc tutaj tylko przypomnę że średnio raz na rok wracam do nich, przechodzę, wspominam jak to kiedyś się grało i odkładam na półkę gdzie będą czekać, niezapomniane aż do następnego napadu nostalgii Chcących przeczytać więcej na ten temat zapraszam do postu pt: "Nostalgia gaming odc. 1" Youtube Video -> Oryginalne wideo 3. Warhammer 40.000: Space Marine Gra która nie zdobyła zbyt dużej popularności wśród krytyków (typowy "średniak" ze średnią na poziomie 74 pkt na Metacriticu) mnie kupiła kilkoma prostymi zabiegami: wspaniałe uniwersum którego jestem fanem od czasu pierwszego Dawn of War (na bitewniaka nie mogę sobie pozwolić zarówno w sferze finansowej jak i czasowej). Satysfakcjonujący system walki (finishery!). Grafika która wciąż ładnie wygląda, fajne multi i gameplay który pozwala poczuć się jak prawdziwy Space Marine i zrozumieć dlaczego każdy z nich jest uważany ze jednoosobową armię. Ta gra naprawdę przemawia do tej małej części każdego faceta która chce być prawdziwym badassem, samodzielnie miażdżyć setki czaszek plugawych orków i krzyczeć "FOR THE EMPEROR!!" podczas samobójczej szarży z bolterem w jednej, a mieczem łańcuchowym w drugiej ręce na armie heretyków! Zastrzyk adrenaliny gwarantowany! Pragnę nadmienić że mój zakup tej gry zgrał się czasowo z wydawaniem przez Fabrykę Słów kilku pierwszych tomów Herezjii Horusa. Chłopaki niestety skończyli na "Fulgrimie" i niestety następne części już nie zostaną wydane... Smuteczek ;( Youtube Video -> Oryginalne wideo 4. Fallout: New Vegas New Vegas jakoś mnie ominęło i dopiero w tym roku kiedy były promocja w pewnym dyskoncie z czarnymi kropkami na ta grę (5zł!!!) udało mi się nadrobić zaległości. I wpadłem jak śliwka w kompot. Ogromny otwarty świat, mnóstwo questów pobocznych, ciekawa i wciągająca historia Kuriera, czarny humor, walka i duże możliwości ulepszania sprzętu wciągnęły mnie na wiele, wiele godzin. A dzięki wciąż aktywnej społeczności moderów można ulepszyć grafikę oraz naprawić masę błędów z których słynęła gra zaraz po swojej premierze. Można też znaleźć kilka naprawdę ciekawych fabularnych modów które wydłużą zabawę o kolejne godziny! Youtube Video -> Oryginalne wideo 5. Bioshock Infinite Jedna z niewielu gier wydanych w tym roku która zrobiła na mnie wrażenie. Ta gra według mnie nie zasłużyła na tytuł najlepszego shootera roku który to udało jej się zdobyć w licznych plebiscytach bo jej mechanika jest w sumie mocno średnia. Bo po pewnym czasie schemat: idź korytarzem, zastrzel kilku wrogów, przejdź na większy obszar, tym razem pokonaj jeszcze większą ilość wrogów, powtórz od nowa, zaczyna się po prostu nudzić. Nie pomaga nawet całkiem świeży i troszeczkę urozmaicający pomysł skyhooka. Tym co jest siłą tej gry jest jej uniwersum (Columbia jest po prostu urzekająco piękna) i historia. Historia która sprawia że nie zauważamy tego nudnego schematu strzelania przez całą grę. Historia której puenta dla każdego może oznaczać coś innego a dla nie których nic. Historia która siedziała mi w głowie jeszcze przez kilka tygodni po ukończeniu gry. Do tego dochodzi jeszcze Elizabeth na której w pewnym momencie naprawdę zaczęło mi zależeć... W kilku słowach: średni shooter, wspaniały świat i historia, dużo przemyśleń odnośnie losu i wpływu wyborów na nasze życie. Youtube Video -> Oryginalne wideo 6. Borderlands 2 Skoro już jesteśmy przy shooterach... Z okazji Zimobrania zaopatrzyłem się we wszystkie dodatki do mojej premierowej wersji Bordera co zaskutkowało kolejnymi kilkunastoma godzinami dodanymi do już wyśrubowanego licznika czasu gry na Steamie (aktualnie 119h). W skrócie: fajnie się strzela , mamy kilka zróżnicowanych postaci do wyboru (Krieg rulz!), dużo prostackiego humoru który wywołuje równie prostacki rechot, luźna atmosfera (pomimo kilku cięższych fragmentów), duży świat do eksploracji, GAZYLION broni i ogólne wrażenie że chłopaki z Gerabox Software mieli kupę radochy podczas robienia tej gry. Tak samo jak ja podczas grania! Youtube Video -> Oryginalne wideo 7. Saints Row IV Skoro już jesteśmy przy prostackim humorze nie wypada nie wspomnieć o najlepszym klonie GTA który (let the s*&tstorm begin! ) pokonał swój pierwowzór. Otóż podpisuję się obiema rękami i nogami pod recenzją Berlina z CDA 10/2013 i jego opinią o GTA V w recenzjii. Na początku stwierdziłem że pewnoprawna część która wyrosła z pomysłu na DLC nie jest najlepszym pomysłem ale cytując Thorina: nigdy tak bardzo się nie pomyliłem w swoim życiu. Super moce i ogólna atmosfera bohaterstwa z przymróżeniem oka w wydaniu Saints Row IV wydarła kolejne kilkanaście godzin z mojego życiorysu. Godzin które spędziłem z na lataniu, strzelaniu piorunami i wybijaniu głupich pomysłów z głów złych kosmitów. Brak szacunku dla wszystkich po równo, rubaszny i prostacki humor który powodował u mnie ból brzucha ("execute order 66"- mój faworyt), świetny soundtrack z Dubstep Gunem na czele i ogólny poziom zwariowania zapewniły tej grze miejsce na tej liście. Youtube Video -> Oryginalne wideo 8. Diablo III W tą i następną grę z mojego podsumowania w roku 2013 grałem stosunkowo niewiele ale wrażenie zostało wywarte w 2013 więc jeszcze się zalicza Diablo III... Największa premiera 2012 roku przeszła mi koło nosa. Nigdy nie byłem ogromnym fanem tej serii. W jedynkę nie grałem a dwójkę przeszedłem tylko raz, na jednym poziomie trudności, po czym się znudziła. Ale za namową znajomych którzy również w grudniu kupili Diablo też się skusiłem... Całe święta z przerwami na jedzenie, spędziłem razem z moimi znajomymi radośnie wyżynając hordy demonów moim Barbarzyńcą. To cholerstwo wciąga strasznie. Grafika nie kłuje w oczy, nowe przedmioty lecą wartkim strumieniem co daje radochę pomimo idiotycznej losowości, skilli jest troszkę mniej ale zabawa z różnymi ustawieniami i runami jest satysfakcjonująca. Dom aukcyjny jest w praktyce domem z cheatami ułatwiającymi grę ale nie trzeba z niego korzystać. Ogólnie gra w moim mniemaniu jest lepsza od Path of Exile (grałem ale aż tak mnie nie wciągnęła i podzieliła los DII). Grałem w 2013 i już nabijam kolejne godziny w 2014 w oczekiwaniu na Reaper of Souls. Youtube Video -> Oryginalne wideo 9. Chivalry Tą grę złapałem na świątecznej wyprzedaży na Steamie skuszony filmami na YT. Niestety kupiłem ją kilka dni przed DIII i nie pograłem za dużo ale wrażenia mam jak najbardziej pozytywne. Ten sieciowy symulator rycerza daje nieprawdopodobną radochę z bycia rozcinanym na kawałki. System walki jest dosyć prosty ale żeby go opanować trzeba mocno trenować i poznać co potrafi każda z 4 klas postaci i ich broń. Gdy opanujemy podstawy możemy z radosną pieśnią na ustach dać się rozczłonkować w jednym z 7 trybów gry na jednej z kilkunastu map. Do gry wyszło DLC dodające nowe mapy i największych wojowników w historii. Teraz oprócz rycerzy możemy obcinać głowy piratom, samurajom, wikingom, spartanom i innym! FALRAK IS A DOOB!!!! Youtube Video -> Oryginalne wideo 10. Dark Souls Od momentu kupna tej gry niedługo po jej wydaniu na PC mam już nabite coś koło 400h ciągłego potu, złości i łez. Ta gra nie wybacza, Ta gra sprawdzi nie tylko twoje nerwy ale i wytrzymałość twojego pada na rzut o ścianę. Ale da też nieprawdopodobną satysfakcję z pokonywania kolejnych trudności. Ta gra jest troszkę jak bycie w toksycznym związku: biją cię, poniżają, równają z błotem, doprowadzają do płaczu z bezsilnej złości ale zawsze wracasz po więcej. I więcej. I więcej. i tak przez 400h. Nieprawdopodobne mistrzostwo w konstruowaniu świata i mechaniki pozwala się męczyć wielokrotnie sprawdzając różne projekty postaci, odkrywając nowe zakamarki (jeżeli gramy bez solucji) i stawiając przed sobą różne wyzwania. Wspaniała gra. A za niedługo premiera części drugiej! Youtube Video -> Oryginalne wideo 11. Hearthstone Kolejna gra opisana przezemnie w innym poście więc teraz krótko i na temat. Coś koło 100h zainwestowane w syndrom jeszcze jednej partyjki Wciąga strasznie mimo grindu i nerwów powodowanych przez graczy z lepszymi kartami i większym szczęściem w pojedynkach RNG po szerszy opis i wrażenia zapraszam do poprzedniego wpisu Youtube Video -> Oryginalne wideo 12. Warframe Ta gra wzięła mnie z zaskoczenia. Chwalą, to odpalę, w końcu darmowe to to jest, pogram pięć minut a jak się nie spodoba to odinstaluję... Kilkanaście godzin później gdy w końcu wymaksowałem moją zbroję Rhino wraz z potężnym dwuręcznym toporem byłem naprawdę zachwycony i zacząłem zbierać na nową zbroję i uzbrojenie xD Techno-ninja z przyszłości maja swój urok. Ta coopowa strzelanka od twórców Dark Sectora zachwyca grafiką, dużym wyborem broni i zbroi (wszystko można modyfikować i personalizować!), wciągającym gameplayem który pozwala zarówno na długie sesje jak i opcję "mam chwilkę to se zrobię jednego alerta". Mikrotransakcje nie są aż tak nachalne, ale problemem dla niektórych może być posmak grindu gdy zbieramy na nowy przedmiot oraz fakt że ich tworzenie jest liczone w czasie rzeczywistym. Ale gra ma wielu fanów i jest ciągle rozwijana przez twórców. Nic tylko grać! Youtube Video -> Oryginalne wideo To oczywiście nie wszystkie gry w które grałem ale to właśnie te produkcje zjadły najwięcej mojego czasu w tym roku i te najcieplej wspominam
  7. Jak mówiłem o losowości i przegranej w pierwszej turze miałem na myśli to że obojętnie jakiej ręki bym nie miał i jak rozłożyłbym karty przeciwnik może mieć takie kombo na ręce że rozwali mnie w 4 turach i nic na to nie poradzę. Widziałem takie przypadki i sam ich doświadczyłem... Ale dzięki za konstruktywną krytykę
  8. Oj jak ja byłem nakręcony na tą grę! Nie jestem Wielkim i Oddanym fanem Blizzarda (ani Starcraft ani Diablo nigdy mnie aż tak nie kręciły) ale swoje kilkadziesiąt(set?) godzin w WoWie i Warcrafcie 3 spędziłem więc można mnie nazwać fanem marki. Ale nawet pomimo tego że tyle godzin przegrałem zarówno w WoWa i Warcrafta 3 jak i starszego brata Hearthstona World of Warcraft Trading Card Game (deck pod warriora wciąż leży na półce) zapowiedź nowej karcianki na pc skwitowałem krótkim "meh". Jednak potem dałem się porwać przeogromnej fali hipokrytów którzy, tak jak ja, najpierw stwierdzili "meh" a potem błagali o klucze na reddicie Chociaż ja się ograniczyłem (bo nie przepadam za redditem) tylko do codziennego sprawdzania czy dostałem maila z kluczem i braniu udziału we wszystkich możliwych akcjach gdzie można było zgarnąć klucz do bety A czekanie umilały mi filmiki na YT moich ulubionych nadawców (TotalBisquit, wowcrendor, Jesse Cox). Aż w końcu po 2,5 miesiąca dostałem klucz! Dzięki kilkunastu godzinom które spędziłem na oglądaniu filmików jeszcze zanim sam zacząłem grać, wiedziałem już o co w tym wszystkim chodzi. Same zasady nie są trudne do ogarnięcia: mamy 9 klas postaci (decków) odpowiadających klasom postaci z WoW (bez DK i Mnicha). W decku możemy mieć maksymalnie 30 kart, które dzielą się na miniony, zaklęcia i bronie. Każda z klas ma ponadto kilka kart których tylko ona może używać. Każda karta, niezależnie od rodzaju ma swój koszt zagrania, tekst który opisuje co robi (np: w przypadku zaklęć jest to ilość obrażeń i ewentualnie dodatkowy efekt jaki wywoła spell) i w przypadku minionów, ilość życia i obrażenia jakie zadaje podczas ataku. Ponadto każda z postaci ma unikalną umiejętność klasową z której, za odpowiednią opłatą, może skorzystać raz na rundę. Sama rozgrywka w porównaniu do starszego i mniej wirtualnego brata jest dosyć uproszczona. Na planszy mamy dwóch bohaterów z 30 punktami życia, przegrywa ten który pierwszy będzie zejdzie do 0. Zależnie od tego czy startujesz jako pierwszy czy drugi losujesz 3 lub 4 kary które można raz wymienić na inne. Na początku każdej rundy dostaje się jeden kryształ many (maks. 10) którym "płaci" się za zagranie karty. W każdej rundzie więc możemy zagrać tyle kart na ile pozwala nam nasza pula many. Po wydaniu całej many możemy zaatakować minionami (lub nie) po czym następuje ruch przeciwnika. Blizz postarał się nawet o to by w trakcie tury przeciwnika nam się nie nudziło i wrzucił na areny ukryte animacje i smaczki! Może zasady są troszkę zawiłe ale i tak prostsze niż w WoW TCG i po zagraniu samouczka i kilku partii z AI, już wiadomo o co chodzi. Tak wygląda plansza każdej rozgrywki. A gdy przeciwnik wykonuje ruch zawsze możemy pomęczyć naszego kumpla gryfa lub zepsuć kościół W grze mamy kilka trybów gry: trening z AI o dwóch poziomach trudności, multiplayer w postaci meczy normalnych i rankingowych w których możemy grać gotowymi deckami i tym które stworzymy sami. Jest jeszcze Arena... Za wstęp do tego trybu musimy zapłacić albo goldem zdobywanym za wykonywanie "daily questów" w trakcie gry (np: "zabij x minionów" lub "wygraj x gier Paladynem lub Warlockiem"), albo twardą gotówką. Ale warto! Arena to wariacja znanego z innych karcianek draftu. Na początku dostajemy do wyboru jedną z 3 klas a potem losujemy karty i układamy z nich taki deck by dojść na arenie jak najdalej. Z każdą wygraną możemy być pewni lepszej nagrody! Dodatkowy gold, karty, boostery i pył czekają na śmiałków Losowanie kart w Arenie. Wykres na dole pokazuje nam ile mamy kart danego kosztu. Jeżeli chodzi o karty to jest ich w grze około 250 podzielonych kolorystycznie według rzadkości, tak samo jak loot w WoWie: common- białe, rare- niebieskie, epic- purpurowe i legendary- pomarańczowe. Do tego każda z nich ma swój złoty wariant z ładnie animowaną grafiką! Nowe karty zdobywamy levelując swoje postacie (decki), kupując za gold lub prawdziwe pieniądze boostery z losowymi kartami, wygrywając na arenie lub niszcząc karty które nam się dublują i za pomocą odzyskanego pyłu tworzyć nowe. Więc jak się w to gra? GENIALNIE! Gra należy do gatunku "easy to learn, hard to master" więc mimo przystępności zasad, naprawdę trzeba poświęcić dużo czasu żeby zrozumieć zależności pomiędzy różnymi kartami i kombosy jakie da się z nich układać. Ale gdy uda nam się ułożyć deck marzeń i dojść nim wysoko w rankingu, naprawdę można poczuć się wspaniale! Niestety gra ma też swoje wady. Przez losowość starć niektóre walki przegrywamy już na poziome losowania pierwszeństwa. Pyłu który odzyskujemy ze zniszczonych kart jest strasznie mało. Prosty przykład: zniszczenie karty typu common daje nam 5 (jednostek?) pyłu a za stworzenie karty legendarnej trzeba zapłacić 1600... Na szczęście pył można w dużych ilościach wygrać na arenie ale to też jest grind bo za wstęp płaci się 150 golda. Z samy goldem na szczęście jest już mniejszy problem bo w jednym z ostatnich patchów Blizz zwiększył wysokość nagród za wykonywanie Daily Questów, więc na upartego można prawie codziennie być na arenie nie wydając ani grosza. A na nasze (nie)szczęście gra wciąga niemiłosiernie i wyzwala syndrom "jeszcze jednej partyjki" przed snem i wieczny brak snu Podsumowując: gra jest wspaniała, wciąg strasznie, jest darmowa a otwarta beta rozpocznie się już w styczniu! Więc skoro nie ma żadnych przeciwwskazań przed wypróbowaniem to nie czekajcie tylko zapisujcie się do bety i grajcie! Poza tym Blizz zapowiedział że już wkrótce wprowadzi pełnoprawny tryb obserwatora, rajdy PvE i jeszcze więcej kart! PS: Jeżeli ktoś chciały zagrać partyjkę piszcie na priva! PPS: ponieważ przez święta będę przygotowywał wpis podsumowujący mijający rok już teraz życzę wszystkim czytelnikom CD- Action i mojego bloga wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! I żeby przyszły rok był jak najszczęśliwszy i pełen radości nie tylko dla was ale i dla całej branży!
  9. Ta kategoria będzie się skupiać głównie na muzyce i rzeczach z nią związanymi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie a ile tylko lubi metal, wszelakie rodzaju soundtracki z filmów, anime i gier, ewentualnie elektronikę i dubstep Zapraszam do pierwszego wpisu w tej kategorii! Dziś będzie o moich dwóch ulubionych twórcach muzyki inspirowanej grami tj: miracle of Sound i Team HeadKick. Jest częścią zespołu magazynu internetowego The Escapist. Miracle of Sound założony w 2007 tworzy jeden człowiek, widoczny na zdjęciu powyżej Gavin Dunne, który pisze, nagrywa i produkuje każdy swój utwór. Tak zwany "człowiek orkiestra". Oczywiście czasem korzysta z usług zaprzyjaźnionych artystów w kawałkach gdzie jest potrzebny np: kobiecy wokal. Jako artysta nie jest związany z jednym gatunkiem muzycznym, tworzy muzykę najlepiej pasującą klimatem do gry, filmu lub serialu którym się inspiruje. Trzeba przyznać że w swoim portfolio nie ma ani jednego utworu który brzmiałby podobnie do innych. Jego utwory, niektóre lekkie i przyjemne, inne ciężkie, smutne bądź radosne cechują ,bez wyjątku: świetna produkcja, wpadające w ucho melodie oraz teksty które świetnie oddają klimat i mają wiele ukrytych smaczków które wyłapią tylko Ci którzy znają materiał wyjściowy . Sam odkryłem jego kanał na YT (111 780 subskrybcjii i 21 561 468 wyświetleń!*) gdy przeglądałem filmiki związane z Mass Effectem i trafiłem na utwór "Commander Shepard" który, nawiasem mówiąc, został nawet wykorzystany w Mass Effect 3 . Potem już poleciało z górki, subskrypcja i przesłuchanie całego kanału na jedno posiedzenie. Naprawdę trzeba przyznać że chłopak ma talent. Wspaniałe kompozycje inspirowane takimi grami jak: Bioshock Infinte (Dream Of The Sky" wspaniały 6-cio minutowy kolaż muzyczny stylizowany na przeskakiwanie Elizabeth pomiędzy wymiarami), Saints Row IV ( "Highter Tonight" energiczny dubstep pomieszany z elektroniką do której głowa sama chodzi w rytm), serią Assasins Creed ( rockowo- szantowy "Beneath The Black Flag" czy dualistyczny "His Father's Son"), czy wspomniana wyżej seria Mass Effect ( oprócz lekkiego "Commander Shepard" mamy też przepiękny hołd dla Normandii pt: "Normandy" i kilka innych nie gorszych utworów ). To tylko parę przykładów z naprawdę bogatej biblioteki Gavina. Muszę dodać, żę do większości utworów mamy teledyski poskładane z klipów z gry, filmu czy serialu które wspaniale dopełniają muzykę którą ilustrują Tutaj mały przedsmak tego co czeka tych odwiedzą kanał Gavina: Chłopaki są częścią Machinimy. Podobnie jak MoS powstali w 2007 i od tamtej pory nieprzerwanie tworzą muzykę inspirowaną grami. Hasłem przewodnim ich kanału YT (88 258 subskrypcji i 15 105 684 wyświetleń*) jest "Music by Gamers, for Gamers". Ich kanał również znalazłem przez przypadek klikając randomowe śmieszne filmiki z Red Dead Redemption. W przeciwieństwie do Gavina, skupiają się tylko na grach, głównie konsolowych (ich ulubieńcy to seria Call of Duty i Halo, do których zrobili najwięcej utworów) Jeżeli chodzi o samą muzykę to również nie mieszczą się w jednym gatunku ale po prześledzeniu ich twórczości, widać że ściąga ich w stronę rapu i rocka. Ich utwory są jednak w klimatach bardziej rozrywkowych niż te MoS, nie uświadczymy więc tu ballad (co najwyżej bluesa), mamy teksty w których dosyć często lecą spore kawałki mięsa, wyśmiewające noob'ów w multi itp. Ale trzeba przyznać że chłopaki również mają talent a muzyka mimo że lżejsza i o wiele mniej poważna, jest bardzo dobrze nagrana, wyprodukowana i wpada w ucho dokładnie tak samo jak ta od MoS. Utwory inspirowane między innymi: Halo (epickie "It's All About Reach"), Call of Duty (życiowe "Noob Tube Blues" czy rockowo- bluesowe "Get It Over With") mamy też troszkę rapu z Batman:Arkham City ("B.a.t.P.I.M.P"), Saints Row ("Welcome to the Row") czy obydwu częsci Borderlands (kolejno "In the Borderlands" i "2 the Vault") są naprawdę świetne i dają kupę radochy przy słuchaniu. Na kanale THK uświadczymy tez troszkę gameplay'ów, vlog'ów i remiksów. Ogólnie rzecz biorąc chłopaki naprawdę dają radę i też ich uwielbiam Tutaj kilka przykładów radosnej twórczości THK: Podsumowując: Oto moi ulubieni muzycy You Tube'a Polecam i zapraszam do subskrypcji ich kanałów bo Ci ludzie i ich twórczość naprawdę na to zasługują Jeżeli macie jakichś swoich ulubionych twórców podzielcie się nimi w komentarzach! Z chęcią poznam kogoś nowego PS: Tekst NIE jest sponsorowany przez żaden z powyższych kanałów. Został napisany z czystej chęci podzielenia się się twórczością ludzi którzy zasługują na to by stać się sławni! *- stan na dzień 16.12.2013
  10. Ponieważ według Regulaminu blogów nie mogę dodawać zbyt krótkich postów przed każdym pierwszym wpisem w danej kategorii dodam małe wyjaśnienie o czym będzie. W tej kategorii będą posty o tematyce gier i wszystkiego co z nimi związane. Będzie o grach pecetowych i na androida (nowy telefon ). Zapraszam do pierwszego posta! Nostalgia gaming : Gothic i Gothic II + Noc Kruka Legendarna i kultowa już dla wielu graczy z Polski seria rozpoczęła się wydanym w 2001 roku tytułem Gothic. Część druga wydana w 2002 roku również podbiła serca graczy cementując sukces wydanym rok później dodatkiem pt: Noc Kruka. Część trzecia wydana na zupełnie nowym silniku zachwycała nową grafika ale gameplayowo to już nie była ta sama magia. Dlatego w dzisiejszym tekście skupimy się na najlepszych, zdaniem wielu częściach czyli 1 i 2. Witamy w kolonii! Myrtana. Król by wygrać wojnę z orkami, potrzebuje magicznej rudy, której złoża występują tylko na wyspie Khorinis. Dlatego by zwiększyć wciąż za małe, wydobycie zakłada tam kolonię karną która wypełniona więźniami, skazywanymi na dożywocie za najdrobniejszy występek, ma zaspokoić potrzeby Królestwa. Kolonię którą otacza magiczna bariera pozwalająca wejść ale nie pozwalająca wyjść. Właśnie przed tą barierą poznajemy naszego bezimiennego bohatera razem z którym przeżyjemy niezapomnianą przygodę. Błędy zarówno w grze jak i dziwne decyzje na etapie projektowania sprawiły że wielu graczy się od gry odbiło. Lecz Ci, którzy nie zwracali uwagi na błędy i zaakceptowali udziwnione sterowanie i system walki oraz wysokie wymagania sprzętowe (jak na tamten okres) mogli liczyć na wyśmienitą zabawę. Gra niestety nie powala już swoją grafiką. Ale nie dlatego jest wspaniała! kto jeszcze pamięta zwiedzanie Górskiej Fortecy w poszukiwaniu Kamienia Ogniskującego? Więc co sprawiło że ta gra mimo oczywistych niedociągnięć zyskała status kultowej? Trzy rzeczy: klimat, fabuła i spolszczenie. Zwiedzanie mrocznego świata kolonii górniczej wraz z jej wieloma sekretami, pod gołym niebem raz po raz rozbłyskającym wyładowaniami bariery, oczarowuje i sprawia że ciężko się z niej wyrwać. Pomógł w tym pełem cykl dobowy oraz "żyjący świat": zwierzęta polowały na siebie, ludzie zajmowali się swoimi sprawami a w nocy wszyscy szli spać, krążyły tyko nocne drapieżniki. A to wszystko w 2001 gdy Morrowinda (ktory jeszcze "się robił") było stać najwyżej na npc z pochodniami w nocy. Do wczuwki swoje 3 gorsze dorzucała odpowiednio ciężka i klimatyczna muzyka autorstwa Kaia Rosenkranza. Wszystko spina trzymająca w napięciu fabuła, która stawia gracza w środku konfliktu 3 obozów (do każdego można się przyłączyć!) i groźby totalnego zniszczenia, nie tylko całej Kolonii ale i wyspy, oraz mnóstwo questów pobocznych. Postacie które towarzyszą Bezimiennemu w drodze ku wolności wzbudzają sympatię i przede wszystkim zapadają w pamięć, każdy ma swoje motywacje i pragnienia. W opowiadaniu fabuły pomaga również jedna z najlepszych pełnych polonizacji w historii. Głosy są dobrane świetnie, w tym Jacek Mikołajczak jako Bezimienny i Tomasz Marzecki jako Xardas (do dziś jak go gdzieś usłyszę to od razu mam przed oczami postać naszego ulubionego Nekromanty ). Gothic zapewniał zabawę na długie wieczory i była to zabawa bardzo dobra. Niestety się w pewnym momencie kończyła nawet pomimo możliwości wielokrotnego przechodzenia wraz z podejmowaniem innych decyzji. Na szczęście posucha nie trwała długo bo rok później pojawił się... Gothic II + Noc Kruka Stworzony według starego jak świat przepisu na sequel: więcej tego samego tylko ładniej i lepiej. Fabuła powielająca schematy fantasty, rzucająca gracza jako kolejnego "wybrańca Bogów " który w pojedynkę stawał na drodze armii zła nie była już taka dobra i oryginalna jak w części pierwszej ale wciąż trzymała poziom. Pojawiły się postacie z którymi zdążyliśmy się zżyć w części pierwszej jak i cała gama, wcale nie gorszych (Vatras, Ignaz) debiutantów. Wróciła również stara obsada spolszczenia, a każda postać miała swój głos z poprzedniej części. Nowe obszary zajmowały 3 razy więcej miejsca niż Górnicza Dolina bo i do niej, chociaż troszkę odmienionej, zawitamy. Lepsza grafika (chociaż patelnia wciąż nie była okrągła a kitka Bezimiennego ma kształt trójkąta ;P), nowe modele postaci, broni i czarów (i ogromny recykling starych ) więcej questów i ogólnie więcej wszystkiego. Zmieniono sterowanie na mniej uciążliwe, dano możliwość sterowania myszą, cześć błędów naprawiono, część została, pojawiły się nowe. A gra wciąż wzorem poprzedniczki wciągała na wiele godzin i pozostawiała niezatarte wspomnienie. Nowa cześć Gothic 2 mimo ulepszonej jakości tekstur i efektów zachował charakterystyczny styl oprawy graficznej poprzednika. Rok po premierze dwójki pojawił się dodatek "Noc Kruka" który dodał do podstawki zupełnie nowy obszar, questy, postacie (w tym również starych znajomych którzy nie załapali sie do dwójki), zaklęcia, zbroje, czary i bronie. Zmienił również poziom trudności który z i tak już wysokiego, stał się jeszcze wyższy. Fabuła dodatku była ciekawsza niż podstawce, a obracała się wokół zaginionego miasta i potężnego artefaktu który chciał zdobyć pewien magnat ;P Nowy obszar był naprawdę piękny i bardziej zróżnicowany niż gęste lasy i wzgórza Khorinis. Dodatek dział się niestety pomiędzy 1 a 2 rozdziałem części drugiej co wymuszało rozpoczęcie zabawy od nowa i "odbębnienie" pierwszego rozdziału ale twórcy przygotowali swego rodzaju skróty fabularne dla niecierpliwych. Ekipa spolszczająca znów wykonała koncertową robotę, chociaż tutaj nie udało się ominąć kilku wpadek z postaciami mówiącymi dwoma różnymi głosami, jednym mówiącym teksty z podstawki a drugim z dodatku. Wciąż pozostali jednak na tym samym cholernie wysokim poziomie. Nowa lokacja Jarkendar która została dodana w Nocy Kruka była bardziej zróżnicowana i ładniejsza od wyspy z podstawki. Kanion(screen 1) spodobał mi się najbardziej mimo niewielkich rozmiarów. Seria nigdy nie zdobyła wielkiej popularności na zachodzie ale nad Wisłą i w rodzinnych Niemczech zyskała status kultowej. Obie gry mimo niezgorszej grafiki w momencie wydania, zestarzały się dosyć szybko i bardzo brzydko. Cytując klasyka:"kiedyś musiała być piękna ale to musiało być kur****o dawno". Jeżeli jednak, kłująca w oczy grafika i wciąż duża ilość, mniejszych bądź większych błędów Ci nie przeszkadza, zagraj! Albo po to żeby jeszcze raz przeżyć tą niesamowitą przygodę bądź (w szczególności!) jeżeli jeszcze nie grałeś. Te gry są dla mnie jak pierwszy samochód: stary, pordzewiały, brzydki, co chwilę coś nie działa. Ale po tym co razem z nim przeszedłem, wiem gdzie kopnąć by ruszył, co nacisnąć by zadziałało. I pomimo tego że z roku na rok wygląda coraz gorzej i zdarza się mu się od czasu do czasu strasznie mnie wkurzyć, kocham go i nawet gdy będę miał nowszy model, nie sprzedam go. Zostawię go na pamiątkę i od czasu do czasu przyjdę sobie w nim posiedzieć i powspominać. Tak samo jest z Gothic'iem. Mogą sobie wychodzić Skyrimy i inne RPGowe cuda na kiju. W nie też będę grać. Ale do Gothic'a zawsze wrócę by powspominać stare dobre czasy i będzie miał specjalne miejsce, tak na półce jak i w moim sercu i wspomnieniach. Mam nadzieję że dla was też. Do zobaczenia w Khorinis!
  11. Z tym "witamy w Kolonii" to trafiłeś w sedno. Za niedługo będzie wpis z dokładnie tym cytatem
  12. Reaktywacja! Po kilkuletniej przerwie wracam do blogowania! Przemyślenia i zbieranie sił trwały długo ale ostateczny kop w tyłek przyszedł od strony mojej drugiej połówki... Więc pora wziąć dupę w troki i zabrać się do pisania. A pisanie będzie o różnych rzeczach które wydały mi się intrygujące, zabawne i/lub zmuszające do przemyśleń. Proszę się przygotować na wszelkiego kształtu i rodzaju błędy ortograficzne i stylistyczne oraz BARDZO długie zdania wielokrotnie złożone . Kategorie zostały zaktualizowane wraz z niewielkimi opisami o czym będą (chociaż nazwy mówią same za siebie:P) Stare posty zostaną zarchiwizowane bo w sumie (nie) są złe, więc pozostaną ku przestrodze! A nowe posty będą się pojawiać kiedy mnie wena weźmie, bądź będę zamęczany o aktualizację. Pozostaje mi zaprosić do czytania i komentowania! Nowe posty już wkrótce!
  13. I jak tu nie lubić RIOTU? Oddali mi za runki 7k IP, dostałem 450 RP za bycie miłym i jeszcze jak sobie dokupię nowe to dostane bonusowe 300 RP. Nieźle całkiem nieźle
  14. Po to są normale -> ludzie grają żeby sobie pograć. CV i jungla to obowiązek na rankedach a normale są po to by się pobawić bez zawracania sobie głowy takimi "pierdołami" i bez parcia na ELO.
×
×
  • Create New...