-
Zawartość
867 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez theconverse
-
@Wosq: Lepsi zabugowani niż nabugowani. Tacy sąsiedzi to mają dopiero problemy z kolizją obiektów.
-
@assire: Łatać, łatać i jeszcze raz łatać. A tak poza tym, zastanawiam się jak to jest z widziami ogladajacymi Teatr Telewizji. Fizycznie nie przebywają w tearze, a spektakl jednak oglądają. Czyżby jakiś crack?
-
@RamzesXIII: Mały spoiler. Na stos.
-
@RamzesXIII: Joanna d'Arc. Proces w Rouen Mówisz, masz.
-
sv_cheats 1 /give secondlife /map theatre_04 Stać się tak może, iż moje słowa dla wielu przymuszonych ostatnimi czasy szkolnym obowiązkiem wydać się mogą bardzo okrutne, ale postanowiłem zaryzykować. Uwielbiam ten wrześniowy miesiąc! A teraz, gdy szczęśliwie uniknąłem skrytobójczych ataków za pomocą ciskanych we mnie cyrkli lub innych zaostrzonych ołówków, wyjaśnić mogę skąd ten mój afekt do zwiastującego jesień września. Powodów tak naprawdę jest kilka, ale tylko jeden jest dla dalszych moich słów istotny, wrzesień to bowiem czas, gdy po letniej stagnacji bydgoscy aktorzy powracają na sceniczne deski. Dla mnie oznacza to natomiast wyprawę pomiędzy nasz jak najbardziej realny świat, a jego przyjemne w odbiorze iluzoryczne odbicie. Czy ktokolwiek z Was dokonał do tej pory zestawienia czegoś, co mówiąc krótko można nazwać substytutami prawdziwego życia? Mam tu na myśli porównanie, na ile książki, filmy fabularne, ale oczywiście i gry komputerowe lub inne podobne zjawiska są w stanie zaprezentować rzeczywistość, która nas otacza. Co więcej, stworzenie takiej nietypowej analogii tych tak przecież różnych światów, doprowadziło mnie do frapującego wniosku. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile podobieństw można zaobserwować pomiędzy grami wideo a teatralnym przedstawieniem. Oczywiście aktorskiej sztuce najbliżej jest do gier fabularnych, ale takie połączenie jako narzucające się w pierwszej kolejności możemy pominąć. Zdecydowanie bardziej wolę odnieść się do pojęcia świata postrzeganego z perspektywy pierwszej osoby, a więc głównie wszelkiej maści gier, w których centrum wyświetlanego obrazu zdobi mniej lub bardziej pomysłowy celowniczek. Ogromną zaletą wyprawy do teatru w prawdziwym życiu jest na stałe wyłączony HUD. Jeśli musisz sprawdzić ile posiadasz kredytów, wybacz, czeka Cię zerknięcie do portfela. Dzięki temu poziom trudności ani trochę nie przypomina produkcji dla nie-bij-nie-strzelaj-jestem-każualem, nawet jeśli akurat włączyliście prostą minigierkę w postaci zaparkowania samochodu przed budynkiem teatru. W dzisiejszych czasach z każdym dniem przybywa tytułów, które próbują zawojować rynek właśnie za pomocą takiego naturalnego systemu obserwowania wirtualnej rzeczywistości. Kiedy uiściłem stosowna opłatę napotkanemu NPCowi, ten wskazał mi mój własny wieszaczek w szatni (to dopiero wersja beta zakładki inventory), a następnie wraz z tłumem oskryptowanych botów udałem się na wykupione wcześniej miejsce siedzące. O dziwo pathfinding publiczności był zaskakująco dobry. Niestety sam poziom wymagał kilkukrotnego restartu, ponieważ nie wszystkie tekstury odpowiednio szybko się doczytywały. Myślę, że to charakterystyczny błąd mapy, na której przebywałem, bo i w późniejszym czasie pojawiająca się scenografia potrafiła niewyobrażalnie wręcz zadławić ilość FPSów. Kilka słów o użytych przez grafików teksturach. Całkiem dla oka przyjemne, ale? W jaki sposób mam uwierzyć, że mapa oldchurch_01 to naprawdę średniowieczny kościół, gdy w tle dostrzegam ordynarnie wręcz nałożone tabliczki wskazujące drogę ewakuacyjną?! Testerzy najwidoczniej przespali ten problem. Na pochwały zasługują przy tym kapitalnie generowane efekty świetlne i fizyka obiektów. Brawo! Można więc przyjąć, że oprawa graficzna sprostała moim oczekiwaniom. Podobnie było ze ścieżką dźwiękową towarzyszącą wydarzeniom odgrywanym na scenie. Wspomnieć jednak muszę, że w dwóch przypadkach efekty dźwiękowe nałożyły się w zaskakujący sposób. Pierwszym przypadkiem była idiotyczna melodyjka przypominająca dzwonki starszych modeli telefonów komórkowych, która pojawiła się podczas bardzo podniosłej sceny. Inną wpadką dźwiękowców były krótkie, urywane sample brzmiące niczym otrzymana wiadomość tekstowa. Na szczęście to tylko drobiazgi. Nic do zarzucenia nie mam przy tym programistom odpowiedzialnym za AI znajdujących się na scenie NPCów. Wszelkie zachowania i prowadzone dialogi wypadły wyśmienicie. Zabrakło tylko opcji rozmowy pomiędzy nimi a mną. Dopiero po przedstawieniu dowiedziałem się, że cały ten pokaz miał za zadanie zaprezentować możliwości silnika i wszystko co widziałem było prerenderowaną cut scenką. W ramach podsumowania mogę powiedzieć tylko jedno. Czekam na pierwszy prawdziwy gameplay i dopiero wtedy z czystym sumieniem będę mógł wystawić końcową ocenę. Niemniej produkcja zatytułowana Joanna d?Arc. Proces w Rouen ma szansę stać się hitem mogącym konkurować z takimi tuzami growego rynku jak Czort go łokradł czy chociażby rodzimym symulatorem stołówki ? Bufet Sztorm. Jest na co czekać! PS. Już za tydzień fotograficzna relacja z wyprawy do? Sami zobaczycie.
-
Znów wpaść w objęcia? Pedobeara,
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
@Zorzin: Jeśli nie plac zabaw, który jak powszechnie wiadomo, obstawiony jest przez zerkajace z pobliskich mieszkań wyspecjalizowane bojówki broniące krzy... Wróć! Broniące huśtawki, żeby żadna jej część nie została wykradziona lub brutalnie zniszczona, pozostaje domowe zacisze i zabawa kolejką elektyczną. Nikt nie odbierze nam marzeń o byciu maszynistą! Chyba muszę się wyspać... -
Znów wpaść w objęcia? Pedobeara,
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
@legiss. Ale obrzydliwy... chomik. Proszę go wyprowadzić na spacer. Najlepiej po bieżni wyłożonej papierem ściernym. @wolus1: No to bawić się, a nie psuć, tak? -
Znów wpaść w objęcia? Pedobeara,
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
@killer007: Zaraz tam wołałem. Napomknąłem tylko. @thenat17: Dlatego zalecam sprawić sobie takiego Juniora (można wypożyczyć od najbliższej rodziny) albo przyplinować, żeby plac zabaw był opuszczony. Wyprawa na huśtawki w środku nocy również wchodzi w grę. @Asasello: Dziekuję Ci gościu. -
czyli o huśtawkach, piaskownicach i karuzelach. Parafrazując słowa włoskiego poety, porzućcie wszelką nadzieję na spotkanie słynnego misia, Wy, którzy to czytacie. Innymi słowy, możecie czuć się bezpiecznie. Skąd więc ten japoński zwierzak o dziwnych skłonnościach w moim tytule? Najzwyczajniej w świecie postanowiłem go wykorzystać (Pedobear właśnie odkrył co to ironia losu) w roli pewnego, co muszę zaznaczyć nietypowego symbolu minionych już dni. A zatem słów kilka będzie o dzieciństwie. Mogłoby się wydawać, że ani trochę nie należę jeszcze do elitarnej grupy dwudziestokilkulatków, którzy otaczający ich świat postrzegają w bardzo smutnych, szarych barwach, a ich codzienne rozważania traktują o zbliżającej się z każdym dniem emeryturze. Na szczęście nie należę. Dlatego zamiast omawiać z zaprzyjaźnionym geriatrą problemy z bezwolnie ulatującymi wszystkimi otworami ciała sokami witalnymi, czas swój wolę spędzać na kilku tylko tak zwanych dorosłych sprawach oraz całej gromadce pomniejszych przyjemnostek, za pomocą których próbuję okłamać własną metrykę. Człowiek to jednak stwór taki bardzo sentymentalny i często lubiący bujać w obłokach przeszłości. Nie jestem w tym przypadku wyjątkiem, bo i niekiedy sam chętnie wracam do dni, gdy wraz z grupką kolegów ganiałem radośnie po pobliskich lasach z patykiem w ręku i dźwięcznych tratata na ustach. Zakładam, że dla sporej części osób, które czytają te słowa, powyższy fragment mógłby co najwyżej podsunąć myśl, że oto theconverse cierpi na pewnego rodzaju zaburzenia psychiczne i trzeba go z tym jego patykiem wysłać do przytulnej izolatki. Jak widać, i tutaj posłużę się kolejnym znanym fragmentem, wojna jednak się zmienia. Diametralnie niestety. Do samego napisania tego tekstu natchnęła mnie niedawna wyprawa z siostrzeńcem mojej M. (aktualnie nie przesiaduje już tyle przed monitorem, wspólnie staramy się za to o? ciekawe słowa w Scrabble) na klasyczny, choć całkowicie odmieniony poprzez swoje różnobarwne elementy plac zabaw. W tym miejscu mógłbym napisać, że za moich czasów? Spójrzmy prawdzie prosto w przekrwione ślepia. Za moich czasów faktycznie nie tworzono takich zmyślnych miejsc dziecinnej rozrywki. Mieliśmy za to własnoręcznie budowane tory do wyścigów kapsli po piwie lub inne trzepaki do prezentowania karkołomnych ewolucji. Tak czy inaczej, prowadzeni przez chłopca zwanego Juniorem, wraz z M. zasiedliśmy w czymś co mogło uchodzić za współczesną karuzelę. Już po chwili, pomiędzy poszczególnymi zawrotami głowy, powróciło moje własne dzieciństwo. Dlatego zaraz po tym narzędziu tortur wszystkich windykatorów (wsiadasz i po chwili zwracasz wszystko) przemieściliśmy się na huśtawki i jeszcze inne drabinki. at the playground Możecie nie wierzyć, ale taki plac zabaw to najprawdziwszy wehikuł czasu. Z małym wyjątkiem. Aktualnie przebywając w piaskownicy jest szansa, że nie wyciągnie się z niej psiej kupy. Niech żyją ogrodzone place zabaw! Najważniejsze było jednak to, że na kilka minut powróciłem do miejsca, gdzie zamiast Call of Duty był wysłużony patyk i sklecona z gałęzi baza, zamiast Need for Speed pojawiły się delikatnie już pogięte kapsle, a zamiast The Sims były zwyczajne lalki, które moje koleżanki zawsze tak namiętnie ubierały, a koledzy rozbierali. Także bardzo namiętnie. Stąd mój mały apel. Jeśli znajdziecie się kiedykolwiek blisko placu zabaw lub każdej innej przestrzeni, którą Wasza wyobraźnia przemieni w cokolwiek tylko zechcecie, nie bójcie się rozbudzić w sobie wewnętrznego dziecka. Mężczyźni mają oczywiście dużo łatwiej, bo oni nigdy temu dziecku nie pozwalają nawet zasnąć. Tylko pamiętajcie, że jeśli najdzie Was ochota na szalony zjazd na zjeżdżalni, upewnijcie się, że nie będziecie jedyną dorosłą osobą wśród samych tylko dzieci. Chyba, że w oczach niektórych rodziców chcecie stać się lokalną odmianą Pedobeara...
-
@Dyzio19: Przecież nadano mi katergorię "Rz", czyli Rzołnież. Innymi słowy, wojsko mi nie grozi.
-
@Drangir: Co masz na myśli? Mamy wiele "twarzy", ale tylko jedną widoczną w danym momencie? To nadal ten sam schemat tak naprawdę, chyba że coś zupełnie innego wymyśliłeś. @pantrupek: Generalnie, warto rozma... Wróć. Warto pisać. Zawsze! W sumie aparat paszczowy też można niekiedy otworzyć.
-
@hawk14: Dziękuję za radę. Od dzisiaj M. będzie już tylko głośniki przestawiać na biurku. Wystarczy jedna kostka sześciościenna i zestaw głośników 5.1, a zabawy nie będzie końca.
-
@RamzesXIII: Niestety jako stwory ponoć społeczne musimy czasem zamiast być sobą, być kimś innym dla otaczających nas ludzi. A ja to bym niekiedy chciał wszystkie te moje "inne" osobowości odwiesić na haczyku i nie napotykać jakichkolwiek oczekiwań ze strony otoczenia. Marzenie... Jakiś rozwiązaniem jest w tej sytuacji życie w zgodzie z większością odgrywanych ról i czerpanie z tego satysfakcji. Za utwór serdecznie dziękuję, bo już dawno dzieł tego składu w moich uszach nie było. @Wosq: Oczywiście, że bycie sobą i odgrywanie często narzucanych nam ról może iść ze sobą w parze, ale niestety nigdy nie jest to do końca pełna zgodność. Na szczęście chyba większość osób nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, a więc lepiej się wysypia.
-
@Jarkin: Faktycznie nieciekawa sytuacja Ci się trafiła. Kina już jednak tam nie będzie, więc trzeba się cieszyć, że chociaż jakieś pieniążki do domowego budżetu wpadną.
-
@Owiec: Dziękować. @Asasello: Nie jestem? Na pewno? @Gość_Adf_*: Muzy dawno odeszły, a autystą zostałem. Taki już mój ten autystyczny los.
-
@Asasello: Myślę, że to o czym napisałem niczym odkrywczym nie jest, bo to temat przemyśleń osób różnych, żyjących współcześnie jak i zasłużonych już dawno dla historii. Nie zmienia to jednak faktu, że można ten wątek poruszyć raz jeszcze. Stąd i ten wpis.
-
Jestem rozbity. Jestem niepoukładany. Ostatnie dni upłynęły mi pod znakiem namysłu nad moją własną tożsamością. Właściwie nie jedną, a jej licznymi obliczami. Wszystkie one starając się wyzwolić ponad wzburzoną taflę wody zwaną osobowością podsuwały mi różne swobodne myśli wiodące zarówno do nauk społecznych, takich jak chociażby psychologia czy socjologia, ale również do ogólnie nawet pojmowanej literatury. Do czego więc doprowadziła mnie ta moja deliberacja? Głównie do bardzo znanego cytatu: Na imię mi Legion, bo nas jest wielu. Człowiek w moim odczuciu to istotna nad wyraz niesłychana. Przynajmniej z kilku powodów, ale ten jeden, który chciałbym przytoczyć jest szczególny. Nie jest bowiem tak, że jako ludzie występujemy w prozie dnia codziennego jako jednostki, a raczej jako konglomerat różnych, niekiedy zupełnie skrajnych postaci. Przy tym każda z nich przyodziewa swoją własną sceniczną maskę. Z tego powodu wypływa na szerokie wody moich rozważań myśl, która ani trochę nie napawa mnie optymizmem. Wystarczy zaledwie na chwilę przycupnąć obok wydarzeń toczących się jakiegokolwiek z dni tygodnia by ujrzeć, że będąc sobą nie jesteśmy sami. Mija trzecia godzina, gdy wpatruję się w migające na ekranie monitora obrazy, jestem graczem, fikcyjnym towarzyszem broni. Nasłuchuję komunikatu, który wypowiada mój przyjaciel po drugiej stronie globalnej pajęczyny, jestem kolegą związanym latami wspólnie spędzanych chwil. Zdławiony dźwięk schowanego w szufladzie telefony przerywa zabawę. To mój ojciec. Jestem więc synem, który powinien wyprowadzić psa na spacer. Dzięki tej rozmowie przeistaczam się również w pana, właściciela kudłatego czworonoga. Jeszcze moment, wpierw skosztuję przygotowaną mi wcześniej przez moją ukochaną kanapkę. Przez kilka sekund przywrócony zostaje mi status chłopaka, kogoś ważnego dla tej uroczej, zielonookiej pannicy. Wszystko nagle zamiera. Gaśnie. Teraz stanowię jednego z rozgoryczonych klientów lokalnej elektrowni. Kolejne osobowości gwałtownie kipią pod delikatną warstwą świadomości. Powracam do osoby, która w rytmie regularnie uderzanych klawiszy tworzy te słowa, by po kolejnym charakterystycznym dźwięku zatopić się w ciszy zawieszonej nad klawiaturą dłoni? Czy nadal potrafię być tylko sobą? the weird autoportrait
-
@lastkill3r: Przemyślę to.
-
@Wosq: A zatem wpis mogę potraktować jako całkiem udany. @Zorzin: No nie wiem. Tutaj jest jednak tak elitarnie. A jak wyślę to moje wypociny jeszcze miliony przeczytają, a ja się zawstydzę. Poza tym po co mam pisać do Smugglera? Jak będzie chciał rzucić okiem na ten wpis to wie gdzie go szukać.
-
@Zorzin: M. na pewno wie, ale wolę nie pytać, żeby przypadkiem wałkiem lub innym błyszczykiem po głowie nie dostać.
-
Owca bym do tego nie mieszał, za mało kudłaty jest. Chyba. A odnośnie samego grania, moja M. niekiedy wręcz uzależniająco wpisuje cyferki w te takie dziwne kratki, co to się suma musi później zgadzać.
-
Odnośnie ilości przepracowanych godzin na dobę, moim rekordem, który trwał przez praktycznie cały miesiąć była posada wychowawcy kolonijnego, gdzie czujnym trzeba było być 24/7. Polecam.
-
O tym jak M. chciało się pukać? owieczki. Drogie CD-Action, Piszę do Ciebie, bo już tylko Ty możesz mi pomóc. Na początek muszę się jednak przedstawić, bo mamusia tak zawsze kazała mi robić. Mam na imię Tomek. Jestem już dużym i chyba dorosłym chłopcem, choć mamusia mówi, że jest zupełnie inaczej. Jak wiadomo, mamusi trzeba słuchać, więc moją dorosłość stawiam pod znakiem zapytania. Otóż od pewnego czasu nie potrafię sobie poradzić z moją M. Ona już mnie chyba nie? no tego, przecież wiesz. Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. M. lubiła spędzać wspólne chwile przed monitorem. Moim, bo swój wywiozła do własnej mamusi. Podobnie jak magiczne pudełko, komputerowy klawikord i myszoskoczka, co to wszędzie gubił kulkę. Teraz mamusia M. z uporem rozwałkowywania ciasta na pierogi tej kulki po mieszkaniu poszukuje. Do rzeczy, ubranek i modnych tipsów jednak! Ta moja M., co to już chyba nie czuje do mnie tego co wcześniej strasznie wirtualne karty uwielbia układać. Całe godziny może się wpatrywać w te radośnie fruwające prostokąciki. W ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Mówi tylko: Jeszcze moment albo Idź stąd, bo przez ciebie przegram. Czasami się tylko do mnie milej odezwie, gdy chce ode mnie karty pożyczyć? płatnicze. To jeszcze nic. Myślę, że Ona mnie zdradza, cheatuje znaczy. Zamiast wyjść ze mną do kina lub na spacer, M. wybiera baraszkowanie z ? aż mnie serce boli ? Mariem. Skaczą tak sobie w rytm tej durnej melodyjki. Mój piesek podobną wydmuchuje przez zakatarzony nosek. Głupio wtedy wygląda. No bo jak to tak, pies i koza w jednej budzie? Ale o M. miałem pisać. Skacze tak sobie z tym hydraulikiem i łapie grzybki, a o mnie całkowicie zapomina. Co mam robić? Może powinienem zapuścić modnego ostatnio, bo bronkowego wąsa? Przecież moje rury na pewno nie przeciekają, więc nie to jest problemem. Zaledwie kilka dni temu sprawa przybrała jeszcze gorszy obrót. M. postanowiła zakatować ten podłużny klawisz, który całkiem często wciskałem pisząc te słowa. Wszystko dlatego, że chciała zadowolić wirtualne owce. Słyszałem, że niektórzy w tych naszych zwariowanych czasach są wręcz uzależnieni od swojej farmy, czy innej zagrody, ale Ona na moich oczach prawdziwą sodomę i gomorę uprawiała, a nie żadne tam marchewki. Cały się spociłem jak to ujrzałem, natomiast M. się tylko tak dziwnie uśmiechała przygryzając swój różowy języczek. Czy Ona woli owce ode mnie? Na tym jeszcze nie koniec nieszczęść. Nie spałem przez całą noc zastanawiając się, czy nie powiadomić policji. Przecież to było nieludzkie! Wystarczyło pięć minut, a Ona zabiła tych niewinnych ludzi i nawet się tym nie przejęła. Tak nie można! Karetką?! Już nawet Niko stwierdził, że ktoś powinien Jej odebrać prawo jazdy, bo już więcej nie chce wypadać przez przednią szybę. To się musi skończyć! Błagam Cię, musisz mi pomóc. Twój wierny czytelnik, Tomek aka theconverse
-
@RamzesXIII: Chętnie się zamienię. Uprzedzam jednak, że tylko do końca sierpnia. Tyle wakacji mi wystarczy. No i gratuluję rekordu. Miałeś w ogóle życie poza pracą? @lastkill3r: Przede wszystkim dzięki za ciepłe słowa. W sumie to nie jest tak do końca moja pierwsza praca, bo zdarzało mi się już zarabiać sezonowo lub na studenckich warunkach. Teraz to jednak typowo poważna i dorosoła praca, choć w miłym towarzystwie i równie sympatycznej atmosferze. Innymi słowy jest to internetowy sklep. Także podobnie jak do tej pory spędzam swój czas przed monitorem, ale teraz mi za to płacą.
-
Praca to ciężka? praca. Dzień dobry wszystkim. Choć muszę zaznaczyć, że dzień ten równie dobrze mógłby być lepszy, ciekawszy, ale przede wszystkim dłuższy. Minie jeszcze kilka godzin i zegar ponuro obwieści, że oto nieznośnie krótki weekend dobiegł końca. Ktoś mógłby w tym momencie podnieść dłoń i zabrać głos, że przecież to nic straconego, że minie zaledwie chwila i statek nazywany życiem przybije do kolejnego portu o wdzięcznej nazwie sobota i niedziela. Niby wszystko się zgadza, ale? No właśnie. Kiedy pewien czas temu przywróciłem do życia ten blog, moje myśli były otoczone przyjemnym i miłym poczuciem wakacyjnego lenistwa. Co prawda rozglądałem się wówczas za odpowiednim, przynoszącym satysfakcję zajęciem, które większość dorosłej części społeczeństwa rozpoznaje jako pracę, ale łudziłem się, że dopadnie mnie ona dopiero, gdy dzieci i młodzież szkolna będą zmuszeni sięgnąć po swoje tornistry i plecaki. Niestety rzeczywistość pokazała swoje gorsze, bo niesłychanie okrutne oblicze, co zaowocowało moim wstąpieniem w szeregi osób zarabiających na własne utrzymanie. I to jest straszne! Nagle zabrakło wolnych chwil na sen, ?pożeranie? kolejnych przynoszących nowe wyzwania dla fikcyjnych bohaterów kart książek, ale także mniej czasu mogę spędzać przed monitorem, który teraz jak gdyby nic się nie zmieniło, wypluwa na moje delikatnie przybrudzone okulary stosy liter, które i Wy teraz macie przed oczyma. A ja zwyczajnie nie byłem jeszcze na to przygotowany. Jestem jeszcze zbyt młody, żeby? pracować! Dlatego pamiętajcie młodzi duchem i według wskazań aktu urodzenia, że dorosłe życie, które wypełnia ciąg ośmiu godzin każdego dnia (poza błogosławionymi weekendami!) to prawdziwa udręka, która odbiera nie tylko beztrosko upływające minuty, ale przede wszystkim wtłacza Was w bardzo nieciekawych schemat. A tak już na zakończenie tych moich narzekań jeszcze zdań kilka. Oczywiście, że wszystko co opisałem powyżej zostało odpowiednio przyozdobione za pomocą kolorowych kredek, znaczy że jest przekolrowane, ale ja naprawdę czuję, że ktoś odbiera mi moją wolność. Najgorsze jest jednak to, że tym kimś jestem ja sam i muszę sobie z tym poradzić. W związku z tym postanowiłem między innymi, że będę się zdrowo odżywiał, głaskał mojego psa dwa razy mocniej (burzowa pogoda ewidentnie mu nie służy), a także w ramach tego bloga przejdę w stan wstrzymania. Przynajmniej w obrębie tygodnia pracy. Co pewien czas będę się jednak starał kilka zdań wytworzyć, żeby nie pozostać zapomnianym w tym wirtualnym świecie. A zatem do zobaczenia wkrótce!
