-
Zawartość
867 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez theconverse
-
Może się ten tytuł przyjmie Dobry wieczór. Tym razem wpis będzie taki raczej lichy, a być może nawet nieco wychudzony. Powody takiego stanu rzeczy są całe dwa, gdzie jeden to moja niestety jeszcze trwająca choroba o bardzo dokuczliwym i przewlekłych charakterze, zaś sprawa druga zarysowuje się tak, że oto cała moja inwencja spłonęła wraz ze stworzeniem jakże epickiego, czy też nawet historycznego tytuły i jego młodszego brata stojącego zaraz poniżej. Niesłychanie długaśne mi to ostatnie zdanie się udało, prawda? Gorączka panowie, gorączka! Swój wywód płynący z tej mojej części ciała, która również ma jakby dwie połówki, ale jednak jest odrobinkę bardziej szlachetna, rozpocznę od kilku gramów zadumy. Jestem już w tym młodzieńczo-podeszłym wieku, że oto mogę sobie pozwolić na odrobinkę zamyślenia nad chwilami dawno już utraconymi. Wiele z nich łączyło się ze słynnymi konkursami, które miały swoje miejsce gdzieś nieopodal na forum, a ostatnio powróciły niczym cień dawnych dni, ale cień bardzo miły, bo zachęcający do myślenia, tworzenia i stawiania szeregów liter, które omylnie mogą zostać przez moderatorów zdekodowane jako spam, a następnie wzięte pod mur i rozstrzelane. Co więcej, nagle z mroków niepamięci powrócili dawno niewidziani przyjaciele, koledzy i towarzysze zmagań. Trwaj chwilo, jesteś? Chyba się zapędziłem. Sam nawet skonstruowałem pracę konkursową, która w niektórych kręgach uchodzić mogłaby za film lub nawet coś co nie zmusza ostatniego posiłku do natychmiastowego odwrotu. Mogło być lepiej, jest jak zwykle. Sznureczek prowadzący do tego filmowego kłębka oczywiście pozwolę sobie tutaj zamontować: Teraz powinno być zabawnie i zdecydowanie w lekkiej tonacji. Przenieśmy się więc balonem wypełnionym wyobraźnią do świata leków, maści i emerytów ? do apteki! Jeszcze nie tak dawno temu, w jednym ze swoich wpisów poruszyłem temat reklam radiowych przeróżnych medykamentów. Były one skrajnie? Przyjmijmy, że nie przypadły mi one do gustu ani trochę i nawet po zażyciu śmiertelnej dawki któregokolwiek z nich. Okazuje się jednak, że oto opary absurdu, w których opisane wcześniej reklamy się wręcz tarzały i tym razem spowiły farmaceutyczny półświatek. Bo powiedzcie mi moi drodzy, czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam, czy to na twardej jawie lub w miękkim śnie, napotkać na swojej drodze komputerowy monitor przymocowany do aptecznego kontuaru za pomocą łańcucha? Wszystko dziś kradną, nawet monitory z apteki! Akapit ostatni, a więc o ludzkiej głupocie. Ponadto również o braku wyobraźni, wyrzuceniu instynktu samozachowawczego, a co gorsza również macierzyńskiego przez okno samochodu, a przede wszystkim o bezmyślności głęboko w co poniektórych głowach zakorzenionej. Jak inaczej można nazwać sytuację, w której matka z dwojgiem szkrabów, gdzie jeden z nich to jeszcze maluszek zainstalowany w specjalnym foteliku, przemieszcza się po miejskich ulicach w familijnym krążowniku, który lepsze lata ma już dawno za sobą, a ona (wstrętna! wyrodna! wałkująca morświny!) ucina sobie pogawędkę za pomocą telekomunikacyjnego komórczaka. I nie była to krótka rozmowa, bo tą panią to ja dłuższą chwilę we wstecznym lusterku obserwowałem. Żeby jeszcze te dzieciaki zachowywały się spokojnie, ale tak niestety nie było. Dlatego takim kierowcom mówię stanowcze nie! Rzekłem. Dobranoc. PS. Odpowiedź na zeszłotygodniową zagadkę to: Soprano. Niestety nikt nie podał prawidłowej odpowiedzi, więc tresowany piżmak Stefan zostaje ze mną.
-
@Zorzin: Niepotrzebne? To w ogóle nie ma ich być? @assire: Ostatnie jest poruszone, bo podczas wschodu słońca było zimno na plaży, a statyw się dziwnie zakopał w piasku.
-
@krzyhu: Cieszę się bardzo. @karadin: Przecież napisałem, że Alabama. Myślcie dalej. @Megamasa: Powiedzmy, że takie "kopnięte" zdjęcia to cecha charakterystyczna moich kadrów. Teoretycznie wszystkie mogły takie być.
-
@kwcdaforum: Niestety, ale to nie jest prawidłowa odpowiedź. Za dobre słowo natomiast dziekuję. @rafikomp: Nie. Zdecydowanie nie jest to Dallas.
-
Obiektyw(nie) o gdańskich specjałach Dzień dobry wszystkim! Mam nadzieję, że leniwa, niedzielna atmosfera niespecjalnie zachęca Was do wodzenia oczyma po licznych literkach sterczących z monitorów i z dużo większą przyjemnością zechcecie zerknąć na kilka ?screenów? stworzonych przeze mnie podczas pobytu w Gdańsku. W myśl starej prawdy, że obrazek milszy jest dla ocznej gały, bo i więcej za jego pomocą można opowiedzieć, aniżeli posługując się nawet wszystkim zawartymi w słowniku poprawnej polszczyzny słowami, dlatego też obiecane tydzień temu zdjęcia. Zanim jednak przełączycie się z trybu czytania na ten nazywany spoglądaniem muszę jeszcze dodać, że liczę, iż tym razem krzyhu będzie mógł w tym wpisie odnaleźć nie tylko piękno nadmorskiego miasta, ale na czym mi szczególnie zależało, także jego różnorodność. Choć nie ukrywam, że na większości z kadrów zabrakło jakby serca? Ot taki dziwny to dla mnie czas. Przyjemności! owoce morza 01 owoce morza 02 owoce morza 03 owoce morza 04 owoce morza 05 owoce morza 06 owoce morza 07 owoce morza 08 owoce morza 09 owoce morza 10 owoce morza 11 owoce morza 12 owoce morza 13 PS. Krótka zagadka. Przechadzając się uliczkami Gdańska nie mogłem nie zatrzymać się na chwilkę przy jednej z lodziarni o bardzo charakterystycznej nazwie. Podpowiedzieć mogę, że kojarzy mi się ona z Alabamą i bardzo rodzinnym serialem telewizyjnym? Jaka jest Wasza odpowiedź?
-
@assire: Żeby jeszcze było na czym lub na kim.
-
@assire: A pani w szkole nie mówiła, że nie wolno ściągać?
-
@krzyhu: Rzecz w tym, że mi się to miasto bardzo podoba, ale postanowiłem przerysować kilka drobiazgów, które jednak moją uwagę zwróciły. Co do kościoła, znajdował się on zaraz obok bloku, w którym mieliśmy wynajętą kawalerkę, a było to w dzielnicy zwanej Brzeźnem. Tak czy inaczej chętnie wrócę do Gdańska, który chciałbym poznać zdecydowanie bliżej. Tym razem dysponowałem zaledwie wolnym weekendem, więc mogłem sobie pozwolić na odwiedzenie kilku głównych punktów orientacyjnych miasta. A zatem oczekuję wspomnianego przez Ciebie wpisu, bo być może posłuży mi on za pewnego rodzaju przewodnik.
-
Posłuchajcie morskich opowieści? Witajcie szczury lądowe! Dodatkowo, żeby być wiernym tradycji, poczęstować muszę spoczywającą na ramieniu papugę przepysznym krakersem i zakrzyknąć: Arrr! Teraz, gdy wszelkie prawidła pirackiego rzemiosła zostały wypełnione z należytą starannością, chciałbym Was zaprosić na mój GDALeon*, gdzie przy beczułce rumu i jeszcze większej ilości słonych ciasteczek opowiem Wam historię pewnej wyprawy. Krótkiej, lecz bogatej w treść? żołądkową starego rekina. Oto kiedy znaczna część forumowej braci i kilku nadobnych niewiast, od pewnego już czasu wypełnia swój patriotyczny obowiązek mazania po zielonych tablicach wiecznie zbyt małą kredą, autor tych słów wraz ze swoją lepszą, bo jakby ładniejszą i milszą połówką wybrał się na północ by przy wtórze skrzeczących mew tupnąć bosą stopą o morską wodę. Kronikarski obowiązek wymaga jednak, żebym miejsce swojego pobytu określił zdecydowanie bardziej dokładnie, tak więc ostatni weekend spędziłem w krainie, gdzie wąsaci faceci skaczą przez płoty, czyli w Gdańsku. Na temat litrów aromatycznej i nieprzerwanie przelewającej się morskiej wody nie chcę przy tym wspominać, bo to temat równie płaski i nieciekawy jak Bałtyk podczas bezwietrznej pogody. Choć już majaczący na horyzoncie port otulony delikatną mgiełką podczas wschodu słońca był całkiem uroczy i na swój sposób hipnotyzujący. Niestety warunki sprzętowo-aparaturowe nie pozwoliły mi na jego godne upamiętnienie. Niemniej kilka kadrów udało mi się podczas tej wycieczki pochwycić, co postaram się zaprezentować podczas następnego wpisu. Z wydarzeń, które z największą pieczołowitością zachowuję w zakamarkach pamięci, wymienić muszę Dworzec Główny mojej ulubionej Powolnej Kolei Państwowej. Wyobraźcie sobie oto scenerię, w której ogromne zdobiące front tego budynku okno witrażowe to tak naprawdę obraz autorstwa Hansa Memlinga, który większość z Was bezbłędnie rozpoznałaby jako Sąd Ostateczny. Czyżby jakaś autorefleksja ze strony rodzimego największego w kraju przewoźnika szynowego? Sytuacja zgoła odmienna, choć nadal nawiązująca do sacrum naszej życiowej przestrzeni to niemiłosiernie dłubiące w uszach dźwięki dochodzące z sąsiadującego z naszym lokum kościoła. Gdy tylko okres zobowiązujący cywilizowaną część społeczeństwa do zachowania ciszy nocnej dobiegał końca, melodia wygrywana za pomocą kościelnego dzwonu wwiercała się głęboko pomiędzy oczy dopiero co zbudzonego theconverse?a. Pamiętajcie więc, nigdy i pod żadnym pozorem nie wynajmujcie mieszkania lub innego pokoju w odległości mniejszej niż rzut monetą na kościelną tacę od jakiejkolwiek parafii wyposażonej w narzędzie masowej zagłady sennych marzeń. Inna kwestia to przerażenie jakim możecie zostać spowici podczas nocnej eskapady na plaże, gdy wracając do miejsca spoczynku napotkacie rzeszę wyznawców pędzących w kierunku nawołującego dzwonu. Odrobina zmęczenia, które zagłusza wrodzone instynkty, mleczne obłoczki unoszące się nad trawnikami i wiek przemieszczających się ? wróć! ? bezgłośnie sunących wiernych, który wskazywałby przynajmniej na poczynioną niegdyś mumifikację, wszystko to zdradzało wszelkie objawy przebywania na planie podrzędnego filmu grozy. Zabrakło tylko bełkotliwego mamrotania przypominającego słowo: móóóóózzzg! Wydarzenie ostatnie, również mrożące krew w żyłach i lody na patyku miejsce miało w pobliskim sklepie spożywczym, który pomimo kilku oznak kapitalistycznego pochodzenia, po zerknięciu na obsługę przywodził na myśl peerelowski fragment naszej historii. Uruchomcie więc raz jeszcze pokłady własnej wyobraźni i nakreślcie pomiędzy uszami obrazek, w którym dwoje głodnych turystów grzecznie oczekuje reakcji pani z działu mięsnego, która bardziej zaaferowana jest rozmową z koleżanką od serów, aniżeli stojącymi obok klientami. Kiedy już raczyła zaszczycić ich swoim znudzonym spojrzeniem państwowej urzędniczki, której petent przerywa ośmiogodzinną przerwę na kawę, następnie wysłuchała wędliniarskiej prośby, a zaraz po dokonaniu gwałtu na kawałku mięsa za pomocą krajalnicy odrzuciła go w tłum innych martwych fragmentów chrumkających i muczących zwierzątek. Taka niedbałość w obchodzeniu się z czymś co pragnąłbym uważać za jedzenie początkowo odebrała mi całą ochotę na spożycie wybranej polędwicy, a w pewnym momencie dodała mi odwagi, żeby zwrócić uwagę tak zachowującej się obsługi, ale? Osoby o nerwach słabszych od średniej ocen balującego przez cały semestr studenta proszone są o odwrócenie oczu od dalszej części tego tekstu. Ogromy widelec zakończony czymś, co mógłbym nazwać chyba tylko szpikulcami z ogromną siłą przeciął powietrze, by wzbijając się nad ladą chłodniczą, wbił się z przytłumionym hukiem w znajdującą się kilka metrów dalej deskę do krojenia mięsa. Wówczas skapitulowałem i z białą flagą powiewającą nad moją kruchą przecież głową opuściłem sklep. Wydaje mi się, że jeśli byłbym reżyserem wspomnianego wcześniej gatunku kina, ekspedientka mogłaby dostać angaż w krwawym horrorze. Na mój gust byłby to typowy slasher zatytułowany Pani z mięsnego. Jason, Freddy, wasze dni właśnie zostały policzone. Możecie odejść i już nie wracać. Na tym chciałbym zakończyć moją morską opowiastkę, choć słona woda była dla niej zaledwie wyblakłym tłem. Zdecydowanie bardziej Waszą uwagę pragnąłem skupić na pewnych drobiazgach, które nawet podczas najzwyklejszego dnia mogą urosnąć do rangi prawdziwej przygody. Bo przecież tym była moja wyprawa, kiedy to trafiłem przed Sąd Ostateczny zaraz po wyrwaniu się z objęć błąkających się we mgle zombie i mającej mord w oczach Rzeźniczki z Gdańska. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w przyszłym tygodniu. Ahoj! *GDALeon ? gra słów wiążąca ze sobą dwa wyrazy: miasto Gdańsk oraz Leona, czyli lwa, który jest nieodzownym symbolem tej właśnie miejscowości. Możecie już uruchomić swoje gruczoły wesołości? No dobrze, nie musicie ani trochę, to nie było zabawne.
-
@Zorzin: Według mnie producenci tych reklam mają podpisaną tajną umowę z koncernami farmaceutycznymi, które tworzą środki na uspokojenie. Po kolejnym dniu w pracy mam ogromną ochotę sięgnąć po takie specyfiki...
-
Powodzenia, bo ja to tu tak bardzo przez przypadek.
-
@piotrekn: Generalnie głośniki wypluwać muszą coś możliwie lekkostrawnego, żeby pracy nie zakłócać. Wcześniej spokojnie korzystałem z własnej muzyki i słuchawek, ale niestety przejąłem jedyny komputer z głośnikami i tak to już teraz jest. Jak zacznę wariować to wyciągnę telefon i zestaw słuchawkowy.
-
Dawno, dawno temu, również i ja uskuteczniałem na swoim blogu krótkie historyjki, więc wyłącznie dla zabawy postanowiłem je przypomnieć. Nigdy nie były pisane w myśl śmiertelnej powagi, więc być może będą odpowiednie dla tego konkursu. Zapraszam wiec do zapoznania się z czymś, co może przywodzić na myśl grę Machinarium oraz troszkę wyrośniętą opowiastkę zatytułowaną Szpadel, Francis i ekipa batatów.... Oprócz opowiastki na podstawie gry oraz twórczości całkowicie dobrowolnej i frywolnej, jako mały bonus (dla wytrwałych) jeszcze coś takiego i już naprawdę ostatnia rzecz - Zamknięty. @RamzesXIII: Za wszystkie komentarze na moim blogu, taka lektura dla Ciebie ode mnie. Przyjemnej zabawy!
-
Zioła dla niejadka z wątroby rekina Witam. Po mojej ostatniej przygodzie z fotografią, w dniu dzisiejszym chciałbym Wam zaproponować coś innego, aniżeli tylko same literki. Tym razem postanowiłem sięgnąć do jednego z popularniejszych mediów współczesnego świata, czyli do radia. Otwarcie muszę przyznać, że jeszcze do niedawna nie nadstawiałem specjalnie ucha, by wsłuchiwać się w liczne radiostacje, ponieważ wszelkich informacji poszukiwałem w zaplątanej sieci zarzuconej w bezbrzeżnym ocenie mniej lub bardziej prawdziwych faktów. Choć powszechnie wiadomo, że fakty nieprawdziwe być nie mogą? Piękna teoria, prawda? Z drugiej strony muzyka, która najczęściej sączyła się przez moją uszną małżowinę raczej za pomocą przygotowanej własnoręcznie dyskografii i komputera lub innego przenośnego odtwarzacza, a nie dzięki radioodbiornikom podającym wyselekcjonowane zestawienie największych przebojów, których odbiorca mający wybór nie chciałby usłyszeć. Wszystko zmieniło się odkąd każdego dnia spędzam osiem godzin w pewnym biurze. A tam z komputerowych głośników dopada mnie program jednej z popularniejszych w naszym kraju radiostacji. Na szczęście w niewielkich ilościach jest ona akceptowana także przeze mnie. Rzecz w tym, że oprócz utworów promowanych z uporem godnym większej sprawy, audycje przerywane są fantastycznymi wręcz blokami reklamowymi. To właśnie o nich chciałbym dzisiaj popełnić kilka akapitów. Według niektórych danych, reklama radiowa zaraz obok tej telewizyjnej i prasowej znajduje się na podium treści perswazyjnych, z którymi mamy do czynienia w codziennym życiu. Co więcej, jest ona ponoć traktowana jako najmniej irytująca, a ze względu na sam charakter radia jako medium, jesteśmy najbardziej skłonni uwierzyć w informacje za jego pomocą przekazywane. Koniecznie zapamiętajcie więc, że telewizja i prasa kłamią, a radio ani trochę, bo to nasz największy przyjaciel wśród tych wszystkich mydlących nam oczy i uszy wstręciuchów. Doskonałym przykładem jest tu zapewne radio rodem z Torunia? Nie o tym jednak miało być! Otóż przesiadując od rana do popołudnia, wpatrując się w rzędy cyferek wyświetlanych przed moimi oczami, co jakiś czas napadają mnie trzy, katastroficznie wręcz nieznośne spoty reklamowe. To chyba znamienne, że we wszystkich udział biorą dzieci. Na początek zaserwuję Wam więc reklamę oleju z wątroby rekina, który podczas panującej jesiennej atmosfery uchroni nas przed całym złem. No dobrze, może nie przed całym. Tego dokonać może wyłącznie podwójna dawka oleju z wątroby rekina! Preventic Extra Według mnie, chłopiec radzący ojcu podwójna dawkę, sam musiał łyknąć chyba dwa opakowania tych niesamowitych kapsułek. Oczywiście, że zwyczajnie marudzę, ale musicie przyznać, że jest coś nietypowego w głosie tego malca. Mnie on osobiście przeraża. Przykład kolejny to scenka rozgrywająca się w przedszkolu i rozmowa pomiędzy byłym niejadkiem oraz przedszkolanką. Myślę, że właśnie odkryłem skąd bierze się nadwaga wśród najmłodszych pokoleń. Apetizer To dość interesujące, ponieważ reklama ta wzbudziła spore kontrowersje, co zakończyło się wystosowaniem kilku skarg ze strony konsumentów, które następnie trafiły bezpośrednio do Komisji Etyki Reklamy. Główne zarzuty to kreowanie zafałszowanego obrazu rzeczywistości, w której tak naprawdę każde dziecko, które nie zawsze ma ochotę pochłonąć cała zawartość talerza, przyjmować musi reklamowany suplement diety oraz zaprezentowanie sytuacji, w której przedszkolanka pragnie zakupić wspomniany specyfik dla wszystkich dzieci, co oczywiście w myśl przepisów prawa jest zabronione. To znaczy nabyć suplement diety może, ale już podać go dzieciom niekoniecznie. Ostatni już przypadek, drażniący mnie najbardziej, bo niemożliwością jest wyrzucenie go spomiędzy tego, co większość z nas ma pomiędzy uszami. Dodatkowo twórcy reklamy bez absolutnej krępacji prawdopodobnie pragną opowiedzieć się za legalizacją pewnego środka odurzającego. Immunaron Zioła, wesołość i odporność? Tylko czekać aż dzieci zaczną nam skakać z dachów, bo przecież nic im po zażyciu magicznego syropu nie grozi. A to ponoć gry komputerowe mają negatywny wpływ na psychikę młodych ludzi? I tym mocnym akcentem dziękuję za uwagę. Pozdrawiam.
-
@likier: Sam fakt sięgania po cyfrowe aparaty. Późniejsza obróbka przed monitorem komputera to już tylko wymóg braku klasycznej ciemni. @Vagrant: Sam posiadam starego Zenita, ale również po niego nie sięgam. Bez własnego zaplecza w postaci zaciemnionego pomieszczenia i odpowiedniego sprzętu, zabawa w klasyczną fotografię jest niestety bardzo kosztowna.
-
@likier: Zależy jak traktować dany kadr. Niektóre z nich są tworzone jako dzieła skończone, inne wyłącznie jako materiały do dalszej twórczości. Poza tym wszelkie przejawy cyfrowej fotografii uważam za jej uśmiercanie. Są to tylko i wyłącznie zdjęcia, które zostały pozbawione dawnej magii, cień prawdziwej fotografii. Rzekłem i poszedłem spać.
-
@Zorzin: Jak to do czego? Słit focie w chromowanym durszlaku, heloł! @Wosq: Wstyd powiedzieć, ale zawładnął mną automat. Co gorsze, miałem w plecaku statyw, a zdjęcia robiłem z ręki. Amator pełną gebą jak to już wspominałem.
-
@Zorzin: Widziałem już chyba nawet sporo droższy. Można nim robić zdjęcia w Australii bez wychodzenia z domu.
-
@assire: Zdjęcia w takich miejscach to jedno, a mi się marzy zrealizować jakiś film w podobnej scenografii. Co tam płot? Lech przeskoczył, a Ty nie możesz? @mrBone: Gdy już zacznę stawiać pierwsze kroki nie będę potrzebował już asystenta, bo sam aparat udźwignę. Poza tym za dużo się już nie zmieni, taki ze mnie wieczny amator będzie.
-
@Wosq: To jest nas dwóch.
-
Kota co prawda nie posiadam, natomiast mój pies bardzo sobie upodobał hasanie w chaszczach niczym sarna lub inny jelonek. Takie nietypowe połączenie owczarka niemieckiego z kangurem.
-
Zakłady fotochemiczne na? fotografii. Witajcie. W dniu dzisiejszy dotrzymuję słowa, które dałem podczas poprzedniego wpisu i oto prezentuję Wam zdjęcia wykonane podczas mojej małej wyprawy na teren dawnych Bydgoskich Zakładów Fotochemicznych, zwanych popularnie Fotonem. Co najbardziej zaskakujące to fakt, że jeszcze jako gołowąs odwiedzałem przyległy do zakładów sklep fotograficzny, w którym to uprzejma pani przyjmowała ode mnie negatywy do wywołania, a zupełnie nie miałem pojęcia jakie to tajemnice skrywa ten znajdujący się prawie w centrum miasta kompleks. Na chwilę obecną pracuję w jednym z budynków, które aktualny właściciel wydzierżawia licznym sklepom, hurtowniom oraz zakładom produkcyjnym. Prawdopodobnie niedługo cała, mocno już podupadła zabudowa zostanie zrównana z ziemią i zamiast dumnie piętrzącego się budynku głównego, na szczycie którego rozlokowano całe mnóstwo różnego typu nadajników, powstanie? Właściwie to nie mam pojęcia co mogłoby zastąpić ten tak dobrze znany bydgoszczanom element miejskiego krajobrazu. Tak czy inaczej, póki co, gdy przekroczyłem bramy Fotonu i na chwilę zapomniałem o współczesnych samochodach, szyldach różnego rodzaju firm i głośnej muzyce gitarowej, która dobiegała z pobliskiej salki prób amatorów mocnych brzmień, poczułem się prawie jak w Zonie. Na szczęście przedstawiciele lokalnej fauny w postaci trzech zaciekawionych moją wizytą kotów, nie zdradzali jakichkolwiek oznak silnego oddziaływania niebezpiecznych środków chemicznych, które znajdowały się kiedyś na tym obszarze. Dlatego odrobinkę podniecony tym co napotkam podczas eskapady, a przy tym ośmielony obecnością sympatycznego kompana uzbrojonego również w aparat, weszliśmy do środka? fot(o)on 01 To właśnie ten budynek stanowił główny cel naszych odwiedzin tego zakładu widma. Osiem pięter, jeśli zawierzyć widocznym jeszcze oznaczeniom wymalowanym na klatkach schodowych i bardzo nietypowa droga ewakuacyjna? fot(o)on 02 ? w postaci balkonów wyposażonych w drabiny. Muszę w tym miejscu dodać, że większość drzwi, które widzieliśmy w budynku była niesamowicie wręcz masywna. Być może takie była wymogi bezpieczeństwa, ale osobiście wolę wierzyć, że ich zadaniem było raczej skrywanie wielkich tajemnic. fot(o)on 03 Wnętrza prócz obdrapanych ścian, z których całymi fragmentami odpadała zmurszała farba skrywały również stare zbiorniki lub zalane pomieszczenia techniczne. fot(o)on 04 Tutaj mój towarzysz po nastąpieniu na element wyposażenia samochodu przypominający fotel, z soczystym mlaśnięciem zamoczył sobie nieprzygotowane na takie warunki obuwie. fot(o)on 05 Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy wyłącznie gośćmi, a obiekt jest zamieszkały przez pozbawionych własnego domu ludzi. Stąd właśnie widoczne krzesła, a w niektórych miejscach nawet specjalnie wydzielone miejsca do palenia ognisk. fot(o)on 06 Kiedy zauważyliśmy to siedzisko, początkowo było ono ustawione zaraz naprzeciwko zepsutego włącznika światła. Nie wiem dlaczego, ale osoba wpatrująca się godzinami w jeden, zawieszony na ścianie punkt przypomniała mi scenę z filmu grozy? fot(o)on 07 Nie, to nie jest ta wspomniana powyżej scena. fot(o)on 08 Gdy dotarliśmy na ostatnie piętro byliśmy zaskoczeni całkowicie niezniszczoną instalacją elektryczną, która wraz z nieprzyjemnych, świdrującym dźwiękiem przypomniała nam, że tuż na naszymi głowami znajdują się na przykład takie anteny. fot(o)on 09 Po opuszczeniu najwyższego budynku zatrzymaliśmy się zarówno przy takim oto kominie? fot(o)on 10 ?jak i drabinie prowadzącej na dach magazynu, w którym odbywała się właśnie próba kapeli. Było naprawdę głośno, ale dla ucha przyjemnie. fot(o)on 11 Nawet fotograf potrzebuję odpoczynku, co widać na załączonym obrazku. fot(o)on 12 Ciekawostka. Wśród zabudowań tego reliktu dawnego przemysłu, jeden z garaży wynajmuje człowiek zajmujący się odrestaurowywaniem starych samochodów. Prawda, że piękny? Na zakończenie z przykrością muszę napisać, że znaczna część zdjęć niestety nie nadaje się do publikacji. Dopiero po powrocie do domu zauważyłem widoczne zabrudzenia, które wkradły się w kadr, co zwyczajnie zepsuło całe mnóstwo zebranego materiału. Mam jednak nadzieję, że to co Wam pokazałem, spodobało się chociaż kilku osobom. Na chwilę obecną to wszystko z mojej strony. Do zobaczenia wkrótce!
-
@Qbuś: Co do tych efektów to jak najbardziej gruba przesada z mojej strony, ale już to, że Bydgoszcz niestety przez lata utraciła prawdziwe piękno to niestety smutna prawda. Duża w tym "zasługa" lokalnych władz, zarówno tych aktualnych jak i tych, które opuściły już władcze stołki. Mam natomiast nadzieję, że niedługo Wyspa Młyńska stanie się miejscem urokliwym i niejako wizytówką miasta. Gdyby tak przywrócić jeszcze fantastyczną secesyjną, a okrutnie zaniedbaną architekturę...
-
@Castiel: Efekty specjalne i tona komputerowego makijażu i nawet Bydgoszcz może być piękna. Poza tym osobiście uważam, że tak zwana Brzydgoszcz nie odstrasza wyłącznie nocą, odpowiednio oczywiście oświetlona. Rzekłem.
-
Gość w dom, Bóg... za drzwi, bo to sami ateiści przyszli.
