Skocz do zawartości

theconverse

Forumowicze
  • Zawartość

    867
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez theconverse

  1. To nie chochlik, to miniony Asgarotha. Już poprawiłem. Dzięki.
  2. Jedno oko nie widzi rewolucji, drugie nie widzi ewolucji. Dobrze, że mam jeszcze okulary. Głosowanie. Jedno słowo, które w naszym urokliwym kraju ma tyle znaczeń na ile akurat jesteśmy w stanie sobie pozwolić mając całkiem obszerny portfel lub jeszcze bardziej opasły neseser. Ale może jednak nie mieszajmy do tego polityki, bo to nikomu na zdrowie jeszcze nie wyszło. Powróćmy zatem do zabawy konkursowej zwanej w niektórych kręgach ?Wszyscy to szuje, nikt na mnie dobrze nie głosuje?. Dobrze byłoby zacząć od słów kilku zwanych wyjaśnieniem lub też wytłumaczeniem. Zależnie od tego, czy ktoś pragnie być oświeconym i zrozumieć, czy też może oświetlonym światłem medialnych fleszy i oskarżać będzie. To ostatnio także bardzo modne w nadwiślańskim państwie na P. Wyjaśniać będę tytuł. Choć miała być rewolucja, prawie wszyscy uczestnicy połknęli ją od razu nie dając nawet zaświecić żaróweczce nad swoimi głowami, zanim ta bardzo szybko i gładko spłynęła przewodami gardłowo-trzewiowymi na? dno. A tłumacząc na coś bardziej przypominającego język potoczny, zrozumiały, no i polski oczywiście, nieliczni tylko odebrali ową rewolucję właśnie jako pretekst do wywołania jakiegoś osobistego przewrotu. Żeby daleko nie szukać. Taki Alex dla przykładu, co w nazwie ma też takiego roślinnego jeża prosto z pustyni i krainy, w której bohater zawsze jedzie w stronę zachodzącego słońca. Że koń ma klapki na oczach to rozumiem. Facet w kapeluszu go z fikuśnych bucików po bokach głaszcze i zwierz pędzi do wielkiego, czerwonego kółka. Ale ów jeździec klapek przecież nie ma. Ustaliliśmy już przed chwilą, że ma fikuśne bambosze. A klapki fikuśne nie są w żadną stronę. To po co do słońca ja się pytam?! Troszkę chyba zboczyłem, to i wracam do tematu. Wspomniany Alex już ostatnio zdradzał symptomy, które charakterystyczne są dla anonimowych piromanów. Kiedyś z uśmiechem na twarzy, gdy ktoś się sma? palił. Dziś od ognia jakby stroni. Ale, żeby do rymu było, swym nowych wcieleniem dobrze się broni. Widać więc, że można cosik nowego wymyślić. Inna mała rewolucja przytrafiła się w półświatku komiksowych historii konkursowych. Do tej pory było już kilka osób, które chętnie odnajdywały się właśnie w tej formie, w tym również i sam autor tego bloga, czyli ja, czyli theconverse, czyli? Przerwa! Zapętlił się. Dajcie mu chwilę? No i ten BAMsE wymyślił sobie, że i On komiksy tworzyć może. A ja mówię śmiało. Niech się dzieje coś ciekawego na tym zdjęciowym poletku. Praca moim zdaniem całkiem przyjemna w odbiorze. Choć ostatnia scena prawie jak w horrorze. Cholera. Co mi się te rymy włączają? Ale chyba każdy już wie, dlaczego typowej rewolucji to ja tutaj nie widzę. Kilka przypadków to przecież nie rewolucja. To teraz będzie o ewolucji. Co takiego oznacza to pojęcie wyjaśniać nie będę, bo i chyba nie muszę. Ważne jest, dlaczego również ewolucji nie mogłem się doszukać podczas głosowania. Toć nie trzeba mieć oka wypukłego na metr, by patrząc na monitor nie zahaczyć o jakieś zarzuty lub inne żale. Wystarczyło tylko, że rzuciłem okiem w stronę komentarzy i? usłyszałem ciche mlaśnięcie spływającego po ekranie aparatu percepcji wzrokowo-wrażeniowej. Kiedy oko wróciło na swoje miejsce, poinformowało mnie, że bzyk36 zwęszył oszustwo. Nie pierwsze i nie ostatnie również w tematach związanych z konkursami niestety. W tym przypadku sprawa została jednak możliwie szybko wyjaśniona. Dużo ciekawiej wypadł na tle domniemanego oszustwa sv3n. Ujmę to możliwie łagodnie, bo nie ja zadecydowałem o niedopuszczeniu Twojej pracy do głosowania. Nie będę oceniał ani artyzmu, ani też techniki. Ale na jedno muszę zwrócić uwagę. Zainteresowany co też się takiego stało, że zdjęcie to nie przeszło pozytywnie redakcyjnej weryfikacji, szybko postanowiłem rzucić drugim okiem w jego stronę. No i wyglądam teraz jak Mckov, znaczy oka nie mam. Takich rzeczy się nie robi! Ja tu delikatnie chciałem organem pomiziać po zdjęciu, a ono tak bez ostrzeżenia wali do mnie z rozdzielczości tak wielkiej, że wszystkie moje kompleksy wyglądały przy niej jak kompleksiki. A dodać trzeba, że w swoim posiadaniu mam chociażby kompleks mieszkaniowy i parkowo-rekreacyjny. No i z jednym okiem to ja naprawdę nie mogę widzieć ewolucji. No nie da się. Jak się pewnie domyślacie to właśnie w tym momencie zaczynam się rozkręcać, a wena wzięła mnie w swe delikatne ramiona. No i co tak pobledliście? Niech będzie, tym razem Wam odpuszczę. Będą przecież jeszcze inne okazje by przytłoczyć czytelników potokiem słów. Potok? Kojarzy mi się to z laniem wody. A Wam? Ale ta woda była specjalnie filtrowana i poddana szczegółowej analizie. Zawiera tylko odpowiednie składniki, dzięki którym Wasze rodziny? STOP! Za więcej nie zapłacili, przerywamy reklamę. Jeśli w tym momencie wydaje się Wam, że z powyższego tekstu nic konkretnego nie wynika to? Czego Wy się spodziewaliście po facecie, który malował ziemniaki i stawiał nagrobki we własnym ogrodzie?! No właśnie. A jutro napiszę o tym co mi się podoba, a co chętnie spuściłbym z głośnym hukiem będąc w pewnym szczególnym miejscu odosobnienia. Opowiem więc jak głosowałem i dlaczego właśnie tak.
  3. Mam już pewien zamysł w głowie, ale że akurat w przeciągu zasiadam to wszystko jest możliwe. Wszystko to zacznie nabierać jakiegoś rozsądnego kształtu po tygodniu wpisów. Jutro zaczyna się głosowanie, więc jest to już jakiś pretekst, żeby kilka zdań popełnić. We wtoreki najczęściej sam głosuję i wtedy podaję moje typy, a środa to ogłoszenie wyników. Mniej więcej tak będzie wyglądać schemat moich wpisów. Ale jak to mówią, w praniu wszystko wyjdzie. Chyba, że ktoś ma twardą wodę. Wtedy to wszystko dostanie w pralce w łeb i już nigdzie nie wylezie.
  4. Nie wierzę, że ktoś jeszcze nie wpadł na pomysł opisywania konkursów. Toć tam by się jakiś socjolog przydał, żeby to ogaranąć. Ale jeśli będę pierwszy to powodzenie faktycznie się przyda. A słowo geneza ostatnimi czasy jakieś modne się stało. Ale nie dlatego właśnie jego użyłem. Bardziej by pokazać pewną absurdalność wynikającą z jego nadużywania właśnie. Co nie zmienia faktu, że całkiem przyjemnie ono brzmi.
  5. No i stało się. Po raz pierwszy w swoim dwudziestokilkuletnim życiu stworzyłem bloga. Chciałoby się rzec, że za moich czasów to takich wynalazków nie było, ale cóż to za argument, kiedy ja nigdy nawet najzwyklejszego papierowego dziennika nie prowadziłem. Skąd więc mnie naszła taka myśl szalona, by właśnie teraz to uczynić? Jedni powiedzą, że to modne, że tak trzeba, że to trwoga jak bez bloga... Zapędziłem się. A powód jest dość prozaiczny. Choć wymaga osobnego akapitu. Jest akapit, następny nawet, więc spieszę z wytłumaczeniem się z owego bloga utworzenia. Jako, że od pewnego czasu studiuję, a Ci którym to się również przytrafiło wiedzą doskonale, że czasem z przypadku, niekiedy dobrowolnie, przypada nam w udziale przedmiot szumnie zwany technologią informacyjną. Nie, nie studiuję informatyki. Rzekłbym, że jestem bardzo daleki od tego. Ale to już temat na osobny wątek, tak więc wracam do meritum blogowej genezy. Przedmiot ten udało mi się jakiś czas temu szczęśliwie zaliczyć, a nawet o nim zapomnieć. Ale wymyśliłem sobie drugi kierunek studiów, więc i tam przedmiot ten się pojawił. Na szczęście istnieje możliwość przepisania ocen, z której to oczywiście skorzystałem i mogłem powrócić do swojego słodkiego zapomnienia. Nie do końca... Podczas minionych wakacji napadła mnie jakże błyskotliwa myśl, by od października rozpocząć studia na zupełnie nowym kierunku. Tak, wiem... Nie musicie tak dziwnie na mnie patrzyć. Za to możecie z łatwością odgadnąć, że po raz trzeci wpadliśmy na siebie z nieszczęsną "informatyką". No to co? No to wykaz ocen z lat wcześniejszych w dłoń i szybka wycieczka do Pana Prowadzącego, co by mi wpis potraktował z Ctrl+C, a zaraz po tym jeszcze z Ctrl+V. Ale prrr szalony! Mgr Komputer miał pewne zastrzeżenia. Żeby przepisać mi ocenę, muszę wykazać się niebywałą umiejętnością prowadzenia web loga... Tutaj malutkie trybiki w mej rozczochranej łepetynie poczęły się niespiesznie obracać, a gdy osiągnęły już pewien optymalny poziom działania, moje myśli uciekły w kierunku CD-ACTION. Zdarzyło się bowiem, że od pewnego czasu (niech będzie, że od dziesięciu lat) jestem czytelnikiem tego pisma, a od niedawna także uczestnikiem WWWeekendowych Konkursów. Czemu by więc nie pisać o tych cyklicznych zabawach organizowanych na stronach internetowych ulubionego magazynu. Dodać jeszcze muszę, że cenię sobie, gdy wszystko jest odpowiednio poukładane, dlatego i moje wpisy chciałbym załączać według pewnego przyjętego przed momentem schematu. A ten ujawni się najwcześniej za tydzień. Najlepiej by było, gdybym rozpoczął już od piątku, kiedy ogłoszono temat prac konkursowych, ale na to mi niestety czas nie pozwolił. Także blogować będę od jutra, czyli od poniedziałku. Akurat będzie już można głosować na zdjęcia konkursowiczów. W opisie zamieściłem zdanie wskazujące, że nie tylko o konkursach będę pisał. Mam zamiar tego dotrzymać, ale to zweryfikują czas i aktualny poziom mojego lenistwa. Tymczasem tyle ode mnie. Co prawda Mgr Komputer ma oceniać nasze blogi już 9 listopada, ale po terminie tym nie zawieszę działalności. Kończę. Jak na pierwszy wpis taka ilość znaków wydaję mi się i tak przytłaczająca. PS. Niektórych może ucieszy fakt, iż postanowiłem co obszerniejsze komentarze zamieszczane w tematach WWWeekendowych Konkursów przenieść właśnie tutaj. Asgaroth ma teraz pewnie uśmiech od ucha do ucha na twarzy. To taki prezent ode mnie z okazji cmentarnego weekendu.
  6. Chciałem, żeby było poważnie i ambitnie, ale chyba jednak nic z tego nie wyszło. Ale przynajmniej jest niekonwencjonalnie. W mojej ocenie nie stanowię jednak większej konkurencji w tej edycji zabawy, dlatego nadal będę uczestnikiem, a nie tylko obserwatorem. Poza tym Asgaroth tak świetnie się wywiązuje z tej roli. O samym zdjęciu. Nazwałem je Pro Revolution Slaughter. Starałem się za jego pomocą przedstawić cztery możliwe scenariusze, do których przyczyniają się przeróżne rewolucje. W razie wątpliwości, pytajcie, wyjaśnie co i jak. I zapewniam, nie ma w tym magii Szopa Fota. Fot się najadł i teraz smacznie śpi. I już bez przedłużania, oto zdjęcie:
  7. W tym konkursie udział biorę zdecydowanie bardzo późno. Za dużo na głowie i niestety efekt jest raczej mocno średni. Może jednak komuś przypadnie do gustu sam pomysł. Tak czy inaczej zabawa musi trwać, więc bawmy się! Oto więc moja praca, która nazwałem Abra Macabra. Ani trochę to odkrywcze, ale nie tytuł się liczy w tym komiksie, a postać maga. A wygląda ten mag właśnie tak: Jak sami widzicie tym razem nie udało mi się nawet porządnie napisów ustawić. Ale na swoją obronę mogę dodać, że wszystko robiłem sam. A uwierzcie, że nie jest wcale tak łatwo zrobić zdjęcie i w tym samym momencie wteleportować się w ścianę. Czekam zatem na komentarze z Waszej strony. PS. Ze smutkiem stwierdzam, że Alex bardzo mnie swoim zdjęciem zawiódł... Oczywistym było, że sporo osób pokaże magiczne pociski lub kule ognia. To norma w tym naszym magowym fachu. Alex natomiast, jako naczelny piroman winien pokazać nam coś specjalnego. Osobiście liczyłem przynajmniej na ognistą burzę. A zamiast tego jakiś brodacz z lampą na patyku.
  8. Koleżanki i koledzy konkursowicze, przyznaję bez bicia, że tym razem było ciężko. Może to temat, może brak inwencji. Ale dość o tym! Czas pokazać moje małe dziełko, które zatytułowałem In The Sewers. Nie wiem czy akurat taka forma spełnia wymagania aktualnego konkursu, ale co tam, trzeba próbować. Tyle tytułem wstępu. Później się pewnie jeszcze rozpiszę. Jak zwykle. Oczywiście czekam na liczne komentarze i wilele pytań, na które z miłą chęcią odpowiem.
  9. Czas na powrót ziemniaków! No dobra, żartuję tylko. Obiecałem, że jedynym wspólnym elementem pracy ostatniej i tej poniżej będzie ogród. Słowa dotrzymuję. Różne bywają ogrody, mój jest taki... Bez zbędnego przedłużania. Oto przed Wami Little Red Riding Hood - A True Story. Gdyby pojawiły się zarzuty dotyczące Photoshopa, no coż, widać nie macie co robić z własnym czasem.
  10. A to ja cosik dodam, ale tak bardzo pozakonkursowo. Zdjęcie zrobione kilka lat temu, ale podobieństwo do Czerwonego Kapturka jest wręcz uderzające, prawda?
  11. Dzięki za miłe słowa. A walka z Homerusem to dla mnie czysta przyjemność. Wyobraź to sobie, Żółwie vs Ziemniaki.
  12. A teraz coś ode mnie. Ninja jakiego jeszcze nie znacie. Przed Wami Ninja Garden - Potato Edition. I pamiętajcie: There is always one potato hiding in a shadow.
  13. Nie, żebym się czepiał, ale czy ten Anioł mógłby się również postarać o słownik ortograficzny dla Ciebie? Popraw błędy i będzie spoko, bo tak to w oczy strasznie razi.
  14. W takim wypadku trudno. Ważne, że ja się dobrze bawiłem podczas realizacji tej pracy, a Ci którzy będą chcieli ją zobaczyć, rzucą okiem na forum.
  15. Dziś dość nietypowo, bo zamiast jednego zdjęcia mam cały komiks. Mam nadzieję, że nie będzie to powodem do odrzucenia mojej pracy. Poszczególne kadry zostały oczywiście delikatnie poprawione poprzez ustawienia kontrastu i nasycenia. Same zdjęcia wykonane były w czerni i bieli, zaś dymki wydrukowane i wkomponowane własnoręcznie w scenografię. Tyle ode mnie, a teraz "zdjęcie" konkursowe, czyli Angel: Origin. Po radzie Homerusa zamieszczam drugą wersję mojego komiksu. Dajcie znać, który według Was jest bardziej czytelny.
  16. A oto McSymalna Rozpierducha w moim wydaniu. Bo rozpierducha to nie zawsze jak, to czasem też gdzie. Enjoy! I jeszcze mały bonus - ulica, która po zdewastowaniu zakorkowała pół miasta.
  17. Podobieństwo uderzające, lecz jest jedno ale... Giwera Slipknota 20 to ewidentnie jednostrzałowiec, a Twój gun Senshin to praktycznie dwururka.
  18. A oto moje zdjęcie konkursowe. Przed Wami T-TYSIONC, czyli teściowa wielozadaniowa. To ogólnie kochana kobiecina jest, a do tego sprząta i gotuje. Zaś w każdej wolnej chwili wałkuje odwieczny problem najeźdzców z kosmosu.
  19. Nie wszyscy z nas mogą się pochwalić przodkami szlachetnymi, czy też prawymi i o dobrym sercu. Korzenie mojej rodziny mają swoją mroczną stronę w postaci Kuby Rozpruwacza, znanego szerszej publiczności jako Jack the Ripper.
  20. Czołem! Jako, że to mój pierwszy konkurs, w którym biorę udział, bądźcie wyrozumiali. Otóż brama chaosu w moim przypadku objawiła się całkiem blisko, bo w drzwiach mojego pokoju. A co tam widziałem... Wystarczy, że rzucicie okiem tylko na tę jedną gębę, która chaos ma wręcz wypisany na twarzy. A jako mały bonus, już pozakonkursowo, brama chaosu, w którą niespodziewanie wpadł mój kolega z roku. Gdzie dziś przebywa... Tego nie wie nikt.
×
×
  • Utwórz nowe...