-
Zawartość
867 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez theconverse
-
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? głosujemy!
wpis na blogu dodał theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Ten wpis jest zdecydowanie ostatni? Poważnie. I cóż ja biedny theconverse mogę Wam powiedzieć? To faktycznie ostatni wpis na mym blogu. Oczy Was nie mylą, ekran nie oszukuje. Chyba, że podczas niedawnej jeszcze kolacji przytrafiło się Wam połknięcie starego jaja. Ale musiało ono być nieprzeciętnie zielone, zdumiewająco obślizgłe i pachniało tak, że? w sumie to zmysł węchu stracił na jakiejkolwiek wiarygodności w styczności z takim daniem. Jedno jest pewne. Po tak wyśmienitym posiłku, dostępne stają się wszystkie opcje z szerokiej palety majaków papy Morgany. Kim był ów papa? Tego nie wiem. Ale jak głoszą legendy, Morgana była potężną czarodziejką, więc pewnie i tatuś jakieś zdolności do czynienia magii posiadał. Coś na ten temat wie najpewniej Kanapeczka, który obsesyjnie wręcz dopytywał się o to, czy aktualny konkurs jest aby tym ostatnim. W imieniu swoim, acz mój tresowany karaluch Belzepup twierdzi, iż to głównie jego zdanie, wyjawię Wam sekret. Otóż każda następna zabawa w weekendowe fotografowanie będzie najpewniej i ostatnią, dopóki nie wyprze jej kolejna. Zwięzłe przekazywanie komunikatów, które potrafiłby zrozumieć ktokolwiek oprócz mnie, nie zostało do tej pory dopisane do mojej karty postaci. Trzeba jednak oddać panu z bułką w obrazku, że rzeczywistość bez weekendowych zmagań byłaby dalece bardziej nudna i szara... O głosowaniu i o pracach powinienem jednak pisać, więc słów kilka o tych właśnie. Przyznać muszę, że ilość zdjęć tym razem mnie solidnie zaskoczyła. Ale co ważniejsze, wiele z nich prezentuje naprawdę wysoki poziom. Nigdy chyba jeszcze przewijanie wyświetlanej strony nie sprawiało mi takiej frajdy, jak niegdyś przejażdżki windą w wieżowcu. Mimo to, niezależnie ile by prac lub pięter nie było, gdy znajdę się już na samym dole, jedno tylko mogę powiedzieć: ?Panowie, ja wysiadam.? Tutaj niespodzianek raczej nie ma. Prócz jednej może. Jak trochę już na tym świecie lat żyję, nic mnie tak jeszcze nie zszokowało, czy może raczej "zszogowało", jak zdjęcie osoby o pseudonimie MrShog. Bo wysiadam z tego nieszczęsnego dźwigu osobowego, a tam ? wielkie nieba ? włochate jajo! Cieszy mnie również to, że przybywa nam debiutantów. Lekki powiem świeżości w tym siarkowym zaduchu smoczej jamy jest zdecydowanie mile widziany. Na koniec jeszcze o napisach, których znaczenie dla kilku zdjęć wydaje się przeogromne. I by smoka ubić, rycerz konny musi przyodziać zbroję, w prawicy dzierżyć pewnie lance i zaszarżować w kierunku potwora. Ale lance powiadam, a nie patyk lub inną wykałaczkę. Rozumiem, że zdjęcia przed dopuszczeniem do głosowania muszą być odpowiednio sformatowane i w wyniku takiego zabiegu, czytelne do tej pory literki stają się zmorą nawet dla wyposażonych w mikroskop badaczy. Najwyższa więc pora, by pożegnać się z historyjkami w obrazkach i następne dzieła prezentować już w mniej wyszukanej formie. Już kiedyś wspominałem, że jeśli ktoś autora nie rozumie, to najpewniej zaczął on bełkotać. U mnie pojawiły się więc pierwsze objawy takiego stanu rzeczy. Ale nie martwię się tym zbyt usilnie, bo oto bloodstain zaprezentował symptomy już zdecydowanie ostateczne i niepodważalne tego zjawiska. Aż oczy puchną można powiedzieć. PS. Pewności nie mam, czy xswistaqx zapytał o to z powagą w głosie, ale i tak Jego: ?Alexkaktus - ty jesteś jakimś piromanem? Ciągle ogień i ogień.? jest tak przezabawne, że musi się znaleźć na specjalnej liście zjawisk według reguły theconverse?a. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? przemyślenia
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Gdyby nie było wglądu, strasznie panoszyłyby się później wszelkie oszukańcze prace. A usunięcie ich z głosowania to większy problem niż nie dopuszczenie ich do niego. Ale masz rację, tłoczno będzie. I dlatego wystawiając odpowiednie noty będzie trzeba jaja od jaj oddzielić. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? przemyślenia
wpis na blogu dodał theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Smoku, a ty masz jaja? Mam ? odparł dumny potwór i pokazał? Wśród prawideł tyczących się szczęśliwych czasów dzieciństwa jest również takie, by malcom bajania dawkować z umiarem i wielką ostrożnością. I jeśli opowieść potężnego skrzydlatego gada przywołuje, na scenie pojawić się musi także dzielny woj miecz swój dzierżący, by podłą bestię ubić i zniewoloną królewnę oswobodzić. Tyle w teorii. Wystarczy bowiem dzieciakom powiedzieć, że w starej krainie żył smok ogniem buchający, to rycerza w dzikim pędzie stratują, że biedak dzień swój zakończy w kolejce u blacharza, a szybko zapomniana królewska córka najpewniej umrze ze starości w swojej wieży. Smoka trzeba przecież za uszy wytarmosić, wspiąć się na jego grzbiet i poszybować ponad puchate chmury. Tak legendy odbijają się w roziskrzonych jeszcze oczach najmłodszych. I tyle na temat dziecięcej fantazji. Bo tej i uczestnikom nie zabrakło, gdy trzeba było wejść między jaja i tak jak one robić wtedy to, czym się te krągłe skorupki najczęściej zajmują. Jajo klasyczne, takie z tradycjonalistycznym zacięciem, najczęściej kojarzone chce być z poczciwą kwoką. Niczym szczególnym się więc nie wyróżnia, za wyjątkiem pewnego drobiazgu. Stroić się lubi, oj bardzo nawet. Istna parada pisanek można powiedzieć. Jajka z wyższych sfer, co więcej po drogocenne klejnoty i inną biżuterię sięgały. Ale głupcem jest ten, kto pomyślał, iż taki makijaż prosto z grzędy lub pospolite błyskotki sprawią, że z jaja kurzego w smocze się przemienią. Wspomniałem o kamieniach, w domyśle szlachetnych. Ale i zwyczajnych kamulców z pola naniesionych kilka znaleźć można było. I tutaj sztuczka z nałożeniem barwników wszelakich była popularna. Znalazło się nawet jajo zdecydowanie na twardo. Ktoś nam się chyba na jakiegoś pancernika zapatrzył. Wtem pojawił się kulawy, zgarbiony i niezbyt przy tym urodziwy Dratewka (bo wiedzieć Wam trzeba, że legendy to do siebie mają, że w kwestii wyglądu bohaterów często robią nas w bambuko) i wycedził przez losowo umiejscowione uzębienie: "Panowie, z tymi jajami to jakaś siara!" Gdy mówić skończył, szewczyk zatoczył się w kierunku pobliskiego winopoju i zniknął za kulisami kończąc tym samym tak potrzebny na zebranie myśli przerywnik. Paląca sprawa z tymi podpaleniami wśród nienarodzonego drobiu, prawda? Odkąd ogień nieodłącznie na myśl przywodzi pewnego kaktusa, rozpleniło nam się wśród konkursowiczów przekonanie, że zapałki plus cokolwiek równa się sukces. Zapamiętajcie jednak, że tylko Alex wie i potrafi odpowiednio chwycić zapałkę, by z jej pomocą zapewnić nam mrożący krew w żyłach i wodę w lodówkach pokaz. Ale nie jest przecież tak źle, jakby z tekstu tego wynikało. Po pełnym uwagi wglądzie w forumowe harce, mam co prawda skwaszoną minę, ale to przez pewną cytrynę, a nie jakoś przedstawionych prac. Przed nami jeszcze noc cała, więc komu śmiałości nie brak, niech wzorem smoka, pokaże nam jaja? Czy jakoś tak. -
Chętnie bym Waszmość do takiej kompaniji wstąpił, acz pisarczyka funkcyja zobowiązań mi na kark jarzmo złożyła przy wyborze mym świadomym i woli Boga Ojca sprzyjaniu. Także podziękował, acz uciech wszelakich życzyć mi wypada pozostałym ze szlacheckiej braci!
-
Będę musiał wybierać pomiędzy CBA a CDA? No nie wiem...
-
Ja też, że ktoś tyle tekstu przeczytał. Ale dziękuję bardzo!
-
Szósty dzień tygodnia jeszcze kilka lat temu nieodłącznie kojarzył mi się z wczesnym wstawaniem, gargantuicznym wręcz talerzem przysypanym barwnymi kanapkami i sokiem w kartoniku, który to wytwór przemysłu papierniczego* zazwyczaj forsowany był w jedyny i niepowtarzalny sposób, bo za pomocą ołówka. Niekoniecznie dobrze zaostrzonego trzeba dodać. I kiedy BAMsE notuje teraz co trudniejsze słowa, ja na Waszych oczach wyprowadzę wspólny mianownik dla wymienionych przed chwilą elementów. A był nim zupełnie inny świat, do którego można się było dostać wyłącznie za pomocą drzwi zwanych wyobraźnią. Tak naprawdę takich światów były tysiące. W jednym z nich usłyszałem kiedyś słowa, którymi zatytułowałem ten wpis. Ich autorem był pewien najemny zbir. Mówili na niego First, bo ponoć zawsze pierwszy dawał w mordę. W dowód osobisty mu nie zaglądałem, ale przedstawił się jako Deekeon Robinson. Zawsze myślałem, że to imię zapisuje się troszkę inaczej, ale zabrakło mi śmiałości by go o to zapytać. Tam gdzie go spotkałem i tak mało kto potrafił czytać i pisać. Za to praktycznie każdy był skarbnicą ludowych mądrości. No i zawsze, ale to naprawdę za każdym razem witali mnie słowami: "Howdy, stranger!" Taki to już urok podróżowania przez pustkowia? Ale o tym wiedzą tylko nieliczni, którym dane było poznać magię drzemiącą w papierowych grach fabularnych. Tylko tutaj wyświetlana grafika była zależna od tego, co kto miał w głowię, a nie ile miał w portfelu i na jaką kartę graficzną mógł sobie pozwolić. I ten niezapomniany do teraz dźwięk turlających się po stole kości dwudziestościennych. "Trwaj chwilo, jesteś piękna" chciałoby się zakrzyczeć. Dwa takie fragmenty z przeszłości udało mi się dzisiaj odnaleźć wśród delikatnie już przykurzonych zapisków zapalonego niegdyś gracza. Każdy z nich stanowi wstęp do czegoś na wzór przygody. Są to bardzo krótkie opowiadania, które pozwalały lepiej ?wejść w skórę? odgrywanych postaci, którym przyszło zmagać się z rzeczywistością zniszczoną przez nuklearny konflikt. Zapraszam Was zatem do świata, gdzie wyniszczona wojną z inteligentnymi maszynami ludzkość stanęła nad przepaścią i tylko od nas graczy zależało, czy odnajdzie w sobie siłę by odwrócić się na pięcie, dobyć zawsze wiernego Colta M1911 i wpakować cały magazynek blaszanej paskudzie prosto w pysk. Przyjemnej lektury! * kartonik, nie sok UTOPIA Każdy kiedyś słyszał o Utopii, niewielkiej mieścinie, która zniknęła z mapy świata. Sam będąc jeszcze szkrabem, pamiętam jak dziadek opowiadał mi historię o tym tajemniczym miejscu. Miasteczko to tak naprawdę nigdy nie istniało. Było zakątkiem naszej wyobraźni, miejscem do którego klucz mieli tylko wybrani? lub szaleńcy. Wielu próbowało ją znaleźć, bo ponoć kto tam dotarł, napotykał niesamowite bogactwo. Mówiono o skarbach, przy których Fort Knox to drobniaki, które można wydać na kawę z automatu. Zawsze chciałem tam trafić nawet za cenę szaleństwa. Nigdy jednak nie potrafiłem. Teraz pozostało mi tylko szaleństwo i moja mała, miękka cela. Choć bywają piękne, szmaragdowe burze piaskowe są bardzo śmiertelne. Nazwano je tak, gdyż niebo o tej porze roku nabiera szmaragdowej barwy, a piaski pustyni w zatknięciu z błyskawicami pozostawiają po sobie małe kamienie w kolorze soczystej zieleni. Na własne nieszczęście trafiliśmy w sam środek takiej burzy. Zielone piekło jakie rozwarło się nad naszymi umęczonymi głowami zmusiło do ślepego brnięcia przed siebie, byle schronić się przed tym co miało dopiero nadejść. A dziać się miało wiele. Na początku wiatr stawia piaskowe ściany, a deszcz tnący wszystko na swej drodze, skażony i kwaśny, potrafi na trwałe uszkodzić wzrok. Później piasek zamyka się nad człowiekiem, tworząc ciasny, głośny pokój. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje. Mówią, że to wpływ promieniowania, anomalie pogodowe. Inni wspominają o ponurym żarcie tych na górze. O zabawie w trzy kubki, gdzie kubkami są piaskowe pudełka, a szukanym przedmiotem tkwiący w nim właśnie ludzie. Ostatecznie każdy traci przytomność. Każdy. Był taki, mówili mu Blady Bob, co naszprycował się lekami pobudzającymi i wszedł do piaskowego pokoju. Myślał, że sobie poradzi. Następnego dnia znaleźliśmy go w kawałkach. Nie wytrzymał biedak napięcia. Ale jeśli tylko masz szczęście, trafisz przed bramę. Nie, nie tę. I nie stoi tam żaden cholerny św. Piotr. Bramę Utopii. Ponoć jest piękna. Cała skrzy się od złotych wykończeń. Ta jednak była zwyczajnie zardzewiała. Dookoła zaś rozchodził się wysoki na kilkanaście metrów mur. Burza nadal szalała, choć tutaj była jakby troszkę spokojniejsza. Nagle rozległ się krzyk. Ktoś wołał z góry? EMPTY GROUND Part 1: three of them Chapter 1: Sense Po długiej i męczącej drodze, gdy chłodnica dodge?a miała już ochotę umrzeć z gorąca, a elektryka działała już tylko w trybie przerywanym, na horyzoncie ukazał się zarys małego miasteczka. Budynki choć słabo widoczne, zdecydowanie wyrastały ponad ogromną chmurę chemikaliów wypluwanych raz za razem przez piętrzące się kominy. To na pewno było miasteczko przemysłowe, a okropny odór było czuć już z kilku kilometrów. Nieustannie wypychane do atmosfery gazy już nie tylko przesłaniały całe miasto, co bardziej płonęły najgorętszym ogniem jaki wykrzesać mógł tylko Moloch. Chapter 2: El Sekatore A paliwa miało starczyć przynajmniej do Toledo! Już nigdy nie uwierzę ludziom pustyni. Nigdy! O, jakieś światła na horyzoncie. Zdecydowanie muszę się tam dostać. Ale dlaczego te płomienie mają kilkanaście metrów wysokości, a ja czuję jakby mi się gotowała krew?! Pieprzone upały! Chapter 3: Nick Parkins Dwieście gambli za głowę jakiegoś zawszonego mutka? Czemu nie. Połowa teraz, połowa po robocie. W końcu to tylko jeden ścierwojad i do tego lekko przygłupi. Zróbię co trzeba w tym mieście, a za trzy dni będzie na mnie czekał transport do Detroit. Jesteś już martwy, mutancie! Part 2: souvenirs from the journey Chapter 1: meet my friends Jeśli tak dłużej pójdzie, to zostawię tu na chodniku moje płuca. Ten dym zaraz przeżre mi gardło. No i jeszcze te dziwne dźwięki. Co to ma być?! Ktoś próbuje kosić asfalt, czy co? No i albo ten cały smród rzucił mi się na oczy albo kogoś w tej gównianej mgle widziałem. Gdzie tu jest pieprzona klimatyzacja?! Zostawmy jednak ten hałas i dym w spokoju. Tu na pewno ktoś jest. Czuję to. Cały czas się na mnie patrzy. Dlaczego to miasteczko musi być jedyną drogą do Detroit? Chapter 2: how nice Miasto wygląda na nienaruszone przez wojnę. Domy jak stały, tak stoją. Nawet drogi są całe. No może oprócz tych kilku wyrw, no ale każdemu może się zdarzyć małe trzęsienie ziemi. Miasto jest całe?! Przecież tu nie widać nic na więcej niż dwadzieścia metrów! Ale przynajmniej dawni mieszkańcy byli chętni zostawić nam swoje sprzęty. Ten samochód troszkę się odkurzy i będzie jak nowy. Aaa! Parzy! Przeklęty grill, a nie miasteczko! Chapter 3: world of darkness Czy ja wariuję, czy słyszę dzieci? Wyraźnie słyszę te ciche głosiki. Tu musi ktoś być. I cały czas ktoś patrzy. Czuję się jak jakaś zwierzyna łowna. Czekać tylko jak ktoś mi lufę w tyłek wepchnie. Dźwięk ciężarówki! Głośny warkot starego trucka. Znam ten warkot! I znam ten zapach! Ciężarówka pełna trupów, która widziałem już na pustyni. To przestaje być zabawne. Cholera! To wcale nie jest zabawne! Co do??! Co to ma być?! Nikt nie będzie zrzucał na mnie zwłok, nikt! Choć tu popaprańcu, dam ci ołowiany prezent.
-
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Ja na tak pospolicie rzuconą rękawicę nawet wzroku nie skieruję... A masz Ty z dzidy! (atak ukradkowy) -
I tak oto dołączam do zabawy z komiksem zatytułowanym: "TOTAL DIZZASTER".
-
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Taki tekst wymaga lepszego przygotowania. Materiały zebrać trzeba, wywiad środowiskowy przeprowadzić. I o kompromitujących faktach nie zapominajmy. Ale pomyślę w wolnej chwili. Tylko zastrzegam, że zacząłbym opisywanie od mojego pierwszego konkursu, nie zaś od jego samych początków. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
"Jeśli zapytasz mnie czy coś potrafię, powiem Ci, że najpewniej tak, choć jeszcze tego nie robiłem." Tylko nie mam pomysłu jak to by wyglądać miało i kto miałby się w takim tekście znaleźć. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Oj, bo mi mysz drgnie w kierunku "usuń". A tymczasem znikam, bo noc długa, ale kilka fotek chcę jeszcze do rana zrobić. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Więc plus dla mnie, że czasem bywam nieludzki. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Poprawione. Twoje miniony znów mi psikusa sprawiły. A z tym przyrównaniem... Google nie ma własnego Stołu Zagłady. -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Taaak? A w którym miejscu? -
WWWeekendowy Konkurs #30 ? Smocze jajo ? zaczynamy!
wpis na blogu dodał theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Trzynastego wszystko zdarzyć się może, Puk, puk ? kto tam? ? CBA ? o mój Boże! Gdy zaledwie przed chwilą przeniosłem zmęczony już wzrok z ekranu monitora na moją niekoniecznie delikatną dłoń spoczywającą na przytłoczonym tym faktem gryzoniu, coś sobie uświadomiłem. Minęło dopiero sześć godzin od momentu rozpoczęcia konkursu ze smoczym jajem, a nasze forumowe CBA odnotowało zaskakujący sukces. Powód to może i do dumy, ale mi jest zwyczajnie przykro. Po raz kolejny niektórzy uczestnicy chcieli nas bowiem zrobić w? jajo. Mimo tak deprymującego początku, jak na zagorzałego optymistę przystało, dostrzegam także wiele pozytywów związanych z weekendowymi zmaganiami. Przede wszystkim zaktualizowano regulamin, który w tej chwili nie powinien generować już tak wielu spornych kwestii dotyczących użycia programów graficznych. To już trzydziesta odsłona konkursu, więc czasy młodzieńczych porywów i braku odpowiedzialności należało zastąpić czytelnymi dla wszystkich zasadami. Teraz tylko tych kilku nieuczciwych konkursowiczów musi do tych zasad dorosnąć. Sam motyw jaja, w tym wypadku spokrewnionego z naszym poczciwym wawelskim stworem, może wydać się na pierwszy rzut oka nieciekawy. Dla tych mniej kreatywnych oczywiście. Nie żadna to przecież sztuka sięgnąć po kurze jajo, aparat fotograficzny i kredki lub farbki, a następnie wykonać zdjęcie. Dlatego zawsze dziwiłem się osobom, które prezentowały swoje dzieła w pierwszej godzinie weekendowych igrzysk fotograficznych. Warto przecież wpierw dokładnie przemyśleć temat, możliwe techniki zaprezentowania swojej wizji i dopiero wtedy skierować obiektyw w odpowiednią stronę. Ale może tylko ja tak robię? Bo nie ukrywam, że zarówno pomysł, jak i większość potrzebnych mi rekwizytów już przygotowałem, ale aparatu nie zamierzam tknąć przynajmniej do jutra. Może noc namaluje w moim sennym umyśle zupełnie nowy obraz smoczego jaja. Na koniec sytuacja prosto z forum, a która muszę przyznać delikatnie mnie rozbawiła. Otóż osoba ukrywająca się pod pseudonimem cvjetnimed ? płci niestety nie jestem w stanie określić ? stwierdziła, że pojawiło się już kilka prac sprzecznych z ustaleniami w sprawie dopuszczalnej obróbki graficznej. Po chwili głos zabrał zaprawiony już w poszukiwaniach tego typu prac agent CBA AsgarothDaFae, który jednak takich zdjęć nie zauważył. Sam nie miałem jeszcze możliwości zweryfikować tej sytuacji, ale do głowy przyszła mi pewna myśl. Jeszcze do niedawna nie miałem pojęcia jak mogłaby brzmieć analogiczna do dyrektywy Mckova i reguły theconverse?a zasada Asgarotha. Teraz już wiem. Brzmi ona właśnie tak: "Asgaroth jest jak Google ? jeśli czegoś nie widzi, to tego nie ma.? I tym mocnym akcentem? -
I coż ja takiego mogę powiedzieć? Ano tyle, że Mckov ma swoją dyrektywę i pytanie Go o zdanie w sprawie zdjęcia to bardzo chybiony pomysł. Do tej pory tak było i chyba za wiele się w tym konkursie nie zmieni. Nie wiem czy istnieje także jakaś zasada Asgarotha, ale i ja mam już swoją regułę. Odnosi się ona co prawda do nietypowych komentarzy lub zachowań i gdybym się bardzo uparł, to pytanie Mckova o zdanie, gdy wiadomo powszechnie, że istnieje dyrektywa Mckova podpada pod regułę theconverse'a. Skomplikowane, ale jak znam życie, to Asgaroth wyjaśni to za pomocą stworzonej przez siebie zasady. A tak na poważnie, to osobiście wypowiadam się tylko w komentarzach w konkursowych tematach lub na blogu. Tutaj nie udzielam się praktycznie wcale, prócz wstawiania zdjeć oczywiście.
-
I znów to różniczkowanie. A jak wyglądają takie zajęcia? Ano tak, że bardzo często braknie sprzętów dla studentów i trzeba obsługiwać klawiaturę i mysz na zmianę. Ale to już chyba specyfika całej naszej edukacji niestety. Generalnie ćwiczenia takie polegają na poznawaniu uroków edytora tekstowego lub arkusza kalkulacyjnego spod znaku jedynej i słusznej marki. Niby słusznie, bo przecież większość i tak nakradła wcześciej produkty tej firmy i teraz nie potrafią się odnaleźć w pracy z czymś innym. Jeśli natomiast nauczyciel stara się przekazać coś więcej, to i tajniki tworzenia stron internetowych, badź bloga właśnie zdradzi. Z doświadczenia wiem, że niestety gros osób spośród studenckiej braci ma tak naprawdę w poważaniu te zajęcia i przychodzą tam byle przedmiot zaliczyć i o nim zapomnieć. Z drugiej strony zdarzyła mi się sytuacja, gdy po wykładzie pani doktor zapytała mnie, czy ten laptop, który miałem ze sobą to służy do notowania i czy przypadkiem nadążam z zapisywaniem... A może ja sale wykładowe pomyliłem?
-
WWWeekendowy Konkurs #29 ? Mutant z Pogranicza ? wyniki
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
W przypadku SunAve pojawiło się kilka kontrowersji. Przede wszystkim poddanie zdjecia obróbce graficznej, do czego sam się przyznał. I stwierdzenie, że praca nie dotyczyła jednak mutanta, o czym sam również pisałem. To właśnie ten drugi powód od początku zadecydował o tym, że nie brałem tego zdjęcia pod uwagę myśląc o zwycięzcach. Natomiast dagabud mnie zwyczajnie nie przekonał, nie trafił w mój gust, nic więcej. Choć jak widać mógł podobać się innym, czego wynikiem była końcowa ocena i wybór Redakcji. Tak naprawdę każde zdjęcie, które zostało wykonane w związku z konkursem, wykonane uczciwie trzeba dodać, zasługuje na sprawiedliwą ocenę. Czasem zdarza się jednak, że jedynka to taka sprawiedliwa ocena. -
WWWeekendowy Konkurs #29 ? Mutant z Pogranicza ? wyniki
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Zobaczymy co przyniesie dzisiajszy już konkurs. Oby ciekawy temat i jak najmniej nieuczciwych zagrywek. A jak to jest z tymi polecanymi blogami? Bo przyznać muszę, że mocno się zdziwiłem widząc tam swoje zapiski. -
WWWeekendowy Konkurs #29 ? Mutant z Pogranicza ? wyniki
wpis na blogu dodał theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
3:4:5 Tak oto zakończył się kolejny konkurs. I działo się, oj działo. Niestety niekoniecznie dobrze. O ile do tej pory zdarzały się już różne sposoby na ?wypracowanie? sobie miejsca na podium, tak tym razem metody te ewidentnie zmutowały i przybrały bardzo zjadliwą formę. Na szczęście dało się już zauważyć pewną reakcję ze strony sił nadzorczych i silnie wierzę, że coś się w temacie naszej wspólnej zabawy zmieni. Może trzeba powołać odpowiednią grupę konkursowiczów o nieskalanej opinii, by Ci w porozumieniu z Redakcją zaprezentowali stosowny regulamin konkursu. Kwestia ta była już poruszana wielokrotnie, ale może dopiero teraz taka inicjatywa zostanie odpowiednio spożytkowana. O wynikach jednak. Gratuluję raz jeszcze. Trzeba przyznać, że walka o pierwsze miejsce była bardzo wyrównana i obie prace wyróżniały się na tle całości zestawienia. Również tym, że ich autorzy nie oszukiwali w tak perfidny sposób jak niektórzy. Albo może inaczej. Nic Im nie udowodniono. Oczywiście żartuję, panowie. I choć w moim prywatnym zestawieniu zwyciężył orzechXIX, to i praca SunAve ciekawie się prezentowała. Ale zaznaczyć muszę, że od początku postrzegałem tę kreację mutanta jako osadzoną poza ramami wyznaczonymi przez towarzyszący zabawie motyw przewodni. Ciężko mi natomiast odnieść się do trzeciego zdjęcia. Zarówno głosy forumowiczów, jak i końcowy wybór Redakcji wskazały właśnie na tę pracę, to dagabud mnie w żaden sposób nie ujął. Pomysł może i nietypowy, co najczęściej chwalę, ale? braknie mi w tym czegoś. Może za mało w tym zwierzu zwierza? Najmniejszych wątpliwości zaś nie mam w związku z wyborem mutanta o wdzięcznym imieniu BAMsE. I On znalazł się w moim rankingu, wiec nic dodawać już nie muszę. I to chyba tyle. Już za kilka godzin poznamy temat najświeższego konkursu i ponownie przyjdzie nam się spotkać zarówno tutaj, jak i oczywiście pośród komentarzy na forum. Także do zobaczenia! PS. Jeśli tytuł wpisu nic Wam nie mówi, tłumaczę. Zazwyczaj zwycięzców mamy tylko trzech, tym razem dołączył ktoś jeszcze. Ostatecznie zaś, orzechXIX liczy się jako dwie osoby. Stąd właśnie 3:4:5. PPS. Spójrzcie trochę do góry. Praktycznie jawnie przyznałem się do użycia PS w tym wpisie. -
Bo niekiedy jest tak, że coś strzeli mi do głowy.
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
A ja o potrzebie dopasowania odpowiednich szkieł korekcyjnych. Toć i ja pod koniec wypowiedzi napisałem "A tak na poważnie". Ale pisz, pisz, chętnie poczytam. -
Bo niekiedy jest tak, że coś strzeli mi do głowy.
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Nie bardzo wiem skąd te słowa o użyciu Photoshopa? Tutaj masti92 nie jesteśmy już ograniczeni takimi ramami, jakie dotyczą nas podczas konkursu, to raz. Sprawa druga, co nazywasz użyciem Photoshopa? Bo akurat zdjęcie zamieszczone powyżej przebywało w bliższym towarzystwie programu graficznego, ale choćby po to by dodać mu ramki i sygnaturkę. Chyba, że podbicie kontrastu to już dla Ciebie ingerencja w zdjęcie. Nic więcej przy tym kadrze robione nie było. Wstyd przyznać, ale do tej pory nie potrafię obsługiwać Szopa Fota. Ale on się ani trochę nie gniewa z tego powodu, zapewniam. A tak na poważnie, miło to czytać. -
Ten bez domu, ten bez marzeń...
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Konkursy chciałem opisywać zakładając tego bloga, ale być może ten tekst nie pozostanie tylko pojedynczym epizodem. Choć nie ukrywam, że bliższe mi jest pisanie z zachowaniem większego dystansu do rzeczywistości, nie tak poważnie jak w tym przypadku. Wszystko zależne jest tak naprawdę od ilości wolnego czasu, a tego zbyt wiele ostatnio nie mam i od aktualnego nastroju oczywiście. -
Bo niekiedy jest tak, że coś strzeli mi do głowy.
wpis blogu skomentował theconverse theconverse w poCONVERSE'ujmy o...
Ja to chyba jestem ostatnią osobą, która by się przejmowała taką sytuacją. Ja tu tylko sprzątam... razem z Misiem Uszatkiem. I teraz pewnie nie wszyscy wiedzą o co chodzi...
