Skocz do zawartości

theconverse

Forumowicze
  • Zawartość

    867
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez theconverse

  1. Wróciłem z takiej małej wyprawy, niekoniecznie fotograficznej, ale aparat jak zwykle mi towarzyszył. Dlatego też kilkoma zdjęciami chciałbym się z Wami podzielić. Oto i one: the warehouse the cobblestones p means police we want to pray a view of trees on the bridge moss on wall the street at night Specjalnie ich nie podpisuję, a tym bardziej nie komentuję, choć mój faworyt zdecydowanie się wyróżnia. Wspomniałem o nim w wątku konkursowym, także szybko odnajdziecie odpowiednie zdjęcie. A teraz życzę dobrej nocy! Sam udam się przygotować do jutrzejszej wyprawy do Zony. Tym razem w większym gronie. Taki mały eksperyment. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Gdybym nie wrócił... No dobra, na pewno wrócę.
  2. Tym razem zostawiłem ją za sobą. Tak mi się przynajmniej wydawało. Od niej nie można uciec? Mija drugi dzień mojej wygnańczej podróży. Zaledwie dwa księżyce przyszło mi witać daleko od rodzinnego domu, a już wiem, że wyprawę tę powinienem nazwać mianem straceńczej. Jakim głupcem byłem myśląc, że mogę się od niej uwolnić. Ona nigdy nie pozostaje w tyle! Nigdy. Zapamiętaj to, bo przyjdzie ci podzielić mój los. A tego na pewno nie będziesz chciał. Powiem to inaczej. Gdy słuchasz tego nagrania, ja? mnie już nie ma? Dlaczego wszyscy tak bardzo chcą wierzyć, że to tylko miejsce? No tak, jeszcze te wszystkie wynaturzone stwory i coś, co większość nazywa anomaliami. Dla mnie to zawsze były skróty. A pewnie! Widzisz jak powietrze faluje na twoich oczach, a nawet na skórze czuć, że to jeszcze jesień, do tego cholernie zimna i mokra. Mowy nie ma, żeby powietrze z gorąca tak pływało po horyzoncie. Wejdź tylko w taką pułapkę mateczki natury to zobaczysz jak ci bebechy na drugą stronę wywróci. A to tylko wtedy, gdy zdążysz szczęście w dłoniach zacisnąć i nie wypuścisz. Inaczej jedyne flaczki jakie będą ci się kojarzyć, to nie te z ciepłego jeszcze gara, a twoje własne. Ciepłe jeszcze, fakt, ale co już do rzeczy przyjemnych nie należy, będą wtedy daleko poza twoim umęczonym ciałem. A jak znam życie to i te niby-psy się przypałętają i resztki w po okolicznym lasku rozwloką. Malowniczy obrazek, prawda? Ktoś już kiedyś coś podobnego namalował. Dwóch braci chyba. Nazwali to o ile mnie pamięć nie myli ?Piknik na skraju drogi?. Teraz już chyba rozumiesz dlaczego to skróty. Na tamten świat tędy właśnie najszybciej. Że to nie konkretne miejsce zrozumiałem dopiero tutaj. Nad ranem musiałem na chwilę opuścić starą halę fabryczną, która służyła mi za schronienie. Jedzenie powoli mi się kończyło, bo i szczególnie nie miałem kiedy spakować większych zapasów. I kiedy głód zaczął być już na tyle dokuczliwy, że łyk czegoś mocniejszego nie pomagał go zagłuszyć, wyruszyłem w teren. Z początku wydawało mi się, że tutejszy obszar to całkowicie martwa strefa. Tego zmutowanego ścierwa nie liczę, to i tak już żywe trupy. Okazało się jednak, że w pobliżu kilku ciepłokrwistych ludzi można jeszcze napotkać. Teraz uważaj. Ludzie są najgorsi z nich wszystkich. Jeśli jakichś zauważysz, odwróć się spokojnie, a później wal przed siebie ile sił w nogach. Tylko uważaj na te przeklęte skróty. Łatwo w nie wpaść jak się biegnie. Mi się udało? wpaść. Ocknąłem się, na moje, jakieś kilka godzin później. Po kolorze nieba to poznałem. Dachu tam nie było, to wyraźnie widziałem ten nienaturalnie szkarłatny kolor. Ale dość o tym! Obudziłem się wśród ludzi. Niby zwyczajni, jak ja, czy ty. A gdzie tam, pozory tylko. Żebym to ja wiedział, co im ona z mózgów zrobiła. Pozabijać by mogli dla byle? jak się to małe plastikowe kółko nazywało, co je kiedyś dla durnej rozrywki robili? Płyta jakaś? Nieważne. Liczyło się to, że dla takiej bzdury by wszystko zrobili. Pech chciał, że miałem przy sobie coś bardzo podobnego. Nie, nie wiem do czego to służy. Ale zawsze można korzystnie sprzedać jakiemuś u swoich, to wziąłem. Ale poczekaj chwilę, jakieś litery na tym były? Mam! ?S.T.A." Reszta rozmazana jakby. Udało mi się ostatecznie uciec. Błąd numer dwa. Tylko mi się tak wydawało. Na powrót siedzę w fabryce i modlę się, żeby mnie nie dopadli. Przyszli za mną, gdy tylko zbiegłem z ich obozowiska. Nawet wysłużona tetetka została u nich. Ale ja pogodziłem się już ze swoim losem. Ciebie chcę przestrzec. Jeśli dotrzesz do tego miejsca i znajdziesz to nagranie, zawróć. Najważniejsze, żebyś przekazał innym, że od Wydarzenia to nie nasze otoczenie się najbardziej zmieniło. Ona jakoś, nie potrafię ci powiedzieć jak, wpływa na ludzkie umysły. Wariują przez nią. Są tutaj! Słyszę ich wyraźnie. Powiedz im, że Zona ponownie zwyciężyła. Niech wiedzą, że nikomu nie uda się wygrać z jej wołaniem, z jej zewem?
  3. Na początek pytanie: A co to za kółko z terenów bydgoskich? Co do samego tekstu, to napisanie go pozwoliło mi jakoś przetrwać męczącą podróż. Zwłaszcza, że od przesiadki zrobiło się dość tłoczno i wyglądało to jak wesoły jarmark zamknięty w dawno niewietrzonym przedziale. Brakło tylko kur i przynajmniej jednej kozy. A dentyści jak zwykle prowadzą politykę strachu. Ogromnie się boimi wizyty u nich, a później do spotkania nie dochodzi. A człowiek obiawia się wówczas dalej i czeka na następną wizytę. To tacy terroryści na usługach NFZ.
  4. Być może kiedyś jak czas pozwoli. Ale pozwól, że odeślę Cię chociaż na chwilę do słownika ortograficznego, bo mi strasznie "chumor" zepsuł Twój komentarz.
  5. Bądźcie pozdrowieni Wy, którzy to czytacie. W dniu dzisiejszym theconverse przemówi do Was za pomocą ?pisma obrazkowego? lub jeśli ktoś sobie życzy zastosowania alternatywnej nomenklatury, ponownie będę gadał o fotografii. Taki oto temat na wpis obmyśliłem sobie gdzieś po drodze między jednym a drugim urojeniem mojego twórczego umysłu. Wybaczcie mi ten nietypowy ton wypowiedzi, ale słowa te piszę zasiadając wygodnie w jednym z przedziałów taboru należącego do moich ulubionych Powolnych Kolei Państwowych. Swoją drogą to chyba jedyny środek transportu, który za pomocą charakterystycznych turbulencji pozwala z taką dokładnością analizować powierzchnie pod kołami, że moja najmniej szlachetna część ciała zyskała na moment świadomość i rzekła: ?Kurczę, potrafię czytać brailem!?. Pomijając ten fakt powiem, że jako człek zdolny do wszelkich zachowań przystosowawczych, tym razem postanowiłem proces adaptacji przenieść na prędkość pociągu. Wynikiem tego jest moje niespieszne wytwarzanie ciekawych pomysłów. Wygląda to tak, że napisać o czymś w interesujący sposób będę potrafił dopiero po weekendzie. Niestety, to tylko pociąg osobowy. Przy odrobinie szczęścia i połączeniu pospiesznym, wybitne pomysły zrodziłyby się już nawet jutro. Zatem albo zaakceptujecie moje odautorskie wynurzenia albo też zaklikacie to okienko i pójdziecie dalej. Nietypowa analogia właśnie została mi podszeptana do ucha. Postawić krzyżyk na oknie przeglądarki. Ładnie, prawda? A teraz, jak już wspominałem, macie wybór. Ciekawość zwyciężyła, niech żyje ciekawość! Teraz kiedy Wasze szeregi zostały mocno przerzedzone i ostała się Was tylko garstka, przejdę do rzeczy, czyli meritum, czyli sedna, czyli? (Dalej matole! Idź po prostu dalej! ? krzyknął ktoś z widowni) Ano tak, dalej. O zdjęciach będzie, ale i o kobietach oraz o pewnym gadzie, który dla znawców tematu może być dla potrzeb tego tekstu nazwany Leonem. Wspomnienia powracają, czyż nie? Jakiż to związek moja mózgownica sprzężona z ocznymi gałami dostrzega pomiędzy niewiastą i kameleonem? Ano taki, że jak powszechnie wiadomo, Leon na drodze ewolucji wykształcił pewien mechanizm zarówno obronny, ale przede wszystkim dający przewagę taktyczną podczas polowania. Na myśli mam jak się słusznie domyślacie, kamuflaż doskonały. No dobrze, aż tak hurraoptymistycznie to może nie jest, bo achievement w znikaniu bez śladu to mają tylko pieniądze z naszych podatków oraz wielki przyjaciel wszystkich Xenomorphów, czyli Predator. Nasz Leoś jest troszkę gorszy, ale nadal pozostaje całkiem skuteczny wtapiając się w otoczenie. A co z kobietami? Przede wszystkim to najmocniej Je przepraszam za ten szowinistyczny i okrutnie niemiły tytuł, ale to właśnie on w dużym stopniu sprawił, że teraz czytacie słowa, które popełniłem zaraz pod nim. Pawie chwalą się barwnym upierzeniem, ja zaś wabię czytelniczki kontrowersyjnym tematem. Ważne, że działa. Wracam teraz do Leona i drogich pań. Otóż damy również używają pewnej odmiany kamuflażu. W pewnym sensie także polują i to nie tylko na modną torebkę przecież. Ich głównym celem, co wydaję się dość absurdalne, jest maskowanie nie by zniknąć, lecz by się pokazać. Na szczęście są na tyle subtelne, by nie paradować publicznie z malunkami na twarzach, które to obrazki przywodziłyby na myśl raczej barwy wojenne, aniżeli delikatne podkreślenie naturalnego piękna kobiecego lica. Na wstępie byłem kontrowersyjny, to teraz muszę kilka komplementów dla równowagi rozdać. Zmierzam do tego, że za pomocą zdjęć, które wykonałem prawie dokładnie rok po sobie, a modelką było pewne bliskie mi dziewczę, chciałbym unaocznić co poniektórym jak bardzo może zmienić się postrzeganie jednej i tej samej kobiety, gdy zastosować troszkę inne światło, niekiedy drobny rekwizyt lub odmienną scenerię. Elementy te to taki fotograficzny makijaż. Ten typowy również odgrywa ważną rolę, ale? zdecydowanie bardziej cenię sobie u kobiet naturalność. Dlatego raz jeszcze wybaczcie mi ten nietypowy tytuł. A zatem? a first look Zdjęcie pierwsze zrobione zostało w jednej z licznych bydgoskich restauracji we wrześniu zeszłego roku. Zastrzegam, że ingerencja graficzna w obie fotografie była marginalna i spokojnie mógłbym je pokazać w weekendowych konkursach nie naruszając tym samym regulaminu. Co więcej, drugie ze zdjęć w zabawie faktycznie udział brało, więc niektórym może się wydać znajome. Śliczna modelka lub też po prostu Madzia, nie nosi widocznych znamion kobiecej odmiany bojowych malunków, ale Ona także podziela moje zdanie co do zachowania naturalności. Wdzięków Magdy specjalnie poprawiać nie musiałem, więc wyłącznie wystrój lokalu delikatnie zmieniłem poprzez nadanie mu specyficznej ?miękkości?. Tyle o pierwszym wcieleniu pani ze zdjęcia. t-tysionc Tutaj napracowałem się jakby więcej. Ale wymagała tego przyjęta przeze mnie konwencja. Magda z uroczej młodej damy miała przeobrazić się w nadszarpniętą zębem czasu niesympatyczną, a przy tym groźną teściową wielozadaniową o imieniu T-Tysionc. Za tło posłużyło mi wejście do pomieszczenia gospodarczego w moim własnym domu. Wcześniej przygotowałem odpowiednie tabliczki informacyjne, które widzicie zawieszone na ścianie i drzwiach. Magda natomiast prócz mocnego, krzykliwego wręcz makijażu, który ostatecznie nie jest aż tak widoczny, przebrała się w wyszperane w szafie stare ubrania, które modne były w czasach, gdy niektórzy z Was dopiero zaczynali chodzić. Słowem dawno. Wałek, odpowiednie okulary i zagryziony papieros dodały teściowej charakteru. Nie mniej istotne były wałki we włosach i dobrana przez nas wspólnie biżuteria. W tym przypadku poprawiony został kontrast zdjęcia, ale tak intensywne barwy to już zasługa konkretnego programu sprzętowego, który wybrałem podczas fotografowania. Dziś każdy aparat cyfrowy daje takie możliwości, więc spokojnie, nie trzeba mieć od razu niewyobrażalnie drogiej lustrzanki. Po prawdzie, to i telefony komórkowe mogą taki efekt osiągnąć. I to tyle na dzisiaj. Czekam na komentarze, pytania i inne uwagi. A tymczasem pociąg właśnie dotarł do celu mojej podróży, więc pora mi wysiadać. Pozdrawiam! PS. Ciekawostka. Wszelkie trudy związane z podróżą związane były z wcześniej umówioną wizytą u stomatologa w rodzinnym mieście Magdy. Po przebyciu blisko stu kilometrów okazało się, iż dentysta odwołał wszystkie spotkania z pacjentami. Ponoć z powodu panującej w naszym kraju epidemii grypy, ale zastanawiające jest dlaczego wizyty odwołano tylko wczoraj i dziś. W sumie jakoś mnie to nawet nie dziwi. Ostatecznie skrót NFZ można sobie tłumaczyć jako Niech Frustraci Wyzywają? PPS. BAMsE proszony jest o przedstawienie sporządzonych podczas lektury notatek.
  6. Będziesz walczyć w kosmosie? Koniecznie weź ze sobą butelki, odkurzacz i? kalkulator. Jeśli mnie moje matematyczne zdolności nie zawodzą, to osiem kwadransów temu poznaliśmy wyniki ostatniego weekendowego konkursu. I są one co najmniej zaskakujące. To znaczy nie wiem jak to z Wami jest, ale mnie one zaskoczyły. Wpierw pozwólcie jednak, że tak jak na forum, tak i tutaj pogratuluję zwycięzcom i wyróżnionym, a podziękuję głosującym i uczestnikom w ogóle, że nadal bawimy się w tak licznym gronie. A teraz kilka myśli, które zechciały mnie dzisiaj nawiedzić. Ponoć, żeby wygrać konkurs CD-ACTION, trzeba mieć głowę na karku. Okazuje się, że niekoniecznie, bo oto wolus1 pokazał jak zwyciężyć, a czaszkę mieć? gdzieś w okolicach bioder. Inna sprawa, że spomiędzy żeber wyrósł Mu nos i komplet widowiskowo wyszczerzonych zębów. Istny kosmos można powiedzieć. Wprawne oko internauty potrafi docenić tak niecodzienną fizjonomię. Niestety ja od lat już kilku przed oczy stawiać muszę szklane wspomagacze, więc tej niezwykłości nie dostrzegłem aż tak dobrze jak większość głosujących. Mimo wszystko przyznaję, że walka pomiędzy nami była naprawdę zaciekła i choćby dlatego szacunek mojego konkurentowi się należy. W tym miejscu zaczyna się moje marudzenie. Na wszelki wypadek ostrzegam. Bo dla mnie to niepojęte, że zająłem tak wysokie i zaszczytne miejsce. Wśród wszystkich zdjęć widziałem kilka lepszych. Ale, żeby nie okazać się teraz największym niewdzięcznikiem to serdecznie Wam dziękuję za każdą wystawioną mi notę. Zwyczajnie przez cały czas trwania konkursu uważałem, że praca, którą przygotowałem nie przystaje do tego, co pokazywałem już wcześniej. I albo przejadły się Wam moje komiksy i teraz daliście tego wyraz albo to ja nie znam się na własnych zdjęciach. Koniec narzekania. Póki jeszcze przy moim żołnierzu jestem to kilka słów o kimś, kto załapał się na regułę theconverse?a. Niejaki MqDF, co ważne w trzy godziny po zakończeniu głosowania, napisał w komentarzach: ?głosować na theconverse po pozabijam!!!!!? Nie bardzo teraz wiem, czy dziękować za takiego fana, czy może już się bać. Odnośnie wyróżnionego przez Redakcję uczestnika powiem tyle, że robroro w moim zestawieniu znalazł się na samym środku. Wykonał On pracę zabawną, ale.. no właśnie. Nic poza tym nie przykuło na dłużej mojego spojrzenia na tej kreacji kosmicznego żołnierza. Pozostałe dwie wymienione osoby, czyli BAMsE i cda to już inna historia. Pisałem o Nich wczoraj, więc tutaj tylko krótko i na temat. W pełni popieram takie wyróżnienie. Byle do piątku należałoby powiedzieć. Kosmiczny konkurs za nami, kolejny już niebawem. Przechodzę więc na tryb cierpliwego wyczekiwania. Również dlatego, że listonosz nadal nie dotarł do mnie z najnowszym numerem pisma?
  7. Na Gardenusie wciąż wojna, a lotne piaski unieruchomiły nasze roboty bojowe ? zaraportował dalekowzroczny żołnierz z oddziału bojowych spawaczy. Rzucony pospiesznie granat potoczył się po betonowej posadzce magazynu, by w chwilę później eksplodować tak gwałtowanie, aż cały kompleks badawczy zatrząsł się w posadach. Na szczęście reaktory znajdowały się po drugiej stronie bazy GRDS-2. Po wrogach nie pozostał najmniejszy nawet ślad. Plazma była niezwykle czystym narzędziem zagłady. - Towarzyszu pułkowniku, melduję posłusznie, że pyry poszły tam gdzie ich miejsce, znaczy do piachu! ? poinformował służalczo kapitan Pikiel. - Doskonale! Najwyższa więc pora przejść do planu B ? zakomenderował starszy stopniem Korniszon. Szybkim krokiem, co było nie lada wyczynem w przypadku nieposiadania nóg, udali się do sąsiadującego z pakamerą hangaru. Zaskoczenie było całkowite. Nie przewidzieli bowiem możliwości, by pozostawiony w tym miejscu wahadłowiec zniknął bez śladu. - Na świętą Cukinię, gdzie jest nasz statek?! ? zakrzyknął dowódca. - Wyparował ? odpowiedział ukryty do tej pory Ziemniak Zabójca. ? Na odprawie nie powiedzieli wam, że: ?There is always one potato hiding in a shadow?? ? zakpił ponownie. - Zrobię z ciebie purée obmierzły kartoflu! ? wygrażał Pikiel. - Nie sądzę ? odparł spokojnie Zabójca. ? Brać ich! Gdy tylko kosmiczny najemnik wydał rozkaz, z cienia wyłonili się jego kamraci. Uzbrojeni w turbolaserowe tarki do warzyw z każdą chwilą zbliżali się do schwytanych w pułapkę ogórkowych żołnierzy. Korniszon zrezygnowanym gestem upuścił swój karabin. - Pułkowniku! Niech pan podniesie broń! Pułkowniku! ? przeraźliwie wrzeszczał kapitan. - Za późno przyjacielu. Teraz czeka nas tylko mizeria? W tym tygodniu kosmiczni żołnierze przybrali postać dwóch - w mojej ocenie - przezabawnych warzyw z rodziny dyniowatych. Ich twórca, znany nam dobrze BAMsE, ujął mnie tak swoją komiczną wizją futurystycznych warzyw, jak również wyraźnym nawiązaniem do mojej własnej pracy sprzed kilku edycji konkursu. Oczywiście będę tym samym subiektywny aż do bólu zębów, ale obiektywizm jako taki w warunkach naturalnych przecież nie występuje, nie spotkacie go także tutaj. A jeśli ktoś chciałby wejść ze mną w polemikę, to wybaczcie, ale będę jak ten stary i zgrzybiały profesor, co to argumentów słucha tylko w tonacji C, przynajmniej 85C. Żarty na bok. BAMsE według mnie świetnie zrealizował temat i basta. Liczbę punktów identyczną z tytułem jeszcze całkiem świeżej animacji z gałgankowym ludzikiem w roli głównej, przyznaję zmyślnie przygotowanej pracy, której autorem jest Mckov. Tym razem mój osobisty mistrz kompozycji i małego planu pokazał, że kosmiczni wojownicy potrafią kryć się w naszym najbliższym otoczeniu, ale niekoniecznie w lodówce. Uznanie z mojej strony należy Mu się także za to, że kiedy ja przekopywałem się przez stertę sprzętów gospodarstwa domowego i pobliskiego ogródka, a później musiałem to wszystko uprzątnąć, On wykonał wszystko nie odchodząc nawet od stolika, gdzie jak się domyślam, ma w zwyczaju dumać jakież to wybitne zdjęcie zrobi następnym razem. Szczwana bestia z tego Mckova! A teraz muszę coś Wam wyznać. Miałem ogromny problem z wyborem ostatniego miejsca na podium. I nie, nie był to wolus1, którego zdjęcie spotkało się w moim przypadku z wielkim zdziwieniem. Do tej pory nie mam pojęcia dlaczego zajmuję On aż tak wysoką pozycję. Niesamowicie mierzi mnie nawet brak odpowiedniego tła, o które przecież mógł zadbać. Podobne odczucia mam w związku z moją pracą. Bo jakiś drugi plan tam widać, ale i tak sam bym siebie tak dobrze nie ocenił. Znajdą się tacy, którzy zarzucą mi w tym momencie przekorność, ale ja naprawdę nie jestem zachwycony tym zdjęciem. Ale doceniam wysokie noty jakie mi przyznaliście. Dziękuję. Wrócę jednak do miejsca trzeciego i trudnego wyboru z nim związanego. W szranki stanęli ze sobą wrott12 i cda. Obie kreacje, trzeba oddać to ich twórcom, mają swój niepowtarzalny klimat. Może się wydawać, że to tylko kolejne wariacje żołnierzy-z-byle-czego, ale jak zwykle zadecydowały drobne akcenty. I tak przewagę zyskał cda, dzięki niepozornej pomyłce chyba. Otóż gdy dobrze przyjrzeć się nakolannikom żołnierza w masce spawalniczej, można dostrzec, iż są one założone odwrotnie. Drobiazg, ale właśnie ten detal przyprawił mnie o uśmiech i to pod jego wpływem wrott12 zajął czwartą lokatę. W ramach szybkiego przeglądu prac najniżej ocenionych, tylko czterech uczestników otrzymało ode mnie najsłabszą notę. I tak myszon za prostotę zakrawającą o prostactwo oraz Fortuno, którego rysunek był dla mnie zupełnie nieczytelny. Następny to Roboi250, którego zwyczajnie nie rozumiem, a jak wiadomo złośliwy jestem z natury i lubię tępić nieznane. Zaś zaszczytne ostatnie wśród ostatnich miejsce ma u mnie CZARNYNINJA. O tym dlaczego, pisałem już wczoraj. I to by było na tyle. Przyjemnego wtorku!
  8. The Bold and the Beautiful: special CZARNYNINJA edition Jeśli zaufać stereotypom narodowościowym, powinienem się jawić jako wąsaty, wiecznie odurzony płynną substancją podobną w wymowie do słowa ?łódka? maruda. Przy tym byłbym również ksenofobem z zamiłowaniem do antysemityzmu. Ale na maszynki do golenia jeszcze mnie stać, a alkoholu używam w procesach wytwórczych, ktrej produktem jest domowa formalina. Tak by dobre chwilę trwały wiecznie i nigdy się nie zepsuły. O narzekaniu troszkę obszerniej za moment, zaś jeśli o obcych idzie? Bardzo ich lubię. Do tego stopnia, że powoli braknie mi słoików z formaliną. A chcąc zachować choć namiastkę poprawności politycznej, o Żydach nie napiszę. Z doświadczenia wiem jednak, że i takie zachowanie może zostać odebrane jako afront. Ale monopol na gderanie nigdy nie zabiegałem, więc proszę bardzo, komu wola niech marudzi. Co i ja teraz właśnie uczynię. Dla tych, którym powyższy tytuł skojarzeń żadnych nie podsuwa spieszę z wyjaśnieniem. Zapewne znany jest Wam serial, a właściwie to opera mydlana, nazwana w naszym nadwiślańskim kraju mianem ?Mody na sukces?. Zachowajcie spokój, nie wyrzucajcie monitorów przez okno. Nie o tym telewizyjnym tasiemcu będę dziś pisał, ale z jego pomocą chciałbym tylko do czegoś nawiązać. Nie bez powodu u góry widnieje również podtytuł tyczący się konkretnej i znanej z konkursowego poletka osoby. Cenię sobie ludzi, którzy naprawdę potrafią zatracić się w swojej pasji, ale mają również dar do zarażania nią innych. Natomiast zdzierżyć nie mogę, gdy ktoś swoimi zainteresowaniami stara się zaimponować tylko dlatego, że na poprzednim zdjęciu podniósł prawą nogę, a teraz ? o radości! ? uniósł lewą i przechylił głowę. I gdy tylko prześledziłem ostatnie trendy panujące aktualnie w modowym świecie ninja, to przepraszam bardzo, ale ja nie tyle czuję się zarażony, co zwyczajnie jest mi niedobrze i bez mocnej dożylnie podanej odtrutki chyba się nie obędzie. Uratować można także Diginihira, który od czasu mutacji delikatnie się jakby zmienił, ale główne objawy są nadal dostrzegalne i zabójczo wręcz groźne. Klonowa grypa szaleje, a na pewno nie dotarła do nas z Kanady. Nie brak w naszych szeregach również oportunistów maści wszelakiej. Bo przecież w regulaminie nic o wykonaniu zdjęcia specjalnie na potrzeby konkursu napisane nie jest, więc wystarczy wyszperać w zakamarkach fotograficznej bazy jakieś zgodne z tematem zdjęcie i może się uda, prawda? Pewnie, że byłoby naprawdę wskazane, by każdy tworzył dopiero po ogłoszeniu nowego konkursu, ale nawet nie staram się łudzić, że tak jest. Czy to źle? Nie, jeśli konkretna praca potrafi zaskoczyć, zaciekawić, zainteresować. Wśród wszystkich zgłoszonych zdjęć widzę takie dwa, które tej mojej zasady potrójnego ?z? nie spełniają, a w moich oczach nie przejawiają ani krzty twórczego charakteru. Mylić się jednakże mogę, co sobie w tym miejscu zastrzegam. Kwestia ostatnia i związana z moim utyskiwaniem to niezauważalnie zmieniający się charakter weekendowych zabaw. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że prezentować będziemy zdjęcia i one będą podlegać ocenie. Jak widać niekoniecznie, bo i za każdym razem napotykam przynajmniej kilka ręcznie wykonanych rysunków lub obrazów. I jeśli taki wytwór plastycznych zdolności autora zostanie uwieczniony w formie zdjęcia, nie widzę wówczas problemu. Kontrowersje może już budzić zeskanowanie obrazka. W pewnym momencie zjawisko takie zrzucić chciałem na postępowy charakter konkursów, ale zajrzałem jeszcze do notatki pozostawionej w temacie o kosmicznych żołnierzach i tam ewidentnie mowa jest o zdjęciach. Chyba więc wymaga to pewnego ujednolicenia, prawda? Albo bierzemy pod uwagę wszystkie prace, o ile są one zgodne z regulaminem lub wstępną kwalifikacje pozytywnie przechodzą wyłącznie zdjęcia. Osobiście wolałbym różnorodność, ale wymagam przy tym odpowiedniego dookreślenia zasad. W tym miejscu chciałbym zrzucić z siebie odzienie marudy i w wygodnych już kalesonach konkursowicza powrócić do zabawy. Bo tym nasze zmagania są i o tym należy pamiętać. I dlatego Gagazehn, proszę, nie wieszaj się. A Ty masti92, postaraj się nie epatować penisami, gdy inni nie mają na to ochoty. Na co już wcześniej zwrócono Ci uwagę, o czym ja tylko przypominam. Teraz mogę się już udać na głosowanie?
  9. TO NIE JEST FOTO KONKURSOWE! http://img22.imageshack.us/img22/4295/alexkaktus.jpg Prawda, że podobne? Z konkursu na blaster ;D. Ty mnie tak Alex nie strasz, dobra? Piszesz, że to nie jest zdjęcie konkursowe, a ja już myślałem, że to o mojej pracy. I faktycznie odkurzacze do liści są bardzo podobne, pewnie jak i następny milion takich cudacznych przyrządów. Coś mnie do tego ogrodu ciągnie od ziemniaków. Wilka do lasu, theconverse'a do ogrodu. Ale wiesz co? Zainspirowałeś mnie wtedy, dopisz sobie plusika.
  10. Stupid Invader: behind the scenes Jeśli czytacie te słowa, oznacza to, że moje zdjęcie zostało już zamieszczone w odpowiednim miejscu. Tutaj natomiast chciałbym możliwie zwięźle opisać jego wykonanie, ale także wspomnieć o innych pomysłach, które krążyły na orbicie mojej łepetyny od bodaj już piątku. Dodam jeszcze tylko, że tytuł pracy nie ma żadnego związku z pewną grą przygodową o bardzo zbliżonej nazwie. Tak bardzo, że w swojej uciąłem zaledwie jedno ?s?. Nie o grze, a o zdjęciu jednak! Jak to zwykle bywa, początek zawsze dotyczy pomysłu. Zdarzały się oczywiście przypadki, że wpierw ktoś zdjęcie robił, a dopiero później myślał. Jeszcze później dodatkowo się wstydził, ale to już zupełnie inna historia. Mój kosmiczny żołnierz powstać miał praktycznie tylko w wersji A, a późnie także w tej drugiej oznaczonej jako B, a którą to mieliście możliwość zobaczyć. Kilka zdań o tej niestworzonej, która już na wstępie wydawała mi się dużo bardziej zabawna. Założenie było takie, by wysłać wojaka do? ubikacji. Wiadomo przecież, że w wojsku ktoś szalety sprzątać musi, niekiedy słynną już szczoteczką do zębów. Mój soldat stanąć miał w progu toalety, a widoczna w jego ręku karta powołania widocznie wskazywała na miejsce służby. Jak wielką różnicę potrafi sprawić jedna źle postawiona litera, oj ogromną. Otóż, zamiast na USS Spaceship, dzielny żołnierz kosmicznej armii trafił bowiem na USS Spaceshit. Drobiazg, ale jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach. Dość o tym ?kiblowym? żarcie, bo ostatecznie mało to śmieszne, a nawet bardzo mało, bo i tego przecież w końcu nie zrobiłem. Pomysł drugi i finalny to wojskowy zabijaka, który dotarł gdzieś na odległą planetę gęsto porośniętą trawą oraz inną zieleniną. Lub jeśli ktoś woli, trafił po prostu na Ziemię. Za pomocą kilku zdjęć postaram się Wam przedstawić jakiż to arcyciekawych materiałów użyłem tworząc moje żołnierskie wcielenie. A zatem? stupid invader 01 stupid invader 02 stupid invader 03 ?pomarańczowa kurtka, przypominająca troszkę strażacką, na pewno zaś odzież odblaskową, do tego spodnie nieistotne tak naprawdę jakie, choć zaręczam, że moje własne oraz stary hełm strażacki przyozdobiony okularami do nurkowania to podstawa mojej kreacji. Ale istotne były również dwie miski, o które walczyłem zaciekle z moim czworonogiem, a które odpowiednio spreparowane posłużyły mi jako nakolanniki. Nawet nie wiecie jak bardzo taki osprzęt ogranicza człowiekowi umiejętność chodzenia. Kolejny z theconverse?owych wynalazków to aparat tlenowy zbudowany dzięki połączeniu ogrodowego zraszacza, wskaźnika cieśnienia i czegoś, co nazywamy lejkiem, ale na szczęście tym razem nie był on jeszcze użyty do przeznaczonych mu celów, stąd nie było mi dane doświadczyć petrochemicznej inhalacji. Pamiętajcie dzieci, nie róbcie tego w domu. O zwyczajnych rękawicach do spawania nie ma co pisać, podobnie jak o wielkich buciorach, w których czułem się niekiedy pozbawiony grawitacji. Dopełnieniem stroju był także plecak, który odpowiednio dociążony służył jako przeciwwaga dla zmyślnego aparatu dostarczającego w domyśle tlen do zdrowych, żołnierskich płuc. Ale kim byłby kosmiczny najeźdźca bez wielkiego działa, prawda? Tu sprawa jest bardzo prosta. Wystarczyło podkraść się od przydomowej rupieciarni zwanej przez moją rodzicielkę składem narzędzi ogrodowych, a następnie zbiec trzymając w ręku odkurzacz do liści. Za pociski wypełnione antymaterią (stąd pozorna przezroczystość) posłużyły pojemniczki wypełnione jeszcze pewien czas temu przepysznymi pralinami. Mniam! Były, zjadły się, wrócą przy najbliższych świętach. Dwie żółte skrzyneczki miały przywodzić na myśl pudła z amunicją, tudzież inne potrzebne w kosmosie ustrojstwo, a flaga jak to flaga, nie łopotała bo wiatr akurat zastrajkował. Tak oto stworzyłem postać kosmicznego żołnierza. Na koniec jeszcze dodam, że przez chwilę napadł mnie pomysł, by zamiast działka z odkurzacza zrobić wykrywacz min z ręcznej kosiarki do trawy. Ale to może przy następnej okazji. A teraz dobrej nocy i udanego poniedziałku. Mój będzie udany, bo mam zamiar go przespać.
  11. Jestem i ja, moja fotka i... na tym koniec niestety. Tym razem pozwoliłem sobie na "poważną" pracę, w której ani dymków, ani ziemniaków, nawet rozbitego jajka brak. Ale za to tytuł zdjęcia i tak w pełni oddaje jak ja się w tym całym stroju czułem. Przed Wami Stupid Invader: Więcej o samym zdjęciu na moim blogu. Tylko pozwólcie, że się tam przeteleportuję i wpis zamieszczę. Bądźcie pozdrowieni!
  12. Dziękować! Bo ze mnie to już jest taki własnie cwaniak. A "Neuroshimy" w tym sporo, bo i bardzo w swoim czasie lubiłem grać w tym systemie. Natomiast nic pana Pilipiuka nigdy mi jeszcze do rąk nie wpadło. Chyba czas to nadrobić.
  13. Dzięki. Ale teraz jak to czytam to widzę tyle błędów, że szkoda gadać... Wszystko dlatego, że moja urocza korektorka była wtedy nieobecna. Zabawa jednak to przednia pisać coś, by wpleść kilka luźnych pomysłów szacownego grona "wymyślaczy". Z tego miejsca chciałbym Ich serdecznie pozdrowić. Wasze zdrowie! - powiedział unasząc szklankę wypełnioną sokiem z buraków.
  14. I wszystko to, napisałem bez ani łyka soku z buraków. A odnośnie śrubotania, to następnym razem podaj słowa, które rozumie również ktokolwiek oprócz Ciebie... i Francisa.
  15. Na specjalną prośbę kółka forumowego, oto moja wesoła twórczość. Przyjemnej lektury! Powoli otwieram oczy. Już? Tak, na pewno podniosłem obie powieki. Ale nadal nic nie widzę. Jest jakby odrobinę jaśniej, ale światła tu tyle jak w Wielkim Kanionie u dołu moich pleców. Co jest? Moment, muszę pomyśleć? Cholera! Znowu zapomniałem o tej masce na sen. Bez niej nie jestem w stanie ani na chwilę oderwać się od rzeczywistości, ale i tak za każdym razem nie pamiętam, że mam ją na twarzy. Od razu lepiej. Chociaż ostatnio i tak niewiele widzę. Od tamtego wypadku? - Gavin, rusz te swoje tłuste dupsko i choć tu szybko! ? poranną ciszę przerwały nienaturalnie zachrypnięte słowa. - Daj mi się chociaż odlać ? odpowiedział sięgając jedną dłonią do rozporka mocno już przetartych zielonych spodni, drugą zaś po menażkę podpisaną Francis Brandt. Ulgę w takt spadających na blaszane dno kropli przerwało wtargnięcie do namiotu towarzysza o dziwnym głosie. Widoczne na jego zaczerwienionej twarzy strużki potu wskazywały, że ten dzień nie miał mieć dobrego początku, a koniec będzie pewnie jeszcze gorszy. - Co się takiego dzieje, że musiałeś tak bezceremonialnie wleźć do mojej sypialni? No dalej. Przestań tak dyszeć, bo wyglądasz jakbyś posuwał przed chwilą jakiegoś starego kojota. Co jest? - Gangerzy. ? wysapał. ? Trzy motocykle, czworo ludzi. Za daleko, żeby określić jakie mają graty. - Spokojnie. Ochłoń trochę. Właśnie brałem picie dla ciebie, łyknij sobie. - Gavin, o ja cię, stary? - żłopał rozlewając przy tym sporo żółtawego płynu. ? Nadal jest szansa, że nas nie zauważyli. Ostatecznie nie mają aż takiej przewagi. Niedawno przebudzony mężczyzna zarzucił na siebie wypłowiałą na słońcu fioletową koszulę, poprawił wiązania na butach i wyszedł przed namiot. Miał silne przeczucie, że nieznajomi na motorach zdążyli ich zobaczyć, a do tego nie przyjechali tutaj w poszukiwaniu kumpli na całe życie. I jak zwykle trafił. Minął niespełna kwadrans, gdy hałas silników zaniósł się rykiem wśród pobliskich skał. Wyczekujący mężczyźni postanowili spokojnie przyjąć nieznajomych i sięgnąć po broń tylko w ostateczności. Tak naprawdę tylko Gavin radził sobie z pistoletami. Ostatnich kilka lat żył jako najemnik dla jednej z pomniejszych kompanii handlowych z północy. Płacili mu całkiem dobrze, ale i on nie był pierwszym lepszym osiłkiem z wielką giwerą. Gdyby ktoś z możnych tego świata dostał by do rąk jego życiorys, byłby pod wrażeniem dwóch lat spędzonych na froncie. Fakt, Gavin ?Szpadel? O?Connor nie był byle kim, miał reputację. Nienajlepszą w pewnych kręgach, ale jednak reputację. Wielu mu tego zazdrościło. Postanowiono się go pozbyć. Banalna historia, ale wrobiono go w morderstwo. Niby nic takiego, każdego dnia ktoś ginie. Ale wtedy zabita została córka właściciela firmy przewozowej, której towary najemnik ochraniał. Wszyscy tamtejsi mieszkańcy doskonale widzieli jak porywczy i bezlitosny potrafił on być w kontakcie z wrogami, więc gdy tylko padło oskarżenie z ust innego żołdaka, nikt nie chciał słuchać wyjaśnień O?Connora. Ojciec bestialsko zamordowanej, a okazało się, że także zgwałconej dziewczyny, bez wahania kazał stracić swojego dotychczasowego pracownika. - Pamiętasz jak się poznaliśmy? ? wyrwał go z zadumy skrzekliwy towarzysz. - Właśnie o tym myślałem. ? odpowiedział i zamilkł na chwilę. ? Cholera, Francis! Czy nie możesz w końcu zrobić czegoś ze swoim głosem? To zaczyna być irytujące. Za każdym razem gdy otwierasz paszczę czuję się jakby ktoś włożył mi szlifierkę do głowy. - Skoro już mówimy o wkładaniu, patrz, jest z nimi jakaś elegancka cizia. - Cizia może i szykowanie ubrana, ale nigdy nie wiesz co ma pod kiecką. - Wiem, co chciałbym, żeby miała. ? zakończył widocznie rozbawiony. Zachowując bezpieczny dystans, przyjezdni zsiedli z motorów i zostawiwszy kobietę na siedzisku jednego z nich zbliżyli się do obozowiczów. Z tych kilku tylko metrów nie wydawali się już tak bardzo groźni. Ubrani jak większość pustynnych grabieżców, uzbrojeni byli w poręczne, ale właściwie nieskuteczne w walce pałki nabite gwoździami. Jeden z nich nosił przy boku kaburę, ale i ta nie była odpowiednio wykorzystana, bo z jej wnętrza sterczał mocno już pordzewiały nóż. Ewidentnie liczyli na łatwy łup, ale jak to mówią, się przeliczyli i nie łup, lecz łupnia dostaną. - Was dwóch jest końcowo? ? zapytał najbliższy motocyklista zdradzając, że niekoniecznie potrafi posługiwać się językiem angielskim. A może to wcale nie jego meksykański akcent, a niegramotny intelekt tworzył tak karkołomne zdania. - Ynteligient, potrafi różniczkować. ? zakpił ten zachrypnięty z przyjaciół, a Gavin znacząco mu przy tym potakiwał kiwając głową. - A co? Myśleli, że zwykłych obdartusów natkniecie, hę? To dużo jest was? - Kolega. ? wskazał na byłego najemnika Brandt. ? Kolega kolegi, czyli moi, od stóp do głów moi i nołbady els prócz stada batatów za naszym namiotem. Ale teraz poszły orzeźwić się do pobliskiego baru. Dają tam ponoć? - Szefie, oni się z szefa śmieją. ? wtrącił się do rozmowy drugi z gangerów. ? Sprzątnąć ich szefie? - Zluzuj Elmo. Początek wysłucham ich jeszcze. Nazwy wasze? - Jam jest Kapitan Bomba, a to moja ekipa. ? nie zmieniał komicznego tonu Francis. ? Drużyna ta może nieliczna, bo batatów teraz nie ma, ale nadrabiamy korzystną miną i zapasem dobrych chęci. Ale jak już mówiłem, nasi warzywni towarzysze raczą się teraz? Panie prezydencie, cóż takiego te nasze kochane ziemniaczki teraz spożywają? - Kopytka. ? wszedł do gry Gavin. ? Przeklęci kanibale. Swoich jedzą i nawet okiem nie mrugną. Ale to po nas mają. Skubani, szybko się uczą. - Dość! Zakończył pieprzyć to! ? wydarło się z płuc poirytowane Meksykanina. - Ale kiedy ja nawet nie zacząłem. ? odpowiedział uśmiechnięty Brandt wskazując skinieniem głowy na siedzącą niedaleko kobietę. ? A śliczna pani nie dołączy? Bo wiecie panowie, całkiem ładni to i wy może jesteście, ale ja tam śrubotać wolę jednak kobietki. - I kojoty, przyjacielu, stare kojoty również bardzo lubisz. ? nie zostawał w tyle O?Connor. - Ależ bardzo nawet, ale tylko po zimnej kawie. Inaczej mam zgagę. Tego zdenerwowany już całą sytuacją Meksykanin nie zdzierżył. Raz, że wyrywny był bardzo z natury, a dwa, większości słów z przemądrzałego i skrzekliwego wywodu nie rozumiał. Dlatego też bez dłuższego zastanowienia, które swoją drogą było mu zwyczajnie obce, rzucił się do stojącego naprzeciwko Francisa. Nie przewidział jednak, że towarzyszący mu Gavin trzymał za swoimi plecami skrzyżowane dwa gotowe do strzału pistolety. W ten oto sposób nie potrafiący się poprawnie wysłowić napastnik upadł na ziemię pozbawiony większej części swojej wybitnie pustej głowy. Jakiż to cudowny widok, gdy taka ołowiana dekapitacja rozpoczyna dzień. A przecież Szpadel tak bardzo oczekiwał nieprzyjemności wynikających z tego niespodziewanego spotkania. Ale chyba tylko udawał takiego marudnego. Zwyczajnie wolał być mile zaskakiwany. Zawsze tylko ?w dupę jeża?, ?luźna sraka ten świat? i najsłynniejsze: ?na taki świat to ja nawet rzygać nie chcę?, a później i tak śmiał się jak dziecko po mocnym drinku, gdy któryś z niemiluchów szedł do piachu stawiają sobie przy okazji fontannę krwi w formie nagrobka. Ksywka Szpadel nie wzięła się przecież znikąd. Gavin miał w sobie coś z grabarza, takiego z powołaniem trzeba dodać. Bardzo lubił chować ludzi. Bardzo też lubił ich wcześniej odpowiednio do pochówku przygotować. A to dając ołowiany podarek, a to udrożnić przewód pokarmowy za pomocą myśliwskiego noża. Taki to z niego rozrywkowy facet. W tym czasie Elmo i trzeci z gangerów pospiesznie obrali kurs odwrotny do uzbrojonych Gavina i Fracisa, który zdążył wyciągnąć spod płaszcza mocno już zużytego obrzyna. A biegli tak szybko, że tumany kurzu podnosiły się na wysokość kilku metrów. Szczęście im jednak nie sprzyjało, bo po dopadnięciu do jednośladów przekonali się, że zostawiona tu przed chwilą dziewczyna zdążyła się oswobodzić z założonych jej więzów, a dodatkowo trzymała w dłoni całkiem pokaźnych rozmiarów stalową pałkę. Przerażeni motocykliści wyrzucili swoją broń i z podniesionymi w górę rękoma zaczęli błagać o litość. Pierwszy z nich nie zdążył nawet porządnie zaskomleć, gdy pod wpływem silnego uderzenia jego czaszka zmieniła swój pierwotny kształt. To był Elmo. Ostatni ocalały zalał się łzami i klęcząc przed kobietą łkał przeraźliwie. Przestał tylko na krótką chwilę, gdy mściwa dziewczyna podeszła do motoru. I kiedy Kapitan Bomba wraz częścią swojej ekipy podbiegli do niego, była niewolnica wróciła z wielką cegłówką. Nawet to nie było już tak absurdalne po komicznym akcencie Meksykanina, który niedawno stracił głowę. Ale nadal zastanawiało, po co też komu cegłówka schowana w sakwie motocykla. - Wally, pożegnaj się z panami. ? powiedziała kobieta wbijając klęczącemu cegłę w czoło. ? Another brick in the Wally. ? skomentował żartobliwie Francis. ? Widzę, że pani to jednak zadbać o siebie umie. Rączki takie delikatne, ale przypieprzyć potrafią. ? ciągnął komplementując dziewczynę. - Klasyka. ? pochwalił Gavin. - Dziękuję panowie, ale ci idioci prędzej czy później i tak by zginęli z mojej ręki. A teraz pozwolicie, że się oddalę. Nagli mnie czas. Gdy tylko ostatnie słowo spłynęło z ust kobiety, ta wsiadła na motor, zapuściła silnik i nie odwracając się już w stronę dwójki przyjaciół odjechała w kierunku, z którego jakiś czas temu przybywa wraz z martwymi teraz gangerami. - Tęsknota me serce ogarnia ogromna. Wróć do mnie, wróć piękna. ? zaczął recytować Brandt. - Co ty pieprzysz? ? obruszył się były soldat. - Ty nic nie rozumiesz. To była prawdziwa, lecz krótka miłość. Marny mój los, marne me starania, bo oto odeszła przeznaczona mi dama. - Przestań! Czegoś ty się nałykał, że takie głupoty opowiadasz?! - Pewnie nie wiesz, ale mój dziad był nauczycielem w takim małym europejskim kraju, w Polsce. Teraz pewnie nic już tam nie ma, sterta gruzów. Ale do rzeczy. Wykładał tam literaturę i ogromnie uwielbiam rozprawiać nad nurtem troski patriotycznej w twórczości poetów i pisarzy staropolskich. Tam zawsze strzelali do siebie, żeby wolność zdobyć. Takie państwo wiecznych niewolników, rozumiesz? No i tam sobie tęsknili do tej wolności, a przecież czym ona jest jeśli nie jakąś zgrabną laseczką, co? Każdy chce mieć wolność, bo każdy chce mieć fajne panienki. To stara prawda. Mówię ci to ja! - Stary, ja cię przepraszam, wysikałem się do twojej menażki i teraz masz jakiś emocjonalny zjazd. Weź ty się może ogarnij. - Faktycznie inaczej smakowało. Ale co tam, ważniejsze są sprawy na świecie. Pakuj nasze manatki, chowaj namiot. Ja szybko skoczę po bataty i jedziemy za wybranką mego serca. Tu jakaś grubsza sprawa się szykuje. Tylko szybko, bo z każdą chwilą tęsknota do niej jest tak silna, że aż coś we mnie wzbiera? Moment! Wypiłem własne szczyny?! Uwaga, będę rzygał?
  16. A Ty myślisz, że kosmiczne maszkary nie mają matek? Mają, więc im też ktoś sweterki dzierga. Także i nasi dzielni chłopcy i kosmici chcą sobie palnąć w łeb obmierzłym kartoflem na sam widok takiego uniformu... Wszystko się więc sprowadza do tego, że razem pójda do pobliskiego pubu... na sok.
  17. Ależ oczywiście, tylko tutaj działa zupełnie inna zasada, z która nie sposób się spierać. Jest to zasada wszystkich mam, która brzmi: "Synku, ale to strasznie daleko. Weź ten szaliczek, bo tam pewnie zimno jest."
  18. ...z buraka, bo dla kosmicznych wojaków ponoć najzdrowszy. Ta cała akcja z fajkami i piwem to pod publiczkę tylko, żeby nadal uważali, że nasi dzielni chłopcy to tacy twardziele. A oni przecież swoje uczucia mają i czasem lubią pobiegać z puchatymi barankami po zielonych łąkach lub na drutach zrobić jakiś fikuśny szaliczek. O tej porze roku, w kosmosie strasznie zimno jest i trzeba o siebie dbać.
  19. Ktoś tu chyba na głowę upadł, żeby dobrych żołnierzy wyrzucać? z wahadłowca. Baaaczność! I co się tak nadymasz, ty w drugim szeregu, co? No dobra, spocznijcie żołnierze. Dzisiaj czeka was misja, którą wielu nazwałoby niewykonalną, niesamowitą, a na pewno nieistniejącą. Tak, wasze zadanie jest ściśle tajne, więc niech nikomu do łba nie strzeli jakiś durny pomysł. Chyba, że bardzo chciałbym zobaczyć jak to jest poznać chłopaków z plutonu egzekucyjnego. Dawno już nie było okazji, żeby się rozerwali, więc jakby co, dajcie znać. A teraz rzućcie okiem na ekran. Okiem, nie granatem! Paaadnij! Wasza misja nosi kryptonim ?Kosmiczne jaja?. Nie śmiać mi się tam głupio w ostatnim rzędzie! Ostatnio pokazaliście, że macie jaja i major Hut był tym faktem zachwycony. Powiedział nawet, że to co ostatnio zrobiliście było fantas(y)tyczne. Jak dla mnie niekoniecznie, bo przejrzałem statystyki poprzedniej operacji. Nauka nie kłamie, komputer podał mi dobre liczby. Także dla mnie te wasze ostatnie sukcesy to science fiction jakieś i medalów nie przewiduję. Resztę potrzebnych informacji doczytacie sobie w aktach. I jeszcze jedno. Tym razem ma być lepiej, zrozumiano? Pamiętajcie, że nie bez powodu nazywacie się Section 8. Jeśli coś jest niemożliwe, to wy to robicie i macie jeszcze kwadrans na piwo i fajki, tak? No to biegiem do kwatermistrza po wszystkie graty i za moment widzę was na pokładzie. I żeby żaden nie wyskoczył w styropianowym pancerzu, bo to było śmieszne tylko raz. To wszystko. Rozejść się! PS. Wybacz mi drogi Hucie, tę drobną uszczypliwość, ale nie mogłem się powstrzymać.
  20. Ale zapomniałeś dodać, jak to ten fotograficzny nałóg potrafi domowy budżet zniszczyć. Z całą resztą jak najbardziej się zgadzam.
  21. Bo czasem własne uzależnienie trzeba pokochać. A gdyby ktoś chciał zobaczyć więcej moich zdjęć, to odpowiednie linki znaleźć można w moim profilu. Akurat w nocy zaktualizowałem galerię. Z tego zaś zestawienia najbardziej lubię pozycję numer cztery. A może po prostu lubię modelkę. Dla wszystkich niedowiarków natomiast, krótka informacja. To zdjęcie akurat nigdy się nawet o program graficzny nie otarło. Świat naprawdę czasem tak wygląda.
  22. Oto nadszedł dzień, w którym trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Zadanie to będzie o tyle problematyczne, że każde kolejne drgnięcie wskazówki nieznośnie głośnego o tej porze dnia zegara sprawia, że moje własne ślepia systematycznie odmawiają już posłuszeństwa, a nawet zdecydowanie domagają się kilku godzin urlopu. Mógłby ktoś powiedzieć, że kawy mi trzeba, że ona mnie na nogi postawi. Dziękuję, posiedzę. Głównie dlatego, że nie należę do wielbicieli tej smolistej cieczy. Poza tym zawsze jest przynajmniej jeszcze jedno dobre rozwiązanie. W moim przypadku wystarczyło zegar z mojego biurka schować do szuflady. Ta zagrywka psychologiczna powinna dać mi te kilka cennych minut potrzebnych do podzielenia się z Wami tym, co za chwilę będziecie mogli zobaczyć poniżej. Swoją drogą, wszyscy mi zawsze powtarzali, że czasu oszukać się nie da, a tu taka niespodzianka. Ale czym właściwie ma być ta wspomniana na początku prawda? Muszę Wam coś wyznać. Mój pseudonim artystyczny to theconverse i... jestem uzależniony. Nie ty pierwszy powiecie pocieszająco. Owszem, nawet nie ostatni. Wielu takich się jeszcze po mnie pojawi. To akurat mogę Wam obiecać. Ale co mi właściwie jest? Od pewnego czasu zauważyłem u siebie charakterystyczne symptomy głodu fotograficznego. Czym ten głód jest? Mocno to uproszczę, ale chyba to pozwoli Wam zrozumieć. Wstyd się przyznać, ale ja już nie potrafię normalnie funkcjonować, gdy nie mam przy sobie mojego zautomatyzowanego szkicownika rzeczywistości. Tak, macie rację, mam na myśli najzwyklejszy aparat fotograficzny. Ale ja wolę go nazywać inaczej. To dlatego, że on nie tyle robi zdjęcia, co pozwala na zapamiętanie małego fragmentu świata. Takie tu i teraz w moim wszechświecie zapisane na plastikowej kartce pamięci. Ale to przecież tylko szkic. Zawsze mogę go poprawić, zmienić, narysować na nowo. Stąd właśnie mój upór, by nie nazywać go aparatem, a szkicownikiem. Nie wystarczy przecież wycelować, nacisnąć spust i pracę zakończyć. Nie, ona się dopiero zaczyna. Chyba, że Wy lubicie akceptować to co dostajecie bez słowa sprzeciwu, bez jakiegokolwiek zająknięcia nawet. Przecież nie oszukuję sam siebie tworząc nową wizję znanego wszystkim świata. Może ja właśnie chcę, by pozostali ten mój twórczy zamysł dostrzegli i przyjęli za swój. Wtedy rzeczywistość nie będzie już taka jak w momencie szkicowania. Ona będzie już bliższa temu, co sobie o niej wymyśliłem. Nie tylko ja ją przecież będę widział. Teraz pozwólcie, że użyczę Wam na chwilę moje oczy. Ale ostrożnie, dobrze? To akurat jedyne, które aktualnie posiadam. Na początku mogą delikatnie obcierać, także dajcie sobie kilka minut na odpowiednie dopasowanie? long way home places for people the crow just her the empty white chair dive for you I jak? Co sądzicie o takim postrzeganiu świata? Trzeba do niego przywyknąć, ale chyba moglibyście żyć dalej spoglądając moimi oczami, prawda? A może sami weźmiecie szkicownik w dłonie i pokażecie mi swoje otoczenie? Tylko uprzedzam, to uzależnia. Na szczęście zazwyczaj jedynym objawem jest nietypowy kata? Aaapstryk! No tak. O tym właśnie mówiłem.
  23. Ryś, Miś i Wielka Stopa Dziwna to menażeria pojawiła się nam dzisiaj na podium. Same leśne stwory. Nic w tym więc dziwnego, że skoro kontakt z naturą mają na wyciągnięcie łapy, to i na smokach się znają, a i pewnie nie jedno w swym życiu gadzie jajo widzieli. Ale moment, bo ja tu może piszę, staram się jak mogę, żeby dobrze w klawisze stukać, bo charakter mój pisma szpetny jest wielce i niekiedy komputer stara się to na wirtualny papier przelać, a może kilka osób robi teraz wielkie oczy i myśli, że ja weekendowy konkurs z jakimś wybiegiem dla zwierząt w zoo lub innym parku dzikiej przyrody pomyliłem. Otóż nie, otóż wcale i nawet ani trochę, że tak powiem. Tak więc będę się tłumaczył, proszę zatem włączyć wszystkie dyktafony i inne przyrządy masowej zagłady. Pierwszy z wymienionych w tytule, jak i ten-który-moc-punktów-zagarnął to przecież nikt inny, jak RiksLynX. Wystarczyło, że pseudonim ten przeczytałem sobie dwa razy, a przy tym głośno i wyraźnie i pewne skojarzenie nasunęło mi się bardzo szybko przed oczy. Za szybko nawet, bo zmuszony byłem użyć opcji przewijania, by już na spokojnie i w pełnym skupieniu zauważyć, że oto chyba widzę kotecka. Lynx to wszak zwierz znany jako Ryś. I niech mówią, że tutaj urok znanych nam dobrze kocich oczu zadziałał, ale liczby nie kłamią, Jego praca była naprawdę dobra. Oby nie ostatnia, bo liczę, że to nie tylko szczęście początkującego. Skąd jednak w tym zestawieniu Miś? Pod tym uroczym pseudonimem schował się dobrze znany konkursowiczom BAMsE. Zdradził ostatnio, że Jego charakterystyczny alias swój początek wziął jeszcze z czasów tak zamierzchłych, że pewnie smoki tam wtedy latały takimi chmarami i im sygnalizację świetlną musiano stawiać. Troszkę poszperałem w globalnej sieci i faktycznie, w języku norweskim rzeczownik bamse to miś, często z przymiotnikiem pluszowy. W związku z tym mam pewien pomysł. Ponoć dobre imię naszego lokalnego CBA ostatnio zostało nadszarpnięte poprzez zbyt przyjazny obywatelom wizerunek, więc idąc za ciosem, od tej pory BAMsE zostaje oficjalnie mianowany maskotką naszej organizacji. A teraz pakuj się, bo z rana wyruszasz na spotkanie z ludem pracującym miast i wsi w ramach licznych wycieczek do zakładów pracy. Ku chwale ojczyzny oczywiście! Na koniec Wielka Stopa, czyli bigfoot741. Wybrali Go w dużej mierze głosujący, potwierdziła to Redakcja. Przychylam się do tej decyzji, bo zdjęcie również świetne, głównie za sprawą dobrej gry światłem. Widać, że jak już Sasquatch postanowi wyjść z lasu, to jest to wydarzenie, które przez długi czas pozostanie na kartach pamięci wciśniętych w nasze głowy. Na mojej jest jeszcze sporo wolnego miejsca, więc czekam na kolejne prace. A teraz kończę, bo noc późna wielkimi susami się do mnie zbliża, a ja jeszcze nie wyprowadziłem dziś karalucha Belzepupa na spacer. Dobrej nocy wszystkim!
  24. Aż trzy komentarze, a ja biedny czasu nie miałem, żeby odpisać. Teraz to nadrabiam, więc wszystko po kolei. RiksLynx, staraj się brać udział jak najczęściej. Nie dla nagród przecież się w tych konkursach spotykamy, lecz dla zabawy właśnie. A czy my już tacy zaprawieni jesteśmy, to nie wiem. Ot bawimy się po prostu chwilkę dłużej od Ciebie. Teraz słów kilka do Ciebie, haz111. Następnym razem widzę Cie wśród konkursowiczów i to obowiązkowo. A ten tekst wprowadzający jakby do właściwiego wpisu to faktycznie ja popełniłem. Czy talent to, nie mnie oceniać. Ale miło wiedzieć, że Tobie się podoba. Staram się pisać takie mikroopowiadanie w nawiązaniu do najwyżej przeze mnie ocenionej w danym tygodniu pracy. Chciałbym, żeby stało się to taką moją świecką tradycją. I jeszcze cosik do gazebo. Dzięki!
  25. Walę do niego jak w dym, a ten mnie z zaskoczenia w palec rąbnął. I chyba skarby jakieś tam chował, bo opakował się cały w zbroję płytową. Pamiętam jeszcze, a lepsze były to czasy, gdy króle i szlachetni panowie zasiadali w tych przestronnych salach. Wspaniałe te chwile jako jeszcze pacholę tu spędzałem, niewiele starszym będąc, aniżeli ty w dzisiejszym dniu. A nadobne te panny w tamtym miejscu przesiadywały, gdzie zaraz obok radośni minstrele licznych biesiadników bawili. A teraz nic już nie ma. Już wspomnień niekiedy braknie, tak mi z tej siwej głowy po chichu ulatują... Aż się ta potwora przeklęta zjawiła. Skąd i po co do teraz uczeni w księgach mędrkowie w głowę zachodzą. Jeno pożytku żadnego z nich nie ma, bo uradzili, że to klątwa jakaś. Taka ich mać! Po wygonach słyszeć się dało od głów mniej tęgich, acz rozumniejszych jakby, że smoka przegnać można. Jeden się taki śmiałek trafił, co w bajania gotów był uwierzyć. Ponoć w podziemne komnaty dworzyszcza zszedł i bestie na własne oczy ujrzał. Widać głupcem się urodził i tam na dole głupcem mu zemrzeć przyszło, bo nikt go od tego czasu nie widział. Ale my nie lepsi przecież. A teraz cicho już. Żagiew chwyć, bo tu ciemno i na dwa kroki wzrokiem nie sięgniesz. Niżej lepiej nie będzie, bo tam dym jeszcze w oczy kąsa. I co tak stoisz? Dalej nogami przebieraj? Śmiałków by smoczy skarb odnaleźć nigdy nie brakowało. Nikt jednak nie przypuszczał, że to nie po złote monety lub inne kosztowności przyjdzie im się wyprawić, a po? jajo. Ale nie takie zwyczajne jajo, lecz magiczne i cudowne, a dla niektórych nawet i smaczne. Bo i takie pomysły się wśród konkursowiczów pojawiły. Osobiście przyjemności skosztowania takiego rarytasu jeszcze nie miałem, ale chyba bardziej wolałbym małego smoczka na wychowanie przyjąć, niż go wcześniej schrupać. Co z jajkiem chciał zrobić BAMsE, szczerze nie wiem. Ale na zdjęciu widać, że chętnie by po nie sięgnął. Do tego w całkiem dla oka przyjemnych okolicznościach. Stąd i Jego praca zasłużyła u mnie na najwyższą notę. Głownie dlatego, że na tym zdjęciu ta magiczna atmosfera jest aż namacalna. No i ta mgła stworzona za pomocą dymu z balonika. Piękna praca. Gratuluję. Uczestnik, który zajął według mnie następną pozycję to Mckov. Również i On pcha paluchy nie tam, gdzie powinien. Widać jednak, że Jego pupil wyraźnie dał mu to do zrozumienia. Co do zdjęcia jeszcze. Ja dostrzegłem w nim przede wszystkim oddanie i ojcowską troskę o to bezbronne przecież maleństwo. Można się rozpłakać ze wzruszenia. Także kawał dobrej roboty. Zdjęcie z miejsca trzeciego mojego rankingu to debiut. Jego autorem jest RiksLynX, który jak widzę zerkając na wyniki głosowania, ujął swym twórczym podejściem do tematu nie tylko mnie. Określenie zbroja płytowa nabrało zupełnie nowego znaczeniu dzięki tej pracy. W tym miejscu mam więc wielką prośbę. Jeśli czytasz teraz te słowa, drogi autorze, zaskakuj mnie przy okazji także kolejnych weekendowych konkursów. Tak oto właśnie prezentuje się moje zestawienie tych najwyższych ocen. I tutaj mógłbym zakończyć ten wpis, ale chciałbym wspomnieć jeszcze o dwóch pracach z miejsc zdecydowanie dalszych. Wśród licznie przecież wystawionych zdjęć, to one zwróciły moją uwagę, muszę więc o nich napisać choć dwa zdania. I tak za ogólny klimat i nietypowy sposób na przedstawienie smoczego jaja chciałbym wyróżnić gazebo. Natomiast o uśmiech swoją pocieszną pracą przyprawił mnie ZiemniaczeK. I to tyle na dzisiaj. Wszystkim życzę dobrej i spokojnej nocy.
×
×
  • Utwórz nowe...