Skocz do zawartości

theconverse

Forumowicze
  • Zawartość

    867
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez theconverse

  1. I to mi się podoba! A teraz czekam na Twoją nową pracę w najbliższym konkursie.
  2. Nie jestem pewien czy wydłużenie czasu naświetlania mogłoby dać akurat taki efekt, ale mogę się mylić. Ostatecznie specjalistą w kwestiach fotografii nie jestem. Tutaj już sam gazebo musi nam zdradzić jak to zrobił. Co do przytoczonej przez Ciebie zasady, to zdecydowanie się zgadzam. A jeśli miałbym się odwołać do tego czy te wszystkie konkursy to zabawa, to potwierdzam, to zabawa. Ale czy to jest równoznaczne z tym, by bawić się bez pomysłu, większych chęci i jakichkolwiek wymagań względem siebie i innych? No więc właśnie...
  3. Prędki jak pizza musisz być, uczniu mój. Za szalik wędką złapać nie daj się, ogródek za pomocą tylko motoru skop i miecza swojego świetlnego do żadnej ciężarówki nie montuj. Od wielu już dni, które zdawały się być bardziej jedną nieznośnie długą i nieprzespaną nocą, nie zwracał uwagi na nieprzyjemne skrzypnięcie towarzyszące otwieraniu małej, blaszanej szafki. Nie lubił, gdy ktoś zwracał mu uwagę, że najwyższa pora naoliwić zawiasy. Dlatego teraz, gdy w szatni jego jedynym towarzyszem był lekko już zmęczony tym ciągłym oczekiwaniem własny cień, nawet nie zdawał sobie sprawy, że ktoś go wyręczył. Teraz nie mógł o tym myśleć. Dopiero jutro. Wtedy zauważy, że nie golił się od prawie tygodnia, a jego wierna kotka żebrze już o coś do jedzenia wśród lokalnych kloszardów. Powoli, bardzo ostrożnie sięgnął po czerwony uniform. To było jak rytuał, zdecydowanie silniejszy od niego specyficzny trans. Wszystko działo się tak mechanicznie, jakby jego myśli były już po drugiej stronie miasta, tam dokąd go dzisiaj wyślą. - Czerwień cię ochroni, w czerwieni nic nie boli? - powtarzał jak perfekcyjnie wyuczoną mantrę. ? Wejdziesz tam, zrealizujesz zamówienie, spokojnie wyjdziesz. ? wizualizował sobie opuszczając szatnie. Nie robił tego przecież pierwszy raz. Gorzej niż ostatnio być nie mogło. Dopiero pod koniec tego dnia uświadomił sobie, jak bardzo się mylił. A może jednak tego nie uczynił. Lekarze przecież jasno stwierdzili, że pacjent przeżył traumę i jego umysł znajduje się teraz bardzo daleko. Najpewniej już nigdy nie wróci? Gdy sanitariusze odnaleźli go miotającego się po podłodze, miał on ponoć krzyczeć: - To szatany jakieś, demony istne! Precz ode mnie niewyraźne istoty na szurającym dywanie! Szkoda tak dobrego dostawcy włoskiego placka. Zdążyliśmy go nawet polubić. No i pizza była zawsze cieplutka, aż się zapaszek po całej redakcji niósł. Trudno. Będzie go trzeba wpisać na naszą listę ?HajSkor?. Póki co, jako jedyny przetrwał trzy deadline?y pod rząd? Dobry wieczór konkursowicze! W dzisiejszej odsłonie będą? wyniki oczywiście. Tym razem na podium znów tłoczno, bo drugi stopień chwały i sławy zajęło dwóch panów. Co nadal nie zmienia faktu, że poziom aktualnego konkursu jest moim zdaniem niezadowalający. Nie będę się dzisiaj wyzłośliwiał, bo to uczyniłem w dniu wczorajszym, postaram się natomiast możliwie rzeczowo opisać co wśród wybranych przeze mnie prac mi do gustu przypadło, a co niekoniecznie. Po tygodniowej przerwie powrócił również wstęp w formie opowiastki. Mam nadzieję, że całkiem zabawnej. Bez zbędnego już wprowadzania do tematu, zacznę tym razem od miejsca trzeciego. Żadna to różnica, bo i tak wszyscy wiedzą, że na samym szczycie znalazł się BAMsE. O nim za chwil kilka. Teraz będzie gazebo. Trzecia lokata, troszkę spóźniony na starcie zapłon, ale jednak się udało. A przy tym wypełnił On lukę w mojej drabince ocen, bo do tej pory brakowało w niej piątego szczebelka. Już tłumaczę skąd taki wynik. Głównie dlatego, że zaprezentowany demon prędkości sprawia wrażenie nierealności, jest to wszystko takie oderwane od świata, w którym przyszło nam żyć. Najpewniej za zasługą techniki ukrytej pod trzema wielkim literami HDR. Jakoś gazebo ukochał sobie ostatnimi czasy taką metodę fotografowania. Jest to rzecz niebywale prosta, a przy tym bardzo efektowna. Nie zabrakło także tak istotnej dla tematu prędkości. Ja ją na zdjęciu widzę, Wy raczej też z tym problemów nie macie. Moglibyście więc zapytać, dlaczego tak nisko. Ano dlatego, że praca choć się wyróżnia, to dla mnie jest kontrowersyjna ze względu na ten cały HDR właśnie. Powoli zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno technika ta nie zbliża się do złamania regulaminu. Nie jest to oczywiście ingerowanie w samo zdjęcie. Ale czy nakładanie na siebie kilku warstw i wystawianie takiego tworu w konkursie jest etyczne? Nie jest to przecież komiks, a kadry są w pewnym sensie łączone. W tej kwestii musieliby się jednak wypowiedzieć bardziej kompetentni ode mnie. Bo jeśli wszystko jest w porządku, to może sam pewnego dnia skuszę się na taki mały eksperyment. Straszliwie się rozpisałem. Musiałem chyba jakąś wenę zjeść podczas kolacji, bo siedzi we mnie i nie pozwala paluchów od klawiatury oderwać. A zatem napiszę o miejscu, a właściwie o miejscach z drugim najlepszym wynikiem, który to wygląda bardzo podobnie do cyferki sześć. Gdyby trzy osoby znalazły się na tym miejscu z takim wynikiem, to byłoby dopiero demoniczne zestawienie. Ale kim ta dwójka wybrańców jest? Są to Byss i Alexkaktus. Ten pierwszy znalazł się tutaj dzięki charakterystycznej kolorystyce. Jego zdjęcie jest dla mnie bardzo przyjemne w odbiorze. Na swój sposób jest również pomysłowe przez rozsypywany za motorem piach. Tylko w żaden sposób nie widać na tej pracy prędkości, pędu, jakiegokolwiek ruchu. Taki zamrożony kadr. Nawet Alex tego pędu nie pokazał. Za to bardzo widoczna jest jedna z nóg motocyklisty, na której się on podpiera. Inaczej nieruchomy pojazd przewróciłby się razem z kierowcą. Szalik, który tak pięknie powiewa już może przemilczę. Ale poza tym jest przecież ogień! Jak żywy można powiedzieć. I te mocne kolory. Alex zadbał nawet o odpowiedni strój. Niestety tylko od pasa w górę. Wszystko poniżej pępka jakoś źle mi się komponuje z całością. Co innego świetnie dobrany wehikuł. To dzięki niemu to zdjęcie ma taki komiczny wydźwięk. A teraz BAMsE. Tym razem otrzymał tylko siódemkę. Utwierdził mnie co prawda w przekonaniu, że można jeszcze wykonać dobry komiks, który poprzez swój oszczędny w treści charakter nadal będzie zapewniał mi chwilkę radosnego szczerzenia zębów. Przede wszystkim mój faworyt pokazał motyw przewodni zabawy na swój, nietypowy sposób. Za to również wielki plus. Bo przy takiej ilości niezwykle ?oryginalnych? zdjęć samochodów w różnych odsłonach, taka scenka rodzajowa z życia Redakcji to prawdziwa perełka. A przy tym dokonał tego z pomocą klocków, których użycie w konkurencji na najbardziej ograną zagrywkę nie ma sobie równych. Nie byłbym sobą, gdybym przy tak wielkiej beczce miodku, a misie ten miodek uwielbiają, co BAMsE prawdopodobnie potwierdzi, nie dorzucił choćby odrobiny dziegciu. I jeśli się tylko pomylę, proszę, poprawcie mnie. Ale czy nikt, ani jedna osoba prócz mnie, nie zauważyła tak rażących błędów jak ?uciekający? spod nóg dostawcy redakcyjnego smakołyku chodniczka, czy innej klockowej podstawki? Przecież efekt niewyraźnych ludzików nie powstał z powodu odstawienia reklamowanego specyfiku na literkę ?R?. Ponadto pomiędzy poszczególnymi ujęciami zmianie uległa podłoga. I sprawa trzecia, ale tu już pewności siebie mi braknie. Gdzie się podziało ostatnie złudnie ocalałe pudełko z pizzą?! Pomimo tych niedociągnieć, to i tak znacząco nie wpływa na ogólny, bardzo dobry charakter przedstawionej pracy. A całej czwórce serdecznie gratuluję. Na koniec natomiast o jednej pracy, która otrzymała ode mnie notę najniższą i na moje oko znajduje się stanowczo za wysoko w konkursowym zestawieniu. Wystarczyło, że pani wysiadająca z samochodu pokazała na zdjęciu majtki i brejk zawędrował praktycznie do pierwszej dziesiątki? Gdzie w tej pracy demon prędkości?! Chyba, że ja nieprawidłowo na to zdjęcie patrzę i nie ta pani o dziwnym spojrzeniu jest bohaterką. Może to osoba, której pięknie wyeksponowane ramię znajdujące się w kadrze jest tytułowym demonem? Ale demonem tak szybkim, że tylko to nieszczęsne ramię się załapało na uwiecznienie na brejkowej fotografii. Sam już nie wiem, więc zakończę? I tyle.
  4. Czy teraz już każdy będzie mnie o to pytał? Dlatego zastrzegam, że to ostatni raz, gdy w komentarzach piszę o ocenie konkretnej pracy. A otrzymałeś trójeczkę. Za ten pocieszny akcent w postaci czapki nałożonej na kask. Chociaż motocykliści w strojach tego pana, co prezenty ponoć rozdaje już mi się delikatnie przejadły. Stąd więcej dać nie mogłem. Bo niby prędkość widać, ale za mało w tym demonie demona. A za dużo moim zdaniem szarego nieba.
  5. Już wiele było skarg z tym związanych, ale póki co lepszej formuły głosowania nie wymyślono. Na szczęście tylko poniedziałek jest dniem zaniżaczy, później to już wygląda znacznie lepiej. No i dobre zdjęcie zawsze się wybroni.
  6. Twoje zdjęcie piątki nie przeszkoczyło, ale poniżej tego pułapu zgarnęło najwyższą możliwą u mnie notę, czyli czwórkę. Głównie za uchwycenie pędu, którego u większości zabrakło.
  7. Jeszcze nigdy nie było tak wielu, których oceniłbym tak nisko? Po bardzo męczącym dniu spędzonym z głową pochyloną nad notatkami zaścielającymi całe moje biurko, liczyłem na zbawienny wpływ konkursowej zabawy. I niestety muszę to przyznać, ale prędkość moich oczekiwań pozwoliła na zdobycie miażdżącej wręcz przewagi nad stanem faktycznym zaprezentowanych zdjęć. Bo gdy złudzenia pędziły po swój rekord życiowy, smutna rzeczywistość dopiero zapuszczała motor. Ale co z tego? Przecież i tak w swoim zbiorniku nie miała nawet kropelki paliwa? Dziś po raz pierwszy postanowiłem oddać wszystkie moje głosy już w poniedziałek. A było ich na przekór moim oczekiwaniom całkiem sporo, bo aż osiem dziesiątek plus jeden. Własnego komiksu nie wliczam do tego zestawienia. Dlaczego właśnie tak? Ano choćby dlatego, że ta moja historyjka w obrazkach trzech i czwartym bonusowym, od początku miała służyć tylko i wyłącznie jako twór uśmiech wywołujący, niekoniecznie wysokie miejsca w głosowaniu zajmujący. W kilka godzin po ogłoszeniu konkursowego tematu było wiadomo, że tym razem to nie rywalizacja dla każdego. Podobnie jak w ubiegłym tygodniu, cenna nagroda przyciągnęła mnóstwo nowych konkursowiczów, tak i teraz, ta eksperymentalna paczka prezentów zachęciła do wzięcia udziału niewidzianych do tej pory forumowiczów. Tak więc żart zawarty w mojej pracy nie musiał trafić do wszystkich, czego wiarygodnym dowodem jest aktualny wynik głosowania. Nie jest mi z tego powodu przykro i nie będę publicznie ubolewał nad taką ?niesprawiedliwością?, jak to co poniektórzy starali się wyrazić w komentarzach. Na podium już stałem, Redakcja swoje spojrzenia także raz na mnie skierowała, mogę już w sumie przejść na konkursową emeryturę. W kwestii zdobywania nagród oczywiście, nie zaś samego udziału. Zbyt wielką mi to frajdę sprawia. Teraz o samych pracach i nie będzie to przyjemna sprawa. Jak już w tytule napisałem, dzisiaj zostałem samozwańczym ?zaniżaczem". Nie dlatego, że tyle nieładnych ocen wystawiłem, bo tych było troszkę, ale ich ilość nie przyprawiała jeszcze o stany lękowe. Zatrważający jest fakt, że zaledwie trzy (TRZY!) zdjęcia otrzymały ode mnie oceny wyższe aniżeli bardzo średnie pięć oczek. Dla mnie to taki prywatny mały dramat. Teoretycznie wszystkim za samą chęć wzięcia udziału w zmaganiach posyłam taką skromną dwójeczkę. Jest to oznaką, że do przeciętności troszkę daleko, ale przecież w życiu trzeba się wpinać na same szczyty, prawda? Nikt nie mówił, że będzie to łatwe i przyjemne. Idąc dalej, na tym drugim szczebelku drabiny ocen, pozostają te osoby, które zrobiły coś, ale tak naprawdę to nic nadzwyczajnego. Tutaj też najczęściej trafiają konkursowicze, którzy perfekcyjnie opanowali brak zdolności do bycia twórczym, oryginalnym i ogólnie nie chciało im się pomyśleć nawet przez tę krótką chwilę pomiędzy jednym a drugim tyknięciem odmierzającej czas wskazówki zegara. Na szczebelek niżej można się dostać tylko za okazaniem specjalnego zaproszenia, które widoczne już z daleka ma pięknie wykaligrafowane literki ułożone w zdanie podobne do: ?Temat? Pierwsze słyszę??. A jeśli zdarzyło Ci się naruszyć obowiązujący regulamin, na pewno też staniesz w kolejce po tę haniebną ocenę. Odrębną sprawą jest jakość wystawianych zdjęć. Tak, moi drodzy, to jest konkurs fotograficzny. I chyba muszę się powtórzyć, ale najróżniejsze nawet cuda w postaci rysunków, obrazków stworzonych wprawną ręką za pomocą programu graficznego lub też zwinnie przechwycony kadr z gry mogą już sobie iść i poszukać się na samym dnie mojego rankingu. A wracając do prac, które chociaż symbolicznie otarły się o takie ustrojstwo jakim jest aparat fotograficzny, błagam, to urządzenie ma zazwyczaj wizjer i umożliwia taką opcję jak widzem-na-co-patrzem. Ale i tak spora grupka osób woli robić zdjęcia w myśl ?nam kadrować nie kazano?. Pozwolicie, że będę się nadal wyzłośliwiał, ale naprawdę muszę odreagować fascynującą podróż w tajniki pedagogiki waldorfskiej, z którą to miałem do czynienia przez ostatnie kilkanaście godzin. Proszę zatem, żeby pluton egzekucyjny pozostawał w najwyższej gotowości? (trach!) Medyk! A ty pacanie słuchaj uważnie następnym razem! Powiedziałem przecież gotowości, a nie gorliwości! Teraz to się tłumaczysz, tak? Że to niby tarzan321 tak na ciebie wpłynął? Wybaczam. Jego zdjęcie potrafi naprawdę doprowadzić do przemożnej chęci pociągnięcia za spust? Ano właśnie! Chłopcy z egzekucyjnego już są gotowi, a zatem zapraszam moich dzisiejszych ?ulubieńców? pod ścianę. I na pewno nie dostaniecie opaski na oczy. Mi nikt takiej nie dał i Wasze prace musiałem oglądać. Na dobry początek leski. To, że nadal bierze udział w konkursie pozostaje wielką zagadką. Wiadomo już przecież o oszustwie, którego się dopuścił. Dlatego pierwsza seria pójdzie w nogi, co by bolało. Druga już klasycznie i humanitarnie w czerep. Tytuł persona non granat i bliskie spotkanie z naszym zaprzyjaźnionym grenadierem przypada osobie o pseudonimie Klarens. Zgodność z tematem na zaprezentowanym zdjeciu jest doprawdy wybitna. Podobnie jak sama jakość zdjęcia. W tym miejscu uwaga specjalna, ponieważ nie udało mi się namierzyć ani profilu, ani nawet tej konkretnej pracy w gąszczu forumowych wpisów, dlatego mam nielichą zagwozdkę? Czy wstyd potrafi czasem zmusić do wymazania po sobie wszelkich śladów istnienia? Na koniec wyróżnienie specjalne, ale w ramach reguły theconverse?a, a nie samego zdjęcia. Zaszczyt ten wraz z koroną wyciętą ze zbutwiałej dyni otrzymuje ? werble ? GiSLaf! Jest prędki: ?dobra idę już wszystko oceniłem?, przejawia zdolności do liczenia na obu dłoniach: ?ja chyba najwięcej napisałem?, wie co to szacunek dla słowa: ?ja idę na ilość?, ale przede wszystkim nie wie co to strach: ?oj bo pożałuję że ci 9 dałem kaktusie?. Przy tym wszystkim jest również ?świeżakiem?, który dołączył do nas zaledwie wczoraj, więc póki co będzie Mu darowane? Następnym razem pamiętaj jednak, że w tym pamiętnym dniu otarłeś się o theconverse?ową Hall of B/Lame. Tym mocnym akcentem kończę. Do zobaczenia jutro w tym samym miejscu i o zbliżonej porze. Dobrej nocy i oby się Wam Kanapeczka z pytaniem o inne konkursy nie przyśnił.
  8. Jako, że przypadła mi niesympatyczna rola kordynatora pewnego projektu na zajęcia i siedzę teraz w notatkach, to sobie chwilkę odpocznę na forum. O ile mnie oczy nie mylą, to prac zgłoszono troszke ponad osiem dziesiątek. To dużo, jeśli wziąć pod uwagę niewielkie zainteresowanie na początku zabawy. Konkursowicze się chyba jednak zmobilizowali i będzie w czym wybierać podczas głosowania. Inna sprawa, że do oceniania nie dotrze najpewniej kilka prac, które według mnie są albo niezgodne z regulaminem albo też całkowicie niezgodne z tym spisem zasad lub jak kto woli autorstwo co poniektórych zdjęć jest mocno dyskusyjne. CBA już pewne sukcesy zanotowało w tej kwestii. A teraz wracam do "bardzo interesującego" referatu i liczę na szybkie pojawienie się możliwości głosowania. Zwłaszcza, że temat konkursowy jakby za wcześnie zniknął z głównej strony, a i sam Hut pojawił się chwilę po tym. Także czekam i życzę wszystkim powodzenia!
  9. Wchodzę do ogrodu, a tam jak zwykle demon, płonąca stacja benzynowa i rozjechani G.I. Joe. Ten wpis będzie niestety bardzo krótki. Głównym tego powodem jest fakt, że gdy patrzę teraz na zegarek, godzina jest już późna, a ja choć bardzo chciałbym Wam opisać co też takiego ciekawego działo się w moim ogrodzie w dniu dzisiejszym, to niestety nie mogę, czas goni nieubłaganie. Z pomocą przychodzi sprawdzona przez wielu mądrzejszych ode mnie myśl, iż obraz wart jest więcej aniżeli nawet ?milijon? słów. I właśnie dlatego kilka zdjęć z planu, w większości są to alternatywne ujęcia dla tych zamieszczonych w komiksie. s. pit - niebezpieczna prędkość 01 s. pit - niebezpieczna prędkość 02 s. pit - niebezpieczna prędkość 03 s. pit - niebezpieczna prędkość 04 s. pit - niebezpieczna prędkość 05 Z przykrością muszę jeszcze zawiadomić, że jeden z G.I. Joe poległ okrutną śmiercią podczas tworzenia pracy konkursowej. Jakoś tak wyszło, że stopił się z dystybutorem paliwa. A dla tych, którzy widzieli w moim piątkowym wpisie obrazek z najlepszym misiem wśród kierowców, jeszcze jeden z szalonych pomysłów autorstwa theconverse'a. Ale ostrzegam, to już absolutna alternatywa dla wszelkich zdjeć związanych ze demonami prędkości. Może to przez wdzierającą się drzwiami i oknami (galerii handlowych) świąteczną atmosferę. Zdjęcie zamieszczam poniżej, a tymczasem życzę dobrej nocy! s. pit - niebezpieczna prędkość 06
  10. Wruuum! Pędzę, pędzę, na jednej ręce. No dobra, aż tak dobry to ja nie jestem. Ale oto przedstawiam Wam ponownie komiks. Troszkę długi się zrobił przez bonusową scenę, ale nie mogłem się wręcz powstrzymać. Mam tylko nadzieję, że po zmniejszeniu rozmiaru na potrzeby konkursu będzie można zobaczyć co w dymkach napisałem. I to tyle. Prawie zapomniałem! Jeszcze tytuł oczywiście. A ten brzmi tak: S. Pit - Niebezpieczna Prędkość. Przyjemności życzę.
  11. Każdy jakieś hobby musi mieć. Poza tym tekst ten ma sprawiać wrażenie wywiadu połączonego z reportażem, tak więc wypowiadane słowa są charakterystyczne dla bohatera, bez względu na to czy mówi on poprawnie, czy też niekoniecznie.
  12. Muszę przyznać, że pojęcia nie mam. Co nie zmienia faktu, że słowo "wpierw" nadal jest poprawnie użyte. Inna sprawa, że nawet gdyby był to rusycyzm, to co z tego?
  13. Systemowy kalendarz wskazuje, że mamy dziś sobotę, czeka Was więc spotkanie z moją radosną i wyzwoloną od wszelkich kompleksów twórczością. A jako, że akurat miałem po drodze - taki żart słowny - z aktualnym tematem konkursowym, to chciałbym Wam zaprezentować tekst opisujący mój własny kurs na prawo jazdy. Wydarzenia opisane poniżej faktycznie miały swoje miejsce blisko półtora roku temu. Spisanie zaś moich wspomnień w takiej, a nie innej postaci związane było z pracą zaliczeniową na jeden z dziennikarskich przedmiotów. A teraz życzę przyjemnej i mam nadzieję również pouczającej lektury. Pan Samochodzik, czyli krótka opowieść o kursancie. Ojciec, zawodowy kierowca odkąd tylko pamiętam. Starszy brat, samochodem zwiedził już ładny kawałek świata. Matka, jej bym do tego nie mieszał, za bardzo panikuje nawet na fotelu pasażera. Wreszcie ja, nadal bez prawka. Chyba czas to zmienić. Leo, why? For a car! To był chyba marzec, poczekaj, tak to na pewno był marzec. Robiło się wtedy już troszkę cieplej, taki przyjemny klimacik. Na uczelni totalny luz, egzaminy były już tylko wspomnieniem, na szczęście nienajgorszym. Można było zacząć myśleć nad wypełnianiem sobie wolnego czasu. W końcu ile można siedzieć w domu i tracić kolejne godziny przy komputerze? Tak, dużo, ale ja nie o tym. Że na piwko z kumplami? Niby słusznie, ale ja nie przepadam za browarem. A dziewczynę faktycznie mam, tylko mieszka daleko. Za daleko, żeby ciągle tułać się ciuchcią, czy innym pasażerskim wynalazkiem. Stąd też ten pomysł. Chyba zdam na prawko. Tak, to dobry pomysł! Początki są zawsze? teoretyczne Jasne, że nie powiem ci gdzie chodziłem na kurs. To ponoć reportaż, a nie reklamówka. No właśnie. Poza tym to nieistotne. Szkoły i tak za bardzo nie starają się być oryginalne. Ceny wszędzie te same, samochody różnią się tylko kolorem lakieru, naklejkami i może liczbą wgnieceń, pamiątce po wcześniejszych kursantach. Ważne, że to jedna z dwóch szkół państwowych w mieście. Tak, są tylko dwie. Reszta to prywaciarze, a tam to podobno jakieś przekręty odchodzą. Pewnie, że nie mam dowodów, od znajomych słyszałem. Ale wróćmy do merium? mertum? no wiesz, do tematu. Zapisujesz się w biurze, najczęściej u kierownika. Wypisujesz taki specjalny blankiecik, dajesz troszkę kasy, pierwszą ratę, a później pojawiasz się na wykładach. A ja myślałem, że odpocznę tu od akademickiego życia. Także sam widzisz, jest wykładowca, są i kursanci. Nawet salka gdzie siedzieliśmy te kilka godzin, dwa razy w tygodniu, była przytulnie urządzona. No i baniak z darmową wodą był. Tak mija ponad miesiąc. Chodzisz na te zajęcia, notujesz, pijesz darmową wodę z baniaka. Teraz to tylko teoria i suche przepisy. Od czegoś trzeba w końcu zacząć. Nudne, potwierdzam, ale przynajmniej poznałem tam fajnych ludzi. Zawsze po kursie razem szliśmy posiedzieć w jakiejś knajpie, takie nasze spotkania integracyjne. Samochód jak wygląda każdy widzi, jak jeździ niekoniecznie Zdałem testy! Na początku miałem z tym małe problemy. Jednak nauczyć się na pamięć blisko pół tysiąca zadań to nie byle co. Ponoć powinniśmy to wszystko rozumieć ze znajomości przepisów, ale powiedzmy sobie szczerze, wszyscy uczą się na pamięć, byleby zdać. Istotne, że teraz wsiądę w końcu do samochodu. Tak, to taki sam jak całe mnóstwo innych ?elek? widzianych na mieście. Chociaż ja chyba miałem pecha, bo wpierw w jednym zapłon odmówił posłuszeństwa i w ogóle nim nie pojeździłem, w drugim natomiast z początku kierownica znosiła na prawo, klakson nie działał, kluczyk był posklejany taśmą izolacyjną, a na dodatek spaliło się sprzęgło. Taki był właśnie urok szkoły państwowej. Ale kierownik obiecał mi nowe auto na dniach. Z dni zrobiły się dwa tygodnie, a w międzyczasie jeździłem tymi dwoma, naprawianymi w miarę możliwości. Druga sprawa, że na podstawie moich pobytów w serwisach mógłbym książkę napisać. Ba! Trylogię. Dodam tylko, że tam mieli już automaty z kawą i herbatą, niestety nie za darmo. Kierownik obiecał mi stracone godziny przepisać na inny termin. Sumienny człowiek. Mea culpa, mea maxima culpa Jak mawiał mój instruktor, trzeba być nienormalnym, żeby wsiąść do samochodu z kimś kto nie ma zielonego pojęcia o prowadzeniu i dać mu jeszcze kierownicę. Coś w tym musi być, bo ja na jego miejscu kilka razy dostałbym zawału. Nadal jednak uważam, że przywilejem ucznia jest popełniać błędy. On się nie zgadza, dla niego wymuszenie pierwszeństwa przed rozpędzonym tirem nie jest żadnym przywilejem. No dobra, nie spojrzałem wtedy w lusterko, przyznaję się. Z czasem było lepiej. Nie robiłem już takich rażąco głupich błędów. Na początku wspominałem o grze na blaszaku, pamiętasz? Zapomnij. Tamte nawyki na mieście to pewny game over. Następny przystanek - WORD Na zakończenie całego kursu jeszcze raz sprawdzili moją pamięć za pomocą testów, dali mi kluczyki i wysłali z instruktorem na drogi. Nikogo nie zabiłem, samochód cały, no to zdałem. Do ręki wręczono mi stosowne dokumenty potwierdzające mój niebywały talent do prowadzenia pojazdów i wyprawili w świat. Ale to dopiero połowa drogi, jak wielu twierdzi, ta łatwiejsza?
  14. Pędzi po drodze, na hulajnodze, demon prędki i zły. A to się porobiło, że tak sobie śmiało rozpocznę. Chyba większość z nas spodziewała się tematu osadzonego w realiach fantasy, a tu jednak niespodzianka i do gry wpadły z niewyobrażalną wręcz prędkością srogie demony. Znaczy, mogłyby tu zawitać, bo do tej pory jeszcze ani jednego nie widziałem. Kilka prac co prawda podjęło próbę uchwycenia chociaż tej zawrotnej prędkości, a to za pomocą rajdowego żółwia albo równie urodziwych hostess napotkanych podczas pokazów samochodowych. No dobrze, prawdę powiedziawszy to pojęcia nie mam jaką te panie osiągają maksymalną prędkość. Krótko i na temat mogę powiedzieć tylko, że wszystko to jakoś i tak mnie nie przekonuję. Oczywiście to dopiero pierwszy dzień, zaledwie rozgrzewka przed częścią właściwą weekendowej zabawy, ale sądząc po komentarzach na forum, zdjęć będzie niewiele. Ich poziom to już jednak totalna zagadka. Tajemnicą nie jest, że wielu konkursowiczów odstraszyła nietypowa nagroda. Dla jednych może być ona nawet i rarytasem, dla innych już niestety tylko całkowicie niejadalnym odpadkiem. A nawet sam Hut napisał, że to taki eksperyment. Internauta jednak to bestia okrutnie wręcz wybredna i wzięcie udziału w konkursie tylko i wyłącznie dla przyjemności, nie zaś nagród, to już chyba hańba okrutna i niepotrzebna strata czasu. Płakać za takimi osobnikami nie będę. Sam natomiast nagrody postrzegam w kategoriach ciekawostki, aniżeli faktycznego skarbu kibica, ale już takim wstrętnym materialistą nie jestem i jak zwykle pokażę mój cudaczny twór. W odpowiednim czasie oczywiście. Teraz mogę za to zaprezentować coś, co zdecydowanie jakiś demon mi podszepnął do ucha, bo oto stworzyłem taki właśnie obrazek: the bear driver ever I nie, nie jest to zdjęcie przeznaczone na konkurs. To taki humorystyczny przerywnik po całym tym długim piątkowym dniu. Na dziś to wszystko co miałem do przekazania. Do zobaczenia na forum, blogu, no i oczywiście na drodze. Szerokości jak to mobilki mawiają.
  15. Ogłoszenie wyników dopiero dzisiaj to nie przypadek? Tak jak w tytule, opóźnienie związane z ostatecznym rankingiem wygranych i pokrzywdzonych to? moja sprawka. Pozwólcie, że naświetlę Wam całą sytuację. Otóż do godzin wieczornych, tych już najpóźniejszych dnia środowego, myślałem, że powodem braku wyników była zatrważająco-przytłaczająca ilość nadesłanych prac. Ale wersja ta uległa przedawnieniu, gdy tylko okazało się, iż Redakcja głos w kwestii konkursu zabrała z samego rana w dniu dzisiejszym. Hut najzwyczajniej chciał mi tym samym sprawić prezent urodzinowy! A teraz już w bardziej poważnej tonacji. Jako, że nie powinno zaczynać się od samego siebie, wybaczcie, że tym razem tak postąpię, ale chciałbym zachować porządek wynikający z uzbieranych ocen. Powiem krótko. To była najprzyjemniejsza do tej pory sesja zdjęciowa, której efektem było konkursowe zdjęcie. W murach zrujnowanej masarni bawiłem się naprawdę wyśmienicie, co jeszcze bardziej poprawia mi humor w związku z wygraną. Kilka dni temu Gwynnbleid zapytał na forum ile czasu poświęciłem na przygotowanie pracy. Bohater pierwszego planu, ten w masce bez rurki, odpowiedział na Twoje pytanie przy okazji komentarzy w wątku konkursowym, że było to prawie sześć godzin na planie. Oczywiście same zdjęcia to zaledwie osiem, maksymalnie dziesięć kwadransów. Bo pamiętać trzeba o minutach, które uciekały podczas dojazdu w to wybrane przez nas miejsce, a także powrót do domu. A i sam teren naszych działań był rozległy, to i przemarsz w poszukiwaniu tych najciekawszych zakątków troszkę czasu zabrał. Miejsce drugie, mój konkurent Vantage. Zaciekła to była rywalizacja, emocji chyba nam obu nie brakowało do końca głosowania. I oby więcej takich sytuacji podczas weekendowych zmagań, bo to one stanowią w dużej mierze o atrakcyjności zabawy. Dopóki coś się w zestawieniu dzieje, jest dobrze. Chylę też czoła dla naprawdę dobrej pracy, o której wspominałem przy okazji wtorkowego wpisu. I tutaj robi się kontrowersyjnie. Wybór Redakcji, coś na co wszyscy tak długo czekaliśmy, a spora część uczestników straciła przy tym prawie doszczętnie własne paznokcie. Faktycznie kilka prac zasługiwało na to wyróżnienie, wybrany zaś został swiniak. Ponoć przyklejenie do zdjęcia charakterystycznego napisu z gry miało być złamaniem regulaminu, ale to nie ja wybierałem, więc nie zamierzam się w tej sprawie wypowiadać. Natomiast największego "opadu szczęki" przysporzył uczestnikom tak niespodziewany przecież gest redakcyjnej braci. Popieram taką inicjatywę w pełni, a nawet jak najbardziej. A dobra z konkursowego skarbca, które lada dzień powędrują do trzech szczęśliwców, to chyba najlepszy dowód na to, że Ich zdjęcia były po prostu ciekawe i warte uwagi. Praca, której autorem jest widelec pojawiła się nawet w moim prywatnym zestawieniu. Co prawda zybex86 już mnie tak do siebie nie przekonał, ale w moich oczach i tak odniósł ogromny sukces, bo dotarł do mojej finałowej grupy piętnastu osób, które otrzymały oceny wyższe niż średnie. Pewien niesmak pozostawia po sobie tylko ta mała pomyłka w nazwie użytkownika RiksLynX. Swoją drogą, gdy się tak dzisiaj z kolegą fotografem rozmówiliśmy na temat wyników to bardzo pokrzepiająca myśl nas dopadła, że oto na prawie dwie setki zgłoszonych prac, z czego sześć okazało się zwycięskich, stanowiliśmy trzecią ich część. Powoli już będę kończył. Za kilkanaście godzin poznamy temat najnowszego konkursu, wtedy najpewniej pojawię się, by kilka zdań napisać. A do tego czasu, życzę wszystkim przyjemnej nocy i serdeczne podziękowania składam wszystkim, którzy postanowili złożyć mi życzenia. Otrzymałem od Was nawet więcej, bo to Wy poprzez swoje głosy podarowaliście mi, mam nadzieję, bardzo dobrą i świeżą jeszcze grę. Przede wszystkim zaś pokazaliście, że to co tworzę Wam się podoba. A to dla najlepszy prezent. Raz jeszcze wielkie dzięki!
  16. I stało się! W sumie to nie pierwszy raz, ale jednak. Oto w miejscu, które przeznaczone być miało na komentarz do oficjalnych wyników minionego już właściwie weekendowego konkursu, zmuszony jestem napisać o czymś zupełnie innym. Prawdę powiedziawszy, to jeszcze kilka minut temu nie wiedziałem co mogłoby być tematem tego wpisu. Tak naprawdę to do ostatniej chwili, zanim to zacząłem pisać te słowa, łudziłem się, że poznamy listę zwycięzców zabawy. Ale to tylko część prawdy, bo przecież dwa pierwsze miejsca to żadna tajemnica od godzin przedpołudniowych. Chyba jednak zgodzicie się, że to wybór redakcyjnego faworyta budzi najczęściej największe emocje, czyż nie? A jako, że dopiero jutro planowałem zamieścić kilka akapitów o? samym sobie, zrobię to właśnie teraz. Dlaczego chciałbym pisać na tak nieciekawy temat? Sprawa jest banalnie prosta. Zwyczajnie taką mam zachciankę. Ale mam przy sobie również jeden bardzo ważny argument przemawiający za zasadnością takiego wpisu i właśnie teraz nie zawaham się go użyć. Otóż z dniem trzecim grudniowego miesiąca, miną dokładnie dwadzieścia trzy lata, kiedy to ja, znany Wam jako theconverse pojawiłem się na tym ziemskim świecie. Innymi słowy, chciałem napisać kilka zdań ot tak, bo akurat mam urodziny. Pisanie o sobie jest w moim mniemaniu troszeczkę nieodpowiednie, bo raz, że najzwyczajniej wyłania się z tego pewna doza samouwielbienia i ogromna chęć pochwalenia się własnymi dokonaniami, z drugiej zaś strony, jest to dla mnie straszliwie niewdzięczny temat. Podobnie sprawa wygląda w przypadku zdjęć, które od czasu do czasu uda mi się popełnić. Dopóki stoję po tej właściwej dla mnie stronie aparatu, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ale gdybym musiał pojawić się przed obiektywem, wtedy sytuacja jest już dla mnie delikatnie mówiąc nieprzyjemna. Czuję się wówczas bardzo? zagubiony? To chyba prawidłowo dobrane określenie. Idąc dalej, nadal chciałbym Wam opowiedzieć coś o sobie. Dlatego ponownie zrobię to za pomocą zdjęć. Ale tym razem jednak troszkę w odmienny sposób. I ulegnę przy tym tak niechcianemu chwaleniu się. Ostatecznie mam urodziny, więc mi wolno. Niczym nowym nie jest fakt, że aparat fotograficzny to doskonała ? proszę o chwilę skupienia ? kamera. Dokładnie tak! Zapewne udało się Wam kiedyś usłyszeć lub też przeczytać o animacji poklatkowej, prawda? Jeśli nie, odsyłam do największej znanej ludzkości encyklopedii, gdzie za spis treści służy najczęściej wyszukiwarka z literką ?g? w nazwie. Kiedy już animacja taka będzie Wam bliższa lub już wcześniej troszkę o niej wiedzieliście, a być może nawet tworzyliście za jej pomocą swoje własne dzieła, chciałbym zaprosić Was na krótki pokaz filmu o wdzięcznym tytule ?Lampa Naftowa?. Gdyby jednak pokaz nie doszedł do skutku z przyczyn technicznych, wybaczcie, ale to mój debiut jeśli o zamieszczanie ruchomych obrazków na blogu idzie. http://www.youtube.com/watch?v=TEEZNc3bzsE To chyba tyle w dzisiejszej odsłonie mojej blogowej aktywności. Jutro najpewniej poznamy wyniki, więc o nich troszkę napiszę. O ile ktoś nie postanowi mnie zatrzymać na dłużej na przyjęciu-niespodziance lub innej wymyślnej formie spędzania wolnego czasu. A zatem nocy dobrej i spokojnej Wam życzę i prawdopodobnie do jutra! PS. Gdyby komukolwiek przyszło do głowy składać mi życzenia, z góry dziękuję, bo sam nie wiem kiedy następnym razem się tutaj pojawię.
  17. Wiosną przy ognisku i dźwiękach gitary z zaufanym towarzyszem czas spędzisz. Latem chłodny cień w starym biurze odnajdziesz, i gazetą raczyć się będziesz. Jesień wielce nieprzyjazna, więc przyjaciela misia weźmiesz i razem nowego schronienia poszukacie. Zima zaś najlepsza, gdy ją wraz z wiernym czworonogiem u boku w podziemiach przeczekasz. Towarzysze, obywatele, siostry i bracia w internecie! Oto stało się, oceny swe wystawiłem. I zaprawdę mądre to słowa głosili ci, dla których dzień i godzina nieznanymi mają pozostać. Tak i ja przed monitorem zasiadłszy, przyszłe swe losy w bardzo nikłym świetle postrzegałem. Bo oto początek jeno widziałem, zaś końcu ni trochę. Lecz kiedy ostatnią ocenę sprawiedliwym gestem w myszkę klikając rozdałem, niebiosa rozwarły się nade mną i głoś tubalny obwieścił mi największą Prawdę: ?Przestań gadać, jakby ci błocko kaloszki wraz z rozumem zassało i powiedz w końcu kto jakie noty otrzymał!?. A że głosy z nieba to rzecz święta i słuchać ich trzeba, tak już w sposób normalny podzielić chciałbym się z Wami wynikami mojego głosowania. A zawiedzonych fanów przepraszam za brak malutkiego opowiadania we wstępie. Czasem i ja potrzebuję odmiany. Sam tytuł wskazuje, że tym razem to nie trzy, a aż cztery osoby powinny w mojej ocenie stanąć na podium. Zapewne nie problem to zbyt wielki, by przez ten mój opis czterech pór roku przewiercić się bystrym umysłem i trafnie odgadnąć kto jaką porę reprezentuje, ale z obowiązku choćby wypada mi szerzej opisać każdą z tych moich najlepszych prac. Miejsce pierwsze, co i Wy potwierdzacie bardzo wysoką notą, zajął Vantage. Nie można Mu odmówić doskonale uchwyconej atmosfery panującej w Strefie. Obrazek taki mogliśmy przecież zobaczyć na ekranach naszych monitorów, ale nie tylko w tym konkursie, lecz w serii gier ze stalkerami w roli głównej. Jest bowiem i ognisko, jest muzykalny strunowiec (człowiek czy instrument, oto jest pytanie), ale i słynny palmtop znalazł dla siebie miejsce. Najzwyczajniej w świecie, zaprezentowana scena jest ? uwaga ? wiarygodna! I dlatego taka, a nie inna pozycja w zestawieniu wydaję mi się w pełni zasłużona. I teraz mała niespodzianka, bo oto na najwyższym szczebelku theconverse?owego głosowania znalazł się ktoś jeszcze. Dlatego wybacz Vantage, ale krok w bok i zrób troszkę miejsca dla? Któż taki zaraz tam się pojawi? Ano sam widelec! Absurdalność tej sceny aż powala. To dopiero genialne wręcz pokazanie tematu ?Mieszkam w Zonie?. Sprytne to bardzo, przedstawić zwyczajny dzień, niczym nie wyróżniającego się obywatela, który spokojnie przegląda sobie wiadomości wydrukowane w porannej gazecie. Jeden drobiazg. Nie każdy przecież czyta codzienną prasę w takim stroju i w takim, raczej niekoniecznie uporządkowanym miejscu, prawda? W tym właśnie miejscu do mojej głowy napłynęło z oddali kilka przytłaczających mnie myśli. Bo czy postać ze zdjęcia tak bardzo chce każdy kolejny dzień przeżywać jak za dawnych czasów i dlatego tak usilnie stara się nie zauważać ile się wokół zmieniło? Czy może bardzo dobrze zdaje sobie sprawę w jakiej sytuacji się znalazł i ucieka w minione (Czy to słowo ma jakiś związek z minionami? Może to jakaś zaginiona rodzina? Czy Overlord maczał w tym swe niecne paluchy? O tym dowiedziecie się w następnym odc? Jak to nas z ramówki zdejmują?!) dawno już dni, by przez to zapomnieć jak niewiele dobrego może się jeszcze wydarzyć w przyszłości? Właśnie dlatego widelec powinien dziesięć punktów dostać. Ponieważ pobudza szare komórki, by przez moment zrodziły jakąś nieprzyjemną myśl, szarpiącą nas za ramię wątpliwość. Z drugiej strony może to być zwyczajna nadinterpretacja w moim wykonaniu. Chodźmy dalej, ale nie za daleko, bo tylko jeden schodek niżej. Tam już czeka na nas Vinnie_Bloodsucker. Ocena z kółeczkiem u góry i z ogonkiem skierowanym w dół dla tego pana, za odrobinkę dramatyzmu tak potrzebnego w przypadku Zony. Scena przedstawiona na zdjęciu naprawdę potrafi chwycić za serce, oko, nawet za obgryziony paznokieć największego palucha u lewej stopy. A to naprawdę dokonanie godne pozazdroszczenia. Zwłaszcza, że blisko sześć dziesiątek innych prac nie złapało mnie absolutnie za nic. Nawet się o to nie starały. Nie jestem jednak totalnie bezkrytyczny i muszę wspomnieć o tej feralnej tabliczce z pierwszego planu. Strasznie odwraca uwagę od spraw ważniejszych. Poprawić i na przyszłość takich błędów nie robić, zrozumiano? No i błagam. Czy BAMsE musi się już wszędzie wepchnąć? Kto zrozumiał, ten... zrozumiał. Stopień najniższy, ale równie szeroki jak ten ze szczytu, bo nie tylko Mikael Grizzly musi na nim stanąć, ale i Jego wierny pies. I to właśnie czworonóg mnie przekonał do tej pracy. Bo oprócz fantastycznego klimatu wyraźny jest przekaz, że w Zonie jednak przyjaźń się liczy. A jak wiadomo pies najwierniejszym przyjacielem człowieka jest, a ja w tym miejscu wątek zwycięzców w cotygodniowym przeglądzie prac moim zdaniem najlepszych chciałbym zakończyć. Całej czwórce serdecznie gratuluję. Kilka zdań na temat zdjęcia, które niestety zostało niedocenione i zajmuje zdecydowanie odległą lokatę. Otóż pracą taką na moje oko jest ta, której autorem jest Giergow. Może to przez to nieszczęsne ?położenie? obrazka. Tego niestety się nie dowiemy. Ale Wy możecie dowiedzieć się co takiego przypadło mi do gustu w tej pracy. Oczywiście światło, które pada na pozostawiony na ziemi pistolet. A w związku z tym także pytanie, które każe mi zastanowić się nad losem właściciela zguby. Co takiego wydarzyło się w tamtym miejscu, że cenna przecież broń znalazła się akurat tam? Zabrakło mi tylko dłoni, która wyłoniłaby się z tej rozpadliny przed pistoletem. Pytanie o bohatera nadal by istniało, już jednak nie o co, ale dlaczego właśnie tak się stało, a taki zabieg zapewniłby delikatny dreszczyk emocji. Choć wcale niekoniecznie, bo to tylko ja tak uważam. Jako, że rozpisałem się już chyba za bardzo, to wszelkie negatywne typy pozwolę sobie przemilczeć. Temat to ani przyjemny, ani też wdzięczny do opisania, także wybaczcie, ale przyjdzie Wam żyć w niepewności. Pewnie i tak macie świadomość miałkości własnych prac i teraz jest Wam zwyczajnie wstyd. A może ponownie przeceniam ludzkie umysły? To i kilka literek na temat mojej własnej i prywatnej pracy. Nie, żeby tam jakaś specjalna głębia została zawarta (o tym w komentarzach w temacie konkursowym już pisałem), choć faktycznie pierwszy plan jakby wyraźny, drugi troszkę mniej, więc i głębia ostrości jest przynajmniej. Tak, czy inaczej wypada podziękować za wszystkie głosy. A zatem dziękuję. Martwi mnie zupełnie inna sprawa. Czy zauważyliście, że ocena mojego zdjęcia co jakiś czas subtelnie pnie się w górę? Jakby to jakiś automat ingerował w głosowanie. Nie przypominam sobie, żebym świadomie oszukiwał w ten sposób, więc co się dzieje? W komentarzach ktoś napomknął, że mnie ludzie lubią, może zatem klub miłośników mojej twórczości skutecznie działa? Wydaję mi się, że wersja z automatem jest jakby troszkę bardziej realna. To najpewniej sam PACYFICZEK, który tak na marginesie załapał się na regułę theconverse?a, musiał wraz ze swoją sekretarką brać w tym udział. To tyle. Pozdrawiam!
  18. Tyle zdjęć? To ja już wolę mieszkać w Zonie niż głosować. Priwiet! Jeśli mnie oczy nie mylą, a z tymi to różnie już bywało, godzina teraz późna i blady księżyc nad głowami walczy z ciemną deszczową chmurą. Ale zostawmy satelitę-anemika jego własnym sprawom. My tu na dole równie ciekawe kwestie do obgadania mamy. No nie stójcie tak. Zasiądźcie wygodnie przy ognisku i pozwólcie, że posunięty już w latach stalker palcami po strunach swej bałałajki przeciągnie i coś Wam opowie? Zona nie widziała chyba jeszcze tylu osób, które tak chętnie by chciały w jej progach gościnę odnaleźć. Zresztą ona podobnie jak ja, swoje lata ma i niewiele już zauważa. Za to uprzykrzać życie śmiałkom różnej maści uwielbia, choćby i po omacku. Stąd i ja według naszych wewnętrznych zasad ludzi, którzy jej humory przetrwali, wiaderko przykrości wylać będę chciał na Wasze głowy. Nie na wszystkie, bo aż tyle tych pomyj nie mam, a wiadomo, że w Strefie za wiele do wypicia nie ma, więc i zawartość wiaderka kiedyś może się przydać. W pierwszym szeregu, bo tam wzrok mój jeszcze sięga, twarzowa reprezentacja publicznych toalet stoi. Że prywatne to ustępy nie są widać, bo się na konkursowych stronach znalazły. Jak ktoś sobie intymność ceni, to się na cudze monitory z łazienkowym asortymentem nie pcha. Bo to i niesmaczne przecież, ale i raczej mało wspólnego ma z Zoną akurat. Mogę się zgodzić, jasna to sprawa, że od Wydarzenia to mamy tutaj istny kibel, ale? my się nim nie chwalimy. Jako stalker, który widział już naprawdę wiele, zaskoczony jestem pewną nową dla mnie anomalią. Otóż doliczyłem się chyba trzech takich sedesowych zdjęć i choć ocen zbyt wysokich nie mają, to pewne różnice w punktacji wystąpiły. Rację miał sławny dziś myśliciel Hipochondryk z Enefezu, że: ?Jak sedes wygląda każdy widzi, nie każdy się go brzydzi, ale większość z kibla w internecie głośno szydzi?. Tęga to była głowa? po soku z buraków. Pozwolicie, że wyciągnę z plecaka mój prywatny przybliżacz faktów zwany lornetką. Dzięki niemu zauważam coś ważnego i powiedzieć o tym mogę, że poczucie humoru to rzecz niesłychanie ważna tutaj w Zonie i taki swistaks tego poczucia ma całkiem w nadmiarze. Bo na zdjęcie spoglądam, a tam? sreberek co prawda na stanie brak, ale za to mamy sejmowe ławy. Toć Strefa może czasem i strefą płatnego parkowania być. A tam jak wiadomo nasi dostojni państwowi włodarze swoje czcigodne zadki parkują, a płacimy my, czyli naród wyprany? z wszelkich radości dnia codziennego. Ale my tu się parkometrami martwimy, drobnych szukamy, a kondzio5551 z okazji skorzystał i pod naszą nieuwagę flaszkę do Strefy wniósł przebiegły typ. A żeby Mu tak CZARNYNINJA swój zwyczajowy uniform oddał na publiczny lincz tym samym skazując, bo wspomniany miłośnik czarnych fatałaszków zrehabilitował się bardzo i już w innym stroju konkursowe szlaki przeciera. Chwała Mu, powiadam! Za to od czci i chwały odsunąć należy uniwersalnego żołnierza. O kim mowa? Ano spójrzcie tylko, przecież to Cr4sH jakby dopiero z kosmosu wrócił i do Zony wpadł w odwiedziny. Biedaczek łudził się, że skoro wesoło można hasać między planetami, to i tutaj to się uda. Nie tędy droga, chodnik albo i chociaż leśna ścieżka. Kiedyś tu autostradę pobudować mają, więc na zapas możemy walcem przejechać już teraz. Chętny? Tak myślałem? O czym to ja dalej bajać miałem? Już wiem! O znakach. Ale nie takich jak Wam się wydaje, a o tych w literki przyozdobionych, co to ostrzegać mają. Dobrze jest, kiedy w ojczystym języku informacje napisane są, ale nie dla każdego rosyjskie znaczki czytelne być muszą. Przecież tu prawie sami turyści przybyli. Także jakieś tłumaczenie by się dla ogółu zebranych przydało albo co innego by mroki w umysłach rozświetlić. A u nas w Zonie, to przecież prawie wszystko świeci. Tylko na Miszkę oczy zwróćcie. Jak choinka i to w czasach tego Waszego prospjeriti wygląda. Na tym zakończę, bo ogień dogasa jakby, więc pora ciężką już głowę w poduszkę wtulić. Tfu! Poduszki mi się zachciało? Oj stary durak ze mnie! Całe to poplątanie z tego opóźnienia wynikło. Bo to człek w nerwach siedzi jak mu głosowania do rąk nie dają, a czas mija. Ale to wiadomo, że każdemu niekiedy przypadek taki zdarzyć się może. Jednym się głosowanie spóźnia, innym okre? ślenie mi tego na dobre nie wyjdzie, więc dobrej nocy życzyć już muszę.
  19. Jakby co odsyłam do moich galerii. Linki znajdziesz w profilu. A aparat to Sony z serii Alpha, dokładnie model A200.
  20. Dzięki. To tak na początek. A i wzajemnie z tą wysoką pozycją, choć póki co to jesteś na samym szczycie. Aparat jak każdy inny nowy sprzęt wymaga pewnego "oswojenia". Kwestia czasu i będziesz spokojnie sobie radził, także nie ma sie czym martwić. A to był taki limit? Nawet o tym nie wiedziałem. Zwyczajnie zmniejszyłem rozmiar zdjęć i bez problemu wszystkie się zmieściły. I raczej nie mam tu specjalnych względów w tej sprawie. A marginesy to żaden problem. Podczas edycji tekstu wystarczy zaznaczyć w opcjach wyrównania tekstu "wewnątrz". I to tyle.
  21. Fakt, aparat cyfrowy nie potrafi tak dobrze oddać głębi. Zazwyczaj, bo i dziwne przypadki się zdarzają. W sumie to nigdy nie miałem aparatu cyfrowego. Jedną lustrzankę zamieniłem na następną. Tylko, że tą pierwszą był starszy ode mnie Zenit. Więc jakby nie patrzeć, to w sumie mój drugi aparat i dopiero się uczę robić zdjęcia.
  22. Witajcie. Najwyższa pora, by podzielić się z Wami moją pracą. I spokojnie, to nie jest ani mój pierwszy post, ani tym bardziej nie jestem niezdecydowany, które z "milijona" zdjęć wybrać. Szerzej o ekspedycji na teren Zony pisałem już w "poCONVERSE'ujmy o...", dlatego teraz tylko tytuł i sama praca konkursowa. Zdjęcie nazwałem Roofside Picnic. Wyraźne w tym nawiązanie do stalkerowego pierwowzoru braci Strugackich. Kto czytał bloga zrozumie skąd taki tytuł. Swoją drogą to bardzo ciekawe miejsce ta Strefa, drzewa w najlepsze rosną sobie na dachu. I oto obiecane zdjęcie:
  23. Popromienne safari, czyli w Zonie żyją słonie. Pozdrowienia ze Strefy, przyjaciele. Dzisiejszy dzień minał pod znakiem karabinu i aparatu fotograficznego. Otóż wraz z zaprzyjaźnionym stalkerem, którego większość z Was zna z pseudonimu RiksLynX, wybraliśmy się w godzinach przedpołudniowych do pobliskiej Zony, która tak naprawdę czas pewien temu miała być zakładem masarskim. Porzucone i podniszczałe zabudowania to wprost wyśmienite miejsce dla takich zaprawionych w bojach amatorów fotagrafii jak my. Był z nami jeszcze jeden śmiałek, który do tej pory nie miał odwagi do pokazania swojej twórczości w weekendowych zabawach, natomiast bardzo ochoczo wziął do łapek aparat, a nawet dwa trzeba dodać, no i tak już wyposażony wspomógł nasz pobyt w tym malowniczym miejscu kilkoma zdjęciami. Jak się ta cała historia dla Niego skończyła? O tym przekonacie się na samym końcu. Zdjęcia pozwoliłem sobie podzielić na kilka mniejszych serii i tak pierwsza z nich to "Zona", czyli teren naszych działań: zona 01 zona 02 zona 03 zona 04 Druga odsłona to "Na planie". Oto co się tam działo: na planie 01 na planie 02 na planie 03 na planie 04 na planie 05 na planie 06 na planie 07 na planie 08 "Stalkerzy" i ich zdjęcia: stalkerzy 01 stalkerzy 02 stalkerzy 03 stalkerzy 04 stalkerzy 05 stalkerzy 06 I ostatnia już część zdjęć z Zony poświęcona naszemu człowiekowi z aparatem w dłoni, czyli "Marny los fotografa". Oto jak to się wszystko skończyło: marny los fotografa 01 marny los fotografa 02 Nadal chcecie robić zdjęcia stalkerom? I to już wszystko. Praca konkursowa mojego autorstwa pojawi się najpewniej za jakiś czas, jeszcze przed ranem. Dobrej nocy!
  24. Malutkie, bo nie chciałbym, żeby zrobił się z tego fotoblog. A tak na poważnie, to zdjęcia w wyższej rozdzielczości można zawsze znaleźć w mojej galerii, do której odsyłam poprzez link znajdujący się w profilu. Te tutaj to tylko taki swoisty wstępniak. Odnośnie aparatu, to Sony z serii Alpha. W moim przypadku będzie to tylko lub też aż model A200. Nic specjalnego w sumie. Szczególnie, jeśli brać pod uwagę fakt, że dzisiaj to już niektóre telefony komórkowe mają taką samą matrycę.
×
×
  • Utwórz nowe...