Skocz do zawartości

theconverse

Forumowicze
  • Zawartość

    867
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez theconverse

  1. Teraz, gdy obie części mojego wpisu się pojawiły, a kilka dłuższych chwil minęło, mogę głos zabrać i tutaj. Oby więcej takich międzyblogowych dyskusji. Niekoniecznie na takie tematy, bo człowiek niekiedy od gier odpocząć musi, prawda? Od książek też, bo później oczy puchną i obraz śnieży. A jako, że Ty się "zareklamowałeś" u mnie link w komentarzach podsuwając, to i ja w tym miejscu zwrócę się z prośbą do forumowiczów. Poświęćcie te kilka minut i podzielcie się ze mną/z nami refleksją na temat motywów literackich w grach, które znacie. Naprawdę pomoże mi to w dalszym opisaniu tego zjawiska... i zaliczeniu przedmiotu. Tyle z mojej strony. Pozdrawiam!
  2. Odwaga to, czy brak porannej kawy? Za takie przyznanie się do winy, to Cię najpewniej na najbliższy rok z konkursów wyrzucą. Powodzenia! No i w końcu temat z tej drugiej strony ugryziony.
  3. <ciach> nie cytujemy poprzedniego posta - Pzkw Teraz to się zastanawiam, czy kawa jako używka narusza regulamin. Jak myślisz, BAMsE?
  4. Serdecznie wszystkim witam. Tym razem nocną porą i do tego metodą skojarzeń bardzo wolnych i frywolnych stworzyłem pracę, której uda się może wpisać w ostatnio modny nurt zdjęć nie na temat. A już bardziej na poważnie to zakładam, że liczne grono forumowiczów nie doszuka się w tym moim zdjęciu faktycznie jakiegoś powiązania z królewskim skarbem. Oto dlaczego: Praca ta nosi tytuł serDUCHo KRÓLA i troszkę w niej z "Pięknej i Bestii" oraz Króla Lisza. Nie pytajcie w jaki sposób, bo tylko mój umysł i do tego blisko piątej rano potrawi to ogarnąć. To tyle ode mnie. Jeśli chęć się taka pojawi z Waszej strony, a czas wolny będzie mi sprzyjał, może kilka zdjęć z planu zaprezentuję. A teraz najwyższa pora pójść spać. Dobranoc zatem! PS. Tak, tyle czerni na zdjęciu to absolutna konieczność! Bo... mam depresję.
  5. Tylko królewny szkoda, bo taka niekompletna teraz, z jedną tylko ręką? Tym razem nietypowo, bo w ramach bardzo osobistej terapii zwalczania stresów związanych z niemocą twórczą w dziedzinie fotografii użytkowo-konkursowej. Terapia to jawić się będzie jako utwór krótki chyba, wierszowany miejscami, najczęściej na końcach wersów oraz sporą dawką humoru w theconverse?owym stylu. Możecie jeszcze zrezygnować i krzyżyk w prawym górnym rogu przycisnąć aż z bólu zapiszczy. Jeśli jednak za odważnych się macie, uprzedzałem. W każdym razie, wybaczcie mi. Władca z twarzy srogi, w sercu dobrotliwy Nad wyraz był mądry, niekiedy też cnotliwy Król jak się patrzy, szlachetny w każdym calu Począł swe wyzwanie ogłaszać pomału Kto do królewskich nóg ? zaczął tymi słowy Kto ogromnie chętny do zamku połowy Przynieść mi musi, skarb prawdziwie szczery Dodam też córkę, mam ich chyba z cztery Wtem szepty z ust do uszu przebiegły po sali Żaden nie za głośny, gdyż króla się bali Lecz jeden się śmiałek wyrwał przed władcę Otrzymasz swój skarb na srebrzystej tacce Ośmieleni tym gestem, prawie że występkiem By rycerzyk ten dumny nie był świata pępkiem Głos zabrali też inni dzielni wojowie Każdy z nich podobną obietnicę powie A gdy słońce z księżycem rolą się zmieniało Wręczanie podarunków wcale nie mijało Co jeden to piękniejszy, droższy, kosztowniejszy A przy tym tak podobny jak ten uprzedniejszy Prezentów było tyle, chyba i bez liku Aż król nie wytrzymał, poszedł zrobić siku I tak na tronie, w ustronnej komnacie Rozmyślał bardzo kiedy spuszczał gacie Gdy wrócił do gości, uśmiechnął się szczerze Będzie pyszne jadło, bo przynieśli zwierzę Zęby szybko schował w geście zrozpaczenia Pieczone dali koty, nici więc z jedzenia Nawet psa rycerska brać nie oszczędziła Jako królewski skarb sierściucha ubiła Wypchali go później gęsim pierzem chyba Oczy miał dziwne, jak ta śnięta ryba Nie koniec to był niespodzianek raczej Nowych gości przybycie otrąbili trębacze A gdy weszli, skrzynie monet u nóg położyli Pomyślał sobie król, że idioci, ale nawet mili Bo przecież skarbiec w szwach od monet pękał Już brak w nim miejsca skarbnika czasem nękał Podobna sprawa była z wszystkimi klejnotami Aż je w depozyty po sąsiedzku wysyłał z glejtami Ciekawiej się zrobiło, gdy się pojawiły Cudne dziewczęta, strojów poskąpiły Lecz zabawka taka, na chwilę tylko starcza Podobnie jak miecze, sztylety i tarcza I gotów był już król, wycofać swe życzenie Żadnej z tego przyjemności, jeno utrapienie Wtem z tłumy wyszedł tamten młodzian pewnie Władca wyczekuje, prawie przy tym blednie Śmiałek zaraz się uroczyście zegnie w ukłonie Wyciąga do króla swoje gładkie dłonie Mówi coś po cichu, król ucho nadstawia Uśmiecha się mocno, wszystkich odprawia Zostają tylko oni, władca i ten śmiałek Dostaniesz za ten prezent, nawet cały zamek Była obietnica, będzie i niewiasta Dajcie jej rękę, niech ją ktoś pochlasta Młodzian jednak szczerze dziękuje Odkłania się grzecznie, powoli wycofuje Dla Was to teraz niech będzie zagadka Cóż to za skarb był, jakaż to gratka I jeśli tylko odgadnąć się Wam uda Będzie można mówić, że prawdziwe cuda Tymczasem kończę opowiastkę właśnie Życzę miłej nocy, lampka zaraz zgaśnie
  6. Faktycznie często jest tak, że kat lub też oprawca swoje czyny motywuje chęcią zemsty, także oba motywy są sobie bardzo bliskie. Jednak to ten pierwszy wydawał mi się zdecydowanie bardziej ciekawy, troszeczkę inny i uciekający od sztampowego motywu zemsty. A przytaczane przykłady od czasu, gdy praca ta powstała mogły się już delikatnie przykurzyć, stąd właśnie brak aktualnych tytułów w tym zestawieniu. Nadal czekam więc na opinie forumowiczów, a przy tym przede wszystkim graczy, bo to one mogą się przyczynić do rozbudowania przedstawionego przeze mnie ?spisu" gier. Choć wydaję mi się, że obszerność tego tekstu może zniechęcić...
  7. Dziś ponownie spotykamy się, by tym razem dokończyć, a tym samym zakończyć wątek motywów literackich oraz gier komputerowych. Jako, że na wszystko czas się znaleźć powinien, dlatego zanim zaproszę Was do tekstu poniżej, chciałbym chociaż kilka minut poświęcić na reakcje z jakimi się mój czwartkowy wpis spotkał. Oczywiście przyjemne to uczycie, gdy człowieka chwalą, lecz pożytek większy gdy nie szczędzą mu krytyki. Nie jest nią na pewno zarzut dotyczący długości tekstu, bo o tym poinformowałem akurat już na samym wstępie, więc przejdę do innych komentarzy. Bardzo zaskoczył mnie swą reakcją Qbuś, który w formie swoistej repliki wypowiedział się na własnym blogu na temat literatury i growego świata. I jeśli nawet mój oponent (w tym zdecydowanie pozytywnym, budującym sensie) obawiał się niewielkiego zainteresowania ze strony odbiorców, to do mnie dotarł na pewno. Szczególnie, że choć już wcześniej o możliwościach alternatywnego obcowania z książkami, aniżeli tylko zwyczajne czytanie, wiedziałem, to i tak Jego słowa były dla mnie bardo pożyteczne i prawdziwie ciekawe. A jeśli tylko czas mi na to pozwoli, chętnie sięgnę po przytoczoną przez Niego eksperymentalną powieść. Co się zaś tyczy argumentów jakich Qbuś użył, to mogę potwierdzić, że wiele zależy tylko i wyłącznie od czytelnika. O ile oczywiście chce być on tylko biernym odbiorcą, czy może postara się zerwać okowy tradycji literackiej i sam odkrywać pocznie zupełnie nowe, na pierwszy rzut oka ukryte rozdziały trzymanej w dłoniach książki. Analogicznie sytuacja jawi się w przypadku gier komputerowych. Bo zarówno w literaturze, jak i w wirtualnym jej odpowiedniku, droga najprostsza jest tylko preludium do tego, co twórcy nam mogą zaoferować. Pamiętać przecież należy, że skoro książkę, a więc jej treść, możemy kształtować podług własnych upodobań, to i gry nie będą się bardzo przed tym broniły. Mam tu na myśli najróżniejsze edytory i dzięki nim powstałe modyfikacje. Dlatego oba te wytwory, książki i gry, nie są nigdy dziełami skończonymi, o ile nie chcemy by takimi były. Ale by pokazać, że Qbuś całkowicie mi ten argument bierności i aktywności z ręki wybił, powiem jeszcze, że na dzień dzisiejszy w moim odczuciu, gry poprzez swoją zintensyfikowaną interakcyjność bardziej są godne miana aktywnych. Nawet jeśli to bardzo powierzchowny i aktualny tylko na krótką chwilę sąd. Ponieważ nie chcę, by czytelnicy odebrali to jako uznanie przeze mnie wyższości gier nad papierowymi tomami, postarajcie się mnie dobrze zrozumieć. W tym ?pojedynku? nie ma zwycięzców, bowiem tak literatura, jak i produkcje wirtualnej rozrywki są na tyle różnymi mediami, że porównywanie ich nie ma większego sensu. Mogą się natomiast przenikać, czerpać z siebie nawzajem i być przy tym czymś wspaniałym dla odbiorców, szczególnie tych aktywnych i twórczych. Na koniec przepraszam serdecznie wszystkie leworęczne osoby, które poczuły się ostatnim razem urażone, za użyte przeze mnie w tekście sformułowanie. Zakładałem jednak, że nie przy każdym zdaniu, które piszę z przymrużeniem oka, faktycznie to oko muszę mieć półprzymknięte. A teraz zapraszam raz jeszcze do lektury o motywach literackich w grach komputerowych i liczę na Wasze komentarze. Postarajcie się z własnego doświadczenia te kilka zdań napisać. Naprawdę będzie to dla mnie wielce pomocne. PS. Zdanie o intensywności i interakcyjności do wszystkich trafić nie musi, ale mi się zwyczajnie spodobało. Motywy literackie w grach komputerowych (2/2) LEVEL O1: motyw apokalipsy / katastrofy Doskonale nam wszystkim znana apokalipsa, to z języka greckiego apokalypsis, czyli odsłonięcie lub objawienie. Kojarzymy ją oczywiście z ostatnią księgą Starego Testamentu, w której to św. Jan Ewangelista opisuje wizję Sądu Ostatecznego i towarzyszące mu zjawiska. Wizja ta przepełniona jest poczuciem strachu, a opisywany za jej pomocą koniec świata mają zwiastować liczne nieszczęścia i katastrofy. Nie bez znaczenia jest jego nieodwołalny charakter. Pojęcia, które powinniśmy zestawić wraz z apokalipsą to nieszczęście, tragedia, a także zagłada lub katastrofa. Jak realizowany jest ten motyw w popularnych grach komputerowych? Przede wszystkim bardzo różnie. Zarówno tło fabularne jak i sama postać nieuniknionej zagłady zdaje się być ograniczana tylko poprzez wyobraźnie twórców. Żeby ukazać pełną paletę możliwości zaprezentowania tego motywu wybrałem cztery tytuły. Każdy z nich dostarcza nam zupełnie innego obrazu apokalipsy. Oto jak to robią. Bad Day L.A. Na początek bardzo mocne uderzenie jakby można było powiedzieć. Oto zwyczajny dzień zamienia się w najgorszy koszmar. I mówiąc najgorszy, mam tu faktycznie na myśli wszystko co się nam źle kojarzy i przed czym za wszelką cenę chcielibyśmy uciec. Wystarczy sobie wyobrazić, że z niewiadomych przyczyn, nasz bohater ? Anthony, którego możemy określić tylko jako bezdomnego pijaczka, trafia w centrum wszystkich możliwych kataklizmów. A są to kataklizmy, których faktycznie powinniśmy upatrywać na stronach Starego Testamentu. I tak na wstępie na autostradę spada z hukiem samolot, który wprowadza niemałe zamieszanie wśród mieszkańców Los Angeles. Ale już po chwili Anthony zmuszony będzie doświadczyć także trzęsienia ziemi, gradu meteorytów, tsunami, a nawet wybuchu wojny gangów. Na szczęście autor tej interaktywnej wizji św. Jana to osoba z ogromnym poczuciem humoru i cała gra utrzymana jest w bardzo żartobliwym nastroju. Już sama warstwa wizualna, utrzymana w konwencji komiksu pozwala nam sądzić, że grając będziemy się bardziej śmiać niż zaciskać ze strachu zęby. Jednakże inspiracje motywem apokaliptycznej zagłady świata są tu bardzo widoczne, nawet gdy na ekranie widzimy bohatera uciekającego przed zgrają zombie, którym wtóruje inwazja meksykańskiej armii narodowej. Absurdalne? Owszem, ale przy tym bardzo nośne i grywalne. A na tym ma właśnie polegać wirtualna rozrywka. BioShock Tym razem nie jest już tak zabawnie. Jest mrocznie, posępnie i obco. Przygodę ponownie rozpoczyna katastrofa lotnicza, ale tym razem bohater nie jest wyłącznie jej obserwatorem, ale uczestnikiem. Kiedy pojazd rozbija się o wody Atlantyku, w ciele naszego awatara trafiamy do budynku, który wyglądem przypomina latarnie morską. Jak się później okazuje, ta górująca nad poziomem oceanu budowla jest wejściem do zupełnie innego świata. Innego, bo arkadyjskiego jakby się mogło wydawać. Trafiamy do Rapture. To stylizowane na art deco miasto na pierwszy rzut oka wydaje się opuszczone i mocno już podupadające. Wystarczy zaledwie chwila, żebyśmy dowiedzieli się, że nie jesteśmy tam sami. Na swojej drodze napotykamy splicery, żyjące trupy, echo po ludziach, którymi niegdyś byli. Wynik nadużywania mutacji genetycznych, które w tym idealnym świecie pozwalały ludziom stać się bardziej bogami niż ludźmi. Bo czy nie marzyliśmy zawsze by móc miotać nagą dłonią ogniste kule lub za pomocą naszego umysłu przenosić przedmioty. Istniał jednak jeden warunek. Żeby stać się takimi nadludźmi musielibyśmy przyjmować stworzoną przez naukowców ambrozję, a tej nigdy nie było za wiele. Co więcej, substancję tę miały w swym organizmie niewinnie wyglądające dziewczynki nazywane siostrzyczkami. Kiedy więc zabrakło ambrozji, uzależnieni od niej ludzie zaczęli zabijać te żywe ?zbiorniki?. Tak w zarysie wygląda historia przedstawiona w tej bardzo ambitnej produkcji. Stawia bowiem pytanie o to, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by osiągnąć swój cel. Ale przede wszystkim ukazuje następujący bardzo powoli wewnętrzny rozkład społeczności zamkniętej w podwodnym Rapture. I tak przytaczając słowa jednej z recenzji tej gry, utopijny raj okazał się rajem utopionym*. * Gem, ?Utopia utopiona?, CD-Action nr 144, październik 2007 Legendary: The Box Pomijając wykonanie tej gry, którą określono jako efekt zderzenia ambicji z niemocą*, motyw katastrofy wysuwa się tu na pierwszy plan. I tak fabuła Legendrary: The Box bezpośrednio związana jest z mityczną puszką Pandory, która po otwarciu miała uwolnić wszelkie choroby i plagi, a nawet potwory. Twórcy gry potraktowali ten mit bardzo dosłownie, gdyż na chwilę po otwarciu antycznej puszki, która tutaj przypomina bardziej skrzynie, w naszym świecie pojawiają się różnej maści bestie, że wspomnę tu tylko o minotaurach, gryfach i wilkołakach. Sprawcą całego nieszczęścia jest Charles Deckard, złodziej dzieł sztuki, który za zadnie otrzymuje wykradnięcie puszki z muzeum. Ostatecznie jednak wiedziony wyrzutami sumienia postanawia zapobiec apokalipsie i obdarzony przez artefakt mocą zaczyna uganiać się za potworami. * Cormac, ?Legenda z odzysku?, CD-Action nr 160, styczeń 2009 Mass Effect Tytułowy efekt masy, to technologia, która umożliwia międzygwiezdne podróże. Od razu więc widać, że mamy do czynienia z produkcją z gatunku fantastyki naukowej. Na czym ma polegać katastrofa? W tej grze nie będzie gromów z jasnego nieba, ani deszczu meteoroidów, choć te napotkać możemy podczas odwiedzania naprawdę wielu planet. Natomiast sprawcą całego zamieszania jest starożytna rasa inteligentnych maszyn. I jest ona rzeczywiście stara, ponieważ ludzie przy niej jawią się jako prymitywne organizmy. Ale czego właściwie chcą Żniwiarze? Najprościej będzie, jeśli powiem, że śmierci wszystkich rozumnych ras we wszechświecie. Choć wydaje się to mało skomplikowane, od strony fabularnej Mass Effect potrafi miejscami przytłoczyć swoim rozmachem. Tak charakterystyczna dla gier cRPG, czyli takich, w których odgrywamy rolę, nieliniowość opowiadanej historii umożliwia nam eksplorowanie dziesiątków światów, poznawanie obcych ras, czy czerpanie przyjemności ze zwiedzania wielu ciekawych miejsc znajdujących się na Cytadeli, stacji będącej centrum wielogatunkowej cywilizacji kosmosu. LEVEL 02: motyw kata Kat to nikt inny, jak osoba wymierzająca karę, zadająca ból, cierpienie, ale także osoba budząca panikę lub respekt. Kat kojarzy nam się jako jegomość z kapturem na głowie, dzierżący w dłoni miecz lub topór. Tych dwóch nie trzeba tłumaczyć, nakrycie głowy zaś spełnia ważna rolę w wizerunku kata, zapewnia mu anonimowość. Ale nie jest to jedyny sposób na postrzeganie kata. Może nim być przecież każdy, zwykły przeciętny człowiek, który swoją agresję bardzo skuteczne przekuwa na cierpienie innych. W grach postać kata bywa postrzegana na kilka sposobów. Dobrałem trzy przykłady, które pozwolą zrozumieć naturę takiej osoby, a także motywacje jakie przyświecają jej gdy zakrywa twarz kapturem. Assassin?s Creed: Director?s Cut Edition Gra, o której można napisać pracę magisterską, a może nawet doktorat*. Niestety z braku miejsca napiszę o niej tylko najważniejsze rzeczy. A nawet nie o samej grze, a jej głównym bohaterze Alta?rze. Jest on członkiem zakonu asasynów, wyszkolonych w zabijaniu ?ostrzy w tłumie?. Do jego zadań należy uśmiercanie niewygodnych dla spraw organizacji osób. Nie są to jednak zwykli szarzy obywatele, ale sami Templariusze. Wspomnieć trzeba, że akcja gry dzieje się w XII wieku na Bliskim Wschodzie, gdzie miejsce ma właśnie trzecia wyprawa krzyżowa, dowodzona przez angielskiego króla Ryszarda Lwie Serce. Motyw kata realizowany jest tu bardzo wyraźnie, pomimo faktu, że nasz bohater jest zaledwie narzędziem w rękach swojego mistrza. I tak każde zadanie nazywane tutaj sprawą polega po kolei na zdobyciu informacji wśród tłumu, odnalezieniu celu, wykonaniu wyroku oraz ucieczce. Planowanie odgrywa tu znaczącą rolę, ponieważ nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Ta najczęściej kończy się zaalarmowaniem straży i karkołomną ucieczką po dachach Jerozolimy, Damaszku lub Akki. Jeśli nie zdołamy uciec, czeka nas śmierć od mieczy nieprzyjaciół. Tak więc Alta?r jest katem na pewno, ponieważ wymierza karę, budzi przy tym respekt Templariuszy, a jego oblicze skrywa naciągnięty na głowie kaptur. * Hut, ?Bije w skrytości?, CD-Action nr 150, kwiecień 2008 Condemned: Criminal Origins To interaktywny thriller psychologiczny, w którym wcielamy się w rolę Ethana Thomasa, agenta FBI, który specjalizuje się w tropieniu oraz łapaniu seryjnych morderców. Nie odegramy więc roli kata, lecz policjanta, który go ściga. Trzeba powiedzieć wprost, świat przedstawiony w tej grze jest brutalny, miejscami okrutny, a postacie z jakimi przyjdzie nam się w nim zmierzyć to żądni krwi socjopaci, absolutny margines zepsutego do szpiku kości społeczeństwa. A kim jest sam kat? To psychopatyczny morderca, który przyjemności czerpie z zadawania swoim ofiarom bólu ponad ludzkie siły. Dodatkowo, z zegarmistrzowską wręcz precyzją rekonstruuje perwersyjne, obrzydliwe wynaturzone scenki, w których jako swoich marionetek używa okaleczanych ludzkich ciał. A zatem nie jest to gra dla każdego ? to mogę powiedzieć na pewno. Ale wiem też, że ludzie, którzy lubują się w takich klimatach, nie będą się w stanie od gry oderwać, a gdy już zatopią się na dobre w ten chory świat, satysfakcja płynąca z zabawy sprawi, że wszystkie (?) wady przestaną doskwierać*. * Eugeniusz Siekiera, ?A miało być tak pięknie??, CD-Action nr 126, czerwiec 2006 The Punisher Frank Caste to typowy antybohater, znany z komiksów, a także kilku ekranizacji filmowych. Gra z jego udziałem to makabryczny taniec śmierci, z którego tylko on wychodzi żywy. Przybliżę jednak fabułę zanim zacznę się rozwodzić jak bardzo brutalny jest świat z The Punisher. Generalnie wszystko zaczyna się od tego, że Castle był świadkiem zabójstwa swojej rodziny. Krew jego bliskich jeszcze nie zdążyła zaschnąć na rękach oprawców z mafii, kiedy postanawia wymierzyć im sprawiedliwość w rozmiarze 9 mm. Ale to nie broń palna gra tu pierwsze skrzypce. Najkrwawsze sceny to te, w których Frank przesłuchuje poszczególnych przestępców. Jako, że nie są oni zbyt wylewni, używa charakterystycznych argumentów. I tak mamy do czynienia z przypalaniem gorącym olejem, rażeniem prądem lub wkładaniem głowy w rozgrzanego piekarnika. Na tym nie koniec, bo gdy zdobędziemy już potrzebne nam informacje Frank wciska ofiary pogrzebaczem do kominka, wrzuca ich do maszyny rozdrabniającej w rzeźni lub zgniatarki na złomowisku samochodów*. Kat w tej grze również spełnia wymogi dotyczące tego motywu. Zadaje ból, ale przede wszystkim wymierza karę, choć oczywiście sprawiedliwą w jego mniemaniu. Jednak co najbardziej przeraża nie skrywa swojej tożsamości. Działa otwarcie, a wręcz afiszuje się z tym, że za chwilę umrze kolejna osoba i zrobi to w bardzo spektakularny i krwawy sposób. * Czarny Iwan, ?Przeszarżowali chłopaki z tą przemocą?, CD-Action nr 111, kwiecień 2005 LEVEL 03: motyw podróży / wędrówki Wędrówka towarzyszy ludzkości od jej początków. Była ona wynikiem aktualnych potrzeb, poszukiwaniem najlepszych warunków do zamieszkania. Ale podróż to także chęć odkrywania i realizacja planów. Znamienne jest tutaj zdobywanie doświadczenia. Człowiek wędrując i poznając nowe rzeczy lub emocje rozwija się. A człowiek doświadczony to bardzo często osoba dojrzalsza. Podróż więc bardzo często jest wartością samą w sobie. Ma ona także wymiar bardziej symboliczny, nierzeczywisty. Może oznaczać wtajemniczenie, zmianę, marzenia. Mówimy wtedy o wędrówce wewnętrznej. Właśnie taką nierealną podróż chciałbym przytoczyć na podstawie tylko jednej gry. Produkcja ta jest bardzo nietypowa, ale przez to wyrazista i prawdę powiedziawszy nie przypomina ona zwyczajnej gry, jest czymś w rodzaju przeżycia, doświadczenia właśnie. The Path Gra ta ponoć ma w sobie coś, co sprawia, że nie sposób o niej zapomnieć i trudno o niej nie myśleć. Jej klimat jest tak intensywny, że na dłuższą metę wręcz nie-do-wytrzymania, niektóre sceny poruszają do żywego i gotują krew w żyłach, a to, co się tu zobaczy i usłyszy, chodzi za człowiekiem jeszcze długo po wyłączeniu komputera*. I coś w tym rzeczywiście jest. The Path to interaktywny horror, który czerpie z historii Czerwonego Kapturka. Jednak tym razem nic nie kończy się słowami, które wieńczą wiele bajek, czyli żyli długo i szczęśliwie. Twórcy tej produkcji postarali się, by z niewinnej bajki stworzyć mroczną i brutalną opowieść, której odbiorcami powinny być osoby zdecydowanie dojrzałe. A motyw wędrówki? Już sam tytuł sugeruje nam, że mamy z takowym do czynienia, bo path to nic innego jak ścieżka. Ale od początku. Wpierw wybieramy jedną z Czerwonych Kapturków. Tak, jest ich kilka, a dokładnie sześć. Każda reprezentuje inny etap rozwoju i tak mamy do czynienia z jeszcze młodziutką i niewinną Robin, ale także z młodą damą Scarlet. Kiedy zdecydujemy się już na bohaterkę wyruszamy do domku babci. Zadanie to wydaje się ze wszech miar banalnie łatwe, bo droga do babci nie jest nawet specjalnie kręta. Ale dotarcie do domku w ten sposób oznacza koniec gry, który komputer określa mianem porażki. Więc jeśli nie chodzi o trzymanie się wyznaczonej ścieżki, to o co? O zejście z niej. A tam świat jest już zupełnie inny. Las wydaje się być zdecydowanie złowieszczy, wszystko spowija mgła, muzyka do tej pory spokojna i zrównoważona zmienia się w kakofonie trzasków i chrobotów. To wszystko sprawia, że bardzo łatwo się zgubić. Czasem uda nam się wyjść nad zamglone jezioro, innym razem na ponury cmentarz. Pojawia się również postać Wilka, który dla każdej z dziewczynek oznacza coś innego. Zawsze jednak takie spotkanie kończy się źle dla naszych bohaterek. Czasem będziemy się musieli domyślać jak dokładnie, a czasem gra pokaże nam to ze wszystkimi krwawymi szczegółami. Po wszystkim Kapturek, który wygląda jak ofiara bardzo brutalnego gwałtu wraca na ścieżkę, a nasza wyprawa zostaje podsumowana jako sukces. The Path trudno nazwać zabawą, bo to przeżycie, które raczej nie sprawia frajdy, a prędzej? wywołuje stany lękowe*. Widać, że gry komputerowe potrafią być medium, które ma nie tylko dawać rozrywkę, ale także przekazywać coś wartościowego, a w tym wypadku będzie to opowieść o trudach i pułapkach, jakie czekają na kobiety na drodze (ścieżce?) od niewinności do dojrzałości*. * Hut, ?W wilczych szponach?, CD-Action nr 165, maj 2009 GAME OVER Jako, że to już koniec mojej pracy, pora na podsumowanie. Tym samym jestem przekonany, iż temat jaki podjąłem udało mi się zrealizować. Niestety, co muszę przyznać tylko w niewielkim stopniu, ale wynika to z ogromu materiału i skali zjawiska, które towarzyszą motywom literackim znajdujących swoje odzwierciedlenie w świecie komputerowych gier. Wspomnę jeszcze o innym zjawisku związanym z przenikaniem literatury z wirtualną rozgrywką, a o którym pisałem we wstępie. Mam na myśli egranizacje. I choć tych udanych jest rzeczywiście niewiele, to chciałbym w tym miejscu przytoczyć te moim zdaniem najlepsze. I tak trzecie miejsce na podium zajmuje The Godfather. Gra nawiązująca do słynnej książki Maria Puzo stanowi przemyślaną i bardzo widowiskową zabawę w jednego z żołnierzy mafii. Doświadczymy tu i rozmachu, ale przede wszystkim wspaniałej atmosfery przestępczego półświatka, który tak bardzo nas do siebie przyciągał w książkowym pierwowzorze. Miejsce drugie to S.T.A.L.K.E.R.: Shadow of Chernobyl. Historia opowiedziana za pomocą tej gry swój początek miała w książce Piknik na skraju drogi braci Strugackich. I choć twórcy gry przebudowali świat przedstawiony w dziele rosyjskich pisarzy i z tajemniczej Strefy zrobili popromienną Zonę, rzeczywistość w nich panująca nadal pozostawała śmiertelnie niebezpieczna, ale także pełna skarbów, które przyciągały do siebie doświadczonych stalkerów. A zwycięzcą zostaje? The Witcher, czyli rodzima produkcja będąca wszystkim tym, do czego przyzwyczaił nas Andrzej Sapkowski w swych opowieściach o wiedźminie Geralcie. Wszystkim, a nawet czymś więcej. Po raz pierwszy bowiem dano nam możliwość wcielenia się w Białego Wilka w stopniu, w jakim żadna książka nigdy nie pozwoli.
  8. To już nie dziwota, że za skarb można wziąć nawet kota. Dzień piątkowy zastał nas dzisiaj w bardzo mroźnych okolicznościach, ale przecież prawdziwych konkursowiczów i sroga zima nie zniechęci do wzięcia udziału w weekendowej zabawie. Póki co, na forum jest jeszcze bardzo spokojnie, ale nic to przecież nowego dla pierwszego dnia zmagań. Spodziewam się jednak, że temat o królewskim skarbie zainteresuje liczną grupę forumowiczów. Może to dlatego, że skarb ten dla każdego z nas jawi się jako coś zupełnie innego. Ale przecież nawet bardzo swobodna interpretacja, a co za tym idzie, mam nadzieję także niecodzienne wykonanie pracy nie gwarantuje wysokiego poziomu podczas konkursu. Dlatego też wolę nie zapeszać i nie napiszę, że pojawią się na pewno zdjęcia ponadprzeciętne? Do tej pory, a udało mi posłać oko w kierunku zdjęć na minut kilka, wśród zaprezentowanych prac królują skarby rozumiane bardzo dosłownie, a więc waluta wszelaka, biżuteria, w tym drogocenne kamienie i pierścienie. Oczywiście tylko i wyłącznie te, które wszystkie inne złączą i tak dalej, sami wiecie. Nie zaskoczyło także pojawienie się znanego wszystkim pisma. Niczym wybijającym się ponad standard nie okazały się przy tym ulubione gry, niekiedy w wersjach kolekcjonerskich. Chyba nie tędy droga, prawda? Zgoła odmienną ścieżkę obrało kilka osób, które postanowiły być bardzo, ale to bardzo oryginalne. Szczególnie jeden z użytkowników chciał nas przekonać co do posiadanej przez siebie nietuzinkowej osobowości. W ten oto sposób staliśmy się mimowolnymi świadkami narodzin zupełnie nowej jakości wśród królewskich precjozów. Dziękuję serdecznie za taką niesamowitą przecież możliwość. Od dzisiaj już zawsze będę wiedział, że połączenie kupa+kiełbasa+trumna to coś naprawdę wartościowego i godnego większej uwagi. Nie wiem tylko, co na to powie AsgarothDaFae, bo to ewidentnie On dziś piastuje urząd Wielkiego Znawcy. Zobaczymy jak długo wytrzyma w tej roli i przy takich pracach. Gdy tak się przez dłuższą chwilkę zastanowię, tytułowy kot nie jest już chyba tak wybitny w porównaniu do tego dziwnego połączenia z akapitu powyżej. Nie jestem nawet pewien, czy na pewno chcę po zakończeniu tego wpisu zajrzeć raz jeszcze na forum i przekonać się przy tym, co jeszcze konkursowicze wymyślili. Bo to co ja rozumiem jako skarb prawdziwie królewski jest praktycznie niemożliwe do ukazania za pomocą zdjęcia. Chyba, że ktoś z Was potrafi uchwycić w cyfrową klatkę fotograficzną rozsądek i umiar? Pozostaję mi więc życzyć owocnych poszukiwań Waszych własnych skarbów, ale przede wszystkim przyjemnej zabawy w tym konkursie. A zatem bawmy się! PS. Wszelkie kwestie związane z moim wczorajszym wpisem spotkają się z moim odzewem dopiero jutro, kiedy to opublikuję drugą część pracy na temat motywów literackich w grach komputerowych. Choć nie ukrywam, że Qbuś swoją ripostą sprawił mi ogromną przyjemność i chętnie o tym w ramach bloga poconverse?uję.
  9. Witajcie drodzy czytelnicy. W dniu dzisiejszym chciałbym zaproponować Wam lekturę pracy popełnionej przeze mnie blisko pół roku temu. Jako, że tekstu będzie tym razem troszeczkę więcej, zdecydowałem się całość podzielić na dwie mniejsze i chyba lepiej przyswajalne części. Dlatego dziś fragment wprowadzający i wstępnie przy tym opisujący zjawisko dotyczące motywów literackich, na jakie natknąłem się podczas obcowania z grami komputerowymi. Natomiast już w sobotę zaprezentuję Wam część kończącą całą rozprawę i to właśnie wtedy przytoczę konkretne już motywy literackie i tytuły gier z nimi związane. Oba te wpisy maja jednak swoje drugie dno, które jest dla mnie naprawdę bardzo istotne. Otóż proszę Was, czytelników mojego bloga, abyście w miarę możliwości opisali swoje własne obserwacje i refleksje w nawiązaniu do motywów literackich w grach. Na samym końcu dzisiejszego fragmentu znajdziecie konkretne trzy motywy, które posłużyły mi do opisania tego bardzo charakterystycznego powiązania świata literatury i rzeczywistości gier. I to właśnie do nich chciałbym, żebyście nawiązali w swoich komentarzach. Te możecie zamieścić pod samym tekstem lub też przekazać mi w formie wiadomości prywatnej. W przypadku jakichkolwiek pytań, służę pomocą. Obiecać nie mogę natomiast, że przez cały najbliższy weekend będę w pobliżu komputera. Już na sam koniec, zanim to przedstawię tekst właściwy, jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Całe to przedsięwzięcie posłużyć ma docelowo do pracy badawczej traktującej o kulturze graczy. Na ile świat komputerowej (bo właściwie tylko ten jest mi znany) braci jest wrażliwy na liczne literackie korzenie swoich ulubionych gier i czy faktycznie zjawisko przenikania się tych dwóch kulturowych przestrzeni jest widoczne. O tym właśnie chciałbym napisać w swojej pracy badawczej. I jeszcze jedno. Pamiętajcie, że Wasze wypowiedzi chciałbym zawrzeć w finalnym tekście, więc proszę, żeby nie były to wpisy jednozdaniowe, ale naprawdę przemyślane i wartościowe opisy. To tyle. Życzę Wam zatem przyjemnej lektury i z góry dziękuję za wszelkie refleksje, którymi się ze mną podzielicie. Dobrej nocy! Motywy literackie w grach komputerowych (1/2) PRESS ENTER TO BEGIN GAME Tym nietypowo nazwanym wstępem chciałbym zaprosić do lektury pracy, której autor, miał na celu zarysowanie zjawiska przenikania się literatury oraz gier komputerowych. Dziś już bowiem nikt nie poddaje w wątpliwość twierdzenia, że te dwa, jak by się mogło wydawać różne światy, przenikają się wzajemnie, ale w równej mierze czerpią ze swojego dorobku i inspirują twórców jednej, jak i drugiej strony. Może jednak na początek przytoczę kilka cech wspólnych, jak i tych, które pozwalają nam rozróżnić domenę książek od jakże przebogatego uniwersum gier. Nadmienię jednak, że zarówno literatura jak i komputerowa rozrywka mają pewien podstawowy wyznacznik, tak bardzo istotny dla dalszych rozważań, że pominięcie go w zupełności wypaczyłoby dalsze zrozumienie tematu. Tak więc w obu przypadkach jest to opowiadanie historii. Dla uproszczenia posłużę się zamiennymi nazwami dla tych dwóch elementów współczesnej kultury. Historie opowiadane za pomocą literatury nazwę więc opowieścią, zaś gra pozostanie zwyczajnie grą. I tak zarówno opowieść, jak i gra są niezależne od medium. Co możemy przez to rozumieć? Wystarczy powiedzieć, że historia, którą pragniemy przedstawić może być wystawiona na deskach teatru, może być zaprezentowana jako dzieło filmowe, ale nic nie stoi na przeszkodzie by konkretna fabuła pojawiła się również w formie obrazkowej na kartach komiksu. To oczywiście w przypadku opowieści. Gra zaś może być, przepraszam za sformułowanie, rozegrana na różne sposoby i w bardzo innych od podstawowych i dedykowanych dla niej warunkach. Za przykład wezmę klasyczną grę w statki. Możemy się przy niej bawić pochylając nad kartką papieru, a w dłoni trzymając długopis lub ołówek, ale również możemy zrealizować pomysł by morską batalię przeżywać przed monitorem swojego komputera. Zmieniając medium nie zmieniają się natomiast trzy rzeczy. W przypadku opowieści wydarzenia oraz bohater, gdy mówimy o grze, stałe pozostają reguły. Drugą cechą wspólną jest możliwość prezentowania pewnych kulturowych kontekstów lub inaczej mówiąc swoistego kolorytu lokalnego. Tutaj za przykład podałbym zmianę imion na bliższe odbiorcy, można pokusić się o stwierdzenie, iż miałyby to być nazwy bardziej swojskie. Poprzez taki zabieg nadajemy opowieści i grze charakteru. Bo czy nie jest tak, że lepiej znamy Jasia i Małgosię, niż Hänsel und Gretel, prawda? A teraz różnice. A tych jest trochę więcej. Pierwsza z nich to kontrastujące ze sobą bierność oraz aktywność. Ta pierwsza to nieodłączna cecha opowieści. Czytelnik jest jakby skazany na podążanie za wyznaczonym mu przez autora szlaku i żadne z niego zejście nie wchodzi w grę. W grę wchodzi natomiast - nomen omen - w grze. Tutaj wybieranie własnej drogi jest częścią zabawy. Tylko od nas zależy czy bohater, nasze wirtualne alter ego wpierw uda się do ruin starego zamku, czy może na mokradła albo jeszcze do karczmy. Oczywiście nie jest tak, że możliwości wyboru nigdy się nie skończą. Gry nie są w stanie zapewnić nam wolności znanej z realnego życia. Choć z drugiej strony, czy w materialnym świecie zawsze mamy wybór? Łączy się to z drugą różniącą literaturę od gry kwestią. Narracyjne formy prezentowane przez książki dążą do odtwórczego charakteru, gdy komputer lub konsola do gier stawia przed nami zadania twórcze. Kartkując powieść jesteśmy widzem powstającego właśnie imperium Aleksandra Wielkiego, grając sami je budujemy. Nie bez znaczenia jest także wymiar temporalny w jakim rozgrywają się opowiadane historie. Literatura zawsze będzie prezentować nam to, co już miało miejsce, gdy z dłońmi na klawiaturze i myszce będziemy decydować o tym co jeszcze przed nami. Czwarta jakże istotna sprawa wynika ze zjawiska wspomnianej wcześniej statyczności i dynamicznej symulacji. Twór statyczny, a więc niewzruszony i solidny od zawsze był postrzegany na równi z takimi pojęciami jak pewność, czy niepodważalność. Dzięki temu książka była idealnym nośnikiem twierdzeń, sądów, wierzeń i dogmatów. Wystarczy przytoczyć tu przykład Biblii lub Koranu. Dynamiczna symulacja od początku nakierowana na zmienność wydaje się więc być nieodpowiednim rozwiązaniem dla wszelkiego rodzaju moralnych przykazań. To tak jakby powiedzieć ludziom, żeby nie kradli, a po kilku minutach stwierdzić, że jednak niech sobie kradną co chcą. Ostatnia bariera dzieląca rzeczywistość na tę bez i z gryzoniem w prawicy to świat przedstawiony. Chyba, że ktoś jest akurat leworęczny. Jednak póki co bycie mańkutem nie przyczyniło się do pozbycia się wspomnianej bariery. Ale do rzeczy. Świat w opowieści to zawsze rzeczywistość innych. My do niego nie należymy. Nie mamy na niego wpływu. Inaczej dzieje się w przypadku gier. Tutaj mamy możliwość ?wejścia? w świat. Często możemy stać się nawet siłą sprawczą, właściwą bogom. Kiedy wyjaśniłem, jak mi się wydaję, czym są różnicę między opowieścią a grą pora przejść do tytułowych wybranych motywów literackich. Przyznać muszę, że zdecydowanie się na kilka konkretnych stanowiło ogromny problem. Stało się tak dlatego, że w moim odczuciu, motywy literackie możemy znaleźć w bardzo wielu produkcjach komputerowej branży. Osobą kwestią są liczne egranizacje, czyli próby przeniesienia opowieści książkowych na dyski twarde naszych komputerów. Świadomie użyłem sformułowania próby, gdyż najczęściej kończy się to raczej z opłakanym skutkiem. Wystarczy, że powiem, iż dobre egranizacje policzyć można na palcach obu dłoni. Ostatecznie jednak udało mi się wybrać kilka moim zdaniem ciekawych motywów, po które sięgnęli producenci growego przemysłu. Przyznać się muszę, że były to typy zdecydowanie pesymistyczne w wydźwięku, bo realizowane w grach motywy literackie jakie wybrałem to: apokalipsa rozumiana również jako katastrofa, motyw kata i oprawcy oraz już bardziej neutralne zagadnienie ? motyw podróży, czy też wędrówki. Ale i ten w ostatecznym rozrachunku będzie daleki od pozytywnego. Na koniec tego rozdziału dodam jeszcze, że prezentowane za chwilę treści będą miały całkowicie subiektywny wymiar. W żadnej mierze nie poczuwam się tutaj do roli specjalisty lub znawcy zagadnienia. Jest tak dlatego, że tematyka, którą postanowiłem przybliżyć w ramach tego referatu jest jeszcze mało znana współczesnym badaczom, traktowana z ogromnym dystansem i jawiąca się niejako dziewiczy teren, na który mądrzy profesorowie dopiero wtargnęli ze swoimi buciorami marki nauka. Zaznaczam przy tym, że z grami do czynienia mam od bliska dwóch dekad, czyli niewiele mniej niż sam liczę lat. Jest to swoista rekomendacja dla mojej znajomości tematu.
  10. Słaba w zaniżaczach Moc jest... Zimno. Powiedziałbym, że nawet mroźno bardzo. Chyba kwadrans musiałem rozgrzewać dłonie po wejściu do domu, żeby móc w ogóle komputer uruchomić. W przeciwnym wypadku moje palce po zetknięciu z klawiaturą rozpadłyby się na tysiące malutkich kawałeczków. Na szczęście z tą niesprzyjającą aurą mam teraz do czynienia wyłącznie przez szybę okienną, więc mogę zabrać się za podsumowanie dzisiejszych wyników. Muszę przyznać, że o ile pierwsze miejsce, na którym tym razem znalazł się gazebo to przykład fantastycznego zwycięstwa za pomocą nieprzeciętnej pracy, ale już miejsce drugie? Wybacz assire, ale od początku nie byłem przekonany do Twojej pracy. Fakt, oceniłem ją dość dobrze, bo przekroczyłeś ?magiczną? granicę środka punktacji, ale to jednak za mało jak dla mnie. Myślę, że wystarczyłoby delikatnie ciemniejsze tło. W tej chwili w oczy kłują widoczne na drugim planie książki, w tym jedna najprawdopodobniej na temat motoryzacji, a to już jakby nie przystaje do świata ?Gwiezdnych Wojen?. Również widoczny przewód, dzięki któremu Twój ?miecz? świeci rujnuje dobry efekt. Gdyby te drobiazgi się nie pojawiły, mógłbym powiedzieć, że to zdjęcie ma naprawdę świetny klimat. Aktualnie go nie ma. Co do pracy wybranej głosem Redakcji, pewne obiekcje z mojej strony także się pojawiają. Faktycznie zdjęcie było inne niż pozostałe zaprezentowane, nawet oryginalne. Nie potrafię jednak nie napisać nic ponownie o drugim planie. Zimowa sceneria jest na pewno ciekawa, ale dlaczego tło jest do pewnego miejsca szare, by za moment być już bladoniebieskim niebem? Próbowałem to sobie wytłumaczyć, że za lewą stronę tła odpowiada stojący tam budynek, dlatego po prawej, gdzie tego gmachu już nie ma, widoczne jest niebo. Ale jeśli faktycznie tak jest, to brakuję mi na tym zdjęciu wyraźnej granicy tych dwóch przestrzeni. Pojazd kroczący z pierwszego planu jakby uniemożliwia dojrzenie czy ta szara ściana ma w pewnym miejscu swój koniec, czy może jednak jest na to całkowicie inne wytłumaczenie. Ale to już chyba wie tylko Quarten. Stąd też moje wątpliwości. Lecz sam pomysł popieram i uważam co coś świeżego i interesującego. W każdym bądź razie, wszystkim trzem panom serdecznie gratuluję i tym samym życzę przyjemnej rozrywki podczas godzin spędzonych z nagrodą. Natomiast już na koniec dzisiejszego wpisu chciałbym zwrócić Waszą uwagę na bardzo ciekawe zjawisko, którego właśnie doświadczyliśmy. Otóż w nawiązaniu do tematu, zerknijcie na wyniki głosowania. Całe mnóstwo pozytywnych not, prawda? Już dawno, o ile kiedykolwiek wcześniej miała miejsce podobna sytuacja, nie zdarzyło się tak, że absolutnie żaden z uczestników nie osiągnął końcowej oceny poniżej dwóch oczek. Bliżej ostatniemu z konkursowiczów w tym zestawieniu nawet do oczek trzech. A i u szczytu oceny są bardzo wysokie. Może to wina pogody, dzięki której zaniżacze zapadli w sen zimowy? I tym pokrzepiającym akcentem żegnam się z Wami i abyście wszyscy zdrowi byli! PS. Gdy zastanawiam się, czy bardziej wolałbym fantastykę, a może jednak wojnę, to jakoś w głowie pusto mi się robi i zdecydować się nie mogę. Niech stracę... Fantastyka? Bo przecież wojna nudna jest i nigdy się nie zmienia.
  11. Wolę taką swojską wersję tej sentencji: "Weni, widi... wyjdę."
  12. By odwiedzić odległe galaktyki potrzebne są: toster, linki do suszenia prania oraz niebieska farba. Ale nie za dużo tej farby. Tak do łokcia wystarczy. Tego dnia, niedoświadczony jeszcze w handlu młody Jawa nie miał szczęścia. Zdał sobie z tego sprawę, gdy z opuszczoną nisko głową, niespiesznie zmierzał do osady. Choć przyzwyczajony do piaszczystego podłoża, potrafił bardzo sprawnie poruszać się w takich warunkach, jego towarzysz okazał się całkowicie nieprzystosowany do marszu. Nie mógł przecież wiedzieć, że zwyczajny, a do tego całkowicie zepsuty ludzki toster, nie ma nic wspólnego z droidem-zwiadowcą, za jakiego podawał go tamten naciągacz. Został najnormalniej we wszechświecie oszukany! A teraz krok za krokiem, już raczej od niechcenia popychał swoim kijem felerny towar. Najgorsze było jednak to, że w wiosce spotka go tylko wstyd. Bo oto by zdobyć ten, jak się spodziewał, niesamowity sprzęt, oddał w ramach wymiany swoje rękawice robocze. Dla Jawów brak tej części garderoby był od zawsze okazją do stania się pośmiewiskiem wśród swoich pobratymców. Wynikało to głównie z tego, że ta niewielka rasa cierpiała na niewyleczalną do tej pory chorobę. Nikt nie potrafił wyjaśnić dlaczego skóra ich dłoni przybierała z czasem tak odmienny od reszty ciała kolor. Niezależnie od tego, pokazywanie swoich dłoni było zawsze niemile widziane, a niekiedy nawet surowo karane. To zdecydowanie nie był jego szczęśliwy dzień? Po tym fabularnym i utrzymanym w nieco pesymistycznym nastroju wstępie, zapraszam do dalszej lektury, by już za chwilę dowiedzieć się kogóż tym razem postanowiłem umieścić na podium. Ale nie tylko o tym będzie, bo i przez moment chciałbym przyjrzeć się pewnej pracy, która w moim odczuciu jest absolutnie? wstawcie sobie w tym miejscu jakiś niekoniecznie miły przymiotnik. Jako, że kobiety i dzieci winny przodem być posyłane, więc miejsce trzecie, czyli Balicha. Podpaść specjalnie Jej nie chcę, więc czy kobieta to, czy jeszcze dziecko nie ośmielę się zadecydować. Jeśli natomiast już o samym zdjęciu mam rozprawiać, to powiem, że w tym tygodniu przekonany się czułem, gdy uczestnicy zaprezentowali się umazani farbkami. Doceniam poświęcenie związane z takim nietypowym makijażem, a tym bardziej czas przeznaczony później na doprowadzenie się do bardziej ludzkiego stanu. Akurat w przypadku bohaterki widocznej na zdjęciu, zastosowano tylko wersję demonstracyjną ubarwienia, które kończy się w okolicach łokcia. Zadowolony nie jestem również z powodu brzydkiego i niedopasowanego tła tej pracy. Ale nadal jest ona ? praca, nie bohaterka ? przykładem, że niewielkimi środkami można osiągnąć ponadprzeciętny efekt. Miejsce drugie przypada tym razem także pomalowanej osobie. A jest nią RiksLynX, który postawił się, co jest bardzo widoczne, po Ciemnej Stronie Mocy. Przyznam szczerze, że moje pierwsze wrażenie podpowiadało mi użycie jakiejś zmyślnej maski. Ale prawdziwy konkursowicz nie używa takich półśrodków, zawsze dba o jak najlepszy wygląd swojego zdjęcia. Niestety zawsze też znajdzie się drobiazg, który popsuje mi tak pozytywny całokształt danej pracy. W tym przypadku szczegół ten ma kilka metrów i popularnie nazywany jest ścianą. Coś ten drugi plan nam ostatnio nie służy, prawda forumowicze? Poza tym to jednak praktycznie profesjonalne zdjęcie. Chyba najwyższa pora zaprosić Cię ponownie do współpracy podczas następnego konkursu. Nawet jeśli Twoje błyskawice przypominają mi linki, na których wywieszam czasami mokre pranie. A teraz chwila skupienia, ogłaszać będę zwycięzcę. Jest nim gazebo! Tutaj nie mam żadnych wątpliwości. Zdjęcie przedstawione podczas tej odsłony weekendowej zabawy jest wręcz kapitalne! No dobrze, te odsłonięte dłonie delikatnie nie pasują. Ale na ten temat nie będę się więcej wyzłośliwiał, opisałem to już we wstępie. W każdym bądź razie, gratuluję Wam moi drodzy i czekam na kolejne prace. Niech i tam będzie widoczna Wasza Moc. Czytelniku, miej świadomość, że miejsce do którego teraz dotarłeś jest ostateczną granicą konstruktywnej i grzecznej krytyki. Dalej jest już tylko? inaczej. Raz pozwolę sobie być bardzo nieuprzejmym. Ostrzegałem. Szanowny użytkowniku, w którego profilu widnieje nazwa picor, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Jako, że nie chciałbym ?krzyczeć?, dlatego też wielkich liter nie zacznę stawiać, ale mam nadzieję, że małe znaczki alfabetu będą dla Ciebie również zrozumiałe. Piszę do Ciebie te słowa, ponieważ nie potrafię już dłużej przyglądać się tej nieprzyjemnej sytuacji, której to świadkami stali się wszyscy uczestnicy zabawy, a także postronni cywile. Otóż nie rozumiem, jak ta grupka parszywych niegodziwców śmiała tak Cię obrazić. Przecież Twoja praca jest wybitna! Wybija z człowieka wszystko co związane z poczuciem smaku i jakimkolwiek zdrowym rozsądkiem. Według mnie, ktoś posiadający odpowiednią władzę powinien zainteresować się tymi wstrętnymi krytykantami. I o to z tego miejsca zdecydowaniem apeluję! Starałem się, to prawda, starałem się jak tylko mogłem spojrzeć na Twoje wielkie dzieło z ich perspektywy, ale nie zauważyłem żadnej różnicy. Genialnie dobrany strój, idealnie dopasowany do Twoim cudownych warunków fizycznych nie może być obiektem drwin. To się nie godzi! Gdyby posiadali chociaż elementarną wiedze dotyczącą uniwersum ?Gwiezdnych Wojen?, wiedzieliby o słynnym przysłowiu na temat prawdziwych Sithów. Niech wszyscy ignoranci zapamiętają, że brzmi ono tak: ?Tylko Lord Sith prężąc swój brzuch czas nam umila, żadna zjedzona przy tym kanapka jeszcze się nie zwróciła.? Wiele mógłbym im jeszcze zarzucić, ale nie chcę Ci już zabierać więcej czasu. Dodam tylko, że ta banda ?artystów? i ?znawców? nie ma pojęcia kim jest prawdziwy kolekcjoner i nigdy w życiu nie będą mogli pochwalić się szerokiej publiczności tak cennymi zbiorami jakie Ty posiadasz. Bo i skąd mogliby wiedzieć, że ten wspaniały dywan, który łaskawie nam zaprezentowałeś, to ten sam, po którym można przechadzać się po Gwieździe Śmierci. Przecież nigdy na niej nie byli. Tylko Ty zasługujesz by tam przebywać. Ty sam i wyłącznie Ty. Odległa galaktyka, gdyby mogła, byłaby zaszczycona z tak znamienitego gościa. Dlatego w jej imieniu, błagam Cię, uczyń jej ten honor i udaj się tam nawet i w tej chwili. A ja osobiście postaram się, by żaden z tych ?konkursowiczów? Cię nie niepokoił. Już nigdy! I dobrze sobie zapamiętajcie, gdyby to zdjęcie było słabe, zajmowałoby zdecydowanie gorszą lokatę. Wniosek jest więc tylko jeden? A ja życzę dobrej nocy.
  13. Akademia Jedi to typowa fantastyka naukowa, bo nikt tam nie musi zdawać kolokwiów. Wieczór to akurat ta część doby, podczas której można w ciszy oddać się medytacji, by już bez żadnych sztucznych barier odczuwać tak potężną przecież Moc. W moim przypadku niestety jest to niemożliwe, ponieważ ilekroć staram się czerpać z najbliższego otoczenia tę właśnie Moc, to albo bezpieczniki wylatują z hukiem i Ciemna Strona nieprawdopodobnie szybko zaczyna gościć w moim pokoju albo też taka malutka, straszliwie irytująca żaróweczka mruga złowieszczo przypominając mi o jutrzejszym kolokwium. Jako, że prawdziwy Jedi się nie poddaje, dlatego siłą woli rzuciłem notatkami w kąt, żaróweczkę przepaliłem błyskotliwym pytaniem: ?A czy ty aby na pewno jesteś energooszczędna??, po czym zasiadłem w miejscu, w którym właśnie siedzę i chętnie się z Wami podzielę moimi spostrzeżeniami na temat dnia tego naszego powsze? konkursowego. W poniedziałki uwielbiam sobie ponarzekać. Nie oznacza to, że nie robię tego w pozostałe dni tygodnia, ale rozpoczęcie głosowania w weekendowych zabawach zawsze mnie nastraja do takich właśnie zachowań. Stąd pomysł, by rozpocząć od prac moich zdaniem najsłabszych w ten lub inny sposób. Spoglądając w moje przygotowane specjalnie na tę okazję zapiski, dostrzegam aż siedem takich prac. A wspomnę tylko, że nie wszystkie w tym spisie zawarłem. Żeby jednak nie wyjść na takiego wielkiego gwiezdnego marudę, wymienię tylko trzy ?dzieła?. Tyrada mych utyskiwań wpierw skierowana będzie na komiks. W tym miejscu napiszę kilka słów niezwiązanych z żadną z konkursowych opowiastek w obrazkach, by tym samym podtrzymać okrutną atmosferę niepewności panującą wśród tej garstki autorów. Ale gdy tylko palec mój wskazujący wyciągnę? podrapię się nim po chwili, po nosie znaczy. Następnie drugi swój palec wskazujący wyprostuję, a dalej jeszcze trzec? Largos88! Powstań. A teraz czytaj uważnie, bo drugiej takiej szansy mieć nie będziesz, szkoda oczu. Nie jest to w żadnym wypadku praca najgorsza, także spokojnie. Niestety jest większa niż nawet Gwiazda Śmierci, a przez to całość wydaje się nieczytelna. Za dużo tu zdjęć, zbyt wiele tekstów. Końcowy efekt był dla mnie przytłaczający. Z własnego doświadczenie wiem tylko, że po późniejszych zabiegach zmniejszających na potrzeby konkursu, komiks taki przyprawia o ból aparatu wzrokowego i niekiedy nie jest się w stanie dotrzeć do końca historii. Zjawisko to występuje najczęściej już powyżej czwartego zamieszczonego zdjęcia w dobrej jakości. Ponadto w przypadku tego konkretnego komiksu panuje potworny chaos względem rozmieszczenia poszczególnych kadrów i rozlokowania napisów. Niektóre zdjęcia są równo połączone, by za chwile inne na siebie nachodziły. Pozostaje jeszcze kwestia dialogów zawartych w ?dymkach?. Odnośniki prowadzące do postaci, która wypowiada konkretny tekst są naprawdę wątpliwej urody. Jak to jednak zwykle bywa, zdanie to jest tylko i wyłącznie moje i współgra z moim prywatnym poczuciem estetyki. Niemniej sama zaprezentowana historia jest całkiem zabawna, choć miejscami makabryczna. Dlatego świetnie pasuje do mojego gustu. To tyle ode mnie w sprawie komiksu. Jeśli ktokolwiek ma w tym momencie oczy szeroko otwarte ze zdziwienia, mogę tylko powiedzieć, że to kochane dzieci była ta legendarna konstruktywna krytyka. Zdjęcie kolejne należy do Arkane. W tym przypadku starałem się usilnie doszukać jakichkolwiek związków z uniwersum ?Gwiezdnych Wojen?, niestety poległem na próbach. Więc jeśli ktoś będzie na tyle miły i będzie miał akurat sporej wielkości czarny worek, proszę, oddajcie moje zwłoki rodzinie. Tak naprawdę, to jedyne wspólne elementy, które z jednak wątpliwym sukcesem udało mi się ?wyłowić? na tym zdjęciu, to: miecz, łóżko oraz kaloryfer. Ostrze niestety świetlne nie było. Łóżko dlatego, że przecież każdy Jedi spać czasem musi, a kaloryfer? Chyba nie jest dla Was tajemnicą, że każdy Rycerz Zakonu ma idealnie wyrzeźbiony kaloryfer w miejscu brzucha, co? Tak, Mistrz Yoda także. Ale Wam nie pokaże, bo jest już na tyle leciwy, że mógłby za taki incydent trafić do więzienia oskarżony o nagabywanie małoletnich. A tak na poważnie, to zdjęcie to całe układy gwiezdne mija się z tematem konkursu, za co autorzy takich prac nagradzani są później bardzo niemiła oceną. Istnieje jeszcze jedna możliwość dotycząca interpretacji tej pracy. Może autor chciał nawiązać do kodeksu honorowego, tak ważnego dla Jedi i panów z troszkę innej epoki? Może? Ale wówczas w konkursie musiałby pojawić się także CZARNYNINJA. Praca ostatnia wśród tej trójki, to twór autorstwa Adelante. Powiem krótko, lecz treściwie. Jeśli ten wehikuł ma możliwość wejścia w nadświetlną, błagam, zrób to! Udaj się do bardzo odległej galaktyki, której nikt oprócz Ciebie nie zna. I gdy już tam będziesz, oby wyczerpały Ci się wszelkie ogniwa paliwowe. Tutaj niestety aktualny przydział konstruktywnej krytyki się wyczerpał i prędko nie wróci. A teraz szereg uwag ogólnych dotyczących wykonania prac konkursowych ze szczególnym uwzględnieniem tego, na co większość z Was uwagi nie zwraca, ale ja czynię to bardzo często, czyli będzie o tłach. Każdy przecież doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zarówno wśród gwiazd, a tym bardziej podczas wojennej zawieruchy, na drugim planie podziwiać można rodzinne fotografie, jakiś krzaczek doniczkowy, a jeśli szczęście nas nie ominie, to i ciekawy program w telewizorze można zobaczyć. Mati81 tam był, więc wie. Chociaż może niekoniecznie, w końcu miał garnek na głowie? Nie lepszy okazał się sebastianus4, który sprzed odbiornika telewizyjnego porwał nas do salonu, by tak jak każdy szanujący się Jedi, zaprosić nas na kawę i ciastko. Nie przejmujcie się żadnymi okruszkami, odkurzacz czeka w pobliżu i jest w stanie najwyższej gotowości. Na przypadłość nieodpowiedniego tła cierpi także GtiPotato1993. Przyznać jednak muszę, że otoczenia jakby bardziej znajome, bo doskonale wyeksponowany komputer na pewno wskazuje na pokój gracza. Z drugiej strony, z takiej maszyny korzystać przecież może również programista albo też księgowy, że o murarzu online nie wspomnę. Po dłuższym zastanowienie stawiam jednak na gracza. Nawet taki sieciowy budowlaniec, wspomagany przy tym przez Moc, nie potrafiłby doprowadzić do takiego ?porządku?. No i po co murarz miałby przywiązywać do krzesła jakieś linki i wieszać na tym dziwne przedmioty? To na pewno gracz! Dlatego proszę Was, zwracajcie większą uwagę na Wasze otoczenie, szczególnie gdy już postanowicie zaprezentować swoje zdjęcia. Chyba na tym zakończę. Mógłbym jeszcze pisać, ale to już jest praktycznie ósmy akapit, a większość z Was zrezygnowała najpewniej w połowie. Ale dla mnie możliwość napisania czegoś na blogu jest alternatywą dla nauki o przeróżnych kierunkach pedagogicznych, więc sami rozumiecie. A teraz nocy spokojnej wszystkim życzę. Jutro zagłosuję i się z Wami podzielę moimi typami. Dla każdego jeden. Dobranoc!
  14. A zatem proszę uprzejmie o poinformowanie odpowiednich osób i jeśli tak właśnie jest, o usunięcie mojej pracy. Z góry dziękuję.
  15. A używanie Mocy do zwiększenia poczytności bloga? > O tym akurat żaden regulamin nie wspomina, tak? Poza tym jestem zadowolony z tego zdjęcia, sczególnie biorąc pod uwagę okoliczności jego powstania. Ale i tak wciąż oczekuje na te konkretne zarzuty.
  16. Ależ moja praca jest! Niekoniecznie ta, która miała powstać według pierwotnego planu, ale jest. I ma Moc.
  17. A konkretnie? Bo to, że zdjęcie poddać obróbce musiałem to żadne odkrycie, przecież napisy ewidentnie w postprodukcji dodałem. Chyba, że faktycznie złamałem regulamin w jakiś inny sposób? Bo ja nie zauważyłem, by prócz dozwolonej w postaci literek ingerencji można by się było na tej pracy doszukać. Kontast? Jasne! Jasność? Jasn... Pewnie! Na tym zdjęciu nie ma nic, co mogłoby wskazywać na niedopuszczalne praktyki. Tak więc czekam na Twoją odpowiedź.
  18. Udało się! Jednak w konkursie udział wezmę. Co prawda praca, którą zobaczycie poniżej to taki mój żarcik, ale Moc we mnie silna jest, przekonacie się. Pewności nie mam, czy ktoś już wcześniej zaprezentował mind trick, ale ja czynię to w bardzo klasycznej postaci. I macie rację, nie można się oprzeć Ciemnej Stronie. Jescze tylko tytuł: Use the Points, dude! Przyjemności życzę.
  19. I have a bad feeling about this. Dzisiaj bardzo króciutko. Chyba. Przede wszystkim dlatego, że życie związkowca usłane różami niestety nie jest i czasem jakieś obowiązki mogą się przytrafić. Jeśli teraz zachodzicie w głowę, do jakich to związków zawodowych należę, już Wam mówię. Do żadnych. Słowa tego użyłem w odniesieniu do bycia w związku lub też relacji z kimś. Takie to moje postrzeganie rzeczywistości właśnie jest i niekiedy lubię wykorzystywać słowa powszechnie znane, ale w zupełnie innym kontekście. A dlatego, że druga połówka tego mojego związku jest w tej chwili w drodze do mnie, to i czasu mi dziś zabraknie na bardziej aktywny udział w życiu naszej konkursowej społeczności. Wybaczcie, ale bywa i tak, że trzeba zrezygnować nawet z ?Gwiezdnych Wojen? dla ukochanej osoby. O tym angielskojęzycznym tytule słów kilka. Jest to cytat z dobrze Wam znanej sagi, który przetłumaczony wygląda mniej więcej tak: ?Mam co do tego złe przeczucia.? Dlaczego właśnie to zdanie widnieje w nagłówku wpisu? Powodem tego jest mój brak zdjęcia konkursowego. Co prawda kilka godzin od poranka począwszy, a gdzieś w okolicach obiadu skończywszy, spędziłem na przygotowaniach planu zdjęciowego. Nawet zauważyłem u siebie niebywałą do tej pory precyzję w obsłudze tak skomplikowanego narzędzia jakim są nożyczki. Nikt nie zginął, a wszystkie potrzebne materiały zostały perfekcyjnie wręcz wycięte. Wystarczyło wszystko odpowiednio ułożyć, gdzieniegdzie przykleić, w innym miejscu doświetlić, no i oczywiście strój swój przyodziać. Błąd! Wszystko co mogło się nie udać? Także mój pierwotny plan wziął w łeb, a na kolejny z racji bycia związkowcem, o czym wspominałem powyżej, zwyczajnie już dnia nie starczy. Nocy także, bo zaskoczyła mnie dodatkowo wieść na temat zbliżającego się kolokwium. A materiału do przyswojenia tym razem nie mogę sobie zostawić na dwie godziny przed zaliczeniem jak to najczęściej mam w zwyczaju. Co za tym idzie, na forum już się raczej do rana nie pojawię. Jeśli natomiast z ?odpadków? uzyskanych podczas próby stworzenia pracy na odpowiednim konkursowym poziomie uda mi się cokolwiek przetworzyć i będzie to zdatne do pokazywania, zobaczycie to. Ubolewam również nad faktem, że nie zdołam tak jak sobie wcześniej założyłem, obejrzeć wszystkich zgłoszonych prac w poszukiwaniu ewentualnych oszustw. Liczę więc na Was, moi drodzy towarzysze z CBA. I to tyle. Życzę wszystkim miłego wieczoru i niech Moc będzie z Wami! PS. Mam nadzieję, że wśród komentarzy nie powróci już wątek człowieka o dwóch kontach. Zdecydowanie już wystarczy. Głównie dlatego, że w pewnym momencie forumowicze zwyczajnie zaczęli się nad tą osobą pastwić. Zakładam, że sam zainteresowany odpowiednią nauczkę poniósł i wszystko sobie przemyśli.
  20. W ostatnim poruszanym przeze mnie wątku pozakonkursowym powróciłem do początków moich studiów pedagogicznych i dziś chciałbym również w tym kierunku pójść. Tym razem filozoficznie, bo o życiu. Jak zwykle jednak, mój tekst będzie pozbawiony większości znamion powagi, ot takie przemyślenia o ludzkiej egzystencji, lecz podane w lekkostrawnej formie. Dla niektórych będzie to zaś możliwość porównania jak pisywałem kilka lat temu, a jak ten mój styl wygląda obecnie. Bo może ktoś będzie chciał w przyszłości zająć się analizą moich tekstów pisząc swoją własną pracę dyplomową. Żart widać się mnie trzyma, ale to tylko z niewyspania, niedługo mi przejdzie. A teraz tekst właściwy, zatytułowany ? nie ja to wymyśliłem ? bardzo dziwnie, bo: ?Inicjacyjne dynamizmy egzystencji ludzkiej?. Jak zwykle życzę miłej lektury, która tym razem będzie być może także zmuszającą do refleksji. Choć przyznaję, że nic odkrywczego tak naprawdę w tej mojej studenckiej pracy zaliczeniowej sprzed lat nie znajdziecie. Egzystencja to takie dziwne zjawisko pełne niedopowiedzeń i skrajnych wartości. Ale jak to w zwyczaju natury bywa, każdy twór wliczając w to rzeczoną egzystencję, choć z pozoru chaotyczna i pełna kontrastów, jest jednak uporządkowana. Zapewne w tym miejscu usłyszę, że jeśli tak myślę, to na własne nieszczęście mijam się z objawioną prawda absolutną, mało to, mijam się z nią o całe lata świetlne! Bo przecież łatwo wysunąć pewną tezę i temat zakończyć. Byłoby to co najmniej wygodne, ale totalnie bezwartościowe podejście do poruszanego problemu. I dlatego, jak można się łatwo domyślić temat ten jeszcze przez dłuższą chwilkę ?pociągnę?. Z pełną świadomością, a nawet premedytacją użyłem powyżej sformułowania ?pociągnę? z prostego powodu. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że podczas naszej egzystencji lub też naszego życia; bo możemy używać tych określników istnienia wymiennie, jesteśmy przez cały czas do czegoś ?pociągani?. A to nasz sąsiad zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej za zagłuszanie ciszy swoimi nocnymi ekscesami albo ktoś nas przypadkiem pociągnie za sobą na dno, bo zupełnym przypadkiem byliśmy nie tam gdzie trzeba. Rożnie bywa w tym naszym życiu. I faktycznie gdyby skupić się na takich przypadkach, jasno widać, że ?pociąganie? ma charakter przypadkowy i losowy. Gdzie tu miejsce na porządek i zaszufladkowanie? I tu pojawia się nam dobrze znana skrajność egzystencji ludzkiej. Prosty kontrast. Białe i czarne. Góra oraz dół. Sąsiad został pociągnięty do odpowiedzialności i wezwany na komendę policji, bo wcześniej pociągała go pewna poznana pani. Ale przecież kiedy ją bliżej poznawał czynił to świadomie. Nie biorę pod uwagę ile mógł mieć wtedy wypite lub też ?wzięte?. Przykład ten ma być nadzwyczaj standardowy, bez żadnych czynników dodatkowych. Widać więc, że do pewnych wydarzeń owego pana doprowadziły jego własne decyzje i dążenia. Przypadek nie odegrał tu pierwszoplanowej roli. Przykład drugi. Ktoś nas ?pociąga? na dno. Nie znaczy, to że mamy do czynienia z świeżo planowanym topielcem, który chwytając się ostatniej deski ratunku ? nas ? idzie pod wodę razem z nami. Najczęściej idąc na dno, wcześniej musieliśmy sobie na to solidnie zapracować. Przykładem może nam służyć światek naszej rodzimej sceny politycznej. Ciągłe oskarżenia, podchody i machlojki finansowe to codzienność ?made in? ulica Wiejska. No i ta wszędobylska lustracja. Nie osądzam tego zjawiska, to nie moja rola. Staram się tylko unaocznić, że kiedy jeden z dobrze znanych polityków staje się celem medialnej spowiedzi, to oczywiście to nie jego wina, że ?wziął w łapę?. Ta koperta w jego kieszeni to musiała tam sama wskoczyć albo ktoś ją tam włożył. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku wypadałoby, żeby taki człowiek ze spuszczoną głową zszedł ze sceny, ale jak to się mówią: ?The show must go on!?. Nasz polityczny ulubieniec nagle oskarża wszystkich wkoło. Bo to oni pchnęli go do tego jakże karygodnego postępku przyjęcia ?premii bez rozliczeń z Urzędem Skarbowym?. To wszystko ich wina. I w ten oto sposób karze podlega nie jeden, a całe mnóstwo osób, bo najczęściej idąc na dno trzeba zabrać ze sobą jak największą liczbę postronnych ludzi. Później coś się na nich znajdzie. To taki narodowy sport. Kto ?pociągnie? na dno więc ludzi, wygrywa. Teraz kiedy wyjaśniłem fenomen ?pociągania? i ukazałem, że wydarzenia z naszego życia są konsekwencjami wcześniej podejmowanych kroków, mogę tłumaczyć dalej. I tu kolejny pytanie. Co lub kto nas ?pociąga?? O tym, że sąsiada pociągała pewna pani już wiemy, ale co z innymi? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Różni ludzie różne potrzeby, chciałoby się rzec. Ale tak właśnie jest. Każdego z nas motywuje co innego. No właśnie, motywacja. Czym ona w ogóle jest? Jak bym się starał to wyjaśnić i tak większość z nas wie jak ona działa. Nasi bohaterowie z wcześniejszych przykładów też byli motywowani. I ponownie do nich wrócę. Pierwszy z panów żył myślą, że spędzi upojne chwile w towarzystwie atrakcyjnej kobiety, wiec zapewne bardzo się starał zabierając ją na kolację lub do teatru. Oskarżony polityk też chciał mieć coś od życia, więc sięgnął po pieniądze. Motywowały ich przyjemność i chęć zarobku. I tu ponownie pojawia się pewna doza przypadkowości. Bo przecież żaden z nich nie wiedział jak tamte zdarzenia mogą się zakończyć. Owszem, nie wiedzieli, ale zawsze możemy się posłużyć pewnymi ogólnymi założeniami. I o ile w przypadku przytaczanego po raz kolejny amatora romantycznych uniesień, miał on mniejsze szanse przewidzenia konsekwencji swoich czynów, to drugi pan wiedział, że przyjmując pieniądze, może zostać złapany. Dla kontrastu przykład motywacji dążącej do przeżycia. Głowa rodziny, ciężko pracujący hutnik lub górnik. Jakikolwiek zawód wymagający czasem ekstremalnego wysiłku fizycznego będzie tu dobrym przykładem. Taki człowiek żyjąc ze świadomością, że jeśli nie będzie pracował w pocie czoła, jego rodzina nie znajdzie środków do życia. Motywuje go widmo nędzy i klęski głodowej, tak różnej od życia łapówkarza, którego codziennym problemem jest wybór garnituru i krawata. Z pozoru skrajnie różne motywacje. Górnik chcę mieć pieniądze by móc przeżyć, polityk chcę je mieć by przeżyć swoje życie w jeszcze większym luksusie. Jeden obiekt dążeń ? pieniądze. Prosty więc wniosek, iż ludzi ?pociągają? i motywują pieniądze, te małe i te duże. Inne motywacje? Ależ oczywiście, jest ich całe mnóstwo. Chociażby uczucie jakim jest miłość. Możemy przyjąć, że ogólnie uczucia nas motywują. Specjalnie zestawiłem miłości z pieniędzmi, gdyż są to dwie największe namiętności rządzące ludzkością. Ale do rzeczy! Mówi się, że jesteśmy zaślepieni miłością. Oczywiście. Ale to i tak pozwala nam na świadome i celowe działania w związku z osobą, do której pałamy tym uczuciem. I tak bogacz staje się biedakiem, bo całą swoją fortunę podarował kochanej kobiecie. Pomyślimy sobie, że zwariował. Nie pomylimy się aż tak bardzo, ale nawet jeśli postradał on zmysły, to jest szczęśliwy. Tego mu nie odbierzemy, nawet jeśli jego portfel będzie pusty jak szkolne ławki w środku wakacji. Nie przeraża go ani trochę fakt, że może wszystko stracić ani nawet to, że obiekt jego uczuć może go zostawić po pewnym czasie. Mężczyzna ten nastawił się na szczęście i będzie robił wszystko by go zaznać choć w małych ilościach. Ale co gdyby był ze swoją wybranką do końca życia, a jego majątek by się podwoił? Szczęście pełną gębą, że się tak wyrażę. Dwa rożne scenariusze, jedna motywacja. Powoli będę zmierzał ku końcowi. Założyłem sobie pisząc tę pracę, że ma ona stanowić tylko pewną dozę faktycznej wiedzy na temat inicjalizacji różnych zjawisk w ludzkim życiu i myślę, że udało mi się tego dokonać. Ot, taki sens egzystencjalny naszych czasów w pigułce. Wysunąłem na początku tezę, że życie choć pełne przypadków i zbiegów okoliczności jest jednak uporządkowane. Zdaję mi się, że to udowodniłem. Bo podzielone na szufladki motywacji jakimi są pieniądze, czy też miłość, życie jest dalekie od chaosu, ale ma coś z rzutu kostką. Czasem będzie pięć oczek, a czasem tylko jedno. Taki swoisty margines błędu. Co za tym idzie, ludzka egzystencja posegregowana na konkretne motywy postępowań, zawiera się czasem w przypadkach. Przypadki te jednak są tylko konsekwencjami wcześniejszych świadomych działań. I chyba ten mały margines błędu stanowi o atrakcyjności życia. A jak mawiała rodzicielka Forresta Gumpa, bohatera kultowego już filmu: ?Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz?. Sam jestem tego przykładem. Kiedy usłyszałem temat tej pracy? O zgrozo! A koniec końców udała się taka oto przyjemna praca...
  21. multiGraf multIkonto multiplekS muLtimedia multiplAyer multiWitamina Choć obiecałem już o pewnym forumowiczu więcej nie pisać aż do momentu, gdy doszłoby z Jego strony do nadużyć wynikających z posiadania dwóch kont, ostatecznie postanowiłem być ?niesłowny? i jednak coś więcej o dzisiejszych wydarzeniach napisać. Wybaczcie mi zatem ten nietypowy wpis, bo powinienem rozprawiać o temacie konkursu, nie zaś o znanym z oryginalnych komentarzy internaucie biorącym udział w weekendowej zabawie. Ale spokojnie, postaram się wygospodarować przynajmniej jeden obszerny akapit poświęcony innym, znacznie przyjemniejszym sprawom. Jako, że grupka miłośników tropienia przeróżnych afer, zwana popularnie Cheaterów Będziem Anihilować, niekiedy musi przyjąć strategię prewencji, dlatego tekst ten należy odebrać jako swoiste ostrzeżenie. O tym za minut parę. Mniej, jeśli umiejętni w czytaniu literek jesteście. Teraz o samym konkursie, czyli o tym, co najważniejsze na tym blogu być powinno. Muszę się Wam przyznać, że wbrew temu co Hut na wstępie napisał, wielkim fanem ?Gwiezdnych Wojen? nie jestem. Oczywiście znam i lubię obie trylogię, wcześniejszą zdecydowanie bardziej, a także kilka gier, które czerpały z tego bogatego uniwersum. Ale wystarczyłoby mnie solidnie przepytać i po kilku podchwytliwych pytaniach wyłożyłbym się niczym Darth Vader, któremu nogi wplątały się w pelerynę. Może źle to wyraziłem. Nie jestem AŻ takim wielkim fanem. Z drugiej strony, brak znajomości twórczości George?a Lucasa niekiedy dyskredytuje w towarzystwie osób, które chcą uchodzić za oczytane, obyte i odnajdujące się we współczesnym świecie. Z tego też powodu, wiedzę pewną z zakresu wojen z bardzo odległej galaktyki posiadam. Niektórzy najwidoczniej nie posiadają umiejętności, którą tak bardzo stara się wpoić do głów młodym ludziom, czyli czytanie ze zrozumieniem. Gdy ogłoszono motyw przewodni zabawy, natychmiastowo wręcz pojawiły się pytania, czy można użyć programów graficznych do podkreślenie efektowności znanych nam wszystkim mieczy świetlnych. Na wszelki wypadek powtórzę raz jeszcze, by zaraz po przeczytaniu tych słów skierować swój wzrok na regulamin konkursu. Dodam tylko jeszcze, że jeśli czas pozwoli postaram się odnajdywać i wskazywać prace, które ustalone już dużo wcześniej zasady będą łamać. I przede wszystkim, niech Wasze dzieła będą zdjęciami. W przeciwnym wypadku Hut znowu będzie miał do poczytania z mojej strony. Możecie Mu tego oszczędzić. Wystarczy, że użyjecie Mocy. A tej nie zabrakło osobie, która stała się antybohaterem dzisiejszego dnia. W tytule wpisu widnieje ?ukryty? pseudonim tej osoby, którego nie chciałbym już więcej przytaczać. Zainteresowani i tak wiedzą kogo mam na myśli, a pozostali o niższym współczynniku posiadania tejże arcyciekawej wiedzy odnajdą potrzebne informacje wśród komentarzy pod Hutowym newsem. Żywię nadzieję, że Redakcja zainteresuję się również tą sytuacją. Teraz musicie mi niestety wybaczyć, ale godzina już późna, a ja nie jestem w najlepszej formie. Niejako już na sam koniec zacytuję jeszcze słowa mojego ?ulubieńca? dotyczące zamieszczonej przez Niego pracy, która o ile mnie pamięć nie oszukuje, zniknęła już ze stron forum. Kilka osób stwierdziło, że była ona nie związana tematycznie z konkursem. Osobiście to przemilczę. A teraz obiecywany cytat: ?dobra. Może i nie tematyczna. Ale nie tylko moja?. Doskonale rozumiem do czego nawiązano w tym ostatnim zdaniu. W kontekście aktualnych wydarzeń, mój umysł podsunął mi jednak nieprzyjemną myśl, że oto lada moment dowiemy się, że istnieje także trzecie konto tego osobnika? PS. Przechadzając się wśród sklepowych półek, natknąłem się na zabawki związane z ?Gwiezdnymi Wojnami?. Był nawet miecz świetlny, lecz cena, grubo ponad sto złotych mnie zabiła?
  22. I dlatego tu właśnie jesteśmy, by converse'ować sobie ciekawie i w miłych okolicznościach.
  23. Nie zakładałem, że ktoś się będzie dopisywał w komentarzach pod tym wpisem, bo jest on... taki mój. Ale fani widać nie zawodzą. Powiem tak, że przez te trzy lata troszkę się zmieniło, bo uczyłem także w szkołach ponadgimnazjalnych, sporo czasu spędziłem w swoim dawnym liceum. Byłem nawet wychowawcą kolonijnym. I może to dziwnie zabrzmi, ale ja lubię "pracować" z dzieciakami i młodzieżą. Specjalnie wpisałem "pracować" w ten właśnie sposób, bo bycie pedagogiem powinno być jednak kojarzone z powołaniem i pasją, nie zaś ze zwyczajnym zarabianiem na chleb. Mam przy tym świadomość, jak w obecnie wygląda rzeczywistość nauczycielskiego dnia codziennego i... studiuję coś poza pedagogiką.
  24. Wspomnienia... Któż ich nie ma? Retoryczne pytanie, jak mogłoby się zdawać. A przecież po głębszym zastanowieniu można powiedzieć, że osoby cierpiące na amnezję mogą ich nie posiadać, prawda? Prywatnie takowej przypadłości u siebie nie stwierdzam, chyba że o tym zapomniałem, dlatego też w dniu dzisiejszym chciałbym powrócić choćby na chwile do przeszłości. Ale nie traktujcie tego jako mojej wyprawy do krainy nostalgii i utraconych możliwości, bo to byłybo totalnie nie w moim stylu. Najzwyczajniej w świecie, chciałbym przenieść się do czasów szkolnych... I również tutaj słuszność po Waszej stronie nie stoi. Nie marzę przecież by wrócić do czasów, gdy nosiłem na plecach tornister, a moje malutkie dziecięce dłonie zaciskały się na sznurku od worka z kapciami. Nie marzę o tym głównie dlatego, że mi te bambosze jakiś anonimowy niemilec któregoś dnia zwyczajnie zajumał. Chciałbym cofnąć wskazówki zegara o zaledwie trzy lata. Wtedy to odbywałem swoją pierwszą i co ważne poważną studencką praktykę jako nauczyciel. Już wcześniej zdarzały mi się pojedyncze epizody w roli pedagoga, ale to właśnie tamten okres wspominam jakby z lekkim rozrzewnieniem. A przypomniały mi o tym dzieciaczki, które wracając po lekcjach do domu mijały mnie wesołymi gromadkami. Taki impuls, który wyciągnął na światło dzienne dawno już zaszufladkowane w zakamarkach mojej pamięci wspomnienia. Stąd też pomysł, by przytoczyć Wam tekst, który powstał po zakończeniu tamtej praktyki, a w chyba pocieszny sposób ukazuje radosci i smutki dotyczące takiego ważnego wydarzenia z życia początkującego nauczyciela. Część z Was, moi mili, na pewno przypomni sobie lekcje przeprowadzane przez takich studentów jakim i ja wtedy byłem. Ale może znajdą się i tacy, dla których po przeczytaniu tego tekstu, praktykanci w ich własnych szkołach będą postrzegani jako zwyczajni ludzie, którzy bardzo często boją się dużo bardziej niż uczniowie. Bo uwierzcie, gdy przypadł mi w udziale obowiązek odpytywania z ostatnich zajęć, bałem się tak samo jak oni. Przecież miałem być dla nich autorytetem, a sam mogłem o czymś zapomnieć i przez to powiedzieć coś absolutnie idotycznego, by się w ten sposób bardzo widowiskowo zbłaźnić. Także bądźcie wyrozumiali dla praktykantów. A teraz życzę miłej lektury! ? Ponoć to właśnie życie jest autorem scenariuszy najciekawszych i najbardziej niesamowitych ? pomyślał młody pisarz i pogrążył się w zadumie. ? Jakże chętnie zamieniłbym się z tobą piórem, moje życie ? dało się słyszeć westchnienie młodzieńca, który z rezygnacją schował swe narzędzie pracy z powrotem do biurka. I gdy owy młodzieniec udał się do sąsiedniego pokoju, zjawiłem się ja. Nie będę rozpisywał się kim jestem i dlaczego się tu właściwie znalazłem. Chciałbym Wam tylko o czymś opowiedzieć? Teoretycznie początek Dawno, dawno temu, gdzieś w odległej? Stop! Moment, to nie tak. Kto znów pomieszał moje notatki?! Jeszcze raz i powolutku. Uwaga. Nie tak dawno temu, bo mijał właśnie październik, w siedzibie Polskiego Czerwonego Krzyża spotkała się niewielka grupka młodych ludzi. W świecie nazywają ich ponoć studentami. Przybyli tam, by spotkać się z przeznaczeniem lub jak kto woli, spotkali się tam z opiekunem praktyk. Zasiedli przy stolikach, wysłuchali wykładu, pobrali materiały pomocnicze i co najważniejsze, zjedli cała paczkę krówek. Uwierzycie? Cała paczka, a przecież napisałem, że była to niewielka grupka! Tak właśnie wyglądały początki studenckiej praktyki. Dalej mogła być już tylko? Praktycznie i w szkole ? Przepraszam bardzo? Przepraszam ? rzekł głosem pełnym obaw młody mężczyzna, gdy przekroczył próg gabinetu pani dyrektor. ? Bo ja to bym chciał, znaczy kolega i ja chcielibyśmy tu zajęcia przeprowadzić. Znaczy się? - strach wrył się wręcz w oblicze mężczyzny, a pot zalewał jego twarz, gdy ten powoli sączył słowa przez zaciśnięte usta. Pani dyrektor w jednej chwili, iście zabójczo krótkiej chwili zlustrowała obu studentów. A wspomnieć należy, że lata doświadczeń w szkolnictwie sprawiły, że w lustrowaniu mogła konkurować z IPN-em. ? Oczywiście panowie. Sala 12 jest do waszej dyspozycji. I na Boga, bądźcie ostrożni, tam są dzieci! O co tu chodzi? Niepewnym, a przy tym i niespiesznym krokiem udali się do wskazanej sali. Jaki potworny był strach, który obaj odczuwali. W końcu to pierwszy raz, gdy staną twarzą w twarz z niemałą przecież gromadką gimnazjalistów. Ile to się wcześniej nasłuchali z telewizji, że ta młodzież to istne bestie, że zero tolerancji i ministrze edukacji módl się za nami. A kiedy dotarli zdziwienia ich było ogromne. Ich oczom ukazał się obrazek jak z obrazka, że tak powiem. Młodzi ludzie spokojnie zajmowali swoje miejsca w ławkach, by po wejściu studentów szybko ich powitać i pomóc przygotować salę do pokazu możliwości zarówno praktykantów jak i leciwego już rzutnika pisma. O czym ta historia? Chyba się nadto rozpisałem, bo tak uderzam w te klawisze, a na monitorze nie widzę bym cokolwiek wspomniał jakie to były zajęcia. Już spieszę z informacją. ?Międzynarodowe Prawo Humanitarne w pigułce? ? taki był właśnie tytuł owego programu, który już od kilku lat przeprowadzany był i zapewne jeszcze będzie na terenie Bydgoszczy. Odbiorcami są uczniowie szkół gimnazjalnych, zaś studenci występują tu w postaci prowadzących. Praktyka ta ma na celu przygotowanie przyszłych pedagogów do pracy z młodzieżą. I muszę Wam powiedzieć, że jak na razie to się sprawdza. Lekcja jak wygląda, każdy widzi Każdy dobrze wie, jak wygląda typowa lekcja i dlatego taki praktykant musi się nieźle namęczyć by nie zanudzić ucznia. Były zatem elementy baletu, po sali biegały tresowane karaluchy, a uczniowie w tym czasie? Przerwa! Z kim ja pracuję?! Gdzie się podziały moje notatki? Ja rozumiem, że raz się mógł ktoś pomylić, ale chyba ktoś chce mnie tu skompromitować. I kto na kiszoną kiełbasę wymyślił ten balet? Lekcje były przeprowadzane w formie wykładów, o ile oczywiście się odbyły. Bo wspomnieć należy, że zdarzały się sytuacje, gdy nieustraszeni studenci gnali przez całe miasto, tylko po to by dowiedzieć się u drzwi kolejnego gimnazjum, że tam nikt nic nie wie o praktykach i zajęć nie będzie. Piszę o tym z czysto kronikarskiego obowiązku, ponieważ sytuacja taka zdarzyła się może raz lub dwa, czyli niezbyt często. Widać, że dezinformacja dosięga również studenckiej praktyki. Wracając jednak do wykładów i przeprowadzanych zajęć, dodam tylko, że nierzadko były one wspomagane pokazami wizualnymi, krótkimi zabawami z udziałem uczniów lub też po części przeprowadzane przez odpowiednio przygotowany personel szkolny. Słowem nie było źle, czyli było dobrze. Przeżyjmy to jeszcze raz Bardzo chętnie. Jeśli tylko byłaby taka możliwość, czemu nie. Przyznać muszę, że studenci bardzo sobie chwalili minione praktyki. Nie tylko oni. Listy pochwalne dyrekcji szkół napływały w tak zastraszającym tempie i w tak dużych ilościach, że PCK musiało sobie sprawić osobny kod pocztowy. Ale żarty żartami, a mi się powoli miejsce kończy, a jeszcze słów kilka chciałbym napisać. W imieniu wszystkich praktykantów chciałbym serdecznie podziękować za możliwość kontaktu z młodzieżą, za szansę spróbowania własnych sił jako początkujący nauczyciel i rozbudzenie pewnej pasji, która właściwa jest tylko pedagogom. To były naprawdę dobrze spędzone chwile. Oby takich więcej, czego życzę zarówno Wam, jak i sobie. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w przyszłości? Praktycznie jest to przecież możliwe.
  25. Nazywam się Zapytania, Znak Zapytania. Dla przyjaciół Pytajnik. Macie rację, już bardziej idiotycznego tytułu nie mogłem wymyślić. Takie czasy, kryzys szaleje, ponoć już troszkę mniej, ale jednak. W takiej sytuacji i u mnie musiał się kiedyś jakiś deficyt ujawnić. A jak patrzę teraz na powyższy nagłówek, to zdecydowanie jest do deficyt wyobraźni. Z tym tytułem to jest tak, że gdy zobaczyłem oficjalne wyniki ostatniego konkursu, to wielkie się na mojej twarzy wyrysowało zdziwienie. Ogromne mogę nawet powiedzieć, dla lepszego zobrazowania tamtej chwili. Bo oto patron fotograficznej zabawy zwany powszechnie Hutem, informacje o zwycięzcach opublikował w troszkę ponad dwa kwadranse od zakończenia głosowania. Jestem pełen podziwu, drogi Hucie, poważnie. Już nawet chciałem o tym coś wcześniej napisać, ale niestety dostępny podczas ćwiczeń internet uciekł gdzieś bez słowa pożegnania. Niekiedy tak bywa, że sąsiadujący z uczelnią dobrzy ludzie wyłączają swój router i niezabezpieczony dostęp do sieci znika. Nie o tym jednak miało być, a o nietypowych wydarzeniach na naszym konkursowym poletku. Otóż typ z nazwy BAMsE znany, który tak przez internautów, ale także i mnie wybrany został bezdyskusyjnym zwycięzcą, głos swój niedźwiedzi podniósł i zaprotestował przeciw własnemu sukcesowi. Taki nieprzewidywalny gest znalazł oczywiście zrozumienie z mojej strony, bo i sam bohater tego wydarzenia przyznał, że to nie pierwszy raz, gdy nagroda Jemu przypadła i pragnie się tym podzielić z innymi uczestnikami. I pomyśleć, że niektórzy najchętniej by za konkursowe prezenty konkurentom buraczaną lewatywę zaaplikowali, by tych w ten niecodzienny sposób od nagrody odpędzić. Bo jak po takim zabiegu można jeszcze usiedzieć i w gryzonia klikać zaniżając innym oceny, prawda? Miejsce drugie w stosunku do moich faworytów również bez zmian, bo oto Alexkaktus i jego dziarska maszyna. Tutaj już nic więcej nie muszę dodawać. Ciekawsza jest bowiem sprawa, w której centrum dzięki szlachetnego zwycięzcy stanął Byss. Debiutant ten również w moim zestawieniu się znalazł, zaraz obok wspomnianego powyżej pana z kaktusem w nazwie. Także ten w dość nietypowy sposób osiągnięty sukces jakoś specjalnie mnie nie razi i tylko mogę zaakceptować taki obrót spraw. Zgodzić się nie natomiast mogę, a nawet NIE MOGĘ, a podkreślenie to jest bardzo ważne, z wyborem Redakcji co do trzeciej, a właściwie czwartej pracy. O ile Professor00179 włożył w swoje dzieło wiele serca i trudu, to nie zmienia to faktu, że nie jest to zdjęcie. Pozwól więc Hucie, że zacytuję Twoje słowa: ?A teraz - co trzeba zrobić? Pstryknąć zdjęcie nawiązujące do szeroko?? lub może jeszcze to: ?Bo oczywiście fotki, przedstawiające waszą pracę?? i na koniec to: ?Prośba ? niech zdjęcia mają taką nazwę jak wasz profil??. Dlatego też i ja będę miał prośbę. Czy mógłbyś, czy to tutaj na blogu, czy też w prywatnej wiadomości, odpowiedzieć mi skąd taki właśnie wybór? I nie pytam by w jakikolwiek sposób podważać decyzję Redakcji, bo tego robić nigdy nie będę, zwyczajnie ciekawość mnie potworna dopadła. A w to, że moje pytanie przeczytasz wierzę, bo o ile mnie oczy w błąd nie wprowadzały, na moim blogu się czasami pojawiasz. Na koniec jeszcze o tych nagrodach, co to miały trafić do konkursowiczów w przypadku zadowalającego poziomu zaprezentowanych prac. Dziękuję Redakcji, że te dodatkowe podarki jednak do rąk forumowiczów nie trafią. Po ostatniej zabawie, ta dopiero miniona wypadła blado niczym wampir na odwyku. Dlatego taka decyzja była bardzo słuszna w mojej ocenie. Choć zarejestrowałem, że nie wszystkim taki ruch przypadł do gustu, o czym raczyli poinformować nie kryjąc przy tym własnego niezadowolenia. To wszystko co miałem dziś do przekazania. To co? Jutro o tej samej porze i w tym samym miejscu? Pewnie, że tak!
×
×
  • Utwórz nowe...