Skocz do zawartości

theconverse

Forumowicze
  • Zawartość

    867
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez theconverse

  1. @Pacuszek: Powiem tak, że była okazaja do napisania kilku zdań w komentarzu pod newsem, gdzie do wygrania były zarówno takie rozrywkowe krążki, jak i pamięci USB. Większość tworzyła najzwyklejsze wpisy, kiedy ja pozwoliłem sobie na coś zupełnie innego. Wynik? Kolejna gra do kolekcji. Można więc i tak się bawić.
  2. @Pacuszek: I właśnie WWWeekendowy konkurs był taką kartką papieru, bo przyjęto, iż większość forumowiczów posiada lub jest w stanie zorganizować najmniej nawet skomplikowany sprzęt fotograficzny lub utrwalający ruchome klatki. Nawet ten nieszczęsny telefon komórkowy może być doskonałym urządzeniem do stworzenia świetnego filmu. Być może kiedyś udowodnie to prezentując pracę wykonaną za jego pomocą.
  3. @Owiec: To też. Swoją drogą mogę troszke ponarzekać, bo jak to tak można, przecież ja nie posiadam własnego egzemplarza wymienionej gry i nie mogę przez to wziąć udziału w turnieju. Trzeba go zlikwidować i niech wszyscy grają w statki na kraciastej karce papieru, o!
  4. @Pacuszek: Najwidoczniej dawno już nie odwiedziałeś konkursów, ponieważ bardzo wiele się zmieniło, szczególnie w temacie oceniania. Na chwilę obecną jeśli ktoś nie ma natury szpiega, trudno jest stwierdzić kto jest autorem pracy (tyczy się do zdjęć), a oceny nie są jawne podczas rozdawania not. Ponadto co już zostało powiedziane, portal ten nie jest jedynym, gdzie odbywają się konkursy. Sam przebywam tutuaj, ponieważ odnajduję zabawy, z których mam przyjemność, a nie nagrody. Tych kilka mam, ale do tej pory nie było mi dane się nimi nacieszyć. Wszystkie gry stoją sobie grzecznie na półce. Również nie poszukuję konkursów literackich, gdyż uważam, że nie jestem w stanie zbyt wiele tam zawojować. Lubię stawiać literki, więc stawiam je tutaj. Ze zdjeciami wychodzi mi odrobinkę lepiej (w mojej ocenie), więc również tutaj staram się je prezentować, tak na blogu jak i w konkursach.
  5. @Różniczkomen: A Ty wciągnąłeś mnie do dyskusji. Zdaję sobie sprawę, że tak to właśnie może wyglądać, ale nic z tym zrobić nie możemy. Być może za bardzo wierzę w ludzi (niekiedy tak mam), ale osoby wielokrotnie nagradzane chyba potrafią zdobyć się na chwilowe wakacje od konkursów, co?
  6. @likier: Nie chciałem póki co odzywać się w komentarzach, ale muszę wspomnieć, że podobny pomysł przyszedł mi do głowy, ale całkowicie wyleciał z pamięci podczas tworzenia wpisu. Faktycznie powinno powstać pewnego rodzaju ograniczenie dla osób, które wygrywają (jeśli są dobrzy teoretycznie nic złego w tym nie ma, ale...) zbyt często. Niech na przykład po dwóch zwycięstwach mają przerwę na jeden konkurs. Może to delikatna dyskryminacja, ale utytułowni mistrzowie powinni mieć do tego dystans, prawda?
  7. Apel wypowiedziany ściszonym głosem Witam serdecznie wszystkich gości, zarówno tych nowych, jak i stałych bywalców. Szczególnie ci ostatni powinni nadstawić ucha, czy też lepiej oka, żeby przeczytać słowa, które chciałbym Wam dzisiaj przekazać. Tym razem chciałbym poruszyć kwestię Wielkiego Nieobecnego, za którym sądząc po niektórych komentarzach widocznych gdzieś w pobliżu głównej strony, spora część forumowiczów zdążyła zatęsknić. Kim jest Wielki Nieobecny i dlaczego nie ma go wśród nas? Jeśli choć trochę pamiętacie jaka była historia tego bloga, równie dobrze wiecie już o czym napiszę w kilku kolejnych akapitach. Znajdą się wśród Was i tacy, którzy jako pierwsi cisną we mnie kamieniem jeśli tylko wspomnę o WWWeekendowym konkursie, ale wolę jednak wierzyć w to, iż stanowimy wspólnotę, internetową społeczność, dla której ta cotygodniowa zabawa była pewnego rodzaju wizytówką serwisu, który stał się przytulnym domem dla moich zapisków. Domyślam się przy tym, że choć dni do końca tego roku nie pozostało już zbyt wiele, nasze oczy ujrzą jeszcze przynajmniej jedną odsłonę konkursu ? świąteczną. To prawie jak tradycja, nie można więc wymazać z kalendarza tak ważnego dla nas wydarzenia. Niestety jeśli nie liczyć ostatnich kilku głównie filmowych zmagań, dawny WWWeekendowy konkurs zniknął w mrokach przeszłości i obecnie doświadczamy zaledwie jego słabnącego z każdą chwilą odbicia w postaci zabaw organizowanych w myśl zasady: nie znasz dnia, ani godziny. Na szczęście widoczne jest również niesłabnące nim zainteresowanie, stąd też mój apel. Adresuję go nie tylko do Redakcji, w szczególności zaś Huta, lecz być może przede wszystkim do Was, forumowiczów i uczestników. Postarajmy się, żeby następny rok był nowym początkiem dla tak bardzo przez nas lubianej zabawy. Oczywiście nie można być ani głuchym, ani ślepym na wszelkie słowa krytyki, które szczególnie w przypadku ostatniego konkursu były aż nadto widocznie. Myślę tutaj o całkowicie niepotrzebnej próbie wyboru pewnej formuły zabawy, o której ostatecznie mieli zadecydować zainteresowani konkursowicze. Wiele osób poczuło się oszukanych, niektórzy zostali zmuszeni do? Właściwie to nie tak. W tej sytuacji będę bronił postanowień Redakcji, do której zawsze powinno należeć ostatnie słowo, a która to musi się zmagać ze starą prawdą, że dogodzić wszystkim nie sposób. Stąd też chciałbym zaprezentować pewien mój pomysł. Przypominam także, że kilka stron forum do tej pory zostało już zapełnionych podobnymi spostrzeżeniami, które nadal powinny być aktualne i raz jeszcze rozpatrzone przez wymienionego powyżej redaktora. Odkąd pamiętam, liczne narzekania wypływały najczęściej z braku możliwości, żeby każdy uczestnik mógł wziąć udział w zabawie i przedstawić swoje dzieło w nawet najbardziej niekonwencjonalny sposób. Zdjęcia? Filmy? Pokaz tresowanych karaluchów ukazany za pomocą haftu krzyżykowego? To takie zwyczajne, prawda? Niektórzy domagali się zatem rysunków, animacji i co najciekawsze, a zarazem najbardziej pozbawione sumienia i zdrowego rozsądku, także za pomocą literek, a więc opowiadania. Czy naprawdę uważacie, że ktokolwiek z członków organu prasowego, jakim jest CD-Action (Członek i organ w jednym zdaniu? Młodzież nie będzie się mogła odpędzić od rumieńców!) ma czas, siły, a przede wszystkim chęci przeczytać kilkaset tekstów, pomiędzy którymi znajdą się i takie, które w każdy możliwy sposób będą chciały popełnić gwałt na języku polskim? Mam nadzieję, że zrozumieliście już do tej pory, że taka forma konkursu jest nie tyle skomplikowana, co wręcz niemożliwa do zrealizowania. Przynajmniej w mojej ocenie, ale i Hut pewnie by się z tym stanowiskiem zgodził. Co innego szybka zabawa polegająca na stworzeniu krótkiego hasła reklamowego, motta, czy też innego zawołania. Dla takich konkursów miejsce powinno się czasami znaleźć. W tym momencie chciałbym się jednak skupić tylko na dwóch, z wielu powód najlepszych rozwiązaniach. Zakładam, że i dla Was są one najbardziej przystępne, bo tyczą się tak zdjęć jak i filmów. Przy czym należy pamiętać, że do drugiej kategorii możemy zaliczyć także film animowany. Co prawda wkład włożony w ciekawy film oraz w niebanalną animację bywa zupełnie różny, ale powiedzmy sobie prawdę, w większości przypadków zwracamy uwagę wyłącznie na efekt końcowy. Tak czy inaczej, według mnie szanse powodzenia rokują tylko te dwie wspomniane powyżej sposoby przeprowadzenia konkursu. Teraz kilka zdań o sprawach typowo technicznych. Niczym odkrywczym nie jest, że dzieło filmowe powstaje odrobinkę dłużej niż kadr fotograficzny. Ponadto pamiętać trzeba, że co za dużo to niezdrowo, a Redakcja też nie zawsze potrafi odnaleźć odpowiedni temat zabawy oraz co dla sporej gromadki forumowiczów najważniejsze ? ciekawe nagrody. Myślę więc, że dwa konkursu w miesiącu, o ile odbywałyby się one regularnie, zaspokoiłyby nasz głód współzawodnictwa. Pozwólcie zatem, że zapoznam Was z moich małym grafikiem, według którego konkursy mogły przebiegać podczas każdego miesiąca. Za przykład niech posłuży zbliżający się wielkimi krokami grudzień. Konkurs ZdjęcioWWWy & FilmoWWWy 01 - Parszywi złodzieje rabarbaru - zapowiedź (czwartek 02/12/2010)Konkurs ZjęcioWWWy 01 - Parszywi złodzieje rabarbaru - głosowanie (poniedziałek 06/12/2010)Konkurs ZdjęcioWWWy 01 - Parszywi złodzieje rabarbaru - wyniki (środa 08/12/2010)Konkurs FilmoWWWy 01 - Parszywi złodzieje rabarbaru - głosowanie (poniedziałek 13/12/2010)Konkurs FilmoWWWy 01 - Parszywi złodzieje rabarbaru - wyniki (środa 15/12/2010) Jak widzicie, osoby wyposażone w aparaty fotograficznie otrzymałyby cały weekend na przygotowanie swoich prac, gdy filmowcy mieliby troszkę więcej dni. Chyba to sprawiedliwy przydział czasu, jak myślicie? Na zakończenie jeszcze kilka uwag ogólnych. Sam sposób oceniania prac, wcześniejsze ich zgłaszanie oraz wszelkie inne sprawy z tym związane, jak już wcześniej napisałem, były wspominane w odpowiednim wątku na forum. Tam też odsyłam zainteresowanych. Co jednak najważniejsze to fakt, że konkursy zawsze były i będą organizowane przez Redakcję tylko i wyłącznie za sprawą dobrej woli i tak naprawdę nie mamy prawa domagać się czegokolwiek, choć możemy dać wyraźny sygnał, że temat weekendowych zabaw nie jest nam obojętny. Ja czynię to już po raz ostatni, a wszystkie przemyślenia zawarte w tym wpisie są wyłącznie mojego autorstwa i mogą być absolutnie sprzeczne ze zdaniem Redakcji. Dodam jeszcze tylko, że również i teraz chciałbym być postrzegany jako osoba chętna i gotowa do pomocy przy wszelkiego typu konkursach, które stały się tematem tego wpisu. Oczywiście wszystko to w miarę możliwości. Nie muszę przy tym chyba wspominać, że jeśli nasza ulubiona zabawa powróci, tym razem będzie ona potrzebowała dość szczegółowego regulaminu, o którym ostatnio chyba całkowicie zapomniano. Tyle ode mnie. Spokojnego wieczoru i niech powróci Wielki Nieobecny!
  8. Niestety, ale konformizm językowy zwycięża, a grupa połyka słabsze jednostki. To sprawa jedna. Druga jest natomiast taka, że wszelkie "paskudne" wyrazy, od których uszy puchną to zarówno lenistwo, puste karty w słowniku mieszczącym się w naszych głowach oraz zwyczajna bezmyślność. Przecież nikt nie zabroni znać i używać mi nawet najmocniejszych wulgaryzmów, tylko niech padają one majac jakiekolwiek uzasadnienie. W swoim życiu takowego nie odnajduję, więc i tych wszystkich "przecinków" nie muszę i nie chcę stosować.
  9. @Mr.ALFik: Rzecz w tym, że DLC może być jakakolwiek treść dodatkowa udostępniane online. Dobrze jest, gdy takie dodatki faktycznie wnoszą coś do rozgrywki, ale nie jest to zasadą. Ostatecznie decydują i tak konsumenci, którzy mogą, ale nie muszą sięgnąć po takie DLC. Wosq: Akurat takie systuacje zdarzać się nie powinny, ale z drugiej strony, nikt nie zabroni wcześniej zorientować się czy dany produkt jest tak do końca kompletny (recenzje, fora oraz inne źródła informacji) i jeśli dana sytuacja nam nie odpowiada, dziękujemy bardzo producentowi i wydajemy pieniążki na dzieło konkurencji. Twórcy jak już wspominałem w tekście powyżej, mają pełne prawo do stosowania takich zagrywek, a ludzie nadal kupują takie niekompletne gry. O kim to gorzej świadczy, o producentach, czy może o graczach?
  10. theconverse

    DeeLCe

    Downloadable Controversy Witajcie. Tym razem wcieliłem się w postać korespondenta z dalekiej krainy, który pisze te słowa przemierzając nasz nieco przybrudzony błotem (nieciekawa pogoda plus wybory samorządowe) kraj w tak zwanej ciuchci. Gorąco tu jak w rozgrzanym do czerwoności piecu, zewsząd dobiegają trzaski, a co niektóre fotele wyposażono w relaksujące zmęczone ciało wibracje. Usługa na najwyższym poziomie można powiedzieć. Tylko do toalety nie chcę zaglądać, bo jednak bardzo sobie cenię zjedzony wcześniej posiłek. Dość jednak o kolejnictwie, bo w dniu dzisiejszym chciałbym napisać kilka zdań o budzącym ostatnimi czasy silne emocje zjawisku zwanym DLC. Zdradzić jednak muszę, że wywodzę się z epoki, gdy wszelkie nadprogramowe materiały do gier (komputerowych, innej ?grajmaszynki" nigdy nie posiadałem) były nazywane po prostu dodatkami i nikt jeszcze nie śmiał marzyć, że najnowsze tytuły zamiast na półce, kurzyć się będą na dysku twardym. Tak naprawdę to już nawet samo przesiadywanie przed monitorem ograniczam do obowiązków zawodowych, zabawy ze zdjęciami oraz spraw codziennych, a więc różnie rozumianej komunikacji, czy też pozyskiwania wiadomości. Granie zeszło nie tylko na drugi, ale pewnie nawet i nie na dziesiąty plan. Stąd i wszelkie możliwie DLC są mi zwyczajnie obce. Co innego, jeśli pojawią się one w wersji namacalnej i elegancko zapakowanej w zgrabną paczuszkę stworzoną z kilku wydanych po premierze podstawowej gry dodatków i rozszerzeń. Tylko czy takie wydawnictwa przypadkiem nie zaprzeczają ideii downloadable content? Gdyby wierzyć ogólnodostępnym informacjom (wiedza tajemna jak dotąd pozostaje poza moim zasięgiem), wszystkie multimedia, w tym oczywiście gry, które mają jakiekolwiek pretensje do bycia DLC, muszą występować w postaci tylko i wyłącznie cyfrowej przenoszonej drogą płci? kabelkami lub na falach radiowych. Natomiast jak doskonale wiecie, rzeczywistość nadaje takie miano nawet tradycyjnym, opakowanym w gustowny kartonik rozszerzeniom. Inna sprawa i to jest właśnie powód największych kontrowersji, o czym często w mocnych słowach wspominają forumowicze w swoich komentarzach, czyli całe mnóstwo drobnych usprawnień, nowych map, modeli ubrań oraz broni, a także całkiem świeże (czy aby na pewno?) misje i zadania, które pojawiają się już nie tylko zaraz po premierze głównego programu, ale także równocześnie z nim, a ostatnio także ? o zgrozo ? przed podstawową wersją (wzmianki o takowych, nie zaś same dodatki). Oczywiście gracze zawsze przyjmą jakiekolwiek ciekawe rozszerzenia do swojej ulubionej gry z szeroko otwartymi ramionami, gdyby nie to, że twórcy chcieliby za każdy przejaw swojej pracy (tak twórczy, jaki i odtwórczy) dopisać kilka zer na swoich kontach. W tym właśnie momencie docieramy do najważniejszego. Totalnie nie rozumiem skąd tak negatywne opinie dotyczące osób (nie firm, osób, to one tworzą gry), które chcą zarabiać. Nie potrafię również pojąć, dlaczego większość graczy, których zauważam na forum cierpi nie tylko na alergię, co wręcz rozstrój emocjonalny i żołądkowy jednocześnie, gdy wspomni się tylko, że przykładowy program zostanie wzbogacona o pakiet kiszonych ogórków dający przewagę nad graczami posiadającymi wyłącznie pęczek stęchłych rzodkiewek sprzedawanych wraz z podstawową wersją gry. Twórcy mają pełne prawo do tego, żeby opublikować produkcję, którą średnio rozgarnięty przedszkolak zakończy z uśmiechem na ustach zaledwie w dwa kwadranse oraz trzy miliony drobiazgów wzbogacających ją o pięć minut rozgrywki każdy. Na tym nie koniec, bo przecież każdy taki bonus może zostać wyceniony na równowartość tak dobrej klasy samochodu, jak i kilograma parówek. Pokłońcie się, oto stoi przed Wami wolna wola. Podsumowując i wpis ten kończąc. Dożyliśmy czasów, gdzie cyfrowa dystrybucja dóbr wszelakich odciąga konsumentów od sklepowych półek i daje im możliwość zakupienia interesujących produktów bez wychodzenia z domu. To akurat plus, choć niektórym przypadłby się chociaż jeden spacer dziennie. Rozumu dotlenić co prawda nie można, ale to co macie pomiędzy uszami już jak najbardziej. Doczekaliśmy także dnia, gdy rozpoznawalna marka to nie tylko pojedynczy produkt, ale także całe mnóstwo dodatkowych linijek kodu, które można nabyć. To również jest pozytywna tendencja, ponieważ przedłuża żywotność gier, ale przede wszystkim stwarza sytuację, gdy mamy wybór. Konkurencja nie śpi, więc niech rozgrywa się walka o klienta. Ostatnia zaś sprawa to taki mój osobisty apel. Jeśli tak bardzo przeszkadza Wam polityka wydawnicza panująca w growej branży rozrywkowej (rozrywka dla Was, praca dla twórców), dajcie tego wyraz i nie kupujcie tak przez Was znienawidzonych DLC. Niech w sztabach generalnych producentów zapali się mała czerwona lampka sygnalizująca, że coś jest nie w porządku. Ale przecież Wy wolicie tylko narzekać, prawda?
  11. @MetalurgPL: Rzecz w tym, że po przemianie, czy też spokrewnieniu, nie można już mówić o życiu. Również z tymi wrażeniami może być problem, poniważ wampir z czasem popada w odrętwienie, z którego może go uwolnić (krótkotrwale) odżywcza krew lub bardzo silne emocje, które na dobrą sprawę również działają tylko przez chwilę. Ponadto każda następna sytuacja będzie wymagała emocji już silniejszych, bardziej intensywnych, inaczej stan podobny do ludzkiej depresji będzie się utrzymywał. Przynajmniej ja to tak widzę. Dlatego też wampir może poddać się takiemu wyniszczającemu procesowi, który po pewnym czasie pozwoli zerwać się z łańcucha zwykłemu drapieżnikowi albo też starać się za wszelką cenę być choć trochę ludzkim. Natury jednak pokonać nie można. Stąd cały dramat krwiopijców. Tym bardziej zaskoczony jestem, że tak wiele osób zechciałoby wpuścić do własnego życia wampira. A może ankietowani uważają, że wampiryzm to same przyjemności, intensywne przeżycia i nieskończone wręcz możliwości?
  12. @likier: Fascynują mnie. Poza tym wampira można rozpatrywać na różne sposoby i nie zawsze musi to być owiana mgłą tajemnicy postać ssącego krew drapieżnika. To pewien archetyp samotnika, wyrzutka, kogoś innego, pochądzącego lub przebywającego na marginesie społeczeństwa. Oczywiście jest to podejście zdroworozsądkowe, a ja niekiedy zwyczajnie lubię wierzyć... w barwne legendy.
  13. @Akatosh: Nie ukrywam, że osobiście chciałbym zobaczyć ten pomnik z możliwie bliskiej odległości, ale głównie po to, żeby chłonąć panującą tam atmosferę. Ciekawi mnie również zachowanie ludzi, którzy tam przyjeżdzają. Taki pomnik to jednak nie byle co, tylko szkoda, że jest to według mnie pusty symbol ludzkiej pychy. Oczywiście chciałbym się w tym przypadku mylić, ale...
  14. @Altair1333: Wiem, wiem. A z tym konkursem to tak prawie przypadkiem tu trafiłem i niestety nic wcześniej nie było mi o nim wiadomo. Może kiedy, jeśli czas pozwoli, wezmę udział w jednej z kolejnych odsłon.
  15. @krzyhu: Mam ten sam problem. Oba zdjęcia są... Wstrzymuję się od głosu i już! Chyba można było zaprezentować powyższy temat w ciekawszy sposób, prawda?
  16. @likier: Niestety wizerunek wampirów bardzo w ostatnich latach ucierpiał. Aktualnie już chyba nikt z filmowców nie jest zainteresowany przedstawieniem prawdziwej, a przez to bardzo złożonej natury tych istot.
  17. @likier: Dawnymi czasy, gdy moja M. pracowała w jednym z multipleksów to często zdarzało mi się zasiadać przed wielkim ekranem. Co najciekawsze to fakt, że bardzo często byliśmy jedynymi widzami na sali. Ot takie prawie prywatne kino. Tylko pilota brakowało. Aktualnie bywam tam raczej sporadycznie i zdecydowanie bardziej wolę taką formę uszczuplenia mojego portfela, aniżeli wyposażenie się w film z wypożyczalni. Jednak nawet najlepszy zestaw kina domowego (którego niestety nie posiadam) nie umywa się do prawdziwego kina. Za alkoholem natomiast nie przepadam.
  18. @likier: To ja tak po chłopsku odpowiem: Sam zobacz!
  19. @Owiec: Niestety i w przypadku Pozwól mi wejść troszkę tej sztuczności się pojawia, głównie w efektach specjalnych. Oczywiście domyślam się, że nie o taką sztuczność Tobie idzie. Dlatego w ramach ucieczki od zachodniego kina polecam produkcję francuską, która w Polsce funkcjonuje pod tytułem Bazyl. Człowiek z kulą w głowie. Piękne kino i kapitalna muzyka. Nie jest to może produkcja najświeższa, ale duch europejskiego kina jest w niej silny. Poza tym to dzieło ryżysera Amelii. Dla niektórych jest to więc najlepsza zachęta.
  20. @MetalurgPL: Jeśli idzie o strach przed wampirami to jeśli wierzyć mitom, zdecydowanie bardziej obawiałbym się nie tego, że taki krwiopijca może pozbawić mnie życia, bo to i tak kiedyś przeminie, lecz tego, że może mnie on pozbawić człowieczeństwa. Przemieniając człowieka, szczególnie wbrew jego woli w podobnego sobie, skazuje go na bardzo trudny wybór pomiędzy wiecznym "życiem" a wieczną udręką. Tutaj nawet sam pan Norris miałby spory problem. Kopanie z półobrotu przez kilkaset lat mogłoby się szybko znudzić. @darkmessiah13: Polecam. Oczywiście, jeśli nie nastawiasz się na typowy horror, bo to bardziej dramat. A sam szukam tylko wolnej chwili, żeby zobaczyć szwedzki pierwowzór.
  21. @Owiec: Ani ten, ani nawet Owen Wilson. Przykro mi.
  22. Abby + Owen = WM (Wielka Masakra?) Puk, puk! Najmocniej przepraszam, ale czy mogę? Ślicznie dziękuję. Jesteś taki uprzejmy. Akurat spacerowałem niedaleko i do głowy przywędrowała mi taka oto swobodna myśl, że pora już prawie późna, a i dla kolacji najodpowiedniejsza. A czy jest coś przyjemniejszego w taki zimny i ponury wieczór niż wspólny posiłek? Tak też właśnie myślałem. Mój płaszcz? Nie, nie trzeba. Długo tutaj nie zabawię. Właściwie to moglibyśmy wyjść gdzieś razem. Noc ostatecznie nie jest taka straszna, a niekiedy lubię zjeść coś na wynos? Prawdę powiedziawszy, ani trochę nie odnajduję się w czynności, którą można nazwać pisaniem wstępów. Stąd też taki oto marny popis twórczości ? najmocniej wszystkich przepraszam ? literackiej, która z założenia miała się stać substytutem prawdziwego wprowadzenia do tematu. Dodać jeszcze muszę, że i dalsza część złożona w przeważającej większości z literek nie powinna być odbierana jako recenzja. Takowych tworzyć nie lubię, bo i zawsze z konkretną oceną mam problem. Niech więc to będzie swoisty spis wrażeń wszelakich, które dopadły mnie na chwilę po opuszczeniu kinowej sali. Wiedzieć Wam trzeba, że każdy converse od czasu do czasu pójdzie do kina. Wyjątkiem nie jest tu więc i theconverse, który choć nie może już sobie pozwolić na tak częste bycie gościem przed wielkim ekranem, tak nadal z przyjemnością odnajduje się w towarzystwie szeleszczących opakowań skrywających przeróżne zakąski, siorbiących apetyczne napoje, a zasiadających po sąsiedzku widzów oraz przede wszystkim nazbyt głośnych i zupełnie niestosownych komentarzy tych ostatnich. Na szczęście paczka chipsów czy inna prażona kukurydza nadal potrafi zachować milczenie. Tytuł zawieszony całkiem nieopodal, bo nad tym tekstem, sugeruje że przypadła mi w udziale zbiorowa projekcja dzieła filmowego, które według oficjalnych informacji ma pretensje do bycia horrorem, a i melodramatem zarazem. Wyprzedzę jednak Wasze pytanie i odpowiem, że tekst ten poświęcony jest amerykańskiej wersji szwedzkiego filmu, który w naszym rodzimym języku wygląda całkiem tak samo ? Pozwól mi wejść. Niestety nie było mi jeszcze dane doświadczyć tej historii w wykonaniu filmowców z północy. Dlatego też przygotujcie się na kilka akapitów o wersji anglojęzycznej. Rozpocznę może od najważniejszego, czyli od tego, iż produkcja ta przypadła mi do gustu. Przede wszystkim dlatego, że po długim czasie miałem możliwość zapoznania się z istotą, którą darze ogromnym afektem, a która to nie została doszczętnie zmielona przez tryby zachodniej machiny, gdzie nie opowieść jest ważna, a ilość statuetek, które powinna ona zapewnić. W końcu zaprezentowano mi wampira, który zdaje się być realną postacią. Co więcej, tak naprawdę nikt z twórców nie przyznaję się, że to właśnie z klasycznym krwiopijcą mamy do czynienia. Niech żyją niedopowiedzenia! Wypadałoby, żebym przynajmniej w jednym zdaniu wspomniał o głównym wątku fabularnym. Byłoby to jednak zbyt oczywiste, a ja wolę pozostać w sferze subtelności. Będzie zatem o bohaterce, a więc wampirzycy, która prawdopodobnie nią jest, ale jednak pewien delikatnie zarysowany znak zapytania do scenariusza dopisuje. Oczywiście odżywia się krwią, a poza swoje ?legowisko? wychodzi wyłącznie po zmroku. Dodatkowo jest nadzwyczaj szybka i sprawna, a i swoja siłą fizyczną zdecydowanie przewyższa nie tylko swoich ?rówieśników?, ale i osoby dorosłe. To wszystko to tylko i wyłącznie pewien archetyp wampira, wszystkim doskonale znany. Podobnie jak długowieczność przez większość ?znawców tematu? rozpoznawana jako nieśmiertelność. Jeszcze nigdy nie spotkałem (w świecie wykreowanym przez filmowców) nieumartego z wystającymi ząbkami, który byłby całkowicie nie do pokonania, a więc odesłania do trumny, która już nigdy więcej nie zostania otwarta po zachodzie słońca. Nie można przy tym zapomnieć o tytułowym pozwoleniu na przekroczenie progu, o którym bardzo często zapomina się prezentując dzieci nocy. Najciekawsze jest przy tym to, że urocza dziewczynka (no dobrze, niektórzy mogliby ją nazwać emo) imieniem Abby (w tej roli młodziutka Chloe Moretz, która jeszcze nie tak dawno temu wręcz zawodowo kopała pośladki) nie tylko sama dostrzega swoje przekleństwo, ale pozwala kinowym podglądaczom w nie uwierzyć. Koniec z beztrosko chlapiącą pod sam sufit krwią i odrywaniem członków, choć i to również się w tym filmie pojawiają. Dużo bardziej istotny jest wewnętrzny konflikt pomiędzy zwierzęcą naturą drapieżnika oraz drobinkami człowieczeństwa, które lgną do równie samotnego jak ona Owena (w tej roli znany z filmu Droga Kodi Smit-McPhee). To właśnie ta niesłychanie ciekawa relacja pomiędzy ofiarą jaką jest chłopiec, bity przez szkolnych ?kolegów? i przeżywający rozwód swoich rodziców oraz dziewczynką o równie dwoistej, co zabójczej naturze sprawia, że z każdą kolejną chwilą wyczekuje się jakie będą dalsze losy tej niecodziennej pary. Wspominając o dwoistości głównej bohaterki muszę na moment przeniknąć na margines pisanych przeze mnie słów, żeby tam odwołać się również do biegunowego charakteru diegezy (świat przedstawiony), którą uraczyli mnie twórcy. Otóż trzeba zauważyć, że wszystkie wydarzenia, które tworzą fabularną oś filmu wyraźnie zaznaczone są jako przepełniony emocjami świat ludzi małych ? Abby i Owena ? oraz zupełnie inną rzeczywistość dorosłych. Fantastycznie zaprezentowaną tę odrębność na przykładzie matki chłopca, która choć jest dla niego osobą najbliższą, tak naprawdę nigdy nie poznajemy jej twarzy. Chłopiec wiecznie się z nią mija, wyraźnie nie radzi sobie z bolesną sytuacją rozwodu, a dodatkowo ucieka w świat, który tworzy wyłącznie z Abby. Nawet sąsiedzi są tylko statystami, z którymi Owen się mija lub podgląda ich przez znajdującą się w jego pokoju lunetę. Jest jeszcze opiekun żądnej krwi dziewczynki, który choć nie jest postacią całkowicie nieistotną, to i on sam przeżywa swój własny dramat. Wspominając o emocjach, a przy tym odwołując się do gatunku jakim opisano Pozwól mi wejść ? melodramatu ? nie można zapomnieć o rodzącym się pomiędzy parą jeszcze dzieci (Abby niekiedy jest takim właśnie dzieckiem) uczuciu, którego charakter pokreślony jest przez pojawiające się przez kilka chwil dzieło Szekspira, a które zapewne dobrze znacie ? Romeo i Julia. Najwidoczniej relacja wampirzycy i osamotnionego chłopca nie może się dobrze zakończyć. Jak do tej pory ilość popełnionych przeze mnie słów na pewno odstraszy sporą część czytelników, a ja nadal nie miałem okazji do podzielenia się z Wami choćby połową własnych przemyśleń. Może dalsza dyskusja powstała wśród komentarzy poniżej na to pozwoli. Natomiast zakończyć ten tekst muszę uwagą najtrafniej w mojej ocenie oddającą charakter miłośniczki hemoglobiny. Abby choć nienazwana wprost wampirem, jest nim w pełni. Choć i w nowiu doskonale sobie z tym radzi. Dlaczego? Ponieważ będąc nawet targaną sprzecznymi emocjami pozostaje egoistką, dla której najważniejsza jest ona sama. Co zaskakujące, nawet taki Edward Cullen wpisuje się w ten nurt krwiopijców. Przecież, gdyby naprawdę kochał pannę Swan, pozwoliłby jej odejść? PS. W ramach ucieczki od nawału tekstu ? ankieta. Ciekawi mnie, czy mając świadomość przekleństwa jakim naznaczono wampiry, symbolicznie pozwolilibyście przekroczyć im próg Waszego domu, a więc i Waszego życia.
  23. @InsaneLunatiC: Niestety nie mogę napisać tego samego, bo to nie mnie taki pomnik postawiono. A tak poza tym, żeby dzień zakończyć mocnym akcentem, ale całkowicie abstrahując od postaci, którą ma przypominać ta rzeźba, czy przez to, że wokół pomnika właściwie nie ma nic oprócz trawy, nie wygląda ona troszkę jak gigantyczny krasnal ogrodowy? To przecież takie polskie...
  24. Co do finansowania budowy, już wcześniej wspominałem, że niestety nie wiem jak ta spraw wygląda. Będąc na stronie poświęconej pomnikowi zauważyłem tylko prośbę o wpłacanie pieniędzy na ten cel. Jednak to nie sposób zdobywania pieniędzy oraz ich pochodzenie (publiczne czy też prywatne) jest dla mnie najważniejsze. Przeraża mnie ambicja, do tego jest to ambicja zdecydowanie chora. W mojej i tylko mojej ocenie, pomysłodawca tego projektu (pomijam fakt, że osoba ta jest kapłanem) zapragnął zapisać się złotymi zgłoskami na kartach historii w taki oto nietypowy sposób, który wskazuje na... próżność? Tak, próżność jest tutaj chyba odpowiednim słowem.
×
×
  • Utwórz nowe...