Skocz do zawartości

theconverse

Forumowicze
  • Zawartość

    867
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez theconverse

  1. theconverse

    Czas zmian

    Po raz kolejny zabiorę głos, ale już nie w sprawie całej tej ostatnio wywołanej afery, bo tutaj nie mam już właściwie nic do dodania. Powiem tylko, że oto pojawiła się dla nas wszystkich szansa, o ile kilka spraw zostanie publicznie wyjaśnionych raz na zawsze, a obie strony zaczną ze sobą współpracować. Co do wybrania mojego zdjęcia, nie podejrzawałbym Redakcji o takie tanie sztuczki. Gdyby taka "łapówka" miała faktycznie trafić w moje ręce, Redakcja najzwyczajniej w świecie pokazałaby totalny brak szacunku do mnie, jak i wszystkich innych konkursowiczów. Nie przeczę jednak, że taki wybór zdecydowanie mnie zaskoczył.
  2. To może i ja kilka słów dodam do i tak sporej już "kupki". Na początek może raz jeszcze zaznaczę, że ja z forum nie zniknąłem, a tylko mój blog został zawieszony na pewnej lince z pętelką. To tyle jeśli o tamten temat idzie. Natomiast, gdybym miał ocenić tak zwaną "władzę", to pomimo ostatniego zamieszania, do którego przyłożyłem rękę, muszę przyznać, że jestem zadowolony z pracy moderatorów i administratorów. O dziwo, prawdopodobnie przypisuje mi się permanentną nienawiść jaką darze osoby odpowiedzianle za forum, ale przecież bardzo mi one pomogły w chwili, gdy pojawił się mój klon i "antyfan" w jednej postaci. Wszystko zostało załatwione bardzo szybko i sprawnie. Z drugiej jednak strony, niektórzy "z góry", to osoby ulegające niekiedy emocjom lub też ambicjom, ale to przecież zwyczajni ludzie, którzy mają do tego prawo. Również i ja czasem balansuję na bardzo cienkiej linie. Oby tylko nie zdarzało się to zbyt często. Oceny jednak wystawiać nie chcę, bo w żaden spsoób nie odda ona rzeczywistości, a przynajmniej nie bardziej, anieżeli ten mój komentarz.
  3. Rozpocznę może od tego, że to strasznie przyjemne uczucie zobaczyć tyle odpowiedzi na mój ostatni wpis. Za to Wam bardzo dziękuję. Także tym, którzy wypowiedzieli się o mnie lub mojej decyzji raczej chłodno, ale to właśnie takie opinie są najcenniejsze, bo zmuszają do przemyśleń. Ponadto chciałbym Was poprosić o coś jeszcze. Nie chciałbym, żeby cała ta moja ?akcja? przerodziła się w otwarty konflikt pomiędzy forumowiczami a moderatorami. Najważniejsze w moich działaniach były zawsze sprawy konkursu, a nie pewne utarczki z administracją forum. Starałem się reagować w takich sytuacjach, choć może nie zawsze w odpowiedni sposób, ale to nadal tylko moje na to wszystko spojrzenie i moje małe ?konflikty? z osobami odpowiedzialnymi za forum. Wiem, że niekiedy potrzebne są nawet mocne tarcia i zgrzyty, żeby coś dobrze funkcjonowało, więc może skupcie swoją uwagę na tym, a nie na wojowaniu, którym nic nie zdziałacie. Postanowiłem odpisać na co poniektóry komentarze, więc jeśli kogoś pominąłem, niech osoby te wiedzą, że czasami i milczenie jest najlepszą odpowiedzią: @Asasello: Twórz dalej swój własny blog, tak żeby ktoś o Tobie i Twojej pracy napisał tak samo. Poza tym pisanie i tak daje zawsze większą frajdę niż tylko bierny odbiór nawet najlepiej napisanych przez kogoś innego słów. @assassincreeddevilmaycry: Tak naprawdę to nie muszę wracać, bo przecież nigdzie nie odszedłem. To, że mój blog został zamknięty, zawieszony, czy też pozostawiony samemu sobie (co przecież prawdą nie jest) nie oznacza, że i ja zniknę. Podobnie jak ten ziemniak ze słów: ?there is always one potato hiding in a shadow?, również i ja będę gdzieś w pobliżu. @Tressela: Masz rację, żadna wojna nic dobrego przynieść nie może, ale ja tak naprawdę nie chciałem walczyć, a coś po prostu wykrzyczeć. Jak widać, pojawiła się szansa na zmiany w weekendowych konkursach, więc może jednak coś udało mi się osiągnąć. @Turambar: Przemyślę, ale jeszcze nie teraz? @Zorzin: Mam nadzieję, że Twoje ?odejście? nie zostało spowodowane chwilowym emocjonalnym uniesieniem, bo ja przecież tak naprawdę nie znikam, nadal tu będę. Napisałeś, że chcesz zrezygnować z udziału w konkursach. Może pójdź za radą Turambara i przemyśl to jeszcze. Być może weekendowa zabawa powróci w poprawionej odsłonie. Sam nie chcę odpuszczać sobie tworzenia prac konkursowych, więc w miarę możliwości będę się wspólnie z Wami bawił. To tylko blog będzie zatrzymany w miejscu, w którym się teraz znajduje. @wolus1: Zajrzę, a nawet i coś dopiszę. Powrócą moje słynne, długie komentarze. Wszystko zależy od przyszłości konkursów tak naprawdę. @Gofer: Mój tak zwany ?foch? wiązał się bardzo często z tym, co jednak leżało w gestii moderatorów. A jeśli cały ten ?foch? poprawi w najbliższym czasie atmosferę na forum, gdzie użytkownicy będą już świadomi co kto może, a moderatorzy niekiedy bardziej niż rozdawaniem upomnień przejmą się dialogiem (co istnieje już w tej chwili, ale zawsze można coś zrobić lepiej) z forumowiczami, wtedy będę dumny z takiego mojego zachowania. @BlackElf: Muszę się z Tobą zgodzić, ale i coś wyjaśnić. Przede wszystkim moje wpisy prawie zawsze związane były z tymi konkursami i dla niektórych stanowiły może nawet integralną ich część. Sprawa ważniejsza to jednak to, że potrzebuję odpoczynku, a sam blog miał zostać ?zawieszony w próżni? na czas mojego urlopu. Ostatnie wydarzenia przyspieszyły tylko ten proces. Jeśli jeszcze kiedyś zdecyduję się tutaj pisać (co bardzo przecież lubię) to będzie to wymagało pewnych zmian. Jakich? Tego jeszcze nie wiem. @vv0!t3k: Tak. Raz jeszcze wyjaśniam, że nie znikam z forum, konkursu (w zależności od tego jak potoczą się jego losy) i innych związanych ze stroną CD-Action spraw, ale mój blog póki co został zamknięty.
  4. Witajcie. Dzisiejszy wpis będzie? ostatnim. Pamiętam oczywiście, że obiecałem popełnić jeszcze kilka komentarzy podczas trwającej właśnie weekendowej zabawy, ale swoje postanowienie muszę zmienić z powodu wydarzeń z wczorajszego wieczora, a głównie dzisiejszej nocy, które przypomniały mi o pewnym, lekko już zakurzonym wpisie sprzed kilku miesięcy. Pozwólcie, że przytoczę tamte słowa: ?Gdyby podobna sytuacja wydarzyła się w najbliższej przyszłości ponownie, to jest, gdyby grożono mi w tak nieprzystający do ? jak mi się zdawało ? dojrzałych i profesjonalnych administratorów forum największego pisma dla graczy w Polsce, zaprzestanę swojej blogowej działalności. Nikt z tego powodu płakać nie będzie, najmniej zaś ja sam, ale będzie to swoisty symbol buntu w myśl pewnych zasad. Bo godzić się na takie ?zamykanie ust? nie mam zamiaru? Zdaję sobie sprawę jak wiele zdań już zostało powiedziane w tym temacie i podobnie jak Wy, nie wiem jak to wszystko się zakończy, ale z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim, którym zależało, żeby weekendowe konkursy, ale i ogólna atmosfera panująca na forum były zdrowe, ale również pragnąłbym przeprosić osoby, które moimi słowami mogły się poczuć urażone. W żaden sposób ich przy tym wycofać nie mogę, ale i nie chcę, bo wszystko co do tej pory powiedziałem nadal uważam za zasadne i zwyczajnie uczciwe. A na koniec jeszcze pewna ciekawostka, która w tej całej nieprzyjemnej i ponurej sytuacji prawdziwie mnie rozbawiła. Nigdy do tej pory nie doświadczyłem tak wielu kolorowych pseudonimów na moim blogu, aż do wczoraj. Była to istna parada! Za to również dziękuję, bo nie każdy miał szansę by być tego świadkiem. Pozostaje mi jeszcze napisać tylko jedno proste, ale bardzo ważne słowo? Żegnajcie!
  5. Panowie, ale troszkę poważniej, dobrze? Do niczego to już nie prowadzi, więc takie teksty jak ten powyżej są całkowicie niepotrzebne.
  6. Nic wprost, czyli wszystko co można powiedzieć o wszystkich. Żaden to dowód. Tak czy inaczej dziękuję bardzo za pomoc w podjęciu pewnej decyzji. Tymczasem żegnam się z Wami i do zobaczenia przy okazji najbliższego wpisu. Dobranoc.
  7. Czyli nie wolno mi już dyskutować z czytelnikami na moim własnym blogu, czy dobrze to zrozumiałem? Co do Waszej nieobecności to nic takiego nie napisałem, bo akurat bywacie pożyteczni. Niekiedy jednak usilnie staracie się pokazać jako ktoś lepszy niż zwykły szary użytkownik. Szczególnie w tematach konkursowych jest to widoczne. A jako forumowicz mam prawo napisać Tobie, że gdy zacznę bluzgać - czego zwyczajnie nie robię, bo nie mam tego w zwyczaju - to na pewno to zauważysz. Póki co otrzymałem drugą groźbę, co wcale mnie nie znięchęca do kontynuowania tej dyskusji. Wskaż mi punkt regulaminu, który złamałem lub rzuć kamieniem, jeśli jesteś bez winy... Bo akurat teraz to ja czuję się obrażany.
  8. A jeśli uwagi tu zawarte maja być tym przyczynkiem do przeprowadzenia kulturalnej rozmowy w ramach MOJEGO bloga? Wybacz, ale w jakikolwiek pożytek związany z Waszą grupą już dawno przestałem wierzyć. Poza tym nie życzę sobie, żeby kierowano w moją stronę nawet tak nietypowe groźby jak ta powyżej. Zastraszyć w ten sposób i tak mnie nie można, a świadczy to tylko na Twoją niekorzyść.
  9. A wiesz co mnie tak najbardziej boli w całej tej sytuacji? To, że większość nawet głosu nie zabierze, bo woli ust nie otwierać w obawie przed... no właśnie przed czym?! Tego zrozumieć absolutnie nie potrafię.
  10. Czy Ty sugerujesz, że skoro nie lubią, to znaczy siłą trzeba rewolucję wprowadzić? Idę więc ociosać mój bojowy rabarbar! A tak na poważnie, to może w końcu ktoś zrozumie, że my w żadnym stopniu nie chcemy stanowić konkurencji dla oficjalnych "komórek" porządkowych. Ot, taka społeczna grupa wsparcia, żeby dodatkowy bałagan się nie tworzył.
  11. Żadnego z moderatorów nie znam osobiście, więc jeśli raportowałem, to do aktualnie urzędującego na forum. Wracając ponownie do ilości komentarzy. Próbowałem innych ustawień, ale to jest dla mnie naprawdę najlepsze.
  12. Zdarzyło się już i tak, że właśnie za nasze raporty mieliśmy został potraktowani "ograniczeniem swobód obywatelskich". Jeśli zaś o liczbę komentarzy idzie, to akurat taka mi całkowicie odpowiada.
  13. Według tego, co widziałem, to nie forumowicz, a Ty drogi moderatorze "uczepiłeś się" dopiskiem do tamtego posta, ale moja percepsja jest jak najbardziej subiektywna i zdecydowanie mogę nie odróżniać owego "czepiania się" od zwykłego poinformowania. Pozwól więc, że nadal będę się upierał przy tym, że użytkownik poinformował, a Ty zwyczajnie się do tego "przyczepiłeś". Poza tym znowu w pobliżu mojej przepełnionej róznymi bzdurami głowie, zapala się mała lampka, która sygnalizuje brak argumentów ze strony moderatorów. Jeśli popełniło się błąd, a ktoś go wytknie, należy całą winę zrzucić na "pewne regulacje dotyczące postępowania w zaistniałej sytuacji", a więc zwczajnie uciec od odpowiedzialności, prawda? To nie pierwszy taki przypadek, że wszystko usprawiedliwia się sferą wpływów Redakcji. Ostatnia sprawa, czyli swoisty pochód moderatorów. Czuję się naprawdę doceniony faktem, że tylu z Was odwiedziło mój skromny domek w tak krótkim czasie. Dziękuję za zaintresowanie.
  14. Prace, których autorzy nie dostosowali się do regulaminu zwyczajowo oceniam najniżej, ale jakoś specjalnej przyjemności z tego nie mam. Rzecz w tym, że nie powinny się one w ogóle w głosowaniu pojawić. A wiadomo co się dzieje. Z tego powodu uważam, że zabawa nie dostarcza mi już tyle przyjemności. Czuję się zwyczajnie oszukany, bo zdaję sobie sprawę, że są osoby, które faktycznie się starają, próbują zmierzyć się z wyzwaniem jakim być powinno stworzenie odpowiedniej pracy, a tu nagle widzę, że obok tych zdjeć i filmów pojawiąją się również i takie "dzieła", które są tam tylko przez swoistą ignorancję odpowiedzialnych za to całe przedsięwzięcie osób. Niby nic wielkiego, ale niestety spora cześć forumowiczów i tak zagłosuje na takie prace, przez co strasznie rozmywa się całokształt zaprezentowanych kadrów. Całkowicie to według mnie niepotrzebne. A później, gdy człowiek stara się zwrócić uwagę na te wszystkie "niedociągnięcia", otrzymuje jeszcze niemiły "prezent" w postaci ostrzeżeń lub jeszcze gorzej. Coś tu chyba jest nie tak, prawda?
  15. Król Moduś Pierwszy i rycerzyki koślawego stołu z powyłamywanymi nogami. Jak obyczaj nakazuje, powitać wypada szanownych gości, gdy próg naszego domostwa przekraczają. Tak i ja Wam, moim drodzy czytelnicy wesoło łapką macham, a czoło chylę ku zakurzonemu dywanowi. Alergii na wszelkie pyłki na szczęście nie posiadam, więc mogę Wam nawet dwa takie głębokie ukłony zaprezentować. Uwaga, będzie pierwszy? A teraz będzie? Chrup! Poprzestańmy na jednym i przejdźmy do wpisu właściwego, bo temat na te kilka akapitów sam mi właściwie wpadł w ramiona jakiś czas temu. Zanim jednak o tym, na chwilę chciałbym Was porwać do pewnego bajkowego świata, w którym to ? o dziwo ? nie ma ani filigranowych wróżek, braknie również przystojnych młodzieńców z pretensjami do korony, ale i nawet okrutnych i szpetnych jak szparag bez makijażu wiedźm tam nie można spotkać. Dziwna to kraina, ale nietypowy i jej władca. Pomyślicie zapewne o potwornym smoku, który za pomocą uzębionej paszczy podgryza delikatne stópki dziewic lub o innym obślinionym ogrze o niewybrednym poczuciu smaku, który rozpływa się wręcz na samą myśl o stęchłej kapuście podawanej ze spleśniałym serem i odrobiną cynamonu. Nic z tych rzeczy! Na królewskim tronie zasiada tam dumny, ale przede wszystkim pyszałkowaty Moduś z rodu Moderatorów. Człowiek to dziwny i żadna mi znaną miarą go określić nie sposób, bo osobowość jego niekiedy bardzo wybuchowa się zdaje, choć z reguły rządzi raczej nieudolnie, że nawet o pewną ślamazarność można go posądzić. Może winę za to ponosi fakt, że za władanie nie na swoich włościach bardzo często się bierze, a efekty tego są wiadome? A teraz muszę powrócić do głównego wątku i wyjaśnić skąd właściwie pomysł, żeby tym razem napisać nie o samych fotograficznych i filmowych zmaganiach, a o pewnym przedstawicielu forumowej administracji. Jak niektórzy z Was wiedzą, od pewnego czasu w konkursowych kuluarach dają się słyszeć stanowcze głosy niezadowolenia z aktualnej sytuacji związanej z weekendowymi zabawami. Część zarzutów kierowana jest pod adresem Redakcji, co niestety pozostaje bez odpowiedzi, a kolejne nieregulaminowe prace się w tym tygodniu pojawiły i jest ich całkiem spore grono. Natomiast inne głosy wytykają błędy w sztuce, jeśli mogę to tak nazwać, moderatorom odpowiedzialnym za forum. Po szczegóły dotyczące całej tej dziwnej sytuacji odsyłam do komentarzy zamieszczonych pod najnowszym wątkiem konkursowym na stronie głównej. Moją uwagę zwrócił natomiast jeden z wpisów, który swoją groźna, bo czerwoną barwa wskazywał na upomnienie jednego z forumowiczów. Otóż jeden z internautów napisał, co pozwolę sobie zacytować: ?...trochę za późno wstawiłeś, można było do 10.00...?, co spotkało się z komentarzem moderatora, który stwierdził, tutaj również posłużę się ?słowami wyrwanymi z cudzej paszczy?, czyli takim oto zdaniem: ?Jak rozumiem, to Ty tutaj decydujesz o tym co wolno??. Do tej pory uważałem, że przestrzeganie regulaminu to jednak postawa godna pochwały, ale moderator nawet i w takim zachowaniu dostrzega najpewniej słynny już syndrom, który bardzo często w ostatnich czasach stał się zwykłą wymówką, gdy braknie już argumentów. Stąd postanowiłem powrócić do stworzonej w odległych już czasach reguły theconverse?a, zaś Pzkw VIb dopisać do niechlubnej listy osób, które w pewien sposób się wygłupiły. Gratuluję. Jak widzicie, na temat samych zaprezentowanych prac tym razem nie napisałem, ale niech wystarczy bardzo ogólnikowe podsumowanie, że zdjęć i filmów naprawdę dobrych było niewiele, przeciętnych dużo, a takich łamiących zasady zabawy aż za dużo. To tyle ode mnie. Już za kilka dni zniknę stąd i udam się na zapowiedziany odpoczynek, ale kto wie, być może nielubiąca słów krytyki moderacja postanowi wysłać mnie na niego jeszcze szybciej?
  16. Jakoś uwierzyć nie mogę, że dla moich wpisów męczysz swoje oczy przed monitorem.
  17. Jak to ponoć mówią w szerokim świecie, witka! Po moim ostatnim, należącym do szeroko pojmowanej kategorii Przemyśleń Wszelakich wpisie, który został przez Was odebrany bardzo różnie, tym razem napiszę o czymś zdecydowanie bardziej lekkostrawnym. Powrócę do tematu związanego ze studiami, ale przede wszystkim skupię swoją i Waszą uwagę na brzęczącym u pasa mieszku ze złotem, który popularnie nazywany jest w środowisku akademickim stypendium. Jak pewnie znakomita większość z czytających te słowa wie, iż pod pojęciem ?żak-atak? kryje się przyjęcie przez studentów ofensywnej postawy, która ma na celu ?wyłudzenie? darmowego jedzenia, płynów nie zawsze bezpiecznych dla zdrowia oraz, a może przede wszystkim szeleszczących banknotów lub dodatkowych zer na koncie bankowym. Również i ja biorę czynny udział w tym zbójeckim procederze. Na myśli mam oczywiście tylko ten fragment dotyczący pozyskiwania finansowego wsparcia. W pewnym momencie, a konkretniej do połowy minionego kwietniowego miesiąca nic nie wskazywało na to, że pokrzepiający strumień wirtualnych środków płatniczych ponownie zasili moje puste konto. Okazało się jednak, że choć minął tydzień od wyznaczonego terminu, którego kategorycznie przekroczyć uczelni nie wolno, zbawiennych pieniążków nadal nie było widać. Zatrwożony okrutnie, bo to przecież niemałe wsparcie dla moich jakże fantazyjnych wydatków, postanowiłem udać się na sam szczyt administracyjnej drabiny, która swoją drogą nie była aż tak wysoka, a więc do działu spraw studenckich. Co muszę koniecznie pochwalić, jest to jedno z nielicznych miejsc, w którym to istnieją całkiem spore szanse na bycie przyjętym i nieodprawionym z kwitkiem. Jest to swoisty ewenement na skalę całego uniwersytetu! Trzeba przecież pamiętać jak często można natknąć się na zamknięte drzwi do dziekanatu, pomimo trwających właśnie godzin urzędowania. Tak czy inaczej, panie przesiadujące w gabinecie faktycznie zajmowały się sprawami studentów i nawet nie były zdziwione moją tam obecnością. Gdy tylko wyłożyłem co miałem najlepszego, czyli płacz i zgrzytania zębów z powodu braku pieniędzy, zainteresowana moja sprawą uprzejma przedstawicielka uczelnianego działu finansów, natychmiast przystąpiła do pracy śledczej, czyli zasiadła do swojego komputera. W tym miejscu muszę koniecznie przypomnieć, że jakiś czas temu zrezygnowałem dobrowolnie i w pełni władz umysłowych z uczęszczania na jeden z kierunków studiów, czyli tak naprawdę zostałem skreślony z listy studentów. Było to wydarzenie kluczowe dla całej tej nieprzyjemnej, a zaistniałej sytuacji. Otóż system komputerowy odpowiedzialny za tworzenie listy stypendystów przyjął do wiadomości, iż studentem już nie jestem, choć nadal bywałem widziany na zajęciach z dwóch innych kierunków, co zaowocowało nieprzelaniem na moje konto przyznanej mi pomocy socjalnej. Niby to nic wielkiego, bo przecież sprawa została wyjaśniona i mogłem zadowolony z siebie i sprawności działania spotkanych pań wrócić do domu i tam oczekiwać na przelew, ale nic bardziej mylnego! To byłoby zbyt proste i oczywiste. Dowiedziałem się tylko, że co prawda, poprawiono już zaistniałą pomyłkę, ale w tym miesiącu powstał już jeden spis stypendystów, więc na wypłatę wraz ze spłatą zaległych środków muszę poczekać jeszcze trzy tygodnie. Przecież to jakiś absurd! Totalnie nieśmieszny żart, który udowadnia jak bardzo ?poważnie" traktuje się studentów. A co jeśli pieniądze te byłby mi potrzebne do zapłacenia za czynsz lub rachunki?! Przyjmijmy jeszcze gorszą opcje. Może bez tego wsparcia nie mógłbym wykupić absolutnie potrzebnych mi lekarstw? Mógłby ktoś teraz wysunąć argument, że przecież zawsze istnieje taka opcja, jak pożyczka od przyjaciół lub znajomych, że o rodzinie nie wspomnę. Dobrze, zgodzę się z tym. Tylko czy na pewno tak powinno być? Czy uniwersytet, który w pewnym sensie zobowiązał się do wypłacania stypendium, nagle może w taki sposób zbyć jednego z żaków. A muszę dodać, że nie byłem jedyną osobą zmuszoną do ?przetrwania? bez tych pieniędzy. Mamy więc do czynienia z czymś, co nazwać można tylko w jeden sposób ? skandal! Na tym zakończę opis mojej ?przygody? ze stypendium. Postanowiłem unaocznić Wam, aktualnym, jak i przyszłym studentom, że niekiedy i takie sytuacje się zdarzają, o czym należy pamiętać. Tak na studiach, ale i w codziennym, czasami bardzo szarym życiu. Ot, taka mała refleksja z mojej strony. Zanim jednak zakończę dzisiejszy wpis, muszę jeszcze wyjaśnić skąd taki dziwnie wyglądający tytuł, który widnieje zaraz nad tym tekstem. Sprawę stypendium już dość szeroko opisałem, a więc jeszcze słów kilka o pewnym zakończeniu. Zaledwie kilka dni temu minęło pół roku odkąd funkcjonuję na tym blogu i właśnie nadszedł czas, żebym od niego odpoczął. Wynika to głównie z terminów, które zobowiązują mnie do złożeniu obu prac dyplomowych i to już całkiem niedługo. Dlatego właśnie potrzebuję ?porzucić? ten mój mały kącik twórczości różnej i już całkiem na poważnie wziąć się w garść, a następnie za pisanie pracy licencjackiej i magisterskiej. Jeśli kogoś ta wiadomość zasmuci, mogę tylko obiecać, że powrócę. Nie wiem jeszcze kiedy dokładnie, ale według moich szacunków będzie to już lipiec. Postanowiłem, że skomentuję jeszcze trwający właśnie weekendowy konkurs, a później już tylko dwa miesiące ciszy? Dziękuję więc wszystkim, którzy odwiedzali mnie w tym miejscu, a szczególnie tym, którzy pozostawili po sobie ślad w postaci licznych, bardzo często zaskakujących mnie komentarzy. Jako gospodarz, będę oczywiście doglądał mojego skromnego poletka, a więc nie zniknę całkowicie. Nadal będę się ukrywał pomiędzy rzędami zer i jedynek, by obserwować, a czasem i reagować. Raz więc jeszcze serdecznie dziękuję i do zobaczenia! W końcu nadal tu będę.
  18. Ani to uczta, a rycerska to w ogóle? Dobry wieczór. W dzisiejszym wydaniu theconverse?owego narzekania konkursowego chciałbym wspomnieć o zaledwie kilku pracach, które ulokowały się w zakamarkach mojego absurdalnie nieuporządkowanego umysłu. Na szczęście w tunelu tym ciemnym, a długim, dostrzec można szanse na to, że jeszcze kilka prac się w swych lśniących zbrojach pojawi i być może zawojuje serca nadobnych dam oraz i moje, które na czas zabawy postanowiłem sobie zamontować gdzieś pomiędzy przełykiem a odb? itymi od niewygodnych butów piętami. Rozpocząć wypada od wątku osobistego, czyli od? konserwy. Przecież to oczywiste, że zdjęcie to nawiązuje bezpośrednio do mojego pseudonimu. Już za sam ten fakt, autor powinien otrzymać przynajmniej cały stos punktów. Później ten stos trzeba by podpalić i ostatecznie punktów zostałoby sztuk dwie. Czy nie można było się bardziej postarać? Na dodatek to znane nam wszystkim pismo, które przypominało coś, co jakiś kudłaty burek pożarł, nie do końca przetrawił, a później oddał w nasze ręce w niekoniecznie ciekawym stanie. Do zakończenia umieszczania swoich zdjęć i filmów jeszcze sporo czasu, sugeruję więc delikatne ?przemeblowanie? swojego pomysłu. Innym równie porywającym i zrzucającym przy tym bamboszki ze stóp ?dziełem? była pewna ? prawdopodobnie ? reklama jednej z sieci ?prędkiego żarcia?, która w mojej ocenie stała się raczej antyreklamą. Przedstawione zdjęcie nie zachęca ani trochę do skosztowania czegokolwiek co mogło nawet spoczywać w pobliżu sfotografowanej ?uczty?, a i związek z rycerstwem jakiś niespecjalny. Na koniec jeszcze jedna uwaga dotycząca zdjęcia, na którym pojawiła się księga, w niektórych kręgach uznawana za świętą. Domyślam się co autor tego zdjęcia chciał nam zaprezentować, ale zarówno wspomniana książka była delikatnie mówiąc marną jej imitacją, a i zdecydowanie nonszalanckie podejście do kwestii ortografii, co zobaczyć można było w krótkim przypisie do kadru, nie zachwyciło mnie tak, jak mógłby tego oczekiwać twórca tej pracy. Właściwie czemu ten zabieg miał służyć? Zakładam przy tym, że był on celowy i jakieś uzasadnienie się z nim wiąże, prawda? Tylko jakie? W tym miejscu chciałbym zakończyć ten wpis, ponieważ czeka mnie jeszcze rodzinne ucztowania z grillowanym kawałkiem mięsa w tle. Także życzę Wam spokojnej nocy i oby kolejne prace były zdecydowanie bardziej dopracowane i ciekawsze.
  19. Bo to wbrew pozorom nie jest żadna paranoja, a tylko zwyczajnie alternatywne postrzeganie rzeczywistości. Rozumiem oczywiście, że większość z Was nie odbiera w ten sposób bodźców z otoczenia, w sposób jaki czynię to właśnie ja. I uwaga ostatnia. Czy dałem w ogóle do zrozumienia, że ten tekst miał być śmieszny? Czy ja jestem tutaj by kogoś bawić? No cóż...
  20. Stało się. Oto doznałem nieopisanej przemiany. Nigdy nawet nie śmiałem o niej myśleć czy o nią prosić, ale przed chwilą ostatnie ziarenka piasku w klepsydrze odliczającej to co nieuniknione upadły ciągnięte za swoje małe, niewidoczne roznegliżowanym okiem rączki, przez bezpruderyjnie złośliwą grawitację. Musicie pożegnać mnie takiego jakiego znaliście, a może nawet darzyliście sympatią lub co gorsza ślepo wierzyliście, że w całym naszym towarzystwie to moje skarpetki odurzały najmniej. Nie! Dość tych kłamstw! To właśnie moje wiązane pod pachami futerały na pokrzywione stopy doprowadzały do licznych omdleń i stanów trwałego ślinotoku wszystkimi jamami ciała. Wszystkimi! Mieliście szczęście. Niewiele brakowało, a doszłoby do prawdziwej tragedii. Dziś jednak wyrzekłem się mojego dawnego ja i stałem się? pr0rockiem z nietypową tendencją do usilnego stosowania zaskakująco niepoprawnej pisowni. Niektórzy z Was zapewne jeszcze pamiętają, gdyż zachowali bezpieczną dla zdrowia i życia odległość, że całkiem niedawno wspomniałem o zatrzymującym krew w żyłach i ziemniaki w mundurkach spotkaniu z czarny KULAWYM kotem. To nie mogło się dobrze zakończyć, o nie! Wtedy co prawda nie podejrzewałem jak złym omenem było tamto wydarzenie. Wybaczcie mi na chwilę, ale muszę koniecznie splunąć gęstą śliną za swoje lewe ramię. Dwa razy i z klaśnięciem w pięty. Tfu! Klask! Tfu! Klask! Dobrze, teraz mogę prawie już spokojnie kontynuować. Teraz, gdy uwolniłem już moje płuca od tej wstrętnej flegmy, mogę opowiedzieć Wam o wszystkich znakach, które ostatnio napotkałem na drodze mojego spokojnego aż do tej pory życia. Całości tej niecodziennej historii postaram się nadać charakter chronologiczny, by wszyscy czytający te słowa mogli lepiej pojąć wagę tego, co swoje miejsce już miało oraz tego, co dopiero nadejdzie. Zapewne nie raz, ani nawet tych razów nie osiem odwiedzaliście błyszczące nowymi płytkami podłogowymi wnętrza ogromnych galerii handlowych, prawda? Również i ja od nich nie stroniłem, głównie dlatego, że jeden z takich przybytków stworzony pod sztandarem kapitalizmu służył mi jako swoisty skrót. Powodowany zwyczajnym lenistwem bardzo często spacerowałem wśród licznych sklepowych wystaw, promocji i na wpół nieodzianych manekinów o zimnych spojrzeniach. Niekiedy spędzałem w tamtym miejscu nawet i więcej niż trzy kwadranse czasu, ale na własne usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że to wszystko wiązało się z chęcią bycia choćby na chwilę modnie, ale i wygodnie ubranym. Dotychczasowy jutowy worek po ziemniakach już dawno temu przestał spełniać obie z tych funkcji. Rzecz jednak w tym, że gdy razu pewnego dokonywałem właśnie stosownych przymiarek, a do zamknięcia owego ?molocha wyłudzającego ostatni grosik? pozostawało jeszcze kilkanaście minut, trudniące się tam handlem panie, usilnie starały się przekazać, iż najlepiej byłoby, gdybym opuścił już sklep. Musielibyście to zobaczyć na własne gałkowe odbiorniki! Precyzja z jaką uruchamiały nagranie towarzyszące błądzącemu w ich myślach zwykłemu ?do domu patałachu!?, by jakże uprzejmie poinformować mnie o tym, że klient jest niemile widziany była godna podziwu. Pierwsza nagrana przez panią o aksamitnym głosie wiadomość nie wybrzmiała jeszcze do końca, a tu już zestaw kina sklepowego tubalnie ogłaszał, że pora abym zniknął. Tak też zrobiłem. Wiedziony ciekawością zerknąłem jeszcze, gdy akurat przekraczałem próg butiku na mój komórkowy czasomierz, by przekonać się, że oto właśnie wybiła godzina zamknięcia miejsca pracy tamtych niesympatycznych pań. Zawsze uważałem, że klienta powinno się cenić i witać go z szeroko otwartymi ramionami, zamiast mieć go za jednego z przedstawicieli kłopotliwego motłochu, który trzeba potraktować gustowną szpileczką prosto w zadek. Myślicie, że to koniec? Nie wiecie nawet jak bardzo się mylicie! W chwilę później ruchome, choć raczej niemrawe schody zaniosły mnie piętro niżej, by kierując się do głównego wyjścia zostać zatrzymanym przez pana z ochrony obiektu. Oblany zimnym potem pomyślałem od razu, że te wstrętne sklepikarki podrzuciły mi coś do moich zakupów i teraz zostanę oskarżony o kradzież, a następnie rozstrzelany za pomocą metkownicy gdzieś pomiędzy elektrycznym samochodzikiem na monety, a informacją o godzinach otwarcia galerii. Na szczęście pan w nienagannie dopasowanym uniformie strażnika prawa i porządku, mając przy tym w pełni profesjonalny wyraz twarzy odparł, że teraz mogę opuścić budynek wyłącznie za pomocą wyjścia dla personelu. Chyba gdzieś po drodze przegapiłem mój pierwszy awans zawodowy, bo nagle ze studenta stałem się pracownikiem ekskluzywnej galerii handlowej z samego centrum prężnie rozwijającego się miasta roszczącego sobie prawa do bycia Europejską Stolicą Kultury. Czy to jakiś żart?! Dla mnie to wiecznie zakompleksione skupisko ludzi zamieszkujących bryły zdecydowanie podupadającej, choć niegdyś pięknej architektury było od zawsze betonowym miastem robotników. Ale chyba delikatnie zmieniłem pas ruchu i zmierzam nieodpowiednią stroną jezdni. Wróćmy więc do mojej przygody z walką o przetrwanie, czyli niewyobrażalną chęcią wydostania się z centrum handlu i rozrywki. Jak możecie się domyślić, ostatecznie udało mi się zaczerpnąć świeżego miejskiego powietrza, gdy tylko oszklone drzwi zamknęły się za mną z hukiem. Wcześniej musiałem jednak zawiadomić tego samego dzielnego ochroniarza, że jestem tylko klientem i raczej nie zabrałem dzisiejszego ranka swojej pracowniczej przepustki. Obłęd. Najzwyklejszy w świecie przejaw chaosu jaki panuje w umysłach co poniektórych ludzi, których bardzo często mijamy na ulicach. To była dopiero pierwsza z zapowiedzi. Wówczas nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z jej wagi i konsekwencji jakie za sobą mogła przynieść. Drugą oznaką tragicznych wydarzeń, które dopiero nadejdą był napotkany przypadkiem czarny KULAWY kot. O tym już jednak wiecie. Tego samego dnia, w którym drogę przeciął mi kuśtykający zwierzak, przebywając w toalecie w celu wiadomym, to znaczy wyprowadzając na spacer wzdłuż muszli klozetowej grupkę moich tresowanych karaluchów, natknąłem się na dziwnie wyglądający odświeżacz powietrza. Moglibyście zapytać dlaczego według mnie wyglądał on dziwnie, ale nie potrafiłbym Wam udzielić sensownej odpowiedzi. Wystarczy, że powiem o tym, jak to potężny wstrząs dopadł moje ciało, gdy tylko skierowałem na niego mój wzrok. Jaki byłem naiwny myśląc, że był to zwyczajny odświeżacz do rozkładającej się w pobliżu miłej dla nosa atmosfery. Coś podkusiło mnie, żeby przyjrzeć mu się jeszcze dokładniej i? podniosłem go zaglądając na jego spodnią stronę. Biały jak kawałek kredy wśród lodów śmietankowych pokrytych bitą śmietaną dostrzegłem coś bardzo ważnego. Otóż wśród informacji o produkcie widniał napis, pozwólcie mi na cytat: ?Idealny odświeżacz do zastosowania w domu, pomieszczeniach biurowych, sanitarnych. Przez długi okres czasu pozostawia przyjemny zapach. Konstrukcja estetycznego opakowania umożliwia płynną regulację intensywności wydzielanego zapachu?. Krótką notatkę przeczytałem raz jeszcze, a później po raz kolejny. Nie mogłem uwierzyć, że w tak niewielkim tekście mógł przypadkowo znaleźć się tak popularny błąd językowy jakim jest słynny już dzisiaj ?okres czasu?. Miałem rację, to nie był przypadek! Jeśli producent zwrócił uwagę na długotrwały efekt unoszącego się w powietrzu bezowego zapachu, to miał jakiś cel w użyciu tego wstrętnego pleonazmu. Od razu pomyślałem, że było to swoiste podkreślenie długoterminowego działania odświeżacza. Idąc tym tropem, oczami mojej wyobraźni dostrzegałem przynajmniej dekadę, jeśli nie więcej lat wśród bzów pachnących z tego małego, kolistego opakowania. Wystarczyło, że przesunąłem wzrok kilka centymetrów w lewo. Katastrofa! Napis, który napotkały tam moje oczy głosił: ?ZUŻYĆ DO XII. 2012?. Koniec jest bliski! Koniec jest? Przepraszam, ale muszę się napić wody. Zaraz wracam. Trzeci omen był najgorszy, a do tego miał miejsce zaledwie dwa dni temu. Stojąc w kolejce do kasy jednego z hipermarketów, który słynie ostatnimi czasy z napromieniowanych owadów, zwróciłem uwagę na znajdującą się przede mną starszą panią. Oboje wypakowaliśmy już wybrane przez nas towary na oblepioną bliżej niezidentyfikowaną wydzieliną taśmę i oczekiwaliśmy na sympatyczny uśmiech pani kasjerki i równie przyjazny komunikat o kwocie, którą będziemy musieli zostawić w zamian za potrzebne do przeżycia artykuły spożywcze. Akurat z mojego koszyka wyładowałem raczej zwyczajne produkty, a wiec chleb, jabłka, jakiś jogurt oraz garść innych mniej interesujących rzeczy, jak na przykład dziwnie sterczący ogórek zielony. Tak czy inaczej, gdy tylko odłożyłem na bok czerwony koszyczek, a w chwilę później sięgnąłem po często pusty portfel, nagle zostałem porażony żądnym krwi spojrzeniem istoty, której grymas twarzy nie mógł być na pewno ludzki. Demon? Antychryst? Nauczycielka chemii ze szkoły podstawowej? A może ufajdany psią kupią hycel po przejściach? A gdzie tam! To złowrogie spojrzenie padło na mnie ze strony tej miłej, starszej pani stojących dwa kroki przed mną. Byłem autentycznie przerażony! Wpierw spojrzała na mnie, później omiotła wzrokiem chleb i jogurt, a następnie znowu zerknęła na mnie. To cud, że nie zamieniałem się tam w kamień lub mniej przyjemną organiczną papkę. Nie wiem komu mogę za to dziękować, ale w normalnych okolicznościach najpewniej nie uszedłbym z tamtego miejsca z życiem. Zastanawiacie się pewnie teraz jaki to wszystko ma związek z przerażającą wizją końca świata, niebieskich dropsów i pomarańczowej oranżady, którą tutaj wieszczę. No dobrze, może o cukierkach i napoju nie wspominałem, ale wyczerpanie ich zapasów byłoby i tak najgorszą z możliwych apokalips. A wierzcie lub nie, ale kilka z nich już przeżyłem. Ta nadchodząca będzie jednak inna. Tej nikt nie zdoła się oprzeć. Pozornie sytuacje z galerii handlowej, spaceru, pobytu w toalecie oraz zakupów w markecie (cholera, rym!) nie wykazują żadnego związku z nadchodząca zagładą, prawda? Ale wystarczy chwilkę się zastanowić. Teoretycznie tak samo ma się sprawa z owczarkami szkockimi długowłosymi i gotowanymi brokułami, niby nie widać żadnego powiązania, ale? Nie, nie chodzi o to, że ktoś chcę napisać książkę zatytułowaną ?Brokuł wróć!?. Może i lektura tego dzieła byłaby zajmująca, ale elementem łączącym psa i warzywo jest coś zupełnie innego, niewidocznego na pierwszy rzut oka. Ja po prostu uwielbiam, tak psiaka jak i tę pyszną odmianę kapusty tulić w zimne i samotne wieczory. Również w przypadku opisanych wcześniej wydarzeń należy doszukiwać się głębszego, ukrytego znaczenia. Opowieść o byciu ?wyrzuconym? z galerii handlowej wskazuje na upadek wartości pieniądza, który stanie się na tyle mało istotny, że nawet handlowcy nim wzgardzą i wyproszą swoich klientów ze sklepów. Wiemy więc, że gospodarka nie przetrwa. Czarny KULAWY kot już sam w sobie jest złym znakiem, więc może miał on po prostu posłużyć jako pewna podpowiedź, tak żebym zaczął baczniej rozglądać się po otaczającym mnie świecie. Poza tym jeśli zwierzak kulał, to znaczy, że musiał mieć pecha, bo ponoć koty zawsze lądują na czterech łapach. Czarny kto, który ma pecha? To musi coś znaczyć! Dzięki odświeżaczowi dowiedziałem się, że wyznaczona na koniec świata data jest jak najbardziej autentyczna. A na koniec złowrogie spojrzenia ludzi, co może oznaczać tylko jedno ? kanibalizm! Przypominam, że starsza pani dwa razy spojrzała się na mnie, a tylko raz na wyłożone na taśmie jedzenie. Nic więcej nie mogę w tej chwili napisać. Wyczekuję na kolejne znaki. A Wy pamiętajcie, ostrzegałem?
  21. Mam tylko nadzieję, że nikt nie wykorzysta mojego pomysłu. Mam w planach zrealizować po raz kolejny krótki filmik.
×
×
  • Utwórz nowe...