Larthienn

Forumowicze
  • Zawartość

    70
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Larthienn

  • Tytuł
    Ork
  • Urodziny 17.07.1989

Sposób kontaktu

  • AIM
    4873252
  • Strona WWW
    http://continueofao.blogspot.com
  • ICQ
    0
  • Yahoo
    anonimolka@o2.pl
  • Jabber
    kira-insecure@im2.l

Informacje profilowe

  • Płeć
    kobieta
  • Skąd
    Kraków
  • Zainteresowania
    MUZYKA, dobra książka, grafika komputerowa, gry, poezja

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Thief, Spore, Combat Arms, Lineage II, TES, Alien vs Predator, Anno, Papo & Yo, To the Moon, Don't Starve i jeszcze parę innych :)
  • Ulubiony gatunek gier
    Inne
  • Konfiguracja komputera
    Windows 7 64 bit,
    ASUS K70IC,
    nVIDIA geFORCE GT 220 M CUDA 1 GB,
    4 GB RAM,
    Intel Pentium dual core T4400 2,20 GHz
  1. Anonimowość i ochrona własnych danych osobowych w dzisiejszych czasach odgrywa coraz większą rolę. W dobie coraz głośniejszych afer na temat ustaw mających za zadanie śledzić poczynania obywateli państw, próbujemy chować się przed oczyma "wielkiego brata" na wszelkie dostępne sposoby. Dane na nasz temat mogą wyciekać różnymi drogami: nasza przeglądarka może przesyłać dane na temat naszego systemu operacyjnego, rozdzielczości ekranu, przybliżonego miejsca naszego pobytu a nawet wyszukiwanych przez nas haseł. Wspomniany przeze mnie w jednym z poprzednich artykułów TOR jest jednym z wielu narzędzi, które mogą pomóc w zapewnieniu nam prywatności w sieci. Ale czy tylko programy mogą dać nam tą barierę bezpieczeństwa? Programiści z projektu TAILS przeszli o krok dalej. Tails (ang. The Amnesic Incognito Live System ? w wolnym tłumaczeniu: Amnezyjno Incognito System Live) jest całym systemem operacyjnym, którego głównym zadaniem jest utrzymanie anonimowości oraz niezależności od sprzętu, na którym jest on uruchamiany. Jako bardzo lekki Ubuntu (bazujący na wersji Squeezy ? Debian 6.0.8 ), w trybie live, jest skonfigurowany tak, aby dawać pełne możliwości korzystania z niego w wygodny i szybki sposób. System przygotowujemy według instrukcji na stronie: https://tails.boum.o...d/index.en.html . Po jego uruchomieniu wita nas okno, pytające czy chcielibyśmy mieć dostęp do poleceń superużytkownika, jeśli tak, musimy wprowadzić hasło dla root'a na czas naszej sesji. Mamy również możliwość ustawienia naszego TAILS'a tak aby udawał swoim wyglądem system Windows XP. Po skonfigurowaniu systemu, mamy możliwość skorzystać w pełni z zainstalowanych narzędzi oraz po odpowiedniej konfiguracji połączenia internetowego, również podłączenie się przez sieć TOR do internetu. Twórcy TAILS'a zaopatrzyli system również w prekonfigurowaną wersję Pidgina, która może łączyć się z IRC'owymi kanałami wykorzystując wtyczkę OTR dla bezpieczniejszego przekazywania wiadomości. Z każdym uruchomieniem systemu TAILS, jest generowany nowy, losowy pseudonim dla Pidgin'a, zatem nasza tożsamość jest chroniona. Jest możliwość ustawienia własnego nicku dla tego komunikatora, jednak jest to nasze własne ryzyko. Po włączeniu serwera I2P możemy również łączyć się pokojami IRCowymi przez tą sieć. Przeglądarka internetowa Iceweasel automatycznie startuje z profilem TOR'a, i chyba jedynym minusem jej aktualnych ustawień jest fakt, że nie jesteśmy w stanie z poziomu ustawień przeglądarki, wyłączyć obsługi Javy, co troszkę dekonspiruje nas w sieci. Poza komunikatorem oraz przeglądarką internetową mamy również dostęp do klienta poczty internetowej używającego podpisów cyfrowych - OpenPGP, podstawowych aplikacji biurowych, oraz do obróbki grafiki i dźwięku. Wszystkie programy łączące się z internetem są specjalnie skonfigurowane tak aby łączyć się z siecią przez TOR'a. Jeśli jakakolwiek aplikacja chce połączyć się z Internetem omijając TOR'a, połączenie jest blokowane. TAILS'a możemy odpalić na naszym komputerze niezależnie od już zainstalowanego systemu operacyjnego z racji sposobu jego instalacji na dysku przenośnym w trybie live. Więcej informacji na temat działania tego systemu oraz na temat nadchodzących jego udoskonaleń możecie znaleźć pod adresem: https://tails.boum.org .
  2. Pragnę tylko krótko poinformować, że od dobrego miesiąca już wydany jest w wersji beta, projekt Mempo (obecnie ma zaimplementowany patch grsecurity w całości, i pracujemy nad pgp ). Dla zainteresowanych oczywiście zapraszam na stronę: https://wiki.debian.org/Mempo, oraz http://mempo.org/ , a najgoręcej zapraszam do śledzenia kanałów #mempo na ircu na OFTC oraz FreeNode i irc2p . O ile znajdę czas, to będę sukcesywnie tłumaczyć strony angielskie wikipedii Debiana na polski język, a was zapraszam do wspierania projektu w każdy znany wam sposób najcieplej przyjmujemy słowa konstruktywnej krytyki oraz sposoby na rozwiązywanie problemów
  3. zobaczę i ocenię o ile będzie śmigał na linuksie to może coś nawet skrobnę na jego temat:)
  4. No tak niewielka pomyłka, sugerowałam się nickiem z komentarza wyżej... Nie bardzo wiem w czym jest to sterowanie spaprane w przypadku Papo & Yo, bo mi osobiście cztery klawisze ruchu jeden skoku i jeden akcji wiele problemów nie przysporzyły. Jedyna rzecz, która nie bardzo mi odpowiadała to właśnie nieszczęsna kamera, która wypełniała się calutkim Papo w rage'u... to owszem był trochę drażniące za każdym razem kiedy tą grę kończyłam... być może poprawiłabym troszkę jeszcze triggery w niektórych punktach, aby rozgrywka była tak ustawiona by użytkownik nie był w stanie znaleźć dziur (w miejscu, gdzie na jednym z domów prawie na początku gry, przechodzi się przez wielki włącznik otwierający bramę, a nasza przewodniczka siedzi na podeście i się z nas naigrawa, byłam w stanie ominąć trigger tego przycisku, który wywoływał cutscenę, w której rzeczona dziewczyna przebiega przez otartą przez nas bramę, i po prostu stanęłam obok niej na podeście).co do Panzer General... hmmm... o ile mnie pamięć nie myli tam sterowało się praktycznie myszą i ewentualnie paroma klawiszami jak w HoMMie 3 chociażby... natomiast nie przekonuje mnie konwencja tej gry... próbowałam kiedyś w nią grać i widocznie to po prostu nie moje loty i już, nie interesuje mnie ta część historii pod kontem starć na hexach...
  5. @Sergi każdy ma prawo wyrażać własne zdanie i jak to mawiała moja polonistka z liceum: "Di gustibus non disputandum est" ja nie przepadam za strategiami pokroju panzer general i raczej bym im pochlebnej recenzji nie napisała, a Sergi po prostu nie lubi gier, które wymagają poruszenia serca ot i cała tajemnica nie mogę za to usunąć jego posta, bo to byłoby z mojej stroni nie do końca logiczne by karać człowieka za jego poglądy natomiast Papo & Yo... dzisiaj pęknie po raz trzeci, bo muszę zdobyć ostatnią trofkę na steamie
  6. polecam się na przyszłość
  7. może jednak powinien go/ją zmienić w takim razie, skoro jego bujne recenzje się tak spłycają
  8. odsyłam na: https://www.humblebundle.com/ jeszcze przez jeden dzień można ją dostać w śmiesznie niskiej cenie
  9. Jak bardzo gry Indie będą nas jeszcze wgniatać w fotel? Jak wiele pomysłów będzie wciąż tworzonych? Które z tych tytułów można ustawić na własnej półeczce i szykować się do stworzenia im małego ołtarzyka? Te i parę innych pytań pojawia się w mojej głowie kiedy dostaję do rączki kolejny cudowny tytuł, którego nie zapomnę przez bardzo długi czas... Oparta na silniku Unreal Engine, historia na pozór piękna (okraszona klimatyczną muzyką oraz prześlicznym światem), smutna, chwytająca za serce i wreszcie wzbudzająca we mnie tyle emocji, że chciałam własnoręcznie tak jak bohater poturbować mojego towarzysza. Czym jest Papo & Yo? Nie bardzo chciałabym tutaj wprowadzać zbyt wiele spoilerów, ale nie da opisać się tej gry bez ogólnego zarysu samej historii. Oto mamy chłopca zamkniętego w szafie, tulącego swojego ukochanego robotopodobnego towarzysza - Lulę - ukrywającego się przed wielkim, groźnym potworem wywołującym w Quicko (naszym bohaterze) tak skrajne emocje. Gra próbuje opowiedzieć nam historię dziecka, które zmaga się z życiowym problemem - jego ojciec jest alkoholikiem, który znęca się nad nim. Tematyka trudna, ale przedstawiona po mistrzowsku. Gameplay? Jak na Indie przystało, ten tytuł jest mieszanką kilku różnych rodzajów rozgrywek: przygodówka o nietuzinkowym scenariuszu, gra logiczna o zagadkach nie prostych i nie trudnych, oraz trzecioosobowa platformówka wymagająca od czasu do czasu refleksu szachisty. Wykreowany świat w Papo & Yo ciężko przypisać do jakiegoś konkretnego państwa. Na pierwszy rzut mojego oka chciałam wykrzyknąć "toż to biedne slumsy w Indiach!", ale może to temu, że jestem skrzywiona na punkcie tego kraju. Później zaczęłam się zastanawiać, ponieważ gra jest produkcji Hiszpańskiej. Otoczenie, które widzimy wokół siebie, wygląda jak miasto pełne maleńkich domków - klocków, poukładanych na sobie jak kolorowa konstrukcja z Lego. Oczyma dziecka możemy obserwować jak za pomocą kawałka białej (notabene magicznej) kredy możemy ten świat zmieniać w coś cudownego. Moje serce kupił moment w grze, kiedy kredowym sznurkiem "odrywałam" w połowie kręte schody z pewnego domostwa, widząc jak kolejny stopień wycina się kawałkiem z okna czyjegoś schronienia. Miła dla ucha muzyka podkreśla jeszcze bardziej egzotyczność kraju, który Quicko przemierza na swoich małych nóżkach. Chłopcu towarzyszy potwór, który jest jednocześnie przyjacielem... Chociaż takim, którego bez żalu na końcu gry oddajemy w zapomnienie. Wielki, gruby, różowy jednorożec, chociaż bez kopyt, towarzyszy nam przez grę, karmimy go owocami różnej maści... czasem niestety pożera on kolorowe rzekotki, które wywołują w nim okrutną zmianę. Z zapartym tchem obserwowałam jak płonąca wściekłością bestia próbuje rozszarpać mojego Quicko, lub co gorsza pozbawia życia mojego najlepszego przyjaciela! Rozgoryczona końcowymi sekwencjami, czująca żal do okrutnego monstra (które parę rozdziałów wcześniej uratowało mnie przed zgnieceniem przez poruszające się białe bloki!), próbuję wypełnić ostatnią "wolę" napotkanej nieznajomej... Poświęcając życie towarzysza chcę raz na zawsze pozbyć się wstrętnego, różowego prosiaka, dla którego chwilę wcześniej jeszcze czułam współczucie... Zakończenie gry wgniata w fotel, z płuc wypuszczam głęboki oddech, nie mogą otrząsnąć się z tego co przed chwilą zobaczyłam na ekranie mojego komputera... Chciałabym bardzo gorąco podziękować za tą historię studiu Minority Studios, i życzyć im, aby nigdy nie musieli robić tytułów gorszych niż Papo & Yo. Mimo cudowności samej rozgrywki i przebarwnego świata, miałam okazję znaleźć maleńkie błędy w oskryptowaniu gry oraz niektóre rozwiązania wprowadzone w gameplay'u były wręcz drażniące. Rozzłoszczony potwór, biegnący za Quicko potrafił bezczelnie wręcz zająć mój ekran w całości, skutecznie zmuszając mnie do lawirowania kamerą, a maleńkie szczeliny między budynkami czasem próbowały mnie przekonać, że należy dany poziom wczytać ponownie. Jednak te drobne niedogodności Papo & Yo zatuszowało mistrzowsko swoim scenariuszem i sposobem jego interpretacji. Moja ocena to 9/10, a tytuł zdecydowanie kierowany do osób wrażliwych i szukających czegoś więcej w grach niż prostoty i płaskiej rozgrywki. Poniżej jeszcze końcowy utwór z gry.
  10. Taki krótki, rozgrzewkowy wpis zanim zacznę pisać dłuższy tekst... Czytałam sobie nowy numer CDA... najpierw jak to zwykłam byłą robić pobieżnie go przejrzałam, pieczołowicie wyszukując fajne smaczki do połknięcia przy dłuższej okazji... i znalazłam mojego ulubionego Berlina, znów "pałującego" jakiś tytuł... Zacieram ręce, myślę, że znów zostanę wgnieciona w tytuł recenzją, która masakruje wręcz grę poddaną ocenie... hmmm... Recenzja dotyczy Barbie... o ile idea gry miała być szczytna, o tyle (zgodzę się z Berlinem, że jakoś nie porywa sam plastikowy świat) recenzja tejże jest co najmniej dostateczna... Gdzie podziały się czarne dziury wciągające w bezkres swego bezsensu Berlinie? Gdzie te barwne opisy tak tragicznego kaszalota, który zasłużył sobie aż na 1 od Ciebie? ehhh... Stwierdziłam, że coś musiało się stać, z dwóch powodów co najmniej! 1) Berlin coś przeskrobał, bo dostał do oceny Barbie 2) Znalazł sobie jakąś bardzo męczącą dziewczynę tudzież żonę lub kochankę (a może kochanka :o ), która pilnuje go by nie pisał zbyt obraźliwych tekstów... Berlin T.T Zerwij z nią!!! T.T Twoje teksty cierpią z tego powodu ok dość tych emocji i dziwnych teorii spiskowych takie moje wrażenia z nowego CDA i paru recek i jadę wymienić koła na kwadraty!!
  11. dobre nie znałam ale koncepcja jest zaiste, świetna
  12. ehh Tyrian... stare dobregiery widzę przy Tyrianie łezka mi się aż w oku zakręciła musiałam zainstalować a co do robocika... tytuł kojarzę, ale jak przez mgłę musiałam mieć wtedy jakieś 5 czy 6 lat
  13. cieszę się Goferze, że wbudzam w Tobie taki.... pęd do wiedzy jest to niewątpliwy komplement dla mnie jako pedagoga
  14. czemu kulawo? freeOrion był wzorowany na dobrych strategiach, które wciągały na godziny, kiedy człowiek grał w nie jak w szachy zastanowić się, pomyśleć, wysłać swoje ruchy do przeciwników jak na całkowicie darmową i otwartą produkcję... nie chciałbyś stworzyć własnej rasy na przykład? albo zmienić całkowicie GUI w jakiejś grze/programie, której używasz? w Linuxach nie ma takiego problemu
  15. cóż mogę powiedzieć Goferku mamy już taki prototyp i będziemy dążyć do tego aby ulepszać go pod każdym calem (czekamy na RISC i grafikę... na rynku dostępne są już w miarę programowalne routery i karty sieciowe) więc, to kwestia czasu zanim ukończymy ten zuchwały plan obecnie staramy się przeprowadzić kompilację tak aby identyczne paczki deb można było całkiem poprawnie zweryfikować - modyfikujemy program tar w tym celu między innymi zapraszam na naszego irca na freenodzie, gdzie można się śmiało pytać i pomóc w realizacji pomysłu