Skocz do zawartości

GooReeK

Forumowicze
  • Zawartość

    211
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez GooReeK


  1. Nie rozumiem co się ludziom podoba w Lostach .. długie/nudne/bez sensu.

    Jeśli się nie ogląda każdego odcinka po kolei, od pierwszego sezonu począwszy - nie ma szans się podobać. Tak samo jak nie można na szybko streścić ogólnej fabuły tak, żeby ująć sedno serialu. Bo to jest tak naprawdę 'mystery show' - czyli główną atrakcją serialu jest odkrywanie, o co w nim tak NAPRAWDĘ chodzi. Ja jestem wiernym fanem Lost i z niecierpliwością czekam na każdy nowy odcinek.

    Co się zaś tyczy Friends... To chyba najbardziej jajcarski sitcom, jaki kiedykolwiek powstał. Jeśli tylko chcę się pośmiać do rozpuku - włączam kolejny odcinek i mam _gwarantowane_ salwy śmiechu. Humor absurdalny, sytuacyjny, słowny, jaki tylko można chcieć. A Ross, Joey i Chandler momentami rozwalają samym wyrazem twarzy.


  2. Knight Martius - a proszę bardzo ;)

    Ja, uważając się za fana serii MP, niedawno przeszedłszy obie części celem przypomnienia historii ukazanej w grze, wybrałem się na ekranizację w dzień polskiej premiery. Na wstępie - małe wyjaśnienie. Otóż, z nieznanych mi powodów, przed ukazaniem się filmu w kinach pojawiały się opinie typu "Łee, film jest do bani bo jest INACZEJ niż w grze". Kompletnie nie rozumiem takiej postawy. Oczywiste jest, że scenarzyści musieli trochę (lub nawet trochę bardziej niż trochę) przearanżować fabułę, chociażby po to, aby zmieścić te ok. 8 godzin gry w 1,5h filmie. Więcej, uważam, że zastosowane zmiany całkiem wyszły ekranizacji na dobre.

    Do rzeczy więc. Odnosząc się znów do powtarzanych wkoło opinii, jakoby w Max Payne było za mało akcji. W moim odczuciu - wcale jej za mało nie było. Inna sprawa, że w zasadzie wszystkie fajne kawałki zawarte były w trailerze... Gdyby jednak zgodnie z oczekiwaniami fanów Max _ciągle_ biegał, strzelał i robił bullet time'owe skoki - IMO zmieniłoby się to w podrzędny film akcji klasy B.

    I tego właśnie przed seansem najbardziej się bałem: typowo hollywodzkiego spłaszczenia fabuły, postaci, zabrania elementów dramatyzujących akcję... Muszę jednak przyznać, że się nie zawiodłem. Może i właśnie dlatego, że Max nie tylko zabijał coraz to nowych przeciwników, ale był też pokazany w chwilach zadumy i spokoju. Brakowało mi jednak charakterystycznej dla gry autonarracji, która stanowiła w grze potężne narzędzie do budowania klimatu. W filmie pojawiła się raptem w dwóch miejscach.

    Uspokoiłem się także, gdy zrozumiałem, że nie będzie w filmie elementów sci-fi, na które wskazywać mogły trailery.

    Owe demony okazały się jedynie halunami po zażyciu valkirii... ops, walkiru

    ;) Swoją drogą, bardzo fajnie zrealizowany efekt.

    Co mi się nie podobało? Postać Mony. Nie to, żebym miał coś do uroczej Mili Kunis, ale moim zdaniem do tej roli jest z deka... Za młoda. Mona Sax to kobieta po przejściach, w filmie wygląda jednak na młodą siksę z mafijnej rodziny. Zbyt mało wyrazista postać jakoś tak wyszła. Ponadto, nie wrył mi się w pamięć żaden z soundtracków. Szkoda, OST z gry stał na naprawdę mocnym poziomie. Po trailerze oczekiwałem tego samego i od filmu - niestety.

    Podsumowując cały ten mój wywód... Nie narzekam na film. Zapewne po części dlatego, że nie nastawiałem się na dosłowne przeniesienie cut-scenek z gry (choć scena na Roscoe Street przypomniała mi grę dość wyraźnie...), ale nie uważam, że te paręnaście zł wydane na bilet to pieniądze wyrzucone w błoto. Jest może i w filmowym MP trochę niedoróbek, ale ogólny efekt to w miarę schludnie ułożona i co najmniej poprawnie zrealizowana ekranizacja.

    A i parę ukłonów w stronę graczy, jak np. magazyn 'Gognitti's', też się znalazło

    ;)

    Jeśli miałbym wystawiać ocenę - chyba podzieliłbym zdanie przedmówcy i postawił 7/10.


  3. No i już po seansie nowych odcinków Prison Break (4x01-02). Nie czytać przed obejrzeniem, spoilers inside. ;P

    Pierwsze, co rzuca się w oczy, to... Pośpiech. Całe dwa odcinki wydają się być gnane terminami (tak, żeby upchnąć fabułę przeznaczoną na pełnoprawny sezon w mniejszej liczbie odcinków). Widać to nawet po openingu, który został wzorem Lost skrócony do kilku sekund. Co za tym idzie, upakowane zostało mnóóóóstwo wydarzeń - po części bardzo niespodziewanych (śmierć Whistlera?!)...

    Krótko mówiąc, te dwa początkowe odcinki to IMHO swego rodzaju 'dopasowanie' stanu fabuły z końca sezonu 3. do nowych zamierzeń twórców - odzyskiwania kolejnych części Scylli. Niezbyt mnie to przekonało - ale zobaczymy co będzie dalej.


  4. Kolejny sezon Zagubionych zakończył się. I mimo że część odcinków wydawała się nudnawa, bez sensu i pomysłu na dalszy bieg serialu - moim zdaniem finał rekompensuje wszystko. Świetne sceny w Zwierciadle, genialny wjazd Hurleya, nowa próba manipulacji Bena - w końcu nieudana, powrót Locke'a (ten to zawsze musi namieszać...), a przede wszystkim - "retrospekcje" Jacka. Zawsze odcinki z jego udziałem należały do nudniejszych. Ot, doktorek ma jakieś problemy, to z ojcem, to z (ex)żoną. Tym razem... Wszystko okazuje się wielką niespodzianką. (W końcu to nie retrospekcja, tylko "retrospekcja"...)

    Jak dla mnie - po obejrzeniu ostatnich odcinków, na 3. sezonie Lost mógłby się zakończyć. Nie dlatego, że serial 'zszedł na psy', tylko dlatego, że teraz tworzy... Zamkniętą całość, bez trzymania widza w napięciu do kolejnego sezonu. Finał co prawda smutny, aczkolwiek niewątpliwie piękny. ;)


  5. Grill vs. ognisko? Stawiam na ognisko. Daje więcej światła (na grillu po zmierzchu niezbędne jest dodatkowe oświetlenie...), choć z drugiej strony jedzenie na ognisku łatwiej spalić lub przez przypadek wrzucić w palące się drewno. Mimo to - ogniskowe światło i w ogóle klimat pasują mi bardziej.

    Długi majowy weekend... Zarówno 3, jak i 2 lata temu w nocy z 30 IV na 1 V robiliśmy z kumplami ognisko (w 2004 świętowaliśmy wejście do Unii :P). W tym, jeśli pogoda dopisze, zrobimy podobnie... Trzeba uczcić Euro 2012 w Polsce. ;)


  6. - jak to się stało, ze gość "specjalnie" trafił do więzienia (bo nieoglądałem, to dlatego wiem, tyle co przeczytałem). A jeszcze dziwniejsze jest to, że wstawili go do tego samego "lokalu", co jego niewinnego(?) brata. Jakby w całym stanie było tylko 1 więzienie...

    Po prostu, napadł na bank i czekał, aż przyjedzie policja. Zgarnęli go, potem w czasie procesu dobrowolnie poddał się karze. Ja się tylko dziwię, że nikt (tzn. sąd wcale, Veronica strasznie późno) się nie skapował, że Michael celowo przedostaje się do tego więzienia... Fox River wybrano na prośbę Michaela ze względu na bliskość miejsca zamieszkania. Trochę naciągane :P

    - jak to mozliwe, że gostek podwyższył sobie poziom cukru? Przecież leków nie zdążył zdobyć, a w dodatku były to leki na obniżenie cukru o ile dobrze zrozumiałem.

    To nie był lek na obniżenie poziomu cukru, a poziomu insuliny. Insulina właśnie odpowiedzialna jest za obniżanie poziomu cukru we krwi. Mniej insuliny = więcej cukru we krwi = potrzeba robienia zastrzyków (z insuliny). Ale faktem jest, iż tabletki te zaczęły działać cokolwiek za szybko...


  7. Lekcja podstaw przedsiębiorczości z wicedyrektorem (starszy gość, w sumie to zabawny, choć jeden z tych, którym nie warto podpadać), kilka dni temu. Od początku zajęć jeden z kumpli w pierwszej ławce czyta CDA. W końcu nauczyciel spostrzega jego brak zainteresowania lekcją, podchodzi i taki tekst: "Co ty chłopie tu czytasz, pokaż chociaż czy to jakiś poziom prezentuje... /zamyka i bierze CDA do ręki/ No powiedzmy, że może być... Kiedyś sam lubiłem czytać". Połowa klasy - śmiech, ja :shock: . W życiu bym się tego po nim nie spodziewał...


  8. Jak podzielili wino na dwie równe części :?:

    Kolejność przelewania:

    8l 5l 3l

    =====

    8 0 0 (początkowo)

    5 0 3 (napełniamy kubek)

    5 3 0 (zawartość kubka przelewamy do dzbana)

    2 3 3 (ponownie napełniamy kubek winem z amfory)

    2 5 1 (przelewamy z kubka do dzbana, aż do jego napełnienia)

    7 0 1 (przelewamy wino z dzbana do amfory)

    7 1 0 (pozostałe wino z kubka wlewamy do dzbana)

    4 1 3 (napełniamy kubek)

    4 4 0 (zawartość kubka przelewamy do dzbana

    Bon apetit :P

    Co do zagadki z cegłą (nikt w sumie oficjalnego rozwiązania nie napisał :P):

    x = 1 + 0,5x

    x - 0,5x = 1

    0,5x = 1 /*2

    x = 2

    Cegła waży 2kg. ;]


  9. Ja osobiście mam nadzieję, że w liceum, do którego się wybieram, będę się mógł nauczyć czegoś więcej niż obsługi Worda, Excela, etc. :]

    Zależy jak trafisz. My np. w pierwszej klasie liceum mieliśmy b. dobrego nauczyciela, z którym robiliśmy i trochę C++, trochę Excela (ale nie jakieś głupie tabelki!) i trochę graliśmy w ET :P. Ale sporo pomysłów na lekcję powstawało w trakcie zajęć - np. pod wpływem tego, co mamy na fizyce. Przykład: na fizyce - rzut poziomy i ukośny. Implementacja w Excelu - na podstawie kilku danych arkusz wylicza wszystko, co chcemy i do tego daje elegancki wykres (wbrew pozorom to nie jest takie proste - mówię o tym konkretnym przypadku).

    Za to teraz, w drugiej klasie... Zmienili nam nauczyciela na takiego, którego JA muszę momentami Worda uczyć :?. No ale cóż.

    Informatyka w gimnazjum, to dopiero był luzzzz... :P Podstawy Worda, Excela, odrobina algorytmiki i można iść na konkurs przedmiotowy. Ba, nawet go wygrać. :P Piękne czasy ;]


  10. Ech, nasze PO... W pierwszej klasie mieliśmy chyba z 10 lekcji w sumie. Teraz niby frekwencja (nauczyciela, nie nasza :P) jest trochę lepsza, ale nie zmienia to faktu, że on jest po prostu... Głupi. Tak, jest po prostu głupi, nie zna się kompletnie na pierwszej pomocy, a ma nas jej nauczyć. Przykład? Przy oparzeniach należy ofierze podać SŁONĄ herbatę (lub coś innego SŁONEGO do picia). To nie literówka, kłóciłem się z nim o to. Upierał się, że sól gasi pragnienie... I to nie jedyny tego typu kwiatek. Gdy tylko zwrócimy mu na coś istotnego uwagę, mówi żebyśmy 'nie byli zaraz tacy dokładni'. Szkoda gadać. Ale przynajmniej na sprawdzianach nie ma problemu, rzadko kiedy widzi otwartą na ławce książkę. :P


  11. A wcześniej? Przesiedzieli tam na (...) chyba ze trzy tygodnie, zanim zrozumieli, że na wyspie nie są sami. Prawda jest taka, że nazbyt ciekawi i nazbyt wściubiający swe nosy bohaterowie zbyt szybko odnaleźli by tajemnice wyspy...

    A pamiętasz może pierwszy odcinek, gdy nocą obserwowali poruszające się drzewa i słuchali przerażających odgłosów? Już pierwszego wieczora wiedzieli, że ta wyspa nie jest wcale taka zwyczajna. Potem był pilot rozszarpany na kawałki przez COŚ, niedźwiedzie polarne... To nie były "zwykłe trzy tygodnie na wyspie".

    Ano własnie Artz jest kolejnym dowodem na słabość scenariusza. Jak tylko sie wyłonił, pokazany z imienia, z masy nierozpoznawalnych klonów, od razu wiedziałem, że wkrótce zginie. Po prostu była potrzeba kogoś uśmiercić dla ożywienia historii (sic). A że głównych bohaterów było żal, wyciągnięto Arzta jak królika z kapelusza tylko po to, aby móc go uśmiercić w kolejnym odcinku.

    OK, bohaterowie drugoplanowi są do niczego, fakt. Ale znajdź mi drugi taki serial, gdzie jest tyle postaci pierwszoplanowych, co w Lost. Każda z nich to osobna historia, osobista wręcz przyczyna wypadku samolotu... A wszystko to powiązane w jedną, dość spójnie mimo wszystko trzymającą się całość. Dla mnie bomba. :)


  12. W kwestii imion - moje (Konrad) podoba mi się... średnio. Są i fajniejsze i gorsze. Niby nie takie oczywiste i zwyczajne, ale i bez zbędnych ozdobników-pierdzielników ;) (BTW: pozdro dla k0nrada :P).

    A zna ktoś z Was może kogokolwiek (zna, słyszał... wie, że taki ktoś faktycznie istnieje), kto ma na imię PANKRACY? Osobiście sądzę, że to imię jest fikcyjne. :P


  13. No i mamy wreszcie Lost s03e05 ;]

    Przede wszystkim - mogę napisać tyle: zgadłem, zgadłem, zgadłem! :P (patrz kilka postów wyżej.)

    Po drugie - świetnie poprowadzona intryga Juliet z Jackiem. Tylko czy to nie jest jeszcze jeden podstęp - może to Ben kazał jej nagrać taki film? :P

    No i Eko... Teraz już wiadomo, po co budował kościół...


  14. Odcinek wręcz nazwałbym przełomowym - sam wielki oszust Sawyer daje się podpuścić. Jak widziałem go takiego bezradnego, od razu pomyślałem: będzie się w Lost działo. :)

    Poza tym - Jack wraca do zawodu... A Desmond dalej przewiduje przyszłość. Ciekawe, do czego wykorzysta te zdolności. Pewnie skuma się z Lockiem i pójdą ratować uwięzioną trójkę...

    BTW: W jednym z trailerów ep04 pojawiła się informacja, że w ciągu 3 tygodni największa z tajemnic wyspy zostanie ujawniona... Nie mogę się doczekać. ;]

    :arrow: damian 0070:

    Kompanię Braci porównywać do badziewnych polskich telenowelek. Doobre... :P

    EDIT

    Widzieliście może trailery 3x05?

    Ktoś z głównych bohaterów zginie (stawiam na Eko, ew. Locke'a). A "osoba z guzem w okolicach kręgu L-4" to najprawdopodobniej sam Ben... Robi się naprawdę ciekawie.

    Dajcie mi LOST 3x05!!! :P


  15. Właśnie, u was kawa czy herbata?

    Herbata. Oczywiście tylko do posiłków, tak osobno to wolę wodę albo jakiś napój. Kawy po prostu nie lubię. Może z wiekiem mi przejdzie, ale narazie normalnie dla mnie zbyt... gorzka? ;)

    Pozatym uwielbiam deszcz. Nie wiem czemu, po prostu wolę jak jest zachmurzone niebo, z którego leci woda.

    Żeby nie było, ja jak najbardziej lubię słoneczną pogodę, ale i spacerem w deszczu nie pogardzę :). A już najlepiej, gdy się oba te zjawiska połączą. Tęcza i w ogóle taki klimat... paradoksu?. :P

    BTW: Dlaczego ja ciągle kończę akapity wielokropkiem, pytajnikiem i... emotem? :P


  16. Kurczę... Wyłamię się. A co. ZGADZAM SIĘ Z BLACK PEARLEM w 100% :D

    Większość moich znajomych z utęsknieniem czekała na lato, a teraz jestem jednym z niewielu, którzy je doceniają i nie narzekają na upały. Ja jestem konsekwentny i tylę. Może i czasem jest zbyt gorąco, ale wolę to niż mróz. Zimy raczej nie lubię (odmarzające części ciała nie zachęcają do spacerów), choć muszę przyznać, że wieczorne spacery w tej porze roku mają swój klimat... Ale generalnie dla mnie lato rządzi.

    SPANIE. Jak to w tej piosence było? "I do południa budzikom śmierć..." To chyba z dedykacją dla mnie było pisane :P. Uwielbiam dużo spać... I cieszę się, że w wakacje mam taką możliwość.

    Niech żyje lato! :D


  17. No wszystkiego najlepszego Arsen. :) A co tam, dołoże się chociaż raz do życzeń. :twisted:

    Ale czemu większość tutaj jest z lipca? Jest ktoś z grudnia, jak ja?

    Ja! Ja! Ja jestem z grudnia. :D Dokładnie mówiąc, z 20. Znam ten ból, wiecznie być najmłodszym w klasie :P A urodziny w wakacje, to dopiero rarytas...

    Dołączam się do życzeń dla Arsena ;)

×
×
  • Utwórz nowe...