Skocz do zawartości

BlackElf

Akademia CD-Action [GAMMA]
  • Zawartość

    79
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

9 Neutralna

O BlackElf

  • Ranga
    Ork
  • Urodziny 15 Marzec

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    https://www.facebook.com/AnnCosplay?ref=hl
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    kobieta
  • Skąd
    Kraków
  • Zainteresowania
    książki, komputery,komiks,muzyka,rysunek

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Alice MAdness Returnss, Starcraft II, Dark Souls, Unreal
  • Ulubiony gatunek gier
    Akcja

Ostatnio na profilu byli

2800 wyświetleń profilu
  1. BlackElf

    WALKING WALKING WALKING to tale

    W zasadzie cieszę się z tego Moherowe berety nie położą na niej swoich łap
  2. BlackElf

    WALKING WALKING WALKING to tale

    Ughhh... zabolało kurczę dlaczego ? Przecież święta świętami, ale one trwają tylko tydzień z sylwestrem XD
  3. BlackElf

    WALKING WALKING WALKING to tale

    tu przyznaję rację. Nie przychodziłam wprawdzie tyle razy fabuły ( szacunek , ale doczytałam, że na samą końcówkę w zasadzie nie ma wpływu czy będziemy wredni, sympatyczni, czy będziemy próbowali zbawiać świat. Faktycznie mogliby rozpatrzyć kilka alternatywnych zakończeń gry. Tylko wtedy dołożyliby sobie duuuuuuużo pracy
  4. BlackElf

    WALKING WALKING WALKING to tale

    Owszem, niestety gra może dawać nam wybór, ale jest to jedynie pozór. Niestety nie ważne o jakiej grze mówimy w każdej mamy tylko "umowną" wolność. Co z tego, że gra może być szalenie rozbudowana, pozwala nam robić "co chcemy" i "w dowolnej kolejności" jeśli tak wykonujemy plan stworzony przez twórców gry. Natomiast The Walking Dead pokazuje, że choć mamy do czynienia z tak "ograniczonymi" środkami, wciąż nie czujemy się jak niewolnicy gry zamknięci w ciasnym korytarzu z pistoletem i komendą " do przodu". Przynajmniej w moim odczuciu .
  5. BlackElf

    WALKING WALKING WALKING to tale

    aaa ok nie zmieniałam go od .... bardzo dawna
  6. BlackElf

    WALKING WALKING WALKING to tale

    Jesli GTA V zostało uznane za grę brutalną, to The Walking Dead powinno być zakazane w Polsce. Serialowy The Walking Dead właśnie zalicza świąteczną przerwę i na kolejne odcinki przyjdzie nam czekać do stycznia. Na pomoc przychodzi ekipa Telltale z drugim sezonem gry The Walking Dead ? All That Remains. Epizod zapewnia nam niecałe 2 godziny zabawy, ale za to twórcy nie patyczkują się z graczami - od początki częstują nas zagraniem godnym samego Hitchcock'a. W tej odsłonie kierujemy losami Clementine, a na przebieg historii wpływają wydarzenia z poprzedniej odsłony oraz z dodatku. Pod warunkiem że zachowaliście stan gry po zakończeniu epizodu pierwszego. W innym przypadku rozpoczynacie grę od przygotowanego na tę okazję scenariusza. Clementine wydawała się dość trudnym wyborem jako postać do pokierowania, a jednocześnie jedynym właściwym. Spoglądamy na świat opętany Szwędaczami, oczami młodej dorastającej dziewczyny, która musi zadbać o siebie i walczyć o swój byt na świecie gdzie może zapomnieć o beztrosce i dorastaniu ?typowej? nastolatki. W poprzedniej odsłonie mieliśmy do czynienia ze zgoła odmienna sytuacją kiedy to dbaliśmy o ochronę Clementine i robiliśmy wszystko, aby ocalić Clem. W drugiem sezonie dziewczynka dorasta, powoli zanika dziecięca wiara, a pojawia się zupełnie nowa osoba ? walcząca o życie młoda dziewczyna, która w razie potrzeby potrafi walczyć sztachetą jak i wdać się w potyczki słowne. Bardzo spodobała mi się ta nowa charakterna Clem, która zapomina ugryźć się w język i pozbawiona opieki Lee, zaczyna kreować własną osobowość. Pojawiają się też nowe postacie ( z wiadomych względów nie moge wiele napisać ), diametralnie odmiennie reagujące na sytacje jakie stawia przed nimi nowy porządek świata. Tutaj zaczyna mnie nachodzić bardzo smutna myśl. Reakcja ludzi dorosłych i dzieci jest szalenie odmienna na te same sytuacje. Jaką osobą stanie się Clementine? Chociaż mam za sobą pierwszy epizod, już widać jak wiele zmieniło się w dziewczynie. Kim stanie się osoba, dla której szybki wybór o śmierci lub życiu drugiego człowieka jest tak powszechna jak oddychanie? Jest to naturalne, że należy zmienić tok myślenia w sytacji w jakiej dorasta Clem. Jednocześnie tak boleśnie dociera do mnie jako gracza, że jeśli nasza główna bohaterka będzie miała okazje stać się dorosła w tym środowisku, na zawsze zatraci coś, co ludzkość uzyskała przez wieki próbując stać się ?cywilizowanym" gatunkiem. Nieodłącznym elementem w takiej grze jest przemoc. Ma ona oczywiście wymiar mocno abstrakcyjny, a całość podana w znanej nam już oprawie graficznej powoduje, że nie odczuwamy tego aż tak dosadnie. Jednakże nawet ta umowność nie uchroniła mnie przed dreszczem podczas jednej sceny trwającej, może 3 minuty... Były to jednak bardzo długie trzy minuty, a fakt że jako gracz musiałam zrobić ... co musiałam, spowodował we mnie niemal fizyczny ból. Sezon drugi dumnie utrzymuje poprzeczkę wyznaczona przez poprzednią odsłonę i wygląda na to, że Telltale, zamierzają sięgać jeszcze wyżej. Minusem może być cena za tak krótką rozgrywkę. Technicznie nie miałam problemów, zawieruszył mi się jedynie jeden model postaci, który ładnie wtopił sie w ścianę i tak sobie stał. Taka fototapeta z bohatera. Napędził mi strachu, bowiem akurat w tej scenie się skradałam, a po bliższych oględzinach okazało się że to "tylko" bład. Polecam poczekać na większa ilość epizodów w jednej paczce -wyjdzie taniej, a tym którzy nie lubią czekać, życze ostrej siekiery na zombiaki. JAK DŁUGO GRAŁAM? ? dwie godzinki max DLACZEGO GRAŁAM? ? bo pierwsza część zrobiła na mnie piorunujące wrażenie CZY UKOŃCZYŁAM? ? przynajmniej epizod pierwszy, tak
  7. Seria Anno zawitała już w przeszłość, sięgnęła w niedaleką przyszłość, a teraz opanowuje internet. Ekspansja trwa, czas zbierać zasoby. ?Panie dzieju... Takie to mamy ciężkie czasy, że nas na jakąś zapadłą dziurę przywiało, bo żonka mówiła, że morskie powietrze, że bryzą od morza niesie... A tu co? Goła ziemia ino, gołe skały, trza w pocie czoła domy budować, bo się starosta wścieka, że wolno... A to nie jest Panie Hameryka coby my tu w w trymiga domy budowali! Takie Panie nastały czasy, takie...? Anno Online to trwająca już od pół roku otwarta beta, która pozwala nam na na zabawę w twórcę potęgi gospodarczej, czyli skolonizowanie własnej wyspy. Pół roku w przypadku innych odsłon Anno to wystarczająco dużo, aby ukończyć tytuł w pełni od kampanii po pojedyncze misje. Sięgając po Anno Online zapewnicie sobie zabawę na zdecydowanie dłuższy okres czasu i tyle samo ... nerwów. Jako gra przeglądarkowa rządzi się swoimi wyjątkowymi prawami i jest światem w którym nic nie dzieje się tam od razu. Na wszystko trzeba czasu i pieniędzy. Każdy kolonizator zaczyna od pierwszego domu, aby w pocie czoła wraz z powiększającą się społecznością tworzyć przyszłe imperium, którego będą im zazdrościć wszyscy maluczcy. Rozpoczynając zabawę nie musimy być zalogowani do usługi Uplay, co jest bardzo przyjemną alternatywą dla tych, których nie interesuje instalacja aplikacji. Wystarczy zarejestrować się na stronie gry i już można rozpocząć kolonizowanie wyspy. Budowę imperium rozpoczynamy od drewnianych chatek pionierów, którym do szczęścia nie potrzeba więcej , niż kawałka ryby i szklanki koziego mleka. Początek gry przebiega dynamicznie, a samouczek po kolei podświetla nam kolejne ikony, aby zagubiony gracz dokładnie wiedział gdzie szukać poszczególnych akcji. Za każde ukończone zadanie otrzymujemy bonus w postaci pieniędzy, bądź przydatnych zasobów, które możemy wykorzystać dalej w grze. Po przeszło dwóch godzinach dynamika gry zwalnia. Trzeba poczekać, aż nasi ludzie wyprodukują potrzebne nam rezerwy. Twórcy umiejętnie trzymają gracza przed ekranem, wrzucając do gry małe bonusy w postaci jaskrawo niebieskich paczuszek z bonusowymi zasobami i punktami doświadczenia, porozrzucanym po odsłoniętym terenie twojej wyspy. Pojawiają się one dosłownie co kilka minut w liczbie od kilku do kilkunastu sztuk. Paradoksalnie tą metodą można uzbierać nieraz więcej drewna czy kamieni w tym samym czasie co drwal. Drobiazg ten powoduje, że w pewnym momencie można złapać się na odświeżaniu gry co kilka minut i wyłapywaniu kolejnych bonusów. Z czasem podpowiedzi pojawiają się tylko do niektórych zadań i tutaj gra odkrywa przed nami pewną wadę. Czasami ilość kombinacji jaką trzeba wykonać, aby wypełnić zadanie jest absurdalnie duża i bez zasięgnięcia języka można utknąć na jakimś nieistotnym drobiazgu. Tutaj z pomocą przychodzi okienko czatu, w którym osobny ?kanał? ma dział pomoc gdzie możemy poszukać odpowiedzi u innych graczy. Kiedy już nasi pionierzy zaczną się domagać praw i przywilejów, przyjdzie nam zapewniać poddanym coraz to lepsze przekąski i napoje. W międzyczasie nie należy zapominać, że nasza trzódka, jak każdy marudny mieszczanin, będzie potrzebować rozrywek i innych zbytków. Wszystko po to aby awansować w hierarchii społecznej i zmieniać zapadłą wieś w imponujące i tętniące życiem miasto. Oczywiście niemal każdą akcję w grze da się przyśpieszyć, a to za sprawą zdobywanych w trakcie gry Rubinów, które można także dokupić dzięki mikropłatnościom. Cena niewielka, ale jak duża oszczędność czasu i nerwów spowodowanych czekaniem. Sama gra jak na betę działa zaskakująco sprawnie. Należy się liczyć z aktualizacjami i wyłączaniem gry w najmniej oczekiwanych godzinach, a także z pomniejszymi poprawkami, ale nie są one na tyle duże, aby uniemożliwiały grę. Twórcy z pełnym poświęceniem pracują nad grą co można zauważyć po licznych aktualizacjach i kolejnych ulepszeniach w działaniu. Z ręką na sercu muszę przyznać, że gra wkręca i pozwala nam z odpowiednią dla siebie dynamiką odkrywać nowe wyspy i tym samym zdobywać towary, które na naszych ziemiach są niedostępne. Jak dotychczas nieznana jest data końca otwartych beta testów, dlatego jeśli zawsze marzyliście o własnej tętniącym życiem wyspie pełnej marudnych mieszkańców nieustannie domagających się jadła i godziwego napitku, nie obce są wam podstawy ekonomi, bądź też lubicie doglądać rozwoju swojej gry kilka razy dziennie, to bez zastanowienia sięgajcie po Anno Online. A teraz wybaczcie... mój statek handlowy właśnie wrócił do portu. Czas wyładować przyprawy do grzańca. ILE GRAŁAM? - wciąż gram UKOŃCZYŁAM? - a gdzie... DLACZEGO ZACZĘŁAM GRAĆ ? - bo Anno to dobra marka Malucha wśród marnych Polonezów DLA KOGO JEST TA GRA? - dla studentów ekonomi, cierpliwych ciułaczy i ludzi, którym nudzi się w pracy, a mają dostęp do sieci
  8. BlackElf

    Kontrastowy Contrast

    Fakt, bardzo niefortunnie pomyliłam imiona. Ja też czekam na rozwinięcie tematu mam nadzieję, że gra sprzeda się na tyle dobrze, że pomyślą nad kontynuacją pomysłu .
  9. BlackElf

    Kontrastowy Contrast

    Gdzieś pomiędzy wielkimi premierami w dystrybucji cyfrowej pojawiła się niewielka gra o wielkiej ambicji. Contrast należy do produkcji, które może niekoniecznie przykuwają do monitora efektami graficznymi, ale mają w sobie coś więcej niż doskonale wykonane tekstury. Gra przenosi nas do świata, który na pierwszy rzut oka przypomina Paryż początku ubiegłego wieku, pełnego klimatycznych barów, w których rozbrzmiewa dźwięk saksofonu. Sama oprawa graficzna została utrzymana w bardzo monochromatycznym stylu, dominują w niej brązy i sepie. Nie każdemu może się to spodobać, ale zabieg ten pozwala utrzymać klimat bardzo współgrający z opowieścią. Tutaj docieramy do naszych głównych bohaterek. Jedną z nich jest mała dziewczynka imieniem Didi, natomiast druga to Dawn. Kobieta której wygląd przywodzi na myśl akrobatkę skrzyżowaną z tancerką z klubu dla Panów, jest postacią którą poruszamy przez cały czas trwania zabawy. Innych bohaterów w zasadzie brak. Gra wspaniale wodzi nas za nos, tworząc wokół świat z pogranicza jawy i snu, gdzie wszystkie postacie które spotykamy po drodze to cienie. Dzięki temu zabiegowi gra pozwala nam rozruszać wyobraźnie i skupić się w pełni na naszych bohaterkach. Dodatkowym atutem jest fakt, że gra nie opowiada nam niczego wprost. Od początku gry wciąż snujemy domysły kim jest Down, a także dlaczego Didi tak usilnie próbuje walczyć z cieniami swoich bliskich, pomagając im na swój dziecięcy sposób. Bardzo ciekawym motywem, które skłonił mnie do zapoznania się z produkcją jest sama postać Dawn, która posiada szczególne zdolności. Potrafi ona zmieniać się w cień i dzięki temu przemieszczać się do najbardziej niedostępnych zakamarków lokacji, aby zbierać kolejne ?znajdzki? i podążać za swoją małą towarzyszką Didi. Jest to jeden z największych atutów tej gry, gdzie nie sprowadza się ona do skakania po kolejnych cieniach, ale także samemu ich ustawiania, bądź poszukiwania tegoż źródła. W międzyczacsie możemy zbierać tzw. Luminaries, które są swego rodzaju kolekcjonerskimi ?znajdzkami? i pełnią tę samą niemal funkcje co odnajdywane tu i ówdzie, plakaty i fragmenty listów, gazet, obrazów. Bonus dla ludzi którzy lubią ?kolekcjonować? trofea w postaci odnalezienia wszystkich poukrywanych drobiazgów. Gra nie jest długa, zapewnia zaledwie kilka godzin zabawy, ale na szczęście jej cena także nie jest wygórowana. Irytują momenty w których zdarza się, że naszą jedyną akcją pomiędzy dłuższymi filmikami jest przebiegnięcie bohaterką parę metrów i ponownie musimy obejrzeć kilka minut opowieści. Contrast mimo wszystko jest grą unikatową, swoistą perełką , w której można się zakochać. W stylistyce, oraz pomysłowi , które zaiste oryginalny czyni tę produkcję na tyle oryginalną, że subtelnie wyróżnia się spomiędzy zalewu produkcji. ILE GRAŁAM? ? 3-4 godziny UKOŃCZYŁAM? - tak DLACZEGO KUPIŁAM? - bo spodobał mi się pomysł ze zmianą w cień DLA KOGO JEST TA GRA ? ? dla artystów, wielbi
  10. muszę przyznać, że za spalone nadzieje jakie pokładałam w tym tytule powinnam jeszcze obciąć punkt. Niestety, jeśli czekam na kontynuację, to chciałabym dostać w łąpki coż przynajmniej tak dobrego jak poprzedniczka. Nie musi byc lepsze, ale na pewno nie gorsze.
  11. Drinki z palemką ? Są! Słoneczko? Jest! Kostiumy kąpielowe, mleczko do opalania? Jest! Gorący zombie przystojniak? Obecny! Zaraz, zaraz ? zombie ?! Oferta Last Minute Techland po raz kolejny zabiera nas na wycieczkę krajoznawczą po pięknej wyspie w towarzystwie odrobinę nieokrzesanych kompanów. W kwestii rozgrywki nie zmieniono wiele. Dostajemy do ręki wiosło/młotek/siekierę i wybijamy zombie tysiącami, próbując sobie tym samym oczyścić drogę ucieczki z wyspy. Fabularnie po raz kolejny mamy okazję spotkać czwórkę naszych bohaterów, którym ucieczka z wyspy koszmarów nie do końca się udaje. Tym razem lądują na wyspie Palanai, gdzie również panoszy się epidemia zombie. Poznajemy dziewczynę imieniem Harlow oraz jej towarzyszy, ukrywających się przed plagą w głębi wyspy. Dwie grupy łączą siły mają tylko jeden cel ? opuścić ? przeklętą wyspę?. Fabuła jest jednym z tych elementów na którą spuściłabym zasłonę milczenia. Mam wrażenie, że twórcy poszli po linii najmniejszego oporu i wepchnęli niemal identyczny schemat fabularny do kolejnej części, zmieniając jedynie zakończenie, aby gra mogła uchodzić za kontynuację. Na wyspie czeka nas sporo pracy, a zombie nie pozwalają nam odpocząć nawet przez moment, zanim jeszcze poznamy nowych towarzyszy musimy pomóc im w obronie obozu, a zaraz potem zostajemy wysłani do wykonywania kolejnych poleceń. Przez cały czas trwania gry nie będzie mowy o nudzie. Poza standardowym wybijaniem zombie czeka nas szukanie lekarstw, broni potrzebnej do obrony, poszukiwanie członków rodziny i odwiedziny na planie filmowym powstającego na wyspie horroru z bardzo naturalnie ucharakteryzowanymi aktorami. Zadbano o dużą dynamikę zadań i usunięto tak wytykane w poprzedniej części absurdalne questy w których byłeś zmuszony szukać wody na drugim krańcu wyspy, podczas gdy w pokoju stało kilkanaście puszek napoju energetycznego, czy poszukiwanie pluszowych misiów dla płaczących dam. Przemierzając wyspę można skorzystać z pomocy towarzyszy w kooperacji. Aby dołączyć się do zabawy wystarczy nacisnąć jeden klawisz. Niestety ja swoją przygodę z co-op zakończyłam w momencie kiedy podłączony do wspólnej zabawy towarzysz ?wyjął mi z plecaka? mój jedyny pistolet i ruszył w dzicz. W niektórych krajach nazywa się to kradzieżą ekwipunku, tu zapewne wymianą sprzętu bez zgody grającego. Resztę gry przemierzałam sama i nie sprawiło mi to zbyt wielkiej trudności. Przy odrobinie sprytu i umiejętnym wykorzystywaniu otoczenia, nawet zombie ?taran?, ani też ?zapaśnik? nie sprawiają graczowi trudności. Jednak aby się tak stało musisz skrupulatnie zbierać wszystko co znajdziesz na wyspie i modyfikować broń. Nie zrezygnowano z ?magicznych? stoliczków, zachłannych na nasze pieniądze, gdzie możemy tworzyć śmiercionośne narzędzia zagłady według porozrzucanych po wyspie schematów. W pierwszej części było to nawet zabawne, z czasem zaczęłam to uznawać, za pewien nieodłączny element tej gry. Handlarza można mieć w każdej grze. ?Kasożerne? stoliczki tylko w Dead Island. Wciąż na takie zabawy potrzeba ogromne ilości pieniędzy, ale nie trzeba specjalnie ich szukać. Pieniądze w Dead Island Raptide leżą dosłownie na ulicy. Należy jednak uważać bo każda nasza śmierć w grze ma swoją cenę. Czasami bardzo słoną. Lokacje przypominają bardzo te z poprzedniej części i poznajemy nawet w podobnej kolejności co poprzednio. Najpierw wyspa, potem kurort z ukrytymi wewnątrz ocalałymi, laboratorium na wzgórzu i miasto w klimacie dawnego Meksyku. Nowością były tylko ruiny misji chrześcijańskiej i troszkę dłuższy pobyt w kanałach, który notabene był najbardziej interesującą częścią rozgrywki. Poruszanie się w ciemnościach i skrupulatne uważanie, na każde leżące na podłodze ciało, to było właśnie to czego tej grze brakuje przez większość czasu. Tych kilkanaście minut czułam się osaczona przez zombie, a gra wreszcie dostarczała odrobinę adrenaliny. "Martwe zło" jeszcze bardziej martwe Niestety grając miałam wrażenie, że produkcja została wypuszczona za wcześnie. Ogromne ilości niedoróbek na jakie trafiłam w trakcie gry momentami czynią też produkcję nie tyle irytującą, co czasem wręcz niegrywaną. Czasami gra odbierała mi kontrole nad bronią. Mogłam dokonywać bloków, ale nie mogłam atakować. Wówczas pomagał tylko restart gry. Kilkakrotnie trafiłam na pozbawione tekstury elementy otoczenia. Nie zapominajmy o zagubionych zombie, które ?utykają? gdzieś na planszy uniemożliwiając ukończenie zadania w stylu ?pozbądź się wszystkich szwędaczy?. Gra uparcie po każdej zmianie lokacji wracała do głównego zadania fabularnego, zupełnie ignorując fakt, że przed chwilą kontynuowałeś quest poboczny. Kolejnym gwoździem do trumny pełnej zombie byli moi towarzysze broni. Nienawidziłam szczerze sekwencji obrony obozu. Bynajmniej nie dlatego, że były trudne, tylko obserwowanie jak czterech z sześciu towarzyszy broni stoi i nic nie robi podczas gdy pozostali dwaj wzywają pomocy, wołało o pomstę do nieba. Obrona często sprowadzała się do biegania od NPC do NPC i po kolei uwalnianie ich z rąk zombie, bo w końcu taki stojący kołek padał ofiarą o wiele bardziej ?kumatego? umarlaka. Całość tym mniejszych i większych błędów sprawia wrażenie, że twórcy do kolejnej części nie przyłożyli się już z takim sercem i pokpili sprawę. Wypuści grę rokującą na przyszłość, ale dużo słabszą niż poprzedniczka i choć pozbawioną błędów z pierwszej części, pełną zupełnie nowych irytujących niedociągnięć. Niestety pisze to z wielkim żalem, bowiem przy DI bawiłam się świetnie, podczas gdy DIR mogłoby być zaledwie dodatkiem do poprzedniczki, bo na status pełnoprawnej gry jeszcze nie zasłużyła? W skali CDA 6/10
  12. BlackElf

    Lodzia Wong w cdaction

    czy ja wiem ... panie z alkoholowego wciąż mnie pytają o dowód jak się nie umaluję
  13. BlackElf

    Lodzia Wong w cdaction

    hahaha taaaak to talki cosplay też
  14. BlackElf

    Lodzia Wong w cdaction

    dziękuję i podaję linka gdzie znajdziecie więcej zdjęć : http://art.3q.pl/galeria-28 i cóz co sie zwie mim fanpage https://www.facebook.com/AnnCosplay?ref=hl
  15. BlackElf

    Lodzia Wong w cdaction

    Haha nom może takie życzenie do CDAction podesłać ?
×