-
Zawartość
795 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Mordimer Madderdin
-
Aż mnie zaciekawiło, z jakiego powodu się tak kłócicie. Przeczytałem owo opowiadanko i… No właśnie. Wydaje mi się, że powstała większa afera niż to warte. Opowiadanie nie jest aż takie złe żeby je krytykować na całego, ale nie jest też dobre. Co do tego że jest mocno stereotypowe lub że autor może mieć mylne wyobrażenia na temat czystości karczmianych szyb to ja bym się nie czepiał. W fantasy chodzi o to żeby każdy stworzył swój świat. Mniej lub bardziej stereotypowy i odrealniony to nie ma znaczenia. Inna sprawa, że błędy stylistyczne, które wytyka Smutny faktycznie psują całokształt. Ale o to autor opowiadania nie powinien mieć pretensji. Tylko, co najwyżej wystrzegać się ich w przyszłości lub porzucić ten fach, jakim jest pisarstwo. A nawiązując do idei pisania do netu to chyba o to w niej przede wszystkim chodzi żeby początkujący pisarze mogli bez większego wstydu pokazać swoje dzieła, ale z pełną świadomością krytyki, która ich czeka. Jeśli ktoś oczekuje braw to może niech od razu wysyła swoje prace do jakiegoś wydawnictwa. Jak się publikuje w Internecie to po to żeby inni zobaczyli, wytknęli błędy i żeby je można było potem poprawić.
-
Dobra. Mam do was prośbę. Szukałem na Googlach, ale to, co znalazłem mnie nie satysfakcjonuje. Dlatego pytam. Czy ktoś z was może polecić jakąś dobrą stronkę (dobrą czyt. taką, która będzie miała od groma plików) z modami, treinerami, nieoficjalnymi dodatkami i tym podobna twórczością graczy?
-
>>>Rozchodzi się o to, że jeżeli Bóg jest wszechwiedzący to powinien znać wynik. Zaczynasz gadać jak Maverick. Można by nawet podejrzewać, że to on to pisze a J.K.Tank mu tylko konta użyczył. Najłatwiej było by odpowiedzieć, że nie wiem, że to Bóg działa według własnej logiki i nasze ludzkie pojmowanie nigdy za nim nie nadąży. I taka jest prawda (przynajmniej w mojej opinii). Ale nie po to tu jestem żeby iść na łatwiznę i zakończyć wszystko takim tekstem. Zwłaszcza, że prawda jest… no wiadomo, jaka i każdy ma swoją. Innym dobrym wyjaśnieniem są twoje własne, (jeśli dobrze pamiętam) słowa ze wszechmoc ma moc tworzenia absurdów i Bóg mógł jednocześnie wiedzieć i nie wiedzieć, jaki będzie efekt. Albo po prostu jego wszechwiedza polega na umiejętności przewidywania i wtedy domyśla się, co się stanie, ale postanawia sprawdzić czy aby na pewno. Oraz ostatnia kwestia tak totalnie na twoją czysto ludzką logikę czy gdybyś mógł zrobić wszystko i wiedziałbyś wszystko to faktycznie usiadł być i nic nie robił? Raczej nie. Tyle tylko, że to ostatnie ma się nieco na bakier z kwestią wolnej woli, ale tym bardziej pokazuje, że kwestii Boga nie bardzo da się rozstrzygnąć na tak zwany chłopski rozum. Chyba, że ktoś przyjmie jakże płytkie wyjaśnienie, że tam tak naprawdę nie ma nic. Choć wtedy rodzi się cała masa innych pytań, na które bez wplecienia jakiś duchowych mocy odpowiedzieć się nie da. Innymi słowy każdy musi sam zrozumieć, w co chce wierzyć i nikt nikomu nie jest w stanie kwestii wiary (jakiej bądź) do końca wytłumaczyć.
-
Piękne. Po prostu piękne. Na początku miałem się nie wtrącać, bo nawet nie do końca wiem, o czym gadacie. Jaka materia, jakie runy? No ale te zdania mnie urzekły. Cóż a jednocześnie rzuciły mi w pewien sposób wyzwanie. Mianowicie wyzwanie zrozumienia tego, co ty tu nam próbujesz wciskać. Na wstępie zaznaczę, że usiłowanie zrozumienia tego, co drugi człowiek miał na myśli bełkocząc, do rzeczy normalnych na ogół się nie zalicza. Przynajmniej na bazie moich własnych doświadczeń wiem, że 90% ludzi w najlepszym wypadku olewa to, czego nie rozumie i wyśmiewa owego „oświeconego”. Cóż, ale ja staram się być w tych pozostałych, 10% co starają się zrozumieć, choć częściowo nawet, jeśli zrozumieć się nie da (zaznaczam, iż zrozumieć nie oznacza zgodzić się). >>>Czyli to co wywnioskowałem na samym początku że ta tak zwana „materia” o której wspominałeś to tak naprawdę tylko (albo aż) złe emocje które jak wiadomo kiedy są wyładowywane na innym człowieku to rodzą w tym drugim jeszcze więcej złych emocji i w ten sposób ten świat się kreci. Cóż nie ma w tym nic paranormalnego. Choć zamiana dwóch słów na jedno kojarzące się zupełnie inaczej jest niezłym chwytem psychologicznym mogącym w kimś naiwnym wywołać wiarę ze mówimy o rzeczach paranormalnych.
-
Pozwolicie, że się wtrącę? Aras ma 100% racji, kiedy mówi o szatanie. Jest on cały czas sługa Boga. Tyle, że zbuntowanym, pyszałkowatym i z tego powodu odtrąconym. A czemu pomimo jego zależności od Boga szatan dalej istnieje? Odpowiedź jest dość prosta. Bóg gdyby chciał to by go zniszczył, ale nie chce, bo był by to raczej brak miłosierdzia. Ciekawa wizja szatana pod tym kontem jest w opowiadaniu Piekary „Dom na krańcu światła”, w którym to szatan wędruje śladami Boga rujnując to, co tamten zbudował i robi to tylko z jednego powodu. Nie dla zemsty. Jedynie dla sprowokowania konfrontacji. Konfrontacji, która pozwoli mu przegrać i ukorzonemu powrócić do nieba.
-
Może to faktycznie tylko moja chora wyobraźnia, ale jakoś od samego początku odniosłem wrażenie, iż może nie tyle nadużywasz swojej pozycji moderatora, co wykorzystujesz ją do granic możliwości. Ale cóż może to fakt, że jako jedyny moderator tak naprawdę rzadko pozostajesz neutralny w wielu poruszanych na tym forum kwestiach. Tyle że to już temat na innego posta w innym temacie może nawet na innym forum.
-
To nie przysłowie, tylko tekst z Biblii >>>Brawo. Przyłapałeś mnie. :? Swoją droga ciekawe czy ty znasz każde jedno drzewo w swoim gaju druidzie? A tam drzewo jak drzewo to nie odpowiednia skala, każdy listek na każdym drzewie to jest odpowiednia skala. ...Bo ma najczęściej marne pojęcie o tym? Gdyby wszyscy katolicy, którzy się tu wypowiadają, byli wyedukowani jak mało kto, nie byłoby drwin, n'est-ce pas? A skoro są, to chyba coś jest na rzeczy. >>>Za to wśród ateistów i pogan głupoli nie ma wcale. Hm… zadam pytanie i odpowiedz szczerze. Czy ja i paru innych stałych forumowiczów (jak Free czy Nasil) według ciebie jesteśmy idiotami jakimiś? Chyba tak, bo jakoś nie zauważyłem żebyś inaczej odpowiadał narwańcom, którzy tu się od czasu do czasu przewiną a nam stałym użytkownikom często uczestniczącym w tego typu dyskusjach. No dobra może pewne różnice są jednak pewna pogarda jest zawsze zauważalna. Fanzolisz brednie. Każda religia stawia jakieś wymagania. Jest coś takiego, ostatnio mnie znajoma oświeciła, jak teoria ekonomii religii. W skrócie - człowiek jest konsumentem, więc wybiera religię, która - wg niego - da mu najwięcej Problem w tym, czy ktoś ukierunkowany jest na Teraz, czy wierzy w bajki, że Henryk da mu milion dolarów >>>Po pierwsze skupmy się na słowie „jakieś”. No właśnie taki satanista, na jakiego kreuje się Wojtex czy ktokolwiek inny to ma super wymagania stawiane. „Rób, co chcesz, bo ty tu rządzisz a Bóg może ci skoczyć.” Zaiste trudne to wymagania. Inna sprawa to ateiści. Wprawdzie to nie religia, ale jednak pojęcie z tą, że nierozłącznie związanie. I niby jakież to skomplikowane wymagania stawia przed człowiekiem ateizm? To nawet nie są „jakieś” wymagania. To jest totalny brak wymagań. A to, że inne religie zawsze mają "jakieś" wymagania to dla mnie nie nowina, Islam, Judaizm, Buddyzm itp. to są też dość wymagające religie i zauważ, że nigdy na tym forum złego słowa o nich nie powiedziałem. Co najwyżej czasami przeraża mnie Islamski fanatyzm. Zwróć uwagę tylko że na tym forum najbardziej „wyzwoleni z pod jarzma katolicyzmu” są właśnie różnej maści ateiści i sataniści bo reszta wyznawców innych religii (oczywiście z pominięciem ciebie) to raczej tak wielu ostrych i negatywnych słów na temat chrześcijaństwa i katolicyzmu nie wypowiadała. A po drugie. O co ci biega z tym Henrykiem? To Wojtuś napisał gdzieś, że jest tolerancyjny? *unosi brwi* Musiało mi umknąć. Jeśli chodzi o mnie - mogę powiedzieć od razu, że tolerancyjny nie jestem. Albo inaczej - toleruję to co nie jest dla mnie inwazyjne, tj. nie wpycha się z buciorami w moje życie A gdzie jest w tym podejściu katolicyzm - możecie się domyślić, zdaję się na waszą inteligencję. >>>No jasne a banda katolickich forumowiczów codziennie napada cię i zaciąga siłą na msze, dlatego odkuwasz się drwiąc z nich na forum tak? Po pierwsze nie myl „czarnych” z katolicyzmem. Bo jak już nie raz tu pisałem wielu katolików i innych chrześcijan nie ma z nimi prawie nic wspólnego. A po drugie swoją nietolerancję zachowaj na inne miejsce, bo jak na razie to kwitnie ona na FA tylko dzięki twojej uprzywilejowanej pozycji moderatora. Nie raz widziałem ze za podobne pyskówki, jakimi ty raczysz nie jednego tak zwanego katola różni kolesie dostawali ostrzeżenia z twojej ręki. Umiesz zaglądać ludziom do głów? Brawo! Ja nie potrafię, zatem nie prowadzę aż tak skomplikowanej analizy osobowości ^^ >>>Cóż analiza ta nie mniej skomplikowana niż analizy Wojtexa i Mava. Skoro im wolno to czemu nie jemu?
-
Ciekawie się zrobiło, że aż sobie coś napiszę. A wiecie, co w tym jest najlepsze? Że to tacy jak wy (czyt. Mav, Chim, Wojtex i inni) zarzucają katolikom właśnie ciemniactwo i posługiwanie się stereotypami. Cóż jak to szło w tym przysłowiu? „Widzi drzazgę pod lasem a nie widzi beli we własnym oku” czy jakoś tak. Na przyszłość radzę się tak nie unosić. Raz to nie za dobrze jest się samemu określać osobą inteligentną (Wojtek tak zrobił i patrz, co mu wyszło) lepiej jak ktoś inny ci to przyzna. A dwa to takie teksty ich tylko napędzają. Dają im argument w stylu „patrzcie, jaki ten katol głupi, chamski i nieokrzesany”. I mniejsza o to, że oni stosują gorsze zagrywki jak by im zarzucić głupotę i ciemniactwo. >>>To są właśnie ci „katolicy”, którzy dają argumenty do kpiny z katolików. Innymi słowy nierzadko kpią sami z siebie. nigdy nie spotkałem szatana ateisty... >>>Jak już wspominałem. Łatwo jest sobie wybrać religie, która prawie nic od ciebie nie wymaga, albo odrzucić religię w ogóle. Znacznie trudniej jest wytrwać przy tej religii, która stawia jakieś wymagania. Zwłaszcza w jakże nieszczęśliwej sytuacji, kiedy ci, co są po to by dawać przykład wcale tego przykładu nie dają i zajmują się tylko egzekwowaniem tych wymagań. Co zresztą wcale nie jest w ich kompetencji.
-
Niezmiernie cieszę się, że wreszcie ktoś podziela moją opinię, że nie można obwiniać gimnazjów za całe zło świata. Niestety teraz kilka uwag dla tych, co mimo wszystko uważają ze to wszystko wina gimnazjów. Niestety w moim przypadku nawet w 3 a u pewnego kolegi od samego początku od zerówki. Przy czym mówimy o prześladowaniach bez użycia siły. Złośliwe kawały, drwiny, wyzwiska, upokarzanie i ośmieszanie. Przemoc fizyczna zaczęła się dopiero w raz z nabraniem przez owych prześladowców pewnej fizycznej siły, czyli gdzieś w 4 lub 5 klasie. Przy czym w tym wypadku mnie już tak mocno nie dotknęła, bo za duży dla nich byłem musieli poprzestawać na drwinie i ucieczce (choć parę razy grupowo w mordę mi dali). Ale ów słabszy kolega nie miał tyle szczęścia.
-
A ja dalej nie wiem, czemu waszym zdanie to gimnazjum jest odpowiedzialne za złe zachowanie młodzieży? Jestem pierwszym rocznikiem po gimnazjum i jakoś nie zaobserwowałem żeby za mną szła fala zniszczenia. Tak jak mówię wszelkie zmiany na gorsze w zachowaniu współczesnej młodzieży i tak by nastąpiły. Przyczyną tego nie jest wprowadzenie gimnazjów, ale spadek zainteresowania dorosłych dziećmi i ich wychowywaniem a co za tym idzie nie uczenie małych dzieci podstawowych zasad właściwego zachowania. Co do argumentu, że komuś w gimnazjum się dziwne rzeczy z psychiką działy. To odpowiedź jest prosta. To się nazywa dojrzewanie i tak byś to przechodził czy gimnazjum by było czy by go nie było. Zmiany są potrzebne i są wprowadzane, ale sama likwidacja gimnazjów niczego nie zmieni. Przecież przechodziłem gimnazjum i sam mogę być świadkiem, że żadnych radykalnych zmian w sposobie nauczania i podejściu do ucznia tam nie było pomimo zapowiedzi ministerstwa. A narastająca agresja wśród pewnych ludzi pojawiała się już w szkole podstawowej zanim jeszcze ci usłyszeli o powstaniu gimnazjów.
-
Według ciebie, w jaki sposób gimnazja mają być niedopracowane? Pomijając fakt, że gdzieniegdzie nie ma pieniędzy na ich prawidłowe funkcjonowanie.
-
Jako rozbestwiona młodzież po gimnazjum wypowiem się w tej sprawie. Pozwolisz? Po co od razu USA. Mundurki mają szkoły w Wielkiej Brytanii, która ma jeden z najlepszych systemów edukacji na świecie. A czy ja mówiłem o mundurkach w kontekście tego U.S.A.? Swoją droga nightbringer też nie załapał. Chodzi o to, że w U.S.A. mają dość dobrze działający system kar na zasadzie prac społecznych i obozów wychowawczych. Szczególnie te obozy są dość dobrze obmyślone, bo wszystko odbywa się na zasadzie obcowania z natura pod okiem wyszkolonych wychowawców i niesubordynowanych grupie innych niesubordynowanych nastolatków.
-
Zgadzam się. Po prostu nie do końca zrozumiałem pomysł pana Giertycha. Sądziłem, że nawet on nie jest taki głupi żeby zakazywać przynoszenia komórek do szkoły. Myślałem, że chodzi tylko o zakazanie ich aktywnego (czyt. dzwonienie, wysyłanie SMS) użytkowania. Ale już dziś na wieczór słyszałem, że pan minister powoli wycofuje się z tej rygorystycznej wersji pomysłu z komórkami i przechodzi w ta bardziej oczywistszą, czyli zakaz używania komórek w szkole. Prace społeczne i różnego rodzaju obozy wychowawcze działają dość dobrze od dłuższego czasu w Stanach. Tu nie ma się, co zastanawiać nad formą wystarczy tylko skopiować pewne rozwiązania z U.S.A.
-
No teraz lepiej. Przynajmniej są konkretne zarzuty, z którymi musze się zgodzić. Giertych idzie nieco za daleko z niektórymi swoimi pomysłami. Ale trudno nie ma jeszcze żadnej tragedii. Jakoś dla mnie nie stanowi wielkiego problemu zakaz używania komórki w szkołach lub ten tak zwany schludny struj. Dopóty dopóki nie nakazują mi np. głosić haseł pro PiS-owskich Lisowskich pro LPR-owskich lub innych, z którymi się nie zgadzam to nie jest źle a to, że jeden z drugim nie będzie mógł SMS na lekcji puszczać* lub przyjść w koszulce z logo ulubionego zespołu. Cóż tak jak mówiłem już kiedyś nie struj jest ważny w wyrażaniu samego siebie. A poza tym schludnie nie musi znaczyć niewygodnie. *pomysł z komórkami nawet bym pochwalał, bo pamiętaj jak wcale nie tak dawno (jakieś 3 lata temu) jeden osioł puszczał mi głuche przez całą lekcję, bo mu się nudziło. Nie dość, że znalazłem się w niezręcznej sytuacji przed nauczycielem (jako ten, co to przeszkadza w zajęciach) to jeszcze ten koleś pośrednio zmusił mnie do całkowitego wyłączenia telefonu (nawet wibracja nie mogła zostać) a to już mnie zdenerwowało. Dlatego byłbym w stanie się poświęcić i wyłączać komórkę zawsze w szkole byle by tylko tego typu nieodpowiedzialni szpanerzy też to robili.
-
Dawno mnie na forum nie było. Wchodzę żeby zobaczyć echa decyzji Romana i co widzę? Pierwsze, co to pienienie się o najmniej istotne aspekty. Zamiast pochwalić za to, że wreszcie ktoś chce ukrócić agresję w szkole i wprowadzić sensowne kary (bo praca społeczna jest sensowną karą zwłaszcza w porównaniu z zwykłą uwaga w dzienniczku) to tu jak zwykle larmo o koszulkę. Tak jak by od tej koszulki miało zależeć czyjeś życie. Nigdy nie byłem i nie będę za LPR lub PiS i na pewno nigdy na nich nie zagłosuje, ale jak coś dobrego się dzieje (może nie zabierają się do tego idealnie, ale zawsze jednak) to trzeba ich pochwalić albo przynajmniej posilić się na konstruktywną krytykę. Nie można twierdzić ze walka z przemocą i wandalizmem jest walką niepotrzebną i czepiać się jakiś tak stwierdzeń „schludny struj” nawet do końca nie wiedząc, co to niby ma oznaczać.
-
A czytałeś Biblie? Jest tam mniej więcej tak. (pisze z pamięci i własnymi słowami) Bóg obiecał Abrahamowi, że ten zostanie ojcem wielkiego narodu (Żydzi), ale Abraham czekał, czekał i doczekać się nie mógł tak, więc żona mu mówi. Jestem już stara raczej ci żadnego dziecka nie urodzie weź i zapłodnij niewolnicę. Abraham posłuchał żony i tym samym na świat przyszedł Ismael. Jednak potem Abrahamowi w końcu się udało i miał własnego syna (Izaaka o ile dobrze pamiętam) z własna żoną. W tej sytuacji, jako że Ismael był starszy żona Abrahama kazała mu wypędzić Ismaela i jego matkę na pustynie. Biedaczysko o mało, co nie wykitowało, ale Bóg się ulitował nad biednym Ismaelem i postanowił mu pomóc jednocześnie obiecał mu, iż on tez będzie ojcem wielkiego narodu. Arabowie przez Żydów w późniejszych fragmentach Biblii są nazywani „Dziećmi Ismaela” lub „Ismaelitami”. Podobna wzmianka o Ismaelu i pochodzeniu Arabów znajduje się tez w Koranie. Ba w Koranie jest tez napisanie, iż innowiercy to nie są Żydzi i Chrześcijanie i w związku z tym nie można przeciw nim prowadzić świętej wojny (oczywiście Arabom żądnym zemsty to nie przeszkadza w zwalczaniu nas). Ale wracając do początków Islamu to ichny prorok sam chciał żeby Judaizm i Islam były jedną religią, ale Żydzi odrzucili ta ofertę. Tak więc z powodu tego odrzucenia i z powodu wojen krzyżowych wrogość między tymi bratnimi religiami się utrzymuje. Ale formalnie rzecz biorąc Allach to ten sam Bóg co Jahwe i Bóg w trójcy. A religioznawcy to sobie mogą gadać a słuchać ich nikt nie musi. Zwłaszcza ze w świętych księgach tych religii stoi jak byk że to ten sam Bóg. Odpisałbym na inne posty, ale tyle się tego narobiło a ja już nie mam ochoty tym bardziej, że rano jak jeszcze tego było mniej byłem prawie gotów do wysłania posta na trzy strony, ale wiadomo wypadki losowe i jakoś się stracił.
-
tja... a jakies dwa tysiace lat temu jakis naiwniak bredzil cos o milowaniu blizniego. (...)"ludzie zrobia dla swej religii wszystko: beda mordowa, grabic, gwalcic, wstrzynac wojny, pladrowac... tylko nie beda zgodnia z nia zyc" (...) niestety ponadczasowe (acz byc moze nawine) hasla wielkich filozofow sluza glownie by mali ludzie wycierali sobie nimi geby... >>>No fajnie tylko, co to ma do mojego tekstu o wierze niektórych ateistów w gwiezdny pył i powrót do gwiazd? "wybudowalem pomnik trwalszy niz ze spizu, siegajacy nad ogrom krolewskich piramid." >>>Pięknie, pięknie. Tyle tylko, że nadal nie ma pewności, że ludzie zapamiętają. Nie ma świadomości, co się stanie z bliskimi. Zawsze może się okazać, iż jakaś niekompetentna osoba całkowicie zaprzepaściła dzieło naszego życia. Co w tej sytuacji? Osoba wierząca w jakieś życie po życiu ma przynajmniej nadzieję, iż z tamtego świata będzie mogła spoglądać na dalsze losy jej bliskich i jej życiowego dzieła, lub wierząc w reinkarnację może przypuszczać, że dostanie kolejną szansę na zostanie kimś więcej niż P. Kowalskim zamieszkałym w mieście tym i tym przy ulicy tej i tej urodzonym dnia tego i tego a zmarłym około 60 lat później. Cóż rozmowa o wszechmocy jako takiej była by znacznie ciekawsze niż gadanie o poszczególnych bogach i wierzeniach osobno. Osobiście jestem zdania, iż wszechmoc mogłaby stworzyć kamień, którego by nie mogła podnieść. Właściwie do istnienia wszechmocy moim skromnym zdaniem potrzeba jest spełnić tylko jeden warunek. Nie mogą istnieć jednocześnie dwie wszechmoce a już zwłaszcza zwalczające się, ale zacznijmy od początku. Jeśli istnieje istota wszechmocna to jednocześnie jest ona zawsze, jest ona wszędzie i wie wszystko. Cóż sam warunek istnienia zawsze jest wyjątkowo łatwy do spełnienia. Bo po prostu wystarczy być pierwszym by względem całej reszty nawet czasu być od zawsze. Inaczej mówiąc istota wszechmocna powstała równocześnie lub nawet przed powstaniem czasu i z tego powodu jest od zawsze. Podobnie jest z jej wszechobecnością. Wystarczy by była ona środowiskiem najbardziej zewnętrznym dla całej reszty. Cóż coś takiego musi istnieć miejsce, poza którym nie ma już nic innego. Miejsce, w którym jest zamieszczony nasz wszechświat. Jeśli wszystko, co istnieje zawierałoby się w istocie wszechmocnej to było by jednocześnie jej częścią tym samym ona była by wszędzie. Do tej pory mam nadzieję, że jest dość jasno i do zaakceptowania. Problem pojawia się dopiero, kiedy przejdziemy do wszechmocności właściwej, możliwości zrobienia wszystkiego wbrew wszystkim. Tyle, że jeśli istota wszechmocna jest wszystkim (wszędzie) jest to znaczy, że wszystkie prawa są jej dziełem. Zasady fizyki, chemii, biologii, ludzie, zwierzęta, inne planety, wszechświaty, wolna wola. Wszystko to jest częścią i dziełem owej wszechmocy. Tym samym nie może ona złamać ustalonych przez siebie praw. Ktoś zapyta „Jak to nie może? Ona jest wszechmocą wszystko może!” Należy jednak pamiętać, że wszechmoc wie tez wszystko. Może nie na tyle na zasadzie tak będzie, bo ja tak chce, ale na podstawie czystego wnioskowania. Zna siebie i jest w stanie przewidzieć, co się z nią stanie. Tym samym mogła ustalić takie prawa, których była pewna, że nie będzie chciała złamać. Czyli tworząc kamień, którego nie będzie mogła podnieść wszechmoc stworzy go ze świadomością, że nawet nie będzie chciała go podnosić. Jeśli widzicie tu jakieś błędy logiczne to zapraszam do dyskusji, będzie ciekawiej i zapewne bardziej filozoficznie gadać o wszechmocy i jej paradoksach ogólnie niż roztrząsać zasady poszczególnych religii.
-
Pozwólcie, że wrzucę swoje trzy grosze. Jednocześnie pozwolę sobie nie zgodzić się z przedmówcą. Katolik (acz nie tylko on, bo np. Żyd, Muzułmanin, Buddysta i wielu innych) może powiedzieć. „Nie martwię się śmiercią bliskiej osoby, bo wierzę w życie po śmierci.” I nie ważne czy pod postacią raju czy pól elizejskich czy reinkarnacji, liczy się sama (być może dla niektórych fałszywa i złudna) świadomość, że to rusztowanie nie zakończyło istnienia danej osoby. A co może w tej sytuacji powiedzieć ateista? Nic. Po prostu może stanąć i zapłakać nad bezsensownie zakończonym życiem. Bo ani wiara w ludzi, ani w pieniądze, ani nawet w naukę nie oferuje jeszcze wyjaśnienia, czemu istota tak bogata wewnętrznie, tak twórcza, kreatywna i inteligentna jak człowiek musi po prostu umrzeć. Być może, dlatego coraz częściej słyszę jak tak zwani ateiści wierzący głównie w naukę bredzą coś o kosmicznym pyle i o powrocie naszych atomów do gwiazd. Podświadomie robią sobie z nauki religię, bo nawet oni potrzebują świadomości, iż to, co robią dziś na ziemi nie jest pozbawione jakiegoś głębszego sensu i nie skończy się w raz z nimi.
-
[stare Forum] Propozycje Zmian Na Forum Actionum
temat odpisał na Mordimer Madderdin w Tematy archiwalne
Wiem, że temat był zapewne wałkowany już z 1000 razy, ale mimo wszystko spróbuję jeszcze raz (w końcu kropla drąży skałę). Mianowicie chodzi mi o długość podpisu. Wiem, wiem mają tam być jakieś króciutkie tekściki a nie poematy. Spoko rozumiem. Problem jest w tym, iż ilekroć usiłują tam wstawić jakiś ciekawy link (z krótkim komentarzem własnym) lub jakąś małą sygnaturkę to okazuje się, że braknie mi miejsca. Co gorsza nie są to duże braki. Z reguły brakuje mi góra 10 znaków i tym bardziej jest to denerwujące. Może dałoby się zwiększyć maksymalną ilość znaków w podpisie? Najlepiej do 150 (w tym zawsze każdy by się powinien zmieścić) a przynajmniej do 110. To jak? Zrobicie coś z tym? Przecież nie wymagam tak wiele. Minimum 10 dodatkowych liter. [-o< -
Widzisz ci, co poprawiają przepowiednie Nostradamusa po prostu się nie znają. Ta przepowiednia już się spełniła. Patrz na Herb. Benedykt XIV jest tym papieżem Murzynem a ci, co spodziewali się czarnoskórego najwidoczniej zapomnieli, iż Nostradamus nie mówił wprost. W jego wizji wcale nie musiały mu się ukazywać konkretne postaci. Wystarczyły jakieś ich symbole, herby lub inne charakterystyczne cechy i wydarzenia z ich życia. Przychylam się do apelu. Też mam chrapkę na przepowiednie Nostradamusa w czystej nie skażonej różnego rodzaju oszołomstwem formie.
-
No chyba jasnym jest, że na pewnym etapie ingerencja ludzka (choć miała ona miejsce już podczas zapładniania) stałaby się nieodzowna. Faktem jest jednak stwierdzenie, że w ciele psa wilk workowaty mógłby osiągnąć zaskakująco zaawansowane stadium embrionalne - wystarczające ażeby w dalszej kolejności podtrzymywać jego życie poza nim. Niestety Free ale Feo ma racje. Wilk workowaty ma z psem tylko tyle wspólnego, iż jest ssakiem. Czyli ma mniej więcej tyle wspólnego, co ja czy ty. W próbach odtworzenia wilka workowatego na pewno nie będzie brał udziału żaden pies, ani wilk. Na ewentualnego nosiciela embrionu przewidywany jest raczej kangur. Tak jak już mówiłem. W takim ogromie galaktyk, gwiazd i zapewne również planet jest pewne prawdopodobieństwo, iż istnieje bliźniacza do Ziemi planeta, aczkolwiek możemy na nią nigdy nie trafić. Swoją droga dużym sukcesem było by natrafienie na jakiekolwiek istoty humanoidalne (czyt. dwie nogi, dwie ręce, głowa, pozycja wyprostowana) choćby były bardziej podobne do Predatora niż do nas.
-
No tak. W takim gąszczu galaktyk, z których to każda ma wręcz niewyobrażalna liczbę gwiazd a zapewne znaczna część tych gwiazd ma planety, z których prawdopodobnie cześć jest jednak zamieszkała. Zupełnie niemożliwe jest istnienie planety bliźniaczo podobnej do Ziemi, na której rozwinęły się istoty niemal identyczne jak ludzie. Cóż mimo wszystko, mimo że wszystkie fakty przemawiają przeciwko mojej skromnej osobie, ja dalej uważam, iż gdzieś tam istniał, istnieje lub dopiero zaistnieje gatunek do złudzenia przypominający człowieka. Co nie zmienia faktu iż mało prawdopodobne jest spotkanie takich istot. Bo równie dobrze mogą żyć na drugim końcu wszechświata.
-
A czy w 100% można wszystkich zapewnić, że oni chcą pokoju? Nikt tego nie wie, więc nie domyślajmy się tego, czego nie wiadomo. Kierując się ta logiką można by się z nikim nowym nie witać, bo a być może za chwilę ten nowy znajomy wyciągnie nuż i nas nim zadźga. Niestety kierując się ta logiką nigdy nie poznałbyś nikogo poza swoją najbliższą rodziną. Dopóki by nie doszło do ewentualnego bezpośredniego kontaktu to nie byli byśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić czy mamy do czynienia z przyjacielem, wrogiem czy tez po prostu całkowicie neutralnym turystom. Przy czym ewentualny wróg miałby trzy modele zachowania albo dysponuje super technologią bojową i by się z nami nie patyczkował (tyle że o tym byśmy raczej wiedzieli bo już by trwała jakaś międzyplanetarna wojna) albo by taką technologią nie dysponował i wtedy musiał by przejść do działań dywersyjnych, ujawnił by się udając przyjaciela, zdobył by nasze zaufanie i dopiero wtedy kiedy byśmy się tego niespodziewani uderzył (prawdopodobnie przeciągając część z nas na swoją stronę obietnicami o międzygalaktycznej potędze itp.) to też póki co nie nastąpiło. Pozostaje ostatnia opcja wroga rasa może aktualnie negocjować z jednym lub wieloma mocarstwami tego świata poddanie naszej planety w zamian za względy spokój w roli ich galaktycznej prowincji. Co w sumie nie było by takie złe dysz w szerszej perspektywie otwarło by nam drogę do ich technologii i do zwiedzania wszechświata a im zapewniło by nad nami względną kontrolę co by mogło im dać pewność iż prędzej zostaniemy ich ewentualnym sojusznikiem (raczej w rozumieniu mięso armatnie) niż wrogiem. Jednak jedyny powody dla inwazji na nasza planetę, jakie przychodzą mi do głowy, (czyli poszukiwanie nowych miejsc do życia, poszukiwanie niewolników, chęć zagarnięcia pewnych surowców naturalnych) raczej wykluczają trzecią opcję. Dodam, iż przeanalizowałem tu tylko sposoby działania, jakie może względem nas zastosować wrogi gatunek pozaziemski. Jeśli ktoś widzi jakieś inne możliwe scenariusze to niech się nimi podzieli. Dodam też, iż jestem święcie przekonany, że w ostatnim czasie, (czyli od minimów 1000 lat) żadna obca inteligenta forma życia na Ziemię nie przybyła. Czemu tak uważam? Gdyż podróże między gwiezdne są nie możliwe a ewentualna podróż za pomocą tuneli przestrzennych wymagałaby jakichś dla nas aktualnie niewyobrażalnych nakładów energii i tym samym była by dość zauważalna zwłaszcza dla rasy, która od dobrych kilku wieków wpatruje się w rozgwieżdżone niebo czymś więcej niż gołym okiem. A nawet zakładając iż kosmici byli by w stanie wskoczyć do naszego układu w takim miejscu w którym zaobserwowanie takowego zjawiska było by niemożliwe to i tak pozostaje kwestia energii która by się z takim przybyciem wiązała co pozwala nam jednoznacznie wykluczyć przynajmniej ostatnie 50 lat gdyż jak mniemam mniej więcej od wtedy byli byśmy w stanie wykryć takie zjawisko. EDIT: Hola, hola. Nostradamus nie przepowiedział końca świata. Ci, co tak uważają bzdurają nieprzeciętnie. Z ważniejszych wydarzeń przepowiedzianych przez niego na okres, w którym przypadło nam żyć jest upadek papieży (nie całego kościoła tylko instytucji papieża) oraz trzecia wojna światowa. Nostradamus natomiast przepowiedział przyszłość aż do mniej więcej roku 3000 a i wtedy nie zapowiedział końca świata. Aczkolwiek jego wizje nie kończą się zbyt różowo, bo według niektórych (wiadomo duża dowolność interpretacji) właśnie w okolicach roku 3000 Nostradamus przepowiada spotkanie z wroga obca cywilizacja z kosmosu i kolejną wojnę tyle że nie między ludźmi a właśnie z ta opcją cywilizacją.
-
Poczytałem sobie wasze ostatnie posty i mam dwie uwagi. Po pierwsze do Free. Niby, czemu obcy nie mogliby być „ludzikami”? Dla mnie bardziej właściwym dowodem na brak obcych na Ziemi jest niemożność przebycia odległości międzygwiezdnych. Natomiast sama forma humanoidalna obcych wcale nie jest wykluczona. Weź np. wilka workowatego. Wyglądał jak pies a tak naprawdę z psem miał tylko tyle wspólnego, że był ssakiem. A pomimo to budowa jego ciała i jego zachowania do złudzenia przypominały te u psowatych. Wynika z tego jednoznacznie, iż pewne optymalne modele budowy organizmów i ich zachowań lubią być przez ewolucje powtarzane. Skoro może się to zdarzyć w obrębie jednej planety to, czemu nie miałoby się zdarzyć w przepastnym kosmosie. Jestem zdania, że gdzieś tam mogły istnieć, istnieją lub dopiero zaistnieją istoty wręcz jednakowe jak ludzie. Wszechświat jest przecież ogromny. Inna sprawa jak niby takie istoty miały by do nas dotrzeć? A jeśli nawet dotarły to niby, czemu zawsze odwiedzają nas humanoidy a nie jakieś kreaturki bardziej podobne do T-Rex’a lub kalmara? Druga sprawa. Ktoś napisał, iż istnienie obcych jest trzymane w tajemnicy ze względu na to, iż ludzie by się wystraszyli? Niby, czemu? Ja bym się tam nie bał rasy, która wyraźnie by pokazywała, iż ma pokojowe zamiary. Owszem na Ziemi istnieje masa ksenofobów, którzy mają problem z zaakceptowaniem nowego sąsiada a co dopiero obcego gatunku nie z tej planety, ale tacy raczej tez by nie zareagowali jawnym strachem tylko raczej podejrzliwością i być może nieliczni skrajną agresja. Sądzę, iż większość ludzi by się nie wystraszyła wręcz przeciwnie wykazywaliby wielkie bzika na punkcie spotkania z kosmitami. Zapewne uważaliby, iż ta obca rasa zbawi Ziemię i da nam lek na całe zło tego świata.
-
>>>Bynajmniej nie jest to konieczne i w dłuższej perspektywie czasu prowadzi do problemów. Natomiast nieszczera miłość może być z łatwością zredukowana do zwykłego pożądania. Bo ot jeden/jedna podoba się drugiej/drugiemu i na odwrót, ale żadne z nich nie chce być względem siebie szczere. Ergo nie ufają sobie, więc jak mogą razem być na zawsze?
