-
Zawartość
795 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez Mordimer Madderdin
-
-
I czym się różni proteza od sztucznego organu... no dobra różni się ale i tak każdy wie o co chodzi. Sztuczne serce to też proteza prawda ? Proteza serca... niema to jak czepiać się semantyki
Widzisz jemu chyba chodziło o to ze proteza to proteza robi się ją z plastiku, metali i innych takich a sztuczny organ to coś żywego, ale wyhodowanego w laboratorium dzięki inżynierii genetycznej. To są faktycznie dwie różne drogi rozwoju jeśli właśnie o to mu chodziło i warto było by je rozróżniać.
PS ten temat chyba lepiej pasuje do nauki a nie do filozofii bo tu to chyba robimy offtop.
-
Pobajdużmy na teamt przyszłości rozwoju ludzkości, temat rzeka.Ja osobiście widze 2 drogi rozwoju dla naszego gatunku. Jedna z nich to ucieczka w genetyke i bioinżynierie. (...)
Drugą drogą jest wg mnie jest bionika, zastępowanie wadliwych lub w ogóle organów lub ciała częściami cybernetycznymi.
Jest jeszcze trzecia opcja. Ludzkość podzieli się na dwie rasy. Jedno będą się ciągle zmieniać genetycznie i udoskonalać z pokolenia na pokolenie stając się coraz mniej ludźmi a coraz bardziej czymś innym. A drudzy będą iść w zamianę swoich części na coraz lepsze mechaniczne gadżety stając się coraz mniej ludźmi a coraz bardziej maszynami. Te tendencje są dość zauważalne i zapewne jedna z trzech opcji w końcu nastąpi o ile wcześniej nie przestaniem istnieć. Ja osobiście wolałbym zostać jednak maszyną niż mutantem.
Ja wtrącę tu swoje spostrzeżenie dotyczące kobiet. Konkretniej mam na myśli emancypację - otóż chcą one [kobiety] równouprawnienia, ale również i zachowania swoich przywilejów. Bardzo ciekawie to brzmi, bo z jednej strony chcą mieć prawa równe mężczyznom, a i z drugiej "dodatków" typu przepuszczanie przodem, czy to, że kobiet się nie bije nie zostawią na zmarnienie... Potem mają czelność wytykać irytująco-pouczającym tonem, że "kobiety przodem". Popukałem się w czoło.>>>Zauważ ze te, które tak się domagają równouprawnienia z reguły oburzają się na różne gesty czynione im ze względu na płeć i wcale nie są zadowolone jak przepuścisz je w drzwiach lub podasz płaszcz. Kobiet podzieliły się trochę na dwie grupy. Te, które chcą być traktowane jak kobiety i te, które chcą być traktowane na równi z mężczyznami. Problem w tym ze trudno od razu poznać, z którą masz do czynienia.
Muszę mówić, że jestem za "całkowitym" równouprawnieniem? Jeśli chcą mieć takie same prawa jak my, to proszę bardzo, ale uważam, iż związku z tym powinny utracić swoje przywileje. Jak równouprawnienie to na całość, bo w sytuacji o jakiej mówię, to brzydsza płeć jest dyskryminowana. Owszem, przepuszczam ludzi, ale typu starszy pan, dobry człowiek, gość ze złamaniem czy też ładną kobietę... Tego typu przywileje nie powinny być dostępne "z racji urodzenia", bo to jawna dyskryminacja.
>>>Zauważ ze wiele walko o równouprawnienie tak się kończy. Najpierw chce się równouprawnienia a potem oczekuje się jeszcze przywilejów. Podobna sytuacja jest z mniejszościami rasowymi. Nie chce wyjść na rasistę, bo nim nie jestem, ale wiem od znajomych jak zachowują się czarni obywatele np. Wielkiej Brytanii, jeśli karzesz im pracować tak jak innym zaraz są teksty o niewolnictwie i o rasizmie a przecież stawia im się proste wymaganie „pracuj tak wydajnie jak inni i się nie obijaj”. Podobnie jest z feministkami, homoseksualistami i każdą inną mniejszością. Nie można generalizować ze oni wszyscy tak chcą, ale pewna reprezentatywna grupa tych środowisk zachowuje się tak jak by po daniu im palca chcieli odgryźć całą rękę.
Inną sprawą jest tzw. "frajerstwo", ja doszedłem do wniosku, że to synonim słowa "uczciwy człowiek". W naszym kraju istnieje jakieś dziwne przekonanie, że można kraść/mieć prawo w poważaniu, jeśli nikt tego nie widzi czy coś w tym stylu... Mam szacunek dla prawa i jestem uczciwy, to dwie bardzo fatalne cechy w naszym społeczeństwie, bo widać, że jest ono zgniłe. Tacy jak ja są na wymarciu. Spójrzcie na młode roczniki 10-11 lat - dodam, że nie mówię o wszystkich. Istnieją chlubne wyjątki - które mają ciekawy zasób słownictwa... I my chcemy z nimi budować jakąkolwiek Rzeczypospolitą? Z nimi można sobie chyba tylko moralną i intelektualną mogiłę wykopać... Więcej racjonalizmu proszę...
>>>Widzisz, co do nie respektowania prawa to jest to kwestia odwiecznej ludzkiej mentalności. Bo aby prawo było respektowane musi być spełniony jeden z trzech warunków. Albo musi to być prawo bardzo surowe (żeby się bali) albo musi być podparte prawem boskim (to znaczy że ludzie go nie łamią bo się boją gniewu boga lub bogów). Pierwsze dwa raczej odpadają, bo społeczeństwo coraz bardziej ateistyczne a nawet, jeśli nie to bardzo podzielone pod względem religii, więc trudno było by taką, której bałaby się większość a większość surowe kary są blokowane przez prawa człowieka i inne konwencje. Może to i dobrze ze pierwszych dwóch opcji się już nie wprowadzi, bo one były dobre w średniowieczu. Dziś potrzeba jest opcja trzecia. Świadome i inteligentne społeczeństwo. Niestety takiego Polska się jeszcze nie dorobiła i długo nie dorobi.
Ciekawi mnie za to, gdzie tkwią korzenie tego rozkładu moralnego i etycznego. Każde następne pokolenie jest "gorsze" pod tym względem od poprzedniego, ale może zawsze było tyle osób, czyżby po prostu Internet ukazał całe dno intelektualne jakie miałem okazję zobaczyć? Czy winić za to należy pokolenie "internetowych czatów", wychowane w pewności, że można powiedzieć i zrobić wszystko, bo jest się za ekranem, a następnie przeniesienie tej logiki do rzeczywistości? Jaką rolę odgrywa bierne przyzwolenie społeczeństwa na tego typu rzeczy?
>>>Co tu dodać. Przede wszystkim ludzie czują się bezkarni. Prawo nie jest surowe dla wielu nie istnieje bat z góry w postaci jakiś zasad religijnych. A na dodatek to co mówił mj. Dostatek. Za kasę można się w Polsce wykpić z niejednego szamba i ujdzie ci na sucho. Dzieciaki dzianych rodziców (zwłaszcza jeśli ci wolą zarabiać niż wychowywać pociechy) wiedza ze ich starzy wykupią ich z każdego kłopotu czują się bezkarni. Natomiast co do osób biednych to ci znowu są nierzadko po prostu głupi. Brak pieniędzy i brak ochoty doprowadza do tego że ledwo podstawówkę kończą a chcieli by żyć jak króle to łamią prawo żeby „dorobić”.
Tyle moich filozoficznych przemyśleń...
-
Przeczytaj mnie dobrze a potem gadaj. Ja nie twierdzę, że aborcja wyprze antykoncepcje. Ja twierdzę, że, po co się zgadzać na aborcje, (która niejako zwalnia z myślenia o konsekwencjach, „bo jak coś to się wyskrobie”) skoro jest antykoncepcja.Bezpośrednio sie nie odnosiłem do Twoich argumentów (myślisz, że brak quote'a to zrobiłem dla psikusu?), ale teraz dałeś mi tą szanse :].
Ja uważam, że powinno się postawić na jedno i drugie. A tym zwolnieniu z konsekwencji to już Ci napisałem poprzednio (ciekawe, ze trafiłem...), że to żaden argument, bo mimo legalizacji aborcji na zachodzie obserwuja się wyższą popularnośc antykoncepcji i aborcja pozostał ostatecznościa do której każdy powinien mieć prawo (odpada jak sie zrobi to sie wyskrobie). Przecyztaj jeszcze raz tamten fragment, w dodatku dobrze...
Tylko, że tam jest (na zachodzie):
Inna mentalność.
Większa świadomość.
Odpowiednia kolejność.
I po kolei rozwijamy.
Inna mentalność, co znaczy, że mają inne podejście do życia. Śmiem twierdzić, że są bardziej odpowiedzialni, bo tam nie spotyka się (a przynajmniej spotyka rzadko) rodziny, które mają piątkę dzieci i przymierają głodem a mimo to robią sobie szóste.
Większa świadomość. Tam ludzie zawsze wybierają antykoncepcję nie tylko ze względu na ryzyko zajścia w ciąże, ale ze względu na ryzyko zachorowania na AIDS. U nas mam wrażenie ten problem jest wciąż bagatelizowany. Zakłada się, że na AIDS chorują geje, narkomani i prostytutki a zwykły człowiek, jeśli nawet puści się parę razy (byle by nie z jednym z nich) to nic mu nie grozi. Owszem śród młodych ta świadomość jest coraz większa, ale ci najmłodsi współżyjący (16- 18 lat) wciąż mało wiedzą, bo ta wiedza przychodzi do nich za późno.
Odpowiednia kolejność. Czyli to, co jest najważniejsze. Najpierw trzeba społeczeństwo nauczyć używania antykoncepcji (a u nas raczej wciąż pod tym względem ciemnogród) ciemnogród potem można złagodzić prawo aborcyjne (no pozostają jeszcze kwestie moralne każdego z nas, ale…). Tymczasem środowiska feministyczne już dziś by je chciały złagodzić co w naszym społeczeństwie wciąż było by promocją głupoty. Najpierw zadbajmy o świadome społeczeństwo a potem możemy się już nie bać, że dokonają właściwego wyboru. A póki co argument „jak się zrobi to się wyskrobie” jest wciąż żywy i ma się dobrze.
-
I co ja mam ci teraz powiedzieć? Co? Cóż tak normalne ludzkie zachowania są najlepszym remedium na przeciwności losu a mimo to i tak te jak to nazwałeś normalne zachowania są często niestosowane a zamiast nich ludzie lubią miotać się między skrajnościami. Popadać albo w skrajny egoizm, albo udawać całkowicie złych lub z drugiej strony zgrywać świętych itp. No i co skoro wielu tak postępuje a nadal są nieszczęśliwi to zwrócenie uwagi na to, że żyjąc normalnie można żyć szczęśliwie wcale takim biciem piany nie jest. Najciemniej pod latarnią.Opisujesz absolutnie normalne i zwykłe, wręcz trywialne zachowania. Co w tym nadzwyczajnego, że , cytując Cię, "inaczej zachowujesz się względem dobrego przyjaciela a inaczej względem wroga"? To ma być remedium na trudności, stawiane przez życie? Albo więc to zwykłe bicie piany, albo moje pierwsze wnioski jednak były słuszne.A jak ci się coś nie podoba… to twój problem mam prawo wygłaszać swoje opinie na tym forum, jeśli tylko nikogo one nie obrażają? Czy obraziło cię to, co napisałem w poprzednich postach? Mniemam, iż nie, bo co niby miałoby cię tam obrażać. Więc bądź tak miły i powstrzymaj się od złośliwych komentarzy w stylu bicie piany.
-
Przeczytaj mnie dobrze a potem gadaj. Ja nie twierdzę, że aborcja wyprze antykoncepcje. Ja twierdzę, że, po co się zgadzać na aborcje, (która niejako zwalnia z myślenia o konsekwencjach, „bo jak coś to się wyskrobie”) skoro jest antykoncepcja. Przy czym zaznaczam, iż aborcja w przypadku gwałtów lub zagrożenia życia matki jest usprawiedliwiona. Sądzę też, że zamiast zastanawiać się nad tym jak chronić nienarodzone niechciane dzieci zaostrzając prawo aborcyjne, (które teraz jest dość dobre) nasz rząd powinien się zastanowić nad jakąś kampanią propagującą antykoncepcję tak by owe niechciane dzieci w ogóle nie były poczęte. Tyle, że oni są zbyt ciemni na takie sprawy.Mordi>>> Tyle, że w całej Europie aborcja jest ostatecznością i w tak krytykowanych krajach zachodnich normą jest stosowanie prezerwatyw, przy zażywaniu hormonów. Tak więc argument, że aborcja wyprze antykoncepcje jet księżycowy, bo tam antykoncepcja jest wręcz powszechniejsza niż u nas.
Kpinami bym tego nie nazwał, bo sam religię lubiłem, przy czym zaznaczam że nie jestem Rzymskokatolikiem a Starokatolikiem (ze specyfikacją Mariawita) i moja religia mogła wyglądać nieco inaczej. Ja po prostu uważam, że obowiązkowa religia nie jest sposobem na zwiększenie liczby (nie oszukujmy się ubywających) wiernych. Księża, jeśli chcą mieć więcej owieczek to niech ruszą (_!_) do wiernych i się z nimi zintegrują, poznają ich problemy i im pomogą w duchu chrześcijańskiego miłosierdzia a nie pasą się na plebaniach i wyręczają się szkołami żeby do siebie młodych przygnać.a nie taka popierdolka, na ktorej w najlepszym przypadku nie robi sie nic, a w najgorszym pierze sie dzieciom mozgi gadkami o tym jaka to Bozia jest milosierna i kochajaca, a krucjaty byly przejawem ducha rycerskiej przygody... bo to co sie dzieje jak na razie na tym przedmiocie to sa jakies kpiny
A co do etyki. Nie ściemniajcie, że naprawdę nie wiedzieliście? Nie wierzę serio? No to powiem tyle, co ja wiem. Jeśli w klasie znajdzie się odpowiednio liczna (bodajże 7, albo 10 to minimum) grupa osób, które zadeklarują (czyli oficjalnie powiedzą a nie że tylko nie będą chodzić) że na religię nie chcą chodzić na religie to wtedy szkoła ma obowiązek zaproponować i jeśli wyrażą taką chęć to również zorganizować im zajęcia z etyki. Innymi słowy, jeśli sami się nie zgłosicie to nikt wam wprost tego nie powie. A jak będzie was za mało to też nici z etyki. Przynajmniej tak to wszystko wyglądało jak chodziłem do gimnazjum i liceum.Osobna kwestia sie tyczy tej etyki - jakos nigdy nie zostalem poinformowany o mozliwosci wyboru (zreszta i tak bym chodzil na religie, albo moze nawet na oba przedmioty)Czemu? Wprawdzie widmo matury mnie trochę denerwuje, ale jest za to wesołoMówisz że jest fajnie bo jeszcze nie studiowałeś
. -
Nie ma co się tak bulwersować, przecież to jest przedmiot do wyboru. Ba, jeśli niektórym uczelniom ułatwi to rekrutację to jestem nawet w stanie uznać to za niezły pomysł. Dopóki nie jest to obowiązkowe, to na maturze mogą sobie nawet zdawać promiskuizm. Teraz pozostaje tylko wprowadzić etykę, bo tak to trochę jednostronnie wygląda...Chyba nie przeczytałeś do końca. Tu masz fragment.
O tym, że resort edukacji chce, by religia i etyka były traktowane w szkole jak każdy inny przedmiot i ocena z nich była wliczana do średniej, pisała w zeszłym tygodniu "Rzeczpospolita". Według gazety, rozwiązanie to może obowiązywać już od nowego roku szkolnego.No i co? To jednak jest bulwersujące.
-
No to już jest gwóźdź do trumny. Ech… czy oni naprawdę nie rozumieją ze do wiary ludzi nie można zmusić? Że Boga każdy musi odnaleźć sam, bo inaczej nie będzie w stanie szczerze uwierzyć? I że zmuszając kogoś do danej wiary tylko się go bardziej zniechęci? Cóż jeśli tak dalej będzie niestety nawet Polska nie będzie już katolickim krajem. Naprawdę smutno mi i żal mi tych którzy ciągle chodzą do gimnazjów, liceów itp. -
Holy.Death Mylisz pojęcia. Owszem każdy powinien mieć w sobie odrobinę egoizmu i ja nie twierdze inaczej. Jednakże nie można wszystkiego przypisywać pod egoizm. No może i można, ale jest to kwestia definicji. Ja egoizm definiuję jako totalne zapomnienie o innych i chęć zaspokajania tylko i wyłącznie własnych potrzeb do tego stopnia, iż zapomina się, że pomaganie innym tez może przynieść pewne korzyści. Bo to jest czysty egoizm taki, jakim się wszyscy brzydzą a to, o czym ty mówisz to zwykły zdrowy rozsądek i pilnowanie swoich interesów. Żyje tak żeby mi było wygodnie a zarazem żeby nie skrzywdzić innych. Pomagać, kiedy mogę, bo wiem, że w ten sposób zdobędę czyjąś przychylność jednak nie dać się wykorzystać, bo wtedy nie będę szanowany. Owszem jak chcesz to nazwiesz to egoizmem jednak zmienisz wtedy nieco oryginalne znaczeni tego słowa.
-
Mamy jedno życie i nader wszystko powinniśmy pamiętać o tym by było ono odpowiednio przemyślane. Nie wszystko da się przewidzieć i nie zawsze można kalkulować. Ale jak już się podejmuje ryzyko to należy ponieść konsekwencję. Odpuszczać można błędy błahe, bo one nie wiele zmieniają, ale taki błąd jak poczęcie dziecka nie należy do kategorii błahe z drugiej tez strony nie należy do kategorii błędów śmiertelnych. Człowiek dalej żyje i mimo wszystko przy odrobinie wysiłku może wyciągnąć jakąś nauczkę z owego błędu i wciąż wyprostować sobie życie. Natomiast odpuszczając mu ten błąd niczego go nie nauczymy. No może poza przekorną i fałszywą lekcją ze od odpowiedzialności za swoje czyny można uciekać.Oczywiscie zgadzam sie, najpierw antykoncepcja a potem dopiero aborcja, tylko widzisz ja uwazam ze za jeden blad nie ma sensu niszczyc komus zycia a w wielu wypadkach takze nakladac na spoleczenstwo dodatkowe koszta. -
Argument całkiem sensowniejszy.>>>Wiem.
Ale ja i tak się z tym nie zgodzę, jak sam napisałeś "głupie małolaty wpadną a potem sobie wyskrobią" no jest często i tak, jeszcze my byśmy za to płacili,
ale jak sam sam napisałeś takie osoby są głupie (choć też nie można generalizować, ale napewno nieodpowiedzialne) i jak myślisz co zrobią po urodzeniu? Zostaną kasjerkami w osiedlowym markecie, perspektyw awansu żadnych, 1500zł miesięcznie, brak czasu dla dzieci, nie pośle ich ani na angielski ani do teatru, sama też czasu za bardzo nie ma więc książki nie przeczyta, i o Pinochecie dziecku nie opowie, bo skąd ma o nim wiedzieć.
>>>No właśnie są głupie i z dzieckiem czy bez wiele i tak nie osiągną to, po co mamy jeszcze im na tą głupotę pozwalać i zdejmować z nich odpowiedzialność za tą głupotę? Poza tym to, że wyskrobie jedno dziecko niczego pozytywnego jej raczej nie nauczy (co najwyżej może wywołać jakieś problemy natury psychologicznej). Wyskrobie jedno, potem może drugie. W okolicy jest parę takich osób. Myślisz, że po jednej skrobance poszły na studia? Co ty? Dopóki były niepełnoletnie to skrobały potem jak już miały tą pracę kasjerki i frajera, co urabia się na budowie to narobiły sobie kolejną piątkę dzieci (kolejną, jeśli policzyć te wcześniej wyskrobane). Mam przykłady z własnego otoczenia, że takie coś prowadzi do pewnych patologii.
A teraz jak potoczyłoby się ich życie gdyby dziecka nie było:
dziewczyna idzie na studia, chłopak także, dobra praca, perspektywy, dzieci w wieku na to odpowiednim czyli koło 30 i mają dla nich czas, chodzą do kina, czytają książki, żyć nie umierać i te urodzone w tym wieku dzieci mają napewno lepszy start w życie niż te przypadkowo spłodzone w wieku 17 lat.
>>>Idealizujesz. Ktoś, kto ma w planach studia (i ma je na serio a nie, że mu rodzice kazali) nie pozwoli sobie na niechcianą ciąże. Zastosuje antykoncepcję.
Wydaje mi się dlatego że mówienie że aborcja to propagowanie bezmyślności to trochę nadużycie, bo w konsekwencji doprowadza do świadomego macierzyństwa a tym samym lepszych jakościowo dzieci.
Świadome macierzyństwo to jest dla mnie stosowanie antykoncepcji. Bzykasz ile chcesz a dziecka nie będzie. I nie mów o zawodności antykoncepcji. Bo przecież środków jest wiele a ich działanie może się kumulować.
-
No, jeśli tak podchodzimy do sprawy, to po co nam osobowość?Ja nie potrafiłbym, a już na pewno bym nie chciał zostać kameleonem, zmieniającym się w zależności od ludzi dookoła i stopniowo zapominjącym, jakim jest on sam naprawdę.
Oglądałeś "Zelig" Woody'ego Allena?
Źle mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o model zachowania… No tak to może podam konkretny przykład. Poznajesz kogoś nowego. Wiesz, czego się po nim spodziewać i jeśli dana osoba ci odpowiada to starasz się żeby panowała miła przyjazna atmosfera. Nie chodzi tu o udawanie kogoś, kim się nie jest tylko o bycie w danym momencie tą częścią siebie, która do sytuacji najlepiej pasuje. Po prostu chodzi o zachowywanie się stosownie do sytuacji, sytuacji, które tworzą ludzie. Inaczej zachowujesz się w konie, na ulicy lub na dyskotece. Inaczej zachowujesz się względem dobrego przyjaciela a inaczej względem wroga. Nie jesteś a wręcz chyba nie mógłbyś (a przynajmniej ja bym nie mógł) zawsze być tylko zły lub tylko dobry, tylko przyjacielski lub tylko wrogi, tylko egoistą lub tylko osobą życzliwą. Być może się ze mną nie zgodzicie a być może ja za bardzo opieram się na analizie własnej wieloelementowej osobowości. Może są ludzie, którzy zawsze są tacy sami nie ważne, z kim rozmawiają i gdzie są.
-
O widzę, że wy tu znowu o aborcji. Cóż nie chcę mi się dokładnie wczytywać w tę dyskusje. Jak mniemam większość argumentów za jak i przeciw jest taka sama jak ostatnio i przed ostatnio i przed przed ostatnio… Cóż każdy ma wolną wolę i niech z niej korzysta. A jak już skorzysta to niech bierze za siebie odpowiedzialność. A aborcja jest w moim mniemaniu ucieczką od tej odpowiedzialność. Nie mówię tu o aborcji jako takiej, bo jest ona uzasadniona w wiadomych przypadkach np. po zgwałceniu lub w przypadku zagrożenia życia matki, ale o częstym kaprysie małolat, które wpadły z chłopakiem i sobie potem wyskrobały. A na takie coś już nie może być przyzwolenia, bo jak da się palec to wiadomo. Dziś zgodzimy się na zabijanie płodu potem na likwidowanie ludzi zbyt starych potem może przyjdzie kolej na nieuleczalnie chorych itd. Może przesadzam, ale jednak coś w tym jest, bo skoro dajemy sygnał, iż można jedno życie potraktować przedmiotowo i się go pozbyć tylko, dlatego że jego istnienie jest nam nie na rękę i przeszkadza w czymś tam to skąd mamy pewność, że wychowane w tym duchu przyszłe pokolenia nie pójdą o krok dalej?
Wspomnę jeszcze tylko o tym, iż gdyby sama aborcja była jedynym sposobem kontroli narodzin to może można było by na to przyzwolić. Bo faktycznie lepiej żeby się nie urodziło niż ma wychować się w sierocińcu i potem zostać jakimś zwyrodnialcem (bez generalizowania, bo nie każdy wychowanek sierocińca musi zostać menelem). Tyle tylko, że aborcja owym jedynym sposobem nie jest. Mamy przecież antykoncepcje i jeśli ktoś dziecka mieć nie chcę to może skorzystać niej właśnie. Tyle tylko, że to już wymaga jakiegoś perspektywicznego myślenia i chwili zastanowienia się zanim się wskoczy z kimś do łóżka. Znacznie lepiej i nierzadko oszczędniej jest uznać „a może znów się uda” i co najwyżej martwić się po fakcie. Tyle, że po fakcie okazuje się, że nie jest ani lepiej ani oszczędniej. Tak, więc bez kazań o moralności, etyce, bo te i tak do zwolenników aborcji nie trafią. Ja się pytam, po co mamy premiować głupotę i brak odpowiedzialności? Jaka miałaby płynąć z tego nauka dla ludzi młodych? Rób a myśl dopiero jak się nie uda? Choćby ze względu na dobro własne jak i całego społeczeństwa należy mówić nie takiemu sposobowi postępowania. Bo są pewne cechy, które niezależnie od religii, kultury, ustroju, mentalności przydatnie są każdemu społeczeństwu. Jedną z nich jest myślenie a promowanie bezmyślności na dobre nam raczej nie wyjdzie.
-
Cóż egoizm. Nie można być szczęśliwym będąc egoistą. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i jako taki musi wchodzić w korelacje z innymi ludźmi. Będąc egoistą raczej narobimy sobie wrogów i będziemy nielubiani. Niby egoista nie musi się przejmować problemami innych, ale też pozostaje sam ze swoimi problemami. Oczywiście niedobra jest też postawa „miłosiernego samarytanina”. Niestety współczesny świat niszczy takich ludzi. No dobra nie zwalajmy winy na świat. Niestety to właśnie egoiści niszczą takich ludzi (lub inaczej przemieniają na swoje podobieństwo) poprzez bezwzględne wykorzystywanie ich chęci do pomagania. Tak naprawdę debata na temat czy warto jest być egoistą czy lepiej pomagać innym jest bez najmniejszego sensu. Świat nie jest czarno biały tylko kolorowy i jednoznacznie opowiadanie się skrajnie za jakaś z postaw jest wyjściem najgorszym z możliwych. Należy być egoistą dla egoistów i tych, którzy chcą nam zaszkodzić a dobrym dla tych, którzy życzą nam dobrze. A przynajmniej z takiej postawy można spróbować znacząc gdyż pozwala ona zachować bezpieczną stabilizację. Działamy względem ludzi tak jak oni względem nas. Tyle, że w ten sposób nie zyskamy nowych przyjaciół ani nie ubędzie nam wrogów. A przynajmniej nie z naszej winy/ zasługi. Tak, więc z typowego oko za oko ząb za ząb. Można by jednak spróbować przejść w postawę otwartą i przyjazną. Tak jest chyba najlepiej gdyż każdemu dajemy szanse na pokazanie, kim jest. Każda nowa osoba może okazać się przyjacielem tylko, że może okazać się też wrogiem. Tak wiec pytanie nie powinno brzmieć czy dobrze jest być egoistą tylko raczej, kim być by mieć jak najmniej wrogów i jak najwięcej przyjaciół a jednocześnie nie dać się zniszczyć zarówno jednym jak i drugim? Tu nie ma odpowiedzi. Trzeba po prostu poznawać ludzi jak najdokładniej jak umiemy i dopasowywać swoje zachowania do każdego z nich z osobna. Trudne? Chyba jednak nie.
-
Hmm, ja bym się nie zdziwił gdyby kosmici byli równie, a nawet bardziej 'nieokrzesani' jak my. W końcu istoty inteligentne mają największe szanse na wyewoluowanie z drapieżników - tak np. krowa nie musi być sprytna żeby przeżyć
A ze sprytu drapieżników już tylko krok do 'prawdziwej' inteligencji.Racja. Też tak sądzę. Ale to wcale nie oznacza natychmiastowej wojny. Pamiętajmy, że jeśli poszukuje się życia na innej planecie to ma się już jakąś tam kulturę. Indianie zostali odkryci przypadkowo i na dodatek w czasach wielkiej ciemnoty, kiedy sam brak wiary w Boga stawiał ich w pozycji zwierząt (przynajmniej w oczach ówczesnych). Dziś poszukujemy owych cywilizacji specjalnie i o ile ich rozwój będzie dorównywał naszemu to raczej spróbujemy ich poznać i pohandlować. Owszem ksenofobi dalej będą skandować hasła nawołujące do wojny, wydaje mi się że jeśli tylko sytuacja polityczna nie zmieni się za bardzo to znajdzie się u nas dostatecznie duża, wpływ owa grupa ludzi którzy do wojny nie dopuszczą. Inna sprawa, jeśli trafimy na cywilizację słabiej rozwiniętą. Wtedy być może zechcemy ich podbić. Z drugiej strony lepiej rozwinięta od nas cywilizacja z podobną do naszej mentalnością może zechcieć podbić nas. Ze wszystkich opcji najmniej prawdopodobne jest to, że owa cywilizacja (lepiej rozwinięta) obdaruje nas wynalazkami i da nam receptę na pokój na Ziemi.
-
Heh Oh znowu śpiewka o niezasamowitym dopasowaniu części piramidy. człowieku rusz głową, masz konstrukcje ważącą z milion ton, ustawinoą na pustyni pod wpływem erozji na jakieś 4K lat... Było by dziwnym gdyby bloki nieprzylgły do siebie ciaśniej....Choćby to. Plus fakt, że owi robotnicy robili te piramidy na chwałę faraona. Faraona, którego jak zapewne wiecie uważali za boga. Czyli robili to na chwałę boską. Po co człowiek robi coś na chwałę boską? Bo ma nadzieję, że ów bóg się odwdzięczy. Jak się odwdzięczy? Choćby poprzez zabranie ich po śmierci do ichniego raju. Innymi słowy budowali piramidy, bo chcieli żyć wiecznie (jak nie na tym to na jakimś innym świecie). Wiadomo, iż dla człowieka nie ma lepszej motywacji niż ocalić własną skórę.
Co do wizji kosmitów to nie zapominaj iż Obcy prawdopodobnie został stworzony jako broń biologiczna przez jakąś inną rasę. Ja jednak uważam, że większość cywilizowanych ras mogłaby jest dość ludzka pod względem zachowań. Czemu? Bo nami kierują te same motywacje, co wieloma innymi zwierzętami i są one pewnym optimum ewolucyjnym tak jak np. wzrok czy słuch. Możemy założyć, że na danej planecie będzie rasa niewidząca, ale jednak możemy być dość pewni, iż na większości planet jest światło tak, więc mają tam pewnie i oczy. Tak samo, jeśli będzie to planeta z dużą ilością gatunków roślin i zwierząt to wraz z rozwojem inteligencji u tych zwierząt mogą się pojawić zachowania społeczne podobne do znanych nam z ziemi. A na ziemi chyba każde zwierze pilnuje swojego terytorium i walczy o przetrwanie zarówno między gatunkowe jak i w obrębie własnego gatunku. Można, więc przyjąć, że konflikt jest cechą nieodzowną przy cudzożywności i w przypadku gatunków rozwijających się społecznie. Zakładając, że pierwsze napotkane obce cywilizacje nie będą samożywne możemy, więc być wręcz pewni, iż będą one tak samo agresywne jak my. Pozostaje tylko kwestia tego czy będą wolały zniszczyć nas i zniewolić (mało prawdopodobne, bo już my na naszym etapie rozwoju wolelibyśmy nową rasę dobrze poznać a nie zaraz niszczyć) czy raczej postanowią upleść z nami skomplikowaną sieć handlu, intryg, dyplomacji i zbrodni, która to scementuje nasze rasy. Podsumowując, zakładam, iż wiele istniejących we wszechświecie cywilizacji jest tak samo dobrych i złych jak my sami. Mają po prostu może inną budową inną kulturę i inne rytuały, ale na pewno pod względem relacji społecznych są dość do nas zbliżone.
-
SR no, co ty bajdurzysz? Owszem cywilizacje pozaziemskie zapewne gdzieś tam są, ale mało prawdopodobne żeby aktualnie nas odwiedzały. Owe prawdziwe zdjęcia UFO o których mówisz to zdjęcia ziemskich tajnych pojazdów. Zaś, co do piramid itp. to trzeba chyba być w pewnym względzie ograniczonym żeby nie móc zrozumieć, że ówcześni ludzie byli tak samo inteligentni jak my i mogli budować takie rzeczy jak piramidy itp. wcale kosmitów do tego nie potrzeba. Wystarczy odpowiednia motywacja, jaką w ich przypadku jak i wielu innych była religia. No a na koniec to, co uważam za najzabawniejsze. Nadawanie obcym cywilizacjom cech boskich. Wielu ludzi zupełnie niesłusznie zakłada, iż będzie to rasa zjednoczona, oświecona, wielce inteligentna i wręcz doskonała. Ja tam jestem zdania, iż będą mieli wiele naszych wad. Będą się spierać o wpływy. Dążyć do zysku. Będą tak samo głupi jak my nawet mając lepsza technologię. Bo tak jak u nas u nich również to wojny i kataklizmy oraz jakieś wierzenia będą popychać rozwój. Wątpię by gdzieś we wszechświecie istniało utopijne społeczeństwo.
-
Nawet gdyby jakieś inteligentne istoty żyły na Alfa Centauri to byśmy musieli czekać ok. 8 lat na odpowiedź8 lat to nie tak dużo. W trakcie życia jednego człowieka możliwe było by nawiązanie rozmowy na tyle spójnej by przynajmniej jednoznacznie móc stwierdzić, iż coś tam jest i jest inteligentne a to już był by jakiś postęp. Dalsze odległości to większy kłopot, ale tym bardziej jest to powód by nie zawracać sobie póki, co głowy zbyt dziwacznymi dla nas istotami tylko szukać takich jak najpodobniejszych do nas i tym samym ułatwić sobie ewentualne porozumienie. Gdybyśmy (lub oni) dodatkowo posiadali technologię umożliwiająca zaginanie przestrzeni tak jak to wspominał Einstein to technologia radiowa była by dostateczna podwaliną do podzielenia się naszą (lub ich) wiedzą na temat takich tuneli przestrzennych i tym samym zainicjowanie odpowiedniego kontaktu (oczywiście przy założeniu, iż takie tunele wymagałyby bramki wejścia i wyjścia tak jak np. w Gwiezdnych Wrotach).
-
Wtrącę się można? Odwróciłem trochę kolejność.
Tyle że to, co ty nazywasz świadomym zachowaniem ja jednak dalej podpiąłbym pod gówniarstwo. Takie myślenie „to ja decyduje, kiedy umrę” jest jak tupanie małego rozpieszczonego dziecka, które mówi „ja chce teraz, mamo daj mi to już”. Po prostu ktoś się boi myśli o niespodziewanej śmierci. Tego ze to ślepy los ma zadecydować za niego. Nie przyjmuje do wiadomości, że nie nad wszystkim w życiu można panować. Gdyby pogodził się ze świadomością, że kiedyś tam umrze i żył nie myślą o tej chwili to pokazałby dojrzałość, jaką wykazuję większość ludzi. Tyle ze taka osoba boi się nie tyle samej śmierci jednak jej nieprzewidywalności i myśli, że jak świadomie sobie zaplanuje, kiedy ma się to skończyć to uzyska jakąś kontrolę. Ty nazywasz to świadomym wyborem a ja nazwę to strachem przed tym, co nie do przewidzenia.Raport dotyczyl tylko dzieciakow. O nich nie ma sensu rozmawiac bo robia wszystko by zwrocic uwage. I to jest glupie. Bo jakby mialy wiecej inteligencji to by inaczej zwracaly na siebie uwage, przede wszystkim skuteczniej.>>>Zgoda. Masz rację, cały czas się tu z tobą zgadzam. Samobójstwo jest jednym z najgłupszych sposobów zwracania na siebie uwagi. Tak jak cięcie się lub popadanie w narkomanię itp. Można to skwitować starym powiedzeniem „Na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Chcąc zwrócić na siebie uwagę krzywdzą się jeszcze bardziej.
A wiesz jaki ja wyciagam wniosek z tego co zacytowales? Ze ciecie sie nadal jest gowniarkim zachowaniem. Nie przekonales mnie, ze to bol psychiczny zmusza ludzi do robienia tego. Za to przekonales mnie, ze robia to przez slabosc i niska inteligencja.
>>>Znowu racja. No może się nie zgodzę z tą niską inteligencją. Inteligencja może być nawet dość wysoka jednak brak swego rodzaju perspektywicznego myślenia. Brak umiejętności zdystansowania się do problemów i poszukania innych rozwiązań.
Wnioski mozesz sobie wyciagac jakie chcesz. Ale jezeli raport brzmi tak jak ten to jest niepelny. Przeciez sa tez ludzie swiadomi, ktorzy chca skonczyc zycie. Chca miec wybor. Chca odejsc w tym momencie ktory sobie wybiora.
-
A cóż z tego, że my jesteśmy z węgla a oni mogą być z krzemu? Niby, w jaki sposób mieliby być dzięki swojej krzemowej budowie poza zasięgiem naszych zmysłów? Krzem to ten sam rodzaj materii, co i węgiel. A czy możliwe jest powstanie istot żywych niematerialnych lub składających się z innego rodzaju materii? Cóż tego nie wiemy, ale skoro takie istoty miały by być dla nas niewykrywalne to, co one nas mają obchodzić. Nie bez powodu obecnie szukamy istot żywych za pomocą fal radiowych. Bowiem nie szukamy ich tylko po to by powiedzieć „tak tam gdzieś jest życie”. Przecież życie może być już w najbliższym pierwszym lepszym układzie słonecznym a jednak dopóki tam nie polecimy to się nie przekonamy. Chyba, że… No właśnie chyba, że będzie życie inteligentne na tyle rozwinięte by używać fal radiowych. Tylko takie życie będziemy w stanie wykryć i tylko takiego póki, co poszukujemy poza naszym układem słonecznym. I pomimo iż szanse ze takowe formy życia znajdziemy akurat w naszym sąsiedztwie mogą wydawać się nikłe to jest jeden istotny powód, dla którego szukamy właśnie takich form życia. Ten powód jest oczywisty. Tylko z takimi moglibyśmy się ewentualnie dogadać. Zakładamy, iż skoro znają oni fale radiowe to znają tez matematykę i posiadają cywilizację, choć częściowo podobną do naszej. Nawet, jeśli gdzieś tam są formy życia zbudowane z antymaterii lub posiadające zupełnie inne zmysły niż nasze, nawet, jeśli takowe formy życia są w naszym najbliższym sąsiedztwie to i tak nas nic nie obchodzą (przynajmniej na razie), bo się z nimi zwyczajnie nie dogadamy. Na pierwszy kontakt najlepiej poszukać czegoś łatwego i jak najbardziej podobnego do nas samych. Bo skoro nie umiemy się dogadać z drugimi pod względem inteligencji zwierzętami na naszej planecie tylko, dlatego że one żyją w innym środowisku i ewoluowały inną drogą to niby, czemu mielibyśmy się starać dogadywać z istotami z krzemu lub antymaterii?
-
Dobra trochę się wam przyglądałem i postanowiłem się włączyć.
Ponieważ kazdy problem moze byc na tyle powazny, ze nie wytrzymuje sie psychicznie. Czy to smierc kogos bliskiego czy smierc ulubionego chomika. Akurat nie ma roznicy.Na pogrzebie wuja śmiałem się, na pogrzebie chomika (nie mojego zresztą) było mi smutno... Nie ma różnicy? Każdy inaczej odbiera poszczególne problemy i inaczej sobie z nimi radzi. Różnica jest, bo waga problemu zależy od naszego postrzegania i od punktu siedzenia...
Subiektywnie faktycznie jest to spora różnica. Jednak tu chodziło o coś innego. Obiektywnie z punktu widzenia całej ludzkości różnicy nie ma. Jakikolwiek problem dla jednej osoby może być wielką tragedią. Inna osoba rzecz jasna w ogóle by się tym nie przejęła. Jednak nie zmienia to faktu, iż stwierdzenie w stylu „ty mnie nie rozumiesz, bo nie wiesz, co to prawdziwe cierpienie” jest ewidentnym przejawem egocentryzmu. Każdy człowiek w swoim życiu może powiedzieć, że przeżył coś, co było dla niego wielkim cierpieniem (inna sprawa, że zawsze może natrafić na jeszcze większe) a mimo to wielu z nich jednak sobie z tym radzi i nie musza się zaraz ciąć lub zabijać. Choć z drugiej strony nierzadko robią rzeczy równie głupie np. popadanie w alkoholizm, narkomanię lub wpadają do szkoły/pracy/innego miejsca publicznego i bronią palną i strzelają do ludzi.
Wiec tak samo nie nalezy wyrozniac osob, ktore zle sobie radza psychicznie.Więc nie wyróżniajmy głuchych, niech mają programy dla słyszących, bez napisów, zakaźmy ich języka migowego i niech takie dzieci mają normalne matury ze słuchu z angielskiego... Nie należy przecież wyróżniać takich osób...
Mylisz tutaj wyrównywanie szans z wyróżnianiem. Niestety jest to dość częste w naszym społeczeństwie. Tworząc język migowy nie wyróżniono osób niemych tylko wyrównano ich szanse. Wyróżnianie kogokolwiek ze względu na jego inność jest, czym niewłaściwym. Niestety wiele osób nieradzących sobie psychicznie chciałoby żeby ktoś ich poprowadził za rączkę przez życie. A to już jest ewidentne wyróżnianie. Choć tak naprawdę każdy orze jak może, więc jeśli jesteś w stanie skłonić kogoś żeby się nad tobą po użalał i pomógł w sytuacjach, w których większość ludzi jednak radzi sobie sama (dlatego że chcą lub że muszą) to tez jest to jakaś strategia na przetrwanie. Jednak nie można wymagać od ludzi żeby ludźmi nie byli i żeby się pochylali nad każdym jednym nieszczęściem, jakie, na co dzień mijają. Oni w końcu tez mają swoje nieszczęścia może nawet gorsze a nierzadko nie oczekują pomocy, bo uważają ze sami muszą sobie dać radę. Przy czym trzeba tu odróżnić pomoc doraźną (np. pierwsza pomoc po wypadku lub reagowanie, kiedy ktoś jest okradany, bity, itp.) jakiej każdy mimo wszystko udzielić powinien od pomocy długofalowej jaką niewątpliwie jest pochylenie się na czyimś życiem i próba połatania tej osobie tego czego on sam połatać nie jest w stanie. Taka pomoc jest nie wątpliwie tez przydatna, ale nie można jej obligatoryjnie wymagać, bo tak jak mówię inni też mają swoje życiowe problemy.
To:a) Decyzja o ucieczce przed odpowiedzialnością, światem i jego problemami.
B) Sposób zwrócenia na siebie uwagi.
c) Obie odpowiedzi są poprawne. .
Tu już się zgodzę w 100% procentach. Dodam tylko, że zarówno a jak i b są przejawami tchórzostwa i słabości. Bo przecież od problemów można uciec na masę innych sposobów, które jednak wymagają cierpliwości, odwagi i posiadanie jasno postawionych celów. Można dla przykładu spróbować zacząć od nowa w innym miejscu i starać się nie popełniać starych błędów.
bo to zalezy od poszczegolnej jednostki. Ja przez dlugi czas gleboko lalem na to, ze me otoczenie bylo wzgledem mnie wybitnie nieprzyjazne (przyklad z liceum: gdy podszedlem do okna na drugim pietrze, a klasa zaczela skandowac "skacz! skacz!". Polecam - zajefajne uczucie, ciekawe jakby zareagowali gdybym sie wtedy zalamal i faktycznie skoczyl). Kazdemu czlowiekowi sie powoli zbiera takie jeziorko goryczy, powolutku sie napelnia, z rozna predkoscia zaleznie od jednostki... niektorzy sobie radza z oproznianiem tego jeziorka, inni nie.Cóż uwierz mi po części wiem, co czujesz. Wprawdzie nikt mi póki, co śmierci nie życzył, ale w swoim niespełna 21 letnim życiu tez nie jedno wycierpiałem ze strony kolegów. I powiem ci, że, pomimo iż było ciężko to jednak zawsze będę zdania, że nawet z największego bagna można wyjść trzeba tylko wiedzieć jak. I cięcie się lub samobójstwa nie są tu najlepszym rozwiązaniem. Niestety prawda jest dość okrutna. Ludzie dzielą się na ofiary i drapieżników i naprawdę wielką sztuką jest z ofiary stać się przynajmniej elementem neutralnym. Dam ci jedna rade, która jak dla mnie sprawdza się świetnie od czasów liceum. Przede wszystkim nie należy się nad sobą zbędnie użalać, bo to automatycznie nadrukowywuje na tobie plakietkę „ofiara”. A po drugie unikać tych zachowań, które dają innym sygnał, że jesteś tą ofiarą. A po trzecie dobierać sobie znajomych według następującego klucza „jak coś ci we mnie nie pasuje to albo powiedz mi to grzecznie a ja może postarać się zmienić albo wypierpapier”. A gadki w stylu „jaki ja jestem nieszczęśliwy” lub „ty mnie nie rozumiesz” oraz bardzo częste u ciebie gadki o psychologu, samobójstwie i innych takich lepiej zostawić dla osób bardzo bliskich bo jak sam niejako zauważyłeś na początku swojego posta zaraz wywołują one stereotyp i niestety jest to stereotyp osoby słabej, ofiary a wokół takiej zaraz znajdzie się stado wygłodniałych drapieżników. A jeśli już o tym mówisz to mów tak jakby to było dawno za tobą żeby inni nie mieli najmniejszych wątpliwości że ofiara to już nie ty.
-
Wreszcie obejrzałem film Tokio Drift. Mam nadzieję że kolejna część filmu wróci do USA. Albo zresztą...byle do Polski się nie przenieśli
Raczej nam to jednak nie grozi 
Kolejne części? Nie strasz. Mam nadzieję ze już więcej części tego nie nakręcą. Jedynka była dobra. Maiła przyzwoitą obsadę i w miarę ciekawą fabułę. W dwójce obsada była już hm… no taka trochę nie taka i ciekawa fabuła została zastąpiona szpanem. Trójki wolałem nie oglądać. Znając życie jest jeszcze więcej szpanu a mniej sensownej fabuły. Zakładam, że czwórka była by już tragiczna. Jak ja nie lubię takiego odcinania kuponów.
-
O! To teraz na dobre gadamy o naukowych aspektach nieśmiertelności? Super
A tak naprawdę, to mam nadzieję, że nie będziemy żyć po 200 lat. Bo jak byśmy się pomieścili?Już dziś ludzie rozmnażają się coraz wolniej, bo dochodzą do wniosku, że mają na to jeszcze czas. Gdyby mieli żyć 200 lat to prawdopodobnie i tak poprzestali by na jednym dziecku a większość życia spędzili na rozwijaniu kariery zawodowej ewentualnie na zdobywaniu wiedzy lub obcowaniu z kulturą. Tak jak wspominał mj to zapewne tanie nie będzie, więc tak zwane dziecioroby sobie na to nie pozwolą bo ich z reguły na nic nie stać.
Zacznijmy od tego, że z dotychczasowych badań na myszkach wynika, iż ewentualne wydłużenie życia nie wiązałoby się jedynie z dłuższym wiekiem emerytalnym a wręcz przeciwnie. Wydłużony zostaje wiek średni. Po prostu proces starzenia zostaje spowolniony na etapie pomiędzy obecnym 30 a 60 rokiem życia czy jakoś tak. Z tego, co wiem starość też się trochę wydłuża natomiast samo dorastanie prawie wcale. No, ale to u myszy a na ludziach nikt tego jeszcze nie próbował.Ale to i tak jest niewielki problem przy tym, kto będzie wtedy pracował na emerytów. Bo jesli przyrost naturalny nie wzrośnie do 5% to przy takim wydłużeniu życia, to ZUS ma bankructwo, jak w banku. -
Powiem szczerez z jednej strony załuje że się urodziłem wted ykiedy się urodziłem. Doświadczyłęm ewolucji koputeró od spectuma po 4 rdzeniówki. Ale niedane mi będzie pewnie zobaczyć Wycieczkowych lotów na orbitę czy bazy marsjańskiej.. heh coś za coś...A wiesz, co gorsza? Że dzięki badaniom naukowym może się okazać, iż ludzie w końcu wydłużą swoje życie do tego stopnia, iż 200 lat będzie standardem. Problem w tym, że zapewne ja, ty jak i większość tu piszących nie zdarzy się na to załapać i to dosłownie braknie im kilku dekad. Innymi słowy postęp nauki dziś jest taki, że gdybyśmy się urodzili np. w roku 2006 to może dożylibyśmy nawet stu kilkudziesięciu lat w dobrym zdrowiu a z racji, że urodziliśmy się o te 15 - 20 lat za wcześnie to przyjdzie nam skonać w wieku 70 ewentualnie 80 lat.
-
Poczytałem was trochę i puenta jest chyba taka, że twoje twierdzenie, iż organizmy z aminokwasów prawoskrętnych wcale takie śmiercionośnie być dla nas nie muszą. Ale w sumie, kto wie.Powiedzmy że zawieże wypowiedzi "Ani" i w antybiotyckach wytwarzanych przez grzyby jest kilka poszczególnych aminokwasów prawo skrętnych ... i co ?... jakaś puenta ?Ja poszukam jeszce jakichś naukowych pracować co do rezkomych prawiczków w antybiotykach grzybnych....
Zaś, co do ciemnej materii. To Hans nie tak dawno we wrześniu albo październiku czytałem ze udało się doświadczalnie (a nie tylko matematycznie) udowodnić istnienie ciemnej materii. Nie znam się na tym i nie wiem na ile to wiarygodne, ale poszukaj po necie to może coś znajdziesz. Tylko tak jak mówię szukaj informacji nie starszych niż z września tego roku.


Neverwinter Nights (seria)
w Dyskusje o Grach (PC i Konsole)
Napisano · Raportuj odpowiedź
Wprawdzie w grę jeszcze nie grałem (za słaby sprzęt i brak kasy na samą grę), więc wypowiem się ogólnie a nie, co do samej gry. Otóż wystarczy. Dobra fabuła to wszystko, czego potrzeba grze. No i rzecz jasna jakaś płynność gry (żeby nie wyskakiwała do systemu, co 5 min), ale fabuła jest najważniejsza i jeśli NWN2 ją ma to zapewne jest to dobra gra nawet, jeśli grafika jest słaba czego niestety nie wiem bo nie grałem).