-
Zawartość
795 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez Mordimer Madderdin
-
-
O! Widzę ze złożyłeś dokumenty na „Akademie Jedi” (bo nigdzie indziej w Częstochowie chyba nie ma tych kierunków a już na pewno nie na polibudzie). Cóż życzę ci żebyś jednak dostał się do Wrocławia lub Krakowa. Z tego co wiem w Częstochowie nie można zrobić magistra z politologi. Mam tylko jedno takie pytanie. Skąd ty jesteś że ci Częstochowa pasuje. Zrozumiał bym jeszcze gdybyś szedł na kierunek techniczny bo na polibudzie mamy ludzi nawet z nad morza, ale na kierunki humanistyczne itp. to nie ma co się do nas pchać.Składałem na historię, politologie i dziennikarstwo, z tym, że najbardziej licze na politologie. Złożyłem (przez neta) do Wrocławia, Krakowa i Częstochowy. -
Ostatnio dorwałem „Czerwoną gorączkę” Pilipiuka. Normalnie gościu mnie zadziwia. Przeczy wszystkiemu czego uczono mnie o pisarzach w szkole. Jest dyslektykiem, sam nazywa się grafomanem a na dodatek ma rzemieślnicze podejście do swojego zawodu (czy wena czy nie napisać coś trzeba bo kasa musi być) a mimo to książka za książką czyta się go świetnie. I tym razem też mnie nie zawiódł. Opowiadania dobre nierzadko z zaskakującym zakończeniem. A już na pewno nie wiele jest happy endów co tez jest według mnie plusem.

-
Mogę się wtrącić?
Dziękuję.
Co do tematu modingu w grach. Teoretycznie a może nawet w praktyce też
jest to sprawa ściśle związana z amatorskim tworzeniem gier. Można by było poszerzyć nieco tematykę „mam pomysł na grę” i rozszerzyć ten temat na ogólne zagadnienia i do samych pomysłów dodać jeszcze moding i gotowe projekty tych którzy biorą się za to poważniej niż li tylko koncepcyjnie. Generalnie temat był by wtedy dla tych wszystkich którzy chcieli by tworzyć lub już tworzą gry albo mody do gier. -
Ja tylko na chwilke w sprawie nieszczesnego teletubisia.Chcialam zaznaczyc ze bajka jest przeznaczona dla dzieci o bardzo niskim wieku. (...)
I boleje nad inteligencja kazdego czlowieka, a raczej jej brakiem jesli uwaza on ze zabawa chlopca torebką ozbnacza sklonnosci homoseksualne.
Ciekawe co powiedza ci robiacy nagonke na torebke na to ze juz plod sie masturbuje. A jakos sie nie rodzi z włosami na dloni prawda?
uff
No czyli mniej więcej to co ja już mówiłem ze dla takiego dzieciaka liczy się tylko to ze w bajce jest kolorowa a reszty niuansów których doszukują się dorośli ono po prostu nie dostrzega. Ale zainteresowała mnie ta ostatnia informacja? Skąd niby masz takie dane? Pierwszy raz o czymś takim słyszę. Niby po co płód miał by coś takiego robić? Nie kwestionuje wiarygodności bo i po co? Po prostu jestem ciekaw skąd wiesz takie rzeczy i ile jest w nich prawdy a ile mitu.
-
Przecież to ucieleśnienie homoseksualizmu!!!!
TAKIE COŚ ZDARZA SIĘ TYLKO W POLSCE
Taa... Pani Rzecznik Praw Dziecka po spostrzeżeniach ultraprawicowych Amerykanów poleciła by zajeli się tą podejrzaną bajką odpowiedni specjaliści. (...) Ech ci wstrętni homoseksualiści to się wszędzie wepchną... :evil:
Wy się śmiejecie a tu faktycznie coś jest na rzeczy. Zresztą sami zobaczcie.

http://www.joemonster.org/article/7377/czy...-(aktualizacja)
A na poważnie to niektórzy trochę przesadzają. Przecież ten program mogą obejrzeć tylko dzieci do lat 3 potem już nikt nie wysiedzi bo to jest za głupie. A wiadomo ze takie trzylatki oglądają to też jedynie z tego powodu bo jest kolorowo i na dodatek mało z tego rozumieją. Niby jak im to ma wypaczyć cokolwiek?
-
Dal ułatwienia Merib podkreśliłem ci te naprawdę istotne aspekty mojej wypowiedzi. Poćwicz czytanie ze zrozumieniem. A teraz garść cytatów...
Zawsze uważałem iż tolerancja to podstawa, ale teraz naprawdę zastanawiam się czy Giertych nie ma więcej racji w sprawie homoseksualizmu niż można by sądzić. To tak jak z tym powiedzeniem „dać im palec a zechcą ręki”. Może faktycznie nie które ruchy należy tępić w zarodku bo potem nie znają umiaru. Sam już nie wiem kto ma racje. Ci którzy mówią o tolerancji dla homoseksualizmu (a jak często pokazuje praktyka zaczynają coraz bardziej przeginać i wykraczać poza granice zwykłej tolerancji) czy ci którzy im tej tolerancji odmawiają (być może słusznie zaalarmowani przykładami z innych krajów).
Teraz okazuje się że nie tylko tolerancja nie jest ważna lecz także że Giertych ma więcej racji w sprawie homoseksualizmu niż można by sądzić.Świetne jest ostatnie zdanie że: "ci którzy im tej tolerancji odmawiają (być może słusznie zaalarmowani przykładami z innych krajów) normalnie retoryka młodzieży wszechpolskiej, Polska jako ostatni bastion normalności, a Giertych nie jest degeneratem tylko patrząc na zgniłą moralnie Hiszpanię chce od tego "uchronić" Polskę.
A tu taka błaha informacja staje się przyczyną dla której Mordimer pisze że "tolerancja była dla niego podstawą", współczuje ci jeżeli to w co wierzysz może złamać takie głupstewko jakiegoś oszołoma.Radykalizujecie dyskusję do tego stopnia, że stawiacie siebie po stronie Giertycha, a gejów po stronie wydawców tego komiksu, i jak tu dyskutować?
... i kontynuujemy! Jak sam widzisz myślą przewodnią mojej wypowiedzi było zawahanie i zastanowienie się nad tym kto ma racje i czy tolerancją należy posuwać do granic obłędów (a wydawanie takich komiksów jest obłędem). A po drugie to jakie „była” co? Gdzie ty tu widzisz była? Uważałem i uważam. Jednak ze wszystkim należy zachować zdrowy umiar. Nie mam nic przeciwko temu żeby homoseksualista był moim lekarzem, szefem czy podwładnym, nauczycielem moim lub moich dzieci, moim adwokatem, prawnikiem, sąsiadem czy kimkolwiek innym z kim się na co dzień stykam. Niech będzie kim tylko chce i niech ma do tego takie samo prawo jak ja. Ja jedynie nie zgadzam się na to żeby on się obnosił ze swoją seksualnością w sposób wulgarny, czyli nie mówię tu o pocałunku na ulicy lub przytulaniu i trzymaniu za rękę ze swoim partnerem, ale o rzeczach znacznie gorszych takich jak choćby robienie dziwnych komiksów wmawiających młodym ludziom ze taki sex jest fajny, ale dla równowagi heteroseksualiści też nie powinni się w taki nachalny sposób zachowywać. Co kto i z kim robi w swojej sypialni jest jego sprawą i cały świat naprawdę nie musi o tym wiedzieć a jeśli ktoś bardzo pragnie się tym chwalić to jest to już pewna forma ekshibicjonizmu, który z tego co wiem nadal uważany jest za chorobę. Jestem też zdania iż przywileje należy rozdawać za zasługi a nie za sam fakt bycia innym dlatego również uważam iż homoseksualiści nie powinni móc posiadać przywilejów dostępnych heteroseksualnym parom gdyż nie spełniają podstawowego założenia które heteroseksualistą daje te przywileje mianowicie nie są wstanie spłodzić następnego człowieka. Ale z tymi przywilejami to nie jest to tylko i wyłącznie jakiś przytyk do homoseksualistów inni też powinni mieć tylko takie przywileje na jakie zasługują swoją funkcjonalnością dla kraju. Mam nadzieje że tym razem przeczytasz mnie uważnie i ze zrozumieniem oraz powstrzymasz się od obraźliwych porównań do młodzieży wszechpolskiej.
-
Hm... Argh? Dziś trafiłem na coś takiego. Nie wiem jak wy, ale jeśli w lekturach szkolnych daje się takie rzeczy, to już szczyt wszystkiego. Muszą być jakieś granice. Na przykładzie Hiszpanii widzimy, że w takiej Polsce nie jest wcale tak źle. Ja do takich rzeczy w moim kraju nie mam zamiaru dopuścić. Myślę, że Hiszpańskie Ministerstwo Oświaty skompromitowało się bardziej, niż Giertych, choć starał się bardzo.Zawsze uważałem iż tolerancja to podstawa, ale teraz naprawdę zastanawiam się czy Giertych nie ma więcej racji w sprawie homoseksualizmu niż można by sądzić. To tak jak z tym powiedzeniem „dać im palec a zechcą ręki”. Może faktycznie nie które ruchy należy tępić w zarodku bo potem nie znają umiaru. Sam już nie wiem kto ma racje. Ci którzy mówią o tolerancji dla homoseksualizmu (a jak często pokazuje praktyka zaczynają coraz bardziej przeginać i wykraczać poza granice zwykłej tolerancji) czy ci którzy im tej tolerancji odmawiają (być może słusznie zaalarmowani przykładami z innych krajów).

-
Jak zwykle zacznę od szczerości bo to najlepsza droga do sukcesu. Nie chciało mi się przewertować ostatnich stron tematu bo wgryzienie się w to zajęło by mi godzinkę której nie mam. Mam za to pytanie. Czy słyszeliście o Opolu? A mianowicie o „sugestii” żeby nie wyśmiewać rządu na tegorocznym kabaretonie? Jeśli tak to ciekaw jestem opinii forumowych zwolenników rządu czy według was to nie jest cenzura? Czy dalej uważacie ze PiS jest taki super a Polska idzie w stronę krainy mlekiem i miodem płynącej? Bo jak dla mnie to kolejny przykład że jest wręcz odwrotnie. Dziękuje za przeczytanie i najmocniej przepraszam jeśli ten temat był już tu wałkowany. Musiał bym chyba wziąć kilka dni urlopu żeby nadążać za tym tematem.

-
Na FoSie to wygląda tak, że większość wali tekstami jak im minął dzień, kto ich wkurzył i jakie straszne problemy mają w pracy/szkole/domu. (...) Uważam, że podobny temat o minifelietonach userów forum byłby także ciekawy.Eee tam. To że FoS ma teraz taką a nie inną formę to nie znaczy ze nie można jej lekko zmienić w kierunku o którym mówisz i wtedy nie trzeba tworzyć nowego tematu. Spróbuj wrzucić jakieś swoje przemyślenia z dnia codziennego właśnie do FoS i właśnie w formie mini felietonu. Poza tym są też tematy takie jak aktualności lub filozofa w których teoretycznie też można się dzielić swoimi refleksjami na temat tego co się dzieje wokół nas i tego jak to postrzegamy. Innymi słowy to mi się wydaje ze są aż trzy tematy w których można umieszczać różnorodne mini felietony własnej roboty więc po co nam kolejny? A to że chyba jeszcze nikt tam takich własnych felietoników nie umieszczał to chyba nie znaczy ze nie wolno? Jeśli były by na temat to się chyba nikt nie czepi. Spróbuj będziesz pierwszy. Pomyśl tylko... „Pionier” jak to pięknie brzmi.

-
Hm... wydaje mi się (choć to jest tylko moje zdanie) że na temat własnych spostrzeżeń życiowych to się można w FoS wypowiedzieć. :?Czytałem sobie ostatnio minifelietony w CDA, a następnie temat minifelietonowy i zakiełkował mi taki pomysł w głowie:Skoro redaktorzy CDA mają własny temat minifelietonowy, to czemu użytkownicy forum mieliby podobnego nie mieć? Możnaby założyć temat, w którym forumowicze pisaliby minifelietony(chyba każdy ma czasem ochotę wylać swoje spostrzeżenia bądź żale na karty forum) a reszta komentowałaby je. Działałoby to na takiej zasadzie, że piszący podpisywaliby swój felieton kolejnym numerem, a odpowiadający zaznaczaliby, który numer komentują.
-
A co do kwiczących topiców - skoro już jest ich odpowiednia ilość i szansa trafienia jakiegoś tematu, który stałby się oblegany jest niewielka, to teoretycznie i ten temat powinien leżeć odłogiem...Ten topik mimo wszystko jest przydatny. Nawet jeśli nie po to żeby stworzyć nowy temat to choćby po to żeby przedyskutować formę starego i już istniejącego tematu.
I właśnie co do formy wywiązała się ciekawa dyskusja co do „Pod Obstrzałem 2”. W zasadzie jak tu się pojawiłem przeszło rok temu to sądziłem ze ten temat działa w sposób opisany przez Pzkw, ale Cardi wyprowadził mnie z tego błędu. Niemniej jednak podpisuje się obiema rękami pod propozycją Pzkw co do zmiany formy zgłaszania „obstrzeliwanych”.
-
Ale chyba nie macie zamiaru go zamykać? A że czasami sobie poleży... Cóż takich tematów co leżą odłogiem jest więcej. Choćby „Łamigłówki” lub „Pod Ostrzałem”. Czasami się coś ruszy a potem długo długo nic. Ale chyba liczy się to żeby syfu nie było. A w tym temacie póki co wiele syfu się nie przewinęło. A ze idzie on powoli to inna bajka bo sam pomyśl co jaki czas komuś wpadnie dobry pomysł na grę do głowy?ale chodzi o częstotliwość pisania w topiku. Popatrz jaka była awantura o „Mam pomysła na grę”. Topik został stworzony, na początku ludzie pisali a teraz temat leży i kwiczy.Gdyby ktoś chciał utrzymać tylko oblegane tematy to szybko zostały by tylko te co już dziś mają dwa w swojej nazwie. (No może poza „Pod Obstrzałem 2”)
-
Nie żebym popierał ten temat, ale skoro pytasz to chyba chodzi o takie zagadnienia jak: Czym lepiej karmić królika? Marchewką czy sałatą? lub Jak dbać o kondycje fizyczną chomika żeby dożył sędziwego wieku? ewentualnie Czy papużki nierozłączki wolą jak im się klatkę wyłoży gazetami czy trocinami a jeśli gazetami to czy wolą na wierzchu rubrykę sportowa czy raczej publicystykę. I w sumie w FoS takie techniczne aspekty samej hodowli (a nie jedynie „Bo ja mam takiego słodkiego króliczka.”) wciskać jest trochę trudno i na siłę. Ale nie wiem czy na forum jest aż tylu hodowców żeby chcieli gadać o tych technicznych aspektach.
A jakie są te „techniczne aspekty”? czyżby coś w stylu: metody dojenia kozy?tenże temat pozwalałby również na bardziej "techniczne" aspekty tego hobby. -
Mam do was jedno pytanie. Jaki system z względnie prostymi zasadami byście mi polecili ? Coś na początek, z klimatem i tak żebym sie nie pogubił w opasłym tomisku (tomiskach?). Z góry THXPodobnie jak przedmówca polecam Warhammera. Nie zgodzę się z tym ze świat jest prosty i bez udziwnień, bo tak jest tylko na początki i bez zagłębiania się w zagadnienie, ale właśnie dlatego fajnie gra się zarówno jak go nie znasz prawie wcale jak i potem jak zaczynasz go na prawdę poznawać. Niewątpliwą zaletą jest to że do pierwszej edycji wszystko co niezbędne jest raptem w jednym podręczniku i już on sam wystarcza do dobrej zabawy a jak powoli zacznie się nudzić to można wtedy sięgać po różne dodatki, których jest dość sporo zarówno tych oficjalnych jak i tych nieoficjalnych. No i w ostateczności przejść na E2 (choć ja jeszcze na ten teren się nie zapuszczałem
). Zaś sama rozgrywka jest banalna dzięki procentowemu systemowi statystyk. Właśnie dzięki niemu do gry wystarczą tylko K100 i K6 oraz K4 przy tworzeniu postaci lub do leczenia. A tu kilka ciekawych sznurków.
http://warhammer.elixir.int.pl/index.php
http://zielonawieza.pl/www/?id2=./warhammer/
Tylko jedno ostrzeżenie. To jest dark fantasy więc epickie postacie w lśniących zbrojach są tu rzadkością. Choć to też zależy od MG.
-
Jak sam stwierdziłeś wadą jest nieco oklepany temat. Ale faktycznie przy dobrym wykonaniu mogła by powstać ciekawa gra. Choć osobiście nie bardzo wiem czemu FPP? Nie lepiej RTS? Pomysł ma potencjał na na RTS i jeśli była by to tego typu gra to na pewno bym się nią zainteresował. Oczywiście pod warunkiem iż została by wykonana z należytą starannością.
-
100 lat, 100 lat
. Mi juz tylko 3 dni brakuje do 18. urodzin
.>>>Dopiero 18? :shock: Nie wierze. Po sposobie twojego pisania dał bym ci co najmniej 25.
Pytanie teraz, komplement li to, czy obraza? ;]
Komplement. Zdecydowanie komplement.
A co do matury to naprawdę nie macie się czym martwić. Jest ona co najwyżej wprowadzeniem dla tych co zamierzają studiować. Bo na studiach to taką maturkę to ma się co pół roku.

Zaś co do samego poprawiania matury to też się nad tym zastanawiam. Zdać niby zdałem, ale poszedłem na maturę dość wyluzowany to i wynik nie jest rewelacyjny. Ale na razie nie mam na to czasu bo tak jak pisałem. Na studiach taka matura to co pół roku jest.
-
100 lat, 100 lat
. Mi juz tylko 3 dni brakuje do 18. urodzin
.>>>Dopiero 18? :shock: Nie wierze. Po sposobie twojego pisania dał bym ci co najmniej 25.
I taka mala dygresja - ja sie nie dziwie, ze policji nie ma na ulicach - na tak niewielka demonstracje przypadl chyba caly komisariat policji. Prawie jeden policjant na jednego demonstranta. Swoja droga, kiepska maja robote - oberwanie chmury a ci musza stac i pilnowac
.To jeszcze nic. Jak byłem kiedyś we Wiedniu (ach wspominam to z łezka w oku bo naprawdę było fajnie) to widziałem 3 osobowy pochód (jakaś demonstracja?) który był obstawiany przez dwa radiowozy i łącznie chyba z 10 policjantów. Proporcje ponad trzech na jednego.

-
No dobra, to i ja dorzucę swoje 84 grosze.
Ale przez kogo? Jeśli chodzi ci o czasy średniowiecza, to oczywiście - rzecz w tym, że wtedy kanon łaciński był już dawno ustalony. Natomiast musimy się skupić na faktycznej epoce, czyli około I-V w. n.e., kiedy to właśnie tworzono tłumaczenia.Przecież skryba który by się takowej dopuścił a ta została by potem wykryta mógł zostać oskarżony o herezje.>>>Co do tłumaczenia to już mówiłem że pole do popisu jest duże. Zaś powyższa dyskusja z Qbuśem z której wyciąłeś ów fragment tyczyła się samego przepisywania. Chyba że sam nie wiem o czym dyskutowałem?
Wiesz od czego pochodzi nazwa Septuaginta (70), czyli pierwsze tłumaczenie z hebrajskiego na grekę? Od liczby tłumaczy, którzy się tym zajmowali. Już nawet nie chodzi nie tyle o to, że każdy tłumaczył jak umiał, tylko że podczas takiej tytanicznej pracy trudno o jakąkolwiek koherencję.
>>>Zaś co do samej Septuaginty to (wiem iż prawdopodobnie jest to tylko mit, ale z drugiej strony może i prawda skoro Jezus chodził po wodzie to czemu by i ta historia nie miała być prawdą) słyszałem iż właśnie przy jej okazji nastąpiła rzecz następująca. Owych siedemdziesięciu uczonych tłumaczy tworzyła ją każdy osobno i bez porozumienia po czym gdy się spotkali to okazało się iż każdy z nich wykonał dokładnie takie samo tłumaczenie. Może jest to tylko bajka, dla ciebie i dla wielu innych, ale jeśli ktoś wierzy w Boga to czemu nie miał by uwierzyć w taką wersję powstania tego tłumaczenia?
Dlatego też odpada argument o wykryciu - z pewnością skrybowie nawzajem sprawdzali swoje prace, ale nie ma szans, by byli jednomyślni. Przy takiej liczbie osób zapewne nie dogadywali się jaki właściwie mają dzień, a co dopiero jak przełożyć księgę bożą. Tak więc wszystko co było choć w najmniejszym stopniu dwuznaczne, zostało przetłumaczone na zasadzie konsensusu. A nigdzie się nie dopatrzyłem, żeby tłumacze byli *owiani* mądrością ducha świętego, więc możemy przyjąć, że szanse na poprawne przetłumaczenie wszystkiego (w sytuacji idealnej) wynosi 1/70 podniesiona do potęgi liczby dwuznaczności.

>>>Jak już pisałem. Po pierwsze moja dyskusja tyczyła się głównie przepisywanego testu a nie tekstu tłumaczonego bo w tym drugim faktycznie jest duże pole do „popisu”. Zaś co do samego tłumaczenia Septuaginty to też znasz moje zdanie.
Na podstawie jednego przypadku wnioskujesz o wszystkich? Aj waj.Tak więc wydaje mi się że ewentualne pomyłki jedynie mogły nieco ubarwić historie zawarte w Biblii, ale raczej nie zmieniły samego sensu i przesłania jakie niosą w sobie te opowieści.>>>Nie wnioskuje. Jedynie wyrażam nadzieje. Jeśli odniosłeś inne wrażenie to najmocniej przepraszam za nieodpowiedni dobór słów.
Ponadto inna kwestia: akurat w przypadku biblii ubarwienie jest piekielnie niebezpieczne. Co, jeśli wszystkie cuda Jezusa są tylko 'ubarwieniem?' Jeżeli śmierć na krzyżu także? Możliwe, że cała droga na Golgotę, to tylko ubarwienie, natomiast naprawdę Chrystus został szybko i gładko stracony w kazamatach rzymskiego więzenia? Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji tego co powiedziałeś?
Cóż ubarwienie to nie to samo co całkowita zmiana sensu. A tu bez sprzecznie była by istotna zmiana sensu. Poza tym pragnę dodać iż znaleziono w Rzymskiej dokumentacji z tamtego miejsca i okresu zapiski na temat ukrzyżowania Jezusa.
-
Ale należy mieć na uwadze, że każdy skryba miał jakieś tam pojęcie o swojej wierze czy o tym, co ma być w Biblii... Przez to mogło im się 'przydarzyć' zmiana kawałka teksty czy danego sensu tak by pasował do jego wyobrażenia.Trochę trudno mi jest uwierzyć w takie samowolne zmiany. Przecież skryba który by się takowej dopuścił a ta została by potem wykryta mógł zostać oskarżony o herezje. Zwłaszcza jeśli faktycznie zmiany były istotne. A mimo wszystko tekst był przepisywany po to żeby go ktoś mógł przeczytać. Czyli ryzyko wykrycia istniało zwłaszcza jeśli przepisany i zmieniony tekst trafił by w ręce kogoś kto zna pierwowzór. Dlatego sądzę iż nawet jeśli istniały pojedyncze przypadki to jednak nie było ich aż tak dużo żeby można było ze stanowczością stwierdzić iż Biblia nie jest już tym samym tekstem co przed tysiącami laty kiedy ją spisywano.
-
Taka mała adnotacja, co do tłumaczy i samej Biblii... Same tłumaczenia to nie jedyny problem - innym problemem jest dobór manuskryptów i praca samych skrybów. Skryba przepisują pracę jednego z autorów czy tłumacza mógł przekręcać fragmenty według swego 'widzimisię', mógł popełniać błędy... Późniejsze składanie wersji Biblii do jakiegoś wydania czy tłumaczenia też musiało się na czymś opierać i według jakichś kryteriów trzeba było wybrać dlaczego użyjemy manuskryptu A, a nie B. Także właściwie wypaczeń mogło być bardzo wiele, a oryginał pozostaje poza sferą rzeczywistości - można tylko próbować się do niego zbliżyć.Tu pojawia się pytanie jak znaczące błędy można popełnić przy przepisywanie. Nie ma wątpliwości ze przy tłumaczeniu zmiany mogą być duże (choć jak wspominałem nie muszą wypaczać idei tekstu), ale czy przy przepisywaniu również? Co takiego znaczącego może zmienić fakt że skryba „zjadł” jedną literę? Gorzej jeśli ją przekręcił upodabniając tym samym jakiś wyraz do innego, ale czy takich możliwości upodobnienia jest wiele? A ile z nich daje znacząco inny a zarazem wciąż logiczny tekst? Pamiętajmy ze skrybowie przepisujący tekst mogli się pomylić jednak w przypadku tych pracujących z Biblią lub innym tekstem uznawanym przez nich samych za święty, ważny bądź wyjątkowy byli oni zapewne bardzo skupieni i świadomi ciążącej na nich odpowiedzialności. Z jednej strony stres z tym związany mógł czasami zwiększyć liczbę przypadkowych błędów, ale z drugiej nie wielu a może żaden z nich nie odważył by się na samowolne i świadome wprowadzenie zmian. No i dodać do tego należy fakt że takiego skrybę a dokładniej to efekt jego pracy można było sprawdzić i zapewne w przypadku ważnych zadań tak też robiono.
-
Poprzednie wcielania mogą być np. rozdziałami życia oddzielonymi od siebie pewnymi ważnymi wydarzeniami życiowymi i dotarcie do tych wydarzeń najczęściej jest celem hipnozy.Ciekawa teoria. Tylko jeśli uznamy iż owe opisy poprzednich wcieleń lub porwań przez kosmitów to echa jakiś minionych i zapomnianych wydarzeń i problemów z naszego życia to nadal nie zmienia to faktu iż...
Po pierwsze są one (te zapomniane zdarzenia) obudowane dużą porcja fantazji a po drugie jako takie nie mogą być traktowane jako jednoznaczny dowód ku czemukolwiek a już zwłaszcza czemuś tak poważnemu jak reinkarnacja czy kontakty z obca cywilizacją pozaziemską. Innymi słowy wracając do genezy tego wątku o hipnozie.
Wymyślono wykrywacze kłamstw(fakt, da się oszukać i je) oraz terapie hipnotyczne.Wyjaśnij, co rozumiesz przez termin "świadek", bo to też człowiek i jako taki może mówić różne rzeczy. Niekoniecznie zgodne z rzeczywistością. Czasem wystarczą *zielone*, żeby zaczął mówić to, co chcesz żeby powiedział.Hipnoza nie może być traktowana jako coś co uwiarygadnia światków spotkań z kosmitami. A jak już sam Tomek wspomniał wykrywacz kłamstw można oszukać. W ten sposób dochodzimy do puenty ze nie ma ani jednego naprawdę wiarygodnego i wiarygodnie weryfikowalnego świadka spotkań jakiegokolwiek stopnia z kosmitami.
-
To oczywiste. Oczy na naszej planecie wyewoluowały niezależnie przynajmniej kilkanaście razy wiec jeśli na obcej planecie jest dostateczna ilość światła to kosmici z takiej planety na zdrowy rozsądek mają oczy. CO innego jeśli światła nie ma, tylko skąd wtedy niezbędne do życia źródło energii. Odpowiedź mogło by stanowić znalezienie życia na Europie (księżycu bodajże Jowisza) gdzie światła nie ma a energia pochodzi od promieniowania planety. Tylko czy takie ewentualne życie ma dość dobre warunki do powstania (kiedyś tam) inteligencji? Tego nie wiemy za to wiemy że życie na planecie zasilanej przez gwiazdę ma takie warunki i stąd założenie ze kosmici jakieś tam oczy mają. Co do nóg to są cztery opcje. Kosmici albo pływają (ale wtedy do nas nie przylecą bo szczytowym osiągnięciem będzie dla nich podbicie lądu a dopiero z stamtąd mogą kolonizować wszechświat), albo pełzają czyli nie mają nóg, albo latają (nie wnikam czy przy pomocy skrzydeł czy może mają jakiś zmysł anty grawitacji lub coś innego), albo chodzą a jeśli chodzą to mają nogi może dla nas dziwne i pokraczne, ale mają. Podobnie z rękami może nie będą to dosłowne ręce, ale czymś muszą umieć zbudować statek czyli mają coś chwytnego za pomocą czego manipulują otoczeniem choć mogą to być też macki lub trąba (jak u słonia). Co do głowy to jest ona praktycznym rozwiązaniem i tyle. Może nie musi być wyraźnie oddzielona od reszty ciała, ale na pewno jakaś głowa u kosmity będzie. A dlaczego tak twierdze? Bo to praktyczne umieścić większość zmysłów blisko mózgu. Pozostaje tylko zagadnienie tego czy te wszystkie prawie pewne cześć ciała będą rozmieszczone dokładnie tak jak u nas. Cóż jeśli są oczy lub inny zmysł pozwalający rozpoznać dokąd się zmierza to będzie on z przodu zarazem blisko mózgu czyniąc to miejsce głową. Nogi muszą być między podłożem a resztą ciała inaczej były by niepraktyczne wątpliwości można mieć jedynie co do owych rąk bo mogą być w różnych miejscach, ale raczej pozostaną w zasięgu wzroku lub innego zmysłu pozwalającego rozpoznawać otoczenie.Czemu wg. wszystkich, kosmita ma mieć głowę, ręce i nogi? Albo oczy? Bo jeśli byliby podobni, świadczyłoby to o jakimś "pokrewieństwie" czyż nie? =P -
Widzę, że sam nie masz pojęcia o czym mówisz. Owszem hipnoza to narzędzie zrówno "zapisu" jak i "odczytu", lecz w terapiach hipnotycznych korzysta się tylko z "odczytu".Nie tylko. Przypadki znieczulania hipnoza to właśnie wykorzystywanie mechanizmu zapisu.
Skuteczność hipnozy została potwierdzona dawno dawno temu, problem w tym, że jej mechanizmu nikt nie rozumie, więc nie zapędzaj się z tym swoim zrozumieniem tematu.Skuteczność hipnozy jako mechanizmu zapisu owszem została potwierdzona jednak skuteczność hipnozy jako mechanizmu odczytu wciąż budzi wiele wątpliwości więc ty się nie zapędzaj. Bo jeśli pod wpływem hipnozy i bez sugestii terapeuty osoba zahipnotyzowana zaczyna opowiadać o poprzednich wcielenia lub kontaktach z kosmitami to jak niby mamy się upewnić ze to się wydarzyło a nie że jest tylko wytworem jej wyobraźni?
Przy okazji nawiązując do tego programu "Krytycznym Okiem" - był tam przedstawiony przypadek człowieka, który upierał się, że w dzieciństwie był ofiarą satanistycznych obrzędów(co nie było prawdą). Tutaj działała właśnie fantazja i to przekonanie.A przypadki z ufo są inne?
Dokładnie. W przypadku zeznań podczas terapii hipnotycznej są jednak przypadki ludzi sceptycznych, którzy np. zniknęli i nie pamiętają co się działo przez kilka godzin, a podczas terapii mogą sobie różne rzeczy przypomnieć.I co z tego ze ktoś jest całkowicie sceptyczny do ufo? Wciąż może spełniać warunek wybujałej wyobraźni. Może w ten sposób dalej wymyślać rzeczy niestworzone w czasie takiego seansu.
Zostawmy jednak całą tą hipnozę w spokoju. Poza tym widzę, że całość zeszła na przekrzykiwanie się kto ma rację, a nie o to mi chodziło.Nie przesadzaj. Po prostu dyskutujemy, ale skoro nie chcesz dyskutować o hipnozie to nie. Może znajdziesz chętnego do dyskusji o tym V-czymś. Może...
-
Chyba, że człowiek w stanie hipnozy potrafi wymyślić bardziej niestworzone historie niż "na trzeźwo"(samemu, bez żadnej sugestii co do wydarzeń ze strony lekarza). Jeżeli tak to mea culpa za moje niedoinformowanie - ale to i tak nie zmienia mojego stanowiska w całej sprawie.Otóż potrafi. Bo czy pamiętasz każdy dzień swojego życia? Weźmy takie rok temu o tej samej porze. Czy pamiętasz co wtedy robiłeś? Raczej nie. I teraz weźmy się do hipnotyzera czy jak się tam nazywa ten zawód i niech on cię wprowadzi w stan hipnozy i już może ci wcisnąć każdy kit a ty po przebudzeniu będziesz wierzył że właśnie to wtedy robiłeś. Jeszcze łatwiej jest w przypadku kiedy ktoś już jest nastawiony na jakieś zjawisko np. wierzy w Ufo i sądzi iż fakt niepamiętania tamtego dnia rok temu jest bezpośrednio związany z kosmitami. W tym momencie wystarczy ze hipnotyzer zapyta cię co się wtedy działo a twoja fantazja nakręcona przez twoją wiarę sama dośpiewa ładny opis uprowadzenia i eksperymentów wyjaśniając cały zapomniany dzień. Oczywiście to nie jest reguła, wszystko zależy od człowieka. Jak ktoś jest podatny na sugestie lub ma tendencje do fantazjowania albo po prostu chce w coś wierzyć to tak się stanie. Ludzie sceptyczni zapytanie o zapomniany dzień przypomną sobie że jedli jajecznice (choćby nawet jedni wtedy kanapki z serem) a ludzie o wyżej wymienionych skłonnościach wymyślą coś paranormalnego. Z racji że większość świadków spotkań z Ufo po prostu chce w to wierzyć i nie rzadko jest podatnymi na sugestie to wymyślają piękne i szczegółowe historyjki o kosmitach. Polecam program „Sceptycznym okiem” (czy jakoś tak) który leci czasami na Discovery.


Szkoła II
w Tematy archiwalne
Napisano · Raportuj odpowiedź
No ale ja się posiłkuje tylko danymi jakie mam od ludzi bo sam tam nigdy nie zamierzałem studiować.