-
Zawartość
795 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Mordimer Madderdin
-
Cóż jak sam stwierdziłeś trochę później walki w KotOR trwały góra 2 sekundy. Cóż chyba nie dojdziemy do porozumienia. Bo widzisz ja jestem z tych, dla których w grze mogłoby nie być prawie wcale przeciwników za to musi być dość pogmatwana fabuła i ciekawe postacie. Masa questów i wielka nieliniowość. A najlepiej to by było gdyby kiedyś powstała gra RPG, w której rozrzut był by tak duży żeby można było ją przejść zarówno cały czas walcząc jak i w ogóle miecza (ani innego oręża) nie wyciągając a magii używając tylko w celach pacyfistycznych. NWN mi nie podszedł i tyle. Dla mnie ta gra (a przynajmniej podstawka) to była wręcz obrazą dla gatunku. Tym bardziej, że był tak hucznie zapowiadany. To tak jak kiedyś napisał któryś z redaktorów CDA porównując oceny Far Cry i Half Live. Jak spodziewasz się że dostaniesz tysiaka a dostajesz pięć stów to jesteś zawiedziony nawet jeśli pięć stów to nie jest mało. Natomiast jak dostaniesz niespodziewaną dychę to jesteś happy bo się jej nie spodziewałeś. Ja po prostu liczyłem, że NWN to będzie coś więcej, że dorówna swobodzie działania z pierwszego etapu BG2 i podniesie ją jeszcze o kilka poziomów. Że głębią świata i fabuły będzie mógł konkurować z Planescape. A cóż dostałem jak to ktoś określił rzemieślniczo zrobionego RPG.
-
Sama karcianka też jest. Kumpel nawet jakiś czas temu miał talie albo dwie do sprzedania. W sumie nie wiem czy dalej je ma czy opchnął, bo przerzucił się ma MTG. Wiem, że kupował to normalnie w Epiku, ale chyba z tego, co pamiętam trzeba było zamówić dopiero przywozili.
-
Zaś Cormac mu odpisał: Ale, od czego jest opinia publiczna? Jeśli więcej osób stwierdzi, że zrobienie serii takich książeczek to dobry pomysł to i redakcja nie powinna pozostawać na nie. W końcu klient nasz pan. Zrobienie całej serii pozwoliło by rozwiązać problem tego co ma być w książeczkach przez następnie kilka lat.
-
Strasznie dziwne uczucie tak zgadzać się z tobą. Niestety i tym razem muszę się zgodzić.
-
Współczuje ci DION. Około rok pracy nad książeczką a ludzie to w tydzień przeczytają (jak nie szybciej) i zapomną w większości przypadków. A zanim zapomną to nie rzadko zjadą dokumentnie i będą mędrkować jak to oni by lepiej zrobili. Nie przejmuj się i wiedz, że i tak wielu uważa, że odwaliłeś kawał dobrej roboty. Książeczka jest super. Naprawdę. Szkoda tylko, że za horrorami raczej nie przepadam, więc znajdę się w grupie tych, co to szybko ją przeczytali i równie szybko o niej zapomną. PS. Czy jest w planach podobna książeczka tycząca się innego gatunku gier?
-
Nieporównywalnym jest dla mnie przykład zagapienia się i wieloletniego oraz kłócącego się ze zdrowym rozsądkiem zatruwania siebie i swojego otoczenia. Tym bardziej, że ja nie odmawiam palacza prawa do leczenia ich raka płuc, ale niech to robią za własne pieniądze lub niech mają znacznie wyższa składkę zdrowotną. Tyle, że jak taką składkę od nich wyegzekwować? Dodać do ceny papierosów? To taki jeden z drugim kupi tańsze papierosy z przemytu. I na dodatek nie rozwiązuje to problemu jakim jest wpływ palacza na zdrowie ludzi z jego otoczenia. Zakaz palenia też nie pomoże, bo będzie jak za prohibicji. Trzeba sprawić żeby ludzie nie chcieli w ogóle palić a strach przed pewną śmiercią (bo nie leczony rak jest śmiertelny o czym każdy wie) był by dość dobrą motywacją do rzucenia nałogu. A ci, dla których nie była by to dość silna motywacja… no cóż skończyliby zgodnie z prawami ewolucji, która to dość sprawiedliwie obchodzi się z okazami nieposiadającymi instynktu samo zachowawczego.
-
Takie zagadnienie mnie nurtuje. Jak się skończył ostatni odcinek drugiej serii Gotowych na wszystko? Widziałem przedostatni, w którym ta ruda Van jak jej tam wybrała się do domu wariatów i myślałem, że to był ostatni, ale potem okazało się, że był jeszcze jeden i go przegapiłem Mógłby ktoś strzelić jakiś Spoilerek?
-
A kto mówi, że jedno wyklucza drugie. Albo rzucasz palenie i państwo może ci w tym pomóc, albo jesteś nie rofermowalnym palaczem i zdychasz na raka, ale nie na koszt państwa. Są tysiące bardziej chorych i to nie z własnej winy, którzy zasługują na leczenie prędzej niż wieloletni palacz który nawet nie ma zamiaru rzucić palenia i nie rzadko zmusza do tego nałogu innych lub bezczelnie robi z nich biernych palaczy.
-
W sumie nic dodać nic ująć wszędzie mógłbym tylko po dopisywać: „zgadzam się”, „racja” itp. Mam tylko jedną uwagę, co do kwestii podnoszenia cen. Na nałogowca też to nie zadziała jak papierosy będą dla niego za drogie to kupi je na czarnym rynku z przemytu jednocześnie okradając państwo. I nasze państwo ma potem refundować takiemu leczenie jego chorób? No cóż już bym wolał żeby ich wszystkich wyłapano (palaczy i alkoholików) i zafundowano im przymusowy odwyk, ale oczywiście na ich koszt odtrącany później z pensji. Hm… w sumie to narkomanom też.
-
Wiesz w Obliviona ani w G3 nie grałem, ale jeśli podobne są, choć trochę do swoich poprzedników to nie tylko esteci będą głosować na te gry, ale i zwolennicy dużego żyjącego świata dość dobrze udającego prawdziwy. Ale słyszałem, że NWN2 ma być bardziej podobny w swobodzie działania, do BG2 i ma być większa drużyna, więc póki, co nie spisuje go całkowicie na straty, choć grafika w NWN2 patrząc po obrazkach jest, co najwyżej średnia jak na dzisiejsze standardy, ale to w RPG drugorzędna rzecz.
-
Jeśli chodzi o BG to ta swoboda objawiała się przede wszystkim możliwością powrotu do dawniej odwiedzonych lokacji i wykonaniu questów, które pominąłeś z braku sił i faktycznie względem jedynki na tym różnica w swobodzie gry się kończy. Zaś, co do dwójki to inna bajka, bo tam był cały świetny pierwszy etap, który był całkowicie nieliniowy mogłeś iść gdzie chcesz i miałeś do wykonania mnóstwo ciekawych questów i to w całkowicie dowolnej kolejności. W porównaniu z Amn (tak chyba się nazywało to miasto z dwójki, bo dokładnie nie pamiętam) Newerwinter nie oferuje tylu zadań i takiej swobody. Jednak najistotniejsza różnica to same postacie, które są znacznie ciekawsze w BG niźli w NWN nie oszukujmy się postacie w NWN były jakieś takie sztuczne i w ogóle. Podobnie jest w KotORach tam postacie też są ciekawe mają jakaś osobowość. Nie wiem dokładnie, na czym to polega, ale NWN sprawiał wrażenie (między innymi przez ten widok z góry) jak być bawił się plastikowymi figurkami w domu dla lalek tymczasem wymienione przeze mnie inne RPG dawały jakieś mniejsze lub większe, ale zawsze jakieś złudzenie uczestniczenia w jakimś prawdziwym świecie. Wracając zaś do tematu wykreowanych NPCów to aby być szczerym wszystkie a przynajmniej większość opisywanych przeze mnie wad dotyczy podstawki oba dodatki wprawdzie dalej nie dorównywały BG lub Planescape, ale jednak były ciekawsze i bardziej przekonywujące. NWN należy tez pochwalić za ciekawy edytor, ale i tak to za mało żebym nie żałował wydanych na ta grę pieniędzy.
-
No to jedziemy z tym koksem. Po pierwsze chciałeś trzy gry z dobrą fabułą. Cóż może faktycznie źle się wyraziłem, bo o dobrą fabułę przez całą grę jest dość trudno. Raczej chodziło mi o wiarygodny świat, klimat, nieliniowość i w miarę dobrą fabułę. Cóż NWN przynajmniej podstawka klimatu dla mnie nie miały. Świat był zbyt sztuczny. Nie umywało się to do BG2. W BG i BG2 (BTW oto pierwsze dwie gry z dobrą fabułą) specjalnie grałem Paladynem bo miało to niebagatelny wpływa na rozgrywkę natomiast w NWN Paladyn był wręcz do bani. Może w BG tez nie wymiatał, ale mógł załatwić wiele spraw bez wyciągania miecza i mieć lepszy ekwipunek, bo taniej kupił i drożej sprzedał oraz często był ho.jniej nagradzany. Cóż w NWN rozmów z NPC-ami było tak mało, że charyzma była wręcz zbędną cechą. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że NWN bliżej było do action RPG niż do dobrego fabularnie RPG. A cóż ja nalezę do tych, którzy kochają dobrego RPG natomiast w gry typu Dungeon Siege prawie wcale nie grają (no chyba, że na zasadzie „na bezrybiu i rak ryba” ). Kolejną grą z niebagatelnym wpływem postaci na rozgrywkę (a zwłaszcza pod kontem dylematów moralnych) były oba KotOR’y ze wskazaniem na drugi (kolejne dwie gry z dobrą fabuła i realistycznym światem). Dodać należy jeszcze najbardziej nieliniowe znane mi gry Morrowind i Planescape. I mamy nawet 6 prawdziwych RPG a NWN przy niech to był rynsztok. W miarę bronią się jeszcze dodatki. Ale podstawka no cóż… Nawet nie nadawała się na dobrego action RPG bo i poziomy za wolno skakały i przedmiotów (oczywiście tych ciekawych) za mało było (mało jak mało, ale na pewno za rzadko się je znajdowało). Dlatego do NWN2 podchodzę ze sceptycyzmem. Jedynka dawało za mało swobody i była nazbyt… hm… w każdym bądź razie za mało tam było istotnej interakcji z NPC-ami. Jeszcze na koniec kilka słów, co do widoku z góry. Być może, dlatego że, w NWN brakowało tylu rzeczy ów widok stał się w moich oczach gwoździem do trumny tego „RPG”. Poza tym dla mnie znacznie mniej czytelny w grach 3D jest właśnie widok z góry niż z oczu lub z za pleców bohatera. A w KotOR’ze ani razu nie czułem się zagubiony ze względu na widok z za pleców.
-
No dobra. Są te skriny na stronie głównej. Przejrzałem je sobie i doszedłem do wniosku, że NWN2 grafiką nie zachwyci. Cóż, jeśli na dodatek głębia fabularna ma być zbliżona do jedynki to raczej gry nie nabędę. Cóż na jedynce się przejechałem, więc wybaczcie mój sceptycyzm. Tym bardziej, że w grze znowu będzie widok z góry (przynajmniej tak słyszałem). Cóż może był on dobry, ale w grach 2D. Natomiast w 3D wyjątkowo mi nie pasuje. A już zwłaszcza w RPG. Tworzy niepotrzebną przestrzeń pomiędzy graczem a bohaterem gry. W 3D znacznie lepiej prezentuje się widok z KotOR i szkoda, że nie będzie go w NWN2. Wiem, wiem w jedynce niby był, więc w dwójce pewno tez się przewinie, ale nie oszukujmy się sterowanie w NWN z widokiem z za pleców było do bani.
-
A z tobą, co? To ty nie wiesz, że jest to i tak bardziej opłacalne niż leczyć potem tych wszystkich palaczy z raka płuc? Moim zdaniem najlepsza akcją anty nikotynową było by po prostu umieścić na paczkach papierosów napis „Palaczu robisz to na własną odpowiedzialność państwo nie ma zamiaru płacić za leczenie ewentualnego raka płuc, jakiego się prawdopodobnie nabawisz.” I na dodatek potem to jeszcze egzekwować. Cóż może to i brutalne, ale trudno przynajmniej w krótkim czasie wszyscy palacze wymrą a nowi nie będą się za to brać z taką ochotą. Bo czemu niby cześć składek z funduszu zdrowia, w którym i tak brakuje pieniędzy ma iść na leczenie bezmyślnych ludzi, którzy, pomimo że się ich ostrzegało i tak palili przepuszczając przy tym fortuny na papierosy? Wiem. Chciałem tylko zaznaczyć, kto na tych napisach głównie zyskuje. A czy przez ich umieszczanie na paczkach papierosów spadła ich sprzedaż? Tego nie wiem, bo i tak nie pale i los palaczy mam w (_!_). Denerwuje mnie tylko jak mnie jeden z drugim zmusza do biernego palenia, bo nie umie wytrzymać pięciu minut bez papierosa. No i denerwuje mnie tez to, że za ich leczenie musi płacić całe społeczeństwo. Hm… może nie głupim pomysłem było by dodanie palaczom jakiejś dodatkowej opłaty na fundusz zdrowia. Tylko nie bardzo wiem jak by to można było wyegzekwować. Wpleść to w cenę papierosów? To i tak by się okazało że ludzie zaczną kupować te tańsze z przemytu a na tym państwo mogło by tez stracić.
-
Efekt jest i to znaczący a na dodatek nie oszukujmy się, bo o taki a nie inny efekt w tych napisach przede wszystkim chodziło. Mianowicie koncerny tytoniowe nie przegrywają już tylu spraw sądowych z klientami, bo odpadł palaczom argument, że nikt ich nie ostrzegał. Cóż nawet, jeśli taki jeden z drugim nie zrezygnuje z palenia czy picia pod wpływem takiego napisu to przynajmniej po latach jak już będzie ledwo żywy nie wmówi nikomu, że nie wiedział, czym to grozi. Choćby dla tego takie napisy powinny być nie tylko na papierosach, ale gdzie indziej też.
-
Masz słuszność twierdząc, że utarło się, iż Bóg to brodaty dziadek. Co nie zmienia faktu iż oficjalnie w kościele (a przynajmniej w moim wyznaniu) obrazy Boga nie powstają bo nie ma on jako takiej formy którą można by namalować. Wyjątek stanowią Duch Święty, którego przedstawia się jako gołębice i Jezus Chrystus, który przecież ciało miał. Co jednak nie zmienia faktu że ogólnej formy Boga jako bezpośrednio Boga nikt nie widział i przedstawianie jej w jakikolwiek sposób było przez długi czas całkowicie zabronione i chyba nadal jest. A to, że ludziom łatwiej jest sobie wyobrazić brodatego dziadka to inna sprawa i nie jest to takie zaś znowu złe, bo nie przeszkadza w wierze w tegoż Boga. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zapomina się, iż jest to tylko uproszczenie niemające nic wspólnego z rzeczywistością.
-
Widzisz to wszystko kwestia tego jak rozumiemy określenie „od zawsze”, bo wystarczy założyć, że przed powstaniem naszego wszechświata nic nie istniało i to do takiego stopnia, że nie istniał nawet czas tak, więc nie można było stwierdzić jak długo ów stan rzeczy się utrzymywał. W zasadzie można by nawet powiedzieć, że skoro w okresie „nic” nie istniał czas to tego okresu nie było. Od pyk i mamy wielki wybuch. Zaczyna się czas zaczyna się wszechświat zaczyna się wszystko. Z tego punktu widzenia wynika, że wszechświat, pomimo że ma swój teoretyczny początek to jednak istniał od zawsze, bo nic przed nim nie było. Wiec skoro wszechświat, (na którego istnienie masz dowody) istniał od zawsze to, czemu Bóg też nie mógł istnieć od zawsze razem z tym wszechświatem. Może nawet po prostu być tym wszechświatem. Jedyna rzecz w tym rozumowaniu, która wykracza poza nasze możliwości wyobrażenia to owa nicość. Bo już wyobrazić sobie, że coś jest zawsze i jest wszędzie można bez problemu wystarczy tylko dobrać odpowiednią skalę. I tak na przykład weźmy butelkę i wypełnijmy ją po same brzegi wodą. I co woda jest wszędzie w tej butelce. Inna kwestia to wyobrazić sobie, że poza butelką nic nie ma i to nie w znaczeniu, że nie ma tego, co znają mieszkańcy butelki, czyli wody, ale kompletne nic. Po prostu bez alternatywy. Natomiast istnieć zawsze może być bez problemu zrozumiane w skali istnieć od początku czegoś. W przypadku Boga można powiedzieć, że od początku czasu i tez będzie to znaczyć „zawsze”.
-
No widzisz święcić. Teraz pozostaje kwestia tego, co rozumiemy pod słowem święcić dzień święty? Czy interpretujemy to tak jak nakazują nam księża czyli „Idź do kościoła i daj na tacę” czy też postanawiamy brać bezpośredni przykład z Boga i oddać się nic nie robieniu a może postanawiamy obcować z Bogiem i spędzamy ten dzień na modlitwach (nie istotnie czy w kościele czy w domu). Tu wiele zależy od interpretacji oraz głosu własnego sumienia. Zaś, co do kwestii osób pracujących w ten dzień to pozostaje jeszcze inny Biblijny cytat „to szabat jest dla człowieka a nie człowiek dla szabatu” lub „Czy jeśli w dzień szabatu osioł wpadnie ci do studni to go nie wyciągniesz?”. Tyle w kwestii święcenia. Nie czytałem wprawdzie polecanej przez ciebie książki, więc nie wiem, jakie ona poglądy prezentuje a skoro nie czytałem to przemilczę ten fragment twojej wypowiedzi. Zaś, co do reszty to nie widzę tu większych sprzeczności z Chrześcijaństwem. Bóg jako istota niematerialna znajdująca się wszędzie we wszechświecie i znająca wszystkie myśli jednym słowem wszechmogąca. Można jej doświadczać (poprzez modlitwę i głęboką wiarę) są przecież objawienia. A wyobrażenie, że Bóg to brodaty dziadek jest zdecydowanie nieprawdziwe. Bóg Chrześcijański, ale zarazem ten sam Bóg Żydowski i Muzułmański nie ma wizerunku, dlatego nie powstają jego wyobrażenia. Jedyną jego materialną emanacją był Jezus, co i tak nie oznacza, że Boga w tym czasie nigdzie indziej nie było. Tak więc w czym jest to sprzeczne z tym co napisałeś?
-
No i ja sobie obejrzałem. Cóż film był niezły, ale co do efektów podzielam zdanie araska. Zaś sama intryga taka sobie. Od początku wiedziałem, kto jest Alchemikiem to było aż nadto oczywiste a na dodatek każdy kolejny ruch Alchemika utwierdzał mnie w przekonaniu, że to ta a nie inna osoba kryje się pod lustrzaną maską. Mimo wszystko film mi się podobał. Zaś, co do kwestii podniesionej przez pewnego forumowicza jakoby to Francuskie filmy było słabe to sorry, ale śmiech w twarz. Owszem Francuzi robią masę miałkich melodramatów, których nie trawie, ale i tak robią filmy nierzadko ciekawsze niż analogiczne filmy zrobione w Hollywood. Może i można to zwalić na kwestię znudzenia filmami z U.S.A. ale jakoś Francuskie filmy mi się nawet podobają. Powiem więcej jeśli brać pod uwagę tylko Europę to Francuzi bezsprzecznie robią najlepsze filmy na kontynencie.
-
Jeśli jeszcze nie oglądałeś to obejrzyj. Naprawdę fajny film. Nie jest to może arcydzieło kinematografii, ba można powiedzieć, że jest tam wiele umowności, które w porządnej intrydze nie miały by prawa bytu np. Indianin, który zna karate. Jeśli jednak podejść do tego z odrobiną dystansu to jest to dość ciekawy i przyjemny do oglądania film. Właściwie nieco wymykający się jakiemukolwiek gatunkowi. Niby horror, ale w sumie to jest tam parę ładnych walk i to w cale nie z potworem do tego jakaś drobna intryga, romans i realia z przed kilku wieków. W sumie dość ciekawe dla rozrywki, bo jeśli nastawiałbyś się na coś ambitnego to raczej nie tu.
-
Niestety SPAWN, ale racja jest po stronie Druida. Jak to ładnie za pomocą logiki objaśniła Niziołka. Jak widać po tym cytacie te teksty (mniejsza o jakie teksty wtedy chodziło) sprowokowały Druida. Wniosek: To były teksty, które miały kogoś (czyt. Chima) sprowokować i sprowokowały. Kolejny wniosek Druid to nie Benedykt XVI. No cóż w tym obraźliwego, że ktoś nie jest Benedyktem XVI? Ja też nim nie jestem i czy to ma oznaczać, że wszyscy w okolicy są na mnie obrażeni? Wiesz, co? Ty też nie jesteś Benedykt XVI tak, więc idąc twoim tokiem myślenia może my tez mamy się na ciebie obrazić? ROTFL, a co ci się ten druid tak wkręcił? xD - Chim
-
O a propo. Czemu Qn’ik już się nie udziela? Brak czasu? Znudzenie forumowiczami? Bo chyba nie pogniewał się tak jak Eld?
-
Jedno pytanie skoro ciężka praca ich nie zresocjalizuje to niby, w jaki sposób siedzenie jak to określił pięknie A.L. wśród swoich ma ich zresocjalizować. To może faktycznie trzeba ich pozabijać, bo przecież są bez szans na resocjalizacje. Wiesz, co? Ja jednak wolę spróbować ich posłać do roboty, bo nie ma, co się oszukiwać to, co jest teraz się nie sprawdza i coś trzeba z tym zrobić. A co do kwestii jak ustalić ile mają pracować itp. To dość prosta sprawa wymaga jedynie na początku większych środków finansowych na wdrożenie. I tak każdy więzień w swojej celi z ewentualnymi współ lokatorami żyje jak każdy uczciwy obywatel żyć powinien to znaczy śpi, wstaje je coś i idzie do roboty, jaką wyznaczy mu państwo. Za tą robotę ma jakąś stawkę np. coś w stylu imiennych karnetów (imiennych, co by nie szerzyła się kradzież i wymuszenia) za każde wykonane zadanie, (co by nie był zasady „czy się stoi czy się leży…”) dostaje jakąś liczbę tych karnetów stosowną do trudności wykonanego zadania i do jakości jego wykonania. Za te i tylko za te karnety zyskiwałby dostęp do żywności, telewizji i innych takich tam. Czyli jednym słowem dla degeneratów tworzymy osobne społeczeństwo pod stałym nadzorem. O żadnym wyzysku nie było by mowy. Taki więzień sam dobierałby sobie zadania z puli tych do wykonania. Kto może ten wybierał by trudniejsze a zarazem lepiej opłacane a inny wybierał by te mniej trudne. Połączyć to z odpowiednim nadzorem i bingo mamy nowy system karny daleki od gułagów itp. a zarazem podobny do prawidłowego wyglądu społeczeństwa i jako taki starałby się uczyć więźniów jak w owym społeczeństwie żyć. Jeśli masz jakieś uwagi, co do nieścisłości to pytaj na pewno coś jeszcze dałoby się wymyślić i poprawić.
-
Pytanie numer jeden. Czy ty to pisałeś na serio? I pytanie numer dwa czy byłeś wtedy trzeźwy? Nie mówię konkretnie o upojeniu alkoholowym, ale może jakaś grypa czy coś? Wiesz, co mnie denerwuje? To, że są tacy (same obraźliwe acz ni wulgarne słowa cisną mi się na klawiaturę), co uważają, że jak ktoś wierzy w Boga i chodzi do kościoła to jest moherem. Ludzie przecież połowa tych prawdziwych moherów to tylko pozoranci, którzy nie hołdują nawet podstawowej zasadzie Chrześcijaństwa, jaką jest miłość do bliźniego a druga połowa to ci, którzy nabierają się na ich „świętość”. Zaprawdę pytam was, co wspólnego ma Ryzyk i jego moherowe odziały z prawdziwą ideą Chrześcijaństwa? Prawie nic? Może tylko tyle, że się na nią powołuje i na słowach się kończy. Nie można każdego chodzącego do kościoła uważać za fanatyka religijnego. No proszę trochę tolerancji!!! I wiesz, co ja chodzę do kościoła a mimo to do moherowa mi daleko. Może nawet dalej niż tobie wiesz.
-
No to zaczynamy od początku. Czyli na przykład. No to dobra. Niech będzie ten przykład. Czyli ustalmy, że przykład Narslia pasuje. I oto, co dalej RoZy pisze. Czyli lepiej go zabić? Oczywiście RoZy tego nie pisze bo szybko dodaje, że… No lepiej by było. Co nie? I niby wszystko luz, ale teraz to co mnie tak rozbawiło. Ale cóż, co? Nie można ich wysłać do takiej pracy, bo to również jest uważane w UE za niehumanitarne. Jak mniemam o to chodzi? I dlatego niby lepiej ich pozabijać? Dlatego ja potem: Być może dokonałem nad interpretacji, ale wybaczcie to nie moja wina. Powinien dokładnie napisać, o co mu chodzi, bo na razie to wynikało z tego, że skoro więzienia są przepełnione i zbyt wygodne a prawo zabrania zagonić więźnia do pracy to lepiej żeby go zabić. I nie mówić ze uogólniam, bo ja cały czas mówię o przyjemniaczku, którego wymyślił Narsil. I na koniec. Dokładnie. Dlatego śmieszą mnie ludzie, którzy na zbyt wygodne warunki w więzieniach podają jedno rozwiązanie KARĘ ŚMIERCI. Ponieważ można znaleźć przynajmniej kilka innych praktyczniejszych rozwiązań. I jeśli ktoś mi powie, że RoZy wcale do tych ludzi nie należy. To oto kolejny fragment. Cóż nie będę się powtarzał bo resztę już nacie. Jeśli ktoś twierdzi, że kara śmierci powinna być a chwilę potem pisze, że można by takich delikwentów posłać do roboty, ale mimo wszystko kara śmierci dla nich powinna być. To ja tu widzę pewien brak logiki zasługujący na ROTFL. Bo, albo do obozu pracy, albo na krzesło elektrycznie, przy czym, po co na krzesło skoro można by do obozu pracy? Mam nadzieje że tym razem wyraziłem się dość jasno.

