Skocz do zawartości

Mordimer Madderdin

Forumowicze
  • Zawartość

    795
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Mordimer Madderdin


  1. Cześć

    Sprawa ma się tak, potrzebuję kupić nową drukarkę a co za tym idzie przydała by się jakaś porada.

    A teraz czego szukam. Drukarka w cenie do 600 zł. Atramentowa. Dobrze by było żeby mogła drukować też zdjęcia cyfrowe dobrej jakości (poprzednia jaką miałem niby mogła, ale trochę rozmazywała). Przy czym podkreślam że priorytetem dla tej drukarki jest zwykłe codziennie drukowanie tekstów czasem z wykresami lub ilustracjami a opcja drukowania zdjęć jako dodatek, choć też bardzo ważny. Gdybym chciał drukować same teksty i odpuścił zdjęcia prawdopodobnie zdecydował bym się na laserową. Ostatnia kwestia to tani albo przynajmniej pojemny wkład z tuszem.

    Pewną dodatkową opcją ale nie konieczną jest wi-fi, żeby wystarczyło kłaczyć samą drukarkę i drukować z każdego komputera w domu. W poprzedniej musiałem włączyć całego kompa do którego byłą podłączona i dopiero wtedy mogłem drukować z innych kompów. W sumie sam nie wiem czy takie drukarki z wi-fi istnieją i jak stoi ich cena, dlatego traktuje to jako coś mocno opcjonalnego.


  2. Witam :)

    Oj daaawno mnie tu nie było, ale jako iż kilkoro z was złożyło mi urodzinowe życzenia za pośrednictwem tego forum to sobie o was przypomniałem (no niestety nie ma lekko) i postanowiłem zobaczyć co się tu dzieje. Temat wydaje się ciekawy a i widzę tu starych znajomych (pozdrowienia dla Mavericka, dalej ponury jakim go zapamiętałem :) )

    Ale do tematu. Sens życia. Według mnie cała zagadka została rozwikłana na początku tego tematu. Mianowicie rozmnażanie. Życie jako takie istnieje tylko po to. Bo jaki inny sens ma życie takiej bakterii, muchy czy nawet lwa? No jak ktoś wie to niech mi powie.

    U ludzi jest trochę trudniej to uzasadnić. W końcu mamy uczucia, zdobywamy wiedzę, tworzymy sztukę, ale zastanawialiście się po co? Nie pytam po co żyjemy, ale po co robimy te inne rzeczy pozornie nie związane z naszym przetrwaniem?

    Ja to widzę tak. Po pierwsze malarz maluje, poeta pisze wiersze a muzyk gra z tego samego powodu dla którego górnik węgiel wydobywa a ktoś inny rowy kopie. Żeby zarobić. Kasa = jedzenie, kasa = dom, za kasę dostaniemy prawie wszystko co potrzebne nam do podtrzymania naszego życia i zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Czyli tu chyba mamy jasne. Czasem niektórym się zapomni po co tak naprawdę jest kasa i zaczynają ja gromadzić jak by to ona była sensem ich życia, ale chyba większość się zgodzi ze nie o kasę tu chodzi i ona jest jedynie środkiem a nie celem a tym bardziej nie sensem.

    Zapewne ktoś powie że jest też coś więcej w tym ze malarz maluje, muzyk gra a profesor naucza. No nie będę zaprzeczał ze jest. Mianowicie mam na myśli to jak nas widza inni ludzie. Możemy sami się najeść, sami z reguły oddychamy, sami wydalamy, ale sami z sobą nie porozmawiamy, sami sobie nie powiemy miłego słowa które znaczy znaczy aż tyle co wypowiedziane z ust innej osoby. Czy tego chcemy czy nie to jesteśmy istotami stadnymi i żyjemy dla innych. Po to żeby przy nas byli, żeby nas lubili. Każdy niech się zastanowi czy potrafił by żyć bez choćby jednego przyjaciela i nadal był by szczęśliwy? To inni ludzie i ich stosunek do nas decydują czy czujemy się kochani i szczęśliwi czy też odrzuceni i nieszczęśliwi. Metody do osiągnięcia tego są różne. Władza, miłość, tyrania, altruizm, kasa. Jedne z nich tworzą jedynie iluzje inne naprawdę zjednują nam ludzi. Ale założę się że wszystko o czym osoba czytająca to by teraz nie pomyślała jest w jakiś sposób związanie z innymi ludźmi i ma na nich wpływ. Tak wiec wszystko co robimy wpływa na to jak nas widzą inni, dalszy wniosek jest taki że inni wpływają tez na nas i na jeszcze innych. To czy nas lubią czy nie, jaka mamy opinie ułatwia nam przeżycie lub utrudnia a co najważniejsze zdecydowanie pomaga lub przeszkadza w zdobyciu partnera, pożywienia, opieki w czasie choroby.

    Innymi słowy ułatwia lub utrudnia przeżycie.

    Z pozoru możne to się wydawać płytkie. Życie na pokaz, tylko po to żeby się najeść, wydalić i uprawiać sex. No i w sumie życie prostych istot takie jest, na szczęście lub nieszczęście w przeciągu tylu milionów lat ewolucji zostało to ładnie owinięte w bawełnę. :)

    Na koniec powiem tylko jedno. Nawet jeżeli wziąć to wszystko co napisałem pod uwagę i potraktować serio (bo w sumie wiele prawdy w tym jest) to nadal czegoś brakuje. Jest coś w naszej naturze co każe nam myśleć że jednak żyjemy nie tylko po to, ze zostaliśmy stworzeni dla wyższych celów. A już wiem egoizm... Za dużo myślimy o sobie i o własnym sensie swojego życia.

    Dlatego jeżeli ktoś zapytał by mnie o zdanie to powiem tak... Olać całą wyniosłość sensu życia. Tak naprawdę chcemy tylko uwagi innych osób a w szczególności tej jednej (lub kilku ;) ) płci przeciwnej. Jeżeli zapamiętamy że inni ludzie są tacy jak my i szukają tego samego (czasem tylko innymi drogami). Postaramy się dać im tą upragniona przez nich naszą uwagę to oni z reguły tego nie zignorują. I nagle okaże się że sens życia się spełnił. Mamy przyjaciół, rodzinę, szef nas lubi i daje nam podwyżkę, zostajemy czyimś szefem i mamy władze. Co kto chce i co kto widzi jako sens swojego osobistego życia. A jak ktoś wierzy w Boga to nagle w cudowny sposób bez nawoływania do krucjat i wyzywania od heretyków, jedynie miłością bliźnich nawet nie wyrzekając się szczęścia osiągnie upragnione zbawienie.

    Ps. Wiem że to nie jest aż takie proste jak opisuje, ale mogło by być. Wystarczy chyba tylko szukać odpowiednich osób do okazania im tej uwagi. I dużo uśmiechu. :)

    Tym optymistycznym akcentem żegnam wszystkich. Do przeczytania jak mnie znowu najdzie na filozofowanie XD

    Pozdrawiam Mordi


  3. Zna ktoś jakiś w miarę dobry, darmowy (lub przynajmniej żeby byłą do niego w pełni funkcjonalna wersja testowa) i prosty w obsłudze program do montażu filmów? Chodzi o to żeby można było wyciąć jakieś sceny. Połączyć dwa osobne filmiki. Wstawić własne napisy na stałe do filmiku. Wstawić jakąś pojedynczą klatkę do filmu. Jest mi to potrzebne do zrobienia prezentacji na zajęcia.

    Z góry dziękuje za pomoc.


  4. No to po kolei. Szybko i treściwie wyjaśnić do końca pewne kwestie. :)

    Media. Jak zauważyłeś użyłem zwrotu media. I nie chodziło mi tylko o TV, poza tym to nie PRL i stacji TV też jest kilka a każda głosi swój punkt widzenia. Do tego są gazety, radio i internet. Tak naprawdę nigdzie nie dostaniemy odpowiedzi, bo prawda jest jak (_!_), każdy ma swoją. Ale daje nam to możliwość zobaczenia innych punktów widzenia. Poznania się z innym światopoglądem i to porusza szare komórki do myślenia „Czy moja prawda jest tą właściwą? Kto ma racje, ja czy inni?” Zaś co do programu o który mówiłeś to wprawdzie z twojego opisu jednoznacznie nie wynika czy był to program takiego typu jak sądzę, ale moim skromnym zdaniem to lepiej kiedy w danym programie, artykule itp. przedstawia się zarówno argumenty za jak i przeciw jakiejś sprawie i to na równych prawach. Nie daje się odpowiedzi tylko pozostawia ocenę widzowi, słuchaczowi bądź czytelnikowi. To w moim odczuciu jest właśnie obiektywizm (przynajmniej na miarę możliwości człowieka).

    Pytania i braki. Chyba nie zauważyłeś, ale to „Więc po co zadawać pytania?” było pytanie retoryczne. ;) Pytania zawsze trzeba zadawać jak i szukać odpowiedzi. Fakty jednak są takie że wielu ludzi z czasem gubi się lub męczy ciągłym gonieniem za prawdą której nie sposób dogonić. Wolą oddać się sprawą bardziej jednoznacznym i konkretnym niż ciągłe analizowanie świata. Postanawiają go brać takim jakim jest. Co wcale nie znaczy że są na niższym poziomie mentalnym. Ba być może są nawet na wyższym niż ci którzy ciągle pytają i analizują. Może znaleźli już swoje odpowiedzi i doszli do wniosku że to czego im naprawdę potrzeba to owa dyskoteka, kontakt ze znajomymi, przyjaciółki, dobra praca, rodzina lub coś, cokolwiek innego. Nie koniecznie się zagubili. Choć jest też grono zagubionych co nie znaleźli odpowiedzi i mimo tego zaniechali poszukiwań. Co też nie czyni ich gorszymi, może po prostu czekają na impuls, bodziec, coś co nakieruje ich na nową drogę, lub na pomoc drugiego człowieka? Tak naprawdę to warto to przemyśleć zanim się ich oceni i w łoży do szufladki ze spłyconymi duchowo, pustymi lalkami.

    Religia. Co to znaczy „inne źródełko”? Celowo użyłem zwrotu „religii i filozofii”. Cokolwiek innego byś nie wymyślił co nada naszemu światu odrobinę mistycyzmu w ten czy inny sposób to zawsze będzie to już jakaś religie lub filozofia. Nawet bezgraniczna wiara w moc współczesnej nauki i przekonanie ze wszystko kiedyś będziemy w stanie udowodnić i wyjaśnić (tym samym możemy skreślić Boga z listy naszych dziennych spraw), którą często przejawiają współcześni jest już formą pewnej filozofii a może i nawet religii. I ma te same objawy fanatyzmu, czego dowodem jest nieokiełznany pęd wielu „wyznawców nauki” do likwidowania religii i obarczania jej winą za całe zło i hipokryzje tego świata.


  5. Hm... jakoś tak naszła mnie ochota na małą dyskusje. Mam nadzieje ze nie macie mi za zła że się trochę powtrącam. ;)

    Nawiąże do tych fragmentów. I trochę rozwinę to w kierunku pierwotnej dyskusji.

    Jesteśmy na wyższym stopniu rozwoju technicznym, ale duchowo wielu z nas jest słabych i prymitywnych.

    "Duchowo" jest jednoznaczne z "mentalnie"?

    Jesteśmy wyżej i tu i tu. Jasne, są prymitywni, ale ich odsetek jest znacznie mniejszy niż kiedyś, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Odsetek to wciąż duży, ale mniejszy

    To chyba żyjemy w innych światach . Ja obserwuję braki totalne, ludziom czegoś brakuje - nie wiedzą czego i idą się zalac na dyskoteki na przykład. Nie szukają problemu - pogłębiają go tylko, nie myślą abstrakcyjnie. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale często spotykam się z takimi oto przypadkami.

    Na bazie własnych doświadczeń i sytuacji z jakimi się spotkałem dochodzę do wniosku iż oboje macie racje. :P

    TeBeG ma racje ludzie faktycznie stoją na wyższym poziomie technologii, wiedzy i zarazem rozwoju mentalnego, duchowego i kulturalnego. Prawie każdy w tak zwanym „cywilizowanym świecie” ma dostęp do mediów i co za tym idzie do dużej dawki wiedzy i informacji. Wiele, naprawdę wiele powodów do przemyśleń. I myślimy o tym wszystkim... może nie wszyscy ale jednak większość się zastanawia nad światem który ich otacza, analizuje i szuka odpowiedzi. Ale ich nie znajduje bo jak je znaleźć w świecie gdzie prawie wszystko zostało już po stokroć sprzedane? Wnioski często są smutne i jednoznaczne, im więcej się wie tym mniej się z tego wszystkiego rozumie. Więc po co zadawać pytania? Skoro nie znajduje się na nie odpowiedzi lepiej iść na tą dyskotekę czy inną zabawę i spędzić miło czas, a potem zająć się czymś pożytecznym jak np. praca, nauka, rodzina. I tu dochodzimy do tego co zauważył Dziadek_Piorun, ludziom faktycznie czegoś brakuje. Brakuje im prawdy. Prostych i zrozumiałych odpowiedzi, wartości moralnych których można się trzymać, takich których nie podważają hipokryci je głoszący. Ale to wcale nie świadczy o tym iż tych wartości już nie ma lub ze są złe. Czy to czyni np. religie złą? Skąd teorie że bez niej świat był by lepszy? To co czyni świat gorszym to pieniądz i władza, chęć wykorzystania swojej pozycji do narzucenia swojej woli innym pokojowo lub siłą. Ale do tego nie potrzeba religii, nie było by żadnej religii czy żadnej filozofii to pomijając fakt iż świat był by uboższy to wcale nie był by lepszy. Ludzie znaleźli by coś innego co mogli by wykorzystać w celach zyskania władzy i majątku, wszczynania wojen.

    Przynajmniej takie jest moje zdanie na chwilę obecną. Jeśli ktoś się nie zgadza, ma inne zdanie to liczę na szybka i ciętą ripostę. Nie mam za dużo czasu żeby śledzić forum więc w najgorszym przypadku jeśli się nie doczekam to później mogę nie odpowiedzieć. :( I nici z odrobiny rozrywki jaką bym miał przy okazji wymiany poglądów.


  6. Mikołajki... Jak ja tego nie nawidze, za rok nie biore udziału w tym układzie. Prosze, powiedzcie co mam kupić dla chłopaka interesującego się informatyką. Budżet 15 zł...
    Dla chłopaka interesującego się informatyką? Trudne pytanie. Sam jako chłopak studiujący informatykę nie umiał bym ci na nie odpowiedzieć. Dlatego zadam kilka pomocniczych pytań (jeśli nie masz nic przeciwko). Czy on interesuje się tylko informatyką? Kim dla niego jesteś? Dziewczyną? Chłopakiem!?:shock: Przyjaciółką/przyjacielem? Kumplem? W ogóle jakiej jesteś płci bo z nicku na forum to nie wynika.

    No jak odpowiesz to będzie łatwiej. Ale strzelając w ciemno powiedział bym... że masz przekichane. Wszystko jeszcze zależy jak bardzo zainteresowany tą informatyką on jest a jak bardzo zewnętrznym światem. Jeśli tylko informatyka i jest to totalny geek to lipa, nie ma cudów, jemu najpierw potrzeba jest przywrócenie do normalnego życia. Poznałem kilku geeków na swoich studiach i doskonale wiem iż oni nawet nie wiedzą iż 6 grudnia są mikołajki. Jeśli jednak jest normalnym kolesiem to kup mu to co każdemu normalnemu kolesiowi.


  7. Jak was tak czytam to przypomniał mi się mój pierwszy świadomy sen. Nie wiedzieć czemu stado rozwścieczonych chłopów z widłami i pochodniami zagoniło mnie na skraj urwiska. W tym momencie panika. Jak skocze to zginę, jak poczekam to też zginę. I nagłe olśnienie. Nie, nie zginę bo to sen. Skocze to się obudzę. I skoczyłem. :P Po namyślę uznaje to za głupie. Przecież to tylko sen... mogłem sobie odlecieć. :D W kolejnych świadomych snach które miałem i w których mnie ktoś gonił to już właśnie tak robiłem. :P Spróbujcie, lepsze to niż zabić się we śnie.


  8. Sny to ja już rozmaite ciekawe miałem :). Najbardziej lubię jak podczas snu zdam sobie sprawę, że śnię - wtedy to dopiero można się zabawić :). Znajdujesz się wtedy w świecie, gdzie wszystko zależy od ciebie i możesz robić, cokolwiec sobie wymarzysz. Szkoda tylko, że naprawdę rzadko coś takiego się zdarza.

    Tak świadomy sen to świetna sprawa, sam kiedyś parę razy tego doświadczyłem, niestety już dość dawno temu bo minęły z 3 albo i 4 lata od czasu jak ostatnio śniłem świadomie. Teraz najczęściej jak uświadamiam sobie ze jestem w śnie to się automatycznie budzę. Co ciekawe wikipedia podaje:

    Szacuje się, że 20% populacji doświadczyło przynajmniej raz w życiu snu świadomego.

    Świadomy sen

    ... a tym czasem prawie każda osoba z którą bym rozmawiał na ten temat (szczerze powiedziawszy Black Pearl jest pierwszym którego "znam" a który twierdzi że nie śnił świadomie ani razu) twierdzi że chociaż raz udało jej się świadomie śnić. Czyli prawie 100% znajomych. Hm... dziwne, prawda? :shock:

    A te wszystkie bóle podczas snu to z reguły to co Mathev napisał, czyli skurcze mięśni. Mnie co jakiś czas ze snu wyrywa okrutny ból nogi, ale na skurcze najlepsze jest wbicie pinezki w mięsień - trzymam jedną przy łóżku :).

    IMO to nie organizm reaguje na to, co tworzy mózg, a jest właśnie odwrotnie. To mózg pobudzony przez bodźce tworzy różne wizje w snach.

    To działa w obie strony. Zarówno realistyczny sen może wpłynąć na zachowanie organizmu, wywołać uczucie bólu, ale i prawdziwy ból może wpłynąć na sen. Choć to drugie jest zdecydowanie częstsze. Czego żywym dowodem są "kolorowe" i dziwaczne sny jakie mamy w czasie choroby.

    Sen to bardzo ciekawe zjawisko :).

    Gdyby było inaczej to nie prowadzili byśmy tej dyskusji. ;)


  9. Ktoś mi mówił nie tak dawno (albo gdzie o tym przeczytałem) że w pewnej fazie snu jak przyśni nam się jakiś uraz fizyczny (np. wspominany upadek) to mózg wysyła do ciała takie sygnały jak by to się wydarzyło naprawdę. Ta sama osoba wspominała mi jak pewnego razu śniło jej się ze ktoś do niej strzelił i obudziła się z przerażającym bólem, który na szczęście po chwili minął.


  10. Czy to aby na pewno właściwa metoda? Czy nie lepiej propagować u młodych odpowiednie wartości? (nie wierzyłem że kiedyś to napisze..;-))

    A czy ja powiedziałem że samo ignorowanie wystarczy. Ignorowanie jest tylko sposobem na to by nie przyciągać do nich zbędnej uwagi, ale oni sami też bez pomocy mediów mogą dotrzeć do ludzi. I w tym już im nikt nie przeszkodzi, a przynajmniej w wolnym kraju nie powinien. I tu faktycznie kręgosłup moralny lub zdrowy rozsądek jest jedyną drogą do powstrzymania takich ugrupowań.


  11. Przeczytałem ostatnio „Alicję” Jacka Piekary. No i kurcze sam nie wiem co powiedzieć. Tak dobrej książki to on nigdy wcześniej nie napisał. Naprawdę rewelacja.

    No, ale to trochę mało jak na porządnego posta co nie. Wypadało by napisać co mi się aż tak spodobało.

    Przede wszystkim główny bohater, a dokładniej to jaki jest na początku i jak się zmienia w trakcie. Bardzo ciekawie opisana postawa człowieka który dla swoich ideałów i marzeń zrezygnował z wszystkiego (dobrej pracy, pieniędzy, miłości) a na samym końcu (co i tak ma miejsce przed początkiem książki :) ) nawet z tych marzeń i ideałów. Teraz próbuje już tylko wmawiać sobie ze to co robił i nadal robi i dla czego tyle poświęcił jednak ma sens. Na pewno każdy zna choćby częściowo to uczucie. Starasz się z całych sił, rezygnujesz z innych marzeń a to co chcesz osiągnąć ciągle się nie udaje. I wtedy w życiu bohatera pojawia się tytułowa Alicja. 14 letnia dziewczynka która potrafi popchnąć na dobre tory to z czym główny bohater sobie tak długo nie radził. Oczywiście to tylko taki szybki skrót. Jak przystało na Piekare w trakcie czytania łatwo wybuchnąć świętym oburzeniem i zwymyślać autora od zboczeńców i świętokradców nie doczytując do końcai nie wnikając cóż to głębszego autor ma nam do przekazania, no ale żywię głęboką nadzieję iż nikt z nas z moheru u dziergany nie jest i go takie coś nie spotka. Jak sięgnie po tą książkę to ją przeczyta od początku do końca i będzie równie zachwycony co ja. Zwłaszcza ze lektura jest życiowa, wciągająca i w sumie dość krótka bo raptem 200 str.


  12. A co powiecie o takim wyznaniu?

    Trzeba przyznać że definicja wolności słowa w ameryce jest trochę inna niż w Polsce...

    No cóż... każdy ma prawo głosić swoje teorie, nawet te najbardziej idiotyczne. Trudno się mówi. Nienawidzenie ich i agresja względem nich jest zapewne dla nich tylko powodem do dumy. Czują wtedy że to co robią ma sens. Bo celem takich ludzi jest właśnie sianie nienawiści. Jedyne co można z tym zrobić to potraktować ich z litościwym uśmiechem lekkiego zażenowania. Potraktować jak śmieszny i niegroźny folklor. Z marginalizować i zbagatelizować i robić to tak długo aż faktycznie staną się małą grupką śmiesznych ludzi. Wszelkie inne działania (agresywne traktowanie, cenzurowanie itp.) tylko zwiększają zainteresowanie ludzi takimi organizacjami oraz doprowadzają do zwiększania się liczebności takich... hm... jak to nazwać... sekt? No tyle mojego zdania na ten temat.

    A co do OOBE czy jak to tam idzie to moim zdaniem jest to temat bardziej do Ufo niż filozofii. :P


  13. Z mojej strony nie było takiego zarzutu. To co zacytowałeś ni cholery nie jest zazutem i nie jest stwierdzeniem, że moje życie jest lepsze i że ja jestem lepszy. Jakos dziwacznie to zinterpretowałeś. To Ty pierwszy stwierdziłeś, ze skoro nie wierze to odczuwam pustke i bezsens istnienia. Moja odpowiedź była poprostu satyrą na to co Ty uważasz za sens życia.

    Ech w moim poście na pewno nie padło twierdzenie o pustce. To z postu kogoś innego. Więc ja ci niczego nie zarzucam. Co nie zmienia faktu iż podany przez ciebie przykład dobrego obiadu i meczu niczego poza żołądkiem i czasem ci nie wypełni a już na pewno nie pustki w życiu. No ale to tylko moje zdanie. Dałeś bardzo niefortunny i powiedzmy to sobie wprost głupi przykład na wypełnienie tej rzekomej pustki. Gdybyś mi wyjechał czymś o sztuce lub miłości mógł bym się zgodzić, ale jeśli podajesz przykład meczu i obiadu to nawet pomijając to że jesteś ateista twoje życie wydaje się w takim kontekście puste. Sorry. :/

    No ale co do sensu życia i pustki w życiu można by tu poprowadzić zupełnie inną dyskusje nawet bez poruszania w niej tematu Boga. Szkoda tylko ze ty dalej nie ustosunkowałeś się do tego co napisałem ja a potem Qbuś na temat „Wiedza i religia - podobieństwa.”

    Proponuje tutaj temat zakończyć bo to i tak prowadzi tylko do bezsensownej kłótni.

    No dobra w takim więc razie koniec.

    Jak widzisz stanęło jednak na tym że przekonać się nie da żadnej ze stron. :)


  14. Nie będę się rozwodził nad tematem bo większość rzeczy już został powiedziana. Wyjaśnię tylko jedną sprawę. Mianowicie ten fragment:

    Po pierwsze teraz to Ty dajesz wyraz swojej wyższości na Ateistami. Uwazasz, że jak nie wierze to nie mysle, nie mam uczuc, drabie sie po jajach i żre? Gratuluje kolego gratuluje. To Ty robisz to, o co mnie tak namiętnie oskarżasz. Ty uważasz sie za lepszego bo amsz Boga! Bo masz bogate życie duchowe!

    Zarzucasz mi tu że twierdze iż moje życie jest lepsze bo ja wierze w Boga kiedy ty drapiesz się po jajach. Tyle ze ja niczego takiego nie twierdze. Ja odpieram tylko twój zarzut ze to twoje rzycie jest lepsze bo kiedy ja według ciebie marnuje czas na wiarę w Boga to ty spokojnie oglądasz sobie meczyk, i drapiesz się po jajach.

    A twój zarzut jak byś nie pamiętał jest o tu:

    No i wreszcie: jakie poczucie pustki? Jaki bezsens istnienia? Czy dla Ciebie tylko Bóg może wypełnić życie i sens? Współczuje. Ja np licze że zjem dziś dobry obiadek i obejrze porządny meczyk Barca-Lyon.

    Zaś co do reszty twojej wypowiedzi to oczywiście czepiłeś się tej jednej religii jaką jest Chrześcijaństwo, zupełnie pominąwszy fakt iż poza tym jednym fragmentem o ST starałem się mówić o wierze w sensie ogólnym używając słowa Bóg jedynie z przyzwyczajenia bo dla tej ogólnej dyskusji mógł bym tez mówić Moc albo Zeus. No i na koniec to odwołanie do Biblii ze to tylko książka a ty masz dowody. Co zupełnie nie odnosi się do istnienia nierzadko sprzecznych dowodów i porównywania przezemnie profesora do kapłana oraz wiedzy do religii, ale o tym już napisał Qbuś więc się powtarzał nie będę bo się z nim zgadzam.


  15. Coś tak zaczynam mieć podejrzenia co do tej całej Wikipedii. Piszą ją internauci, ale kto to wszystko kontroluje? Kto sprawdza, czy nie piszą tam głupot?
    Chyba nikt. Skoro kumpel wrzucił tak jakieś hasło które było totalnym bełkotem posklejanym z przypadkowych liczb i hasło dalej wisi to WIKIPEDIA jest totalnie nie wiarygodna.

  16. Powinienem się uczyć analizy matematycznej a zamiast tego rozprawiam o religii... chyba pomyliłem kierunki. Ale do rzeczy.

    Dwa - porównując niewierzących do głuchych czy ślepych, implikujesz im jakiś brak, ułomność, wadę, niekompletność. To nieco boli. Równie dobrze ateiści mogliby porównać wierzących do chorych psychicznie, którzy mają zwidy lub słyszą głosy... Nie bolałoby cię to? :(

    Tak to jest krzywdzące... równie krzywdzące jak określanie wierzących ciemniakami, tchórzami którzy wierzą w Boga tylko dlatego że boją się śmierci. Ale skoro takie argumenty obrażające wierzących padały wcześniej to czemu miał bym się specjalnie tym przejmować. Nie żebym chciał specjalnie kogoś urazić. Dostosowuje się tylko do poziomu. Poza tym tak jest znacznie wygodniej. A jak kiedyś mądrze powiedział jeden z moderatorów tego forum „Obraża się ten kto chce się obrazić.” Ale dobrze ciebie DMS darzę dość dużym szacunkiem dlatego wybacz jeśli te słowa cię dotknęły. Miały raczej uderzać w butę jaką prezentuje nam Sokole Oko ze swoją ateistyczną wyższością nad biednymi ciemnymi wierzącymi.

    Raz- osoba, która jest niewidoma od urodzenia nie pojmie kolorów, tak jak być może, ktoś wychowany na ateistę nie zrozumie wierzących. Ale już ktoś, kto stracił wzrok, jest świadom istnienia kolorów, choć ich nie widzi. Nie odrzuca ich istnienia. Jak to przyrównać do osoby, która pozbyła się, pardon, utraciła, wiarę i była to jej ŚWIADOMA DECYZJA?

    To porównanie jest dość trafne jeśli przyjmiemy pewne założenia. Po pierwsze można udawać wierzącego to tak jak by ślepy udawał ze widzi tylko trochę prostsze w wykonaniu. I jednak bardzo częste. W tym przypadku zostanie ateistą nie należy do rzadkości. Można też stracić wzrok nawet jeśli się go miało. Z czasem pamięć o kolorach zanika jest coraz bledsza i słabsza aż w końcu można sobie zadać pytanie „Czy ja na pewno kiedykolwiek widziałem kolory?”.

    Od setek lat nauka sukcesywnie wyjasnia wszystko to, czego nie rozumiejąc ludzie usprawiedliwiali Bogiem. nie zanosi sie też na to żeby przestała. Dlaczego Cie to nie martwi? Dlaczego nie mrtwi Cie, że zaćminia to jednak nie sprawka boska a zwykłe zjawisko fizyczne, dlaczego nie martwi Cie, że świat powstał w skutek wielkiego wybuchu a nie Bóg go stworzył?

    Dlaczego? Bo w niczym moja wiara mi nie przeszkadza. Nie kłuci mi się z posiadaną wiedzą. Umiem sobie wyobrazić, albo chociaż spróbować znaleźć miejsce dla Boga w tej całej wiedzy. Wiedzy która o ile ci wiadomo nie raz już okazywała się fałszywa i mylna. Czemu ty jej tak bezgranicznie ufasz? Masz dowody? A ile jest tych innych dowodów? Odrzucanych przez oficjalną naukę tylko dlatego że nie pasują do koncepcji. Tylko dlatego że gróbka naukowców jest tak wystraszona wizją zawalenia się ich poukładanego świata wiedzy że muszą odrzucać te inne dowody. Prawie niczym sie nie różnimy. Ja wierze w Boga ty w wiedzę. Wiedzę zdobytą z książek tak samo jak ja czerpie z Biblii informacje o Bogu. Wiedzę przekazaną ci przez nauczycieli nie rzadko tak samo tępych i uprzedzonych jak nie jeden kapłan. Można by rzec ze oboje się mylimy. Tyle tylko że ja nie odrzucam ani religii ani wiedzy.

    No i sprawa zmysłów. Nie mow mi tu, że umiejętność wiary(czy, jak mowią niektórzy, łaska wiary) jest czymś takim jak zmysł. Pamiętaj, że nawet wierzący nie wiedzą czy Bóg jest(wtedy nie nazywalibyśmy ich wierzacymi, a wiedzącymi). Ślepiec nie widzi, ale inni owszem i mogą mu o tym opowiedzieć. Człwiek wierzący ma takie same możliwości postrzegania świata jak niewierzący. A Boga "czujesz" tylko dlatego, że tak Ci wmowiono.

    Zrozum różnicę. Ja, Exebeche, wormer i inni właśnie wiemy, wiemy bo czujemy ze jakaś siłą jest. Wiara nie zaczyna się w miejscu rozstrzygnięcia czy Bóg/bogowie/moce są czy ich nie ma. Wiara przy najmniej u mnie a i pewno u niektórych innych też zaczyna się w momencie w którym trzeba ustalić czy ta siła którą czujemy jest chrześcijańskim Bogiem Stwórcą czy może zeusem gromowładnym. Wierze że Bóg któremu oddaje cześć jest tym jedynym i prawdziwym. Mówię "wierzę w tego a nie innego" bo nie mam bezpośrednich dowodów na to ze jest to ten a nie inny, ale wiem że jakiś Bóg lub inna siła istnieje bo to czuje i tego mi nikt nie wmówił!

    NIE DOWÓD! Ludzie! Po pierwsze: wiary nie możesz sobie wybrac bo będzie to udawanie wiary. Jeżeli Pascal twierdzi, że możesz sobie wybrac to bez obrazy dla tego wieliego uczonego, ale tu sie grzmotnął mocno. Jeżeli Bóg jest taki wszechmocny to raczej dośćłatwo wyczuje, że tylko udajesz wiare. Tak na wszelki wypadek.

    Udawać wiarę można przed ludźmi a nie przed sobą. Jeśli ktoś sobie powie "No Bóg istnieje to ja na wszelki wypadek oddam mu część" to to już jest wiara. Nie ma dowodów, ale coś z tym robi. Inną kwestią jest to jaka to jest wiara. Bardzo słaba, mizerna i raczej niewiele korzyści czy czegokolwiek da osobie która tak wierzy. Ba taka wiara jest moim zdaniem gorsza nawet niż niewiara bo uznaje się istnienie Boga, ale się go w zasadzie zlewa i nie przywiązuje do niego większej wiary, okazuje mu się w ten sposób dość elementarny brak szacunku. To już więcej szacunku Bogu okazuje taki ateista który uznaje że Noga nie ma i w ogóle się nim nie zajmuje niż ktoś kto wierzy w Boga tylko dlatego ze się boi lub liczy na korzyści.

    A co wy macie z tej wiary? Trzymanie sie szaty jakiegoś psychopaty(poczytaj sobiue Stary Testament, straszna świnia tam z tego Boga)? I skąd wziąłeś to, że czujemy sie lepsi?! I gdzie ja pisze, że odczuwam jakąkolwiek wyższość, tego nie powiedziałem i nie powiem. No i wreszcie: jakie poczucie pustki? Jaki bezsens istnienia? Czy dla Ciebie tylko Bóg może wypełnić życie i sens? Współczuje. Ja np licze że zjem dziś dobry obiadek i obejrze porządny meczyk Barca-Lyon.

    No to po kolei. Jakiego psychopaty? Może sam poczytaj ST zanim zaczniesz tak mówić. Jak czytam ST tak żadna z opisanych tam (jak ty to zapewne nazwał byś) „zbrodni” nie była niesprowokowana i nieuzasadniona. Wiele osób wykazuje partykularne nie zrozumienie kim jest Bóg w Judaistyczno-Chrześcijańskiej jego koncepcji łączącej Stary i Nowy Testament. A jest nikim innym jak sędzią. Osądza i wydaje wyroki. Jednych każe innych nagradza, a jego miłosierdzie polega na tym ze często przy swoich wyrokach bierze pod uwagę każdą możliwą okoliczność łagodzącą. Przynajmniej ja tak to widzę i godzę sie na to, ale mniejsza o tym bo to jest tylko jedna konkretna i osobista interpretacja religijna.

    Zaś co co do pytania co mam z wiary. Jak już wspominałem, kiedy zdarzają sie rzeczy które mają dość małe prawdopodobieństwo wystąpienia to wiesz komu za to podziękować. Nic ponad to. A komu ty dziękujesz kiedy w cudowny wręcz sposób uda ci się wyjść z jakiejś opresji? Dziękujesz komuś? Czy po prostu starasz się nie myśleć o tym jak to było możliwe, wynajdować najdziwniejsze nawet racjonalne wyjaśnienia? Zakładam że to drugie. Bo dla takich jak ty nawet chwilowa anomalia praw fizyki będzie bardziej prawdopodobna niż Boska interwencja.

    Cóż, to Ty twierdzisz, że Bóg jest. Znasz podstawową zasade prawa: Kto oskarża(twierdzi) na tym spoczywa ciężar dowodów. A moim dowodem jest to, że Boga nikt nie widział, nikt nie słyszał, a nauka sobie spokojnie rozwala wszystkie teorie mówiące: to zrobił Bóg!

    To my przekonujemy ciebie ze Bóg jest czy ty nas ze Boga nie ma? No i na kim tu spoczywa ciężar dowodu?

    Zaś co do twoich dowodów. Za każdymi drzwiami które otwieramy (metafora nowych odkryć) i nie znajdujemy tam Boga znajdują się kolejne drzwi więc skąd pewność ze na końcu tego tunelu nie ma Boga? Że ty go nie widziałeś? Ze ty go nie słyszałeś? Ale ja go czułem i to mi wystarczy! A twoje argumenty w tym momencie nie są w stanie do mnie przemówić bo są równie subiektywne jak moje. Tu można dojść to pytania którym zacząłeś dyskusje w tym temacie. Czy możliwe jest przekonanie którejś ze stron do swoich racji. Nie jest możliwe bo jedyne dowody na których się opieramy są czysto subiektywnymi odczuciami.

    Tak właśnie powstał Bóg. Z nierozumienia świata i potrzeby poczucia bezpieczeństwa.

    Może i według ciebie tak powstał każdy Bóg, ale do póty dopóki nie wyjaśnimy ostatniej zagadki wszechświata nie możesz powiedzieć że jego „powstanie” było nieuzasadnione i zbyteczne.

    Nikt nie każe ci wierzyć, tylko czemu tak usilnie wciskasz każdemu wierzącemu że jest głupim ciemniakiem i tchórzem który nie umie cieszyć się swoim obżarstwem i drapaniem po jajach tylko musi szukać głębszego sensu życia.


  17. Cóż...zastanawia mnie dlaczego w kwestiach wiary niektórzy są tak drażliwi i czy faktycznie nie da sie przekonać.
    Generalnie nie będę powtarzał tego co już zostało powiedziane bo Exebeche wyraził to w taki sposób ze zgadzam się w 100%. Wrócę za to do początkowego pytania jakie zdałeś.

    Pytasz czy nie da się ich przekonać, ja pytam a po co masz ich przekonywać? Tak ci zależy żeby porzucili to w co wierzą? Z kwestiami wiary najlepsze porównanie jest to jakiego użył Exebeche mówiąc o rozmowie z ślepym o kolorach. Niby jak ktoś kto czegoś nie odczuwa może przekonać kogoś kto to odczuwa? Czy gdyby głuchy wmawiał ci że dźwięki nie istnieją to byś mu uwierzył? Przecież słyszysz je co dziennie. Możesz powiedzieć ze z religią jest inaczej bo ja mimo ze wierze to Boga nie widziałem ani nie słyszałem, ale jest tu też to o czym mówił Exebech. Tak jak to określił takie „nie popisuj się” :). Nie wiem jak ty, ale ja miałem dość często takie sytuacje w których teoretycznie coś mi się nie powinno udać a się udawało, jest też niestety druga strona medalu, czasami zrobię coś złego, ale jest to drobiazg a kara i konsekwencje tego drobiazgu wydają się wręcz nad wyraz duże.

    Więc jeszcze raz pytam. Czy gdyby człowiek pozbawiony jakiegoś zmysłu, nie odczuwający jakiś doznań które ty bardzo realnie odczuwasz przyszedł do ciebie i wmawiał ci że tych doznań nie ma bo on ich nie czuje to byś mu uwierzył? Czy może jednak potraktował jak intruza który z niejasnych powodów próbuje ci wmawiać że wie lepiej czym jest to czego doświadczasz bo on tego nie czuje.


  18. Słyszałem o piramidzie w Bośni i nawet byłem do tego pozytywnie nastawiony. Ale teraz nic o tym nie słychać. Skąd mam mieć pewność ze te fotografie ruin pochodzą z Bośni i to z tej piramidy? Przecież gdyby odkryto tam choćby jeden kawałek murku to oznaczać by to mogło ze jest tam ta piramida a co za tym idzie hipoteza się potwierdziła i telewizja zatrąbiła by o tym równie głośno co w przypadku pojawienia się samej hipotezy a może nawet głośniej.


  19. Piszesz, że technika w s-f musi być rozwinięciem współczesnej myśli naukowej. Nic bardziej mylnego.

    >>>Pisząc rozwinięciem miałem na myśli raczej że na bazie różnych naukowych koncepcji tworzy się coś co na dobrą sprawę może nie mieć ze współczesną nauką zbyt wiele wspólnego, a przynajmniej nie z jej oficjalną podręcznikową wersją popartą milionami dowodów.

    Autorzy naginają sobie fakty jak chcą (i dobrze, bo to fikcja).

    Zgodnie z obowiązującymi w nauce poglądami graniczną prędkością jest prędkość światła, ale nie przeszkadza to w wynajdowaniu różnego rodzaju warpów, hipernapędów, nadświetlnych prędkości.

    >>>To co napisze dalej może bardziej pasowało by do nauk wszelakich lub do UFO itp. ale trudno. Słyszałem kiedyś ze naukowcy rozpędzają impuls świetlny do prędkości ponad świetlnych więc choćby ten fakt odpowiednio twórczo rozwinięty daje nadzieje na istnienie napędów mogących przełamać prędkość światłą.

    Wielu naukowców sceptycznie patrzy na koncepcję podróży w czasie, a od czasów Wellsa jest jeden z najczęstszych motywów SF i w fantastyce czas jest jak Zakopianka, jeździ się w nim w przód, w tył i na ukos (vide: Barrington C. Bayley, Kurs na zderzenie).

    >>>Jak wyżej, przekroczyć prędkość światłą to właściwie zyskać możliwość podróży w czasie. Więc kto wie? Może jednak się da ale my o tym jeszcze nie wiemy. Możesz to wyśmiać, ale w żaden sposób nie umniejszy to faktu zę pisarze będą nad interpretować pewne fakty w nadziei że ich na razie błędna nadinterpretacja okarze się kiedyś oficjalną wersją nauki odwzorowywać realny świat. W końcu Verne'owi się udało to czemu nie miało by się innym udać przewidzieć trochę przyszłości?

    Nie ma nic bardziej omijającego zasadę nieoznaczoności jak skanowanie atomów pasażera w teleporterze rodem zeStar Treka. Kosmici... Pfff... trudno o coś bardziej nienaukowego, dowodów nie ma a w literaturze pełno.

    >>>Prace nad teleportacją też trwają. Nie wiem wprawdzie na ile podobna jest do tej ze Star Treka ale ma ona swoje oparcie w nauce i pewną dozę prawdopodobieństwa.

    Nie wspominając o telepatii, ESP i innych podobnych rzeczach.

    >>>Bodajże ty sam nie tak dawno w UFO pisałeś o naukowcach badających koncepcje telepatii i tym podobnych. Skoro ktoś to bada to jest prawdopodobne ze coś w tej kwestii odkryje i wtedy SF jest bardzo uzasadnione bo tyczy się rzeczy mogących istnieć.

    Taka profetyczna funkcja s-f polegająca na wieszczeniu jak to nam będzie dobrze i miło dzięki nauce i technice dominowała właściwie latach 50. i 60. Hard science fiction, bombardująca czytelnika opisem działania komputerów, silników, ogrodów hydroponicznych, pełna wywodów, wzorów fizycznych (nie żartuję, oblukajcie Triumf czasu) właściwie jest już jednak gatunkiem wymarłym.

    >>>Ale czy ja mówiłem ze S-F musi opiewać przyszłość? Mówiłem tylko że dla mnie S-F jest tam gdzie istnieje pewna doza prawdopodobieństwa ze takie coś było, będzie lub już istnieje, ale my o tym nie wiemy. S-F jest dla mnie wszędzie tam gdzie choćby odrobina naszej wiedzy i nauki (niekoniecznie w pełni udowodnionej, równie dobrze jedynie koncepcyjnej) jest zaangażowana w uwiarygodnienie stworzonego przez autora utworu.

    Spór o granicę między SF i F właściwie toczy się wokół tego, czy przynależność gatunkową definiuje cel utworu, czy użyta rekwizytornia. Innymi słowy – wciąż pokutuje błędny pogląd, że Wielka Science Fiction uczy, a jej siostra kopciuszek fantasy tylko zabawia gawiedź.

    >>>Nie koniecznie uczy, ale zawsze stara się nawiązać do naszego świata i połączyć go w jakiś częściowo naukowy w pewnym stopniu prawdopodobny sposób z dziwnymi wydarzeniami i koncepcjami które opisuje.

    A skoro "ucząca SF" to właściwie już gad kopalny jest, to wiecie co ja o tym wszystkim myślę? Że nie ma sensu dzielić i mnożyć dwudziestu podgatunków, że fantastyka jest to produkt zrodzony z MARZEŃ i WYOBRAŹNI. Tego magicznego "czegoś", co tysiące lat temu kazało człowiekowi siedzącemu nad ogniskiem zapełnić ten otaczający świat tworami, pomagającymi mu zrozumieć jego naturę. A także kazało mu odkrywać jego tajemnice.

    >>>Wiesz, właściwie to tylko po to są te wszystkie podziały. Aby zrozumieć i usystematyzować nasza wiedze o świecie. I można nad nimi debatować, ale ich odrzucanie jest nieco nierozsądne. Można by powiedzieć że nie ma po co dzielić fantastyki, horroru, kryminału i wielu innych gatunków literackich. W końcu wszystkie sprowadzają się do jednego. Jest tekst i my go czytamy. Możemy przy tym zarówno dobrze się bawić jak i zdobywać wiedzę (choćby na temat nowych słów i to nawet w najbardziej błahych książkach). Tyle tylko że całkowite zaniechanie takich podziałów utrudniło by połapanie się w tym wszystkim. Bo jakkolwiek wszystkie książki sprowadzają się do tego samego to każdy lubi inne i właśnie po to, tylko po to, lub aż po to są te wszystkie podziały.


  20. Oj RoZy. To nie przejdzie. Cała gra jest natargetowana na totalnie innego odbiorce i to takiego z gatunku „Mamo mamo kup mi! A mama kupuje.” i w przypadku nagłej zmiany producenci mogli by odczuć dużą finansową stratę. A czego jak czego ale takiej kasy się nie odpuszcza. Choć niewątpliwie Simsy dużo tracą na niepełnym odzwierciedlaniu aspektów życia skupiając się tylko na jasnej stronie życia pomijając tą ciemną. Jednak to się już nie zmieni bo dorośli gracze (może poza Hutem ;) ) są do gry uprzedzeni a dzieciakom takich bajerów się nie funduje. Niemniej jednak gdyby stworzyć zupełnie nowy produkt w stylu GTA (czyli wszystko co złe nie jest mi obce) plus Simsy (czyli jem, śpię i pracuje, robie dzieci i gotuje) to... eee w zasadzie wyszło by i tak GTA bo już GTA SA było po wieloma nie przestępczymi względami tak rozbudowane że Simy wysiadają.

    No ale to i tak trochę nie na temat bo obie gry już istnieją i żadnego genialnego pomysłu tu nie ma (sorry RoZy).

    Mogłem napisać w temacie o Simach było by bardziej na temat, ale postanowiłem tu z jednego powodu. Żeby nie nabijać dwóch błahych postów skoro można jeden. A co miało być w tym drugim (hm... czyli tu)? Oto co:

    Po przeczytaniu kilku wypowiedzi z ostatnich stron chciałem oficjalnie przeprosić za to że byłem jednym ze w spół proszących o ten temat. Trochę syfu tu się narobiło. No ale jedno wam sie chwali jak obiecaliście pilnować tak pilnujecie.

    Przepraszam.


  21. Czytam tą twoja taktykę Pzkw i aż mi gały ze zdziwienia wychodzą. Ja jakoś zawsze (no może poza pierwszym razem) śmigałem łódką Indian ze względu na jej szybkość i zwrotność. I jakoś nie maiłem większych problemów (poza przypadkami z kiepawą mapą na której nie dało się odnaleźć poszukiwanego miejsca). W ogóle gra tą indianistką łajbą jest dość zabawna bo na dobrą sprawę nikt ci nie ucieknie tylko trzeba samemu każdą walkę rozstrzygnąć nawet na starość :/.

    A jak grałem większymi statkami to jakoś nie mogłem się wyrobić z całością misji. Za dużo czasu traciłem na ściganie tego jak mu tam czarnego charakteru po Karaibach.


  22. Hm... po ostatnim cover cd wreszcie ma kogo obwiniać za swoje lenistwo. Miałem w końcu zacząć się uczyć do kampanii wrześniowej, ale Zeus: Pan Olimpu zabronił. ;):P Cóż dodać. Świetna gierka. Zeżarła mi już kolejny dzień. Miałem kiedyś Faraona z dodatkiem (niestety nie chce się odpalić na XP) tym bardziej pojawienie się Zeusa w CDA mnie ucieszyło. Lubię takie gierki. Szkoda tylko ze pożerają mój cenny czas.


  23. Z zasady ostów się nie kasuje więc zacznij się przyzwyczajać. Jest co prawda jeden sposób... zarobić bana i wystarać się o odbanowanie. Osty cudownie znikają wtedy.
    Ale czy czasem nie jest tak ze po tym odbanowaniu każdy kolejny wybryk (mimo braku ostów na koncie) kończy sie banem za recydywę? Przynajmniej wydaje mi sie ze kiedyś takie coś w regulaminie było napisane... chyba ze źle zrozumiałem.

  24. Ty (jak rozumiem) uważasz, że ludzie mogą schodzić się, rozchodzić, ile im się żywnie podoba, ja uważam, że każdy może mieć tylko jeden związek na całe życie. (...) Ktoś, kto nie pojmie istoty zła jaka jest w egizmie, nigdy nie nauczy się kochać. Bo miłość do drugiej osoby zaczyna się od pozbycia się miłości do siebie. To kolejny punkt, w którym nie zgadzam się z Kościołem.

    Próbowałem dojść do źródła tej dyskusji, ale w Aktualnościach lecą takie kobyły ze nie dało rady. Dlatego nie obarczony wiedzą na temat waszych poprzednich wniosków i wywodów włączę się do tej dyskusji nie stając po żadnej ze stron i odnosząc tylko do tego posta.

    Masz rację jak i jej nie masz. Zanim się nie zakochałem, ale tak naprawdę na serio że aż sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje też mi się wydawało ze jest to tylko kwestia raz a dobrze na całe życie. No bo poznajesz kogoś chcesz z nim być i robisz to co trzeba żeby z nim być. Żadna filozofia... ale byłem wtedy naiwny. Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana bo jak cię „ciachnie” to po prostu zgłupiejesz. A człowiek ma to do siebie że „ciachnąć” go może wiele razy. :/ Niestety. I co wtedy? Rzuca tą pierwszą miłość dla tej kolejnej. Bo uczucia wygasają.

    Na dobrą sprawę zakochujemy się w ideałach. Widzimy tą ukochaną osobę taką jaką chcemy widzieć a potem okazuje się jaka ona jest. Czasami taka jaką faktycznie widzieliśmy na początku i wtedy jest szansa na piękną miłość do grobowej deski. Częściej okazuje się że zakochaliśmy się tylko w naszym wyobrażeniu o danej osobie zaś ta osoba jako taka nie nadaje się do tego by być przez nas kochaną i wtedy bach. Czy jest sens wtedy się męczyć? No cóż czasami tak. Kwestia odpowiedzialności. Być może jeśli obie strony naprawdę chcą się kochać to postarają sie sprostać swoim wymaganiom i stać się takimi jakimi widzi je ta druga strona. Jeszcze inna kwestia że bez problemu można równorzędnie kochać kilka osób i nie umieć wybrać.

    Zaś co się tyczy egoizmu. Faktem jest to że nie można kogoś kochać i być szczęśliwym myśląc o sobie. Bo albo się wtedy tylko tym kimś bawisz i krzywdzisz tą osobę, albo wręcz przeciwnie myślisz o niej tylko w kontekście siebie samego i boisz się zdrady zaczynasz ograniczać tę osobę i wiadomo cała reszta nieprzyjemnych spraw zwanych obsesją, ta z kolei krzywdzi ciebie i kochaną osobę. Ale jeśli o sobie całkowicie zapomnisz to wystawiasz się na krzywdę ze strony tej drugiej osoby. Jej miłość może być fałszywa lub po prostu minąć. Tu trzeba mieć złoty środek.

    Zresztą nawet te wywody można sobie o kant (_!_) roztrzaść bo na to po prostu nie ma metody ani rady. Ideały i zdrowy rozsądek wysiadają. A jak wracają to jest gorzej niż po kacu gigancie. :/

×
×
  • Utwórz nowe...