Jump to content

Cardinal

Hall of FAme
  • Content Count

    6,453
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Cardinal

  1. Cardinal

    Zjazdy II

    Ciężka sprawa. Zapytać czy Piast ma miejsca nigdy nie zaszkodzi, natomiast może faktycznie ktoś wybrałby się z wizją lokalną nim cokolwiek zostanie postanowione? Może są jakieś nieznane plusy, które potrafiłyby zrekompensować kolejki do toalety ;> Oczywiście mój tradycyjny pesymizm każe mi czytać między liniami: "nigdy nie było z tego powodu problemów => nigdy nie mieliśmy grup pijących moczopędne herbatki (+ i sobie takowych NIE ŻYCZYMY)". Ekhm, no i patrząc na ten rozkład, żeby dostać się do toalet trzeba przejść obok recepcji, co może nieco komplikować relacje z obsługą (if you know what i mean).
  2. Cardinal

    Zjazdy II

    Zapytaj koniecznie - to nie jest sprawa, że 'a mi się nie podoba kolor ścian', infrastruktura to naprawdę podstawowa kwestia - sam pamiętasz, że już w zeszłym roku był killer, to co teraz będzie to po prostu nie do opisania. IMHO naprawdę warto przemyśleć tego Piasta - jest tam jak jest, ale to już sprawdzona miejscówka gdzie nas tolerują. Jeśli by się okazało, że jednak Cinnamon nie spełnia podstawowych wymogów, to może byłoby warto się ze starym dobrym Piastem przeprosić?
  3. Cardinal

    Zjazdy II

    Well, duh. Jeśli rzeczywiście zrobiłeś już zaliczkę to posprzątane, i wierz mi - bardzo bym sobie życzył, by to okazało się tylko moim czarnowidztwem. Ale 3x toalety i 2x prysznice na 30+ osób - tego się nie ominie, sorry, to będzie totalne hejtparty. edit: but then, nie jest tak, że jesteśmy tą zaliczką już uwiązani: "Rezerwacja może być anulowana 48 godzin przed planowanym przyjazdem, wówczas hostel zwróci Państwu wcześniej wpłaconą zaliczkę." źródło: http://www.cinnamonhostel.com/pl/Wroclaw-m1/Regulamin-t68.html
  4. Cardinal

    Zjazdy II

    Feo dobrze mówi, po spojrzeniu na rozkład budynku wygląda to trochę słabo - jedna łazienka (w zeszłym roku przy SZEŚCIU były kłopoty by znaleźć wolną), wspólny pokój 5 metrów od recepcji (zero prywatności i luzu psychicznego). Słabo widzę jakąś zabawę przy tego typu warunkach... Paul, mówiłeś, że dlaczego zeszłoroczny Avantgarde albo Piast odpadły?
  5. Już pomijając fakt, że tą listę równie dobrze mógłby przedstawić jakiś młody, gniewny korwinista, wydawało mi się, że sekularny humanizm już dawno przeciął pępowinę łączącą etykę z koniecznością posiadania czynnika absolutyzującego. Istnieje multum różnorodnych, humanistycznych etyk, które wywodzą się z innych podstaw (np. logiki czy ludzkiej natury). IMHO problemem społeczeństwa zachodniego (generalizując) jest fakt, że wciąż opieramy się na systemach społecznych, które zostały wynalezione i wdrożone w czasach, gdy istnienie czynnika absolutyzującego było brane za pewnik. Co powinno wydawać się naturalne, wraz z dalszym rozwojem sfery duchowej społeczeństwa (i związaną z tym segmentacją systemów moralnych) nastąpiło osłabienie tradycyjnych jej form - ale to samo w sobie nie jest złe! Problem w tym, że myśl społeczno-gospodarcza nie dotrzymują jej kroku. Tak, kapitalizm w realiach zachodnich nie zadziała bez etyki protestanckiej. Tak, nacjonalizm nie zaskoczy bez absolutyzowania jakiejś sfery w ramach religii obywatelskiej. Ale winić za to postępy duchowości (btw, nie wiem czy sobie zdajesz sprawę, ale bez sekularyzacji, prywatyzacji wiary i pluralizmu, neopoganizm nigdy nie rozwinąłby skrzydeł), to jakby ostatni w peletonie winił za swą przegraną fakt, że inni rowerzyści jechali szybciej, a nie on za wolno. Jeśli miałbym wskazać jakiś realny problem dzisiejszego świata zachodniego, to coraz większe odwracanie się od 'brave new world' na rzecz 'good ol' times'. Problem w tym, że ów złoty wiek, o którym mówią konserwatyści tacy jak ty, nie będzie możliwy bez odrzucenia zdobyczy ostatnich wieków: równości międzyludzkiej, powszechnej skolaryzacji czy wolności indywidualnej.
  6. Trymus, chyba mylisz porządki. Jakie znaczenie ma dla wyznawcy religii X dystans niewiernych wobec ich własnego wyznania? Przecież dla niego to i tak mambo-dżambo po całości, więc jakiekolwiek szczególne cechy nie powinny mieć żadnego znaczenia. Obce wyznania powinny być traktowane przez niewiernych jako nieprzenikalne całości i traktowane na takiej zasadzie, jak chcieliby by inni odnosili się wobec ich własnej religii. Ty tymczasem każesz neopoganom nadstawiać drugi policzek, bo w porównaniu do innej wiary ich sfera normatywna jest prymitywna. To bez sensu - jestem absolutnie przekonany, że dałoby się znaleźć taką religię, w ujęciu której palenie Biblii jest igraszką wobec 'prawdziwych' przewinień względem sfery sacrum - wobec czego chrześcijanie powinni wyluzować i przestać się pieklić. Tak to nie zadziała - pełny relatywizm wobec różnych wyznań jest jedynym sposobem na ich pokojowe współistnienie.
  7. Cardinal

    Zjazdy II

    Widzę, że tu się pozmieniały zasady - za moich czasów jak jeden kolega chciał, żeby pisać jego ksywkę przez DUŻE E na końcu, to został gremialnie wyśmiany (dlaczego ja pamiętam takie rzeczy?)
  8. Znakomity film, poszedłem zaraz po premierze i się nie zawiodłem. Oczywiście, trzeba lubić takie rzeczy - naziści z Księżyce są tak bardzo, bardzo, bardzo campowi, że ktokolwiek próbujący wziąć film na choć minimum poważnie musi się poczuć rozczarowany. Ale jak na quasi-amatorski (sic!) projekt za 7,5mln dolarów (sic!), z czego znakomita większość poszła na efekty specjalne, które mogą się równać z tymi z Transformersów (sic!) - jest bosko. Sam film jako komedia nie do końca się spełnia, fakt, ale samo założenie - naziści z Księżyca atakują Ziemię, no dajcie spokój, to jak mokry sen każdego nerda - jest na tyle nośne, by utrzymać całokształt w ryzach.
  9. Cardinal

    Zjazdy II

    No kaman, teraz to zaczyna wyglądać jakby naprawdę się coś działo - a tak naprawdę nie ma niczego, czego gimnazjalista nie zobaczy na komersie. Ba, tam można zobaczyć nawet dziewczyny w bikini, na co na zlocie nie można już liczyć Ja wiem .MSPANC
  10. Chyba nie, skoro istnieje zjawisko dziedziczenia biedy.
  11. Przecież problem z prywatnymi uczelniami nie polega na tym, że są generalnie lepsze/gorsze, tylko, że powodują elityzację wiedzy: tylko bogatsi mogą opłacić czesne swoich dzieci, które po zdobyciu lepszego wykształcenia będą lepiej zarabiać, więc sfinansują edukację kolejnego pokolenia rodu itd. Tymczasem ci z nizin społecznych są trwale wykluczeni z tego kółeczka. Jasne, niektóre stany mają specjalną pulę miejsc na uczelniach przeznaczonych dla osób z niższych klas, ale biorąc pod uwagę rozwarstwienie edukacyjne - to tylko leczenie objawów, nie przyczyn.Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nawet przy w pełni państwowym systemie uczelnianym wyższe szanse będą mieć osoby bogato urodzone (ze względu na inne prywatne szanse nauki w czasie poprzedzającym studia), ale to wydaje mi się rozsądnym kompromisem. Jedynym wyjątkiem powinny być uniwersytety okołofirmowe - niech spółki dostają pozwolenia na kształcenie w konkretnych, potrzebnych przez siebie kierunkach, w zamian za co przyjęci zobowiązani byliby do pracy przez 3-5-10 lat. I wilk syty i owca cała - bo w obecnym systemie prywatne uczelnie służą produkcji papierków.
  12. Cardinal

    Gra o Tron (2011-)

    Tyle z pamięci, więc pewnie jest tego więcej. Co do Władcy Pierścieni: Jesteś pewien że Sauron brał udział w tej bitwie? Książkę czytałem już dość dawno więc nie pamiętam dobrze, ale nie wydaje mi się coś żeby było to opisane. >>> No tego palucha, na którym Sauron miał pierścień, to Gollum nie odgryzł. Do tego było w filmie kilka na prawdę głupich zmian, których nie mogę przeboleć i które wg. mnie zrobiły filmowi na gorsze - przekucie Andurila dopiero w trzeciej części? Wciskanie wszędzie tej rozmemłanej Arweny która jedyne co robi to płacze... Ale czemu głupich? Co tak bardzo uraziło cię w zmianie miejsca przekucia Andurila prócz 'tak nie było w oryginale' ew. 'to się nie trzyma kupy biorąc pod uwagę POZAFILMOWE realia'? Co tak bardzo przeszkadzało ci w Arwenie ratującej Froda (ja w ogóle byłbym za tym, by do drużyny dorzucono jakąś laskę, ale wtedy pewnie tolkienerdy dostałyby ataków serca). Po raz kolejny pytam: według jakich kryteriów te zmiany są 'głupie'? Bo jak na razie w całym poście dajesz tylko i wyłącznie opinie, zero uzasadnień.
  13. Cardinal

    Gra o Tron (2011-)

    Ponieważ drugiego sezonu jeszcze nawet nie tknąłem, będę się wypowiadać bardziej ogólnie o przenosinach z papieru na ekran: ja generalnie jestem bardzo za 'adaptacjami' w przeciwieństwie do 'ekranizacji'. Generalnie nie należy zapominać, że te dwa media bardzo się różnią: to, co działa w książce nie musi działać na żywca i vice versa. Obowiązkiem adaptującego jest tak przyciąć, rozciągnąć bądź modyfikować materiał źródłowy, by wywoływał na ekranie emocje podobne do oryginału. Przywołujecie tutaj w celu porównań Władcę Pierścieni - IMHO błędnie, bo te dwa obrazy nie mają ze sobą nic wspólnego (gatunek nie ma nic do rzeczy, liczy się forma, nie zawartość). LOTR to film, nie serial; tamtejsza fabuła jest jedno- max dwuwątkowa; no i przed rozpoczęciem zdjęć wiadomo było kto, po co i jak. Tymczasem scenarzyści GOT muszą robić na wariackich papierach i IMHO porzucenie, przepisanie bądź kompresja pewnych wątków jest jak najbardziej ok, póki ostateczny efekt będzie zgodny z wizją (nie tworem!) Martina. Właściwie to pomyślano - w filmowej bitwie na Polach Pellenoru miał wziąść udział sam Sauron, tak jak podczas walki pod koniec II ery. Koniec końców się na to nie zdecydowano, ale NIE dlatego, że to byłoby niezgodne z oryginałem, tylko, że umniejszałoby to końcowe dokonania Froda. Hmm, jakoś nie widzę płaczów, że w bitwie o Helmowy Jar wzięły udział Elfy, których w oryginale nie było. Czyżby naturalność tego rozwiązania i [beeep]istość Haldira sprawiły, że zapomniałeś o tym fakcie? Oh well.
  14. Zachęcony pozytywnymi opiniami obejrzałem w tzw. międzyczasie parę odcinków (obecnie jestem po piątym) i jak na razie mam mieszane uczucia. Moje wątpliwości biorą się z tego, że do końca nie wiem jak odbierać realia, czyt. jak wysoko wbić kołek niewiary. Z jednej strony animiec często odjeżdża w klimaty Black Lagoon, gdzie wszelka logika została odrzucona na rzecz odlotowości, z drugiej strony jako podstawę próbuje zasuwać jakąś w miarę realistyczną obyczajówkę (pal licho, że skoncentrowaną na ekipie najemników) w stylu Lord of War. Gdyby te dwa elementy były rozdzielone (np. dla odmiany: realizm w scenach strzelanin i odczapistyczność w spokojniejszych) to byłoby super, ale problem w tym, że występują razem: tak więc naraz mamy zupełnie poważne zagadnienia urban warfare, by zaraz przejść do tematu braku bielizny. Problemy z kupcami sprzętu, którzy teraz chcą rozpyknąć ekipę? Ha, czyż może być lepszy moment na rozpoczęcie walki na noże? I tak to leci, zamiast skupiać się na akcji zastanawiam się czy mam to co widzę brać na serio. Bo jeśli tak - to mi jednak urywa od suspension of disbelief. A jeśli nie - to się nie umywa do Black Lagoon, gdzie były ciekawsze postaci, ciekawsze realia i więcej czadu, w dodatku bez dośpiewywania sobie kompletnie księżycowych teorii i budowania na nich swoich motywacji. Na razie jeszcze nie kładę laski na serię, ale to tylko dlatego, że przekonał mnie pierwszy chapter mangi (który niestety został zmodyfikowany na potrzeby animca): w której innej serii zostaje rozpyknięte komando GROMu, a minister obrony narodowej zostaje wpakowany do ciupy za zakulisowe zbrojenia?
  15. Cardinal

    Zjazdy II

    Z tego co pamiętam na jednym ze zlotów nawet pisaliśmy na forum Ale nie żebym zniechęcał kogokolwiek na podstawie własnych doświadczeń xD
  16. Cardinal

    Zjazdy II

    JEDZIEMY TAM!Poza tym - democracy at work Paul, bierz co uważasz, podawaj cenę i koniec pieśni, jak kogoś nie stać to niech zbiera do skarbonki na zjazd w przyszłym roku. Z takim wyborem i przy tym trybie określania oczekiwań skończymy pod polem namiotowym ;> NA WOODSTOCKU <shudder> Chimka trzeba ściągnąć.edit: haha, okazuje się, że po ctrlc+ctrlv skrypt forum sam zmienia rozmiar czcionki... no nic, męczcie się!
  17. W sprawie naszego udziału w 'misji pokojowej' w Iraku jestem zdania, że nie ma co się doaptrywać złośliwości (korupcji), jeśli wystarczy zwykła głupota. Totalnie potrafię sobie wyobrazić spotkanie szych ówczesnego SLD (oh wait, to prawie dokładnie ci sami, co dzisiaj) gdzie pada propozycja udziału i w dymku nad każdą z głów pojawia się myśl "O mamo, własna strefa okupacyjna, jak super!" Oczywiście nie ma co zapominać, że ówczesna Ameryka miała coś na kształt supremacji moralnej, którą mogła obdarować swoich 'sojuszników': wtedy jeszcze naprawdę wierzyliśmy, że demokrację i liberalizm można eksportować i, że po zrzuceniu ze stołka Talibów/Saddama zapanuje finansowany przez ropę peace & love. Well, duh, jeśli coś z tego wyszło dobrego, to fakt, że spadły nam klapki z oczu: Ameryka nie ma przyjaciół, Ameryka ma interesy.
  18. Cardinal

    Zjazdy II

    Nie chcę tu robić za adwokata diabła, ale chyba muszę - droższa oferta wygląda bardzo ładnie, ale jest jeszcze pewien element, na który trzeba zwrócić uwagę: wyższy standard często oznacza też wymóg 'wyższych standardów zachowania'. Jasne, nie sramy tam gdzie jemy, wiadomo, ale wypadałoby delikatnie zapytać jak obsługa się zapatruje na takie sprawy jak wymuszony brak ciszy nocnej i ludzi kursujących wężykiem. Jeśli faktycznie cała miejscówka miałaby być nasza, to czy znaczyłoby, że 'przejmujemy tę budę' czy raczej 'witamy w Stalag Luft III'? Taa, bo nie ma to jak na zlocie robić dokładnie to samo, co można robić sprzed własnego biurka. Może w ogóle zrobimy zlot przez Skype, tyle kłopotów rozwiąże się samo!PS Czy ktoś już wspominał, że nowy interfejs forum jest tak bardzo user unfriendly, jak to tylko możliwe?
  19. Portale newsowe mają długą i chwalebną tradycję odczapistycznych tytułów, ale czasem z tego powodu trafiają się prawdziwe rodzynki - do dziś pamiętam tytuł "Wódka pomoże Małyszowi zwyciężać?" Pic w tym, że Wódka to było nazwisko jego nowego fizjoterapeuty... Made my day.
  20. Ha, a mnie akurat irytowały te momenty, bo w przypadku mojego 100%-renegade Shepka to był typowy derailing charakteru. Do tej pory każdy mój wybór był na zasadzie 'po trupach do celu' oraz 'chrzanić słabeuszy', a teraz mam uwierzyć, że moja postać nagle staje się pełnym angstu emo? No way. Raczej nie. Z tego co słyszałem, to jest wyjaśnione w komiksie - nie dość, że Collectorzy polowali konkretnie na Sheparda, to nawet po jego zejściu chcieli zdobyć jego ciało. Także akurat z tej strony nie można im nic zarzucić - i gdyby nie interwencja Liary i Ferona wspieranych przez Illusive Mana, zapewne by im się to udało.
  21. Przecież już powiedziałem - Refn dzieli dużą część inspiracji z Tarantino: pulpa i estetyka kina B, lata '80 (soundtrack), kino noir, car movies. Jejku, jak ty nudzisz. Surrealizm nie jest wiodącą cechą stylu tego filmu, co nie przeszkadza mu posiadać takich elementów. Ale jeśli chcesz stawiać Drive w tym samym gatunku co kompletnie odleciane Naked Lunch czy Holy Mountain, to naprawdę zaczynam obawiać się o twój gust. Prowadzi już inną działalność - w której nie musi sobie brudzić rąk. To idiotyzm kumpla zmusza go do odkurzenia dawnych umiejętności. Natomiast bycie fanem noży to tylko instrument do pokazania wnętrza Berniego, równie dobrze mógłby być bejzbol albo piła łańcuchowa (ale nie jest - tamte rzeczy wybrałby Tarantino). Sam sobie przeczysz - w kryminałach noir (przynajmniej tych spod znaku Chandlera) logika i ciągi przyczynowo-skutkowe zawsze były podporządkowane zamysłowi pisarza, nie na odwrót.
  22. Ooo, widzę, że "przed seansem" z twojego poprzedniego posta już zmieniło się na "przed premierą". Nie mogę się doczekać co będzie dalej - może "przed napisaniem scenariusza"? A to tak też się da - Drive jest dość wierną adaptacją opowiadania Jamesa Sallisa pod tym samym tytułem. Przede wszystkim laurką. Potem psychologicznym obrazem o walce z własnymi demonami. Chyba już widzę przyczyny twojego oburzenia - wynikają one ze złej interpretacji moich słów. Mówiąc o 100% formy nie miałem na myśli oceny, tylko ciężar na szali forma-treść. Uczymy się czytania ze zrozumieniem: napisałem "potwór na emeryturze", nie "mafioso na emeryturze". Nie mam wątpliwości, że Bernie był wcześniej enforcerem, tylko awans w strukturach sprawił, że już nie musiał korzystać ze swoich szczególnych uzdolnień związanych z nożami... do czasu. Nie dziwi mnie to. Ale spokojnie, złapiesz kiedyś z kontekstu - z takim sposobem prowadzenia dyskusji (dyskusji, haha) na pewno jeszcze kiedyś spotkasz się z tym określeniem. No jeśli wg ciebie Drive jest filmem o mafii, to chyba koleś grający w Chłopcach z ferajny, Kasynie czy Ojcu Chrzestnym powinien coś o tym wiedzieć, neh?
  23. No tak, bo trailery i wywiady autorskie są jedynymi źródłami informacji o jakimkolwiek filmie xD Ojej. Ale po co? Drive nie jest filmem o mafii. Mało tego, przecież nawet postać Alberta nie jest pokazana głównie przez soczewkę przynależności do półświatka - to jest potwór na emeryturze, który pod wpływem sytuacji przypomina sobie swoje stare sposoby działania. Zresztą, właśnie w tym upatrywałbym faktu, że Driver Poza tym, skoro już sobie polecamy takich mało znanych reżyserów, to nie zapominajmy o De Palmie i Ritchiem. xD Butthurt much? Chcesz powiedzieć, że wszyscy zasiadający w komisjach przyznających te nagrody są ignorantami? Meh, pewnie nie znają Scorsese.
  24. To ja może wyleję nieco oliwy zarówno na ten butthurt oraz ochy-i-achy. Obejrzałem, podobało się, ale wydaje mi się, że odbiór bardzo zależy od oczekiwań. Ja wiedziałem czego się spodziewać, także zostałem ładnie obsłużony, natomiast jeśli ktoś szedł dla pościgów albo zawiłości fabularnych... well, no luck there. Powiedzmy sobie szczerze: ten film to 100% formy. Obraz zimny jak tafla lodu, z pojedycznymi wybuchami koszmarnej przemocy (+1 za dokładne powiązanie z naturą głównego bohatera). Podejrzewam, że właśnie tak kręciłby nie-campowy Tarantino - zresztą z tego co wiem, akurat wraz Refnem inspiruje się podobnym okresem historii kina. No właśnie nie. Całość oparta jest raczej na zasadzie stop-turbo-stop. Co nie zmienia faktu, że pierwsza połowa potrafi uśpić. Brakuje mi tam wcześniejszej, subtelnej sugestii o naturze Goslinga (przesunąć scenkę w barze?) - gdyby taka się znalazła, relacja pomiędzy Goslingiem a Irene byłaby naprawdę elektryzująca, a tak... Albert Brooks. Dużo wykrzykników. Koleś kradnie każdą scenę w której występuje - ostatnio tyle charyzmy (chociaż innego typu) widziałem z okazji seansu Tytusa Andronikusa (Lennix). Przecież to jest jedna z najlepszych scen w filmie. Pokazuje prawdziwą naturę Alberta, która zresztą jest zupełnie paralelna z tą Goslinga - tylko, że różnice w sytuacji, w jakiej oboje się znajdują, sprawiają, że odbierani są zupełnie inaczej. Like, totalny oscarowy snub?
×
×
  • Create New...