Długi, wyczerpujący dzień. Właśnie piszę ten tekst o godzinie 00:46, nie zaznawszy przerwy odpoczynku od momentu, w którym się obudziłem ? a była to godzina 8:00.
Najpierw współlokatorzy nie dali mi pospać ? ja miałem być w laboratorium o 11:00, oni o 9:00. Więc wstali dużo wcześniej, niż ja miałem zamiar. Zanim skończyli hałasować, zdążyłem się już całkowicie obudzić, więc poszedłem do laboratorium na 10., solidnie przeklinając pod nosem.
Na miejscu wszyscy pozostali sumiennie przygotowywali się do dzisiejszych prezentacji. Ja stawiam na absolutną improwizację, więc zwyczajnie się nudziłem. Zdążyliśmy jeszcze przekonać się, że udał nam się eksperyment z hologramami wykonanymi niebieskim laserem. Osiągnęliśmy zatem pełen sukces!
Potem był lunch, a po nim prezentacje. Oprócz samej prezentacji w PowerPoincie nie przygotowałem nic, a mówiłem najpłynniej ze wszystkich zgromadzonych.
Po prezentacjach udaliśmy się do hotelu celem zmiany ubrań i pozostawienia elektroniki ? na dzisiejsze popołudnie mieliśmy bowiem zaplanowane pływanie kajakami. Ja osobiście nigdy tego nie robiłem, podobnie pozostałe trzy osoby w czteroosobowym kajaku, którym płynęliśmy. Zabawa zatem jak zwykle była przednia, pozostali musieli po nas zawracać, bo zatoczyliśmy trzy koła po całym kanale, zanim udało nam się skręcić w prawo. Potem jednak szybko opanowaliśmy reguły wiosłowania i przegoniliśmy pozostałe grupy. Po dwóch godzinach galerniczego wysiłku, przybiliśmy do początkowej przystani i wróciliśmy do hotelu.
Szybka kąpiel, a potem pożegnalna kolacja w muzeum. Czas znów zaczął się dłużyć, więc rąbnąłem marker z pobliskiej tablicy i zacząłem robić świńskie podpisy po polsku na butelkach z alkoholem, które były do naszej dyspozycji. Na butelce z wodą mineralną narysowałem muskularnego murzyna. Po wszystkim (około 20:00) zdecydowaliśmy się z Carmen na wieczorny spacerek. Wróciłem o godzinie podanej na początku wpisu ? warto przede wszystkim wspomnieć, że pofatygowaliśmy się do oddalonej o 2 km uczelni, by znów pobawić się na pajęczynie, tym razem w absolutnych ciemnościach.
Tak się wyziębiłem, że chyba będę chory. Ale nic, było warto. Jutro ponownie wycieczka po Berlinie, a po niej powrót do domu.
-----------------------------------------------------------------------
Jest to ostatni tekst opisujący moje wrażenia ze szkoły letniej. W tygodniu polskim miałem bowiem jeszcze mniej czasu wolnego, niż w Niemczech, dlatego nie dopisałem ciągu dalszego. Nie wiem też czy miałoby to jakikolwiek sens, gdyż odniosłem wrażenie że ta seria nie cieszy się najmniejszym zainteresowaniem. Zawiesiłbym ją już wcześniej, ale tekst miałem już napisany, więc nie chciałem go zmarnować. Dzisiaj zamieszczam także ankietę by dowiedzieć się, co dokładnie sądzicie o tego typu wpisach.
- Czytaj dalej...
- 4 komentarze
- 237 wyświetleń
