Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    DZIEŃ SIÓDMY (PIĄTEK 16-09-10)
    Długi, wyczerpujący dzień. Właśnie piszę ten tekst o godzinie 00:46, nie zaznawszy przerwy odpoczynku od momentu, w którym się obudziłem ? a była to godzina 8:00.
    Najpierw współlokatorzy nie dali mi pospać ? ja miałem być w laboratorium o 11:00, oni o 9:00. Więc wstali dużo wcześniej, niż ja miałem zamiar. Zanim skończyli hałasować, zdążyłem się już całkowicie obudzić, więc poszedłem do laboratorium na 10., solidnie przeklinając pod nosem.

    Na miejscu wszyscy pozostali sumiennie przygotowywali się do dzisiejszych prezentacji. Ja stawiam na absolutną improwizację, więc zwyczajnie się nudziłem. Zdążyliśmy jeszcze przekonać się, że udał nam się eksperyment z hologramami wykonanymi niebieskim laserem. Osiągnęliśmy zatem pełen sukces!
    Potem był lunch, a po nim prezentacje. Oprócz samej prezentacji w PowerPoincie nie przygotowałem nic, a mówiłem najpłynniej ze wszystkich zgromadzonych.
    Po prezentacjach udaliśmy się do hotelu celem zmiany ubrań i pozostawienia elektroniki ? na dzisiejsze popołudnie mieliśmy bowiem zaplanowane pływanie kajakami. Ja osobiście nigdy tego nie robiłem, podobnie pozostałe trzy osoby w czteroosobowym kajaku, którym płynęliśmy. Zabawa zatem jak zwykle była przednia, pozostali musieli po nas zawracać, bo zatoczyliśmy trzy koła po całym kanale, zanim udało nam się skręcić w prawo. Potem jednak szybko opanowaliśmy reguły wiosłowania i przegoniliśmy pozostałe grupy. Po dwóch godzinach galerniczego wysiłku, przybiliśmy do początkowej przystani i wróciliśmy do hotelu.
    Szybka kąpiel, a potem pożegnalna kolacja w muzeum. Czas znów zaczął się dłużyć, więc rąbnąłem marker z pobliskiej tablicy i zacząłem robić świńskie podpisy po polsku na butelkach z alkoholem, które były do naszej dyspozycji. Na butelce z wodą mineralną narysowałem muskularnego murzyna. Po wszystkim (około 20:00) zdecydowaliśmy się z Carmen na wieczorny spacerek. Wróciłem o godzinie podanej na początku wpisu ? warto przede wszystkim wspomnieć, że pofatygowaliśmy się do oddalonej o 2 km uczelni, by znów pobawić się na pajęczynie, tym razem w absolutnych ciemnościach.
    Tak się wyziębiłem, że chyba będę chory. Ale nic, było warto. Jutro ponownie wycieczka po Berlinie, a po niej powrót do domu.
    -----------------------------------------------------------------------
    Jest to ostatni tekst opisujący moje wrażenia ze szkoły letniej. W tygodniu polskim miałem bowiem jeszcze mniej czasu wolnego, niż w Niemczech, dlatego nie dopisałem ciągu dalszego. Nie wiem też czy miałoby to jakikolwiek sens, gdyż odniosłem wrażenie że ta seria nie cieszy się najmniejszym zainteresowaniem. Zawiesiłbym ją już wcześniej, ale tekst miałem już napisany, więc nie chciałem go zmarnować. Dzisiaj zamieszczam także ankietę by dowiedzieć się, co dokładnie sądzicie o tego typu wpisach.
  2. Lord Nargogh
    DZIEŃ PIĄTY (ŚRODA 14-09-10)
    Dzisiaj w laboratoriach nie zrobiłem absolutnie nic. Przez cały czas zajęć kręciłem się po całym kampusie i odwiedzałem znajomych przy innych doświadczeniach. Większość czasu przesiedziałem w laboratorium, w którym pracowała Carmen ? transmisyjny mikroskop elektronowy, obserwowali na nim zjawisko dyfrakcji na cienkich foliach złota. Chyba
    Myślałem, że skoro wczoraj tak dobrze nam poszło, to dadzą sobie w moim laboratorium radę beze mnie ? zwłaszcza, że większość roboty wczoraj odwaliłem ja. Myliłem się. Żaden eksperyment im nie wyszedł, płytki naświetlane zostały chemicznie zniszczone, a nieużywane ? nieumyślnie naświetlone światłem z lampy w laboratorium. Postanowiłem jutro wziąć bardziej aktywny udział w pracy mojej grupy.
    Dużo czasu spędziłem też na znajdującym się na terenie kampusu placu zabaw ? z taką wielgachną pajęczyną i innymi bajerami. Ponownie bawiliśmy się jak dzieci.
    Po zajęciach na dzisiaj zaplanowana była wycieczka do Berlina. Ponieważ naprawdę nie jestem zwiedzającym typem, nie było podczas niej nic ciekawego dla mnie. Nie napiszę o niej zatem nic więcej.
    Gonią mnie projekty ze studiów, a termin zaliczeń zbliża się nieubłaganie. Cały dzień został pod tym względem zmarnowany. Zmęczonym będąc udałem się spać po powrocie z wycieczki ? około godziny 23-24.
  3. Lord Nargogh
    DZIEŃ CZWARTY (WTOREK 14-09-10)
    Szybkie śniadanko i spacerek w czwórkę na uczelnię. Na miejscu kontynuowaliśmy doświadczenie z hologramami, tym razem był przed nami etap drugi ? stworzenie z takiej płytki prostej siatki dyfrakcyjnej. Wiązało się to z wyjęciem płytek z lodówki, by się ogrzały i zostawieniem ich na dwie godziny ? mieliśmy zatem mnóstwo wolnego czasu do poszwendania się po okolicy. Zjedliśmy lunch, pogadaliśmy z naszym Niemcem i wróciliśmy do laboratorium kontynuować doświadczenie. Kolejnym etapem było przygotowanie chemikaliów do obrabiania naświetlonej płytki, a także przebywanie jednej osoby przez pół godziny w ciemnym, zamkniętym laboratorium celem ustalenia równowagi termicznej w pomieszczeniu. Tą osobą byłem oczywiście ja. Po tym jak minęło dość czasu, przystąpiłem do procesu naświetlania płytek. Po wszystkim rozpuściłem wydzielone przez Niemca chemikalia w wodzie i przystąpiłem do obróbki płytek ? tak, oczywiście wszystko na mojej głowie. Było to męczące, niebezpieczne i czasochłonne. Po około godzinie roboty mieliśmy gotowe trzy płytki ? jedna nie nadawała się do niczego, bo chwytaki chemiczne zdarły z niej żel, na którym wypalone zostały szczeliny ? dlatego kolejne płytki po prostu trzymałem w dłoni chronionej rękawicą ochronną i tak nią taplałem w chemikaliach. Po zapaleniu światła (oczywiście należało wszystko robić po ciemku) okazało się, że cała podłoga pod moimi nogami jest pokryta jednym ze środków chemicznych ? niezmywalnym fioletowym. Akurat moje ubranie na szczęście było czyste (nie mieliśmy fartuchów). Profesor już sobie poszedł, więc po tym jak płytki wyschły, przystąpiłem do ich wypróbowania. Sprawdziłem je przy świetle białym i laserowym ? działały znakomicie. Profesor główno prowadzący wymianę (nazwałem go chyba Helmut) akurat przechodził obok i był pod wrażeniem, że udało nam odnieść się sukces już za pierwszym razem. Nasz opiekun mówił nam, że poprzedniej, pięcioosobowej grupie Niemców nie udało się tego zrobić. Zadowolony z siebie położyłem płytki na kartkach papieru nie tą stroną co trzeba, niszcząc totalnie żel na nich się znajdujący.
    Działały nadal, ale wyglądały paskudnie i dawały paskudną dyfrakcję.
    Prosto po laboratoriach udaliśmy się znowu na basen . Zdecydowaliśmy się tym razem wybrać wariant ?prawie full-wypas? (bez sauny) za 4,40 euro. Problem pojawił się w chwili, w której okazało się że tym razem nie ma z nami Lorda Protektora. My nie znamy niemieckiego ani trochę. Poczytałem tablicę z opisanymi wariantami, pogłówkowałem nieco i skleiłem w głowie kilka zdań po niemiecku. Pani przy kasie jakimś cudem mnie zrozumiała i sprzedała nam prawidłowe bilety. Rozpoczęła się szampańska zabawa.
    Zjeżdżalnie, bicze wodne, rwące strumienie, podtapianie, zabawa w rekiny ? słowem nic ciekawego. Przynajmniej dla Was.
    Wróciliśmy do domu i znowu obejrzeliśmy jakieś filmy. Ja nie wiem gdzie oni wepchnęli te wszystkie płytki dvd.
  4. Lord Nargogh
    Tak, tak, po raz kolejny się zirytowałem. Tym razem za kierownicą - a odpowiedzialni za to są zarówno inni kierowcy, jak i piesi. To, co niektórzy ludzie wyprawiaja na ulicach w głowie się nie mieści.
    "Indeks Polskich Ksiąg Zakazanych" będzie zawierał księgi o których istnieniu przeciętny Polak wolałby zapomnieć, bo i tak ma je gdzieś. Będą tu tylko i wyłącznie tytuły które wzbudzają obrzydzenie w naszym narodzie.
    Jestem calkowicie pewny, że gdyby KAŻDY, powtarzam KAŻDY przestrzegał KAŻDEGO przepisu drogowego (to, czy te przepisy są mądre czy nie, zostawmy do oceny dla osób które zajmują się tym zawodowo), nawet najdrobniejszego i teoretycznie najmniej istotnego, na drogach nie byłoby wypadków prawie wcale.
    A jest ich mnóstwo, szczególnie w Polsce. Nawet osoby paplające w telewizji o bezpieczeństwie na drogach, nawet policjanci, dosłownie wszyscy ludzie jeżdzący po polskich drogach mają przepisy drogowe w głębokim poważaniu.
    Grzeszki polskich kierowców i pieszych powymieniam w punktach. (Uwaga, jeśli Twoim zdaniem coś, co jest zawarte na tej liście nie jest żadnym naruszeniem kodeksu, to mam dla Ciebie złą wiadomość: Najwyższa pora ponownie przystąpić do egzaminu na prawo jazdy. Więc zrób przysługę sobie i społeczeństwu, i udaj się na kurs, zanim kogoś bezmyślnie pozbawisz życia):
    1. Pijaństwo. Najbardziej powszechna cecha pośród Polaków, czy to siedzących za kierownicą, czy na tylnym siedzeniu. Można śmiało powiedzieć, że gdyby alkohol nie istniał, naszego narodu by nie było - przeciętny Polak pozbawiony calkowicie podstawy i sensu swojej egzystencji, zaprzestałby procesu rozmnażania. No, ale to temat na inne marudzenie, skupmy się na pijanych kierowcach.
    Jak można być tak wielkim i nieodpowiedzialnym idiotą, żeby siadać za kierownicą po wypiciu JAKIEJKOLWIEK ilości alkoholu? (jeśli kogoś urazilem tymi słowami to dziękuję - taki cel właśniechciałem osiągnąć) Ile tysięcy (milionów?) ludzi zginęło pod kołami takich kretynów? Jestem za wprowadzeniem systemów zabezpieczających przed jazdą po pijaku w samochodach. System taki bylby podłączony do specjalnej bomby. Kierowca po odpaleniu samochodu miałby minutę na podmuchanie w specjalną rurkę (umieszczoną w taki sposób, że móglby to zrobić tylko kierowca). Jeśli czujnik wyczułby JAKIEKOLWIEK stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu - Kaboom. Jednego idioty mniej.
    Ciekawostką jest że liczba zgonów z powodu jazdy po pijaku i tak by zmalała, bo pijani kierowcy maja brzydki zwyczaj oprocz zabijania siebie, mordować także niewinne, postronne osoby. Trzeźwe osoby.
    Nawet sławetne 0,2 promila alkoholu we krwi dopuszczalne przez polski kodeks drogowy jest dużym nadużyciem. Uważam że jeśli ktoś nie jest w stanie powstrzymać sie przed łyknięciem nawet kropelki najsłabszego możliwego alkoholu przed prowadzeniem pojazdu, to powinien się zwyczajnie leczyć, bo ma problem alkoholowy.
    2. Linia ciągła. Kodeks drogowy oczekuje od kierowców, że będą ją traktować jak nieprzekraczalny, niezniszczalny i niewidzialny mur. Linia podwójna ciągła z kolei powinna być całym szeregiem fortyfikacji. Dla polskiego kierowcy linia ciągła = niewidzialna linia. Nic dla niego nie znaczy, równie dobrze mogłoby jej nie być.
    3. Parkowanie gdzie wlezie i kiedy wlezie. Kolejnym niewidzialnym znakiem drogowym jest "Zakaz postoju" i "Zakaz zatrzymywania się". Co z tego, że piesi nie mają gdzie chodzic a samochody jak przejechać - ja jestem król i nie będę przejmowac się sprawami śmiertelników.
    4. Światła. Chociaż nakaz jeżdżenia na światłach mijania przez cały rok, niezależnie od warunków pogodowych i pory roku jest wprowadzony od wielu miesięcy, "yntelygentny Polacy" nie potrafią do tej pory tego pojąć. Do niektórych nie dociera, że w lecie gdy żar leje się z nieba to polski asfalt odbija promienie słońca tak mocno, że czasem nie sposób stwierdzić czy ktoś jedzie z naprzeciwka czy przed nami. Chyba że ma włączone światła. Ale po co, nie?
    5. Znak "Stop", strzałki warunkowego przejazdu, światła drogowe. Krótko - niektórzy nie potrafią zrozumieć, że czasem trzeba się zatrzymać.
    6. Główny fetysz polskich kierowców, czyli ograniczenie prędkości. Coś, co jest ignorowane przez niemal absolutnie wszystkich kierowców.
    Najbardziej śmieszą mnie pretensje do policji, że w Polsce jest coraz więcej fotoradarów. Jeździsz zgodnie z przepisami? Żaden problem, nawet tego nie zauważysz. NIE jeździsz? To lepiej oddaj prawo jazdy, a nie marudź na fotoradary.
    Kierowcy uważają że te cudowne maszynki nie służą do zwiększenia bezpieczeństwa, tylko do nabicia kasy Policji. Czyli jazda zgodnie z przepisową prędkością nie oznacza większego bezpieczeństwa na drodze? Cóż, radzę to powiedzieć wszystkim osobom, które zginęły bo (nie wyrobiły na zakręcie/kierowca nie zdążył się zatrzymać/nie zdążyły zjechać w czasie wyprzedzania/straciły kontrolę nad pojazdem/wiele, wiele innych sytuacji).
    Tak samo ograniczenie do 50 km/h w obszarze zabudowanym. "Gdzie ja będę tak wolno jeździć, przecież nie wpakuję się w drzewo, nic mi się nie stanie!" Tak, Tobie nie. Jednak jeśli przyspieszysz o choćby 5 km/h to szanse na przeżycie pieszego potrąconego przez Twój samochód zmaleją kilkukrotnie. A piesi wpadają pod samochody, bo są idiotami. Dzieci w większości w ogóle nie rozglądają się za pasami i samochodami - po prostu wbiegają. Dzisiaj gdybym nie był ostrożny i nie jeżdził odpowiednio wolno, potrąciłbym kilku pieszych którzy w ostatniej chwili wbiegli przed mój samochód w ogóle nie patrząc na jezdnię. Kilku. Kilka razy. A jechałem tylko chwilę.
    7. Debilne wyprzedzanie. Wspominałem już o liniach ciągłych i ograniczeniach prędkości, i ten punkt odnosi się do obu tych spraw jednocześnie.
    Wyprzedzanie jest NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNYM ze wszystkich manewrów wykonywanych przez kierowcę w czasie jazdy. Mimo to wielu ludzi uważa to za świetną zabawę. Co z tego że jest zakręt, co z tego że podwójna ciągła - ja sobie wyprzedzę. Co z tego, że koleś przede mną jedzie z dokładnie taką prędkością, jaką dopuszczają przepisy - ja jestem ponad to, wyprzedzę go sobie.
    A już najgorsi są debilni kierowcy, ktorzy posiadają stare szroty i nie potrafią znieść myśli, że ktoś jedzie przed nimi. Wyjedzie ci taki i zacznie cię wyprzedzać, co mu zajmie kilka minut, (czasem wręcz muszę zwolnić, żeby uratowac idiocie życie - jego samochód nie potrafi wyprzedzić mojego, chociaż utrzymuję stałą prędkość, a z naprzeciwka jadą kolejne samochody. Muszę sam złamać przepisy <nie wolno zmieniać prędkości gdy jest się wyprzedzanym> żeby uratować życie idiocie!) a gdy i jeśli mu się to w końcu uda - i tak będzie jechał rownie szybko co Ty, i będziesz go widzieć przed sobą do końca podróży.
    W kwestii wyprzedzania na koniec powiem conieco o kierowcach ciężarówek. Dranie. Innego słowa na nich nie znajdę. Przez ich zabawy wielu ludzi pożegnało się z życiem. Przykład: jadę sobie poza obszarem zabudowanym (dozwolona prędkość: 90 km/h), przede mną jest ciężarówka. Jedzie z prędkością 40 km/h. Powstrzymuję się od wyprzedzania, bo liczę że za chwilę ciężarówka i tak się rozpędzi, a jest to niebezpieczny manewr, nie ma co ryzykowac życia pasażerów. Minuty jednak mijają. Przed ciężarówką nie ma nikogo, a ona nadal jedzie nieszczęsne 40 km/h. No nic, wyprzedzę kolesia. Skręcam na bok i próbuję gościa wyprzedzić... zmieniam odpowiednio bieg.... co jest?! Czemu idzie tak wolno?! Wrzucam kolejny, jeszcze jeden, i jeszcze kolejny... w końcu udaje mi się wyprzedzić ciężarówkę, dosłownie o sekundę przed uderzeniem w samochód jadący z naprzeciwka. Nie patrzyłem na prędkościomierz, bo byłem zajęty szybkim wrzucaniem kolejnych biegów i zbyt przerażony, żeby pilnować prędkości. Patrzę na prędkościomierz.... 120 km/h. 1-2-0 km/h. Dokładnie tyle musiałem jechać, żeby wyprzedzić ciężarówkę, która przez wiele kilometrów zasuwała 40 km/h. Przyspieszać zaczęła dopiero, gdy próbowałem ją wyprzedzić. Gdybym jechał odrobinę gorszym samochodem, mógłbym nie pisać tego tekstu. Bo kierowcy cięzarówki zebrało się na głupie żarty.
    Dodam jeszcze, że jak już bezpiecznie znalazłem się przed cięzarówką, to zwolniłem ponownie do 90km/h - i po chwili zostalem przez tą cięzarówkę wyprzedzony. Szlag człowieka trafia. Ale dalem sobie spokój, nie zniżę się do poziomu jakiegoś idioty. Byłem tylko zły że ponownie musiałem złamać przepisy, żeby ujść z życiem. Co to za kraj, że człowiek musi się do takich kroków zniżać?
    8. Sprzeciw przeciwko przestrzeganiu przepisów i uczciwej jeździe. Zatrzymasz się na widok znaku stop? Zatrzymasz się przy strzałce warunkowej jazdy? NIE wymusisz pierwszeństwa, żeby przejechać przez skrzyżowanie? Zatrzymasz sie przed przejściem dla pieszych, widząc że przechodzi nim staruszka? Spodziewaj się symfonii klaksonów z tyłu. Bo w Polsce zostaniesz przeklęty i napiętnowany za to, że jeździsz uczciwie. Jeśli natomiast masz zamiar zawsze jeździć z pzepisową prędkością, to spodziewaj się że każdy samochód jaki spotkasz na swojej drodze, będzie próbowal Cię wyprzedzić.
    Polacy to beznadziejni i żałośni kierowcy. Wiem co mówię - w związku z tym że studiuję 130 km od swojego domu, bardzo często muszę ruszyć w daleką trasę. I bardzo często muszę miotać przekleństwami na ludzi, którzy jadą obok mnie, a którzy nie powinni nigdy otrzymać prawa jazdy.
  5. Lord Nargogh
    Zawsze miło jest zaczynać sesję, kiedy inni ją właśnie skończyli.
    Ale wiecie co? Cieszę się że mam już tą sesję. Tak, na myśl o niej moje serce przepełnia się radością. A wiecie dlaczego? Z kilku powodów:
    - (najważniejszy) gdy tylko się ona zakończy, dla mnie rozpoczną się wakacje (za tydzień z hakiem);
    - debilne rozplanowanie semestru = od marca aż do maja nie było żadnych kolokwiów, a w połowie maja i do połowy czerwca tak nas zawalili zaliczeniami, że człowiek nie wiedział czego ma się w ogole uczyć. Po jaką cholerę przez pół roku nie robilismy nic, tylko po to, żeby tuż przed sesją mieć pełno roboty?
    Sama sesja w tym roku trwa... 7 dni roboczych. A mamy "do załatwienia" 6 egzaminów. Miło, nie? :] Na szczęście udało nam się częśc upchnąć jeszcze przed sesją (co było genialnym posunięciem, biorąc pod uwagę że bez przerwy były kolokwia i tuz po nich zaliczenia).
    Zatem początek sesji to dla mnie wytchnienie. Zostały już tylko trzy egzaminy, z czego dwa mozna rzec że przyjemne, bo z przedmiotów które lubię, i z wykładowcami ktorych lubię. Trzeci to jedna wielka niewiadoma - gość od wykładów zapowiedział że będzie tak trudny, że próg zaliczania będzie od ok 20% punktów. ocb? To nie można zrobić prostszego egzaminu z zaliczeniem od 50%? Edukacja wyższa nie przestanie mnie zadziwiać.
    No, i wreszcie jest czas na naukę. Nie trzeba łazić na zajęcia, teraz mogę uczyć się dużo więcej niż wcześniej, jednocześnie mając więcej wolnego czasu. Stąd moja "nadaktywność moderatorska" objawiająca się poprzez powstanie kilku przygłupawych tematów z zagadkami w ciągu ostatnich dwóch dni
    No, ale mam nadzieję że się przyjmą....
  6. Lord Nargogh
    Dzisiaj w "Faktach" usłyszałem o kolejnej zadymie w Warszawie, w dodatku kolejnej związanej z kupcami. Jakby tego było mało - kolejnej związanej z kupcami nielegalnie wykonującymi swój zawód - a przynajmniej w nielegalnym miejscu.
    I powiem krótko: jestem zażenowany.
    Między innymi takie zachowania, bardzo typowe dla naszego narodu - doprowadziły mnie do wykonania wpisu o patriotyzmie. Bo pomijając fakt że nie miałem wplywu na to, w jakim kraju się narodziłem - to i tak zachowanie tego narodu sprawia że nie widzę najmniejszego powodu do dumy będąc jego elementem. Typowo polskie zachowanie - kombinować ile wlezie, oszukać gdzie się da, zaoszczędzić na czym się da, i potem oburzac sie gdy ktos spróbuje egzekwowac prawo. A najlepiej to urządzić strajk*.
    Ale nie o tym ten wpis, wróćmy do meritum.
    Znowu doszlo do zadymy i znowu jest nieco rannych osób. Z tego co słyszałem to kupcy zaczęli - tzn zaatakowano strażnika miejskiego.
    I o co ci ludzie walczą? W jaki sposób racja jest po ich stronie?
    W żaden. Nie ma najmniejszego powodu by stanąc po stronie tych kupców. Nawet ich koledzy (prowadzący swoje interesy w pelni legalnie, i z powodu opłat wyciągający z nich dużo mniejsze zyski) po fachu są przeciwko nim.
    Oczywiście pseudo-kupcy uniesieni świętym gniewem rozpowiadali w telewizji jak to okrutnie władze ich potraktowały. Że przypominają im się czasy okupacji i gestapo.
    Jesli okupacja = egzekwowanie prawa - to ja bardzo chętnie zamieszkam w takiej okupacji!
    Podsumujmy: Nielegalni kupcy nielegalnie zajęli się nielegalnym handlem w miejscu, w którym nie mieli do tego prawa. Gdy pojawiły się służby porządkowe mające zamiar ukrócić ten proceder - kupcy brutalnie ich zaatakowali. A że mieli do czynienia z ludźmi wyposażonymi i wyszkolonymi w walce z agresywną tłuszczą - dostali po mordach i teraz płaczą.
    A mi tam ich nie żal. Ba, świadomośc faktu że dostali to, na co zasłużyli przyniosła mi sporo satysfakcji.
    Pretensje były również o to, że strażnicy przyszli ich po prostu wypierniczyc, a nie dostali wcześniej żadnego pisma ani wniosku o wyprowadzenie się.
    Zaraz zaraz, jakiego pisma, jakiego wniosku? Co miałby zrobić urzędnik chcący pozbyć sie takiego wrzoda kupieckiego z rzyci miasta? Sprawdzić w rejestrze adres danego kupca i wysłać do niego liścik? No jasne, świetny pomysł, tylko problem polega na tym że w żadnym rejestrze tego kupca nie znajdzie, bo handluje on tam NIELEGALNIE.
    Ale na moment wyobraźmy sobie że żyjemy w kraju w którym takie interwencje władz są calkowicie nielegalne i nie mają prawa bytu. I co się dzieje? Wszystkim wolno wszystko. Panuje totalna anarchia, a życie w zgodzie z prawem jest tak nieopłacalne, że wręcz zakrawa na głupotę.
    Czy tak byłoby lepiej? Zdecydowanie nie.
    Jestem przeciwko takim dzikim pseudo-kupcom również z powodu faktu że codziennie widzę i słyszę ich za oknem. Mam teraz wakacje, ale i tak nieraz jestem budzony około 6 rano przez nawiedzone babuchy lub innych handlarzy rozstawiających swoje stragany pod moim oknem i drących się niemiłosiernie. Pomijając hałas, te ich kartonowe stragany są zdecydowanie zbyt obleśne by miały prawo bytu w centrum dośc sporego miasta.
    Mam nadzieję że miejskie władze przestaną sie cackac z takimi pasożytami. Z terrorystami sie nie negocjuje. Nic mnie nie interesuje sytuacja majątkowa tych ludzi - bo jesli to mialoby jakiekolwiek znaczenie, to ubodzy powinni "mieć prawo" do bezkarnych napadów na bank. Nie ma równych i równiejszych - wszyscy muszą byc traktowani tak samo.
    A tacy kupieccy cwaniacy nawet po zamknięciu tego swojego "interesu" doskonale dadzą sobie radę. Cwaniactwem. Niektórzy ludzie są niezdolni do prowadzenia legalnego interesu. Rozłożą się z towarem gdzie indziej, albo zajmą się czymś innym, oczywiście również "legalnym inaczej".
    I na koniec stwierdzenie - potraktowano tych kupców łagodnie, zbyt łagodnie. Jak to ktos powiedział - we Francji takich "kupichów" to się do więzienia wtrąca, a towar konfiskuje.
    Więc niech uprzejmie podziękują strażnikom miejskim, którzy wykazali sie wobec nich niesamowitą wręcz cierpliwością i miłosierdziem.
    *- o strajkach związanych z polskimi spólkami miedziowymi powstanie inny wpis, kiedy indziej. To kolejny bardzo rozwlekły temat. Pokrótce tylko powiem że jestem całkowicie przeciwko robotnikom i całkowicie za prywatyzacją. Premier po prostu epicko ich podsumował, stwierdzając ze osoby które są teraz przeciwko sprzedaniu 10% akcji firmy takich oporów nie miały gdy sprzedawały swoje 15%, zarabiając na tym kupe pieniędzy.
    To by było na tyle - czołem, i wstydź się Polaku, że często bywasz matołem.
    Ach, byłbym zapomniał o stałym elemencie tego wpisu - epic facepalmie:

  7. Lord Nargogh
    Nadszedł czas, aby ogłosić wyniki i rozdać nagrody. Oczywiście należy pamiętać, że 'konkurs' obejmował tylko osoby, które zgłosiły się w komentarzach, a także podały które klucze konkretnie ich interesują. Moja ocena jest oczywiście skrajnie subiektywna.
    Klucz do Starcrafta II za zwycięstwo w kategorii 'Najlepszy Forumowicz' otrzymuje Vantage.
    Klucz do Starcrafta II za zwycięstwo w kategorii 'Najlepszy Blogger' otrzymuje Pat5. Zastanawiałem się tutaj nad kilkoma osobami, ale ostatecznie przesądziło to, że pozostali chociaż pisali ciekawie i na temat, to mieli wielomiesięczne przerwy w prowadzeniu swoich blogów.
    Klucz do World of Warcraft chciało otrzymać tylko dwóch chętnych. Zdecydowałem, że nagroda należy się empekowi, bowiem jest on aktywny zarówno na blogach, jak i na forum, czego nie można powiedzieć o drugim chętnym, który bloga nie posiada.
    'Zwycięzcom' gratuluję i życzę miłej zabawy z 'nagrodami'. W razie gdyby coś z kluczami było nie tak, proszę do mnie napisać - mogłem się pomylić przy przepisywaniu, a zachowam jeszcze przez jakiś czas karty, by móc w razie czego ten bład naprawić.
  8. Lord Nargogh
    Ludzkość napotyka wiele problemów na swojej drodze. Ja pozwoliłem sobie zrobić swój prywatny ranking rzeczy, których ludzie obawiają się najbardziej. Dwuelementowy.
    Pierwszym elementem tego zbioru jest kultura osobista.
    Ilu z nas musiało nasłuchać się grubiańskiego języka rodem z rynsztoku, którego powstydziłaby się każda cywilizowana istota? Ile razy musieliśmy słuchać żenujących konkursów w bekaniu rozochoconej alkoholem młodzieży?
    Ile razy musieliśmy leżeć chorzy w łóżku, bo jakiemuś PACANOWI nie chciało się zasłonić buzi (powinienem powiedzieć raczej mordy lub ryja - ludzie się tak nie zachowują) podczas kichania bądź kaszlenia?
    O tak, takie zachowanie mnie szczególnie irytuje, i to właśnie na nim się skupię w tej częsci wpisu.
    Moim skromnym zdaniem, każda epidemia (pandemia, choroba, wirus, cokolwiek) mogłaby kosztować ludzkość znacznie mniej ofiar, gdyby pewnym idiotom chciało się dopełnić tej prostej formalności zasłonięcia twarzy przy kaszlnięciu. Człowiek zasłaniający twarz przy kichnięciu, może swoje zarazki/bakterie/wirusy rozpuścić najwyżej w promieniu 0,5-1,0 metra od siebie. Człowiek który tego NIE zrobi, ma już zasięg rażenia rzędu 10 metrów. Kto nie wierzy, niech ustawi się w odległości 10 metrów od chorego kolegi, i poprosi go o kichnięcie.
    Kaszel ma troche mniejszy zasięg, ale nie to jest tutaj istotne.
    Chciałoby się takiemu kaszlącemu palantowi powiedzieć: "Być może właśnie stałeś się powodem zarażenia kilkuset ludzi, idioto, a niektórzy z nich mogą nawet z tego powodu umrzeć. Jesteś z siebie dumny, bucu?" Dlaczego kilkuset? Bo potem tamte zarażone osoby również będą kichać i rozsiewać zarazki na innych ludzi.
    Naprawdę, gdyby nie tacy kretyni, być może nie byłbym na nic chory przez całe życie, bo nie miałbym się skąd zarazić. W końcu najczęściej padamy ofiarą chorób przenoszonych drogą kropelkową.
    Drugim (i ostatnim) elementem zbioru jest higiena.
    I tutaj niestety w głównej mierze mam pretensję do przedstawicieli płci męskiej. Bo to oni najczęsciej unikają mydła jak ognia, i nie potrafią umyć zębów przed wyjściem do pracy/na zajęcia. Naprawde, i potem taki koleś nie rozumie, że odsuwam się od niego gdy do mnie mówi z pewnego powodu. Jeśli sie odsuwam, to na pewno nie po to, żeby do mnie podchodził!
    Panowie! Mydło i szczoteczka do zębów nie gryzą!
    Dodatkowym mankamentem meskiego braku higieny jest zwyczaj uściskania sobie dłoni. Komukolwiek nie podajesz dłoni, musisz być świadomy że istnieje co najmniej 80% szansa, że ta dłoń chwilę wcześniej grzebała w nosie/dotykała penisa/była pokryta moczem/za przeproszeniem grzebała właścicielowi w d.... . I nie byłoby w tym nic zdroznego (natura w końcu), gdyby niektórzy potrafili umyć ręce po skorzystaniu z toalety. Naprawdę, w swoim życiu widziałem tylko kilka razy żeby ktoś oprócz mnie skorzystał z uroków umywalki po skorzystaniu z toalety. Chwilę później tacy "brudnoręcy" ludzie idą wcinać drugie śniadanie. I co się dzieje? Ojej! Ubrudzili sobie palec pasztetem/masłem/majonezem! Trzeba go oblizać!
    Zapewne uwielbiają smak swoich własnych ekskrementów.
    Smacznego, brudasie!
    Dlaczego uznałem higienę i kulturę osobistą za największych wrogów ludzkości? Bynajmniej nie z tego powodu, że jestem takiego zdania. Po prostu wniosek nasuwa się sam: coś, czego ludzie unikają jak ognia, musi być ich straszliwym wrogiem.
    Wiem, było dzisiaj trochę obleśnie. Ale czy nie napisałem prawdy?
×
×
  • Utwórz nowe...