Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Dzisiaj będzie narzekająco. Będę karcić forumowiczów.
    Fe! Fe! Niedobry forumowicz! NIEDOBRY forumowicz!
    A teraz przejdę do wyjasnienia co doprowadziło mnie do tak drastycznych kroków.
    Codzienne porządki w dziale "Pomocna Dłoń" powodują u mnie coraz silniejsze załamania nerwowe, migreny, bóle głowy itp. Dlaczego się tak dzieje? Ano dlatego, że kilka prostych reguł panujących w tym dziale jest dla niektórych nie do pojęcia.
    Bardzo popularne są tematy o nazwach "Problem - błagam o pomoc!" "Pomóżcie!" "KOTOR PROBLEM".
    No cóż, koleś ma problem. Przykre. Jest w dziale który służy do rozwiązywania problemów, ale i tak musi wszystkich wokół poinformowac że ma problem. No ale nic w tym dziwnego, w końcu przed jego przyjściem wszyscy gadali o - nie wiem - ziemniakach. Tak, o ziemniakach. Ziemniakach i rozmaitych sposobach ich przyrządzania.
    BO KTO MÓGŁBY W OGÓLE POMYŚLEĆ, ŻE DZIAŁ POMOCNA DŁOŃ SŁUŻY DO ROZWIĄZYWANIA PROBLEMÓW?
    Czekam z niecierpliwością aż ktoś założy temat w stylu "GTA: Dobre wieści!" albo "FIFA: Udało się!"
    Ba, samo GTA i KOTOR też jest niepoprawne. W regulaminie wyraźnie jest napisane: Podać pełną nazwę gry. A ja potem muszę to wszyskto poprawiać. Wszystko. Każde CoD, RTCW, KOTOR, CS, i wszystkie inne możliwe gry, bo komuś się nie chciało tego zrobić. I pal licho sam wysiłek, czasem nie mam pojęcia o jaką grę chodzi. Muszę się wtedy konsultować z kimś żeby rozszyfrowac nazwę.
    O niechlujstwie wspominac nie będę. Pisanie nazw gier z małych liter, z dziesiątkami literówek. Tego nie muszę poprawiać, ale i tak to robię, bo nie mogę na to patrzeć.
    Poza tym czego brakuje? Opisywania problemu w nazwie tematu. Tak, to jest najgorsze i oznacza najwięcej roboty. Muszę wejść w temat, przeczytać post forumowicza, i odgadnąc o jaki problem mu chodzi. Potem to wpisac w nazwę. Napisanie w nazwie tematu "problem" bez żadnego podania przyczyny nie spełnia tego warunku.
    Najciekawsze jest to, że wszystkie tematy tego typu są szybko poprawiane, także na danej stronie podforum albo nie ma ani jednego takiego, albo jest co najwyżej jeden. Więc nie rozumiem tego - człowieku, widzisz że CAŁY dział jest zorganizowany inaczej, a i tak robisz po swojemu? Na zasadzie grunt to bunt?
    Czlowieku, wiemy że masz problem. Po to trafiłes do tego działu. Tylko miej litość i racz nas poinformować, JAKI.
    Poza tym niektórzy notorycznie mylą funkcje określonych działów. A wystarczyłoby przeczytac raz regulamin PD. JEDEN raz. Tam jest dokładnie opisane, co i gdzie piszemy, gdy mamy problem z grą (Pomocna Dłoń), gdy nie wiemy czy nam ta gra pójdzie (temat "Czy pójdą...?"), gdy chcemy żeby ktoś nam polecił jakiegoś fajnego RPGa (Ogólnie o Grach), gdy chcemy umówić się na sieciową rozgrywkę (Gramy w Sieci), czy gdy chcemy po prostu usłyszeć opinie innych o danej grze (Dyskusje o Grach).
    Te zasady nie są po to, żeby ludziom utrudniać życie, albo po to, żebym ja miał co robić wieczorami. Te zasady są po to, by każdy mógl szybko otrzymać pomoc.
    Także zróbcie sobie i mi przysługę - i w końcu przeczytajcie ten regulamin. Za notoryczne łamanie regulaminu PD pomimo otrzymania kilku upomnień, można otrzymac ostrzeżenie. Takiego ostrzeżenia jeszcze nikt nie dostał, a upomnień poszło bardzo niewiele. Nie dlatego, że wszyscy chętnie przestrzegają regulaminu, ale dlatego że po prostu cierpliwie i w milczeniu poprawiam te wszystkie błędy, licząc że ktoś w końcu sam zrozumie, o co chodzi.
    Ale ten sposób nie działa, i jak widac moja cierpliwość też zaczyna zbliżać się ku końcowi. Porządek w PD może byc na dwa sposoby - Hard way and Easy way - a do Was należy decyzja, jak będzie.
  2. Lord Nargogh
    Natchniony kolejnym nowym forumowiczem wpisującym się w stare schematy, postanowiłem zrobić ranking "odmian" forumowiczów zaczynających swój byt na forum. Ha, może każdy z Was znajdzie tutaj swoją "kategorię"? Zobaczymy ;]
    Gotowi? To zaczynamy!
    Miernus grofanus pospolitus - bardzo popularna odmiana, występuje tylko i wyłącznie w środowisku działu "Komentarze". Objawia się tym, że świeżo zalogowany forumowicz odczuwa silną potrzebę podzielenia się ze wszystkimi swoją miłością do kilku(nastu) gier. Niestety, nie odczuwa najmniejszej potrzeby wytłumaczenia powodów tej miłości, w związku z tym dopisuje się w kilku tematach tekstami w stylu "Super giera, 9/10".
    Zagadkus totalus kompromitus - nowa odmiana, do tej pory widziałem jedynie kilka egzemplarzy. Jej charakterystyczną cechą jest zakładanie tematu o zagadkach (lub dawanie takiej propozycji, to dotyczy mniej groźnej odmiany) w stylu "Zgadnij co to za gra z obrazka!", którego IDENTYCZNY odpowiednik znajduje się na pierwszej (bo więcej na razie nie ma) stronie podforum. Ewentualnie daje wpis "A ja bym chciał taki temat w którym będzie można zgadywać gry po screenach". Doprawdy, niezwykle interesująca odmiana. Do tej pory widoczna była w Komentarzach, pod nazwą Komentarzus totalus kompromitus. Tam z kolei prosiła/próbowała założyć tematy o grach, które były widoczne na pierwszej stronie "Komentarzy".
    Pomuszcius Pospolitus - niebezpieczny i niezwykle popularny gatunek. Grasuje w Pomocnej Dłoni. Zwykle można go poznać po tym, że jako jedyny w całym dziale pełnym nazw tematów "CoD 5, problem z xxx-ta misja", "Sims, gra wywala do windowsa" zakłada temat brzmiący w stylu "Pomuszcie" z komentarzem "mam problem w gże". Doprawdy, bardziej trafnie idei problemu nie daje się określić.
    Jest też pewien bardzo rzadki, zagrożony wyginięciem gatunek zwany Homo Sapiens. Taka osoba od pierwszego postu pisze teksty na poziomie, i w zasadzie nic nie można jej zarzucić.
    W innych niż moje działach pewnie jest więcej odmian, ale napisałem tylko o tych, ktore przebadałem osobiście ;]
    A zatem - do jakiego gatunku TY należysz?
  3. Lord Nargogh
    Nie cierpię palaczy. Wiecie co mnie w nich denerwuje? A dużo. Tak dużo, że podzielę swoją wypowiedź na dwie części.
    I. Dlaczego palacze utrudniają mi życie ze swojej winy?
    1. Palenie w windzie i na klatce schodowej.
    Dlaczego do kurki nędzy nie mogę spokojnie wyjść z domu, i jeszcze spokojniej zjechać na dół windą bez nawdychania się kłębów nikotynowego dymu? Dlaczego pewnym .... łagodnie mówiąc "niemiłym" ludziom nie chce się wyjść na dwór, albo na balkon*?
    Nie wiem. Wiem tylko że najchętniej na widok takiego gościa wyrwałbym mu peta z ręki, i zgasił go na jego czole.
    W końcu wydaje mi się że RACZEJ nie bez powodu w regulaminie mieszkańców jest jako jeden z najważniejszych rzeczy wymieniony całkowity ZAKAZ palenia na klatce schodowej i w windach. Wydaje mi się że TYM BARDZIEJ nie bez powodu nie wywieszono na KAŻDYM piętrze przy KAŻDEJ windzie i na KAŻDYCH drzwiach do klatki dodatkową kartkę z PODKREŚLONYM zakazem palenia. Czy palacze jakoś na ten zakaz zareagowali? A zareagowali, a jakże. Kartki z zakazem zostały pozrywane.
    2. Palenie na przystankach autobusowych.
    I tym razem nikt nic sobie nie robi z wiszącego jak byk zakazu palenia na przystankach, za co w zasadzie palaczowi należy się mandat. Niestety nigdy nie słyszałem żeby ktoś egzekwował ten jakże ważny przepis. W najlepszym przypadku palacz stanie sobie pół metra od przystanku, i tam zapali. Kiedyś podejdę do takiego człowieka, uścisnę mu dłoń i powiem "Nie no, stary, to, co właśnie zrobiłeś robi mi KOLOSALNĄ różnicę. Pół metra jest niczym ocean oddzielający palącego od pozostałych. Nie żebym dalej czuł Twój p.......(ierniczony) dym"
    3. Palenie w szkolnych toaletach.
    Na szczęscie ten epizod mam już za sobą (nie chodzę do szkoły, jestem na studiach). Tutaj komentarz będzie bardzo krótki: żal, Żal, ŻAL, RZAL i nic więcej. (Stopniowanie słowa "żal" by me.
    4. Palenie gdziekolwiek, kiedykolwiek w mojej obecności.
    * - o tym więcej w drugiej części.
    II. Dlaczego palacze utrudniają mi życie NIE ze swojej winy?
    Palenie w domu, w łazience i na balkonie.
    Wbrew pozorom powinienem się cieszyć że niektórzy palacze zamiast zasmradzać klatkę schodową (pewnie żona wyrzuca ich z domu, bo nie chce mieć dymu w mieszkaniu. Tylko dlaczego ja musze mieć ten dym na klatce schodowej?), smrodzą sobie w domu. I w zasadzie połowicznie się cieszę. Połowicznie, bo palenie w takim miejscu jest poprawne. A połowicznie się nie cieszę, bo:
    a) palenie na balkonie powoduje że obszar 2 na 2 mieszkania wokół tego balkonu również jest skażony tym dymem, i nieraz mając otwarte okno mam zapewnioną niewątpliwą przyjemność wdychania nikotyny z cudzego papierosa,
    b) palenie w domu powoduje że mój dom również jest zadymiony. Dlaczego? Bo przy konstruowaniu wentylacji w wieżowcu w którym mieszkam pracowali jacyś idioci. Wystarczy że sąsiad mieszkający niżej zrobi sobie herbatę, a w całej mojej kuchni będzie nią czuć w wystarczającym stopniu by stwierdzić że to np lipton. Gdy ktoś robi jedzenie, czuć w calej kuchni i przedpokoju. Gdy ktoś pali, czuć już w calym moim mieszkaniu.
    Na sam koniec prośba do Rządu RP: Niech ktoś koffany w końcu przeforsuje ustawę całkowicie zabraniającą palenia poza własnym mieszkaniem i miejscem do tego przeznaczonym, i wprowadzi bardzo surowe przepisy odnośnie egzekwowania tego zakazu.
    Ale to tylko moje marzenie, ktore nigdy nie dojdzie do skutku. Za dużo ICH (palących) jest. Sądzę, że obserwują mnie nawet teraz.
    Jeśli czytasz to nagranie (hehe, czytać nagranie, dobre), to znaczy że mnie dorwali. Oni są... <kszszszsz>.... wszę <zakłócenia>dzie..... aaaAAAAAA!!!!1111oneoneone...
  4. Lord Nargogh
    Jak widać spodobał mi się pomysł Rankina na umieszczanie swoich przepisów na blogu. Ponieważ lubię gotować, sam przedstawię kilka swoich "dzieł". Na początek coś prostego i smacznego:
    (uwaga: składniki w sosie i kotletach się powtarzają, ale podaję je oddzielnie, gdyby ktoś chciał zrobić tylko sos lub tylko kotlety)


    Kotleciki w sosie cebulowym

    Składniki:
    Kotlety:
    - ok 500 g. mielonego mięsa (wieprzowo-wołowego),
    - 1/2 suchej bułki,
    - bułka tarta,
    - jajko,
    - majeranek,
    - mala lub średnia cebula,
    - nieco oleju uniwersalnego,
    - kostka rosołowa,
    - sól i pieprz.
    Sos:
    - 4-5 średnich cebul,
    - nieco oleju uniwersalnego,
    - majeranek,
    - pół kostki rosołowej,
    - szczypta przyprawy typu "warzywko",
    - 2 łyżki mąki,
    - nieco wody,
    - nieco oleju,
    - sól i pieprz.
    Najpierw zajmujemy się kotletami. Cebulkę należy drobno posiekać i zeszklić na oleju, a suchą bułkę "utopić" w wywarze z kostki rosołowej. Mielone mięso umieszczamy w misce, po czym dodajemy do niej zeszkloną cebulkę, zmiękczoną bułkę, jajko, szczyptę majeranku, sól i pieprz. Całość mieszamy. Jeśli masa mięsna jest zbyt luźna, można dodać nieco bułki tartej. Jeśli nie ufamy swoim zdolnościom doprawiania, próbujemy mięsa - czy jest dostatecznie słone i pikantne.
    Z masy mięsnej lepimy niezbyt duże kotleciki, po czym obtaczamy je w bułce tartej i wrzucamy na rozgrzaną patelnię posmarowaną olejem. Jeśli mamy zamiar podać je z sosem, jedynie lekko je rumienimy, nie smażymy do końca.
    Przyszła kolej na sos. Obieramy cebulę a nastepnie kroimy ją w cienkie talarki. Na patelnię lejemy nieco oleju i wsypujemy pokrojoną cebulę. Na małym ogniu smażymy cebulę aż do częściowego zmięknięcia. Następnie dorzucamy do cebuli podsmażone wcześniej kotleciki, i łyżkę mąki.
    W międzyczasie mieszamy w misce nieco wody, majeranku, kostkę rosołową (woda ma być zimna, kostka rozpusci się w gorącym sosie), sól, pieprz i drugą łyżkę mąki.
    Wylewamy zawartość miski na patelnię i mieszamy. Zostawiamy całość na chwilę do podduszenia.
    Po chwili wracamy i próbujemy sosu - w zależności od smaku dodajemy lub nie więcej soli i pieprzu.
    I voila'! Gotowe. Wbrew pozorom jest to bardzo proste danie, tekstu w przepisie jest dużo, bo chciałem opisać gotowanie krok po kroku, żeby najwięksi laicy mogli spróbować swoich sił.
    Najlepiej podawać z ziemniakami.





    SMACZNEGO!

  5. Lord Nargogh
    Ktoś już kiedyś chyba poruszał ten temat na blogu, ale to nieistotne - sam mam conieco do powiedzenia w tej sprawie.
    Uważam że patriotyzm czy raczej duma narodowa jest powodem do wstydu. Dlaczego? Bo w moim odczuciu jest nieobiektywnym leczeniem kompleksów.
    Dlaczego mamy być dumni z czegoś, na co nie mieliśmy żadnego wpływu? Czy przed urodzeniem wybieramy naród, w którym mamy się narodzić? Nie sądzę.
    Dlaczego będąc Polakiem miałbym być bardziej dumny niż będąc Niemcem czy też Rosjaninem?
    Z powodu historii?
    Ta, podniecajmy się bitwą pod Grunwaldem. Podniecajmy się powstaniami narodowymi. Podniecajmy się tymi wszystkimi wydarzeniami, których łącznie było tyle, ile niektóre kraje miały zdarzeń równie "dumnych" w ciągu jednego roku.
    Zwłaszcza że "dumność" niektórych wydarzeń jest kwestionowalna. Ja uznaję połowę powstań narodowych za głupotę.
    I co jest lepsze: bycie Polakiem, który będzie się do końca świata podniecał kilkoma średnio istotnymi wydarzeniami historycznymi, czy bycie chocby Niemcem, którego państwo oferuje mu sto razy lepsze warunki do życia?
    No sorry, ale bycie obywatelem kraju który ma bardzo małe znaczenie (wbrew temu co niektórzy sądzą) na świecie nie będzie w moim odczuciu powodem do dumy.
    Ale pomijając zupelnie "jakość" narodu, który nam się trafił przy urodzinach - nawet jeśli miałbym się narodzić jako członek narodu bogów - to jaki mam powód, by być z tego dumnym? NIE MIALEM NA TO ŻADNEGO WPŁYWU!
    Dlaczego mam być dumny widząc jak drużyna piłkarzy w biało czerwonych strojach zdobywa jakis puchar? TO NIE JA GRAM, i nie mam ŻADNEGO wpływu na ich zwycięstwo! Mógłbym się równie dobrze nie narodzić, a ich szanse na wygraną nie zmalałyby o 0,000000000000000000000000000000000000000000001%.
    Ale dlaczego mam marudzić? W końcu dzisiaj jest święto, które napawa mnie dumą.
    Dnia 25 lipca 306 roku w Eboracum (dzisiejszy York) obwołano cesarzem Konstantyna I, syna Konstancjusza I Chlorusa; nowy cesarz przystąpił do umacniania swojej pozycji w Brytanii i Galii.
    Jestem z tego dumny. Taaak. Co z tego że nie miałem na to wpływu? Patrioci mają prawo do durnej dumy, to ja też....
  6. Lord Nargogh
    Na początku był PeeReLos, a z niego wyłonił się Demos Kratos i Kapitalis...
    Witajcie, drogie dzieci! Dzisiaj porozmawiamy sobie o Jakże Wspaniałej mitologii związanej z polską polityką.
    Chciałbym Wam pokrótce opowiedzieć o demonach nieustannie wpływających na to, co musimy oglądać w telewizji.
    Po kolei:
    Manipulatus - demon manipulacji, artysta dobierania słów.
    Dawniej bardzo popularny. Aktualnie coraz częściej nikt nie kwapi się, by korzystac z jego usług. Zamiast posługiwania się metaforami i grą słów, dzisiaj po prostu mówi się, że ktoś jest głupi.
    Populatus - demon kampanii wyborczych i populizmu.
    Specjalizuje się w podsuwaniu chwytliwych pomysłów, które mogą zwieść wyborców. Jest bratem manipulatusa - często współpracuje z nim, by podsunąć co ambitniejszemu politykowi hasełko, które można wcisnąć naiwnemu ludowi.
    Kłamconatos - demon kłamstwa i oszustów (o, kto by pomyślał?)
    Najczęściej korzysta się z jego usług, gdy media wyciągną na wierzch jakąś mokrą sprawę. "Objadłem się jabłkami", "nigdy nie spotkałem tego człowieka" - m.in. to są jego dzieła.
    Prokuratorus - demon prokuratury, śledztw, postępowań wyjaśniających.
    Jego podszeptom najczęściej ulegają przywódcy partyjni i ministrowie sprawiedliwości. Ale nie tylko. Gdy tylko komus postawi się jakiś zarzut ("Panie pośle! Co pan powie w sprawie korupcji w służbie xyz?"), to ta osoba powołuje się na tego demona. ("Czy przyjął pan łapówkę za zrobienie tego i tego?" "- prokuratura zajmie sie ustaleniami w tej sprawie"). Działa także gdy odkryje się nieprawidłowości w zachowaniu jakiegoś posła. Wówczas wódz parti oznajmia "że wszczęto postępowanie w tej sprawie".
    Idioticus - demon kretyńskich tłumaczeń i prób usprawiedliwienia swoich czynów.
    Myślę, że komentarz jest zbędny. Przytoczę kilka jego "dzieł" - "czy to przestępstwo, że mam matkę?" i "bo dobrze się jechało".
    Corupticus - demon korupcji i zaprzedania.
    Działa w tajemnicy. Jego najgorszym wrogiem jest Procuratorus.
    Hipokrytus - demon hipokryzji i żenady.
    Ostatnio ujawił się w sytuacji, gdy jeden poseł krytykował innego za miganie sie od płacenia alimentów. Powołał się na stwierdzenie, że "pewne wartości chrześcijańskie należy przestrzegać". Zapomniał wspomnieć, że sam się miga od płacenia alimentów.
    Antyrządus - najczęściej działający demon.
    Działa w czasie którejkolwiek kadencji, bez przerwy. Jest w stanie znaleźć nawet związek pomiędzy burzami na Słońcu, a nieudolną polityką rządu.
    Aktualizacja by fearon:
    Spin Doktorus - Półdemon. Dziecko Populatusa i pewnej zatwardziałej konserwatystki. Znany z tego, że potrafi powiązać swoich wrogów z niemieckimi oficerami.
    Europosłus - stosunkowo nowy twór. Nie zna języków, nie zna się na tym, co ma go spotkać w europarlamencie, ale i tak gna tam, bo czeka go kupa ojro i całkiem fajna emerytura po skończeniu kadencji.
    Chyba o nikim nie zapomniałem, co? Czy może funkcjonuje jakiś inny demon? Co uważacie?
  7. Lord Nargogh
    Ludzkość napotyka wiele problemów na swojej drodze. Ja pozwoliłem sobie zrobić swój prywatny ranking rzeczy, których ludzie obawiają się najbardziej. Dwuelementowy.
    Pierwszym elementem tego zbioru jest kultura osobista.
    Ilu z nas musiało nasłuchać się grubiańskiego języka rodem z rynsztoku, którego powstydziłaby się każda cywilizowana istota? Ile razy musieliśmy słuchać żenujących konkursów w bekaniu rozochoconej alkoholem młodzieży?
    Ile razy musieliśmy leżeć chorzy w łóżku, bo jakiemuś PACANOWI nie chciało się zasłonić buzi (powinienem powiedzieć raczej mordy lub ryja - ludzie się tak nie zachowują) podczas kichania bądź kaszlenia?
    O tak, takie zachowanie mnie szczególnie irytuje, i to właśnie na nim się skupię w tej częsci wpisu.
    Moim skromnym zdaniem, każda epidemia (pandemia, choroba, wirus, cokolwiek) mogłaby kosztować ludzkość znacznie mniej ofiar, gdyby pewnym idiotom chciało się dopełnić tej prostej formalności zasłonięcia twarzy przy kaszlnięciu. Człowiek zasłaniający twarz przy kichnięciu, może swoje zarazki/bakterie/wirusy rozpuścić najwyżej w promieniu 0,5-1,0 metra od siebie. Człowiek który tego NIE zrobi, ma już zasięg rażenia rzędu 10 metrów. Kto nie wierzy, niech ustawi się w odległości 10 metrów od chorego kolegi, i poprosi go o kichnięcie.
    Kaszel ma troche mniejszy zasięg, ale nie to jest tutaj istotne.
    Chciałoby się takiemu kaszlącemu palantowi powiedzieć: "Być może właśnie stałeś się powodem zarażenia kilkuset ludzi, idioto, a niektórzy z nich mogą nawet z tego powodu umrzeć. Jesteś z siebie dumny, bucu?" Dlaczego kilkuset? Bo potem tamte zarażone osoby również będą kichać i rozsiewać zarazki na innych ludzi.
    Naprawdę, gdyby nie tacy kretyni, być może nie byłbym na nic chory przez całe życie, bo nie miałbym się skąd zarazić. W końcu najczęściej padamy ofiarą chorób przenoszonych drogą kropelkową.
    Drugim (i ostatnim) elementem zbioru jest higiena.
    I tutaj niestety w głównej mierze mam pretensję do przedstawicieli płci męskiej. Bo to oni najczęsciej unikają mydła jak ognia, i nie potrafią umyć zębów przed wyjściem do pracy/na zajęcia. Naprawde, i potem taki koleś nie rozumie, że odsuwam się od niego gdy do mnie mówi z pewnego powodu. Jeśli sie odsuwam, to na pewno nie po to, żeby do mnie podchodził!
    Panowie! Mydło i szczoteczka do zębów nie gryzą!
    Dodatkowym mankamentem meskiego braku higieny jest zwyczaj uściskania sobie dłoni. Komukolwiek nie podajesz dłoni, musisz być świadomy że istnieje co najmniej 80% szansa, że ta dłoń chwilę wcześniej grzebała w nosie/dotykała penisa/była pokryta moczem/za przeproszeniem grzebała właścicielowi w d.... . I nie byłoby w tym nic zdroznego (natura w końcu), gdyby niektórzy potrafili umyć ręce po skorzystaniu z toalety. Naprawdę, w swoim życiu widziałem tylko kilka razy żeby ktoś oprócz mnie skorzystał z uroków umywalki po skorzystaniu z toalety. Chwilę później tacy "brudnoręcy" ludzie idą wcinać drugie śniadanie. I co się dzieje? Ojej! Ubrudzili sobie palec pasztetem/masłem/majonezem! Trzeba go oblizać!
    Zapewne uwielbiają smak swoich własnych ekskrementów.
    Smacznego, brudasie!
    Dlaczego uznałem higienę i kulturę osobistą za największych wrogów ludzkości? Bynajmniej nie z tego powodu, że jestem takiego zdania. Po prostu wniosek nasuwa się sam: coś, czego ludzie unikają jak ognia, musi być ich straszliwym wrogiem.
    Wiem, było dzisiaj trochę obleśnie. Ale czy nie napisałem prawdy?
  8. Lord Nargogh
    Zawsze miło jest zaczynać sesję, kiedy inni ją właśnie skończyli.
    Ale wiecie co? Cieszę się że mam już tą sesję. Tak, na myśl o niej moje serce przepełnia się radością. A wiecie dlaczego? Z kilku powodów:
    - (najważniejszy) gdy tylko się ona zakończy, dla mnie rozpoczną się wakacje (za tydzień z hakiem);
    - debilne rozplanowanie semestru = od marca aż do maja nie było żadnych kolokwiów, a w połowie maja i do połowy czerwca tak nas zawalili zaliczeniami, że człowiek nie wiedział czego ma się w ogole uczyć. Po jaką cholerę przez pół roku nie robilismy nic, tylko po to, żeby tuż przed sesją mieć pełno roboty?
    Sama sesja w tym roku trwa... 7 dni roboczych. A mamy "do załatwienia" 6 egzaminów. Miło, nie? :] Na szczęście udało nam się częśc upchnąć jeszcze przed sesją (co było genialnym posunięciem, biorąc pod uwagę że bez przerwy były kolokwia i tuz po nich zaliczenia).
    Zatem początek sesji to dla mnie wytchnienie. Zostały już tylko trzy egzaminy, z czego dwa mozna rzec że przyjemne, bo z przedmiotów które lubię, i z wykładowcami ktorych lubię. Trzeci to jedna wielka niewiadoma - gość od wykładów zapowiedział że będzie tak trudny, że próg zaliczania będzie od ok 20% punktów. ocb? To nie można zrobić prostszego egzaminu z zaliczeniem od 50%? Edukacja wyższa nie przestanie mnie zadziwiać.
    No, i wreszcie jest czas na naukę. Nie trzeba łazić na zajęcia, teraz mogę uczyć się dużo więcej niż wcześniej, jednocześnie mając więcej wolnego czasu. Stąd moja "nadaktywność moderatorska" objawiająca się poprzez powstanie kilku przygłupawych tematów z zagadkami w ciągu ostatnich dwóch dni
    No, ale mam nadzieję że się przyjmą....
×
×
  • Utwórz nowe...