Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Jakiś czas temu gadaliśmy sobie z Dogmatem Iskrzyńskim na temat najbardziej klimatycznych naszym zdaniem momentów w grach. Wtedy też wpadłem na pomysł żeby zrobić własną listę takowych. Oczywiście nie jest to pierwsza ani ostatnia lista tego typu, tym niemniej częściowo robię ją dla samego siebie, żebym kiedyś w razie problemów ze zdecydowaniem się w co zagrać mógł się oprzeć na tym, co sądziłem o kilku ulubionych tytułach wcześniej.
    Jak każda lista tego typu, ta również jest skrajnie subiektywna, ale opinie o klimacie w grze nie mogą być obiektywne, bo na każdego działa coś innego. Dla niektórych niesamowity klimat ma rozpierniczone pole bitwy, na którym słychać jeden wybuch za drugim - a ja na przykład do takich osób nie należę, stąd nie znajdziecie na tej liście nic podobnego.
    Kolejność jest absolutnie przypadkowa, chodzi po prostu o zbiór momentów w grach, które uznaję za klimatyczne. Ograniczyłem się do jednego momentu na tytuł, oczywiście tego najlepszego moim zdaniem.
    Żeby dać niektórym przedsmak klimatu zawartego w danej chwili gry, a innym którzy mieli szczęście go osobiście doświadczyć przypomnieć 'jak to było', postaram się powklejać filmiki z YT zawierające muzykę, jaką dane było nam słyszeć w danym momencie. Albowiem muzyka jest jednym z najważniejszych wyznaczników klimatu, drogie dzieci.
    Jak dobrze pójdzie, to może znajdę coś co nie jest samą muzyczką, a całym filmikiem z danego etapu.
    I żeby mi potem nikt nie jęczał - w tym rankingu gdzieniegdzie zawarte będą ważne spoilery z fabuły danej gry.
    Ale dość tej czczej gadaniny, nie jesteśmy w końcu w Sejmie ani na konferencji prasowej. Przejdźmy do rzeczy.


    Gothic 1 - Świątynia Śniącego



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Panie, tu jakieś nieumarłe latają. Co gorsza nie tylko szkielety ludzi, ale i orków i innego plugastwa. Pełno pajęczyn, ciemne korytarze, tajemnicze inskrypcje na ścianach. Gdzieniegdzie pułapki. Co gorsza niektóre z tych bestyj rozmawiać jeszcze z nami chcieją.
    Muzyka specjalnie cichsza, by wzbudzać w graczu jeszcze większe poczucie zagrożenia przy każdym najdrobniejszym słyszalnym szmerze. Idziesz sobie spokojnie ciemnym korytarzem, słuch przyzwyczaja Ci się do tej niepokojącej ciszy zakłócanej jedynie delikatnie brzmiącą muzyką - a tu nagle ŁUP! Dostajesz mieczem po plecach z zaskoczenia od szkieletu, z którego obecności wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy.
    Emocje i pełne gacie gwarantowane. Zależnie od zainteresowań, pełne z przodu bądź z tyłu. A czasem z obu stron.
    Tam trzeba po prostu samemu wejść i narobić w gacie, inaczej się nie zrozumie co mam na myśli.


    Gothic 2 - Dwór Irdorath



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Fabularny odpowiednik Świątyni Śniącego z pierwszej części gry. To tutaj ukryło się Wielkie Zło i to tutaj odbędzie się ostateczna walka o uratowanie świata. Tym razem nieumarłych jest mniej, ale za to dużo więcej samych zielonoskórych. Do tego miejsca dotrzeć można drogą morską, a jak już zdecydujemy się opuścić nasz statek i pozwiedzać conieco okolicę, to po powrocie - guess what - okazuje się że nasz okręt zaatakowali Orkowie. Nasi towarzysze wówczas motywują nas do działania stwierdzając że 'lepiej żebyśmy się pośpieszyli, bo nie wiadomo ile czasu dadzą radę odpierać ataki'.
    I czuje się tą presję otoczenia w trakcie zwiedzania wyspy. Ponownie nigdy nie wiadomo co i kiedy spróbuje nas pozbawić życia. Pułapek jest sporo, zagadek jest kilka. Złe rozwiązanie zagadki zwykle wiąże się z odpaleniem którejść z pułapek - stąd nie powinniśmy być zaskoczeni gdy po pociągnięciu za pewną dźwignię od razu oberwiemy po plecach dwoma dwuręcznymi mieczami rycerzy śmierci. Albo gdy całe pomieszczenie wypełni się tajemniczym gazem, który będzie powoli wydzierał z nas resztki życia. Znów jest ciemno, znów jest mrocznie, znów jest strasznie i wspaniale.


    Gothic 3 - Varant i Nordmar



    Youtube Video -> Oryginalne wideo


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj raczej mamy do czynienia z moim podnieceniem geograficznym, bo nie chodzi o konkretne miejsce na mapie, a o dwie duże części kontynentu. Pustynię, jaką jest Varant i mroźne góry, znajdujące się w Nordmarze. Z jakichś przyczyn uwielbiam te miejsca - po prostu grafika i muzyka w tych momentach buduje intensywne wrażenie, jakby się tam było naprawdę. Latając po Varancie masz czasem wrażenie, jakby właśnie nieco piachu wleciało Ci do ust, a to wielgachne słońce naprawdę przypiekało Ci tyłek. W Nordmarze z kolei zaczyna Ci się robić zimno, a na twarzy czujesz podmuch mroźnego wichru.


    Fallout 1 - Rozmowa z Mistrzem



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Schodzimy do podziemi niepozornej Katedry i znajdujemy conieco niespodzianek. Poza wszechobecnymi SuperMutantami, naszą uwagę przykuwają ściany krypty bogato zdobione pomutowanymi ludzkimi wnętrznościami. Z czasem okazuje się, że patrzymy właśnie na ciało Mistrza, który znajduje się kilka pomieszczeń dalej. W końcu dostajemy się do miejsca, w którym spoczywa straszliwie pomutowana i genialna w swoim szaleństwie istota, czyli wspomniany wcześniej Mistrz mutantów. Oczywiście rozmawiamy z nim, słuchamy jego szaleńczej wizji nowego porządku na świecie i jeśli tylko chcemy - pomagamy mu ten porządek zaprowadzić i sami stajemy się częścią systemu, który zaproponował Mistrz - przechodzimy przemianę w Super Mutanta. Możemy też zwyczajnie rozsmarować wnętrzności Mistrza nawet bardziej niż wcześniej, przy użyciu rozmaitych broni czy też gołych pięści, jeśli oglądaliśmy filmy z Brucem Lee. W ostateczności możemy zburzyć marzenia Mistrza i skłonić go do samobójstwa, wypowiadajac jedno proste zdanie, które udowadnia mu, że cały ten jego plan to pomyłka i że nie ma on żadnych szans na przyszłość.
    Bo jego kochane mutanty są bezpłodne.
    Co prawda w drugiej części okazuje się że to bullshit, ale Mistrza i tak już nie ma.
    A niezapomniane wrażenia z wędrówki po umazanych wnętrzościami pomieszczeniach pozostają na całe życie...


    Fallout 2 - Gecko



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Miasto mutantów - ghuli. Zbudowane w otoczeniu niezbyt szczelnego reaktora nuklearnego. No, ale to w niczym nie przeszkadza naszym mutantom ze spaloną skórą i niektórymi narządami na wierzchu. To miejsce ma w sobie coś... niezwykłego. Wyraźnie wyczuwa się jak bardzo człowiek odstaje od tego miasta i tej 'społeczności'. To dość ciekawy pomysł ze strony twórców gry - wykreowanie fikcyjnej rasy powstałej z ludzi, a później pokazanie jak mogłaby wyglądać społeczność składająca się z tych tworów. Z jednej strony widzimy, jak ghule zachowują się jak zwykli ludzie - uprawiają pola, opowiadają głupie żarty, upijają się w barach. Z drugiej jednak widzimy, że ludźmi już zdecydowanie nie są - w większości nie potrafią biegać z powodu poranionych kończyn, praktycznie nie mają skóry, pomimo ciągłego rozkładu starzeją się i żyją dużo dłużej, są odporni na choroby i promieniowanie. Jednocześnie *mniej* niż zwykli ludzie i *więcej* niż zwykli ludzie. Najprościej byłoby określić ich mianem innych ludzi.
    Pytanie: czy w prawdziwym świecie 'czyści' ludzie potrafiliby żyć z takimi istotami w pokoju i zachowywać się wobec nich tolerancyjnie? Twórcy Fallouta założyli że nie, w związku z tym ghule by zaznać nieco spokoju i godnego życia muszą oddalić się od cywilizacji ludzi i stworzyć miasto specjalnie dla siebie. I właśnie to miasto jest w Falloucie niesamowite.
    PS: nie byłbym sobą jakbym nie wspomniał o drobnym, ale zarazem niesamowitym momencie w Falloucie 2, który też ma charakterystyczny klimat. Mianowicie jeśli zaczniemy szukać zegarka dla pewnego człowieka w mieście Modoc, w pewnym momencie nasze poszukiwania doprowadzą nas do latryny, pod którą kryje się jaskinia, w której - jak sądzimy jest ten zegarek.
    No ale zejście do jaskini jest zbyt małe dla nas, zatem co robimy? Podkładamy w tej latrynie plastik albo inny dynamit.
    Widok miasta całego w gównie - od ziemi aż po dachy - jest wart dużo więcej niż nagroda za znalezienie tego zegarka.


    Fallout 3 - Pustkowie



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Dla mnie niesamowita sprawa. Pustkowie w Falloucie 3 pokochałem praktycznie od pierwszego spojrzenia. Dokładnie tak je sobie wyobrażałem, gdy grałem w poprzednie części gry. Jakikolwiek Fallout 3 kontrowersyjny by nie był, każdy kto ma w sobie choć odrobinę rozsądku powinien przyznać że jego pustkowie trzyma klimat.
    Budynki zniszczone przez ząb czasu i bombardowania, zasypane piaskiem drogi, szczątkowa i wysuszona roślinność, skażenie radioaktywne ukryte w każdej niepozornej kałuży...
    Jako wielki fan tej serii człowiek jest zachwycony możliwością zwiedzenia tego miejsca, a zarazem przerażony, że do tego kiedyś mogłoby dojść naprawdę.
    PS: Stwierdziłem, że trochę tego za dużo wyszło. W związku z tym listę rozbiję na dwie części. Ciąg dalszy niebawem...
  2. Lord Nargogh
    Bez zbędnego owijania w bawełnę, mojego prywatnego rankingu ciąg dalszy. Ponownie ostrzegam przed wszechobecnymi spoilerami.


    Morrowind: Bloodmoon - Likantropia



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Niesamowita sprawa. W trakcie realizowania głównego wątku fabularnego dodatku Bloodmoon, w końcu zostajemy zarażeni pewną tajemniczą chorobą. Oczywiście podobnie jak w przypadku wampiryzmu, mamy kilka dni czasu na wyleczenie się i uniknięcie konsekwencji postępowania zarazy. Ale nie oszukujmy się, przecież właśnie o to głównie w tym dodatku chodzi, żeby pobawić się w wilkołaka, nie?
    No więc za pierwszym razem zdecydowałem się odczekać aż choroba 'rozwinie skrzydła' i ujawni wszystkie związane ze sobą objawy.
    Po kilku dniach w trakcie odpoczynku ujrzałem powyższy klimatyczny filmik... a potem normalny świat Morrowinda, tym razem jednak widziany oczami bestii. Różnica jest zauważalna - nasz wilczek potrafi doskonale widzieć w ciemnościach, poza tym jest diabelnie szybki i niesamowicie wysoko skacze. Po posileniu się humanoidalnym mięsem jego rany regenerują się aż do poranka.
    Właśnie - posilanie się. Likantropia nakłada na nas obowiązek zabijania przynajmniej jednego humanoida dziennie, celem pożywienia się jego ciałem i krwią. W przeciwnym razie będziemy słabnąć. Polowanie jednak nie przynosi nam najmniejszego trudu, bowiem doskonale rozwinięte zmysły wilkołaka są w stanie wyczuć zapach wszelkich humanoidów na dystansie kilkuset stóp - w związku z tym widzimy potencjalne ofiary na mapie.
    Musimy tylko pilnować tego, żeby nie ulec przemianie przy jakimkolwiek człowieku, bo jeśli do tego dojdzie to wszyscy zaczną na nas polować nawet w ludzkiej formie i nie będziemy w stanie w ogóle współpracować z jakimikolwiek NPCami.
    Likantropia została przedstawiona w Bloodmoonie w sposób tak niesamowity, że warto zagrać w całą grę chociażby po to, żeby jej doznać.


    Planescape: Torment - Forteca Żalu



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj wszystko będzie miało swój koniec. Być albo nie być dla głównego bohatera - albo zakończy swoje zmagania sukcesem i zdoła odzyskać swoją śmiertelność, albo spełnią się jego najgorsze obawy i zostanie nieśmiertelnym, pozbawionym świadomości warzywem.
    Poznamy tutaj odpowiedzi na wiele spośród swoich pytań, a także ujrzymy upadek każdego z towarzyszy. Będziemy musieli stawić czoło setkom upiorów, którzy powstali z dusz ludzi którzy utracili swoje życia by podtrzymać naszą egystencję. Każda nasza śmierć, każda kolejna karnacja oznaczała śmierć kogoś innego w sferach - równowaga musiała zostać zachowana. Życie jednego kosztem życia drugiego.
    W tej fortecy odnalazło schronienie także to, czego szukaliśmy od początku rozgrywki - nasza śmiertelność, która utworzyła samodzielny, świadomy byt który nie chce zrezygnować ze swojego istnienia, by nas ocalić.
    Skąd Forteca Żalu wzięła swoją nazwę? Tego nie możemy być pewni. Być może stąd, że cała przygoda z nieśmiertelnością naszego bohatera została zapoczątkowana jego chęcią odpokutowania za liczne grzechy. Późniejsza nieśmiertelność doprowadziła do powstania tej fortecy.
    Pokuta --> Żal. Forteca Żalu.
    Być może jednak ta nazwa nie ma z tym faktem nic wspólnego, ale nie zmienia to faktu że to jedno z najlepiej opracowanych i najbardziej klimatycznych miejsc, jakie mieliśmy szansę odwiedzić podczas trwania naszej przygody z grami komputerowymi.


    Oblivion - pierwsze przekroczenie bram Otchłani



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Podchodzimy do podejrzanie wyglądających wrót, które zdają się płonąć. Widząc zrujnowane miasto, znajdujące się nieopodal zdajemy sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo może się za nimi kryć. Jak to bohaterzy, decydujemy się powstrzymać to niebezpieczeństwo i odważnie przekraczamy wrota.
    A za nimi widzimy coś... niesamowitego. Nie byłbym w stanie lepiej sobie wyobrazić Otchłani - czerwone niebo, pełno płomieni, dziwna, kolczasta architektura, diaboliczne stworzenia, morza lawy i rośliny, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Zwiedzanie wież i fortec wybudowanych w Otchłani również dostarcza nam niezwykłych wrażeń - na przykład gdy znajdujemy człowieka uwięzionego w klatce, który niewątpliwie był torturowany. Walające się wszędzie ciała, niebezpieczne i przerażające Dremory (poprawcie mnie, jeśli przekręciłem nazwę). Po prostu piekło - a my mamy wbiec z okrzykiem w sam jego środek. I to więcej niż jeden raz.


    Neverwinter Nights 2: Maska Zdrajcy - Krypta Boga Śmierci



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    W przypadku tego dodatku naprawdę ciężko było mi wybrać jeden najbardziej klimatyczny moment, bowiem Maska Zdrajcy OCIEKA wręcz klimatem. Od początku do końca. Każde miejsce jest magiczne, każda rozmowa - niezwykła. Temu dodatkowi poświęcę kiedyś oddzielny wpis, ale przejdźmy do rzeczy.
    Krypta Boga Śmierci. Martwego Boga Śmierci - niezła ironia, nieprawdaż? Umieszczona została w Sferze Cienia, stąd w ogóle nie została ruszona przez ząb czasu. W środku możemy spotkać pracujące wciąż uwięzione dusze skrybów, a po wejściu do Skryptorium słyszymy nawet szelest piór piszących po niezliczonych woluminach.
    To miejsce jest niesamowite - od wejścia, aż po piwnice, w których możemy zresztą znaleźć wrota prowadzące przed Miasto Umarłych. To tam zaczęła się Pierwsza Krucjata i tam odbędzie się kolejna pod naszym dowodzeniem.
    Dzięki 'zaletom' klątwy Zjadacza Dusz jesteśmy w stanie wyczuć jak gęsto wypełnione duchami są pomieszczenia tej świątyni, a w szczególności w pomieszczeniu z wielkim piecem w którym umieszczano ciała tych, którzy doczekali swojego końca w więzieniach tej krypty. Ogień w piecu nadal płonął, pomimo iż upłynęły setki lat odkąd jakakolwiek żywa istota dorzuciła do niego cokolwiek, by go podtrzymać. Ogień wciąż płonął z powodu tysięcy dusz, znajdujących się w tym piecu. Niektóre z nich życzą sobie, by z nami porozmawiać.
    Kryptę wypełniają sadzawki pełne krwi, a na ścianach znajdują się liczne obrazy przedstawiające również bohatera Pierwszej Krucjaty, Akachiego. Na niższym poziomie możemy znaleźć księgę opowiadającą ze szczegółami historię jego życia.
    Zanim dane nam jest zejść wrotami prowadzącymi na drugi poziom, widzimy jego zawartość w jednym z wielu, klimatycznych snów, które niejednokrotnie zawierają wspomnienia poprzednich Zjadaczy.
    To miejsce jest naprawdę niesamowite.
    Trzecia, póki co ostatnia część mojego prywatnego spisu ukaże się niebawem. Znowu trochę za dużo wyszło
    EDIT: Po ponownym namyśle, stwierdziłem że zamknę ten ranking w dwóch częściach. Ostatnia, trzecia część okazała się być najmniej klimatyczna (IMO) ze wszystkich, toteż zdecydowałem się rzucić ją w zapomnienie. Wolę wrócić do codziennego marudzenia na świat i rzeczywistość :]
  3. Lord Nargogh
    Na początek obawiam się że muszę zgasić podniecenie rozpalonych forumowych ekonomistów - nie będę dzisiaj mówił o inflacji ani walucie. Jednakże o 'złotym' wspominać będę tutaj więcej niż jeden raz, a jednocześnie użyję tego wyrazu tylko jednokrotnie. Jak to możliwe? Ano tak, że ostatnimi czasy to słowo dorobiło się całej gamy nowych synonimów.
    I nikt tak naprawdę nie wie po co. A może Wy wiecie? Jakby co, to nie wstydźcie się mnie oświecić w komentarzach.
    Do tego tematu natchnęła mnie dzisiaj komunikacja miejska, albowiem czekając na przyjazd autobusu, mimowolnie zacząłem czytać ogłoszenia porozwieszane na okolicznych latarniach (nie żeby to w Polsce było zabronione - jesteśmy państwem ludzi praworządnych i uczciwych, więc nikt nie rozwiesiłby żadnego ogłoszenia wbrew prawu). Większość z nich było standardowym, nudnym pożyczkowym bełkotem, jeden plakat jednak wyróżniał się na tle pozostałych.
    (Akurat nie z powodu tony błędów ortograficznych, które na nim się znajdowały)
    Moją uwagę przykuła informacja o kosztach wejścia na dyskotekę (bo o tym tak w ogóle był plakat):
    Wjazd - 5 zyli
    Zyli. Czyli to już do tego doszło. 'Zeta' przestało wystarczać, nie wspominając już w ogóle o anachronicznych 'złotych'.
    Nasuwa się pytanie: po co to komu? O ile jeszcze w przypadku 'Zeta' można silić się na argumentację że to słowo jest krótsze, to po jaką cholerę przechodzić do jakichś 'zylów'? I co będzie następne?
    Wlot - 4 zygi
    Wpływ - 3 zonki
    Wpełz - 5 zergi
    Zapewne z ostatniego rozwiązania najbardziej zadowoleni byliby fani Starcrafta. Złotówka - Zerg, Grosz - Protoss.
    '- Poproszę chleb.
    - Dwa zergi czterdzieści dziewięć protossów.'
    Takie rozwiązanie miałoby chociaż odrobinę stylu i klimatu, w przeciwieństwie do durnych 'zyli'.
    A najgorsze jest to, że te głupie 'zyle' to wierzchołek góry lodowej. W naszym kraju język ciągle ewoluuje - i to nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wystarczy sobie wejść na taką witrynę jak Miejski słownik slangu. Na razie wystarczy, a kiedyś będzie to niezbędne by porozumieć się z Polakiem wywodzącym się z innego 'blokowiska'.
    Spójrzmy na kilka losowych słów zaczynających się literą 'A':
    - Abiebie, abubaka, agrobrendy, anus... no dobra, słowo anus wszyscy znamy ;P
    W każdym razie zwróćcie uwagę na te pozostałe - to ma być język polski? Taka ma być nasza ojczysta mowa? Tego chcemy słuchać, to chcemy wypowiadać?
    Dla mnie to brzmi raczej jak jakaś bardzo radykalna odmiana kongijskiego (jeśli takowy istnieje).
    Wiecie co te słowa w ogóle znaczą? Słyszeliście je kiedyś wcześniej?
    Mógłbym zmarnować tysiące znaków na omówienie innych nowych 'słów' w naszym języku, ale po co tracić czas - i tak większość normalnych ludzi wcześniej o nich nie słyszała.
    Dla mnie takie zjawisko jest co najmniej niepokojące - nie tylko ze względu na to, że trudno mi zrozumieć taką mowę. Nie, to nie jest największy problem.
    Moim zdaniem największym problemem przy stosowaniu i wymyślaniu takich słów jest tak zwane wieśniactwo wypływające strumieniami z osoby, która się na to sili. Nie oszukujmy się - taki wymuszony slang nie ma żadnego stylu.
    Co da się z tym zrobić? Nic się z tym nie da zrobić. Można tylko pilnować samego siebie, żeby przypadkiem nie przerodzić się w takiego slangowego potwora. Ponadto można zapamiętać dwa słowa z tego neo-slangu, którymi będzie można zawsze się posłużyć gdy ktoś będzie rzucał w naszą stronę 'zylami' i innymi 'abiebiami'.
    Narx, Ziomichochu!
    I modlić się że ten przedstawiciel Żalo-Sapiens zrozumie co mamy na myśli wypowiadajac te słowa.
    PS: Wiem, że dawno temu obiecałem dokończenie mojej listy ludzkich cech, które wzbudzają we mnie obrzydzenie, ale jakoś nieszczególnie mam zapał, żeby to teraz zrobić. Jakby ktoś totalnie nie miał niczego ciekawego w swoim życiu i jakimś cudem chciał ją przeczytać, to nie ma się czego bać - ta lista w końcu zostanie uzupełniona, ba! Ona wciąż się rozrasta, bo ludzkość codziennie podsuwa mi kolejne powody do intelektualnej niestrawności.
  4. Lord Nargogh
    Oglądając dzisiaj kilka wydań rozmaitych dzienników informacyjnych usłyszałem wypowiedź, którą stwierdziłem że muszę skomentować. A z drugiej strony nie ma w zasadzie co się rozpisywać nad tą sprawą, więc zdecydowałem się stworzyć nowy minicykl na moim blogu - 'krótkie komentarze'.
    Na początek wrzućmy na ruszt wypowiedź Renaty Beger po ogłoszeniu wyroku sądu w sprawie seksafery w Samoobronie. Dla niewtajemniczonych: sąd uznał Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego jako winnych zarzucanych im czynów i skazał ich na kilka lat więzienia bez zawieszenia.
    Panowie oczywiście nadal uważają że to proces polityczny (jakby kogokolwiek tym kraju jeszcze obchodziła ich partia) i mają zamiar odwoływać się od wyroku sądu do wyższej instancji.
    W sumie nic ciekawego - ciekawa była natomiast wypowiedź Renaty Beger po ogłoszeniu tego werdyktu, która brzmiała mniej więcej tak:
    'W Samoobronie nie było żadnej seksafery - w przeciwnym wypadku jak pani wytłumaczy fakt, że MNIE ona ominęła?'*
    ...
    No jasne, jakim cudem taką seksbombę jak Renatę Beger ominęło molestowanie seksualne. Któż bowiem mógłby się oprzeć jej urokowi?
    Zatem mój komentarz jest następujący: Nie, nie było żadnej seksafery w Samoobronie. To absolutnie niemożliwe żeby ktoś NIE był zainteresowany panią Beger i molestował kogokolwiek innego w tej partii.
    * - możliwe że wypowiedziała te słowa już wcześniej, w każdym razie ja tego nie pamiętam.
  5. Lord Nargogh
    Wszyscy pamiętamy wielką aferę jaka miała miejsce tuż po aresztowaniu Romana Polańskiego. Wówczas okazało się że w tym świecie podwójne standardy to rzecz jak najbardziej normalna i jak to trafnie określił Zbigniew Hołdys 'znane osoby mogą bezkarnie gwałcić małolaty w odbyt' (cytat swobodny).
    Jak się okazało, reżyser został aresztowany podczas kręcenia swojego ostatniego filmu - i w związku z tym dokończył swoje dzieło już zza krat. Osoby, które obejrzały jego najnowsze dzieło doszukują się w nim artystycznego przekazu walki reżysera z tyranią Ameryki, z osaczeniem i niesprawiedliwością.
    Ale przejdźmy do rzeczy; krótki komentarz na dziś:
    Roman Polański będzie walczył o Złotego Niedźwiedzia na festiwalu filmowym w Berlinie. Jak dla mnie to powinien się postarać o Złotego PedoBeara w Bernie.
  6. Lord Nargogh
    Siostry i Bracia!
    Zebraliśmy się tutaj, albowiem wielu z Was zgrzeszyło na tym forum swoją pychą, butnością i nietolerancją wobec twórczości (bądź 'tfurczości') innych. Tym skromnym wpisem postaram się Was przekonać do porzucenia tej grzesznej drogi i wstąpienia z powrotem na ścieżkę Światłości i Prawdy.
    Po tym krzepiącym, kaznodziejskim wstępie pozwolę sobie przejść do rzeczy. Jak już kiedyś pisałem, codziennie przeglądam wszystkie nowe wpisy na blogach i w związku z tym mam bardzo bogate doświadczenie jeśli chodzi o to, co ludzie mogą na nich wypisywać. Zdarzają się blogi ciekawe, kontrowersyjne, zabawne, prymitywne, pOkEmOnIaStE ? dosłownie wszystkie, jakie tylko może sobie człowiek wyobrazić lub też jakich może się bać.
    I to jest w porządku, tak długo jak długo nie koliduje z dość liberalnym regulaminem. Cd-Action użycza forumowiczom możliwości nieograniczonego korzystania ze swoich blogów i zamieszczania na nich praktycznie czego tylko dusza zapragnie, jeśli tylko spełnia to kilka punktów regulaminu blogów, którego nie będę tutaj przytaczał, bo w końcu nasi forumowicze i tak znają go już na pamięć.
    Jest jednak grupa ludzi, którym to się bardzo nie podoba. Wydaje im się że mają boskie prawo decydowania, które wpisy powinny ujrzeć światło dzienne, a które nie. Stosowane przez nich kryterium dotyczy jakości wpisu ? jeśli wpis jest poniżej jakiegoś (ich zdaniem) poziomu, to nie powinien ujrzeć światła dziennego.
    Tacy ?strażnicy jakości i piękna blogów? nie poprzestają tylko na posiadaniu wspaniałych, idealistycznych poglądów, ale także prowadzą swoistą krucjatę przeciwko wszystkiemu co nie wpasuje się w ich wyobrażenie na temat jakości wpisu na blogu. Spamują blogi obraźliwymi komentarzami, tworzą własne wpisy w których próbują pouczać innych na temat tego jak powinni pisać, a także dość często próbują podjudzać ludzi przeciwko konkretnym osobom bądź tez grupie ludzi piszących na blogach.
    W większości wypadków są to zwyczajni hipokryci.
    Wystarczy się rozejrzeć po ich własnych blogach, które zwykle nie prezentują sobą nic ciekawego. Jeden z nich zarzucał niejakiemu dariuszkowi że przynosi wstyd całemu forum i witrynie Cd-Action i jego zdaniem każdy wpis na blogu powinien być zrobiony starannie i dopracowany ? tak jak na jego własnym blogu.
    Zapomniał dodać że bardzo często ma problemy z uszanowaniem praw autorskich na rozmaitych witrynach, kopiując całe partie tekstu do swojego wpisu i nie zostawiając żadnego odnośnika do źródła, sugerując że tekst jest jego autorstwa.
    Inny cwaniak wyraża swoje niezadowolenie pełnym błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i gramatycznych komentarzem. Jakby jakość jego komentarza nie mówiła sama za siebie ? ma w zwyczaju dodawać na swoim blogu wpisy składające się tylko i wyłącznie z jednego zdania.
    A już ogromna banda Krzyżowców atakuje z uporem godnym świętego wojownika dariuszka w komentarzach na jego blogu życząc mu śmierci bądź innych tragicznych zdarzeń.
    I to JEST zabronione przez regulamin blogów, toteż przyłapani sprawcy zostali odpowiednio ?wynagrodzeni? za swoją batalię.
    Blog jest prywatnym królestwem danego forumowicza. Jeśli skorzystasz z przywileju wejścia do jego domeny, to zachowuj się jak na gościa przystało i traktuj gospodarza z szacunkiem. To jego dom i jeśli coś Ci w nim nie odpowiada ? to nie wchodź tam. To zrozumiałe że bałagan u kogoś w pokoju/domu może być denerwujący, jednak zwykle wtedy po prostu się takiej osoby nie odwiedza, a nie zbiera grupę ludzi i manifestuje przed jego domem ze sloganami ?UMRZYJ, ŚMIECIARZU!?
    Ponadto jeśli oczekujesz że ktoś będzie reprezentował sobą jakiś poziom ? to oczekuj od siebie tego samego. Nie podoba Ci się blog/wpis? Napisz co Ci leży na wątrobie, ale z sensem i szacunkiem. Racjonalna i sprawiedliwa krytyka to dobra rzecz. Jeśli zaś zaczniesz kogoś wyzywać i życzyć mu śmierci za jego styl pisania na blogu, to sam sobie odpowiedz na pytanie ile sobą reprezentujesz.
    Prowadzenie bloga jest tutaj naprawdę opcjonalne. Odwiedzanie blogów innych jest jeszcze bardziej.
    A najlepszym wyznacznikiem jakości bloga powinna być liczba jego komentarzy i wyświetleń na wpis, ale dzięki działaniom naszych wspaniałych ?krzyżowców? tak nie jest. Słaby blog powinien świecić pustkami, a nie być odwiedzany dwadzieścia razy dziennie i zasypywany komentarzami.
    Na samym początku istnienia blogów, zanim wszyscy przyzwyczaili się do panujących tutaj reguł, niektórzy moderatorzy prowadzili osąd konkretnych wpisów i jeśli jakikolwiek z nich został uznany przez nich za niegodzien ? był kasowany. Tego właśnie chcecie? Żeby osoby z zewnątrz subiektywnie osądzały Wasze wpisy, czy powinny się pojawić na blogu? Podkreślam że wielu z Was naprawdę by było rozczarowanych obrotem spraw gdyby to tego doszło, bo nagle okazałoby się że przestałyby pojawiać się wpisy nie tylko na znienawidzonych ?kiepskich? blogach, ale także na Waszych własnych.
    Siostry i Bracia! Więcej szacunku i tolerancji wobec siebie nawzajem. Nie jesteśmy tutaj po to, żeby ze sobą walczyć, ale w pokoju koegzystować. Jeśli jakiś blog jest Waszym zdaniem wart zapomnienia, to zapomnijcie o nim i sprawcie żeby inni również o nim zapomnieli, zwyczajnie nie odwiedzając i nie komentując go. Niech spadnie na samo dno wszelkich rankingów.
    Niechaj boski Admin ma nas w swojej opiece!


    Z moderatorskim błogosławieństwem
    Lord Nargogh

    PS:Wpis ten jest małą dygresją od ogólnego marudzenia na całą ludzkość, ale nie przyzwyczajajcie się zbytnio ? ciąg dalszy ludzkich cech wzbudzających we mnie obrzydzenie już wkrótce!
    PS2: Ankieta jest robiona tylko i wyłącznie z mojej ciekawości i w związku z tym nie oczekiwałbym że nadejdą jakieś zmiany z powodu jej rezultatów. No, chyba że zagłosuje w niej kilka tysięcy osób ;P
  7. Lord Nargogh
    Nadszedł chyba czas, żeby zebrać do kupy wszystkie przemyślenia na tytułowy temat i zrobić swoistą czarną listę ludzkich zachowań, zjawisk i innych rzeczy, których wyjątkowo nie lubię oglądać z różnych przyczyn - czy to głupoty, która z nich uderza, czy zwykłego draństwa. Wprawne oko zauważy pewne związki z tym, o czym już kiedyś pisałem (np. rodziny wielodzietne), tym razem jednak zamiast skupiać się na jednym negatywnym zjawisku zrobimy sobie maluchną kumulację. Oczywiście nie sposób wymienić WSZYSTKIEGO co mi działa na nerwy, szkoda na to czasu i zdrowia (mojego i ewentualnych czytelników), a poza tym na pewno nie byłbym sobie w stanie wszystkiego naraz przypomnieć. W związku z tym lista prawdopodobnie będzie aktualizowana, więc jeśli przyjdzie Wam coś do głowy - to śmiało dajcie mi o tym znać.
    Żeby było ładnie, estetycznie i czytelnie, powymieniam wszystko w punktach. A ponieważ wyszło mi ich póki co aż 16, tekst zostanie podzielony na kilka części (każda opublikowana innego dnia ? nie przesadzajmy z rozmiarem jednorazowej dawki jadu), spośród których ostatnia będzie zawierała ankietę w której spytam Was które z wymienionych przeze mnie zjawisk obrzydzają Was najbardziej.
    1. Niekompetencja i przyzwolenie na nią
    W dzisiejszych czasach ze świeczką można szukać 'właściwego człowieka na właściwym miejscu', a wynika to z prostej przyczyny - dzisiaj często zatrudnia się ludzi niekompetentnych/zostawia się ich na dawnym stanowisku pomimo skarg etc. Dlaczego się tak dzieje? Z różnych przyczyn - czy to pokrewieństwo z daną osobą/jej krewnymi, czy sympatia, jaką darzymy tą osobę, niechęć do wycieku na zewnątrz informacji o posiadaniu niekompetentnej ekipy (i szukania rozwiązania tego kłopotu za pomocą zmiecenia problemu pod dywan! Po prostu kpina) czy po prostu ignorancja ze strony osoby odpowiedzialnej za zatrudnienie. Ile razy zdarzało się że rozmaitym lekarzom/pielęgniarkom/nauczycielom/komukolwiek karygodne zaniedbania uchodziły na sucho tak długo, jak długo sprawa nie wyciekła do mediów?
    Człowieka często uderza bezsilność w takiej sytuacji. Co zrobić, jeśli wykładowca kluczowego przedmiotu jest niekompetentny (niewyraźnie mówi, po raz osiemnasty wygłasza dokładnie ten sam (!) wykład stanowiący zaledwie 1% materiału który nas będzie obowiązywał na egzaminie), ale posiada na uczelni mnóstwo znajomych i jest nietykalny z tego względu że jest w Polsce cenionym naukowcem?
    Nic nie można zrobić. I to jest dobijające.
    2. Nieodpowiedzialność
    Pisałem niedawno na tym blogu o tym, że nie podoba mi się niekontrolowane rozmnażanie się ubogich rodzin wielodzietnych. I tak sobie myślę że to może być doskonały przykład nieodpowiedzialności ? dla czerpania przyjemności seksualnej bądź czerpania pieniędzy na utrzymanie z budżetu państwa tacy ludzie są w stanie zrujnować życie swoim przyszłym ubogim/upośledzonym dzieciom. Kompletny brak odpowiedzialności.
    A innych przykładów na tego typu zachowania jest mrowie. Ba, jestem pewien że każdy z nas byłby w stanie znaleźć dziesiątki nieodpowiedzialnych zachowań które ?popełnił? chociażby w ubiegłym tygodniu. Ile razy zastanowiłeś się jakie skutki może przynieść Twoje zachowanie? Czy za każdym razem uwzględniasz ewentualne konsekwencje Twoich działań, które mogą spłynąć na Ciebie lub innych ludzi? Nie? W takim razie jesteś nieodpowiedzialnym człowiekiem. Tak? W takim razie God Bless you, oby takich jak Ty było jak najwięcej. Najlepiej rozmnażaj się ile tylko będziesz w stanie (dobrze to wpłynie na pulę genetyczną ludzkości).
    O dobro Twojego potomstwa się nie martwię ? w końcu ich przyszły rodzic jest odpowiedzialnym człowiekiem.
    3. Piractwo i ogólnie cwaniactwo (joł!)
    Nasz ukochany temat na tym forum ? piractwo. Zastanawiam się czy ci niezbyt inteligentni ludzie, zwani potocznie ?piratami? (ja mam na to inną nazwę, ale ze względu na stanowisko jakie tu piastuję nie wypada mi jej napisać) zdają sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów (swoją drogą znów wracamy do tematyki odpowiedzialności). Poza tym że piracenie jest zwykłym draństwem niezgodnym z prawem i niewątpliwie niepoprawnym moralnie, przynosi ogromną szkodę dla całej społeczności graczy. Utrata znaczenia komputera PC dla producentów gier jest bezpośrednim skutkiem ogromnego rozpiracenia tej platformy. Piraci niemal każdy ? ze świecą szukać w 100% legalnej kolekcji gier/filmów/muzyki, a przyznanie się do posiadania takowej w dowolnym towarzystwie zwykle grozi co najmniej wyśmianiem.
    Najbardziej żenujące są argumenty piratów o cenach gier. Gra jest produktem luksusowym i opcjonalnym, nikt nie zmusza do skorzystania z jej uroków. Jeśli nie stać Cię na kupowanie gier, które kosztują 200 zł (a tylko takie Cię interesują) ? trudno, poszukaj sobie tańszego hobby! Takie zachowanie jest najbardziej oczywiste dla myślącego człowieka, i sprawdza się doskonale w innych rodzajach rozrywki. Jako przykład można wymienić podróże dookoła świata, skoki ze spadochronu, szybkie i luksusowe auta ? jeśli człowiek ma na te rzeczy ochotę (nawet wieeelką), a nie ma na nie pieniędzy ? to zwyczajnie rezygnuje i szuka sobie innych zainteresowań.
    Pirat niestety po prostu bierze to, co mu się nie należy i karuzela marginalizacji PC-ta kręci się dalej?
    W tytule padło również słowo ?cwaniactwo?, jako że piractwo jest przykładem właśnie cwaniactwa, które też samo w sobie jest jednym z największych problemów niedoskonałych i małostkowych ludzi.
    4. Popadanie w nałogi i sprzeciw wobec prób uwolnienia od nich
    Czy to papierosy, czy alkohol, czy narkotyki, czy słodycze, komputer lub cokolwiek innego ? ludzie bezlitośnie potrafią się od tego uzależnić. Oczywiście wszystko jest dla ludzi (z wyjątkiem narkotyków [one są dla kretynów] i papierosów [one są dla niedojrzałych emocjonalnie dzieci]), ale trzeba pamiętać o tym, żeby potrafić zachować umiar. Życie pokazuje że wszystko w nadmiarze może nam zaszkodzić, nie wspominając już o tym że dowolna przyjemność której doznajemy zbyt często traci swój urok.
    Jak można sobie zrobić coś takiego? Nigdy tego nie zrozumiem. Oczywiście ludzie w zasadzie z definicji popełniają błędy i to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, jednakże gdy ktoś stawia opór przeciwko ich naprawieniu ? to jest zwyczajnym debilem. A taki opór stawiają osoby, które już się od czegoś uzależniły.
    Ostatnio rząd wpadł na genialny pomysł wprowadzenia bardzo restrykcyjnych przepisów wobec palenia papierosów, co wzbudziło ogromny sprzeciw i oburzenie ludzi uzależnionych od palenia, uważających że ktoś próbuje im ograniczyć prawa obywatelskie i traktować ich jak ludzi drugiej kategorii!
    Damn, mają doskonałą szansę na uwolnienie się od jednego z najgłupszych możliwych nałogów, i nie chcą z niej skorzystać!
    Ale wróćmy do tego ?ograniczania swobód obywatelskich? i ?ludzi drugiej kategorii?. Czy kiedykolwiek jakikolwiek palacz zapalając kolejny papieros w pubie czy na przystanku autobusowym (gdzie mu tego robić nie wolno) zastanowił się w jaki sposób wpływa na swobody obywatelskie ludzi, którzy papierosów nie palą a mają nieszczęście znajdować się w jego otoczeniu? Czy zdaje sobie z tego sprawę, że dym wylatujący z jego papierosa ogranicza moje obywatelskie prawo do oddychania świeżym powietrzem? Czy spytał mnie o zdanie, czy nie mam nic przeciwko jego zatruwaniu środowiska, do którego mam takie samo obywatelskie prawo jak on?
    Nie.
    I dlatego uważam że nikt ich nie powinien pytać o zdanie przy wprowadzaniu tego restrykcyjnego przepisu.
    5. Hipokryzja
    Rak który toczy polskie (i nie tylko ? każdy człowiek ma w związku z nią coś za uszami) społeczeństwo od niepamiętnych czasów. Uwielbiamy wprost krytykować innych za rzeczy, które sami bardzo często robimy.
    Najczęściej hipokryzja jest w jakiś sposób związana z religią. Jest to niefortunne, zwłaszcza biorąc pod uwagę że większość religii świata piętnuje w ludziach tą cechę i nakłania ich zasadniczo do czynienia dobra. A w jaki sposób się ta hipokryzja objawia? Wytykanie grzechów innym, samemu mając mnóstwo za uszami. Można hipokrycić (uwielbiam wymyślać nowe słowa) bezpośrednio ? czyli skrytykujesz sąsiadkę, która ma kochanka samemu mając jednego lub też podświadomie ? piętnując tego geja, który mieszka piętro niżej jako człowieka który łamie wszystkie możliwe prawa boskie i utrudniając mu życie jak się tylko da, zapominając że ?nie wolno czynić drugiemu, co Tobie niemiłe?.
    Wszyscy jesteśmy hipokrytami. Nie będę ukrywał tego, że sam nim jestem ? paradoksalnie hipokryzją byłoby twierdzenie, że nie ma się z tą cechą nic wspólnego. Ważne natomiast jest aby być świadomym tej swojej wady i zrobić co w swojej mocy, by ją zminimalizować. To wymaga wielkiej pracy i odwagi, żeby dostrzec w sobie cechy, które się wypomina innym i spróbować je naprawić bądź przyznać się na głos do tego.
    I to by było na tyle na dzisiaj, palce mnie już od pisania bolą, a poza tym wątpię żeby ktokolwiek miał ochotę czytać dłuższą ilość tekstu we wpisie na blogu, zwłaszcza mojego wrednego, jadowitego autorstwa
  8. Lord Nargogh
    Zdania na temat Ego Draconis są na tym forum podzielone. Podziału dokonala w głównej mierze recenzja tej gry napisana przez gema. Moim zdaniem - bardzo kiepska, krzywdząca i nierzetelna (zainteresowanych odsyłam do TEGO tematu. Ponieważ wiele osób mogło niesłusznie zrezygnować z kupna tej gry na skutek przeczytania tej recenzji (pozwolę sobie zauważyć, że internetowa średnia ocen ED wynosi ponad 80%, to też o czymś świadczy), postanowiłem sam napisać swój własny test gry.
    Na początek z grubsza powiem o co tak naprawdę chodzi w tej grze. Jest to po prostu doskonały action-RPG z przyjemnym systemem walki i doskonałą fabułą i grywalnością, o klimacie nie wspominając.
    Zacznijmy od potencjalnych wad Ego Draconis. W dobie rozpieszczonych Crysisem graczy grafika ED może się wydawać nieco podstarzała - ale nie powinien być to problem, skoro 90% graczy chwali się w swoich sygnaturkach faktem że należy do 11%, dla których grafika nie ma znaczenia. Mi osobiście grafika Divinity 2 się podobała - po prostu nie oczekuję od gry niczego więcej od strony graficznej.
    Kolejną potencjalną wadą są bugi i problemy z płynnością podczas przeglądania ekranu ekwipunku. O bugach w głównej mierze słyszałem od innych graczy, bo jedyny, jaki mi się zdarzył polegał na jedno-dwukrotnym zawieszeniu się gry podczas wczytywania.
    Recenzja gema skrytykowała Ego Draconis w dużym stopniu za jej stopień trudności. Dla autora gra była w takim stopniu skomplikowana i trudna, że nie był w stanie pokonać jednego z pierwszych bossów - a nie ukrywam że dla mnie ten boss był żałośnie prosty. Ogólnie każda osoba, która zagrała w Ego przyznaje że nie jest to gra prosta - ale z pewnością nie jest też zbyt trudna. Jest po prostu w sam raz, a w dobie popularności casualowych gier w których wykonuje się kombosy dwoma klawiszami, a zabija przeciwnika jednym jest to odstępstwo nie do zaakceptowania. Bullshit - takich gier powinno być jak najwięcej. Ile współczesnych produkcji sprawia że człowiek czasem musi zaklnąć wczytując grę i próbując pokonać jakiegoś przeciwnika jeszcze raz? Bardzo niewiele, a to jest bardzo ważny element czerpania z gry satysfakcji i przyjemności.
    Fabuła Ego Draconis jest doskonała - szczerze mówiąc niewiele gier, w jakie zagrałem do tej pory oferowało tak ciekawą i intrygującą przygodę, z zakończeniem bardziej szokującym niż to mające miejsce w obu KOTORach razem wziętych. Akcja gry ma miejsce kilkaset- kilka tysięcy lat po zakończeniu wydarzeń z poprzedniej części gry, i spin-offu Beyond Divinity. Smoki, uznane za największego wroga ludzkości zostały niemalże wymordowane przez grupę Pogromców, do których należy również główny bohater. Z czasem fabuła jednak ujawnia głębię intrygi, która doprowadziła ludzkość do postrzegania Pradawnych w taki właśnie sposób, a ich wyginięcie było tak naprawdę bardzo na rękę Głównemu Złemu - Przeklętemu o niewinnie brzmiącym imieniu Damian. Ale wracając do tematu - nasz bohater-pogromca przekona się niejednokrotnie jak bardzo tragiczne potrafi być przeznaczenie, stając się w końcu tym, co zaprzysiągł zniszczyć i czego nienawidził najbardziej - Smokiem (konkretnie to Smoczym Rycerzem, ale żeby zrozumieć różnicę należałoby pograć nieco w grę).
    Jedną z największych zalet Ego Draconis jest poczucie humoru, w szczególności skryte w dialogach. Nasz heros posiada wyjątkowo cięty język i bardzo często przed przebiciem swojego przeciwnika mieczem raczy nas soczystymi żartami i ciętymi obelgami w jego stronę. Nie grałem nigdy w żadną grę, która pozwalałaby aż tak bardzo ponabijać się z bossów przed rozpoczeciem walki z nimi. Humor widoczny jest również przy opisie statystyk bohatera.
    Muzyka w Ego Draconis jest doskonała i została skomponowana przez tego samego człowieka, który był odpowiedzialny za soundtrack poprzednich częsci - Kirilla Pokrovskego (który pozwala ściągnąć większość ze swoich dzieł ze swojej strony internetowej, niestety z wyjątkiem tego z Ego Draconis - http://www.kirillpokrovsky.com/ ).
    Przejdźmy teraz do drobnej demonstracji rozmaitych elementów gry.


    Wędrówka po Fiordach Orobaskich

    Tak wygląda przeciętny ekran rozgrywki Interfejs jest intuicyjny i wygodny, a rozgrywkę obserwujemy zza pleców bohatera.


    Tak wygląda ekran 'edycji' chowańca, której możemy dokonywać u nekromantów. Tak też wygląda nasz chowaniec.

    Jedną z atrakcji oferowanych przez Ego Draconis jest możliwość złożenia sobie chowańca z rozmaitych części ciał zabitych wrogów. W zależności od wyboru kończyny, nasz chowaniec będzie posiadał inne zalety/wady i umiejętności. Chowańca naprawdę warto zdobyć, gdyż dobrze złożony potrafi stanowić potężne wsparcie. Ja osobiście ostatnio stworzyłem sobie chowańca-maga, który razem ze mną miotał w przeciwników grad potężnych zaklęc ofensywnych, i miał więcej punktów zycia ode mnie.


    Ekran ekwipunku bohatera.

    Jak widać Ego Draconis pozwala skompletować wiele elementów ekwipunku - hełm, pancerz, tarcza, rękawice, spodnie, pas, amulet, dwa pierścienie, bransolety i kolczyki. W grze można zdobyć tradycyjnie rozmaite unikatowe przedmioty i zestawy zyskujące na mocy wraz z kompletowaniem kolejnych ich części.


    Drzewko umiejętności bohatera. To nie są wszystkie możliwe skille, można przewijać drzewko jeszcze w dół.

    Umiejętności są podzielone na kilka 'ścieżek' - Kapłana, Maga, Wojownika, Łowcy i Pogromcy Smoków. Niektóre umiejętności są bierne, a niektóre aktywne. Co poziom dostajemy do dyspozycji 1 punkt umiejętności do rozdysponowania, każdą umiejetność można zwiększyć maksymalnie na 5 poziom - no, chyba że wykupimy u trenera z naszej wieży bitewnej (baza wypadowa i nasz prywatny pałac który zdobywamy w połowie gry) rozszerzenie konkretnych umiejętności, które pozwoli nam je zwiększyć nawet do 13 (jeśli nie 15 - nie sprawdziłem, bo na 13 poziomie i tak były bardzo silne). Dużo punktów umiejętności można zdobyć czytając rozmaite księgi i umysły poteżnych przeciwników.


    Tak wygląda nasz bohater po przemianie w smoka.

    Przemiana w smoka jest jedną z największych zalet i nowinek zawartych w Ego Draconis. Umożliwia ona bardzo szybkie przemieszczanie się z jednej strony mapy na drugą i walkę z innymi latającymi stworami, a także niszczenie latających i naziemnych fortec wroga. Nie jest możliwa walka z istotami naziemnymi - co jest dość logiczne, biorąc pod uwagę że wówczas gra byłaby zbyt prosta.


    Oddzielny ekran ekwipunku dla smoka, któremu możemy zmieniać zbroję.

    Dokładnie tak - nasza smocza forma posiada oddzielny ekran ekwipunku, w którym możemy dowolnie zmieniać pancerz (osłony na tors, głowę, pazury , nogi i ogon)


    Drzewko smoczych umiejętności.

    Smok posiada także oddzielne drzewko umiejętności. Punktów umiejętności smoka nie zdobywamy jednak wraz z awansem na poziom - musimy w tym celu znależć i przeczytać odpowiednie księgi (bądź umysł).
    Właśnie - czytanie mysli. Możemy w zamian za koszt w punktach doświadczenia poczytać sobie mysli DOWOLNEJ istoty. Czasem poznamy jakieś tajne hasło, czasem nauczymy się czegoś nowego, czasem dowiemy się czegoś co zapewni nam przewagę nad przeciwnikiem, a czasem... dowiemy się że nieszczególnie naszej ofierze smakował obiad. Mimo wszystko naprawdę warto jest zaglądać w każdy umysł, jaki tylko się da.
    No cóż, nadszedł czas na krótkie podsumowanie. Według mnie Ego Draconis jest bardzo dobrą grą - pozytywnie wyróznia się w kilku aspektach na tle najnowszych produkcji. Racjonalny poziom trudności, wielka grywalność, frajda ze smoczej formy, rozbawienie wszechobecnym humorem, zaskakująca fabuła i doskonały klimat czynią tą produkcję wartą swojej ceny i zapoznania się z nią.
    Z czystym sumieniem przyznaję że Ego Draconis jest najlepszym sequelem gry w jakiego dane mi było zagrać, ponieważ jest dużo lepszy od swoich poprzedniczek, nic nie tracąc na klimacie i związku z serii. Naprawdę polecam.
  9. Lord Nargogh
    Dzisiaj ze swoim kolegą zażarcie kłóciłem się na temat tego czym jest kromka chleba. Nasze dwie przeciwwstawne opinie macie do wyboru w ankiecie - byłbym wdzięczny za ewentualne zagłosowanie w niej w zgodzie ze swoim sumieniem, a szczególnie wdzięczny za zagłosowanie w zgodzie z moim. Jeśli ankieta pójdzie po mojej myśli, to wykorzystam ją do wyśmiania go. Jeśli nie - cóż, nigdy się o niej nie dowie ]:->
    Ale nie o tym będzie dzisiejszy wpis.
    Ostatnimi czasy daje się w telewizji zobaczyć żałosne potyczki słowne pomiędzy partiami polityczymi w Polsce. A nie, czekaj. ZAWSZE można było je oglądać. W zasadzie od pierwszego dnia gdy w naszym kraju zagościła 'demokracja'.
    I muszę przyznać że początkowo mnie to bawiło - miło było patrzeć na grupę posłów, wybrańców i reprezentantów Narodu kłócących się jak małe szczyle.
    Ale mam tego dość. Zaczęło mnie to nużyć i żenować. W końcu ile można? I zamiast tego dobrze by było w końcu coś zrobić. Ale nie, lepiej się kłócić i nawzajem wymyślać/wytykać sobie potknięcia.
    Włączcie jakikolwiek kanał telewizyjny. Zaprawdę powiadam Wam, nie znajdziecie dnia ani godziny w którym nie wspomniane zostanie ani słowem o starciu na linii koalicja-opozycja czy też kłótniach wewnętrznych w środku koalicji. Poseł X to, Posłanka Y tamto, PO to, PiS tamto, i tak na okrągło. Przerost formy nad treścią i bezustanne robienie z igieł wideł.
    Te wszystkie kłótnie i pozostałe dziecinne zachowania wynikają z prostego faktu, że w Polsce kampania wyborcza zaczyna się w minutę po zakończeniu poprzednich wyborów. Od pierwszych słów przywódców partii po ich porażkach/sukcesach. Wieczna brudna kampania i czarny P-R, nawet po ogłoszeniu ciszy wyborczej. Te nieustannie kłamiące/oczerniające się nawzajem mordy przyprawiają mnie już o odruch wymiotny.
    Oczywiście w tym całym pierniczeniu farmazonów nie chodzi tylko o sukces w następnych wyborach, o nie. Zazwyczaj dodatkowo chodzi też o odwrócenie uwagi od poważniejszych problemów, wynikających z kolei z błędów i matactw popełnionych przez własną partię.
    Czy Wy też nie macie tego dość?
    Na koniec zaproponuję rozwiązanie tego problemu rodem z jakiegoś sci-fi, i w stylu niezwykle popularnego Krzysztofa Kononowicza.
    Zlikwidować system wielopartyjny. Zmniejszyć listę posłów do 100 osób. Ustanowić zakaz istnienia jakiejkolwiek partii i klubów parlamentarnych. Każdy poseł decydowałby całkowicie w zgodzie z własnym sumieniem, i przekonaniami. Każdy poseł musiałby więcej i wydajniej pracować. Jeśli komuś nadal chciałoby się pooczerniać stronę przeciwną, to musiałby się bardziej napocić - zamiast nagadywać o jednej partii, musiałby obgadać kilkuset posłów. Dalsze benefity: całkowity brak kosztów istnienia partii politycznych, znacznie utrudniona korupcja (zamiast przekupić garstkę ludzi stanowiących władzę w partii, trzeba byłoby to zrobić z dziesiątkami osób; dużo większe koszty i ryzyko wpadki).
    A Wy? Macie jakieś pomysły?
  10. Lord Nargogh
    Zdecydowałem się poświęcić na swoim blogu nieco miejsca na wspominanie starych, dobrych gier, o których nigdy nie zapomnę. Na sam początek zdecydowałem się wrzucić na ruszt jedną z moich ulubionych serii gier strategicznych - serię Earth, a konkretnie jej pierwszą część - Earth 2140.


    EARTH 2140




    Earth 2140 była jedną z moich pierwszych gier strategicznych, a już na pewno pierwszą sposród tych, które przekonały mnie do tego gatunku. Miałem przyjemność zapoznać się z nią po tym, jak została zamieszczona na coverze Cd-Action. Dzisiaj możliwa jest do nabycia w Extra Klasyce, w pakiecie z pozostałymi częściami serii i wszystkimi dodatkami za śmieszne 20 zł z hakiem. Moim zdaniem naprawdę warto uzupełnić swoją kolekcję, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił. Mam nadzieję, że ten wpis przekona paru ludzi do tej serii - zwłaszcza, że jest ona dziełem Polaków!


    Technikalia - grafika, dźwięk i muzyka

    Nikt nie powinien spodziewać się po tej grze zbytnich fajerwerków - w końcu ma ona już swoje lata (dokładnie to prawie 12 lat!) Grafika jednak prezentuje się nadal całkiem przyzwoicie, zwłaszcza na tle innych produkcji z tamtego okresu - dość powiedzieć że taki Starcraft zestarzał się pod względem graficznym dużo bardziej niż Earth, a nadal ma swoich fanów. Animacje jednostek są wykonane przyzwoicie, podobnie zawarte w grze cut-scenki.



    Czy to wyciek ujęć Terminatora 5 z wytwórni filmowej? Nie, to jedynie kilka screenshotów z cut-scenek zawartych w grze. Jak na wiek gry prezentują sie one znakomicie.

    Jeśli chodzi o udźwiękowienie, to też stoi na wysokim poziomie. Odgłosom wystrzałów z dział czołgów, bzyczeniu laserów czy świstowi rakiet nie można nic zarzucić. Bardzo interesująco brzmią robotyczne głosy jednostek UCS, a wisienką na audiowizualnym torcie jest doskonały soundtrack, który świetnie pasuje do futurystycznego klimatu gry.


    Historia i strony konfliktu

    Od wielu lat na ziemskim globie toczy się bezlitosna wojna dwóch potężnych frakcji, które całkowicie pochłonęły pomniejsze twory, jakimi były państwa. Dziesiątki lat bezlitosnych starć w połączeniu z zastosowaniem nowych broni masowego rażenia i wielu eksperymentalnych technologii zniszczenia, doprowadziło ziemskie środowisko na skraj katastrofy. W chwili obecnej ludzie nie są w stanie przeżyć na powierzchni planety bez stosownego ubioru ochronnego z powodu panującego na niej toksycznego skażenia i promieniowania.



    Ekran briefingu przed misją dla ED. UCS posiada wersję z innym logiem, i czerwoną czcionką. Możliwe jest 'rozglądanie się' po przedstawionym terenie, który jest zależny od tego, w jakim miejscu toczy się misja. Dość bezużyteczny, ale przyjemny szczegół.

    I to w zasadzie wszystko, co można powiedzieć o fabule. Misje po prostu polegają na zdobywaniu kolejnych terenów dla własnej frakcji, bez udziału bohaterów czy specjalnych intryg. Nie przeszkadza to jednak czerpać z gry wielkiej przyjemności, zwłaszcza że to grywalność jest jej najmocniejszą stroną. Misje polegają zwykle na wyeliminowaniu wszystkich jednostek wroga z danego terenu, czasem jednak zamiast tego mamy chronić własne lub przejąć wrogie budynki w celu pozyskania nowych technologii.



    W menu głównym udostępniono graczom specjalną 'encyklopedię' zawierającą szczegóły na temat wszystkich jednostek i budynków zawartych w grze. Tym razem jednak nie mamy do czynienia z bezużytecznym detalem - można pośród tych danych znaleźć użyteczne informacje o słabościach i mocnych stronach poszczególnych jednostek, takich jak ich podatność na ogień, rodzaj prowadzonego ostrzału i tym podobne.

    Dostępne w grze frakcje są dwie - United Civilised States (UCS) i Eurasian Dynasty (ED). UCS to w głównej mierze dzisiejsze Stany Zjednoczone, zaś ED składa się z dawnych państw Europy i Azji, zjednoczonych pod despotycznymi rządami Cesarza.



    Baza UCS na pustyni.

    UCS preferuje przede wszystkim potężne maszyny kroczące, a ich piechota składa się z przypominających terminatory robotów nazywanych mianem Silver. Żeby podać kilka przykładów - mamy na przykład dwa modele Raptorów (szybkie, biegające wręcz mechy zwiadowcze), dwa modele ciężkich Tigerów (Hellmaker - rzuca granatami z napalmem i Assault - strzela lekkimi rakietami), i dwa typy Spiderów (podstawowy wariant z bronią plazmową, i drugi wyposażony w ciężkie rakiety). Jednostki typu Silver są znacznie silniejsze od piechoty ED. Prawdziwą machiną zagłady jest dostępny w dodatkowych misjach mech Goliat, wyposażony w najcięższy możliwy pancerz i strzelający seriami lekkich rakiet, jakby były one zwykłymi pociskami CKMu. 'Tajną' bronią UCS są tzw. naloty plazmowe, wystrzeliwywane za pomocą specjalnego działa o nieograniczonym zasięgu i ogromnej sile rażenia, dużo większej od atomówek ED. Latające jednostki UCS korzystają z napędu antygrawitacyjnego.



    Kilka jednostek UCS w akcji. Bestia miotająca pociskami plazmowymi to mech Spider - równie niebezpieczny, co efektowny.

    ED to przede wszystkim tradycyjne, konwencjonalne uzbrojenie. Większość jej jednostek to 'zwykłe' czołgi, aczkolwiek frakcja ta posiada kilka nowinek technicznych, pośród których mozna wymienić potęzne lasery i deaktywujące wrogie pojazdy miotacze jonowe (po zdezaktywowaniu jednostki można wysłać własną jednostkę naprawczą, i przejąc kontrolę nad wrogiem). Piechota ED składa się z dość wrażliwych androidów, bio-organizmów zbliżonych do ludzi. Ich tajną bronią jest wymieniona wcześniej atomówka. Lotnictwo ED składa się ze śmigłowców i myśliwców pionowego startu.



    Tak wygląda interfejs ED, a także parę jednostek tej frakcji.

    Oczywiście nie wymieniłem wszystkich jednostek tych frakcji (jest ich naprawdę wiele), a jedynie kilka ciekawszych. Obie frakcje posiadają naturalnie własną, indywidualną flotę pojazdów wodnych.


    Podsumowanie

    Earth 2140 to doskonała strategia czasu rzeczywistego, w którą naprawdę warto zagrać. Oprócz świetnej grywalności, oferuje nam dostęp do dwóch dość nietypowych stron konfliktu, których zróżnicowanie umożliwia stosowanie szerokiego zakresu taktyk i strategii podczas bitew. Warto się z tym tytułem zapoznać chociażby po to, żeby wiedzieć jakie gry robili Polacy w dobie powstawania takich przebojów jak Starcraft.
  11. Lord Nargogh
    Ostatnimi czasy słońce zachodzi bardzo wcześnie i w związku z tym praktycznie codziennie wracam z zajęć do domu gdy jest już ciemno (skojarzenia z pewnym zespołem wysoce niewskazane). Widoczność na drogach w dużym stopniu zależy od oświetlenia stosowanego przez kierowców.

    Tak, to jest samochód, chociaż tego nie widać. Tak, w prawdziwym świecie zwykle wygląda to tak samo.
    ....
    ...bo jakiś idiota musi majstrować przy swoich światłach, zmieniając kąt ich nachylenia bądź kupując żarówki większej mocy! Czy ci 'inteligenci' nie rozumieją, że oślepiają wszystkich, którzy jadą przed nimi bądź naprzeciw nim? Jak jakiś pacan wali mi światłami po plecach to przynajmniej mogę środkowe lusterko zadrzeć do góry (muszę to robić CODZIENNIE), ale jak jedzie z naprzeciwka, to nie mogę zrobić NIC. Muszę jechać 'na czujkę', bo jego mocarne oświetlenie uniemożliwia określenie odległości jego auta od środka jezdni, a także czyni wszystkie znaki poziome niewidocznymi, czytaj - możesz przejechać po linii ciągłej/martwym polu i nawet tego nie zauważyć. Sytuacja jest o tyle kiepska, że w niskiej temperaturze szyby potrafią bardzo łatwo zaparować, a wówczas rozproszone na skroplonej parze światło czyni jezdnię całkowicie niewidoczną.
    Denerwowało mnie to już od dawna, ale zdecydowałem się o tym napisać dopiero teraz, bo wczoraj przeczytałem pewien artykuł w gazecie z którego wynika, że w Polsce nie sposób dostać mandat za coś takiego. Można sobie cały dzień jeździć na przeciwmgielnych (drugi przykład kretyństwa i bucostwa) a Policja nawet słowa na to nie powie. Oczywiście jest to zabronione, ale jakoś nikt nie przykłada do tego zbytniej wagi, a zmajstrowany kąt ustawienia świateł to już NAPRAWDĘ nikogo tam nie obchodzi. Dobrze przynajmniej że zwraca się uwagę na fakt czy kierowca ma uruchomione światła mijania (bo musi mieć) przez cały czas jazdy, niezależnie od pory dnia i roku.
    We wspomnianym wcześniej artykule autor zwrócił uwagę na to, że najczęściej takie numery odstawiają właściciele używanych samochodów sprowadzonych zza granicy w imię źle rozumianego wyróżniania się i zwrócenia uwagi na ich... międzynarodowość. I komu niby to ma zaimponować?
    Doprawdy żałosne.
    Druga sprawa - narzekanie na zwiększającą się ilość fotoradarów w Polsce. Że niby to służy tylko nabiciu portfela Policji, że to wcale nie zwiększa bezpieczeństwa, że do zmniejszenia liczby wypadków potrzebny jest remont dróg, a nie ograniczenia prędkości.
    Ostatnie kilka(naście) dni tragicznych warunków na drodze pokazały że to g.... prawda.
    Z powodu zaśnieżonych i śliskich dróg kierowcy jeździli średnio o 10 km/h wolniej niż zwykle. Przyczepnośc kół do jezdni była żałosna i bardzo łatwo było wpaść w poślizg. Po prostu trudniej wyobrazić sobie GORSZĄ jezdnię czy też warunki do jazdy. Zgodnie z teorią piratów drogowych (prędkość nie ma nic do rzeczy, liczy się jakość drogi) tragicznie powinna wzrosnąć ilość wypadków drogowych.
    A co się stało? Liczba wypadków znacznie zmalała.
    Po prostu wielu kierowców widząc tragiczne warunki na drodze poszło po rozum do głowy i zaczęło jeździć wolniej ('wolniej' zwykle znaczy 'prawie zgodnie z przepisami' - czyli i tak za szybko biorąc pod uwagę warunki).
    Wnioski nasuwają się same - jakość ulicy nie ma nic do rzeczy, kluczową sprawą jest prędkość jazdy, w całym kraju należy namontować fotoradarów w gęstości 1 fotoradar na 500 metrów drogi, a remont dróg odstawić na dalszy plan - fotoradary szybko zdobyłyby kwotę pieniędzy potrzebną na wykonanie prac remontowych.
    W ten właśnie prosty i genialny sposób rozwiązaliśmy problem jakości dróg i bezpieczeństwa na nich w Polsce.
    Ale taki plan nigdy nie dojdzie do skutku, bo w tym kraju jest zbyt wielu bezmózgich piratów drogowych, kompletnie nieświadomych istnienia pewnych praw fizyki, którym zawsze będzie się wydawało, że im wolno jeździć szybciej.
    Jeśliby zwiększyć ograniczenie prędkości w obszarze zabudowanym do 100 km/h, to i tak znalazłoby się mnóstwo idiotów łamiących ten przepis.
    Więc morał jest prosty - w tym kraju nigdy nie będzie dobrze.
    Można tylko marudzić - co właśnie czynię. Howgh!
  12. Lord Nargogh
    Oglądając sobie spokojnie telewizję usłyszałem wzruszającą opowieść o wielodzietnej rodzinie, która (co za szok!) znalazła się w kłopotach finansowych. Cały materiał filmowy miał wzbudzić w widzach litość i współczucie. A mnie oczywiście wnerwił.
    Ojciec opowiadał ze wzruszeniem jak ledwo wiąże koniec z końcem żeby utrzymać swoją czwórkę dzieci. Matka mu potakiwała. Nie słyszałem czy miał jakąś pracę, ale biorąc pod uwagę że to typowa królicza rodzina, obstawiam że nie. W związku z tym istnieje duże prawdopodobieństwo że ci ludzie żyją utrzymywani przez państwo.
    Jakby problemów finansowych było mało, dzieci w tej rodzinie były jakieś... wadliwe. Obarczone rozmaitymi chorobami genetycznymi. Rozsądny człowiek wyciągnąłby pewne wnioski po tym, jak urodziła mu się dwójka chorych dzieci, które zapewne brzmiałyby mniej więcej 'obciążam swoje potomstwo genetycznie i robię upośledzone dzieci, więc powinienem się powstrzymać, by oszczędzić im tragicznego życia'. Ja bym wyciągnął takie wnioski. Ale do tego trzeba czasem przystanąć i przemyśleć cokolwiek.
    Kto kazał tym ludziom się tak bezmyślnie rozmnażać? Człowiek myślący rozsądnie planuje swoją rodzinę w zależności od swoich możliwości finansowych. A ubodzy i/lub bezrobotni mnożą się jak mrówki albo jakieś króliki. Co ich powstrzymuje przed myśleniem? Kościół zabraniający antykoncepcji?
    Nie.
    Zawsze można się powstrzymać. ZAWSZE. Nikt mi nie wmówi, że istota MYŚLĄCA zdecyduje się na stosunek, wiedząc że z jakichś przyczyn nie może zastosować antykoncepcji, i będąc świadoma posiadania kilkorga dzieci, z którymi już ma problem by je utrzymać. Ale jak już wspomniałem - do tego trzeba myśleć.
    I jak działa sumienie takiego człowieka? Nie pozwoli mu użyć prezerwatywy, ale pozwoli spłodzić kolejnego bachora, który będzie żył na koszt państwa, i który dzięki jurności swoich rodziców nie będzie miał zapewniony świetlanej (ani nawet.... ciekawej) przyszłości, a wszystko w zamian za kilkanaście minut (niech będzie godzin, dla utalentowanych) przyjemności? Sumienie nie przeszkodzi mu zabierać państwowych pieniędzy, żeby uratować swoją żałosną egzystencję, której stan ma duży związek z decyzjami podjętymi przez takiego człowieka?
    Jaka przyszłość spotka takie dzieci? W Polsce wielu ludziom trudności finansowe sprawia zapewnienie wyższego wykształcenia nawet jednemu dziecku. Co, jeśli w jakiejś rodzinie jest ich DZIESIĘĆ? Zresztą olać samo wyższe wykształcenie, nawet zdanie matury oznacza pewne koszty.
    I co potem robią dzieci z takich rodzin? Rozmnażają się dalej. I liczba tego typu rodzin wzrasta.
    Jedyne, naprawdę jedyne co można zrobić z takimi ludzmi żeby uniemożliwić im rozmnażanie, to sterylizacja i kastracja. I to jest tragiczne że nie można w takiej sytuacji po prostu polegać na zdrowym rozsądku.
  13. Lord Nargogh
    Dawno już nie marudzilem, bo i jakoś w dobrym nastroju byłem. No i można powiedzieć że dzisiaj też w takim jestem - ale jesli sobie trochę pomarudzę, to będę w jeszcze lepszym ]:->
    Do rzeczy - część z Was może domyśliła się o czym będzie ten wpis, po tytule. Natchnął mnie materiał w Teleexpresie, promujący i wychwalający staruszkowe (i nie tylko) inicjatywy zbiórek na renowację grobów. Zakończone powodzeniem i wydaniem setek tysięcy złotych na odnowienie starych mogił. I co w tym takiego zdrożnego, że mnie tak zirytowało? Co może zdenerwować tak spokojnego i miłującego pokój i dobroć człowieka jak mnie?
    Marnowanie pieniędzy na duperele.
    Rozejrzyjmy się po świecie - od kiedy to zabrakło chorych, ubogich i głodujących? Ile czasu minęło od wynalezienia lekarstwa na nieuleczalne do tej pory choroby? Coś mnie ominęło? Czy świat stał się jakimś cudem lepszy, że możemy marnować pieniądze na jakieś kamienie? Czy Polacy już naprawdę nie mają większych problemów, niż stare groby we Lwowie?
    Ech.
    Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo i nie ma co bardziej się rozwodzić nad tym tematem.


    Wprawne oko dostrzeże uśmiech zadowolenia na płycie grobowej. Bo grobowce się cieszą z renowacji, co nie? Szkoda że nie można powiedzieć tego samego o tych głodnych dzieciach. No nic, nie można mieć wszystkiego, po co Ci żarcie, jak możesz mieć mogiłę...
  14. Lord Nargogh
    Dzisiaj w "Faktach" usłyszałem o kolejnej zadymie w Warszawie, w dodatku kolejnej związanej z kupcami. Jakby tego było mało - kolejnej związanej z kupcami nielegalnie wykonującymi swój zawód - a przynajmniej w nielegalnym miejscu.
    I powiem krótko: jestem zażenowany.
    Między innymi takie zachowania, bardzo typowe dla naszego narodu - doprowadziły mnie do wykonania wpisu o patriotyzmie. Bo pomijając fakt że nie miałem wplywu na to, w jakim kraju się narodziłem - to i tak zachowanie tego narodu sprawia że nie widzę najmniejszego powodu do dumy będąc jego elementem. Typowo polskie zachowanie - kombinować ile wlezie, oszukać gdzie się da, zaoszczędzić na czym się da, i potem oburzac sie gdy ktos spróbuje egzekwowac prawo. A najlepiej to urządzić strajk*.
    Ale nie o tym ten wpis, wróćmy do meritum.
    Znowu doszlo do zadymy i znowu jest nieco rannych osób. Z tego co słyszałem to kupcy zaczęli - tzn zaatakowano strażnika miejskiego.
    I o co ci ludzie walczą? W jaki sposób racja jest po ich stronie?
    W żaden. Nie ma najmniejszego powodu by stanąc po stronie tych kupców. Nawet ich koledzy (prowadzący swoje interesy w pelni legalnie, i z powodu opłat wyciągający z nich dużo mniejsze zyski) po fachu są przeciwko nim.
    Oczywiście pseudo-kupcy uniesieni świętym gniewem rozpowiadali w telewizji jak to okrutnie władze ich potraktowały. Że przypominają im się czasy okupacji i gestapo.
    Jesli okupacja = egzekwowanie prawa - to ja bardzo chętnie zamieszkam w takiej okupacji!
    Podsumujmy: Nielegalni kupcy nielegalnie zajęli się nielegalnym handlem w miejscu, w którym nie mieli do tego prawa. Gdy pojawiły się służby porządkowe mające zamiar ukrócić ten proceder - kupcy brutalnie ich zaatakowali. A że mieli do czynienia z ludźmi wyposażonymi i wyszkolonymi w walce z agresywną tłuszczą - dostali po mordach i teraz płaczą.
    A mi tam ich nie żal. Ba, świadomośc faktu że dostali to, na co zasłużyli przyniosła mi sporo satysfakcji.
    Pretensje były również o to, że strażnicy przyszli ich po prostu wypierniczyc, a nie dostali wcześniej żadnego pisma ani wniosku o wyprowadzenie się.
    Zaraz zaraz, jakiego pisma, jakiego wniosku? Co miałby zrobić urzędnik chcący pozbyć sie takiego wrzoda kupieckiego z rzyci miasta? Sprawdzić w rejestrze adres danego kupca i wysłać do niego liścik? No jasne, świetny pomysł, tylko problem polega na tym że w żadnym rejestrze tego kupca nie znajdzie, bo handluje on tam NIELEGALNIE.
    Ale na moment wyobraźmy sobie że żyjemy w kraju w którym takie interwencje władz są calkowicie nielegalne i nie mają prawa bytu. I co się dzieje? Wszystkim wolno wszystko. Panuje totalna anarchia, a życie w zgodzie z prawem jest tak nieopłacalne, że wręcz zakrawa na głupotę.
    Czy tak byłoby lepiej? Zdecydowanie nie.
    Jestem przeciwko takim dzikim pseudo-kupcom również z powodu faktu że codziennie widzę i słyszę ich za oknem. Mam teraz wakacje, ale i tak nieraz jestem budzony około 6 rano przez nawiedzone babuchy lub innych handlarzy rozstawiających swoje stragany pod moim oknem i drących się niemiłosiernie. Pomijając hałas, te ich kartonowe stragany są zdecydowanie zbyt obleśne by miały prawo bytu w centrum dośc sporego miasta.
    Mam nadzieję że miejskie władze przestaną sie cackac z takimi pasożytami. Z terrorystami sie nie negocjuje. Nic mnie nie interesuje sytuacja majątkowa tych ludzi - bo jesli to mialoby jakiekolwiek znaczenie, to ubodzy powinni "mieć prawo" do bezkarnych napadów na bank. Nie ma równych i równiejszych - wszyscy muszą byc traktowani tak samo.
    A tacy kupieccy cwaniacy nawet po zamknięciu tego swojego "interesu" doskonale dadzą sobie radę. Cwaniactwem. Niektórzy ludzie są niezdolni do prowadzenia legalnego interesu. Rozłożą się z towarem gdzie indziej, albo zajmą się czymś innym, oczywiście również "legalnym inaczej".
    I na koniec stwierdzenie - potraktowano tych kupców łagodnie, zbyt łagodnie. Jak to ktos powiedział - we Francji takich "kupichów" to się do więzienia wtrąca, a towar konfiskuje.
    Więc niech uprzejmie podziękują strażnikom miejskim, którzy wykazali sie wobec nich niesamowitą wręcz cierpliwością i miłosierdziem.
    *- o strajkach związanych z polskimi spólkami miedziowymi powstanie inny wpis, kiedy indziej. To kolejny bardzo rozwlekły temat. Pokrótce tylko powiem że jestem całkowicie przeciwko robotnikom i całkowicie za prywatyzacją. Premier po prostu epicko ich podsumował, stwierdzając ze osoby które są teraz przeciwko sprzedaniu 10% akcji firmy takich oporów nie miały gdy sprzedawały swoje 15%, zarabiając na tym kupe pieniędzy.
    To by było na tyle - czołem, i wstydź się Polaku, że często bywasz matołem.
    Ach, byłbym zapomniał o stałym elemencie tego wpisu - epic facepalmie:

  15. Lord Nargogh
    Nie ma chyba w tym kraju żadnego świadomego człowieka, który nie usłyszałby o ostatniej aferze z Romanem Polańskim.
    Mianowicie został aresztowany za czyn, którego dopuścił się ok 30 lat temu, a od odpowiedzialności za ten czyn migał się az do dziś. Dokładnie to chodzi o gwałt na 13latce. W czasie procesu udało mu się wynegocjowac ze stroną poszkodowaną ugodę - brak wyroku w zamian za pieniężne zadośćuczunienie. Ofiara (a raczej jej rodzice) zgodzili się na to wyjście, ale sędzia nie. Polański potem wypłakiwał się na łamach róznych mediów o tym, jak niesprawiedliwy i zły sędzia mu się trafił.
    A ja do tego sędziego mam szacunek i jestem zadowolony z jego decyzji. Człowiek po prostu zdał sobie sprawę, że przestępca, który ma szczęście być bogatym celebrytą - próbuje wymigać się od odpowiedzialnosci przy użyciu swoich pieniędzy. To nie jest sprawiedliwość, dlatego nie wolno było się na takie rozwiązanie zgodzić.
    Więc Polański prysnął za granicę, i do tej pory przebywał na wolności. W USA był ścigany przez list gończy - ostatnio jednak zdecydowano się rozszerzyć poszukiwania winnego na inne kraje - i w Szwajcarii, która ma podpisany z USA traktat ekstradycyjny, Polański "wpadł".
    I od razu szlachetni Polacy się oburzyli. "Jak to, po tylu latach, poza tym znany reżyser, itp itd". To taka typowa cecha dla naszego narodu - idealizowanie ludzi, którymi mozna sie za granicą "pochwalić". Co z tego że to gwałciciel-pedofil, zrobił kilka fajnych filmów więc mozna mu darować. Ja jestem cała sprawą zbulwersowany. O gwałcie Polanskiego usłyszałem kilka lat temu, duzo później, niz usłyszałem o nim samym. Bo u nas się o takich "niechlubnych" sprawach nie mówi. Żenada, i tyle.
    Zbigniew Hołdys bardzo ładnie całą sprawę podsumował. Wyraził swój sprzeciw przeciwko tej niesprawiedliwosci. Pisząc "niesprawiedliwość" nie mam na mysli aresztowania po trzydziestu latach, a sytuacji w której jurnemu reżyserowi sprawa ujdzie na sucho.
    A jakie jest moje zdanie na ten temat? Łatwo to wywnioskowac czytając resztę tego wpisu. Napiszę tylko tyle, ze moim zdaniem Polański powinień zgnić za kratkami, niezaleznie od tego że jest już stary (74 lata) czy schorowany. Nalezy mu się, i tyle. Miał całe 30 lat na stawienie się w USA i męskie poniesienie odpowiedzialności za swój czyn. Wolał uciekać i pławić sie w luksusie. Jedyne czego żałuję w tej sytuacji, to tego, że moze zostać potraktowany zbyt łagodnie, albo nie dożyć całego wypełnienia wyroku.
    Żałosni obrońcy Polańskiego osłaniają się tym, że trzynastolatki same wpychają sie ludziom dorosłym do łózka. Pewnie, przeciez GWAŁT z definicji polega na dobrowolnym odbyciu stosunku. A nawet jesli mają rację, to co z tego? Logiczniejszym rozwiązaniem byłoby przesunięcie wieku oznaczającego pedofilię z <15 lat do <13 lat, a nie uniewinnianie jednego znanego pedofila. Ja oczywiście jestem przeciwny obu rozwiązaniom.
    Poza tym, od kiedy prowokacja do zbrodni jest jej usprawiedliwieniem? Czy jesli ktoś do mnie powie "zabij mnie, sukinsynu" to mam prawo strzelić mu w łeb? Nie sądzę. I na tym zakończę ten wpis.
  16. Lord Nargogh
    Dużo czasu minęło od poprzedniej potrawy, ale jakoś wcześniej nie mogłem się zebrać żeby strzelić fotkę jakiemuś rarytasowi.
    Na dzisiaj przewidziano jedzonko postne i wegetariańskie - Placuszki z cukinii.
    SKŁADNIKI:
    - 2-3 średnie cukinie,
    - 2 jajka,
    - poł główki czosnku,
    - nieco chilli i soli,
    - mąka pszenna.
    Najpierw myjemy i oczyszczamy cukinię, najlepiej średnią i świeżą - bo te starsze i większe mają niejadalną, twardą jak skała skórkę. Następnie przy użyciu tarki ścieramy ją, posypujemy solą i zostawiamy pod przykryciem na pół godziny. Po upływie tego czasu odsączamy startą cukinię i wyciskujemy z niej resztki soku. Dodajemy jajka, chilli i zmiażdżony czosnek. Następnie dodajemy 4-5 czubatych łyżek mąki. Ponownie mieszamy wszystko i zostawiamy na kilka minut - cukinia przy kontakcie z mąką wypuści jeszcze więcej soku. Gdy minie trochę czasu, mieszamy całość ponownie, i dosypujemy tyle mąki, aby uzyskać gęstość jaka nas interesuje. Placki smażymy z obu stron na rozgrzanej patelni z olejem. I Voila'! Smacznego!

  17. Lord Nargogh
    Tak, wiem, sporo osób już o tym pisało, ale to nie znaczy że sam nie mogę mieć nic do powiedzenia na ten temat.
    Ale o samej żałobie będzie bardzo mało - niemal wcale. Skupię się raczej na innych... zjawiskach które miały miejsce po tragedii w kopalni.
    Żałobny element wpisu:
    Ta żałoba jest pod publiczkę i nie ma żadnej wartości. W chwili obecnej mam totalnie gdzieś kiedy i gdzie ogłoszona będzie w Polsce żałoba - po prostu się z tego wypisuję. Ogłaszajcie sobie żałobę kiedy chcecie - zly tylko jestem że nie będę mógł obejrzeć komedii i programów rozrywkowych, które planowałem obejrzeć. Nic to, na szczęście mamy internet, więc pobudzać do śmiechu dzisiaj się będę za pomocą internetowych dowcipów i programów na Youtube.
    Pozostały element wpisu:
    Do jasnej ciasnej, co wszystkim odbiło w związku z tą tragedią w kopalni? Premier i politycy obiecują wsparcie finansowe dla wdów górników którzy zginęli w kopalni, a ja się pytam: czy oni poszaleli? Z jakiej racji ma się im należeć pomoc? Bo wzięły ślub z osobami które mają śmierć wpisane w ryzyko zawodowe?
    Nie zrozumcie mnie źle - nie jestem potworem, żal mi tych kobiet. Denerwuje mnie natomiast co innego - że otrzymają pieniądze od państwa tylko i wyłącznie za to, że ich męzowie zginęli grupowo w kopalni. Twój mąż to kierowca, który zginął na drodze? Zapomnij o wsparciu! Twój mąż jest prawnikiem, który umarł na raka? Radź sobie sama! Twój mąż zginął w pożarze, w którym na szczęscie nie zginął nikt inny? Możesz liczyć tylko na siebie! Twój mąż, ojciec ośmiorga dzieci, utopił się w jeziorze? Martw się sama!
    Twój mąż jest górnikiem, i zginął razem z kilkoma innymi osobami w kopalni? Możesz liczyć na nasze pełne wsparcie finansowe i duchowe!
    I niby komu najbardziej należy się wsparcie? Mamy w ogóle prawo to oceniać? Mniejsza z tym, i tak pomoc otrzymają tylko osoby których tragedia będzie dostatecznie głośna.
    Cóż za hipokryzja! Nie podobają mi się takie sposoby postępowania. Albo pomagamy wszystkim wdowom, albo żadnym - nie tylko tym, których tragedia zostala nagłośniona przez media. Myślicie że panu premierowi i prezydentowi zalezy na tych kobietach? Ależ skąd, mają je totalnie gdzieś. Po prostu publicznie i głośno im pomagając bawią się w dość wczesną kampanię prezydencką. Przy tym swoim całym brutalnym podejściu do pomagania tym wdowom mam dla nich więcej litości i żalu niż wszyscy panowie szumnie obiecujący pomoc w telewizji razem wzięci.
    Na koniec powiem krótko i brutalnie - jeśli Twój mąż kiedyś zginie w tragicznym wypadku, to LEPIEJ DLA CIEBIE żeby razem z nim straciło życie kilka(naście) innych osób. W przeciwnym razie państwo i populiści będą mieli Cię gdzieś.
  18. Lord Nargogh
    Chociaż tytuł wpisu może twierdzić inaczej, wcale nie uważam współczesnych wynalazców za bandę kretynów. Współczesnych. Jeśli zaś chodzi o tych starożytnych - to mam na ten temat *nieco* odmienne zdanie. A dlaczego? Postaram się to prosto i zrozumiale wyjaśnić.
    Bo jak inaczej mozna nazwać człowieka (ludzi?) którzy metodą prób i błędów wynaleźli różne ważne dla ludzi (i dzisiaj dość oczywiste) rzeczy. Myślałem trochę nad tym, i wydaje mi się że swój punkt widzenia mogę najprościej przedstawić analizując kilka takich właśnie "wynalazków".
    1. Ogień.
    No dobra, ognia nie wynalazł człowiek. Prawdopodobnie dawno dawno temu jakis piorun pierdyknął w drzewo, które (o dziwo) zajęłó się ogniem. Wydaje mi się że właśnie w taki sposób człowiek poznał ogień.
    Ale chodzi mi o coś innego - jak potem wymyślił sposób, żeby go uzyskać? Ponieważ zakładam że tysiące lat temu nie było zapalniczek i zapałek, sądzę że musiało się to odbyć w inny sposób. Prześledźmy niektóre starożytne (prehistoryczne wręcz) metody pozyskiwania ognia:
    - Łuk ogniowy - składa się z drewnianej podkładki z wywierconą dziurą, drewnianego świdra, którym będziemy obracać, łuku służącego do obracania świdra oraz klocka dociskowego. Wokół podkładki układa się suchą trawę, żeby nowopowstały płomień mógł się jakoś... rozejść? Nakarmić? Whatever. W każdym razie jak zapewne wszyscy się domyślają chodzi o jak najszybsze obracanie świdrem za pomocą łuku, aby wytworzyć dość ciepła by rozpalić ogień.
    - Krzesiwo - o tym chyba słyszeli wszyscy. Podłużny kawałek żelaza, o który należy ocierać krzemień w taki sposób, by wytworzyć jak najwięcej iskier (padających na suchą podpałkę).
    Metod jest oczywiście znacznie więcej, a ja nie jestem historykiem, nie mam też zamiaru poświęcać całego wpisu na opisywanie skomplikowanych i prostych technik rozpalania ognia. Po co więc w ogóle pisałem o tym ogniu? Żeby zadać proste pytanie.
    What the hell? Kto to w ogóle wymyślił? Teraz to się wydaje oczywiste i proste w wykonaniu, ale spróbujmy się utożsamić z człowiekiem sprzed wielu tysięcy lat - jak on mógł na to w ogóle wpaść? "Och, mam genialny pomysł, wezmę kawałek sznurka, owinę go wokół gałązki by zrobić łuk, wywiercę dziurę w drewnianym bloczku, wytnę z drewna jakiś dociskacz, obłożę to wszystko sianem, i zacznę machać łukiem żeby zobaczyć co się stanie?" No panowie, bez jaj - jak można było wymyślić coś takiego? ;D Zwłaszcza że ogień nie pojawia się od razu, tylko po dłuższej chwili "machania". Domyśłam się że były też inne, znacznie prostsze metody uzyskiwania ognia, w każdym razie nie potrafię przestać myśleć o jednym - trzeba było mieć łeb żeby coś takiego wymyślić.
    2. Chleb.
    Czym jest chleb, wie chyba każdy. Zanim powstał, ludzie żywili się mięsem, owocami i warzywami. Zastanawiam się ponownie - jak ktoś w ogóle wpadł na pomysł, żeby wymyślić coś takiego? Oczywiście pierwsze chleby nie były typowymi bochenkami z makiem i innymi bajerami, były to raczej placki wysmażane na gorącym kamieniu. Pytanie jednak pozostaje takie same - kto i w jaki sposób to wymyślił? "Och, wezmę sobie pozrywam trochę tej niedaleko rosnącej roślinki, powybieram z niej ziarenka, zgniotę je, zaleję wodą i wrzucę na rozgrzany kamień, żeby zobaczyć co się stanie?"
    3. Tytoń i inne rośliny do palenia.
    Odkrycia alternatywnych zastosowań dla listków tytoniu akurat nie pochwalam, ale również zadaję sobie pytanie: jak to wymyślono? Jedyne co jestem w stanie sobie wyobrazić, to jakiegoś szalenca który chodzi po łąkach i lasach, i podpala po kolei różne rośliny, sprawdzając czy będą ładnie pachnieć.
    4. Alkohol.
    Bez tego również doskonale dałbym sobie radę, ale nie da się ukryć że jest to jeden z najważniejszych elementów w życiu współczesnego człowieka. I zadaję dokładnie to samo pytanie - kto to wymyślił i jak na to wpadł? "Och, wezmę sobie zbiorę (dla przykładu) winogrona, zgniotę je stopami i zostawię pod nieszczelnym przykryciem na kilka tygodni żeby zobaczyć co się stanie?" A na końcu to jeszcze wypiję? To nie jest jeszcze najgorszy przykład - Wojciech Cejrowski opowiadał o metodzie uzyskiwania alkoholu w pewnej indiańskiej wiosce: Podaje się staruszce kosz pełen owoców, ona je bierze, gryzie, mamla w buzi i wypluwa do kubka. Potem się to zostawia na kilka tygodni, a po fakcie uzyskuje dość mocny i podobno pyszny alkohol. I kto to wymyśłił, hę?
    5. Jedzenie: rośliny, grzyby i zwierzęta. Również przyprawy.
    Tym razem napiszę nieco ogólnie. Wszyscy doskonale wiemy że nie wszystkie stworzenia, roślinki i tym podobne sprawy nadają się do jedzenia. Ba, wiemy nawet które! Zastanawiam się natomiast jak wyglądał proces zdobywania tej wiedzy. Z drugiej jednak strony, to chyba dość oczywiste - po prostu tysiące (jeśli nie miliony) "degustatorów" jadło wszystko, co się tylko dało, a ich współplemieńcy patrzyli, co się potem stanie. Myślę że te "badania naukowe" pochłonęły najwięcej ludzkich istnień ze wszystkich możliwych - nawet broni atomowej.
    To jest tylko kilka przykładów rzeczy, które dla nas są oczywiste, a do których wymyśłenia potrzeba było nieraz nie lada fantazji i szaleństwa. To nie są w końcu rzeczy, które można wynaleźć zupełnym przypadkiem. Wydaje mi się po prostu, że w czasach w których nie było Tańca z Gwiazdami, komputera i internetu, ludzie z nudów mieli dziwne pomysły, i dokonywali w ten sposób niezwykłych odkryć. Na pewno wiele z tych rzeczy wynaleziono w wielu miejscach na świecie w różnych okresach czasu - w końcu kiedyś nie było (chyba) internetu, stąd homo sapiens z Ameryki Północnej nie mogli napisać maila o treści "przepis na pyszny chleb" do swoich braci z Europy, mieli też inne środki (owoce, warzywa, zwierzęta) do dyspozycji. I kombinowali. I chwała im za to! (dooobry chlebek,*om nom nom* ...)
  19. Lord Nargogh
    Tak, tak, po raz kolejny się zirytowałem. Tym razem za kierownicą - a odpowiedzialni za to są zarówno inni kierowcy, jak i piesi. To, co niektórzy ludzie wyprawiaja na ulicach w głowie się nie mieści.
    "Indeks Polskich Ksiąg Zakazanych" będzie zawierał księgi o których istnieniu przeciętny Polak wolałby zapomnieć, bo i tak ma je gdzieś. Będą tu tylko i wyłącznie tytuły które wzbudzają obrzydzenie w naszym narodzie.
    Jestem calkowicie pewny, że gdyby KAŻDY, powtarzam KAŻDY przestrzegał KAŻDEGO przepisu drogowego (to, czy te przepisy są mądre czy nie, zostawmy do oceny dla osób które zajmują się tym zawodowo), nawet najdrobniejszego i teoretycznie najmniej istotnego, na drogach nie byłoby wypadków prawie wcale.
    A jest ich mnóstwo, szczególnie w Polsce. Nawet osoby paplające w telewizji o bezpieczeństwie na drogach, nawet policjanci, dosłownie wszyscy ludzie jeżdzący po polskich drogach mają przepisy drogowe w głębokim poważaniu.
    Grzeszki polskich kierowców i pieszych powymieniam w punktach. (Uwaga, jeśli Twoim zdaniem coś, co jest zawarte na tej liście nie jest żadnym naruszeniem kodeksu, to mam dla Ciebie złą wiadomość: Najwyższa pora ponownie przystąpić do egzaminu na prawo jazdy. Więc zrób przysługę sobie i społeczeństwu, i udaj się na kurs, zanim kogoś bezmyślnie pozbawisz życia):
    1. Pijaństwo. Najbardziej powszechna cecha pośród Polaków, czy to siedzących za kierownicą, czy na tylnym siedzeniu. Można śmiało powiedzieć, że gdyby alkohol nie istniał, naszego narodu by nie było - przeciętny Polak pozbawiony calkowicie podstawy i sensu swojej egzystencji, zaprzestałby procesu rozmnażania. No, ale to temat na inne marudzenie, skupmy się na pijanych kierowcach.
    Jak można być tak wielkim i nieodpowiedzialnym idiotą, żeby siadać za kierownicą po wypiciu JAKIEJKOLWIEK ilości alkoholu? (jeśli kogoś urazilem tymi słowami to dziękuję - taki cel właśniechciałem osiągnąć) Ile tysięcy (milionów?) ludzi zginęło pod kołami takich kretynów? Jestem za wprowadzeniem systemów zabezpieczających przed jazdą po pijaku w samochodach. System taki bylby podłączony do specjalnej bomby. Kierowca po odpaleniu samochodu miałby minutę na podmuchanie w specjalną rurkę (umieszczoną w taki sposób, że móglby to zrobić tylko kierowca). Jeśli czujnik wyczułby JAKIEKOLWIEK stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu - Kaboom. Jednego idioty mniej.
    Ciekawostką jest że liczba zgonów z powodu jazdy po pijaku i tak by zmalała, bo pijani kierowcy maja brzydki zwyczaj oprocz zabijania siebie, mordować także niewinne, postronne osoby. Trzeźwe osoby.
    Nawet sławetne 0,2 promila alkoholu we krwi dopuszczalne przez polski kodeks drogowy jest dużym nadużyciem. Uważam że jeśli ktoś nie jest w stanie powstrzymać sie przed łyknięciem nawet kropelki najsłabszego możliwego alkoholu przed prowadzeniem pojazdu, to powinien się zwyczajnie leczyć, bo ma problem alkoholowy.
    2. Linia ciągła. Kodeks drogowy oczekuje od kierowców, że będą ją traktować jak nieprzekraczalny, niezniszczalny i niewidzialny mur. Linia podwójna ciągła z kolei powinna być całym szeregiem fortyfikacji. Dla polskiego kierowcy linia ciągła = niewidzialna linia. Nic dla niego nie znaczy, równie dobrze mogłoby jej nie być.
    3. Parkowanie gdzie wlezie i kiedy wlezie. Kolejnym niewidzialnym znakiem drogowym jest "Zakaz postoju" i "Zakaz zatrzymywania się". Co z tego, że piesi nie mają gdzie chodzic a samochody jak przejechać - ja jestem król i nie będę przejmowac się sprawami śmiertelników.
    4. Światła. Chociaż nakaz jeżdżenia na światłach mijania przez cały rok, niezależnie od warunków pogodowych i pory roku jest wprowadzony od wielu miesięcy, "yntelygentny Polacy" nie potrafią do tej pory tego pojąć. Do niektórych nie dociera, że w lecie gdy żar leje się z nieba to polski asfalt odbija promienie słońca tak mocno, że czasem nie sposób stwierdzić czy ktoś jedzie z naprzeciwka czy przed nami. Chyba że ma włączone światła. Ale po co, nie?
    5. Znak "Stop", strzałki warunkowego przejazdu, światła drogowe. Krótko - niektórzy nie potrafią zrozumieć, że czasem trzeba się zatrzymać.
    6. Główny fetysz polskich kierowców, czyli ograniczenie prędkości. Coś, co jest ignorowane przez niemal absolutnie wszystkich kierowców.
    Najbardziej śmieszą mnie pretensje do policji, że w Polsce jest coraz więcej fotoradarów. Jeździsz zgodnie z przepisami? Żaden problem, nawet tego nie zauważysz. NIE jeździsz? To lepiej oddaj prawo jazdy, a nie marudź na fotoradary.
    Kierowcy uważają że te cudowne maszynki nie służą do zwiększenia bezpieczeństwa, tylko do nabicia kasy Policji. Czyli jazda zgodnie z przepisową prędkością nie oznacza większego bezpieczeństwa na drodze? Cóż, radzę to powiedzieć wszystkim osobom, które zginęły bo (nie wyrobiły na zakręcie/kierowca nie zdążył się zatrzymać/nie zdążyły zjechać w czasie wyprzedzania/straciły kontrolę nad pojazdem/wiele, wiele innych sytuacji).
    Tak samo ograniczenie do 50 km/h w obszarze zabudowanym. "Gdzie ja będę tak wolno jeździć, przecież nie wpakuję się w drzewo, nic mi się nie stanie!" Tak, Tobie nie. Jednak jeśli przyspieszysz o choćby 5 km/h to szanse na przeżycie pieszego potrąconego przez Twój samochód zmaleją kilkukrotnie. A piesi wpadają pod samochody, bo są idiotami. Dzieci w większości w ogóle nie rozglądają się za pasami i samochodami - po prostu wbiegają. Dzisiaj gdybym nie był ostrożny i nie jeżdził odpowiednio wolno, potrąciłbym kilku pieszych którzy w ostatniej chwili wbiegli przed mój samochód w ogóle nie patrząc na jezdnię. Kilku. Kilka razy. A jechałem tylko chwilę.
    7. Debilne wyprzedzanie. Wspominałem już o liniach ciągłych i ograniczeniach prędkości, i ten punkt odnosi się do obu tych spraw jednocześnie.
    Wyprzedzanie jest NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNYM ze wszystkich manewrów wykonywanych przez kierowcę w czasie jazdy. Mimo to wielu ludzi uważa to za świetną zabawę. Co z tego że jest zakręt, co z tego że podwójna ciągła - ja sobie wyprzedzę. Co z tego, że koleś przede mną jedzie z dokładnie taką prędkością, jaką dopuszczają przepisy - ja jestem ponad to, wyprzedzę go sobie.
    A już najgorsi są debilni kierowcy, ktorzy posiadają stare szroty i nie potrafią znieść myśli, że ktoś jedzie przed nimi. Wyjedzie ci taki i zacznie cię wyprzedzać, co mu zajmie kilka minut, (czasem wręcz muszę zwolnić, żeby uratowac idiocie życie - jego samochód nie potrafi wyprzedzić mojego, chociaż utrzymuję stałą prędkość, a z naprzeciwka jadą kolejne samochody. Muszę sam złamać przepisy <nie wolno zmieniać prędkości gdy jest się wyprzedzanym> żeby uratować życie idiocie!) a gdy i jeśli mu się to w końcu uda - i tak będzie jechał rownie szybko co Ty, i będziesz go widzieć przed sobą do końca podróży.
    W kwestii wyprzedzania na koniec powiem conieco o kierowcach ciężarówek. Dranie. Innego słowa na nich nie znajdę. Przez ich zabawy wielu ludzi pożegnało się z życiem. Przykład: jadę sobie poza obszarem zabudowanym (dozwolona prędkość: 90 km/h), przede mną jest ciężarówka. Jedzie z prędkością 40 km/h. Powstrzymuję się od wyprzedzania, bo liczę że za chwilę ciężarówka i tak się rozpędzi, a jest to niebezpieczny manewr, nie ma co ryzykowac życia pasażerów. Minuty jednak mijają. Przed ciężarówką nie ma nikogo, a ona nadal jedzie nieszczęsne 40 km/h. No nic, wyprzedzę kolesia. Skręcam na bok i próbuję gościa wyprzedzić... zmieniam odpowiednio bieg.... co jest?! Czemu idzie tak wolno?! Wrzucam kolejny, jeszcze jeden, i jeszcze kolejny... w końcu udaje mi się wyprzedzić ciężarówkę, dosłownie o sekundę przed uderzeniem w samochód jadący z naprzeciwka. Nie patrzyłem na prędkościomierz, bo byłem zajęty szybkim wrzucaniem kolejnych biegów i zbyt przerażony, żeby pilnować prędkości. Patrzę na prędkościomierz.... 120 km/h. 1-2-0 km/h. Dokładnie tyle musiałem jechać, żeby wyprzedzić ciężarówkę, która przez wiele kilometrów zasuwała 40 km/h. Przyspieszać zaczęła dopiero, gdy próbowałem ją wyprzedzić. Gdybym jechał odrobinę gorszym samochodem, mógłbym nie pisać tego tekstu. Bo kierowcy cięzarówki zebrało się na głupie żarty.
    Dodam jeszcze, że jak już bezpiecznie znalazłem się przed cięzarówką, to zwolniłem ponownie do 90km/h - i po chwili zostalem przez tą cięzarówkę wyprzedzony. Szlag człowieka trafia. Ale dalem sobie spokój, nie zniżę się do poziomu jakiegoś idioty. Byłem tylko zły że ponownie musiałem złamać przepisy, żeby ujść z życiem. Co to za kraj, że człowiek musi się do takich kroków zniżać?
    8. Sprzeciw przeciwko przestrzeganiu przepisów i uczciwej jeździe. Zatrzymasz się na widok znaku stop? Zatrzymasz się przy strzałce warunkowej jazdy? NIE wymusisz pierwszeństwa, żeby przejechać przez skrzyżowanie? Zatrzymasz sie przed przejściem dla pieszych, widząc że przechodzi nim staruszka? Spodziewaj się symfonii klaksonów z tyłu. Bo w Polsce zostaniesz przeklęty i napiętnowany za to, że jeździsz uczciwie. Jeśli natomiast masz zamiar zawsze jeździć z pzepisową prędkością, to spodziewaj się że każdy samochód jaki spotkasz na swojej drodze, będzie próbowal Cię wyprzedzić.
    Polacy to beznadziejni i żałośni kierowcy. Wiem co mówię - w związku z tym że studiuję 130 km od swojego domu, bardzo często muszę ruszyć w daleką trasę. I bardzo często muszę miotać przekleństwami na ludzi, którzy jadą obok mnie, a którzy nie powinni nigdy otrzymać prawa jazdy.
  20. Lord Nargogh
    Jak zapewne wszyscy zdążyli zauważyć, niektórzy mają teraz wakacje. Ja należę do zacnego grona tych ludzi, i w związku z tym mam nieco więcej czasu na wszystko niż zwykle ? w tym na produkowanie się na blogu. Stąd pojawia się tutaj kolejna felienzja (mój twór ? ani to recenzja, ani felieton). Tym razem mój wybór padł na Diablo 2 razem z dodatkiem Pan Zniszczenia.
    Diablo 2 jest doskonałym dowodem na to, że grafika nie jest najważniejsza. Upłynęło już 9 lat od premiery, a w Diablo gra nadal tysiące (miliony?) graczy, zarówno w single?u jak i na Battle.necie. Warto również zwrócić uwagę na to, że grafika D2 była już podstarzała w chwili premiery.
    Ale po kolei. Czym jest Diablo? Diablo to jeden z najlepszych Hack n? Slashy w historii. Wróć. Diablo to moim zdaniem NAJLEPSZY Hn?S w historii gier. Owszem, znajdzie się wiele gier, które posiadają każdy element bardziej dopracowany niż Diablo ? ale one już dawno zostały zapomniane, a w Diablo ludzie grają nadal. Bo Diablo ma to COŚ.
    Do wyboru mamy siedem klas (pięć z podstawki i dwie z dodatku) :
    - Barbarzyńca
    ? Niesamowicie silny i wytrzymały wojownik, władający orężem na poziomie mistrzowskim. Jego umiejętności składają się z rozmaitych potężnych ciosów, skoków, szału bitewnego, okrzyków bitewnych i zdolności biernych takich jak mistrzostwo we władaniu określoną bronią czy też skóra z żelaza.
    - Paladyn
    ? Świątobliwy wojownik z godnymi odnotowania zdolnościami magicznymi. Doskonały dowódca ? jego aury wspierają całą drużynę, lub też szkodzą całym oddziałom wrogów. Jego umiejętności składają się właśnie z aur, ciosów specjalnych i bosko-magicznych zdolności typu Pięść z Niebios, Święta Tarcza czy też Święty Młot (który jest przekleństwem battle.netu, bo ze świecą szukać postaci która nie jest Paladynem Hammerdinem).
    - Amazonka
    ? Zręczna i szybka wojowniczka, posługująca się przede wszystkim łukami, kuszami, włóczniami i oszczepami. Jej umiejętności skupiają się na rozmaitych atakach specjalnych przy użyciu tych broni, a także zdolnościach biernych pozwalających Amazonce unikać ataków skierowanych przeciwko niej, a nawet przywołać potężną Walkirię.
    - Czarodziejka
    ? Po prostu czarodziejka. Jej zaklęcia opierają się na trzech żywiołach: Ogniu, Zimnie i Błyskawicach. Na wyższych poziomach trudności sama radzi sobie kiepsko, ale jako dodatek do drużyny jest doskonała dzięki czarom o dużym zasięgu działania. Potrafi się teleportować, co jest nie bez znaczenia w grze Multi.
    - Zabójczyni
    ? kolejna zręczna i szybka wojowniczka, w sumie jeszcze zręczniejsza i szybsza od Amazonki. Jej umiejętności opierają się na rozmaitych wschodnich sztukach walki, pułapkach i technikach zwiększających szybkość, odporność i tym podobne. Potrafi przywołać swój cień, który jest w stanie doskonale walczyć i odwrócić uwagę od prawdziwej Zabójczyni.
    - Druid
    ? wojownik natury. Jest to postać można śmiało powiedzieć uniwersalna ? może zarówno przywoływać żywioły i stworzenia natury do pomocy w walce (jako mag), jak i walczyć w pierwszym szeregu jako Wilkołak lub Niedźwiedziołak. Jego umiejętności składają się z czarów bitewnych, specjalnych ataków po przemianie i przywołań wilków, niedźwiedzia, duchów i winorośli.
    - Nekromanta
    ? mag śmierci. Potrafi przeklinać swoich wrogów, zmniejszając ich statystyki i zwracając ich przeciwko sobie nawzajem , potrafi zatruwać całe armie naraz zabójczą trucizną, miotać magicznymi kościami, uwalniać na wrogów wściekłe dusze. Wreszcie ? potrafi zakłócić spoczynek swoich przeciwników poprzez ożywienie ich kości lub też ich samych. Nekromanta potrafi także tworzyć rozmaite golemy.
    Moje ulubione klasy to Druid i Nekromanta. Zresztą ? kto grał ze mną przez bnet, ten o tym wie.
    Blizzard dobrał i stworzył klasy w taki sposób, żeby z każdej można było stworzyć potężną postać na rozmaite sposoby - niestety znacznie faworyzując paladyna, który jak już pisałem stanowi istną plagę battle.netu.
    Jeśli chodzi o fabułę Diablo 2, to po prostu jest pretekstem do ogromnej rozwałki, o którą przecież w tej grze przede wszystkim chodzi. Zadania są dość dziwne i powtarzalne, nie wspominając już o tym, że nie ma ich zbyt wiele. Ale w tej grze nie chodzi o wykonywanie zadań czy też delektowanie się fabułą ? w niej chodzi po prostu o haczenie i slaszenie kolejnych hord wrogów na rozmaite sposoby, najlepiej z grupą innych graczy.
    No ale jakaś tam fabuła oczywiście jest. Rozchodzi się oczywiście najpierw o powstrzymanie Wielkiego Zła, co nam oczywiście nie wychodzi, i kończy się na konieczności pozabijania wszystkich Wielkich Złych.





    Wielcy Źli, czyli Mroczna Trójca. Od lewej - Mefisto, Diablo, Baal. Zdjęcia wykonane ukrytą kamerą, stąd widzimy jak Diablo się przeciąga.

    Dźwięk stoi na przyzwoitym poziomie, a muzyka na epickim. Tak, muzyka jest wspaniała, i w związku z tym doczekała się wydania na oddzielnym krążku. Mimo to Blizzard przez długi okres czasu pozwalał ją ściągnąć ze swojej oficjalnej strony ? co z nieznanych przeze mnie przyczyn uległo zmianie. Nadal jednak można posłuchać jej online na tej oficjalnej stronie ? do czego zachęcam, bo naprawdę warto.
    Klimat w tej grze jest niesamowity. Tego nie da się po prostu opisać, to trzeba zobaczyć i poczuć samemu. Muzyka, dźwięk, ?mhroczność? rozmaitych lokacji i sposób ich wykonania wywołują nie lada wrażenie.
    Grywalność Diablo jest doskonała. Można spędzić setki godzin na wędrowaniu po świecie Sanktuarium, i nadal nie odczuwać znudzenia. Te moje 200 godzin z xfire spędzone przy grze, to wierzchołek góry lodowej, bo gram w Diablo już od wielu lat. Myślę że gdyby zsumować wszystkie godziny, to wyszłoby że było ich parę tysięcy. I nadal mi się to nie znudziło, i nie tylko mi, wystarczy popatrzeć na liczbę aktywnych graczy na bnecie. To chyba najlepszy argument przemawiający za grywalnością.
    Wszystkie wymienione przeze mnie rzeczy są dla gry bardzo istotne, ale mimo wszystko nie pozwoliłyby jej przetrwać przez tyle lat, gdyby nie doskonały tryb multiplayer. Blizzard pozwala każdemu posiadaczowi oryginalnej kopii D2 grać na swoim oficjalnym serwerze ? battle.necie. Graczy tam są tysiące, jeśli nie miliony - w związku z tym w każdej porze dnia można znaleźć towarzystwo do rozgrywki, nawet nie mając żadnych znajomych aktualnie grających w Diablo.
    Diablo 2 to można powiedzieć raj dla Power gamerów. Możliwości rozwoju postaci są ogromne, zarówno dzięki doborowi odpowiednich umiejętności, jak i sprzętu. Paladyn 90 poziomu paladynowi 90 poziomu nierówny. Sprzęt tutaj jednak rozgrywa pierwsze skrzypce ? i o ile ktoś nie korzysta z nielegalnych botów (albo nie ma znajomych którzy z nich korzystają) to większości dobrego sprzętu nie zobaczy na oczy. Ja osobiście nie widziałem. Spędziłem mnóstwo godzin na polowaniu na sprzęt (co widać po moim miniprofilu na xfire) ? a jednak nie udało mi się znaleźć nic przyzwoitego. Oszust korzystający z bota ma go zaprogramowanego na szukanie sprzętu i zdobywanie doświadczenia przez 24 godziny na dobę. Włącza się komputer, ustawia bota, wraca po tygodniu i delektuje zgromadzonym majątkiem. Oszuści są straszliwym i zaniedbanym przez Blizzard problemem na battle.necie, podobnie jak boty reklamowe ?bo osoby polujące na sprzęt botami, potem sprzedają go innym graczom za prawdziwe pieniądze.
    Boty te jednak nie psują zabawy na tyle, żeby nie było warto jej kontynuować. Lada moment zbliża się kolejny reset rankingu na bnecie, razem z nowym patchem, który ma te problemy z oszustami rozwiązać. Oczywiście jest to bardzo blizzardowy ?lada moment? ? bo patch ma status ?za chwilkę wyjdzie? już od kwietnia tego roku.
    Rozpisałem się o tym battle.necie, ale wróćmy do tego Power Gamingu i ogólnie rozwoju postaci.





    Po lewej ekran statystyk, po prawej ekwipunku.






    Przykładowe drzewko umiejętności, w tym przypadku dla Nekromanty. Mamy podział na karty, ale na obrazku widać wszystkie trzy dzięki skomplikowanym technikom fotomontażu i moim niezwykłym zdolnościom w zakresie grafiki komputerowej

    Mam nadzieję, że zrozumieliście o co chodzi. W każdym razie po ukończeniu gry na normalnym poziomie trudności, można ją kontynuować na poziomie Koszmar, a później Piekło. Można powiedzieć że dopiero od tego momentu zaczyna się prawdziwa zabawa ? o ile na normalu poradzić sobie może każdy, to już na Piekle tylko niemal perfekcyjnie zaplanowane i wyposażone postacie. Zakończenie każdego poziomu trudności i rozpoczęcie gry na kolejnym oznacza że Twoja dopiero co odpicowana i potężna postać znowu jest nikim. Warto, naprawdę warto popróbować grać dalej i zobaczyć ile jest wart nasz barbarzyńca/amazonka/ktokolwiek. Żeby prosto wyjaśnić dlaczego Piekło jest takie trudne powiem tylko, że niektóre klasy nie są w stanie go samodzielnie ukończyć ? bo niemal każdy przeciwnik jest na coś niewrażliwy, a jeśli nasza postać zadaje tylko jeden rodzaj obrażeń, to ma pozamiatane. Z kolei rezygnacja ze specjalizacji w jednym żywiole oznacza zmniejszenie obrażeń w takim stopniu, że i tak nie jesteśmy w stanie nikogo zranić. Co więc pozostaje? Grać z kolegami, albo ludźmi poznanymi na battle.necie (ewentualnie stworzyć Druida, hehe).
    Nadeszła chyba pora na małe podsumowanie. Diablo 2 to kamień milowy dla gatunku Hn?S ? każdy, kto uważa się za fana tego gatunku, powinien w Diablo zagrać. Ba, nawet osoby które haczyć i slaszyć nie lubią powinny spróbować ? bo ta gra ma w sobie to coś, co potrafi do siebie przekonać. Szczególnie warto pogrywać w Diablo za pomocą Battle.netu, bo tylko w ten sposób można poznać prawdziwe piękno tej gry, odczuć satysfakcję z pokonanego potężnego przeciwnika, odnalezionego wspaniałego artefaktu, ze stworzonej potężnej postaci. Oceny tej grze nie wystawię, bo jak już napisałem ? nie jest to właściwie recenzja. Walnę tylko stempelek ?Koniecznie warto zagrać? ? ŁUP!
  21. Lord Nargogh
    Spokojnie siedząc przy komputerze i męcząc swojego druida w NWN2 przypadkowo usłyszałem fragment informacji z jakiegoś dziennika. Chodziło o stypendia motywujące dla przyszłych studentów na uczelniach technicznych. Potem jakaś miła pani profesor jeszcze stwierdziła że ludzie unikają studiów inżynierskich, bo matematyka ich przeraża - a tu przecież nie ma się czego bać, matematyka jest taka prosta, oni ich wszystkiego nauczą!
    ... i się zagotowałem. Bullshit, bullshit, jeszcze raz bullshit! Komu oni chcą kit wcisnąć? Co to za polityka? Idziemy na ilość, a nie na jakość? To mało mamy już studentów którzy nie potrafią przebrnąć przez pierwszy semestr studiów?
    Ale po kolei (to chyba najczęściej pojawiający się zwrot na moim blogu).
    Po pierwsze, matematyka nie jest prosta. Trudna tez nie jest, ale prosta tym bardziej. Matematyka to po prostu przedmiot który wymaga od człowieka niebywałego talentu lub pracowitości. Jeśli ktoś miał problemy z matematyką na poziomie liceum, to na studiach technicznych NIE MA CZEGO SZUKAĆ!* Wbrew temu co się opowiada w czasie rekrutacji, matematyki trzeba się uczyć bardzo dużo. Samemu. Bez pomocy profesorów i doktorów. Oni jedynie nakreślą Ci podstawy na wykładzie, potem pokażą kilka prostych bądź nawet trudniejszych zadań na ćwiczeniach - i koniec. Cała reszta w Twoich rękach. Albo przysiądziesz w domu i policzysz kupę zadań z matematyki sam, albo nie zdasz, bądź zdasz nieuczciwie, nic nie potrafiąc, o żałosnej ocenie nie wspominając.
    Zajęcia wyrównawcze z matematyki zwykle są, ale to, co prezentują to śmiech na sali. Nie słyszałem jeszcze o przypadku matematycznego beztalencia, który by się na nich czegoś nauczył, a pozostali, którzy coś potrafią - zwyczajnie się na takich zajęciach nudzą.
    Po drugie, co to za motywacja dla studentów? Kasa za pójście na studia? Toż to jest prostytucja edukacyjna! Mamy mieć inżynierów i naukowców którzy poszli jedynie za kasą, nie darząc przedmiotów na swoich studiach najmniejszym zainteresowaniem? Ktoś, kto coś potrafi z przedmiotów ścisłych i w dodatku za nimi przepada, i tak pójdzie na studia.
    A jeśli mamy do czynienia z osobą, która nie dość że nic nie potrafi, to jeszcze nie prezentuje najmniejszego zainteresowania tym, żeby się czegoś nauczyć - to dla dobra wszystkich najlepiej będzie jeśli zrezygnuje z wyższego wykształcenia i nie będzie okradać państwa swoim lenistwem i nieudolnością.
    W jaki sposób taka osoba okrada państwo? A w taki, że udając się na studia dzienne nic za te studia nie musi płacić, bo państwo pokrywa wszelkie koszty, jakie ponosi uczelnia. Państwo płaci uczelni, żeby zainwestować w obywatela, który zdobędzie wyższe wykształcenie i jako "inwestycja" w przyszłości zaprocentuje. Człowiek, który wylatuje ze studiów w dowolnym momencie - na przykład po dwóch latach - oznacza że nasze państwo przez dwa lata wyrzucało na niego pieniądze, ktorych nigdy nie odzyska.
    Po trzecie - co tak nagle wzięło wszystkich żeby promować studia techniczne? Czy naprawdę komuś wydaje się że jeśli jakiś człowiek aż do zdania matury nie przejawiał żadnych "ścisłych" tendencji ani talentów, to nagle jak mu się obieca złote góry to okaże się być doskonałym naukowcem? A g.... prawda, to będzie kolejny owsik na edukacyjnej (_!_), jaką stanowi nasze państwo.
    Nie ilość, a jakość. Jeden utalentowany, dobrze wyuczony inżynier z pasją jest wart znacznie więcej niż dziesięciu "parobków" z dyplomem uczelni wyższej, którzy ukończyli ją tylko za pomocą cudu.
    Dlaczego tak mnie to wszystko irytuje? Bo wnerwia mnie że ze świecą trzeba szukać na studiach ludzi, z którymi można na poziomie przeprowadzić akademicką dyskusję na jakikolwiek temat. Chcesz pogadać o fizyce? "Chyba cie po......!" Co z tego że studiujesz dokładnie ten kierunek? Lepiej pogadać o tym, ile się wymiotowało na ostatniej imprezie.
    Ja nie chcę takich kolegów na roku. Ja nie chcę takich inżynierów. Nie chcę żyć w kraju, który daje dyplomy uczelni wyższej ludziom, których edukacja powinna się zatrzymać na poziomie gimnazjum.
    *- chyba że taki "ktoś" jest zainteresowany albo wyleceniem ze studiów przed pierwszą sesją, albo przebrnięciem przez nie dzięki cwaniactwu i oszukiwaniu - i w rezultacie zostaniu żałosnym inzynierem, który nic nie potrafi i stanowi zagrożenie dla życia i mienia ludzi, dla których kiedyś będzie pracował.
  22. Lord Nargogh
    Miałem nie marudzić, ale niestety - niektórzy po prostu nie dają mi wyboru.
    Nie mogę już patrzeć na kolejne strajki, protesty i tym podobne akcje organizowane przez kochane związki zawodowe.
    Co z tego, że zwyczajnie NIE MA pieniędzy na podwyżki dla jakiejś grupy - im się należy, i koniec! Jak zbiorą się kupą i ponarzekają na rząd w telewizji, to wydaje im się że pieniadze nagle skądś się wezmą. Jak rząd-Salomon z pustego nie naleje - to jest nieudolny. A opozycja tylko się cieszy.
    W normalnym państwie, normalny człowiek niezadowolony ze swojej pensji - prosi szefa o podwyżkę. Jak jej nie otrzyma - to albo się z tym godzi, albo ambitnie szuka lepszej pracy. A co się robi w Polsce? Strajkuje!
    Nie wyobrażam sobie żeby jakikolwiek inny kraj niż nasz tak długo utrzymywał przy życiu trupa jakim jest stocznia. Skoro firma jest nieudolna, i ciągle przynosi ogromne straty - to należy ją zamknąć! Co z tego, że pracują tam tysiące ludzi - to znaczy ze MY mamy ich utrzymywać? Czym się różni taki stoczniowiec pobierający pieniądze za coś, czego państwo nie potrzebuje od zwykłego bezrobotnego na zasiłku? Niczym.
    Stocznia przynosi tak ogromne straty, że zastanawiam się czy gdyby zwolnić całą radę nadzorczą, zlikwidować związki zawodowe, zamknąć stocznię i płacić stoczniowcom normalne pensje "za nic" - to czy i tak Polska nie byłaby na tym do przodu.
    Strajk przed likwidacją stoczni, strajk przed jej sprzedażą, strajk przed czym tylko się da.
    Strajk pod prywatnym domem premiera - szczyt wszystkiego. Panowie ze związków zawodowych nie mogli upaść niżej.
    Żebraków stawiam wyżej w hierarchii społecznej, niż strajkujących - bo żebrak PROSI o pomoc, strajkujący jej ŻĄDA.
    Pielęgniarki domagają się podwyżki. Co z tego, że szpital ledwo zipie - one mają dostać podwyżkę i koniec. Jakby szpital był zarządzany prawidłowo, to pielęgniarki miałyby wyższe pensje - ale byłoby ich o połowę (jeśli nie więcej) mniej. Więc co należy zrobić? Strajkować!
    Nauczyciele domagają się podwyżki. Ale siedzą cicho. Był tylko jeden, niezbyt ambitny i niezbyt głośny strajk.
    Wszyscy chcą podwyżek, a ich po prostu nie ma skąd udzielić. Nie ma na to pieniędzy. Więc co zrobić? Pogodzić się z tym? Nie, szantażowac państwo i zachowywać się jak terrorysta. A potem ponarzekać na rząd.
    Denerwuje mnie taka polska mentalność - "jest źle, a wy macie sprawić, żeby było lepiej. Nie obchodzi mnie jak, i skąd - macie mi dać podwyżkę".
  23. Lord Nargogh
    Nadchodzi w życiu każdego człowieka taki moment, w którym zdaje on sobie sprawę z tego że nie można cały czas marudzić i narzekać.
    W moim życiu chyba właśnie nadszedł ten moment, bo podjąłem decyzję, że prócz opryskliwych, wrednych i złośliwych wpisów zamieszczę czasem coś... neutralnego. Na przykład swoją pseudo-recenzję gry. Od tej pory od czasu do czasu będę opisywał jakąś grę, serial czy program telewizyjny, które przypadły mi do gustu.
    Jak zapewne widać po moim miniprofilu Xfire, aktualnie grywam w Fallouta 3. I to od tej gry zacznę. Będzie długo i być możne nudno, ale nie dbam o to. Blog jest w końcu przede wszystkim dla twórcy, więc zawrę w tym tekście wszystkie przemyślenia, ktore chciałbym zawrzeć. Oceny będą bardzo subiektywne - chodzi w nich o to, co JA sądzę o danej grze, a nie o to co sądzą INNI. No i uprzedzam - będą spoilery, więc jeśli ktoś nie chce poznać szczegółów fabuły, niech ma się na baczności.
    Fallout 3, jakikolwiek by nie był, wzbudził w środowisku graczy ogromne emocje. Można w sumie śmiało powiedzieć że jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych gier w historii rozrywki multimedialnej. Od początku jej powstawanie śledzone było z ogromnym zainteresowaniem, a ujawniane informacje na jej temat stawały się źródłem burzliwych dyskusji.
    Kontrowersje zaczęły się od tego, że Fallout 3 miał... nie powstać. Projekt Van Buren (bo tak początkowo miała się nazywać trzecia część gry) upadł, ku wielkiej rozpaczy wśród graczy. Pewnego pięknego dnia dowiedzieliśmy się o tym, że prawa do tytułu przejęła Bethesda, i że silnikiem na bazie którego stworzona będzie gra, będzie zmodyfikowany silnik z Obliviona. Wieści te wywołały burzę wśród graczy, niektórzy byli z tego powodu załamani, inni - wściekli.
    Po premierze gry kontrowersje nie ucichły, bo tytuł wydawał się spełniać zarazem marzenia i obawy graczy - u każdego oczywiście inne.
    Grafika - według totalnie niepotwierdzonych, wziętych z (_!_) badań, najważniejszy element gry dla 89% graczy. Dla mnie grafika również jest ważna, ale nie w taki sposób, jak niektórym się wydaje.
    Dla mnie grafika nie musi być nowoczesna i wypasiona, ale po prostu ładna. Wiek i technologie nie mają znaczenia. Grafika Heroes of Might and Magic III jest dla mnie piękna, i zawsze już taka pozostanie. Podobnie grafika z Settlers 2 - ta z oryginalnej wersji (pikselowata) wydaje mi się ładniejsza niż ta z remake'u. Bo ta pierwsza miała swój urok, to COŚ.
    To COŚ ma również grafika Fallouta 3. W momencie premiery nie prezentowała nic odkrywczego, ale przypadła mi do gustu. Nuklearne pustkowie robi naprawdę duże wrażenie - podobnie jak rozmaicie pomutowane stworzenia. Szpony Śmierci są autentycznie przerażające (czego nie można powiedzieć o tych z Fallouta 1 czy 2), podobnie Yao Guai. Dzikie ghule również wyglądają niesamowicie - czego niestety nie można powiedzieć o ich "normalnych" kuzynach, którzy w Falloucie 3 wyglądają po prostu idiotycznie. Nie będę wymieniał każdego stworzenia z nazwy, ale mogę po prostu powiedzieć - większość mi się autentycznie podoba.
    Super Mutanci - wzbudzili dużo kontrowersji. Niektórym (tak jak mi) przypadli do gustu, zaś innym zbytnio przypominali orków. Osobiście uważam że SupMuty z trzeciej części Fallouta są najlepiej wykonane ze wszystkich, ale nie można ich porównywać - jest to inna odmiana tych stworzeń niż z dotychczasowych Falloutów. Ten gatunek nie powstał poprzez wrzucenie do Kadzi. O mutantach można powiedzieć krótko: po prostu szpetna, zmutowana kupa mięsa. Na masywnych ramionach mutantów widzimy nabrzmiałe, fioletowe żyły, na twarzy brak warg, a na głowie brak włosów. Ich pancerz skonstruowany jest z tego, czego się da - kawałki stali, opon, skóry i tym podobnych. Taka wizja mutantow idealnie trafia w moje wyobrażenia na ich temat.





    Mutant leży, strzelba stoi, Lord mutanta się nie boi!

    Powierzchnia wody wygląda doskonale, bardzo dobrze oddaje graficznie... brudność tej wody.
    Bardzo mi się podobała gra świateł. Promienie słońca potrafią autentycznie oślepić w czasie wędrówki, i utrudnić celowanie w rozmaitych wrogów.





    Oto, co mam na myśli mówiąc "Gra świateł".

    Modele ludzi są wykonane przyzwoicie, czego nie można powiedzieć o twarzach. Niektóre za przeproszeniem mordy są doprawdy przerażające. Ludzie "młodzi" wyglądają w miarę przyzwoicie, ale postnuklearni staruszkowie z wyglądu faktycznie przypominają stworzenia które zbyt długo przebywały na słońcu czy w zasięgu promieniowania radioaktywnego.
    Ekwipunek. Broni jest oczywiście dużo mniej niż w poprzednich częściach, ale za to pancerzy jest znacznie więcej. Bardzo często znajdujemy zwyczajne elementy ubioru, które niekoniecznie mają zastosowanie w bitwie. Może i to nieistotny detal, ale ja lubię czasem popatrzeć, jak moja postać wygląda w różnych strojach, zamiast dostawać na początku kombinezon który będę nosić pod pancerzem do końca gry.





    Mały pokaz falloutowej mody. Zaprzeczam plotkom, jakobym faworyzował Power Armory!

    Budynki w tym rankingu wypadają rozmaicie. Niektóre są zrobione fajnie i klimatycznie (jak na przykład zrujnowane przedwojenne domki jednorodzinne, w których znajdujemy nieraz szkielety ludzi którzy zginęli na skutek promieniowania w czasie codziennych czynności. Raz nawet spotkałem "małżeństwo" szkieletów w łóżku, jeden szkielet obejmował drugi), inne trochę przygłupawo.
    Co do graficznych niedoróbek - przy wychodzeniu z podziemi bardzo często widzimy przebijające przez dziurawe drzwi promienie słoneczne - a po przekroczeniu tych drzwi dowiadujemy się, że właśnie trwa noc. Czasami zdarza się że ciała po śmierci są powyginane w nienaturalny sposób, poza tym niektóre efekty krytyczne przy ataku są zbyt... groteskowe. Na przykład eksplodująca jak arbuz głowa przeciwnika.
    Klimat. Rzecz bardzo istotna w każdej grze zawierającej "Fallout" w tytule. Nawet niesławny Fallout Tactics swój klimat posiadał. A jak jest w przypadku tej części cyklu? Wyśmienicie. Jak już wcześniej pisałem wrażenie klimatu buduje doskonale gra świateł i architektura. Doskonale do nuklearnego stylu wpasowuje się również muzyka - nawet w tej chwili jej słucham, by lepiej wczuć się w pisanie recenzji tej gry. Raz wędrujemy po pustkowiu, raz kręcimy się po jaskini, raz błądzimy po Krypcie. Każda sytuacja ma inny, specyficzny klimat, który mi osobiście bardzo odpowiada.





    Czy za rogiem czai się dziki Ghul? A może rozglądając się za Ghulami, wdepnę w jakąś pułapkę? Nigdy nie wiadomo...






    Kolejnym dobrym przykładem klimatycznej chwili jest etap rozgrywający się w Tranqulity Lane.

    Dwa słowa o kompasie. Wiele osób na niego narzeka, ale ja uważam go za dobrodziejstwo. Błądzenie w poszukiwaniu celu misji wydłuża czas gry sztucznie i tylko mnie zbędnie denerwuje. Dlaczego w poprzednich falloutach tego nie było? Bo nie było potrzebne - gdy patrzysz na świat z rzutu izometrycznego to widzisz większy teren jednocześnie, i zawsze doskonale wiesz, czy w danym miejscu juz byleś i jak z niego wyjść. Oczami bohatera nie jest już tak łatwo. Zresztą spróbujcie pokonać ten sam labirynt patrząc na niego z góry, albo z poziomu oczu wędrującego w nim człowieka. Zrozumiecie, co mam na myśli.
    A teraz dwa słowa o "Wampirach" jakich spotykamy podczas podróży. Sporo osób wyśmiewalo ten wątek, że w świecie science-fiction zbliżamy się do fantasy. No cóż, te osoby widać niezbyt dokładnie czytały dialogi jakie odbywamy z tymi postaciami. "Wampiryzm" to tylko ich sposób na utrzymywanie nad sobą kontroli. Ci ludzie to nic innego jak mutanci-kanibale, którzy o ile nie nasycą swojego głodu na ludzkie ciało, to tracą nad sobą kontrolę i próbują zabić wszystkie żywe istoty w swoim otoczeniu. Ich przywódca, Vincent odkrył że mogą zapanować nad swoim głodem jeśli będą pożywiać się krwią zamiast ciałem. Na tym polega ten cały ich "wampiryzm". Śmieszy Was to? Bo mnie nie.
    Grywalność. Dla mnie niezaprzeczalnie najważniejszy element gry.
    Tutaj Fallout 3 nie dał mi najmniejszych powodów do narzekania. Gra jest wciągająca i dostarcza zabawy na wiele godzin. Badanie ruin, polowanie na mutanty, wystrajanie domu, przymierzanie ubrań, wykonywanie zadań, eksploracja pustkowi - można robić co tylko dusza zapragnie, czerpiąc z tego nie lada przyjemność. Samo wyszukiwane smaczków to rozrywka na długie godziny - pamiętam jak raz znalazlem w ruinach domku przedwojenne nagranie jakiegoś zbuntowanego nastolatka, który miał już dość ciągłych fałszywych alarmów nuklearnych i stwierdził że pierniczy schron swoich rodziców i że teraz idzie na spotkanie atomowego grzyba. Wytrawny podróżnik spotka również starego, dobrego Harolda - ktorego długa historia może znaleźc swoje zakończenie za naszą sprawą, jeśli chcemy.





    Rozbity statek Obcych - przykład tego, co możemy spotkać wędrując po pustkowiach

    V.A.T.S. Jak dla mnie genialny system rozszerzający możliwości taktyczne w czasie walki, ponadto doskonały pomost pomiędzy walką turową z poprzednich częsci i walką w czasie rzeczywistym z F3. Mimo to nie korzystałem z niego zbyt często - tylko w sytuacji, w której podejrzewałem że walka może stanowić poważniejsze wyzwanie.
    Właśnie, wyzwanie. Wbrew temu co niektórzy sądzą walka nie jest zawsze banalna. Behemoth czy Mirelurk Hunter to tylko wierzchołek góry lodowej z serii bardzo poważnych zagrożeń, które stają nam na drodze. Szczególnie ten drugi jest niebezpieczny - bo zwykle atakuje nas w ciasnych pomieszczeniach, gdzie nie mamy możliwości ucieczki i korzystania z osłon, co w sytuacji w której ów Hunter zabija nas trzema ciosami na pełnym pasku zdrowia - nie jest zbyt ciekawe. Czy wspominałem że zabić go jest znacznie trudniej niż zostać przez niego zabitym?
    Dialogi. Tutaj niestety muszę przyznać ludziom rację, że są dużo gorsze niż w poprzednich częściach. Nie są jednak takie złe - najbardziej ucierpiały kwestie dialogowe naszego bohatera. NPC nadal potrafią gadać jak najęci.
    Fabuła. Jeśli o wątek główny chodzi, to jest niezbyt oryginalny i dość krótki - chociaż ma kilka emocjonujących momentów, jak na przykład ucieczka przed Enklawą z Washington Memorial, i późniejsze odbicie tego Memoriala z pomocą Liberty Prime'a. Miły był proces tworzenia postaci - przedstawiony jako rozmaite istotne chwile w życiu dziecka i nastolatka. Zakończenie natomiast było głupie - brak możliwości kontynuacji gry po ukończeniu wątku głównego to poważne przewinienie na tle poprzednich częsci.
    A zadania poboczne - miodzio. Rozbrajanie bomby w Megatonie, sprawa Ghuli w Tenpenny Tower, pisanie przewodnika po pustkowiach, poszukiwania androida (z zaskakującym zakończeniem - doktorek, który wyśmiewa androida, któremu wydaje się że jest człowiekiem sam okazuje się być androidem!) i wiele, wiele innych, również takich nienotowanych na liście zadań w PipBoyu. Po prostu - nie sposób się nudzić.
    Więcej już mi chyba nie przychodzi do głowy, więc nadszedł czas na werdykt. Wystawię tej grze dwie oceny - jedną jako samodzielnej grze o nieokreślonym gatunku, drugą jako kolejnej części Fallouta (czyli wielkiego cRPG).
    Fallout 3 jako samodzielna gra:
    Ocena: 10/10
    + Grafika
    + Grywalność!
    + Klimat
    + VATS
    + Duży teren do zbadania
    + Dźwięk i muzyka
    - Błędy graficzne, groteskowe umieranie wrogów
    - Krótki wątek główny
    Fallout 3 jako kolejna część cyklu: 6/10.
    Bez rozpisywania się na plusy i minusy, po prostu cięzko znaleźć jakieś wspólne cechy tych gier prócz tego samego uniwersum. Co nie przeszkadza F3 w byciu doskonałym tytułem, ale jednak jeśli ktoś jest hardcore'owym fanem jedynki i dwójki, to lepiej dla niego żeby tej gry nie uruchamiał.
    Na koniec mała refleksja: Czy Fallout 3 jest cRPGiem? Nie wiem, i nie obchodzi mnie to. Wiem, że jeśli gry cRPG wyglądałyby tak jak Fallout 3, to i tak byłbym ich wielkim fanem.





    Nawet Chuck Norris grał w Fallouta 3!

    Uff, to by było na tyle. Wyszedł mi chyba raczej felieton, niż recenzja, ale nie szkodzi, nie robię tego za pieniądze ;P
  24. Lord Nargogh
    Zainspirowany odświeżeniem przez media kryzysu dyplomatycznego na linii Polska-Niemcy zdecydowałem się rozpocząć nowy cykl wpisów na moim blogu. Do "CMW" (Co Mnie Wkurza) i "LR" (Lordowskich Rarytasów) dołączy cykl "Żal & Żenada" - czyli "Ż&Ż".
    Będzie to cykl w którym poruszał będę wieści z mediów, które mnie szczególnie zirytowały i zażenowały.
    O co chodzi?
    Ostatnim takim wydarzeniem było przypomnienie niefortunnego zajścia na pokładzie samolotu Lufthansy. Biedny Jan Maryśka Rokita został wyproszony z pokładu samolotu. A może nawet i aresztowany - nie pamiętam. Jeśli nie był aresztowany, to szkoda. A o co poszło? O płaszcz. Bo Państwo Rokitowie zdecydowali się na podróż biletem drugiej klasy, celem oszczędności - i - olaboga! w związku z tym mieli mniej miejsca na bagaże, niż by chcieli. Chcesz mieć eleganckie miejsce na płaszcz - kup droższy bilet!
    Ale zaraz, spokojnie, przecież żaden normalny człowiek nie awanturowałby sie o prośbę stewardessy o przemieszczenie płaszcza. Ale ta stewardessa miała czelność przemieścić ten płaszcz bez stosownego szacunku! Oo nie, to już dla pana Jana było stanowczo za wiele.
    Każdy z nas chyba uśmiał się do łez słysząc nagranie z pokładu tego samolotu - "Ratunku! Niemcy biją! Ratuunkuu! Państwo jesteście Polakami, pomóżcie!", każdemu z nas zapewne mina chwile później zrzedła gdy dowiedzieliśmy się jaka będzie reakcja mediów i władz naszego kraju na ten "incydent".
    W cywilizowanym państwie władze udzieliłyby przeprosin wobec Lufthansy za niegodne, wstydliwe i żenujące zachowanie polskiego pasażera. Ale nie! Dziesiątki znanych osobistości uniesionych świętym gniewem nie pozwoliło żeby zostawić ta sprawę ot tak!
    Teraz może przyjrzyjmy się zarzutom, jakie państwo Rokitowie mają wobec pracowników Lufthansy:
    1. Janek nie wiedział że ma zabrać płaszcz, bo nie rozumie jak mówi się do niego po niemiecku. Stewardessa śmiała nie znać pięknego języka polskiego! - pewnie, w niemieckich liniach lotniczych, niemieccy pracownicy podczas startu samolotu z Niemiec powinni mówić po polsku. Tak. Zdecydowanie.
    2. Stewardessa w samolocie może wszystko i zawsze ma rację. - i bardzo dobrze! Z bufonowatymi klientami nie wolno się cackać, pracownicy samolotu muszą mieć przywileje i prawa które pozwolą im się obronić! Stewardessę linie lotnicze znają, jest ich pracowniczką, znają jej życiorys, wiedzą jak postępowała do tej pory i jak traktowała pasażerów. Państwa Rokitów te linie lotnicze poznały po raz pierwszy (no, może drugi? A niechby trzeci! I tak nie mają pojęcia co to za ludzie) i nic o nich nie wiedzieli. Co natomiast widzieli? Histeryczne zachowanie jednego z pasażerów w odpowiedzi na proby dotknięcia jego płaszcza.
    Na chłopski rozum - komu WY byście uwierzyli na słowo?
    3. Jest to fragment wielkiego spisku rządu niemieckiego, niemieckich linii lotniczych. To nie jest pierwszy taki przypadek. Polaków nie traktuje się tam godnie! - radzę to powtórzyć tysiącom Polaków, którzy codziennie z przyjemnością korzystają z usług Lufthansy. Ten fragment był zapewne główną przyczyną, dla której prezydent Kaczyński (OnŻW) w tej sprawie stanął w obronie Janka.
    Teraz podsumujmy co mnie w tym żenuje:
    - Co mnie obchodzą żałosne, żenujące prywatne problemy polskiego małżeństwa? Czemu mam słuchać o tym przez cały dzień, w ciągu kilku dni, i raz na jakiś czas do tego wracać?
    - Dlaczego przedstawiciele władzy Polski interweniowali w tej sprawie? Co obchodzą ich problemy psychiczne zwykłego polskiego małżeństwa? Maria Rokita nie jest już nikim ważnym. Nie znaczy nic więcej niż pan Zenek spod klatki. Jego żona może być sobie posłanką, ale zaraz zaraz - od kiedy w Polsce dopuszcza się lepsze traktowanie członków rodziny ludzi u władzy? A nie, moment. Od zawsze.
    - Dlaczego znajdują się ludzie, którzy nie widzą śmieszności całej sytuacji i stają po stronie państwa Rokitów?
    - Śmiertelna powaga osób które o tym rozmawiają w telewizji, i co jest z tym zwiazane - nie jestem w stanie pojąc dlaczego dziennikarze, którzy zapraszają w tej sprawie Nelly albo Janka do telewizji potrafią sie na tyle pohamować żeby nie ryknąć śmiechem, słyszac ich odpowiedzi.
    Co by nie mówić, to jednak muszą byc profesjonaliści. I co z tego, że stół był upier.........?
    A teraz co w tym jest najzabawniejsze:
    Rokita nie ma zamiaru z godnością przyjąć nałożonej na siebie kary i wyroku. Będzie się odwolywać. Aż do skutku.
    Tja, spotkamy się w Strasburgu.
    A teraz coś, co będzie stałym elementem tego cyklu: Epic Facepalm.


    Optimus Prime gdy usłyszał o tragedii Janka R., zadzwonił do Megatrona że może śmiało rozpierniczać Ziemię.

    PS: Tytuł tego wpisu to gra słów. "Tragedia Państwa (i) Rokitów" - odnosi się do tego, że zajście to było tragiczne zarówno dla małżeństwa Rokitów, jak i dla naszego Państwa, Rzeczpospolitej Polskiej. A przynajmniej niektórzy probują nam tak wmówić.
    EDIT: Pomyślałem głębiej nad tą sprawą, i wydaje mi się że znalazłem przyczynę przywiązania Janka do swojego płaszcza:





    Epicki Płaszcz "Dziedzictwo Naszego Dziennika" - +5 do obrażeń przeciwko Niemcom, +10 do KP przeciwko Niemcom

  25. Lord Nargogh
    Witamy w kolejnym odcinku nowej serii "Co mnie wkurza". Dotychczasowe odcinki były pilotami wspaniałego serialu, który pisać będzie życie. W dzisiejszym odcinku skupimy się na ignorancji pewnej sieci handlowej wobec klientów.
    Zastanawiam się, czy podawać jej nazwę - w końcu nie chcemy im robić "reklamy", prawda? A może i chcemy? Albo nie podam nazwy, tylko dam wskazówkę, jak dojść do tego, o którą sieć chodzi.
    Ten sklep parę lat temu był istnym HITem.
    Mam nadzieję że wszyscy zrozumieli.
    Moja irytacja wobec tej sieci wyrazi się w kilku(nastu) punktach.
    1. Ilość otwartych kas.
    Cóż, wchodząc do sklepu odnosi się mylne wrażenie, że będzie ich dość sporo. Do takich błędnych wniosków może doprowadzić fakt, że wszystkich kas jest około 40-50. Ale co z tego, skoro nigdy nie widziałem żeby pracowalo ich więcej niż pięć. NIGDY. Przed chwilą wróciłem z tego sklepu - kolejki były tak duże, że trudno było powiedzieć, kto stoi w kolejce do której kasy, pomimo iż odstęp między poszczególnymi otwartymi klasami wynosił średni 7 kas. W każdej kasie stało około 30 ludzi z napchanymi do granic możliwości wózkami. I ci ludzie klnęli, ostro klnęli. I mają rację, bo taka ignorancja wobec klientów przechodzi ludzkie pojęcie. Ktoś powie - "kto ma pracowac w kasach, jeśli brakuje pracowników?" Ja powiem "To niech zatrudnią kolejnych, jeśli nie ma chętnych to można polepszyc im warunki pracy i pensję, a nie tylko cały czas skupiać się na maksymalnym zysku". Nikt nie wmówi mi, że tej sieci nie stać na podniesienie pracownikom pensji nawet o połowę. Ich zyski są gigantyczne, i otwierają sklep za sklepem, nawet w bardzo niewielkiej odległości.
    Jakim cudem, skoro klienci nie znoszą tam robić zakupów z powodu tych gigantycznych kolejek? A takim, że i tak przyjdą tam po raz kolejny. I jeszcze raz. I jeszcze. I sklep będzie wciąż zarabiał coraz więcej, widząc że olewacka polityka wobec klientów oprócz korzyści nie przynosi żadnych negatywnych skutków.
    2. Dział z prasą.
    Ten supermarket to jedno z najgorszych mozliwych miejsc do kupowania gazet i czasopism komputerowych. Te pierwsze są wygniecione, i porozrzucane po półkach. Te drugie są powyjmowane z foliowych opakowań, podarte i pogniecione. Płyty są do odbioru w punkcie obsługi klienta. Inne gratisy w postaci np maszynki do golenia czy innego bajeru, prawdopodobnie nie do odzyskania.
    Odradzam komukolwiek kupowania tam jakiejkolwiek prasy.
    3. Poziom higieny w sklepie.
    W okolicach działu serowego niemiłosiernie śmierdzi zgnilizną. Nie, to nie jest zapach serów dojrzewających.
    4. Świeżośc produktów.
    Kupowanie tam mięsa to samobójstwo. Przez cały rok mieszkania w tej okolicy i robienia zakupów w tym sklepie, tylko parę razy widziałem mięso, które NIE BYŁO w zaawansowanym stanie rozkładu. I zawsze to mięso było zapakowane próżniowo. Te kawałki leżące luzem i sprzedawane na wagę, zawsze były pozasuszane, odbarwione i śmierdzące.
    5. Oszustwa, oszustewka.
    Ceny i promocje są układane tak, by zmylić jak największą ilość klientów. Droższe produkty są ustawiane na półkach na których są ceny tańszych. Np cola "Hoop" - kosztująca 3,50 zł jest ustawiona na półce, na której widnieje cena 0,79 zł. Dopiero po głębszym przyjrzeniu się tej cenie widzimy że odnosi sie ona do najtańszej, i najbardziej parszywej coli sprzedawanej w tej sieci - cena coli Hoop dziwnym zbiegiem okoliczności leży obok tych własnie plugawo tanich butelek coli.
    Inne oszustwa - ziemniaki są poustawiane na jednej "półce" w dwóch odmianach. To znaczy, cena tak twierdzi. Jedne podobno są z Hiszpanii, drugie z Egiptu. Te z Egiptu są o połowe droższe. Oba "gatunki" wyglądają identycznie. Przy płaceniu w kasie, kasjerka oczywiście wbija ziemniaki "egipskie", obojętnie których byśmy nie wybrali.
    Ogórki sprzedawane po 2,79 zł za kg, Polska odmiana. Obok identyczne, "hiszpańskie", sprzedawane za 1,79 zł sztuka. Przy kasie pani oczywiście próbowala mi skasowac "hiszpańskie" za sztukę. Powiedziałem, że te ogórki są na wagę. Ona odparła że w tym sklepie nie sprzedaje się żadnych ogórkow na wagę. To ja powiedziałem że dziękuję, i kazałem jej wycofać ten produkt z mojego rachunku.
    Wędliny. Chciałem sobie kupić odrobinę "schabiku szlacheckiego" za promocyjną cenę - 13.99 zł za kilogram. Zleciłem to zadanie swojej dziewczynie. Potem gdy przyniosła mi spakowane w papier mięsko, nauczony innymi oszustwami tej sieci, sprawdziłem cenę za kilogram. 29,99 zł. Szlag mnie trafił. Poszedłem do tej kasjerki ze skargą. Inna kasjerka, widząc że podchodzę do kasy już trzymając w ręce mięso, podmieniła cenę wędliny z 13.99 na 29.99 zł. Na naszych oczach, tzn wydawało im się że tego nie widzimy. Powiedziałem, że to kosztuje 13.99. Ona odparła że nie, że 29.99 i pokazała na stojącą aktualnie cenę. W tym momencie wtrąciła się stojąca niepozornie w kolejce moja dziewczyna, że ta cena została przed chwilą podmieniona. Kasjerka się zmieszała, i powiedziała ze "to była stara cena, bo promocja trwała do wczoraj." Ciekawe że nikt do godziny 15 nie zmienił ceny. Rzuciłem jej tym mięsem na ladę (płaci się dopiero przy głównych kasach), i wróciłem do robienia reszty zakupów.
    Jest to wierzchołek góry lodowej nieprzyjemności, jakie mnie spotkały w tym sklepie. Dlaczego dalej robię w nim zakupy? Bo nie mam wyboru. To najbliższy sklep do mojego mieszkania, nastepne są w odległości paru kilometrów. A ja nie mam czasu żeby tam jechać. Dlatego jeśli możecie, unikajcie tej sieci jak ognia.
×
×
  • Utwórz nowe...