Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Witam w kolejnym wydaniu bijącego rekordy popularności cyklu wpisów poruszających szlachetny temat polskich ścieżek dźwiękowych.
    W dzisiejszym odcinku skupimy się raczej na szeroko pojętym science-fiction, doprawiając conieco do smaku odrobiną horroru.
    Pierwszy tytuł jaki wybrałem na dzisiaj został mi podsunięty przez komentatorów poprzedniego wpisu - LaserGhosta i Quetza. Jako posiadacz tej gry znałem i szanowałem jej ścieżkę dźwiękową, jednak na długie lata straciłem z nią kontakt i nie byłem w stanie odnaleźć jej na youtube z powodu nieznajomości zachodniej wersji tytułu tej gry. Panie i panowie; oto muzyka z Refluxa, zwanego także RoboRumble:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo A dokładnie to mój ulubiony utwór z tej gry. Podoba mi się ta hipnotyczna, powtarzalna melodia którą słychać w tle, dobrze oddająca futurystyczny klimat.
    Pozostając po kostki w klimatach science fiction, cofniemy się nieco w przeszłość, do wydarzeń które miały miejsce w Lubinie, gdzie kiedyś mieściła się baza radzieckich sił zbrojnych.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Gorky 17, nazywany także Odium (tak w ogóle to o co chodzi z tymi podwójnymi tytułami gier w Polsce? To nie jest tak, że Gorky jest polskim słowem którego zachodni gracz by nie mógł zrozumieć -_-). Weźmy spory baniak gęstego klimatu i przyjemną rozwałkę w trybie turowym, dodajmy do niej litr interesujących lokacji, a na koniec doprawmy obficie wspaniałą ścieżką dźwiękową - a uzyskamy Gorky 17. Wielka szkoda, że dalsze części serii nie poszły śladem 'jedynki', a w zupełnie inną stronę.
    Cholera, ten soundtrack jest tak dobry, że na rozbudzone apetyty czytelników wypadałoby dorzucić z jeszcze jeden utwór:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Albo i dwa, co mi tam:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Następny etap naszej podróży po świecie wspaniałej muzyki zawiedzie nas do Czyśćca (a nawet samych Piekieł):

    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Youtube Video -> Oryginalne wideo Dużo interesujących lokacji, oryginalne bronie, hordy piekielnych sług szarżujących na nas ze wszystkich stron. Najbliższe skojarzenie jakie mi się nasuwa, to poważna (przerażająca wręcz) wersja Serious Sama. Katedry, katakumby, bazy wojskowe, dworce, cyrki, orientalne zamki - można powinszować wyobraźni twórców na temat wyglądu i charakteru miejsc pośmiertnych mąk. Zapewne chodzi o cierpienie nieczystych dusz w miejscach, gdzie za życia popełniały swoje grzechy.
    Na dzisiaj to wszystko, co przygotowałem, jest to także ostatni wpis dotyczący polskich soundtracków. Twórczość Polaków w zakresie muzyki z gier jest oczywiście znacznie bardziej rozbudowana niż zostało to przedstawione w tych wpisach, ale czuję się na siłach do pisania jedynie o tych tytułach, w które osobiście zagrałem. Być może któryś z czytelników zechce przejąć pałeczkę i uzupełnić lukę, którą stworzyłem pozostawiając temat w tym miejscu?
  2. Lord Nargogh
    Przemyśleń na temat ludzkich przywar ciąg dalszy. Żeby nie marnować skupienia czytelników, przejdźmy od razu do rzeczy:
    6. Pseudopatriotyzm
    Na samym wstępie podkreślam że nie mam tu na myśli wszystkich ludzi darzących ojczyznę miłością i szacunkiem (chociaż sam mam na temat takich praktyk określone zdanie ? o czym już kiedyś pisałem), a jedynie grupę która się głośno za takich patriotów uważa, nie mając zbyt wiele z nimi wspólnego.
    Co prawda ogłaszają wszem i wobec jak bardzo kochają swoją ojczyznę, ale mają poważne problemy z okazywaniem tych uczuć ? a to na wybory się nie pójdzie, a to się ?zapomni? o paru sprawach w orzeczeniu podatkowym, a to nie ma się bladego pojęcia o historii własnego kraju, zasadach ojczystego języka? można wymieniać w nieskończoność. W zasadzie to jakby wziąć takich ludzi pod lupę to okaże się że ich patriotyzm ogranicza się tylko do mówienia o wielkości własnej ojczyzny bez żadnych podstaw ani wiedzy która mogłaby ich doprowadzić do takiej opinii.
    Nie jestem w stanie zliczyć sytuacji w których byłem świadkiem kompromitacji takich ?patriotów?. Od samego słowa zaczynając - gdy przyznają wszem i wobec że są ?patryjotami?. Mam po prostu wielką ochotę parsknąć śmiechem gdy czytam wypowiedź takiego ?pseudopatrioty? na temat jego szacunku do ojczyzny, jednocześnie będąc świadkiem jego niezdolności do opanowania ojczystego języka ? jednej z najbardziej podstawowych rzeczy czyniących człowieka członkiem danego narodu.
    Inną sprawą są nieudolne próby wpojenia patriotyzmu w szkole, które mnie osobiście doprowadziły do opinii zupełnie przeciwnej. Od samego początku kształcenia próbowano mi wmówić że powinienem być patriotą dumnym ze swojego kraju ?bo tak?. Nikt w zasadzie nie próbował mnie przekonać DLACZEGO powinienem tak sądzić ? po prostu urodziłem się Polakiem, więc mam być z tego dumny. Szczególnie komicznie wyglądało to na lekcjach historii, gdy każde wydarzenie i bitwę starano się przedstawić w sposób jak najkorzystniejszy dla naszego narodu, nawet jak fakty mówiły coś zgoła innego. ?Polscy żołnierze walczyli dziennie, ale ?.?; ?Waleczni polscy obrońcy z całych sił stawiali opór, ale?.?
    No właśnie. Zawsze było jakieś ?ale??
    Morał z tego punktu powinien być prosty ? jeśli chcesz być postrzegany jako patriota, to zachowuj się jakbyś faktycznie nim był. A jeśli masz zamiar wyrobić w kimś przekonanie o wielkości własnego narodu, to rób to porządnie, bo inaczej osiągniesz efekt przeciwny do zamierzonego.
    7. Stosowanie podwójnych standardów
    Świadomie czy nie, większość (jeśli nie całość) ludzi stawia różne wymagania innym i sobie samym. Ale nie tylko o stawianie wymagań chodzi, ale również o zwyczajne traktowanie pozostałych na różne sposoby.
    Właśnie to zjawisko jest główną przyczyną niesprawiedliwości na świecie. Podwójne standardy są wszędzie ? w szkole, w szpitalach, w polityce, a nawet w rodzinie. Pozwolę sobie zauważyć że całkiem niedawno na Haiti życie straciło ponad 150 tysięcy ludzi. Strasznie mało, a przynajmniej za mało żeby ogłosić żałobę narodową w Polsce. W końcu u nas w kraju nie ogłasza się takiego ?święta? z byle powodu, prawda? A nie, czekaj. Ostatnia żałoba narodowa odbyła się po śmierci 13 górników (pozostałych 7 zmarło już po jej ogłoszeniu, więc się nie liczą, o!). I jak się coś takiego nazywa? Ano podwójny standard ? życie Haitańczyków jest mniej warte od życia Polaków dla niektórych ludzi. Przelicznik wynosi około 11538,46 Haitańczyka na jednego Polaka. To znaczy wynosi co najmniej tyle, bo taka liczba jeszcze nie jest wystarczająco duża do ogłoszenia żałoby.
    Ale wróćmy do samych standardów. Ile razy byliście wkurzeni, gdy nauczyciel wyraźnie lepiej traktował innych uczniów od Was? Ile razy zdawaliście sobie sprawę że innym wolno więcej od Was?
    Zbyt wiele razy.
    Podałem mało przykładów, ale chyba każdy rozumie o co mi chodzi ? na tym świecie ludzie nie są sobie równi na ich własne życzenie. To znaczy nie do końca ? bo przecież inni ludzie nie muszą mieć tak dobrze jak ja, ale ja nie mogę mieć gorzej od innych ludzi?
    8. Nietolerancja
    MUSISZ lubić to, co ja; NIE WOLNO Ci słuchać takiej muzyki, bo ja jej nie słucham; NIE MOŻESZ mieć innego zdania od nas; Twoje poglądy są GŁUPIE, bo różnią się od moich?
    Nietolerancja nie odnosi się tylko do orientacji seksualnej, rasy i narodowości. Spotykamy się z nią na codzień na każdym kroku. Oczywiście w pewnym sensie jest potrzebna, bo ludzie wymyślili całe mnóstwo zachowań, których nie wolno tolerować (np. strzelanie do dzieciaków w szkołach ? chociaż czasem aż się ma ochotę?), ale problem polega oczywiście na tym, żeby wiedzieć gdzie leży granica rozsądnej tolerancji.
    Ostatnio całkiem ciekawy wpis o tym skrobnął kolega Iskier ? zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z nim (wpisem, nie Iskrem ? tego drania lepiej unikać ;D).
    9. Niedoedukowanie połączone z wymądrzaniem
    Głupota nie boli, jak niektórzy mawiają (a może skleroza? Nie wiem, nie pamiętam ;3 ). W każdym razie mnie boli ? naprawdę nie mogę wprost patrzeć na brak elementarnej wiedzy niektórych ludzi. Jakby tego było mało ? nie dość, że niektórzy są głupi (wiem że w to trudno uwierzyć, ale tak jest w istocie!), to wydaje im się że wszystkie rozumy pozjadali. Gorzej niż na głupka patrzy się na głupka który próbuje udawać że jest mądry.
    Bo łatwo zrozumieć, że obecnie na świecie wiedzy jest tyle, że niemożliwym jest by wiedzieć WSZYSTKO ? ale na litość Odyna, jeśli nie masz o czymś pojęcia, to nie próbuj się wymądrzać na ten temat! Jestem świadkiem takich sytuacji niemal bez przerwy ? czy to na forum, czy czytając gazetę/czasopismo, czy słuchając poniektórych swoich kolegów, czy (a nawet zwłaszcza) oglądając telewizję.
    Dlatego mam dwa apele:
    - Nie wymądrzajcie się w dziedzinach, w których nie jesteście mocni;
    - Gdy jesteście świadkiem sytuacji w której ktoś to robi ? bezlitośnie udowodnijcie mu, że się myli. Upokorzcie go. Po prostu zniszczcie.
    10. Naśladownictwo i brak osobowości
    Bezpośredni skutek nietolerancji. Bojąc się, że ktoś może odrzucić nasz wygląd/zachowanie/zainteresowania dusimy w sobie własną osobowość i przywdziewamy na siebie osobowość zbiorczą naszego otoczenia, z czasem tracąc do reszty swoją własną. Boimy się sprzeciwić woli tłumu ? a czasem wystarczy żeby tylko jedna osoba wyraziła swój sprzeciw, by kolejnym przybyło odwagi by to zrobić. Dlatego nie bójmy się wyrażać swojej opinii i sprzeciwiać temu, co nam nie odpowiada. Nie naśladujmy zachowań innych ? bądźmy sobą, a jeśli już siebie zatraciliśmy na skutek tego naśladownictwa ? to spróbujmy odzyskać własną osobowość. Doprowadźmy swoim uporem do tego, by inni szanowali naszą odmienność.
    U mnie jest zupełnie na odwrót niż u większości ludzi ? totalnie gardzę tymi, którzy podążają za wolą tłumu, a darzę ogromnym szacunkiem tych, którzy potrafią zawsze być sobą i nigdy nikogo nie udawać.
    Oczywiście nie wolno przeginać w drugą stronę, czyli sprzeciwiać się woli pozostałych ?z założenia?. Jeśli przypadkiem nasi znajomi są podobni do nas to tym lepiej dla nas, nie warto na siłę próbować być oryginalnym.
    Świat byłby dużo ciekawszy, gdyby każdy robił to, na co naprawdę ma ochotę, a nie tylko to, na co wpadli jego znajomi. Naprawdę wolałbym , żeby dziwactwo było czymś normalnym.
    Myślę, że wystarczy tych przemyśleń na dzisiaj. Ciąg dalszy niebawem ? zostało mi jeszcze 7 punktów do omówienia, a lista ciągle wzrasta ? wczoraj łącznie miało być ich 16, dzisiaj jest już 17. Czy to świat staje się coraz gorszy, czy może mi coraz bardziej odbija? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi ;P
  3. Lord Nargogh
    Jak widać spodobał mi się pomysł Rankina na umieszczanie swoich przepisów na blogu. Ponieważ lubię gotować, sam przedstawię kilka swoich "dzieł". Na początek coś prostego i smacznego:
    (uwaga: składniki w sosie i kotletach się powtarzają, ale podaję je oddzielnie, gdyby ktoś chciał zrobić tylko sos lub tylko kotlety)


    Kotleciki w sosie cebulowym

    Składniki:
    Kotlety:
    - ok 500 g. mielonego mięsa (wieprzowo-wołowego),
    - 1/2 suchej bułki,
    - bułka tarta,
    - jajko,
    - majeranek,
    - mala lub średnia cebula,
    - nieco oleju uniwersalnego,
    - kostka rosołowa,
    - sól i pieprz.
    Sos:
    - 4-5 średnich cebul,
    - nieco oleju uniwersalnego,
    - majeranek,
    - pół kostki rosołowej,
    - szczypta przyprawy typu "warzywko",
    - 2 łyżki mąki,
    - nieco wody,
    - nieco oleju,
    - sól i pieprz.
    Najpierw zajmujemy się kotletami. Cebulkę należy drobno posiekać i zeszklić na oleju, a suchą bułkę "utopić" w wywarze z kostki rosołowej. Mielone mięso umieszczamy w misce, po czym dodajemy do niej zeszkloną cebulkę, zmiękczoną bułkę, jajko, szczyptę majeranku, sól i pieprz. Całość mieszamy. Jeśli masa mięsna jest zbyt luźna, można dodać nieco bułki tartej. Jeśli nie ufamy swoim zdolnościom doprawiania, próbujemy mięsa - czy jest dostatecznie słone i pikantne.
    Z masy mięsnej lepimy niezbyt duże kotleciki, po czym obtaczamy je w bułce tartej i wrzucamy na rozgrzaną patelnię posmarowaną olejem. Jeśli mamy zamiar podać je z sosem, jedynie lekko je rumienimy, nie smażymy do końca.
    Przyszła kolej na sos. Obieramy cebulę a nastepnie kroimy ją w cienkie talarki. Na patelnię lejemy nieco oleju i wsypujemy pokrojoną cebulę. Na małym ogniu smażymy cebulę aż do częściowego zmięknięcia. Następnie dorzucamy do cebuli podsmażone wcześniej kotleciki, i łyżkę mąki.
    W międzyczasie mieszamy w misce nieco wody, majeranku, kostkę rosołową (woda ma być zimna, kostka rozpusci się w gorącym sosie), sól, pieprz i drugą łyżkę mąki.
    Wylewamy zawartość miski na patelnię i mieszamy. Zostawiamy całość na chwilę do podduszenia.
    Po chwili wracamy i próbujemy sosu - w zależności od smaku dodajemy lub nie więcej soli i pieprzu.
    I voila'! Gotowe. Wbrew pozorom jest to bardzo proste danie, tekstu w przepisie jest dużo, bo chciałem opisać gotowanie krok po kroku, żeby najwięksi laicy mogli spróbować swoich sił.
    Najlepiej podawać z ziemniakami.





    SMACZNEGO!

  4. Lord Nargogh
    Witajcie bracia i siostry. Egzamin z fizyki już mam za sobą (choć nie znam jeszcze wyników), ale mózg wciąż wymaga kolejnej defragmentacji. Toteż nie marnując czasu przejdźmy od razu do rzeczy, bowiem dużo dzisiaj jest do przekazania.
    Dzisiaj mam zamiar odsłonić kilka szokujących tajemnic i zrekonspirować wiele straszliwych spisków.
    Na początek weźmy pod lupę niepozorny deszcz. Większości z Was wydaje się że to po prostu zwykły element cyklu pogodowego, naturalny element przyrody. Skomplikowane badania i analizy wykonane w naszym Instytucie wykazały że nie ma nic bardziej mylnego. Zobaczcie sami na małe zbliżenie wykonane na tym prostym zdjęciu:



    Nie wydaje Wam się - krople deszczu w istocie są wojownikami kamikaze, którzy wykonują na naszych plecach/głowach/parasolach brutalne zamachy terrorystyczne. Dziwne że nikt tego do tej pory nie zauwazył - w końcu kropla po zetknięciu z powierzchnią eksploduje, zupełnie jak samolot kierowany przez kamikaze.
    Ale to nie koniec pogodowych zagrożeń czekających na niczego nie spodziewających się obywateli RP. Spójrzmy na to niepozorne zdjęcie śniegu w wielokrotnym powiększeniu:





    A więc to stąd wzięło się określenie 'Zimna Wojna'!

    Gołym okiem widać, że śnieg nie składa się z zwykłych, niewinnych białych płatków a jest zwyczajną inwazją Związku Radzieckiego na nasz ukochany kraj. Pozostawię to bez komentarza.
    A Wy? Odkryliście jakieś niesamowite spiski albo coś?
    Defragmentacja mózgu: stan - 70%... No nic, trzeba jeszcze coś z siebie wyrzucić.
    O, już wiem. Może mała zabawa? Niektórzy z Was kojarzą program Whose Line is it Anyway? i zapewne słyszeli o zabawie 'nietypowi superbohaterowie'. Proponuję abyśmy również pobawili się w podobny sposób - trochę bardziej hardcorowo, ale nadal kulturalnie i bez wulgaryzmów. No i żeby raczej nikogo nie urazić w ten sposób.
    Zaproponuję kilka przykładów:
    Człowiek Niepohamowana Erekcja - zwykle bardzo mile widziany na wszelkiej maści pogrzebach, wizytach w zoo, przedszkolu i w czasie dokonywania sekcji zwłok wszelakich. A już pod prysznicem w męskiej szatni szczególnie.
    Człowiek Eutanazja - jego usługi są bardzo popularnym prezentem na Dzień Dziadka i Babci (ależ ja jestem okrutny)
    Człowiek Bulimia - Dalekowschodni mistrz zapomnianej techniki Dwóch Palców.
    Człowiek Je-Rybę-Nożem - Wywołuje zgorszenia na wystawnych kolacjach.
    A Wy macie jakies pomysły?
    DEFRAGMENTACJA MÓZGU ZAKOŃCZONA.
    No, od razu lepiej. Nie mam pojęcia, to tam u góry napisałem, ale wolę tego nie sprawdzać. Szczerze odradzam lekturę!
  5. Lord Nargogh
    Jakiś czas temu gadaliśmy sobie z Dogmatem Iskrzyńskim na temat najbardziej klimatycznych naszym zdaniem momentów w grach. Wtedy też wpadłem na pomysł żeby zrobić własną listę takowych. Oczywiście nie jest to pierwsza ani ostatnia lista tego typu, tym niemniej częściowo robię ją dla samego siebie, żebym kiedyś w razie problemów ze zdecydowaniem się w co zagrać mógł się oprzeć na tym, co sądziłem o kilku ulubionych tytułach wcześniej.
    Jak każda lista tego typu, ta również jest skrajnie subiektywna, ale opinie o klimacie w grze nie mogą być obiektywne, bo na każdego działa coś innego. Dla niektórych niesamowity klimat ma rozpierniczone pole bitwy, na którym słychać jeden wybuch za drugim - a ja na przykład do takich osób nie należę, stąd nie znajdziecie na tej liście nic podobnego.
    Kolejność jest absolutnie przypadkowa, chodzi po prostu o zbiór momentów w grach, które uznaję za klimatyczne. Ograniczyłem się do jednego momentu na tytuł, oczywiście tego najlepszego moim zdaniem.
    Żeby dać niektórym przedsmak klimatu zawartego w danej chwili gry, a innym którzy mieli szczęście go osobiście doświadczyć przypomnieć 'jak to było', postaram się powklejać filmiki z YT zawierające muzykę, jaką dane było nam słyszeć w danym momencie. Albowiem muzyka jest jednym z najważniejszych wyznaczników klimatu, drogie dzieci.
    Jak dobrze pójdzie, to może znajdę coś co nie jest samą muzyczką, a całym filmikiem z danego etapu.
    I żeby mi potem nikt nie jęczał - w tym rankingu gdzieniegdzie zawarte będą ważne spoilery z fabuły danej gry.
    Ale dość tej czczej gadaniny, nie jesteśmy w końcu w Sejmie ani na konferencji prasowej. Przejdźmy do rzeczy.


    Gothic 1 - Świątynia Śniącego



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Panie, tu jakieś nieumarłe latają. Co gorsza nie tylko szkielety ludzi, ale i orków i innego plugastwa. Pełno pajęczyn, ciemne korytarze, tajemnicze inskrypcje na ścianach. Gdzieniegdzie pułapki. Co gorsza niektóre z tych bestyj rozmawiać jeszcze z nami chcieją.
    Muzyka specjalnie cichsza, by wzbudzać w graczu jeszcze większe poczucie zagrożenia przy każdym najdrobniejszym słyszalnym szmerze. Idziesz sobie spokojnie ciemnym korytarzem, słuch przyzwyczaja Ci się do tej niepokojącej ciszy zakłócanej jedynie delikatnie brzmiącą muzyką - a tu nagle ŁUP! Dostajesz mieczem po plecach z zaskoczenia od szkieletu, z którego obecności wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy.
    Emocje i pełne gacie gwarantowane. Zależnie od zainteresowań, pełne z przodu bądź z tyłu. A czasem z obu stron.
    Tam trzeba po prostu samemu wejść i narobić w gacie, inaczej się nie zrozumie co mam na myśli.


    Gothic 2 - Dwór Irdorath



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Fabularny odpowiednik Świątyni Śniącego z pierwszej części gry. To tutaj ukryło się Wielkie Zło i to tutaj odbędzie się ostateczna walka o uratowanie świata. Tym razem nieumarłych jest mniej, ale za to dużo więcej samych zielonoskórych. Do tego miejsca dotrzeć można drogą morską, a jak już zdecydujemy się opuścić nasz statek i pozwiedzać conieco okolicę, to po powrocie - guess what - okazuje się że nasz okręt zaatakowali Orkowie. Nasi towarzysze wówczas motywują nas do działania stwierdzając że 'lepiej żebyśmy się pośpieszyli, bo nie wiadomo ile czasu dadzą radę odpierać ataki'.
    I czuje się tą presję otoczenia w trakcie zwiedzania wyspy. Ponownie nigdy nie wiadomo co i kiedy spróbuje nas pozbawić życia. Pułapek jest sporo, zagadek jest kilka. Złe rozwiązanie zagadki zwykle wiąże się z odpaleniem którejść z pułapek - stąd nie powinniśmy być zaskoczeni gdy po pociągnięciu za pewną dźwignię od razu oberwiemy po plecach dwoma dwuręcznymi mieczami rycerzy śmierci. Albo gdy całe pomieszczenie wypełni się tajemniczym gazem, który będzie powoli wydzierał z nas resztki życia. Znów jest ciemno, znów jest mrocznie, znów jest strasznie i wspaniale.


    Gothic 3 - Varant i Nordmar



    Youtube Video -> Oryginalne wideo


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj raczej mamy do czynienia z moim podnieceniem geograficznym, bo nie chodzi o konkretne miejsce na mapie, a o dwie duże części kontynentu. Pustynię, jaką jest Varant i mroźne góry, znajdujące się w Nordmarze. Z jakichś przyczyn uwielbiam te miejsca - po prostu grafika i muzyka w tych momentach buduje intensywne wrażenie, jakby się tam było naprawdę. Latając po Varancie masz czasem wrażenie, jakby właśnie nieco piachu wleciało Ci do ust, a to wielgachne słońce naprawdę przypiekało Ci tyłek. W Nordmarze z kolei zaczyna Ci się robić zimno, a na twarzy czujesz podmuch mroźnego wichru.


    Fallout 1 - Rozmowa z Mistrzem



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Schodzimy do podziemi niepozornej Katedry i znajdujemy conieco niespodzianek. Poza wszechobecnymi SuperMutantami, naszą uwagę przykuwają ściany krypty bogato zdobione pomutowanymi ludzkimi wnętrznościami. Z czasem okazuje się, że patrzymy właśnie na ciało Mistrza, który znajduje się kilka pomieszczeń dalej. W końcu dostajemy się do miejsca, w którym spoczywa straszliwie pomutowana i genialna w swoim szaleństwie istota, czyli wspomniany wcześniej Mistrz mutantów. Oczywiście rozmawiamy z nim, słuchamy jego szaleńczej wizji nowego porządku na świecie i jeśli tylko chcemy - pomagamy mu ten porządek zaprowadzić i sami stajemy się częścią systemu, który zaproponował Mistrz - przechodzimy przemianę w Super Mutanta. Możemy też zwyczajnie rozsmarować wnętrzności Mistrza nawet bardziej niż wcześniej, przy użyciu rozmaitych broni czy też gołych pięści, jeśli oglądaliśmy filmy z Brucem Lee. W ostateczności możemy zburzyć marzenia Mistrza i skłonić go do samobójstwa, wypowiadajac jedno proste zdanie, które udowadnia mu, że cały ten jego plan to pomyłka i że nie ma on żadnych szans na przyszłość.
    Bo jego kochane mutanty są bezpłodne.
    Co prawda w drugiej części okazuje się że to bullshit, ale Mistrza i tak już nie ma.
    A niezapomniane wrażenia z wędrówki po umazanych wnętrzościami pomieszczeniach pozostają na całe życie...


    Fallout 2 - Gecko



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Miasto mutantów - ghuli. Zbudowane w otoczeniu niezbyt szczelnego reaktora nuklearnego. No, ale to w niczym nie przeszkadza naszym mutantom ze spaloną skórą i niektórymi narządami na wierzchu. To miejsce ma w sobie coś... niezwykłego. Wyraźnie wyczuwa się jak bardzo człowiek odstaje od tego miasta i tej 'społeczności'. To dość ciekawy pomysł ze strony twórców gry - wykreowanie fikcyjnej rasy powstałej z ludzi, a później pokazanie jak mogłaby wyglądać społeczność składająca się z tych tworów. Z jednej strony widzimy, jak ghule zachowują się jak zwykli ludzie - uprawiają pola, opowiadają głupie żarty, upijają się w barach. Z drugiej jednak widzimy, że ludźmi już zdecydowanie nie są - w większości nie potrafią biegać z powodu poranionych kończyn, praktycznie nie mają skóry, pomimo ciągłego rozkładu starzeją się i żyją dużo dłużej, są odporni na choroby i promieniowanie. Jednocześnie *mniej* niż zwykli ludzie i *więcej* niż zwykli ludzie. Najprościej byłoby określić ich mianem innych ludzi.
    Pytanie: czy w prawdziwym świecie 'czyści' ludzie potrafiliby żyć z takimi istotami w pokoju i zachowywać się wobec nich tolerancyjnie? Twórcy Fallouta założyli że nie, w związku z tym ghule by zaznać nieco spokoju i godnego życia muszą oddalić się od cywilizacji ludzi i stworzyć miasto specjalnie dla siebie. I właśnie to miasto jest w Falloucie niesamowite.
    PS: nie byłbym sobą jakbym nie wspomniał o drobnym, ale zarazem niesamowitym momencie w Falloucie 2, który też ma charakterystyczny klimat. Mianowicie jeśli zaczniemy szukać zegarka dla pewnego człowieka w mieście Modoc, w pewnym momencie nasze poszukiwania doprowadzą nas do latryny, pod którą kryje się jaskinia, w której - jak sądzimy jest ten zegarek.
    No ale zejście do jaskini jest zbyt małe dla nas, zatem co robimy? Podkładamy w tej latrynie plastik albo inny dynamit.
    Widok miasta całego w gównie - od ziemi aż po dachy - jest wart dużo więcej niż nagroda za znalezienie tego zegarka.


    Fallout 3 - Pustkowie



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Dla mnie niesamowita sprawa. Pustkowie w Falloucie 3 pokochałem praktycznie od pierwszego spojrzenia. Dokładnie tak je sobie wyobrażałem, gdy grałem w poprzednie części gry. Jakikolwiek Fallout 3 kontrowersyjny by nie był, każdy kto ma w sobie choć odrobinę rozsądku powinien przyznać że jego pustkowie trzyma klimat.
    Budynki zniszczone przez ząb czasu i bombardowania, zasypane piaskiem drogi, szczątkowa i wysuszona roślinność, skażenie radioaktywne ukryte w każdej niepozornej kałuży...
    Jako wielki fan tej serii człowiek jest zachwycony możliwością zwiedzenia tego miejsca, a zarazem przerażony, że do tego kiedyś mogłoby dojść naprawdę.
    PS: Stwierdziłem, że trochę tego za dużo wyszło. W związku z tym listę rozbiję na dwie części. Ciąg dalszy niebawem...
  6. Lord Nargogh
    Do dzisiejszego wpisu natchnęło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, własne wrażenia i obserwacje dokonane podczas grania na komputerze. Po drugie, niedawna krótka dyskusja na temat długości kampanii w SC II (ja byłem niezadowolony, że tylko 20 godzin). Po trzecie - jedno zdanie zawarte w recenzji Disciples III z czasopisma CD-Action.
    Ale wszystko po kolei, jak mam w zwyczaju pisać.

    Od dłuższego czasu jestem skrajnie niezadowolony po zakończeniu rozgrywki w najnowsze tytuły, których zresztą nie kupuję zbyt wiele. Po prostu odczuwam ogromny niedosyt po tym, jak widzę napisy końcowe po 2-4 dniach grania. Wszystkie gry komputerowe, jakie kupowałem na samym początku posiadania blaszaka nie były przeze mnie zwykle ukańczane z adnotacją 'zbyt długie, by to kiedykolwiek skończyć'. Po prostu spędzałem przy monitorze po kilka godzin dziennie przez parę tygodni, aż mi się nudziło, a tytuł dalej się nie kończył. Dopiero po latach, po podszlifowaniu umiejętności siadałem i rozgrywałem dany tytuł do końca.
    A dzisiaj? Kupuję jakiś rzekomy hicior za >100 zł, po czym 'obalam' go w jeden weekend, kiedy jestem w domu przy lepszym kompie. Jakby powiedział typowy obrońca krzyża: 'toż to hańba!' Pamiętam platformówki, które są dłuższe od większości dzisiejszych RTSów i RPGów. Pamiętam także akcję reklamową Cenegi, że lepiej kupić grę w Kolekcji Klasyki za 30 zł i mieć zagwarantowane setki godzin rozrywki, niż pójść do kina, czy na pizzę. Te czasy jednak się skończyły dawno temu.
    Kupiłem Risena - padł po 30 godzinach. Starcraft II - niecałe 20 godzin. Divinity 2: Ego Draconis - 35 godzin. Titan Quest+Dodatek - 20 godzin. Jakaś część Call of Duty - podobno 7 godzin.
    WHAT THE [beeep]?! Długość czasu spędzonego na ukończeniu gry zaczyna być porównywalna z długością przeczytania dobrej ksiązki, z tym że to drugie jest znacznie tańsze w porównaniu z grami. Jeszcze trochę, a godzina grania będzie kosztować zbliżone pieniądze do godziny przyjemności z ładną panią w burdelu. Przepraszam za lubieżne porównanie, ale jestem wkurzony.
    Do czego ten świat gier zmierza? Casualizacja, upraszczanie rozgrywki (najnowszy Heroes ma mieć tylko trzy surowce!), skracanie długości gry - i to wszystko za coraz większe pieniądze! Średnia wieku mojej kolekcji gier wzrasta, miast maleć, bo coraz bardziej skłaniam się do kupowania klasyków, nawet takich sprzed parunastu lat (patrz Total Annihilation).
    Nie upgrade'owałem komputera od wielu lat i nie zapowiada się, żebym kiedykolwiek to zrobił. Po prostu nie ma po co. Czy mężczyzna trenowałby klatę, gdyby trafił na samotną wyspę z samymi pasztetami? Nie sądzę. Dlatego ja również nie będę się rozwijał, by móc skorzystać z nowszych gier, skoro one rozwijają się do tyłu.
    PS: A propos tego zdania (nawet dwóch) o Disciples III: '(...) Niestety, w Odrodzeniu nie pokierujesz krasnoludami z Górskich Klanów ani zgnilakami z Hord Nieumarłych (...). Obszerność kampanii dla jednego gracza w Disciples III i fakt, że rozgrywka zajmuje ponad 20 godzin, częściowo to jednak rekompensują'. Ponownie: WHAT THE [beeep]? Jedna wada gry rekompensuje drugą? Właśnie gram w Disciples II i póki co kampania Nieumarłych zajęła mi 25 godzin grania. Jestem na 5. misji. Każda kampania ma ich 7. Kampanie są 4. Wnioski? Gra cofa się w stosunku do poprzedniczki o kilka milionów lat wstecz, a niektórzy jeszcze ją za to chwalą. A ja pieprzę Disciples III tak długo, jak długo nie będę mógł kupić podstawki z dodatkiem zawierającym Nieumarłych w Extra Klasyce. Mam dość kupowania gier w częściach.
    PS2: Zresetowałem sondę, bo przez pomyłkę zagłosowałem, że jestem zadowolony. W związku z tym proszę o zagłosowanie jeszcze raz
  7. Lord Nargogh
    Miałem nie marudzić, ale niestety - niektórzy po prostu nie dają mi wyboru.
    Nie mogę już patrzeć na kolejne strajki, protesty i tym podobne akcje organizowane przez kochane związki zawodowe.
    Co z tego, że zwyczajnie NIE MA pieniędzy na podwyżki dla jakiejś grupy - im się należy, i koniec! Jak zbiorą się kupą i ponarzekają na rząd w telewizji, to wydaje im się że pieniadze nagle skądś się wezmą. Jak rząd-Salomon z pustego nie naleje - to jest nieudolny. A opozycja tylko się cieszy.
    W normalnym państwie, normalny człowiek niezadowolony ze swojej pensji - prosi szefa o podwyżkę. Jak jej nie otrzyma - to albo się z tym godzi, albo ambitnie szuka lepszej pracy. A co się robi w Polsce? Strajkuje!
    Nie wyobrażam sobie żeby jakikolwiek inny kraj niż nasz tak długo utrzymywał przy życiu trupa jakim jest stocznia. Skoro firma jest nieudolna, i ciągle przynosi ogromne straty - to należy ją zamknąć! Co z tego, że pracują tam tysiące ludzi - to znaczy ze MY mamy ich utrzymywać? Czym się różni taki stoczniowiec pobierający pieniądze za coś, czego państwo nie potrzebuje od zwykłego bezrobotnego na zasiłku? Niczym.
    Stocznia przynosi tak ogromne straty, że zastanawiam się czy gdyby zwolnić całą radę nadzorczą, zlikwidować związki zawodowe, zamknąć stocznię i płacić stoczniowcom normalne pensje "za nic" - to czy i tak Polska nie byłaby na tym do przodu.
    Strajk przed likwidacją stoczni, strajk przed jej sprzedażą, strajk przed czym tylko się da.
    Strajk pod prywatnym domem premiera - szczyt wszystkiego. Panowie ze związków zawodowych nie mogli upaść niżej.
    Żebraków stawiam wyżej w hierarchii społecznej, niż strajkujących - bo żebrak PROSI o pomoc, strajkujący jej ŻĄDA.
    Pielęgniarki domagają się podwyżki. Co z tego, że szpital ledwo zipie - one mają dostać podwyżkę i koniec. Jakby szpital był zarządzany prawidłowo, to pielęgniarki miałyby wyższe pensje - ale byłoby ich o połowę (jeśli nie więcej) mniej. Więc co należy zrobić? Strajkować!
    Nauczyciele domagają się podwyżki. Ale siedzą cicho. Był tylko jeden, niezbyt ambitny i niezbyt głośny strajk.
    Wszyscy chcą podwyżek, a ich po prostu nie ma skąd udzielić. Nie ma na to pieniędzy. Więc co zrobić? Pogodzić się z tym? Nie, szantażowac państwo i zachowywać się jak terrorysta. A potem ponarzekać na rząd.
    Denerwuje mnie taka polska mentalność - "jest źle, a wy macie sprawić, żeby było lepiej. Nie obchodzi mnie jak, i skąd - macie mi dać podwyżkę".
  8. Lord Nargogh
    Po długiej, powstałej na skutek mieszaniny mojego lenistwa i braku czasu przerwie kontynuuję ledwo muśniętą tematykę promieniotwórczości.
    Zacząłem od promieniowania korposkularnego, czyli takiego w którym mamy do czynienia z emisją cząstek, czyli ogólnie rzecz ujmując materii. Teraz przejdę do promieniowania elektromagnetycznego, czyli pospolicie rzecz ujmując... światła.
    Oczywiście udowodniono, że światło również składa się z cząstek (fotonów), ale podział zachowuje jak najbardziej sens, ze względu na zupełnie inne zjawiska z którymi możemy mieć do czynienia w przypadku kontaktu obu rodzajów promieniowania z materią, do czego przejdziemy za chwilę.
    Najpierw jednak chciałbym wyjaśnić czym jest promieniowanie gamma, x oraz czym się różni od promieni elektromagnetycznych którymi jesteśmy bombardowani z żarówy czy ze słońca.
    Światło, które możemy obserwować dzięki świetlówce powstaje na skutek zjawiska fluorescencji. W wielkim uproszczeniu polega ona na tym, że wzbudzone atomy/molekuły przechodzą do stanu podstawowego, pozbywając się nadmiaru energii w postaci wyemitowanego fotonu.Stan wzbudzony wynika z poruszania się elektronu po innym orbitalu. Z promieniowaniem gamma jest podobnie, z tym że mamy tu do czynienia nie ze wzbudzeniem całego atomu, a jedynie jego jądra.
    Promieniowanie gamma jest promieniowaniem wysokoenergetycznym, co oznacza że jego długość fali jest bardzo krótka. Jest to promieniowanie jonizujące i niezwykle przenikliwe, w związku z tym jest bardzo niebezpieczne dla organizmów żywych. Można tą 'szkodliwość' wykorzystać w walce z rakiem (tzw. nóż gamma), ale o tym powiem nieco więcej we wpisie który skupi się już na samych zastosowaniach promieniowania.
    Promieniowanie X (Roentgena) powstaje na skutek uderzania rozpędzonych elektronów w tarczę złożoną z wystarczająco ciężkich atomów. Jest to także promieniowanie wysokoenergetyczne (ale w mniejszym stopniu niż promieniowanie gamma) i przenikliwe. Pod warunkiem przestrzegania odpowiedniej dawki, nie jest zbyt szkodliwe dla organizmów żywych (ale podkreślam: bez przekroczenia dawki!). Pojedyncze zdjęcie RTG dostarcza nam niewielką dawkę, ale już jednorazowa tomografia komputerowa RTG dostarcza pokaźną dawkę promieniowania do naszego organizmu, i nie może być wykonana bez uzasadnionego podejrzenia jej przydatności (czytaj: nie można sobie pójść i poprosić o wykonanie takiej tomografii bez skierowania lekarskiego).
    Promieniowanie to znajduje także szerokie zastosowanie w krystalografii i badaniach naukowych, ale powiem o tym więcej we wpisie skupiającym się na samych zastosowaniach promieniowania.
    Na koniec powiem małą ciekawostkę na temat promieniowania RTG, z którą większość z Was miała zapewne do czynienia.
    Pamiętacie stare (no może nie takie stare, sprzed kilkunastu lat) telewizory i monitory kineskopowe? Otóż zasada ich działania polegała na tym, że rozpędzone elektrony uderzały w odpowiednie miejsce na ekranie i powodowały zaświecenie się luminoforu w tym punkcie. Zatem obraz, który widzieliśmy powstawał na skutek miliardów miliardów uderzeń rozpędzonych elektronów w tarczę... zaraz zaraz, czy to nie brzmi znajomo? Czy chwilę wcześniej nie pisałem o tym, że to najpopularniejszy ze sposobów uzyskiwania promieniowania RTG?
    I tak też jest w istocie, ekrany kineskopowe emitowały spore dawki promieniowania roentgenowskiego. Na szczęście producenci tych ekranów zdawali sobie z tego sprawę i były one odpowiednio osłonione przed emisją promieniowania na zewnątrz... ale tylko z przodu.
    Oznacza to mniej więcej tyle, że ktokolwiek znajdujący się za lub z boku takiego pracującego telewizora przyjmował spore dawki promieniowania RTG.
    W mieszkaniu, gdy telewizor wymierzony był tyłem w betonową ścianę nie musiało to stanowić dużego problemu. Natomiast w placówkach oświatowych (nieraz tak jest do dzisiaj, bo brakuje pieniędzy na nowy sprzęt!) układ ekranów był często taki, że każdy siedzący przed komputerem uczeń miał skierowane na siebie kilka boków i tyłów takich monitorów naraz. W czasie zajęć z pracującymi komputerami znajdowaliście się w prawdziwej smażalni roentgenowskiej.
    W ramach anegdoty mogę powiedzieć, że ja osobiście dowiedziałem się o tym podczas siedzenia w takiej smażalni z pracującymi ekranami od wykładowcy. Po półtorej godziny ból głowy niemal jak w banku.
    Na dzisiaj to tyle. Zdaję sobie sprawę, że te wpisy są bardzo powierzchowne i mało szczegółowe, ale wychodzę z założenia że od równań, wzorów i schematów są podręczniki i książki. Tutaj wolałbym pisać w sposób prosty i ograniczyć się do samej idei działania różnych zjawisk. Dodatkowo oba pierwsze wpisy miały tylko 'przedstawić' z podaniem sobie rąk kilka rodzajów promieniowania, a więcej o ich własnościach postaram się napisać w kolejnych wpisach. Mam nadzieję że nie zanudziłem. Ciao.
    PS: Odnośnie świetlówek, to mam w zanadrzu króciutki wpis o rodzajach widm elektromagnetycznych i prostym eksperymencie, który może przeprowadzić każdy z Was. Postaram się go dokończyć i wrzucić jutro.
  9. Lord Nargogh
    Czas odkurzyć bloga. W przeciągu kilku najbliższych dni korzystając z wolnego czasu postaram się walnąć parę naukowych wpisów. Tym razem na ruszt wezmę dualizm we wszechświecie. Zacznę od fizyki, ale może rozpędzę się do rozważań filozoficznych nad ludzką naturą.
    A oto wspomniany w tytule prawilny filmik:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo
  10. Lord Nargogh
    Dzisiaj rano - nie wiem o której dokładnie - Mariusz Pudzianowski odniósł pierwszą porażkę podczas swojej kariery w MMA.
    Ku uciesze wielu ludzi... co dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe. Prawdziwi fani tego sportu powinni raczej się cieszyć, że dzięki niemu wzrosło znacznie zainteresowanie nim w Polsce.
    Mariusz Pudzianowski nadal jest amatorem w MMA, czego sam nie ukrywa. To była jego TRZECIA walka. Czy wielu zawodników może się poszczycić zwycięstwem w swoich dwóch PIERWSZYCH walkach? W tym jednej z zawodowcem? (Kawaguchi)
    Ja bym go nie przekreślał na samym wstępie. Facet ma OGROMNY potencjał, ze względu na swoją siłę fizyczną i prędkość - dużo większy, niż jakikolwiek polski zawodnik. Musi jedynie uzupełnić braki w kondyncji i technice, ale to jest do zrobienia.
    Co z tego że przegrał wczorajszą walkę? Przypominam, że on nie był faworytem tym razem. Miał się zmierzyć z byłym dwukrotnym mistrzem świata, człowiekiem, który zęby sobie zjadł na MMA. Radość z jego porażki przypomina satysfakcję z tego, że lew zabił gazelę. Jakby to było dla kogokolwiek zaskakujące.
    Podsumowując - ja nadal jestem zainteresowany oglądaniem walk MMA - szczerze powiedziawszy, jednego z dwóch sportów, które lubię oglądać (drugim są zawody Strongman). Liczę, że Dominator podciągnie swoją technikę i zapewni nam jeszcze wiele walk, w których będzie na co popatrzeć. Aczkolwiek nie mam zamiaru oglądać ich na Polsacie nigdy więcej - patrz poprzedni wpis.
  11. Lord Nargogh
    Spokojnie siedząc przy komputerze i męcząc swojego druida w NWN2 przypadkowo usłyszałem fragment informacji z jakiegoś dziennika. Chodziło o stypendia motywujące dla przyszłych studentów na uczelniach technicznych. Potem jakaś miła pani profesor jeszcze stwierdziła że ludzie unikają studiów inżynierskich, bo matematyka ich przeraża - a tu przecież nie ma się czego bać, matematyka jest taka prosta, oni ich wszystkiego nauczą!
    ... i się zagotowałem. Bullshit, bullshit, jeszcze raz bullshit! Komu oni chcą kit wcisnąć? Co to za polityka? Idziemy na ilość, a nie na jakość? To mało mamy już studentów którzy nie potrafią przebrnąć przez pierwszy semestr studiów?
    Ale po kolei (to chyba najczęściej pojawiający się zwrot na moim blogu).
    Po pierwsze, matematyka nie jest prosta. Trudna tez nie jest, ale prosta tym bardziej. Matematyka to po prostu przedmiot który wymaga od człowieka niebywałego talentu lub pracowitości. Jeśli ktoś miał problemy z matematyką na poziomie liceum, to na studiach technicznych NIE MA CZEGO SZUKAĆ!* Wbrew temu co się opowiada w czasie rekrutacji, matematyki trzeba się uczyć bardzo dużo. Samemu. Bez pomocy profesorów i doktorów. Oni jedynie nakreślą Ci podstawy na wykładzie, potem pokażą kilka prostych bądź nawet trudniejszych zadań na ćwiczeniach - i koniec. Cała reszta w Twoich rękach. Albo przysiądziesz w domu i policzysz kupę zadań z matematyki sam, albo nie zdasz, bądź zdasz nieuczciwie, nic nie potrafiąc, o żałosnej ocenie nie wspominając.
    Zajęcia wyrównawcze z matematyki zwykle są, ale to, co prezentują to śmiech na sali. Nie słyszałem jeszcze o przypadku matematycznego beztalencia, który by się na nich czegoś nauczył, a pozostali, którzy coś potrafią - zwyczajnie się na takich zajęciach nudzą.
    Po drugie, co to za motywacja dla studentów? Kasa za pójście na studia? Toż to jest prostytucja edukacyjna! Mamy mieć inżynierów i naukowców którzy poszli jedynie za kasą, nie darząc przedmiotów na swoich studiach najmniejszym zainteresowaniem? Ktoś, kto coś potrafi z przedmiotów ścisłych i w dodatku za nimi przepada, i tak pójdzie na studia.
    A jeśli mamy do czynienia z osobą, która nie dość że nic nie potrafi, to jeszcze nie prezentuje najmniejszego zainteresowania tym, żeby się czegoś nauczyć - to dla dobra wszystkich najlepiej będzie jeśli zrezygnuje z wyższego wykształcenia i nie będzie okradać państwa swoim lenistwem i nieudolnością.
    W jaki sposób taka osoba okrada państwo? A w taki, że udając się na studia dzienne nic za te studia nie musi płacić, bo państwo pokrywa wszelkie koszty, jakie ponosi uczelnia. Państwo płaci uczelni, żeby zainwestować w obywatela, który zdobędzie wyższe wykształcenie i jako "inwestycja" w przyszłości zaprocentuje. Człowiek, który wylatuje ze studiów w dowolnym momencie - na przykład po dwóch latach - oznacza że nasze państwo przez dwa lata wyrzucało na niego pieniądze, ktorych nigdy nie odzyska.
    Po trzecie - co tak nagle wzięło wszystkich żeby promować studia techniczne? Czy naprawdę komuś wydaje się że jeśli jakiś człowiek aż do zdania matury nie przejawiał żadnych "ścisłych" tendencji ani talentów, to nagle jak mu się obieca złote góry to okaże się być doskonałym naukowcem? A g.... prawda, to będzie kolejny owsik na edukacyjnej (_!_), jaką stanowi nasze państwo.
    Nie ilość, a jakość. Jeden utalentowany, dobrze wyuczony inżynier z pasją jest wart znacznie więcej niż dziesięciu "parobków" z dyplomem uczelni wyższej, którzy ukończyli ją tylko za pomocą cudu.
    Dlaczego tak mnie to wszystko irytuje? Bo wnerwia mnie że ze świecą trzeba szukać na studiach ludzi, z którymi można na poziomie przeprowadzić akademicką dyskusję na jakikolwiek temat. Chcesz pogadać o fizyce? "Chyba cie po......!" Co z tego że studiujesz dokładnie ten kierunek? Lepiej pogadać o tym, ile się wymiotowało na ostatniej imprezie.
    Ja nie chcę takich kolegów na roku. Ja nie chcę takich inżynierów. Nie chcę żyć w kraju, który daje dyplomy uczelni wyższej ludziom, których edukacja powinna się zatrzymać na poziomie gimnazjum.
    *- chyba że taki "ktoś" jest zainteresowany albo wyleceniem ze studiów przed pierwszą sesją, albo przebrnięciem przez nie dzięki cwaniactwu i oszukiwaniu - i w rezultacie zostaniu żałosnym inzynierem, który nic nie potrafi i stanowi zagrożenie dla życia i mienia ludzi, dla których kiedyś będzie pracował.
  12. Lord Nargogh
    Źle się dzieje na świecie. Źle się dzieje w tym kraju.
    Tym pesymistycznym akcentem chciałbym rozpocząć ten wpis, choć prawdę powiedziawszy ostatnimi czasy te słowa są raczej realistyczne, niż pesymistyczne. Żeby to odpowiednio uargumentować, przedstawię kilka głośnych spraw z ostatnich miesięcy.

    Katastrofa kolejowa w Babach.
    Maszynista niemal trzykrotnie przekroczył dozwoloną prędkość. Kompletny brak wyobraźni, przygotowania do trasy bądź czujności (jeśli w istocie nie zauważył znaku) zaowocował śmiercią jednej osoby i poważnym kalectwem dla wielu innych. Sam odpowiedzialny musi się teraz liczyć z koniecznością poniesienia kary za swoje zaniedbania. 12 lat więzienia piechotą nie chodzi.
    Anestezjolog umiera po kilku dniach całodobowych dyżurów z rzędu.
    Ryzykował zdrowie i życie swoje, a także swoich pacjentów. Skończyło się to dla niego w najgorszy możliwy sposób. Czy to on jest winny? Czy może przełożeni, którzy zmusili go do niewolniczej wręcz pracy? Jedno jest pewne - ktoś zawalił.
    Zamieszki w Wielkiej Brytanii.
    Bandy gnojów i gnojówek rozpętały prawdziwe piekło. Ucierpieli niewinni ludzie, zniszczenia są wręcz ogromne.
    Kampania polityczna w Polsce.
    Z kadencji na kadencję jest coraz gorzej, niedługo trudno będzie osiągnąć jeszcze niższy poziom i standardy. Dziesiątki obrzydliwych kłamstw, manipulacji, fałszywych obietnic. Partia odpowiedzialna za zrujnowanie Andrzeja Leppera teraz domaga się powołania komisji śledczej w sprawie jego śmierci.
    Liczne wypadki drogowe z udziałem pijanych kierowców, piratów drogowych i kierowców ciężarówek.
    Każdy, kto zna przepisy kodeksu drogowego wie jak niebezpieczne stały się ostatnio polskie drogi. Siedząc za kółkiem trudno zaobserwować kierowcę, który w żaden sposób nie łamie przepisów drogowych. Czy to głupia brawura, czy nieodpowiedzialność - nie wnikam. Kary dla kierowców łamiących przepisy są stanowczo za małe, a fotoradarów powinno być 10 razy więcej.
    Kryzysy ekonomiczne na całym świecie.
    Coś w tym wszystkim paskudnie śmierdzi. Ludzie pracują i funkcjonują jak na codzień, nie ma fizycznych diametralnych zmian zachodzących w państwie - a mimo to z dnia na dzień tysiące ludzi może zostać zrujnowanych, a kraj może stanąć na skraju bankructwa. Bo kilkunastu smutnych panów i pań w garniturach tak zdecyduje. Ludzkość niby się rozwija, ale trudno czasem powiedzieć, czy te zmiany na pewno są na lepsze. Utonęliśmy w papierach wartościowych, akcjach spółek, obligacjach. Kiedyś panował prosty handel wymienny i nikomu nie groził kryzys ekonomiczny. Zaprawdę powiadam Wam, wróćmy do zamków i chałup.
    Reasumując - jest źle i nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej. Problem w tym, że ludzie nie zmienili diametralnie swojego zachowania z dnia na dzień. Oni postępują cały czas tak samo, a po prostu czasami pojawiają się tego negatywne konsekwencje, bądź spotykamy się z kumulacją takich kiepskich sytuacji. Ludzie nie zdają sobie czasem sprawy jak drobne zaniedbanie może mieć poważne konsekwencje. A tak naprawdę żyjemy w świecie drobnych zaniedbań.
    Wpis trochę chaotyczny, ale musiałem wyrzucić to z siebie. Dzisiaj wieczorem znów będę się bawił mikroskopem i prawdopodobnie dla relaksu wrzucę parę zdjęć z sekcji osy ]:->
  13. Lord Nargogh
    Ostatni wpis jaki wykonałem na blogu zawierał falę żółci wylaną na... hmm... (skoro nie gatunek, to może...) kategorię 'indie', na skutek srogiego rozczarowania kaszanką Botaniculą zwaną. W międzyczasie pograłem także w Magickę i Mutant Mudds, ale uznałem je obie za okrutnie przeciętne (nie są złe, ale nie są też... dobre). Nic nie wskazywało zatem, żebym zmienił zdanie na temat indie, ale zdecydowałem się zagrać w kolejny zakupiony w promocyjnym pakiecie na gog-u tytuł: Trine.
    I jestem zachwycony. Z żadnej strony nie wieje prymitywizm, prostota i tępota rozgrywki, o jakie czepiałem się Botaniculi. Gdyby ktoś mi nie powiedział że ta gra jest indie, to uznałbym raczej że została wykonana na standardowym budżecie wielkiej korporacji. Grałem na razie może pół godziny, ale zabawa jest przednia i już sobie ostrzę pazurki na drugą część serii.
  14. Lord Nargogh
    Dzisiaj wyłamię się od publikowania relacji ze swojej szkoły letniej, bowiem przeczytałem dziś news, który natchnął mnie do ponarzekania na zjawisko, które irytuje mnie od dawna; mianowicie manipulowanie ludźmi za pomocą wyników sondaży.

    Gadu-gadu (czyli właściwie Onet) robi to za pomocą swoich newsów bezustannie.
    Na przykład: Zapytano Polaków o zdanie w sprawie czy powinno się zdelegalizować batony czekoladowe, które jak podejrzewają naukowcy mogą powodować niespodziewany wzrost potencji;
    za zdelegalizowaniem batoników opowiedziało się 25,7% respondentów;
    25,3% jest przeciwko delegalizacji;
    22% uważa, że batony powinny być refundowane przez NFZ;
    14% sądzi, że potrzebnych jest więcej badań naukowych;
    13% jest zdenerwowana faktem, że rząd zajmuje się tak błahymi sprawami.
    NOTORYCZNIE też zdarza się, że suma głosów daleko wykracza ponad 100%. Przypadek? Śmiem wątpić.
    Ale wracając do tematu. Jakie są wyniki sondażu, każdy widzi. Interesująca część zaczyna się w momencie, gdy ten niesławny onet czy jakakolwiek inna strona próbuje nam tej wyniki sprzedać i wmówić, że białe jest czarne. Nagłówek całego newsa (i jego wydźwięk) brzmi zazwyczaj na przykład: 'Polacy za zdelegalizowaniem batonów!' - a przecież jest to przysłowiowa [beeep] prawda.
    Zacznijmy od tego, że owszem - najwięcej procent uzbierała odpowiedź wypowiadająca się 'za' zdelegalizowaniem batonów. Ale tuż zaraz za nią znajduje się kolejna, o zupełnie przeciwnym wydźwięku! W dodatku gdyby dodać do siebie pozostałe wyniki, które w końcu jakby nie patrzeć NIE SĄ za delegalizacją - to otrzymamy, że 25,7% Polaków chce delegalizacji batonów, a 74,3% jest jej (przynajmniej na dzień dzisiejszy) przeciwna.
    Większość ludzi nie dostrzeże tej różnicy. Jest to paskudna i perfidna manipulacja, którą obserwuję w mediach coraz częściej.
    Morał z dzisiejszego wpisu jest więc prosty - nie dajcie sobą zmanipulować i sami analizujcie liczby, które się Wam podaje.
    PS: Do napisania dzisiejszego wpisu natchnął mnie
    TEN news. Nie podano nawet wszystkich wyników (suma głosów jest znacznie niższa niż 100%), ale z tych podanych można śmiało wyliczyć, żew 66,3% respondentów jest przeciwna wydaleniu Palikota z partii, a już co najmniej ich ta sprawa w ogóle nie obchodzi (więc nie mogą być zarazem ZA wydaleniem). Żadnego znaku zapytania, po prostu oznajmienie faktu, że Polacy są za wydaleniem Palikota. Czego sondaż sam w sobie jest zaprzeczeniem.
  15. Lord Nargogh
    ...Rest in PiS.
    Nie podobał mi się żaden ze startujących w wyborach kandydatów. Moim prywatnym kandydatem był Radosław Sikorski, którego nie dopuszczono do głosowania, ale w sumie to wyszło to Polsce na dobre, bo po Smoleńsku nie miałby z Jarczysławem żadnych szans.
    Ogólnie nie ruszyłby mnie tak wysoki wynik wyborczy Kaczyńskiego, gdyby nie ten przeklęty Smoleńsk. Jestem przekonany, że miałby dużo, naprawdę DUŻO mniejsze poparcie wyborców, gdyby jego brat nie zginął w jednej z najgłupszych katastrof lotniczych w historii*. I to mi się nie podoba - głosowanie pod wpływem emocji.
    Myślę, że wbrew pozorom porażka w tych wyborach prezydenckich będzie gwoździem do trumny PiSu. Ludzie ochłoną po tragedii, a Jarosław wróci do dawnego języka pomówień i oszczerstw, tracąc tym samym wielu z nowozyskanych wyborców. A poza tym moherowe berety zwyczajnie powymierają ze starości. Nie wspominając już o malejącej sile Kościoła w Polsce.
    Jest jedna możliwość, w której PiS może powrócić na prowadzenie - jeśli Platforma schrzani i zaprzepaści szanse, jakie dają jej większość w sejmie i fotel władzy wykonawczej w Polsce. Mogą także dobrze je wykorzystać i poświęcić swoje poparcie na rzecz wykonania trudnych, niepopularnych a zarazem niezbędnych dla dobra kraju reform.
    To tyle. Prywatnie nie lubię Bronisława Komorowskiego, ale Jarosława Kaczyńskiego nie cierpię, w związku z tym dla mnie wygrana Bronka nie jest żadnym powodem do radości - raczej porażka Jarosława.
    * - no offence dla ofiar i ich rodzin - ale ta tragedia miała miejsce z powodu tylu debilnych zaniedbań, że ten samolot aż się prosił o twarde lądowanie. Co oczywiście nie zmienia faktu że ofiary (a przynamniej niemal wszystkie ofiary) nie są temu winne.
    PS: Wracam do pisania bloga po rozpoczęciu wakacji. Ostatnio zaniedbywałem to miejsce i najwyższy czas to zmienić - już dziś wieczorem postaram się zamieścić kolejną naukową ciekawostkę.
  16. Lord Nargogh
    Wszyscy pamiętamy wielką aferę jaka miała miejsce tuż po aresztowaniu Romana Polańskiego. Wówczas okazało się że w tym świecie podwójne standardy to rzecz jak najbardziej normalna i jak to trafnie określił Zbigniew Hołdys 'znane osoby mogą bezkarnie gwałcić małolaty w odbyt' (cytat swobodny).
    Jak się okazało, reżyser został aresztowany podczas kręcenia swojego ostatniego filmu - i w związku z tym dokończył swoje dzieło już zza krat. Osoby, które obejrzały jego najnowsze dzieło doszukują się w nim artystycznego przekazu walki reżysera z tyranią Ameryki, z osaczeniem i niesprawiedliwością.
    Ale przejdźmy do rzeczy; krótki komentarz na dziś:
    Roman Polański będzie walczył o Złotego Niedźwiedzia na festiwalu filmowym w Berlinie. Jak dla mnie to powinien się postarać o Złotego PedoBeara w Bernie.
  17. Lord Nargogh
    Krótka piłka: Mark Morgan, twórca muzyki do dwóch pierwszych części Fallouta, wydał właśnie kompletny, remastered soundtrack do obu części gry. Jest on do ściągnięcia za darmo i legalnie w wielu miejscach, na przykład tutaj:
    http://www.bigdownload.com/games/fallout/p...red-soundtrack/
    Warunek jest tylko jeden: muzyka może być używana jedynie w celach niekomercyjnych.
    Sam chociaż posiadam soundtrack do tych gier (dołączony jako bonus na płycie Fallout Saga), zdecydowałem się go zassać. Tamten z 'Sagi' był jedynie przekonwertowanym soundtrackiem z samej gry, a jak wiadomo konwersja może spowodować straty. Liczę więc na najwyższą możliwą jakość tych utworów.
    PS: Pamiętam o ciekawostkach naukowych, dzisiaj wieczorem pewnie coś skrobnę
  18. Lord Nargogh
    Attention! Uwaga uwaga! Wielki Plebiscyt nadchodzi!
    Redakcja CD-Action zdecydowała się zasięgnąć opinii czytelników pobłogosławionych posiadaniem konta na Forum Actionum na temat ich ulubionych treści i elementów zawartych w magazynie. Plebiscyt dotyczył będzie ostatnich 13 numerów CD-Action z 2012 roku.
    Do tej pory redakcja wybrała kilka przykładowych kategorii, w których odbywać się będzie głosowanie, ale ponieważ plebiscyt ten ma być 'głosem ludu', macie niepowtarzalną szansę wziąć udział w stworzeniu kilku nowych, na które chcielibyście mieć możliwość zagłosowania. Na zgłaszanie propozycji macie tydzień, po upływie którego redakcja wybierze z nich kilka najciekawszych pomysłów.
    Kategorie mają dotyczyć tylko i wyłącznie materialnego aspektu CD-Action, czyli magazynu i covera - na stronę internetową, forum i blogowisko kolej być może przyjdzie innym razem.
    Kategorie zaproponowane przez redakcję do tej pory są następujące:
    Najlepsza recenzja
    Najlepszy tekst publicystyczny
    Najlepsza okładka
    Najlepszy pełniak na coverze
    Najlepszy dodatek na coverze
    Po ostatecznym wyborze kategorii, przyjdzie kolej na głosowanie w formie ankiet w odpowiednim temacie na forum. Będzie ono trwało do końca roku 2012, a jego wyniki być może zostaną przedstawione w następnym wydaniu CD-Action.
    Weźcie się zatem do roboty i zróbcie dobry użytek z mocy, jaką Wam nadano. Redakcja CD-Action na Was liczy!
    PS: Propozycje można składać w tym temacie:
    http://forum.cdaction.pl/index.php?showtopic=207747
  19. Lord Nargogh
    HARR! W istocie musicie być szczurami lądowymi, bowiem nie udało Wam się zatopić wszystkich okrętów. Tak w zasadzie, to udało Wam się to zatopić tylko trzy, z czego żaden nie był okrętem flagowym, niosącym na swoim pokładzie Admirała Nargoghobrodego.
    Nie dogadaliście się i strzelaliście po kilka razy w jedno miejsce. Można powiedzieć, że w miejscu tojtojów w chwili obecnej nie zostało nic więcej prócz ogromnego krateru ;]
    Zamieszczam mapę z naniesionymi 'szczałami'. Okręt w czerwonym kółku został zatopiony, w zielonym - uciekł z łupem, a w zielonym i żółtym - był mój.
    Do jutra, majtkowie! Na jutro mam pomysł na zabawę dla Nińdżuf!
    mapastatki.bmp
  20. Lord Nargogh
    Rację miało wiele osób oskarżających prezydenta Lecha Kaczyńskiego o odpowiedzialność za tragedię jaka miała miejsce w Smoleńsku. Mieli rację, nawet pomimo zasypania ich potem wyzwiskami za obrażanie nowomianowanego świętego męża stanu.
    Zachęcam 'linczujących' do przeczytania:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,8..._wczesniej.html
    A następnie wygłoszenia bez cienia wątpliwości i wyrzutów sumienia takiego zdania: 'Uważam, że to nie Lech Kaczyński jest moralnie odpowiedzialny za katastrofę samolotu w Smoleńsku'.
    Tyle na dzisiaj.*
    *-Ciekaw jestem jedynie, co ujawnią nagrania z czarnych skrzynek. Może coś w stylu 'Nie, jestem zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, zabraniam panu zmieniać lądowiska, proszę mi wylądować tutaj albo podzieli pan losy swojego poprzednika!' (który wyleciał za niesubordynację).
  21. Lord Nargogh
    Dzisiaj dla odmiany nie będzie o polityce, forum ani innych głupotach.
    Dzisiaj dla odmiany będzie o mnie.
    W ubiegły piątek pisałem ostatni, najtrudniejszy egzamin z ubiegłego semestru, a w zasadzie najtrudniejszy w moim życiu. Był to egzamin z fizyki jądrowej. Pytań na niego było łącznie 74, a czasu na ich wyuczenie się - około tydzień. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tych pytań na oczy. Nie miały żadnego związku z tym, co było na wykładzie, bo na wykładzie nie było praktycznie nic - nasz profesor od Fizyki Jądrowej to prawdziwy mistrz offtopu.
    Wiem, że ludzie często przesadzają pisząc że 'nic' nie było na wykładzie, ale tym razem to prawda.
    Ten egzamin był dla nas swoistym Termopile, stąd też podałem taki a nie inny tytuł wpisu.
    Żeby pokazać Wam na czym tak naprawdę polegał nasz dramat, zamieszczam poniżej linka do pytań egzaminacyjnych (Nie będę ich tu wstawiał, bo po prostu szkoda miejsca. Zamiast tego upchnąłem je na samym dnie bloga, by innym nie rzucało się w oczy a mi przypominało o batalii jaką niegdyś musiałem stoczyć):
    http://forum.cdaction.pl/index.php?autocom...showentry=10713
    Dla znawcy tematu te pytania mogą się wydawać banalne - jednak powtarzam - tego nie było na wykładzie, a znalezienie na nie odpowiedzi przy użyciu internetu i stosu książek zajęło mi cały tydzień. Codziennie od 11-18.
    Na nauczenie się opracowanych odpowiedzi już nie wystarczyło mi czasu.
    O pytania nie mogliśmy się doprosić od początku nowego roku, aż do 18 lutego. Egzamin był 26.
    Wiem, że pytania egzaminacyjne wręczone przed egzaminem do wyuczenia się to żadne prawo studenta, a jedynie uprzejmość wykładowcy. Ale mimo wszystko gdy wykładowca nie prowadzi wykładów a opowiada o tym, jak w młodości szalał na potańcówkach, jak to w dawnej Polsce wyrabiano śmietanę albo o jego ukochanym kalkulatorze marki Texas z kalendarzem judejskim (!), który kupił w 1980 roku - to wydaje mi się że mamy raczej prawo oczekiwać listy pytań. W przeciwnym razie w ogóle nie wiedzielibyśmy czego się uczyć, bo nie wiadomo o czym tak naprawdę były wykłady.
    Połowa mojego roku oblała, mi się akurat udało zaliczyć, ale z kiepską oceną (3.5), a poza tym i tak nie byłbym zadowolony nawet mając wyższą.
    Bo tak się nie robi. To jest lecenie ze studentami w kulki. Tak postępują wykładowcy, którymi straszy się małe dzieci 'że dopiero im na studiach pokażą'.
    Mam nadzieję, że na Waszych studiach nie traktują Was ani nie będą Was traktować w taki sposób.
    Przechodniu, powiedz Sparcie, że my tu leżymy i po egzaminie kwiczymy. Posłuszni kwantowym prawom...
×
×
  • Utwórz nowe...