Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Ciąg dalszy smaczków wyłapanych przeze mnie podczas gry w Planescape: Torment.
    Na Ziemiach Umarłych zombica Czerstwa Mary może nauczyć nas sposobu porozumiewania się z umarłymi. Wówczas do końca gry będziemy mieli liczne okazje by porozmawiać z duchami należącymi niegdyś do znalezionych przez nas ciał, dowiedzieć się paru ciekawostek czy wykonać kilka dodatkowych zadań. Przede wszystkim polecam wybranie się ponownie do Kostnicy i porozmawianie z tamtejszymi Zombie'mi.
    Możemy również poprosić Czerstwą Mary o przedstawienie nas Milczącemu Królowi. Na miejscu okaże się, że... no, sami się przekonajcie. Powiem tylko że wówczas możemy przeżyć jedno ukryte, dodatkowe zakończenie gry
    W tych samych katakumbach powinniśmy się także rozejrzeć za Kryptą Rozczłonkowanych. Znajdziemy w niej nic innego jak... własne ramię.
    Na Zatopionych Ziemiach (obok Ziem Umarłych) znaleźć możemy karafkę potrzebną później do przyłączenia Ignusa do drużyny. Ponadto na południowym wschodzie znajduje się specjalny grobowiec, jak się okazuje wykonany przez jedno z naszych poprzednich wcieleń, w którym możemy dowiedzieć się conieco ciekawych rzeczy o sobie.
    Znajdziemy tam również pewną żółtą, śmierdzącą kulę. Póki co mamy odnieść jądo Faroda, później jednak będziemy mogli ponownie wejść w jej posiadanie. Należy KONIECZNIE to zrobić, inaczej przegapi się jeden z najciekawszych wątków w całej grze. No i 2 mln punktów doświadczenia piechotą nie chodzą.
    W Wyższej Dzielnicy odnaleźć możemy Galerię Osobliwości i sklep z takowymi osobliwościami, prowadzony przez diabelstwo. Wiele przedmiotów z tego sklepu współgra z eksponatami z galerii i nie tylko.
    W tej samej dzielnicy, w Miejskim Gmachu Rozrywki możemy skorzystać z sensoriów czuciowych, zdobyć dużo doświadczenia i przeczytać kilkanaście ciekawych opowieści.
    W tym samym Gmachu spotkać możemy ubranego na szaro mężczyznę, stojącego nieruchomo w rogu jednego z pomieszczeń. Jeśli wykażemy się w rozmowie z nim cierpliwością, zostaniemy wynagrodzeni zwiększeniem naszej klasy pancerza.
    Nadal w tym samym Gmachu możemy posłuchać kilku ciekawych wykładów, w tym jednego o śmierci i umieraniu. Wykładowca będzie próbował nas przekonać że śmierć jest najlepszym, co może spotkać człowieka w życiu. Możemy mu *pokazać* na własnym przykładzie, jak bardzo się myli.
    W Karczmie pod Gorejącym Człekiem możemy poświęcić naszą Karafkę Niekończącej się Wody aby przyłączyć do drużyny Ignusa. Ów szalony mag może nam dać bolesną lekcję Sztuki - własnymi punktami życia zapłacimy za kilka jego zaklęć i nieco doświadczenia.
    W Niższej Dzielnicy na Targowisku możemy porozmawiać z mężczyzną imieniem Lazlo. Wówczas nasz bohater wpadnie na pomysł, w jaki sposób dostać się do stojącej niedaleko Wieży Oblężniczej. Wewnątrz Wieży znaleźć możemy ogromnego golema, który będzie chciał z nami handlować, oferując niezwykle potężne bronie. Jeśli zechcemy z nim porozmawiać, wykona on dla nas specjalną broń, zdolną nawet zabić nieśmiertelnego (czytaj: nas). Owa broń zapewni nam 'awaryjny' plan zakończenia gry, jednakże i tak nie będziemy mogli z niej skorzystać przed dojściem do końca.
    Na koniec dzisiejszego spisu ciekawostek, przygotowałem coś, co zobaczyłem grając dopiero tym razem. Jest to przedsionek opuszczonego domostwa w Niższej Dzielnicy. Co jak co, ale nie spodziewałem się znaleźć w grze fantasy składowiska odpadów radioaktywnych.



    Ciąg dalszy nastąpi naturalnie wraz z kolejnymi postępami jakich dokonam w grze.
  2. Lord Nargogh
    Ostatnimi czasy zdecydowałem się na powrócenie do jednego ze swoich ulubionych tytułów, który w dodatku przez wielu uznawany jest za jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą) gier cRPG, jakie kiedykolwiek się ukazały.
    Nie będę tutaj recenzował tej gry, napiszę tylko że posiada ona całe mnóstwo sekretów, ciekawostek i smaczków, które bardzo łatwo przegapić w natłoku wielu ciekawych zadań i fabuły. Zdecydowałem się tym razem notować każdą rzecz, którą uznam za ciekawą. Kto wie, może ktoś wyniesie z tego jakiś pożytek? A nawet jeśli nie, to zrobię tą listę dla siebie, żeby móc później sobie powspominać.
    W północno-wschodniej części Ula (tam, gdzie jest Kostnica) znajduje się wielki, obsydianowy kamień, na którym zapisywane są imiona ludzi, którzy zmarli. Możemy na nim pogrzebać pewne miasto (jest to związane z pewnym zadaniem), ale także spróbować czegoś innego. Mianowicie obok kamienia stoi pewien mężczyzna, który z zainteresowaniem obserwuje jakie imiona codziennie pojawiają się na ścianach kamienia. Podczas rozmowy z nim możemy się dowiedzieć o tym, że jego marzeniem jest by po jego śmierci kamień złamał się wpół po napisaniu na nim jego imienia. Co w związku z tym możemy zrobić? Otóż możemy go zabić i sprawdzić czy tak się stanie w istocie.
    Kręci się tam też kobieta imieniem Ingressa, z którą związane jest ciekawe zadanie. Możemy porozmawiać z Kandrianem w Gospodzie pod Gorejącym Człekiem, by pomógł jej wrócić do domu. Po wszystkim dostaniemy w nagrodę 'Zęby Ingressy', doskonałą broń dla Mortego, która może zmieniać rodzaje zadawanych obrażeń a ponadto rozwija się razem z Mortem, gdy ten awansuje.
    W okolicy ponadto znajduje się Starsza Mieszkanka Ula. Podczas rozmowy z nią można wysłuchać kilku naprawdę ciekawych rzeczy o poszukiwaczach przygód. Ta postać ogólnie jest satyrą z typowych zadań i postaci z RPGów.
    W południowo-zachodniej części Ula znajduje się mężczyzna o imieniu Śmierdziwiatr. Związane z nim są dwie ciekawe sprawy; podczas rozmowy z nim niejednokrotnie przekonamy się że jest Absolutnym Mistrzem Pierda, w czym utwierdzać nas będa soczyste opisy jego czynności wiatrowych. Poza tym Śmierdziwiatr jest źródłem wielu ciekawych opowieści, które możemy usłyszeć za jedyne 3 miedziaki każda.
    W całym Ulu można znaleźć mnóstwo kobiet zajmujących się najstarszym zawodem świata, zwanych Ladacznicami. Po przeprowadzeniu rozmowy z jedną z nich, jeśli Morte jest w drużynie, to poprosi abyśmy wykupili mu nieco czasu z którąś z tych dzierlatek. Gra nie przewiduje możliwości przychylenia się do jego prośby, można mu odmówić grzecznie albo niegrzecznie dla Ladacznicy. W przypadku wybrania niegrzecznego wariantu, Mortemu rozwinie się umiejętność 'Litania Przekleństw', która doskonale się sprawdza przeciwko rozmaitym czarodziejom i nie tylko.
    Arsenał wulgaryzmów Mortego można rozszerzyć także podczas wykonywania zadań dla Kradoka i w przybytku Uciech Intelektualnych Nie-Sławy.
    W Gospodzie pod Gorejącym Człekiem spotkać możemy postać o wiele mówiącym imieniu 'O'. Po krótkiej rozmowie z nim możemy zapytać go o sekrety istnienia. Wówczas O ukaże nam niezwykłą wizję wielu światów, po której on sam zniknie, a nasza mądrość wzrośnie na stałe o 1.
    W tej samej gospodzie możemy odkupić od karczmarza oko jednego z naszych poprzednich wcieleń i podmienić je z naszym własnym, o ile posiadamy wystarczającą ilość punktów życia (w przeciwnym razie to się może skończyć naszą śmiercią). Odzyskamy wówczas nieco wspomnień.
    Będąc magiem i mając w drużynie Dak'kona możemy go poprosić o wyszkolenie w zakresie Sztuki. Wówczas rozpoczniemy poznawanie i poszukiwanie zrozumienia Nieprzerwanego Kręgu Zerthimona. Wymaga to bardzo wysokiej inteligencji i mądrości, ale jest bardzo opłacalne - każdy kolejny obalony 'krąg' zapewni nam dodatkowe zaklęcie, doświadczenie i bardzo ciekawą opowieść o losach Ludu. W pewnym momencie możemy zabić ćwieka Dak'konowi i poznać Krąg dogłębniej niż on sam.
    W salonie tatuażu Upadłego możemy poprosić Dak'kona o tłumaczenie tego, co Upadły mówi. Najlepiej zrobić to już po wyuczeniu się rebusowego języka Dabusów. Wówczas przekonamy się, że Dak'kon nas okłamuje i będziemy mogli mu to wygarnąć. Możemy to zrobić po tym, jak znajdziemy w katakumbach odcięte ramię jednej ze swoich poprzednich inkarnacji.
    Ogólnie Dak'kon jest bardzo ciekawą postacią z którą związane jest bardzo dużo opowieści, których pozwolę sobie tutaj nie zamieszczać by nie psuć Wam przyjemności poznania ich osobiście.
    W Alei Niebezpiecznych Węgłów możemy dołączyć do grona Apostołów Aoskara - boga portali a zarazem wroga Pani Bólu. Zanim jednak to uczynimy, powinniśmy odłączyć z drużyny wszystkich jej członków, w przeciwnym razie bezpowrotnie ich utracimy. Po wyjściu z ruin katedry Aoskara uruchomi się filmik, w którym ujrzymy jak Pani Bólu zbliża się do Bezimiennego. Po chwili przeniesie nas ona do jednego ze swoich labiryntów, w dodatku okaże się, że do takiego, w którym było już jakieś nasze poprzednie wcielenie. Możemy w nim znaleźć potężny magiczny młot a także nasz stary dziennik, który pozwoli jeszcze lepiej poznać naszą historię. Sposobu na wyjście z labiryntu Wam nie zdradzę, by nie psuć zabawy. Dodam tylko że można do niego trafić jeszcze w inny sposób - wystarczy jakoś obrazić Panią Bólu, a jak to zrobić to już pozostawiam Waszej wyobraźni.
    Myślę, że na dzisiaj tyle wystarczy. Lista będzie się rozrastała wraz z kolejnymi postępami, jakich będę dokonywał w grze.
  3. Lord Nargogh
    Oglądałem sobie właśnie Fakty na TVNie, kiedy usłyszałem wstrząsającą informację o tragedii jaka miała miejsce w jednym z supermarketów 'Netto' - małe dziecko imieniem Adrian nażarło się granulek środka czyszczącego Kret, bardzo mocno się poparzyło i trafiło do szpitala.
    Więcej informacji - TUTAJ.
    Na początku wspomniano tylko, że kierownictwo sklepu Netto oskarżyło rodziców, że zostawili dziecko bez opieki. Rodzice ze łzami w oczach zaprzeczyli temu faktowi, twierdząc że opiekowali się dzieckiem 'tak jak zawsze' i to w zupełności zadowoliło i przekonało dziennikarzy, którzy zaczęli miotać gromami i oskarżeniami w producenta środka (bo za łatwo można było odkręcać butelki) i sklep (bo butelki z towarem były umieszczone na samym dole i dziecko mogło po nie sięgnąć). I tak skupiono się na tym aspekcie, pokazując jeszcze liczne ekspertyzy na temat butelek, ujęcia z ukrytej kamery jak dziennikarz chodził sobie po sklepie i otwierał kolejne butelki, żeby sprawdzić czy w istocie można je otworzyć tak łatwo.
    Nadmienię w tym miejscu, że butelki z tym preparatem jest otworzyć bardzo trudno, ale tylko za pierwszym razem - po uprzednim 'rozdziewiczeniu' nakrętki, następnym razem jest już dużo łatwiej.
    Po wszystkim oczywiście towar nie został zakupiony, a zdeflorowane opakowania zostały odłożone na półkę. Każde następne dziecko, któremu przyjdzie ochota na żrący środek chemiczny będzie miało ułatwiony do nich dostęp w sklepach w których przeprowadzono 'badanie'.
    Ale nie to mnie najbardziej zdenerwowało w całym materiale. Raczej to, że jak zwykle rodzice są tutaj świętymi, którzy zostali poszkodowani przez brutalny i zły spisek Systemu.
    Nikt nie ośmielił się nazwać tych ludzi po imieniu wedle tego, co zrobili.
    Nieodpowiedzialni kretyni, którzy nie powinni mieć prawa do rozmnażania. - taki tytuł moim zdaniem jest najbardziej adekwatny do całej sytuacji.
    Ale 'przecież pilnowali dziecka, pilnowali go tak jak zwykle' - w obliczu tego co się stało, widzę dwie możliwości, jak połączyć tą wypowiedź z felernym zdarzeniem:
    - Pilnowali tak jak zwykle, czyli nie pilnowali - dziecko biegało sobie swobodnie po markecie niczym dziki bizon po prerii*,
    - Pilnowali go jak należy, czyli w momencie gdy dziecko otwierało butelkę z napisem 'Kret' i wpychało sobie granulki do buzi, to z zainteresowaniem przyglądali się całemu zajściu, czekając 'co się stanie'.
    Ten przypadek to wierzchołek góry lodowej. Rodzice w tym kraju są zawsze święci. Co z tego, że mieszkają na śmietniku i są wiecznie pijanymi alkoholikami - to urzędy są bez serca, odbierając im ich pociechy. W końcu to miłość jest najważniejsza. Co z tego, że z ich domu wyszedł niedorozwinięty psychopata, który przyszedł do szkoły i wymordował pół grona nauczycielskiego - rodzice są niewinni, to wszystko wina brutalnych gier komputerowych.
    Rodzice zawsze są niewinni. Piętnować należy wszystko wokół, ale nie rodziców.
    Bullshit. Mam nadzieję, że również to dostrzegacie.
    Na zakończenie dodam, że sam pomysł umieszczenia butelek ze środkiem wyżej niż wcześniej jest bardzo kretyński. Dzieci są głupie. Zawsze znajdą sposób, żeby zrobić krzywdę zarówno samemu sobie, jak i wszystkim wokół. Nie chodzi o to, żeby główkować jak tylko uniemożliwić im technicznie zrobienie sobie krzywdy - bo na to jest tylko jeden sposób - uciąć im rączki i nóżki. Chodzi raczej o to, żeby bachora pilnować, żeby sobie tej krzywdy zrobić nie mógł.
    * - swoją droga strasznie mnie wnerwiają takie luźno puszczone bachory, które hałasują, blokują przejście i ogólnie utrudniają życie z powodu niekompetencji swoich rodziców.
  4. Lord Nargogh
    Po tych jakże filozoficznych rozważaniach, jakie przeprowadziłem już dziś na tym blogu nadszedł czas na nieco bardziej przyziemne kwestie. Postanowiłem opublikować listę moich ulubionych utworów z soundtracków rozmaitych filmów. W przeciwieństwie do poprzedniego wpisu, tym razem będzie mało czytania.
    Więcej słuchania.
    Jak przy każdej mojej małej 'topliście', zaznaczam że kolejność jest przypadkowa, bo nie jestem w stanie powiedzieć, które z nich podobają mi się bardziej, a które mniej. Po prostu uważam że są awesome i tyle.
    Po jednym utworze na soundtrack, chociaż oczywistym jest że podoba mi się więcej niż jeden.
    Na początek OST który zwrócił moją uwagę na ten rodzaj muzyki. Zakochałem się w nim od pierwszego usłyszenia i wbrew pozorom moje ucho okazało się mieć dobry gust, bo soundtrack ten był nominowany do Oskara. Niestety, przegrał z soundtrackiem Przyczajonego Tygrysa i Ukrytego Smoka. Fuuuuu!
    Wszyscy pewnie domyślają się, że chodzi o ścieżkę dźwiękową filmu Gladiator.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Głęboka, piękna, stonowana. Uwielbiam w ciszy wsłuchiwać się w niemal każdy jej utwór i rozróżniać brzmienie poszczególnych instrumentów.
    Tutaj może być pewne zaskoczenie, ale bardzo spodobała mi się ścieżka z filmu Harry Potter i Książę Półkrwi. Poważna, żeby nie rzec smutna i równie głęboka jak ta powyżej.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Kolejny utwór którego słuchać najlepiej w absolutnej ciszy. Dzieło Nicholasa Hoopera.
    A teraz moje niedawne odkrycie. Muzyka z filmu Da Vinci Code. Doskonale buduje klimat filmu i tajemniczy nastrój. Potęguje wrażenie, że na naszych oczach ujawnia się wielki historyczny spisek.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Spodobało mi się to, że autor soundtracku (Hans Zimmer - świetny koleś BTW, skomponował także muzykę do 'Gladiatora') zastosował podobne brzmienia w prequelu 'Anioły i Demony'.
    Teraz nadeszła kolej na dzieło Johna Williamsa, mianowicie soundtrack do serii Gwiezdne Wojny.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Ciarki przechodzą po plecach. Niemal
    Doskonałą ścieżkę miał także film Królestwo Niebieskie (jeden z moich ulubionych). Tym razem dzieło Harrego Gregsona-Williamsa (Co z tymi Williamsami jest takiego, że ich ciągnie do muzyki? Ciekawe czy Robin też coś napisał):


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Film otoczony niemalże czcią przez wielu przedstawicieli płci męskiej (żeńskiej również - nie ma to jak gołe klaty) - '300'.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Spod ręki Tylera Batesa.
    No i na początek tyle może wystarczy, nie chciałbym też żeby mój blog wczytywał się pół godziny z powodu nadmiaru zamieszczonych plików.
    Powiem tylko: N-Joy!
    EDIT!!!
    Jak mogłem zapomnieć!
    Jeszcze koniecznie Sherlock Holmes:


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Ponownie spod ręki Hansa Zimmera.
  5. Lord Nargogh
    Ostatnimi czasy wiele osób zaczęło odkopywać stare przepowiednie Nostradamusa, próbując je dopasować do aktualnych zdarzeń.
    Nie zdawali sobie sprawy z własnej ignorancji.
    W przypadku tej kwestii dogłębne badania naukowe wykazały, że Nostradamus był raczej tłumaczem starożytnych pism niż jasnowidzem. To, co za chwilę tutaj ujawnię jest jedną z największych tajemnic ludzkości, strzeżoną przez tysiąclecia przez liczne zakony stworzone specjalnie w tym celu. Jednym z nich jest zakon Illuminati, o którym nie napiszę nic więcej by nie sprowadzać na ten blog niepotrzebnej uwagi. W przypadku tak wielkiej tajemnicy uwaga tajnych zakonów i organizacji jest ostatnią rzeczą, jakiej człowiek powinien sobie życzyć.
    Nie wiem, ile czasu zdołam utrzymywać ten wpis na tym blogu. Ich agenci są wszędzie. Cała nadzieja leży w Was - liczę, że moja praca i poświęcenie nie pójdzie na marne i że podzielicie się moimi odkryciami z całym światem. Dość tajemnic.
    Przejdźmy do rzeczy, bowiem czas nas nagli. Mam silne wrażenie, że ktoś obserwuje mój dom.
    Część z Was miała zapewne szanse zapoznać się z mylnie tłumaczonym fragmentem przepowiedni Nostradamusa, którą w swojej ignorancji zamieścił na swoim blogu jeden z tutejszych moderatorów:
    http://forum.cdaction.pl/blog/turambar/ind...showentry=12698
    Wiedzcie, iż mam dość silne podstawy by podejrzewać, że on jest jednym z Nich i próbuje Was celowo wprowadzić w błąd. Bądźcie bardzo ostrożni w swoich kontaktach z Nikczemnym Turambarem.
    Na początek zajmijmy się samą treścią proroctwa. Prawdziwą, niezmanipulowaną treścią.
    Na wszelki wypadek umieściłem ją jeszcze w jednym miejscu na tym forum, by utrudnić ich agentom usunięcie tej informacji. Nie podam oczywiście tutaj GDZIE to zrobiłem, albowiem byłoby to jawną głupotą ułatwiającą pracę Cenzorom... ale o nich później.
    1. Przepowiednia
    Treść przepowiedni:
    A dnia szóstego w poranek mglisty
    stalowy ptak o drzewo skrzydłem trąci
    na Czerwonej Ziemi osadzi kuper sążnisty
    historię narodu słowiańskiego zamąci.
    Wnet rycerz mężny godła Kaczora upadnie
    Lech z rodu Lecha spod Gnieźnieńskiego grodu
    o którym całe życie jego mówiono szkaradnie
    aż do momentu w którym zajrzał do grobu.
    Tysiące kwadratowych pochodni zapłonie
    świat utonie w barwach szarości
    lecz Sierp i Młot sięgnie po swoje bronie
    i skieruje je w stronę Lechiańskich gości.
    Szósty dzień symbolizuje sobotę, szósty dzień tygodnia. Fakt mglistości owego dnia nie może być poddawany w wątpliwość. 'Stalowy ptak' to prosty symbol oznaczający oczywiście samolot. 'Czerwona Ziemia' może mieć w tym przypadku kilka znaczeń i obawiam się, że nigdy nie będziemy mieli pewności, co do tego które jest prawdziwe. Może ono oznaczać teren dawnego Związku Radzieckiego, który jak wiadomo posiadał czerwoną flagę. Może również chodzić o katyńskie ziemie, czerwone od przelanej na nich krwi. Wreszcie, może oznaczać jedną z naszych barw narodowych.
    Zmącenie historii narodu słowiańskiego w tym przypadku oczywiście oznacza powagę i nieodwracalność tamtejszych zdarzeń. Rycerz godła Kaczora prawdopodobnie symbolizuje prezydenta, Lech z Gnieźnieńskiego rodu oczywiście oznacza Polaka. Wspominany jest także fakt wielkiej niepopularności zmarłego za jego życia, w połączeniu z aktualną jego gloryfikacją.
    Kwadratowe pochodnie w tym przypadku są symbolem zniczy [*], a świat pogrązony w szarości oczywiście symbolizuje żałobę.
    Dalsze fragmenty przedstawiają natomiast nieuniknioną przyszłość. Nie odważę się na próbę ich zinterpretowania.
    2. Źródła historyczne
    Początki całej przepowiedni sięgają do czasów Starożytnego Egiptu. Prawdopodobnie nawet wówczas znano ją od wielu lat, jednak egipskie tablice stanowią jedyny dowód historyczny, który przetrwał do dzisiejszych czasów. Poniżej przedstawiam Wam samą treść proroctwa, zapisaną na kamieniu ścian grobowca Tutenchamona, który był pierwszym odnotowanym w historii Mistrzem Zakonu Ostatecznego Proroctwa.


    Oto tablica z najstarszym zapisem Proroctwa

    Na temat Zakonu mamy jedynie strzępki informacji. Wiadomo jedynie, że działał przez długi okres czasu w ukryciu w Babilonie.


    To samo proroctwo zapisane babilońskim pismem klinowym

    Po tym nastąpiła długa przerwa, między innymi dlatego, że Zakon padł ofiarą prześladowań. Podjęto stanowcze próby zduszenia wiedzy i Proroctwa ukrywanego przez Zakon, w związku z tym jego członkowie działali w jeszcze większym ukryciu.
    Ja jestem jednym z nich. Ostatnim Mistrzem Zakonu Ostatecznego Proroctwa.
    Nie szukajcie informacji na nasz temat w internecie i bibliotekach, nie znajdziecie ich nigdzie. Ponieważ nie mam już komu przekazać insygniów swojego stanowiska, wierzę że nadszedł czas by zakończyć działalność Zakonu. Wierzę, że internet i dzisiejszy szybki przekaz informacji uniemożliwi oprawcom zduszenie tej tajemnicy i dalsze ukrywanie jej przed światem.
    Wierzę, że mogę na Was liczyć.
  6. Lord Nargogh
    Każdy kto ma jakikolwiek kontakt ze światem (telewizja, gazety, internet, sąsiedzi, gołębie pocztowe) miał okazję się dowiedzieć, jakiej tragedii padło ofiarą nasze nieszczęsne państwo w dniu wczorajszym - multikill w Smoleńsku - niecałe 100* ofiar śmiertelnych katastrofy lotniczej.
    Słuchając wypowiedzi różnych znanych ludzi w telewizji i radiu, można się przekonać, jak to nasz naród zjednoczył się w obliczu tragedii - po raz kolejny. Jak to 'cała Polska' jest teraz w żałobie, jak to zniknęły różnice pomiędzy nami.
    Mając jednak dostęp do internetu, gdzie swobodnie mogą się wypowiadać szarzy ludzie, można łatwo się przekonać, że integracja i jedność naszego narodu to tylko populistyczny bullshit.
    Można było się o tym przekonać przeglądając chociażby to forum, a także tutejsze blogi.
    Moje zdanie jest takie, że w istocie nasz naród w obliczu tej tragedii po raz kolejny uległ podziałowi, w tym przypadku na kilka grup, które postaram się poniżej omówić.
    To będzie długi wpis - kto nie ma cierpliwości na takie rzeczy, może od razu kliknąć znaczek 'iks' w prawym górnym rogu ekranu.
    Na skutek katastrofy zaobserowałem wyłonienie się następujących grup:
    I. Grupa
    Zginęła elita polskiego narodu, kwiecie polskiej inteligencji, bohaterowie narodowi. Wszyscy winniśmy pogrążyć się w wielkiej żałobie. Będzie nam brakować naszego kochanego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na żaden naród do tej pory nie spłynęła podobna tragedia**
    II. Grupa
    W dupie miałem większość z tych ludzi za ich życia, w dupie mam ich i po ich śmierci. Żal mi tylko że życie straciło w katastrofie tylu ludzi. Żal mi istnień ludzkich, ale nie żal mi że zginęli ci ludzie, a nie inni, bo uważam że i tak kiepsko sprawowali się na swoich stanowiskach. Żałoba jest moim zdaniem uzasadniona.
    III. Grupa
    OMG ale z was frajerzy jak można być tak głupim i naiwnym hipokryci wy idioci o lol nie wierzę, mam w dupie całą tą katastrofę. Żałobę wsadźcie sobie w pupę.
    IV. Grupa
    O LOL Kaczyński nie żyje odkrk... okorkr.... odkorkowuwu..... cholera, otwierajmy szampana!!!!!111oneoneone
    Ja należę do grupy drugiej. Denerwuje mnie cała ta wielka szopka wokół żałoby, ale jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy tego potrzebują. No i liczę że może jakieś wolne na uczelni z okazji żałoby wpadnie ]:->
    Denerwuje mnie natomiast usilna gloryfikacja wszystkich ofiar katastrofy. Kaczyński nagle zaczął być mężem stanu, wspaniałym prezydentem. W przyszłości będziemy mogli przechadzać się placami Gosiewskiego i spacerować parkiem Putry.
    Oh come on! Gdyby ci ludzie mieli szczęście (a może nieszczęście w obliczu chwały, która spłynęła po nich po ich śmierci?) dożyć końca swoich kadencji, to popadliby w zapomnienie, bo nie mają na swoim koncie żadnych szczególnych osiągnięć.
    Kontynuując moje przemyślenia - zirytowała mnie fala obłudy i hipokryzji, jaka pojawiła się nagle w telewizji. Dawni wrogowie polityczni rozpaczają nad śmiercią swoich przeciwników, Wałęsa okazuje się być wielkim przyjacielem Kaczyńskiego. Brzydzę się tego. Każdy powinien twardo trzymać się swoich przekonań, nie naginając ich tylko po to, by wkupić się w łaski społeczeństwa fałszywą żałobą. Ponadto mamy nieszczęście być świadkami bieżącego fałszowania historii - bo poprzez własną śmierć rodzą się narodowi bohaterowie. Powtarzam po raz kolejny - umarliby ze starości - niemal nikt o nich by nie pamiętał (z nielicznymi wyjątkami, na przykład panem Kaczorowskim). Umarli tragicznie - pamięć o nich będzie wieczna.
    Jestem przerażony. Skoro w dzień po śmierci tych ludzi w takim stopniu nagina się fakty na ich temat, to co będzie za 20 lat? Na skutek tego co się nasłuchałem, straciłem wiarę we wszystkich bohaterów, jakie ma nasze państwo - bo skoro raz można było ubarwić i upięknić życia grupy ludzi, to czy jest jakikolwiek dowód na to, że nie robiono tego w przypadku każdego ze znanych do tej pory bohaterów narodowych?
    Podsumowując.
    Co straciło nasze państwo?
    Nasze państwo straciło niecałą setkę obywateli. To wcale nie była 'elyta intelektualna'. Owszem, byli to ludzie ważni, ale tylko ze względu na piastowane przez nich urzędy. Jeśli powymieniać ich osiągi i zasługi dla naszego kraju, i zestawić obok ich wpadek i kompromitacji, to już tak chwalebnie nie będzie. Jest mi żal zmarnowanych istnień ludzkich, jest mi żal osamotnionych rodzin, ale nie uważam jakoby naszemu narodowi ścięto głowę. Nie widzę też tej 'elyty intelektualnej', jaką mielibyśmy utracić. A już na pewno mam dość tej całej żałoby - nie po to mam dzień wolny od pracy i nauki, żeby nie móc obejrzeć sobie w telewizji żadnego filmu/programu rozrywkowego.
    ---------------------------------------------------------------------------------------------
    Odnośnie ostatniego pytania w ankiecie - wszyscy powinni pamiętać głośną sprawę, w której Lech Kaczyński próbował zmusić pilota do zaniedbania procedur bezpieczeństwa i wylądowania w niebezpiecznym zdaniem pilota miejscu w Gruzji. Pilot sprzeciwił się prezydentowi i później z tego powodu stracił pracę.
    Tym razem pewnym jest, że wieża przy lotnisku w Smoleńsku bardzo mocno sugerowała załodze samolotu, aby zaniechała prób lądowania na tym lotnisku i wylądowała w innym, bezpieczniejszym miejscu - podając zarazem propozycje dwóch innych okolicznych lądowisk. Pomimo tego, pilot zdecydował się podjąć czwartą próbę wylądowania w Smoleńsku, co ostatecznie doprowadziło do katastrofy. Rodzi się w związku z tym szereg pytań - czy Lech Kaczyński ponownie nie wtrącił się do zamiarów dowódcy samolotu i nie rozkazał mu podjąć tej kolejnej próby i nie zabronił mu lądowania w innym miejscu? Pilot, znając historię swojego poprzednika mógł się obawiać utraty pracy i przychylić do 'rozkazu' prezydenta.
    Finał tej sprawy wszyscy znamy.
    To są na razie tylko domysły, które jednak pojawiły się w głowach wielu Polaków. Uważam, że jeśli nagrania z czarnych skrzynek udowodnią, że lądowanie miało mieć miejsce w Smoleńsku na wyraźne polecenie Lecha Kaczyńskiego, to powinien on utonąć w wiecznej niesławie i być uznanym za całkowicie odpowiedzialnego za śmierć tych wszystkich ludzi.
    * - dokładnej liczby nie pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać. Miałem telewizor włączony niemal bez przerwy przez cały dzisiejszy i wczorajszy dzień i słyszałem tyle liczb z zakresu od 90-150, że straciłem już rachubę i nie mam pojęcia, ile to ostatecznie było.
    ** - to dość oczywiste, że na żaden inny naród taka tragedia nie spłynęła. Po prostu każde normalne, sprawnie funkcjonujące państwo nie pozwala sobie na taki fail organizacyjny jak umieszczenie tylu ważnych osobistości na pokładzie jednego samolotu. Właśnie na wypadek gdyby miało miejsce zdarzenie takie jak wczoraj. Terroryzmu akurat nie trzeba się w tym wypadku obawiać, bo nikt z terrorystów nie uwierzy że ktokolwiek może być na tyle głupi żeby coś takiego zrobić.
  7. Lord Nargogh
    Nie ma chyba na tym świecie nikogo, kto nie był chociaż raz zaczepiony przez upierdliwego i natrętnego żebraka.
    A już na pewno w tym kraju.
    Ich metody są rozmaite, wszystkie jednak można zapisać w prosty schemat.
    Powitanie:
    Przepraszam pana...
    Panie majster...
    Szefie...
    Kierowniku...
    Można zająć chwilę...?
    (opcjonalne) Wytłumaczenie:
    ...straciłem ostatnio pracę...
    ...suszy mnie...
    ...nic nie jadłem od rana...
    ...jestem inwalidą i nie mogę pracować...
    Życzenie:
    ...chciałbym prosić o:
    . ...coś do jedzenia...
    . ...parę groszy...
    . ...dwa złote na chleb...
    ...zabrakło mi n groszy na piwo...
    Zakończenie:
    Ups, tu będzie problem. Nie wiem co dzieje się dalej, bo zazwyczaj w momencie powitania powtarzam kwestię 'nie mam czasu' tak natrętnie, że intruder w końcu odchodzi, zwłaszcza widząc że nawet pomimo jego doskonałego przedstawienia swojego jakże skomplikowanego i trudnego problemu ja nadal nie mam zamiaru dać mu ani grosza. A po moim spojrzeniu można wywnioskować wręcz, że najchętniej to wyrwałbym mu za odezwanie się do mnie duszę i wyrzucił ją na śmietnik.
    Wiem, jestem złym człowiekiem.
    A może nie?
    Zastanówmy się dokładnie nad sytuacją takiego człowieka. Jest takie przysłowie - 'Ubogiemu należy dać wędkę, a nie rybę' (czy jakoś tak). Co prawda w takim przypadku kwestia powinna brzmieć raczej '(...) browar, a nie piwo (...)', ale nie o to w tym przypadku chodzi.
    Działają setki organizacji charytatywnych, istnieją tysiące punktów w których można dostać coś do zjedzenia za darmo. Tamci ludzie doskonale o tym wiedzą. Wiedzą także, że nie dostaną w nich na pewno pieniędzy ani żadnego alkoholu - a to jest jedyny sens i cel ich żałosnego istnienia.
    Ludzie prawdziwie ubodzy, którzy mogliby faktycznie wydać nasze pieniądze na coś innego niż alkohol, nigdy nie zniżą się do żebrania. Po prostu jeśli widzisz człowieka, który prosi Cię o pieniądze to możesz być absolutnie pewien, że zostaną one wydane na alkohol. Właśnie dlatego, że jedzenie można dostać za darmo w innym miejscu.
    Poza tym - z jakiej racji mamy utrzymywać jakiegoś menela? Nigdy, naprawdę NIGDY nie uwierzę że człowiek zdolny sterczeć pod supermarketem cały dzień w dwudziestostopniowym mrozie (autentyk!) nie jest zdolny do wykonywania jakiejkolwiek pracy. Wprost przeciwnie, można komuś takiemu zdrowia pozazdrościć.
    Ale na pewno nie umysłu/inteligencji. Pod tesco w którym robię zakupy prześladuje mnie od wielu miesięcy pewien menel, który podchodzi do mnie na żebry za każdym razem gdy wypakowuję zakupy do bagażnika i za każdym razem nie dostaje ode mnie nic oprócz ociekającego pogardą i życzeniem śmierci spojrzenia. A mimo to podchodzi. Bo jego przeżarty alkoholem mózg nie jest w stanie zapamiętać mojej twarzy.
    W ramach dygresji dodam jeszcze, że istnieją całe mafie zajmujące się zmuszaniem ludzi do żebrania a następnie odbierają im większość 'utargu'. Dając tym ludziom pieniądze naprawdę im nie pomagacie.
    Tak więc apeluję do Was wszystkich - nie dawajcie żebrakom ani grosza. Jedzenia również nie dawajcie, bo mogą oni je uzyskać za darmo w inny sposób tak czy siak. Nie dawajcie im po prostu nic, prócz pełnych pogardy spojrzeń.
    W przeciwnym razie ich życia nigdy nie ulegną zmianie i zawsze będą równie żałosne i pasożytnicze. Pamiętajcie że dzikich zwierząt nie należy dokarmiać, ponieważ stracą one zdolność do samodzielnego uzyskiwania jedzenia i przetrwania w dziczy.
    Nie poddając w osąd człowieczeństwa tych żebraków nadal uważam, że taki przykład w ich sytuacji jest jak najbardziej na miejscu.
    Przemówiłem.
  8. Lord Nargogh
    Dzisiaj o 20:30 ma się odbyć jakaś wielka akcja gaszenia świateł czy czegośtam na 60 minut. Bo jakimś ekologom się coś przyśniło/komuś obiad zaszkodził albo coś w tym rodzaju.
    W każdym razie zgodnie z pierwszym paragrafem kodeksu 'Na Przekór!', podpunktem 'Na pochybel (zgniło)zielonym!' wnoszę apelację o wzięcie udziału w akcji
    UWUEWCONPPE
    (Uruchom Wszystkie Urządzenia Elektryczne W Cholerę O 20:30 Na Przekór Pustym Ekologom)
    Krótsza wersja: WK - Wysadzamy Korki!
    'Jak ma być ciemno, to tylko z powodu awarii przeciążonej elektrowni!'


    +

    Artystyczna alegoria dzisiejszej akcji

    Bijemy rekord obciążenia elektrowni! Nie pozostawaj obojętny! Niech się ekolodzy zdziwią!
    *- niniejsza akcja jest formą antyterroryzmu ekologicznego.
    Zapraszamy także do udziału w akcji 'Wylewamy detergenty do rzek', która odbędzie się dzień przed 'Polowaniem w Parkach Narodowych' w tygodniu 'Wysadzania Wielorybów w Powietrze'.
    Nie dajmy sobie w kaszę dmuchać!
  9. Lord Nargogh
    Nie planowałem dzisiaj robić wpisu na blogu. Zobaczyłem jednak w telewizji coś, co mnie zarazem rozbawiło i przypomniało że takie zjawisko istnieje.
    Oglądałem właśnie 'Wydarzenia' na Polsacie. Konkretnie to fragment na temat pijanych rodziców. Ogólnie to sprawa niezbyt zabawna, zwłaszcza dla mnie - wielkiego przeciwnika alkoholu, ale mimo wszystko autorom programu udało się mnie rozbawić.
    Mianowicie jako dowód powagi problemu pijanych rodziców, posłużono się... ilością wyników w 'Google' po wpisaniu tego hasła.
    'Wystarczy wpisać to hasło w internecie, by poznać powagę problemu'.
    Ciekawe.
    Nie jest to pierwszy, ani ostatni raz, kiedy świadkiem byłem wyciągania wniosków w taki sposób.
    Każdy człowiek posiadający choćby pozory inteligencji zdaje sobie z tego sprawę, że wyniki w google są przesadzone zwykle przynajmniej o dwa rzędy wielkości, bowiem po przejrzeniu 20 stron z rzekomo wyszukanych 10 000 dość często pojawia się komunikat że 'reszta wyników dotyczy stron podobnych bądź już wyświetlonych'. Poza tym wyszukiwarka ze zbioru słów przedstawia też wyniki zawierające wycięte z kontekstu wypowiedzi - także wpisując hasło 'pijani rodzice' i przeglądając wyniki, dojdziemy w końcu do stron zawierających stwierdzenia 'najlepsi rodzice na świecie', bo jedno słowo tutaj się powtórzyło.
    Ale dziennikarze niestety tego nie wiedzą.
    Dla zabawy wpisałem to hasło ('Pijani rodzice') w google. Wyszło 159 tysięcy wyników.
    dziennikarski wniosek: Zjawisko alkoholizmu w rodzinach staje się coraz poważniejszym problemem.
    Następnie wpisałem hasło 'prezydent jest z kosmosu'. 141 tysięcy wyników.
    dziennikarski wniosek: Narasta problem migracji pozaziemskich form życia a także stopniowe przejmowanie władzy na świecie poprzez obejmowanie kluczowych urzędów.
    Niemcy są z czekolady. - 149 tysięcy wyników.
    dziennikarski wniosek: Zaawansowane badania naukowe pozwoliły zbadać skład chemiczny naszych sąsiadów z zachodu. Wnioski są porażające: Niemcy są z czekolady! Przewiduje się znaczny wzrost ilości wycieczek nad Ren celem zaznania smaku prawdziwej, niemieckiej czekolady.
    Telewizor mnie podnieca - 50 tysięcy wyników.
    dziennikarski wniosek: Seksualna mniejszość TV-filów przeżywa istny rozkwit. Wkrótce protesty mające na celu zalegalizowanie małzeństw z odbiornikami telewizyjnymi staną się faktem.
    Samoloty mają sutki - 21 tysięcy wyników.
    dziennikarski wniosek: Inżynierowie konstruujący samoloty dokonali przełomowego ulepszenia konstrukcji lotniczych...
    ...i tak dalej, i tak dalej. Temat głupi, podobnie jak osoby, które wyciągają wnioski na podstawie liczby wyników wyszukiwarki typu google.
    Wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać.
    EDIT: Ach, zapomniałem dopisać tytułowy wynik wyszukiwania:
    Czekoladowe ziemniaki tańczą - niestety zaledwie 6500 wyników. Jak widać ten rozdzaj rozrywki nadal pozostaje niszowy.
  10. Lord Nargogh
    Cheating. Cheatowanie. Cheaty.
    Każdy gracz powinien wiedzieć co to jest. Każdy szanujący się gracz powinien tym gardzić.
    Jednak czy oszukiwanie możliwe jest tylko w świecie gier i komputerów? Nie, nie tylko.
    Oszukiwać można także w życiu codziennym. Na codzień wiele z Was stosuje rozmaite cheaty, hacki i trainery. Niewielu zdaje sobie z tego sprawę, a już na pewno niemal nikt nie widzi w tym nic złego. Wymienię tutaj najbardziej ewidentne moim zdaniem przykłady cheatowania, które powinien skojarzyć każdy z Was.
    1. Character editory i cheaty na statystyki.


    Ten pan jest ich mistrzem

    W ubiegłym tygodnu głośna stała się sprawa jakiejś reprezentantki Polski na olimpiadzie, która została przyłapana na dopingu (Nie wiem jak się nazywa, nie wiem w jakiej dyscyplinie startowała, ale nic to mnie nie obchodzi, bo za to co zrobiła jest dla mnie nikim), co może być doskonałym przykładem takiego cheatowania.
    Ludzie, którzy korzystają z jakichś środków chemicznych i innych nienaturalnych 'wspomagaczy' zwiększających ich fizyczne i umysłowe możliwości, są takimi właśnie cheaterami. Każdy kto sięgnął kiedyś po sterydy w tym celu, każdy kto korzysta z jakichś odżywek (nawet legalnych) zasługuje na moją (i Waszą również) pogardę.
    To jest po prostu coś, czego nie wolno tolerować, a już z pewnością pochwalać. Rozwój naszych fizycznych skorup i umysłów powinien być owocem naszej ciężkiej pracy i niczego więcej.
    Sportowiec korzystający z dopingu jest stworzeniem dalece bardziej godnym pożałowania od zwykłego dzieciaka siedzącego przed komputerem i z zapałem wpisującym kolejne cheaty na wzmocnienie jego postaci.
    2. Money Hacki
    Do money hacków można zaliczyć włamy na konta bankowe rozmaitych obywateli, ale i operacje znacznie prostsze i bardziej rozpowszechnione - takie jak na przykład piractwo. Piraci uzyskują znacznie więcej itemów, niż pozwalałby na to ich stan majątkowy - jak to inaczej logicznie wytłumaczyć, jeśli nie przez to że korzystają z money hacka?
    Money hacki są bardzo powszechne i stanowią poważny problem. Z ich powodu rynek gier na PC pogrąża się coraz bardziej. Tym niemniej jest to rozwlekły temat, na który nie mam zamiaru się szczególnie rozpisywać.
    3. Easter Eggi i bugi
    Żeby je dostrzec, należy spełnić określone warunki, takie jak: posiadanie choroby psychicznej (schizofremii na ten przykład), zażycie środku odurzającego bądź halucynogennego.
    Ludzie zazwyczaj korzystają z tych dwóch ostatnich sposobów, zapijając/zaćpując się do nieprzytomności. Wówczas widzą znacznie więcej, niż producent Real-life MMO przewidział dla normalnych graczy.
    Nie pochwalam tego, wolę widzieć rzeczywistość taką, jaka jest w naprawdę. Nie chcę też od niej uciekać.
    4. Manipulowanie avatarem przy użyciu kodów
    Cholera, jak mnie ten rodzaj cheatów wkurza. Najbardziej denerwujące są dla mnie operacje plastyczne - ktoś próbuje wyglądać lepiej, niż go Pani Bozia stworzyła w nieuczciwy sposób, bez żadnego wysiłku z własnej strony.
    Ale nie tylko w ten sposób można swoim avatarem manipulować. Szczególnie wyspecjalizowane w tym procederze są przedstawicielki płci pięknej. Wszystkie kosmetyki i ubrania optycznie zmieniające wygląd należą do takich cheatów. Po co ktoś miałby sobie wpychać gąbkę w stanik? Chyba po to, żeby później facet po ujrzeniu kobiety w stroju Ewy stwierdził że 'chyba ktoś go zrobił w konia, bo te cycki miały być większe. Dwukrotnie.' albo 'że ten tyłek nie wydawał się być taki wielki w optycznie zmniejszającym rozmiary ubraniu'.
    Czy my używamy Penis-Hacków wkładając sobie za przeproszeniem marchewy w spodnie? Nie? To czemu nie możemy oczekiwać tej odrobiny uczciwości po drugiej stronie?


    Przykład nieumiejętnego manipulowania avatarem. Tak to się może skończyć

    Kosmetyki też są denerwujące. Najpierw upolowujesz samicę o pięknej buzi, żeby potem przekonać się że pod toną tapety i glazury kryją się setki pryszczy i zmarszczek. Nie na to chyba się pisaliśmy, wykonując czynności godowe? Prychy i zmarszczki mimiczne (maciczne też) są do zaakceptowania, ale tylko wtedy gdy wiemy o nich PRZED zabraniem 'towaru' z półki.
    Namarudziłem trochę na kobiety, ale i faceci ponoszą w tej sprawie sporo winy. Nie cierpię ludzi z włosami na żel. Ja rozumiem że to naturalny mechanizm obronny, żeby w czasie zagrożenia najeżyć własną sierść by sprawiać wrażenie większego niż w rzeczywistości, ale tutaj nie ma żadnego zagrożenia! Chłopie, chciałeś żeby coś Ci sterczało z głowy - trzeba było zostać kogutem bądź nosorożcem, a nie pchać się w ciało humanoida.
    Poza tym żaden żel nie zastąpi porządnego dywanu na klacie. Zaufajcie mi.
    5. Metaboliczne hacki
    Tutaj przyłapałem na cheatowaniu niemal każdego, kogo znam. Typowym metabolicznym hackiem jest kawa.
    Ja nie wiem czemu ludzie tego potrzebują do szczęścia. Ja kawy nigdy nie piłem i pić nie będę, a zdarza mi się sypiać w nocy tyle godzin, ile mozna zliczyć na palcach połowy jednej dłoni - a potem normalnie funkcjonować przez kolejny dzień bez pomocy żadnych 'dopalaczy'.
    6. Quest Editory
    Kolejne BARDZO powszechne zjawisko. Ilu z Was korzystało ze ściąg podczas rozmaitych sprawdzianów i egzaminów? Ilu z Was wpisywało kod 'Tak mamo, wyniosłem śmieci i posprzątałem w pokoju' wcale nie robiąc czynności wymienionych w tym zdaniu?
    Kombinowanie z zaliczeniem niewypełnionych questów jest na porządku dziennym.
    7. Race shifter
    Do tej pory skorzystała z niego w pełni tylko jedna osoba (potem zdaje się została Królem Popu), w związku z tym nie będę pisał zbyt wiele na ten temat.
    Dość często korzystają z niego w ograniczonym stopniu rozmaite samice gatunku Homo Sapiens, wybierając się do znajdujących się w ich niszach ekologicznych solariów.
    8. Class changer
    W Polsce bardzo popularny cheat. W końcu często zdarza się że Magister Nauk Ekonomicznych wykonuje zawód Konserwatora Powierzchni Płaskich. Podobnie rozmaici inżynierowie i mecenasi.
    Z kolei filozofowie i poeci uczą w gimnazjach języka polskiego.
    ----------------------------------------------------
    Jak widzicie zjawisko Real-life Cheatingu jest bardzo powszechne. Założę się że nie ma wsród was takiego, kto nie byłby n00bkiem i chociaż raz nie skorzystał z usług 'wspomagaczy'.
    Często zwracam się do swoich czytelników i zrobię to również tym razem. Czy są jakieś inne cheaty i trainery, jakie występują w real-life a jakie nieumyślnie pominąłem?
  11. Lord Nargogh
    Niszowego poczucia humoru o tematyce maturalnej ciąg dalszy.
    Dzisiaj zajmiemy się arkuszem pisemnym matury rozszerzonej z biologii. Ponieważ kolejne matury ulegają kolejnym uproszczeniom, domyślam się że n00bizacja matury z biologii w roku 2102 osiągnie apogeum.
    Test zamknięty znajduje się powyżej
    Za część zamkniętą arkusza można zdobyć maksymalnie 6 punktów.
    Test otwarty:
    7. Galerianka zdobyła pewnego dnia osiem par jeansów, trzy kurtki i nieco biżuterii. Kto jest ojcem jej dziecka?
    8. Jacek zjadł na obiad kotleta schabowego, garść ziemniaków i nieco surówki z kapusty. Co się stanie jeśli wypije koktajl mleczny z ogórkami kiszonymi? Odpowiedź uzasadnij.
    9. Edward cierpi na niewydolność nerek. Tymczasem w jego szpitalu pojawił się niespodziewany dawca tego narządu. Edward ma szczęście być pierwszy na liście oczekujących. Jaki organ będzie miał przeszczepiony Edward? Przeprowadź dogłębną analizę jego historii choroby i uzasadnij odpowiedź.
    10. ?Krew jest czerwona bo składa się z soku truskawkowego? ? przeprowadź analizę słuszności tej tezy.
    Za część otwartą arkusza można zdobyć maksymalnie 16 punktów. Odpowiedzi można umieszczać w komentarzach.
    Za poprawne wypełnienie karty egzaminacyjnej swoim nickiem można zdobyć maksymalnie 28 punktów.
    Maksymalna liczba punktów do zdobycia ? 50 pkt. Ilość punktów wymagana do zaliczenia egzaminu ? 26 punktów.
    Powodzenia!
    Osobom, którym nie uda się zdać egzaminu za pierwszym podejściem przypominamy, że nie ma tutaj przegranych i że wszyscy jesteśmy wartościowymi ludźmi!
  12. Lord Nargogh
    Dzisiaj Lord będzie się śmiał z polskiego egzaminu dojrzałości.
    Matura - jaka jest, każdy widzi. Większość z osób czytających ten wpis prawdopodobnie ma maturę już za sobą, bądź ma w planach jej napisanie. Dzisiaj posiadanie matury nie jest najmniejszym powodem do dumy - raczej jej brak oznacza powód do znacznego wstydu. Z kilku przyczyn.
    Przede wszystkim współczesna matura jest tak banalnie prosta, że trzeba mieć zaawansowany stopień niewydolności umysłowej by jej po trzech latach liceum z powodzeniem nie zdać.
    Ponadto wciąż prowadzone są działania celem dalszego uproszczenia tej matury. Dodano obowiązkowy egzamin pisemny z matematyki (na plus), ale obniżono jego poziom trudności w takim stopniu, że moim zdaniem osoby które nie są w stanie jej obecnie zaliczyć powinny zostać pozbawione praw obywatelskich, bowiem ze swoim zacofaniem umysłowym nie kwalifikują się jako przedstawiciele homo sapiens.
    Ale ja dzisiaj nie o tym.
    Razem z Iskierem przed chwilą nabijaliśmy się z matury ustnej z języka polskiego, wymyślając głupie, lubieżne i dość niecenzuralne tematy jakie naszym zdaniem powinny być do wyboru na tego typu egzaminie. I wówczas wpadłem na jakże genialny pomysł wyobrażenia sobie jak będzie wyglądał ten egzamin za 92 lata. W końcu ministerstwo będzie musiało uwzględnić dorobek współczesnej kultury i inne osiągnięcia polskiej cywilizacji XXI wieku. I na tego typu zagadnieniach skupię się tym razem.
    Zakładam, że za kilkadziesiąt lat literatura jako taka zejdzie na plan drugi i będziemy raczej skupiać się na wszystkich dorobkach współczesnej kultury równomiernie - w tym telewizji i internetu.
    Trochę sobie polecę po bandzie, ale w końcu to mój blog i chyba przede wszystkim o to chodzi =)
    1. Dlaczego białe nie jest białe, a czarne nie jest czarne? Omówienie wybranych pozycji z zakresu filozofii Kaczynizmu.
    2. 'Jestem hardcorem!' jako przejaw buntu młodzieży XXI wieku przeciwko prawom fizyki i jako chęć ascendencji ku niebiosom.
    3. Dwa geje pingwiny, czyli przykłady piękna homoseksualnej miłości rodzicielskiej w literaturze dla dzieci XXI wieku.
    4. 'Tato, kupę!' - omówienie dorobku kulturalnego reklam z minionego wieku.
    5. Pokolenia JP II i JP na 100%. Omówienie podobieństw i różnic.
    6. Demotywatory.pl jako bijący rekordy popularności serwis informacyjny.
    7. Ewolucja kroków tanecznych. Porównanie tańca z literatury młodopolskiej z wybranymi odcinkami spośród 150 ostatnich edycji Tańca z Gwiazdami.
    8. Od zera, przez geja do bohatera - omówienie akceleracji karier wybranych celebrytów pod wpływem ich przyznania się do własnego homoseksualizmu.
    9. 'Daj kamienia!' - porównanie anonimowego bohatera XXI wieku z Dawidem - jego biblijnym odpowiednikiem podczas jego walki z Goliatem.
    10. 'CHWDP', 'LEGIA PANY' i inne dzieła malowidła naściennego XXI wieku. Porównanie z jaskiniowymi malowidłami z epoki kamienia łupanego. Wyjaśnienie, dlaczego człowiek współczesny jest bardziej rozwinięty pod tym względem od jaskiniowca.
    11. 'Matrix' i 'Zielona Mila'. Omówienie archetypu Wielkiego Łysego Murzyna.
    12. 'Foczki', 'Hajs', 'Melanż', 'Zioło' i inne osiągnięcia kulturowe polskiego hip-hopu.
    13. 'Zostań ninja', 'Wybierz łopatę', 'Przeżyj za 50 zł do końca miesiąca' i inne dylematy studenta XXI wieku.
    14. Omówienie wybranych traktatów filozoficznych Joli Rutowicz i ich zasług na tle postrzegania współczesnej rzeczywistości.
    15. Syzyfowa praca. Porównanie starań Syzyfa z dylematami depilacyjnymi współczesnych kobiet.
    16. 'Człowiek, który przeszedł pieszo wszystkie polskie autostrady w 15 minut'. Omówienie biografii znanego niewidomego sportowca bez jednej nogi.
    EDIT: Rozszerzenie listy na podstawie twórczości komentatorów:
    17. Koncepcja słów "ale urwał" w oparciu na dobytku kultury i własnych doświadczeń. [melon1992]
    18. Anal i Oral jako współczesna Alfa i Omega [iskier]
    19. Absurdy w życiu codziennym, w prawie, oraz w szkołach. Czemu część ludzi godzi się na takie rzeczy, a reszta nie ma nic do powiedzenia w tych sytuacjach. [Maciejka01]
    20. Fizyka: Widelec, nóż i zapałka, czyli wyższa fizyka na podstawie Demotywatory.pl [roziaq]
    21. Biologia: WoWcraftia - choroba XXI w. , która zdziesiątkowała ludność Azji. [roziaq]
    22. Informatyka: DRM v201.2 - jak zabezpieczyć grę przed legalnymi graczami? [roziaq]
    23. Galerianizm - sposób na zostanie milionerem... [roziaq]
    24. "Nie ma takiego bicia.." - jak bezstresowo wychowywać dzieci... [roziaq]
    25. Pokemonologia - Omów Wszystkie 50 generacji pokemonów oraz napisz biografię legendarnego trenera Darusia . [dariusxq]
    26. ABC czyli WSAD ubiegłego wieku - opisz genezę i przebieg transformacji. [pavlaq89]
    27. Celebrytyzm jako wytwór kulturowy mediów. Przez łóżko do sukcesu i magiczne 5 minut za wszelką cenę. Omów na przykładach strategie bycia sławnym i podziwianym w pierwszej dekadzie XXI wieku. [slavkovic]
    28. Omów wczesne próby klonowania i ich wpływ na politykę XXI wieku. [Aiden]
    29. Trudna droga do sławy,okupiona latami wyrzeczeń i ciężką pracą-omów i porównaj biografię Baski z klatki B i Gracjana Roztockiego z uwzględnieniem ich najwybitniejszych cytatów. [Lukas699CK]
    30. J3S13M D3B1L3M,SP43RD1L1J SL3D1U i inne-omów wybrane sposoby na usunięcie Śledzika z Naszej-Klasy oraz ich skuteczność. [Lukas699CK]
    31. Od:"HeY! CiO tAm Ó FaS sŁYhaCI?" Do "cH3j cJo tAM Oo wash sHł1cHaC?" omów zmiany zachodzące przez to stulecie w języku pokemonów-prezentacja multimedialna. [Lukas699CK]
    A Wy? Macie jakieś propozycje tematów na maturę z języka polskiego za tyle lat?
  13. Lord Nargogh
    Dzisiaj dla odmiany nie będzie o polityce, forum ani innych głupotach.
    Dzisiaj dla odmiany będzie o mnie.
    W ubiegły piątek pisałem ostatni, najtrudniejszy egzamin z ubiegłego semestru, a w zasadzie najtrudniejszy w moim życiu. Był to egzamin z fizyki jądrowej. Pytań na niego było łącznie 74, a czasu na ich wyuczenie się - około tydzień. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tych pytań na oczy. Nie miały żadnego związku z tym, co było na wykładzie, bo na wykładzie nie było praktycznie nic - nasz profesor od Fizyki Jądrowej to prawdziwy mistrz offtopu.
    Wiem, że ludzie często przesadzają pisząc że 'nic' nie było na wykładzie, ale tym razem to prawda.
    Ten egzamin był dla nas swoistym Termopile, stąd też podałem taki a nie inny tytuł wpisu.
    Żeby pokazać Wam na czym tak naprawdę polegał nasz dramat, zamieszczam poniżej linka do pytań egzaminacyjnych (Nie będę ich tu wstawiał, bo po prostu szkoda miejsca. Zamiast tego upchnąłem je na samym dnie bloga, by innym nie rzucało się w oczy a mi przypominało o batalii jaką niegdyś musiałem stoczyć):
    http://forum.cdaction.pl/index.php?autocom...showentry=10713
    Dla znawcy tematu te pytania mogą się wydawać banalne - jednak powtarzam - tego nie było na wykładzie, a znalezienie na nie odpowiedzi przy użyciu internetu i stosu książek zajęło mi cały tydzień. Codziennie od 11-18.
    Na nauczenie się opracowanych odpowiedzi już nie wystarczyło mi czasu.
    O pytania nie mogliśmy się doprosić od początku nowego roku, aż do 18 lutego. Egzamin był 26.
    Wiem, że pytania egzaminacyjne wręczone przed egzaminem do wyuczenia się to żadne prawo studenta, a jedynie uprzejmość wykładowcy. Ale mimo wszystko gdy wykładowca nie prowadzi wykładów a opowiada o tym, jak w młodości szalał na potańcówkach, jak to w dawnej Polsce wyrabiano śmietanę albo o jego ukochanym kalkulatorze marki Texas z kalendarzem judejskim (!), który kupił w 1980 roku - to wydaje mi się że mamy raczej prawo oczekiwać listy pytań. W przeciwnym razie w ogóle nie wiedzielibyśmy czego się uczyć, bo nie wiadomo o czym tak naprawdę były wykłady.
    Połowa mojego roku oblała, mi się akurat udało zaliczyć, ale z kiepską oceną (3.5), a poza tym i tak nie byłbym zadowolony nawet mając wyższą.
    Bo tak się nie robi. To jest lecenie ze studentami w kulki. Tak postępują wykładowcy, którymi straszy się małe dzieci 'że dopiero im na studiach pokażą'.
    Mam nadzieję, że na Waszych studiach nie traktują Was ani nie będą Was traktować w taki sposób.
    Przechodniu, powiedz Sparcie, że my tu leżymy i po egzaminie kwiczymy. Posłuszni kwantowym prawom...
  14. Lord Nargogh
    Towarzysze! Towarzyszki!

    Źle się dzieje towarzysze, źle się dzieje. Na blogach i na forum źle się dzieje. W związku z tym komisja w składzie:
    Przewodniczący: prof. Lord Nargogh;
    Pierwszy wiceprzewodniczący: Lord Nargogh;
    Drugi wiceprzewodniczący: Lord Nargogh;
    Sekretarz: Lord Nargogh;
    Komisarz: płk Lord Nargogh;
    Pozostali członkowie komisji: Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh;
    Członek honorowy: Lord Nargogh.
    Zdecydowała się wystosować poniższy manifest celem poprawy trudnej sytuacji.
    Albowiem sytuacja jest trudna. Nie tak się umawialiśmy, towarzysze. To my Wam prezentujemy całe nowe podforum z garścią działów ('Rozrywka' się nazywa) plus darmowe, piękne środowisko blogowe a Wy co robicie w zamian?
    Defraudujecie naszą wdzięczność. W 'Rozrywce' dyskutować nie chcecie, a na blogach pisać. Tak towarzysze, czujnemu oku naszego Komitetu nie umknie nic - dziesiątki gości codziennie przegląda nowe wpisy na blogach, czerpie całymi garściami z naszej wspólnej twórczości i nie śmie samemu dać nic w zamian logując się na forum i zakładając własnego bloga!
    Tak dłużej być nie może.
    W związku z tym nasza Komisja postuluje od Was co następuje:
    - Na forum logować się i aktywnie udzielać;
    - Rozejrzeć się po nim i zapoznać z nowymi działami;
    - Stworzyć bloga i aktywnie wypisywać na nim różne głupoty;
    - Otaczać swoją sympatią członków w/w Komisji.
    Oczekuję, że podporządkujecie się po dobroci, towarzysze. Nie chcemy w końcu uruchamiać naszego aparatu bezpieczeństwa, prawda? Towarzysz-egzekutor zajmujący się przesłuchaniami nie bez powodu ma przezwisko 'gili-gili'. Nie chcecie poczuć na sobie jego metod przesłuchiwania.
    A teraz mniej formalnie. No kurka, ile jest tutaj aktywnych blogów? Na pewno mniej niż 300, co oznacza że znajdujemy się w sytuacji gorszej od Leonidasa pod Termopile. A miliony niewdzięcznych (z pewnością są to miliony) czytelników-Persów atakuje nas swoimy oczyma. Czy oni nie mają nic ciekawego do powiedzenia? Otóż z pewnością mają, tylko niech wezmą swoje leniwe pupy w troki i przeleją swoje myśli na klawiaturę.
    Więc jak będzie, towarzysze? Pomożecie?
  15. Lord Nargogh
    Witajcie bracia i siostry. Egzamin z fizyki już mam za sobą (choć nie znam jeszcze wyników), ale mózg wciąż wymaga kolejnej defragmentacji. Toteż nie marnując czasu przejdźmy od razu do rzeczy, bowiem dużo dzisiaj jest do przekazania.
    Dzisiaj mam zamiar odsłonić kilka szokujących tajemnic i zrekonspirować wiele straszliwych spisków.
    Na początek weźmy pod lupę niepozorny deszcz. Większości z Was wydaje się że to po prostu zwykły element cyklu pogodowego, naturalny element przyrody. Skomplikowane badania i analizy wykonane w naszym Instytucie wykazały że nie ma nic bardziej mylnego. Zobaczcie sami na małe zbliżenie wykonane na tym prostym zdjęciu:



    Nie wydaje Wam się - krople deszczu w istocie są wojownikami kamikaze, którzy wykonują na naszych plecach/głowach/parasolach brutalne zamachy terrorystyczne. Dziwne że nikt tego do tej pory nie zauwazył - w końcu kropla po zetknięciu z powierzchnią eksploduje, zupełnie jak samolot kierowany przez kamikaze.
    Ale to nie koniec pogodowych zagrożeń czekających na niczego nie spodziewających się obywateli RP. Spójrzmy na to niepozorne zdjęcie śniegu w wielokrotnym powiększeniu:





    A więc to stąd wzięło się określenie 'Zimna Wojna'!

    Gołym okiem widać, że śnieg nie składa się z zwykłych, niewinnych białych płatków a jest zwyczajną inwazją Związku Radzieckiego na nasz ukochany kraj. Pozostawię to bez komentarza.
    A Wy? Odkryliście jakieś niesamowite spiski albo coś?
    Defragmentacja mózgu: stan - 70%... No nic, trzeba jeszcze coś z siebie wyrzucić.
    O, już wiem. Może mała zabawa? Niektórzy z Was kojarzą program Whose Line is it Anyway? i zapewne słyszeli o zabawie 'nietypowi superbohaterowie'. Proponuję abyśmy również pobawili się w podobny sposób - trochę bardziej hardcorowo, ale nadal kulturalnie i bez wulgaryzmów. No i żeby raczej nikogo nie urazić w ten sposób.
    Zaproponuję kilka przykładów:
    Człowiek Niepohamowana Erekcja - zwykle bardzo mile widziany na wszelkiej maści pogrzebach, wizytach w zoo, przedszkolu i w czasie dokonywania sekcji zwłok wszelakich. A już pod prysznicem w męskiej szatni szczególnie.
    Człowiek Eutanazja - jego usługi są bardzo popularnym prezentem na Dzień Dziadka i Babci (ależ ja jestem okrutny)
    Człowiek Bulimia - Dalekowschodni mistrz zapomnianej techniki Dwóch Palców.
    Człowiek Je-Rybę-Nożem - Wywołuje zgorszenia na wystawnych kolacjach.
    A Wy macie jakies pomysły?
    DEFRAGMENTACJA MÓZGU ZAKOŃCZONA.
    No, od razu lepiej. Nie mam pojęcia, to tam u góry napisałem, ale wolę tego nie sprawdzać. Szczerze odradzam lekturę!
  16. Lord Nargogh
    Ostatnio całą Polską wstrząsnęła tragedia zamordowanego policjanta, który interweniował w cywilu i został pchnięty nożem przez młodocianego bandziora (a może przez kilku z nich? nie ma to znaczenia).
    Później cała Polska ponownie była wstrząśnięta inną tragedią - innego policjanta brutalnie pobito i w ciężkim stanie trafił do szpitala.
    Co łączyło te dwa przestępstwa oprócz nienawiści jaką darzyli instytucję Policji odpowiedzialni za nie ludzie? Łączyło ich zamiłowanie do twórczości niejakiej 'Firmy'.
    Wszyscy słyszeliśmy o słynnym 'JP na 100%'. Żeby nie być wulgarnym, sparafrazuję ten skrót na swój sposób. 'Uprawiać intensywny stosunek z Policją na 100%'. Teraz szczyle obnoszą się ze swoją niechęcią do 'systemu' otwarcie i są bardzo z tego dumni. Nie będę się wypowiadał na ten temat, bo po prostu brakuje mi słów na określenie takiej żenady. Zwrócę za to uwagę na coś innego.
    Gdyby policjanta zamordował jakikolwiek nastolatek który kiedyś jakimś cudem zainstalował grę pokroju GTA, CS czy CoD to od razu usłyszelibyśmy setki wypowiedzi specjalistów na temat szkodliwości przemocy w grach i o tym, że należy jej zabronić.
    Natomiast gdy zbrodnię popełnili miłośnicy charakterystycznego, niszowego rodzaju muzyki który zachęca do tego typu zachowań - nikomu to nie przeszkadza.
    Ba, praktycznie nikt nie zwrócił na to uwagi.
    To gry są złe i koniec.
    A ja naprawdę nie rozumiem w tym przypadku zachowania mediów. Czy muzyka, która skłania do zbrodni i buntu nie jest dobrym tematem na reportaż? Wydaje mi się, że to materiał na interesujące 'śledztwo dziennikarskie'.
    A mimo to ani o tym widu, ani słychu.
    Bo media w Polsce nie są rzetelne. Tutaj wybiera się tematy do reportaży według własnego upodobania, a nie według tego, co jest reportażu warte.
    I taki jest mój komentarz na dziś.
  17. Lord Nargogh
    Nieuchronnie zbliżają się wybory na prezydenta RP. Dla mnie to zarówno dobra, jak i zła wiadomość - dobra, bo chciałbym w końcu zmienić głowę temu państwu, a zła, bo nienawidzę brudów jakie zawsze są prane w czasie kampanii wyborczych. W ogóle nienawidzę kampanii wyborczych w całości.
    Do wyborów w zasadzie jeszcze ho-ho a już zaczęło się dziać to, o czym mówię. Jarosław Kaczyński prowadzi jawny szantaż grożąc ujawnieniem kompromitujących faktów na temat Radosława Sikorskiego, jeśli ten zdecyduje się wystartować w wyborach.
    Donald Tusk filantropijnie zrezygnował z kandydowania w wyborach prezydenckich, co oczywiście nie mogło się ostać bez komentarzy posłów Prawa i Sprawiedliwości.
    Oczywiście jego rezygnacja nie jest taka szlachetna, jak mogłoby się to z pozoru wydawać. Przypominam, że Platforma wciąż cieszy się wysokim poparciem społecznym i póki co ma ogromne szanse na wygranie kolejnych wyborów parlamentarnych. Przypominam także, że Donald Tusk miał w planach ograniczenie władzy prezydenckiej. Po co miałby więc kusić się na stanowisko, którego rolę ma zamiar zmarginalizować? Po co miałby rezygnować z większej władzy, jaką oferować mu będzie stanowisko premiera 'jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem'?
    Podczas wyborów brudy wypływają nie tylko na skutek wzajemnej walki kandydatów. Brudy wychodzą na wierzch także w mediach, bo doskonale zaczyna być widocznym jakiej partii przychylna jest konkretna stacja telewizyjna.
    Zbliża się okres natrętnych manipulacji i wszechobecnego zakłamania związanego z kampaniami.
    Brzydzę się tym. Nie chcę tego oglądać.
    A nie mam wyboru.
    Kampania będzie widoczna wszędzie - na ulicach, w telewizji, w radiu i w internecie. Musialbym wyjechać z kraju na okres przedwyborczy żeby jej uniknąć.
    Kampanie wyborcze są także brudne w dosłownym tego słowa znaczeniu - ciekawe ile miesięcy/lat tym razem zajmie posprzątanie wszystkich ulotek/plakatów i tym podobnych śmieci z ulic.
    Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie ścisłego limitu kosztów medialnych kampanii wyborczej. 10 tys złotych dla posłów i senatorów, 100 tysięcy złotych dla wyborów prezydenckich. Maksymalnie kilka spotów wyborczych, kilka billboardów, kilka tysięcy ulotek. Dość, aby każdy potencjalny wyborca zauważył kandydata, ale zbyt mało by możliwym było zaśmiecenie mediów i ulic kampanią. W dodatku zwiększyłoby to szanse kandydatów, którzy nie mają za sobą poparcia ogromnych partii i koncernów. Takich, którzy mają wolę by coś zmienić, ale nie mają ku temu środków.
    W końcu wybory przestałyby być pojedynkiem dwóch partii.
    Ale do tego nigdy nie dojdzie. Bo media i inne firmy wspomagające wybory zarabiają na tym zbyt duże pieniądze.
    Bo tłuszcza głodna jest brudów kampanii i mordek kandydatów. Tłuszcza chce to oglądać.
    I dostanie to, czego chce.
  18. Lord Nargogh
    To miał być piękny dzień. Naprawdę nic nie zapowiadało tragedii, jakiej miałem być świadkiem. Nie spodziewałem się że wbrew pozorom niepozorne zdarzenie wpłynie aż tak bardzo na oblicze świata.
    Jakże się myliłem.
    Wszystko zaczęło się niewinnie - od zakupów w Biedronce. Zabrakło mi w domu bezcukrowej coli no i trzeba było kupić parę jogurcików i tym podobnych spraw. Plus uzupełnić zapas tortellini, potrzebny mi do przetrwania na studiach.
    I właśnie tam miał miejsce początek reakcji łańcuchowej, która zatrząsnęła cesarstwami w posagach.
    Samobójstwo.
    Dowód zdjęciowy zamieszczam poniżej. Wrażliwe osoby niech odwrócą wzrok na moment:



    Tak. Nie mylicie się. To oto Tortellini z nadzieniem serowym powiesiło się na sklepowej półce. Sam jestem w szoku. Przyczyna tego drastycznego kroku jest prozaiczna - tortellini z tym nadzieniem jest niedobre, w związku z tym nikt go nie kupuje. Jedno opakowanie nie wytrzymało dłużej tego upokorzenia i postanowiło z tym skończyć.
    Co zapoczątkowało reakcję łańcuchową. Przedmioty martwe w końcu przerwały milczenie i odważyły się wyrazić swoje niezadowolenie.


    Jakiś śledź otworzył szczękę w zadziwieniu i zamarł...



    ...po czym wziął się uwędził i wywinął na lewą stronę.

    Ale to nie był koniec. W tej chwili przedmioty martwe podnoszą bunt na całym świecie. To krzesło, na którym siedzisz nie zrobiło się takie niewygodne z byle powodu. Ono stosuje wobec Ciebie w ten sposób PRZEMOC!
    A propos krzeseł.


    To krzesło z sali wykładowej w ramach protestu wzięło i się złamało.



    A jajka się bezczelnie skruszyły.

    Sami widzicie, że sprawa jest co najmniej poważna. Nadchodzi apokalipsa, a my jesteśmy jednymi z niewielu, którzy są w stanie jej zapobiec. Reszta świata jest zupełnie nieświadoma - wyjrzyjcie za okno. Widzicie stada ludzi, którzy niczego się nie spodziewając chodzą sobie po ulicach, robią zakupy, myją zęby i korzystają z toalety. W szczególności to ostatnie.
    Pomimo obojętności mediów i polityków w tej sprawie, nie wszyscy zdecydowali się czekać z założonymi rękoma. Światowe środowisko artystów zdecydowało się temu przeciwdziałać i rozpoczęło aktywną walkę słowną z kryzysem - zupełnie jak w Polsce w trakcie zaborów! Wszyscy pamiętamy jak Mickiewicz zabijał zaborców wierszem.
    Nika Szukaszpili gruziński poeta napisał z tej okazji poemat:
    Tortellini, tortellini
    Odeszłoś tak z nienacka
    To pewnie sprawka Putina
    Zjem ziemniaczanego placka
    Jurij Jepierogow, znany radziecki wierszokleta odparł mu na to:
    Tortelinije, Tortelinije, moje ty złote
    Jeść Cię możnaby jedynie sierpem i młotem
    Dlaczegóż, o dlaczegóż wyrzekłaś się egzystencyji
    Czyż nie chcesz by bezdomni wkładali Cię do swych ryji?
    A japoński bajarz Lou Suty-Ma-Dwa zadziwił wszystkich swym pięknym białym wierszem:
    Tortellini
    Z serem
    Nie z szynką
    Ani z pieczarkami
    Lecz z Serem
    Z drzewa wiśniowej jabłoni
    O zachodzie słońca
    Beznamiętnie
    Przemija...
    Środowisko artystyczne nie było jedynym, które zdecydowało się na stanowcze przeciwdziałanie kryzysowi. Znani i lubiani przez cały świat ekolodzy przywiązują się do marchewek na stoisku warzywnym.
    Poniżej mamy zdjęcie przedstawiające tą drastyczną akcję:


    Spójrzcie, jak oni walczą. Och, jak walczą!

    Sroka widząc co się dzieje, wyposażyła się w swojego tradycyjnego gnata i otworzyła ogień do marchewkowych oprawców:


    Dokładnie o to chodzi w przysłowiu 'Patrzeć jak sroka w gnat...'
    Sroka z gnatem, muthafakers.

    Po czym wszystko wybuchło.



    ----------------------------------------------------------------------------
    Uff... Defragmentacja mózgu zakończona. Też czasem tak macie że musicie wyrzucić nadmiar śmiecia ze swojego umysłu?
    Po prostu ostatnich kilka dni spędziłem praktycznie w całości na nauce na nadchodzący egzamin z fizyki jądrowej. W takich sytuacjach mój mózg domaga się, bym koniecznie zrobił coś głupiego na rozluźnienie. Tym razem zamiast tradycyjnego biegania nago po cmentarzu i odłączania ludzi od aparatury na oddziale intensywnej terapii, zdecydowałem się popełnić ten wpis.
  19. Lord Nargogh
    Nie przesłyszeliście (przeczytaliście?) się. Dla mnie gra 'Wiedźmin' to zwykła kaszanka. Zanim zaczniecie we mnie miotać gromy, przeczytajcie co mam do powiedzenia.
    Screenów wyjątkowo jak na tekst o grze nie będzie, bo szkoda mi marnować czasu na ponowne instalowanie tego kaszalota a już tym bardziej jest mi go szkoda na granie w niego celem zrobienia screenów.
    Oczywiście zwracam uwagę że są to moje subiektywne opinie i każdy ma prawo się z nimi nie zgadzać. Nikt nie ma prawda natomiast zarzucać mi, że nie mam racji - bo chyba ja wiem lepiej jaką mam opinię, prawda?
    Po pierwsze i najważniejsze - żałosny system walki. Mówię Wam szczerze, że przez całe życie nie widziałem cRPGa z bardziej wnerwiającym i nudniejszym systemem walki, niż ten w Wiedźminie. A oczekiwania miałem wielkie - kiedy czytało się soczyste zapowiedzi niesamowitych akrobacji i spodziewało się nie wiadomo czego po ruchach wiedźmina. I częściowo twórcy nie kłamali - w końcu wiedźmin wywija mieczem dość popisowo. Zapomnieli tylko wspomnieć, że sterowanie i wpływ gracza na walkę jest skrajnie wieśniacki i beznadziejny. Proszę Was? Klikanie myszką w jakimś rytmie? Co to ma być? Kpina? W ten sposób mam się poczuć jak wiedźmin?
    Kilka śmiesznych znaków i stylów walki nie ratuje sytuacji. Całą grę w kółko to samo - klik, klik, klik, klik, klik... ojej, nie zdążyłem... co za emocje.... to omsnięcie się palca na myszce mogło spowodować moją śmierć... och... klik klik klik...
    Po drugie - ciasny, śmiesznie mały świat. Ukończyłem całą grę i bez wahania mogę stwierdzić, że w kółko latamy po tych samych, śmiesznie małych lokacjach w których pełno jest w dodatku niewidzialnych barier i przeszkód. 'Największe miasto w historii gier' (kolejne kłamstwo producentów) - Wyzima była w istocie ogromna. Dwie minuty biegu z jednej strony na drugą. Kilkadziesiąt mieszkańców. Prawdziwa stolica.
    Po trzecie - przynieś, zanieś, pozamiataj, w tę i z powrotem lataj. Właśnie scharakteryzowałem większość questów jakie występują w tej grze. Zabij to, zanieś to, przynieś to. Porozmawiaj z tym. Do szału doprowadzało mnie krążenie między 2-3 NPCami celem wypełnienia jednego questu. I ten schemat powtarzał się całą grę.
    Po czwarte - liniowość i pozory decyzji. Wiedźmin to gra na jeden raz. Naiwnym trzeba być, by próbować ją przechodzić po raz drugi po innej stronie konfliktu. Ja niestety taki naiwny byłem i się rozczarowałem - drugi raz dokładnie to samo, z tą śmieszną róznicą że TE SAME walki staczamy mając po swojej stronie innych sprzymierzeńców. Plus kilka innych, krótkich filmików. Nic poza tym. Zamiast przechodzić grę po raz drugi i marnować dziesiatki godzin, bardziej opłaca się obejrzeć brakujące filmiki na jakimś jótjóbie.
    Po piąte - dialogi, a raczej ich brak. Nie prowadzimy prawdziwych rozmów w tej grze. 'Wyklikujemy' wszystkie świecące się na niebiesko opcje dialogowe, aż zrobią się szare. Kolejność nie ma znaczenia. Wybór bardzo rzadko ma. Schemat identyczny jak w sytuacji Obliviona, z tym że nikt ukochanego Wiedźmina nie odważy się za to skrytykować.
    Właśnie.
    Po szóste - niezdrowe otoczenie tej gry kultem. Poniewaz wyszła z polskich rąk, niektórzy gotowi są życie oddać w jej obronie. Wiele takich osób wypowie się i tutaj, wyzywając mnie od najgorszych za naruszenie ich sfery sakrum. Uczucie przywiązania do rodzimych produkcji przysłania im calkowicie chłodny osąd jakości tej gry.
    Po siódme - zabugowanie. Na moim komputerze Wiedźmin był najbardziej zabugowaną grą, w jaką grałem. Ciągłe wysypywanie do pulpitu, ciągłe anomalie teksturowe - na przykład twarz Geralta rozsmarowana na cały ekran - to wszystko towarzyszyło mi przez większość czasu gry. Tego oczywiście nikt też nie wypomni ukochanemu Wiedźminowi.
    A teraz pozwolę opuścić całe zło z mojego ciała i wypowiem się na temat tej gry już na spokojnie. Co bystrzejsi z Was domyślili się, że tekst częściowo jest prowokacją i że nie uważam tej gry za kaszankę. Aczkolwiek wymienione przeze mnie wady nadal pozostają wadami i nie będą bez wpływu na ocenę końcową.
    Przyjrzę się teraz zaletom tej gry.
    Po pierwsze grafika. Zwłaszcza lokacje poza miastem prezentowały się znakomicie, a lepiej zrobionego jeziora/rzeki to nie widziałem do tej pory. Wygląda po prostu jak prawdziwe.
    Po drugie muzyka. Soundtrack Wiedźmina jest jednym ze stałych gości mojego odtwarzacza mp4. Na szczęście twórcy byli na tyle miłościwi, że podarowali nam płytę z muzyką przy kupnie gry.
    Po trzecie klimat i fabuła. Pomimo kaszankowego trybu walki ta gra ma w sobie coś, co skłania nas do staczania kolejnych walk i poznawania kolejnych momentów gry. Lokacje są zróżnicowane (szkoda tylko, że jest ich tak mało) a wędrówka po ciemnej krypcie będąc pod wpływem eliksiru Kot potrafi nieźle dać w kość, o ile gra się po ciemku. Początkowo nie podobało mi się ganianie
    Po czwarte długość gry. Pomimo iż Wiedźmin jest gierką jednorazową, twórcy postarali się by tym jednym razem przyciągnąc gracza do ekranu na dłużej. Przejście gry po raz pierwszy to czasowy 'wydatek' rzędu 60-90 godzin, co w dobie dzisiejszych 7-10 godzinnych produkcji stanowi atut nie do przecenienia.
    Po piąte doskonały upgrade. Po zainstalowaniu specjalnego rozszerzenia gra wczytuje się bardzo szybko i działa dużo płynniej.
    Po piąte świetny dubbing. O ile polskim aktorom polonizowanie gier wychodzi dość kiepsko, to tutaj spisali się na medal.
    Po szóste kościany poker. Bardzo grywalna i doskonale dopracowana minigierka.
    Po siódme unikatowy system rozwoju postaci i bardzo pomysłowy system tworzenia eliksirów. Naprawdę można eksperymentować i tworzyć eliksiry, na które przepisów do tej pory nie znaliśmy, a także tworzyć silniejsze wersje tych, które już znamy.
    Po ósme doskonałe cut-scenki. Intro i outro autorstwa Tomasza Bagińskiego to dla mnie niedościgniony wzorzec jak powinny wyglądać tego typu filmy.
    Po dziewiąte, dialogi. Tak, dialogi kwalifikuję zarówno jako wadę, jak i zaletę tej gry. Ich wadą jest nasz nikły wpływ na postać rozmowy, a niewątpliwą zaletą sama treść tych dialogów, która jest niezwykle ciakawa i nieraz zabawna/klimatyczna.
    Po dziesiąte, kolekcja kart z kobietami. Kto grał, ten zrozumie.
    Po jedenaste, wypadkowa wszystkich wad i zalet czyli grywalność. Stoi na bardzo wysokim poziomie.
    Podsumowując - jak widac wyszło mi więcej zalet, niż wad gry. Wiedźmin jako taki to dla mnie *dość* dobra gra. Nie jest rewelacyjna, ale też nie jest kiepska. Po licznych obietnicach twórców konfrontacja z rzeczywistością była dla mnie smutnym rozczarowaniem. Gdyby nie obiecywali graczom złotych gór, miałbym o tej grze lepsze zdanie. A ja wyjątkowo nie lubię jak się ze mną leci w kaka.... w kulki, w związku z tym za te manipulacje daję grze pokaźny minus.
    Nie podoba mi się także kult, jakim otoczyli polscy gracze ten tytuł. W wielu miejscach wszelkie próby nawet najobiektywniejszej krytyki (o subiektywnej nie wspominając) są bardzo niebezpieczne i grożą natychmiastowym linczem.
    Dla mnie powiązania Wiedźmina z moim krajem nie mają żadnego znaczenia, stąd mam na ten tytuł chłodne spojrzenie.
    I dlatego wymierzam mu ocenę w wysokości 7/10. W ankiecie zagłosowałem na 'dobra gra'.
    A jakie jest Wasze zdanie? Macie ochotę mnie zlinczować, a może macie podobną opinię na ten temat?
    PS: Mimo wszystko do Wiedźmina kiedyś wrócę (jak upłynie dość czasu bym zapomniał większość fabuły), a screenów nie zrobiłem bo wolę sobie teraz grać w Gothica ;P
  20. Lord Nargogh
    Czy jest wśród nas chociaż jedna osoba, która nigdy nie obejrzała 'Matrixa', albo przynajmniej o nim słyszała? Myślę, że niewielu jest takich ludzi. A jeszcze mniej jest takich, którzy w tym filmie byli w stanie dostrzec coś więcej niż tylko napierdzielankę z fajnymi efektami specjalnymi.
    A każda część trylogii zawiera wiele istotnych pytań i przesłań. Na tyle dużo, że powstało o tym kilka książek. Ja postaram się wyodrębnić coniektóre z nich i wyrazić swoje zdanie na ich temat.
    Zacznijmy od prostego pytania - czym jest Matrix? Filmowy Matrix to symulacja komputerowa, która kontroluje odczuwanie zmysłów w mózgu i sprawia wrażenie, jakoby 'sen' który odbywa się w naszej głowie był prawdziwy. Stanowi system kontroli i ograniczania ludzi - z jego powodu nie mogą tak naprawdę decydować za siebie, po prostu nie są wolni.
    Ale czy potrzebna jest komputerowa symulacja do tego, by stworzyć taki ograniczający 'Matrix'? Moim skromnym zdaniem nie.
    Wszyscy nieustannie żyjemy w takim Matrixie i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Na nasze życia nałożone są tysiące ograniczeń, które sprawiają iż pomimo że nie ma żadnego systemu komputerowego w naszej głowie, to nie jesteśmy wolni. Nie oszukujmy się, nie wolno nam robić wszystkiego.
    Poza naturalnymi prawami fizyki, ogranicza nas po prostu państwo, w którym żyjemy. Tak moi drodzy, Rzeczpospolita Polska jest Matrixem, który trzyma nas w szyku i ogranicza naszą wolność.
    Oczywiście RP nie jest jedynym środkiem regulacji, jaki jest na tym świecie - każdy moloch administracyjno-terytorialny jakim jest państwo wprowadza takie ograniczenia, z tą tylko różnicą że niektóre robią to bardziej od innych.
    W jaki sposób państwo ogranicza naszą wolność? Poprzez rozmaite przepisy, prawa, konstytucje. Niektóre są oczywiście logiczne i potrzebne do jego sprawnego funkcjonowania, inne są daremne i bezsensowne. Nie muszę się zastanawiać nad ich sensem i potrzebą istnienia, wystarczy mi świadomość, że dopóki one są, to nigdy nie będę w pełni wolny. Nie jesteśmy w pełni wolni w żadnym miejscu, w którym ktoś inny od nas ustala reguły i oczekuje ich przestrzegania.
    Ograniczają nas także nasze zmysły - nie mamy wpływu na to, w jaki sposób nasz mózg zinterpretuje jakiś sygnał. Świat tak naprawdę nie jest wcale kolorowy - to nasz mózg przyporządkowuje różne 'barwy' różnym długościom fali, których tak w ogóle nie jesteśmy w stanie wszystkich dostrzec. Różne organizmy w róznym stopniu mają zaawansowane swoje zmysły. Słyszymy ograniczony zakres częstotliwości dźwięku - są zaś zwierzęta, które ten dźwięk słyszą w większym zakresie.
    Nasze zmysły to zarazem nasze oczy na otaczającą nas rzeczywistość i klapki, które nam tą rzeczywistość przysłaniają. Niejednokrotnie zapominamy o tym że na świecie jest więcej rzeczy, niż tylko jesteśmy w stanie dostrzec i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jesteśmy skąpani w promieniowaniu kosmicznym, o którego istnieniu większość ludzi zwyczajnie nie wie. Przykładów na takie 'przeoczenia' percepcji człowieka możnaby wyliczać w nieskończoność.
    Zatem nasuwa się podobne pytanie, jakie zadał Morfeusz w pierwszej części 'Matrixa':
    Jak zdefiniować 'rzeczywiste'? Co decyduje o tym, że dana rzecz bądź istota istnieje, czy też nie? Czy to, że czegoś nie dostrzegamy oznacza automatycznie że tego nie ma? A może z kolei jeśli wydaje nam się, że coś widzimy to stanowi to jednoznaczny dowód istnienia tej rzeczy?
    Są to pytania bez jednoznacznej odpowiedzi. Nigdy jej nie poznamy w pełni, dopóki będziemy skuci w okowy śmiertelności i niedoskonałości. Nigdy nie będziemy w stanie dostrzec i zbadać wszystko.
    Dyskusji o większej liczbie wymiarów niż wskazują na to nasze zmysły nie będę nawet zaczynać. Wielu z Was i tak słyszało historyjkę o dwuwymiarowych ludzikach, niezdolnych dostrzec trzeciego wymiaru jakiejkolwiek rzeczy. Może zatem istnieć kilkadziesiąt wymiarów więcej niż 3 (4 jeśli liczyć czas), a my nigdy się o tym nawet nie dowiemy.
    Ale my tu gadu-gadu, a kwestia poruszona w tytule wpisu nie została jeszcze poruszona.
    Jaki byłby Wasz wybór? Niebieska czy czerwona pigułka? Czy chcielibyście kosztem rezygnacji z dotychczasowego życia przekonać się, co rzeczywistość oferuje ponad to, co widzieliście do tej pory? Czy filmowy Matrix był naprawdę czymś złym? W końcu widzieliście, jak wyglądała nasza ukochana planeta. 'Wolność' nie oferowała zbyt szerokich perspektyw - a w zasadzie gwarantowała obniżenie standardu życia. Oczywiście można spierać się o to, czy leżenie w bezruchu w specjalnej komorze przez całe życie oznacza luksusowe warunki, ale prawda jest taka, że dopóki nie jest się tego świadomym to ta kwestia nie stanowi problemu. Nie jest absolutnie niemożliwym, abyśmy my w tej chwili spoczywali w takiej komorze, nie zdając sobie z tego sprawy. Chcielibyśmy o tym wiedzieć?
    Ja osobiście wolałbym jednak zostać podłączonym do tego nieszczęsnego Matrixa. Rzeczywistość jaką postrzegamy i tak jest ograniczona przez nasze zmysły i percepcję. To jest wybór pomiędzy dwoma rodzajami niewoli i w związku z tym ja zdecydowałbym się wybrać tą przyjemniejszą.
    Wybieram niebieską pigułkę. A Wy?
  21. Lord Nargogh
    Ktoś kiedyś powiedział, że parówki to boskie mięso - bo Bóg jeden wie, co w nich w zasadzie jest.
    Zdecydowałem się ujawnić światu straszliwą prawdę i przyznać, co lubię sobie w wolnych chwilach podjeść. Na początek muszę ostrzec ludzi o lekkich nerwach i delikatnych żołądkach - to nie jest wpis dla Was.
    Hannibal Lecter to przy mnie pikuś, o czym sami za chwilę się przekonacie.
    Zacznijmy delikatnie - opróżnimy Wam żołądki później.
    Lubię sobie zjeść od czasu do czasu nieco ugotowanych parówek.



    Wbrew obiegowej opinii, folię należy zdjąć przed rozpoczęciem gotowania, a nie po zakończeniu tego procesu. Chociaż szczerze mówiąc to preferuję parówki w naturalnym 'flaku', z których nie trzeba zdejmować folii. Parówki są dobre na wszystko - na śniadanie, kolację, obiad, przeziębienie, grypę, przedłużenie erekcji - dosłownie wszystko. Trzeba jednak uważać przy ich kupnie - widziałem kiedyś takie pewnej znanej firmy (jakiś Sokołów czy inny Krakus), które zawierały 4% mięsa (!) i miały na opakowaniu zalecenie, by ich nie poddawać obróbce termicznej. Podejrzewam że groziło to ich anihilacją.
    Krok dalej - wspomniałem o żołądkach - i tak się składa, że lubię sobie także wszamać conieco takowych. Oczywiście nie ludzkich - drobiowe, wieprzowe i wołowe w pełni mnie satysfakcjonują. Póki co.



    Żołądki drobiowe doskonale smakują po ugotowaniu w rosole, świetnie też nadają się jako dodatek do gulaszu. W ostateczności można z nich sporządzić flaczki drobiowe, aczkolwiek dużo lepiej w tej roli sprawdzają się żołądki wołowe i wieprzowe.



    O tak, Lord uwielbia flaczki - i żeby Was dobić dodam, że zwykle je konsumuję z makaronem. Zanim mnie za to spalicie na stosie, to spróbujcie sami jak smakuje takie połączenie, a gwarantuję że pokochacie je równie mocno, co ja.
    Skoro już jesteśmy przy narządach wewnętrznych (podrobach), to nie byłbym sobą, jakbym nie wspomniał o mojej wielkiej miłości do wątróbki.



    Wątroby uwielbiam wprost pałaszować, o ile są ugotowane w dobrym rosole bądź wysmażone z cebulką. W ostateczności doskonale smakują mi także w wątrobiance, zwanej potocznie pasztetem (nawet nie wiedzieliście, że z tego robią pasztet, nie?).
    Macie dość? Ale to jeszcze nie koniec!
    Jak mógłbym bowiem zapomnieć o mojej ukochanej kaszance.



    Doskonałe podroby wymieszane z mięsem, krwią i kaszą. Istnieje w wielu gatunkach i odmianach - osobiście uwielbiam odmianę klasyczną, kaszankę gajowego i krupnioki. Można ją wcinać na surowo, z grilla, podsmażoną z cebulką, z dżemem - co tylko dusza zapragnie!
    Życie bez kaszanki byłoby dużo gorsze.
    Na sam koniec dobiję wszystkich, którzy jeszcze ostali się na nogach i nie opróżnili swoich żołądków ze wszelkiej zawartości. Uwielbiam jeszcze wcinać kurze łapy gotowane w rosole, z którego następnie przygotowuję specjalną galaretę, która nie wymaga żadnej żelatyny.
    Ale w tym przypadku nie będzie żadnych zdjęć. W końcu mogły tu trafić przypadkiem jakieś dzieci.
    A Wy co wcinacie? Czy jesteście w stanie przebić mój gust kulinarny i wywołać odruch wymiotny nawet we mnie?
    PS: Specjalnie czekałem z publikacją do tak późnej godziny, żeby trochę osób zdążyło to przeczytać zanim służby specjalne RP zamkną tego bloga.
    EDIT: No dobra, macie mnie. Dwóch śmiałków znalazło danie, które nawet mi nie smakuje (chociaż ośmieliłem się go skosztować!). Mianowicie chodzi o Czerninę, zupę z kaczej krwi. (A wspominanie o niej w obecnej przedwyborczej atmosferze jest... zabawne )
  22. Lord Nargogh
    Zbierałem się od pewnego czasu do wykonania pewnych przemyśleń na ten temat, a tak się dzisiaj złożyło, że przeczytałem artykuł w 'Angorze' który dostarczył mi dodatkowego natchnienia i ciekawych liczb (i informacji), które mogę zawrzeć w tym wpisie.
    Artykuł był autorstwa pana Leszka Szymanowskiego. I moim zdaniem ten pan się nie popisał.
    Lenistwo urzędników Ministerstwa Infrastruktury nie jest jedyną przyczyną katastrofalnych opóźnień w przygotowaniu Polski do Euro 2012. Z protokołów NIK (...) wynika, że równie ważnym powodem tej sytuacji jest fatalny sposób gospodarowania publicznymi pieniędzmi przeznaczonymi na modernizację dróg.
    7,3 mln zł - taką kwotę w 2010 roku wyda warmińsko-mazurska policja na sprzęt do ścigania kierowców łamiących przepisy ruchu drogowego. (...) Z budżetu warmińsko-mazurskiej policji na te kontrowersyjne zakupy przeznaczone zostanie niecałe 1,5 mln zł. Resztę - prawie 5,9 mln zł wyłoży Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego.
    Istotne moim zdaniem informacje pogrubiłem.
    Zacznijmy od tego, że autor artykułu jest bardzo negatywnie nastawiony do pomysłu zakupu tego sprzętu (na który składają się m.in. fotoradary). Ogólnie próbuje wykazać że zakup kilkudziesięciu fotoradarów spowoduje znaczne opóźnienie prac nad rozbudową dróg w Polsce, co ma jego zdaniem spowodować, że Polska nie zdąży ich przygotować na Euro 2012. To, że nie zdąży jest akurat prawdą, ale fotoradary nie mają nic do tego.
    Autor pozwala sobie na manipulowanie faktami, co może sprawić że nieuważny czytelnik nabierze błędnych przekonań. Dowód mamy już w pierwszym akapicie, później wyjaśnię dokładniej o co mi chodzi, ale najpierw zacytuję nieco więcej tekstu:
    'Angora' i Onet.pl spróbowały policzyć, ile publicznych pieniędzy zostanie w 2010 roku wydanych na fotoradary. (...) Udało nam się ustalić, że w województwie warmińsko-mazurskim, oprócz zakupów Komendy Wojewódzkiej Policji, gminy, powiaty i urząd wojewódzki wydadzą dodatkowo 1,1 mln zł na fotoradary, które staną przy najważniejszych drogach (...). Daje to więc 8,6 mln zł wydanych na ten cel. Przyjęliśmy optymistycznie, że przeciętne polskie województwo wyda na te urządzenia tylko połowę tej kwoty. W Polsce mamy 16 województw. Oznacza to, że w 2010 roku na fotoradary zostanie przeznaczonych ok. 70 mln zł. Jeśli przyjąć, że tyle samo pieniędzy inwestowano w ten sprzęt w ciągu ostatnich lat, wychodzi, że w latach 2007-2010 wydatki na sprzęt do karania kierowców zamkną się w kwocie ok. 280 mln zł. Za te pieniądze można byłoby zbudować przynajmniej kilkanaście kilometrów nowoczesnej autostrady (...).
    Co ciekawe: zakupy fotoradarów dla organizacji turnieju nie mają żadnego znaczenia (...).
    Tyle tekstu wystarczy, bym mógł przedstawić swój punkt widzenia.
    Jawna manipulacja faktami - pozwolę sobie samemu dokonać pewnych rachunków w oparciu o informacje i liczby zawarte w tym artykule.
    Na początku mamy informację, że warmińsko-mazurska policja wyda na ten zbożny cel 7,3 mln zł, z czego z naszego budżetu pójdzie na to 1,5 mln zł - resztę pieniędzy dokłada Unia Europejska i to dokładnie dla zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Czytaj: gdyby nie te zainwestowane 1,5 mln zł, to pozostałych 5,9 nie ujrzelibyśmy na oczy (Ogólnie wprawny czytelnik zauważy że 1,5 + 5,9 = 7,4, ale ufajmy w matematykę dziennikarzy). Te pieniądze nie poszłyby wówczas na budowę autostrad. One poszłyby się za przeproszeniem walić.
    Liczymy dalej - załóżmy że powiaty, gminy i cała reszta dopłacą te 1,1 mln zł z własnych budżetów, nie korzystając z unijnego wsparcia. 1,5+1,1=2,6 mln zł. Zakładamy optymistycznie że każde województwo wyda tylko połowę tej kwoty. Oznacza to, że według takiego rachunku w 2010 roku na fotoradary przeznaczone zostanie ok. 22,1 mln zł. Jeśli przyjąć, że tyle samo pieniędzy inwestowano w ten sprzęt w ciągu ostatnich lat (co jest bzdurą, bo od dawien dawna dziennikarze sami marudzą że wydaje się na ten cel coraz więcej pieniędzy, zatem - kiedyś wydawano mniej) wyjdzie nam, że wydatki na sprzęt do karania kierowców zamkną się w kwocie ok. 88,4 mln zł.
    88,4 mln zł =/= 280 mln zł.
    Sami widzicie, że coś tu śmierdzi.
    Ale idziemy dalej. Za tą szaloną kwotę pieniędzy możnaby wybudować... kilkaset metrów nowoczesnej autostrady.
    Noż niech to licho, z powodu tych kilkuset metrów nie zdążymy na Euro 2012!
    Jeszcze dodam, że niżej w artykule napisano że w 2009 roku do kasy Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego z tytułu mandatów wpłynęło 80 mln zł, co oznacza że te fotoradary same siebie sfinansowały i zwróciły już dawno temu.
    Ale populistyczny artykuł napisać trzeba, w końcu w jakiś sposób należy przyciągnąc czytelników.
    To tyle tytułem wstępu. Przejdźmy do tematu poruszonego w nazwie wpisu - skoro te fotoradary tak ładnie zarabiają pieniążki, to chyba oczywiste że buduje się je nie z powodu bezpieczeństwa, a celem wyciągnięcia od kierowców kasy, prawda?
    A figa!
    Pisałem już kiedyś że kluczem do bezpieczeństwa na drodze jest jazda z przepisową prędkością. Podczas zamieci śnieżnej mieliśmy tego perfekcyjny dowód - śliska i niewiarygodnie niebezpieczna nawierzchnia zmusiła kierowców do przepisowej jazdy. I co się stało? Liczba wypadków zmalała, co jest doskonałym dowodem na to, że jakość nawierzchni nie ma tu prawie nic do rzeczy, a najważniejsza jest jazda ze stosowną prędkością.
    Poza tym zadam bardzo proste pytanie - skoro te fotoradary mają trzepać kasę, to czemu są tak doskonale widoczne i w dodatku kilkaset metrów przed nimi znajduje się specjalny znak drogowy informujący o ich obecności? Przecież w 'interesie' zarobku policjantów byłoby raczej to, żeby kierowcy byli kasowani z zaskoczenia, nie będąc świadomymi obecności radaru, prawda?
    Ponownie a figa, bo tu rozchodzi się przede wszystkim o bezpieczeństwo. Ponieważ zwykłe prośby i kodeks drogowy nie wystarczyły by skłonić kierowców do przepisowej jazdy, próbuje się to zrobić metodą strachu przed mandatem - kierowca ma się wystraszyć fotoradaru, który skontroluje jego prędkość za kilkaset metrów i w związku z tym zwolnić, by przejechać wolniej obok tej szkoły czy wioski, przy której się ten radar znajduje. I zwiększyć bezpieczeństwo na drodze.
    Jednak przyznać muszę, że wlepianie mandatów z powodu przekroczenia prędkości przyłapanej fotoradarem mi się nie podoba. Moim zdaniem kierowcom powinno się od razu odbierać prawo jazdy za taki wyczyn. Dlaczego tak sądzę? Ano dlatego, że taki człowiek stanowi poważne zagrożenie dla otoczenia i siebie samego nie tylko z powodu jazdy z nadmierną prędkością, ale i zwykłej ślepoty. Nie widzi znaku drogowego który ma go ustrzec przed przyłapaniem przez fotoradar i jedzie dalej jak gdyby nigdy nic. Znaki z ograniczeniem prędkości i obszarem zabudowanym też są dla niego niewidzialne.
    Skoro nie widzi tylu znaków, to skąd pewność że w ogóle jakiekolwiek widzi? Co jeśli w pewnym miejscu nie zobaczy znaku ostrzegającego przed przepaścią, rzeką, jeziorem, placem budowy, zakazem wjazdu (bo załóżmy że tam zaczyna się droga jednokierunkowa z ruchem w przeciwną stronę) i pojedzie sobie pod prąd jak gdyby nigdy nic? A co jeśli nie widzi jednego z najważniejszych istniejacych znaków drogowych; mianowicie 'ustąp pierwszeństwa'? Taki człowiek jest kompletnie niezdolny do prowadzenia pojazdu samochodowego!
    Nieodpowiedzialność, głupotę i zwykłe draństwo należy karać. Dlatego uważam, że fotoradary powinny znajdować się co 100 metrów.
    I nie znoszę artykułów w gazetach, które manipulują faktami i rzucają populistyczne hasełka, na które przeciętny niemyślący zjadacz chleba jest bardzo podatny.
    Rzekłem.
    Howgh.
  23. Lord Nargogh
    Bez zbędnego owijania w bawełnę, mojego prywatnego rankingu ciąg dalszy. Ponownie ostrzegam przed wszechobecnymi spoilerami.


    Morrowind: Bloodmoon - Likantropia



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Niesamowita sprawa. W trakcie realizowania głównego wątku fabularnego dodatku Bloodmoon, w końcu zostajemy zarażeni pewną tajemniczą chorobą. Oczywiście podobnie jak w przypadku wampiryzmu, mamy kilka dni czasu na wyleczenie się i uniknięcie konsekwencji postępowania zarazy. Ale nie oszukujmy się, przecież właśnie o to głównie w tym dodatku chodzi, żeby pobawić się w wilkołaka, nie?
    No więc za pierwszym razem zdecydowałem się odczekać aż choroba 'rozwinie skrzydła' i ujawni wszystkie związane ze sobą objawy.
    Po kilku dniach w trakcie odpoczynku ujrzałem powyższy klimatyczny filmik... a potem normalny świat Morrowinda, tym razem jednak widziany oczami bestii. Różnica jest zauważalna - nasz wilczek potrafi doskonale widzieć w ciemnościach, poza tym jest diabelnie szybki i niesamowicie wysoko skacze. Po posileniu się humanoidalnym mięsem jego rany regenerują się aż do poranka.
    Właśnie - posilanie się. Likantropia nakłada na nas obowiązek zabijania przynajmniej jednego humanoida dziennie, celem pożywienia się jego ciałem i krwią. W przeciwnym razie będziemy słabnąć. Polowanie jednak nie przynosi nam najmniejszego trudu, bowiem doskonale rozwinięte zmysły wilkołaka są w stanie wyczuć zapach wszelkich humanoidów na dystansie kilkuset stóp - w związku z tym widzimy potencjalne ofiary na mapie.
    Musimy tylko pilnować tego, żeby nie ulec przemianie przy jakimkolwiek człowieku, bo jeśli do tego dojdzie to wszyscy zaczną na nas polować nawet w ludzkiej formie i nie będziemy w stanie w ogóle współpracować z jakimikolwiek NPCami.
    Likantropia została przedstawiona w Bloodmoonie w sposób tak niesamowity, że warto zagrać w całą grę chociażby po to, żeby jej doznać.


    Planescape: Torment - Forteca Żalu



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj wszystko będzie miało swój koniec. Być albo nie być dla głównego bohatera - albo zakończy swoje zmagania sukcesem i zdoła odzyskać swoją śmiertelność, albo spełnią się jego najgorsze obawy i zostanie nieśmiertelnym, pozbawionym świadomości warzywem.
    Poznamy tutaj odpowiedzi na wiele spośród swoich pytań, a także ujrzymy upadek każdego z towarzyszy. Będziemy musieli stawić czoło setkom upiorów, którzy powstali z dusz ludzi którzy utracili swoje życia by podtrzymać naszą egystencję. Każda nasza śmierć, każda kolejna karnacja oznaczała śmierć kogoś innego w sferach - równowaga musiała zostać zachowana. Życie jednego kosztem życia drugiego.
    W tej fortecy odnalazło schronienie także to, czego szukaliśmy od początku rozgrywki - nasza śmiertelność, która utworzyła samodzielny, świadomy byt który nie chce zrezygnować ze swojego istnienia, by nas ocalić.
    Skąd Forteca Żalu wzięła swoją nazwę? Tego nie możemy być pewni. Być może stąd, że cała przygoda z nieśmiertelnością naszego bohatera została zapoczątkowana jego chęcią odpokutowania za liczne grzechy. Późniejsza nieśmiertelność doprowadziła do powstania tej fortecy.
    Pokuta --> Żal. Forteca Żalu.
    Być może jednak ta nazwa nie ma z tym faktem nic wspólnego, ale nie zmienia to faktu że to jedno z najlepiej opracowanych i najbardziej klimatycznych miejsc, jakie mieliśmy szansę odwiedzić podczas trwania naszej przygody z grami komputerowymi.


    Oblivion - pierwsze przekroczenie bram Otchłani



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Podchodzimy do podejrzanie wyglądających wrót, które zdają się płonąć. Widząc zrujnowane miasto, znajdujące się nieopodal zdajemy sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo może się za nimi kryć. Jak to bohaterzy, decydujemy się powstrzymać to niebezpieczeństwo i odważnie przekraczamy wrota.
    A za nimi widzimy coś... niesamowitego. Nie byłbym w stanie lepiej sobie wyobrazić Otchłani - czerwone niebo, pełno płomieni, dziwna, kolczasta architektura, diaboliczne stworzenia, morza lawy i rośliny, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Zwiedzanie wież i fortec wybudowanych w Otchłani również dostarcza nam niezwykłych wrażeń - na przykład gdy znajdujemy człowieka uwięzionego w klatce, który niewątpliwie był torturowany. Walające się wszędzie ciała, niebezpieczne i przerażające Dremory (poprawcie mnie, jeśli przekręciłem nazwę). Po prostu piekło - a my mamy wbiec z okrzykiem w sam jego środek. I to więcej niż jeden raz.


    Neverwinter Nights 2: Maska Zdrajcy - Krypta Boga Śmierci



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    W przypadku tego dodatku naprawdę ciężko było mi wybrać jeden najbardziej klimatyczny moment, bowiem Maska Zdrajcy OCIEKA wręcz klimatem. Od początku do końca. Każde miejsce jest magiczne, każda rozmowa - niezwykła. Temu dodatkowi poświęcę kiedyś oddzielny wpis, ale przejdźmy do rzeczy.
    Krypta Boga Śmierci. Martwego Boga Śmierci - niezła ironia, nieprawdaż? Umieszczona została w Sferze Cienia, stąd w ogóle nie została ruszona przez ząb czasu. W środku możemy spotkać pracujące wciąż uwięzione dusze skrybów, a po wejściu do Skryptorium słyszymy nawet szelest piór piszących po niezliczonych woluminach.
    To miejsce jest niesamowite - od wejścia, aż po piwnice, w których możemy zresztą znaleźć wrota prowadzące przed Miasto Umarłych. To tam zaczęła się Pierwsza Krucjata i tam odbędzie się kolejna pod naszym dowodzeniem.
    Dzięki 'zaletom' klątwy Zjadacza Dusz jesteśmy w stanie wyczuć jak gęsto wypełnione duchami są pomieszczenia tej świątyni, a w szczególności w pomieszczeniu z wielkim piecem w którym umieszczano ciała tych, którzy doczekali swojego końca w więzieniach tej krypty. Ogień w piecu nadal płonął, pomimo iż upłynęły setki lat odkąd jakakolwiek żywa istota dorzuciła do niego cokolwiek, by go podtrzymać. Ogień wciąż płonął z powodu tysięcy dusz, znajdujących się w tym piecu. Niektóre z nich życzą sobie, by z nami porozmawiać.
    Kryptę wypełniają sadzawki pełne krwi, a na ścianach znajdują się liczne obrazy przedstawiające również bohatera Pierwszej Krucjaty, Akachiego. Na niższym poziomie możemy znaleźć księgę opowiadającą ze szczegółami historię jego życia.
    Zanim dane nam jest zejść wrotami prowadzącymi na drugi poziom, widzimy jego zawartość w jednym z wielu, klimatycznych snów, które niejednokrotnie zawierają wspomnienia poprzednich Zjadaczy.
    To miejsce jest naprawdę niesamowite.
    Trzecia, póki co ostatnia część mojego prywatnego spisu ukaże się niebawem. Znowu trochę za dużo wyszło
    EDIT: Po ponownym namyśle, stwierdziłem że zamknę ten ranking w dwóch częściach. Ostatnia, trzecia część okazała się być najmniej klimatyczna (IMO) ze wszystkich, toteż zdecydowałem się rzucić ją w zapomnienie. Wolę wrócić do codziennego marudzenia na świat i rzeczywistość :]
  24. Lord Nargogh
    Jakiś czas temu gadaliśmy sobie z Dogmatem Iskrzyńskim na temat najbardziej klimatycznych naszym zdaniem momentów w grach. Wtedy też wpadłem na pomysł żeby zrobić własną listę takowych. Oczywiście nie jest to pierwsza ani ostatnia lista tego typu, tym niemniej częściowo robię ją dla samego siebie, żebym kiedyś w razie problemów ze zdecydowaniem się w co zagrać mógł się oprzeć na tym, co sądziłem o kilku ulubionych tytułach wcześniej.
    Jak każda lista tego typu, ta również jest skrajnie subiektywna, ale opinie o klimacie w grze nie mogą być obiektywne, bo na każdego działa coś innego. Dla niektórych niesamowity klimat ma rozpierniczone pole bitwy, na którym słychać jeden wybuch za drugim - a ja na przykład do takich osób nie należę, stąd nie znajdziecie na tej liście nic podobnego.
    Kolejność jest absolutnie przypadkowa, chodzi po prostu o zbiór momentów w grach, które uznaję za klimatyczne. Ograniczyłem się do jednego momentu na tytuł, oczywiście tego najlepszego moim zdaniem.
    Żeby dać niektórym przedsmak klimatu zawartego w danej chwili gry, a innym którzy mieli szczęście go osobiście doświadczyć przypomnieć 'jak to było', postaram się powklejać filmiki z YT zawierające muzykę, jaką dane było nam słyszeć w danym momencie. Albowiem muzyka jest jednym z najważniejszych wyznaczników klimatu, drogie dzieci.
    Jak dobrze pójdzie, to może znajdę coś co nie jest samą muzyczką, a całym filmikiem z danego etapu.
    I żeby mi potem nikt nie jęczał - w tym rankingu gdzieniegdzie zawarte będą ważne spoilery z fabuły danej gry.
    Ale dość tej czczej gadaniny, nie jesteśmy w końcu w Sejmie ani na konferencji prasowej. Przejdźmy do rzeczy.


    Gothic 1 - Świątynia Śniącego



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Panie, tu jakieś nieumarłe latają. Co gorsza nie tylko szkielety ludzi, ale i orków i innego plugastwa. Pełno pajęczyn, ciemne korytarze, tajemnicze inskrypcje na ścianach. Gdzieniegdzie pułapki. Co gorsza niektóre z tych bestyj rozmawiać jeszcze z nami chcieją.
    Muzyka specjalnie cichsza, by wzbudzać w graczu jeszcze większe poczucie zagrożenia przy każdym najdrobniejszym słyszalnym szmerze. Idziesz sobie spokojnie ciemnym korytarzem, słuch przyzwyczaja Ci się do tej niepokojącej ciszy zakłócanej jedynie delikatnie brzmiącą muzyką - a tu nagle ŁUP! Dostajesz mieczem po plecach z zaskoczenia od szkieletu, z którego obecności wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy.
    Emocje i pełne gacie gwarantowane. Zależnie od zainteresowań, pełne z przodu bądź z tyłu. A czasem z obu stron.
    Tam trzeba po prostu samemu wejść i narobić w gacie, inaczej się nie zrozumie co mam na myśli.


    Gothic 2 - Dwór Irdorath



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Fabularny odpowiednik Świątyni Śniącego z pierwszej części gry. To tutaj ukryło się Wielkie Zło i to tutaj odbędzie się ostateczna walka o uratowanie świata. Tym razem nieumarłych jest mniej, ale za to dużo więcej samych zielonoskórych. Do tego miejsca dotrzeć można drogą morską, a jak już zdecydujemy się opuścić nasz statek i pozwiedzać conieco okolicę, to po powrocie - guess what - okazuje się że nasz okręt zaatakowali Orkowie. Nasi towarzysze wówczas motywują nas do działania stwierdzając że 'lepiej żebyśmy się pośpieszyli, bo nie wiadomo ile czasu dadzą radę odpierać ataki'.
    I czuje się tą presję otoczenia w trakcie zwiedzania wyspy. Ponownie nigdy nie wiadomo co i kiedy spróbuje nas pozbawić życia. Pułapek jest sporo, zagadek jest kilka. Złe rozwiązanie zagadki zwykle wiąże się z odpaleniem którejść z pułapek - stąd nie powinniśmy być zaskoczeni gdy po pociągnięciu za pewną dźwignię od razu oberwiemy po plecach dwoma dwuręcznymi mieczami rycerzy śmierci. Albo gdy całe pomieszczenie wypełni się tajemniczym gazem, który będzie powoli wydzierał z nas resztki życia. Znów jest ciemno, znów jest mrocznie, znów jest strasznie i wspaniale.


    Gothic 3 - Varant i Nordmar



    Youtube Video -> Oryginalne wideo


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj raczej mamy do czynienia z moim podnieceniem geograficznym, bo nie chodzi o konkretne miejsce na mapie, a o dwie duże części kontynentu. Pustynię, jaką jest Varant i mroźne góry, znajdujące się w Nordmarze. Z jakichś przyczyn uwielbiam te miejsca - po prostu grafika i muzyka w tych momentach buduje intensywne wrażenie, jakby się tam było naprawdę. Latając po Varancie masz czasem wrażenie, jakby właśnie nieco piachu wleciało Ci do ust, a to wielgachne słońce naprawdę przypiekało Ci tyłek. W Nordmarze z kolei zaczyna Ci się robić zimno, a na twarzy czujesz podmuch mroźnego wichru.


    Fallout 1 - Rozmowa z Mistrzem



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Schodzimy do podziemi niepozornej Katedry i znajdujemy conieco niespodzianek. Poza wszechobecnymi SuperMutantami, naszą uwagę przykuwają ściany krypty bogato zdobione pomutowanymi ludzkimi wnętrznościami. Z czasem okazuje się, że patrzymy właśnie na ciało Mistrza, który znajduje się kilka pomieszczeń dalej. W końcu dostajemy się do miejsca, w którym spoczywa straszliwie pomutowana i genialna w swoim szaleństwie istota, czyli wspomniany wcześniej Mistrz mutantów. Oczywiście rozmawiamy z nim, słuchamy jego szaleńczej wizji nowego porządku na świecie i jeśli tylko chcemy - pomagamy mu ten porządek zaprowadzić i sami stajemy się częścią systemu, który zaproponował Mistrz - przechodzimy przemianę w Super Mutanta. Możemy też zwyczajnie rozsmarować wnętrzności Mistrza nawet bardziej niż wcześniej, przy użyciu rozmaitych broni czy też gołych pięści, jeśli oglądaliśmy filmy z Brucem Lee. W ostateczności możemy zburzyć marzenia Mistrza i skłonić go do samobójstwa, wypowiadajac jedno proste zdanie, które udowadnia mu, że cały ten jego plan to pomyłka i że nie ma on żadnych szans na przyszłość.
    Bo jego kochane mutanty są bezpłodne.
    Co prawda w drugiej części okazuje się że to bullshit, ale Mistrza i tak już nie ma.
    A niezapomniane wrażenia z wędrówki po umazanych wnętrzościami pomieszczeniach pozostają na całe życie...


    Fallout 2 - Gecko



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Miasto mutantów - ghuli. Zbudowane w otoczeniu niezbyt szczelnego reaktora nuklearnego. No, ale to w niczym nie przeszkadza naszym mutantom ze spaloną skórą i niektórymi narządami na wierzchu. To miejsce ma w sobie coś... niezwykłego. Wyraźnie wyczuwa się jak bardzo człowiek odstaje od tego miasta i tej 'społeczności'. To dość ciekawy pomysł ze strony twórców gry - wykreowanie fikcyjnej rasy powstałej z ludzi, a później pokazanie jak mogłaby wyglądać społeczność składająca się z tych tworów. Z jednej strony widzimy, jak ghule zachowują się jak zwykli ludzie - uprawiają pola, opowiadają głupie żarty, upijają się w barach. Z drugiej jednak widzimy, że ludźmi już zdecydowanie nie są - w większości nie potrafią biegać z powodu poranionych kończyn, praktycznie nie mają skóry, pomimo ciągłego rozkładu starzeją się i żyją dużo dłużej, są odporni na choroby i promieniowanie. Jednocześnie *mniej* niż zwykli ludzie i *więcej* niż zwykli ludzie. Najprościej byłoby określić ich mianem innych ludzi.
    Pytanie: czy w prawdziwym świecie 'czyści' ludzie potrafiliby żyć z takimi istotami w pokoju i zachowywać się wobec nich tolerancyjnie? Twórcy Fallouta założyli że nie, w związku z tym ghule by zaznać nieco spokoju i godnego życia muszą oddalić się od cywilizacji ludzi i stworzyć miasto specjalnie dla siebie. I właśnie to miasto jest w Falloucie niesamowite.
    PS: nie byłbym sobą jakbym nie wspomniał o drobnym, ale zarazem niesamowitym momencie w Falloucie 2, który też ma charakterystyczny klimat. Mianowicie jeśli zaczniemy szukać zegarka dla pewnego człowieka w mieście Modoc, w pewnym momencie nasze poszukiwania doprowadzą nas do latryny, pod którą kryje się jaskinia, w której - jak sądzimy jest ten zegarek.
    No ale zejście do jaskini jest zbyt małe dla nas, zatem co robimy? Podkładamy w tej latrynie plastik albo inny dynamit.
    Widok miasta całego w gównie - od ziemi aż po dachy - jest wart dużo więcej niż nagroda za znalezienie tego zegarka.


    Fallout 3 - Pustkowie



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Dla mnie niesamowita sprawa. Pustkowie w Falloucie 3 pokochałem praktycznie od pierwszego spojrzenia. Dokładnie tak je sobie wyobrażałem, gdy grałem w poprzednie części gry. Jakikolwiek Fallout 3 kontrowersyjny by nie był, każdy kto ma w sobie choć odrobinę rozsądku powinien przyznać że jego pustkowie trzyma klimat.
    Budynki zniszczone przez ząb czasu i bombardowania, zasypane piaskiem drogi, szczątkowa i wysuszona roślinność, skażenie radioaktywne ukryte w każdej niepozornej kałuży...
    Jako wielki fan tej serii człowiek jest zachwycony możliwością zwiedzenia tego miejsca, a zarazem przerażony, że do tego kiedyś mogłoby dojść naprawdę.
    PS: Stwierdziłem, że trochę tego za dużo wyszło. W związku z tym listę rozbiję na dwie części. Ciąg dalszy niebawem...
×
×
  • Utwórz nowe...