Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Komentarze blogu napisane przez Lord Nargogh


  1. Pisze kolejny koment, bo edycja nie działa.

    Tak propos jeszcze składowania odpadów - to mamy przecież cały układ słoneczny do dyspozycji. Sądzę że za parę lat będziemy wysyłać dziesiątki rakiet wypełnionych takimi odpadami na na przykład Wenus (mars odpada, bo można rozważać jego kolonizację). Technologia JUŻ na to pozwala - w koncu mieliśmy jakiegoś robota na Marsie. Taki transport odpadów nie musi nigdzie lądowac na tym Wenusie - wystarczy że się po prostu rozbije gdzie się tylko da. Zasobow uranu itp na Ziemi nigdy nie bedzie dość, żeby zabrakło miejsca na Wenus i żeby oddziaływania grawitacyjne w Układzie Słonecznym zmienily się niebezpiecznie dla naszej planety.

    Problem może być tylko jeden - jeśli na Wenus żyją jakieś ufoludki, to po takim zrobieniu z niego wysypiska będziemy mieli prawdziwy "Independence Day"*.

    *- z tym ostatnim oczywiście żartuję. Tak naprawdę nie widzę przeciwwskazań. Chociaż zaraz znajdą się jacyś ekodebile protestujący "ochrońmy ekosystem Wenus!"


  2. Niestety, przecietny Polak, skonczywszy szkole srednia, nie ma pojecia co to jest promieniowanie,

    Nauka o promieniotwórczości jest w programie szkoły średniej. Tzn mogę się mylić, bo ja miałem profil z fizyką rozszerzoną, ale sądze że podstawa też to miała.

    Ba, pamiętam że w GIMNAZJUM o tym mieliśmy. Jestem tego całkowicie pewien, bo pamiętam jak przygotowywałem referat o reaktorach atomowych... (oczywiście taki, na jaki poziom gimnazjum pozwalał)

    Ale masz racje, przecietny czlowiek po szkole sredniej tego nie wie, ale nie dlatego, ze tego nie przerobiono, tylko dlatego ze jest DEBILEM :P

    A potem taki tylko wzdycha że go niepotrzebnych i niezyciowych rzeczy w szkole ucza...


  3. A właśnie w Rivet City w laboratorium pracowali nad odmianami roślin, które mogłyby się przyjąc na pustkowiu. Na stole leżały sobie marchewki, itp.

    Stada braminów - widziałem parę martwych na skutek pewnych zdarzeń, ale to IMO wystarczający dowód na ich istnienie.

    Przedwojenne żarcie. Cóż, przed wojną populacja na Ziemi wynosiła spokojnie kilkanaście miliardów ludzi, po wojnie - kilka milionów. Jedzenia nie wystarczy na zawsze, ale na długo.

    A zwierzątka do polowania - cóż, na pustkowiu póki co jest ich dużo więcej niż samych ludzi, więc wystarczy ich na dlugo.

    Napromieniowana woda i jedzenie to nie aż taki duży problem. Ludzie wytwarzali środki zwiększajace odporność na promieniowanie, i równiez takie które zmniejszały ten poziom napromieniowania.


  4. Ależ zależności między osiedlami istniały - przez całą grę spotykało się kupców, którzy przenosili towary z jednego osiedla do drugiego. Miasto Megaton powstało tylko dlatego, że niegdyś było skupiskiem takich kupców. Skąd brać metale? Jak to powiedziała pewna kobieta w Megaton, wystarczy się rozejrzeć. Wszędzie są jakieś wraki i ruiny - można to wykorzystać po raz drugi. Stada braminów widziałem, pamiętam nawet jedną konkretną lokalizację - Arefu. Co prawda tamte były martwe na skutek pewnych niefortunnych zdarzeń, ale jakby nie patrzeć braminy tam hodowano. Co jeszcze do jedzenia? Przeterminowane przedwojenne żarełko (niech tylko nikt nie mówi że to bzdura, w poprzednich częsciach też było ;P), zmutowane owoce, mięso. Propos mięsa - raz nawet spotkałem grupę myśliwych na południowym zachodzie. Niefortunnie chwilę potem spotkali oni patrol Enklawy i tyle ich widziałem, ale myśliwi po pustkowiach wędrują. Potem z takiego mięska przyrządza się rozmaite potrawy - były nawet jakieś ciastka z Mirelurków.

    Więc takie osiedla jak najbardziej mają prawo istnieć, nawet bardziej niż w poprzednich częsciach - bo tutaj nie tylko CZYTASZ że ktoś poluje, ale to WIDZISZ :P

  5. Jestem piękna!


    Bółszit. WSZYSTKIE dziewczyny fotoszopują. Jak jakaś tego nie robi to:

    a) nie potrafi,

    b) nie potrafi,

    c) nie potrafi.

    A nawet jeśli nie wszystkie to zwłaszcza te "ładne" to robią.

    I zamiast fotoszopów to uczepiłbym się właśnie tony makijażu, puszapów itp. Dla mnie bezsens - po co kogoś oszukiwać że się wygląda lepiej, niż naprawdę? Facet z wypchanymi skarpetami gaciami jest śmieszny, a kobieta z gąbkami w staniku już nie?


  6. Ale żeby otrzymać takie korzyści to trzeba się uczyć i być sumiennym. Nie ma nauki - to jest jazda na sesji. A potem tylko krążą po uczelni legendy na temat "jaki jest z tego i tego wykładowcy kawał gn***, oblewacz i żyleta". W bajki w drugą stronę też nie warto wierzyć - pamiętam jak starsze roczniki opowiadały nam niestworzone historie, że niby facet z Mechaniki Klasycznej wychodzi sobie w trakcie pisemnego egzaminu i wraca 10 minut przed końcem (a mamy 1,5 godziny na pisanie). 3/4 mojej grupy dało temu wiarę i nie przygotowało się w żaden sposób prócz przyniesienia ze sobą tony zeszytów i książek do ściągania.

    A facet nie wyszedł. Ja usiadłem, spojrzałem na pytania, stwierdziłem "lol, jakie proste" i zacząłem pisać. Po godzinie skończyłem i wyszedłem - i zacząłem wysłuchiwac jak to inni mają przes... teraz i jakie trudne to pytania nie były. Zdało 7 osób. Tak mało, że facetowi nie opłacało się drukować listy z wynikami, i napisał te 7 nazwisk na kartce, razem z oceną...

    Reszta była "gnębiona" na ustnym u niego. I szczerze mówiąc, należało im się. Ja w momencie gdy odbywał się ten ustny w spokoju odpoczywałem i uczyłem się na kolejny egzamin.

    A propos samego ściągania, to byłem zdziwiony że za ewidentne przyłapanie na ściąganiu nie grozi usunięcie ze studiów. Przy oczywistych przypadkach tak to powinno się kończyć.

    Bo potem co zrobi taki inżynier, gdy od jego pracy będzie zależało życie lub komfort innych? Odwali fuszerkę. Albo będzie pracował nie w swoim zawodzie, a jeśli tak - to po cholerę ma za państwowe pieniądze studiować?


  7. Przypomniala mi się sesja letnia z tego roku akademickiego - #brrr#. Chociaż to może złe słowa - przypomniało mi się, co było tuż PRZED sesją.

    Otóz wykładowcy chyba się dogadali, i w przeciągu od marca do maja nie było żadnych kolokwiów, pytania itp - a od drugiej polowy maja do końcówki czerwca (sesja - trwała całe 8 dni....) dowalili nam taki zapiernicz, że się w głowie nie mieści. Autentycznie jak zaczęła się sesja to odetchnąłem z ulgą. Swoją drogą przed sesją mialem więcej egzaminów niż w trakcie - bo nie dałoby rady wszystkiego załatwić w te 8 dni. Na temat osoby, która wymyśliła tak krótką sesję mam tylko jedno zdanie - "dumbass".

    I propos ściągania - to też jest przerażające. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem wściekły jeśli po regularnym uczęszczaniu na zajęcia, odrabianiu prac domowych, regularnym przygotowaniu i porządnym wyuczeniu się przez kolokwium/egzaminem dostaję "tylko" 4.5, a osoba która NIE chodziła na zajęcia, NIE robiła zadan domowych i NIE uczyła się na kolokwium dostaje AŻ 3. Tak, AŻ. Bo nie powinna otrzymać nawet złamanego punkta. I nie są to osoby inteligentne ani utalentowane - to są za przeproszeniem debile, którzy przygotowali tonę ściąg, spisywali zadania i ściągali od innych na egzaminie.

    I jeszcze o egzaminie ustnym - po prostu poezja. Nas na roku jest bardzo niewiele (ok 20. osób), stąd każdy wykładowca nas pamięta z twarzy, a czasem nawet i z imienia i nazwiska. Osoby regularnie uczęszczające na wykłady mają potężny bonus na egzaminie. Z egzaminu pisemnego z matematyki byłem zwolniony, na ustnym dostałem proste pytanie. A do indeksu powędrowała piątka. Inna sprawa że gdybym dostał trudne to odpowiedziałbym bez problemu - oni to chyba wyczuwają. Z fizyki doświadczalnej też mnie nikt nie męczył - egzamin był bardzo przyjemny.

    Nieprzyjemne jest tylko oczekiwanie - zawsze chętnie wpierniczam się jako pierwszy w kolejkę, i na szczęście nie ma z tym problemu - zawsze znajdzie sie jakiś debil, który się w ogóle nie uczył i chce uzyskać jak najwięcej czasu na przygotowanie ściąg przed egzaminem, stąd zamienia się ze mna na kolejkę.


  8. Human uczy bardziej potrzebnych rzeczy w życiu niż matma np. umiejętność poprawnego wysławiania się, wyrażania swoich myśli, komunikacji, retoryki.

    Wybacz, ale g..... prawda. Nauka tych rzeczy kończy się na gimnazjum. Liceum to tylko próba dopasowania się do klucza maturalnego i czytanie dennych wierszy i książek.

    "Humanistów" mamy na tym świecie zbyt wielu.

    Więc po co taki przyszły human ma się uczyć jakiś bzdur tylu własności figur geometrycznych

    Gdyby ludzie nie zajmowali się takimi "bzdurami" to zamiast pisać te słowa na komputerze, drapałbyś się po nosie kością mamuta w jaskini. W wolnych chwilach delektujac się poezją.

    Język polski każdy Polak powinien znać

    Nie wiem jak Ciebie, ale gdy ja wybierałem się do szkoły to mówić po polsku już potrafiłem :] Oczywiście pewne dodatkowe szkolenie by się przydało, ale wystarczyłoby ograniczyć się do gimnazjum.

    I tak z ciekawości "humanisto" - ile lektur szkolnych przeczytałeś, a ile NIE przeczytałeś?


  9. Ponownie się zgadzam. Ponieważ nie uważam się za patriotę, taki przedmiot jak język polski był dla mnie całkowitą stratą czasu. Ba, swoje przywiązanie do ojczyzny straciłem właśnie na skutek prób zmuszenia mnie do niego na tych lekcjach. Dziesiątki bezwartościowych książek, które musialem przeczytać, setki godzin zmarnowanego czasu. Z chęcią przehandlowałbym wszystkie lekcje polskiego za 1 godzinę matematyki tygodniowo więcej. Albo nawet i 20 godzin, żeby nie można było mnie posądzać o lenistwo.

    Za tą obowiązkową maturę z matematyki odczuwam ponurą satysfakcję - ja musiałem zdawać z polskiego, to wy męczcie się z matematyką.

    Ale mam też pewne obawy - w związku z tym obowiązkiem poziom matury z matematyki na poziomie podstaowowym drastycznie zmalał. O ile kiedyś trzeba było coś umieć żeby tą podstawę zaliczyć - to teraz trzeba być idiotą, żeby jej nie zaliczyć.

    Wydaje mi się że spowoduje to również obniżenie poziomu matury rozszerzonej, ale głowy nie dam.

    A jeszcze propos matury z fizyki: moja była żałośnie prosta (2008 rok). 2/5 zadań nie wymagało najmniejszego przygotowania do egzaminu (poziom rozszerzony), bo dotyczyło wiedzy dla przedszkolaków, której nawet nie przerabialiśmy - i wszystkie wzory były podane wraz z definicjami. 2/5=40% - co KIEDYŚ jeszcze oznaczało jakieśtam umiejętności z zakresu fizyki. Mogę śmiało powiedzieć, że każdy kto uzyskał <40% z tamtej matury - był za przeproszeniem idiotą.

    I zgadzam się również z tym, że za dużo jest studentów. Jestem dopiero na drugim roku (od tego semestru co będzie), ale jak nieraz posłucham ludzi z 3. i nawet 4. roku (którzy prześłizgnęli się cwaniactwem), to załamuję ręce - jak można być tak głupim i nie wylecieć ze studiów....


  10. Święte słowa. Ja jestem teraz na drugim roku fizyki technicznej, i muszę przyznać że z całkami to ostrą batalię mieliśmy. POTRZEBNE były od samego początku semestru, i od samego początku ich używaliśmy. ZACZĘLIŚMY JE PRZERABIAĆ trzy miesiące po rozpoczęciu semestru.

    Rezultat jest taki: kilka (niewiele) zaradnych osób zrozumiało calki od razu dzieki ciężkiej pracy i samodyscyplinie, reszta nie zrozumiała ich do końca. Oceny z matematyki wyglądały następująco: 5, 5, 5, 5, 3, 3, 3, 3, 3, 3, 3...... i tak do końca. Oczywiście nie wiem czy wszystkim udalo się to 3 wyskrobać....

  11. Polska


    A ja mówię że gdybysmy nie istnieli to Europa dałaby sobie radę dużo lepiej z tymi zagrożeniami. Dlaczego? Bo gdyby jakiś bardziej gospodarny naród kontrolował nasze ziemie, to stworzyłby państwo dużo silniejsze i lepiej rozwinięte.

    A jeśli chodzi o nasze obecne siły zbrojne... cóż... dość powiedzieć że niewiele jest państw, przed którymi bylibyśmy w stanie się obronić.

  12. Zagadka


    Ciężko operować na wartościach nieoznaczonych, ale pozwolę sobie postawić Jakże Śmiałą Tezę, że rzeczywistych jest więcej niż naturalnych. Dlaczego? Bo zbiór liczb naturalnych ZAWIERA się w zbiorze liczb rzeczywistych. Zatem zbiór liczb rzeczywistych = liczby naturalne PLUS cośtam. Więc musi być więcej ;)


  13. Mnie również to irytuje. Pomijając już w ogóle fakt że nie widzę powodu do odczuwania jakiejkolwiek dumy z powodu zwycięstwa jakichś obcych dla mnie ludzi (czytaj: reprezentacji Polski. A nawet jeśli nie obcych, to i tak nie przyczyniłem się do tego zwycięstwa, więc nie mam się z czego cieszyc), kompletnie nie rozumiem dlaczego Polacy mieliby być zadowoleni z tego, że jakiś Brazylijczyk strzelił dla nich gola.

    Wygraliśmy mecz - i co z tego, skoro to nie Polacy wygrali? Czemu Polacy mają być dumni z tego, że Brazylijczycy czy ktokolwiek inny dobrze gra w piłkę nożną?

    Odkąd wprowadzono zwyczaj dołączania obcokrajowców do kadry narodowej, przestałem odczuwać jakąkolwiek różnicę przy zwycięstwie reprezentacji Polski i jakiekolwiek innej. Co za różnica? Że tamci Brazylijczycy są mniej NASI niż ten z naszej drużyny?

×
×
  • Utwórz nowe...