Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    ...czyli krótki komentarz powyborczy.
    Za wcześnie jeszcze, by sprawdzać poprawność swoich przewidywań (nie znamy dokładnych wyników wyborów), ale nie mogę się nie oprzeć by nie skomentować krótko wypowiedzi JK, którą wygłosił na krótko po ujawnieniu wyników sondażowych.
    'Widocznie Polacy uważają, że jest dobrze, tak jak jest.'
    (cytat niedokładny, ale wiernie oddający sens wypowiedzi)
    Ależ panie Jarosławie, złe pan wyciąga wnioski. Polacy wcale nie uważają, że jest dobrze tak jak jest. Polacy po prostu uważają, że jest o wiele lepiej, niż by było z panem.
    (co w obliczu opinii tego pana na temat sytuacji w kraju jest największą możliwą obelgą)
  2. Lord Nargogh
    Sierra, ulegając żebrom i błaganiom graczy by zrobić coś z ich starszymi grami (które choć nieraz wspaniałe, praktycznie w całości niekompatybilne z nowymi komputerami) stworzyła TO.
    Jest to lista instalatorów dla wielu ich gier, które kopiują zawartość z płyt na HDD (sprawiając, że do gry nie będzie wymagana płyta) oraz dodatkowo konfigurują je w DosBoxie, umożliwiając odpalenie ich nawet na 64bitowym windows 7. Wymagane jest oczywiście posiadanie oryginalnej płyty z grą, bo to z niej kopiowane są zasoby na HDD>
    Bierzcie i dzielcie się.
  3. Lord Nargogh
    Nowy cykl wpisików na blogasku! Podejmę w nim rozpaczliwe próby przekonania najbardziej zatwardziałych next-genowych humanistów*, że nauki ścisłe też mogą być ciekawe**!
    #1 - EFEKT TUNELOWY
    a. Pewna sytuacja w kwantowym świecie cząstek:
    Cząstka o energii równej E leci sobie wzdłuż osi x. Na jej drodze stoi przeszkoda w postaci skończonej bariery potencjału o wartości V, niewiele większej od E. Ale jednak większej. Ta bariera ma jakąśtam skończoną długość a.
    b. Podobna sytuacja w życiu codziennym:
    Znudzony student przed sesją próbuje zabić sobie czas, a także znaleźć jakikolwiek pretekst, by nie musieć się uczyć do egzaminów. Tym razem padło na odbijanie piłeczki tenisowej o ścianę. No więc siedzi sobie na fotelu i zabiera się do rzucenia tej piłeczki, celem odbicia jej od ściany.
    Pytanie: co się stanie?
    Fizyka klasyczna:
    Cząstka i piłeczka odbiją się od napotkanych barier.
    Fizyka kwantowa:
    Cząstka może przetunelować przez barierę, a piłeczka przelecieć przez ścianę, zabijając sąsiada który akurat siedział naprzeciwko, trzymając dzbanek z wrzątkiem w jednej i nóż w drugiej ręce. Uderzenie piłki wytrąci mu dzbanek z ręki, powodując ochlapanie twarzy, co sprawi że sąsiad zechce szybko zetrzeć z niej wrzątek przy użyciu drugiej ręki, zapominając o nożu w niej trzymanym i powodując wbicie go w swoje oko gwałtownym ruchem....!!!!
    ...ale odbiegam od tematu. Może wróćmy do cząstki. Oczywiście w 'prawdziwym', 'codziennym' świecie takie numery jak z tą piłeczką się nie zdarzają, ale w świecie cząstek elementarnych - już jak najbardziej. Ba, zdarzają się na tyle często, że odgrywają istotną rolę w przyrodzie (fuzja jądrowa będąca źródłem energii Słońca) , a także w wielu osiągnięciach współczesnej techniki, tych ciekawych dla mnie i nudnych dla Was (elektronowy mikroskop skaningowy), jak i tych których istnienie powinno Was jak najbardziej interesować (szybkie współczesne komputery, opierające swoje działanie na półprzewodnikach, które z tego zjawiska 'korzystają').
    Na dzisiaj to wszystko, drogie dzieci. Jeśli chcecie, bym kontynuował ten cykl fizycznych opowieści, to dajcie znać w komentarzach.
    PS: Przedmiot, z którego właśnie uszczknęliście wiedzy, nazywa się Mechanika Kwantowa. I co, nie taki diabeł straszny, hm? A ja Wam mówię, że jednak straszny! Samodzielna nauka tego przedmiotu bez pomocy wykładowcy, w oparciu o internet i ksiązki a następnie pisanie z niego KOSZMARNEGO egzaminu nie jest fajne!
    *- next-genowych to znaczy niezainteresowanych naukami ścisłymi, bo humanista według pierwotnej definicji powinien się interesować wszelakimi naukami!
    ** - po tym, jak zobaczyłem reklamę, która zachęcić miała ludzi do kierunków ścisłych tym, że po ich ukończeniu będą mogli obliczać wysokość schodów, stwierdziłem że... Nie, nic nie stwierdziłem. Załamałem się.
  4. Lord Nargogh
    Oglądałem sobie właśnie Fakty na TVNie, kiedy usłyszałem wstrząsającą informację o tragedii jaka miała miejsce w jednym z supermarketów 'Netto' - małe dziecko imieniem Adrian nażarło się granulek środka czyszczącego Kret, bardzo mocno się poparzyło i trafiło do szpitala.
    Więcej informacji - TUTAJ.
    Na początku wspomniano tylko, że kierownictwo sklepu Netto oskarżyło rodziców, że zostawili dziecko bez opieki. Rodzice ze łzami w oczach zaprzeczyli temu faktowi, twierdząc że opiekowali się dzieckiem 'tak jak zawsze' i to w zupełności zadowoliło i przekonało dziennikarzy, którzy zaczęli miotać gromami i oskarżeniami w producenta środka (bo za łatwo można było odkręcać butelki) i sklep (bo butelki z towarem były umieszczone na samym dole i dziecko mogło po nie sięgnąć). I tak skupiono się na tym aspekcie, pokazując jeszcze liczne ekspertyzy na temat butelek, ujęcia z ukrytej kamery jak dziennikarz chodził sobie po sklepie i otwierał kolejne butelki, żeby sprawdzić czy w istocie można je otworzyć tak łatwo.
    Nadmienię w tym miejscu, że butelki z tym preparatem jest otworzyć bardzo trudno, ale tylko za pierwszym razem - po uprzednim 'rozdziewiczeniu' nakrętki, następnym razem jest już dużo łatwiej.
    Po wszystkim oczywiście towar nie został zakupiony, a zdeflorowane opakowania zostały odłożone na półkę. Każde następne dziecko, któremu przyjdzie ochota na żrący środek chemiczny będzie miało ułatwiony do nich dostęp w sklepach w których przeprowadzono 'badanie'.
    Ale nie to mnie najbardziej zdenerwowało w całym materiale. Raczej to, że jak zwykle rodzice są tutaj świętymi, którzy zostali poszkodowani przez brutalny i zły spisek Systemu.
    Nikt nie ośmielił się nazwać tych ludzi po imieniu wedle tego, co zrobili.
    Nieodpowiedzialni kretyni, którzy nie powinni mieć prawa do rozmnażania. - taki tytuł moim zdaniem jest najbardziej adekwatny do całej sytuacji.
    Ale 'przecież pilnowali dziecka, pilnowali go tak jak zwykle' - w obliczu tego co się stało, widzę dwie możliwości, jak połączyć tą wypowiedź z felernym zdarzeniem:
    - Pilnowali tak jak zwykle, czyli nie pilnowali - dziecko biegało sobie swobodnie po markecie niczym dziki bizon po prerii*,
    - Pilnowali go jak należy, czyli w momencie gdy dziecko otwierało butelkę z napisem 'Kret' i wpychało sobie granulki do buzi, to z zainteresowaniem przyglądali się całemu zajściu, czekając 'co się stanie'.
    Ten przypadek to wierzchołek góry lodowej. Rodzice w tym kraju są zawsze święci. Co z tego, że mieszkają na śmietniku i są wiecznie pijanymi alkoholikami - to urzędy są bez serca, odbierając im ich pociechy. W końcu to miłość jest najważniejsza. Co z tego, że z ich domu wyszedł niedorozwinięty psychopata, który przyszedł do szkoły i wymordował pół grona nauczycielskiego - rodzice są niewinni, to wszystko wina brutalnych gier komputerowych.
    Rodzice zawsze są niewinni. Piętnować należy wszystko wokół, ale nie rodziców.
    Bullshit. Mam nadzieję, że również to dostrzegacie.
    Na zakończenie dodam, że sam pomysł umieszczenia butelek ze środkiem wyżej niż wcześniej jest bardzo kretyński. Dzieci są głupie. Zawsze znajdą sposób, żeby zrobić krzywdę zarówno samemu sobie, jak i wszystkim wokół. Nie chodzi o to, żeby główkować jak tylko uniemożliwić im technicznie zrobienie sobie krzywdy - bo na to jest tylko jeden sposób - uciąć im rączki i nóżki. Chodzi raczej o to, żeby bachora pilnować, żeby sobie tej krzywdy zrobić nie mógł.
    * - swoją droga strasznie mnie wnerwiają takie luźno puszczone bachory, które hałasują, blokują przejście i ogólnie utrudniają życie z powodu niekompetencji swoich rodziców.
  5. Lord Nargogh
    Dzisiaj o 20:30 ma się odbyć jakaś wielka akcja gaszenia świateł czy czegośtam na 60 minut. Bo jakimś ekologom się coś przyśniło/komuś obiad zaszkodził albo coś w tym rodzaju.
    W każdym razie zgodnie z pierwszym paragrafem kodeksu 'Na Przekór!', podpunktem 'Na pochybel (zgniło)zielonym!' wnoszę apelację o wzięcie udziału w akcji
    UWUEWCONPPE
    (Uruchom Wszystkie Urządzenia Elektryczne W Cholerę O 20:30 Na Przekór Pustym Ekologom)
    Krótsza wersja: WK - Wysadzamy Korki!
    'Jak ma być ciemno, to tylko z powodu awarii przeciążonej elektrowni!'


    +

    Artystyczna alegoria dzisiejszej akcji

    Bijemy rekord obciążenia elektrowni! Nie pozostawaj obojętny! Niech się ekolodzy zdziwią!
    *- niniejsza akcja jest formą antyterroryzmu ekologicznego.
    Zapraszamy także do udziału w akcji 'Wylewamy detergenty do rzek', która odbędzie się dzień przed 'Polowaniem w Parkach Narodowych' w tygodniu 'Wysadzania Wielorybów w Powietrze'.
    Nie dajmy sobie w kaszę dmuchać!
  6. Lord Nargogh
    Na dzisiejszy wieczór przygotowałem wyprawę do magicznej, słowiańskiej krainy.
    Konung: Legenda Północy to stosunkowo mało znana w Polsce gra, która wyszła od tego samego wydawcy (producenta?) co poprzednio prezentowany Submarine Titans. Jest to wyjątkowy przedstawiciel gatunku cRPG.
    Pamiętam swój pierwszy kontakt z tym tytułem - dowiedziałem się o nim z recenzji w magazynie Cd-Action. Nie pamiętam, jaką ocenę otrzymała ale było to raczej 7-8 niż 6/10. Swoją kopię zdobyłem wydając oszałamiające 7 zł w jakimś supermarkecie. I był to jeden z najbardziej udanych wydatków w moim życiu.
    Konung przypomina efekt ambicji ograniczonej zasobami. Dużo bardzo dobrych i ciekawych - ale niestety niezbyt dobrze zrealizowanych pomysłów.
    Jeśli chodzi o system rozwoju postaci, to część umiejętności rozwija się podczas korzystania z nich - na przykład zdolność przygotowywania mikstur (które można było wytwarzać bardzo intuicyjnie łącząc ze sobą odpowiednie składniki). Jest też klasyczny wskaźnik doświadczenia, ale zrealizowany także dość nietypowo - granica pomiędzy zdobytymi poziomami jest raczej symboliczna niż znacząca, gdyż żeby zwiększyć wartość poszczególnych umiejętności nie musimy wcale awansować na kolejny poziom.
    Można było poprowadzić nawet dziesięcioosobową drużynę bohaterów do walki, którą pierwej należało dość mocno wytrenować. Mieliśmy także możliwość w ograniczonym zakresie zarządzania wioskami jako ich Jarlowie.
    Tyle tytułem wstępu. Teraz przejdźmy do głównego tematu tej serii wpisów, czyli ścieżki dźwiękowej gry.
    Ponownie nie ma zbyt wielu utworów które usłyszymy w czasie grania, ale kilka z nich ma w sobie to 'coś' co sprawia że warto przesłuchać całą ścieżkę dźwiękową, swoją drogą wypaloną na płycie z grą w formie audio-cd.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Tajemnicza melodia, idealnie nadająca się do wędrówki po mistycznym, słowiańskim lesie. Kojarzy mi się z Szamanami, dla których niejedno zadanie przyjdzie nam wykonać i od których wspaniałe artefakty w darze otrzymamy.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo To już muzyka iście z wędrówki po nawiedzonej jaskini. Za każdym zakrętem może nas spotkać zagłada, która wcale nie musi wyskoczyć zza rogu. W końcu nieumarli w tej grze mają brzydki zwyczaj wykopywać się z ziemi, po której właśnie stąpamy.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Kolejna wizyta w lesie, tym razem jednak po zmroku. Liche światło pochodni nie jest w stanie ostrzec nas przed zagrożeniem, nim będzie za późno.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo A tutaj bardzo kojąca i przyjemna dla ucha melodia, ukazująca urok świata w którym przyszło nam przeżyć naszą przygodę. A także jej magiczność. Nie jestem w stanie nazwać instrumentów które słychać w tym utworze, ale bardzo przepadam za ich brzmieniem.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo I tradycyjnie na koniec gwóźdź programu, tym razem muzyka z menu głównego. Osobiście jeden z moich ulubionych utworów. Jeden z tych utworów, które skłoniły mnie do zainteresowania się ścieżkami muzycznymi gier. Gdy po raz pierwszy zabrzmiał w moich uszach, wiedziałem już że czeka mnie wyjątkowa przygoda.
    I to by było na tyle na dzisiaj. Utworów było kilka więcej, ale pozostałe nie były moim zdaniem warte uwagi.
    PS: Z żalem nie byłem w stanie dostarczyć screenshotów do tej gry. Po ponad godzinie prób nie udało mi się jej uruchomić - ze względu na jej wiekowość jest to dość problematyczne, a ponieważ od mojego ostatniego jej ukończenia minęły ponad 2 lata, nie pamiętam co zrobiłem poprzednim razem żeby zmusić ją do działania. Cholera, powinienem zacząć prowadzić dziennik.
    PS2: Nie wiem jak wygląda to od strony czytelników, ale mi odpowiada taka forma krótkiego przedstawienia tytułu i późniejszego zachwycania się nad jego ścieżką dźwiękową. Dlatego przywiążę się do niej na dłużej. Żaden ze mnie recenzent, więc muszę sobie ułatwiać życie.
  7. Lord Nargogh
    Witam po dłuższej przerwie w prowadzeniu bloga. W międzyczasie zdążyłem skończyć studia, szukać pracy, znaleźć pracę i pracować - także byłem dość zajęty.
    Ale dość o mnie, nie zebraliście się tutaj, żeby posłuchać o życiowych zawirowaniach Waszego ulubionego moderatora. Jeśli otworzyliście ten wpis, to zrobiliście to po przeczytaniu jego tytułu obiecującego ucztę dla uszu w postaci soundtracków z polskich gier.
    I ten Wasz głód dobrej muzyki z pewnością zostanie zaspokojony.
    Na rozgrzewkę chciałbym zaprezentować utwór z polskiego westernu (zdaje sobie sprawę, jak to komicznie brzmi) - Call of Juarez:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Słyszymy ten utwór tuż po uruchomieniu gry, w menu głównym. Od razu zdajemy sobie sprawę, że [beeep] właśnie dostało rzeczywistość (shit got real). Mamy przed sobą nieco mroczną opowieść na dzikim zachodzie, przedstawioną z perspektywy dwóch postaci. W zasadzie niemal do samego końca nie wiadomo jakie są intencje każdej z nich. Nie będę wnikać w samą zawartość gry, uważam jednak że ten utwór dobrze oddaje jej klimat.
    Na drugim przystanku naszego audiopociągu znajduje się zdezelowana Ziemia:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Earth - wyśmienita, oryginalna i rodzima seria gier strategicznych. Odwieczny konflikt między zmienną ilością frakcji (od 2 do 4, w zależności od części gry). Tutaj słyszymy melodie odtwarzane w czasie rozbudowy bazy zrobotyzowanej frakcji składającej się z maszyn sterowanych za pomocą sztucznej inteligencji. Nie wiem jak Wy, ale ja słyszę robotyczną precyzję maszyn połączoną z zewem nowoczesnej technologii wykonanym za pomocą elektrycznej gitary.
    Kolejny utwór jaki chciałbym zaprezentować pochodzi z tej samej serii gier, a konkretnie jej najnowszej części, której akcja nie ogranicza się już do naszej rodzimej planety. W zasadzie 'nie ogranicza' jest słowem nieco chybionym, gdyż na skutek przeprowadzonych w poprzednich częściach wojen nasza kochana Ziemia już nie istnieje, dosłownie i w przenośni. Akcja gry umiejscowiona jest w szerokim zakresie planet znajdujących się w naszym układzie słonecznym - ale nie tylko.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Ja w tym utworze słyszę... nadzieję. Nadzieję ludzkości na nowy początek, na nowe życie na świeżo skolonizowanych planetach.
    Kolejny etap naszej podróży przeniesie nas setki las wstecz na rodzime tereny naszego kraju, zamieszkane wówczas przez słowiańskie plemiona:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Tajemnicze i magiczne słowiańskie knieje. Kapłani Trygława, Peruna i Swaroga. Dzielni i hardzi Woje. Podstępne wiedźmy i czarownicy. To wszystko możemy napotkać w tej grze, a pewien tego przedsmak doświadczyć w tym utworze.
    Dwa ostatnie przystanki przeniosą nas do fikcyjnego, fantastycznego i brudnego świata prozy Sapkowskiego.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Youtube Video -> Oryginalne wideo Magiczny, choć brutalny świat. Wieśniacy obficie klnąc zabierają się leniwie do codziennych obowiązków. Wszędzie [beeep] i dealerzy. Śmierć czyha za każdym rogiem, ale także pod ziemią i na niebie. Ludzie, przyzwyczajeni do podłości świata próbują prowadzić 'normalne' życia, rzadko kiedy zatrzymując się i zastanawiając nad konsekwencjami swoich czynów. 'Moralność' to słowo, które jest temu światu równie obce co trudne do wymówienia dla parobka z pospólstwa.
    To wszystko co przygotowałem na dzisiaj. Nie chcę nic obiecywać, ale przymierzałem się do powrotu do pisania już od dłuższego czasu. Czy to tłumacząc komuś na czacie jakiś fenomen fizyczny, czy narzekając innej osobie na wkurzające zachowania niektórych ludzi. Dzisiaj sobie słuchałem jednego z tych utworów i zacząłem ubolewać, że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z ich istnienia i naszego dorobku w zakresie muzyki skomponowanej na potrzeby gier. Miejmy nadzieję, że po dzisiejszym dniu choć jedna osoba więcej będzie zdawać sobie z tego sprawę.
    Ta-ta!
  8. Lord Nargogh
    Oglądając sobie spokojnie telewizję usłyszałem wzruszającą opowieść o wielodzietnej rodzinie, która (co za szok!) znalazła się w kłopotach finansowych. Cały materiał filmowy miał wzbudzić w widzach litość i współczucie. A mnie oczywiście wnerwił.
    Ojciec opowiadał ze wzruszeniem jak ledwo wiąże koniec z końcem żeby utrzymać swoją czwórkę dzieci. Matka mu potakiwała. Nie słyszałem czy miał jakąś pracę, ale biorąc pod uwagę że to typowa królicza rodzina, obstawiam że nie. W związku z tym istnieje duże prawdopodobieństwo że ci ludzie żyją utrzymywani przez państwo.
    Jakby problemów finansowych było mało, dzieci w tej rodzinie były jakieś... wadliwe. Obarczone rozmaitymi chorobami genetycznymi. Rozsądny człowiek wyciągnąłby pewne wnioski po tym, jak urodziła mu się dwójka chorych dzieci, które zapewne brzmiałyby mniej więcej 'obciążam swoje potomstwo genetycznie i robię upośledzone dzieci, więc powinienem się powstrzymać, by oszczędzić im tragicznego życia'. Ja bym wyciągnął takie wnioski. Ale do tego trzeba czasem przystanąć i przemyśleć cokolwiek.
    Kto kazał tym ludziom się tak bezmyślnie rozmnażać? Człowiek myślący rozsądnie planuje swoją rodzinę w zależności od swoich możliwości finansowych. A ubodzy i/lub bezrobotni mnożą się jak mrówki albo jakieś króliki. Co ich powstrzymuje przed myśleniem? Kościół zabraniający antykoncepcji?
    Nie.
    Zawsze można się powstrzymać. ZAWSZE. Nikt mi nie wmówi, że istota MYŚLĄCA zdecyduje się na stosunek, wiedząc że z jakichś przyczyn nie może zastosować antykoncepcji, i będąc świadoma posiadania kilkorga dzieci, z którymi już ma problem by je utrzymać. Ale jak już wspomniałem - do tego trzeba myśleć.
    I jak działa sumienie takiego człowieka? Nie pozwoli mu użyć prezerwatywy, ale pozwoli spłodzić kolejnego bachora, który będzie żył na koszt państwa, i który dzięki jurności swoich rodziców nie będzie miał zapewniony świetlanej (ani nawet.... ciekawej) przyszłości, a wszystko w zamian za kilkanaście minut (niech będzie godzin, dla utalentowanych) przyjemności? Sumienie nie przeszkodzi mu zabierać państwowych pieniędzy, żeby uratować swoją żałosną egzystencję, której stan ma duży związek z decyzjami podjętymi przez takiego człowieka?
    Jaka przyszłość spotka takie dzieci? W Polsce wielu ludziom trudności finansowe sprawia zapewnienie wyższego wykształcenia nawet jednemu dziecku. Co, jeśli w jakiejś rodzinie jest ich DZIESIĘĆ? Zresztą olać samo wyższe wykształcenie, nawet zdanie matury oznacza pewne koszty.
    I co potem robią dzieci z takich rodzin? Rozmnażają się dalej. I liczba tego typu rodzin wzrasta.
    Jedyne, naprawdę jedyne co można zrobić z takimi ludzmi żeby uniemożliwić im rozmnażanie, to sterylizacja i kastracja. I to jest tragiczne że nie można w takiej sytuacji po prostu polegać na zdrowym rozsądku.
  9. Lord Nargogh
    Na skutek uderzenia komety w powierzchnię planety Ziemi, ludzkość została zmuszona do zamieszkania w wodach oceanów.
    Nie jest to wycinek ze złowrogiego proroctwa, lecz tło fabularne gry, o której chciałbym dzisiaj opowiedzieć. Gry, która pretendowała do tytułu następcy Starcrafta, a której wnioskując po ilości osób zdających sobie sprawę z jej istnienia - się to nie udało.
    Nie oznacza to jednak, że tytuł nie jest godzien naszej uwagi. Wprost przeciwnie - jest to niewątpliwie ponadprzeciętna strategia czasu rzeczywistego, która zaprezentowała kilka innowacyjnych rozwiązań.
    Akcja gry jak nietrudno się domyślić, toczy się pod wodą. Budujemy podwodne struktury i konstruujemy łodzie podwodne, które wysyłamy do walki. Niestety, w grze praktycznie nie występuje piechota. Praktycznie, bo jedna z frakcji ma do swojej dyspozycji delfiny kamikaze (that's right Greenpeace - [beeep] YOU ). Walka pod wodą wiązała się także z możliwością umieszczania struktur i łodzi na różnych wysokościach (uuhm... głębokościach?), a także unikania torped i pocisków w pionie.

    Właśnie, frakcje. Do podwodnego konfliktu przystępują:
    White Sharks - ludzka frakcja skupiająca się na konwencjonalnym uzbrojeniu.

    Black Octopus - kolejna frakcja ludzi, stawiająca jednak na nowoczesną i innowacyjną technologię.

    Sillicons - frakcja kosmitów przybyłych na Ziemię razem z kometą.

    Ale dość o samej grze - czas przejść do głównego tematu tego wpisu - wybornej muzyki, jaka nam towarzyszy w trakcje rozgrywki. Utworów nie ma zbyt wielu, a najlepsze co udało mi się znaleźć na youtube to połączone w jeden utwór melodie dla poszczególnych frakcji podczas walki i rozbudowy.
    Muzyka towarzysząca nam podczas bitew nie przypadła mi do gustu, ale bardzo możliwe że jestem odosobniony w tym przekonaniu - po prostu w ogólności preferuję spokojne melodie.
    Muzyka zostanie zaprezentowana w kolejności od ścieżki dźwiękowej która spodobała mi się najmniej, do tej najbliższej mojemu gustowi.
    Na początek utwory muzyczne frakcji Black Octopus (napisałem utwory, chociaż link jest jeden, zbiorczy):

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Utwór przypadł mi do gustu, ale szczerze powiedziawszy moim zdaniem nie pasuje do tej frakcji. Rytmiczna, marszowa melodia kojarzy mi się raczej z wojskowym charakterem Białych Rekinów. Kto wie, może ktoś się pomylił i podmienił utwory tych frakcji?
    Z drugiej strony jeśli przymknąć oko na wojskowe rytmy, uchwycić da się motyw tajemniczości związany z fantastycznymi technologiami rodem z filmu science fiction.
    Na drugie danie ścieżka dźwiękowa White Sharks:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Och, co za niespodzianka - tajemniczy, nasuwający skojarzenia z nowoczesną technologią i finezją utwór przyporządkowany do konwencjonalnej frakcji stawiającej na siłę ognia. A może to tylko moje zdanie? Ilekroć słyszę dźwięki wygenerowane za pomocą elektronicznych instrumentów, właśnie nowoczesna technologia nasuwa mi się na myśl. Ale to nie wszystko, spokojny charakter tej melodii także kojarzy się bardziej z naukowcami, niż rytmy wybijane na bębenkach. Jeśli zgadzacie się ze mną, to może powinienem pracować w biznesie gier i dobierać do nich ścieżki dźwiękowe? I'm just sayin'.
    Utwór moim zdaniem nieco lepszy od tego poprzedniego, ale nie tak dobry jak ten poniżej, czyli...
    Na deser Silikończycy (Sillicons):

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Panie i panowie, zmuszony jestem prosić Was o wybaczenie, padliście ofiarą mojego niecnego podstępu. Ten utwór to tak naprawdę nie jest deser. To jest kwintesencja tego wpisu. To właśnie jego brzmienie w uszach natchnęło mnie do pisania. Cała reszta tekstu to pretekst do zamieszczenia tego utworu, bo głupio byłoby robić wpis tylko o jednej melodii.
    Ta melodia moim zdaniem idealnie oddaje charakter frakcji, którą przedstawia. Tajemnicza, wysoko rozwinięta cywilizacja. Elektroniczne brzmienia zdają sie współgrać z migotającymi światłami na budynkach kosmitów.
    Mógłbym założyć słuchawki na uszy, odpalić ten utwór, zgasić światło, zamknąć oczy i udać się myślami do innego świata. Znaleźć się na pokładzie okrętu flagowego potężnej, nowoczesnej floty krążowników.
    'Hegemonie Nargogh, ambasador Zjednoczonej Federacji Ziemi chce z panem rozmawiać na temat bezwarunkowej kapitulacji i przekazania panu władzy.'
    Ups, chyba się trochę zapędziłem.
    To może ja już skończę.
    TL;DR szanujcie ostatni utwór bo jest prawilny.
  10. Lord Nargogh
    Mając już dość dobrze wyposażoną i doświadczoną postać, swe kroki skierowałem ku znajdującym się blisko siebie Vault City i Gecko.
    #once again, SPOILER ALERT#
    Vault City to przykład zakończonego powodzeniem eksperymentu Vault-Tec. Krypta pozostała zamknięta przez zaplanowaną ilość czasu, a jej mieszkańcy po wyjściu na zewnątrz byli w stanie utworzyć zaawansowane technologicznie (i odnowione za pomocą GECK-a środowisko) miasto.
    Niestety, lata izolacji, planowanego rozmnażania i korzystania cały czas z tej samej, zamkniętej puli genów doprowadziło do dużego podobieństwa mieszkańców, a także wystąpienia w nich bezpłodności - z czasem stali się niezdolni do rozmnażania w tradycyjny, nielaboratoryjny sposób. Jest to związane z ciekawą możliwością złożenia 'darowizny' w postaci swojego... khem, materiału genetycznego na rzecz miasta.
    To dość ciekawa lokacja. Z jednej strony mamy zaawansowane technicznie i czyste budowle, z drugiej - otwarcie praktykowane niewolnictwo, prohibicję (chociaż osobiście jestem zwolennikiem zakazu używek ]:->), daleko idącą izolację od otoczenia.
    Podobała mi się możliwość wykonania szczepień ochronnych w Vault 8, które zwiększały naszą odporność na promieniowanie i (chyba) trucizny. Jeszcze bardziej spodobało mi się to, co odkryłem po głębszym przeszukaniu archiwów komputera w tej krypcie - informacje na temat wszczepów podskórnych. Tak, mając odpowiednio wysoki poziom nauk ścisłych i doktora, możemy wykonać na sobie operację zwiększającą odporność na obrażenia i/lub ogień. To drugie ze względu na nikłą liczbę przeciwników używających tego rodzaju obrażeń jest niemal bezużyteczne, ale to pierwsze może okazać się bardzo pomocne.
    W Vault City postawiłem sobie za punkt honoru, by zostać Obywatelem poprzez zdanie testu na obywatelstwo. Nigdy nie udało mi się tego zrobić, pomimo iż moje postaci miały wysoką percepcję, inteligencję, charyzmę i wysoki poziom umiejętności lekarz, nauki ścisłe i retoryka.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Na szczęście nie jest to jedyna droga, by osiągnąć ten cel. Drugą opcją, związaną z ciekawym zadaniem jest rozwiązanie problemu nieszczelnego reaktora atomowego w Gecko. Konieczne jest wtedy zdobycie specyficznego elementu ekwipunku z Vault City: Hydro-Magneto...uuuhm... Hy-Maga. Zadanie to daje nam sporo doświadczenia i satysfakcji (przy założeniu, że nie jesteśmy wrogo nastawieni do Ghuli).
    Kontynuując wątek Gecko, mamy tam szansę spotkać starego znajomego z pierwszej części gry - Harolda (nie jest to jedyna postać z F1 którą możemy spotkać - kto wie, o kogo jeszcze chodzi?). Zapewne zaskoczę wielu ludzi stwierdzeniem, że Harold nie jest ghulem. Bo nim nie jest - zainteresowanych szczegółami odsyłam do Fallout Bible.
    W Gecko możemy zarówno naprawić, jak i ulepszyć reaktor. Jest też parę okazji, aby przekonać się o specyficznym poczuciu humoru Ghuli (które przewijało się przez wszystkie części serii, włącznie ze Spin-offem Fallout Tactics) które sprawia iż pomimo patrzymy na rozkładającą się kupę mięsa, nie możemy wyzbyć się wobec niej sympatii.
    Trzymając się tematyki mutantów, swe kroki skierowałem do nietypowej mieściny - Broken Hills. Pierwsza próba mutanta Marcusa utworzenia miejsca dla wszystkich ras i mutacji, miejsca gdzie wszyscy mieli funkcjonować razem w zgodzie, niestety zakończona niepełnym powodzeniem ze względu na wysoki poziom nieufności pomiędzy mieszkańcami różnych ras. Oczywiście obowiązkowo muszę wspomnieć o możliwości dołączenia do swojej drużyny Supermutanta - wspomnianego wcześniej Marcusa.
    Z rozczarowaniem przyjąłem wiadomość po ukończeniu gry, że zasoby kopalni w Broken Hills uległy wyczerpaniu, a miasto umarło śmiercią naturalną. Nie podobało mi się to tym bardziej, że istniało wiele mieścin nie mających dostępu do żadnych zasobów, które przetrwały z powodzeniem ze względu na prostą ideę, którą kierowali się mieszkańcy - w grupie łatwiej przetrwać. Miasto służące tylko i wyłącznie jako azyl dla pragnących żyć w pokoju mutantów ma wystarczające powody do istnienia samo w sobie.
    Następnym krokiem naszej wędrówki jest New California Republic, miasto (a raczej państwo) które powstało na bazie znanego z pierwszej części gry Shady Sands. NCR konkuruje z rodzinami z New Reno o władzę w tym regionie USA. Mamy możliwość udzielenia znacznego wsparcia Republice Nowej Kalifornii w osiągnięciu tego celu. Na tym etapie serii nie jesteśmy jeszcze świadomi (przynajmniej ja nie byłem) potencjału, jaki posiada ta inicjatywa. Dość powiedzieć, że w najnowszej części serii Fallout New Vegas NCR jest jedną z dwóch największych frakcji w całych Stanach. Wykonując zadanie dla prezydent NCR, nasze kroki kierują się do znanego z pierwszej części Vault 15, tym razem oczyszczonego i odnowionego przez bandytów, którzy się w nim zalęgli. Wtedy też w jednym z komputerów poznajemy lokację stanowiącą obecnie główny cel naszej gry - Vault 13.
    Vault 13 tym razem jest jedną z najbardziej interesujących lokacji w całej grze, ze względu na nietypowych mieszkańców - inteligentne Szpony Smierci. Z wielkim żalem przyjąłem później informację, że zostały wybite co do jednego przez Enklawę. Mam wielki sentyment w grach do wszelkich inteligentnych ras nie-ludzkich. Na pocieszenie może nam służyć fakt, że jeden ze Szponów - Goris - znajdował się w czasie holocaustu jego rasy poza kryptą i w związku z tym uszedł z tego z życiem. Możemy go dołączyć do swojej drużyny (Najpierw Supermutant, teraz Szpon Smierci... coraz bardziej kozacko się robi).
    Po naprawieniu komputera dla Szponów, zdobywamy upragniony G.E.C.K. tylko po to, by dowiedzieć się, że mieszkańcy naszej wioski zostali porwani przez złowrogą Enklawę. Naszym następnym celem jest dotarcie do ich głównej siedziby w tym rejonie USA, znajdującej się daleko od lądu na zachodzie. Musimy w tym celu uczynić znajdujący się w San Francisco tankowiec ponownie operacyjnym. Konieczna jest dodatkowa wizyta w Nevarro (Które tym razem wyczyszczam z wszystkiego co się rusza, tak profilaktycznie. Oczywiście wszystko gołymi pięściami, ale tym razem już w pancerzu wspomaganym) w celu zdobycia części do komputera nawigacyjnego (albo coś innego, nie pamiętam dokładnie).

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Gdy już wszystko załatwimy i dotrzemy do wspomnianej bazy Enklawy, mamy za zadanie uwolnić swoich ludzi i puścić ją z dymem. Dowiadujemy się o projekcie mającym na celu wyeliminowanie wszystkich mutantów na całej planecie za pomocą zmodyfikowanego wirusa FEV. Siedziba Enklawy jest zaawansowana technologicznie i robi niemałe wrażenie. Rozczarowujący jest natomiast dialog z głównym naukowcem odpowiedzialnym za rozwój wirusa - nie będę wnikał w szczegóły, w każdym razie człowiek, który poświęcił wiele lat swojego życia dla tego projektu i nie miał ani krzty wątpliwości wobec eliminacji wszystkich zmutowanych form życia daje się zadziwiająco łatwo przekonać do porzucenia projektu i zniszczenia całej bazy. Argument stosowany przez głównego bohatera jest po prostu śmieszny i stawia pod znakiem zapytania zarzuty zatwardziałych fanów serii, że poziom dialogów w F3 uległ obniżeniu w stosunku do F2 i F1, gdyż jeśli ktoś pamięta takie kwiatki to wie, że żadna część gry nie była doskonała pod tym względem.
    Po uruchomieniu procesu opóźnionej detonacji bazy, mamy możliwość przeprogramowania jej systemów obronnych, a także przekonania sierżanta oddziału stojącego przy wyjściu aby razem z nami stawił czoła głównemu bossowi tej części gry - Frankowi Horriganowi. Jest to potężny supermutant w pancerzu wspomaganym, jednak nie stanowi zbyt dużego wyzwania jeśli uzyskamy wspomniane wcześniej wsparcie.
    To by było na tyle, jeśli chodzi o moje wrażenia z drugą częścią Fallouta. Następnym razem opowiem o spin-offie, Fallout Tactics.
  11. Lord Nargogh
    Siema nie jestem taki nowy ale postanowiłem wprowadzić nowy cykl na swoim blogu w którym będę wbijał szpile we wbijaczy szpil ludziom xD
    Polecam, ekstra blok: xD
    http://forum.cdaction.pl/index.php?autocom=blog&blogid=4147&showentry=41736
    Zaczynam od uczty intelektualnej, czyli błyskotliwych ripost Nintendomana:
    Lol, jak jesteś taki nowy to wystaw się na półce w biedronce obok estelli xD Co ty jesteś, krawiec żeby wbijać szpile w poduszeczkę xD
    Rotfl, jak się gra na kodach to potem każda gra jest krótsza xD Ale nie dziwota, jak wujek szwagra załatwił ze straganu nową nieśmiganą rosyjską wersję gry to czeba szybko skończyć, bo szkoda czasu marnować xD
    Mój kolega z zawarcia dorwał X360 za 0 zł, bo sklepał jakiegoś dzieciaka który krzyczał że kupił je za 500 zł dziewczynce xD On chyba ceny sprawdzał u Kaszubów xD
    LOL kto jeszcze ma neta tylko w domu, u mnie na balkon internet podciongneli i nawet w piwnicy wifi łapie xD Rumuni z mojego osiedla się z niego śmiejo xDD
    OMG ROTFL wbija sobie szpile w żyłe, jak jakiś krawiec emo XD
    Dobra narazie, bo mama mówi że jutro znowu zaśpię na religię i ksiądz mnie wyrzuci z mojego gimnazjum nara
  12. Lord Nargogh
    Od dłuższego czasu narzekam na najnowsze produkcje w świecie gier. Nie podobają mi się, bo zwykle są zwyczajnie słabe na tle swoich poprzedniczek (oczywiście poza jakością grafiki, która dla mnie nie ma akurat żadnego znaczenia).
    Czasami zdarzają się jednak wyjątki - perełki, które sprawiają mi wiele radości i uzależniają na długo już po kilku pierwszych minutach grania. Do takich tytułów zaliczyłbym bez wahania Worms Reloaded.

    Ta gra jest idealnym przykładem tego, czego oczekuję po sequelach - po prostu więcej tego, co było już dobre. Zmiany w grafice w porównaniu z Worms Armageddon są bardzo duże, przy jednoczesnym zachowaniu klimatu i stylu pierwowzoru - co zwykle jest bardzo trudne do osiągnięcia. Plansz jest mnóstwo (zawarte są nawet te z Worms World Party), broń w większości wypadków taka sama, a opcji rozgrywki jest dużo więcej. Nie będę za bardzo wnikać w szczegóły, bo nie mam zamiaru pisać tu recenzji - po prostu uargumentować jakoś fakt, iż zakochałem się w tej grze od pierwszego wrażenia.
    Jedyny mankamencik to jak dla mnie limit robali w jednej drużynie (maksymalnie 4) i limit drużyn biorących udział w jednej potyczce. W Armageddon wydaje mi się, że robaków można było mieć co najmniej 8, tak samo jak drużyn, z tym że mogło być maksymalnie chyba 32 robaków na jednej planszy.
    Ale nic to, z obecną 16 i tak wydaje się być dość gęsto.
    Dodane efekty przerażenia robaków widzących dynamit, który ma za chwilę wybuchnąć rozbawiają mnie za każdym razem, gdy je widzę/słyszę.
    Dobrym pomysłem było wprowadzenie sklepu z premiami, broniami, nagrobkami i planszami do wykupienia za zdobyte na różne sposoby (za różne osiągnięcia w grze) fundusze.
    Podsumowując - dobra robota, panowie z Team 17. Ostatnich kilka części serii (trójwymiarowych) nie przekonało mnie do siebie, ale męcząc robale w Worms:Reloaded czuję się jak w domu.
    A brakowało mi tego, bo WWP nie udało mi się uruchomić ani na Viście, ani na Win7 64bit.
  13. Lord Nargogh
    Każdy kto ma jakikolwiek kontakt ze światem (telewizja, gazety, internet, sąsiedzi, gołębie pocztowe) miał okazję się dowiedzieć, jakiej tragedii padło ofiarą nasze nieszczęsne państwo w dniu wczorajszym - multikill w Smoleńsku - niecałe 100* ofiar śmiertelnych katastrofy lotniczej.
    Słuchając wypowiedzi różnych znanych ludzi w telewizji i radiu, można się przekonać, jak to nasz naród zjednoczył się w obliczu tragedii - po raz kolejny. Jak to 'cała Polska' jest teraz w żałobie, jak to zniknęły różnice pomiędzy nami.
    Mając jednak dostęp do internetu, gdzie swobodnie mogą się wypowiadać szarzy ludzie, można łatwo się przekonać, że integracja i jedność naszego narodu to tylko populistyczny bullshit.
    Można było się o tym przekonać przeglądając chociażby to forum, a także tutejsze blogi.
    Moje zdanie jest takie, że w istocie nasz naród w obliczu tej tragedii po raz kolejny uległ podziałowi, w tym przypadku na kilka grup, które postaram się poniżej omówić.
    To będzie długi wpis - kto nie ma cierpliwości na takie rzeczy, może od razu kliknąć znaczek 'iks' w prawym górnym rogu ekranu.
    Na skutek katastrofy zaobserowałem wyłonienie się następujących grup:
    I. Grupa
    Zginęła elita polskiego narodu, kwiecie polskiej inteligencji, bohaterowie narodowi. Wszyscy winniśmy pogrążyć się w wielkiej żałobie. Będzie nam brakować naszego kochanego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na żaden naród do tej pory nie spłynęła podobna tragedia**
    II. Grupa
    W dupie miałem większość z tych ludzi za ich życia, w dupie mam ich i po ich śmierci. Żal mi tylko że życie straciło w katastrofie tylu ludzi. Żal mi istnień ludzkich, ale nie żal mi że zginęli ci ludzie, a nie inni, bo uważam że i tak kiepsko sprawowali się na swoich stanowiskach. Żałoba jest moim zdaniem uzasadniona.
    III. Grupa
    OMG ale z was frajerzy jak można być tak głupim i naiwnym hipokryci wy idioci o lol nie wierzę, mam w dupie całą tą katastrofę. Żałobę wsadźcie sobie w pupę.
    IV. Grupa
    O LOL Kaczyński nie żyje odkrk... okorkr.... odkorkowuwu..... cholera, otwierajmy szampana!!!!!111oneoneone
    Ja należę do grupy drugiej. Denerwuje mnie cała ta wielka szopka wokół żałoby, ale jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy tego potrzebują. No i liczę że może jakieś wolne na uczelni z okazji żałoby wpadnie ]:->
    Denerwuje mnie natomiast usilna gloryfikacja wszystkich ofiar katastrofy. Kaczyński nagle zaczął być mężem stanu, wspaniałym prezydentem. W przyszłości będziemy mogli przechadzać się placami Gosiewskiego i spacerować parkiem Putry.
    Oh come on! Gdyby ci ludzie mieli szczęście (a może nieszczęście w obliczu chwały, która spłynęła po nich po ich śmierci?) dożyć końca swoich kadencji, to popadliby w zapomnienie, bo nie mają na swoim koncie żadnych szczególnych osiągnięć.
    Kontynuując moje przemyślenia - zirytowała mnie fala obłudy i hipokryzji, jaka pojawiła się nagle w telewizji. Dawni wrogowie polityczni rozpaczają nad śmiercią swoich przeciwników, Wałęsa okazuje się być wielkim przyjacielem Kaczyńskiego. Brzydzę się tego. Każdy powinien twardo trzymać się swoich przekonań, nie naginając ich tylko po to, by wkupić się w łaski społeczeństwa fałszywą żałobą. Ponadto mamy nieszczęście być świadkami bieżącego fałszowania historii - bo poprzez własną śmierć rodzą się narodowi bohaterowie. Powtarzam po raz kolejny - umarliby ze starości - niemal nikt o nich by nie pamiętał (z nielicznymi wyjątkami, na przykład panem Kaczorowskim). Umarli tragicznie - pamięć o nich będzie wieczna.
    Jestem przerażony. Skoro w dzień po śmierci tych ludzi w takim stopniu nagina się fakty na ich temat, to co będzie za 20 lat? Na skutek tego co się nasłuchałem, straciłem wiarę we wszystkich bohaterów, jakie ma nasze państwo - bo skoro raz można było ubarwić i upięknić życia grupy ludzi, to czy jest jakikolwiek dowód na to, że nie robiono tego w przypadku każdego ze znanych do tej pory bohaterów narodowych?
    Podsumowując.
    Co straciło nasze państwo?
    Nasze państwo straciło niecałą setkę obywateli. To wcale nie była 'elyta intelektualna'. Owszem, byli to ludzie ważni, ale tylko ze względu na piastowane przez nich urzędy. Jeśli powymieniać ich osiągi i zasługi dla naszego kraju, i zestawić obok ich wpadek i kompromitacji, to już tak chwalebnie nie będzie. Jest mi żal zmarnowanych istnień ludzkich, jest mi żal osamotnionych rodzin, ale nie uważam jakoby naszemu narodowi ścięto głowę. Nie widzę też tej 'elyty intelektualnej', jaką mielibyśmy utracić. A już na pewno mam dość tej całej żałoby - nie po to mam dzień wolny od pracy i nauki, żeby nie móc obejrzeć sobie w telewizji żadnego filmu/programu rozrywkowego.
    ---------------------------------------------------------------------------------------------
    Odnośnie ostatniego pytania w ankiecie - wszyscy powinni pamiętać głośną sprawę, w której Lech Kaczyński próbował zmusić pilota do zaniedbania procedur bezpieczeństwa i wylądowania w niebezpiecznym zdaniem pilota miejscu w Gruzji. Pilot sprzeciwił się prezydentowi i później z tego powodu stracił pracę.
    Tym razem pewnym jest, że wieża przy lotnisku w Smoleńsku bardzo mocno sugerowała załodze samolotu, aby zaniechała prób lądowania na tym lotnisku i wylądowała w innym, bezpieczniejszym miejscu - podając zarazem propozycje dwóch innych okolicznych lądowisk. Pomimo tego, pilot zdecydował się podjąć czwartą próbę wylądowania w Smoleńsku, co ostatecznie doprowadziło do katastrofy. Rodzi się w związku z tym szereg pytań - czy Lech Kaczyński ponownie nie wtrącił się do zamiarów dowódcy samolotu i nie rozkazał mu podjąć tej kolejnej próby i nie zabronił mu lądowania w innym miejscu? Pilot, znając historię swojego poprzednika mógł się obawiać utraty pracy i przychylić do 'rozkazu' prezydenta.
    Finał tej sprawy wszyscy znamy.
    To są na razie tylko domysły, które jednak pojawiły się w głowach wielu Polaków. Uważam, że jeśli nagrania z czarnych skrzynek udowodnią, że lądowanie miało mieć miejsce w Smoleńsku na wyraźne polecenie Lecha Kaczyńskiego, to powinien on utonąć w wiecznej niesławie i być uznanym za całkowicie odpowiedzialnego za śmierć tych wszystkich ludzi.
    * - dokładnej liczby nie pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać. Miałem telewizor włączony niemal bez przerwy przez cały dzisiejszy i wczorajszy dzień i słyszałem tyle liczb z zakresu od 90-150, że straciłem już rachubę i nie mam pojęcia, ile to ostatecznie było.
    ** - to dość oczywiste, że na żaden inny naród taka tragedia nie spłynęła. Po prostu każde normalne, sprawnie funkcjonujące państwo nie pozwala sobie na taki fail organizacyjny jak umieszczenie tylu ważnych osobistości na pokładzie jednego samolotu. Właśnie na wypadek gdyby miało miejsce zdarzenie takie jak wczoraj. Terroryzmu akurat nie trzeba się w tym wypadku obawiać, bo nikt z terrorystów nie uwierzy że ktokolwiek może być na tyle głupi żeby coś takiego zrobić.
  14. Lord Nargogh
    Postnuklearnych wspomnień ciąg dalszy.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo (Ponownie przestrzegam przed spoilerami)
    Świeżo po skończeniu Fallouta 1, zabrałem się ponownie za drugą część. Tym razem znałem już uniwersum gry, wiedziałem kim jest główny bohater i rozumiałem zasady, na jakich funkcjonowało pustkowie.
    Start nie był prosty. Nie wiedząc gdzie iść i skąd wziąć lepszy sprzęt, błąkałem się po początkowych mieścinach (Klamath i Den) wykonując najróżniejsze (choć niezbyt trudne, ograniczało mnie moje słabe uzbrojenie) zadania. Pomogłem Torrowi obronić jego 'Moo-moo' i wykupiłem kaucję Sulika. Pomogłem pijaczynie uzupełnić zapas drewna w jego bimbrowni. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o szczurzym bogu kryjącym się w osadzie traperów, o Toxic Caves nie wspominając.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo W Den znalazłem nieco więcej pracy, pomagając gangowi Lary zdobyć fuchę u Metzgera, rozwiązując problem z nawiedzonym domem i wykonując kilka pomniejszych questów dla właścicielki jednego z kasyn. Ogólnie mieścina wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Była brudna, zaćpana i niebezpieczna. Dopiero za jednym z kolejnych przejść gry dowiedziałem się, że był to zabieg polityczny wykonany przez jedną z rodzin w New Reno. Zawładnąć miastami za pomocą silnie uzależniającego narkotyku - Jet. Ten sam problem miało górnicze miasto Redding, ale do niego dojdziemy.
    Moją niechęć do Den potęgowało istnienie w nim siedziby głównej łowców niewolników pod wodzą Metzgera, chociaż nie ukrywam że możliwość dołączenia do nich (i oszpecenia się na całe życie za pomocą tatuaża na czole) była intrygująca.
    Zdobyłem nieco doświadczenia, wiedziałem już jak dość dobrze strzelać podstawową bronią palną, a także słowami (rozwinąłem retorykę). Zirytowany tym, że nie wiem gdzie mogę jeszcze pójść sięgnąłem po solucję żeby rozejrzeć się za Bractwem Stali (nie liczę placówki która była jeśli dobrze pamiętam w Den i w której nie można było NIC zrobić).
    W ten sposób (nie bez przygód) dotarłem do San Francisco. Taka podróż na tym etapie kosztowała mnie wiele nerwów i naprzemiennego zapisywania i odczytywania gry. Na miejscu przyjąłem zadanie zdobycia planów Vertibirda z bazy Enklawy w Navarro. Zadanie zadziwiająco proste, jeśli posiadało się retorykę na przyzwoitym poziomie i dotarło się na miejsce bez incydentów w postaci random encounter.
    I tam spotkał mnie mały szok. Bez zbytniego wysiłku zdobyłem za darmo drugi najlepszy pancerz w grze, dużo dobrego uzbrojenia i GÓRĘ punktów doświadczenia. Za pierwszym razem zrobiłem z tego użytek od razu, za kolejnymi unikałem wkładania pancerza wspomaganego aż do samego końca gry, nawet pomimo zdobywania go dość szybko. Nie podobała mi się łatwość i płytkość takiej rozgrywki.
    Oczywiście nie mógłbym nie wspomnieć o możliwości zdobycia robo-psa (jednego z dwóch, jakich możemy mieć za towarzyszy) i podenerwowania pułkownika Enklawy.
    *stojąc na dożywotniej warcie przy Vertibirdzie obserwowany przez kręcącego się non stop pułkownika* - 'Totally worth it'.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Zwykle po wykonaniu tego zadania, mając już postać na przyzwoitym poziomie doświadczenia kierowałem się do New Reno, w celu zdobycia tytułu mistrza boksu wagi ciężkiej.Ogólnie postać ukierunkowana na 'charyzmatycznego intelektualistę mistrza kung fu' stała się moim podstawowym i ulubionym buildem (czyli wysoka int, cha, zdolności naukowe/medyczne/retoryczne, i rozwalanie całych patroli Enklawy gołymi pięściami w pancerzu co najwyżej bojowym). Wykonywałem też zadania dla większości rodzin w New Reno, ale nie będę przykładał do nich wagi w tym wpisie bo tematyk mafijna mnie nie kręci. Wykonałem je tylko dlatego, że zależało mi na punktach doświadczenia. No i na zwiedzeniu niezwykłej lokacji - Sierra Army Depot.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo To zarazem intrygujące i irytujące, że można tak łatwo przeoczyć możliwość zwiedzenia tak interesującej lokacji. Ja sam ją odnalazłem dopiero za kilkunastym przejściem Fallouta 2, dzięki skorzystaniu z solucji. Nie można było jej po prostu 'napotkać' wędrując po mapie świata, trzeba było wykonać serię zadań dla mafijnej rodziny Wright, której siedziba znajduje się na wschodzie New Reno i którą łatwo przeoczyć z tego powodu.
    Ale wracając do SAD. Wrażenie wywarła na mnie niesamowite. Silne (i jak sądzę uzasadnione) skojarzenia z The Glow z pierwszej części gry - ponownie badamy starą instalację wojskową, w której przeprowadzano przed wojną liczne eksperymenty. Z tym, że tym razem holotaśm i sprzętu do odnalezienia jest dużo więcej. Bardzo mi się podobała możliwość porozmawiania (co prawda przez chwilę, ale zawsze) z człowiekiem z czasów sprzed nuklearnej apokalipsy. Był też ciekawy, ale nieco niedopracowany pomysł z konstrukcją robota, który zostaje naszym towarzyszem. Napisałem 'niedopracowany', bo do dnia dzisiejszego nie udało mi się 'zainstalować' w nim broni - co czyni go kompletnie bezużytecznym (nie walczy wręcz).

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Następnym krokiem na ścieżce oświeconego wojownika kung fu było pobieranie nauk u Dragona w San Francisco, a następnie stawienie czoła najpierw kolejno jego uczniom, a później uczniom złowrogiego Lao Pana (a także jemu samemu). Walka nie miała być na śmierć i życie, ale precyzyjne i zabójcze ciosy mojego bohatera zwykle kończyły się śmiercią przeciwnika już po pierwszym uderzeniu. Widok rosnącego z każdym wygranym pojedynkiem stosu ciał był równie niepokojący, co... satysfakcjonujący. Następnym krokiem była chęć uzyskania audiencji u Cesarza Chi. Kopię planów Vertibirda miałem już ze sobą, pozostało jeszcze wyczyszczenie siedziby Hubologist-ów. Zrobiłem to z łatwością i przyjemnością, ponownie miażdżąc ich kruche ciała swoimi gołymi pięściami. Pomogłem także pechowemu Chipowi odzyskać jego śledzionę. Zadanie równie interesujące, co nierealistyczne. Człowiek może bez problemu funkcjonować bez śledziony.
    W swoich podróżach zawitałem także do rolniczej mieściny Modoc, w której nie było zasadniczo żadnych ciekawych możliwości, poza szansą na zdobycie żony (lub męża) i pokrycie budynków wokół latryny do której wkładamy ładunek wybuchowy kałem.
    Stosunkowo niedaleko Modoc znajduje się górnicze miasto Redding.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo W tym mieście mamy szansę zostać zastępcami szeryfa i wykonać dla niego kilka zadań. Jednak dla mnie najciekawsza jest możliwość wykupienia zainfekowanej Wanamingos-ami kopalni za grosze, i sprzedania jej z dużym zyskiem po oczyszczeniu jej z tych stworów. Wbrew obiegowej opinii, nie są to Obcy. Gdzieś czytałem wyjaśnienie twórców gry na ten temat - prawdopodobnie Fallout Bible.
    Dodatkowo z tym miastem związana jest możliwość rozprowadzenia uzyskanej w Vault City odtrutki na narkotyk Jet i tym samym udzielenie pomocy uzależnionym od niego górnikom.
    Myślę, że na dzisiaj tyle wystarczy. Zdecydowałem się podzielić wpis o drugiej części serii na dwie części, bowiem była to gra znacznie dłuższa i bardziej rozbudowana od 'jedynki' - samych lokacji było znacznie więcej. Ciąg dalszy nastąpi.
  15. Lord Nargogh
    HARRRRR! Odwieczny spór o primal awesomeness przybił do portu naszego forum.
    Po konsultacji z innymi moderatorami (ciekawe, czy nie zrobią mnie w konia i dołączą się do zabawy? ) uznaliśmy, że minęło już dość czasu, by ogłosić kolejny tematyczny tydzień na forum. Tym razem zachowywać się będziemy jak Piraci i Ninja (ew. Piraci-Ninja albo Ninja-Piraci).
    Udział w zabawie może wziąć każdy, umówmy się po prostu, że znakiem rozpoznawczym udziału w zabawie będzie zmiana avatara na ten tydzień. Mile widziane wpisy tematyczne na swoim blogu. Bardzo mile widziane wczuwanie się w rolę w pisaniu postów (np AARRRR, na brodę kroczową rudego bosmana, mam problem z Kol of Djuti!, a w przypadku Ninjy - pisanie postów z zaskoczenia).
    Mam już kilka pomysłów na wpisy, pierwszy powinienem odpalić już dzisiaj wieczoram. A, no i pamiętajcie, szczury lądowe, że możecie bawić się zarówno tylko i wyłącznie jako piraci, jak i tylko i wyłącznie jako ninje, ja sam jeszcze nie wiem co wybiorę, więc stay tuned do wieczornego wpisu.
  16. Lord Nargogh
    Pobawimy się dzisiaj w fajną grę.
    Jak zapewne część z Was wie, studiuję sobie spokojnie na kierunku Fizyka Techniczna. Czy jest mi tam dobrze, pozwolę sobie zachować dla siebie *Lord mruczy coś pod nosem o oszukaniu go propagandą przy rekrutacji, złamanych marzeniach i niekompetencji*.
    Mam na tym kierunku wiele interesujących przedmiotów. To znaczy ich nazwy brzmią interesująco, z treścią bywa już różnie.
    Ech... o czym tam miałem...? Ach, już wiem! Zabawa!
    No więc zabawa polegać ma na tym, że ja Wam napiszę kilka przykładowych informacji, jakie zdobywam na wykładzie z danego przedmiotu, a Wy będziecie próbowali zgadnąć o jaki przedmiot chodzi. Proste, nie?
    Gotowi? No to jedziemy!


    >>>Przedmiot 1<<<

    Pamiętam, jak w latach 80. miałem kalkulator marki Texas z kalendarzem Judejskim. To było wtedy coś!
    Wiecie, jak to się chodziło z dziewczynami na potańcówki? <Tu wstaw pustą, nudną gadkę-szmatkę na ten temat>
    Wiecie, jak się poluje w lesie na dzika? Jak należy do niego strzelać?
    Uran wzbogaca się w identyczny sposób jak robi się śmietanę na wsi.
    A teraz podajcie swój typ przedmiotu. Już? W takim razie oto odpowiedź:
    Tym razem było dość łatwo, ale przejdźmy dalej:


    >>>Przedmiot 2<<<

    <Tu wstaw długą przemowę na temat prohibicji w Szwecji i o tym jak tamtejsi ludzie przyjeżdżają do Europy narobić sobie zapasów alkoholu>
    <Tu wstaw równie długą przemowę na temat Szwedów - jacy są wspaniale zahartowani i jak potrafią się kąpać w morzu nawet w zimie>
    Pracował taki przez jakieś 20 lat i potem wydaje mu się że emerytura albo renta należy mu się jak psu zupa.
    A uczyli Was jak powinno się list składać i zasłaniać twarz przy kichaniu? Nie? <Tu wstaw identycznie długą przemowę na ten właśnie temat z bogatym wyjaśnieniem tych umiejętności>.
    Ta kreda jest beznadziejna. Wcześniej była lepsza, ale każdy musi wymyślić coś własnego. <Tu wstaw dość długie narzekanie na jakość kredy, ból palców na skutek pisania nią po tablicy, jej kiepską widoczność etc>.
    <Przemowa na temat krojenia chleba i pomidora>
    <Długa opowieść o jego znajomym, który zrobił sobie Bypassy a potem zmarł>
    <Jeszcze dłuższa opowieść o wadach konstrukcyjnych samolotów radzieckich>
    Tym razem były to
    .
    Tyle chyba wystarczy, żebym mógł przedstawić swój punkt widzenia.
    Jestem wkurzony, bardzo wkurzony. Poszedłem na studia na których muszę spędzać dziesiątki godzin na wysłuchiwaniu narzekań ludzi przechodzących kryzys wieku starszego. Powyższe przykłady nie są ani trochę przesadzone - całe wykłady z większości przedmiotów zlatują nam w ten sposób.
    A potem nadchodzi sesja i okazuje się że na wykładach przerobiliśmy NIEWYOBRAŻALNIE dużo materiału. I musimy to nadrobić we własnym zakresie.
    I jak to się kończy? Kończy się albo zrobieniem ogromnych, gigantycznych ściąg albo wyuczeniem się pojęć z książek i z internetu (w notatkach nic nie ma, chociaż notuje się wszystko z wykładu!) bez cienia zrozumienia, czego mogą dotyczyć.
    Ale to nie wszystko. To tylko jedna odmiana wykładowców - Profesorowie Dygresje.
    Są jeszcze Profesorowie Zapierniczają że w Pale się nie Mieści.
    Dostali do rąk cudo współczesnej technologii - rzutnik umożliwiający przedstawianie prezentacji w PowerPoincie. I pilocik do przeskakiwania slajdów. Bardzo miła zabaweczka.
    Kto by pomyślał, że umożliwia przelatywanie prezentacji z prędkością 80 slajdów na sekundę? Tak to właśnie wygląda. Cała prezentacja ma jakieś 40 stron, ale co z tego skoro żadnej z nich nie możemy zobaczyć dłużej za jednym ciągiem niż kilka sekund? *3 slajdy do przodu* *2 do tyłu* *8 do przodu* *5 do tył* i tak na okrągło. Na wielu przedmiotach nie zdążę nawet sięgnąć po długopis, zanim wskakuje następny slajd, a wykładowca mówi sobie o czymś zupełnie innym, nie mającym większego znaczenia. A potem jest zdziwienie na laboratoriach/kolokwiach - 'Nie chodził pan na wykłady, że nie zna pan tamtego wzoru?'
    Mam na poważnie dość tych studiów. Po prawie dwóch latach studiowania mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że nie nauczyłem się do tej pory niczego co mogłoby mnie kwalifikować do otrzymania tytułu inżyniera. Ale tytuł ten zdobędę.
    I będę inżynierem, który nic nie potrafi. A nawet jeśli nauczę się czegokolwiek, zrobię to absolutnie sam.
    A potem wykładowcy będą marudzić na umiejętności współczesnych inżynierów. Będą marudzić przed kolejnym pokoleniem inżynierów. Będą marudzić przed ludźmi, których takimi właśnie beznadziejnymi inżynierami uczynią.
  17. Lord Nargogh
    Odpowiedzialność. To słowo-klucz kryje w sobie kwintesencję problemu który postaram się poruszyć w tym wpisie.
    Odpowiadać możemy za różne rzeczy, jednak niezależnie od piastowanego urzędu czy stanowiska, nasze decyzje będą wpływać na losy innych ludzi. Zawsze wpływają.
    Nie wolno w związku z tym postępować pochopnie i w pośpiechu. Nigdy nie wolno nam zapominać o ludziach, którzy na nas polegają. O krwi, którą przelano za wolność, która umożliwia nam dokonanie tej decyzji.
    Wielu ludzi o tym zapomina i tym samym przyczynia się do zaistnienia niezliczonych osobistych tragedii. Zawsze trzeba sobie zadać to samo pytanie: czy będzie warto? Czy przez swoją lekkomyślność nie doprowadzę do czyjegoś cierpienia lub śmierci?
    Po tym krótkim wstępie myślę że mogę już przejść do rzeczy i napisać bardzo głęboką i niezaprzeczalnie prawdziwą sentencję.
    Wybór salcesonu to nigdy nie jest lekka sprawa.

    Dlaczego znowu zacząłem pisać na blogu po długiej przerwie? Bo stojąc dzisiaj w kolejce w mięsnym po raz kolejny coś mnie zirytowało. Coś, czego doświadczać muszę na własnej skórze każdego dnia.
    Ludzkie niezdecydowanie przy wyborze chędożonych wędlin i mięs! Na litość boską, błędny wybór pomiędzy salcesonikiem babuni, a ozorkowym nie spowoduje katastrofy naturalnej z setkami ofiar! Kupno nie tej pasztetowej co trzeba nie wywoła epidemii, a wybór złej kiełbasy nie rozbije rodziny i nie przyczyni się do upadku Kościoła Katolickiego.
    Zawsze ten sam schemat. Zawsze ten sam typ ludzi.
    'A ten salcesonik to dobry?'
    (Nie, paskudny - odpowie każdy normalny sprzedawca)
    'A ta parówka drobiowa to z wieprzowiny jest?'
    'Ta szyneczka to wytrzyma mi do niedzieli?'
    Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi na niemal każde pytanie, moher-hurtownik przystępuje do zakupu ogromnej ilości wędliny, do której miał więcej pytań niż studenci po wykładzie z mechaniki kwantowej.
    'To ja poproszę dwa plasterki tego salcesoniku...'
    Lekko zaczynam się irytować.
    'Albo nie, wie pani co, niech pani mi da ten kawałeczek który pozostał'
    >_<
    'Ojej, to waży aż dwanaście deko? To wie pani co, ja wezmę jednak dwa kilo tej ogonówki...'
    FFFFFUUUUU-
    'Och, nie widziałam że ta ogonówka ma tyle tłuszczyku... to wie pani co, pani da tej wątrobianki jednak'.
    <pół godziny później, zabiera się do płacenia>
    'Och, jaka ładna polędwiczka! Wie pani co, poproszę jeszcze dwa plasterki...'

    Uff.. na szczęście to już koniec. Chociaż... czy aby na pewno?
    Niestety tego typu panie polują na mięsa zazwyczaj grupami, i muszę jeszcze przeczekać aż dwie koleżanki babuni dokonają dalszych zakupów...
    Dziesiątki minut. Po to, żeby zrobić zakupy za 10 zł. Ja rozumiem, że niektórzy muszą liczyć każdy grosz - jako studentowi zdarzało mi się to robić nie raz. Ale moje zakupy w mięsnym są wtedy krótkie i szybkie, bo doskonale wiem na ile mogę sobie pozwolić...
    Dlaczego, dlaczego w tym kraju wszyscy ludzie kupujący cokolwiek przede mną muszą się zastanawiać dłużej i więcej niż saper przed przecięciem kolejnego kabelka w bombie?!
  18. Lord Nargogh
    Tak, tak, kilkanaście minut temu jakiś idiota na motocyklu rozsmarował się pod moim oknem.
    Co za kretyn.
    Facet wjechał w tył taksówki (mercedes) na PUSTEJ drodze. Bagażnik był całkowicie wgnieciony, co pozwala sądzić że znacznie przekroczył ograniczenie prędkości.
    Obstawiam że została z niego taka miazga, że nawet żadnych narządów się z tego nie da wykorzystać.
    Obok stali na motocyklach jego koledzy. Bardzo możliwe, że chwilę wcześniej urządzali sobie wyścigi.
    Ja się pytam - po co to wszystko? Umarłeś głupią śmiercią, idioto. Pal licho że uśmierciłeś sam siebie - mogłeś zrobić krzywdę także innym ludziom, a patrząc na stan bagażnika tego mercedesa - możliwe że zrobiłeś, o ile ktoś siedział na tylnym siedzeniu.
    Nie żal mi takich ludzi. W imię Darwina, jego śmierć to przysługa dla puli genetycznej ludzkości.
    Współczuję jego rodzinie. W końcu rzadko kiedy zdarza się, że ma się takiego idiotę za brata/kuzyna/syna.
    Wiecie czemu jestem taki wredny i pozbawiony jakiegokolwiek współczucia? Bo ten motocyklista mógł wjechać WE MNIE. Często jak kursuję pomiędzy domem a stancją na studiach (Poznań-Gorzów) to muszę unikać dziesiątek takich idiotów na drodze za jednym razem, zjeżdżając co chwilę na pobocze i unikając kretynów jadących pod prąd w czasie wyprzedzania. Jutro jadę na działkę i istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że kolejny idiota we mnie wjedzie. I będzie się tak działo tak długo, jak długo idiotom będzie się dawało jeździć na motocyklach.
    Idioci - zabijajcie się nawzajem, ale nie róbcie przy tym krzywdy innym ludziom.
    To tyle na ten temat.
  19. Lord Nargogh
    Niszowego poczucia humoru o tematyce maturalnej ciąg dalszy.
    Dzisiaj zajmiemy się arkuszem pisemnym matury rozszerzonej z biologii. Ponieważ kolejne matury ulegają kolejnym uproszczeniom, domyślam się że n00bizacja matury z biologii w roku 2102 osiągnie apogeum.
    Test zamknięty znajduje się powyżej
    Za część zamkniętą arkusza można zdobyć maksymalnie 6 punktów.
    Test otwarty:
    7. Galerianka zdobyła pewnego dnia osiem par jeansów, trzy kurtki i nieco biżuterii. Kto jest ojcem jej dziecka?
    8. Jacek zjadł na obiad kotleta schabowego, garść ziemniaków i nieco surówki z kapusty. Co się stanie jeśli wypije koktajl mleczny z ogórkami kiszonymi? Odpowiedź uzasadnij.
    9. Edward cierpi na niewydolność nerek. Tymczasem w jego szpitalu pojawił się niespodziewany dawca tego narządu. Edward ma szczęście być pierwszy na liście oczekujących. Jaki organ będzie miał przeszczepiony Edward? Przeprowadź dogłębną analizę jego historii choroby i uzasadnij odpowiedź.
    10. ?Krew jest czerwona bo składa się z soku truskawkowego? ? przeprowadź analizę słuszności tej tezy.
    Za część otwartą arkusza można zdobyć maksymalnie 16 punktów. Odpowiedzi można umieszczać w komentarzach.
    Za poprawne wypełnienie karty egzaminacyjnej swoim nickiem można zdobyć maksymalnie 28 punktów.
    Maksymalna liczba punktów do zdobycia ? 50 pkt. Ilość punktów wymagana do zaliczenia egzaminu ? 26 punktów.
    Powodzenia!
    Osobom, którym nie uda się zdać egzaminu za pierwszym podejściem przypominamy, że nie ma tutaj przegranych i że wszyscy jesteśmy wartościowymi ludźmi!
  20. Lord Nargogh
    ...i to dosłowne.
    Nie chodzi oczywiście o wyniesienie ich na ołtarze za niesamowite zasługi i poświęcenie dla religii chrześcijańskiej (lol), a posprzątanie Krakowskiego Przedmieścia. Dzisiaj rano policja na prośbę BOR w związku z jutrzejszymi uroczystościami rozwiązała problem tak zwanych 'obrońców krzyża'. Najpierw przysłano paru ludzi na negocjację by przemówić obrońcom do resztek rozsądku, co poskutkowało - niespodziewanie - wycofaniem się większości z nich. Garstka pozostałych została wyniesiona spod pałacu. Tak wiecie, bierze się rozszalałą babcię pod pachę i wynosi spod krzyża. Podobno tylko dwóch facetów zareagowało agresywnie, z czego jeden z nich okazał się być ścigany listem gończym.

    I dobrze się stało, mam nadzieję że dzisiaj nie zobaczymy twarzy Jarosława Kaczyńskiego gadającej kolejne bzdury na ten temat w telewizji, a także wiele pisowskich 'osobistości' wygadujących kolejne kłamstwa i nadużycia.
    Sprawa została rozwiązana w najlepszy możliwy (w tej chwili) sposób. Zachowano się stanowczo, a zarazem nie zastosowano wobec manifestujących przemocy. (dla mnie walka z fanatykiem, który sam zaatakował nie liczy się jako zastosowanie przemocy).
    Zapewne jeszcze przez parę dni będzie słychać narzekania w telewizji, ale w końcu mediom ten temat się znudzi, bo bitwa została wygrana.
    Na przyszłość radziłbym ludziom pamiętać, że demokracja to rząd ludu, a nie rząd tłumu - i nie należy pozwalać sobą pomiatac takiej tłuszczy.
    To tyle. Have a nice day, everybody - ta wiadomość mi sprawiła dzisiaj dużo radości, Kto wie - może sprawi ją także któremuś z Was?
  21. Lord Nargogh
    Towarzysze! Towarzyszki!

    Źle się dzieje towarzysze, źle się dzieje. Na blogach i na forum źle się dzieje. W związku z tym komisja w składzie:
    Przewodniczący: prof. Lord Nargogh;
    Pierwszy wiceprzewodniczący: Lord Nargogh;
    Drugi wiceprzewodniczący: Lord Nargogh;
    Sekretarz: Lord Nargogh;
    Komisarz: płk Lord Nargogh;
    Pozostali członkowie komisji: Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh;
    Członek honorowy: Lord Nargogh.
    Zdecydowała się wystosować poniższy manifest celem poprawy trudnej sytuacji.
    Albowiem sytuacja jest trudna. Nie tak się umawialiśmy, towarzysze. To my Wam prezentujemy całe nowe podforum z garścią działów ('Rozrywka' się nazywa) plus darmowe, piękne środowisko blogowe a Wy co robicie w zamian?
    Defraudujecie naszą wdzięczność. W 'Rozrywce' dyskutować nie chcecie, a na blogach pisać. Tak towarzysze, czujnemu oku naszego Komitetu nie umknie nic - dziesiątki gości codziennie przegląda nowe wpisy na blogach, czerpie całymi garściami z naszej wspólnej twórczości i nie śmie samemu dać nic w zamian logując się na forum i zakładając własnego bloga!
    Tak dłużej być nie może.
    W związku z tym nasza Komisja postuluje od Was co następuje:
    - Na forum logować się i aktywnie udzielać;
    - Rozejrzeć się po nim i zapoznać z nowymi działami;
    - Stworzyć bloga i aktywnie wypisywać na nim różne głupoty;
    - Otaczać swoją sympatią członków w/w Komisji.
    Oczekuję, że podporządkujecie się po dobroci, towarzysze. Nie chcemy w końcu uruchamiać naszego aparatu bezpieczeństwa, prawda? Towarzysz-egzekutor zajmujący się przesłuchaniami nie bez powodu ma przezwisko 'gili-gili'. Nie chcecie poczuć na sobie jego metod przesłuchiwania.
    A teraz mniej formalnie. No kurka, ile jest tutaj aktywnych blogów? Na pewno mniej niż 300, co oznacza że znajdujemy się w sytuacji gorszej od Leonidasa pod Termopile. A miliony niewdzięcznych (z pewnością są to miliony) czytelników-Persów atakuje nas swoimy oczyma. Czy oni nie mają nic ciekawego do powiedzenia? Otóż z pewnością mają, tylko niech wezmą swoje leniwe pupy w troki i przeleją swoje myśli na klawiaturę.
    Więc jak będzie, towarzysze? Pomożecie?
  22. Lord Nargogh
    Wiedźmin 2:
    system walki - *
    QTE -
    sterowanie - (nie można przypisać strzałek, leworęczni praktycznie nie mają jak grać)
    interakcja z otoczeniem i toporność - (muszę 10 razy podchodzić do każdych drzwi/skrzyni, żeby gra 'załapała' i wskazała mi je do interakcji)
    Jak na razie po przejściu prologu gra jak dla mnie nie zasługuje na więcej niż 5/10. Może później zmienię zdanie.
    Nie komentuje na razie informacji o 4 różnych rozpoczęciach, chociaż w prologu nie widziałem totalnie NIC co świadczyłoby o wybranej przeze mnie ścieżce w pierwszej części gry. Jeśli późniejsza rozgrywka tego nie wykaże, gra dostanie ode mnie kolejne za obiecanki cacanki twórców i ocena spadnie o oczko w dół.
    * - Jak można było zrobić system walki jeszcze gorszy niż w jedynce? Pytam się JAK!?
×
×
  • Utwórz nowe...