Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Wstyd mi za każdego IDIOTĘ, który dzisiaj stał pod pałacem prezydenckim w celu powstrzymania służb przed przeniesieniem krzyża.
    Ci ludzie są HAŃBĄ dla narodu polskiego, Kościoła Katolickiego, wspólnoty chrześcijańskiej, stowarzyszenia producentów parówek (...), ludzkości, swoich rodziców (...), Unii Europejskiej... można tak w nieskończoność.
    Z terrorystami się nie negocjuje. A dzisiaj polskie władze poszły im na ustępstwa. Ugięły się pod presją tłumu. To jest absolutnie niedopuszczalne, teraz za każdym razem gdy coś będzie szło nie po myśli idiotów, to będziemy mieli strajki i manifestacje!
    A nie, zaraz.
    Przecież tak jest od dawna.
    Żygam już tym krajem. Decyzja o emigracji zapadła.
  2. Lord Nargogh
    Ponieważ odkryłem jak łatwo można robić gameplaye z gier (wcisnąć klawisz na początek filmu, wcisnąć klawisz na koniec, potem w minutę powycinać niepotrzebne fragmenty Windows Movie Makerem i przy użyciu tego samego programu załadować na yt... nie dziwota że byle dzieci zaczęły wrzucać tego tonę), zdecydowałem że być może od czasu do czasu wrzucę jakieś krótkie filmiki zawierające ciekawe moim zdaniem rzeczy zaobserwowane w różnych grach.
    Na początek Fallout New Vegas i mała pułapka którą przygotowałem przed namiotem Caesara. Nawaliłem przy wejściu ładunków wybuchowych zdalnie odpalanych, wbiegłem do środka i wywabiłem wszystkich na zewnątrz. Odpaliłem ładunek i... wszyscy z wyjątkiem dwóch osób, które wyszły już po odpaleniu zostali dosłownie UNICESTWIENI. Brak popiołu, brak krwi, brak ciał, brak czegokolwiek. Po prostu... pufff... i nic nie zostało.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
  3. Lord Nargogh
    Bez zbędnego owijania w bawełnę, mojego prywatnego rankingu ciąg dalszy. Ponownie ostrzegam przed wszechobecnymi spoilerami.


    Morrowind: Bloodmoon - Likantropia



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Niesamowita sprawa. W trakcie realizowania głównego wątku fabularnego dodatku Bloodmoon, w końcu zostajemy zarażeni pewną tajemniczą chorobą. Oczywiście podobnie jak w przypadku wampiryzmu, mamy kilka dni czasu na wyleczenie się i uniknięcie konsekwencji postępowania zarazy. Ale nie oszukujmy się, przecież właśnie o to głównie w tym dodatku chodzi, żeby pobawić się w wilkołaka, nie?
    No więc za pierwszym razem zdecydowałem się odczekać aż choroba 'rozwinie skrzydła' i ujawni wszystkie związane ze sobą objawy.
    Po kilku dniach w trakcie odpoczynku ujrzałem powyższy klimatyczny filmik... a potem normalny świat Morrowinda, tym razem jednak widziany oczami bestii. Różnica jest zauważalna - nasz wilczek potrafi doskonale widzieć w ciemnościach, poza tym jest diabelnie szybki i niesamowicie wysoko skacze. Po posileniu się humanoidalnym mięsem jego rany regenerują się aż do poranka.
    Właśnie - posilanie się. Likantropia nakłada na nas obowiązek zabijania przynajmniej jednego humanoida dziennie, celem pożywienia się jego ciałem i krwią. W przeciwnym razie będziemy słabnąć. Polowanie jednak nie przynosi nam najmniejszego trudu, bowiem doskonale rozwinięte zmysły wilkołaka są w stanie wyczuć zapach wszelkich humanoidów na dystansie kilkuset stóp - w związku z tym widzimy potencjalne ofiary na mapie.
    Musimy tylko pilnować tego, żeby nie ulec przemianie przy jakimkolwiek człowieku, bo jeśli do tego dojdzie to wszyscy zaczną na nas polować nawet w ludzkiej formie i nie będziemy w stanie w ogóle współpracować z jakimikolwiek NPCami.
    Likantropia została przedstawiona w Bloodmoonie w sposób tak niesamowity, że warto zagrać w całą grę chociażby po to, żeby jej doznać.


    Planescape: Torment - Forteca Żalu



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj wszystko będzie miało swój koniec. Być albo nie być dla głównego bohatera - albo zakończy swoje zmagania sukcesem i zdoła odzyskać swoją śmiertelność, albo spełnią się jego najgorsze obawy i zostanie nieśmiertelnym, pozbawionym świadomości warzywem.
    Poznamy tutaj odpowiedzi na wiele spośród swoich pytań, a także ujrzymy upadek każdego z towarzyszy. Będziemy musieli stawić czoło setkom upiorów, którzy powstali z dusz ludzi którzy utracili swoje życia by podtrzymać naszą egystencję. Każda nasza śmierć, każda kolejna karnacja oznaczała śmierć kogoś innego w sferach - równowaga musiała zostać zachowana. Życie jednego kosztem życia drugiego.
    W tej fortecy odnalazło schronienie także to, czego szukaliśmy od początku rozgrywki - nasza śmiertelność, która utworzyła samodzielny, świadomy byt który nie chce zrezygnować ze swojego istnienia, by nas ocalić.
    Skąd Forteca Żalu wzięła swoją nazwę? Tego nie możemy być pewni. Być może stąd, że cała przygoda z nieśmiertelnością naszego bohatera została zapoczątkowana jego chęcią odpokutowania za liczne grzechy. Późniejsza nieśmiertelność doprowadziła do powstania tej fortecy.
    Pokuta --> Żal. Forteca Żalu.
    Być może jednak ta nazwa nie ma z tym faktem nic wspólnego, ale nie zmienia to faktu że to jedno z najlepiej opracowanych i najbardziej klimatycznych miejsc, jakie mieliśmy szansę odwiedzić podczas trwania naszej przygody z grami komputerowymi.


    Oblivion - pierwsze przekroczenie bram Otchłani



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Podchodzimy do podejrzanie wyglądających wrót, które zdają się płonąć. Widząc zrujnowane miasto, znajdujące się nieopodal zdajemy sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo może się za nimi kryć. Jak to bohaterzy, decydujemy się powstrzymać to niebezpieczeństwo i odważnie przekraczamy wrota.
    A za nimi widzimy coś... niesamowitego. Nie byłbym w stanie lepiej sobie wyobrazić Otchłani - czerwone niebo, pełno płomieni, dziwna, kolczasta architektura, diaboliczne stworzenia, morza lawy i rośliny, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Zwiedzanie wież i fortec wybudowanych w Otchłani również dostarcza nam niezwykłych wrażeń - na przykład gdy znajdujemy człowieka uwięzionego w klatce, który niewątpliwie był torturowany. Walające się wszędzie ciała, niebezpieczne i przerażające Dremory (poprawcie mnie, jeśli przekręciłem nazwę). Po prostu piekło - a my mamy wbiec z okrzykiem w sam jego środek. I to więcej niż jeden raz.


    Neverwinter Nights 2: Maska Zdrajcy - Krypta Boga Śmierci



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    W przypadku tego dodatku naprawdę ciężko było mi wybrać jeden najbardziej klimatyczny moment, bowiem Maska Zdrajcy OCIEKA wręcz klimatem. Od początku do końca. Każde miejsce jest magiczne, każda rozmowa - niezwykła. Temu dodatkowi poświęcę kiedyś oddzielny wpis, ale przejdźmy do rzeczy.
    Krypta Boga Śmierci. Martwego Boga Śmierci - niezła ironia, nieprawdaż? Umieszczona została w Sferze Cienia, stąd w ogóle nie została ruszona przez ząb czasu. W środku możemy spotkać pracujące wciąż uwięzione dusze skrybów, a po wejściu do Skryptorium słyszymy nawet szelest piór piszących po niezliczonych woluminach.
    To miejsce jest niesamowite - od wejścia, aż po piwnice, w których możemy zresztą znaleźć wrota prowadzące przed Miasto Umarłych. To tam zaczęła się Pierwsza Krucjata i tam odbędzie się kolejna pod naszym dowodzeniem.
    Dzięki 'zaletom' klątwy Zjadacza Dusz jesteśmy w stanie wyczuć jak gęsto wypełnione duchami są pomieszczenia tej świątyni, a w szczególności w pomieszczeniu z wielkim piecem w którym umieszczano ciała tych, którzy doczekali swojego końca w więzieniach tej krypty. Ogień w piecu nadal płonął, pomimo iż upłynęły setki lat odkąd jakakolwiek żywa istota dorzuciła do niego cokolwiek, by go podtrzymać. Ogień wciąż płonął z powodu tysięcy dusz, znajdujących się w tym piecu. Niektóre z nich życzą sobie, by z nami porozmawiać.
    Kryptę wypełniają sadzawki pełne krwi, a na ścianach znajdują się liczne obrazy przedstawiające również bohatera Pierwszej Krucjaty, Akachiego. Na niższym poziomie możemy znaleźć księgę opowiadającą ze szczegółami historię jego życia.
    Zanim dane nam jest zejść wrotami prowadzącymi na drugi poziom, widzimy jego zawartość w jednym z wielu, klimatycznych snów, które niejednokrotnie zawierają wspomnienia poprzednich Zjadaczy.
    To miejsce jest naprawdę niesamowite.
    Trzecia, póki co ostatnia część mojego prywatnego spisu ukaże się niebawem. Znowu trochę za dużo wyszło
    EDIT: Po ponownym namyśle, stwierdziłem że zamknę ten ranking w dwóch częściach. Ostatnia, trzecia część okazała się być najmniej klimatyczna (IMO) ze wszystkich, toteż zdecydowałem się rzucić ją w zapomnienie. Wolę wrócić do codziennego marudzenia na świat i rzeczywistość :]
  4. Lord Nargogh
    Nadchodzi w życiu każdego człowieka taki moment, w którym zdaje on sobie sprawę z tego że nie można cały czas marudzić i narzekać.
    W moim życiu chyba właśnie nadszedł ten moment, bo podjąłem decyzję, że prócz opryskliwych, wrednych i złośliwych wpisów zamieszczę czasem coś... neutralnego. Na przykład swoją pseudo-recenzję gry. Od tej pory od czasu do czasu będę opisywał jakąś grę, serial czy program telewizyjny, które przypadły mi do gustu.
    Jak zapewne widać po moim miniprofilu Xfire, aktualnie grywam w Fallouta 3. I to od tej gry zacznę. Będzie długo i być możne nudno, ale nie dbam o to. Blog jest w końcu przede wszystkim dla twórcy, więc zawrę w tym tekście wszystkie przemyślenia, ktore chciałbym zawrzeć. Oceny będą bardzo subiektywne - chodzi w nich o to, co JA sądzę o danej grze, a nie o to co sądzą INNI. No i uprzedzam - będą spoilery, więc jeśli ktoś nie chce poznać szczegółów fabuły, niech ma się na baczności.
    Fallout 3, jakikolwiek by nie był, wzbudził w środowisku graczy ogromne emocje. Można w sumie śmiało powiedzieć że jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych gier w historii rozrywki multimedialnej. Od początku jej powstawanie śledzone było z ogromnym zainteresowaniem, a ujawniane informacje na jej temat stawały się źródłem burzliwych dyskusji.
    Kontrowersje zaczęły się od tego, że Fallout 3 miał... nie powstać. Projekt Van Buren (bo tak początkowo miała się nazywać trzecia część gry) upadł, ku wielkiej rozpaczy wśród graczy. Pewnego pięknego dnia dowiedzieliśmy się o tym, że prawa do tytułu przejęła Bethesda, i że silnikiem na bazie którego stworzona będzie gra, będzie zmodyfikowany silnik z Obliviona. Wieści te wywołały burzę wśród graczy, niektórzy byli z tego powodu załamani, inni - wściekli.
    Po premierze gry kontrowersje nie ucichły, bo tytuł wydawał się spełniać zarazem marzenia i obawy graczy - u każdego oczywiście inne.
    Grafika - według totalnie niepotwierdzonych, wziętych z (_!_) badań, najważniejszy element gry dla 89% graczy. Dla mnie grafika również jest ważna, ale nie w taki sposób, jak niektórym się wydaje.
    Dla mnie grafika nie musi być nowoczesna i wypasiona, ale po prostu ładna. Wiek i technologie nie mają znaczenia. Grafika Heroes of Might and Magic III jest dla mnie piękna, i zawsze już taka pozostanie. Podobnie grafika z Settlers 2 - ta z oryginalnej wersji (pikselowata) wydaje mi się ładniejsza niż ta z remake'u. Bo ta pierwsza miała swój urok, to COŚ.
    To COŚ ma również grafika Fallouta 3. W momencie premiery nie prezentowała nic odkrywczego, ale przypadła mi do gustu. Nuklearne pustkowie robi naprawdę duże wrażenie - podobnie jak rozmaicie pomutowane stworzenia. Szpony Śmierci są autentycznie przerażające (czego nie można powiedzieć o tych z Fallouta 1 czy 2), podobnie Yao Guai. Dzikie ghule również wyglądają niesamowicie - czego niestety nie można powiedzieć o ich "normalnych" kuzynach, którzy w Falloucie 3 wyglądają po prostu idiotycznie. Nie będę wymieniał każdego stworzenia z nazwy, ale mogę po prostu powiedzieć - większość mi się autentycznie podoba.
    Super Mutanci - wzbudzili dużo kontrowersji. Niektórym (tak jak mi) przypadli do gustu, zaś innym zbytnio przypominali orków. Osobiście uważam że SupMuty z trzeciej części Fallouta są najlepiej wykonane ze wszystkich, ale nie można ich porównywać - jest to inna odmiana tych stworzeń niż z dotychczasowych Falloutów. Ten gatunek nie powstał poprzez wrzucenie do Kadzi. O mutantach można powiedzieć krótko: po prostu szpetna, zmutowana kupa mięsa. Na masywnych ramionach mutantów widzimy nabrzmiałe, fioletowe żyły, na twarzy brak warg, a na głowie brak włosów. Ich pancerz skonstruowany jest z tego, czego się da - kawałki stali, opon, skóry i tym podobnych. Taka wizja mutantow idealnie trafia w moje wyobrażenia na ich temat.





    Mutant leży, strzelba stoi, Lord mutanta się nie boi!

    Powierzchnia wody wygląda doskonale, bardzo dobrze oddaje graficznie... brudność tej wody.
    Bardzo mi się podobała gra świateł. Promienie słońca potrafią autentycznie oślepić w czasie wędrówki, i utrudnić celowanie w rozmaitych wrogów.





    Oto, co mam na myśli mówiąc "Gra świateł".

    Modele ludzi są wykonane przyzwoicie, czego nie można powiedzieć o twarzach. Niektóre za przeproszeniem mordy są doprawdy przerażające. Ludzie "młodzi" wyglądają w miarę przyzwoicie, ale postnuklearni staruszkowie z wyglądu faktycznie przypominają stworzenia które zbyt długo przebywały na słońcu czy w zasięgu promieniowania radioaktywnego.
    Ekwipunek. Broni jest oczywiście dużo mniej niż w poprzednich częściach, ale za to pancerzy jest znacznie więcej. Bardzo często znajdujemy zwyczajne elementy ubioru, które niekoniecznie mają zastosowanie w bitwie. Może i to nieistotny detal, ale ja lubię czasem popatrzeć, jak moja postać wygląda w różnych strojach, zamiast dostawać na początku kombinezon który będę nosić pod pancerzem do końca gry.





    Mały pokaz falloutowej mody. Zaprzeczam plotkom, jakobym faworyzował Power Armory!

    Budynki w tym rankingu wypadają rozmaicie. Niektóre są zrobione fajnie i klimatycznie (jak na przykład zrujnowane przedwojenne domki jednorodzinne, w których znajdujemy nieraz szkielety ludzi którzy zginęli na skutek promieniowania w czasie codziennych czynności. Raz nawet spotkałem "małżeństwo" szkieletów w łóżku, jeden szkielet obejmował drugi), inne trochę przygłupawo.
    Co do graficznych niedoróbek - przy wychodzeniu z podziemi bardzo często widzimy przebijające przez dziurawe drzwi promienie słoneczne - a po przekroczeniu tych drzwi dowiadujemy się, że właśnie trwa noc. Czasami zdarza się że ciała po śmierci są powyginane w nienaturalny sposób, poza tym niektóre efekty krytyczne przy ataku są zbyt... groteskowe. Na przykład eksplodująca jak arbuz głowa przeciwnika.
    Klimat. Rzecz bardzo istotna w każdej grze zawierającej "Fallout" w tytule. Nawet niesławny Fallout Tactics swój klimat posiadał. A jak jest w przypadku tej części cyklu? Wyśmienicie. Jak już wcześniej pisałem wrażenie klimatu buduje doskonale gra świateł i architektura. Doskonale do nuklearnego stylu wpasowuje się również muzyka - nawet w tej chwili jej słucham, by lepiej wczuć się w pisanie recenzji tej gry. Raz wędrujemy po pustkowiu, raz kręcimy się po jaskini, raz błądzimy po Krypcie. Każda sytuacja ma inny, specyficzny klimat, który mi osobiście bardzo odpowiada.





    Czy za rogiem czai się dziki Ghul? A może rozglądając się za Ghulami, wdepnę w jakąś pułapkę? Nigdy nie wiadomo...






    Kolejnym dobrym przykładem klimatycznej chwili jest etap rozgrywający się w Tranqulity Lane.

    Dwa słowa o kompasie. Wiele osób na niego narzeka, ale ja uważam go za dobrodziejstwo. Błądzenie w poszukiwaniu celu misji wydłuża czas gry sztucznie i tylko mnie zbędnie denerwuje. Dlaczego w poprzednich falloutach tego nie było? Bo nie było potrzebne - gdy patrzysz na świat z rzutu izometrycznego to widzisz większy teren jednocześnie, i zawsze doskonale wiesz, czy w danym miejscu juz byleś i jak z niego wyjść. Oczami bohatera nie jest już tak łatwo. Zresztą spróbujcie pokonać ten sam labirynt patrząc na niego z góry, albo z poziomu oczu wędrującego w nim człowieka. Zrozumiecie, co mam na myśli.
    A teraz dwa słowa o "Wampirach" jakich spotykamy podczas podróży. Sporo osób wyśmiewalo ten wątek, że w świecie science-fiction zbliżamy się do fantasy. No cóż, te osoby widać niezbyt dokładnie czytały dialogi jakie odbywamy z tymi postaciami. "Wampiryzm" to tylko ich sposób na utrzymywanie nad sobą kontroli. Ci ludzie to nic innego jak mutanci-kanibale, którzy o ile nie nasycą swojego głodu na ludzkie ciało, to tracą nad sobą kontrolę i próbują zabić wszystkie żywe istoty w swoim otoczeniu. Ich przywódca, Vincent odkrył że mogą zapanować nad swoim głodem jeśli będą pożywiać się krwią zamiast ciałem. Na tym polega ten cały ich "wampiryzm". Śmieszy Was to? Bo mnie nie.
    Grywalność. Dla mnie niezaprzeczalnie najważniejszy element gry.
    Tutaj Fallout 3 nie dał mi najmniejszych powodów do narzekania. Gra jest wciągająca i dostarcza zabawy na wiele godzin. Badanie ruin, polowanie na mutanty, wystrajanie domu, przymierzanie ubrań, wykonywanie zadań, eksploracja pustkowi - można robić co tylko dusza zapragnie, czerpiąc z tego nie lada przyjemność. Samo wyszukiwane smaczków to rozrywka na długie godziny - pamiętam jak raz znalazlem w ruinach domku przedwojenne nagranie jakiegoś zbuntowanego nastolatka, który miał już dość ciągłych fałszywych alarmów nuklearnych i stwierdził że pierniczy schron swoich rodziców i że teraz idzie na spotkanie atomowego grzyba. Wytrawny podróżnik spotka również starego, dobrego Harolda - ktorego długa historia może znaleźc swoje zakończenie za naszą sprawą, jeśli chcemy.





    Rozbity statek Obcych - przykład tego, co możemy spotkać wędrując po pustkowiach

    V.A.T.S. Jak dla mnie genialny system rozszerzający możliwości taktyczne w czasie walki, ponadto doskonały pomost pomiędzy walką turową z poprzednich częsci i walką w czasie rzeczywistym z F3. Mimo to nie korzystałem z niego zbyt często - tylko w sytuacji, w której podejrzewałem że walka może stanowić poważniejsze wyzwanie.
    Właśnie, wyzwanie. Wbrew temu co niektórzy sądzą walka nie jest zawsze banalna. Behemoth czy Mirelurk Hunter to tylko wierzchołek góry lodowej z serii bardzo poważnych zagrożeń, które stają nam na drodze. Szczególnie ten drugi jest niebezpieczny - bo zwykle atakuje nas w ciasnych pomieszczeniach, gdzie nie mamy możliwości ucieczki i korzystania z osłon, co w sytuacji w której ów Hunter zabija nas trzema ciosami na pełnym pasku zdrowia - nie jest zbyt ciekawe. Czy wspominałem że zabić go jest znacznie trudniej niż zostać przez niego zabitym?
    Dialogi. Tutaj niestety muszę przyznać ludziom rację, że są dużo gorsze niż w poprzednich częściach. Nie są jednak takie złe - najbardziej ucierpiały kwestie dialogowe naszego bohatera. NPC nadal potrafią gadać jak najęci.
    Fabuła. Jeśli o wątek główny chodzi, to jest niezbyt oryginalny i dość krótki - chociaż ma kilka emocjonujących momentów, jak na przykład ucieczka przed Enklawą z Washington Memorial, i późniejsze odbicie tego Memoriala z pomocą Liberty Prime'a. Miły był proces tworzenia postaci - przedstawiony jako rozmaite istotne chwile w życiu dziecka i nastolatka. Zakończenie natomiast było głupie - brak możliwości kontynuacji gry po ukończeniu wątku głównego to poważne przewinienie na tle poprzednich częsci.
    A zadania poboczne - miodzio. Rozbrajanie bomby w Megatonie, sprawa Ghuli w Tenpenny Tower, pisanie przewodnika po pustkowiach, poszukiwania androida (z zaskakującym zakończeniem - doktorek, który wyśmiewa androida, któremu wydaje się że jest człowiekiem sam okazuje się być androidem!) i wiele, wiele innych, również takich nienotowanych na liście zadań w PipBoyu. Po prostu - nie sposób się nudzić.
    Więcej już mi chyba nie przychodzi do głowy, więc nadszedł czas na werdykt. Wystawię tej grze dwie oceny - jedną jako samodzielnej grze o nieokreślonym gatunku, drugą jako kolejnej części Fallouta (czyli wielkiego cRPG).
    Fallout 3 jako samodzielna gra:
    Ocena: 10/10
    + Grafika
    + Grywalność!
    + Klimat
    + VATS
    + Duży teren do zbadania
    + Dźwięk i muzyka
    - Błędy graficzne, groteskowe umieranie wrogów
    - Krótki wątek główny
    Fallout 3 jako kolejna część cyklu: 6/10.
    Bez rozpisywania się na plusy i minusy, po prostu cięzko znaleźć jakieś wspólne cechy tych gier prócz tego samego uniwersum. Co nie przeszkadza F3 w byciu doskonałym tytułem, ale jednak jeśli ktoś jest hardcore'owym fanem jedynki i dwójki, to lepiej dla niego żeby tej gry nie uruchamiał.
    Na koniec mała refleksja: Czy Fallout 3 jest cRPGiem? Nie wiem, i nie obchodzi mnie to. Wiem, że jeśli gry cRPG wyglądałyby tak jak Fallout 3, to i tak byłbym ich wielkim fanem.





    Nawet Chuck Norris grał w Fallouta 3!

    Uff, to by było na tyle. Wyszedł mi chyba raczej felieton, niż recenzja, ale nie szkodzi, nie robię tego za pieniądze ;P
  5. Lord Nargogh
    Dzisiaj Lord będzie się śmiał z polskiego egzaminu dojrzałości.
    Matura - jaka jest, każdy widzi. Większość z osób czytających ten wpis prawdopodobnie ma maturę już za sobą, bądź ma w planach jej napisanie. Dzisiaj posiadanie matury nie jest najmniejszym powodem do dumy - raczej jej brak oznacza powód do znacznego wstydu. Z kilku przyczyn.
    Przede wszystkim współczesna matura jest tak banalnie prosta, że trzeba mieć zaawansowany stopień niewydolności umysłowej by jej po trzech latach liceum z powodzeniem nie zdać.
    Ponadto wciąż prowadzone są działania celem dalszego uproszczenia tej matury. Dodano obowiązkowy egzamin pisemny z matematyki (na plus), ale obniżono jego poziom trudności w takim stopniu, że moim zdaniem osoby które nie są w stanie jej obecnie zaliczyć powinny zostać pozbawione praw obywatelskich, bowiem ze swoim zacofaniem umysłowym nie kwalifikują się jako przedstawiciele homo sapiens.
    Ale ja dzisiaj nie o tym.
    Razem z Iskierem przed chwilą nabijaliśmy się z matury ustnej z języka polskiego, wymyślając głupie, lubieżne i dość niecenzuralne tematy jakie naszym zdaniem powinny być do wyboru na tego typu egzaminie. I wówczas wpadłem na jakże genialny pomysł wyobrażenia sobie jak będzie wyglądał ten egzamin za 92 lata. W końcu ministerstwo będzie musiało uwzględnić dorobek współczesnej kultury i inne osiągnięcia polskiej cywilizacji XXI wieku. I na tego typu zagadnieniach skupię się tym razem.
    Zakładam, że za kilkadziesiąt lat literatura jako taka zejdzie na plan drugi i będziemy raczej skupiać się na wszystkich dorobkach współczesnej kultury równomiernie - w tym telewizji i internetu.
    Trochę sobie polecę po bandzie, ale w końcu to mój blog i chyba przede wszystkim o to chodzi =)
    1. Dlaczego białe nie jest białe, a czarne nie jest czarne? Omówienie wybranych pozycji z zakresu filozofii Kaczynizmu.
    2. 'Jestem hardcorem!' jako przejaw buntu młodzieży XXI wieku przeciwko prawom fizyki i jako chęć ascendencji ku niebiosom.
    3. Dwa geje pingwiny, czyli przykłady piękna homoseksualnej miłości rodzicielskiej w literaturze dla dzieci XXI wieku.
    4. 'Tato, kupę!' - omówienie dorobku kulturalnego reklam z minionego wieku.
    5. Pokolenia JP II i JP na 100%. Omówienie podobieństw i różnic.
    6. Demotywatory.pl jako bijący rekordy popularności serwis informacyjny.
    7. Ewolucja kroków tanecznych. Porównanie tańca z literatury młodopolskiej z wybranymi odcinkami spośród 150 ostatnich edycji Tańca z Gwiazdami.
    8. Od zera, przez geja do bohatera - omówienie akceleracji karier wybranych celebrytów pod wpływem ich przyznania się do własnego homoseksualizmu.
    9. 'Daj kamienia!' - porównanie anonimowego bohatera XXI wieku z Dawidem - jego biblijnym odpowiednikiem podczas jego walki z Goliatem.
    10. 'CHWDP', 'LEGIA PANY' i inne dzieła malowidła naściennego XXI wieku. Porównanie z jaskiniowymi malowidłami z epoki kamienia łupanego. Wyjaśnienie, dlaczego człowiek współczesny jest bardziej rozwinięty pod tym względem od jaskiniowca.
    11. 'Matrix' i 'Zielona Mila'. Omówienie archetypu Wielkiego Łysego Murzyna.
    12. 'Foczki', 'Hajs', 'Melanż', 'Zioło' i inne osiągnięcia kulturowe polskiego hip-hopu.
    13. 'Zostań ninja', 'Wybierz łopatę', 'Przeżyj za 50 zł do końca miesiąca' i inne dylematy studenta XXI wieku.
    14. Omówienie wybranych traktatów filozoficznych Joli Rutowicz i ich zasług na tle postrzegania współczesnej rzeczywistości.
    15. Syzyfowa praca. Porównanie starań Syzyfa z dylematami depilacyjnymi współczesnych kobiet.
    16. 'Człowiek, który przeszedł pieszo wszystkie polskie autostrady w 15 minut'. Omówienie biografii znanego niewidomego sportowca bez jednej nogi.
    EDIT: Rozszerzenie listy na podstawie twórczości komentatorów:
    17. Koncepcja słów "ale urwał" w oparciu na dobytku kultury i własnych doświadczeń. [melon1992]
    18. Anal i Oral jako współczesna Alfa i Omega [iskier]
    19. Absurdy w życiu codziennym, w prawie, oraz w szkołach. Czemu część ludzi godzi się na takie rzeczy, a reszta nie ma nic do powiedzenia w tych sytuacjach. [Maciejka01]
    20. Fizyka: Widelec, nóż i zapałka, czyli wyższa fizyka na podstawie Demotywatory.pl [roziaq]
    21. Biologia: WoWcraftia - choroba XXI w. , która zdziesiątkowała ludność Azji. [roziaq]
    22. Informatyka: DRM v201.2 - jak zabezpieczyć grę przed legalnymi graczami? [roziaq]
    23. Galerianizm - sposób na zostanie milionerem... [roziaq]
    24. "Nie ma takiego bicia.." - jak bezstresowo wychowywać dzieci... [roziaq]
    25. Pokemonologia - Omów Wszystkie 50 generacji pokemonów oraz napisz biografię legendarnego trenera Darusia . [dariusxq]
    26. ABC czyli WSAD ubiegłego wieku - opisz genezę i przebieg transformacji. [pavlaq89]
    27. Celebrytyzm jako wytwór kulturowy mediów. Przez łóżko do sukcesu i magiczne 5 minut za wszelką cenę. Omów na przykładach strategie bycia sławnym i podziwianym w pierwszej dekadzie XXI wieku. [slavkovic]
    28. Omów wczesne próby klonowania i ich wpływ na politykę XXI wieku. [Aiden]
    29. Trudna droga do sławy,okupiona latami wyrzeczeń i ciężką pracą-omów i porównaj biografię Baski z klatki B i Gracjana Roztockiego z uwzględnieniem ich najwybitniejszych cytatów. [Lukas699CK]
    30. J3S13M D3B1L3M,SP43RD1L1J SL3D1U i inne-omów wybrane sposoby na usunięcie Śledzika z Naszej-Klasy oraz ich skuteczność. [Lukas699CK]
    31. Od:"HeY! CiO tAm Ó FaS sŁYhaCI?" Do "cH3j cJo tAM Oo wash sHł1cHaC?" omów zmiany zachodzące przez to stulecie w języku pokemonów-prezentacja multimedialna. [Lukas699CK]
    A Wy? Macie jakieś propozycje tematów na maturę z języka polskiego za tyle lat?
  6. Lord Nargogh
    Długo wstrzymywałem się przed zakupieniem/zagraniem w jakąkolwiek grę z gatunku 'indie'. Przełamałem się dopiero wczoraj, gdy na gog.com pojawiła się promocja umożliwiająca zakup 5 tytułów za 10$.
    Jednym z tytułów, które zakupiłem była orgazmicznie wręcz przez niektórych chwalona Botanicula. Że nietypowa, niezwykła, wyjątkowa, obdarzona piękną grafiką i soundtrackiem.
    No to się skusiłem. I srodze żałuję.
    Gra jest nudna i prosta jak budowa cepa. Cała rozgrywka opiera się na jeżdżeniu myszką po ekranie i sprawdzaniu co można kliknąć. 'Łamigłówki' (jeśli można je tak nazwać) polegają na klikaniu wszystkiego co się da bez ładu i składu, bo rozwiązanie nigdy nie jest sensowne i logiczne, trzeba zatem klikając przypadkowo 'doklikać' się do rozwiązania. Jako przykład podam 'łamigłówkę' z podniesieniem klucza z dna jakiejś jamy. Musimy za pomocą jednego ze stworków (nigdy nie wiadomo którego, trzeba kliknąć po kolei i jak 'zaskoczy' to dopiero się okazuje, że to ten) 'wykiełkować' pędy, za pomocą których podniesiemy klucz. Problem w tym, że rozwiązaniem okazało się kiełkowanie pod kątem, który na początku wydaje się najbardziej oddalać pędy od klucza, a pod sam koniec gwałtownie skręca i sięga po klucz.
    Udźwiękowienie mnie straszliwie drażni, a przesławny soundtrack to w głównej mierze jeden, zapętlony i puszczany na okrągło utwór, który w dodatku niesamowicie mnie irytuje. Mówię to jako osoba słuchająca wyłącznie soundtracków, więc trzeba się naprawdę postarać żeby wkurzyć mnie w ten sposób.
    Reasumując: nudno, prosto, prymitywnie, nielogicznie, irytująco. Nie jest to pełnoprawna gra, na niektórych stronach internetowych znajdują się darmowe i dużo bardziej skomplikowane gierki we flashu. Szczerze odradzam.
    A dlaczego tak nie cierpię indie? Bo patrzę, patrzę a pełnoprawnego produktu dopatrzeć się nie mogę.
  7. Lord Nargogh
    Ostatnimi czasy wszyscy zdają się wpadać w jakąś panikę związaną z SOPA, PIPA i ACTA. Na Wasze szczęście posiadam liczne kontakty m.in. w Kongresie USA i zdobyłem mnóstwo prawdziwych, rzetelnych informacji na temat tych aktów prawnych.
    Przede wszystkim **** ******** * *** ************ *, **** ******** * *** **** ******** * ***. Przecież to dość oczywiste, a mimo to ludzie ***** * ** ******** ** *** **** ******** * *** **** ******** * ***. A prawdziwa przyczyna powoływania tych aktów jest prosta i oczywista - ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** ****. Doprawdy, nie rozumiem czemu ******* nie może ** *** **** ******** * *** ****, bo wtedy wszystko ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** ****.
    Mam nadzieję że zdołałem wszystko Wam wyjaśnić.
    PS: ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** ****!
  8. Lord Nargogh
    Witajcie, zacni Gentlemani. Jak zapewne część z Was miała przyjemność się dowiedzieć, monsieur Ramzses Treizi?me ogłosił nadejście lepszych czasów - czasów przeznaczonych dla Gentlemanów. Nie marnujmy jednak doniosłości tej chwili na powtarzanie tego, co zostało już powiedziane.
    Wieść gminna niesie, że więcej informacji można znaleźć w tym zacnym źródle.
    A zatem 'do rzeczy!', jak powiedziała Hrabina von Turumbardaum gdy jej mąż Gofrentreth udzielał wymijającej odpowiedzi na pytanie o winnego spożycia całego słoika ciastek.
    Mało na tym forum ma miejsce doniosłych wydarzeń kulturalnych. Moi panowie, niedorzecznym byłoby pozostawić ten stan rzeczy niezmienionym! W związku z tym zapraszam każdego szlachetnego Gentlemana do zakosztowania herbaty w moich skromnych prograch. Oczywiście, pragnienie intelektualnej dysputy również może zostać zaspokojone w tym miejscu.
    Proszę się częstować.



    Jest to zacna herbata zielona z gór Zielonoherbat, gatunek nazwany moim skromnym imieniem Lorda Nargogha na cześć bezinteresownych, szlachetnych czynów jakich dokonałem wobec mieszkańców wioski Chin-Cy-Ki. Ale jest to opowieść na inną okazję, podczas dzisiejszego wieczoru chciałbym także zaserwować nieco przepysznej herbaty czerwonej z Niziny Herbatoczerwonej:



    Przewidziałem też napój dla wymagających smakoszy. Panowie Gentlemani, oto przedstawiam Wam doskonałą herbatę białą z równin Whiteh-Teah:



    Na koniec tradycyjnie herbata czarna, importowana na moje specjalne zamówienie z tropikalnego kraju Biedronkayah:



    Aby żołądki nasze pustymi nie pozostały i by sił do błyskotliwych puent i ripost nie zabrakło, proszę się także poczęstować wyśmienitymi herbatnikami z ręcznie mielonej pszenicy:



    Zapraszam wszystkich do rozpoczęcia konsumpcji i delektowania się tym zacnym wieczorem.
  9. Lord Nargogh
    Dawno już nie marudzilem, bo i jakoś w dobrym nastroju byłem. No i można powiedzieć że dzisiaj też w takim jestem - ale jesli sobie trochę pomarudzę, to będę w jeszcze lepszym ]:->
    Do rzeczy - część z Was może domyśliła się o czym będzie ten wpis, po tytule. Natchnął mnie materiał w Teleexpresie, promujący i wychwalający staruszkowe (i nie tylko) inicjatywy zbiórek na renowację grobów. Zakończone powodzeniem i wydaniem setek tysięcy złotych na odnowienie starych mogił. I co w tym takiego zdrożnego, że mnie tak zirytowało? Co może zdenerwować tak spokojnego i miłującego pokój i dobroć człowieka jak mnie?
    Marnowanie pieniędzy na duperele.
    Rozejrzyjmy się po świecie - od kiedy to zabrakło chorych, ubogich i głodujących? Ile czasu minęło od wynalezienia lekarstwa na nieuleczalne do tej pory choroby? Coś mnie ominęło? Czy świat stał się jakimś cudem lepszy, że możemy marnować pieniądze na jakieś kamienie? Czy Polacy już naprawdę nie mają większych problemów, niż stare groby we Lwowie?
    Ech.
    Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo i nie ma co bardziej się rozwodzić nad tym tematem.


    Wprawne oko dostrzeże uśmiech zadowolenia na płycie grobowej. Bo grobowce się cieszą z renowacji, co nie? Szkoda że nie można powiedzieć tego samego o tych głodnych dzieciach. No nic, nie można mieć wszystkiego, po co Ci żarcie, jak możesz mieć mogiłę...
  10. Lord Nargogh
    Zdecydowałem się poświęcić na swoim blogu nieco miejsca na wspominanie starych, dobrych gier, o których nigdy nie zapomnę. Na sam początek zdecydowałem się wrzucić na ruszt jedną z moich ulubionych serii gier strategicznych - serię Earth, a konkretnie jej pierwszą część - Earth 2140.


    EARTH 2140




    Earth 2140 była jedną z moich pierwszych gier strategicznych, a już na pewno pierwszą sposród tych, które przekonały mnie do tego gatunku. Miałem przyjemność zapoznać się z nią po tym, jak została zamieszczona na coverze Cd-Action. Dzisiaj możliwa jest do nabycia w Extra Klasyce, w pakiecie z pozostałymi częściami serii i wszystkimi dodatkami za śmieszne 20 zł z hakiem. Moim zdaniem naprawdę warto uzupełnić swoją kolekcję, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił. Mam nadzieję, że ten wpis przekona paru ludzi do tej serii - zwłaszcza, że jest ona dziełem Polaków!


    Technikalia - grafika, dźwięk i muzyka

    Nikt nie powinien spodziewać się po tej grze zbytnich fajerwerków - w końcu ma ona już swoje lata (dokładnie to prawie 12 lat!) Grafika jednak prezentuje się nadal całkiem przyzwoicie, zwłaszcza na tle innych produkcji z tamtego okresu - dość powiedzieć że taki Starcraft zestarzał się pod względem graficznym dużo bardziej niż Earth, a nadal ma swoich fanów. Animacje jednostek są wykonane przyzwoicie, podobnie zawarte w grze cut-scenki.



    Czy to wyciek ujęć Terminatora 5 z wytwórni filmowej? Nie, to jedynie kilka screenshotów z cut-scenek zawartych w grze. Jak na wiek gry prezentują sie one znakomicie.

    Jeśli chodzi o udźwiękowienie, to też stoi na wysokim poziomie. Odgłosom wystrzałów z dział czołgów, bzyczeniu laserów czy świstowi rakiet nie można nic zarzucić. Bardzo interesująco brzmią robotyczne głosy jednostek UCS, a wisienką na audiowizualnym torcie jest doskonały soundtrack, który świetnie pasuje do futurystycznego klimatu gry.


    Historia i strony konfliktu

    Od wielu lat na ziemskim globie toczy się bezlitosna wojna dwóch potężnych frakcji, które całkowicie pochłonęły pomniejsze twory, jakimi były państwa. Dziesiątki lat bezlitosnych starć w połączeniu z zastosowaniem nowych broni masowego rażenia i wielu eksperymentalnych technologii zniszczenia, doprowadziło ziemskie środowisko na skraj katastrofy. W chwili obecnej ludzie nie są w stanie przeżyć na powierzchni planety bez stosownego ubioru ochronnego z powodu panującego na niej toksycznego skażenia i promieniowania.



    Ekran briefingu przed misją dla ED. UCS posiada wersję z innym logiem, i czerwoną czcionką. Możliwe jest 'rozglądanie się' po przedstawionym terenie, który jest zależny od tego, w jakim miejscu toczy się misja. Dość bezużyteczny, ale przyjemny szczegół.

    I to w zasadzie wszystko, co można powiedzieć o fabule. Misje po prostu polegają na zdobywaniu kolejnych terenów dla własnej frakcji, bez udziału bohaterów czy specjalnych intryg. Nie przeszkadza to jednak czerpać z gry wielkiej przyjemności, zwłaszcza że to grywalność jest jej najmocniejszą stroną. Misje polegają zwykle na wyeliminowaniu wszystkich jednostek wroga z danego terenu, czasem jednak zamiast tego mamy chronić własne lub przejąć wrogie budynki w celu pozyskania nowych technologii.



    W menu głównym udostępniono graczom specjalną 'encyklopedię' zawierającą szczegóły na temat wszystkich jednostek i budynków zawartych w grze. Tym razem jednak nie mamy do czynienia z bezużytecznym detalem - można pośród tych danych znaleźć użyteczne informacje o słabościach i mocnych stronach poszczególnych jednostek, takich jak ich podatność na ogień, rodzaj prowadzonego ostrzału i tym podobne.

    Dostępne w grze frakcje są dwie - United Civilised States (UCS) i Eurasian Dynasty (ED). UCS to w głównej mierze dzisiejsze Stany Zjednoczone, zaś ED składa się z dawnych państw Europy i Azji, zjednoczonych pod despotycznymi rządami Cesarza.



    Baza UCS na pustyni.

    UCS preferuje przede wszystkim potężne maszyny kroczące, a ich piechota składa się z przypominających terminatory robotów nazywanych mianem Silver. Żeby podać kilka przykładów - mamy na przykład dwa modele Raptorów (szybkie, biegające wręcz mechy zwiadowcze), dwa modele ciężkich Tigerów (Hellmaker - rzuca granatami z napalmem i Assault - strzela lekkimi rakietami), i dwa typy Spiderów (podstawowy wariant z bronią plazmową, i drugi wyposażony w ciężkie rakiety). Jednostki typu Silver są znacznie silniejsze od piechoty ED. Prawdziwą machiną zagłady jest dostępny w dodatkowych misjach mech Goliat, wyposażony w najcięższy możliwy pancerz i strzelający seriami lekkich rakiet, jakby były one zwykłymi pociskami CKMu. 'Tajną' bronią UCS są tzw. naloty plazmowe, wystrzeliwywane za pomocą specjalnego działa o nieograniczonym zasięgu i ogromnej sile rażenia, dużo większej od atomówek ED. Latające jednostki UCS korzystają z napędu antygrawitacyjnego.



    Kilka jednostek UCS w akcji. Bestia miotająca pociskami plazmowymi to mech Spider - równie niebezpieczny, co efektowny.

    ED to przede wszystkim tradycyjne, konwencjonalne uzbrojenie. Większość jej jednostek to 'zwykłe' czołgi, aczkolwiek frakcja ta posiada kilka nowinek technicznych, pośród których mozna wymienić potęzne lasery i deaktywujące wrogie pojazdy miotacze jonowe (po zdezaktywowaniu jednostki można wysłać własną jednostkę naprawczą, i przejąc kontrolę nad wrogiem). Piechota ED składa się z dość wrażliwych androidów, bio-organizmów zbliżonych do ludzi. Ich tajną bronią jest wymieniona wcześniej atomówka. Lotnictwo ED składa się ze śmigłowców i myśliwców pionowego startu.



    Tak wygląda interfejs ED, a także parę jednostek tej frakcji.

    Oczywiście nie wymieniłem wszystkich jednostek tych frakcji (jest ich naprawdę wiele), a jedynie kilka ciekawszych. Obie frakcje posiadają naturalnie własną, indywidualną flotę pojazdów wodnych.


    Podsumowanie

    Earth 2140 to doskonała strategia czasu rzeczywistego, w którą naprawdę warto zagrać. Oprócz świetnej grywalności, oferuje nam dostęp do dwóch dość nietypowych stron konfliktu, których zróżnicowanie umożliwia stosowanie szerokiego zakresu taktyk i strategii podczas bitew. Warto się z tym tytułem zapoznać chociażby po to, żeby wiedzieć jakie gry robili Polacy w dobie powstawania takich przebojów jak Starcraft.
  11. Lord Nargogh
    Nie przesłyszeliście (przeczytaliście?) się. Dla mnie gra 'Wiedźmin' to zwykła kaszanka. Zanim zaczniecie we mnie miotać gromy, przeczytajcie co mam do powiedzenia.
    Screenów wyjątkowo jak na tekst o grze nie będzie, bo szkoda mi marnować czasu na ponowne instalowanie tego kaszalota a już tym bardziej jest mi go szkoda na granie w niego celem zrobienia screenów.
    Oczywiście zwracam uwagę że są to moje subiektywne opinie i każdy ma prawo się z nimi nie zgadzać. Nikt nie ma prawda natomiast zarzucać mi, że nie mam racji - bo chyba ja wiem lepiej jaką mam opinię, prawda?
    Po pierwsze i najważniejsze - żałosny system walki. Mówię Wam szczerze, że przez całe życie nie widziałem cRPGa z bardziej wnerwiającym i nudniejszym systemem walki, niż ten w Wiedźminie. A oczekiwania miałem wielkie - kiedy czytało się soczyste zapowiedzi niesamowitych akrobacji i spodziewało się nie wiadomo czego po ruchach wiedźmina. I częściowo twórcy nie kłamali - w końcu wiedźmin wywija mieczem dość popisowo. Zapomnieli tylko wspomnieć, że sterowanie i wpływ gracza na walkę jest skrajnie wieśniacki i beznadziejny. Proszę Was? Klikanie myszką w jakimś rytmie? Co to ma być? Kpina? W ten sposób mam się poczuć jak wiedźmin?
    Kilka śmiesznych znaków i stylów walki nie ratuje sytuacji. Całą grę w kółko to samo - klik, klik, klik, klik, klik... ojej, nie zdążyłem... co za emocje.... to omsnięcie się palca na myszce mogło spowodować moją śmierć... och... klik klik klik...
    Po drugie - ciasny, śmiesznie mały świat. Ukończyłem całą grę i bez wahania mogę stwierdzić, że w kółko latamy po tych samych, śmiesznie małych lokacjach w których pełno jest w dodatku niewidzialnych barier i przeszkód. 'Największe miasto w historii gier' (kolejne kłamstwo producentów) - Wyzima była w istocie ogromna. Dwie minuty biegu z jednej strony na drugą. Kilkadziesiąt mieszkańców. Prawdziwa stolica.
    Po trzecie - przynieś, zanieś, pozamiataj, w tę i z powrotem lataj. Właśnie scharakteryzowałem większość questów jakie występują w tej grze. Zabij to, zanieś to, przynieś to. Porozmawiaj z tym. Do szału doprowadzało mnie krążenie między 2-3 NPCami celem wypełnienia jednego questu. I ten schemat powtarzał się całą grę.
    Po czwarte - liniowość i pozory decyzji. Wiedźmin to gra na jeden raz. Naiwnym trzeba być, by próbować ją przechodzić po raz drugi po innej stronie konfliktu. Ja niestety taki naiwny byłem i się rozczarowałem - drugi raz dokładnie to samo, z tą śmieszną róznicą że TE SAME walki staczamy mając po swojej stronie innych sprzymierzeńców. Plus kilka innych, krótkich filmików. Nic poza tym. Zamiast przechodzić grę po raz drugi i marnować dziesiatki godzin, bardziej opłaca się obejrzeć brakujące filmiki na jakimś jótjóbie.
    Po piąte - dialogi, a raczej ich brak. Nie prowadzimy prawdziwych rozmów w tej grze. 'Wyklikujemy' wszystkie świecące się na niebiesko opcje dialogowe, aż zrobią się szare. Kolejność nie ma znaczenia. Wybór bardzo rzadko ma. Schemat identyczny jak w sytuacji Obliviona, z tym że nikt ukochanego Wiedźmina nie odważy się za to skrytykować.
    Właśnie.
    Po szóste - niezdrowe otoczenie tej gry kultem. Poniewaz wyszła z polskich rąk, niektórzy gotowi są życie oddać w jej obronie. Wiele takich osób wypowie się i tutaj, wyzywając mnie od najgorszych za naruszenie ich sfery sakrum. Uczucie przywiązania do rodzimych produkcji przysłania im calkowicie chłodny osąd jakości tej gry.
    Po siódme - zabugowanie. Na moim komputerze Wiedźmin był najbardziej zabugowaną grą, w jaką grałem. Ciągłe wysypywanie do pulpitu, ciągłe anomalie teksturowe - na przykład twarz Geralta rozsmarowana na cały ekran - to wszystko towarzyszyło mi przez większość czasu gry. Tego oczywiście nikt też nie wypomni ukochanemu Wiedźminowi.
    A teraz pozwolę opuścić całe zło z mojego ciała i wypowiem się na temat tej gry już na spokojnie. Co bystrzejsi z Was domyślili się, że tekst częściowo jest prowokacją i że nie uważam tej gry za kaszankę. Aczkolwiek wymienione przeze mnie wady nadal pozostają wadami i nie będą bez wpływu na ocenę końcową.
    Przyjrzę się teraz zaletom tej gry.
    Po pierwsze grafika. Zwłaszcza lokacje poza miastem prezentowały się znakomicie, a lepiej zrobionego jeziora/rzeki to nie widziałem do tej pory. Wygląda po prostu jak prawdziwe.
    Po drugie muzyka. Soundtrack Wiedźmina jest jednym ze stałych gości mojego odtwarzacza mp4. Na szczęście twórcy byli na tyle miłościwi, że podarowali nam płytę z muzyką przy kupnie gry.
    Po trzecie klimat i fabuła. Pomimo kaszankowego trybu walki ta gra ma w sobie coś, co skłania nas do staczania kolejnych walk i poznawania kolejnych momentów gry. Lokacje są zróżnicowane (szkoda tylko, że jest ich tak mało) a wędrówka po ciemnej krypcie będąc pod wpływem eliksiru Kot potrafi nieźle dać w kość, o ile gra się po ciemku. Początkowo nie podobało mi się ganianie
    Po czwarte długość gry. Pomimo iż Wiedźmin jest gierką jednorazową, twórcy postarali się by tym jednym razem przyciągnąc gracza do ekranu na dłużej. Przejście gry po raz pierwszy to czasowy 'wydatek' rzędu 60-90 godzin, co w dobie dzisiejszych 7-10 godzinnych produkcji stanowi atut nie do przecenienia.
    Po piąte doskonały upgrade. Po zainstalowaniu specjalnego rozszerzenia gra wczytuje się bardzo szybko i działa dużo płynniej.
    Po piąte świetny dubbing. O ile polskim aktorom polonizowanie gier wychodzi dość kiepsko, to tutaj spisali się na medal.
    Po szóste kościany poker. Bardzo grywalna i doskonale dopracowana minigierka.
    Po siódme unikatowy system rozwoju postaci i bardzo pomysłowy system tworzenia eliksirów. Naprawdę można eksperymentować i tworzyć eliksiry, na które przepisów do tej pory nie znaliśmy, a także tworzyć silniejsze wersje tych, które już znamy.
    Po ósme doskonałe cut-scenki. Intro i outro autorstwa Tomasza Bagińskiego to dla mnie niedościgniony wzorzec jak powinny wyglądać tego typu filmy.
    Po dziewiąte, dialogi. Tak, dialogi kwalifikuję zarówno jako wadę, jak i zaletę tej gry. Ich wadą jest nasz nikły wpływ na postać rozmowy, a niewątpliwą zaletą sama treść tych dialogów, która jest niezwykle ciakawa i nieraz zabawna/klimatyczna.
    Po dziesiąte, kolekcja kart z kobietami. Kto grał, ten zrozumie.
    Po jedenaste, wypadkowa wszystkich wad i zalet czyli grywalność. Stoi na bardzo wysokim poziomie.
    Podsumowując - jak widac wyszło mi więcej zalet, niż wad gry. Wiedźmin jako taki to dla mnie *dość* dobra gra. Nie jest rewelacyjna, ale też nie jest kiepska. Po licznych obietnicach twórców konfrontacja z rzeczywistością była dla mnie smutnym rozczarowaniem. Gdyby nie obiecywali graczom złotych gór, miałbym o tej grze lepsze zdanie. A ja wyjątkowo nie lubię jak się ze mną leci w kaka.... w kulki, w związku z tym za te manipulacje daję grze pokaźny minus.
    Nie podoba mi się także kult, jakim otoczyli polscy gracze ten tytuł. W wielu miejscach wszelkie próby nawet najobiektywniejszej krytyki (o subiektywnej nie wspominając) są bardzo niebezpieczne i grożą natychmiastowym linczem.
    Dla mnie powiązania Wiedźmina z moim krajem nie mają żadnego znaczenia, stąd mam na ten tytuł chłodne spojrzenie.
    I dlatego wymierzam mu ocenę w wysokości 7/10. W ankiecie zagłosowałem na 'dobra gra'.
    A jakie jest Wasze zdanie? Macie ochotę mnie zlinczować, a może macie podobną opinię na ten temat?
    PS: Mimo wszystko do Wiedźmina kiedyś wrócę (jak upłynie dość czasu bym zapomniał większość fabuły), a screenów nie zrobiłem bo wolę sobie teraz grać w Gothica ;P
  12. Lord Nargogh
    Tragedia, która miała miejsce dwa dni temu posłuży mi za przykład do opinii, którą wygłaszałem już dawno (co prawda nie na blogu).
    To nie religia czyni człowieka terrorystą. To człowiek sam decyduje o tym, żeby nim zostać.
    Mam tylko powierzchowną wiedzę o naukach islamu, jednak z tego co wiem, to Koran nie zachęca do 'mordowania niewiernych' - wprost przeciwnie, nawołuje do szacunku do wszystkich ludzi. Wiem to z pierwszej ręki, bowiem mój kolega ze studiów jest muzułmaninem.

    Świat jest ostatnimi czasy bardzo nieprzychylny muzułmanom, ze względu na straszliwe czyny dokonywane przez marny procent ludzi, podających się za muzułman (bo jak inaczej nazwać kogoś, kto twierdzi że wyznaje jakąś religię, a postępuje wbrew jej zasadom?). Na codzień mamy do czynienia z poprawnością polityczną, która nie pozwala wygłaszać pewnych tez wprost, dlatego nie słyszy się o tym aż tak dużo. Ale gdy tylko pojawiły się pierwsze wzmianki o zamachu, wyszło szydło z worka. Media na całym świecie zarzuciły nas informacjami, że to w zasadzie niemal pewne, iż zamachu dokonali islamscy terroryści. Podobno nawet jedna grupa terrorystyczna przyznała się do tego czynu.
    Prawda okazała się jednak taka, że zakpiły z nas nasze własne uprzedzenia. Morderca okazał się być fundamentalistą, ale.... chrześcijańskim.
    Chrześcijaństwo jest religią miłości. Nie ma żadnego usprawiedliwienia ani uzasadnienia dla czynów, które dokonał ten... półczłowiek. Jezus Chrystus, najważniejszy Nauczyciel tego wyznania niewątpliwie potępiłby straszliwie jego zachowanie.
    Mimo to znajdują się wciąż ludzie, którzy są w stanie ubzdurać sobie, iż to, co chcą zrobić, jest słuszne. Że dokonując wielkiego zła, według ich religii dokonują dobra. Nie ma tu znaczenia czy mówimy o chrześcijaninie, muzułmaninie czy wyznawcy dowolnej innej religii.
    Coraz więcej mówi się o 'zagrożeniu' ze strony Islamu, często wspomina się o nienawiści propagowanej przez nielicznych przecież wyrzutków tej religii... a tu coś takiego. Przykładów na chrześcijańską nienawiść można znaleźć od groma w całej Polsce, zwłaszcza wśród 'Prawdziwych Polaków'. Wystarczy wyjść z domu, posłuchać rozmów niektórych ludzi. Wystarczy włączyć telewizję i pooglądać tych, którzy podają się za bardzo religijnych chrześcijan. Od dawna w rozmowach ze znajomymi wspominałem, że fundamentalni chrześcijanie nie są lepsi od fundamentalnych muzułman, jednak do tej pory nie byłem w stanie zbić argumentu, że ci pierwsi nie dokonują krwawych zamachów terrorystycznych.
    Ale teraz już mogę bardzo łatwo tego dokonać.
    Ludzie od zarania dziejów zasłaniali się religią, gdy dokonywali okrutnych czynów, snuli mordercze i krwawe plany. Tu nie ma znaczenia tak naprawdę, czy mamy do czynienia z chrześcijańskim papieżem, który nawołuje do 'zabijania niewiernych' na krucjacie, czy islamskim fundamentalistą, który nawołuje w zasadzie do tego samego. Jeśli występuje jakaś różnica, to tylko na niekorzyść chrześcijan, bowiem papież jest oficjalnym przedstawicielem potężnego odłamu tej religii, a islamski fundamentalista - wyrzutkiem.
    Źle się w tym świecie dzieje, ale jeśli przyjrzeć się historii ludzkości, to zawsze działo się źle. Tym pesymistycznym stwierdzeniem zakończę ten wpis.
  13. Lord Nargogh
    Miałem omówić dzisiaj efekt relatywistyczny, ale stwierdziłem że ten temat wymaga nieco większego zastanowienia z mojej strony, więc zamiast tego napiszę o czymś innym, IMO lekkim i przyjemnym.
    #2 - SIŁA (ZJAWISKO) CORIOLISA
    Wielu z Was na pewno słyszało o tym zjawisku. W prostym skrócie: polega ono na działaniu pewnej siły pozornej w obracających się w stosunku do siebie układach odniesienia. Na początek łatwy przykład: kulka poruszająca się ruchem prostoliniowym po obracającej się tarczy - czyli na przykład tocząca się z góry na dół po tej tarczy. Dla obserwatora nieruchomego, przyglądającego się zdarzeniu z zewnątrz piłka będzie poruszać się po linii prostej, jednak dla obserwatora który będzie obracał się razem z tarczą - tor ruchu piłki będzie skręcony. Skręcenie tego toru będzie wynikało właśnie z działania tej siły.
    Wszystko pięknie, ale co z tego że działa sobie taka siła? Otóż okazuje się, że ma to bardzo duże znaczenie w wielu dziedzinach naszego życia. Na przykład w zabawach dla Dużych Chłopców - przy prowadzeniu ostrzału z artylerii na duze odległości, ewentualnie przy wystrzeliwywaniu rakiet - należy uwzględnić działanie tej siły, bo w przeciwnym razie mamy gwarancję, że nie trafimy do celu. Ba, przy dużej odległości możemy walnąć w nie to miasto, co trzeba - może nawet państwo!
    Bo owszem, nasza kochana Ziemia również się obraca i działa na niej bezustannie ta siła. Jej wzór jest stosunkowo prosty:


    Fc=-2m(omega x v)=-2m * omega * v * sin(alfa),

    z czego Fc, omega i v są wektorami, a x oznacza iloczyn wektorowy. Dlaczego podałem ten wzór? Żeby wyjaśnić, jakie sa warunki, aby ta siła mogła zadziałać. Przede wszystkim na pierwszy rzut oka widać, że układ, w którym znajduje się ciało musi się obracać (omega różne od zera), a ciało musi się poruszać z pewną prędkością. Poza tym iloczyn wektorowy oznacza także, że wartość tej siły zależy od kąta, pod jakim w stosunku do osi obracania układu porusza się ciało. W związku z tym jeśli siedzicie sobie spokojnie przy komputerach, to nie działa na Was ta siła - jeśli jednak zaczniecie sobie chodzić po pokoju, to znajdziecie się pod jej wpływem. Oczywiście w przypadku tak niewielkiej prędkości nawet nie poczujecie jej działania, jednak zawsze można spróbowac posłużyć się nią jako argumentem przeciw ruszeniu się sprzed komputera (Akcja społeczna: Chroń swoje dziecko przed działaniem siły Coriolisa; kup mu grę MMO!)
    Gdzie jeszcze można zaobserwować takie zjawisko? W naturze - na przykład ma ona wpływ na tendencje wiatru do skręcania, w zależności od półkuli. Cyklony poruszają się odwrotnie do ruchu wskazówek zegara na półkuli północnej, a zgodnie na południowej.
    Coś na kształt działania siły Coriolisa na cyklon można w prosty sposób zaobserwować w domu - w wannie. Wystarczy napełnić ją do pełna wodą, a następnie wyjąć korek. Woda zacznie spływać do rury (zaskakujące, prawda?) tworząc piękny, wannowy cyklon obracający się w określonym kierunku (zawsze tym samym na danej półkuli). Ale nam się ten kierunek nie podoba, w związku z tym będziemy majtać ręką w wodzie, próbując zmienić ten kierunek. Jak już nam sie uda, możemy przestać. Tak, przestańmy majtać tą ręką.
    I co się stanie? Woda leniwie pospływa przez chwilę w zapodanym przez nas kierunku, a następnie wróci do obracania się w pierwotną stronę. Będzie tak robić uparcie, niezależnie ile razy spróbujemy zawrócić kierunek obrotu. Aż się woda skończy.
    Dlaczego? Na skutek działana siły Corolisa.
    Idźcie na studia ścisłe, to będziecie schody projektować i środki ciężkości pod tyczki wsadzać!
  14. Lord Nargogh
    Świeżo po ukończeniu dwóch części Fallouta, odczuwałem pewien niedosyt. Świat gry zafascynował mnie i wciągnął do granic możliwości. Chciałem więcej, dużo więcej. Bawiły mnie wymysły mojej chorej wyobraźni, w której wyobrażałem sobie strzelanie do Supermutantów z perspektywy pierwszej osoby (jak kilka lat później dowiedziałem się o wznowieniu prac nad Fallout 3 przez Bethesdę i o tym że następna część serii miała nie być izometryczna, a FPP, posikałem się z radości), a także wcielenie się w rolę kogoś ciekawszego, niż byle człowieka. Marzyła mi się gra, w której mógłbym kierować mutantami.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Wiedziałem wtedy już o istnieniu spin-offa Fallout Tactics: Brotherhood of Steel, ale nie miałem przyjemności w niego zagrać. Musicie pamiętać, że dla mnie to był dopiero początek Epoki Gimbazy i moje skromne kieszonkowe nie pozwalało mi na zbyt częste i drogie zakupy gier (zwłaszcza, że moi rodzice byli i są skrajnie nieprzychylni tego typu rozrywce).

    Youtube Video -> Oryginalne wideo I wtedy mój kumpel przybył do mnie ze Wspaniałą Nowiną. Że w Empiku można kupić premierówkę Fallout Tactics za jedyne 30 zł. Wyskrobałem wszystkie oszczędności jakie miałem, sprzedałem duszę i kilka wewnętrznych organów na czarnym rynku, po czym pognałem czym prędzej do sklepu modląc się, żeby starczyło egzemplarzy gry dla mnie.
    Udało mi się dorwać ostatni.
    I wsiąknąłem na kilka dni, aż ukończyłem kampanię.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Nie był to sequel dla Fallouta 2, a rozgrywka miała niewiele wspólnego z dotychczasowymi częściami serii. Mimo to, zabawa była przednia. Wtedy po raz pierwszy przekonałem się, że wolałbym walczyć na pustkowiu w czasie rzeczywistym, a nie w turach.
    Grafika mi się bardzo podobała, zastanawiałem się czemu twórcy 'nie mogliby zrobić Fallouta 3 na silniku Tacticsa'. Swoją drogą silnik ten został zastosowany w cRPG-u osadzonym w zgoła innych realiach - Lionheart-cie.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Ekscytujące było zdobywanie coraz lepszego wyposażenia i członków drużyny. Pod sam koniec miałem tylko dwóch ludzi w sześcioosobowej drużynie (jak już kiedyś wspominałem, granie ludźmi jest moim zdaniem nudne).
    Każda rasa miała swoje wady i zalety. Ludzie jak ludzie - nudni i uniwersalni. Ich największą przewagą był dostęp do wszystkich możliwych broni i większości pancerzy (tych, do których nie mieli dostępu używać mogły inne rasy - ale i tak były słabsze niż te używane przez ludzi).
    Ghule byli mniej odporni i słabsi fizycznie, za to obdarzeni wysoką percepcją, co czyniło ich wybornymi snajperami. W mojej drużynie miałem standardowo Ghula snajpera-sapera-kierowcę-mechanika.
    Supermutanci byli potężni i wytrzymali, lecz tępi i z zazwyczaj niską percepcją. Ponadto nie mogli używać zwykłej broni palnej - ich łapska były na to za tęgie. Niewielka to jednak strata, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że tego typu broń niemalże nie zadawała im obrażeń (z wyjątkiem paru najlepszych spluw). Pamiętam relację jednego z wojowników Bractwa, o tym jak ich strzały nie robiły na mutantach żadnego wrażenia. Jeden z nich, po oberwaniu z działa czołgu upadł na ziemię... lecz po chwili się podniósł, i ze śmiechem rzucił na nich do ataku.
    Szpony Śmierci były niezwykle silne, szybkie i wytrzymałe. Nie mogły jużywać żadnej broni (poza granatami), chociaż ich potężne szpony stanowią najlepszą możliwą broń same w sobie. Doskonali skrytobójcy. Jeśli udało się zakraść Szponem do wrogiego strzelca który mógłby napsuć sporo krwi podczas tradycyjnych prób jego wyeliminowania, to biedak nie miał żadnych szans na przetrwanie. Większość ciosów Szponów kończyła się obaleniem przeciwnika na ziemię, gdzie ofiara mogła tylko bezradne czekać na śmierć przyjmując kolejne uderzenia.
    Androidy, czyli inaczej roboty to piekielnie wytrzymałe maszyny do zabijania. Niewiele broni (poza bronią energetyczną) jest w stanie je skutecznie ranić. Do ich słabości należy kompletna niewrażliwość na chemię i medycynę, nie można było ich 'leczyć', a jedynie 'naprawiać'. Za rozczarowujący uznaję fakt, że w czasie kampanii mogliśmy zwerbować tylko jednego androida, i to w dodatku niewiarygodnie słabego. Jego maksymalna liczba punktów wytrzymałości nie pozwalała mu przetrwać większości ataków przeciwników z tego etapu gry.
    W grze dla wielu graczy można było jeszcze grać psami i (jeśli dobrze pamiętam) brahminami, jednak nie traktuję tych 'ras' poważnie i z tego powodu nie poświęcę im w tym wpisie uwagi.
    Cóż można jeszcze dodać? Misje przenosiły nas do najróżniejszych lokacji postnuklearnego świata gry, zaczynając od małych, zapyziałych wiosek z tubylcami, a na wielkich fabrykach androidów i kryptach kończąc. Przeciwnicy z którymi musieliśmy się mierzyć ulegali zmianie co kilka misji - zaczynaliśmy od zwykłych bandytów, potem mierzyliśmy się z tajemniczymi Władcami Zwierząt, by wreszcie stanąć w szranki z Supermutantami i androidami.
    Mam wielki sentyment do tej gry. Ukończyłem ją już dobre kilka (kilkanaście?) razy i z pewnością zrobię to jeszcze nie raz. Bo szansa na powojowanie na pustkowiach drużyną składającą się z najróżniejszych ras - nad którą mamy pełną kontrolę - jest nie do przecenienia.
  15. Lord Nargogh
    Na dzisiaj przygotowałem coś lekkiego, co każdy w dodatku może łatwo zweryfikować w domu.
    Ciecz przechłodzona.
    Jest to materia w formie cieczy, znajdująca się poniżej temperatury swojego krzepnięcia, słowem - na przykład woda o temperaturze -4 stopni, pozostająca w stanie ciekłym.
    Niemożliwe? A jednak. Aby zjawisko cieczy przechlodzonej mogło mieć miejsce, to musi być ona schładzana albo bardzo powoli (co uniemożliwi zajście procesu krystalizacji), albo bardzo szybko (tutaj z kolei krystalizacja nie zdąży zajść).
    Ciecz przechłodzoną można bardzo łatwo zmienić w kryształ poprzez umieszczenie w zbiorniku z cieczą małej struktury krystalicznej, na przykład ziarenka piasku. Można to również uzyskać wstrząsając zbiornik z naczyniem, działając na ciecz falami dźwiękowymi lub ładunkiem elektrycznym. Taki proces krystalizacji powoduje jednoczesne wygenerowanie ciepła.
    I tutaj pozwolę sobie opisać bardzo prosty sposób na zaobserwowanie zjawiska cieczy przechłodzonej. Potrzebujemy tylko butelki coli i zamrażarki.
    Colę (może być dowolna, aczkolwiek ja testowałem to doświadczenie na coli Hoop i Original z Biedronki) umieszczamy w zamrażarce, uprzednio odcinając jej etykietę, by lepiej było widać, co jest w środku. Dobrze jest też colę napocząć i ulać z niej około szklankę napoju, w razie gdyby coś poszło nie po naszej myśli i gdyby ciecz jednak się wykrystalizowała samodzielnie, rozwalając butelkę i robiąc bałagan w zamrażarce. Ta szklanka mniej da nam gwarancję że nic złego zamrażarce się nie stanie. Uprzedzamy domowników by nie ruszali butelki z colą aż do czasu zakończenia eksperymentu - drgania mogą spowodować krystalizację i cały eksperyment pójdzie na marne.
    Odczekujemy kilka godzin.
    Wyjmujemy (delikatnie) colę z zamrażarki - jeśli wszystko poszło po naszej myśli, to powinna nadal znajdować się w stanie ciekłym. Otwieramy butelkę, by wyrównało się w niej ciśnienie. Zakręcamy, po czym wstrząsamy butelką. I voila'! Nasza cola zmieniła się niemal w całości w lód! 'Dlaczego nie w całości' zapytacie, a ja odpowiem, że przecież napisałem, że proces krystalizacji powoduje wygenerowanie pewnej ilości ciepła. To właśnie to ciepło spowodowało natychmiastowe stopienie się części lodu.
    Uwaga: możliwe iż krystalizacja nastąpi już po otwarciu butelki, dlatego radziłbym bacznie obserwować, co się dzieje w jej środku.
    No i to tyle. W ramach ciekawostki do ciekawostki dodam, że istnieje też zjawisko cieczy przegrzanej - warunki są dokładnie te same, z tym że zamiast chłodzenia mamy grzanie i zamiast krystalizacji mamy wyparowanie.
  16. Lord Nargogh
    Opowiadałem już o ścieżce dźwiękowej gry strategicznej i RPG. Dzisiaj przyszedł czas na kolejną zmianę gatunku, bowiem opowiem o muzyce z... platformówki.
    Jazz Jackrabbit 2. Wyśmienita gra platformowa, w której wcielamy się w jednego z dwóch (jeśli licząc z dodatkiem, to troje) królików, których zadaniem jest uwolnienie tradycyjnej księżniczki z łap tradycyjnego paskudnika.

    Nasze króliki jednak nie mają się zamiaru cackać i bawić w skakanie po przeciwnikach, lecz raczej po wizycie w najbliższym sklepie z bronią zrobić z nich sito lub (w zależności od wybranej broni) stos popiołu.
    Akcja gry ma miejsce na wielu planszach o zróżnicowanej tematyce, jednak zamiast wymieniać kategorie po kolei, wydaje mi się że lepiej będzie po prostu przejść do głównego tematu wpisów - czyli ścieżki dźwiękowej, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt że każdy utwór ściśle związany jest z określonym rodzajem poziomu gry.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Do wrogów przyjdzie nam strzelać między innymi w nowoczesnych laboratoriach pełnych nieudanych eksperymentów i szczurów doświadczalnych (wykorzystanie 'królików doświadczalnych' w grze z wiadomych powodów nie było możliwe). Nie wiem jak Wy, ale ja słysząc ten utwór mam ochotę zabrać się za jakieś niebezpieczne badania naukowe.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Tym razem mamy do czynienia z czymś co wydaje mi się być parodią krainy czarów z przygód Alicji. Wprawny obserwator dostrzeże parę aluzji i powiązań, sama nazwa utworu może nam podsunąć skojarzenie kto i pod wpływem czego może trafić do 'krainy czarów'.
    Melodia dobra do wyluzowania. Chill, men. Peace, brother.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Utwór idealnie pasujący do tematyki plansz, czyli nawiedzonego domu i nie tylko. Oczami wyobraźni widzę szalonego ducha napierniczającego w klawisze keyboardu.
    Nawiedził mnie duch Jeana Michelle-Jarra.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Techno utwór z techno planszy. W jednej chwili odbijamy się od elementów stołu pinballowego, by zaraz szaleć po elementach rodem z sieci elektrycznej. Nie wiem co w głowach mieli twórcy gry projektując ten poziom, ale przyznać muszę że im zazdroszczę.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Kolejne kroki naszej szalonej przygody postawimy w pełnej wrednych goryli dżungli. Kiedy po raz pierwszy przesłuchałem tą melodię, to moja mama bardziej niż dowiedzieć się dlaczego siedziałem na pobliskim drzewie, wiedzieć chciała czemu rzucałem w nią bananami. I skąd je wziąłem.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Dokąd trafiają niegrzeczne króliki?
    Do paszt3tu
    Do piekła! Wydaje mi się, że utwór dobrze oddaje gorąc lokacji w jakiej przyszło nam wojować.
    I to wszystkie utwory, jakie przygotowałem na dzisiaj. Oczywiście zarówno tematów poziomów w grze, jak i ścieżek dźwiękowych było więcej, ale wybrałem tylko te swoje ulubione coby widowni zbytnio nie zanudzać.
    No i Rankin zwykle lubi wpaść i zarzucić linkiem do utworu który pominąłem, a który jemu się spodobał.
    W każdym razie każdemu, kto jeszcze nie miał okazji zagrać w tę wyborną platformówkę mogę ją z całego serca polecić.
  17. Lord Nargogh
    Szczerze powiedziawszy, temat jest bardzo trudny, ale ten blog nie ma służyć za uniwersytecką encyklopedię dla studentów nauk ścisłych, ma raczej na celu pokazać zwykłym, nieinteresującym się na codzień fizyką śmiertelnikom, że można o trudnych zjawiskach mówić w sposób prosty, a także być może ciekawy. Nie będę ukrywał, że jako osoba zainteresowana tematem fizyki uznaję program nauczania na każdym etapie (od podstawówki, przez gimnazjum i liceum, po studia specjalistyczne) za źle sformułowany i zniechęcający do tematu. Czytaj: tak, to jest nudne i trudne nie tylko dla humanistów (jeśli źle przeprowadzone). Ale jak powiedział kredens do szafy, przejdźmy do rzeczy.
    Na początek zadajmy sobie dwa pytania: Czym jest światło? Czym jest materia?
    Uczeni dość mocno interesowali się tymi kwestiami na przełomie XIX i XX wieku. Niektórzy wysnuwali hipotezy oparte o matematyczne dowody, inni później je obalali bądź potwierdzali przy użyciu eksperymentu.
    W związku ze światłem teorie były dwie:
    1. Światło jest falą (elektromagnetyczną),
    2. Światło składa się z cząstek (korpuskuł), zwanych fotonami.
    Eksperymenty wykazały, że obie teorie są poprawne, bowiem światło wykazuje zarówno zachowania falowe, jak i korpuskularne. Omówmy krótko zjawiska, które potwierdzają tę teorię.
    Dla czystej formalności - za falę uznajemy zaburzenie rozchodzące się w przestrzeni. Na przykład fala akustyczna jest rozchodzącym się w przestrzeni zaburzeniem gęstości i ciśnienia ośrodka. Na chłopski rozum oznacza to po prostu zbliżanie się i oddalanie cząstek w miejscu przez które przechodzi fala, łatwo sobie to wyobrazić.
    Na początek zjawiska potwierdzające falową naturę światła:
    Przede wszystkim dyfrakcja i interferencja.
    Dyfrakcja to zjawisko uginania się fal przechodzących w pobliżu przeszkody. Najprostszym układem w którym można zaobserwować dyfrakcję jest niewielka, pojedyncza szczelina przez którą przechodzi równoległa wiązka światła. Gdy takich szczelin jest bardzo wiele i znajdują się w stałych odległościach pomiędzy sobą, mamy do czynienia z siatką dyfrakcyjną.
    Interferencja to w uproszczeniu zjawisko w którym dwie fale oddziałują ze sobą, na skutek czego ulegają w różnych miejscach wzmocnieniu lub wygaszeniu.

    Przejdźmy teraz do przykładowych zjawisk potwierdzających korpuskularną (materialną) naturę światła - a bardziej po ludzku, potwierdzających że światło składa się z fotonów:
    Efekt Comptona - zjawisko w którym foton na skutek zderzenia z elektronem zmienia swoją długość fali - czyli na przykład uderza zielony foton, a odlatuje czerwony. Jest to związane ze spadkiem częstotliwości fotonu, od której zależy wartość jego energii. Sytuacja przypomina zachowanie białej kuli bilardowej uderzającej w spoczywającą w miejscu kulę o innym kolorze.

    Wyobrażenie na temat dwóch fotonów o różnych energiach. Obrazek pochodzi ze strony NASA.
    Zjawisko fotoelektryczne jest bardzo podobne do efektu Comptona, a różnica pomiędzy tymi zjawiskami wynika z różnicy w energii lecącego fotonu (i pracy wyjścia elektronu, ale to nie jest istotne dla naszego przykładu. Bardziej energetyczny foton uderzając w elektron powoduje jego 'uwolnienie' z orbitalu atomu/cząsteczki. Wracając do analogii z bilardem, tym razem biała kula spowodowałaby swoim uderzeniem wylecenie innej kuli poza stół bilardowy.
    Mamy zatem dwa przykłady na to, że światło zachowuje się jak fala oraz dwa przykłady na zachowanie światła jako cząstki. Jaki to ma związek z materią i w jaki sposób wynika z tego podobieństwo materii do światła? O tym postaram się napisać następnym razem.
  18. Lord Nargogh
    Wszystkie Fallouty jakie miałem, przeszedłem już na wylot. Wracałem do nich często i ze smutkiem godziłem się z faktem, że więcej gier z tej serii już nie będzie.
    Na szczęście byłem w błędzie. Pewnego pięknego dnia świat obeszła wiadomość, że powstanie trzecia część serii, a za jej wykonanie wzięła się Bethesda. Co więcej, w Fallouta 3 mieliśmy grać z perspektywy pierwszej osoby.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Były to dla mnie po prostu fenomenalne wieści. Spełniły się tym samym dwa moje marzenia naraz - pierwsze dotyczyło powstania trzeciej części serii, a drugie - zobaczenie pustkowi oczami bohatera, którym kieruję. Mocno mnie zdziwiło oburzenie środowiska graczy (trwające do dzisiaj), na szczęście antyfani byli i są w zdecydowanej mniejszości, o czym świadczy doskonała kondycja marki Fallout w dniu dzisiejszym.
    Ale wracając do samej gry - kiedy odpaliłem ją po raz pierwszy, to nie była dla mnie typowa rozgrywka przy komputerze. To było doznanie, które trwało naprawdę długo i w gruncie rzeczy trwa nadal.
    Początek w Krypcie 101 może być nieco irytujący, zwłaszcza przy konieczności powtarzania go za każdym rozpoczęciem gry od nowa - ale równie denerwująca była Temple of Trials z F2, więc bez problemu mogę ten etap grze wybaczyć.
    Natomiast chwila, w której opuszczamy schron po raz pierwszy... nie do opisania. Tak jak w Falloucie 1 czytaliśmy opis, jak słońce widziane pierwszy raz w życiu nas oślepia, w Falloucie 3 mogliśmy to doświadczyć na własnej skórze (a raczej oczach).
    Świat gry jest otwarty i ogromny. W dwóch pierwszych częściach serii łatwo było zrobić wszystko, co było do zrobienia i wykonać wszystkie questy w kilkadziesiąt godzin. W trzeciej zaś, nigdy nie udało mi się tego dokonać, pomimo setek godzin przy niej spędzonych. Za każdym kolejnym przejściem odkrywam sporo lokacji i questów, których nie zrobiłem nigdy wcześniej. Taki już jest urok gier ze stajni Bethesdy.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Ponownie spotykamy na swojej drodze Bractwo Stali, jak i Enklawę. Po stołecznym pustkowiu krąży także mnóstwo mutantów, od ghuli poczynając (zarówno cywilizowanych jak i zdziczałych), przez szpony śmierci, a kończąc na Supermutantach. Tym razem jednak stawiamy czoło innemu 'szczepowi' niż temu znanemu z dwóch pierwszych części gry. Antyfani zjechali F3 za odmienny wygląd mutantów, nie zapoznając się z wytłumaczeniem zawartym w samej grze, iż istotnie nie są to te same mutki co w F1 i F2.
    Jeśli chodzi o zawarte w grze zadania, to są one dość zróżnicowane i ciekawe. Rozbrojenie/detonacja bomby atomowej. Prace badawcze nad poradnikiem przetrwania na pustkowiach. Poszukiwania zaginionego androida. Misja ratunkowa grupy najemników w pułapce supermutantów. Polowanie/uwolnienie niewolników. Pojedynek superbohaterów. Rozgrywka o Tenpenny Tower. Polowanie na ogniste mrówki. I wiele, wiele, wiele więcej.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Samych zadań jest sporo, ale jeszcze więcej czasu zając nam może badanie i zwiedzanie rozmaitych lokacji. Bardzo podobało mi się rozwinięcie zaniedbanego w poprzednich częściach wątku - eksperymentu Vault-Tec z kryptami. Krypt na Stołecznym Pustkowiu jest naprawdę wiele i w każdej z nich możemy poczytać o eksperymencie w niej przeprowadzonym (a także zmierzyć się z jego konsekwencjami). Dla przykładu mogę wspomnieć o krypcie, w której musimy stawić czoło dziesiątkom klonów jednej osoby - Gary'ego. Lub o schronie, w którego układzie wentylacyjnym rozprowadzono narkotyki halucynogenne (których to halucynacji doświadczamy na własnej skórze). Schronów jest znacznie więcej i samo ich zwiedzanie dostarczy nam dziesiątki godzin rozrywki.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Wątek główny obejmuje poszukiwania naszego zaginionego ojca, a następnie realizację projektu Purity mającego na celu zapewnienie czystej wody dla wszystkich mieszkańców pustkowi. Co ciekawe, w kolejnej części gry (Fallout New Vegas) zbiorniki wodne są w większości czyste i nie napromieniowane. Można spekulować, że miało to związek z wątkiem głównym w Falloucie 3, chociaż fakt iż region Mojave nie został zbombardowany przez pociski jądrowe jest także sensownym wytłumaczeniem (chociaż mamy przecież wiatr i opady deszczu, które mogłyby rozprowadzić skażenie na ten rejon. Podobnie opady deszczu pochodzącego z wody z rejonu Stołecznego Pustkowia mogły oczyszczać zbiorniki wodne na Mojave).
    Nie wnikając w szczegóły wątku głównego, czeka nas kilka epickich bitew z mutantami i Enklawą.
    Cóż powiedzieć więcej? Fallout 3 to zdecydowanie godny przedstawiciel serii. Pomimo początkowej (i trwającej częściowo nadal) fali hejtu, posiada ogromną liczbę wiernych fanów, myślę że nawet większą niż oryginalne części gry (wielu fanów nigdy nie zagrało w F1 czy F2). Z pewnym niesmakiem przyglądam się zarzutom kierowanym przez hejterów z NMA wobec F3, zwłaszcza że można większość (jeśli nie wszystkie) z nich bez problemu odnieść do poprzednich części gry, które były istotnie grywalne i klimatyczne, ale niepozbawione licznych wad.
    Następna część serii, Fallout New Vegas jest moją ulubioną, ale następnym razem chciałbym opisać dodatki do trzeciej części gry, albowiem z pewnością są one godne uwagi.
  19. Lord Nargogh
    Oglądam sobie wesoło tvn24, trochę poirytowany monotematycznością audycji (ja rozumiem - zamach to wielka tragedia, ale nie znaczy to też, że na świecie przestało się dziać cokolwiek innego), gdy nagle dociera do mnie ciekawa uwaga prowadzącego program dziennikarza.
    CYTAT
    Już wiadomo, że mężczyzna podejrzany o zamach grał w jedną z brutalniejszych gier (...)
    Pomyślałem sobie - 'znowu to samo'. Tym niemniej jeszcze można doszukiwać się jakiegoś związku w brutalnym zachowaniu i graniu w szczególnie brutalne tytuły, jak 'Manhunt' - co nie zmienia faktu, że osoby na tyle chore na umyśle, by zabijać innych ludzi, zrobiłyby dokładnie to samo nawet gdyby przemysł gier komputerowych w ogóle nie istniał.
    Chwilę potem dowiedziałem się, o jaką dokładnie grę chodziło (z bloga Abyssa, którego pozdrawiam).
    Uwaga, uwaga! Jedną z brutalniejszych gier, jakie istnieją, jest....




    Youtube Video -> Oryginalne wideo


    WORLD OF WARCRAFT

    Normalnie szok i panika. Gra o tak niewyobrażalnych pokładach przemocy, że doprowadziła mnie do wymiotów po obejrzeniu intra.
    Nie będę się nawet rozpisywać na ten temat. Powiem tylko, że WoW ma cukierkową grafikę i oznaczenie PEGI 12+. Dodam także, że ekipie tvn24 chciało się szukać po całej Norwegii ludzi, którzy mieli ciotecznych braci stryjecznej siostry, którzy mieszkali w Oslo w czasie tragedii. Szukali rozmaitych specjalistów i profesorów z uczelni z całej polski. Zlikwidowali praktycznie całą ramówkę, by cały dzień za przeproszeniem pierdolić na okrągło o zamachu.
    Ale nikomu nie chciało się wpisać w google 'World of Warcraft'.
    To jest doskonały dowód na poziom i rzetelność polskiego dziennikarstwa. Żywienie się na ludzkiej tragedii, szukanie taniej sensacji, chwytanie się tanich plotek i kaczek dziennikarskich, by zdobyć uwagę. I kompletny brak zaangażowania by to, co się na antenie wypowiada, było całkowicie zgodne z prawdą.
  20. Lord Nargogh
    Przyglądam się z zainteresowaniem wzajemnemu targowaniu się partii politycznych na temat debat politycznych. Wszyscy ciągle organizują konferencje i nawzajem pouczają się na temat tego, jak powinny one wyglądać. Sytuacja jest o tyle zabawna, że osoby pouczające innych i oskarżające o marnowanie czasu na debatowanie o debatach, same robią dokładnie to samo. Zrobiło się już takie długie C-C-C-OMBO wzajemnych pouczeń, że trudno się połapać o co komu teraz tak naprawdę chodzi. Wszyscy liderzy próbują nawzajem wpoić nam wrażenie, że nikt poza nimi nie jest chętny do żadnej debaty i że wszyscy pozostali liderzy uniemożliwiają jej zajście.

    Co jest trudnego w ruszeniu swojej (_!_) do studia i porozmawianiu?
    PiS domaga się wizyty ministrów PO i premiera Tuska w swojej siedzibie. Sprawa śmierdzi na kilometr i zapowiada ewidentne zaszczucie jednej strony przez drugą, a także potencjalnie szerokie pole do popisu (POPiS, hehe) przy montowaniu uzyskanego materiału, sposobem zadawania pytań i reakcjami publiczności.
    PO na początku zapraszał PiS to debaty w swojej siedzibie. Mamy tu mniej więcej tą samą sytuację co w pierwszym przypadku, tym niemniej po tej partii spodziewałbym się mniej brudnych gierek niż po tej powyższej.
    SLD z boku non stop próbuje pokazać siebie jako tego 'jedynego sprawiedliwego', który przygląda się z boku tym debatom o debatach i jest zażenowane tym, że wszyscy zajmują się takimi głupotami. Problem w tym, że organizując konferencje o debatach o debatach (coraz bardziej się zakręcamy) sami decydują się na zajęcie tymi 'głupotami'.
    PSL próbuje odgrywać standardową rolę mediatora stojącego pośrodku i będącego w stanie dogadać się z każdym, zapraszając wszystkie partie do debaty na ich neutralnym gruncie. Tylko problem w tym, że PSL posiada kilku swoich ministrów i też jest częścią tego rządu, więc ten grunt wcale nie jest do końca neutralny. Ale to i tak bez żadnego znaczenia, bo jego propozycje zostały całkowicie zignorowane.
    Dzisiaj premier Tusk łaskawie zaoferował przyjęcie wszystkich zaproszeń na debaty od wolnych mediów. Moim zdaniem dobry krok, aczkolwiek zastanawiam się czy nie podjęto go przypadkiem wiedząc, że PiS i tak z tej oferty nie skorzysta, bo nie będzie w stanie wygrać żadnej debaty w sposób merytoryczny. Ostatni rozsądni ludzie z tej partii opuścili ją na rzecz PJN. Bardzo nie podobała mi się reakcja Hofmana, który propozycję zwyczajnie wyszydził stwierdzeniami, że Tusk będzie ganiał po boisku albo pojedzie sobie do domu i zupełnie nie przyjmował do wiadomości, że ten zadeklarował coś zupełnie odwrotnego. Takiej bezczelności nie trawię i uważam że tacy ludzie jak Ziobro, Kurski, Kaczyński, Giżyński i Hofman powinni po prostu z polityki zniknąć, bo trudno mi wskazać osoby, które bardziej obniżają poziom debaty publicznej. Andrzej Lepper przy nich ze swoim blokowaniem mównicy postępował jak arystokrata.
    Do niedawna przychylnie spoglądałem ku SLD, ale ostatnie bezczelnie populistyczne, dalekie od prawdy spoty wyborcze tej partii (szczególnie ten o studentce, okrutnie manipulujący rzeczywistością - w kraju, gdzie studia stacjonarne są darmowe i większość studentów studiuje za darmo nie używa się argumentu, że 'czesne ciągle rosną') ogromnie mnie do niej zniechęciły, a dzisiejsze teksty o 'biednych ludziach tracących pracę, gdy PO i PiS targują się o debaty' pozbawiły mnie absolutnych resztek sympatii do tej partii. Moja riposta jest krótka: "ludzie tracą pracę, rodzice wydają majątek na podręczniki, a Napieralski zamiast wziąć się do pracy za ustawy które mogłyby ten problem rozwiązać, urządza sobie konferencje prasowe żeby skrytykować rząd'.
    Platforma jest leniwa i nie można jej usprawiedliwiać beznadziejną, bezużyteczną wręcz opozycją, ale prawda jest taka że na obecną ruinę naszego państwa składają się te wszystkie zachowania partii będących w Sejmie. Każdy odegrał w tym swoją plugawą rolę w mniejszym lub większym stopniu - czy to swoim lenistwem, czy populizmem, czy kolesiostwem czy zwyczajną niekompetencją. Przecież system legislacyjny w Polsce nie ogranicza tworzenia projektów ustaw tylko dla partii rządzącej - ba, nawet odpowiednio duża ilośc obywateli może złożyć taki projekt ustawy w Sejmie. O prezydencie i grupie posłów nie wspominając. Dlatego w mojej opinii żadna partia opozycyjna nie ma prawa krytykować rządu za lenistwo i ignorowanie problemów państwa, dopóki sama nie zaproponuje rozwiązań tej sytuacji za pomocą jakiejś ustawy - a jeśli rząd ją odrzuci, to DOPIERO będą mogli przystąpić do krytyki.
    Szanowni państwo, polityka w naszym kraju to ogromne bagno, na które już nie mogę wręcz patrzeć. Jestem wręcz w szoku, że nasz kraj kupy się trzyma w obecnym stanie i niestety nic nie wskazuje na to, żeby ta sytuacja miała się zmienić w przeciągu najbliższych dekad, jeśli nie wieków. Potrzebny jest napływ świeżej krwi i większe rozdrobnienie w Sejmie. Ugrupowania z małą ilością posłów spinałyby się z całych sił by pracować jak najwięcej, bo dla nich oznaczałoby to walkę o przetrwanie.
    A niech ci duzi dalej się kłócą jak gówniarze.
  21. Lord Nargogh
    Ostatnio nie wiedzieć czemu, przypomniała mi się dość stara gra. Nabrałem ochoty by zagrać w nią po raz kolejny. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że twórcy wydali ją w 'unowocześnionej' wersji HD - jest to o tyle ciekawe, że nie czerpali zysków z tej gry od lat - była dostępna za darmo do ściągnięcia z ich strony od bardzo dawna. Nowa wersja również jest do ściągnięcia za darmo. Czy warto? Moim zdaniem jak najbardziej, co za chwilę postaram się uargumentować.
    Ta gra jest swoistą parodią typowych gier cRPG. Mamy tu wszystko - wieśniak, który nagle zostaje bohaterem, potężną organizację zła, tragedię głównego bohatera - trudno mi tu wszystko wymienić, ale zapewniam Was, że większość schematów z tego typu gier zostało bezczelnie wykorzystanych i wyśmianych.



    Skromna chatka staruszki opłakującej kaczuszkę.

    Zaczynamy kompletnie od zera - naszym pierwszym wyzwaniem jest... nakarmienie świń w chlewie. Ku nieopisanej radości naszego bohatera, zostaje on przyłapany na tej czynności przez jego miejscowego rywala, który został rycerzem i który nie szczędzi mu kąśliwych uwag na temat jego pracy.



    Nie wszyscy zaczynają ratowanie świata od walki ze smokiem...

    Pierwszą misję kończymy z powodzeniem bez trudu. W międzyczasie możemy pomóc staruszce odnaleźć jej ukochaną kaczuszkę (która gdy ją zagadniemy okazuje się całkiem wygadana) Słowem - epickość na całego. Następnym zadaniem, jakie otrzymamy od swojej mamy jest zebranie kilku orzechów z drzewa rosnącego w pobliżu wioski. Na swojej drodze napotykamy Wielkiego Maga (jak sam siebie raczył nazwać), który później nauczy nas podstawowego zaklęcia magicznego.


    "Jestem Wielkim Magiem!"
    "Pracujesz w cyrku?"
    "..."

    Przelewamy też pierwszą krew, walcząc z morderczymi robalami.


    Pierwsze zwycięskie starcie. Ale bez obaw, smoki też będą!

    Gdy wykonujemy niesamowicie trudne zadanie zebrania kilku orzechów, zastajemy w domu...



    ...tragedię. Nasza matka nie żyje, a dom spłonął. Cóż więc nam innego pozostaje, jak rozpocząć życie pełne przygód?
    Gra jest niezwykle zabawna i wciągająca. Dialogi są bardzo humorystyczne, a nieraz nawet perwersyjne. Możemy kupić nieco uzbrojenia, nauczyć się paru czarów a także rozwijać trzy cechy - atak, obronę i magię. Słowem - najprościej, jak można zrobić by móc nadal grę nazywać cRPGiem.
    Grze towarzyszy przyjemna muzyczka w formacie .midi i dość ubogi zakres możliwych odgłosów, ale jak pisałem - to nie o złożoność tu chodzi.
    Do gry dołączony jest wypaśny edytor umożliwiający tworzenie własnych przygód, możemy także ściągnąć kilka przykładowych (polecam Wyspę Tajemnic) wykonanych przez innych graczy z poziomu gry.
    Ale pomimo całej tej prostoty gra się znakomicie. Wbrew pozorom możemy wykonać wiele interesujących zadań (dla przykładu o sekcie czczącej kaczki). Jeśli nigdy do tej pory nie mieliście przyjemności wcielić się w Dinka, zachęcam gorąco by zrobić to teraz, zwłaszcza że gra jest całkowicie za darmo do ściągnięcia ze strony producenta. O, tu.
    A, żeby nie było niedomówień - ta gra tuż po premierze wiele lat temu była sprzedawana komercyjnie- sam pamiętam trzymanie pudełka z nią w pewnym sklepie. Jest to zatem produkt pełnowartościowy, jeśli ktoś ma uraz do darmówek.
  22. Lord Nargogh
    Dzisiaj ze swoim kolegą zażarcie kłóciłem się na temat tego czym jest kromka chleba. Nasze dwie przeciwwstawne opinie macie do wyboru w ankiecie - byłbym wdzięczny za ewentualne zagłosowanie w niej w zgodzie ze swoim sumieniem, a szczególnie wdzięczny za zagłosowanie w zgodzie z moim. Jeśli ankieta pójdzie po mojej myśli, to wykorzystam ją do wyśmiania go. Jeśli nie - cóż, nigdy się o niej nie dowie ]:->
    Ale nie o tym będzie dzisiejszy wpis.
    Ostatnimi czasy daje się w telewizji zobaczyć żałosne potyczki słowne pomiędzy partiami polityczymi w Polsce. A nie, czekaj. ZAWSZE można było je oglądać. W zasadzie od pierwszego dnia gdy w naszym kraju zagościła 'demokracja'.
    I muszę przyznać że początkowo mnie to bawiło - miło było patrzeć na grupę posłów, wybrańców i reprezentantów Narodu kłócących się jak małe szczyle.
    Ale mam tego dość. Zaczęło mnie to nużyć i żenować. W końcu ile można? I zamiast tego dobrze by było w końcu coś zrobić. Ale nie, lepiej się kłócić i nawzajem wymyślać/wytykać sobie potknięcia.
    Włączcie jakikolwiek kanał telewizyjny. Zaprawdę powiadam Wam, nie znajdziecie dnia ani godziny w którym nie wspomniane zostanie ani słowem o starciu na linii koalicja-opozycja czy też kłótniach wewnętrznych w środku koalicji. Poseł X to, Posłanka Y tamto, PO to, PiS tamto, i tak na okrągło. Przerost formy nad treścią i bezustanne robienie z igieł wideł.
    Te wszystkie kłótnie i pozostałe dziecinne zachowania wynikają z prostego faktu, że w Polsce kampania wyborcza zaczyna się w minutę po zakończeniu poprzednich wyborów. Od pierwszych słów przywódców partii po ich porażkach/sukcesach. Wieczna brudna kampania i czarny P-R, nawet po ogłoszeniu ciszy wyborczej. Te nieustannie kłamiące/oczerniające się nawzajem mordy przyprawiają mnie już o odruch wymiotny.
    Oczywiście w tym całym pierniczeniu farmazonów nie chodzi tylko o sukces w następnych wyborach, o nie. Zazwyczaj dodatkowo chodzi też o odwrócenie uwagi od poważniejszych problemów, wynikających z kolei z błędów i matactw popełnionych przez własną partię.
    Czy Wy też nie macie tego dość?
    Na koniec zaproponuję rozwiązanie tego problemu rodem z jakiegoś sci-fi, i w stylu niezwykle popularnego Krzysztofa Kononowicza.
    Zlikwidować system wielopartyjny. Zmniejszyć listę posłów do 100 osób. Ustanowić zakaz istnienia jakiejkolwiek partii i klubów parlamentarnych. Każdy poseł decydowałby całkowicie w zgodzie z własnym sumieniem, i przekonaniami. Każdy poseł musiałby więcej i wydajniej pracować. Jeśli komuś nadal chciałoby się pooczerniać stronę przeciwną, to musiałby się bardziej napocić - zamiast nagadywać o jednej partii, musiałby obgadać kilkuset posłów. Dalsze benefity: całkowity brak kosztów istnienia partii politycznych, znacznie utrudniona korupcja (zamiast przekupić garstkę ludzi stanowiących władzę w partii, trzeba byłoby to zrobić z dziesiątkami osób; dużo większe koszty i ryzyko wpadki).
    A Wy? Macie jakieś pomysły?
×
×
  • Utwórz nowe...